IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 The only thing I remember was fire. Fire… and that lovely smell of blood...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nowy
Posty : 2
Data dołączenia : 31/05/2018

#1PisanieTemat: The only thing I remember was fire. Fire… and that lovely smell of blood...   Czw Maj 31, 2018 1:44 pm

Ashling Vyers
30 lat
Niezrzeszona
Aue, Niemcy
Dawniej Nauczyciel
Kobieta
Albo raczej Potwór
Aparycja
Ashling z pewnością nie można potraktować jak trupa. Chociaż w niego potrafi się zalewać, nim nie jest pod żadnym względem nawet, jeśli Shibusenowy brukowiec doniósł o jej zaginięciu i prawdopodobnej śmierci w niewyjaśnionych okolicznościach. Wbrew pozorom - jest jak najbardziej żywa tylko po prostu zmieniła swój… stan skupienia, albo raczej front i grupę, którą ze sobą reprezentuje. Wygląd jednak… w pewnym sensie uległ zmianie, chociaż nie stałej.
Już nie należy do grupy ładnych, o dziwo niemieckich kobiet o rudych włosach. Ale należała. I wyglądała niczego sobie, nie da się tego ukryć. Długie, sięgające do bioder układające się w niesamowity nieład włosy dodawały jej tego nieokrzesanego charakteru, który zupełnie nie pasował do funkcji nauczyciela w Shibusen. Niejednokrotnie je prostowała, więc nieraz sięgały nawet do łydek. To jest jednak jej nieprosta natura. Grzywka delikatnie opada na jej twarz, otulając ją delikatnie rudymi kosmykami, które niemal idealnie pasują do kocich, zielonych oczu, czasami przybierających kolor czerwieni. Dawniej te bledziutkie usta były umalowane jaśniejszą szminką, jednak na dzień dzisiejszy w ogóle tych kolorów brakuje, a również i wyraz twarzy się całkiem zmienił. Najczęściej jest on neutralny bądź nawet oszalały, chociaż rzadko ten drugi się zdarza. Na zadartym nosie bardzo często pojawia się element wcześniej nieobecny: biała maska z czerwonymi zdobieniami, zdecydowanie kontrastującymi z jej kolorem oczu - chociaż nie da się ukryć, czasami wręcz idealnie są w stanie się dopasować. To zdecydowanie nie pozwala jej na wtopienie się w tłum, czego tak najbardziej potrzebuje, przez co decyduje się jednak zdjąć swą maskę i wkroczyć wśród tłumy ludzi o własnej, rozpoznawalnej szczególnie w Shibusen twarzy.
Kiedy chodzi o wygląd obecny, to za sprawą pewnego innego potwora, ciutkę się odmienił. Wzrost wcześniej nie wspomniany - metr siedemdziesiąt pięć - zupełnie nie zmienił swej wartości. Jednym z nowych elementów aparycji są rogi wyrastające z czaszki, z dwóch miejsc powyżej małżowiny usznej. Wyraźnie są ostre - nadzianie się na nie mogłoby się skończyć naprawdę, naprawdę źle gdyby nie ich niewielka długość wynosząca około dziesięciu centymetrów. Dodatkowo jej włosy w kolorze jasnej, wpadającej w błękit bieli, względem jej wglądu sprzed lat się wydłużyły i teraz sięgają niemal kolan. Da się również zauważyć długi, wijący się ogon  zakończony haczykiem, a cała ta forma ma długość około dwóch metrów. Wyrasta on z okolic końcówki odcinka lędźwiowego kręgosłupa i Ashling może nim dowolnie kierować, jak to ogonem. Pod tą postacią wydaje się naprawdę przerażająca z dość prostego względu: przypomina demona, którym niektórzy ją mianowali po tym jak zamordowała kilka setek osób, które przeprowadzały nad nią badania.. ale nie o tym teraz. Nie ma sensu roztrwaniać kwestii związanych z historią w rubryce wyglądu.
Ach, tak, trzeba jeszcze wrócić do niego. Jeśli chodzi o cechy wspólne dla obu jego wersji, trzeba zauważyć delikatne wcięcie w talii nadające jej pewnego kobiecego, kuszącego charakteru. Nogi ma smukłe, tak samo jak biodra - delikatnie zaokrąglone. W pewnym sensie można uznać ją za dość konkretnego demona - sukkuba. Niestety nim nie jest, ale to już inna kwestia. Ale da się zauważyć te kuszące usteczka i czerwone oczęta często zmieniające barwę z kociej zieleni do rubinowej czerwieni - często przypisywane jej niemal diabolicznej stronie jako nauczycielka w Shibusenie.


Charakter
Najprościej ją opisać jako kobietę, która prędzej ustanowi nową dyscyplinę olimpijską (czyt. rzucanie kurwami) niż się ustatkuje sama z siebie. Zdecydowanie jest osobą o niemal dosłownie gorącym temperamencie i niemożliwa wręcz do ustatkowania. Klnie jak szewc, opisując różnej maści epitetami osobę wyzywaną za to, że choćby oddycha w jej obecności czy może klnie na szafkę, w którą uderzyła się tym malutkim paluszkiem u stopy bo zdecydowała się stanąć jej na drodze, przeszkadzając tym samym w knuciu niecnych planów. Może skomentować dosłownie wszystko: od krzywej twarzy, przez beznadziejne umiejętności walki (nawet jeśli ich nie zna - ale o tym dalej) aż po matce czy ojcu. Tym bardziej, że bardzo często też dochodzi do rękoczynów ze strony Ashling. Do tych mniej i bardziej brutalnych. Kiedy ją wkurzysz… po prostu lepiej uciekaj w podskokach, bo ona nie szczędzi w słowach. A, wspominałam o tym że aż za bardzo wierzy w moc daną jej przez przemianę w potwora? No to wspominam że potwornie wierzy w moce dane jej przez przemianę w potwora.
Oczywiście, potrafi również stać się poważną kiedy tylko tego potrzeba, jednakże ta powaga albo nie utrzymuje się zbyt długo (bo jakby nie patrzeć: nie pasuje ona zupełnie do takiej persony jaką jest Ashling), albo jest po prostu ciszą przed burzą. Po tej drugiej wydaje się znacznie bardziej… ożywiona i chętna do walki, nawet bez ostrzeżenia wydaje się być gotową do ataku. Słownego czy może siłowego. Ot, pogrożenie śmiercią albo nawet i dopełnienie pogróżek. Nie dzieje się to tylko w przypadku gdy Kelashenth jej tego zabrania, ale najczęściej sam musi ją powstrzymać, bo przecież “musi szerzyć poglądy Pandory”. Również lepiej przy niej nie mieć żadnych ran. Ot, kiedy wyczuje swoim dość czułym z resztą nosem swąd posoki, od razu coś w niej zaczyna płonąć - żądza walki i rozlewu krwi. Ciężko jest ją wtedy powstrzymać.
Nie da się jednak powiedzieć że jest potworem z krwi i kości - rozmowa z nią oczywiście jest możliwa! Potrafi pogadać o przysłowiowej dupie Maryni, ale nie da się z niej niestety wyciągnąć nic na temat przeszłości. Nie dzieli się nią otwarcie bo jej nie zna. Ot, po prostu tak mówi, często napomykając o “snach”, które jej przeszłość “wyimaginowały”. Więc ciężko się dowiedzieć cokolwiek o tym co się działo przed tym jak stała się potworem. Oczywiście, wspomni co ją kręci a co nie, ale nic poza tym.
Istnieje możliwość też, że będzie zachowywała się potulnie jak baranek, szczególnie za sprawą Kelashentha. On jest w stanie ukoić jej nerwy od środka, przez te krótkie rozmowy, które przeprowadzają właśnie w jej umyśle. Nie da się ukryć, że wtedy wydaje się być tym właśnie potulnym barankiem, którym nigdy wcześniej nie była, jednak jest to po prostu efekt założenia na niej smyczy - on pilnuje, żeby się nie zerwała i nie zaczęła psuć ze względu na swój niezwykle wybuchowy, ognisty charakter.


Rasa
W wyniku pożarcia dusz ludzi jej psychika zadziałała jak zapalnik, przeistaczając jej byt. Do tej pory była po prostu bronią. Ot, włócznią o możliwości zapłonu. Ta druga możliwość jej oczywiście została, bo jej formą potwora jest po prostu smok ziejący ogniem. Albo raczej coś, co przypomina smoka. Jej ciało pokrywa się bordową, zaostrzoną miejscami łuską, a od łokci w dół oraz od kolan do stóp pojawia się mocna skóra smoka, coś w rodzaju szponów. Pojawiają się również rogi wyrastające z głowy, sięgające naprawdę… daleko. Wyrastają jej również dość charakterystyczne uszy pokryte łuską, a także skrzydła z okolicy bioder, ich łączną rozpiętość można liczyć w okolicach czterech metrów. Da się również zauważyć dość gruby ogon mierzący około półtora metra, dowolnie może nim kierować jako częścią swojego ciała.
A skąd ten dopisek demonicznego smoka? Otóż, głównie ze względu na istniejącą drugą formę nadaną jej przez Kelashentha. A została ona wspomniana w Wyglądzie więc możecie tam o niej poczytać. To sprawia, że jej i tak zwiększona siła jest jeszcze większa - oczywiście o ile demon jej na to pozwoli, bo nie zawsze jest skory do udzielania takiej pomocy. Oznacza to też - z racji opętania - że jest w stanie nią kierować ze środka, czy to aktywnie, czy też biernie. Wszystko od niego w tym momencie zależy.


Historia
Kill painful memories by creating better ones.

Siedzenie w celi nie należało do najlepszych perspektyw życia. Ile to już minęło? Dwa, może trzy lata. Była osłabiona, miała jakieś ślady po igłach, rozcięcia i blizny zaszyte mocnymi szwami. Nie była traktowana tutaj na równi a jako istny królik doświadczalny. Wielokrotnie zdejmowała kartkę z krat i odczytywała zapisywane na niej notatki, w tym wypisane dużym pismem “23W” oraz “Typ eksperymentu: Overscythe”. Nie wiedziała po co im tak naprawdę była. Po co były te wszystkie eksperymenty. Nie mogła się stąd wydostać - coś blokowało w tej klatce jej możliwości przemiany i używania zdolności, widziała połyskujące, zielone kamienie w rogach pomieszczenia. Czułą się przez nie osowiała.
- Witam panienkę~
Nie spodziewała się głosu, ten nijak się miał do tych, które zdążyła poznać przez te długie lata. Był mocny, ale zawierał w sobie tę demoniczną wręcz nutkę, która zawierała niepokój. Nie była jednak w stanie zlokalizować źródła jego pochodzenia więc po prostu doszła do wniosku, że po prostu jej się to ubzdurało, co było po prostu wynikiem długotrwałej izolacji. Myślała że ma po prostu omamy.
- Kiedy mnie tak zignorowałaś poczułem się urażony. Ile już tu siedzisz? A, no tak, trafiłaś tutaj… w grudniu? Dwutysięczny piętnasty? Dobrze widzę na tej tabliczce?
- Daj mi spokój - warknęła wściekle.
- Czemu mam ci dać spokój?
- Masz mi po prostu, kurwa, dać spokój.
- Ostra laska.
- Wypierdalaj stąd w podskokach na pierdolone Himalaje!
- Zamknąć się tam! - wydarł się na nią strażnik.
- Więc przejdźmy na spokojniejszy ton. Dobrze?
W odpowiedzi otrzymał jedynie milczenie. Kobieta dopiero teraz uniosła wzrok, zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu. Nie widziała nikogo. Była w stanie zaobserwować jedynie pojedyncze plamki krwi na podłodze i na ścianach, może również kilka strug spływających po pionowej powierzchni pokrytej szarym betonem. Nawet ta stara spróchniała ławka nie wydawała się na tyle przeciążona żeby sugerować aby ktoś poza nią na niej siedział, nawet niewidzialny byt. Nie miała Wzroku żeby widzieć duchy. Chociaż zdawała sobie sprawę że świat, w którym żyje nie jest taki piękny i istnieją na nim dziwne rzeczy typu potwory czy wiedźmy, to jednak w duchy jako duchy w życiu nie była w stanie uwierzyć.
- Rozumiem że tylko ja cię słyszę? - zapytała nieco ostro.
- Niestety. A może i stety.
- Po chuj?
- Bo mogę pomóc ci się stąd wydostać.
Podniosła wzrok, kierując go w stronę krat. Stamtąd dochodził głos. Nie mogła jednak odnaleźć właściciela. Dosłownie chwilę po tym ujrzała tam grupę doskonale znanych jej naukowców: kobietę w podeszłym wieku z siwymi włosami oraz trzech mężczyzn różnych wiekowo. Przyszedł wraz z nimi zamknięty w specjalnym skafandrze strażnik. Kojarzyła głos z twarzą i z numerem na plakietce: to był ten sam strażnik, który przed momentem kazał jej się zamknąć. Zmrużyła oczy. Rozmawiali między sobą ewidentnie po hiszpańsku, przez co nie rozumiała dosłownie nic z jej przebiegu, ale po gestykulacji mogła się domyślić że mówił im o jej zachowaniu.
- Ups, chyba ściągnąłem na ciebie konkretne kłopoty - odezwał się znowu tamten głos.
Ashling jedynie warknęła pod nosem, patrząc w tamtym kierunku z nieopisaną wrogością. Niemal od razu kobieta - kierownik badania 23W - spojrzała w jej kierunku i odnotowała nagłą zmianę w nastawieniu wobec grupy badawczej. Przekazała coś pozostałym, po czym strażnik otworzył drzwi do celi, wstąpił do środka aby założyć jej kajdany. Dokładnie z takimi samymi kryształami, które były umieszczone w rogach salki. Wyprowadził ją z pomieszczenia w milczeniu. Nie wiedziała gdzie właśnie zmierzają, chociaż sądziła że na jakieś badania.
- Może pójdziemy na układ? - usłyszała głos tego czegoś tuż po jej prawicy.
Skierowała głowę w tamtym kierunku, znowu nikogo nie mogła ujrzeć. Ale skoro już od tych dłużących się minut do niej przemawia, raczej jej nie odbiło całkiem.
- Pokaż mi, na co cię stać a być może zdecyduję ci się pomóc - dodał po chwili milczenia. Ona jedynie delikatnie uniosła brwi, patrząc na prowadzącego ją za ramię strażnika i grupkę naukowców stojących przed nią.
- Na twoim miejscu pospieszył bym się z wyborem - dodał z podłym tonem głosu.
Zrozumiała doskonale, że teraz miała okazję wrócić do nich. Wrócić do Shibusen, po jakimś czasie odpoczynku pewnie wrócić do nauczania… będzie mogła wrócić do dręczenia Gabriela, Ivariego i pozostałych z kadry, których pamiętała za czasów kiedy nauczała. Zerknęła na strażnika, szedł po jej lewej. Kajdanki krępowały jej ruchy, a on jedynie szedł obok, nie trzymając jej: z góry zakładał, że będzie spokojnie i będzie koło niego grzecznie szła, w końcu ostatnie dwa, trzy lata grzecznie się ich słuchała. I to był jego błąd, bo ona delikatnie przystanęła, poczekała aż ją wyminie i złapała go za kark, szybkim ruchem go skręciła. Zabrała mu klucze od kajdan żeby się uwolnić.
- Grzeczna dziewczynka. Ty się wywiązałaś ze swojej części umowy. Teraz ja się wywiążę ze swojej.

Stała cała we krwi, jej ubranie było całkiem poszarpane jakby do tej pory się nie zdążyło znosić, wokół leżały jedynie szczątki ciał ludzkich, a także te spalone i rozszarpane zwłoki. Coś huknęło. Broń. Zaraz po tym zniknęła, po prostu wyparowała i cała energia wróciła do właściciela. Do niej. Zupełnie nie potrafiła zrozumieć, co właśnie miało miejsce. Czemu była w posoce, dlaczego oni wszyscy zginęli i w ich miejscach unosiły się ludzkie dusze. Co najmniej… czterdzieści.
- Co się właśnie… - zaczęła z niedowierzaniem, rozglądając się po dawniej sterylnym, wyczyszczonym na błysk pomieszczeniu. Zrobiła kilka kroków przed siebie, prawie się wywróciła na twarz przez wpadnięcie na jakąś rękę leżącą odłogiem. Czuła że ma gulę w gardle, nie potrafiła się normalnie wysłowić, a przełknięcie śliny odbijające się wręcz echem nic nie dawało.
- Pomogłem ci - odezwał się ten sam głos co wcześniej, ale tym razem… w jej głowie. - Uratowałem cię od krzywdy, którą ci wyrządzali. Oboje spełniliśmy warunki umowy.
- Kim ty jesteś… i czemu do chuja pana siedzisz w mojej głowie?!
Wydarła się,  łapiąc za głowę i osuwając na ścianę tuż obok. Bolała ją jak diabli, a do tego jeszcze czuła, jakby wokół tlił się dość nieprzyjemny żar. Zupełnie tak, jakby sama płonęła chociaż nie czuła w ogóle żadnej spalenizny czy chociażby nie czuła jakby lizały ją jęzory ognia. Po prostu czuła dziwną aurę.
- Nie wiem czy się zdążyłaś spostrzec, ale jestem demonem - powiedział. - Spełnieniem mojego żądania sprawiłaś, że otworzyłaś mi wrota do swojego ciała.
- Wypierdalaj mi stąd! To jest moje ciało, miałeś mi tylko pomóc!
- Twoja chęć ucieczki sprawiła, że zabiłaś dziewięćdziesiąt dziewięć osób - wszedł jej w słowo swoim charakterystycznym, podłym tonem.
- Ile…? Ale… jak to? - Załamywała się.
- Pomogłem ci uwalniając w tobie te instynkty, które drzemały. Otworzyłem pudełeczko, które sama zapieczętowałaś w obawie przed nagłym wybuchem gniewu. Tłumiłaś to w sobie przez długi czas kiedy cię krzywdzili żeby uzyskać idealne ciało zdolne do służenia Shinigamiemu - wyjaśnił. Dosłownie na moment zamilkł. - I rozbudziłaś mnie w swoim ciele.
- Co? Co?! - wydarła się, uderzając pięścią w ścianę. Zrobiła to z taką siłą, że poraniła swoje dłonie, a do tego zrobiła sporą dziurę w ścianie. Nawet nie spodziewała się że zrobi to z taką siłą, ale skąd ona jej tyle miała?!
- Byliśmy jednością od samego początku - zaczął swe gierki. - Jednak ty mnie stłumiłaś. Dopiero teraz, kiedy z samotności postradałaś myśli zdołałem do ciebie dotrzeć. Silna byłaś. Przez tyle lat…
Milczał przez moment. Obserwował jak Popiołek radził sobie z nową sytuacją, po czym podjął dość znaczącą decyzję. Rozmowę przeniósł na podłoże jej, albo raczej ich umysłu. Otworzył przed nią bramę do czegoś, gdzie do tej pory nie miała w pewnym sensie w ogóle dostępu. Pozwolił jej zajrzeć w głąb swojego własnego umysłu, aby ujrzeć co takiego w nim przesiadywało. Widziała spaloną ziemię, przez którą przemykały drobne, wulkaniczne rzeki. Gdzieś na wprost widziała rzeźbiony w skale tron. Dziwny, ogromny tron. Widziała też rzeczywisty wygląd swojego rozmówcy, którego do tej pory nie potrafiła dostrzec. Dopiero teraz zrozumiała że nie miał ciała, to nie były jej omamy. Ale co on miał na myśli przez to, że…
- Nie miałem ciała? - dokończył jej myśl. - Słyszę twoje myśli, droga panno Weiss. Albo raczej eksperymencie 23W. - Podszedł do niej, uśmiechając się naprawdę delikatnie. Miał w tym uśmiechu tę paskudną wręcz nutkę grozy i czegoś rzeczywiście niepokojącego. - To twoja chęć ucieczki stąd sprawiła, że oni teraz nie żyją.
Zamilkł ponownie. Próbowała go uderzyć, jednak on miał nad nią pewną przewagę. Był w tym momencie silniejszą stroną zasiadającą w jej ciele bo Ashling była na skraju sił: pięść po prostu przeszła przez jego ciało jak przez chmurę dymu. Była w szoku. Przecież to był jej umysł, prawda?
- Nie bądź dziecinna. Bronisz się przed prawdą. Z twoich zachcianek wyszła masakra, która sprawiła że zginęło dziewięćdziesiąt dziewięć niewinnych istot, z czego jedynie tego strażnika zabiłaś świadomo. Widzisz ile kosztuje wolność? Wciąż masz w sobie cząstkę z mordercy. - Zawiesił głos, przy czym zamknął oczy. Przejrzał sobie jej wspomnienia. - Jak Shibusen mógł w ogóle przyjąć kogoś, kto zabił pięciu rabusiów i kolejnych dziesięciu ludzi poszatkowała bez powodu? Aż dziwne że nikt cię za to nie złapał.
- Nie.. Nie… - zaczęła, łapiąc się znowu za głowę, po prostu upadła na kolana. Zupełnie nie zwróciła uwagi na hałasy nieopodal, z resztą była bardziej przejęta czymś zupełnie innym, została właśnie po raz kolejny w życiu złamana. Niewielu się to udawało, ale teraz… samą siebie przełamała. Dobijało ją poczucie winy, bo stała się mordercą - teraz już nie powinna wracać do Death City.
- Ale mam dla ciebie propozycję. Drugą szansę - powiedział, kucając przed nią i z tym wrednym uśmieszkiem zaciągnął włosy z jej grzywki za jej ucho. - Możesz żyć dalej, będąc moim… jak to mówicie? Awatarem. Już nim jesteś.
- Dlaczego mam ci ufać?
- Dlaczego miałaś ufać tym ludziom, którzy cię tutaj umieścili? Mogli stworzyć ci wspomnienia. Nauka w tych czasach to zupełnie inna dziedzina niż w starożytności. Mogli dać Ci wspomnienia i nadzieję na to, że kiedyś stąd wyjdziesz. Bo kto powiedział, że ci twoi przyjaciele byli tymi dobrymi? W końcu cię tutaj oddali.
Dotknął delikatnie jej głowy powierzchnią demonicznej dłoni. Zobaczyła ten jeden fragment wspomnień, że po zejściu z dziedzińca ją złapano w sieci ozdobione kamieniami blokującymi energię i wszelkie umiejętności. To sprawiło że nie mogła się wtedy w ogóle przemienić. Pamiętała to. Ale zobaczyła coś jeszcze. Dwie twarze: blondyna i czarnowłosego. Doskonale ich pamiętała. Gabriel i Ivari. Poczuła że aż drży ze strachu.
- Według wspomnień, które zamaskowali tymi fałszywymi, uciekłaś z tej placówki laboratoryjnej na dobre trzy lata i zawieruszyłaś się w Death City. Zostałaś stworzona. Jesteś żywą bronią.
Dosłownie zamilkła. Jej warga zadrżała, nie wiedziała co powinna odpowiedzieć. Jej psychika została dosłownie złamana. Przełamana w pół, a z racji kruchości wynikającej z sytuacji, po prostu dalej się już roztrzaskała niczym szyba wybita z ramy upadająca na kostkę brukową.
- Możesz być kimś więcej niż bronią. Możesz się zmienić. Pozostawiam ci świadomą decyzję, Vyers. Zaoferuj mi swoją lojalność przez rozpoczęcie nowego życia. Niech siła, jaką da ci spożycie tych ludzkich, marnych dusz będzie początkiem twojego nowego życia jako mój awatar, mój wieczny sługa. A ja udzielę ci swych mocy kiedy będzie taka potrzeba - dodał. Nie mówił jednak nic na temat drugiej strony medalu, bo była ona oczywista: błąkanie się po świecie albo nawet i śmierć.
- Zgadzam się. Ofiaruję… - przełknęła ślinę, próbując się pozbyć strachu. Spojrzała w górę, na twarz swojego wewnętrznego demona. Dosłownie przez jedną chwilę widziała nie czarnowłosego demona, z którego oczu wyzierała nienawiść i gniew do całego gatunku ludzkiego, a siebie. Tę samą siebie co mordowała bez ustanku podobno kilka lat wstecz. Zauważała w niej dosłownie ten sam obłęd widziany przed momentem w oczach demona. Zwidy? Nie… W końcu była bronią. A bronie służyły do zabijania… stworzono ją do zabijania. A skąd miała wiedzieć czy tą sztuczną pamięcią nie przysłonili jakiegoś mordu, który ją wpędził do tego całego Shibusenu?
- Ofiaruję ci całą siebie, będę twoją ręką na tej ziemi, będę twoim poplecznikiem i towarzyszem - odpowiedziała już całkiem pewnie, patrząc na demona. W świecie rzeczywistym wzięła jedną z tych dusz w palce, po czym ją uniosła w górę. Ułożyła ją sobie na dłoni, ale bez zawahania ją zjadła. Czuła.. jak coś od środka się w niej zmienia.
- Więc ustalone. Jesteś moim awatarem na tej ziemi. Czyń swoją powinność - oznajmił, po czym demoniczna ręka wbiła się w jej ciało w okolicach serca.
Nie czuła jeszcze nigdy takiego bólu. Nawet w czasie tych wszystkich eksperymentów jakie na niej robili przez te dwa lata. Poczuła się trochę tak, jakby miała umierać. Ale tak się nie stało. Jej ciało zaczęła wypełniać energia. Ognista, gorąca energia. Te dwa warunki ze sobą współgrały, tworząc swoistą bombę energii. Tak jak nie zwróciła uwagi na fakt, że jej włosy od cebulki aż do ostatniego kosmyka stopniowo się zaczęły zmieniać, tak od razu poczuła jak głowa zaczęła ją po prostu boleć w ten niesamowicie dokuczliwy sposób. Zupełnie tak, jakby coś zaczynało jej wyrastać z czaszki - właśnie to się działo. Z potylicy wyrosły jej dwa ciemne rogi, rozrywając przy tym skórę. Ból był wręcz nie do zniesienia, a jeszcze dosłownie przez moment czuła że zaraz przywali nią w ziemię, bo były to te dodatkowe kilogramy, do których musiała się przyzwyczaić. Ale to nie był koniec. To była dopiero forma dana jej przez białowłosego demona, która zaraz zaczęła się jeszcze bardziej zmieniać na to, co uzyskała przez pożarcie duszy. Nie rozumiejąc co właśnie ma miejsce, straciła całkiem poczucie rzeczywistości i poczęła pożerać kolejne ludzkie dusze. Jedna, druga, trzecia.. z każdą kolejną ta przemiana się utrwalała. Na jej ciele pojawiały się łuski, z okolic bioder zaczynały wyrastać skrzydła. Sprawiało jej to ból, a dusze go koiły.
- Czyli miałem rację żeby tak cię nazwać - odezwał się demon w jej głowie, widziała jak się uśmiecha nieznacznie, po czym ruszył wyjął demoniczną dłoń z jej klatki piersiowej. Między piersiami pojawił się niewielki, czarny emblemat pochodni będący po prostu znakiem zawarcia kontraktu z demonem. Poczuł na sobie jej wzrok.
- Vyers oznacza łuskową bestię albo smoka, zależy jakimi runami to zapiszesz - wyjaśnił, po czym poprosił ją ruchem dłoni aby dołączyła do niego.
- Ono jest moim nowym imieniem? - zapytała, krocząc w kierunku tronu.
- Tak. Jeśli jednak chcesz, możesz korzystać z poprzedniego. Ashling Vyers… Smoczy Popielak. Ciekawie brzmi.
- Tylko nie popiół… - burknęła, odwracając głowę. - A jak mam się do ciebie zwracać...panie?
- Kelashenth. Chociaż jeśli chcesz, możesz mnie nazywać też i ojcem.
Tak… racja. To on w końcu sprawił, że zaczęła nowe życie. On jej nadał cel: służenie jego racji i kierowanie się jego słowem.

Spoiler:
 


Ciekawostki
• Zdecydowanie należała do ŁADNYCH niemek, kiedy porównuje się oczywiście ją z typowymi Helgami. Przez to że była ładna, podejrzewa się ją o posiadanie polskich korzeni. Tak samo zresztą jak jej siostry.
• Jej obecne imię - Ashling - oznacza "marzenie". Ludzie jednak zdecydowali się uprzykrzać jej życie, nazywając ją Popiołkiem. Nienawidzi przezwiska Popiołek.
• Warto zauważyć, że jej oczy, pomimo naturalnego koloru zieleni potrafią przybrać barwę czerwieni. A, takie zboczenie zawodowe...
• Pomimo słabej głowy do alkoholu, lubi sobie porządnie wypić. Po wypiciu pięciu pełnych kufli piwa potrafi gadać od rzeczy i majaczyć... no i wtulać się, ile tylko wlezie. Najczęściej jej ofiarą pada Gabriel, a jeśli ma przytulać kogoś innego niż on, to jej "ofiarami" stają się tylko dziewczyny.
• Za czasów bycia bronią była nauczycielką w Shibusen. Bardzo ją ceniono za to, że miała plastyczną falę duszy więc mogła zsynchronizować swoją falę duszy niemal z dowolnym Władającym, co dawało niesamowite efekty wśród uczniów, którzy wybierali walkę włócznią na swój podstawowy styl.
• Od kiedy ją poznała, była zakochana w Dianie. Do tej pory ani razu nie przepuściła okazji, aby pochwalić jej wygląd. No, dobra, raz - kiedy ktoś ją "siłą" wyciągnął z pokoju nauczycielskiego, a przy kompletnie poharatanym ciele wicedyrektorki nie wypada...
• Czasami zachowuje się nie jak ona - jest to sprawka Kelashentha, potwora (demona) ją opętującego. Obecnie nie posiada żadnego ciała więc korzysta z jej - za pozwoleniem - żyjąc z nią w pewnej symbiozie. Jest w stanie pokierować jej ciałem w dowolnej chwili ponieważ jest bytem silniejszym, jednak to jej pozostawia wolną rękę.
• To właśnie Kelashenth nadał jej obecne nazwisko “Vyers”. Według niego oznacza ono “łuskową bestię” albo “smoka”, co niemal idealnie się komponuje z jej obecnym bytem.
• Często nazywa ją “Popielakiem”, co pochodzi od jej imienia.
• On również sprawił, że przestała wierzyć w swoje własne wspomnienia i zaczęła uważać je za sny. Jej obecna opinia jest taka, że Kelashenth jest jej “ojcem” i jedyną “rodziną”.
• Imię na Ashling zmieniła dopiero po przeniesieniu do Shibusen. Wcześniej przedstawiała się jako Ilse Weiss.



Ostatnio zmieniony przez Ashling dnia Czw Maj 31, 2018 4:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 12
Data dołączenia : 06/09/2015

#2PisanieTemat: Re: The only thing I remember was fire. Fire… and that lovely smell of blood...   Czw Maj 31, 2018 2:53 pm

Nie dam ci akcepta za nazywanie mnie gejem.

_________________

#5d645d
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 10
Data dołączenia : 10/03/2015

#3PisanieTemat: Re: The only thing I remember was fire. Fire… and that lovely smell of blood...   Czw Maj 31, 2018 2:55 pm

Szczerze mówiąc, nie czytałem...
AKCEPT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t325-i-m-back-did-you-miss-me

avatar
Nowy
Posty : 2
Data dołączenia : 31/05/2018

#4PisanieTemat: Re: The only thing I remember was fire. Fire… and that lovely smell of blood...   Czw Maj 31, 2018 2:55 pm

Moja wina że nie jestem francuskim pieskiem i nie czytam Gaetan tylko gej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#5PisanieTemat: Re: The only thing I remember was fire. Fire… and that lovely smell of blood...   

Powrót do góry Go down
 
The only thing I remember was fire. Fire… and that lovely smell of blood...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Kartoteka :: Karty Postaci-