IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Cukiernia "Leffler"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Czarodziej
Posty : 14
Data dołączenia : 31/10/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Cukiernia "Leffler"   Pią Lis 27, 2015 5:37 pm

Nazwę swą wzięła od światowego koncernu cukierniczego, który z kolei swoją nazwę wziął od rodziny, która ów koncern założyła. Mają swoje placówki w każdym bardziej znacznym mieście globu ziemskiego, więc i w Death City nie mogło ich zabraknąć.

Ten budynek jest cukiernią i absolutnie każdy jego fragment wykrzykuje ci to w twarz. Wprawdzie nie jest zbudowany z piernika, ale dołożono wszelkich starań, by od zewnątrz wyglądał, jakby faktycznie z tego surowca go utworzono. Drzwi przypominające blok czekoladowy (z klamką wyglądającą jak miś żelek!) znajdują się pod świecącym szyldem "Leffler" ułożonym z cukierków. Wewnątrz nie gorzej - różowawa tapeta (w obecnym miłym i ciepłym oświetleniu do złudzenia przypominająca lukier) kontrastuje z zamocowanymi na ścianie lampami, które wyglądają niczym bombonierki z gorzkiej czekolady. Sama podłoga również wygląda nieźle - teoretycznie są to dobrze spasowane drewniane panele, ale wyglądają jak słodka chałwa. Wszystkie meble również nawiązują jakoś do słodyczy - to miękkie pufy wyglądające jak pączki i galaretki, czy krzesełka jak czekolada, stoły w kształcie rozmaitych ciast!
A i prawdziwych ciast tu nie brakuje. Na wystawie najświeższe wypieki - jest tu wszystko, od ciast, przez drożdżowe wypieki na zwykłych cukierkach czy żelkach kończąc. No i serwują tu najlepszą gorącą czekoladę, a także świetną kawę (oba napoje w kilkunastu możliwych wariantach, bądź z możliwością własnego skomponowania dodatków). A jak ktoś już czuje, że jednak musi się odsłodzić, to zapewne poprosi o herbatę.

Ogólnie wystrój, nastrój i praktycznie wszystko jest... słodkie. I pyszne!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t810-noah-buddah-rochford

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Pią Lis 27, 2015 7:06 pm

Kto by nie chciał pójść do takiego miejsca, gdzie wszystko jest urządzone tematycznie? Jest to naprawdę niezwykłe przeżycie, zwłaszcza jeśli wszystko jest idealnie ucharakteryzowane. Kto by nie chciał siedzieć w takiej knajpie jak ze znanego westernu czy miziać kotki w kociej kawiarence. Chciałaby kiedyś zobaczyć kawiarnie, cukiernie w konwencji baśniowej. Nigdy w takowej nie była, ale w sumie jest ciekawa, jak to wygląda. Tak jak nigdy nie była w cukierni, która sama wygląda jak domek Baby Jagi. Zrobione zostało to tak pieczołowicie i tak dobrze, że przez chwilę się wahała, czy powinna wejść. Czy też może skończy jak Małgosia, zamknięta w klatce i tuczona, by być w końcu zjedzona. Przecież pierdołowatość jest niesmaczna! I może zabić! Przeszły ją ciarki na samą myśl, że właściciele mogą być potworami i specjalnie tym smakowitym wyglądem lokalu zwabiają biedne i naiwne duszyczki. Wszystko po to, aby potem nasilić się ich sercami i wątrobą. Czemu akurat tymi narządami - nawet Rennevy nie pojmowała. Odetchnęła, próbując zablokować przezorne myślenie kogoś z Shibusenu. Powinna przecież się odstresować od czasu do czasu. Nie powinna każdego człowieka skanować z góry do doły w poszukiwaniu czegoś podejrzanego. Pociągnęła za gumisiową klamkę i znalazła się w cukierniczym niebie, raju czekolady. Aż jej kopara opadła.
Jej biała główka nie potrafiła przetworzyć tego, ile rodzajów czekolady można tu zamówić. Byłaby tylko w niebie, gdyby tyle samo herbatek mogłaby się tu napić. Rumieńce wypłynęły na jej twarzyczkę, jako że z uporczywego zimna przeszła do ogrzewanego pomieszczenia, gdzie od razu robiło się gorąco. Rozwiązała powoli swój szaliczek i przewiesiła go przez rękę, rozpinając swój mocno zużyty płaszczyk. Zdjęła nauszniki, które założyła tylko dlatego, żeby nie popsuły jej fryzurki. Zawiązała bowiem dość cienki warkoczy, który poprowadziła przez głowę, tworząc swego rodzaju opaskę na włosy. Na samym końcu znajdowała się srebrna kokardka w delikatne śnieżynki, którą kupiła niedawno z okazji świąt. Jakoś nigdy nie kupowała okazjonalnych wstążek, ale w tym roku poczuła silną tego potrzebę. Przymocowała warkoczyk paroma wsuwkami, aby nie uciekł. Miała czarną plisowaną spódniczkę i cienkie rajstopki, a na nich getry. Plus jakieś wytrząśnięte kozaki, też już przenoszone. Stanęła grzecznie w kolejce, która do najkrótszych nie należała. Pufnęła z lekkim niezadowoleniem, bo stanie w takich kolejkach nie było dla niej za specjalną zabawą. Bała się po części tego, że zaraz gdzieś fiknie, bo na dłuższą metę było tu zwyczajnie gorąco. Co pięć minut coraz bardziej rozpinała ten swój biedny płaszczyk, aż w końcu go zdjęła i także przewiesiła przez rękę. Najgorsze było to, że kolejka prawie w ogóle się nie posuwała. Stała tak, jak stała. Czy coś się stało? Czekolada się skończyła? Nie ma herbatki?! Co chwila się wychylała, próbując ogarnąć sytuację, ale praktycznie nic nie mogła zobaczyć. Ponownie pufnęła z niezadowolenia. Z chęcią teraz napiłaby się herbatki... Panele podłogowe wyglądały na naprawdę pyszne, z każdą chwilą coraz bardziej nie wiedziała, czy nie powinna sobie może jeszcze jakiegoś ciasta kupić...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Potwór
Posty : 9
Data dołączenia : 07/10/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Pią Lis 27, 2015 8:31 pm

Pavenda, będąc istotką nieznanego nawet dla niej pochodzenia, dzień jak co dzień włóczyła się po Death City przyciągając spojrzenia gapiów, ale nawet i zwykłych przechodniów. Jej niewielki wzrost szczerze oddawał to, kim była - była dzieckiem, będąc tym samym dorosłą wróżką. Nie mając perspektyw na życie, zazwyczaj spędza dzień beztrosko - co dla wróżek nie jest żadnym problemem, patrząc szczególnie na ich zdolności. Bowiem wróżka potrzebuje do życia jedzenia mniej niż ptaszynka na gałęzi, może więc mała Pavenda toczyć się przez życie spokojnie i bez większego wysiłku. I tak też żyła, zmieniać tego faktu nie zamierza, spędzając noce a to u jednej miłej starszej pani, a to u drugiej... można by było tak wymieniać długo, a nawet dłużej.
Wracając więc do niej samej, która to jest uzależniona od cukru, postanowiła znowu naciągnąć kogoś, by jej coś słodkiego kupił. Zaszła więc do najbliższej znanej jej cukierni "Leffler" w której to była przez ekspedientki już znana i moralnie przez nią sterroryzowana nie jeden raz. Ubrana tym razem w ciepłe kozaczki i owinięta szaliczkiem, którego niedawno dostała. W sumie wszystko, co nosiła, nie było jej. Wbiegła z uśmiechem do budynku, lecz jej uśmiech przygasł, gdy ujrzała prawdziwy kolejkon. Stała tak sobie smętnie, patrząc na ludzi odzianych w grube ubrania, spoconych i zniecierpliwionych. Ona jednak ujrzała w tym rozwiązanie jej problemu - więcej osób, to większa możliwość, że ktoś kupi coś małej, zbłąkanej wróżce. Uśmiechnęła się, po czym podbiegła radośnie do wystaw, smakując samym wzrokiem pyszności tutaj ukryte. Jednocześnie patrzyła, czy pracuje sprzedaje dziś pani Alicja, która to nie potrafi znieść proszącego o jedno ciasteczko wzroku Pavendy. Niby posiadała pieniądze by sobie kupić nie jedno, a parenaście, bo często dostawała kilka pieniążków od starszej pani, która czerpała radość z samej jej obecności. Problem w tym, że nawyki łatwo nie mijają, a ona liczyć najlepiej nie potrafiła. Spojrzała się więc na kolejkę, po czym wyjęła parę złotych z kieszeni i zaczęła ciągnąc białowłosą dziewczynkę za spódniczkę, by ta ją wyręczyła. Odezwała się wiec swoim cichutkim głosem;
-Plasam, ile too... jest?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t787-garsc-informacji-o-pavendzie

avatar
Czarodziej
Posty : 14
Data dołączenia : 31/10/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Pią Lis 27, 2015 9:19 pm

Powiedzieć, że było chłodno, byłoby drobnym niedopowiedzeniem. Było przeraźliwie zimno, zwłaszcza Noah, którego płaszcz nie dawał tyle ciepła, ile można byłoby sobie życzyć. Pewnie, owinął się dodatkowo nowiutkim, niebieskim szalikiem, w którym ukrył większość twarzy, ale to nie pomagało aż tak dobrze. Właściwie to miał wrażenie, że nie pomagało wcale. Tak naprawdę powinien rozważyć załatwienie sobie czegoś cieplejszego do ubioru. Zima za pasem, śnieg może zacząć padać w każdej chwili, a... a.... APSIK.
Ciężko stwierdzić powód kichnięcia. Czy to od zimna, czy nagłego uderzenia słodkich zapachów, wśród których wychwycił czekoladę, wanilię, orzechy, trochę kawy i nutkę cynamonu. Spojrzał na budynek, który właśnie mijał. Chwilę wpatrywał się w niego, stojąc tępo przed drzwiami. Nie uznawał się za wielkiego znawcy środowiska magicznego, ale uznał, że jeśli gdzieś jakaś wiedźma w Death City mieszkała, to na pewno tutaj. Może ściąga tu dzieci i je zjada, a może udaje zwykłą pracowniczkę cukierni, a może to tylko drobna paranoja. Na wszelki wypadek powinien on jednak ominąć ten budynek szerokim łukiem, aby na pewno się w nic nie wplątać, nie trafić przypadkiem na jakiegoś ucznia Shibusen z postrzeganiem duszy i...
...i już wkroczył przez drzwi, czując ogarniające go przyjemne ciepło. Cukiernia wyglądała słodko aż do przesady. To się mogło podobać lub nie, zależnie od gustu. Gust Noah podpowiadał... że nie powinien wydawać swoich opinii. Nawet jeśli jest tu tylko na wakacjach, to on tu tylko sprząta, nie?
Swoją drogą, gdyby był bardziej brutalny, rozważyłby na poważnie sprzątnięcie tej całej kolejki, która wydawała ciągnąć się w nieskończoność. Ale nie był bardziej brutalny. Zajął więc miejsce, tuż za małą dziewczynką, która - tak to przynajmniej wyglądało - próbowała otrzymać od osoby przed nią porady finansowe. Noah postanowił im nie przeszkadzać. Nie był typem, który się wtrącał. Zresztą nie był jakiś świetny z pieniędzmi. Był za to niezły we wtapianiu się w tłum. Będąc ubranym tak cudacznie i nosząc dwie miotły na plecach, większość ludzi wciąż nie zwracało na niego uwagi, co JEST pewnym osiągnięciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t810-noah-buddah-rochford

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Sob Lis 28, 2015 9:34 am

Nie miała na ręku swojego już i tak ledwo zipiącego zegarka, by móc ostentacyjnie na niego zerkać, niby wyrażając pośpiech. Jednakże dzisiaj się nigdzie nie spieszyła i chciała delektować się dniem wolnym, udając całkowicie normalną uczennicę jakiejś tam szkoły. Nerwowo poprawiała wsuwki w swojej fryzurze, sprawiając, że potem musiała to od nowa układać. Nie lubiła stać w miejscu, zwłaszcza w wyjątkowo dusznym miejscu, jako że od razu robiło się jej niedobrze. Dlatego więc delikatnie bujała się w przód i w tył, przystawała z nogi na nogę, a potem po prostu nieruchomiała. Cieszyła się, że jednak nie ubrała tego golfu, co chciała, bo pewnie teraz by ją wynosili na noszach. Rumieńce powoli odchodziły, jednak nie zmieniało to faktu, że wciąż było tu niesamowicie gorąco. Spojrzała na swoje palce, które wyjątkowo mocno to znosiły. Jeszcze nie do końca mogła nimi swobodnie poruszać, by nie czuć tego dziwnego uczucia. Westchnęła cicho i spojrzała przed siebie, próbując dostrzec jakikolwiek ruch w kierunku kasy. Spostrzegła, że kasjerka raz wchodzi, raz wychodzi, pewnie czegoś doglądała. Coś im tam nie pykło czy co? Przeniosła wzrok na apetycznie wyglądającą szklaną ladę z ciastami. Literki delikatnie się jej rozmazywały, ale potrafiła je przeczytać. A może coś kupię Rayowi? Cholercia, jak byliśmy wtedy w Ra-tatanie, to mogłam... Nie, nie mogłam, bo oni się wtrącili. Nie zdążyłam nawet herbaty mu podać i jeszcze wylałam czyjeś zamówienie. Cud, że mnie jeszcze nie zwolnili, naprawdę. Tłumaczenie wszystkiego jako "niezwykły stres" nie zawsze się będzie sprawdzało. Przynajmniej ktoś tym razem się mógł za mnie wstawić. Będę jej musiała się kiedyś odwdzięczyć... Hmm... Może sernik malinowy?
Chciała już wyciągnąć telefon i napisać do niego z pytaniem o ciasto, kiedy poczuła, jak ktoś ją ciągnie za spódniczkę. Drgnęła zaskoczona i spojrzała w dół, by napotkać... naprawdę małą dziewczynkę. Trzymała w łapce parę monet i pytała chyba Rennevy o wartość. Z uśmiechem białowłosa przykucnęła, aby nie mówić do niej z góry. Spojrzała na tę parę monet, które trzymała. Było to tak z dwa, trzy dolary, ale niezbyt wiedziała, co chciałaby kupić.
- A co byś chciała? Możesz podejść i mi pokazać? - zapytała tak, aby dziewczynkę nie spłoszyć. Cały czas się życzliwie uśmiechała, chcąc pokazać, że z chęcią jej cokolwiek kupi. Trochę zignorowała jej pytanie, ale uznała, że jeżeli dziewczynka najpierw jej pokaże, co by chciała, to mogłaby jej powiedzieć, czy to wystarczająca suma. Dziwił ją jednak dość niski wzrost małej. Czyżby była kolejnym potworem? Skarciła siebie w myślach za to. Zauważyła, że kolejka się delikatnie poruszyła, więc wstała, przeszła i znów przyklękła. - Jesteś tu sama?
Zmarszczyła brwi, jako że za dziewczynką znalazły się buty. I chociaż właściciel tych butów wyraźnie stał na kruszynką, to jakoś nic nie mówił. Nic nie robił, tylko stał. Jak to w takich filmach bywa, Rennevy zgodnie ze zwyczajem zaczęła wjeżdżać wzrokiem wyżej, analizując to, co widzi. Zadarła główkę, by zobaczyć faceta w dziwnym kapeluszu i z dwiema miotłami na plecach. Mrugnęła raz i drugi, ale facet dalej tu stał. Rozejrzała się dookoła, ale nikt prócz niej go nie zauważał. Zaczęła więc delikatnie wątpić we własne umiejętności postrzegania. Uśmiechnęła się nieco nerwowo, po czym spojrzała na dziewczynkę, znów na faceta.
- Prze-przepraszam...? Zna pan może tę dziewczynkę? - zapytała grzecznie, delikatnie machając jeszcze ręką, aby ją zauważył. Miała tylko metr pięćdziesiąt pięć, a jak kucnęła, to mogła być wzrostu tej kruszynki. Miała jeszcze cichą nadzieję, że on nie jest tylko jej projekcją myśli, jakąś próbą uświadomienia jej, że już dawno zemdlała i już jest w drodze do Shibusenu czy, o zgrozo, szpitala.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Potwór
Posty : 9
Data dołączenia : 07/10/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Nie Lis 29, 2015 2:24 pm

Pavenda ucieszyła się, że ktoś "zniżył" się do jej poziomu i nie pokarał jej szyderczym uśmiechem. Wpatrywała się w twarz nieznajomej i posłuchała jej pytania, przerzucając je z wolna w głowie. W końcu nie wiedziała, po co przyszła. Przyszła, by coś wyżebrać, kogoś zdenerwować swoją obecnością. Podrapała się więc po policzku i patrząc się w dziewczynę jak w malowane wrota rozmyślała nad istotą przedstawionej rzeczy. Po kilku sekundach ten sam malutki palec, którym drapała się po policzku, wyciągnęła w przód i dotknęła delikatnego policzka nieznajomej. Po czym nie mówiąc nic, drugą dłonią wskazała najzwyklejszą w świecie bułkę z makiem, po czym ją opuściła, nadal dotykając prawą twarzy dziewczyny. Myślała w międzyczasie nad drugim pytaniem, bo najlepszą możliwością dla niej była by jego ominięcie. Jednak skoro dziewczyna już stoi z nią twarzą w twarz, to rumienienie się chyba nie pasuje w takiej sytuacji. Nieporadna i zakłopotana, chcąc mieć spokój od interwencji służb policji czy innych kłopotów, strzeliła pierwszą lepszą myśl, jaka jej po głowie chodziła.
-Nie... nie jestem. Mam ze sobą moje sksydełka. - Powiedziała rozprostowując swoje nieco eteryczne biało-różowe skrzydła. Nie były może tak majestatyczne jak rusałek, ale była z nich dumna.
Po czym widząc, że dziewczyna nie mówi już do niej, odchyliła głowę maksymalnie w tył, chcąc zobaczyć, z kim chce nawiązać kontakt białowłosa. Jej oczom ukazał się całkiem ciekawy widok. Powiedziała więc od razu co myśli o cudacznym nieznajomym. Oderwała więc dłoń od policzka nieznajomej i znów patrząc się jej na twarz, odchyliła się nieco na bok i wskazała tym razem placem na nieznajomego.
-Ten Pan... chce być modnym Gandalfem. Miotły są teraz w modzie. -Powiedziała, gdy jakiś czas temu usłyszała od pewnej starszej Pani u której piła herbatkę, że w tej porze miotła to przyjaciel każdej dbającej o wygląd swojej posesji osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t787-garsc-informacji-o-pavendzie

avatar
Czarodziej
Posty : 14
Data dołączenia : 31/10/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Nie Lis 29, 2015 7:48 pm

Poruszał się naprzód w tempie żółwia ubabranego smołą, ale nie przeszkadzało mu. Tak naprawdę to nawet lubił kolejki. Stanie między ludźmi miało w gruncie rzeczy swój urok. Wbrew pozorom bardzo często w kolejkach działo się mnóstwo ciekawych rzeczy, tylko trzeba umieć patrzeć. Tu ktoś pokłóci się z kasjerem. Tam ktoś opróżni komuś nieuważnemu kieszenie. Ktoś się w kolejkę wepchnie, inny przewróci ze wszystkimi zakupami. Pewnie - to nie są MIŁE rzeczy i Noah osobiście nikomu ich nie życzy (a już na pewno nie chce brać w nich udziału), niemniej ciekawe. Noah swoje w kolejkach wystał i co nieco w nich zobaczył, ale sytuacje, w których jego rola była istotniejsza, niż przeciętnego obserwatora, były rzadkimi wyjątkami.
Kiedy dziewczyna spytała go o dziewczynkę, jeszcze nie wiedział, że zapowiada się jeden z tych wyjątków.
W pierwszej chwili nawet nie wyłapał, że to było do niego. Patrzył na parkę chwilę, a w jego oczach widoczne było pytanie "Hę? To było do mnie?". Niemniej patrzyła ewidentnie na niego i nawet biorąc pod uwagę jego "przezroczystość", to nie ulegało wątpliwości, że faktycznie chodziło mu o niego. O rany, zwracają na niego uwagę osoby, do których sam nie zagadał. Co się stało? Wygląda podejrzanie? Może jednak trzeba było założyć płaszcz, na którym nie eksponuje znaku rodzinnego. No ale przecież nikt go nie powinien nawet kojarzyć, tak, a co jeśli...
Zanim nagły atak lękowo-paranoiczny mu przeszedł, mała istotka zdążyła zademonstrować skrzydełka. Czyli to potwór! Czy jest groźna? Nie wygląda, ale pozory przecież mogą mylić. Co jeśli to ona zwabia biedne dzieci do domku z piernika i je tutaj zjada? To straszne, przerażające! Przecież ona sama wygląda jak dziecko!
Uświadomienie sobie, że ten tok myślowy nie ma najmniejszego sensu zajęło mu kolejne parę sekund, które "potworek" (chociaż ciężko się tak wyrażać o tak uroczej istocie) na wyrażenie swojej opinii o nim.
"Nazwała mnie Gandalfem. Gandalfem! Gandalf to czarodziej. Skąd ona wiedziała, że jestem czarodziejem? Widzi duszę? Aaarh, jestem skończony, w tej cukierni na pewno jest masa studentów Shibusen gotowych mnie zaatakować. Przecież nie dam sobie rady nawet z jednym, a w Death City na pewno są ich setki... Co teraz?"
Uznał, że opanowanie to jedyne co go może teraz uratować! Rozegrać to bez emocji i wszystko będzie dobrze.
- Pierwszy raz ją widzę i nie jestem żadnym Gandalfem. - powiedział spokojnie i uśmiechnął się miło.

...Żartowałem. Mówiąc to zrobił się czerwony, naciągnął kapelusz głębiej na głowę (prawie zakrył sobie nim oczy), a samo zdanie brzmiało raczej "Pierwszy raz iniejestemżadnymGandalfem", gdzie ta ostatnia część została wypowiedziana szybko, jednym tchem i cienkim, piskliwym głosikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t810-noah-buddah-rochford

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Pon Lis 30, 2015 5:05 pm

Poczuła w środku delikatną panikę, kiedy patrzyła na nieco zakłopotaną minę dziewczynki. Była naprawdę drobna, ale nie mogła być tak dziecinna, skoro orientowała się i operowała jakoś pieniędzmi. Albo to ona się nie zna, nie miała za dużego kontaktu z małymi dziećmi, więc nie może powiedzieć, że się na nich zna czy coś. Nie zrozumiała więc na początku, dlaczego przyłożyła swój paluszek do jej policzka, a potem coś wskazała. Delikatnie się odwróciła, wodząc wzrokiem za tym, co ona wskazała. Uśmiechnęła się pogodnie, gdy zorientowała się, że chodzi o bułkę z makiem. Wróciła do niej i pokiwała delikatnie głową na znak, że chętnie jej kupi.
- Wydaje mi się, że starczy. A nawet jak nie starczy, to chętnie zapłacę, wiesz? Tylko niestety trzeba poczekać, bo kolejka jest naprawdę dłuuugaaa i wooolnaa... Nóżki cię nie bolą? - zapytała jeszcze z troską. Co jak co, ale to dzieci chyba najkrócej mogą stać, bo dość szybko wymiękają. Nie chciała, żeby się przemęczała czy coś. Zastanawiała się tylko, gdzie mogą być jej opiekuni.
Oczywiście do momentu, kiedy to pokazała swoje skrzydełka. Rennevy autentycznie opadła szczęka, ale dość szybko zamknęła usta. Mrugnęła parę razy, próbując zaakceptować to, że dziewczynka naprawdę jest potworem i naprawdę nie może mieć od tego ani jednego dnia przerwy. Musiała jednak przyznać, że były śliczne. Wyglądały na eteryczne i trochę wstyd jej było się przyznać, ale przez chwilę zagapiła się na nie, po czym się zorientowała, że są w cukierni. A to znaczy, że w dość powszechnym miejscu. Dziwnie urządzonym. Nigdy nie była jednak stuprocentowo pewna, jak ludzie dookoła są zaznajomieni z takim zjawiskiem, jakim jest występowanie pospolicie potworów. Rozejrzała się nieco nerwowo po otoczeniu, delikatnie machając rękami, jakby zastanawiała się, jak ukryć te jej magiczne i śliczne skrzydełeczka. Uśmiechała się dość nerwowo, jakby nie wiedziała, co ma zrobić.
- M-masz naprawdę śliczne skrzydełka, wiesz? Tylko może uważaj na nie, bo jeszcze coś im się stanie! I co wtedy będzie? - powiedziała nieco ciszej, skupiając się też na postaci ekscentrycznego pana z miotłami. Kolejka delikatnie się poruszyła, ale już nie wstawała, tylko na kuckach przeszła kroczek. Uznała jednak, że powinna nie działać tak nerwowo, bo jeszcze dziecko się spłoszy. - Chyba będzie nam jednak łatwiej mówić sobie po imieniu, prawda? Ja nazywam się Rennevy. A jak ty masz na imię?
Parsknęła cichym śmiechem, kiedy usłyszała, że miotły są w modzie. Nigdy jakoś nie słyszała o tym, aby teraz upodabnianie do Gandalfa było czymś super i w ogóle, ale kto wie? Może ona się po prostu nie zna i w dzisiejszym świecie chodzi o to, żeby przypominać jak najmocniej postaci literackie. Może nawet nie byłoby to takie złe. Jak była mała, to zawsze chciała wyglądać jak księżniczka. Teraz już mniej. Nienawidzi zwracać na siebie uwagi, tak jak nie lubi być wiecznie ignorowana. Szybko przestała się śmiać, jako że ten pan wydawał się naprawdę zakłopotany. Niemal identycznie jak ona. Poczuła, że się jeszcze bardziej rumieni, bo zdała sobie sprawę z tego, że tak jakby się z niego zaczęła śmiać. Wystawiła przed siebie ręce na znak uspokojenia, ale też i chęci wytłumaczenia wszystkiego.
- Prze-prze-prze-przepraszam! - wydukała, po czym zwróciła się do dziewczynki. - Wi-wiesz... Myślę, że nie po-powinnaś zakładać, że ten pan chce być modny... - zaczęła, czując, że coraz bardziej ją ta sytuacja przytłacza. A chciała tylko kupić sernik malinowy dla Raya i coś zjeść!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Potwór
Posty : 9
Data dołączenia : 07/10/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Pon Lis 30, 2015 8:01 pm

Pavenda spojrzała się na dziewczynę z małym zdziwieniem. W końcu nie jest dzieckiem! Tak przynajmniej o sobie myślała, lecz musiała przyznać, że udawanie dorosłej jej w żaden sposób nie wychodzi, mimo iż prawdą było, że ona już nie urośnie. Nie umiała też odrzucić profitów płynących z tego, że każdy otaczał ją troską i mylił z dzieckiem. Było to coś, czego pożądała w głębi swojego serduszka, jednak nie potrafiła się do tego szczerze przyznać. Uważała, że jeśli jest mała i w sumie czytać dobrze nie potrafiła to była to naturalna kolej rzeczy. Oczywiście to tylko rozwinięcie kilkakroć prostszych przemyśleń Pavendy. Cieszyła ją troska dziewczynki.
-Bolą troseckę. No ale nawet jeśli troseckę bolą, to możesz zrobić coś, żeby nie bolały? Twoje nóżki też mogą boleć. - stwierdziła Pavenda, myśląc nadal o Panu w kapeluszu, który dla niej byłby płaszczem. Dziwiło ją zakłopotanie dziewczyny, którego źródła nie potrafiła znaleźć. Uważała bowiem, że Gandalf wygląda o wiele bardziej podejrzanie od niej, nawet jeśli ma ona skrzydełka. Postanowiła więc rozwiązać dręczące dziewczynę pytanie. Wskazała więc palcem na siebie, po czym powiedziała:
-Pavenda. - Po czym wskazała na nie znajomego w płaszczu ignorując całkowicie słowa dziewczyny. - Cosplayer. - Po czym znów wskazała na siebie: -Sksydełka Pavendy to jak nóżki Re-ne... Re-nneji? Re-nnevji? - Powtórzyła tak ze 3 może 4 razy, przeliczając na placach sylaby jej trudnego imienia, po czym po prostu rzekła: - ...nóżki Reny. Ciesko uciąć sobie skydelka, bo skydełka to nóżki. - Wykonała więc półtorej obrotu na jednej nóżce tworząc wachlarz ze swoich długich, czarnych włosów. Nie to jednak było jej celem. Chciała bowiem pokazać, że skrzydełka siedzą w jej plecach na dobre i ona nie może ich ukryć. To też dało jej okazję do  tego, by przyjrzeć się Panu w kapeluszu. Podniosła więc prawą rękę i stając na paluszkach, próbowała dotknąć kapelusza nieznajomego, co oczywiście jej się nie udało, mimo iż nie był gigantem. Ale próbując ujrzeć dobrze jego twarz, nie poddawała się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t787-garsc-informacji-o-pavendzie

avatar
Czarodziej
Posty : 14
Data dołączenia : 31/10/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Sro Gru 02, 2015 4:16 pm

Rozejrzał się nerwowo dookoła. Wyglądało na to, że nikt nie wyciągał broni, nie rzucał zaklęć, ani ogólnie nie szykował się do ataku, czy wszczęcia alarmu. Ogólnie nie zapowiadało się na nic nieprzyjemnego. Chochlik (tak po cichu nazwał sobie tę niewielką istotkę, która przed nim stała - uznał to za adekwatne określenie*) i kucająca przy nim dziewczyna przedstawiły się. Nie jemu oczywiście, tylko sobie nawzajem, ale to w porządku - Noah przywykł do podsłuchiwania. To dla niego typowy sposób zdobywania informacji, gdyż mało kto zwraca się bezpośrednio do niego.
Odetchnął głęboko, uświadamiając sobie, że zupełnie źle zrozumiał słowa chochlika (który sama siebie nazywa Pavenda). To było głupie, że się tym w ogóle denerwował. Pomyłka była tak głupia, że chciało mu się śmiać. Tu się właściwie kompletnie zapomniał, bo zaśmiał się głośno, bezpośrednio po tym jak chochlik nazwał go cosplayerem. Momentalnie zakrył sobie usta, jak tylko zorientował się, że śmiał się nie tylko w myślach.
Zrobił kroczek do przodu, widząc, że kolejka znów odrobinę się ruszyła. Nagle jakoś przestało mu się podobać stanie w kolejkach. Obecnie najchętniej to by się stąd wyniósł, ale paniczna ucieczka przykułaby jeszcze większą uwagę. No i co, jeśli chochlik postanowiłaby go gonić?
Chcąc nie chcąc musiał zostać. Zresztą może jak on nic nie widzi, to też nikt nie widzi jego. Kapelusz miał obecnie na tyle mocno naciągnięty, że zakrywał mu oczy. Nie zaciągnął go głębiej tylko dlatego, że dłonie cały czas trzymał na ustach. Usłyszał tylko jakieś przeprosiny. Nie widząc nawet, czy były one skierowane do niego, po prostu skinął głową.
- Wcale nie próbuję być modny! - wyrwało mu się. Wyszło to mocno stłumione, jako że nie przestał zakrywać ust, ale zrozumiałe. - Po prostu nigdy nie wiesz, kiedy przyda ci się dobra miotła!
Starań Pavendy, by sięgnąć jego nakrycia głowy, nawet nie dostrzegł. Cóż, trzeba mu wybaczyć - chwilowo jedyne co widzi, to wnętrze swojego kapelusza.

* - Pewnie, "wróżka" zapewne jest równie adekwatna. Ale to byłoby już zbyt stereotypowe. A Noah jest przeciwko stereotypom**!
** - od jakichś kilku godzin
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t810-noah-buddah-rochford

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Czw Gru 03, 2015 9:24 pm

- Jeśli trzeba, to mogę cię spróbować podnieść i chwilę ponosić. Albo bezpieczniej będzie, jak mi usiądziesz na nóżkach, tak chociaż na chwilę. Kolejka i tak wolno się porusza, więc pewnie ze spokojem zdążą twoje nóżki odpocząć. - Zaraz potem kolejny pomysł przyszedł jej do głowy. Co prawda dziewczynka miała skrzydła, których najwidoczniej potrafiła używać, ale może to ją też męczyło. Wyglądała na dość młodą, ale nie była pewna, czy to się przekładało na wiek... wróżek? Skrzatów? Nie, raczej wróżek. Zerknęła przez jej ramię na te śliczne skrzydełka, po czym uśmiechnęła się do niej. - A może chcesz wsiąść mi na plecy? O ile chcesz. Jak będzie niewygodnie, to nie będziemy kombinować, dobrze? To wtedy cię ściągnę i najwyżej poszukamy gdzieś miejsce, dobrze? - powiedziała zadowolona z siebie, że umie tak ładnie mówić i nie spanikować. Nie żeby coś, ale to były naprawdę wyżyny zaradności Rennevy.
Pavenda? Naprawdę urocze imię. Chociaż dość dziwne. Nigdy go nie słyszałam. Ale w sumie kto słyszał o Rennevy? Wróżka o imieniu Pavenda. W sumie pierwszy raz widzę wróżkę. Trochę głupio się przyznać, ale czy one są takie jak z filmów? Taka jak z Piotrusia Pana? Mam tylko nadzieję, że nie zabierze mnie do Nibylandii, bo już kolejnej zmiany miejsca nie zniosę. Jak nie uganiać się za złymi, to za piratami. W sumie na jedno wychodzi. Mniej więcej. Jej skrzydełka są naprawdę śliczne! One jakby są i nie są? A ten pan...? Naprawdę niecodzienny strój. Może nawet podejrzany. Dlaczego tak dziwnie zareagował na określenie Gandalfa? Gandalf był... czarodziejem... Nie, Rennevy, panikujesz i nie myślisz. Nie każdy człowiek, który ubiera się dość dziwnie i niecodziennie musi być wiedźmą lub czarodziejem. Ale w sumie ta niepozorna dziewczynka jest potworzakiem... Może to taki sprytny kamuflaż? Ubiera się całkowicie normalnie, bo większość nie będzie brała na poważnie fakt, że jest czarodziejem. Ale równie dobrze może być tym czarodziejem... Ugh, jakie to ciężkie!
- Dlatego powinnaś uważać na swoje skrzydełka! - powiedziała, po czym popatrzyła, jak się kręci. Drgnęła, gdy tylko usłyszała śmiech. Nie żeby był jakiś dziwny, a po prostu nagły i dość donośny. Spojrzała na niego i próbowała chwilę zrozumieć, z czego mógł się tak śmiać. Z tego, że powiedziała "cosplayer"? Z tego, że dośc dziwnie się uniósł? Z lekką konsternacją przyglądała się temu, jak miał założony kapelusz na głowę tak, że praktycznie nie było go widać. - Pro-proszę pana...? Czy wszystko w porządku...? - zapytała nieco przestraszona. A co jeśłi zaraz się zacznie dusić? Nie powinien sobie naciągać tego kapelusza, bo jeszcze mu się coś stanie. Delikatnie przechyliła główkę na bok, kiedy powiedział coś o miotłach. Nie wiadomo, kiedy się jakaś przyda? Niezbyt wiedziała, co on ma przez to na myśli. Brzmiał trochę jak stereotypowa wiedźma, która wymaga takiej miotełki, aby sobie polatać. - N-nie twierdzę, że nie... Nigdy nie wia-adomo, co się może przydać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Potwór
Posty : 9
Data dołączenia : 07/10/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Pią Gru 04, 2015 7:49 pm

Pavenda dotrzymała należytej staranności, by dotknąć kapelusza zapłaszczonego Pana, jednak jak to się mówi "są rzeczy które ludzie zrobić mogą i nie mogą". To właśnie była jedna z tych rzeczy, których mała wróżka za żadne skarby zrobić nie mogła, mimo poważnych starań. W końcu stanęła nawet na palcach!
Wiadomo, w małej dziewczynce, mały zapał był. Zdenerwowała się, że sprawy nie idą po jej myśli i zrezygnowała z szukania szczęścia. Uznała, że jeśli nieznajomy nie chce jej widzieć, to pewnie jej nie lubi. Dlatego zrobiła krok w tył i powiedziała cichutko, niczym do samej siebie i z niesmakiem. - Podnieś tę mycke Gandalfie. - Po czym jakby zapomniała o nim, bo jeśli nie może z nim nawiązać kontaktu wzrokowego, to znaczy, że nie chce z nią rozmawiać. Pavenda musiała uważać na dziwnych typów, bo w końcu była malutka. Odwróciła tymczasem głowę w tył w stronę Re-Rennevy. -Ymm? -Powiedziała tylko i przykryła buzię dłonią. Odwróciła więc się cała i nie pytając, czy na pewno może stwierdziła, że szkoda by było marnować taką okazję. Dziewczynka w końcu wolała działać, niż myśleć. Potem wyjdzie z tego co wyjdzie, o ile wyjdzie. Podeszła do dziewczyny i rozejrzawszy się przed tym zniknęła w obłoku delikatnie świecącego pyłku, zmniejszając swoje rozmiary ponad trzykrotnie. Machnęła więc kilka razy swoimi skrzydełkami i skończyła na ramieniu dziewczyny. Usiadła delikatnie i nie wiedząc, co ma zrobić, dała jej całuska w policzek. Uśmiechnęła się ciepło i jej uwaga znów skupiła się na opłaszczonym Panu i na jego reakcji. Zrobiła to w końcu przed jego oczyma, może na pokaz? Sama nie wiedziała. On i tak tego pewnie nie widział, bo nie chciał zwrócić na nią uwagi. Więc siedząc na ramieniu dziewczyny, objęła jej szyję swoimi małymi rączkami, żeby przez przypadek nie zrobić fikołka w tył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t787-garsc-informacji-o-pavendzie

avatar
Czarodziej
Posty : 14
Data dołączenia : 31/10/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Nie Gru 13, 2015 4:40 pm

Dotarł do momentu, w którym najchętniej użyłby swojego zaklęcia na samym sobie i sprzątnął się stąd. Było to niestety niemożliwe i to z więcej niż jednego powodu. Innymi słowy musiał tu wytrzymać. Wszedł po ciastka, to do nich dotrze! Nie mógł teraz tak po prostu zrezygnować!
…nawet jeśli bardzo by tego chciał.
Niemniej, nie było aż tak źle. Mrok zapewniany przez kapelusz był całkiem przytulny, nawet jeśli wewnątrz było dość ciepło. Właściwie to było w nim wręcz duszno i gorąco. Raczej mało prawdopodobne, aby mógł się tutaj udusić. No, przynajmniej jakby oddychał ustami. Stąd postanowił, aby w końcu opuścić ręce i wziąć głęboki oddech. Poczuł się trochę bezpieczniej. Nikt nie podejrzewał go o bycie czarodziejem, a w ogóle to skoro on nikogo nie widział, to też nikt nie widział jego, więc mógł się nie obawiać. Wszyscy przestali się nim przejmować i
…i okazało się, że to wcale nieprawda. Ledwie się rozluźnił, dziewczyna („Rennevy, przedstawiała się Rennevy!”) spytała, czy wszystko w porządku. Teoretycznie nie widział, gdzie ona się kieruje i na kogo patrzy, ale był niemal pewien, że chodziło właśnie o niego! Bo o kogo innego? Chochlika? Losowego człowieka w kolejce? Może tak! To jest myśl! Zignorował to pytanie, no bo przecież skąd miał wiedzieć, że właśnie do niego było kierowane? Ale zaraz potem usłyszał komentarz, który już ewidentnie odnosił się do tego, co powiedział o miotłach. Teraz się zmieszał, nie wiedział co na to powiedzieć. Już otwierał usta, aby się wypowiedzieć, kiedy chochlik kazał mu podnieść „myckę”.
- Nie mów na mnie Gandalf! -  wyrzucił z siebie, jednocześnie gwałtownym ruchem ściągając kapelusz z głowy. Można to interpretować jako odruch wściekłości, ale akurat tutaj było to oznaką paniki.
Po czym osłupiał. Dziewczynka, która plątała się mu pod nogami jeszcze przed chwilą, już tam nie stała. Wpatrywał się tępo w przestrzeń, która jeszcze niedawno była przez nią okupowana. Rozejrzał się dookoła, chochlika nie znalazł. Miał się zwrócić do Rennevy z pytaniem, co się stało z dziewczynką, kiedy zaobserwował Pavendę, siedzącą na ramieniu dziewczyny. Zamrugał. Patrzył na puste miejsce przed sobą, to na chochlika, to na Rennevy, próbując zrozumieć, jak bardzo mógł się pomylić wcześniej w ocenie perspektywy.

//przepraszam, że tak długo czekaliście. Tydzień miałem zawalony. Wpadłem, żeby odpisać w środę, ale najwyraźniej w pośpiechu coś źle kliknąłem, bo post się nie wysłał. Byłem pewien, że wam wtedy odpisałem. Także przepraszam, że czekaliście :<
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t810-noah-buddah-rochford

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Sro Gru 16, 2015 7:26 pm

Delikatnie westchnęła, kiedy dziewczynka znowu nazwała go per "Gandalf". Niezbyt wiedziała, czy to tak dla przekory czy całkowicie niewinnie. Z jednej strony, to się chyba nie przedstawił, więc powoli chyba rozumiała tok myślenia dziewczynki. Poczuła się przez chwilę staro, że nie potrafi tak jak ona beztrosko dalej tkwić w przekonaniu, że stoi przed nimi najprawdziwszy Gandalf. Jako tymczasowa opiekunka brzdąca nie wiedziała, jak powinna zareagować. Bo to nie była przecież jej córka czy coś, żeby ją karcić i pouczać, chociaż tak de facto, to zdążyła to już zrobić. Ale także nie powinna ignorować tego zajścia, bo jeszcze coś się z tego wykluje. Dlatego też nerwowo spoglądała to w jedną, to w drugą stronę. Uniosła ręce do góry, powoli wstając, aby nie zrzucić dziewczynki z ramienia. Ach, dziewczynki. Chwila, dziewczynki? Można powiedzieć, że Rennevy była tak zaaferowana tym wszystkim, że nawet nie zauważyła, że Pavenda zniknęła i pojawiła się na jej ramieniu. Drobniutki buziak sprawił, że się białowłosa delikatnie zarumieniła. Nigdy nie mogła się przyzwyczaić do jakichkolwiek gestów wdzięczności. Dopiero po chwili poczuła drobne rączki, które trzymają ją za szyję. Ciekawe czy to przez fakt tego, że jest ona potworem, to Rune nie zwróciła większej uwagi na sam fakt skurczenia się? Powoli ją to przerażało, jak bardzo przestają ją dziwić rzeczy.
Drgnęła, jak usłyszała głos mężczyzny i jak w końcu podniósł kapelusz. Najwidoczniej do niego dłużej dochodziła informacja, że Pavenda się zmniejszyła i siedziała teraz na ramieniu dziewczyny. W sumie na jego miejscu także miałaby pewnego rodzaju zawieszenie, bo pewne elementy otoczenia się bardzo nie zgadzają. Uśmiechnęła się odruchowo, może nieco nerwowo i wskazała na Pavendę.
- P-proszę się nie martwić, wsz-szystko jest w porządku! - powiedziała niezbyt przekonująco. I zdawała sobie z tego sprawę, bo robiło się jej gorąco, jakby jeszcze się nie gotowała w środku. - T-ta dziewczynka t-to tak jakby... wróżka...? - próbowała brzmieć przekonywająco. Liczyła, że chociaż trochę oszczędzi jej to tłumaczenia, bo z tego, co się orientowała, to ludzie w Death City są całkiem zaznajomieni z występowaniem Potworów. Ale pewnie nie wszyscy i nie każdy musi te stwory lubić. Samej Rennevy dość długo zajmuje oswojenie się z myślą, że w jej klasie znajdują się tacy, co to nie są ludźmi. Nie powinno więc ją chyba dziwić, jeśli okaże się, że ten pan także należy do tej niezwykłej grupy. Właściwie to chyba będzie dla niej zaskoczenie, jeśli nie był... Ale przecież dziwny ubiór nie definiuje nikogo, prawda?
Z zaskoczeniem stwierdziła, że kolejka zaczyna się coraz sprawniej poruszać. Co chwila więc robiła krok do przodu w stronę kasy i kupna upragnionego sernika malinowego, ale nie spuszczała wzroku z Noah. Nie robiła tego natarczywie, ale żeby pokazać, że konwersacja wciąż może trwać. Oraz tak na wszelki wypadek nie chce go zgubić. Cały czas pilnowała, aby Pavenda nie spadła jej z ramienia. Co prawda miała swoje skrzydełka, ale... wolała nie ryzykować.

//Nah, nie ma sprawy! A ja przepraszam, że nie miałam weny na post, ale jakoś napisałam.//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Potwór
Posty : 9
Data dołączenia : 07/10/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Czw Gru 17, 2015 12:07 am

Miło, gdy ktoś robi dla ciebie coś przyjemnego. Przyjemniej niż przyjemnie jest gdy tę przyjemną przyjemność czyni ci ktoś, kogo nie znasz! Jej! Pavenda jest naprawdę szczęśliwa. - Dziewczynka w przytuliła się do szyi dziewczyny, zamykając przy tym oczy, jednak dosłownie po sekundzie, może dwóch otworzyła je i spojrzała na nieznajomego.
W sumie to... ja jestem powodem ich zakłopotania. Ja? No nie! Znowu ja? No niee! To nie mogę być ja. Ja przecież nic nie zrobiłam... No, ale... oni... oni też nic nie zrobili! To ciekawe kto to zrobił... -Ty Pavenda Ty... -Ale ja nie chciałam! Pavenda jest grzeczna, bardzo grzeczna! A ty kim niby jesteś?! -Głosem Twojego rozsądku? - Czemu mój rozsądek jest mądrzejszy ode mnie?! Nieważne! Nie chcę ich kłopotać... -Taki oto bój wewnętrzny prowadziła w sobie mała wróżka. Uświadamiając sobie, że tworzy zamieszanie, zakłopotała się niezmiernie. Jej malutkie teraz, delikatne policzki zabarwiły się na kolor różowy. Pewne jest, że nie chciała nikogo kłopotać. Tym bardziej, że to ona powoduje, że te dwie osoby w ogóle ze sobą rozmawiają.
Gest Gandalfa z pewnością zmieszał wróżkę. - Rozsierczył się. Bardzo, się rozsierczył! Pewnie złapie mnie i wrzuci do kotła! Kto wie, co taki Gandalf potrafi! Hobbit nie kłamie! Pavenda nie chce być zupą...! -Co mogła zrobić mała wróżka, przeciw jej wyobraźni? Zrobiła to, co każde dziecko robi najlepiej. Rozpłakała się. Z jej oczu popłynęły łzy, jednak ona nie wydała żadnego dźwięku. Przysunęła się do dziewczyny, i ponownie się do niej przytuliła. Tym razem jednak ponownie objęła szyję dziewczyny i swoją twarz schowała przykładając ją do skóry dziewczyny. Chwyciła przy okazji pęk włosów dziewczyny i starając się nimi zasłonić, jednak sama nie wie, czy dało to jakikolwiek efekt. I na nic się miały wyjaśnienia Rune - że to mała dziewczynka, że to wróżka. Ona się popłakała i tyle. Powiedziała tylko : "Ja psieplasiam" którego tamten pewnie nawet nie usłyszał. Ciężko bowiem usłyszeć coś, co mówi 8 centymetrowa dziewczynka. Wierzcie mi - ona na prawdę musi się drzeć, by ją było dobrze słuchać. Dlatego przeważnie nie mówi nic.



*Postanowiłam wprowadzić drobną zmianę do moich postów - o tuż postanowiłam się bardziej skupić na przeżyciach wewnętrznych mojej postaci. Więc wprowadziłam drugiego narratora, którym jest sama Pavenda i opowiada o  tym co widzi, myśli i czuje. Mam nadzieję, że to nie problem! >.< Dodatkowo zmieniłam kolory i dialogów na nieco bardziej stonowane. o/*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t787-garsc-informacji-o-pavendzie

avatar
Czarodziej
Posty : 14
Data dołączenia : 31/10/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Czw Gru 17, 2015 11:52 am

Jego szczęście. Wejdź do cukierni, traf na wróżkę. Powinien był zmiatać z tego miasta, im więcej tu siedzi tym większa szansa na to, że ktoś go odkryje i sprzątnie. Zwiedzać mu się zachciało. Death City to piękne miasto, godzące normalnych ludzi i nienormalne potwory... jaką mógł mieć w ogóle nadzieję, że NIE zostanie rozpoznany?
Chociaż chochlik ("Wróżka, wychodzi na to, że jednak wróżka, nie chochlik!") nie wzniecał alarmu. Chyba. Właściwie to dało się dostrzec, że porusza ustami, ale w ogólnym gwarze jej słowa zostały zupełnie stłumione. A co jeśli właśnie powiedziała "To czarodziej"? Albo "Zabijcie go"?
Nie, wątpliwe. Mało kto mówi "zabijcie go", płacząc. Może jednak nie widzi duszy i nie potrafi rozpoznać w nim maga. Rennevy zaś wygląda jak zwyczajna dziewczyna, więc na pewno nic nie wie. Na pewno. Na pewno! A przynajmniej Noah tak sobie w myślach powtarza, jednocześnie nerwowo miętosząc kapelusz w rękach. Ponownie przestał panikować. Jak to jest, że mógł zrobić spokojne zakupy w supermarkecie, a odwiedziny w cukierni są bardziej stresujące niż składanie reklamacji?! Tak nie powinno być.
Nie zdołał w pełni odpędzić od siebie stresu, ale udało mu się to zrobić na tyle, by się uśmiechnąć. Był to uśmiech bardzo nerwowy i niezręczny, ale trzeba było mu przyznać, że przynajmniej próbował.
- Wróżka... rozumiem... - wymamrotał dość cicho, po czym wypowiedział się bardziej zrozumiale - Przepraszam... zaskoczyło mnie to.
Zrobił te parę kroków, by nadgonić kolejkę. Zdaje się, że wyjątkowo wybredny klient zakończył zakupy przy kasie, dzięki czemu kolejka ruszyła trochę żwawiej.
- Umm... przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć! - o ile poprzednie wypowiedzi były skierowane głównie do Rennevy, to tu zwrócił się bezpośrednio do Pavendy. Zdał sobie sprawę, że jej płacz może być w jakimś stopniu jego winą. Może nawet w większym stopniu. A może w żadnym. Niezależnie od wariantu, lepiej przeprosić raz za dużo, niż raz za mało!

//Pav, wszystko ok, tylko zrób mi tę łaskę i jej wewnętrzne przemyślenia pisz w cudzysłowie, a to co faktycznie mówi, od myślników w formie normalnego dialogu, bo mi osobiście ciut ciężko połapać się co jest mówione a co pomyślane XD
//I dziękować za wyrozumiałość!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t810-noah-buddah-rochford

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Nie Gru 20, 2015 10:05 am

Dostałą małego zawału, jak tylko poczuła coś wilgotnego przy swojej szyi oraz to, jak kosmyk jej włosów nagle zaczął się poruszać. Już przez chwilę myślała, że chociażby na moment opanowała całą sytuację, ale nie, oczywiście kierownica wymsknęła się z jej rąk. Na nowo musiała jakoś działać, bo coś czuła, że samo się nie uspokoi. Ale co ona mogła? Co mogła pierdoła w kokardkach zrobić, aby jakoś załagodzić całą tę sytuację? Miała na ramieniu drobną wróżkę, która aktualnie płakała i wycierała się w jej szyję. A obok stał całkiem dziwnie ubrany człowiek z miotłami, który nieśmiałością mógł przebijać nawet białowłosą, co było naprawdę wielką sztuką. Uśmiechanie się nerwowo jeszcze gorzej niż ona także zaliczało się do pewnego szacunku, jak i współczucia ze strony Rennevy. Ale zdecydowanie tego pierwszego. No i może zdziwienia, że ktoś może mieć jeszcze bardziej spotęgowane cechy panienki Nightwish. Brakowało tylko jąkania się. Rumieniec nadrabiał tym zakładaniem sobie całkowicie na głowę tego kapelusza, w którym równie dobrze mógł się udusić. Może niech lepiej go nie zakłada tak całkowicie...
Wyciągnęła rękę do wróżki, jednocześnie obracając delikatnie głową, aby ją mniej więcej zobaczyć. Albo mieć zorientowanie, że jej nie zrzuciła. Zatrzymała swoją dłoń nad nią i przez chwilę się zastanawiała nad tym, jak ma wykonać swój ruch. Może być za mocno, jeśli pogłaska ją całą ręką, więc może zrobi to jednym palcem? Wskazującym, serdecznym? Przez chwilę jej dłoń drżała, bo naprawdę nie wiedziała jak to ma zrobić. Proszę państwa, nie wiedziała jak ma coś zrobić, a nie co! Cóż za sukces! Ostatecznie zdecydowała się na najmniejszy palec. Wysunęła go i delikatnie przejechała po główce wróżki, tym samym głaskając ją po głowie. Uśmiechnęła się w końcu pogodnie, bo jej misja została odpowiednio w miarę wykonana.
- No, już, już. Jak widzisz, pan nie jest zły. A zaraz jeszcze będziemy jeść coś słodkiego! Kolejka poszła do przooduu, więc zaraz Rennevy i Pavenda będą musiały jakieś miejsce znaleźć do siedzenia. A nie wiem jak chcesz cokolwiek jeść z tak zapłakaną buzią. Zaraz poszukam jakiejś chusteczki.
Zwróciła się teraz do mężczyzny, który już chyba także ochłonął. Co tylko ulżyło Rune, bo nie wiedziałaby, co trzeba zrobić. Zrobiła duży krok w kierunku kasy i teraz stała tylko za dwoma osobami. Sprawdziła swoją kokardkę, czy przypadkiem znowu jakoś nie odpadła. Nie miała zamiaru jej szukać po tak zatłoczonej cukierni. Która, tak przy okazji, z każdą chwilą się robiła mniej tłoczna. Najwidoczniej godziny szczytu ruchu powoli mijały. A może było jakieś happy hours? To by tłumaczyło wszystko.
- Chciałby pan może z nami usiąść? - zapytała uprzejmie. Uznała, że tego wymagała sytuacja. Zresztą dziewczyna nagle poczuła się tak zmęczona tym wszystkim, że chciałaby usiąść i chwilę poleniuchować. Sernik dla Raya może poczekać, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Potwór
Posty : 9
Data dołączenia : 07/10/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Nie Gru 27, 2015 3:09 pm

Pavendzia miała kilka łezek na policzkach, ale mimo to wyglądało to przyjęła przeprosiny kapelusznika, kiwając delikatnie głową. Przymknęła nieco oczy, gdy została pogłaskana, ciesząc się w głębi duszy. W pewnym sensie lubiła, gdy ludzie traktowali ją jak zabawkę. W pewnym sensie miała z tego same korzyści, a mało strat. Uśmiechnęła się więc do do cichego Pana i nieśmiało wstała, rozprostowała skrzydełka. Uniosła się nieco nad ziemią, ramieniem Rune, po czym pocałowała ją w policzek. Po czym podleciała do kapelusznika i wyciągnęła do niego rękę na zgodę z uniesioną w górę piersią.. I starając się zrobić dość poważną minę powiedziała tylko ciche "hmph". Tak naprawdę, nie mogła się już doczekać, kiedy chwyci coś słodkiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t787-garsc-informacji-o-pavendzie

avatar
Czarodziej
Posty : 14
Data dołączenia : 31/10/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Sro Sty 13, 2016 1:00 pm

Wszystko zaczynało się układać. Wszystko poszło zgodnie z planem!
Noah zawsze chciał tak pomyśleć. To są takie pełne pewności siebie - wręcz aroganckie - sformułowania, które prawdziwy czarodziej powinien stosować (zwłaszcza czarodziej z rodziny Rochfordów!). On sam oczywiście prawie nigdy ich nie wykorzystywał. Rzadko robił jakieś skomplikowane plany, a jeszcze rzadziej udawało mu się je wykonać. Dlatego w momencie, w którym Rennevy zaprosiła go do stolika, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jakiś lepszy czarodziej od niego z góry zaplanowałby całe to spotkanie, by nawiązać relację z kimś z Shibusen. Po co i dlaczego? Tego nie wiedział, w końcu nie był „lepszym czarodziejem”. Niemniej nie potrafił pozbyć się myśli, że wszystko albo było przez kogoś ukartowane, albo powinno być ukartowane przez niego.
Co szybko natchnęło go do przemyśleń o przeznaczeniu, bo w końcu nic nie powinno być ukartowane przez niego. „On tu tylko sprząta”. Nie miał możliwości, ani prawa, by coś zmieniać. Więc tak naprawdę powinien się stąd zmyć, zanim da tej dwójce kolejny powód do podejrzeń, że jest czarodziejem, ale…
…ale…ale…
…ale ta wróżka wyciągająca rękę na zgodę była tak przeurocza, że odmawianie jej byłoby jak kopanie głodnego jamnika po żebrach. A Noah był zdecydowanie przeciw przemocy wobec zwierząt*. Dlatego też wyciągnął swoją rękę (a właściwie jeden palec) na zgodę.
- Ja… Bardzo chętnie skorzystam z tej… wspaniałej propozycji! – brzmiał ewidentnie jak ktoś, kto chciałby brzmieć dostojnie i oficjalnie (i tak było, tak był wychowywany), ale nie miał tak naprawdę do tego predyspozycji (i tak również było. Ciężko brzmieć dostojnie, kiedy uważasz się za gorszego od wszystkich dookoła). – Uważam… Uważam, że miło będzie spędzić wspólnie trochę czasu.
W ramach „robienia oficjalnego wrażenia” normalnie zdjąłby kapelusz, jednak w tej sytuacji było to niemożliwe, bo wciąż miętosił go w rękach. W związku z tym wcisnął go do jednej z przestronnych kieszeni płaszcza i wykonał niezręczny ukłon.

* - wobec ludzi zresztą też. I nie-ludzi. A w gruncie rzeczy nawet roślin – po co bić drzewo, jak nic ci nie zrobiło? Właściwie to ogólnie nie przepadał za przemocą w jakimkolwiek wydaniu**.
** - oczywiście, w jawny sposób nigdy jej się nie przeciwstawiał. Zazwyczaj tłumienie czyichś przejawów przemocy wymaga użycia przemocy. Nie mówiąc o tym, że w ostateczności, Noah wolał i tak wesprzeć czyjąś przemoc, niż stać się jej celem. Ale wynika to z jego bierności życiowej i zwykłego tchórzostwa, a nie ze złej woli!
To dobry chłopak jest. Rozwali ci łeb szpadlem, jeśli ktoś mu każe, ale będzie mu z tego powodu przykro.


///Byłem przekonany, że to forum padło, więc nie zaglądałem. Nie zaglądałem, więc nie zauważyłem, że pojawił się odpis Pavendy. Nie zauważyłem, że pojawił się odpis Pavendy, więc nie odpisywałem. I nie mam nic więcej na uzasadnienie swojego nieodpisywania…
///Jeśli bardzo wam przykro, mogę honorowo popełnić harakiri!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t810-noah-buddah-rochford

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   Sro Sty 13, 2016 5:55 pm

Uśmiechnęła się ciepło. Musiała sprawiać dobre wrażenie w tym dziwnym tłumie, może raczej zbiorowisku. To naprawdę niezwykłe uczucie, jak jesteś prawdopodobnie najmniej osobliwy i wyglądasz na najbardziej odpowiedzialną osobę w grupie, co prawdą raczej nie jest, choć może? Rune nigdy nie lubiła brać na siebie zbyt dużej odpowiedzialności, więc nigdy nie odpowiadała na pytania, czy jest odpowiedzialna. Ale w tej chwili wszystko ewidentnie na to wskazywało. Zarumieniła się delikatnie, kiedy poczuła znowu całusa od wróżki. Zawsze ją to zawstydzało, dlatego wujkowie i ciocie zwykle się z tego śmiały. Jak jeszcze do niej przyjeżdżali i nie wyrażali pogardy, no ale cóż. Po części była zadowolona z tego, że jakoś utrzymała sytuację, bo to może znaczy, że idzie w całkiem niezłym kierunku? Nie żeby coś, ale ona duszą przywódcy nigdy nie zostanie i doskonale sobie zdaje z tego sprawę. Miło jednak czuć się chociaż trochę poważnym chwilę stać się dorosłą. Chociaż nie powinna się tak cieszyć, bo jeszcze czeka ich wspólne jedzenie przy stoliku, co może być kolejną bardzo skomplikowaną rzeczą. I wtedy całe to wrażenie diabli wezmą.
Chwilę stała jeszcze tak uśmiechnięta i dumna ze swojego małego sukcesu, kiedy usłyszała, że trzeba się już przesunąć. Drgnęła i podeszła do ekspedientki. Szybko załatwiła swoje zakupy (i te Pavendy). Kupiła dla siebie jakąś małą babeczkę na teraz, sernik malinowy dla Raya i bułkę z makiem dla wróżki. Ze zdumieniem stwierdziła, że to całe happy hours musiało jeszcze trwać, bo dziwnie mało zapłaciła. Albo postanowiła przymknąć na to oko, skoro już tyle w tej kolejce się nastała. Naprawdę, dzisiaj niesamowicie długo stała! Już w pewnym momencie chciała wyjść, ale wtedy zaczęła się ta cała akcja. Czy żałuje? Jeszcze nie jest w stanie stwierdzić, musi jeszcze przecież zjeść swoją babeczkę. Upewniła się, że Pavenda jest jeszcze w pobliżu i skinęła na nią.
- Proszę pana, idę zająć jakieś miejsce - powiedziała szybko i poszła z wróżką.
Owe miejsce niezwykle szybko się znalazło i miało nawet idealnie trzy miejsca. Od razu je zajęła i położyła na stoliku swoje sprawunki. Wyjęła bułkę dla Pavendy, wysunęła ją z papierowej torebki i zaczekała, aż ta będzie mogła odebrać swoje zamówienie. Potem wzięła swoją babeczkę i ułożyła przed sobą, kulturalnie czekając jeszcze na pana w kapeluszu. Który w sumie ten kapelusz schował, ale mniejsza. W międzyczasie wyjęła telefon i sprawdziła godzinę. Dość późno, ale chyba nie zaszkodzi jeszcze chwila pogawędki...? Bała się jednak tej rozmowy. Co jeśli on jest czarodziejem i się właśnie dała podejść? W swoim małym miasteczku każdy znał każdego, więc problemem raczej nie było dogadanie się. Szkoła i inne miasto to kompletnie inna sprawa.
Wzięła głęboki oddech. Będzie chyba dobrze.
Zrobiła zdjęcie ciasta, tak przy okazji. Przy okazji wysłała do Raya z dopiskiem "Mam nadzieję, że Ci przypadnie do gustu". Ale to ani trochę nie pomogło na zdenerwowanie, jakie nagle poczuła w środku.

Chwilę tak siedziała, zastanawiając się, czy na pewno wszystko było w porządku. Sprawdziła swoją cegłę, która idealnie w jej ręce zawibrowała - otrzymała wiadomość. Możliwości były tylko dwie - jej matka albo Ray. W tym wypadku wyszło na chłopaka. Prześledziła wiadomość, przeczytała ją dwa razy i... zaczęła się naprawdę bać. Ton tego był poważny i nawet trochę naglący. Sprawdziła przy okazji swoją wiadomość, która nie została nawet wysłana. Pufnęła cicho i usunęła ją, a sama zaczęła się zbierać. Musiała dojść do pokoju, znaleźć przy okazji miejsce na ciasto i postarać się nie zemdleć po drodze.
- Wybacz Pavendziu, ale muszę nagle iść. Mam nadzieję, że ci smakowało! Do zobaczenia - powiedziała i pomachała do niej ręką. Ubrała się, chwyciła swoją paczuszkę i zaczęła szukać w tłumie kapelusza. Długo nie musiała szukać. Ze szczerą skruchą podeszła do mężczyzny. - Jest mi naprawdę przykro to mówić, ale coś mi nagle wypadło. Mam nadzieję, że jeszcze pana spotkam. Będzie to zaszczyt jeszcze wynagrodzić tę niezręczną sytuację. Do widzenia i do zobaczenia. - Ukłoniła się i wyszła z cukierni.
Prawie biegła. Bo tak bardzo się bała tego, co miało nadejść.

//ZT
Wybaczcie, że tak sobie wychodzę. Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spikniemy~//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Cukiernia "Leffler"   

Powrót do góry Go down
 
Cukiernia "Leffler"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Cukiernia w Hogsmeade
» Cukiernia "Candy Crush"
» Cukiernia u Aiko
» Cukiernia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-