IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Wto Paź 06, 2015 7:04 pm

Wstęp do misji: Misja, odbywająca się w malutkiej wsi. Życie mieszkańców, do tej pory spokojne, zmieniło się o 360 stopni po dziwnym zgonie dziewczynki i chłopczyka. Szczegóły nie są niestety znane, a policja stwierdziła, że to wypadek. Świadkowie wydarzenia zaprzeczają i w obawie o dalsze zgony postanowili wezwać uczniów Akademii Shibusen.

Typ misji: Łatwa
Uczestnicy: Vivika, Anzelm


Anglia ma swoje uroki, ma swoje wady. Jedną z tych drugich, były zdecydowanie częste deszcze, oraz to, że czasem na największe zadupie na świecie trzeba iść po prostu piechotą. Choć czy nie wszędzie tak jest? Nie ma miejsc na świecie pozbawionych tego gorszego aspektu. Zawsze znajdzie się jakaś wieś, odosobniona, pozbawiona dostępu do komunikacji ze światem zewnętrznym. Ludziom zostają auta i rowery, prawda? No, na pewno nie uczniom Akademii Shibusen, którzy po prostu zostali zostawieni w Helmsley, mając do pokonania kilkadziesiąt kilometrów piechotą po polnej drodze. W deszczu. Jednakże to nie powinno łamać naszej dwójki śmiałków, bowiem zaraz przy końcu ich żmudnej, dwugodzinnej, pieszej wycieczki czekało... no właśnie, jeśli byli szczęśliwi, docierając na miejsce, to uznali miłą panią w średnim wieku za ich zbawienie. Kobieta miała na sobie różowy płaszcz, a w ręku trzymała parasolkę w tym samym kolorze. Uśmiechała się, a widząc Vivikę i Anzelma pomachała w ich kierunku, coby już z daleka wiedzieli, że to ona jest ich celem. W końcu w zasięgu wzroku całej trójki nie znajdowała się nawet jedna żywa dusza. Wieś jak wieś, złożona z kilku domów, a skoro padało okrutnie, to pewnie właśnie między swoimi czterema ścianami się znajdowali.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Wto Paź 06, 2015 9:43 pm

Jedna szybka rozmowa telefoniczna z Viviką i mieli już ustalony pierwszy cel swojej wspólnej wspaniałej przygody. Chłopak był niemalże w skowronkach gdy razem ze swoją mistrzynią wyruszali na podbój Anglii. Chłopak ubrał się w miarę klasycznie. Wysokie glany przysłaniające do połowy łydki chłopaka. Do tego bojówki moro których odpowiednia część nogawek była schowana w glanach. Spodnie były spięte mocnym skórzanym, ćwiekowanym pasem do którego było przyczepione kilka ważnych przedmiotów, dokładniej rzecz ujmując:
- dwa noże taktyczne z kastetami
- dwu litrowy bukłak z wodą
- podręczny zestaw pierwszej pomocy militarnej
- 1/2 litrowy bukłak z wódką
- mała saszetka z papierosami i zapalniczką benzynową
- harmonijkę
Wszystkie te przedmioty przykrywał długi, szczelny i ciepły płaszcz z kapturem, również moro. Na dłoniach miał rękawiczki z bolcami na knykciach.
Kiedy zostali wysadzeni w tej cholernej zawszonej dziurze cały entuzjazm chłopaka opadł do zera. Pierwsza rzecz jaką zrobił to nałożył kaptur na głowę aby nie zmoknąć za bardzo i westchnął ciężko. Miał już zamiar włożyć w usta papierosa i go zapalić jednak domyślał się, że Vivice mogło by to przeszkadzać więc się powstrzymał.

- No nic, czeka nas długa droga... Nie ma co się ociągać - głos chłopaka dobitnie okazywał brak chęci do czegokolwiek. Jednak w jego oczach dało się zobaczyć iskierkę zainteresowania sprawą, mimo wszystko chodziło o tajemniczą śmierć.
Gdy szli tak powoli drogą chłopak czasami pogrywał na harmonijce, żeby zabić nudę i przerwać monotonię deszczu.
Kiedy zobaczył kobietę ubraną całkowicie na różowo niemal zebrało mu się na wymioty. Paniusia zupełnie nie pasowała do szarego otoczenia, jednak pewnie to było jej założeniem.

- Witam Panią. Nazywam się Anzelm, a to jest moja partnerka Vivika. Mam nadzieję, że będzie Pani w stanie wprowadzić nas nieco głębiej w założenia tego co się tutaj dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Wto Paź 13, 2015 10:58 pm

Czy cieszyła się na wieść o misji? Nieszczególnie. Odkryła już, że dalekie podróże niesłychanie ją męczą. Jedynym, co dodawało jej otuchy był fakt, że klimat w Anglii znacząco różnił się od klimatu panującego w Death City. I bardzo dobrze. Z drugiej strony jednak była całkiem ciekawa, jak potoczy się ta ich przygoda. I czy się dogadają - to interesowało ją najbardziej.
Viv nie zabrała ze sobą wielu rzeczy, licząc na to, że nie zabawią długo w Wielkiej Brytanii. Spakowała do plecaka w miarę ciepłą bluzę, dorzuciła mapę odpowiedniego regionu, jakąś nieszczególnie grubą książkę, suchy prowiant, wodę butelkowaną i zestaw pierwszej pomocy (choć wątpiła, by okazał się potrzebny). Na nogi założyła wygodne, górskie buty, a na górę zarzuciła ciemną kurtkę przeciwdeszczową - w końcu oglądała pogodę - i uznała, że jest gotowa, by podbić świat. Czy tam jeden kraj. Wioskę. Kogo to obchodzi?
- Zdecydowanie sobie na nas oszczędzają - to były jej pierwsze słowa, kiedy tylko zostali wypuszczeni na tym całkowitym zadupiu. Nie, żeby była przyzwyczajona do wożenia jej tyłka. Ale naprawdę, mogli postarać się bardziej z tym dojazdem. Vivika przywykła do pracy umysłowej, nie fizycznej i zdawała sobie sprawę, że tak długi marsz może mieć tylko negatywne skutki. Nie zareagowała jednak na słowa Anzelma, nie miała zamiaru narzekać więcej, niż to konieczne. Zresztą w jego głosie też wyraźnie brzmiało zniechęcenie. Zacisnęła więc zęby i po prostu ruszyła we właściwą stronę.
Spacer był długi i męczący (choć gdyby tak nie goniła prawdopodobnie byłaby mniej zmachana), choć nie mogła powiedzieć, że nieprzyjemny. Nie należała do osób rozmownych i jak najbardziej odpowiadało jej, że jej partner nie próbuje wymusić na niej konwersacji. I grał ładnie. Może nie jak jakiś mistrz harmonijki, ale podobało jej się to. Tylko trochę. Prawie wcale.
- Sam uczyłeś się zagrać? - zapytała go w pewnym momencie. Strzelała. Uwielbiała wiedzieć o wszystkim bez zadawania pytań, ale tego przecież nie potrafiła wydedukować. - Jest... w porządku.
Więcej się nie odzywała.
Kiedy zobaczyła witającą ich mieszkankę wioski, i ona mimowolnie przewróciła oczami widząc ten kolor. Uważała róż za okropnie niepraktyczny. Ale sam ubiór kobiety też stanowił jakąś wskazówkę. Do czego? Tego jeszcze nie wiedziała, ale postanowiła zanotować ten szczegół na później. Może w trakcie rozmowy to jakoś wykorzysta?
Vivika bez słowa sprzeciwu pozwoliła, by Anzelm mówił. Nie, żeby uważała go za lepszego, czy coś. Po prostu uznała, że większy z niego dyplomata. No i wrodzona charyzma też robiła swoje. Na koniec tylko przytaknęła, chyba tylko po to, żeby zasygnalizować, że nie jest głucha, i w ciszy czekała na odpowiedź kobiety. Wzrok wbiła w ziemię, a ciemne oczy zasłoniła grzywką. Więc jednak się zaczęło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Sro Paź 14, 2015 5:55 pm

Akademia Shibusen zazwyczaj dobrze przygotowuje swoich uczniów do wypraw w odległe zakątki świata. Nie jeździ tam byle kto, tylko osoby, które wykazały, że w trudnych warunkach są stanie sobie poradzić. No, może cięcia kosztów były widoczne, jednakże sama placówka nie martwiła się zbytnio o wyjeżdżającą młodzież. Swoją drogą w Death City było o wiele mniej bezpiecznie niż gdziekolwiek na ten moment. Może celowo szkoła wysyłała coraz więcej jednostek w świat? Wracając jednak do samej Anglii, dwoje śmiałków stanęło przed dość drobną, jak się okazało, kobietą, która podzieliła się swoją parasolką. Na jej twarzy nadal utrzymywał się lekki uśmiech, powodując, że atmosfera między trójką nie stanowiła napiętej do granic możliwości struny. W oczach jednak widać było smutek.
- Dzień dobry, ciesze się, że w końcu pojawiliście się w naszej społeczności. Wejdźcie do środka, dzieci - powiedziała i otworzyła drzwi, puszczając ich przed sobą.

Wnętrze domu było sterylnie wręcz czyste. Zupełnie jakby ktoś wypełniał sobie pustkę w sercu po czyjej stracie sprzątaniem. Jasne ściany pokrywała taka ilość zdjęć, że nie było praktycznie widać tapety pod spodem. Drewniane meble wypełniały każdy zakątek, tak samo jak masa figurek w kształcie zwierząt.
- Rozgośćcie się, pomyślcie nad pytaniami, rozejrzyjcie się na spokojnie, tylko nie wychodźcie z salonu - kobieta zdjęła z siebie płaszcz i położyła go na kanapie, następnie zniknęła za drzwiami salonu.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Sro Paź 14, 2015 11:15 pm

Chłopak przytaknął jedynie z lekkim uśmiechem w odpowiedzi na pytanie dziewczyny o to, czy sam uczył się grać na harmonijce. Wiedział, że wymuszanie jakiejkolwiek rozmowy nie miało sensu, nie chciał zniechęcić Viviki jeszcze bardziej niż robiło to samo otoczenie.
Stara landryna powodowała u jednookiego mimowolny odruch wymiotny, który jednak udało mu się powstrzymać w zarodku. Nie wiedział o co chodziło jednak od razu stwierdził, że mu się nie podobała. Coś w jej aurze było niepokojącego, może to po prostu przez sam kolor różowy, bardzo możliwe.
Gdy weszli do środka chłopaka niemalże oślepił porządek i czystość w jakiej znalazł się ze swoją mistrzynią. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że szkoda by było tymi mokrymi buciorami z trasy tam włazić. Ale w sumie mało go to obchodziło, zanim by je zdjął i znowu nałożył musiałby już wychodzić. Westchnął tylko kiedy zdjął z głowy kaptur. Wszedł z buciorami do saloniku i rozsiadł się na jednym z foteli. Westchnął cicho i rozejrzał się dokładniej. Starał się znaleźć cokolwiek co mogłoby ich zaciekawić. Wiedział jednak, że dziewczyna zrobi to o wiele skuteczniej.
Trochę nie spodobało mu się to, że niby nie mogli wychodzić spoza salonu, aż nim zatrzęsło na samą myśl jakie okropieństwa mogliby znaleźć w innych pokojach. Młodzieniec odkorkował bukłak z wodą i napił się kilka łyków. Zaproponował trochę Viv, jak chciała to się napiła, jak nie to po prostu ponownie przymocował go przy pasie.
Oparł łokcie na udach i zgarbił się nieco. Spojrzał na swoją partnerkę spokojnym i opanowanym wzrokiem.

- Masz jakiś plan, Vivika? Będę z Tobą szczery, nie podoba mi się tutaj ani trochę, i gdybym miał okazję wolałbym rozejrzeć się po całym domku jak już dowiemy się jakichś szczegółów, pasuje Ci to?
Kiedy przyszła właścicielka domostwa wyprostował się i uśmiechnął teatralnie.
- Co może nam pani powiedzieć o zaginięciu tej dziewczynki? Kim ona była, czy miała jakichś bliskich? Kogoś kto chciałby Ją skrzywdzić? Jakie były okoliczności jej zniknięcia i kto widział Ją jako ostatni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Nie Paź 18, 2015 10:54 pm

W domu dziecka poznała parę dzieci, które potrafiły grać na instrumentach. Flet, fortepian, gitara - wszystko to, co było po prostu dostępne. Wszystkie jednak zostały tego nauczone przez innych, nieważne - rodziców, nauczycieli. Viv nigdy nie miała okazji spotkać samouków, dlatego w pewnym sensie szanowała tę umiejętność Anzelma.
Porządek panujący w domu wybitnie ją irytował. Zupełnie jakby ktoś chciał coś ukryć. Coś zamieść pod dywan. Albo może miał w tym inny cel. Może właścicielka mieszkania zwyczajnie nie miała innego zajęcia. Albo po prostu była pedantką. Mózg dziewczyny pracował na najwyższych obrotach, już szukając setek możliwości, a tak naprawdę nic jeszcze nie robili. Zmiana otoczenia mogła dobrze na nią podziałać, nawet jeśli tak ją irytowała. Vivika zdjęła tylko kurtkę i przewiesiła ją przez ramię, nie przejmując się tym, że moczy sobie rękaw. Ubranie i tak zrobiło się już wilgotne. Wolała jednak nie siadać - w pozycji stojącej miała lepsze pole widzenia. Oparła się tylko o fotel Anzelma.
- Nie, dzięki - pokręciła głową, gdy chłopak zaproponował jej wodę. Miała własną, poza tym nie czuła się spragniona. Cóż, był to jednak jakiś podstęp - nie podejrzewała go o zatrucie wody.
Zauważyła, że jej partner nie czuje się najlepiej w tym otoczeniu. Nie dziwiło jej to zbytnio. Właściwie sama też wolałaby trafić gdzie indziej. No ale cóż, lepsze to niż ta ulewa na zewnątrz.
- Jeszcze nie mam planu. Ale możemy się rozejrzeć. Zawsze jest szansa, że dowiemy się czegoś więcej - trzy zdania. Więcej niż było potrzebne, ale Viv jakoś szczególnie się tym nie przejęła. Niesamowite. Pomysł Anzelma jednak faktycznie wydawał się jej dobry. Czemu mieliby nie spróbować?
W przeciwieństwie do chłopaka nie miała zamiaru grać grzeczniutkiej, ani rezygnować ze swojego bezuczuciowego wyrazu twarzy tylko po to, by kobieta wyrobiła sobie na jej temat lepsze zdanie. Pozwalała też mówić rudzielcowi. Jakoś lepiej się do tego nadawał. Większość swoich wysiłków postanowiła poświęcić na obserwację rozmówczyni. Jej czarne, zasłonięte przydługą grzywką oczy czujnie rejestrowały każdy jej ruch.
- Nie przedstawiła się pani - dorzuciła do pytań Anzelma na starcie. Wydawało jej się to nieco podejrzane, więc bez ogródek postanowiła to wyciągnąć. - I te same pytania dotyczą zaginięcia chłopca.
Poza tym władająca uznała, że chłopak powiedział wszystko, co powinno być powiedziane. Póki co. Cierpliwie czekała na odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Pon Paź 19, 2015 11:35 am

Kobieta pod płaszczem miała równie różową garsonkę i ołówkową spódnicę, sięgającą do kolan. Dało się to zauważyć jednak dopiero gdy powróciła z kuchni, trzymając w rękach srebrną tacę z dzbankiem i dwiema filiżankami. Białe naczynia ozdobione różowymi wzorami jakoś dziwnie do niej pasowały. Obok nich znajdował się jeszcze talerzyk z czekoladowymi ciasteczkami. Wszystko to chwilę później wylądowało na stoliku po środku pokoju, bezpiecznie doniesione. Sama kobieta usiadła i mimo iż zerknęła na mokre ślady na podłodze, jakie zostawili uczniowie na podłodze, jakoś nie wydawało się jej to przeszkadzać bardzo. Może po prostu zręcznie to ukryła? W końcu oni stanowili dla niej pomoc w rozwiązaniu tego, co się stało. Kultura nakazywała nie brudzić w czyimś domu, ale ona potrzebowała tej dwójki nieważne czy utrudniali jej to, czy nie.
- Poczęstujcie się śmiało, jeśli chcecie - powiedziała na spokojnie i wysłuchała wszelkich pytań jakie dostała. Potem chwilkę zamyśliła się nad tym. Ktoś ich wprowadził w błąd? A co jeśli oni nie powinni się tutaj znajdować i jednak nie pomogą wsi? Przygryzła dolną wargę zatroskana, ale po chwilce znów przywołała leciutki uśmiech na twarz - Nazywam się Janette Blake, mieszkam tu właściwie od swojego urodzenia. - Tutaj kobieta zatrzymała się, próbując chyba dobrać odpowiednie słowa - A-ale... nikt nie zaginął. Wezwano was tutaj ponieważ dwójka dzieci została zamordowana - powiedziała ostrożnie, jakby się bała, że uczniowie słysząc to po prostu wyjdą i ją zostawią.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Pon Paź 19, 2015 11:03 pm

Chłopak przyjrzał się dokładniej kobiecie która przyniosła herbatę. Młodzieniec spojrzał na napój i nawet uniósł filiżankę do nosa aby powąchać napar. Szybko jednak zrezygnował z wypicia "daru" od tej starszej pani, nie miał pojęcia co może tam być a ciągle miał co do niej dziwnie nieprzyjemne przekonanie.
Młodzieniec westchnął cicho kiedy okazało się, że pomieszał mu się cel ich wspólnej misji. Vivika o dziwo też to podłapała, pewnie po prostu stwierdziła, że nie skoro jednooki tak mówi to może mieć rację. Rosjanin nie wiedział przecież, co siedzi w głowie jego partnerki.
Uśmiechnął się jednak uprzejmie w stronę kobiety i złapał się za tył głowy w geście zażenowania - oczywiście całkowicie fikcyjnego.

- Zaginięcie, morderstwo... Najwidoczniej w centrali nie bardzo wiedzieli jaka jest między tymi dwoma rzeczami różnica - zełgał płynnie chłopak. - Niech nam Pani w takim razie odpowie na te same pytania, jednak zamiast "zaginione dzieci" niech wstawi sobie Pani "zamordowane dzieci".
Jednooki wyprostował się na fotelu i założył nogę na nogę, ręce splótł na piersi i ponownie rozejrzał się wokoło po salonie.
- Niech mi Pani opowie o tych dzieciach, kim były, kto ich znał, czy miały jakąś rodzinę? Kto jako ostatni widział bądź spotkał się z nimi?- stwierdził, że lepiej jak powtórzy całokształt pytań dla kobiety. Postanowił dodatkowo zaryzykować kolejne pytanie. -I niech Pani mi wyjaśni, dlaczego nie powinniśmy przeszukać Pani domu jako pierwszego? Wiem, że brzmię strasznie nie empatycznie, jednak chciałbym zauważyć, że jest Pani w tym momencie podejrzaną w całym tym zamieszaniu. Zdaje sobie Pani z tego sprawę, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Sro Paź 21, 2015 10:15 pm

Dobry boże, ile różu można na siebie wcisnąć? Vivika ani trochę nie znała się na modzie, nie interesowały ją kolory, ani wygląd innych ludzi. Ale nawet jej wydawało się to sporą przesadą. Głupia adnotacja, niepotrzebna. Władająca wyrzuciła ją gdzieś na koniec umysłu. a herbatę spojrzała, ale nie kwapiła się, by po nią sięgnąć. Musiała zostać zaparzona przed chwilą, czyli była gorąca. Nie było szans, by Vivika chociażby ją tknęła w tym stanie.
Kiedy usłyszała słowa różowej damy, syknęła cicho. Nie zapominała o niczym. Nigdy. Wszystko zauważała, wszystko zapamiętywała. Co to miało w ogóle znaczyć, że coś pomylili? Potwornie żałowała, że nie przyłożyła się bardziej do zapoznania się z celem misji. Już wiedziała, że nigdy więcej nie popełni tego błędu. Chętnie przyłożyłaby Anzelmowi - w końcu to on zaczął brnąć w tę pomyłkę - ale zdawała sobie sprawę z tego, że ponosi nie mniejszą winę. Poza tym, on wcale nie wydawał się speszony.
Gra. Vivika wiedziała o tym, widziała to. Niby nie znała swojego partnera zbyt długo, ale już potrafiła to wychwycić. Zażenowanie? Przecież on prawie nie wiedział, co to znaczy! Ale musiała mu oddać, udawał dobrze. I kłamał też całkiem nieźle.
Tylko dlaczego tyle gadał? Nie było takiej potrzeby. Władająca nie potrafiła tego zrozumieć. Przecież sama zawsze milczała, o ile nie pojawiła się prawdziwa konieczność wtrącenia czegoś do rozmowy. Wysłuchała go jednak do samego końca, bez przerywania mu. To on był w tej ekipie od dogadywania się z ludźmi, nie ona. Sądziła, że skończy na powtórzeniu pytań, ale ostatnie wtrącenie nieco ją zirytowało. Do tego stopnia, że jednak uznała za stosowne się odezwać.
- Wszyscy są podejrzani, nie tylko ona. Nie przeszukamy każdego domu - mruknęła nieco niezadowolona. Nie nazwałaby ją podejrzaną. Raczej niepokojącą, to już prędzej. "Przeszukanie" też wydawało się jej przesadą. Ona powiedziałaby "rozejrzeć się".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Nie Paź 25, 2015 8:50 pm

Kobietę ostrzegali, że tak będzie. Mówili jej, że będą ją podejrzewać o śmierć jej własnych dzieci. Że będą patrzyli spode łba, próbując udowodnić, że wina leży po jej stronie właśnie. Dlatego też różowa jak landrynka pani wyprostowała się nieznacznie i przysiadła na jednym z foteli. Wmawiała sobie w myślach, że będzie silną osobą i dowie się kto stoi za śmiercią jej pacholąt.
- Po pierwsze, to ja was wezwałam tutaj, do naszej małej wsi. Każdy tutaj zna każdego. Nie żartuję, maksymalnie dziesięć osób dorosłych i kilkoro dzieci. Nie powinno zdarzyć się morderstwo, szczególnie podwójne, nie tutaj. Właśnie dlatego poprosiłam o pomoc akademię shibusen - powiedziała spokojnie, patrząc Anzelmowi w oczy. - To były moje małe urocze stworzonka. Byłam ich matką, jaka matka mogłaby zabić swoje własne dzieci? - spytała, mając na celu uczynienie tego pytania retorycznym. Dla niej zwyczajnie coś takiego było nie do pomyślenia. Dla nich może niekoniecznie... - Co do przeszukiwania mojego domu, proszę bardzo. Jeśli chcecie tracić czas, oczywiście. Poprosiłam was, byście nie wychodzili z salonu, podczas gdy ja przygotowywałam herbatę. Widzicie, istnieje jeszcze jeden powód, dla którego wybrałam właśnie waszą szkołę, a nie policję, czy prywatnych detektywów. Istnieje świadek śmierci moich dzieci. Tylko to jest dość specyficzna osoba. Nie wiem czy dowiecie się cokolwiek. Nie chciałam, byście przestraszyli się. Moglibyście na przykład wyjść i natknąć się na nią - dodała już trochę bardziej rozluźniona.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Pon Paź 26, 2015 4:23 pm

Wysłuchał kobiety najdokładniej jak potrafił. Oczywiście, rozumiał dlaczego kobieta mówiła takie rzeczy. Rozumiał poczucie Matki - czemu możesz mnie oskarżać o coś takiego? Przecież to były jej dzieci, tak? Jaka Matka zrobiłaby coś złego swoim dzieciom.
A jednak... A jednak chłopak doskonale wiedział, że nie jedna matka była w stanie z zimną krwią zamordować swoje dzieci, a nawet skazać je na jeszcze gorsze cierpienia... W jego oku nie pojawiło się ani zrozumienie, ani pokora. Wręcz przeciwnie, w jego wzroku dało się zobaczyć, że stał się jeszcze bardziej zdystansowany i zimny. To samo dało się czuć w jego głosie.

- Nie chcę być okrutny, jednak z autopsji wiem, że to ludzie są największymi potworami chodzącymi po tej ziemi... - powiedział chłodnym i beznamiętnym głosem. Po chwili jednak podniósł wzrok a na twarzy ukazał się ponownie ten sam zawadiacki uśmiech co na początku. - Niech więc przedstawi nam Pani tego świadka, dobrze? Być może będziemy w stanie wyciągnąć z niej nieco więcej sensu niż się Pani wydaje.
Powiedziawszy to młodzieniec wstał i naciągnął mocniej rękawiczki bez palców na dłoniach. Poprawił pas trzymający cały jego dobytek i spojrzał przepraszająco w stronę Viviki, tak aby tylko Ona to zauważyła. Wiedział, że go nieco poniosło. Kobiety jednak nie miał jeszcze zamiaru przepraszać - nie mógł do póki nie uświadczy na własne oczy, że to nie Ona jest winna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Sro Paź 28, 2015 11:21 am

Vivika wcześnie straciła rodziców, więc nie pamiętała nawet, jak to jest mieć matkę. Z obserwacji wiedziała, że większość matek stara się chronić swoje dzieci. Ale bywały wyjątki. Je także trzeba brać pod uwagę. Zastanawiała się, co Anzelm o tym myśli, więc zerknęła na niego kątem oka. Trochę zaskoczyło ją spojrzenie partnera. Nie spodziewała się, że ten impulsywny wariat potrafi być tak nieczuły. Zmarszczyła lekko brwi, choć musiała przyznać, że chłopak zyskał trochę w jej oczach.
"I znowu gra" pomyślała, gdy znów się rozpogodził. To było ciekawe. Potrafiła go przejrzeć, chociaż częściowo. Ale to wciąż mogło ją intrygować.
- Przy świadku też mógłbyś być ostrożniejszy. Chcę to szybko skończyć, bez zawirowań - mruknęła, gdy Anzelm wstał. Sama też się wyprostowała. - Ale dobrze sobie radzisz - dodała po chwili namysłu. Zabrzmiało to trochę dziwnie w jej ustach, nie zwykła chwalić ludzi.
Dziewczyna miała nadzieję, że świadek nie będzie znajdował się zbyt daleko. Kolejna wycieczka wcale jej się nie uśmiechała. Ale w sumie poza wszechobecną wilgocią nie miała na co narzekać - towarzystwo jej partnera nie było nieprzyjemne, jak sądziła wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Pią Paź 30, 2015 11:35 am

Kobieta westchnęła już kolejny raz tego dnia i spojrzała na chwilę za okno. Lało jeszcze bardziej niż wcześniej, ale to nie było problemem. W końcu świadek znajdował się właśnie w tym domu i nigdzie się nie ruszał przecież.
- Chodźcie za mną  - rzekła i skierowała się w stronę jednych z drzwi salonu. Za nimi znajdował się długaśny korytarz, którym szli w ciszy dobre dziesięć minut z zegarkiem w ręce. Wliczając w to oczywiście masę stopni. Dom z zewnątrz nie wyglądał na aż tak duży na pewno. W końcu dotarli do małego ciemnego pokoju. - Ja nie będę wchodzić. Powiem wam tylko, że odkąd widziała śmierć moich dzieci zachowuje się wciąż tak samo. Siedzi, gapi się w to okno, nie reaguje. Jedyne co udało mu się z niej wyciągnąć, to fakt, że to widziała. Mamrotała na przemian śmierć, duchy i imiona bliźniaków - powiedziała i wskazała ręką drzwi, tym samym oczekiwała, że młodzi wejdą do środka. Już od wejścia dało się poczuć typowy babciny zapach, nie był on jednak strasznie dokuczliwy. Mieszanka szarlotki z cynamonem, o ile to miało jakiś sens. Na przeciwległej ścianie znajdowało się okno, a przed nim fotel bujany z osobą - To moja matka - dodała jeszcze kobieta trochę przestraszonym głosem i zamknęła drzwi za uczniami.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Pią Paź 30, 2015 4:08 pm

Jednooki czuł gdzieś w sobie to, że się uniósł. Po chwili jednak uspokoił swoje serce i pomaszerował za kobietą. Obserwował ściany i masę stopni które mijali razem z Viviką. Obserwował wszystko co był w stanie jednym okiem, resztę zostawił partnerce. Kilkukrotnie opukał niezauważenie ściany obok których przechodzili. Szukał w sumie nawet nie wiedział do końca czego. Wiedział, że jeśli by znalazł to by wiedział.
Stanęli naprzeciw drzwiom i wysłuchali tego co miała do powiedzenia matka ofiar. Zaciekawiło go to niezmiernie. Czyżby coś bardziej nienaturalnego miało z tym wszystkim związek? Duch? Może potwór albo wiedźma? Nie wiadomo, musieli się właśnie tego dowiedzieć.

- Dziękujemy, wrócimy do Pani jak tylko dowiemy się czegoś więcej - rzucił do kobiety gdy wchodził do pomieszczenia.
Wiedział już, co tak go niepokoiło w całym tym budynku. Nienawidził bowiem zapachu starych ludzi. Nawet najmniejsza nuta tego zapachu przyprawiała go o zimny pot na plecach. Jednooki westchnął cicho i podszedł do staruszki. Ukląkł przed nią i przyjrzał się jej twarzy i oczom. Starał się dostrzec jakiekolwiek objawy choroby psychicznej bądź kontroli umysłu. Niewiele ale coś tam o tym wiedział.
Dotknął lekko dłoni kobiety i uśmiechnął się ciepło.

- Witam. Nazywam się Anzelm, a to jest Vivika - powiedział wskazując wolną ręką dziewczynę. Musiał do całej sprawy podejść o wiele delikatniej niż do córki kobiety. - Czy możemy dowiedzieć się, co stało się Pani wnukom?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Pon Lis 09, 2015 8:49 pm

Ona również obserwowała - patrzyła i od razu zapamiętywała drogę. Niby nie wierzyła, że coś mogłoby im się tutaj stać, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Ze słuchaniem było trochę gorzej, ale wzmiankę o duchach i obłąkańczym zachowaniu świadka wychwyciła. Skwitowała to cichym prychnięciem. Ani trochę nie wierzyła w takie rzeczy. Druga rzecz, że kiedyś nie wierzyła w istnienie magicznych broni... Ale przecież duchów nie ma, prawda? To musiała być sprawka czegoś innego.
W przeciwieństwie do partnera, nie miała zamiaru dziękować. Uważała, że to w tej chwili zbędne. Ale podobnie jak on, nie mogła nie poczuć tego nieprzyjemnego zapachu. Starzenie się i nadchodząca śmierć. To było po prostu czuć w powietrzu. Vivika zmarszczyła nos, nawet się z tym nie kryjąc. Zauważyła jednak (jakżeby inaczej), że Anzelmowi przeszkadzało to jeszcze bardziej. Ciekawe czemu? Zapyta go o to potem, przy lepszej sposobności. Kiedy chłopak zatrzymał się, ona stanęła tuż za nim. Po prostu patrzyła. I to znaczenie otwarciej niż wcześniej. W końcu jeśli kobieta zwariowała, co ją może obchodzić to, że jakaś nastolatka się na nią gapi?
W sumie sytuacja stała się dosyć ciekawa. Viv pozostało tylko słuchać i wyciągnąć z tej rozmowy jak najwięcej jak tylko się dało. O ile staruszka cokolwiek im powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Pon Lis 09, 2015 9:42 pm

Tak jak mówiła kobieta ubrana cała na różowo, ze staruszką nie było żadnego kontaktu. Siedziała tylko, gapiąc się w okno, w przestrzeń, nie ruszając się nawet o jeden milimetr. Ręce ułożone miała na oparciach fotela, usta lekko rozchylone, sprawiała wrażenie nieobecnej w tym pokoju w ogóle. Jedynym wyznacznikiem tego, że jeszcze dycha, było to, że jej klatka piersiowa od czasu do czasu unosiła się leciutko. Również słowa Anzelma pozostały bez odpowiedzi. Tak jak groch odbity o trampolinę kilkukrotnie. Zero sygnału, czy czegokolwiek, co mogłoby dać dwóm uczniom Shibusen jakąkolwiek wskazówkę dotyczącą morderstwa dwójki dzieci. Choć... czy na pewno nie mieli żadnej?

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Pon Lis 09, 2015 10:50 pm

Anzelm załamał ręce. Coś w nim pękło, zerwał się na równe nogi i po chwili trzymał w ustach zapalonego już papierosa. W jego oku coś wirowało, coś bardzo nieprzyjemnego. Jakieś wspomnienie, jakaś nigdy nieopowiedziana historia która została ponownie odświeżona tym co się wokoło działo. Mieszanka bezsilnego gniewu i paranoicznego strachu. Czerwonowłosy oparł się o ścianę i wypalał papierosa z niesłychaną prędkością.
Co przeoczyli? Co się stało? Gdzie się stało? "Co się dzieje?!" rzucił sam do siebie w myślach a z ust wydobyły się siarczyste lecz ciche przekleństwa w języku ojców. Rosyjski opływał w najróżniejsze przekleństwa jednak te były niemalże oszczerstwami samego Boga.
Ostatni fragment popiołu oparł na ziemię i młodzieniec uniósł oczy by spojrzeć przez okno na tą zawszoną pogodę. Podszedł do okna i otworzył je na oścież. Oparł się rękoma i jego krawędź i wdychał zimne, wilgotne powietrze Anglii.

- Blać, jedyne co mamy to sparaliżowana szlijuha patrząca w cholerne - i w tym momencie przerwał gwałtownie.
Oko zaszło mi krwią i niemalże nie wypadło żeby powisieć sobie na szypułce. Spojrzał tylko wymownie na swoją partnerkę która na pewno już pochwyciła jego tok rozumowania. Ba! Jeśli już sama przed nim tego nie rozgryzła. Anzelm zarzucił tylko kaptur na głowę i upewnił się co do kierunku w którym patrzyła staruszka. Ocenił wysokość między oknem a ziemią i uwzględniając ją zeskoczył bądź zwisnął i zszedł z okna. Zależnie od potrzeb pomógł zrobić to samo Vivice.
Gdy ta do niego dołączyła zmienił się w karabin snajperski i wylądował w jej dłoniach. Jego fale dusz były opanowane i wyrachowane, niemalże zimne. Wiedział, że dziewczyna być może zasypie go lub przynajmniej siebie dlaczego tak bardzo różni się na zewnątrz. Jednak wiedział też, że nie będzie miała problemu się do nich dopasować.

- Wiesz co musimy zrobić, dzięki lunecie będziesz mogła łatwiej i bezpieczniej ocenić co tam jest i czy nic jeszcze na nas nie czyha... Tak dla świętego spokoju - rzucił w duszy do dziewczyny. Był o wiele bardziej opanowany niż na co dzień. Niemalże zimny tak jak stal karabinu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Sro Lis 11, 2015 10:35 pm

Ten jej wzrok... Jest wyjątkowo wkurzający.
To było pierwsze, co pomyślała. No cóż, nie można po niej przecież wymagać jakiejkolwiek empatii. W końcu to Viv. Podążyła za tym nieprzyjemnym spojrzeniem i... zamarła. Okno. Oczywiście. Patrzyła na to cholerne okno. Za oknem był widok. To była marna wskazówka, ale lepsza niż cokolwiek innego. I prawdopodobnie jedyna, jaką uda im się otrzymać od staruszki. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo Anzelm... No cóż, Anzelm się wściekł.
- Mógłbyś się uspokoić? - syknęła, ale jej cichy głos nie przebijał się przez przekleństwa chłopaka. O tak, dziewczyna rozumiała każde słowo. Doskonale znała rosyjski. - Zwróciłbyś lepiej uwagę na to cholerne...
I urwali dokładnie w tym samym momencie. Anzelm - ponieważ dopiero to sobie uświadomił i ona - ponieważ zaskoczyło ją, że rudy powiedział to, co ona sama. W tym zdumieniu nie zdążyła zareagować na jego nagłą dezercję i jedyne, co mogła zrobić to podążyć za nim. I to właśnie zrobiła. Nie potrzebowała pomocy. Jej kondycja pozostawiała sporo do życzenia, ale zejść z okna akurat potrafiła. Różowa panienka z pewnością zdziwi się, gdy będzie musiała ich ponownie wpuścić do domu (ponownie zupełnie przemoczonych), ale mniejsza o to. Może jeszcze nie zdążyła posprzątać podłogi.
Dziewczyna pewnie chwyciła przemienionego partnera, nie zastanawiając się nad tym, że po raz pierwszy w życiu trzyma w rękach magiczną broń. Poczuła jego fale dusz, choć jeszcze nie do końca rozumiała ich naturę. Wydawały jej się dziwnie niepasujące do nerwowego chłopaka. Była odrobinę ciekawa, czy to przez wzgląd na nią tak się zachowuje. Ale nie zapytała.
- Jeśli coś na nas czyha, to twoją robotą jest mnie obronić, czyż nie? - mruknęła, choć nie tak nieprzychylnie, jak miała w zwyczaju. Nawet jej pasowało to, że Anzelm myślał trochę o przodu.
Vivika spojrzała przez lornetkę na miejsce, w które ewidentnie patrzyła staruszka. Deszcz trochę zaburzał wizję, ale wszystko sprawiało zupełnie normalne wrażenie. W każdym razie władająca nie zauważyła niczego niepokojącego. Powoli ruszyła przed siebie (odsunąwszy się wcześniej od lornetki, oczywiście), ale wciąż czujnie trzymała palec na spuście. Jakby nie spojrzeć, chodziło o morderstwo. Powinni spodziewać się wszystkiego.
W głowie dziewczyna układała różne scenariusze. Jeśli kogoś spotkają, będą musieli go złapać. Nie zabijać. To nic im nie da. Musieli być ostrożni. Jeśli ucieknie, postara się zapamiętać, jak wyglądał. Jeśli ich złapie, będzie musiała polegać na Anzelmie. Zrobi wszystko, by się obronić. Jeśli nie będzie tam żadnego człowieka, przeszukają miejsce. Musiała tam być jakaś wskazówka, chociażby najmniejsza. Jeśli z kolei nie zastaną tam niczego, wrócą do domu i zapytają o to miejsce właścicielkę. Ewentualnie jeszcze raz pójdą do staruszki. Coś wymyślą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Wto Lis 24, 2015 7:00 am

Na przeciw staruszki znajdowało się okno. Zwyczajne, nikomu nie wadzące okno. Widok z okna przedstawiał kolejny dom, wyglądający niemalże tak, jak każdy inny w tej wsi. No, może trochę bardziej zaniedbany od zewnątrz, ale budowany został w tym samym stylu co reszta. Dwójka uczniów Shibusen przeszła przez nie, a następnie zeskoczyła do ogródka różowej landrynki. Następnie Anzelm trzeźwo umożliwił Vivice przyjrzenie się z bliska temu, co znajdowało się w dziwnym domu, na który patrzyła się staruszka. Początkowo dziewczyna naprawdę nic nie zauważyła, jednak po chwili mogła dostrzec lekki cień, przemieszczający się w jednym z okien domu. Chwilę później zakręciło jej się w głowie, a chłopak w formie broni spadł na ziemie, zrywając wszelką zdobytą synchronizację. Co ciekawe, Vivika po krótkiej chwili powróciła do siebie, jednak przez dwie sekundy mogłaby przysiąc, że echem w jej głowie odbił się śmiech dziecka.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Wto Lis 24, 2015 11:18 pm

Chłopak był skupiony bardziej niż gdyby sam musiał strzelać. Mimo wszystko, On to potrafił... Nie był jednak pewien umiejętności swojej partnerki jeśli chodzi o obsługę broni takiego kalibru. Co prawda zauważył, że dziewczyna była nieco zawiedziona jego powolniejszym rozumowaniem - a przynajmniej tak to sobie w głowie poukładał. Jednakże pamiętał, że w jego rękach jest jej życie i nie może sobie pozwolić na żadną wpadkę.
Śmieszna sprawa z tą wpadką, no nie? Anzelm jakby nie patrzeć również zauważył cień w oknie i już po chwili wiedział, że coś bardzo tutaj nie gra. Gdy tylko poczuł, iż dłonie Viviki nie były w stanie go utrzymać przemienił się ponownie w człowieka i podparł dziewczynę. Nie mógł dopuścić, żeby jej też coś się stało. W jego oku pojawiło się tak wiele troski i zaniepokojenia, że mógłby nimi uratować pięć krajów trzeciego świata. Kiedy tylko doszła do siebie odstąpił od niej krok i upewnił się, czy na pewno nic jej nie jest.

- Wszystko w porządku, Vivika? - zapytał zatroskanym głosem.
Po usłyszeniu odpowiedzi po prostu uśmiechnął się zawadiacko, tak samo jak zwykle, nie dając po sobie znać żadnego strachu czy niepokoju. Zmienił się ponownie w broń i wylądował w dłoniach swojej władającej. Tym razem jednak w formie obrzynu.
- Zamierzamy tam wejść, prawda? Karabin snajperski się tam zda na nic - powiedział do dziewczyny. Zaśmiał się cicho pod nosem - Nie martw się, jak będzie trzeba obronię Cię przed wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   Pon Lis 30, 2015 9:09 pm

Viv zdecydowanie nie wierzyła w duchy. Jej racjonalny umysł zwyczajnie nie przyjmował takiej możliwości. Dlatego właśnie, kiedy zobaczyła ten dziwny cień (a była absolutnie pewna, że jej się nie przywidziało) tak czy siak zachwiałaby się na nogach. No bo jeśli to nie duchy to co? I jeśli to jednak duchy... To jak mogli sobie z nimi poradzić?
Słowa Anzelma dotarły do niej z niejakim opóźnieniem, dopiero kiedy udało jej się trochę otrząsnąć. A jeszcze później zdała sobie sprawę z tego, co zrobił. Dziewczyna nie należała do tych osób, które proszą o jakąkolwiek pomoc, a gdy już ktoś chciał jej ją dać, broniła się rękami i nogami. Nie lubiła także być dotykana. Jej partner nawet nie zdawał sobie sprawy, że naruszył jej strefę osobistą podwójnie. I że normalnie by za to oberwał. Ale...
- Nic mi nie jest. Dzięki - wyprostowała się dumnie i zmierzyła go wzrokiem. Wyraźnie słyszała troskę w jego głosie. Całkiem autentyczną troskę. Ale przecież zaraz potem znów wyglądał normalnie, tak jak zwykle. Więc o co chodziło? Jakby nie spojrzeć Anzelm był całkiem zdolnym aktorem.
Postanawiając tego nie komentować, chwyciła pewnie broń. Czuła się nieco odważniej, kiedy miała czym walczyć, nawet jeśli średnio radziła sobie w bezpośrednich starciach. I nawet jeśli jej przeciwnik prawdopodobnie nie był ludzką istotą.
- Nie potrzebuję żadnej ochrony - burknęła cicho, ale w sumie były to dość uspokajające słowa. Szczególnie że Vivika przyzwyczaiła się do tego, że zawsze musi radzić sobie sama.
Powoli ruszyła w stronę domu i weszła do środka (o ile oczywiście drzwi były otwarte). Rozejrzała się dookoła. nieco ciekawa, co tam zastaną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley   

Powrót do góry Go down
 
Wieś położona kilkanaście kilometrów od Helmsley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Szczyt opuszczonej wieży

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Reszta Świata :: Europa :: Anglia-