IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokład statku Czarnobrodego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 90
Data dołączenia : 04/09/2015

PisanieTemat: Pokład statku Czarnobrodego   Pon Lis 09, 2015 6:57 pm


Zostaliście wszyscy wysłani tutaj na lekcję jak najbardziej praktyczną i użyteczną. Nie jakieś głupie teorie na temat potworów, nie... Tutaj nauczycie się bydlaki zabijać!

Tutaj...?

Przy jednej z wież Deathcity zacumował latający statek z powiewającą czarną flagą. Żeby dostać się do prowizorycznych "doków" trzeba było pokonać ogromną ilość schodów na sam szczyt wieży. Z daleka było widać, że statek nie należy do normalnych, z bliska dopiero dało się poczuć niemalże przygniatająco złowieszczą aurę. Drewno było ciemne ze starości, nienaturalnie wilgotne, a całokształt okrętu świadczył o tym, że jest on w stanie dosłownie kogoś pożreć. Ale nie ma chyba powodu do strachu prawda? Wszystko na pewno będzie odbywać się w należycie przygotowanych dla uczniów warunkach... Chyba?
Cóż, złowieszczo patrzące na was działa o tym na pewno nie świadczyły.

Na pokładzie nie było nikogo, ale w sumie jeszcze był czas, a nawet całkiem sporo zanim rozpoczną się zajęcia.


[Kolejność każdej kolejnej kolejki jest zależna tylko i wyłącznie od tego kto napisze pierwszy.]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Pon Lis 09, 2015 9:01 pm

Rune chyba była masochistką. Nie dość, że żeby opuścić teren Shibusenu, aby chociażby zrobić zakupy na jutro, to musi pokonywać tę niebotyczną ilość schodów. Okej, niby się do tego przywyka, ale nie ona. Jak nic dostawała zadyszki i musiała sobie robić przerwy. Chyba że miała jakąś naprawdę ważną sprawę, to wręcz umierała na tych schodach. Kondycji do biegania nigdy nie miała za dobrej. Chociaż adrenalina robi swoje i pozwala zapomnieć o ograniczeniach takich. Dość śmiesznych. A czemu ma być masochistką? Bo aby dotrzeć na lekcję, to musiała się wspiąć po kolejnych schodach i przy okazji się nie zabić. Niby lęku wysokości nie miała, ale też niby nie może się jej nic stać podczas stania. A to jest, moi mili, błąd. Pilnowała się strasznie, aby nie zsunąć się i nie polecieć, a drżące nogi w tym kompletnie nie pomagały. Latający statek a'la piracki także nie pomagał w uspokojeniu się i powstrzymaniu spazmów całego, tak jakby, ciała. Przełknęła głośno ślinę. Miała być teoria, tak...?
Gdy dotarła już na szczyt i niepewnie weszła na pokład, rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie widziała. Jednak znając swoje szczęście, zapewne ktoś zaraz wyskoczy i ją przestraszy, a ona spadnie. O nie. Weszła nieco głębiej, aby nie zostać przestraszona i jak coś, to rąbnąć plecami o podłogę. Która swoją drogą też nie była za bezpieczna. W ogóle wszystko na tym statku było takie dość... złowrogie. Jeśli to była lekcja tematyczna, to ona w sumie może wrócić. Nie przepadała za takowymi, bo nie zawsze pasował jej temat, a co za tym idzie - wskaźnik pierdołowatości i stresu wzrastał gwałtownie i utrzymywał się cholernie długo. Tak. Delikatnie nacisnęła stópką na jedną z desek i uznała, że jest ona co najmniej przestarzała, żeby nie powiedzieć, że w każdej chwili może się rozlecieć. Sanepidu chyba tutaj nie było, a wszystko będzie odgrywało się w chmurach po to, aby nikt nie naskarżył na brak zachowania bhp. W sumie to całkiem niezła sztuczka - jak ktoś przyleci, to po prostu odlatujesz. Ale co z uczniami? Cóż... Łap kółko ratunkowe i za burtę, kamracie!
Czarny humor w tej chwili nie był nawet śmieszny.
Ubrana w prostą bluzkę, luźne spodnie za kolano i bluzę trochę marzła. Bądź co bądź zbliżała się zima, a na wysokości jest jeszcze zimniej. Związała włosy w dokładny warkocz, zostawiając jednak w spokoju grzywkę, która okalała jej nieco zarumienione policzki. Dzisiaj jej fryzura przyozdobiona była czerwoną wstążką w białe paski. Albo białą w czerwone paski. Tak czy inaczej - brakowało tylko kotwicy. Wolała się ubrać nieco lżej, jako że ćwiczenia z praktyki zawsze były dość wymagające, zwłaszcza jeśli chodziło o coś bardziej skomplikowanego. Zdziwiona była, że jeszcze nikogo nie ma, a zwykle to ona się czołgała na końcu. Jej przezorność, aby być wcześniej, nie zawsze przewidywała wypadki po drodze, które zostaną jej sprezentowane przez los. Tym razem była chyba pierwsza. To dobrze? To źle? Cholera, nie wiedziała. W sumie trochę źle... Ale może wyjdzie na dobre?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń EAT
Posty : 89
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Pon Lis 09, 2015 10:02 pm

Broń maszerowała ulicami Death City. Wracała akurat z cukierni, w której kupiła sobie donuta podczas przerwy między zajęciami. Niby była w tym EAT, chociaż szczególnej różnicy po tak karkołomnym egzaminie nie czuła. Nie ma co się dziwić, ledwo minęło od tego zdarzenia parę tygodni a tak jak trening na siłowni, tak nauka miała efekty pokazać dopiero potem. Może faktycznie nastąpiła w niej jakaś zmiana tylko jeszcze tego nie dostrzegła? W każdym razie spojrzała na zegarek w odtwarzaczu, a ze słuchawek leciała przyjemna nuta Rocka z praktycznie jego samych początków. Klasyk, na który nie narzekała mimo że ktoś mógł się z tego śmiać. No zwykle nie było mu potem do śmiechu, kiedy Kazuya spotkała swoją pięść z nosem takowego delikwenta. Musiała zagęszczać ruchy, gdyż czasu jej nie starczyło by móc iść sobie spacerkiem i myśleć o niebieskich migdałach. Ubrana była w to co zwykle, czyli wytarte jeansy, brązowe buty podróżne na niewielkim obcasie, czerwone skórzane rękawiczki sportowe bez palców, kurtka biało-czerwona również ze skóry. Pod tym rzecz jasna czarna kamizelka ze sprzączkami i paskami, a na szyi krzyż z rubinem pośrodku. Nic się nie zmieniło w niej od dłuższego czasu, jedynie postanowiła troszkę zapuścić włosy co widać było. W końcu blondynka miała już je prawie do wysokości szczęki jeśli chodzi o te swobodnie latające kłaczki. Trzymała ręce w kieszeni i szła ulicą w stronę wieży, gdzie zacumował ogromny statek. Miała już okazję spotkać się z podobnie złowieszczą aurą, chociaż nie wiedziała czy można to porównać z tym co pokazało im tamto ptaszysko. Może tak? Może nie? Jednak skoro takie rozkazy dostali, że mają tam się stawić to wszystko musiało być dziełem szkoły. Nie zmienia to faktu, że broń nie czuła się komfortowo z myślą, że może tam się znaleźć znowu jakiś potwór. Nie była tolerancyjna w tej kwestii, według niej w Shibusen nie ma miejsca dla potworów jak również wiedźm, czy też czarodziejów. To miejsce miało chronić świat przed nimi, a nie ich przetrzymywać dlatego postanowiła bardziej się przyłożyć do swoich zadań jako ucznia z tejże elity. Nie miała zamiaru wpuścić żadnej do szkoły, oczywiście jak już się o tym dowie kto jest wiedźmą czy innym stworzeniem niż człowiek czy władający lub broń rzecz jasna.
Stawiała krok za krokiem po schodach, a czas umilała jej muzyka. Całkiem szybko jej to nawet zleciało i nie spodziewała się, że tak szybko osiągnie swój cel. Widocznie muzyka ma jakieś walory teleportacyjne czy coś takiego, a może po prostu robimy wszystko chętniej kiedy coś nam w uchu gra? Poza tym utwory pozwalały jej zapomnieć o tej przytłaczającej aurze grozy. Miała to być lekcja praktyczna, a nic nie działa tak dobrze na rozwój jak czysta praktyka. W teorii to każdy może być dobry, jednak gdy przyjdzie co do czego to brakuje tego wyrobionego instynktu samozachowawczego. Broń spokojnie weszła na pokład, słuchając skrzypienia desek. Jeśli jakaś złowrogo skrzypnęła, to przestawiała nogę na inną by równomiernie rozkładać ciężar ciała. Nie była taka gruba, chociaż swój wzrost miała. Z daleka mogła wyglądać na trochę zapuszczonego faceta, zresztą dobra charakteryzacja czyni cuda a w tym Kazu była dosyć dobra. Potrafiła zmieniać swój wizerunek jak tylko jej się żywnie podobało. Rzecz jasna w plecaku, który miała ze sobą cały ten czas (bo przecież poszła po pączki na przerwie) miała podręczny zestaw do makijażu i charakteryzacji. Mogła się pobawić troszkę gdyby chciała ale najwyraźniej nie miała zbytnio nastroju dziś. Na pokładzie zobaczyła przestraszone stworzonko, które pewnie skojarzyłaby z klasy gdyby faktycznie tamci ludzie ją obchodzili. Była tylko jedna osoba, która z bronią się dogadywała i ta osika na statku nią nie była. Chociaż wyglądała na podobną fajtłapę. Broń podeszła do masztu i oparła się o niego, machnęła tylko palcami władającej na przywitanie i przymknęła oczy słuchając muzyki oraz głosu śpiewającego. Od czasu do czasu zerkała spode łba na wchodzących, jak swego rodzaju wykidajło który łypie na każdego kto wejdzie na posesję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t125-its-a-trap

avatar
Czarna Krew
Posty : 87
Data dołączenia : 29/08/2015
Skąd : Włochy, Toskania

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Wto Lis 10, 2015 5:31 am

Skoro Iki w przeświadczeniu większości pracowników Shibusen prowadzi kompletnie zbędny i bezsensowny przedmiot to administracja dorzuca mu zawsze jakieś niewdzięczne zadania. Tym razem dostał pomocnicze zastępstwo na lekcji, której tematu nie potrafił nawet odczytać z karteczki wręczonej przez sekretarkę. Z takim charakterem pisma babka powinna natychmiast zostać lekarzem, albo przejść na islam. Wciąż zatopiony w lekturze, albo raczej, wciąż bawiąc się w kryptografa dotarł do podnóża tej jednej, konkretnej, wieży. Dobrze, że jej położenie zostało mu opisane słownie, inaczej po wsze czasy tuptałby wokół Death City. Podniósł wzrok, i jeszcze bardziej, i jeszcze odrobinkę, aż dostrzegł niesamowicie zaniedbany okręt zacumowany do kręcącego się na szczycie dachu kogucika. Zamrugał kilka razy z niedowierzaniem. "Z przytupem, nie ma co." pomyślał i spokojnym krokiem ruszył w kierunku schodów. O wiele łatwiej byłoby mu tam wlecieć, no ale skrzydełka z czarnej krwi nie spotkałyby się raczej z ogólną aprobatą, więc po prostu wykorzystał swój inny, osobisty atut i rozpoczął żmudną wspinaczkę stawiając średniej wielkości kroki na co drugim stopniu. Początkowo nawet miał ochotę je liczyć, ale już po kilku sekundach uznał, że w pytę dużo i mu przeszło.
Wcale, a wcale się nie spieszył. Czasu jeszcze było całkiem sporo, a niespecjalnie chciał dotrzeć na miejsce zbiórki jako pierwszy z grona pedagogicznego. Koniec końców nie wiedział nic, prócz tego, że został pomagierem i potencjalnym kozłem ofiarnym jeśli komukolwiek cokolwiek stanie się coś nieprzyjemnego. Nie ukrywajmy, taka rola każdego dodatkowego opiekuna, czy innego vice: siedzieć w cieniu, kiedy wszystko idzie po myśli i zbierać baty gdy wręcz przeciwnie. Westchnął z rezygnacją, zatrzymał się przy niewielkim okienku i spojrzał na miasto z zupełnie innej perspektywy niż zwykle. "Wciąż brzydkie." stwierdził krótko i powrócił do czynności nadawania swojemu ciału coraz to większej energii potencjalnej, aż ostatecznie dotarł na sam szczyt, z którego na magiczny, latający statek Piotrusia Pana był już tylko krok. Niestety jego najgorsze obawy ujrzały światło dzienne. Ani śladu drugiego nauczyciela, za to na pokładzie znajdowała się już para uczniów.
- Witam. - rzucił zdawkowo. Poza tym jednym słowem nie przyszło mu do głowy nic sensownego, a wspomniana dwójka też nie wyglądała na bardzo towarzyskich osobników. Oparł się o najmniej przepróchniałą część drewnianego relingu, wyjął z kieszeni niewielki kalendarzyk i wgapił się w niego z pełnym skupieniem na twarzy. Do momentu oficjalnego rozpoczęcia lekcji postanowił udawać, że robi coś niesamowicie ważnego i zajmującego, jakby, nie daj borze bukowy, ktokolwiek wpadł na pomysł zapytania się o cokolwiek dotyczącego zajęć.


Ostatnio zmieniony przez Hokori Iki dnia Sob Lis 21, 2015 9:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t630-hokori-iki-loading-complete

avatar
Akolita
Posty : 83
Data dołączenia : 01/07/2015
Wiek : 17
Skąd : UK

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Sro Lis 11, 2015 10:14 am

/sorki za słaby posteł/
Nico wstał z kanapy, wziął jego ulubioną kanapkę ze stołu wrócił na swoje miejsce trzymając jedzenie w jednej ręce, a czytaną książkę w drugiej. Nie spieszył się. Miał mnóstwo czasu. Gdy zjadł śniadanie, a w domu nie było co robić, to ubrał się i wyszedł na dwór. Na zewnątrz przystanął na chwilkę i zasłaniając oczy od śmiejącego się słońca spojrzał na Shibusen. Gdy wreszcie zobaczył to co chciał, to ruszył dalej w stronę akademii.  Oczywiście mając jeszcze dużo czasu po drodze zawitał do jego ulubionej kawiarni i wziął na wynos coś do picia. Tym czymś okazała się czarna herbata z cytryną i syropem malinowym. Tak oto popijając herbatkę doszedł do jednej z wież Shibusenu. Przystanął i spojrzał w górę. Znajdował się tam ogromna sylwetka pływającego monstrum. Nawet z tej odległości można było zobaczyć stare deski, które powinni być wymienione już dawno temu. Jednak nie to polepszyło jego nastrój. Aura, która emanowała od statku była złowieszcza i po teorii miała być straszna dla dzieci, ale Nico strachu nawet nie poczuł. Wręcz przeciwnie, przepełniała go ciekawość.
Gdy wreszcie dobrze obejrzał od dołu statek widmo, to wszedł do wieży prowadzącej na sam szczyt. Oczywiście, jak mógł przewidzieć stopni okazało się bardzo wiele i całkowita ich liczba była symetryczna. Ehh w rodzinie dyrektora akademii wszyscy są pomieszani na symetrii? Podobno jego syn jest nawet większym fanatykiem tej ideologii. Jeśli wierząc plotkom, to nie mógł on walczyć z idealną symetrią, albo tolerować kompletne całkowitą asymetrię. Nico nie oceniał i nie wierzył plotkom, chociaż zawsze jest okruch prawdy w plotkach.
Tak oto dobrawszy się na górę obejrzał stateczek z bliska. Był dość duży, ale jak wcześniej zauważył był zaniedbany. Na szczęście deski nie były spróchniałe, przez co można było po nim normalnie chodzić nie bojąc się, że któraś pęknie. Tak więc powoli, lekko pogwizdując wszedł na pokład.
~Nico! M-może z-zawrócimy?- powiedziała przestraszona Elisabeth. Jak widać na nią, w porównaniu do brata, aura miejsca wywarła ogromny wpływ. Oczywiście musiała być przy Nico, a on ani myślał się zatrzymać, już nie wspominając nawet o zawróceniu. – N-nico. Weź przemyśl to.
~Nic się nie bój siostro. Jestem przy tobie (hue hue taki suchar). Obronie Ciebie. – powiedział broń uśmiechając się szeroko. Oczywiście wyczuł on jej strach, przez co zobaczył możliwość podokuczania jej troszeczkę.
~A-ale może jednak?
~Nope. Nie zostawię takiej ciekawej przygody. –powiedziała broń, a następnie zaczął rozmyślać.- Hym. zastanawia mnie, skoro jesteś duchem, to czego się boisz? Hemm, hemhemhem.
Na pokładzie znajdował się już jeden nauczyciel i dwójka uczniów. Cóż, nie był pierwszy, ale ostatnim też nie był. Więc rzucił krótkie „witam” i podszedł do burty, a następnie trzymając się za relingi spojrzał w dół.
~Cóż z tej perspektywy jeszcze miasta nie widziałem. I prawda mówią, że nabierają one swój urok, gdy patrzysz na nie z góry. Tak patrząc wydaje się, że można go ta łatwo zniszczyć.

_________________
Wspomnienia wywołują ból. Najdotkliwszy zaś sprawiają najlepsze z nich.



ff9900 cc00ff 0099ff
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t536-nielubiany-przez-adminow-nico

avatar
Uczeń NOT
Posty : 86
Data dołączenia : 26/06/2015
Wiek : 18
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Sro Lis 11, 2015 9:16 pm

Cóż, dzień zapowiadał się zwyczajnie, jak każdy inny. Caril nie miała lekcji, ale to nie znaczyło jeszcze, że jak każda normalna uczennica sobie odpocznie. Co to to nie. Już od wczesnego rana była na nogach. Zjadła pożywne śniadanie, przeczytała parę rozdziałów nowej książki (ot, na dobry początek, jako rozgrzewkę do bardziej wymagających zajęć) i zrobiła to, co miała w zwyczaju od wczesnego dzieciństwa - poszła ćwiczyć. Jej partner przebywał w tym czasie na jakimś wyjeździe, misji czy czymś w tym stylu (obiecał jej opowiedzieć wszystko, kiedy wróci), więc dziewczyna została pozbawiona możliwości typowo bojowego treningu. Pracowała za to nad swoją kondycją i szybkością. Biegała. Nic specjalnego.
Dużo ciekawiej zrobiło się, gdy wróciła do szkoły. Czy może dziwniej. Jakby nie spojrzeć, latający statek zawieszony nad szkołą po prostu musiał być dziwny. Caril podjęła decyzję szybko - skoro i tak nie miała do roboty niczego ciekawego, zdecydowała się sprawdzić, co to za event. Z wejściem na szczyt wieży nie miała większych problemów. Pomimo maratonu, który miała już za sobą, energia wciąż jej się nie kończyła. No i, co by nie mówić, kondycję miała doskonałą.
Nie denerwowała się ani trochę. To nie było w jej stylu. Cała sytuacja po prostu ją intrygowała, nic ponadto. Nie straciła animuszu nawet, gdy okazało się, że na pokładzie lewitującego okrętu zebrała się już mała grupka osób. Kojarzyła Nico - pamiętała go z lekcji wychowania fizycznego. Ciemnowłosy jegomość podobno był nauczycielem, więc Caril skłoniła przed nim głowę, ale że nie miała pojęcia, jak się nazywa, wolała nie kusić losu. Blondynki nie znała ani trochę, a te słuchawki podpowiadały jej, że nie powinna podchodzić. Pozostała jeszcze jakaś dziewczyna. Być może z klasy rudej, bo wyglądała jakoś znajomo.
Caril podeszła więc do niej i stanęła trochę z boku - to nie to, że się od razu zaprzyjaźnią czy coś. Oparła się o... nie znała się na statkach, więc po prostu nazwałaby to bandą lub balustradą i dość dyskretnie rozejrzała się na boki. Chyba jeszcze nigdy nie miała okazji wznieść się tak wysoko nad miasto.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t532-caril-cawthon

avatar
Uczeń NOT
Posty : 16
Data dołączenia : 18/10/2015
Wiek : 23
Skąd : Ł.

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Pią Lis 13, 2015 9:01 pm

- Shibusen, Death City...- Blacksad zaczął kolejny ze swoich raportów, gdy wspinał się na wieżę po krętych schodach.- ...Moje poszukiwania wiedzy i wykształcenia zawiodą mnie kiedyś wysoko, przynajmniej zwykle tak mawiałem. Nigdy jednak nie sądziłem, że przyjdzie mi to interpretować dosłownie. I jeśli mam nauczyć się praktycznej sztuki przetrwania ja przeciwko wszystkim, najlepiej byłoby zacząć od razu. Dlatego też zamierzam w kolejnych kilku raportach zawrzeć studia nad naturą dziwnego obiektu, który... no cóż, zacumował przy jednej z Wież.-
Tutaj Młot przerwał na moment i przez chwilę dyktafon rejestrował tylko jego przyspieszony oddech, kiedy pokonywał kolejne stopnie.
- Obiekt ma kształt pirackiego okrętu, zdaje się że porusza się zarówno pływając, jak i latając, co czyni go uniwersalnym środkiem transportu. Niewątpliwie jest zasilany potęzną mocą, o czym mam nadzieję przyjdzie mi niedługo się przekonać. Istotna uwaga: Pokład statku to nie klepisko, o czym pewnie nie raz będę musiał sobie przypomnieć. W żadnym razie nie używać mocy sejsmicznych, bo wszyscy... no cóż... spadniemy z pantałyku, hahaha. Koniec raportu.-
Dalej poszło już z górki... A raczej pod górkę, ale i tak szybko. Blacksad wyszedł na balkon i zmrużył oczy, gdy uderzył go podmuch wiatru.
- Chłodno...- Mruknął sam do siebie, poprawiając bluzę i narzucając kaptur na głowę. Stał jeszcze chwilę, jakby się namyślając, by potem podejść do krańca blakonu i przeskoczyć nad przepaścią na pokład statku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t785-blacksad#5380

avatar
Mistrz Gry
Posty : 90
Data dołączenia : 04/09/2015

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Pon Lis 16, 2015 6:28 pm

Wszyscy znaleźli się na statku. Spędziliście ze sobą krótką chwilę spokoju kiedy statek zaczął niebezpiecznie i złowieszczo trzeszczeć - co najmniej jakby krzyczał o pomstę. Okręt powoli odcumował od wieży i wzleciał leniwie ponad chmury. Jak wszyscy doskonale wiemy, nie było tam na pewno najcieplej - przynajmniej nie mogło padać, a to już jakiś plus, prawda?
Do waszych uszu dotarł głęboki, zachrypnięty i przeszywający do szpiku śmiech. Kiedy odwróciliście się w kierunku z którego dochodził waszym oczom ukazał się mężczyzna. Nie jakiś tam facecik. MĘŻCZYZNA, w każdym tego słowa znaczeniu. Ogromny, mierzący sobie nieco ponad dwa metry, z długimi kruczoczarnymi włosami i taką samą poplecioną w iskrzące się na końcach warkocze brodę. Na głowie miał wysłużony kapelusz a jego ciało okrywał równie wiekowy płaszcz z grubej skóry. Całość postaci waszego domniemanego wykładowcy była po prostu piorunująca i wzbudzająca mimowolny szacunek.
- No, szczury lądowe! - ryknął, a jego głos rozbrzmiał w przestworzach niczym grom. - Witajcie na pokładzie Zemsty Królowej Anny! Ja jestem Czarnobrody bądź Edward Teach, jak wam wygodniej, nieboraki.
Oczy kapitana świdrowały dziury w waszych duszach. Byliście w stanie niemalże fizycznie poczuć jego siłę i ogrom. Zawołał gestem ręki Ikkiego do swojego boku. Gdy ten podszedł objął go silnym ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Dla każdego kto jeszcze nie wie, to jest Hokori Iki! Dzisiaj będzie moim kwatermistrzem oraz osobą mniej lub bardziej odpowiedzialną za to, żebyście łajzy nie powypadały za burtę, aye! - z tymi słowami wypuścił swojego pomocnika z uścisku i oparł się o ster swojej łajby. - Chciałbym abyście się, kamratki, podobierali w pary. Byle szybko, ostatni będzie ćwiczył z psorem Ikim, i nie wiem czy chcielibyście poznać jego prawdziwe umiejętności! - ryknął niczym zbliżająca się burza.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Czarnobrody dnia Wto Lis 17, 2015 4:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Pon Lis 16, 2015 9:03 pm

Jak na takiego kurdupla i strachajłę przystało, to Rennevy ma zdecydowanie gorszy kontakt z dziewczynami, aniżeli z chłopakami. Zawsze ją napawali lekkim lękiem, ale nie czuła do nich odrazy. Ba, jak miał odpowiednio wspaniały głos dla uszu naszej Runci, to mogłaby słuchać go godzinami i godzinami. U kobiet zdecydowanie rzadziej się to zdarzało, a ceniła sobie odpowiednio niski i może nawet delikatnie szepczący głos z tym... czymś, co pobudzało jej wyobraźnię i uspokajało fetysze. Albo tylko je rozbudzało, cholera wie. Ważne były też oczy, ale nie o tym mowa. Mowa o tym, że jak zobaczyła mężczyznę, który nagle zaśmiał się donośnie (przez co prawie straciła równowagę, tak mocno nią to wstrząsnęło), to tak trochę zamarła. Niby respekt budził, ale chyba bardziej ten lęk. Piraci w bajkach zawsze byli takimi postaciami, które dzieci uwielbiały właśnie za ich postawę i pogodę ducha. Za to ten jak ryknął, to myślała, że sama wyzionie ducha. Zwłaszcza, że ten cholerny statek zaczął się ruszać, co tylko napawało ją dodatkowym przestrachem. Ale ten facet był wieeeelkiiii!
Wsłuchała się dokładnie w polecenie i ogarnęło ją kolejne przerażenie. Rozejrzała się po ludziach, jacy się tu znaleźli. Profesora Ikiego nawet nie wliczała, zwłaszcza że była dość przeciętna z bestiaryki, którą on wykładał. Nie żeby coś, ale mógł on ją pamiętać, jako tę lebiegę w kokardach, która nie potrafi dobrze rozróżnić podstawowych ras. Tak więc odpadał. Tego blondyna kompletnie nie kojarzyła... Chyba że to była ta niesławna chłopczyca, to wtedy kojarzyła ją ze słuchu. Tyle że była w EAT, a ona w NOT. Odpada. Czarnowłosy jakoś nie wyglądał na zbytnio... Nieważne. Jakoś poczuła, że się raczej nie dogadają. Był Nico, którego kojarzyła z wpadki w Cafe Day. Na jego widok się mocno zarumieniła i próbowała wyprzeć z pamięci tamten moment. Delikatnie pomachała w jego kierunku, chociaż miała wrażenie, że pewnie nie zauważy nawet tego. Być może nawet jej nie rozpozna. Wzrok Rennevy spoczął więc na rudowłosej dziewczynie, która zdawała się roztaczać dość wrogą aurę, ale była jedyną obecną dziewczyną...
Podeszła więc do niej dość nieśmiało, jako że powinna uniknąć spotkania z profesorem. Delikatnie się ukłoniła i ewidentnie wyglądała na zakłopotaną. Uśmiechnęła się delikatnie i lekko ukłoniła.
- Prze... Prze-przepraszam? Nie chciałabyś być ze mną w parze? By-byłabym wielce rad, gdybyś się zgo-godziła... - powiedziała powoli i kompletnie bez pewności siebie. Podniosła się i niby spojrzała jej w oczy, ale jakby nie patrzyła. - Nazywam się Rennevy, władająca. Miło poznać.
Tak właściwie, to nie wiedziała, czy mogłaby ją kojarzyć. Może widywała ją na korytarzach z kimś już znanym? Być może, być może... Na pewno nie pomagał fakt, że jakby od początku jej trochę... nie lubiła? Kolejny wspaniały ukryty talent Rune - zrażała do siebie ludzi jeszcze zanim w ogóle się odezwała. Czyż to nie wspaniałe?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń EAT
Posty : 89
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Wto Lis 17, 2015 5:20 pm

Na okręcie zebrała się całkiem spora grupka. Profesor… czy on ma w ogóle doktorat z bestiarystyki? Nie ważne, nauczyciel od bestyjek który mógł skojarzyć broń z licznych przypadków kiedy to słuchała sobie muzyki na jego lekcjach. Zdarzało się, że Kazuya czasami słuchała ale tylko w momentach kiedy było wspomnienie o demonach lub czymś co wygląda jak kruk. Tamto stworzenie było swego rodzaju obsesją, przeciwnikiem którego broń ma zamiar kiedyś pokonać wraz ze swoją władającą, a cóż innego zrobić jak nie poznać jego słabości? Była tu też osika z kokardkami, która w tym towarzystwie wyglądała na najmniej ogarniętą. Był blondyn, który wyglądał najnormalniej z tego towarzystwa jeśli brać pod uwagę skalę uczniów. Zjawił się równie czarnowłosy, którego nie kojarzyła ze szkoły. Może ktoś nowy, albo ktoś kto nigdy na nią nie wpadł? Jedno z dwojga. W każdym razie zbliżamy się do końca tej listy łatek, którą Kazuya poprzyklejała każdemu, bo przecież zostały jeszcze dwie pozycje do opisania. Czerwonowłosa oparta była o tak zwany reling statku. Gdyby ktoś był idiotą lub żartownisiem od siedmiu boleści to mógłby ją bardzo łatwo zepchnąć za burtę. Tamta najwyraźniej postanowiła nie zareagować na blondynkę i dobrze, bo Kazu tym bardziej nie miała ochoty na rozmowę z kimś bez charakteru. Chociaż gdyby się kociaki pobiły na lekcji to mogłoby być całkiem ciekawe. Nie kojarzyła jej z zajęć EAT, a zatem logicznie rzecz ujmując powinna być w klasie niżej. Tak naprawdę zdawała sobie sprawę, że jest tu trzecia względem rangi i jako starsza koleżanka powinna pomagać i inne takie pierdoły bla bla bla. Cóż broń z małą pomocą swojej władającej zaszła do tego miejsca w jakim jest teraz, chociaż znaczną ilość misji i tak wykonywała sama. Jedyne co by mogła powiedzieć to „powodzenia”. Egzamin, który prędzej czy później czeka każdego ucznia nie jest prosty. To on determinuje, czy osoba będzie po ukończeniu szkoły kimś więcej niż nudnym księgowym lub pracownikiem Mc Donalda. Bądź co bądź pewne aspekty Shibusen miało wspólne z resztą szkół ponadgimnazjalnych. Uczono tam takich pierdół jak geografia czy język angielski (tudzież język piekieł, czyli ojczysty niemiecki dla Kazu). Ale były też rzecz jasna te ciekawsze zajęcia jak bestiarystyka, walki treningowe, cięższe zajęcia z WF i inne rzeczy, które mają przygotować władających i bronie do starcia z wiedźmami, potworami i czarodziejami.
Ostatnią pozycję zajmował właściciel tego przybytku, czyli kapitan statku. Poprzedzający jego pojawienie się ruch statku sprawił, że broń aż zdjęła słuchawkę i rozejrzała się. Statek trzeszczał i zaczął się wznosić, mogła podziwiać panoramę Death City z tej wysokości co było czymś nawet spoko. Aż wyciągnęła komórkę i cyknęła zdjęcie, a pozycję miała w miarę stabilną bo oparta była o maszt. Zasunęła kurtkę, bo wiedziała że wraz z wzrostem wysokości spadnie temperatura. Wróćmy jednak do mężczyzny. Nie był to wymoczek jakich widziała w szkole, czy też w telewizji na paradach równości. Był to prawdziwy facet, z brodą i zapewne jajami. Wyglądał na kogoś poważnego, kogoś kto bez problemu stłumi bunt na pokładzie. W skrócie stereotypowy kapitan pirackiej załogi. Już broń go zaczęła lubić, zwłaszcza że piraci jej imponowali nie samą odwagą a po prostu lubowaniem się w bijatykach i braniem tego czego tylko zapragnęli. Znała oczywiście historię piratów i wiedziała, że to zakopywanie skarbów to bujda na resorach oraz, że często piraci byli po prostu przez dany rząd wynajmowani by napadali statki z transportem danego władcy. Wiadomo też, że była różnica między korsarzem, a piratem. Na początku byli piraci, do walki z którymi rzucono korsarzy ale z czasem korsarze stwierdzili, że jednak bardziej opłaca im się łupić obie strony konfliktu i sami zostawali piratami. Takie błędne koło historii, ale darujmy sobie dygresję a raczej broń powinna ją sobie darować.
- Jakież to… oryginalne – wymamrotała pod nosem. Może i facet wyglądał na poważnego, chociaż jego nazwisko pozostawiało wiele do życzenia. Nic dziwnego, że wolał być nazywany Czarnobrodym. Edward Blackbeard brzmiałoby lepiej, bardziej poważnie i wzbudzałoby lęk w sercach wrogów. Teach brzmiało tak nijak. Już nawet niemieckie nazwisko Kazuyi brzmiało bardziej złowieszczo, ale to chyba tendencja tego języka że wszystko brzmi jak rozkaz rozstrzelania lub zbombardowania stolicy. Znaczy tak to widzieli cudzoziemcy, blondynka natomiast w swoim języku mimo że należał do tych twardych, nie widziała nic złego. Już prędzej język kraju sąsiadującego na Wschód od Niemiec brzmiał absurdalnie.
Kiedy tylko broń poczuła się świdrowana, niemal od razu odpowiedziała hardym spojrzeniem. To był zwyczajny odruch, zaraz miała nawet spytać „Co się gapisz? Problem?” jednak w porę sobie przypomniała, że jest na zajęciach i nie powinna się bić z nauczycielem. Znaczy jeśli takie będzie polecenie, to zrobi to. W końcu Niemcy znani są z tego, że rozkazy raczej wypełniają. Nastał też ten moment, którego broń niezbyt lubiła. Musieli się dobrać w pary, a przecież na zajęciach nie było jej ulubionej władającej. Szkoda, bo tyranizowane stworzonko byłoby użyteczne w tej chwili a tak to musiała kogoś wybrać. Spojrzała po tu obecnych, najpierw na kokardową osikę. Wyglądała na fajtłapę, a już jedną ma w kolekcji i nie wie czy w razie jakiegoś faila nie wyrzuciłaby jej za burtę. Pozostała jeszcze dwójka chłopców oraz nauczyciel, chociaż z logicznych kalkulacji to o wiele lepiej jeśli ktoś o wyższym poziomie będzie współpracował z nauczycielem. Nie wywyższała się… no dobra, może trochę, bardzo ale przeciwko ćwiczeniu z Ikim nie miała absolutnie nic. Rzecz jasna blondyn oraz jego czarnowłosy kolega mogli podejść do broni i zagadać, jeśli tylko mieli odwagę to może nawet by się zgodziła. Raczej by się zgodziła. Jeśli tego nie zrobili, to trudno spojrzała hardo na pirata, a potem na profesora, nauczyciela bestiarystyki – To ja chyba wybiorę profesora – stwierdziła., ale tylko kiedy nikt inny się nie pokwapił do niej. Wiadomo, że sama była też ciekawa cóż to profesor takiego potrafi? Skoro mają poznać jego prawdziwe umiejętności, to może się okazać że będzie tu jakaś walka. W takim wypadku nawet by to jej wyszło na dobre, bo nie ma sensu znęcać się nad słabszymi uczniami, a jak już to szukać wyzwania wyżej. Inaczej zwyczajnie stoi się w miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t125-its-a-trap

avatar
Czarna Krew
Posty : 87
Data dołączenia : 29/08/2015
Skąd : Włochy, Toskania

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Nie Lis 22, 2015 4:41 am

Pokład zapełnił się mniej lub bardziej znajomymi uczniami. Ze wszystkich tu obecnych najlepiej kojarzył blondyna w białym płaszczu, ale zapewne tylko dlatego, że uczestniczył on w jego ostatniej felernej lekcji, której przebiegu do tej pory nie potrafił sobie wybaczyć. W sumie była to cała ferajna ludzi od biedy nadających się jedynie na majtków, nie wyłączając z tej wyliczanki samego Ikiego. Kiedy okręt z przeraźliwym skrzypnięciem odcumował i wzniósł się ponad chmury potworek przerwał udawaną lekturę i schował kalendarzyk do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wtedy pojawił się mężczyzna. Nie żaden facet, czy gostek, a mężczyzna pisany boldem i dużymi literami. Przy nim Iki i jego 190 centymetrów wzrostu plus rogi wyglądało całkowicie mizernie. Tym bardziej, że został przywołany "do nogi" praktycznie jak pies i jeszcze posłuchał. Na tę chwilę sprzeciwienie się stanowczemu gestowi i głosowi kapitana wydawało się być praktycznie niemożliwe. Kwatermistrz? Brzmi odrobinę lepiej niż majtek. Pomyślał jednocześnie dochodząc do wniosku, że najbardziej skuteczną metodą na zapobiegnięcie wypadnięciu rozkojarzonych uczniów za burtę byłoby przywiązanie ich do masztu. Zemsta Królowej Anny miała ich nawet wystarczająco dużo, aby zachować podział na pary. Idea ta zyskiwała jeszcze bardziej na znaczeniu kiedy pod uwagę wzięło się, że pomiędzy słowami "mniej lub bardziej odpowiedzialny" brakowało "całkowicie". Tylko co miał kapitan na myśli mówiąc o jego prawdziwych umiejętnościach? Gotowanie dobrego gulaszu z wołowiny po przecenie raczej nie.
Ciekawiło go także w jakie grupki podobierają się uczniowie, a jeszcze bardziej z kim sparowany zostanie on sam. Pierwszy ruch wykonała dziewczynka wyglądająca na najbardziej nieśmiałą spośród wszystkich zebranych. Uroczo. Zawsze kibicował podopiecznym próbującym pokonać własne słabości, a w miarę możliwości starał się też ich jakoś delikatnie wspierać. Nie był tylko pewien, czy zachowanie to należało do jego prawdziwej natury, czy było jedynie objawem nadmiernego wczuwania się w nauczycielską rolę. A potem, cóż, dziewczyna, z pewnością dziewczyna chociaż niektórzy mogliby mieć wątpliwości, postanowiła obejść zasadę ogłoszoną przez kapitana i wcale nie jako ostatnia wybrać właśnie Ikiego na swojego partnera podczas tego zadania. Czemu akurat jego? Ano tak, była przecież jednym z niewielu EATów uczęszczających na jego lekcje. Możliwe, że dzięki temu tytułowi uważała się za lepszą od reszty. Niech tylko spróbuje się wywyższać, a Hokori postawi sobie za nauczycielski punkt honoru ją przystopować, najlepiej całkiem drastycznie. Na razie, na szczęście się nie zapowiadało.
Istaniała w sumie jeszcze jedna możliwość, której nauczyciel nie bardzo chciał do siebie dopuszczać, bowiem blondynka dosyć otwarcie manifestowała swoją niechęć do potworów w Shibusen, a na jego zajęciach słuchała jedynie fragmentów o konkretnych stworzeniach. Czyżby miała jakąś traumę? Nawet jeśli to nie bardzo uśmiechało mu się być jej obiektem do wyładowywania frustracji. No ale jaki miał wybór, on tu przecież tylko pilnuje żeby nikt nie wypadł.

//Czo to!? Mnie tu się na moment zawaliło życie, a wszyscy czekają zamiast skrobać posteły? Czuję się jakbym was zablokowała mimo braku nawet namiastki kolejki. (a może to Kazu straszy długością postów)
EDIT: skreślam to bo kaptena denerwuje


Ostatnio zmieniony przez Hokori Iki dnia Nie Lis 22, 2015 11:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t630-hokori-iki-loading-complete

avatar
Akolita
Posty : 83
Data dołączenia : 01/07/2015
Wiek : 17
Skąd : UK

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Nie Lis 22, 2015 11:08 pm

Nie był on ostatnim uczniem na statku co było już dobrze. Po tym jak czarnowłosy chłopak wszedł na pokład doniósł się skądś śmiech. Nico jakoś tak nie myśląc przypisał go do właściciela tej łajby. Cóż... przynajmniej nie jest opuszczona. Widok natomiast dwu metrowego goryla trochę go zdziwił, ale szybko wrócił do swojego absolutnego spokoju. Czy był on tak bardzo absolutny? Tego jednoznacznie stwierdzić nie można, ponieważ myśl, że znajdowali się na takim latającym statku już przepełniała go niemałym entuzjazmem.
~Wreszcie~pomyślał Nico, gdy dało się poczuć niesłabe szarpnięcie powodowane ruszeniem statku.~myślałem, że tu zasnę.
Wtedy i zobaczyli tego dwóch metrowego goryla. Wygląd miał typowo, jak na kapitana pirackiego okrętu przystało.  Widać było, ze nie mało przeżył, czym zasłużył szacunek u broni.
~Ale on włochaty~powiedziała Elisabeth.
~Nic ci z tym nie poradzę. Może mu o tym powiesz?~zadrwił z niej Nico.Odpowiedź oczywiście nadeszła w formie cichego chichotu.
Dalszą konwersację przerwał kapitan, swoim donośnym niskim głosem. Co do imienia, to oczywiście siostra nie wytrzymała i musiała dać swoją uwagę. Było to coś w stylu „Heh. Ciężko się domyślić”. Po tym jak olbrzym przywołał nauczyciela do siebie, zaczął go przedstawiać. Oczywiście po tym jak wyznaczył go odpowiedzialnego, za to, żeby nikt nie wypadł, to Nico spojrzał na  Rune, która wyglądała jakby zaraz spadnie. „To będzie ciężka praca dla tego nauczyciela”- pomyślał blondyn.
To że musieli dobrać się w pary sprawiło kolejny problem wśród uczniów. Cóż... partnerkę już miał, ale jak nie spojrzeć w danym jej zabrakło. Musiał znaleźć kolejną parę. Cóż z Renevy, wyleciałby daleko za burtę przy najbliższej okazji, dlatego odpada. Kolejna była blondynka, która jest teraz w EAT. Cóż pewnie by podszedł, ale sprawiała wrażenie takie... nu takie, przez które jakoś instynktownie czuł odrazę do niej. Następna była czerwonowłosa dziewczyna.
~Zbyt spięta~wtrąciła się w tok rozważań Elisabeth~a ten czarnowłosy jest jakiś dziwny. Lepiej nawet o nim nie myśl.
~Czyli zostaje mi jeszcze nauczyciel.~powiedział Nico ~Może być.
- Przepraszam panią.- Powiedział Nico z lekką drwiną, której nikt oprócz Elisabeth nie mógł rozszyfrować. Od razu na jego ustach pojawił się leciutki uśmieszek, który zwiastował, że nie da za wygraną. – Proszę pani- powtórzył, gdy dziewczyna ruszyła w stronę nauczyciela z wszystkim wiadomych przyczyn. – Pani jest z EATu, a idzie od razu nauczyciela? Nie wszyscy tu są tacy silni jak pani, więc może pani niech da takową możliwość komuś słabszemu? Jeśli szuka pani natomiast wyzwania, to może jednak byłby dobry pomysł wybrać któregoś z uczniów? Niech pani pomyśli. Wasza dwójka będzie zbyt silna, by z nami walczyć, lub współpracować. Wtedy jedynie będziemy pałętać się pod nogami. Co pani o tym myśli? A może pani wywyższa się nad wszystkimi z tu obecnych uczniów, bo jesteśmy z NOTu?- Skończył. Teraz stał z tym nic nie znaczącym dla innych uśmieszkiem i czekał na reakcję blondynki.

/Poczekaj! daj czas, aby przeanalizować tę ilość. xD/

_________________
Wspomnienia wywołują ból. Najdotkliwszy zaś sprawiają najlepsze z nich.



ff9900 cc00ff 0099ff
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t536-nielubiany-przez-adminow-nico

avatar
Uczeń NOT
Posty : 86
Data dołączenia : 26/06/2015
Wiek : 18
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Wto Lis 24, 2015 9:57 pm

Kiedy tylko kapitan Czarnobrody (Ruda była pewna, że co drugi pirat nosi ten pseudonim, ale wciąż uważała, że brzmi to absolutnie kozacko) pojawił się przed ich oczami, Caril szczęka opadła niemal do samego pokładu. Imponowali jej tacy faceci, nie mogła zaprzeczyć. Byli po prostu uosobieniem wszystkiego tego, co podziwiała - siły, władzy, stanowczości, i tak dalej, i tak dalej. Mogła wyglądać naprawdę dziwnie, wgapiając się w niego tym tępym wzrokiem. Chyba po raz pierwszy od dawna dziewczyna zapomniała o tym, że inni patrzą i że czysto teoretycznie rzecz biorąc, powinna przejmować się ich opinią.
To był prawdziwy cud, że dotarły do niej jego słowa. Albo może nie taki cud, biorąc pod uwagę to, jak donośny mam głos i jak intrygujący był ten cały piracki żargon. Przez głowę rudzielca przemknęła myśl, że fajnie byłoby też nauczyć się mówić w ten sposób, ale na szczęście równie szybko uświadomiła sobie, że w jej ustach brzmiałoby to raczej śmiesznie. Dużo dziwniejsze wydawało jej się natomiast to, że zrozumiała, co mówi do niej jakaś nieznajoma dziewczyna.
Caril stwierdziła, że jest ładna. Po prostu ładna. Nie jakaś super piękna, ani nie po prostu przeciętna. Kojarzyła ją trochę z zajęć, ale nie pamiętała jej z imienia. Tak zasadniczo to z niczego jej szczególnie nie zapamiętała. Pewnie trzymała się na uboczu czy coś w tym stylu. Zresztą sama władająca też chyba niespecjalnie błyszczała na lekcjach.
- Jasne, dobry pomysł - kiwnęła głową z uśmiechem, gdy w końcu przetworzyła słowa koleżanki, a następnie zmierzyła ją wzrokiem jeszcze raz. Zastanawiała się, czy dziewczyna jest bronią czy też władającą. Zauważyła już, że miała tendencję do patrzenia na każdego władającego jak na potencjalnego rywala. Już miała o to zapytać, kiedy jej rozmówczyni sama udzieliła jej potrzebnej informacji. Caril wyprostowała się, od razu trochę bardziej spięta. - Mi także jest miło. Jestem Caril Cawthon, też władająca - normalnie dodałaby jeszcze informację o klasie, ale co jeśli Rennevy przypadkiem chodziła jednak do EAT-u? Ruda za żadne skarby świata nie przyznałaby się samodzielnie, że jest gorsza. Nigdy. - Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało - dorzuciła jeszcze.
Kiedy jej partner na czas lekcji został już ustalony, rozejrzała się po innych. Na statku nie było wielu osób, więc nie było mowy o jakimś wielkim zamieszaniu. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko słysząc nieco prowokującą wypowiedź Nico, ale poza tym nic nie przykuło jej uwagi. Spokojnie czekała więc, aż sprawy organizacyjne zakończą się, a kapitan Czarnobrody wyda im dalsze instrukcje. Była ich naprawdę ciekawa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t532-caril-cawthon

avatar
Mistrz Gry
Posty : 90
Data dołączenia : 04/09/2015

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Pon Lis 30, 2015 5:06 pm

[Blacksad został ostrzeżony, a Ja czekałem już i tak ponad regulaminowe 14 dni. Z tego powodu zostaje on wydalony z lekcji oraz nie otrzymuje za nią dusz.]

Zagubionego w myślach Blacksada uderzył w tył głowy przelatujący obok ptak. Z wielkiego zdumienia i zaskoczenia chłopak wyskoczył za burtę. Ktoś go na pewno uratuje, nie ma się czym przejmować, prawda? Przecież, jakby na to nie patrzeć... Skoczył z własnej woli.
Czarnobrody spojrzał z lekkim zdziwieniem na zachowanie młodego po prostu idioty i westchnął tylko zażenowany. Po chwili zszedł ciężkimi krokami w stronę zebranych uczestników dzisiejszej nauki.

- No więc jak to się ma teraz...? - mruknął bardziej do siebie. -Rune i Caril, Psor Iki i Nico... - Kapitan westchnął ciężko i spojrzał na blondynkę bez pary. Uśmiechnął się do niej nieco złowieszczo i pochwyciwszy Ją ramieniem przyciągnął do siebie. - W takim razie panienka Kazuya będzie dzisiaj ćwiczyła za mną, pasuje? - rzucił do dziewczyny. Nie oczekiwał jednakże żadnej odpowiedzi.
Statek zaskrzypiał ponownie jakby śmiejąc się z losu znajdujących się na jego pokładzie uczniów. Wykładowca widać było podzielał całkowicie to rozbawienie. Zza pasa wyjął stary lecz majestatyczny garłacz. Wycelował go w stronę Rune i uśmiechnął się w taki sposób, iż niemalże każdego oblałby zimny pot.
- Sprawa jest prosta dzieciaki - powiedział zawadiacko pirat wskazując na niewielki srebeny medalion przypięty u swojego pasa. - Zadaniem waszych dwóch grup jest odebranie mi tego świecidełka. Zadaniem Kazuyi będzie odparcie waszego natarcia - powiedział do nich całkowicie poważnym głosem. Początkowo przecież miały być trzy grupy... Jednak czy tak nie będzie zabawniej? Ależ jak najbardziej! Kapitan schował ponownie swoją broń za pas i usiadł na jednej ze skrzyń osadzonych przed wejściem do kajuty kapitańskiej
- A właśnie... Którakolwiek grupa zdobędzie medalion może spodziewać się sporej nagrody... No? Na co czekacie, szczury lądowe? Do dzieła!

Kolejka wygląda następująco:
-Grupy C[aril]R[une]&I[ki]N[ico] - w dowolnej dla was kolejności jednak musicie brać się nawzajem pod uwagę
-Kazuya - mimo wszystko musi bronić kapitana

_________________


Ostatnio zmieniony przez Czarnobrody dnia Czw Gru 03, 2015 10:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Pon Lis 30, 2015 9:37 pm

- Ta-akże mam taką nadzieję
Uśmiechnęła się pogodnie, gdy tylko usłyszała, że Caril się zgodziła. Co jak co, ale obawiała się, że jej odmówi prosto z mostu i będzie musiała się dopraszać do Nico. Który i tak jakoś dziwnie mocno napierał na bycie w parze z nauczycielem. Zerknęła dyskretnie w ich stronę z zaciekawieniem, ale też i przerażeniem, bo nie chciała, aby się z tego wywiązała jakaś większa kłótnia. Nienawidziła się kłócić. Zwłaszcza, jeśli to ona była tą stroną atakowaną. O ile była jakakolwiek strona atakowana. Czuła się wtedy dość niezręcznie i chociaż próbuje zachować spokój, to wewnątrz była jak kłębek emocji. Tamowanie własnego gniewu, kiedy jest on najbardziej pożądany to sztuka niezwykle trudna i w pewnym sensie doprowadzająca do wariactwa. Wróciła więc wzrokiem do Caril, próbując jakoś dalej zawiązać rozmowę. Jednakże szybko takowa się nie nawiązała, a to było za sprawą nagłych i dziwnych wydarzeń.
Była świadkiem tego, jak można zostać wyrzuconym przez burtę. Myślała, że jej nogi się ugną i zemdleje, ale ograniczyła się tylko do bladego przerażenia. Jednakże pan nauczyciel kapitan łajby wyglądał wręcz na zażenowanego. No bo jak to można wypaść z burty. Cóż, nie wyglądała ona na zbyt stabilną, a poza tym nie miała zabezpieczeń. Jeden gwałtowniejszy ruch i wszyscy mogą sobie pospadać. Miała tylko nadzieję, że temu chłopakowi się nic nie stało i ktoś przewidział, że ludzie będą spadać z tej łajby. Poczuła dreszcze. Coś zimno się tu robiło. A zrobiło się jeszcze zimniej, jak zobaczyła, że ten blondyn (znaczy, blondyna o wyglądzie blondyna) jest w parze z nauczycielem. Jeżeli to będzie polegało na ustawkach to ona w sumie mogłaby też wypaść za burtę. Jakoś nie widziało się jej walczenie z takim męskim mężczyzną i kimś z EAT. Zwłaszcza, że Rennevy należała wciąż do tych niższych z NOT. Była zerem zera, o. No, może trochę przesadziłam. Dziewczyna stara się z każdych sił, aby móc dumnie powiedzieć, że chodzi do Shibusen. Bo to dość głupie uczucie, jeśli oczekują nagle jakichś wybitnych umiejętności bitewnych...
Automatycznie podniosła ręce do góry, jak to robi każdy normalny człowiek w momencie, kiedy ma wycelowaną jakąkolwiek broń przed nosem. Poczuła, że wszystko jej mięknie, a na twarzy malowało się przerażenie z zdezorientowaniem. Głośno przełknęła ślinę, czując, że chyba jej pierdołowatość znalazła kolejnego adoratora, który z chęcią przetestowałby jej dziwne i pokrętne szczęście do robienia sobie krzywdy. Nawet nie wiecie, jaka to ulga, kiedy ktoś chowa broń. Natychmiast wypuściła powietrze i głęboko oddychała.Na jej twarzy pojawił się cierpki uśmiech, kiedy dotarło do niej, co takiego mają zrobić. Mają jakoś ominąć tę blondynę z EATu i jeszcze mieć do czynienia z samym nauczycielem? Ayb zabrać srebrny medalionik? Czy powinna na samą wieść o nagrodzie się jakoś lepiej poczuć? Bo kompletnie taki argument do niej nie przemawiał. Odwróciła się znów do Caril, próbując wyglądać na dość skupioną. I wcale już nie zrezygnowaną. Błagam, Rennevy nie jest zrezygnowana. Po prostu... Jakoś jej się to nie widzi.
- Ja-jaki mamy plan? Nigdy nie mia-ałam do czynienia z koleża-żanką z EAT. Ani z nauczycie-cielem... - powiedziała, delikatnie kierując wzrok w dół. - Coco jumbo raczej odpada. Prędze-dzej wypadniemy za burtę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Czarna Krew
Posty : 87
Data dołączenia : 29/08/2015
Skąd : Włochy, Toskania

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Czw Gru 03, 2015 5:39 am

Nawet nie spodziewał się, że może mieć aż takie wzięcie. Tylko czemu ze strony uczniów i na jakiej zasadzie ta dwójka zdecydowała, że ćwiczenie z nim może przynieść jakiekolwiek korzyści? Po to miał chyba zostać na koniec, żeby być partnerem-karą dla aspołecznych małolatów. Nauczyciel czysto teoretycznego przedmiotu, do tego taki, któremu nigdy nie zlecono żadnego bojowego zadania poza murami Shibusen. To nie brzmiało, ani potężnie, ani zachęcająco. Pochłonięty radością z bycia docenionym, albo może nawet przecenionym, mrugnął w złym momencie i nawet nie zauważył w porę zniknięcia Blacksada. Jak już się doliczył, że jednego przedszkolaka brakuje, a zajęło to trochę czasu, w końcu bestiarystyka nie należy do ścisłych dziedzin nauki, było już raczej za późno na jakąkolwiek reakcję prócz niewypowiedzianego na głos przekleństwa. Ciekawe, czy za śmierć ucznia podczas lekcji dostanę dyscyplinarkę. pomyślał porzucając nadzieję na to, że cokolwiek uratowało chłopaka. Nie z tej wysokości. Jeszcze nawet nie zdążył się całkowicie pogodzić z bezpowrotną stratą podopiecznego, kiedy życie kolejnej osóbki zawisło na włosku, a przynajmniej tak to wyglądało. Hola hola zły człowieku! Na popełnianie samobójstw podczas lekcji nauczyciele mają raczej niewielki wpływ, ale żeby samemu celować do uczennicy? Kapitan kapitanem, ale w tej chwili Iki był gotów rozpocząć bunt załogi. Nawet rozplaskany na dachach Death City Blacksad nie zrobiłby takiego wrażenia, jak przerażona, bezbronna dziewczynka. Niby tylko głupi żarcik, a jednak potworkowi prawie wyskoczyło serducho z klatki piersiowej.
Nie bardzo rozumiał czemu jako nauczyciel ma brać udział w tej całej szopce, jako agresor. Postanowił więc jedynie wspomagać Nico w walce. Jeśli chłopaczek ma zdobyć wisiorek kapitana, to najkorzystniej by było gdyby potencjalny sukces opierał się w dużej mierze na jego własnych zasługach. Nie mówiąc już o tym, że Kazuya wylądowała w przeciwległym obozie, a on wciąż miał opory przed podnoszeniem ręki na uczniów.
- Jesteś bronią, prawda? Przyznam się, że nigdy w życiu nie miałem w ręku magicznej broni, a także moja wiedza o dostrajaniu fal duszy, synchronizacji, czy innych rezonansach jest raczej mikra. Jest mi tak naprawdę obojętne, czy będziemy się starać wykonać to zadanie walcząc ramię w ramie, czy może chciałbyś, abym cię użył po pełnej przemianie. Dostosuję się do twojej decyzji. - powiedział do chłopaka, przekazując mu pałeczkę dowodzenia i jednocześnie uważnie obserwując potencjalnie niebezpieczne ruchy Kazuyi, lub kapitana. Dopóki nie pozna zdania blondyna nie ma zamiaru samotnie nastawać na życie i zdrowie nikogo z tej dwójki, jednak jeżeli jedno z nich zaatakuje tak, że Nico, lub którakolwiek z dziewczyn nie będzie mogła uniknąć poważnych obrażeń, bez wahania osłoni zagrożonego własną, majestatyczną osobą, lub nawet użyje krwisto czarnych skrzydełek. Co tam demaskacja jeśli chodzi o bezpieczeństwo uczniów!
Jeden potencjalnie martwy student na dzień w zupełności wystarczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t630-hokori-iki-loading-complete

avatar
Akolita
Posty : 83
Data dołączenia : 01/07/2015
Wiek : 17
Skąd : UK

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Sro Gru 16, 2015 9:53 pm

// UWAGA \\ // słaby post i mogą się pojawić wielkie byki. wybaczcie za to, ale nie mam czasu, ani weny aby zrobić go lepszego. Dziękuję za uwagę.\\

Nico nie zwrócił specjalnie uwagi na czarnowłosego chłopca, który stał na uboczu. Bardziej interesowała go rozmowa z EATem o tym z kim ma być profesor. Jedyne co zauważył, to, że stał on jakoś nadzwyczajnie spokojny. Miecz nawet w myślach był powiedział coś typu: „jak będzie tak długo stać, to jeszcze wyleci za burtę”. Nie spodziewał się, że właśnie w niego wleci ptak, który pewnie stanem umysłu był podobny do celu. Jednak nawet to nie wywołało takiego zdziwienia jak reakcja uderzonego. Nico znał wiele osób, ale żeby skakać za burtę  statku znajdującego się parę tysięcy metrów nad ziemią jeszcze nie miał możliwości poznać. Nawet ta oferma, która ze strachu przed chwilą wyskoczyła nie była mu dobrze znana, ale nie mógł już więcej powiedzieć, że niczego takiego nie widział.
~ Uuuuu! Ładnie poleciał. Na dodatek bez spadochronu. Widzę, że jest on uzależniony od adrenaliny ~ powiedziała wesoło Elisabeth.~Nico nawet nie myśl brać przykład ze swojego kolegi. Nie chcę, żebyśmy oba tak prędko i przez twoją głupotę odejść z tego świata.
~Nie bój się siostrzyczko jeszcze mi ptak nie odwalił ~zażartował Nico
Broń wychyliła głowę za reling i oglądała szybko oddalającego się nieboszczyka, bo pewnie na dole nim się właśnie stanie. Małe prawdopodobieństwo jest przeżycia z tej wysokości, ale zawsze jest ten 1 procent, który może go uratować. Jeśli on przeżyje, to czeka blondyna kolejne dłuuuugie zastanowienie się nad sensem tego świata.
Utrata jednej osoby wyrównywała zespoły. Niestety dla Nicolasa to dobrze nie wróżyło, bo to oznaczało, że będzie musiał on walczyć z zadufaną w sobie blondynką. Co mogło być gorszego? Nico nie cierpiał ludzi, którzy uważają się za lepszych i lekceważą przeciwnika. Najczęściej tacy głupcy zostają niemile zaskoczeni niespodziewaną porażką. Współpraca z taką osobą dla Crowna byłoby nierealne. Prędzej by zabił on swojego sojusznika niż ich wspólny cel. Dlatego Nico nie chciał być z Kazuy-ą (nie wiem jak się to odmienia).
Kiedy zagrzmiały słowa pirata mógł on z ulgą odetchnąć, a nawet mógł on pozwolić na lekki uśmieszek, ponieważ mógł on oficjalnie pobić Kazuye. Pewnie nikt by nie miał nic przeciwko, jeśli by przypadkiem ona wypadła za burtę. W takich miejscach przypadki się zdarzają.
Gdy podszedł do niego nauczyciel Nico dalej spoglądał w dół, w ślad za Blackstadem. Właśnie przez to, nie zobaczył ani wycelowanej w Rune broni, ani strasznej twarzy kapitana. Tak samo nie odwrócił się od razu do nauczyciela, kiedy ten podszedł do niego. Popatrzył jeszcze przez 10 sekund w dół, a następnie z ukrytą niechęcią i zamyśleniem odwrócił się do profesora.
- Zgadza się, jestem bronią. Nazywam się Nicolas Crown jeśli pan o mnie zapomniał – powiedział z lekkim uśmieszkiem, który znowu zagościł na jego ustach. – Niech się pan nie martwi. Na razie sprubujemy bez przemiany. Jak jednak pani Kazuya okaże się dla mnie za silna, to – wzruszył ramionami. – wtedy pójdziemy na całość, czyli będziemy walczyć po przemianie.
Kiedy skończył mówić, to jednym sprawnym ruchem wyciągną z pochwy, przyczepionej na pasie z tyłu, czarne tanto. Zrobił to tak zwinnie i sprawnie, że wyglądało, jakby ostrze samo pojawiło sie u niego w ręcę. Tak po prostu z powietrza. Dla nieco bardziej uważnych i skupionych na jego ruchah, że po prostu wyczarował go z peleryny. Pochwa jak i tanto zostało bardzo dobrze zachowane. Do tego stopnia, że gdyby go nie dobył, to nikt tak by i nie wiedział, że woogóle on go ma.

_________________
Wspomnienia wywołują ból. Najdotkliwszy zaś sprawiają najlepsze z nich.



ff9900 cc00ff 0099ff
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t536-nielubiany-przez-adminow-nico

avatar
Uczeń EAT
Posty : 89
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   Pon Mar 28, 2016 5:17 am

Blondyna przez moment była zdziwiona tym, że jakiś kretyn wyskoczył za burtę. Nie wiedziała czy on wypadł z kołyski w dzieciństwie czy też zwyczajnie miał myśli typowego leminga. Jakie są myśli leminga? Otóż lemingi w momencie kiedy mają ustąpić miejsca młodszemu pokoleniu skaczą ze skały i się zabijają. Ten tutaj natomiast skoczył od tak sobie, nie wiedzieć zresztą po co. Znaczy widziała, że uderzył go ptak i może tylko dlatego tamten zadecydował się podjąć takie kroki. Ciekawe czy ktoś go uratuje? Nie no na pewno ktoś to zrobi, bo przecież Zawodówka nie może narażać uczniów na uszczerbek na zdrowiu, zwłaszcza na taki śmiertelny. Wątpiła, by kapitan był takim kretynem i nie zabezpieczył się na taką ewentualność. Z drugiej strony może tamten gość potrafił latać? A może zwyczajnie odnalazł powołanie jako ptak lub też może przestawiło mu się w głowie. Różni ludzie chodzą po ziemi, no ale w każdym razie wróćmy do zajęć.
Po chwili blondynka została przyciągnięta do kapitana i już odruchowo chciała się bronić z racji tego, że została szarpnięta, ale zaraz dostrzegła, że zrobił to nauczyciel i na dodatek zaproponował wspólne ćwiczenie. Blondynka tylko kiwnęła głową i była ciekawa dalszej części zadania, a miało to być typowe capture the flag, a raczej capture medalik. Kazuya miała odeprzeć atak Rune i Caril oraz Ikiego i Nico zarazem nie pozwalając by naszyjnik wpadł w ich ręce. Zapowiada się całkiem niezła zabawa, a blondynka aż się wyszczerzyła bo dawno nikomu nie dała w gębę, a teraz nadarzyła się idealna okazja ku temu.
Kazuya spojrzała po zebranych tutaj uczniach oraz nauczycielu. Nawet wyciągnęła słuchawki z uszu stając po prawicy kapitana i nastawiając sobie kostki z uśmiechem na twarzy. Teraz miała okazję nieco się odprężyć, a walczyć lubiła i to bardzo. Niezależnie czy były to zwykłe bijatyki z uczniami za szkoła czy też normalna walka z potworem. Dostarczały jej ten przyjemny bodziec emocjonalny. Przysłuchiwała się i obserwowała ich ruchy. Rune chyba chciała ułożyć jakiś plan, natomiast Nico i Iki pewnie przeprowadzą atak łączony. Z drugiej strony skoro nauczyciel nie miał pojęcia o synchronizacji to istniał cień szansy, że Nico spowoduje sprzężenie zwrotne z Ikim i go porazi najzwyczajniej w świecie. To był minus tego, że broń nie jest dostosowana do władającego, a przecież nie tak łatwo jest się do siebie dostroić. Nawet z Moony Kazu musiała ćwiczyć od czasu do czasu by im wyszło. Koniec końców jednak blondynka umiała się dostrajać do ludzi, w końcu EAT do czegoś zobowiązuje. To nie jest jakiś tam niski poziom, a wyższa półka broni czy też władających. Wiedziała jednak, że pewność siebie może ją zgubić tak jak zrobiła to wtedy podczas starcia z demonem. Była pewna, że wygrają a o mało nie zginęli dlatego teraz potraktuje to ćwiczenie poważnie. Mimo, że jest to NOT i nauczyciel to mają jednak przewagę liczebną, dlatego broń postanowiła dobrać odpowiednio swój arsenał. Jej dłonie wydłużyły się i pokryły kryształem, zaraz potem zakrzywiły się w dwa ostrza kos. Taka broń świetnie się sprawdza w walce z dużą grupą przeciwników, ale z 4 osobami również powinna zdać egzamin. Ugięła lekko nogi i pochyliła się do przodu, trzymając jedną kosę za sobą, a drugą przed jakby mając gardę. Jej zadaniem było bronić celu, a nie atakować dlatego pozostanie na posterunku. Największym zagrożeniem mógł być nauczyciel z racji swojego doświadczenia oraz wiedzy. Pomniejszym była reszta grupy chyba, że zaatakują wszyscy na raz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t125-its-a-trap
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Pokład statku Czarnobrodego   

Powrót do góry Go down
 
Pokład statku Czarnobrodego
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokład statku Czarnobrodego
» Główny pokład
» Ścieżka z polanki do statku
» Pokład

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Eventy i Misje :: Trwające :: Trwające Lekcje-