IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Caril

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 32
Data dołączenia : 06/09/2015

PisanieTemat: Caril   Sob Paź 03, 2015 6:48 pm

MAM DOŚĆ KOTÓW.

Uczestnik: Caril
Poziom: Łatwy
Typ: Misja niefabularna

Pewnego słonecznego dnia, coś się zadziało ciekawego. Caril postanowiła się dzisiaj przespać po zadziwiającym, pełnym różnych wrażeń dniu. Odczuwała narastające zmęczenie, którego nie dało się wyplenić nawet kawą z ośmiu łyżeczek! Nawet taka mocna kawa nie była w stanie jej przebudzić i przywrócić do życia! Ah, a może to po prostu z uwagi na fakt, że miała te całe badania na Hippopotomonstrosesquippedalifobię? Czy jakkolwiek się to zwało? Ta nazwa była tak samo dziwna jak  Taumatawhakatangihangakoauauotamateaturipukakapikimaungahoronukupokaiwhenuakitanatahu, w skrócie Taumata.
Skąd jej w głowie takie chore nazwy? A, nie ważne. Tak więc usnęła.

A obudziła się niedługo później w zupełnie innym miejscu. Nie, to nie był jej dom. Zacznijmy od tego, że usnęła na łóżku, w swoim przytulnym mieszkaniu gdzieś tam w Death City, a obudziła się pod gołym niebem na jakiejś latającej wyspie. Czy tam królestwie. Ciężko było w ogóle się ogarnąć, co gdzie i jak, jednakże sam fakt, że stroma, wisząca nad przepaścią droga prowadzi do jakiegoś miasta u podnóży podniebnego pałacu nie sprzyja temu, aby to miejsce było realne. A może po prostu śniła na jawie? Może ją porwano i gdzieś tam rzucono?
Na jednej ze skał, na której powstał monument konnego rycerza z ostrą kopią coś siedziało. Coś siedziało i grało na czymś... jednak nie dało się w żaden sposób stwierdzić, na czym. Aczkolwiek dźwięki były takie, jakby ktoś grał na liściu, czy coś. A było takie drobne, że z tej odległości, około dwudziestu metrów, nie dało się w żaden sposób określić, co to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 86
Data dołączenia : 26/06/2015
Wiek : 18
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Caril   Pon Paź 05, 2015 8:39 pm

O ile Caril była przyzwyczajona do zmęczenia - przy jej wypchanym aktywnością trybie życia to normalka, o tyle w żaden sposób nie potrafiła zrozumieć tego, co się wydarzyło. Właściwie to ona nie miała pojęcia, co się wydarzyło, po co mówimy o rozumieniu? W każdym razie kiedy się obudziła, nie miała zielonego pojęcia, co powinna zrobić i przez chwilę po prostu gapiła się na tę cudaczną scenerię. Kiedy pierwszy szok trochę minął, spróbowała się uszczypnąć - ale to, co wzięła za sen z jakiegoś powodu nadal nie chciało zniknąć. Rudzielec wziął więc głęboki wdech, jakby miało mu to dodać odwagi, i rozejrzał się dookoła. Wiele razy widywała takie krajobrazy w animowanych filmach i książkach z obrazkami i musiała przyznać, że wtedy wydawały jej się rzeczywiście piękne, ale zostanie wrzuconym do czegoś takiego bez ostrzeżenia? To trochę zmieniało postać rzeczy. Dziewczyna niezbyt wiedziała, co powinna o tym myśleć. Po dokładnym zlustrowaniu tej barwnej scenerii doszła do wniosku, że jedynym zagrożeniem w tym momencie była jej prawdopodobna utrata zdrowych zmysłów. A to jeszcze nie tak źle.
- Dobra, chwilowo to moja rzeczywistość - mruknęła sama do siebie, ale te słowa jakoś nie mogły jej przekonać. - Coś trzeba zrobić.
Władająca z pewnością nie należała do osób, które potrafią długo siedzieć w miejscu, więc już po chwili podjęła decyzję - chciała sprawdzić, jaki muzyk od siedmiu boleści przygrywa sobie w okolicy. Początkowo szła spokojnie w jego stronę, ale wkrótce fakt, że cel zbliża się tak powoli, zaczął ją irytować. Przyspieszyła więc kroku, a po paru metrach tego marszu, puściła się biegiem w jego stronę. Miała nadzieję, że ktokolwiek czekał na skale, wyjaśni jej, co robi w tym miejscu i - co ważniejsze - jak może wrócić do znajomego Death City. Kiedy parę minut później stanęła przed zagadkowym grajkiem była nieco zdyszana i nie bardzo wiedziała, jak zacząć rozmowę, ani czego się spodziewać. Miała szczerą nadzieję, że broń nie będzie jej potrzebna, bo aż do tej pory nie pomyślała nawet, by sprawdzić, czy ją ma.
- Witaj... - powiedziała bardzo powoli i bardzo ostrożnie. - Gdzie ja... Gdzie my jesteśmy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t532-caril-cawthon

avatar
Mistrz Gry
Posty : 32
Data dołączenia : 06/09/2015

PisanieTemat: Re: Caril   Czw Paź 08, 2015 7:31 pm


Obrazek, którego zapomniałam wstawić wcześniej ._. Kliknij żeby zobaczyć pełną wersję

Melodia z każdym kolejnym krokiem ku tajemniczemu grajkowi zdawała się coraz to głośniejsza i głośniejsza, a może to po prostu zwykłe prawa fizyki? Te dotyczące rozchodzenia się dźwięku. A z resztą, z fizyki byłam noga więc nie będę bawiła się w mądralę. Także im bliżej posągu jeźdźca podchodziła Caril, tym głośniej słyszała tę zapętloną melodię zagraną na niewielkim listku. Tuż koło kamiennej podstawy tego cudu architektury znajdował się dziwny kijek z kilkoma listkami i jakimiś owocami, a sama postać była naprawdę ledwo widoczna. Nie dość, że nosiła na sobie płaszcz, to jeszcze była tak maciupeńka, że ciężko było stwierdzić, czy to dziecko, czy może coś innego. A raczej żaden zwierzak na liściu nie potrafi grać takich dobrych melodii!
- A kto to tam żąda mej uwagi?! - zawołał dość donośny, chłopięcy głos. Ciężko było wobec stwierdzić również to, czyż to był mężczyzna czy młody człowiek jeszcze sprzed mutacji. Głosu oczywiście, a nie przed wizytą w Czernobylu. - Ah, toć to ma panienka Caril, miło, oj miło! - dodał po niedługiej chwili. Za moment niedługi płaszcz pofrunął w górę, zawisł w powietrzu, aby prędko ulec prawom grawitacji, a zgodnie ze swoją wagą wylądował długi kawał dalej. Sam właściciel głosu wcześniej siedzący na głowie konia, zeskoczył właśnie na jego grzbiet, potem na nogę jego jeźdźca, na kuper, a zaraz po nogach i trafił tuż przed jej oblicze.
A przed tymże obliczem ukazał się kot. No dobra, przypominający trochę lisa, człekokształtny kot o wysokości może czterdziestu centymetrów. Uszy miał postawione, a w prawym miał dwa kolczyki złote, czerwone oczy dość wielkie, patrzące uważnie na rudą dziewoję, a do tego futerko wokół szyi pięknie podkreślające chyba to, jak ważny on był. Pochwycił w swą zakończoną ciemniejszą barwą brązu łapkę drewniany patyczek wspomniany wcześniej tak, że futerko nieco przydługie nieznacznie zafalowało. Strój zielony miał przyodziany, dość charakterystyczny dla takiej jakby rasy druidzkiej, na prawej łapce kolejne dwa złote ornamenty, tym razem coś pokroju bransolet lub pierścieni, a wszystkiego tego charakteru nadawała długa, naprawdę długa i puszysta kita niczym u lisa. Dlatego ciężko stwierdzić jest, czy to był lis, czy może kot. Rudy lisokot stojący na dwóch łapkach.

- Gdzie żeś jest? Gdzie żech my jesteśmy? Ah, dobre pytanie! A teraz słuchaj mnie uważnie. Jesteśmy w Twojej podświadomości. Czemu? A tego to ja nie wiem. Potocznie na to mówi się o jakimś śnie na jawie. A w tymże śnie znajduje się królestwo. Królestwo Aislinsanyatheseusnehalimitemustardseedmorpheushel - wyjaśnił, pokazując wolną łapką na unoszące się w górze zamki i miasta. - A me imię brzmi normalnie. Jestem Chavescobwebegeusamets, miło mi, panienko Caril.
Po tym przedstawieniu dość dziwnym ukłonił się nisko, przykładając łapkę swą do serca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 86
Data dołączenia : 26/06/2015
Wiek : 18
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Caril   Wto Paź 13, 2015 11:19 pm

Muzyka była całkiem ładna i melodyjna, ale z każdą chwilą, z każdym zapętleniem coraz bardziej drażniła uszy rudej. A może to przez ten instrument? Caril nie potrafiła odpowiedź. Jednakże nie miała też zamiaru się wycofać. Przecież jakiś tam utworek, denerwujący czy nie, nie potrafił jej powstrzymać.
A jednak gdy znalazła się u celu, przez chwilę zwątpiła. Niby nic strasznego. Ot, jakieś... coś na drzewnej gałązce. Jak leśny duszek z książki dla dzieci czy figurka w jakimś tandetnym sklepie z antykami. Ale nie czuła się ani trochę spokojnie czy swobodnie w tej dziwnej, zupełnie obcej przestrzeni, a co za tym idzie, nie wiedziała, czego powinna się spodziewać. A to z kolei oznaczało, że musi spodziewać się absolutnie wszystkiego. Odetchnęła cicho i stanęła wyprostowana, gotowa na rozmowę z tajemniczym grajkiem.
- Jestem... - już chciała odpowiedzieć, ale zamknęła usta, zdając sobie sprawę, że postać już zna jej imię. Ściągnęła brwi. - Miło? - powtórzyła niczym echo, nie do końca świadomie, obserwując poczynania tej... istoty. "Przecież to wygląda jakbyśmy byli w jakiejś kreskówce", pomyślała przez chwilę nieco podirytowana, ale złość szybko ustąpiła zupełnemu zdumieniu.
Kot. Z uszami, ogonem i całą resztą. Caril przetarła oczy i zamrugała. I znów je przetarła. Niewątpliwie to coś, co jeszcze przed chwilą bawiło się w muzyka, co siedziało na pomniku i mówiło do niej tym cudacznym głosem, było stuprocentowym kotem. Niby trochę dziwacznym, ale jednak. Ale od kiedy koty nosiły ubrania i biżuterię? Nie, wróć, od kiedy rozmawiały z ludźmi? Nie, od kiedy w ogóle mówiły ludzkim głosem? Coraz więcej pytań narastało w głowie rudzielca, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła zadać żadnego z nich. Tak więc po prostu stała i gapiła się na nieznajomego z raczej nieszczególnie inteligentnym wyrazem twarzy. Ledwo zdała sobie sprawę, że kot znów zaczął mówić, więc część jego wypowiedzi zwyczajnie jej umknęła.
- Królestwo Aislin... co? - wydusiła z siebie, po czym potrząsnęła głową, nie mogąc nadziwić się własnej głupocie. To akurat był jej najmniejszy problem! - Czekaj, jak to w mojej podświadomości? Jakim śnie na jawie? Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Znaczy wiem, o czym mówisz, ale tego nie rozumiem i... - zacięła się. Musiała się uspokoić. Przecież to się nie działo naprawdę. Po co się tak emocjonować? - Mi też miło, ale proszę, wyjaśnij mi więcej, Chavesco... Mogę to jakoś skracać? Chaves na przykład? - jęknęła z rezygnacją. Nigdy nie była dobra w zapamiętywaniu tak absurdalnie długich nazw.
Następnie dziewczyna rozejrzała się dookoła w ostatniej desperackiej nadziei, że pojawi się któryś z jej znajomych i zawoła "patrz, jaki żart ci zrobiliśmy!" albo że znajdzie coś, co obudzi ją z tego dziwacznego snu. Oczywiście na próżno. Z cichym westchnieniem zdecydowała, że skoro tak się sprawy mają, musi poświęcić temu światu jeszcze chwilę swojego życia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t532-caril-cawthon

avatar
Mistrz Gry
Posty : 32
Data dołączenia : 06/09/2015

PisanieTemat: Re: Caril   Sob Paź 17, 2015 8:52 am

Pierwsze zapytanie podane przez naszą czerwonowłosą spotkało się nie ze zrozumieniem, a z patykiem. Patyk uderzył ją w nogę pod wpływem ruchu, w który wprawiła go łapka Chavescobwebegeusametsa. Ból nie był jakiś potworny, jednak zdecydowanie mógł ją rozproszyć. Czyżby właśnie Caril miała przyjemność spotkać kocią wersję Excalibura?
- Głupia!
I nagle te myśli się ziściły. Zupełnie tak, jakby osoba pisząca czytała w myślach oso... nie ważne, przecież to jest oczywiste, że osoba pisząca czyta sobie w myślach. To stwierdzenie było wręcz... bez większego sensu.
- Było mnie słuchać! Królestwo Aislin- sanya- theseus- nehalimi- temustard- seed- morpheus- hel! Królestwo Snu! - krzyknął na nią znowu, wyraźnie poddenerwowany faktem, że Caril nie była na tyle rozgarnięta, aby zapamiętać tę przecież dziecinnie łatwą nazwę. Ciekawe tylko, ile jemu zajęło zapamiętywanie jej. Tak samo, jak własnego imienia, przecież to tylko iście demoniczny twórca musiał je wymyślić. Ups, proszę mnie nie wołać, ja tu muszę się skupić na poście!
- Naprawdę nie potrafisz zapisać w swej pamięci imienia Chavescobwebegeusamets? Dobrze, niech będzie Chavesco, jednak nie dziw się, młoda damo, jeśli Cię zignoruję, bo wszyscy do mnie pełnym imieniem się zwracają! - zakomunikował. Postawił patyk prosto, trzymając go dalej odkaszlnął trochę i zaraz zwrócił swoje ślepia ku Caril. Spojrzenie na nią nie padło na zbyt długo, bowiem zaraz odwrócił się, przeszedł kawałeczek i spojrzał się na unoszące w górze miasto.
- Jeśli już chcesz skrótowców, to proszę. Aislyn to świat Twojej podświadomości, która budzi się w określonych warunkach. Na przykład jeśli podane Ci zostały jakieś leki. Albo coś w tym stylu. Brałaś ostatnio jakieś leki o nieznanej nazwie? To by wiele wyjaśniało. Żeby się wybudzić, musisz znaleźć coś, co Cię tak naprawdę wybudzi do stanu użyteczności. I nie jest to jakaś tam fiolka. Wiem, co to dokładnie jest. Ale Ci nie powiem!
Stwierdzenie kota nie było jej zbyt na rękę. I nie, nikt nie przyszedł. Żadnego "mamy cię!", żadnej ukrytej kamery. Żadnej ekipy telewizyjnej, żadnej Ukrytej Prawdy czy Trudnych Spraw. Była tutaj tylko Caril i ten wredny kocur, który nie chciał jej wyjawić sposobu na wydostanie się stąd!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 86
Data dołączenia : 26/06/2015
Wiek : 18
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Caril   Wto Lis 17, 2015 8:42 am

Ruda syknęła cicho, gdy dosięgła ją prowizoryczna laska. Nie to, żeby uderzenie było jakieś bardzo silne. Raczej nieprzyjemne. I zdecydowanie wolałaby tego nie powtarzać, tym bardziej, że zaraz po tym ciosie nastąpiła jeszcze obelga. Caril zmarszczyła brwi, wybitnie niezadowolona. Głupia? Ona? Już ona by mu pokazała, kto tu jest głupi...
Na szczęście dziewczyna równie szybko wpadała w złość, jak i ją opanowywała. Wzięła dwa głębsze wdechy. To sen, głupi sen, czy cokolwiek w tym rodzaju. Nie ma sensu irytować się z powodu postaci z mojego snu, to przecież zupełnie nielogiczne - powtarzała sobie w myślach nieustannie.
- Ach, więc to jednak jest sen! - wymsknęło jej się. To było jedyne, co zapamiętała z wypowiedzi Chavesco i jednocześnie jedyne, co była w stanie wymówić. Zaraz, zaraz, czy ona nie uczyła się równie długich nazw zanim się tu znalazła? To chyba był zwyczajny przypadek?
Pomimo, że Caril odzyskała już część spokoju, za każdym razem, gdy gadający kocur otwierał usta, znów miała ochotę się zirytować. No bo za kogo on się w ogóle uważał, że rozmawiał z nią w ten sposób? Westchnęła cicho, domyślając się, że dopóki ów cudaczny sen nie raczy się zakończyć, będzie zmuszona znosić towarzystwo tej męczącej persony. Że też jej podświadomość musiała stworzyć tak nieprzyjemną istotę!
- Ciekawe, czy są tu jacyś inni, czy po prostu ma jakieś omamy - mruknęła sama do siebie, słysząc ewidentne przechwałki kota. Zaraz jednak uśmiechnęła się miło (a w każdym razie miała nadzieję, że wyglądało to w miarę miło), czując, że jej przymusowy towarzysz się w nią wpatruje. Nie lubiła, gdy ktoś gapił się na nią w taki sposób - nigdy nie wiedziała, czego się wtedy spodziewać.
- Leki o nieznanej nazwie? - powtórzyła za nim jak echo. Wreszcie zaczęła go słuchać, bo też Chavesco wreszcie zaczął mówić z jakimś sensem. Poza tym to, jak trafiła do tego dziwnego świata mogło jej dać wskazówkę, jak szybko się stąd wydostać. - Ale co to ma w ogóle do rzeczy... Przecież nazwa to tylko nazwa i... Jakiego stanu użyteczności? - niby wypowiedź kota jakiś sens miała, ale fakty ani trochę nie docierały do Caril. A to ostatnie zdanie... - Jak to mi nie powiesz? Co to ma znaczyć, że mi nie powiesz? Przecież chcę stąd kurde wyjść! Co mam zrobić?
Ruda najchętniej waliłaby głową o ścianę. Że też musiała egzystować akurat z kimś takim! Chociaż w sumie jeszcze chętniej usłyszałaby, że aby opuścić to miejsce, musi pokonać Chavesco. O, taka mała zemsta byłaby jej bardzo na miejscu. Przebywała tu tak krótko, a nerwy już jej siadały. Władająca rozejrzała się z rezygnacją jeszcze jeden, ostatni raz. Ostatnia szansa na to, że poza kotem w okolicy był ktoś jeszcze, może nieco bardziej empatyczny i skłonny do współpracy. Ale oczywiście nic z tego. Musiała zdać się na tę potworną istotę i liczyć, że szybko coś z niego wydusi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t532-caril-cawthon

avatar
Mistrz Gry
Posty : 32
Data dołączenia : 06/09/2015

PisanieTemat: Re: Caril   Czw Gru 03, 2015 8:24 pm

- Nie powiem. Bo musisz do tego sama dojść. Głupia! - zawołał niczym istny Excalibur. Choć sama Caril go nie miała prawa znać, tak osoby czytające tę wiadomość z pewnością kojarzą tego dziwnego, denerwującego, białego stwora z laską i cylindrem. Nie dość, że Chaves zachowywał sie jak on, to jeszcze znowu zbił ją w nogę gałązką.
- Idziemy! I nie pytaj o tak zbędne rzeczy, dziewczyno!
Momentalnie, kiedy skończył swą rzecz mówić, ruszył przed siebie. Kijek wystawił sprzed siebie w pionie, poruszając w górę i w dół, niczym na jakimś marszu z orkiestrą. Orkiestrą składającą się z jednej osoby, czyli z Caril. Szedł prędkim krokiem, jednakże w porównaniu do chodu czerwonowłosej, ze względu na różnicę w długości łapek, było to niczym naprawdę powolny marsz.
Po kilku przerwach po parę minut, w końcu dotarli do miasta. Dokładniej to pierwszej jego części (patrz: obrazek, ta pierwsza wyspa licząc od dołu). A czemuż to trzeba było się zatrzymać? Bo ktoś stwierdzał, że bardzo go bolały łapki. No jakby tak nie pędził, to by go nie bolały. Kiedy jednak już przekroczyli pierwszy łuk powiadamiający o wkroczeniu do wioski jakiejś, bez żadnej długiej nazwy (nazwy z resztą chyba nie miała, chociaż było na szyldzie napisane "Wioska Wioska"), on podniósł łapkę z  kijkiem, aby zaraz nim machnąć na bok. Trochę jak mieczem, ale dość tandetnym, bo z jakimś owockiem.
- To tutaj zaczynamy nasze poszukiwanie kwiatu ambrozji! A, chwila, czekaj, to nie był kwiat ambrozji. Amberu? Ah, no dobrze, nie pamiętam. Rozpoczynamy poszukiwania lekarstwa!
Tylko jak to lekarstwo wygląda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Caril   

Powrót do góry Go down
 
Caril
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Eventy i Misje :: Trwające :: Trwające Misje-