IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 31
Data dołączenia : 08/07/2015

PisanieTemat: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   Nie Paź 18, 2015 10:05 pm

Kod:
Userzy: Rune, Ray
Poziom: łatwa
Typ: niefabularna

"Awantura o niespodziankę" to znany teleturniej oglądany przez wszystkich Amerykanów. Jego uczestnicy muszą popisać się wiedzą, talentem i urokiem osobistym, jeśli chcą zdobyć nagrodę główną, która to pozostaje niespodzianką aż do czasu zakończenia odcinka.
Pewnego pięknego dnia Shibusen dostaje od producentów programu nietypową propozycję: mają wybrać dwuosobową propozycję, która zmierzy się z zagadkowymi przeciwnikami w odcinku specjalnym. A że w zamian za zgodę szkole przypadnie niezła sumka, decyzja zapada szybko - trzeba wybrać reprezentantów! Drogą losowania wybrana zostaje para uczniów z klasy NOT. Czy Ray i Rune odniosą zwycięstwo w tym pojedynku? Jak poradzą sobie z wyzwaniami programu rozrywkowego? I kim są ich przeciwnicy?

A odpowiedzi zaczynają się pojawiać, gdy dwójka wybrańców staje przed drzwiami studia nagraniowego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   Pon Paź 19, 2015 10:20 pm

Tak w sumie, to nawet niezbyt wiedziała, po jaką cholerę tu stoi. Jakie losowanie, jaki odcinek specjalny? Co to było? Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo nie ogląda telewizji, a tym bardziej amerykańskiej telewizji. Zawsze zastanawiała się, kto wpada na takie durne pomysły z tymi teleturniejami. Gwiazdy śpiewają pod wodą, gwiazdy tańczą z lamami, gwiazdy grają w berka. Doprawdy, rozrywka dla klas wyższych. Najwidoczniej to ona była jakaś dziwna, bo nie dostrzegała nawet cienia śmiechu w tym. To było takie głupie, że aż nieśmieszne. A teraz stała przed wejściem do studia nagraniowego jednego z takich programów. Będzie z siebie robić idiotkę na wizji, na oczach ludzi Ameryki i pewnie innych krajów. Wyląduje na pierwszej stronie jetaba, jak błyśnie swą niezwykle elokwentną odpowiedzią na jedno z pytań prowadzącego. Najmniej przydatny przedmiot w życiu? Linijka. Więcej niż jedno zwierzę? Kotek. Jak ma pani na imię? Leonardo da Vinci. I wiecie, tego typu sprawy. Przed wyjściem chciała zacząć powtarzać wzory matematyczne i związki frazeologiczne, po czym uznała, że pewnie i tak zrobi z siebie idiotkę. A teraz przepraszam, wysokość trójkąta tego takiego specjalnego to chyba a pierwiastków z trzech na dwa... Albo i na cztery. I gdzie leży Quebec?
Żeby było zabawniej, to nie została przydzielona do tej wspaniałej zabawy sama. Najwidoczniej los postanowił się pośmiać z pewnej dwójki, która jest tak pierdołowata, że na misje zwykle nie chadza. Dlatego też wysyłani są jako reprezentanci Zawodówki w jakimś durnym show, które nawet sensu nie ma. Znaczy, ma pewnie więcej od tych tańczących lam, ale po co to komu? Jakoś nie widziało się jej bycie nowym memem internetowym. Pierdoła w kokardkach podbija świat internetów, o nie, tylko nie to. Od czego są więc partnerzy? Zwłaszcza tacy, którzy chyba nie są do końca przekonani o swoim partnerstwie? Jakąś pociechą był dla niej fakt, że nie tylko ona będzie robiła z siebie głupa, ale i także Ray. Chociaż pewnie będzie się jeszcze bardziej przez to denerwować. To taka presja, że wypadnie źle na oczach własnego partnera. Może będzie jednak także na tyle zdenerwowany (w przypadku Raya to chyba bardziej zrezygnowany), że nie będzie zwracał uwagi na jej niezwykle błyskotliwe odpowiedzi? Będzie popisywała się wiedzą godną cegły.
Kręciła się dookoła wejścia, czekając na chłopaka. Podskakiwała co chwila w miejscu, kręciła się wokół własnej osi. Tego typu sprawy. Gdybym wam nie powiedziała, to pewnie nawet byście nie zauważyli, że ona się stresuje, che, che. Wiedziałam. Runcia miała na sobie prostą sukienkę z białego materiału, na którym ponaszywane zostały różne łatki. Całość wyglądała dość schludnie i nadawała pewnego efektu patchworku. Sekret jednak polegał na tym, że ta sukienka naprawdę wiele przeszła, a Runcia nie ma serca się z nią rozstawać. Od czego jest mama krawcowa? Dzisiaj jej jasne włosy były upięte dość tradycyjnie. Czyli właściwie nie były upięte, a jedynie kokardy były wpięte. Po bokach jej głowy, radośnie odstawały i raziły kolorem intensywnego błękitu z delikatną kratką, która była ledwo zauważalna. O dziwo pasowało to do reszty stroju, czyli ukochanego naszyjnika z nutką i wstążką, białych zakolanówek i jakichś eleganckich bucików. Gorzej było jednak z jej twarzą, bo wyglądała, jakby miała zaraz zejść. I tak się też czuła. Przeklinała los, że musiała brać w tym udział. Jakby nie mogli sobie wybrać innej pierdoły. Miała lekko przymrużony wzrok, a jej mina wyrażała na tysiąc sposobów prostą wiadomość "nie chcę tu być". Nie wiedziała, czy lepiej przygryzać usta z lewej, czy prawej strony. Co ma zrobić z rękoma? Na boki? Skrzyżować pod biustem? Na biuście? Wzdłuż ciała... Pomacha nimi jak dziecko, może jej nie skojarzą. Boże, czemu to mi trafiają się takie niewdzięczne zadania? Aż tak mnie w tym Shibusenie nie lubią?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   Wto Paź 20, 2015 2:03 am

- Książki to wymysł diabła. - stwierdził Ray w pośpiechu biorąc prysznic i myjąc zęby na raz. Kilka dni temu dostał informację, że razem z Rune został wybrany, by reprezentować Shibusen w jakimś teleturnieju. Karteczka leżała obok łóżka, na stoliku nocnym, by nie zapomniał o tym wydarzeniu. Pech chciał, że akurat wypożyczył z biblioteki świetną powieść, a że następnego dnia miał mieć wolne, to przeleżał niemalże całą noc wciągnięty w lekturę. Gdy poczuł, że oczy już całkowicie się zamykają i nie daje rady walczyć z sennością, to postanowił przerwać czytanie. Potrzebował zakładki, by zaznaczyć sobie moment, w którym skończył i owym świstkiem papieru okazała się informacja o miejscu i porze stawienia się na nagrania. Tak, wtedy oświeciło chłopaka, że za kilka godzin musi wychodzić z akademika, by stawić się w studiu. Nastawił masę budzików na telefonie i poszedł spać, a po trzech godzinach snu wstał. Oczywiście lekko zaspał, gdyż pierwszych pięciu pobudek nie słyszał zupełnie, dopiero jego współlokator - Gary postanowił zareagować, by budziki dały mu spokój i by mógł spać dalej w ten wolny dzień. Obudził czarnowłosego, a ten właśnie w pośpiechu zaczął się zbierać.
W biegu zebrał się, nie miał czasu na cokolwiek, bo była szansa, że ucieknie mu autobus. W ostatniej chwili wszedł do środka i pojechał pod studio nagrań. Wysiadł na odpowiednim przystanku, po drodze kupił sobie coś do jedzenia i picia, by nie burczało mu w brzuchu. Ogólnie Raymont nie miał pojęcia nawet jak nazywa się teleturniej, w którym będzie występował. Nie oglądał telewizji, nie lubił jakoś. Czasami chodził do kina, w sumie to nawet często, ale filmów w telewizji jakoś nie potrafił oglądać. Nie czuł też zaciekawienia względem programów rozrywkowych oferowanych na różnych stacjach. Jak już bardzo mu się nudziło to oglądał kanały o przyrodniczej tematyce lub ewentualnie kulinarnej. Nie było niczego z konkretną, dobrą muzyką, więc nawet nie próbował włączać jakichś muzycznych stacji. Takim właśnie trafem nie znał zupełnie zasad, nazwy, ani nic o teleturnieju, w którym przyszło mu uczestniczyć. Miał nadzieję, że chociaż nie będzie musiał śpiewać czy tańczyć albo grać na instrumentach. Ogólnie to liczył, że nie będzie musiał więcej robić niż rzucać pojedynczymi słowami. Publika mu nie sprzyjała.
Dotarł. Zobaczył Runcię, która czekała na niego. Los lubił sobie z nich żartować, bo zawsze trafiali gdzieś razem. Co za przypadki. Rennevy naturalnie wyglądała na zestresowaną, co jakoś nieszczególnie dziwiło chłopaka, zaś Ray wyglądał... no właśnie. Czarne zwyczajne buty i tej samej barwy zwyczajne spodnie trzymane przez pasek. To było widoczne na jego dolnej części ciała. Miał też na sobie nieco, ekhem, bardzo pomiętą białą koszulę, która luźno była wyciągnięta ze spodni. Miała rozpięty ostatni guzik przy szyi. Jeszcze bardziej niechlujnie zarzucony miał krawat. Długi, cienki, czarny. Zwisał na nim i dodawał w sumie nie wiadomo czego. Może uroku, może brzydoty, lecz z pewnością aury kogoś kto niezbyt dba o takie banały. Naturalnie na karku opierały się jego czerwone słuchawki, z którymi się nie rozstawał nigdy. Na lewym nadgarstku miał rzemyk z czerwoną wstążką. No, a co do samej twarzy, to... pod czarnymi oczyma były cienie, oznaki mocnego niewyspania. Samo spojrzenie i mina jakoś się nie zmieniły - wciąż obojętne, wyrażające dosłownie nic. Kruczoczarne włosy zazwyczaj były ułożone w jakimś tam ładzie, lecz nie tym razem - suszył je wiatr biegu do przystanku, więc kosmyki odstawały na wszystkie strony. Nie dało się tego opanować, a on jakoś nawet nie starał się teraz.
- Yo, zestresowana? - rzucił luźno podchodząc do swojej - chyba - partnerki. Przy okazji podniósł lewą rękę w ramach przywitania. Prawa wisiała sobie zawieszona o kieszeń. Ogólnie Ray był nieco przygarbiony, widać było, że nie chciało mu się robić cokolwiek, a jednak musiał tutaj przyczłapać i jeszcze prowadzić interakcje z innymi ludźmi. - Wchodzimy? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. Otworzył drzwi przed Rennevy ustępując jej przejścia, by wejść zaraz za nią do środka. Tam raczej powinni nimi pokierować, a jak nie, to oznajmi, że są z Shibusenu w celu nagrań do teleturnieju. Byleby nie tańczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Mistrz Gry
Posty : 31
Data dołączenia : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   Sro Paź 28, 2015 9:51 am

Jak na studio nagraniowe programu o tak absurdalnie dużej oglądalności wnętrze wyglądało całkiem zwyczajnie. Nieco brudne, jasne ściany, poznaczone tłustymi śladami rąk, mnóstwo ławek zarezerwowanych dla widowni (ciekawe, czy za to płacono, póki co ludzie nie dopisywali), dziesiątki kamer i ekranów, no i oczywiście właściwy plan, błyszczący i kolorowy, jak na teleturniej przystało. W pomieszczeniu znajdowało się mnóstwo osób z ekipy, krzyczeli do siebie i ogólnie wydawali się dość poddenerwowani. Powód? Dobre pytanie.
- O, wreszcie jesteście - Ray i Rune mogli usłyszeć męski, przyjemny dla ucha głos tuż za ich plecami. - Nikt wam nie powiedział, że powinniście się zjawić przynajmniej pół rodziny przed podanym czasem?
Nieznajomy był stosunkowo niski, ale jeśli uczniowie uważniej by mu się przyjrzeli zauważyliby, że i tak dodaje sobie centymetrów butami na grubej podeszwie. Miał dość przyjemną, przyjazną twarz z szerokim uśmiechem. Błękitny lekki garitur miał tyle cekinowych zdobień, że odbijane od niego światło spokojnie mogłoby oślepić przyjaciół, a ułożone na żel włosy mu nie ustępowały. Definitywnie prowadzący.
- No nic - westchnął. - Nie traćmy czasu. Zapraszam was do charakteryzatorni - wskazał ręką na odpowiednie drzwi i nie czekając na odpowiedź odszedł w swoją stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   Sro Paź 28, 2015 7:54 pm

Niemalże podskoczyła, jak usłyszała głos Raya. Odwróciła się i uśmiechnęła się krzywo. Z każdą jednak następną chwilą jej twarz się rozpromieniała, a ona wyglądała na nieco mniej zestresowaną. Uniosła rękę i delikatnie pomachała, w taki dość uroczy sposób. Zaraz potem sprawdziła, czy jej kokardki dalej się trzymają na swoich miejscach, po czym skasowała wzrokiem Raya. Z góry na dół, z dołu do góry. Zachichotała cicho, co równie dobrze mogło być oznaką stresu. Kiwnęła głową, odpowiadając twierdząco na pierwsze pytanie chłopaka. Na drugie niezbyt zdążyła zareagować, jako że on już poszedł przodem i przytrzymał jej drzwi. Elegancko dygnęła, po czym weszła i... zdziwiła się. Rozejrzała się dookoła, co chwila mijając rozzłoszczoną ekipę. Gdyby mogła, to pewnie wzięłaby za rękę Raya. Wcale nie dlatego, że się stresowała, ale dlatego, że ktoś musiał jej pilnować. W takim środowisku była jak dziecko, które za chwilę się oddali i narobi bałaganu. Tyle że niezbyt umyślnego. Wolała nie kusić losu i swojej pierdołowatości. No i po części dlatego, że się bardzo denerwowała. Jak już wspominała, nie chciała zostać jakimś nowym memem internetowym. Ona i jej kokardki nie nadają się do takich żartów. Znaczy, nadają się idealnie, ale...
- Ilość ekranów na jedno pomieszczenie mnie przytłacza... Kamery wcale nie pomagają... - mruknęła do siebie, po czym odwróciła się do Raya przodem, tarasując mu drogę. Jeszcze raz go obejrzała, po czym spojrzała z rozbawieniem. - Wyglądasz tak, jakbyś ubierał się po drodze. Przyznaj się, zaspałeś? Czy może sobie malowałeś oczka? Wiesz, że to się nakłada na górę, a nie na dół? - powiedziała, po czym zarumieniła się. Czy ona właśnie się z niego naigrywała? Uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że pod wpływem dość silnych emocji zaczynała gadać od rzeczy. Przygładziła nerwowo jeszcze swoją grzywkę. - Znaczy, tak słyszałam... Ekhem. Czekaj, trzeba coś zrobić z tymi włosami. Naturalność naturalnością, ale wiatr za dobrą suszarką nie jest. Poza tym, prasowałeś w ogóle tę koszulę?
Podeszła bliżej i stanęła na palcach. Wyciągnęła do góry rączki i zaczęła układać odstające na wszystkie strony włosy chłopaka. Jednak jak tylko spróbowała cokolwiek poukładać, to to od razu wracało na swoje miejsce. Zacisnęła usta z zacięcia i próbowała dalej, aż w końcu pufnęła ze złością i jeszcze bardziej mu czuprynę rozczochrała. Zaczęła się śmiać wesoło, a zaraz potem mina jej zrzedła.
- Chyba mi odwala - stwierdziła, po czym usłyszała za sobą nagle męśki głos. Znów podskoczyła i gwałtownie się obróciła. Zarumieniła się ze wstydu, po czym wykonała lekki ukłon. - Najmocniej przepraszamy za spóźnienie, jednakże ta informacja do nas nie dotarła. Mam nadzieję, że nie sprawiliśmy jednak za dużo kłopotów. Na notce znajdowała się jedna tylko godzina. - powiedziała dość oficjalnie, siląc się na opanowanie i powagę. Wewnętrznie już trzęsła się jak galareta i miała ochotę odwrócić wzrok. Ten kostium był tak jaskrawy, że widziałaby go nawet w totalnej ciemności. Byłby niczym światło latarni dla niej. - Oczywiście. - Ukłoniła się w kierunku odchodzącego prowadzącego, po czym zerknęła na Raya. Na jej twarz wróciło zdenerwowanie. - A-ale że... To oni chcą nam coś je-eszcze robić? - powiedziała cicho, po czym podeszła bliżej drzwi, które on wskazał.
Niezbyt wiedziała co teraz. Mieli czekać? Niby facet powiedział "zapraszam", ale czy wolno im było tak po prostu wejść? Przygryzła wargę ze zdenerwowania i na wszelki wypadek się rozejrzała. Dookoła kręcili się poirytowani z nieznanego im powodu pracownicy, więc nie chciała się im zbytnio narażać. Starała się nie spoglądać w stronę umieszczonych tam ekranów i kamer.
- Mamy sobie ot tak wejść? - zapytała w końcu. Cieszyła się, że była tu z Rayem, bo sama już dawno by się spaliła ze wstydu i zdezorientowania. I wtedy nowa twarz memów gwarantowana. - Tak w ogóle... To wiesz, co to za program? Taki popularny w tej Ameryce, a nazwy nawet nie pamiętam. Nie mogli najpierw przeprowadzić wywiadu i dowiedzieć się, czy ktokolwiek słyszał wcześniej o tym turnieju? Chyba że mamy zrobić z siebie debili na wizji... Boziu, oni mają nas jeszcze malować czy coś? Pewnie wiesz tyle samo co ja, ale zadaję sobie pytania, żeby nie było. Czy coś. Ugh, chcę wyjść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   Sob Paź 31, 2015 5:15 am

O kręceniu teleturniejów Ray wiedział stosunkowo niewiele. Wiedział, że z pewnością jedynie główny kadr wygląda tak pięknie, a reszta jest zwykłym, pustym pomieszczeniem, ale nie zdawał sobie sprawy, że jest aż tak źle. Brudne ściany, pełno walających się kabli od kamer i ekranów oraz puste ławki, które uroku niestety nie dodawały. Jakby tego było mało, to ekipa miała chyba jakiś gorszy dzień lub ewentualnie oni tak normalnie. Możliwe, że to specyfika tego zawodu. Kto wie.
Czarnowłosy przelotnie spojrzał po całym otoczeniu nie zawieszając oka na niczym dłużej niż sekundę. Jeżeli to nie był nudny widok, to zbyt jaskrawy, by jego zaspane oczęta mogły go znieść. Pewnie jeszcze będą świecić po nim lampami, aby oświetlenie było równomierne. Zapowiadały się tortury. Nagle wyskoczyła przed niego Rune. Skupianie się na czymkolwiek innym niż wykonywanej czynności było dla niego w tym momencie nie lada wyczynem, więc pojawienie się przed nim białowłosej było prawie jak jumpscare. Może i był zaspany, ale wciąż był Rayem, więc nie dał po sobie poznać, że Rennevy omal nie wykończyła go zawałem serca. Spojrzał na nią swoim obojętnym wzrokiem słuchając co mówi. Wydawałoby się, że słowa do niego nie docierają, ale jakimś cudem rozumiał wszystko. No, prawie, bo chwilę zajęło mu zrozumienie o co chodzi z tym malowaniem oczu.
- Bardzo śmieszne. Lepiej powiedz mi ile to jest trzy pierwiastki z pięciu. - odgryzł się wiedząc, że Rune z pewnością stresuje się, iż może nie znać odpowiedzi na jakieś zadane jej pytanie. Raymont jakoś niezbyt o to dbał. W sumie to nawet był w takim stanie, że jego myślenie było dosyć ograniczone. Nawet nie wiedział ten program to typ odpowiadania na pytania jakieś wymagające trochę IQ, czy to będą głupie pytania, czy jakaś dziwna wiedza, a może będą musieli wykonywać jakieś zadania. W sumie to każda z tych opcji była dla niego równie mało atrakcyjna. Najlepiej jakby w ogóle nie musiałby tutaj być. Tak, tak byłoby najlepiej. - I tak, zaspało mi się. - dodał po chwili powstrzymując w sobie chęć ziewnięcia. Z wielką przyjemnością położył by się i usnął gdziekolwiek, jakkolwiek. Wszystko w tym momencie wyglądało jak łóżko i kusiło. Powoli zaczynał bać się mrugać, bo jeszcze zaśnie na stojąco. W razie krytycznej sytuacji może wykorzystać też Rennevy jako poduszkę.
- Nie, nie było czasu na prasowanie. - odparł drapiąc się po głowie, po czym przeczesał swoje splątane włosy palcami uśmiechając się lekko. - O czym Ty gadasz, moje włosy są zawsze wspaniałe. - rzucił od niechcenia kwapiąc się na próbę przyjęcia jakiejś czarującej miny, ale oczywiście z podkrążonymi oczyma i takimi zdolnościami aktorskimi wyglądało to jak marna parodia. Nie nadawał się do telewizji.
Rennevy zaczęła coś majstrować przy fryzurze Raya, który by ułatwić jej zadanie nawet pochylił się lekko. Ona wpatrywała się w jego włosy, a on miał przepiękny punkt widokowy na jej usta. Tak więc mało skrycie wlepił swoje czarne oczka w jej wargi i wyłączył zbędne myślenie ograniczając się do podziwiania widoków. Dopiero jej śmiech wyrwał go z obserwacji. Podniósł wzrok do góry jakby chciał ujrzeć własne włosy, po czym przejechał po nich ręką zdając sobie sprawę, że jest gorzej niż było.
- No dzięki, powinnaś zostać stylistką. - rzucił z sarkastycznym uśmieszkiem i pogładził dłońmi swoją koszulę jakby to miało uratować ją od tych wszystkich zagniotek. Pojawienie się prowadzącego znów zaskoczyło Raymonta, który spojrzał na tego osobnika i od razu pożałował. Zmrużył oczy starając się blokować jakoś dostęp tego blasku z cekinów do jego źrenic nieprzystosowanych do nagłych zmian oświetlenia, a tym bardziej do ostrego światła. Było to tak zajmujące, że nie zrozumiał zupełnie pierwszej części wypowiedzi mężczyzny, a dotarło do niego dopiero o charakteryzatorni. Początkowo Ray ucieszył się, że naprawią jakoś jego wygląd i będzie znośnie się prezentował. Niestety niezbyt dbał co sobie o nim pomyślą, ale w sumie to był tutaj w imieniu Shibusenu, więc musiał zadbać o opinię tej placówki jeżeli nie chce się z nią zbyt szybko pożegnać. Szkoda byłoby zostać wyrzuconym za przyniesienie hańby akademii. Przecież przed nim było jeszcze tyle nauki, ledwo panował nad własną przemianą. To jeszcze nie czas.
- Jak spróbują mnie ubrać w coś durnego, to wychodzę. Albo zamorduję. - zapewnił Rune tak w razie czego, gdyby nagle rzucił się na kogoś albo zwyczajnie przepadł bez śladu. W sumie to liczył też, że jakiegoś makijażu mu nie dadzą, chociaż te worki pod oczami mogliby ukryć. Miał nadzieję, że jednak obejdzie się bez pudru na twarzy i wszystko załagodzą odpowiednim światłem, które doda trochę punktów urody Raymontowi. Podobno przed kamerami każdy wygląda ładniej. Miło byłoby, gdyby to była prawda.
- Hę? Nie, nie mam pojęcia. Nie oglądam telewizji, a w Ameryce jeszcze nie zdarzyło mi się ani razu. - powiedział i podszedł do drzwi łapiąc za klamkę. Wtedy też przypomniał sobie, że może Harrisonowie oglądają ten teleturniej. Wątpił, bo jakoś ciężko mu było przypomnieć sobie sytuację gdzie siedzieli przed telewizorem, ale nagły widok ich syna w jakimś głupkowatym programie byłby zaskakujący. Szczególnie, że sama specyfika Raya jakoś nie wskazywała na możliwy udział w tego typu przedsięwzięciach. - Mogę z siebie robić debila, ale Shibusen raczej tego nie chce. Jak się ośmieszymy, to ośmieszymy szkołę i będzie nieciekawie. - powiedział spoglądając na Rennevy i uśmiechając się lekko. Dobrze wiedział, że takie słowa jej zupełnie nie pomagają w zmaganiu ze stresem, ale całkiem zabawne było droczenie się z nią. - Pewnie umalują nas jak klaunów. Proszę, panie przodem. - powiedział otwierając drzwi i zapraszając ją do środka dłonią. Niech przedziera nowy szlak, jak usłyszy jej piski albo zawodzenie, to ucieknie. Rune będzie stanowić ofiarę, która zajmie charakteryzatorki lub charakteryzatorów, a on spokojnie czmychnie. Może nawet znajdzie kogoś na ulicy kto mógłby podawać się za niego i wystąpić w telewizji. Mało to osób, które mają parcie na szkło? Z pewnością znalazłby się ktoś chętny na trochę sławy niezależnie jakiej. Niektórzy specjalnie robią z siebie bezmózgów, by jedynie o nich mówiono. Ray tego fenomenu nie rozumiał, a przynajmniej próbował nie rozumieć, że ludzie odczuwają tak wielką potrzebę zaistnienia, iż wpadają na tak durne sposoby. Cóż, wracając - wszedłby zaraz za Rennevy i o ile osoby wewnątrz nie próbowałyby robić z nim podejrzanych rzeczy, to poddałby się ich woli. Podejrzane rzeczy to jakieś dziwaczne makijaże i stroje. On chce tylko wyglądać jak on, nic więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Mistrz Gry
Posty : 31
Data dołączenia : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   Sro Lis 11, 2015 9:55 pm

Specjaliści od makijażu i fryzjerzy nie czekali długo. Wystarczyło, że Ray i Rune przekroczyli próg, a już się za nich zabrali. W bardzo, ale to bardzo natarczywy sposób.
- Och, kochana, masz taką śliczną twarzyczkę - zachwycił się dość blady, niewysoki mężczyzna, obejmując absolutnie zdezorientowaną dziewczyną ramieniem. Prawdopodobnie nie zdążyłaby mu nawet uciec. - Nie trzeba będzie nakładać dużo kosmetyków, nie stracimy wiele czasu.
Ray również nie umknął uwadze tej bandy. Nie było szans, że to Rune pozostanie w centrum zainteresowania. Żadnej dezercji nie będzie.
- Jak ty milutko wyglądasz - charakteryzatorka chwyciła go za ramię. Jak na swoją drobną posturę miała całkiem mocny uścisk. I zaskakująco niski głos. - Taki jesteś naturalny, nawet jeśli wiesz, że cała Ameryka będzie cię obserwować. Ale włoski ci trochę przyczeszemy, dobrze?
Ci ludzie byli zdecydowanie zbyt energiczni. Nie dawali przyjaciołom nawet chwili wytchnienia. Poprowadzili ich na fotele (całkiem wygodne, nawiasem mówiąc) i usadzili przed toaletkami i lustrami tak silnie oświetlonymi, że od takiej jasności mogło im się zakręcić w głowie. Trzeba im jednak oddać, że nie przesadzali ze swoimi wyczynami i nie próbowali z nich zrobić kogoś, kim zdecydowanie nie byli. Swoje zabiegi ograniczyli do najprostszych czynności: trochę pudru matującego, trochę różu, trochę błyszczyka (spokojnie, to akurat tylko dla Rune), poprawili nastolatkom fryzury i robotę uznali za skończoną. Kto by się spodziewał?
- Swoją drogą, poznaliście już swoich przeciwników? - zapytała jedna z kobiet, prawdopodobnie fryzjerka. Zdawała się najspokojniejszą osobą w całym gronie. Ręką wskazywała na drugą stronę pomieszczenia, do tej pory niewidocznej dla Rune i Raya.
Przyjaciół mogła nie interesować telewizja czy cały ten świat celebrytów, ale nawet oni powinni byli poznać tę dwójkę. No bo przecież kto nie słyszał o Angelinie Jolie i Leonardzie di Caprio? A to właśnie oni, we własnej osobie stali żywo o czymś dyskutując. Niewątpliwie ten odcinek programu będzie bardzo specjalny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   Nie Lis 15, 2015 8:00 pm

- Czej... Pięć, dwadzieścia pięć, sto dwadzieścia pięć... Chwila, pierwiastek? Yyy... Czemu zadajesz takie trudne pytania?! - rzuciła, nawiązując do wcześniejszego pytania, które zadał. Doskonale zdawał pewnie sobie sprawę z tego, że w tym stanie nie jest kompletnie nic powiedzieć. Nic sensownego, oczywiście. Jej zdolność do trzeźwego myślenia została odebrana w momencie odebrania informacji o zjawieniu się, a teraz mogła przysiąc, że jej mózg się gotował. - Jak mi uciekniesz przez okno, to przynajmniej go za sobą nie zamykaj. Bo inaczej to ja cię zamorduję, jak mnie samą zostawisz, kochaniutki - powiedziała przez zęby tuż przed tym, jak została wciągnięta do wnętrza charakteryzatorni. Nie zdążyła nawet pisnąć czy spojrzeć na Raya, bowiem charakteryzatorzy okazali się niezwykle natarczywi. Automatycznie więc myślenie zaczęło wyrabiać czterokrotną normę, powodując nieścisłości w przekazywaniu informacji do Rune. Patrzyła przerażonym wzrokiem to na panią, to na pana. Wyglądali strasznie.
Prychnęła cicho, gdy tylko usłyszała komplement dla Raya. Spojrzała na niego przez ramię z najszczerszym rozbawieniem, a na jej twarzyczce malował się dość łobuzerski uśmieszek. Proszę państwa, Rennevy rzadko kiedy popisuje się swoim wątpliwym poczuciem humoru, więc jeśli nie zostanie to nagrane, to zapewne nigdy tego już nie ujrzymy.
- Słyszałeś? Publika cię pokocha, Ray. Tylko nie zabij swoim uśmiechem, dobrze? - powiedziała wesoło, zgrabnie wplatając cyniczną nutkę.
Grzecznie czekała, aż mężczyzna trochę ją upudruje. Oczy jej wypalane były przez silnie oświetloną toaletkę, przez co siedziała z bliżej nieokreślonym grymasem. Przymrużone oczka i dziwnie wykrzywione usta chyba jednak nie przeszkadzały w postępowaniu charakteryzatorów, jako że zaraz potem puścili ich wolno. Spojrzała przelotnie na swoje odbicie w lustrze i uznała, że całkiem... dobrze wygląda. Nigdy nie uważała siebie za jakoś pięknistą kobietkę, także nie narzekała na to, że coś tam jej czegoś nie podkreślało. Najbardziej była jednak wdzięczna za to, że nie zamierzali im wręczać żadnych ciuchów. Nie ma nic przeciwko przebierankom, ale jej jeszcze wręczą jakąś dziwnie okrojoną sukienkę z dekoltem do pępka i co zrobi? Nie ma ani ciałka na to, ani biustu, a na pewno nie charakteru. Podobno w szkole chwalili ją za to, że potrafiła się całkiem nieźle wczuć w rolę. Ale to w rolę w przedstawieniu. Inaczej była cholernie łatwa do przejrzenia, niestety. Kto powiedział, że aktor musi być dobry w graniu podczas życia?
Wstała i chciała zrobić taki ruch, jak to zwykle faceci w musicalach robią. Posuwisty krok do przodu, piruet i zawadiackie oparcie się o ścianę jedną ręką z ponętnym wzrokiem. Szkoda tylko, że Rennevy starczyło umiejętności tylko na posuwisty krok, bowiem przy piruecie coś grawitacja zaszalała i się poślizgnęła, prawie przywalając o ścianę. Odzyskała na szczęście jednak w porę równowagę i z udawanym ledwo spokojem się oparła, przybierając skrzywiony uśmiech.
- Niezły róż, bejbe. Podkreśla twoją milutką naturę - wypowiedziała z uśmiechem i dość pewnie, jak na nią. Cała otoczka jednak prysła, gdy usłyszała głos kobiety. Zadrżała i panicznie się obróciła. Poprawiła odruchowo jedną z kokardek. Wyglądała już na dość... zagubioną. - T-t-tak właściwie, to nawet nie wiemy, co mamy ro-robić... - przyznała dość speszona. - Mam nadzie-eję, że szanse bądź co bą-ądź będą w miarę wyrównane... - dodała już ciszej, po czym spojrzała w stronę, którą pokazywała fryzjerka. I szczęka jej opadła.
Owszem, Rennevy totalnie nie interesowała się światem gwiazd i celebrytów. Wiedziała, że takie sobie osoby istnieją, a jedynie jakieś ważne to przynajmniej kojarzyła. Dlatego też nie dziwotą było, że szczęka jej totalnie opadła, jak ujrzała dwie naprawdę znane osoby w tej... ruderze. Poczuła się nagle niezwykle mała i nic nie znacząca. To w sumie troszkę głupie uczucie... Rozejrzała się w poszukiwaniu kogokolwiek, by zapytać... No właśnie, o co? Czy to na pewno są prawdziwi Angelina Jolie i Leonardo di Caprio? Pewnie jeszcze wezmą ją za wariatkę, która urwała się z jakiegoś przytułka dla szalonych. Co poniekąd było prawdą. Nogi zaczęły się trząść jeszcze bardziej oraz miała wrażenie, że świeżo nałożony makijaż dosłownie wyżera jej twarz. Odwróciła się powoli do Raya, całkowicie czerwona na twarzy. Jej oczka niebezpiecznie gwałtownie przeskakiwał z jednego punktu na drugi, szukając czegokolwiek, przez co mogłaby chociaż trochę optymistycznie pomyśleć.
- Je... Jeśli moja du-usza nie bę-ędzie wariować, a ja bę-ędę musiała się wygłupia-ać przed oczami tamtych gwiazd, to mi pomo-możesz. I nie przyjmuję odmowy - wydukała. Aż w końcu wzięła głęboki oddech. I jeszcze jeden. I kolejny. Wyglądała i tak jak siedem nieszczęść. - Zabierzcie mnie stąd, bo inaczej ucierpią reflektory. Ofiar w ludziach na szczęście nie przewiduję, chociaż... Mówiłeś, że kogoś chcesz mordować? Jeśli zamierzasz tej obietnicy dotrzymać, to droga wolna. Bo tak trochę mnie to wszystko przytłacza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   Wto Lis 24, 2015 12:34 am

Rune właśnie zostawała wciągana przez jakiegoś faceta, a Ray stał spokojnie i przyglądał się temu. Nawet nie drgnął i przez myśl mu nie przyszło ratowanie jej. Wszystko było dobrze do momentu, w którym to on został wciągnięty. Kobieta mimo postury miała silny uścisk. Na tyle silny, by nie pozwolić tak zwinnie się wymknąć chłopakowi. Widocznie miała doświadczenie w swoim zawodzie, a szczególnie z takimi osobnikami jak czarnowłosy, który najchętniej ominąłby charakteryzatornie. Miał jakieś złe przeczucia. Jakoś nie był przekonany do tego, by ktoś inny majstrował cokolwiek przy jego wizerunku. Nawet jak miał wory pod oczami i szopę na głowie, to chociaż był świadom jak to wygląda. Komplement ze strony kobiety był nieco dziwny. Akurat, że milutko wygląda to rzadko słyszał. Znaczy, niektórzy twierdzili, że jest uroczy, ale to chyba nie było to samo.
- Ty wystarczy, że siebie nie zabijesz. To i tak będzie osiągnięcie. - odparł na zaczepkę Rune wysilając się nawet na cwaniacki uśmiech, taki wywyższający. Fotel był wygodny, ale oświetlenie tragiczne. Musiał ciągle mieć zmrużone oczy, gdyż światło raziło go. Nie mógł ich zamknąć, bo wtedy zasnąłby natychmiast, więc balansował na granicy otwartych i zamkniętych. Nie miał pojęcia nawet co z nim wyprawiają. Poczuł, że jest chyba czesany, a później takie zabawne uczucie na twarzy jakby go czymś łaskotano po policzkach. Wszystko to trwało całkiem krótko i nawet nie próbowano go przebierać, więc względnie był zadowolony. Wysilił się na spojrzenie w lustro i uznał, że... jest spoko. Fryzura wyglądała lepiej niż zwykle, bo wreszcie została odpowiednio wyczesana, a podkrążenie pod oczami znikło. Również jego twarz miała jakieś barwy, których praktycznie nigdy nie miała. Ray stosunkowo rzad... nigdy się nie rumienił. Zdarzyło mu się kilka razy, ale w porównaniu z tym ile razy wyglądał jak posąg, to ciężko nawet to zaliczyć. Pewnie jak dodadzą do tego odpowiednie ujęcia oraz oświetlenie, to sam stwierdziłby, że całkiem przystojny z niego facet.
Wtem uderzyła go pewna myśl, bardzo niepokojąca myśl zakładająca scenariusz, że wraz z Rennevy stanął się sławami. Może nie takimi na globalną skalę, ale osobami kojarzonymi w społeczeństwie. Takimi, które przy wyjściu na ulice nie są zalani falami fleszy, lecz ludzie podchodzą przywitać się, zrobić sobie zdjęcie, pogadać i tak dalej. Jeżeli Raymont miałby wyśnić sobie najgorszy możliwy aktualnie koszmar, to byłaby nim sława. Ciarki go przechodziły na samą myśl, że nie mógłby spokojnie przejść przez miasto, bo wszyscy by na niego patrzyli i podchodzili. Jak bardzo nienawidził przeciętności tak wolał nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. Tak żyło się prościej. Myśli jednak nie ustępowały i zaraz wyobraził sobie, że jest wraz z Rune zaproszony na te specjalne gale dla celebrytów. Gale wręczania jakichś nagród, które są swego rodzaju balami. Musiałby przychodzić w garniturze, ładnie się uśmiechać, porozmawiać z każdym, by zachować image i - o zgrozo - tańczyć. To nie tak, że zupełnie nie potrafił, bo wrodzone poczucie rytmu pozwalało mu na zachowanie poziomu "jest dobrze" bez żadnej nauki, ale nie przepadał za tym. No i nie znał żadnego tańca w parze. Zapewne musiałby odbębnić jeden taniec z Rennevy, która znów wciśnięta byłaby w jakąś niesamowitą kieckę i ogólnie wyglądającą oszałamiająco. Jakaś zaskakująca fryzura i podkreślone usta. A on musiałby być dżentelmenem.
Całe wyobrażenie szybko prysło, gdy tylko ujrzał co wyprawia jego partnerka. Przez chwilę myślał, że ma atak padaczki, lecz - jak się okazało - to wszystko było zaplanowane. Podniósł lewą brew w górę i obserwował ją lekko zdziwiony. Wysłuchał co ma do powiedzenia i uśmiechnął się lekko, znów jakby to on był panem sytuacji.
- Nie uśmiechaj się tak szeroko, bo Ci się tapeta kruszy. - rzucił, po czym nawet jego uśmiech poszerzył się. Nie zdziwiłby się, gdyby od tego momentu Rune uśmiechała się bardzo powoli i sztywno, aby nie naruszyć swojego makijażu. Swoją drogą - ładnie wyglądała, ale przecież nie powie jej tego teraz tak wprost. Nawet Ray rozumiał, że gdyby to teraz zrobił, to mała pierdoła ugotowałaby się i musieliby ją na noszach wynosić.
Słowa fryzjerki lekko zdezorientowały czarnowłosego. Rozumiał, że w teleturnieju zazwyczaj się rywalizuje, a oni będą musieli komuś stawić czoła, lecz "przeciwnicy" brzmiało tak jakby to było coś więcej niż jedynie quiz. Możliwe, że będą musieli wykonywać jakieś dziwne rzeczy, które z pewnością niezbyt im się spodobają. Odwrotu niestety raczej nie było - reprezentowali Shibusen, jak uciekną, to raczej nikt o tej placówce dobrego zdania mieć nie będzie, a miała ona bronić świat. Spojrzał na wskazane przez kobietę miejsce i natychmiast odetchnął z ulgą. Rennevy spanikowała - jak zresztą zawsze - i nie było w tym nic dziwnego, bo mieli mierzyć się z gwiazdami światowego formatu. Nawet jak ktoś nie chciał to słyszał o Angelinie Jolie i Leonardzie di Caprio. Raymont przyjmował jednak ich obecność bardzo dobrze, a dlaczego? Gdyby ich przeciwnikami byli również mało znani ludzie, to zapewne zrobiono by z nich wszystkich idiotów dając jakieś głupawe konkurencję, ale nie mogli sobie raczej na to pozwolić mając do czynienia z tak znanymi osobistościami. Ich krzywe spojrzenie mogło zrujnować cały program lub telewizję, więc narażanie się na ich gniew było mało rozsądne.
- Jak będziesz miała się wygłupiać przed ich oczami, to stoję za Tobą murem. - powiedział wysilając się na pozytywny uśmiech. Chciał by te słowa zinterpretowała jako wsparcie. - Nie pozwolę Ci uciec. - dodał po dłuższej chwili, by zniszczyć zupełnie to poczucie, które mógł zbudować. Nawet jak był tak zaspany, to dał radę wymyślić sprytny tekst. Mógł być z siebie dumny. Poklepał Rune po głowie i rzucił jej czarujący uśmiech.
- Jak zrobisz z siebie idiotkę, to jak coś, to się nie znamy. - rzucił opierając swoją dłoń o jej ramię. Postanowił sobie trochę z niej pożartować. A nóż widelec w ten sposób rozładuje jej stres? Powtarzanie, że nie ma się czym przejmować z pewnością, by nie wyszło, a tak to była szansa. Istniała też szansa, że wszystko pogorszy. No cóż, mówi się trudno.
- To jak? Idziemy się przywitać? - zapytał partnerki spoglądając na nią. Mogła wziąć to za żart, chociaż mówił poważnie. Pierwsze koty za płoty. Angeline Jolie niezbyt pamiętał z filmów, lecz Leonarda di Caprio znacznie lepiej. Odwiedzał kino dosyć często, więc ciężko było nie ujrzeć filmów z tak głośnymi zapowiedziami i - co ciekawe - nie tak złymi pomysłami. Swoją drogą - zaskakujące połączenie osobistości - gwiazdy hollywoodzkie i uczniowie akademii Shibusen z najniższych klas. Kto na to wpadł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]   

Powrót do góry Go down
 
Awantura o niespodziankę [Rune, Ray]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Awantura

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Eventy i Misje :: Trwające :: Trwające Misje-