IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ścieżka w parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Ścieżka w parku   Pon Lis 02, 2015 7:25 pm

Ścieżka jest dość długa i ciągnie się już od centrum aż do Peryferii. Najlepszy jej odcinek znajduje się w parku, a raczej tej jego bardziej betonowej strony. Stoi tu kilka latarni, ławeczka i jakiś niski murek. Oczywiście jest tu trochę zieleni, jednak ta część parku w większości kojarzy się z blokowiskiem niżeli jeziorem, czy wielkimi drzewami.
Przechodzi tędy mało osób, a jak już to bardziej w godzinach wieczornych.


------~*~------

Przechodził się właśnie ulicami znienawidzonego miasta patrząc gdzieś w otaczającą go przestrzeń. Jego chód był powolny, można nawet powiedzieć, że nazbyt flegmatyczny. Mimo iż miał te swoje 190 cm wzrostu szedł wolniej od niejednych niziołków. Po prostu był jakiś smutny, wypompowany z sił, energii do życia...
W ustach od niechcenia trzymał papierosa. Nawet nie próbował się zaciągać, to było po prostu dla ozdoby, podkreślało jego niechęć. Oczywiście lubił też ludzi którzy specjalnie w jego towarzystwie zaczynali wymuszać kaszel i mówić pod nosem coś w stylu "Cholerni palacze!". Ale dzisiaj nic go chyba nie było w stanie ucieszyć. Głęboko się nad czymś zastanawiał, myślał. Coś nie dawało mu spokoju. Mimo iż wszyscy wokół gdzieś pędzili, wpadali na niego, on i tak nie zmieniał tępa, wpatrywał się w dal nie zastanawiając się nad otaczającą go rzeczywistością.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Wto Lis 03, 2015 4:08 pm

Ta ścieżka była niezwykle zaludniona, jak na tę porę roku i tę porę. Przez "niezwykle zaludniona" rozumiemy w tym wypadku mijanie osoby co jakieś pięć minut, co jest naprawdę dziwnym wrażeniem, jeśli właśnie znajdujemy się w centrum miasta. To była jednak ta część, co pomimo bycia nazywaną centrum, to tak naprawdę bardzo mało osób tam chadza, o regularności i popularności nie wspominając. Rennevy szła sobie dość skocznym krokiem, co jakiś czas zaglądając do swojego telefoniku, zastanawiając się, czy jest możliwe napisać do Raya. Znaczy, możliwe, ale czy wypada? Niezbyt wiedziała, co on teraz robi, a po ostatnich wydarzeniach z kawiarenki, to równie dobrze mógł właśnie dowiadywać się o swojej rodzinie i to dość ważnych rzeczy. Byłoby naprawdę nierozsądne z jej strony, gdyby zaczęła mu zalewać skrzynkę prawdziwym spamem, od którego jedynie boli głowa i palce od wkurzonego usuwania wiadomości jednej po drugiej. Zrobiła nieco poirytowaną minkę, jednakże zaraz potem uśmiechnęła się do siebie. Próbowała tego nie okazywać, lecz nie za dobrze to wychodziło. Dlatego miała taką dziwną minę, jakby jadła coś kwaśnego.
"Nie masz mojego numeru, tak sobie zdałam z tego sprawę."
Poszło. Rozejrzała się tak, jakby miała zaraz ukraść ze sklepu majonez, po czym z dziecinną radością zaczęła wypisywać kolejne wiadomości.
"Wiesz, że dość nierozsądne było dawanie mi swojego numeru?"
"Teraz będziesz dostawać spam."
"Ale tylko wtedy, kiedy mnie najdzie."
"Może mnie nachodzić codziennie."
"Bądź na to przygotowany."
"O ile nie skończą mi się pieniądze na koncie..."
"TĘ BITWĘ WYGRAŁEŚ, ALE NIE MYŚL, ŻE NASTĘPNĄ TEŻ WYGRASZ"
"PRZYSIĘGAM NA MOJE IMIĘ MIECZNICZKI"
Schowała telefon do kieszeni płaszczyka. Tak, to dobry moment, aby skończyć pisać.
Na chwilę przystanęła, rozglądając się dookoła. Jak tak rozmyślała, to uznała, że nigdy nie była na drugim końcu tej ścieżki. Nawet nie wiedziała, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. Betonowy odcinek nie zachęcał jej niestety na tyle, by chcieć kiedyś rzucić wszystko i podążać do któregoś końca. Powód był dość prosty - nienawidziła się gubić. Jej orientacja w terenie była zerowa, a czasem wręcz na poziomie minusowym. Dlatego też nie lubi chodzić alejkami, bo nigdy nie wie, gdzie wyląduje. Jednak takie ścieżki po jakimś czasie też się robiły strasznie nudne, bo drogę znasz. Lubiła być zaskakiwana, ale nienawidziła, jeśli to była diametralna zmiana i to nie po jej myśli. W tych kwestiach niestety była egoistyczna - zmiany nie mogą bardzo na nią wpłynąć. Bo potem już ona sama jest chodzącą nieprzewidywalnością. Jej rekordowo szybkie zmiany tematu o czymś przecież świadczyły, nieprawdaż?
Znów ruszyła, ale... uderzyła w kogoś. Brawo, Rune, normalnie stały repertuar. Upadła na ziemię, bo czym oczywiście byłoby jej wpadnięcie na tego kogoś? W dodatku bardzo wysokiego kogoś. Zaryła o bruk tyłkiem, więc cicho jęknęła z bólu, po czym natychmiast się podniosła, otrzepując swoje ubranko. Zakłopotana, zarumieniona, ukłoniła się gwałtownie.
- Na-na-na-najmocniej przepra-a-a-aszam! Za-a-agapiłam się! - pisnęła, trzymając swe ciałko w pozycji ugiętej pod kątem niemalże dziewięćdziesięciu stopni. Nie żeby coś, ale ona miała zaledwie metr pięćdziesiąt. No dobra, pięćdziesiąt i pięć. Ale wysokie jest straszne... Skąd miała wiedzieć, że nic jej podejrzanego nie zrobi? Hm?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Wto Lis 03, 2015 4:36 pm

Szedł sobie tak tą ścieżka myśląc o dosłownie niczym i patrzył jakoś tak niby przed siebie, niby to w bliżej nieokreśloną pustkę... Gdy nagle coś wytrąciło go z fizycznej równowagi! Zachwiał się lekko, jednakże ucierpiał tylko papieros, który wylądował na chłodnym chodniku niemal natychmiastowo gasnąc. Sprawcą tego małego zamieszania była siedząca na ziemi dziewczyn(k)a. Dziwne że ktoś tak mały jest w stanie zaburzyć wędrówkę takiej żyrafy jaką jest Lawerence. W sumie to nie gniewał się. Fajka do niczego potrzebna mu teraz nie była, dużych obrażeń nie doznał. W sumie to nie należał do takich którzy klną i wrzeszczą, więc tekst "Uważaj jak leziesz!" nie był doń podobny. Lawer zaliczał się bardziej do tych osób które wpadają na niewłaściwe osoby, a później szybko się oddalają. Co prawda dawno opierdzielu od takiego typowego Seby nie dostał, w końcu był wyższy od jakiś 80% społeczeństwa tych okolic. To może i dobre, w końcu taki jeż ma kolce, żaba ma jaskrawy kolor (mówię tu o tych Afrykańskich żabkach), a Lawer ma długie w cholerę nogi, każdy musi jakoś silniejszych od siebie odstraszać...
Popatrzył na nią, a jego wyraz twarzy z beznamiętnego zmienił się w nieco przejęty wyraz. Jego szaro-białe oczy zaświeciły się wpatrując w sylwetkę dziewczyny.
- Nic się nie stało. - Wydusił z siebie delikatny uśmiech, a raczej po prostu łagodnie podniósł kącik ust. Dziwne... Miał wrażenie, że gdzieś już słyszał ten głos, że już widział te jasne włosy, tą sylwetkę, zachowanie...
- Rennevy... - Wydał się z jego ust cichy szept, który zaraz został rozmyty przez jego kręcenie głową na znak zaprzeczenia. "Lawerence! Opanuj się! Nie, nie nie! To nie może być ona! Rennevy przecież została gdzieś odesłana, a Ty jej nie znajdziesz, bo nie ma takiej siły, która mogłaby wasze losy razem spleść! Nie ma możliwości, że trafiła akurat do tego miasta! Nie! To na pewno nie Rennevy, to nie ona!" Westchnął, zrobiło mu się nieco głupio, w końcu ten szept był z pewnością nieco głośniejszy niżeli miałby być!
- Przepraszam, z kimś musiałem Panią pomylić! - W końcu wyszeptał to w jej stronę, biedulka mogła pomyśleć, że ją woła. A nie wołał! Przecież to nie mogła być jego Rennevy, tylko jakaś obca osoba! Głupia pomyłka! Zarumienił się nieco i niby pogodzony z prawdą próbował pozbyć się tej nadziei w oczętach... Jenak ta cząstka dobrego Lawera tak błagała o spotkanie dziewczyny, że jeszcze chwila a sam by uwierzył iż przed nim stoi jego ukochana kuzynka...

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sro Lis 04, 2015 3:21 pm

Miała wrażenie, że powiedział jej imię. Podniosła się więc gwałtownie ze zdziwieniem wymalowanym na swojej buziuchnie. Patrzyła na niego tymi swoimi dużymi brązowymi oczyma, lekko przerażona, zastanawiając się nad jednym - skąd znał jej imię? Przypatrywała mu się chwilę, po czym zauważyła jego dziwne oczy. Jedno szare, drugie niemal białe. Wyglądały naprawdę pięknie i gdyby mogła, to przypatrywałaby się im całymi godzinami. Doskonale wiedziała, kto miał takie oczy. Takie jasne włosy, ciemniejsze od jej, wiecznie rozczochrane na wszystkie strony. Ten głos, który powodował u niej przyjemne wibracje pod skórą, który przypominał o jej "drobnym fetyszu". Każda z tych składowych powoli tworzyła obraz tego, kogo kochała jak brata. Kogoś, kto był jej oparciem, gdy już Florence umarła. Tego, który nie odwrócił się od niej, jak reszta jego rodziny. Otworzyła jeszcze szerzej oczy, szczęka jej opadła. Jak miała zareagować? Ręce poszły szybciej niż zdążyła zareagować. Przytuliła go i to mocno. Miała ochotę się rozpłakać, ale ze szczęścia. Być może łzy już poleciały, nie wiedziała. Nagle jej wszystkie smutki zniknęły, a ona poczuła się tak lekko, tak wspaniale. Co się stało w Ra-tatanie? Dlaczego ludzie jej nie lubią? Wszystko to nie miało znaczenia. On tu był.
- LAWER! Lawerence! Lawerence Wallace Rain! Tak! To ja, Rennevy! - Słowa szły zdecydowanie szybciej niż mogła je przetworzyć w głowie. Zdać sobie sprawę z tego, co mówi. Nie wierzyła własnym oczom. Było to dla niej wręcz niemożliwe, by teraz go spotkała. Przecież powinien być w Anglii wraz ze swym rodzeństwem. Dlaczego go tam nie było? Inaczej, dlaczego był tutaj? Nic nie rozumiała, ale jakoś jej to nie przeszkadzało. - Jezus Maria, Lawer! Ja... Jak ty tu...?! - Odczepiła się od niego i nerwowo przejechała ręką po grzywce. Co miała zrobić? - Jak ty się tu znalazłeś?! Przeprowadziliście się? Wyjechałeś na studia? Pracujesz? Czy może ciebie też przydzielili do Shibusenu? Co z ciocią Agri? Twoim rodzeństwem? Przecież wujek Archibald nie pozwala mi się z tobą widzieć! Jakim cudem się teraz spotykamy?! Boże, tak długo cię nie widziałam! - mówiła szybko, ale zrozumiale. Nie potrafiła ogarnąć swojej radości, która nagle zawładnęła jej ciałem i wystrzeliwała słowa z prędkością większą niż kiedykolwiek. Oczy błyszczały jej od ekscytacji, na jej twarzy pojawił się naprawdę szeroki uśmiech. Wszystko inne dochodziło do niej z opóźnieniem, jeśli w ogóle. Skupiała się teraz całkowicie na nim, na kuzynie, na Lawerze. Jak to się stało, że znów mogą być razem? Nie miała zielonego pojęcia, ale dziękowała losowi, że pozwolił jej na tyle szczęścia.
Uśmiechnęła się nieco łobuzersko.
- No nie wiedziałam, że mam takiego przystojnego kuzyna. Cholera, jeszcze nas wezmą za parę i będą chcieli nas rozdzielić! A ja ponownej rozłąki na tyle lat nie zniosę! Masz mi podać swój numer, najlepiej wszystkie jakie masz. No i adres, żebym mogła wpadać po lekcjach, chyba że mieszkasz w akademiku u nas czy coś. - Założyła ręce na boki i chwilę tak na niego patrzyła. Pełna radości, ulgi. Oczy się jej zaszkliły, rękawem je przetarła. Nie chciała płakać w takiej chwili, nawet jeśli to jest ze szczęścia. Nawet jeśli to jest jedna z tych rzeczy, które robi już dość regularnie. Wciąż się uśmiechała. - Tęskniłam - wyszeptała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sro Lis 04, 2015 5:21 pm

Już miał pójść do przodu, odciągnąć od niej wzrok, gdy nagle zobaczył jej twarzyczkę. W tym momencie jego brwi nieco się zmarszczyły, jednak zaraz uniosły do góry tak szybko jak prędko pomniejszyły się źrenice, a serce zamarło. Jego usta otworzyły się ze zdziwienia, gdy ta mała osóbka wtuliła się w niego wykrzykując imię, którego tak pięknej wymowy dawno nie słyszał. Tak, to musiała być Rennevy ukochana kuzynka, która można powiedzieć zajmowała stanowisko jego siostry, a może nawet i córki, tak się o nią troszczył, tak ją kochał. Trudno policzyć sekund od czasu w którym się do niego przytuliła do momentu gdy lekkie, migocące łzy powoli spłynęły po jego bladych policzkach. Mocno zacisnął oczka w celu zakończenia ataku łzawienia - w końcu młodemu czarodziejowi działającego przeciw Shibusen nie przystoi się mazać! I tu nie ma znaczenia czy jest tutaj tak szczęśliwy czy smutny, liczy się sam fakt! Ależ on lubił skrywać tą swoją wrażliwą stronę pod poważną maską cynizmu! Z wielkim uśmiechem przytulił ją do siebie. Był cicho, nic nie mówił, nie mógł. Gdyby tylko spróbował kolejne krople nie mogłyby przestać lecieć, a pociągnęłyby za sobą tylko kolejne strumienie. Wysłuchiwał z uśmiechem i zadowoleniem jej pytań, gdy nagle... Nagle zrozumiał jedną z jej wypowiedzi... Słówko "też" i "Shibusen". W tej chwili z kolorowego krajobrazu jego oczęta zaczęły postrzegać czernie i szarości, było jeszcze gorzej... Myśl o napaśli na szkołę, o podtruwaniu uczniów... Przecież mógł podtruć Rennevy! Podczas zamachu może dojść do jej uszkodzenia! Nie. Nie mógł tego zrobić... Musi ją ratować! Tak! Trzeba nawrócić Rennevy, odciągnąć ją od tej nienormalnej placówki! Otworzyć oczy! Ale nie teraz! Nie, nie, nie! Nie może jej tak od razu zacząć naprostowywać, to za wcześnie! Jeszcze się wystraszy, uzna go za wariata... Lepiej szczerą rozmowę przełożyć na inny termin, do innego miejsca... Może dom Lawera? Tak to jedno z tych lepszych, bezpieczniejszych miejsc.
Mimo wielkiego ciężaru na sercu po prostu przełknął ślinę, nie dał poznać po sobie smutku.
- To długa historia. - Uśmiechnął się. Przecież nie powie, że Matka umarła, z ojcem doszło do ostrej wymiany zdań po której popadł w depresję. Nie wspomni też o jego podróży, o Agnes, zabójcach matki, o tym że zabił tych zabójców, o dwóch dziewczynkach, jakiś podejrzanych typkach, o chwilowej pracy w Shibusen i o Sabacie... Nie, lepiej wymigać się od opowieści, na które teraz bark czasu i nastroju. Nie potrafiłby od tak zniszczyć sielanki Rennevy.
- Hehe. Ja zaś nie wiedziałem, że aż tak się tobie urosło. Teraz na szczęście masz kogoś, kto odgoni tych wszystkich wielbicieli... - Zaśmiał się delikatnie puszczając jej oczko.
- Oczywiście! Jeśli chcesz to możemy zaraz przyjść do mnie, do mieszkania. Kupiłem je za wspaniałą cenę... Tylko mam wątpliwości co do tego czy wystrój przypadnie Ci do gustu... - W sumie to nie każdy lubi zabite dechami, ciemne wnętrza i paleniska na środku pokoju... W sumie to kilka lampek na wypadek niespodziewanych gości to on ma, więc aż takiej tragedii chyba nie będzie.
- Ja też. - Wątpię aby w tym momencie jakiekolwiek słowa mogły opisać jakiż to ból towarzyszył Lawerowi przez te wszystkie lata i jakie okropne uczucie towarzyszy mu teraz...
Tylko do niej podszedł i mocno ją przytulił całując delikatnie w czoło.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sro Lis 04, 2015 9:36 pm

Od pewnego dnia Raymont coraz częściej wietrzył umysł. Siedzenie w czterech ścianach akademika było metodą na szaleństwo. Pozostawanie sam na sam z własnymi myślami nie należało do rzeczy, które w tym momencie chciał robić. Niby prosta sprawa - odnalazło się jego rodzeństwo, ale diametralna zmiana jego światopoglądu, który został zniszczony w drobny mak wkurzając czarnowłosego, że coś co budował tak starannie, okazało się również tak kruche. Nogi zanosiły go w różne miejsca Death City, których wcześniej nie miał nawet zamiaru odwiedzać. Wpadał do sklepów, kawiarenek, barów, restauracji, chodził po cmenatrzu, rynku, galeriach, aż w końcu trafił na park. Miejsce to było akurat mu znane, niekiedy przedostawał się nim z centrum na peryferię i odwrotnie unikając tłumów oraz jednocześnie oglądając skrawek normalnej natury pośród pustyni. Z włożonymi rękoma w kieszenie jego płaszczo-kurtki lub czymkolwiek ten twór był, szedł ścieżką wsłuchując się w muzykę. Naturalnie słuchawki spoczywały na jego uszach umilając mu spacer, co zabawne, ciężkim brzmieniem. Potrzebował czegoś siermiężnego, by móc przenieść trochę kłębiących się w nim emocji na słuchane utwory.
Nagle kompozycję gitar basowych, elektrycznych i werbli perkusji przerwał dziwny dźwięk wyciszając muzykę na sekundę. Po chwili kolejny raz i kolejny, i jeszcze jeden, i jeszcze kilka. Z irytacją wymalowaną jedynie w jego myślach wyciągnął telefon z kieszeni.
- Nie mów, że nadszedł Twój czas. - pomyślał odblokowując komórkę. Nie mogła się zepsuć, dzięki niej mógł słuchać muzyki, a aktualnie nie miał pieniędzy na nową. Bez niej jak bez ręki. Albo bez dwóch rąk. Nie wytrzymałby psychicznie zanim rodzina przysłałaby mu inną albo chociaż pieniądze. Dodatkowo głupio się tak do nich zwracać o takie sprawy, gdyż powinien już sam na siebie zarobić. Swoją drogą - szukał pracy, jednak nadal niczego nie znalazł, co by mu odpowiadało. Delikatna złość natychmiast wyparowała, gdy zdał sobie sprawę, że dźwiękiem, który przerywał mu odsłuch był odgłos przychodzącej wiadomości. Oczywiście również czułby irytację, że ktoś zamiast napisać jednej dłuższej, to napisał kilka krótkich, ale ona nie mogła zaistnieć, gdy okazało się, że to Rune. Początkowo nie wiedział kto to, bo mimo napisania, że nie ma jej numeru, to nie przedstawiła się. Równie dobrze mogła to być Midori albo Asmodeusz, bo mieli o nim wszystkie informacje - co było wyjątkowo niepokojące. Dopiero wzmianka o Mieczniczce rozwiała wszelkie wątpliwości. Uśmiechnął się do siebie, po czym wyciągnął drugą rękę z kieszeni i spróbował odpisać. Pisanie na telefonie było dla niego czymś... w czym nie miał wprawy. On używał go z rzadka do dzwonienia, a przede wszystkim do słuchania muzyki. Sklecił w końcu krótką wiadomość, której napisanie zajęło mu znacznie dłużej niż ktokolwiek, by sobie wyobrażał.
"Wygrałem bitwę, wygram i wojnę."
I wcisnął telefon do kieszeni wracając do normalnego tempa kroku. Nie zatrzymywał się jak pisał, może to dodatkowo utrudniło mu zadanie. Szedł, szedł ścieżką, aż skręcił gdzieś w inną ścieżkę, tą główną. Jak tylko to zrobił, to zauważył kilkanaście metrów przed sobą znajomą sylwetkę, a z pewnością znajome włosy. Postać ta stała plecami do niego i zdawała się być Rennevy, a raczej Ray miał dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewności, że to ta urocza niezdara. Podszedłby normalnie do niej, ale stała naprzeciwko jakiegoś wysokiego mężczyzny, który nie zwróciłby uwagi czarnookiego, gdyby nie podejrzany ruch. Raymont miał już skręcić w bok i ruszyć w przeciwną stronę, by nie zakłócać rozmowy Rune z kimś, ani nie tworzyć niezręcznej sytuacji, jednak zatrzymał się zauważając co właśnie zrobił tamten ktoś.
- Czy on ją przytulił i ucałował w czoło? - zapytał sam siebie przyglądając się. Z jego perspektywy w tym miejscu nie wyglądało to jakby brązowooka odwzajemniła uścisk. Szybkim ruchem czarnowłosy ściągnął słuchawki z uszu zarzucając je sobie na kark i z zaciśniętymi pięściami ruszył w stronę dwójki.
- Hej, czy on Ci się narzuca? - zapytał podchodząc z lekkim pośpiechem. Czuł zwyczajną złość, że ktoś może robić jego partnerce jakąś krzywdę. Dwa kroki po tym zapytaniu ujrzał, że uścisk jest w pełni odwzajemniony. Ona również go obejmowała. Ray zatrzymał się nagle, poczuł ogromne zażenowanie i... właśnie, co? Co to było? Coś na granicy smutku, irytacji, złości i kilku innych emocji oraz odczuć, które niezbyt rozumiał. Z jakiegoś powodu nie chciał, by się przytulali. Ot tak, niech tego nie robią, bo czuje się wtedy źle. Jednak nie mógł im tego powiedzieć. Rennevy była wolnym człowiekiem, mogła ściskać kogo chciała, nawet jeżeli niezbyt podobało się to czarnowłosemu. Chłopak jednak postanowił zagrać w grę, którą zaczął. Rozluźnił swoje pięści i schował ręce do kieszeni. Szukał kontaktu wzrokowego z tamtym osobnikiem. Wygląd jakoś na Raymonta nie wpływał. Mógł mieć nawet i trzy metry wzrostu, cały być pokryty tatuażami i mieć pociętą twarz, lecz dopóki nie robił nic złego lub nie dokonał czegokolwiek innego za co można byłoby go uznać jako groźnego, to Ray nie odczuwał jakiegokolwiek niepokoju albo strachu. W tym porąbanym świecie małe dziewczynki potrafią wypruwać flaki, a dorośli mężczyźni padać jak muchy. Nie można było ufać aparycji, zresztą, to wbrew myśli "Nie ocenia się książki po okładce", którą czarnooki starał się stosować. Zatem wpatrywał się tak w niego, z lekko przymrużonymi oczyma i dłońmi w kieszeniach oraz oczywiście z beznamiętną miną. Należało zachować imidż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Czw Lis 05, 2015 5:48 pm

Praktycznie tylko oni byli tutaj obecni... Stali w uścisku, mając zamknięte, pełne łez oczy i szerokie uśmiechy na twarzy. Usłyszał czyjeś kroki, oczywiście, nie uznał tego za coś nienormalnego - pewnie ktoś sobie przechodzi. Jednak jakoś tak przyspieszył i wtedy usłyszał głos osobnika, nikt kogo zna... Dziwne pytanie, czyżby skierowane do Rennevy? Któż wie... Nie słyszał obok jeszcze jakiś hałasów, chyba że typek rozmawiał przez telefon... Lawer otworzył oczęta. Te same, szaro-białe oczy, które chwilę temu przepełniało wzruszenie i radość, teraz były pełne podejrzeń, poirytowania. Biło od nich zimno skierowane prosto w sylwetkę chłopaka. Wyczuł od niego specyficzny nastrój... Czyżby zazdrość? Te słowa były wyraźnie skierowane do Rennevy...
Ciekawość? Gniew? Cóż było powodem tego iż właśnie w tej chwili oczy Lawera przy kolejnym mrugnięciu przybrały przerażającą, wnet błyszczącą barwę czerwieni? A raczej to lewe było właśnie karmazynowe, a prawe przybrało bardziej łagodny kolor - soczystej pomarańczy... Uznał go za przeciwnika, który chce odebrać mu jego skarb, najukochańszy skarb... Ach, te smocze korzenie robiły swoje! Zmieniały człowieka nie do poznania... Straszliwie na niego popatrzył tymi innymi kolorami, a jego smocze źrenice pomniejszyły się. Wszystko jednak się zmieniło gdy tylko wykonał kolejne mrugnięcie - norma. poprzednie kolory, nudne szarości.
Odsunął ją nieco od siebie delikatnie obejmując, a na jego twarzy pozostał chłód, jednak pojawił się delikatny wyraz cynizmu.
"Co to za frajer?" zmierzył go jeszcze przez chwilę wzrokiem.
- Skarbie, czy znasz tego człowieka? - Jego ton głosu nabrał poważnego wyrazu... Czyżby nasz Lawer coraz bardziej upodabniał się do siejącego postrach gada? Ta nienawiść, gniew i jeszcze... "Skarbie"? W sumie to lubił się tak do Rennevy zwracać, ale czasami ostro to pokazywało jego smoczą naturę... Oczywiście dziewczyna nie mogła o tym nic wiedzieć, w końcu nigdy nie dowiedziała się o jego mocy, o umiejętnościach mamy Lawera...

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Lis 06, 2015 4:13 pm

Chwila zdawała się być wieczna. Pochłaniała całkowicie świadomość panienki Nightwish, nie pozwalając na dostrzeganie czegokolwiek innego. Była zapatrzona w twarz, w oczy swego ukochanego kuzyna, który był dla niej jak brat. Wpasowywał się w jej lukę w sercu, którą stworzyła Florence, jednocześnie zachowując swój oryginalny kształt, nie dając się przemianować bezlitośnie na "zastępstwo za siostrę". Owszem, był nim, ale wciąż widziała w nim Lawera - tego, który wiecznie był po jej stronie, niezależnie od zdania rodziny. Nie naśmiewał się z niej, jak to mieli w zwyczaju kuzyni. Ale nigdy nie miała im tego jakoś za specjalnie za złe. Nie pałała do nich nienawiścią, jak to robił kuzyn. Szczerze mówiąc, to czasem się martwiła o ich tak złe relacje. Nie lubiła tego uczucia, kiedy wydawało się jej, że świata poza nią nie widział. Bała się tego. Ale nie potrafiła powiedzieć, że wolałaby, aby jej nie lubił. Obawiała się być obiektem pożądania, jak i obiektem nienawiści. Nie wiedziałaby, jak się zachować. Co ma zrobić. Uznawała to za moment, kiedy jej los pędzi ku katastrofie, której chciała za wszelką cenę uniknąć. Ale to wszystko się rozpłynęło. Rozmazało. Teraz widziała Lawera, wspaniałego kuzyna, w którym odnajdywała pomoc, oparcie. Potrzebowała go. Zdawała się nie zauważać jego pozornego smutku, jakby przypominał sobie wydarzenia z przeszłości. Nie czuła, że to istotne, więc niczego nie zauważyła.
- Pfff... A co ja mam powiedzieć? Mogłabym przysiąc, że byłeś niższy... Wielbiciele, mówisz? Obawiam się, że się prędzej zainteresują tobą, bo mnie ciężko zobaczyć - zaśmiała się pogodnie. Mogła powiedzieć z całym szacunkiem, że jest przystojny. Ale i tak dla niej najważniejsze były jego nienaturalne oczy, które uznawała za fascynujące. Jakby już jego głos nie był perfekcyjny. Połączenie oczka + głosik było dla niej wręcz zabójcze. Nie potrafiła mu się oprzeć. Jeśli przyjemnie jej było kogoś słuchać, a także patrzeć, to czuła się niezwykle dobrze. Tak jak fascynowały ją szare oczęta kuzyna, tak też czasem zastanawiała się nad głębią czerni tęczówek partnera. Wydawały się czasem pochłaniać wręcz światło, nadając dziwnej aury. Rzadko kiedy się zdarza, żeby mogła rozpoznać źrenice od tęczówek. I to strasznie lubiła. - Jeśli nie będę sprawiała żadnych kłopotów... Będzie mi naprawdę bardzo miło! Może będę sobie po pracy wpadać do ciebie...? Jeśli nie masz nic przeciwko! - zaproponowała radośnie.
Poczuła się tak wspaniale, jak ją przytulił. Jakby tonęła w jego objęciach. Wtulała się w jego ciało, próbując wychwycić zapach jego szamponu, jak bardzo się zmienił. Czy ma jakieś blizny, nowe znamiona? A może sobie zrobił tatuaż? Ile go nie widziała...? Rok? Dwa? Zdecydowanie za długo. I tak miała szczęście, że zdołali ze sobą rozmawiać, pomimo zakazu ze strony wuja Archibalda. Jej mama, Marlee, strasznie to przeżywała. Przemknęła jej przez myśl. Czy na pewno wszystko z nią w porządku? Czy wie, że Lawer jest tu i się nią zajmuje? Musiało jej być ciężko, nadal musi, jak nawet jej nie ma w domu. Napłynęły łzy do jej oczu. Czuła taką ulgę, że on tu jest, ale jednocześnie zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo tęskni za jej mieścinką. Może uda się jej pojechać tam? Zabrałaby Raya ze sobą. Znaczy... Jeśli będzie chciał. I tak za dużo wie o jej życiu. Zdecydowanie za wiele.
O wilku mowa. Usłyszała dźwięk wiadomości. Czyżby odpisał? Jeśli tak, to czemu zaraz usłyszała jego głos za sobą?
Odwróciła się i go ujrzała. Wpatrywał się w Lawera, a ten od razu to zauważył. Zarumieniła się mocno, bo trochę głupio jej było ściskać się tak w miejscu publicznym z mężczyzna, nawet jeśli to był jej własny kuzyn. Uśmiechnęła się nieporadnie.
- R-ray! N-nie sądziłam, że ty tu... - Zrobiła wielkie oczy i zadarła łepek do góry, chcąc spojrzeć na Lajego. - S-spokojnie, znam go. N-nic się nie dzie... - Nie dokończyła jednak, bo coś przykuło jej uwagę. - "S-skarbie"? Nie prze-epadam, jak tak do mnie mó-ówisz... I mó-ó-ógłbyś ze mnie zdjąć tę rękę...? Cz-czuję się dość niezręcznie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Lis 07, 2015 7:38 pm

Oczywistym było, że Ray zauważy zmianę koloru oczu nieznajomego mężczyzny. W końcu czarnowłosy zawsze poszukiwał kontaktu wzrokowego, dlatego takie rzeczy nie mogły mu umknąć. Nagłe zabawy w dyskoteki tęczówkami zdziwiły lekko chłopaka, ale cóż... pozostawał zewnętrznie niewzruszony. Może tamten miał na celu go wystraszyć czy coś innego, jednak na Raymontcie to wielkiego wrażenia nie robiło. On się cały zmieniał w coś innego, dlaczego miałoby to go jakoś bardzo dziwić?
- Jak to wszystko na co Cię stać, to szkoda mi Ciebie. - podsumował go w myślach, stojąc niby zupełnie wyluzowany, z rękoma w kieszeniach, a jednak z zaciętym spojrzeniem, które nie zamierzało oderwać się od tego faceta. Nie spoglądał na Rune, lecz i tak dostrzegł jak ją obejmuje. Ponownie zacisnął pięści mimowolnie, lecz wszystko to ukryte pod materiałem. Podobnie jak jego emocje pod beznamiętną maską, którą nosił.
To jak się odnosili do siebie świadczyło, że znają się. Rennevy zapewne przeszkadzały takie słowa i ruchy jedynie w obecności Raya, lecz ten był uparty, więc nie zamierzał jeszcze teraz odpuścić. Jak stawka okaże się niewarta jego czasu i myśli, to wtedy spokojnie olewając to odejdzie. Wciąż nie rozumiał skąd ta agresja, którą odczuwał. I to specyficzne uczucie. Chęć przywalenia tamtemu mógł tłumaczyć zwyczajnie naprzykrzaniem się Rune, ale to drugie? Popis dyskoteki w oczach może i był swego rodzaju groźbą czy czymś, lecz Raymont nie siłował się z nim na pozory. Patrzył na niego zaciętym wzrokiem, ale po chwili zmienił się na lekceważący, patrzący z politowaniem. Aż chciał prychnąć śmiechem.
- Słyszałeś? Kłopoczesz ją. - odparł spokojnie i dopiero teraz spojrzał na Rennevy. Nie odpowiedziała mu na pytanie, chociaż te słowa były odpowiedzią. Nie lubiła jak tak robił, więc narzucał się jej. Nie musiał pytać czy się znają, odpowiedź była jasna, ale bycie znajomymi nie sprawia, że nagle ktoś nie może się narzucać drugiej osobie. Nie zamierzał mówić nic więcej, a zobaczyć jak potoczy się sytuacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Lis 07, 2015 7:58 pm

Bez najmniejszego wzruszenia powoli zabrał rękę, która teraz wisiała wzdłuż jego tułowia. Szczerze mówiąc, to trochę go to zdziwiło, ta reakcja Rennevy, to musiało być przez niego, tak, z pewnością się wstydziła przed tym chłopakiem, co jeszcze bardziej budziło jego gniew i zazdrość. Czuł coraz większy dystans do niego, z każdą chwilą wydawał mu się coraz gorszym towarzystwem dla Rennevy. Tak! Musi go usunąć, albo... Albo po co zadawać sobie taki trud? Wystarczy tylko otworzyć dziewczynie oczy, przekabacić ją na swoją stronę, wtedy go znienawidzi, chłopak zacznie się pewnie z tym nie zgadzać, trochę się załamie, a później wystarczy go po cichutku usunąć, w końcu z drobną pomocą osób z Sabatu to chyba nic trudnego... Ale po co teraz tak o tym rozmyślać? W końcu wszystko może się zmienić...
"A więc go zna... Ray? Cóż to za imię?" Zakpił z chłopaka nie odrywając od niego chłodnego wzroku szarych ocząt.
- Matka nie nauczyła Cię, żeby nie mówić niepytanym? - Ostro zwrócił mu uwagę przeszywając jego sylwetkę niesamowicie zimnym spojrzeniem. Nie miał najmniejszego zamiaru z nim rozmawiać, czy nawet znosić jego towarzystwo. To musiał być ktoś z Shibusen, był prawie pewien, że kiedyś widział już tą twarz, że kiedyś widział na kimś podobne słuchawki i ta osoba była na bank kiedyś na stołówce. Ray oczywiście mógł go nie znać, ponieważ kucharz nie ma w zwyczaj samodzielnego podawania talerzy uczniom, tylko cały czas siedzi w kuchni, a talerze stawiane są na okienku, czy tam blacie skąd są zabierane przez dyżurujących.
- Rennevy, to co? Idziemy? - Uśmiechnął się z początku cynicznie w stronę Raya, jednak zaraz przeniósł wzrok na kuzynkę gwałtownie zmieniając cynizm na ciepły, miły uśmiech na który aż chciało się patrzeć. Kolejno przysunął ją nieco do siebie i przytulił do swojej klatki piersiowej, zbliżył twarz do jej ucha i perfidnie patrząc w oczy Rayowi zaczął do niej szeptać.
- Przepraszam, nawet nie wiesz jak bardzo się za tobą stęskniłem! - Powiedział to tak cicho, że tylko ona mogła to usłyszeć.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Lis 07, 2015 8:44 pm

Nie miała zielonego pojęcia, co się dzieje. Skąd nagle wziął się Ray i czemu wygląda, jakby miał zaraz ich wszystkich rozszarpać, a potem pociąć. Albo na odwrót. Albo wszystko jednocześnie. Dlaczego Lawer tak jakoś dziwnie wydawał się... agresywny. Zawsze szybko się zrażał do ludzi i potem na nich łatwo naskakiwał, ale nigdy w ten sposób. Za każdym razem się jej wydawało, że to kwestia tego, jak bardzo wkurzająca jest według niego dana osoba. Ray nie zdążył nawet nic zrobić i już został "pożarty" przez kuzyna. Znaczy, nie skakali przecież sobie do gardeł, więc nikt nie był w tym momencie wyżej lub niżej. Jedynie ona wydawała się nie wiedzieć, o co w ogóle chodzi. Dlaczego nagle była w objęciach swojego kuzyna? Najbardziej ją martwił fakt, że to wszystko to jedno wielkie nieporozumienie, które wynikało głównie z jej niedomówienia. W końcu przerwała w połowie zdania, zatem nie wytłumaczyła żadnemu z nich zaistniałej sytuacji. Jednak powoli mózg się jej lasował, a co za tym idzie - jej myślenie powoli zanikało.
Wszystko wymykało się z jej rąk, nawet nie była pewna słów, które padły. Patrzyła to na czarnowłosego, to na blondasa, a jej drobna biała główka próbowała nadążyć za tym tokiem wydarzeń. Lawer? Narzucał się? Kłopotał? Ale przecież się tyle nie widzieli, to chyba normalne, że się przytulają. Fakt, że kuzyn trochę się chyba zapomniał, a ona poczuła się jak jego dziewczynka od zabaw. "Skarbie"? Naprawdę? Ray, spokojnie, nic się nie dzieje - tak chciała właśnie powiedzieć, ale kto by tam jej słuchał? Ba, nic nie mogła powiedzieć, bo to za trudne. Ale hej, Lawerence. Czerwona kartka! Coś przeczuwała, że temat rodzinny dla jej partnera to był temat dość czuły. I nawet, jeśli odzywka była wyjątkowo niskich polotów, by nie powiedzieć gimnazjalna, to obawiałaby się, czy czarnowłosy nie zareagowałby na to jakoś mocniej. Chociaż... Nie była w stanie nawet sobie wyobrazić tego, że miałby się zdenerwować. Znaczy, pewnie się zdenerwuje, ale jak zawsze nie da po sobie poznać. Lawer za to oczami mówił wszystko. Zwłaszcza sprawnie okazywał cynizm i wyższość.
Jęknęła. Wymknęło się, ale to był bardziej jęk strachu niż... czegokolwiek innego. Przymknęła oczy, by zaraz potem znów je otworzyć. Zarumieniła się całkowicie, była teraz takim czerwonym pomidorkiem. Nie wiedziała, co miała zrobić z rękami. Odepchnąć się? Objąć? Zwisały więc bezwiednie. Brązowymi, skrzącymi jak gwiazdy oczami w lekko zdezorientowanym wytrzeszczu patrzyła na niego. Czuła te przyjemne wibracje pod skórą, jak do niej szeptał. Też się stęskniła. Nawet bardzo. Ale było jej niewyobrażalnie głupio, bo tak przy Rayu się obściskiwała ze swoim kuzynem. A może to raczej on ściskał ją. Zerknęła na czarnowłosego. Była przerażona, bo nie wiedziała, co ma zrobić. Wszystko się działo dla niej zbyt szybko. I nawet jeśli chciała być blisko Lawera, to niekoniecznie w ten sposób. Nie w takim tempie. Bo powoli czuła się bardziej niż niezręcznie.
I nie. Nie była księżniczką. Ani chociażby pożądaną karyną osiedla. Co się, do jasnej cholery, dzieje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Lis 07, 2015 9:22 pm

Wystarczyłaby prosta odpowiedź "Nie, to mój kuzyn", a cała ta sytuacja nie miałaby miejsca. Ray poszedłby w swoją stronę, a Ci robiliby co tylko chcieli bez zakłócania im spokoju. Niestety, kiedyś nawet i czarnowłosy musiał się wplątać w jakieś nieporozumienie, w którym i tak by sobie odpuścił, bo w sumie co go to obchodzi, jednak... jednak nie mógł i akurat powodem nie była wcale Rennevy.
Raymonta można było opluć, poniżyć, zwyzywać, zniżyć to poziomu śmiecia - jemu to nie przeszkadzało, znał swoją wartość, miał gdzieś co myślą sobie inni, ale nigdy, przenigdy nie wybaczyłby jakiejkolwiek, nawet najdrobniejszej urazy względem jego matki. Niezależnie czy biologicznej, czy przybranej. Oczywiście naturalnie na słowo "mama" przychodziła mu na myśl Judith, a to wyjątkowo delikatny temat, swego rodzaju pięta achillesowa Raya, jedyny sposób, by go sprowokować.
Słysząc tekst o wychowaniu normalnie, by spojrzał jeszcze bardziej z politowaniem, a w myślach zaklaskałby gratulując poziomu docinek, ale to go uderzyło. Drgnął, pięści zacisnęły się jeszcze mocniej, może wbijał sobie paznokcie w skórę, może nie - nie zwracał na to uwagi. Szczęka również się zacisnęła, mina już nie pozostawała beznamiętna. Nie wyrażała niczego konkretnego, ale czuć było, że gdyby tylko nie Rune, gdyby tylko tamten nie stał obok niej, to prawdopodobnie już wymierzyłby cios. Jakiekolwiek podważanie wizerunku Judith wyłączało w Raymoncie myślenie, a włączało impuls. Jak wcześniej robił wrażenie, że chciał rozszarpać tego faceta, tak teraz mógł tworzyć iście psychopatyczną aurę. A może zwyczajnie patrzył z surową miną na niego? Kwestia odbioru.
- Nie zdążyła. - wycedził przez zęby po czym zrobił krok w przód. - Chcesz coś jeszcze mi powiedzieć? - w tym momencie nie liczyła się Rune. Znali się, to było nieporozumienie - okej. Nie musiał się nią martwić. Zazdrość znikła natychmiast, gdy tylko mężczyzna wspomniał o matce, więc jedynym powodem, dla którego Ray wciąż tutaj się znajdował, była czysta złość. Mógł sobie nawet całować Rennevy, to nie było w tym momencie najważniejsze. Ich i tak nic nie łączyło, a przynajmniej nic czego Raymont był świadomy. Byli przyjaciółmi, partnerami, tyle. Chociaż... czy byli przyjaciółmi? Czarnooki wciąż nie wiedział czy potrafi zaufać, a to podstawa przyjaźni. Mógł sobie powtarzać, że są nimi, lecz w gruncie rzeczy nadal wolał pozostawać nieco zamkniętym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Lis 07, 2015 10:30 pm

Nie wiedział za bardzo co teraz zrobić, w sumie to podobała mu się wizja małej potyczki między nim a czarnowłosym, lubił testować wytrzymałość innych, to trzeba przyznać... Ale z drugiej strony miał ochotę opuścić to miejsce, porozmawiać z Rune i odciągnąć ją od tej chorej placówki jaką jest Shibusen.
"Mnie rodzice przynajmniej wychowali jak należy." Był tak niesamowicie Narcystyczny w niektórych zachowaniach które przejawiał, w sumie nic dziwnego od zawsze lubił opowiadać niestworzone historyjki w które większość osób nie wiedzieć czemu wierzyło. Może i dobrze go wychowali, ale same jego niektóre odzywki i zachowania były tak infantylne...
- W takim razie co to za matka. - Prychnął pod nosem. Z początku miała to być myśl, ale wyszła z jego ust. Miał być to szept, ale jednak powiedział to nieco za głośno. Trudno powiedzieć czy to było niechcący - odruchowo, czy też specjalnie. Po Lawerence trudno to poznać, w końcu po nim można spodziewać się każdego zachowania - od tych najpoważniejszych, cichych czynów po wybuchowe, głośne wykazywanie emocji. Nie da się stwierdzić, czy jest introwertykiem, czy też ekstrawertykiem. Nie da się wprost powiedzieć czy to Choleryk, Sangwinik, Flegmatyk czy też Melancholik. Nie można go od tak ocenić, nie damy rady także wskazać w nim wyraźniejszych, nieprzemijających cech wykazywanych w każdej sytuacji. Moglibyśmy powiedzieć "Lawer jest cyniczny", ale nie byłaby to do końca prawda, ponieważ go cechują takie zachowania, tylko zachowania, ale czy w duchy naprawdę jest taki? Czy Lawerence w rzeczywistości jest takim zimnym, wyrachowanym, podstępnym sukinkotem? Tak z pewnością powiedzą osoby, które po prostu nie potrafią z nim rozmawiać, które nie są w stanie dostrzec jego sensu, jego celów, wartości. Gdyby tak się mu przyjrzeć z bliska z pewnością nie byłby tak różny od Raya. Na pewno nie wiele różni się także od Rune, a jest do niej bardzo podobny - oboje w pewnym sensie boją się świata, innych ludzi. Zarówno on jak i ona są nieco niezdarni i płochliwi, jednakże różnica jest taka, że jedno z nich nie umie pogodzić się z losem, staje się fałszywym kłamcą, który chowa wszystko pod twardą skorupą... Zgadnijcie kto to.
- Idziemy? - Powoli ją od siebie odsunął, czuł jej dyskomfort, wiedział, że musi czuć się zakłopotana, że w rzeczywistości teraz najchętniej zamieniłaby jego sylwetkę na pustą przestrzeń, którą pewnie wypełniłby Ray. Zastanawiał się często nad tym co robi, czy już go kimś zastąpiła i jak tak to kim? Chyba właśnie poznał odpowiedź. Nie dziwił się, że jest jej głupio, że nie chce teraz okazywania uczuć, tęsknoty, a jak już to nie z nim i nie w otoczeniu tamtej sylwetki, kolejnej postaci, która byłaby przeszkodą dla Lawera, ale której już nie pokona, nawet gdyby bardzo się starał. Mimo to nie pogodził się z losem, nie chciał tego, nie docierało do niego to, że po prostu jest teraz tylko dodatkiem do jej życia, jednym z oparć które przez te kilka lat zdobyła już nabyć u innych ludzi. Nie był co prawda pewien czy to aby na pewno prawda, czy tak jest, czy dobrze coś przepowiedział, czy tak było, ale Hm... No właśnie, nie jesteśmy w stanie dokładnie powiedzieć czy był pesymistą, ale jeśli chodzi o takie przemyślenia, to z pewnością trzymał się tej gorszej strony, to w pewnym sensie sprawiało mu radość w przyszłości, bo albo zaskakiwał go świat tym, że się mylił i że jest dobrze, albo cieszył się spokojem, tym, że przewidział to wszystko, że o nic nie musi się już martwić, bo po prostu nie ma o co. Z tej strony Lawer wydaje się być bardzo nieszczęśliwym i pokrzywdzonym przez los człowiekiem, który po prostu niczemu nie jest winien, tylko to go skrzywdzono tak bardzo, że sam nie potrafi tego naprawić i chyba już nie da rady. To chyba dlatego taki jest - okropny na zewnątrz a tak czuły i płochliwy w środku. Nie dał się umocnić wydarzeniom z przeszłości, on dał im się ukształtować, a to jedna z tych gorszych opcji, ta której nikt nie chce wybrać, a mimowolnie się poddaje. Lepsze to już od całkowitego zniszczenia, aczkolwiek nie jest to wybór godny poklasku.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Lis 09, 2015 5:23 pm

Otworzyła oczy z przerażenia, kiedy zobaczyła tę zmianę w Rayu. Albo wręcz wyczuła. Nie potrafiła tego dokładnie wytłumaczyć, ale zaczęła się go bać. Tak autentycznie zaczęła drżeć, gdy tylko usłyszała jego słowa. Domyślała się, że miał bardziej skomplikowaną sytuację rodzinną, ale nie sądziła, że w takim stopniu. Znaczy... Nie podejrzewała go o takie zachowania. Jakoś ciężko było jej uwierzyć w to, że nagle stracił cały swój rezon. Po czym przypomniała sobie własne zachowanie w kawiarence, kiedy to pojawiło się jego rodzeństwo. Nie miała prawa tak uważać czy mówić. Skoro ona mogła odwalić taką scenę podczas pracy, to równie dobrze Ray mógł się wplątać w bijatykę. I nie wiedziała, co ma zrobić. Bała się go, ale także bała się tego, że jeżeli weźmie stronę Raya, to urazi poważnie swojego kuzyna. A na to także nie mogła sobie pozwolić. Zbyt wiele członków rodziny straciła, by przez tak głupie nieporozumienie stracić jeszcze więcej.
Mogła po prostu chwycić Lawera za rękę i sobie pójść. Taki mieli przecież zamiar, w spokoju porozmawiać o tym, co się wydarzyło. Kuzyn miał chyba naprawdę sporo do powiedzenia Rune, jakoś miała takie przeczucie. Że chciałby o czymś z nią poważnie porozmawiać. Obawiała się tego całego tłumaczenia o Shibusenie, zasadach działania, funkcjonowania. Ona nie mogła się do tego przyzwyczaić przez pierwsze tygodnie szkoły, a właściwie i dziś nie jest do końca przekonana, czy aby na pewno powinna tu być. Zwłaszcza, że ma problemy nawet z najprostszymi czynnościami, a jej fale duszy momentami niemal nie istnieją. Obawiała się, że kiedyś straci Raya, bo nie jest pewna, nie umie walczyć. Właśnie, Ray. Co miała o nim sądzić? Relacja była taka dziwna, że nie potrafiła jej określić jednym, dwoma zdaniami. Elaboratem. Ona czuła pewien obowiązek wobec niego jako władająca, ale też i jako… przyjaciółka? Była dla niego kimś więcej? Czy to tylko ona próbuje zacieśnić więź? Powtarzała sobie, że pewnie ceni sobie bardziej prywatność niż ona, ta, która wszystko mu wyśpiewała. Nie zdziwiłaby się, gdyby jej nie ufał. Jak człowiek, który rzekomo przeżył rodzinną katastrofę, może się tak pogodnie uśmiechać, a potem mówić o tym tak, jakby to była normalna rzecz? Nienawidziła wspominać o sprawie urodzinowej, o czym Lawer doskonale wie. Był tam, kiedy zabrano jej Florence. Czuła wobec niego coś w rodzaju długu. Ale pewnie teraz to musi wyglądać, jakby się go wypierała. Powoli do niej dochodziło, jaka jest okropna. Nie dziwiła się, że nie chciał jej zaufać. Nie zasługiwała na to. Ani na dobroć swojego kuzyna.
Stanęła między nimi, rozkładając ręce. Zerkała raz na jednego, raz na drugiego. Nogi jej tak cholernie drżały, że ledwo stała. Bała się złości Raya, która była czymś tak abstrakcyjnym, że aż strasznym. Bała się tego, jak Lawer lubił prowokować. Wolała ich nie dotykać, bo może nie wytrzymać. Po prostu sobie z nimi nie poradzi. Jej brązowe oczka były nieco szklane od stresu, jaki powoli ściskał jej płuca, zmuszając do szybszego oddechu.
- B-b-b-bez takich mi tu! Uspo-po-pokujcie się! – mówiła, a raczej piszczała ze strachu. Kompletnie nie podobał się jej obecny obrót spraw, ale tak totalnie. Miała ochotę wydrzeć się na Lawera, żeby nie wyjeżdżał z takimi tekstami do innych ludzi. Chciała nakrzyczeć na Raya, że… właśnie, co miał zrobić? Lawer pewnie nie chciał doprowadzić do tego. To wszystko było jej winą. I to ją bolało najbardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Wto Lis 10, 2015 5:34 pm

Sytuacja nie zmierzała do uspokojenia. Ray czekał na jeszcze jedno niewłaściwe słowo, aby w pełni uzasadnić sobie bójkę, by poczuć wystarczający przypływ gniewu, by pierwszy raz w życiu samemu wplątać się w szczeniackie obijanie sobie mord. Szczerze, to chłopak liczył, że nieznajomy coś powie na Judith. Bardzo pragnął rozładować to napięcie zarówno, które sam wywołał oraz to z kawiarenki, które wciąż go niszczyło. Miał gdzieś czy przegra, czy wygra. Grunt, że całe te emocje wyparują, a on na nowo będzie mógł cieszyć się swoim spokojnym życiem, w którym postara się wszystko poukładać tak jak dawniej.
I mężczyzna popełnił ten błąd. Zerwał ostatni łańcuch, który powstrzymywał czarnowłosego od rzucenia się z pięściami. Ręce natychmiast opuściły kieszenie, nogi od razu ruszyły w jego stronę, lecz mina się nie zmieniła. Mało kto wiedział, ale Ray lubił walczyć. Adrenalina z tym związana była jak deszcz życiodajnej wody padający na wysuszone marazmem emocjonalnym pola. Miła odmiana, która zmieniała go w aktywniejszą personę. Może nawet, by się uśmiechnął, poczuł ulgę, że może wyładować się, ale temat dotyczył matki, to zbyt mocne emocje dla Raymonta, aby były przytłumione czymś tak błahym.
Rune zastąpiła mu drogę, lecz on nie zatrzymał się początkowo. Wystawił prawą rękę, którą chciał ją złapać za ramię i odsunąć na bok, jednak przed samym dotknięciem jej zatrzymał się. Nie spuszczał wzroku z mężczyzny jeszcze przez chwilę, zanim spojrzał na Rennevy, która wyglądała na przerażoną tą całą sytuacją. Znów schował ręce do kieszeni, lecz frustracja jedynie wzrosła. Przypomniał sobie, że od samego początku chodziło o Rune, o jej samopoczucie i zwyczajnie Ray zmartwił się widząc jakiegoś faceta przystawiającego się do niej, a teraz zupełnie ignorując ją prawie wraz z tamtym gościem doprowadził ją do płaczu. Prawie ją odtrącił na bok, by móc wyładować się, dać upust negatywnym emocjom i zasklepić dawne rany. Cofnął się o krok, spojrzał ostatni raz na nieznajomego, prosto w jego oczy. Ciężko było powiedzieć o czym myślał sobie Ray w tym momencie. Może odpuszczał mu? Może zapamiętywał na wieki? Może obrażał go w myślach? Nie wiadomo. W końcu odwrócił się i ruszył w stronę, z której przyszedł bez słowa. Nie czuł się niczemu winny. Nic nie zrobił, chociaż bardzo chciał. Łańcuch jakim była Rennevy jednak zadziałał wystarczająco, co irytowało go. Nie podejrzewał, że kiedykolwiek, ktokolwiek zatrzyma go przed emocjami związanymi z Judith, a jednak ktoś taki się pojawił i czarnookiemu niezbyt to się podobało. Matka była dla niego wszystkim, chociaż ledwo ją pamiętał. Gdyby nie zdjęcie, to zupełnie nie wiedziałby jak wyglądała, ale doskonale wiedział co dla niego zrobiła. Był jej wdzięczny, ale czuł również winę, chociaż był świadom, że nie powinien. I tak kotłując wszystkie te negatywne i pozytywne emocje, a szczególnie to przeklęte napięcie wrócił do akademika. W takich sytuacjach żałował, że jest w Death City, a nie w swoim domu. Tam mógłby wyżyć się, uwolnić od tego wszystkiego. Może to czas zrobić sobie przerwę i odwiedzić rodzinne strony?

Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Wto Lis 10, 2015 6:12 pm

Lawerence to jednak typ człowieka, który czerpie satysfakcję z denerwowania innych, z doprowadzania ich do "ostateczności", testowania ich jakby byli zwierzętami, albo maszynami. To złą cecha, jednakże bardzo pomocna, a zwłaszcza dla takiej organizacji jaką był Sabat. W końcu jak mają pozbyć więc wroga skoro nie za bardzo znają jego granice wytrzymałości? Lawer nienawidził atakować kogoś spokojnego, w pełni zrównoważonego, dla niego zabawą było igranie z ogniem, który był mu rzeczą bardzo bliską, łatwą do oswojenia, jednak nadal go palącą.
Widząc jak dynamicznie zachowuje się chłopak jego oczęta aż świerzbiły aby przybrać odpowiednią formę. I tak też się stało, ale tylko na chwilę. Kiedy to Rennevy ich powstrzymała znów stały się szare. Takie uruchamianie nie kosztowało go wiele energii, ponieważ nie korzystał z samej zdolności postrzegania słabych punktów i przewidywania akcji przeciwnika, tylko straszył, a raczej chwalił się ich soczystym kolorem.
Gdy tylko Ray się zatrzymał na buźce Lawera wymalował się jeden z najbardziej cynicznych, obrzydliwych uśmiechów jakie tylko można w życiu zobaczyć. Na sam widok takiego wyrazu ma się ochotę delikwentowi ostro przypierdzielić, nawet jeśli nic szczególnego nie zrobił.
"A więc temat matki, tia?" Z grymasem rozczarowania przyglądał się oddalającemu się chłopakowi, gdy nagle jego oczy powędrowały w dół, ku spadającej Rennevy. W przeciągu kilku chwil jego usta przybrały normalny, poważny wyraz, a oczy wypełniła troska.
- Rennevy. - Ukucnął i podtrzymał klęczącą dziewczynę, która cała drżała. Delikatnie ją pogłaskał po głowie i lekko objął.
- Choć, zimno tutaj. - Powoli pomógł jej wstać i zaprowadził ją do swojego mieszkania.
[z/t]+ Rune

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Sty 17, 2016 11:31 pm

Wulfstan przemierzając ulice miasta i popalając papierosa zastanawiał się nad tym co działo się ostatniej nocy. Nie był pewny czy to co się wydarzyło było snem czy jawą. Pewne było, że pił z Jassperem. Blondyn spał na łóżku obok, więc Wulf raczej sobie go nie wymyśli. Jednak czy sytuacja jaka miała miejsce po wypiciu większej porcji alkoholu naprawdę się wydarzyła. Czy naprawdę aż na tyle otwarł się przed chłopakiem, którego poznał tej samej nocy, aby zacząć przy nim płakać i się żalić? Czy to naprawdę było możliwe? Nie przecież on nie należał do takich. Nie uronił łzy już od długiego czasu.
Jednak wracając do tego co działo się po za jego głową. Nogi poniosły go w stronę parku. Najwidoczniej uznały, że będzie to dobre miejsce na lekki odpoczynek i przemyślenie kilku rzeczy.
Sam chłopka wyglądał dość strasznie. Mam na myśl bardziej niż zawsze. Nie było to jednak umyślne. Po prostu jakoś nie mógł pogodzić się z tym co się stało, sam nie wiedzą dlaczego.
Usiadł na pustej ławce. Oparł się o oparcie i patrzył w niebo paląc przy tym papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

Nauczyciel
Posty : 32
Data dołączenia : 04/09/2015
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Sty 18, 2016 12:11 am

Asmodeusz skierował się jak wyszedł z kawiarni szybkim krokiem szedł żeby ochłonąć, nie wiedział gdzie jego siostra poszła tym bardziej powinien dać trochę oddechu po tym wszystkim. Zaczynał myśleć spokojnie, czy naprawdę jest wszystko wporządku z nią.. za dużo miał na głowie, a tym bardziej zaczynał się martwić o wszystko co jego otaczało. Dzisiejszym dniu poznał swojego młodszego brata i jego towarzyszkę która tam pracuje jako kelnerka. Odetchnął wyjmując zapalniczkę i pudełko papierosów. Po chwili odpalił pierwszego chowając drugą rzecz do kieszeni. Wieczorkiem było chłodno wręcz sam raz dla nauczyciela z Shibusen. Po krótkim myśleniu jednak chciał się przejść, nie był śpiący dzisiaj więc miał ochotę pospacerować dlatego wybrał park bo bardzo jest spokojnie jak na dzisiejszy dzień. Zauważył że ścieżka jest oświetlona lampami ulicznymi więc mógł zauważyć prawie wszystko co tutaj dzieje się więc po chwili zobaczył młodzieńca, który siedzi na ławce wyglądał na bardzo zmartwionego. Najwyrażniej nie tylko Asmodeusz jest załamany dzisiejszym dniem, a może zmęczonym? kto tam wie tak naprawdę z nim. Palił cały czas papieros, to jego jedynie uspokajało w tym trudnym dniu mając nadzieję, że szybko to się skończy bo nie ma zbytnio cierpliwości. Jedynie to co teraz robi uwalnia od nerwów. Mówił po cichutku jedynie:
- Chillout...ahh Chill - odpowiedział do siebie, miał jedynie nadzieję, że osoba która siedziała na ławce nie usłyszy tego co mówił Asmo. Spokojnie spojrzał na nowego, a raczej zauważył że to może być uczeń z Shibusen.. bo chyba nawet poznał po tym.. a może się myli? to okaże się pózniej.
Potem zbliżył się do tej ławki ze spokojem usiadł układając ramiona paląc papierosa ciągle wtedy przemówił:
- Czym jesteś tak zmartwiony ? - Odparł pytając od tak nieznajomego, cóż ktoś musi zadać pytanie.. o dziwo wyszło od strony młodzieńca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Sty 18, 2016 12:44 am

Siedząc tak na ławce bił się z myślami. Nie wiedział zbytnio co myśleć o tym co wydarzyło się w akademiku. Z zamyślenia wyciągnął go obcy głos. Należał on do białowłosego chłopaka. Wulf szybko zmierzył swoimi złotymi oczyma nieznajomego. Wyglądał jak gdyby miał ciężki dzień. Może miał jakąś nie ciekawą sytuację w domu czy w szkole? Cholera wie. Jednak bardziej obchodziło czerwonowłosego czego ów nieznajomy mógł chcieć od niego i dlaczego bez żadnego wstępu pyta o powód jego zmartwienia.
-Coś taki ciekawski?-burknął zerkając na obcego dość lodowatym spojrzenie i wypuszczając kłąb dymu z ust.
Jakoś nie odpowiadało mu opowiadanie o sobie tak o po prostu. Niby W przypadku Jasspera nie miał takiego problemu chociaż zanim zaczął się zwierzać to trochę czasu minęło (z dziesięć godzin, tak na oko). Jednak to jest inny przypadek. Przecież koleś ani "mee" ani "bee" ani "kukuryku" i od razu pyta o takie rzeczy. Czerwonowłosy wpatrywał się w chłopaka obok w dość nie przyjemny sposób. Tak jakby chciał mu powiedzieć, że może zaraz wyłapać w twarz. Działo się to trochę mimowolnie. Taki już jest i nic na to nie poradzimy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

Nauczyciel
Posty : 32
Data dołączenia : 04/09/2015
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Sty 18, 2016 12:58 am

Asmodeusz wiedział doskonale że może stać się taka sytuacja. W takim przypadku musiał jakoś zareagować ze spokojem do nieznajomego. Możliwe że chciał tylko jedynie zagadać, więc jakoś nie specjalnie miał ochotę wygadać ze swoich problemów, a możliwe że tak pomyślał to faktycznie mógł przegiąć więc wtedy odpowiedział grzecznym tonem:
- Spokojnie, po prostu zauważyłem, że posiadasz zmartwienia.. więc wyluzuj - Odpowiedział ze spokojem, nie chciał się bić, tym bardziej krzyczeć na niego, jeszcze by tego brakowało i dokończył swoją myśl o to słowami - zapomniałem się przedstawić, jestem Asmodeusz Settan Miyazawa - odpowiedział przedstawiając nieznajomemu, ponieważ nie znał jego imienia. Czasem może się tak zdarzyć, że nie przedstawi wtedy będzie musiał zwracać trochę inaczej. Na początku nie był pewny czy dobrze że zagadał ale może aż tak zle nie bedzie. Odetchnął paląc wciąż papierosa, głowę oparł o ławkę patrząc w górę na gwiazdy i księżyc który zawitał na nieboskłonie. Zarówno zaciekawiło go czy przypadkiem nie skojarzy, że jest nauczycielem... a może nie? Nic niewiadome. Settan był w końcu spokojniejszy teraz niż przedtem, odpoczywając na chłodnym powietrzu w towarzystwie. Zgarnął jedną ręką swoją grzywkę poprawiając przy tym swoje kosmyki perłowo-białe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Sty 18, 2016 1:15 am

"Może trochę za ostro zareagowałem?" zastanowił się w myślach. Jednak kto zareagowałby inaczej? Jakiś obcy chłopak do ciebie podchodzi i wypytuje cię o to co cię dręczy. Nie wydaje się to trochę dziwne? Może to jakiś klerykał czy coś? Cholera wie. Chociaż po dłuższym przyglądnięciu się, twarz nieznajomego wydała się jakaś znajoma? Tak jakby skądś kojarzył. Może ze szkoły?
-Nie chciałem zabrzmieć tak agresywnie.-odpowiedział już trochę milszym tonem, chociaż przy jego barwie głosu jest trudno znaleźć ton, który jest miły-Ja nazywam się Wulfstan.-odpowiedział w odzewie na przedstawienie się obcego, a raczej Asmodeusza. Czerwonowłosy skierował swój wzrok ku niebu-Chyba z naszej dwójki to ty miałeś gorszy dzień, hmm?-zapytał, chociaż zabrzmiało to bardziej jak pytanie retoryczne.
Na twarzy białowłosego widać było zmęczenie i lekkie poddenerwowanie, które powoli zanikało. Wulf miał teraz zagwozdkę, w której raczej nowy znajomy nie mógł zbytnio mu pomóc. Jest to coś z czym złotooki musi poradzić sobie sam.
Zaciągnął się mocniej papierosem i wypuścił dość duży kłąb dymu.
-Mój problem należy do tego typu, który sam musisz rozwiązać.-wytłumaczył spoglądając na Asmodeusza już trochę mniej lodowatym spojrzeniem-Ale zacznijmy może od bardziej przyziemnych tematów, co?-zaproponował-Nie chodzisz przypadkiem do Shibusen? Twoja twarzyczka wydaje się jakaś znajoma.-zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

Nauczyciel
Posty : 32
Data dołączenia : 04/09/2015
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Sty 18, 2016 1:53 am

Asmodeusz był bardzo spokojnym człowiekiem, może nie do końca ponieważ jest władającym ale cóż życie przecież taki się urodził, a mama jego była i odziedziczył rasę można to tak nazwać. W dodatku Spojrzał się kątem oka na nieznajomego ale po chwili usłyszał spokojniejszy ton wypowiedzi młodego wtedy odpowiedział mu:
- Nie no spokojnie, nie mam urazy powiem to tak.. ja zazwyczaj jestem spokojny do każdego, nawet jeśli są niemili wobec mnie, możliwe że nie potrafię być na tyle agresywny - odpowiedział spokojnym głosem do niego. Potem usłyszał jak przedstawił się, było mu bardzo miło usłyszeć jego imię wtedy odpowiedział:
- Miło mi Ciebie poznać, Wulf - ze spokojnym wzrokiem spojrzał na rozmówcę. Po jakimś czasie usłyszał retoryczne pytanie, wtedy wiedział, że będzie musiał odpowiedzieć:
- Hmm... można powiedzieć że tak, spotkałem brata młodszego raczej go odnalazłem ze swoją siostrzyczką Midori, ale nie było zbytnio ciekawie.. oj nie.. przynajmniej poznałem jego partnerkę bo on jest władającym, a ona magiczną bronią można powiedzieć że dobrali się - odpowiedział zaciagając kolejnego dymka, pózniej poprawił pozycję siedzenia, bo niedługo zacznie jego boleć kregosłup a wtedy nie będzie fajnie dla niego. Wtedy zamilknął jednakże nie trwała zbyt długa ta cisza jak odpowiedział Wulf, oczywiście wysłuchał go bo jest dobrym rozmówcą, można rzec też byłby wiernym przyjacielem ale to długa droga żeby się stali tak naprawdę. Asmodeusz wtedy przytaknął na taką rozmowę i wysłuchał jego pytań i odpowiedział:
- Właściwie to uczę w Shibusen, jestem nauczycielem nowym ponieważ poprzednik zniknął nie wiadomo tak naprawdę czemu.. więc przyjęli mnie na stanowisko - Odpowiedział ze spokojnym głosem do Wulfa. Gdy zadał mu pytania, to wtedy przyszło mu coś do głowy i zarówno spytał się:
- A przypadkiem nie uczysz się w Shibusen? I jak idą poszukiwania patnera ? - Spytał się z czystej ciekawości, bo jeśli już o tym rozmawiali to czemu by nie wgłębić w tą dyskusję. Delikatnie potem spojrzał się znowu w niebo, nie mógł za bardzo oderwać oczu, jest za bardzo pięknie gdyby spojrzał w inną stronę. Wzrok skierował pózniej na kołyszące drzewa, który dzwięk koił jego zmysły. Przed chwilą pomyślał o siostrze, że na pewno by się spodobały te migoczące punkty tam w górze. Nie mógł zrozumieć czemu o nią się tak bardzo martwi, przecież jest dorosłą kobietą, a jednak ma obawy o jej bezpieczeństwo. Właściwie jest wiedzmą i to doskonałą. Dobra koniec zmartwień pomyślał, bo niedługo zaczną gorsze rzeczy martwić, a przecież tego nie chciał za bardzo. Mrugnął oczami wtedy coś mu się przypomniało, że on sam nie posiadał magicznej broni dlatego nawet było mu głupio z tym wychylać się, bo co to za nauczyciel bez partnera. Wyczuł lekki wiatr jednak może zerwać się silniejszy podmuch ale mu to nie przeszkadzało był ubrany ciepło tylko może stracić papierosa dla niego to raczej żaden problem gdy sięgnie po kolejnego i znów zacznie palić. Asmodeusz dużo posiadał problemów to był fakt nie wiedział tak naprawdę jak ludzie czy inne istoty potrafiły odgadnąć z twarzy, a może są narysowane, napisane lub rozrysowane? Tak naprawdę nikt nie wie tego rzecz biorąc może jedynie domyslać się. Przymknął potem oczy, żeby odetchnąć cichutko w towarzystwie odziwo nie przeszkadzało drugiej osobie że pali.. a mógłby poczęstować go papierosem, ale jeśli jest uczniem to możliwe że nie powinien tego robić tak dla zasady. Zazwyczaj trzymał się reguł Shibusen więc nie chciał sprawiać żadnych problemów. Zmartwień miał bardzo dużo ponieważ największym była jego siostra młodsza, która nie wiadomo gdzie szwęda się a nie chciałby żeby coś jej stało.. pomyślał przed chwilką że mógłby napisać jej smsa ale jeszcze z tym poczeka do takiego momentu, że sam nie wytrzyma w napięciu przez ten cały dzień. W dodatku nie może tego okazywać zbytnio przy znajomym bo będzie wyglądał idiotycznie, a jeszcze na tyle dziwacznie a nie chce wyjść na takiego w takim momencie. Wziął mocno zaciągnął się swoim papierosem wtedy wypuścił dymek z ust w przeciwną stronę gdzie siedzi z rózmówcą na jeden ławce. Nie lubi zbytnio tego wiedząc że to wszystko zaczęło się od młodzieńczych lat. Dziwnym momencie dostał mały sygnał myślenia, że jak opowiadał o swoim bracie to faktycznie gafę walnął, że jego brat jest magiczną bronią, a ta Rune jest Władającą.. ahh za dużo tego było więc przestał o tym myśleć. Odstawił wszystkie problemy tego dnia to pomyślał sobie czy młodzieniec nie zmarznie tutaj, miał taką nadzieję, bo mógłby go zaprosić gdzieś w cieplejsze miejsce, niż tutaj tkwić to może potem po dłuższej rozmowie pomiędzy nimi najdzie taka potrzeba. Ostatnimi rozmyśleniami były żeby skupić się na rozmowie i poznaniu w tej chwili, a problemy na bok zostawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Sty 18, 2016 8:22 pm

To się nazywa stoicki spokój. Nie mam na myśl, że Wulfstan jest jakoś specjalnie wybuchowy czy coś, ale nie da sobie w kaszę pluć. Jeśli ktoś nie jest zbytnio miły dla niego to machnie ręką pójdzie dalej. Gorzej jeśli ktoś zaczyna źle mówić o kimś kogo Wulf zna, a nie daj Boże polubił. Wtedy taki osobnik ma trochę przekichane. Podobnie jeśli ktoś wyraża się nie odpowiednio, a Czerwonowłosemu towarzyszy jakaś dziewczyna. Wtedy też taki jegomość z nie wyparzonym jęzorem zostanie szybko przywrócony do porządku. Czy zależało Złotookiemu na tym aby Asmodeusz się nie obraził? Pewnie na razie nie. Chłopak przeważnie jest nie zbyt miły dla nowo poznanych osób, a w szczególności osobników płci męskiej.
-Mi również miło poznać.-powiedział wyciągając dłoń w stronę Białowłosego w geście podania ręki.
Jak do tej pory nowy znajomy wydawał się całkiem w porządku.
Przepuszczenia co do złego dnia Asmodeusza okazały się trafne. Chłopak faktycznie nie miał za ciekawie dzisiejszego dnia. Nie podał zbytnio szczegółów tego co się wydarzyło, ale dało się stwierdzić po jego głosie, że na pewno to spotkanie rodzinne po latach do najmilszych nie należało. No ale co zrobić. Z tego co wynika z wypowiedzianych słów, Białowłosy wraz ze swoją siostrą odnaleźli brata. Nie ma się pewnie co dziwić, że mogło coś zgrzytnąć między nimi. W przypadku Wulf to jego rodzeństwo by go nie poznało, nie chciałoby poznać albo próbowałoby go złapać i zabić. Chociaż kto wie? Może jego rodzina dowiedziała się jak ów zajście z przed lat wyglądało naprawdę.
-Rodzeństwo trzyma się razem, więc nawet jeśli nie poszło coś przy waszym pierwszym spotkaniu po latach sprawy na pewno jakoś się ułożą.-powiedział naturalnym jak dla siebie głosem (czyli szorstkim, z nutką wrogości, ale w tej wypowiedzi dało się też wyczuć coś miłego)-Wiesz, ty przynajmniej pamiętasz jak wyglądało twoje rodzeństwo i nie masz problemu, że ich nie...-tu urwał, jakoś nie chciał zwierzać się Asmodeuszowi z tych spraw-A z resztą nie ważne. Ostatnio za dużo o sobie gadam. Wracając jednak do tematu. Rodzeństwo zawsze się wspiera, więc pamiętaj, nawet gdybyście się nie wiem jak pokłócili zawsze bądź dla niego oparciem.-powiedział wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę, po czym odpalił jednego papierosa, a resztę rzeczy schował z powrotem do kieszeni.
Jakby nie patrzeć to Wulfstan jest ostatnią osobą, która powinna dawać rady innym co do rodziny. Sam swojej nie pamięta z pewnych powodów, a za pewnie oni nie chcą pamiętać go. Chociaż kto wie. Może ktoś z rodziny szuka zaginionego brata?
"Ooo nauczyciel. Paczcie państwo z kim przyszło mi rozmawiać jak równy z równym." pomyślał słysząc o stanowisku Asmodeusza. Specjalnie nie obchodziło go to, że chłopak jest nauczycielem. Co z tego. Czy daje mu to jakąś wyższość nad Wulfstanem? Nie, a nawet jeśli to chłopak postarałby się o to aby zmniejszyć dystans między nimi. Nienawidzi kiedy ktoś patrzy na niego z wyższością. Chociaż jak na razie nie odczuł tego w oczach Białowłosego. Może jest on naprawdę miłym gościem?
-Czyli dobrze skojarzyłem sobie twoją twarz. Chociaż nie sądziłem, że możesz być nauczycielem.-powiedział z lekkim uśmieszkiem na twarzy-Ja jestem uczniem. Not, a jeśli chodzi o rodzaj to jestem bronią. Co do partnera na razie jestem wolny. A jak to jest u ciebie psorku z partnerem i przynależnością, hmm?-zapytał z lekkim szyderstwem w głosie i uśmieszkiem na twarzy. Chodzi jednak bardziej o takie przyjazne szydzenie, po prostu tak o nazwał go "psorkiem" dla zabawy. Nie miał nic złego na myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

Nauczyciel
Posty : 32
Data dołączenia : 04/09/2015
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Sty 18, 2016 9:42 pm

Asmodeusz cały siedział w końcu bez nerwów zastanawiał się jedynie ile ta noc będzie tak trwała, może zbytnio nie tęsknił za słońcem czy śpiewem ptaków w drzewach, które zazwyczaj siedzą. Noc jest piękna zawsze jakoś do niej przywykł bo jego mama pokazywała mu te migoczące w górze lampiony które oczywiście tak nazywała. Po chwili usłyszał słowa Wulfa wtedy zarówno podał rękę w miłym geście typu "miło mi też". Nie miał zbytnio do namysłu, musiał w końcu przestać o tym co zaszło bo faktycznie może zwariować. Na końcu ciszy usłyszał słowa nowo poznanej osoby to skupił się swoją całą uwagą żeby po pewnym czasie odpowiedzieć mu o czym mówi. Spokojnie przyglądał się kątem oka na rozmówcę paląc papierosa i zdjął z ust dwoma palcami z lewej ręki wtedy odpowiedział mu:
- Wiesz masz rację, ale od dobrych hmm 16 lat czy może 17 lat miałem prośbę od kobiety czyli matki Midori żeby ją wychować niestety, ojciec mnie zostawił na pastwę losu, bo przebywał zagranicą więc musiałem się w garść.. cóż nie był świętym człowiekiem, posiadał dwie żony, co trzecią zostawił jak była w ciąży nienawidzę go za to - odpowiedział mu z pogardą biorąc kolejnego żeby zaciągnąć się i wypuścić dymka po przeciwnej stronie. Potem zaczynał znów słuchać co ma do powiedzenia nie lubi przerywać więc wysłuchał wszystko co do niego mówi. Zauważył u Wulfa faktycznie załamany głos jakby chciał coś powiedzieć o sobie ale zatrzymał się faktycznie musi mieć jakiś powód tym bardziej Asmodeusza nie znał więc ciężko zwierzyć się obcemu może nie tyle obcemu a mało znającemu mężczyźnie. Potem przemyślał dobrze dobrane słowa i powiedział wtedy:
- Nie przejmuj się, ja ostatnio mam to samo że dużo gadam wyglądałem strasznie żałośnie i nie wiem czy to wyglądało że się użalałem nad sobą, bardziej słabość mnie oplotła dookoła mojej psychiki - odpowiedział poważnym głosem, jednakże na końcu wypowiedzi lekko zaśmiał się z siebie, broń boże nie z niego bo faktycznie trochę tutaj chciał atmosferę rozluźnić, żeby nie myślał o problemach. Asmo właściwie to myślał głównie o nauce w przekazywaniu wiedzy dla nowych uczniów którzy pojawiali się mimo tego. Spokojnie nie patrzy nigdy wyższością jeśli jest nauczycielem, a on możliwe że uczniem raczej by go ucieszyło, że da mu wiedzę jaką wykorzysta w przyszłości z partnerem. Wzrok posiadał bardzo pogodny czyli można uznać, że nie jest tak źle w rozmowie co zazwyczaj nie wyczuwał negatywnego stosunku wobec drugiej osoby i odwrotnie. Później usłyszał kolejną wypowiedz jego i jak dokończył zdanie z pytaniem jego nawet zdziwiło tak jakby przeczytał po kilku minutach w myślach.. no cóż zdarza się. Odetchnął nauczyciel no nic musi powiedzieć prawdę, bo nie należał do kłamców jak inni którzy są idealnymi aktorami z teatrzyku wtedy odpowiedział mu:
- Rozumiem.. - odpowiedział jednakże jeśli faktycznie jest wolny, to tak samo Asmodeusz, a gdyby połączyli ze sobą siły ? Podejrzewał że mogło by wyjść coś niesamowitego dlatego przemyślał doskonale wypowiedz wtedy kontynuował myśl - no ja akurat też jestem wolny, iż jestem władającym można rzec że jestem nowym nauczycielem to tak wyszło nie mając stałego partnera bo nie miałem okazji spotkać... aż do teraz ? - zapytał go na końcu zdania, dając oczywiście zapytanie czy może nie chciałby spróbować bycia jego partnerem. Młodzieniec zawsze sądził z opowiadań jego rodzicielka która była władająca posiadająca swojego partnera, co jego zaciekawiło na chwilę moment kto nim był... może przypadkiem jego ojciec? bo można to rzec że wszystko się układa w historię jego rodziny. Myśląc wciąż ojciec jego musiał być naprawdę wściekły, że pierwszy syn nie posiadał genów jakby rasy magicznej broni i nie szukałby wtedy partnera ale jest odwrotnie jak przepuszcza... czy to ważne.. we dwójkę nie żyją.. ta sama mafia ich wciągnęła w bagno znaczy grób. Niebieskooki musiał zdać sobie sprawę że musi pilnować rodzeństwa żeby im nic się nie stało tym bardziej siostrze gdy zasztyletowali jej mamę, a co z mamą jego najmłodszego brata nic nie wiadomo musi się spytać ale wtedy muszą być sam na sam bez Rune.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Mar 06, 2016 5:31 pm

Asmodeusz nie ma za łatwo. Zostawiony przez rodziców i musiał zająć się rodzeństwem. Musi to być dość ciężki kawałek chleba do zgryzienia, ale nie na tyle twardy by nie dało się temu podołać. Ciekawe czy on też musiał zajmować się rodzeństwem w taki sposób?
-Czy to naprawdę ważne jak długo musisz się nią zajmować?-zapytał- Faktycznie nie masz za łatwo. Nie wiem jak to jest musieć wychować rodzeństwo, ale jakoś musisz sobie dać radę. W końcu to rodzina, a jej się nie zostawia.-powiedział, ale na końcu dało się wyczuć lekką nutkę smutku.
-Jak widać każdemu się zdarza.-zaśmiał się- Ale pamiętaj. Skoro jesteś najstarszy to musisz wziąć odpowiedzialność za swoje rodzeństwo. Nie możesz dawać się jakimś tam głupim słabością czy problemom.-dodał poważnie.
Uważał, że najstarszy z rodzeństwa powinien być dla reszty przykładem i wzorem, a kiedy młodsi mają jakiś problem zawsze służyć dobrą radą i pomocną dłonią. Zaciągnął się i wypuścił dym w stronę nieba. Przez dłuższą chwilę jego wzrok zawiesił się na nocnym niebie.
-Co masz na myśli?-spojrzał na niego słysząc pytanie-Proponujesz mi współpracę? W sensie, żebym był twoją bronią?-zapytał trochę z nie dowierzaniem.
Białowłosy zaskoczył trochę Wulfstana tym pytaniem. Nie sądził, że ktoś złoży mu taką propozycję. A na pewno nie ledwo poznany osobnik. Po chwili namysłu doszedł do wniosku, że przecież nie ma nic do stracenia. Może nawet coś zyska.
-Ale pamiętaj. Sam się na to pisałeś.-odpowiedział z uśmiechem na gębie i lekko się zaśmiał-Muszę powiedzieć psorku, że zaskoczyłeś mnie tym pytaniem.-powiedział z uśmiechem-Liczę na owocną współpracę.-dodał po chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   

Powrót do góry Go down
 
Ścieżka w parku
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Ścieżka górska
» Numerologia
» Studnia w środku parku
» Główne wejście do parku
» Zamarznięta fontanna na środku parku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-