IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość

Gość

#1PisanieTemat: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sro Wrz 30, 2015 1:45 am

Czajnik elektryczny w pokoju nauczycielskim głośno cyknął sygnalizując, że woda się już zagotowała. Hokori tylko na to czekał i natychmiast nalał wrzątku do dużego, termicznego kubka, zalewając tanią, rozpuszczalną kawę z torebki. Zanim wymieszał napój odsunął się odrobinę, aby nie blokować dostępu do tego jakże ważnego urządzenia czekającej za nim praktykantce. Iki nie znał jej za bardzo, w sumie nic dziwnego, skoro nigdy nie integrował się z gronem pedagogicznym Shibusen, mimo to zdążył zauważyć, że straszna była z niej ciapa. Także tym razem uwidoczniła się ta niezbyt pochlebna cecha dziewczyny i to w całkiem widowiskowy sposób, albowiem wylała ona sobie odrobinę wrzątku na dłoń. Następnie w odruchu bezwarunkowym związanym z bólem wypuściła zarówno szklankę, jak i czajnik na podłogę rozlewając całą ich zawartość. Hokori nie pomógłby jej nawet, gdyby miał sporo czasu, a w tej chwili to już na pewno, bo zbliżał się termin jego lekcji. Upewnił się tylko, czy dziewczynie nie stało się nic poważnego, wziął rzutnik i zestaw slajdów pod pachę, w lewą rękę kubek z kawą, a prawą chwycił kwadratową klatkę nakrytą ciemnym materiałem i wyszedł na korytarz.
Pod klasę dotarł jeszcze podczas przerwy. „I dobrze, będę miał czas, żeby wszystko przygotować.” pomyślał otwierając drzwi. Iki żył w przekonaniu, że jako nauczyciel dobrze zjawić się jeszcze przed lekcją, a na pewno nie należy przyjść po czasie. Na spóźnienia uczniów, nawet notoryczne, zawsze przymyka się oko, a wystarczy, że belfer spóźni się raz i już ma przyklejoną łatkę do końca życia.
Na biurku postawił kubek z kawą, a koło niego rzutnik, który od razu włączył, żeby zaczął się nagrzewać. Lubił ten sprzęt, chociaż był on strasznie stary. Przynajmniej nie ciął się i nie psuł w najmniej oczekiwanych momentach, jak te nowe, niedawno kupione przez akademię. Klatkę opuścił na ziemię, a potem bezprecedensowo kopnął ją głęboko pod stół, żeby nie przeszkadzała. Teraz wystarczyło tylko zaciągnąć, ciężko chodzące żaluzje na oknach i można delektować się kawą czekając na studentów.
„Ciekawe kogo dzisiaj zobaczę?” rozmyślał przywołując wspomnienia uczniów bardziej, lub mniej regularnie uczęszczających na jego wykłady. Na lekcji kwalifikacyjnej, która była testem Shinigamiego dostał jakieś szczególnie uzdolnione aniołki, bo nigdy później nie zdarzyło mu się wykładać przy tak miłej atmosferze jak wtedy. „Eh, uczniowie NOTu to głównie tępaki, myślące, że wiedźmę, czy potwora można pokonać za pomocą samych mięśni i synchronizacji z partnerem. Czasami wydaje mi się, że misja niszczenia Shibusen od środka nie ma sensu, bo ta szkoła całkiem dobrze daje sobie z tym radę sama.” Jego tok myśli zboczył na strasznie pesymistyczne tory. Nawet tak bardzo, że po raz kolejny w ciągu ostatniego miesiąca pomyślał o powrocie do Włoch. Ale nie mógł, nie kiedy Arianna znajdowała się gdzieś tutaj, w Death City.
Zadzwonił dzwonek, a Hokori gapił się na puste dno kubka, zastanawiając się czemu wyżłopał całą jego zawartość, skoro za chwilę ma się spotkać z grupą uczniów. Taką, która ma potencjał na podniesienie mu ciśnienia zdecydowanie efektywniej niż ta okropna lurka, kupiona w pobliskim supermarkecie.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#2PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sro Wrz 30, 2015 7:05 am

Któż się zjawił jako pierwszy na sali? Pan i Władca. No dobra, nie licząc nauczyciela, Millenium najpewniej jako pierwszy wszedł do sali, biorąc ze sobą księgę, oczywistym było, że powiązana z tematem. "Stworzenia mitologiczne, czyli potwora opisanie", zawierająca w sobie opis praktycznie każdego poznanego w różnorodnych mitologiach potworów, czy nawet też bogów. No nie tylko mitologiczną, bowiem wierzenia różne też były, a także przedstawiciele potwornej strony.
Jednak prędko zajął miejsce na sali, zerknął na swego belfra i przez niedługi moment zaczął się zastanawiać. Słyszał o nim co-nieco, acz nie chciał rozsiewać niepotrzebne plotki. Ponoć kolejny potwór w akademii. Ponoć. Millenium nie wiedział, czy to prawda, ale chyba wygląd sam za siebie mówi. Jednakże po ostatnich wydarzeniach w Death City oraz wieści na temat całej szkoły, nic go chyba już nie zdziwi. Zaginięcie nauczycielki wychowania fizycznego, poszukiwanie syna Shinigamiego. I tym podobne. Także nic co ludzkie Milleniumowi nie jest obce.
Zajęte miejsce obejrzał, sprawdzając czy przypadkiem nie było nic świeżo lakierowane. Nie stawiał na to, ale wolał się nie przykleić do jakiejś gumy czy czegoś, bo to wcale nie jest fajne żeby odklejać takową od spodni. Albo do płaszcza w kolorze czarnym, który zwykł nosić do Zawodówki.
Co, jak co, ale nie należał do osób, które przychodzą tutaj tylko po to, aby nauczyć się walki w praktyce, choć te zajęcia lubił, jednak był z niego również i teoretyk. Lubił czytać i słuchać, co inni mają do powiedzenia. Nie uważał, że jedynie siła może pokonać potwora czy wiedźma - trzeba używać do tego głowy. Zastanawiał się więc, co dalej, kto to przyjdzie mu potowarzyszyć lub poprzeszkadzać, a w międzyczasie położył na "stół", albo raczej ławę księgę swą, grube tomisko. Miał w nie powkładanych chyba tysiąc zakładek, każda opisana. "Harpia", "meduza", "minotaur", "chimera", "gryf", czy chociażby sam Fenrir czy też Valknjöggr. Było kilka stworów z lokalnych wierzeń słowiańskich czy innych. Leszy, Vucari... a to drugie? Wystarczyło nazywać go wilkołakiem, acz Vucari według Pana i Władcy bardziej pasuje. I tak więc czekał na początek wykładu.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#3PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sro Wrz 30, 2015 5:53 pm

Jej pierwsze zajęcia od dłuższego czasu, no przynajmniej będzie miała przerwę od tej akcji w kuchni. Ręka jej piekła, a teraz przestała i jest tylko lekko czerwona od zewnętrznej strony, choć lepsze to niż bąble czy inne poważniejsze rany. Wolnym krokiem z akademika skierowała się ku zajęciom, wyciągnęła się leniwie w trakcie, kiedy przechodziła między korytarzami by znaleźć odpowiednią salę. O dziwo nie trwało to dłużej niż sama przypuszczała. Zapukała delikatnie przez drzwi i weszła do środka rozglądając się na boki o dziwo była jedną z pierwszych uczniów, choć dostrzegła też jakiegoś ciemnowłosego chłopaka, którego minęła jakoś w sali.
-Jeszcze nikogo nie ma? - powiedziała cicho pod nosem sama do siebie po czym rozejrzała się powoli po sali. Następnie usiadła w ławce i czekała na resztę uczniów.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#4PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sro Wrz 30, 2015 7:26 pm

Jego ciężkie kroki słychać było jeszcze jakiś czas zanim dotarł do klasy. Okute glany robiły swoje jeśli chodzi o ogłaszanie nadejścia Barbarzyńcy. Zatrzymał się na chwilę przed drzwiami i westchnął ciężko. Nie powinno go tutaj być, powinien trenować z Maki, uczyć Ją jak opanować jego furię i zmienić w najlepszą broń na świecie. Zamiast tego został skierowany na jakieś nudne zajęcia teoretyczne. Powoli zaczynał mieć dość tej szkoły. Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się wokoło. Nauczyciel wyglądający jakby ostatni bezpiecznik utrzymujący go przy normalności miał zaraz puścić. Wycyckany laluś który wyglądała jak typowy "co to nie ja", a na końcu jakaś cycata kujonka z białymi włosami. No nic, nie był przynajmniej jedyny, a z jej piersiami na pewno skupi więcej uwagi niż Farr. Zawiedziony całym dniem i całą w sumie szkołą posadził swój tyłek gdzieś na końcowej ławce, założył nogi na stół, a ręce splótł za głową. Po prostu nie mógł się doczekać "nauki".
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#5PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sro Wrz 30, 2015 10:07 pm

Gdy stanęła pod salą wykładową, westchnęła cicho i zastanowiła się poważnie, co tu robi. Prawdopodobnie gdyby nie narzekanie Leonis – nigdy by tutaj nie przyszła, ale ta upierając się, że dowiedzenie się nowych rzeczy o samych sobie jest fajne, ciągle mówiła tylko o tym. Westchnęła ponownie, tym razem ciężko, i z bólem przyznała, że przyszła tu tylko po to, by uwolnić się od jej nieustanej paplaniny. Nie zamierzała wynieść wiele nowych rzeczy z tej lekcji, bo w końcu sama była potworem, choć nie wiedziała całej masy rzeczy, więc jej wiedza na ten temat była obszerna.
Poprawiła czarną spódniczkę od mundurka, przegładziła kremowy sweterek w serduszka i nieśpiesznie otworzyła drzwi, wchodząc do środka. Omiotła salę szybkim spojrzeniem i poszła do jednej z tylnich ławek, siadając przed ‘’mającym gdzieś cały świat’’ chłopakiem, którego postawa ewidentnie pokazywała, że nic go nie interesuje, a w domu nie nauczono, że nogi trzyma się na ziemi. Wyciągnęła ze swojej torby jakiś zeszyt i długopis, po czym ponownie rozejrzała się po klasie. Niedaleko siedziała jasnowłosa dziewczyna z dużymi piersiami, a jeszcze gdzie indziej ciemnowłosy chłopak, który był perfekcyjnie przygotowany do lekcji. Na przedzie klasy odnalazła nauczyciela i kiwnęła mu głową, gdy ten akurat spojrzał w jej stronę. Odwróciła się do chłopaka za nią i przywitała się – Cześć, jestem Leone – przy okazji przedstawiając się nieznajomemu uczniowi, bo skoro miała już tu siedzieć, to miło by było, gdyby mogła z kimś porozmawiać – Mam nadzieję, że będzie coś ciekawego, bo ponowne słuchanie o ‘’magicznych i niemagicznych’’ jest nudneee – na dowód tego, przeciągnęła ostatnie litery, ziewając.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#6PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sob Paź 03, 2015 11:33 pm

Powolne kroki rozległy się po pustym labiryncie korytarzy Shibusenu. Do początku zajęć zostało jeszcze dużo czasu, Nico nie miał powodu się spieszyć. Przemijał zakręt za zakrętem, aż wreszcie zobaczył poszukiwane drzwi, w których właśnie zniknęła jego władającą. Fajnie. Będzie z kim porozmawiać. Spojrzał na zegarek. 10 minut. Jednym słowem dużo czasu. Następnie pchnął drzwi i wszedł do środka. Rozejrzał się. W klasie oprócz nauczyciela było 4-rech uczniów. Jednym z nich była Leone. Zauważył obok niej jedno wolne miejsce, wiec ruszył w tamtą stronę. Po drodze przywitał się z nauczycielem, który beztrosko sączy kawę z kubka. Następnie obejrzał dokładnie trójkę uczniów znajdujących się w klasie. Na początku obejrzał bruneta z całą biblioteką na ławce. Z tyłu siedziała dziewczyna o białych włosach i z niezłym dekoltem. W tym samym rzędzie siedział jakiś nie wychowany cham. Pewnie jakiś miejscowy kozak. Nicolas nie lubił takich osób. Chociaż zawsze dawał jedną może dwie szanse im. Ponieważ nie są zbyt sprytnie i bardziej polegają na swoich mięśniach. Przed nim siedziała Leone, próbując jego zagadać.
- Hejka Leo! - Powiedział podchodząc do władającej. - Mogę się dosiąść? - Spytał się dziewczyny, a następnie dostawszy zgodę usiadł obok. Ze wnętrza płaszcza wyjął swoją książkę. Była ona zawsze inna, i zawsze stosowną do sytuacji. Czasami śmiali się, że nosi tam całą bibliotekę, ale to było nie tak. Następnie z torebki przewieszonej przez głowę wyjął resztę rzeczy. Było to małe pudełeczko na pióro i dwa notesy. Jeden z nich był pusty, a drugi był wypełniony po brzegi. Można by było go nawet nazwać książką, bo taką właśnie pełnił funkcję. Zapisał go Nico, gdy został bronią Leo. Chciał on lepiej poznać świat potworów, dlatego zaczął studiować ich. Spisał on, uporządkował większość znanych mu nie ludzi. Następnie spisał informacje ogólne i oddzielnie informacje najważniejsze. Były to ich słabe strony, mocne i różne inne przydatne rzeczy, które należy znać o nich.
Gdy wypakował wszystko, to zdjął płaszcz i usiadł na swoim miejscu.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#7PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Pon Paź 05, 2015 12:44 am

Iki i tak miał zamiar poczekać kilka minut na spóźnialskich, ale tym razem, o dziwo, wszyscy zjawili się z grubsza na czas. No ale nie można oceniać uczniów po pierwszym, dobrym wrażeniu, prawda? Takie zachowanie prowadziłoby tylko do wielkich rozczarowań. Będąc nauczycielem należy zawsze brać pod uwagę tylko najgorszy możliwy scenariusz, a wtedy, być może, doświadczy się czasem pozytywnego zaskoczenia.
Hokori widział tych studentów na żywo po raz pierwszy, wcześniej jednak poznał ich nazwiska i wygląd wykonując papierkową robotę i podpisując dokumenty każdego z zapisanych na jego kurs. Nie musiał nawet sprawdzać listy, żeby widzieć kto jest kim. Zresztą sprawdzanie obecności i tak nie miało najmniejszego sensu, bo niby kto to egzekwował? Uczniów NOTu po prostu przepychano na następny rok, szczególnie jeśli któryś był uciążliwy i żadnemu nauczycielowi nie chciało się użerać z nim przez kolejne dwa semestry.
Kubek po kawie powędrował do szuflady, a belfer wstał i przyjrzał się kursantom. „Piątka, z czego co najmniej dwóch jest jako tako zainteresowanych przedmiotem… albo noszą te wielkie tomiszcza, żeby przypakować.” Stwierdził w myślach, apotem głośno się przedstawił.
- Nazywam się Iki, Iki Hokori. To, że jestem nauczycielem bestiarystyki powinniście wiedzieć zapisując się na lekcję. – Ostatnie zdanie powiedział z lekceważeniem i dość pretensjonalnie. – Jako iż bardzo często zdarza się, że niektórzy uczniowie znają całą mitologię swojego rodzimego kraju na pamięć nie prowadzę lekcji zgodnie z podziałem na regiony. Tacy studenci nudzili by się wtedy niemiłosiernie. Zamiast tego przekazuję niezbędną wiedzę tematycznie. – Iki poślinił palec i przewrócił stronę leżącego na biurku dziennika, a potem przeczytał co znajdowało się w odpowiedniej rubryczce. – Dzisiaj opowiem co nieco o zmiennokształtnych. – idąc w kierunku rzutnika dodał jeszcze - Jak chcecie zapisujcie, jak nie to nie. Ważne żeby cokolwiek pozostało wam w głowie.  
Gasząc część lamp w okolicy nauczycielskiego podestu i szperając w pudełku ze slajdami Hokori rozpoczął wykład. Mówił melodyjnym głosem, akcentując ważniejsze słowa i nazwy.
– Większość potworów da się łatwo rozpoznać po wyglądzie. Weźmy na ten przykład mnie. – Tutaj Iki wskazał na swoje całkiem pokaźne rogi. – Raczej nikt nie pomyli kogoś o takiej aparycji z człowiekiem prawda? Zupełnie inaczej sprawa ma się na przykład z demonami, które z założenia mogą ukryć swoje nieludzkie cechy. Ale dzisiaj nie o demonach, bo takich należałoby omawiać indywidualnie. Skupimy się na ogólnych grupach zmiennokształtnych potworów i ich właściwościach. Na początek może coś prostego i dosyć znanego.
Spoiler:
 
Wilkołak, najpowszechniejszy gatunek potworów zdolnych do przeobrażania się. Niektóre odmiany potrafią w pełni kontrolować przemianę, a inne zmieniają kształt jedynie podczas pełni. Wiadomo jednak, że w tej fazie księżyca obydwie stają się zdecydowanie silniejsze i bardziej agresywne. To, że wilkołaki są wrażliwe na srebro jest prawdą jednak u każdego z nich objawia się to inaczej. Tak samo jest z reakcją na tojad oraz mikstury na jego bazie. Organizmy słabszych wilkołaków będą reagowały na obydwie substancje gwałtowniej, w skrajnych przypadkach objawy mogą być nawet śmiertelne, najczęściej jednak kończy się jedynie na osłabieniu i powierzchownych ranach.
Spoiler:
 
Oczywiście zwierzęcych rodzajów potworów o własnościach przypominających te wilkołaków jest ogrom. Pośród nich możemy wyróżnić między innymi kotołaki, w japońskiej kulturze zwane bakeneko, lub nekomata. Te w ludzkiej postaci są praktycznie nie do odróżnienia od zwykłego człowieka. Zdarza się, że pożerają swoją panią aby przyjąć jej kształt i zająć miejsce. Jedynym sposobem na odkrycie prawdziwej natury kotołaka jest obserwacja jego reakcji na złoto, lub koleus, które są odpowiednikami substancji oddziaływujących na ich wilczych „krewnych”.
Spoiler:
 
W kraju kwitnącej wiśni występują jeszcze dwa osobliwe stworzenia zasługujące na uwagę z racji swojego pozornego podobieństwa do już przeze mnie wspomnianych. Są to tanuki i kitsune. Należy jednak zwrócić uwagę, że przemiana obydwu tych gatunków nie jest fizyczna, a stanowi jedynie wysokopoziomową iluzję optyczną. Jeśli wie się, że nie obejmuje ona lisiego lub szopowego ogona to przełamanie jej nie powinno stanowić problemu.
Spoiler:
 
W przypadku wilkołaków i kotołaków przemiana przynosi korzyści takie jak zwiększona mobilność, wytrzymałość, czy siła. Dla innych rodzajów potworów nie to jest najważniejsze i wykorzystują one tą własność do innych celów. Między innymi do wabienia ludzi jak błędne ogniki, czy potomkowie Empusy, greckiej bogini strachu. Ustrzeżenie się przed ich omamami jest trudne i wymaga niesamowicie silnej woli, a pomóc może między innymi zadawanie sobie samemu bólu.
Spoiler:
 
Nawet w mitologii celtyckiej i skandynawskiej nie zabrakło stworzeń kuszących swoim wyglądem. Kelpie, której najczęstszymi ofiarami są nieopatrzni podróżnicy czasami przybiera postać brutalnego, włochatego bandyty o nadnaturalnej sile, miażdżącego napotkanych wędrowców, jednak zdecydowanie częściej wygląda jak piękny wierzchowiec czystej krwi stojący samotnie nad stawem, czy rzeką. Jest pozornie łagodna i bez oporów daje się dosiąść, uczynienie tego jest jednak równoznaczne ze śmiercią. Kelpie, inaczej zwana wodnym koniem wbiega wtedy z takim człowiekiem na grzbiecie w odmęty i po prostu go topi.
Jeszcze inne potwory wykorzystują możliwość zmiany wyglądu jedynie jako kamuflaż, lub po prostu urozmaicenie. Do takich zaliczamy dosyć przyjazne słowiańskie kołbuki, które oprócz ludzkiej potrafią przyjąć kurzą, kaczą, gęsią, sroczą, lub kocią postać. Powstają one z zakopanego pod progiem, poronionego płodu i posiadają jego duszę. Swoim gospodarzom przynoszą szczęście i dobrobyt, ale jedynie kosztem sąsiadów, a pozbyć się ich można jedynie grzebiąc takie dziecko, w stosowny sposób, na cmentarzu.

Spoiler:
 
Na słowiańskich ziemiach spotkać można jeszcze chały, żmije, czy jak kto woli adżachy, mające aparycję podobną do smoczej, lub wężowej, ale potrafiące zmieniać ją na ptasią, a nawet ludzką. Stwory te są agresywne, niszczą uprawy i budynki, a ich wielkość pozwala im powodować zjawiska podobne do astronomicznych, jak zaćmienie słońca, czy księżyca. Rozpoznać taką mógł jedynie człowiek o dotkliwej niepełnosprawności, jak ślepota, lub taki, który posiadał sześć palców.
Po pokazaniu ostatniego slajdu Iki wyciągnął wtyczkę z kontaktu, tym samym wyłączając rzutnik i z powrotem zapalił światło. Mimo, że przedstawiał ten temat już zapewne po raz enty, nie wyglądał na znudzonego. Nie obchodziła go też zbytnio postawa, słuchających go, lub nie, uczniów, chociaż miał nadzieję, że skoro już pojawili się na wykładzie to wyniosą z niego jakąś wiedzę. Już dawno zdał sobie sprawę, że do nauki nie można przymusić, a jedynie zachęcić. Batonów, ani innych nagród za przychodzenie na jego lekcje nigdy nie miał zamiaru rozdawać, ale czy sama możliwość dowiedzenia się czegoś nowego nie jest zachęcająca? Iki rozejrzał się po klasie z nadzieją, że tym razem nie zobaczy miny zaprzeczającej jego teorii i zakończył monolog jednym prostym zdaniem:
- Czy są jakieś pytania?

//Nudy na pudy, flaki z olejem... ale są obrazki
Nie ma kolejki! Kto pierwszy ten lepszy. Nie czekać na Milleniuma, bo 1000 lat to on będzie zdrowiał.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#8PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Wto Paź 06, 2015 9:06 am

Być może jego poza i zachowanie o tym nie świadczyło jednak szanował nauczyciela który marnuje swój czas na takie bzdury. Bardzo docenił też fakt, że ktoś usiał gdzieś w okolicy jego butów i zagadał do niego. Nie byłoby dzięki temu tak nudno jak mogłoby się wydawać. Uśmiechnął się do Leo ciepło.[ /i]
- Cześć, jestem Farirrlan. I też mam nadzieję, że nie będzie to kolejny wykład na podstawie podręcznika - powiedział ciepłym i głębokim głosem, tak już miał.
Już chciał zagadać bardziej do dziewczyny, dowiedzieć o niej nieco więcej ale nie. Jakiś wychuchany złoty chłopiec podszedł do Leone. Wyraźnie było widać, że uważał się za kogoś lepszego. Barbarzyńce wkurzyło to nie na żarty. Nie będzie mu jakiś chłoptaś z dobrego domu patrzył nań z wyższością. Oj nie, jeśli myślał, że ujdzie mu to na sucho, srogo się mylił. Nie okazał jednak gniewu, postanowił rozegrać to nieco inaczej, a Leo była bardzo piękną dziewczyną. Zgrabnym ruchem zdjął nogi z blatu i nachylił się ku dziewczynie. Zbliżył swoje wargi do ucha niewiasty.

- Nie znamy się za dobrze, ale piękno twoich rubinowych oczu nie może ujść bez komplementu - wyszeptał dziewczynie do ucha delikatnie muskając je ustami. Wolną dłonią włożył dziewczynie między włosy białą papierową różę. - Będzie idealnie podkreślać twój płomienny urok, Leone... - wyszeptał cichym, ciepłym i delikatnym głosem.
Wszystko co powiedział było prawdą, dziewczyna wpadła mu w oko już z pierwszym momencie w jakim weszła. Być może było w tym wszystkim nieco uszczypliwości do blondaska jednak nie chciał, żeby dziewczyna odebrała to w jakikolwiek omylny sposób więc nawet nie spojrzał na chłopaka.
W tym momencie zaczął się horror. Nauczyciel zaczął lekcje. Farirrlan on młodości trenował aby walczyć z potworami i bestiami, a wszystko czego teraz słuchał znał ze starożytnych zwojów które miał jego opiekun. No nic, przynajmniej spędzi trochę czasu z tą czerwonowłosą pięknością
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#9PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Wto Paź 06, 2015 12:53 pm

Kiedy tak siedziała trochę zamyśla akurat nauczyciel zaczął wykład. Kiedy weszła usłyszała też, że inni wchodzą do sali obróciła się oczywiście ciekawa kto wszedł. Nie było ich sporo, ale może to i lepiej. Dostrzegła również, że trzy osoby zebrały się w grupkę i tylko ona oraz jakiś chłopak siedzą osobno. Westchnęła i kiedy się obróciła, wyciągnęła zeszyt i leniwie zapisywała to co dyktował nauczyciel, również przyglądała się obrazkom wyświetlanym by je zapamiętać na przyszłość o ile kiedyś się jej przydadzą. Oparła się policzkiem o swoja rękę w trakcie zapisywania. Zaś kiedy nauczyciel skończył mówić zaczęła rysować z nudów na końcu zeszytu z nadzieją, że jakoś szybko miną te zajęcia. Co prawda zajęcia były ciekawe, ale tylko szkoda było, że nikogo nie znała z obecnych tutaj ludzi i nie miała z kim porozmawiać. CO jakiś czas spoglądała to na nauczyciela, a to na uczniów, nie specjalnie mogła sobie znaleźć zajęcia, więc wróciła do rysowania na końcu zeszytu...
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#10PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Wto Paź 06, 2015 7:31 pm

Ludzie powoli się schodzili, a on sobie w międzyczasie, w ramach przygotowania do wykładu zaczął poczytywać księgę przytarganą pod pachą. Przejeżdżał wzrokiem po literach danych mu na papierze, odczytując i zapisując w swojej głowie sens słów. Przygotowaniem nazywał jednak nie czytanie o bestiach, które winien nauczyciel niedługo opisać w swoim wykładzie, a po prostu samej ich definicji. Bo co, jeśli by zaczął czytać na temat tego, czym są strzygi czy utopce, jeśli to by nie było celem tychże nauk? Dość luźna definicja zaczynająca się od cytatu dość sławnego: "Ludzie boją się tego, czego nie..."
I jego skupienie zostało roztrzaskane niczym szyba do cukierniczego w czasie rabunku zorganizowane przez niedocukrzone dwunastolatki. Co było tego powodem? Chyba przypadkowe załapanie sensu słów padających nieopodal, tych dotyczących urody Leone. Aż pomyślał sobie, cóż to za zwyczaj aby w czasie wykładu, albo raczej czasu przed nim komentować i schlebiać czyjąś urodę? Nawet Millenium potrafił się powstrzymać do bardziej odpowiedniej chwili. Z resztą aż dziwne, nikt do niego się nie lepił jako ideał ucznia. Czyżby już rozeszła się po szkole plotka, że znalazł sobie wybrankę i wszyscy zrezygnowali? Z resztą nie ważne - póki nic go nie zainteresuje bardziej niż wykład, do nikogo się nie przyczepi bardziej niż do Reny.

A kiedy ten nadszedł, zaczął notować sobie w dodatkowym zeszycie ukrytym wśród kartek tomiska. Był przygotowany idealnie. O większości z tych stworów czytał już dawno w czasie poznawania ksiąg i tym podobnych, jednakże notowanie po przesłuchaniu wykładu idealnie uzupełniało tę wiedzę. Ciekawość go zżerała, co będzie dalej na tym wykładzie. O czym teraz opowie? Za moment jednak wstał na sam wydźwięk zapytania o to, czy ktoś chciałby się czegoś dowiedzieć.
- Czy to prawda, że są również nieszablonowe stwory, o których w żadnych księgach nie wiadomo? Które żadne księgi nie opisały, bo nikt nie chce w to wierzyć?
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#11PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Wto Paź 06, 2015 8:52 pm

Spodobał jej się ten ciepły i głęboki głos Farirrana, który był przeciwieństwem Nico, bo choć on również miał ciepły głos, to do głębokich nie należał. Spojrzała na swoją broń, która dosiadła się do niej, wzrokiem ‘’jestem obrażona, wracaj do swojej żółtej dziewczyny o wielu imionach, dawno temu…” i ignorowała jak tylko mogła. Skupiła się  na nowo poznanym chłopaku, a Leonis, używając jej prawej ręki, notowała wszystko to, co uważała, za ciekawe i interesujące. Zarumieniła się nieznośnie, kiedy komplementował jej oczy i muskał ustami ucho, a gdy włożył jej papierową róże we włosy, rumieniec tylko się pogłębił, praktycznie samoistnie.  –Dziękuję – szepnęła cicho, by nie przeszkadzać innym, a Leonis zaśmiała się lekko, jednak nic nie powiedziała i prawdopodobnie czekała na rozwój wydarzeń. Po chwili, gdy emocje trochę opadły, a jej rumieńce straciły na sile, zapytała – Jeśli mogę zapytać, Fari, to jesteś bronią czy władającym? – uśmiechnęła się do niego, dalej ignorując siedzącego obok niej partnera. Nie dane było jej usłyszeć natychmiastowej odpowiedzi, ponieważ nauczyciel rozpoczął swój, o dziwo ciekawy, wykład o zmiennokształtnych bestiach. Leonis notowała wszystko pilnie, a ona, choć nie słuchała – mogła wiele powiedzieć na temat istot, o których mówił nauczyciel, gdyż na temat niektórych posiadała wiedze, a te nieznane, zostawały zapamiętywane przez jej drugą „ja”. Słysząc pytanie zadane przez ciemnowłosego chłopaka, spojrzała w jego stronę i zastanowiła się chwilę. – Jeśli mogę się wtrącić… - zaczęła, nie dając nauczycielowi szansy na odpowiedź – to słyszałam właśnie o takowym stworzeniu. – wstała, żeby  lepiej było ją słychać – W pewnej legendzie, jest mowa o cieniokształtnym, który karmi się strachem zabijanych osób. Nazwa ta, podobno, wzięła się stąd, że istoty te przyjmują kształt cienia praktycznie wszystkiego. Można powiedzieć, że słowa "Wystraszył się własnego cienia” nie są tu przypadkowe, bo kto wie, może ten ktoś zobaczył cieniokształtengo? – odchrząknęła – Słyszałam też, że nie da się ich dotknąć, a żadna magia na nich nie działa, dlatego noszą też inną nazwę – cieniobójcy. Moim zdaniem to przerażające, bo Twój własny cień może Cię torturować, zabijać powoli, a ty nie będziesz w stanie go nawet dotknąć. Wyłoni się z mroku nocy, gdy będziemy nie uważni lub będziemy spoczywać i nas dopadnie. – Objęła się rękami – Oczywiście nie wiem czy to wszystko jest prawdą, dlatego pytam Pana, Panie Profesorze – Słyszał Pan kiedyś o czymś podobnym? A jeśli tak, to czy choć jedna rzecz z tego co powiedziałam się zgadza? – zapytała lekko drżącym głosem.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#12PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sob Paź 10, 2015 5:09 pm

Odwzajemnił wzrok leoś wzrokiem” O czym ty mówisz? Do jakiej dziewczyny? Mam tylko Ciebie!” Następnie spojrzał na Faricośtam, do którego dziewczyna zaczęła gadać. Pewnie też przez niego jego władająca zaczęła go ignorować. Co miała tym swoim wzrokiem na myśli? Nie wiedział. To, że ten uczeń flirtuje z nią trochę go zasmuciło. Nikt nie mógł zobaczyć tej zmiany oprócz pewnej istotki siedzącej w nim. Nie mógł jej zabronić. Poczuł tylko jakby ktoś zaczął wbijać igłę w serce. Czemu dziewczyn interesują wszyscy różni siłacze i tacy buntownicy jak on.
~Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet. ~Powiedział ze smutkiem Nico.
~Nas nie stworzono by rozumieć, a po to aby kochać ~ Powiedziała filozoficznie Elisabeth.
Następnie rozpoczęłą się lekcja. Była troszeczkę nudna, ponieważ to, o czym mówił nauczyciel miał już dawno wyuczone. Mógł nawet, gdyby zechciał dodać wiele niuansów, których prowadzący nie podał. Ale nie chciał stawiąc jego w niezręcznej sytuacji. Po tym jak nauczyciel spytał się o pytania, to czarnowłosy wstał i zadał swoje pytanie. Potem mowa leone, była akurat dosyć ciekawa, co nico zapisał sobie prawie całą opowieść o niezapisanym potworze. Gdy wreszcie wszyscy powiedzieli co chcieli Nico podniósł rękę i zaczął mówić.
-Przepraszam. Co do tych przypadków co to nigdzie o nich nie opowiedziano. Chciałem powiedzieć o takich, które przeszły proces mutacji dostosowując się do otaczającego świata. Takimi sposobami powstało wiele gatunków.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#13PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sob Paź 10, 2015 9:19 pm

A jednak… Hokori miał doświadczenie i potrafił wyłapać znudzony wzrok uczniów, nawet jeśli to ukrywali. No trudno, może gdyby był nauczycielem WFu jego przedmiot byłby bardziej lubiany. W końcu kto nie lubi zajęć sportowych? Kilka osób słuchało jednak uważnie, bo po standardowym zakończeniu wykładu posypały się całkiem ciekawe pytania. Chcąc rozwinąć temat poruszony przez Milleniuma nauczyciel zdążył tylko zrobić głębszy wdech, bo Leone go uprzedziła. Dziewczyna wyglądała na bardzo zdenerwowaną. Czyżby już kiedyś spotkała się z cieniokształtnym, a może jest po prostu strachliwa? Potworek oparł się jedną ręką o biurko i spokojnie wysłuchał wszystkiego, co miała do powiedzenia.
- Po pierwsze należy zauważyć, że cienokształtne nie są już tylko legendą, bowiem zostały odkryte w zeszłym roku, przez znanego kryptozoologa Benarda Huwelmanna. Od tamtego momentu przeprowadzono wiele badań i choć wciąż pozostaje wiele niewiadomych to udało się opracować sposób na pozbycie się tego potwora. Oczywiście prawdą jest, że nie da się go dotknąć, wykazano także odporność na wiele rodzajów magii, wystarczy jednak ograniczyć mu dostęp do prawdziwego cienia, aby po prostu wyparował. Ludzi, których cieniokształtny wybrał na ofiarę należy jedynie zamknąć na trzy do pięciu godzin w niewielkim pokoju o białych, emitujących światło ścianach, a problem zostanie rozwiązany. Najtrudniejszą częścią całej operacji jest dostrzeżenie zagrożenia. Do objawów należą częste stany lękowe oraz dziwne zachowanie cienia, który czasami porusza się inaczej niż ciało, lub pada w niewłaściwą stronę. – wytłumaczył, mając nadzieję, że dziewczyna chociaż trochę się uspokoi. – A jeśli chodzi o bardzo ogólnikowe pytanie Milleniuma, odpowiedź brzmi „zdecydowanie tak”. Nie wszystkie zwierzęta i owady świata zostały sklasyfikowane, to samo tyczy się potworów. Powiedz mi jednak mój drogi, czy możliwe jest opowiadanie o stworzeniach, o których nie wiadomo nic konkretnego? - zakończył obdarzając czarnowłosego rozbrajającym uśmiechem, w którym szczerość i otwartość mieszała się z niewielką dozą lekceważenia.
Ostatnim uczniem, który się odezwał był Nico. Nie zadał on wprawdzie pytania, a jedynie zdawkowo skomentował wypowiedzi poprzedników, trafił jednak w dziesiątkę. „Jakiś jasnowidz czy co?” pomyślał Iki schylając się i wyjmując spod biurka tajemniczą klatkę.
- Mutacje powiadasz? Owszem, niektóre potwory naturalnie mutują , próbując dostosować się do nowych warunków, lub starając się zapełnić wolną niszę ekologiczną wymagającą na przykład mniej wysiłku. W dzisiejszych czasach więcej gatunków powstaje jednak sztucznie, w warunkach laboratoryjnych. Pod koniec wykładu chciałem wam pokazać jakiegoś zmiennokształtnego, jednak przyprowadzenie wilkołaka i poproszenie go o publiczną przemianę byłoby niemoralne. W końcu stworzenia te są rozumne, a taki pokaz mógłby naruszyć ich prywatność. – Iki przesunął palcem po wierzchu klatki. – W zamian mam ze sobą wykazującą szczątkowe ilości inteligencji krzyżówkę chochlika z gremlinem. Posiada ona cechy charakterystyczne dla obydwu gatunków, czyli podział płciowy specyficzny dla tego pierwszego oraz osobliwą reakcję na wodę. W przeciwieństwie do stuprocentowych gremlinów chochlin w wilgotnym środowisku nie rozmnaża się, a jedynie przybiera zdecydowanie mniej przyjazną postać. – powiedział i szybkim ruchem zerwał ciemną płachtę. Już fakt, że była ona lekko wilgotna zaniepokoił Hokoriego, ale gdy ujrzał stan pustej klatki bluznął głośno i szpetnie, w ogóle nie przejmując się, że stoi przed piątką uczniów jako nauczyciel.
Z końca sali rozległ się cienki ale donośny chichot, a potem jakiś cień mignął pomiędzy ławkami. Iki ściskał w ręku mokrą szmatę i przeklinał w myślach nieuważną praktykantkę z pokoju nauczycielskiego. Oczywiście znał sposób na okiełznanie stworka, ale jego skuteczność spadała drastycznie wraz z czasem minionym od przemiany. A tutaj! Tutaj minęła prawie godzina! Śmiech rozległ się ponownie, tym razem trochę bliżej, a Millenium mógł dostrzec, że większość zakładek zniknęło z jego książki i wala się teraz po podłodze w strzępach. Po ławce przebiegł stworek o wyglądzie nie podobnym do niczego istniejącego na tym świecie, a w biegu złapał notatki Tsu i rzucił je pod ścianę. Nawet jeśli dziewczyna próbowała go złapać to zręcznie się wymykał, a potem w kilku susach znalazł się z powrotem z tyłu sali, całkiem blisko trójki muszkieterów. Popatrzył się na nich tępym wzrokiem, a potem zawarczał na Leone i wskoczył jej na głowę, zerwał papierową różę i skonsumował ją głośno ciamkając.
Belfer w tym czasie rozpaczliwie przeszukiwał biurkowe szuflady, ale nie znalazł więcej słodkiego keksu niż przygotował na prezentację. Tak, to właśnie to świąteczne ciasto miało moc przywracającą chochlinowi pierwotną postać. To co miał położył na blacie mając nadzieję, że wystarczy. Kiedy stworek dostrzegł swój przysmak splunął słabo pogryzionym, papierowym kwiatkiem w twarz Farirrlanowi i ruszył w kierunku nauczycielskiego podestu. Iki próbował chwycić niesforne stworzenie, ale było one, o zgrozo, zdecydowanie zwinniejsze niż on. Złapało słodycz i uciekło z nim w kąt, a tam błyskawicznie spałaszowało. Niestety jedynym widocznym efektem był wyszczerz ukazujący szereg drobnych, żółtych zębów, a poza tym nie zmieniło się nic, a na pewno nie nieznośne zachowanie.
- Łapcie go! – krzyknął Hokori i rzucił się za potworkiem, który ruszył właśnie w kierunku drzwi.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#14PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sob Paź 10, 2015 10:07 pm

Reakcja dziewczyny bardzo ucieszyła Far'a. Nie mógł się oprzeć jej oczom a najwidoczniej dziewczynie też podobał się ten flirt. Lekki uśmiech pojawił się na ustach młodzieńca kiedy dziewczyna się tak zarumieniła, wyglądała jeszcze bardziej kusząco niż przed chwilą. Kiedy dziewczyna zadawała pytanie profesorowi odgarnął delikatnie jej włosy i pogładził skórę na karku palcami. Samymi opuszkami palców tak delikatnie i zmysłowo jak tylko to było możliwe.
Oczywiście, nie przestawał słuchać, pomimo wszystko nie był typowym oprychem którego można spotkać w zaułku. Wyłapywał każdy niuans opowiadany przez dziewczynę jak i przez profesora. Gdy ten zakończył mówić i zrobił chwilę przerwy w trakcie której wyjmował coś spod biurka młodzieniec ponownie nachylił się do ucha dziewczyny i tym samym ciepłym, uwodzicielskim głosem zagadnął do niej.

- Co Ty na to, żebyśmy po tych zajęciach wyskoczyli gdzieś razem? Znam bardzo przyjemne i ciche miejsce na obrzeżasz miasta - po tych słowach pogładził dziewczynę wierzchem dłoni po policzku. - Razem, przy herbacie, bez żadnych przeszkadzających nam oczu i profesora, co Ty na to?
Po chwili jednak chłopak zobaczył coś co przemknęło obok niego. Odruchowo złapał za nóż przypięty na plecach i wyciągnął go przybierając gardę obronną. Dopiero po chwili analizy sytuacji zobaczył cholernego chochlika buszującego w książkach Millenium. Źrenice barbarzyńcy zwężyły się lekko gdy skupił wzrok na tej małej abominacji.
Nienawidził wszystkiego co jest małe, obślizgłe i szybkie. Okropnie ciężko się to zabijało a ja już się udało, zazwyczaj nie smakowało lepiej niż pachniało. Białowłosy obserwował stworzenie kiedy wariowało wokoło Tsubaki - nie bez rozbawienia oczywiście. Nagle zaczęło ponownie iść w ich stronę, chłopak przyjął pozycję gotowy aby stworzenie po prostu pochlastać nożem. Jednak to bydle wskoczyło na głowę dziewczyny. Zanim chłopak zdążył zareagować mały potwór splunął mu w twarz przeżutym kwiatkiem, który zrobił specjalnie dla Leo.
Jeszcze przed chwilą panował nad sobą w zupełności. Sama istota swoim zachowaniem również nie wytrąciłaby go z równowagi, jednak nikt nie będzie utrapieniem dla tak pięknej dziewczyny. Dusza chłopaka zapłonęła furią, wszystkie mięśnie chłopaka napięły się co spowodowało wrażenie jakby ten powiększył się nieco i urósł.
Już chciał pochwycić potwora jednak wykładowca wyciągną na stół ciasto - no tak, zgadzałoby się. Jednak chyba nie będzie to wystarczyło aby uspokoić tego gada. Kiedy tylko chłopak zobaczył, że chochlik zmierzał w stronę drzwi wyjął spod płaszcza maczetę i rzucił nią tak aby wbiła się między drzwi i framugę uniemożliwiając otworzenie ich z tej strony.
Młodzieniec włożył papierosa do ust i zapalił go. Zaciągnął się i przybrał pozycję gotowy do ataku. Napięty i z nożem w dłoni wyglądał jak jakaś bestia gotowa aby rzucić się na ofiarę i rozpłatać jej gardło. Na ustach młodzieńca pojawił się zadziorny uśmiech a oczy zapłonęły, dawno już nie polował.

- Shifu! - rzucił do wykładowcy. - Złapmy tą cholerę a potem wypijmy trochę dobrego miodu pitnego przygotowanego według starej Barbarzyńskiej recepty, co pan na to?
Gdy tylko skończył mówić rzucił się na potworka, ostrza używał jedynie aby zwabić małą cholerę w stronę wykładowcy i ułatwić mu złapanie chochlika. Starał się przy okazji uważać, aby bestyjka nie zrobiła nikomu krzywdy. Współpracował przy tym oczywiście z resztą uczniów którzy chcieliby dołączyć do zabawy.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#15PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Nie Paź 11, 2015 1:15 pm

Ta lekcja wydawała się nudna, choć niektórzy uczniowie mieli pytania do sensei'a,a ona nie. Nigdy nie miała z kimś takim do czynienia na dzień, jedyne co wiedziała na ten temat, że takie potwory czy bestie istnieją i nie miała żadnych większych informacji na ich temat mimo to zapisała większość co dyktował nauczyciel. Po chwili nim się zorientowała jakiś goblin zabrał jej zeszyt z wrażenia odsunęła się i chciała go złapać, ale był szybszy i jej zwiał. Jedynie po chwili dostrzegła własny zeszyt na podłodze. Odwróciła się do tyłu gdzie siedziała większa liczba uczniów, a ta mała bestyjka narobiła nie małego zamieszania w klasie. Jeden z białowłosych chłopaków widocznie się zdenerwował, że mu przeszkodzono, choć sama nie wiedziała w czym, bo nie widziała. Sama wstała z ławki i podeszła bliżej uczniów by pomóc złapać darmozjada. Póki co nie miała żadnego planu jak go złapac, ale z pewnością z resztą uczniów jakoś im się uda.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#16PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Pon Paź 12, 2015 8:06 am

Zauważył tę pewną kpinę w jego głosie, na którą sam uśmiechnął się nieznacznie. "A więc taki jest ten belfer? Trochę mi się nie podoba koleżka". Millenium rasistą nie był, bo jakby nie patrzeć, chodził z dwoma potworami "do klasy" władających. Traktował je na równi z innymi głównie z racji, że nie zaszły mu za bardzo za skórę swoją potwornością. Ale ten człowiek mu się strasznie nie podobał. Miał wrażenie, że chciał go zagiąć, zniechęcić do dalszych pytań. Nie. On się łatwo w tej kwestii nie poddawał.
- O wielu jest wiadomo mnóstwo konkretnych rzeczy, ale po co zajmować cały wykład na omawianiu setek, jeśli nie milionów czy nawet i miliardów różnych stworzeń o podobnych umiejętnościach? - zapytał, całkiem poważnie, aby powrócić do zajmowania przez siebie miejsca. Jego pewność siebie w tym momencie sięgnęła zenitu, choć wiedział, że to może nie wystarczyć do zagięcia nauczyciela. Wracając jednak do fazy pytań, czyli również i do tematów podjętych przez innych uczniów: cieniokształtny? Tak wiele siedział w księgach różnorodnych, a jeszcze chyba nie miał okazji poczytać o takim typie stworzenia. Spojrzał się na osobę, która zwróciła rozmowę na ten tor, była to jedna z dwóch zasiadających dziewczyn w klasie. Ta z papierową różą, do której bardzo chętnie "przykleił" się pan białowłosy. No tak, ona była jedną z tych "żywych prezentacji", czy tak to można uznać. Bo kto o potworach wie więcej, niż jeden z nich...
Zanim wrócił myślami do swej książki, coś się zadziało. Zakładki leżały na ziemi, poobgryzane, rozszarpane, bezużyteczne. Spojrzał się w dół, co dla osób siedzących troszkę dalej mogłoby wydawać się niezwykle zabawne zważywszy na to, że to jest facet i coś między tymi nogami ma. Można by powiedzieć, czy nie dostał przypadkiem z jakiegoś "porannego drewna", jak to się w internetach mawia*, jednak on po prostu ze zdumieniem własnie odkrył, gdzie podziały się jego zakładki.
"Kto miał czelność to zrobić?!"
Tak. I kto miał czelność rozzłościć Lorda? Momentalnie spojrzał się na prawo, na lewo i... zobaczył to, o czym przed momencikiem mówił Pan Hokori. Ten mały stwór wyprowadził z równowagi Milleniuma, aż wstał, choć nic nie robił. Czekał na jakikolwiek moment, kiedy to małe coś było bardziej... no, nieruchome. Nie planował biegać za tym małym gównem tak samo, jak Tom za Jerrym, a wyczekać na odpowiedni moment. Zacisnął zęby swe ze wściekłości, aby nie przywalić chochlinowi, czy jak to się nazywa, a jedynie zagonić go razem z białowłosym do klatki belfra. Tak, odgradzał wszelkie drogi ucieczki, a przynajmniej się starał.

* - przepraszam za tak nieczyste stwierdzenia. Tak się kończy przeglądanie 9gaga i odnajdywania naprawdę dziwnych filmików na 9gag.tv...
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#17PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Wto Paź 13, 2015 6:58 pm

- A więc jednak to prawda…- szepnęła do siebie, kiedy nauczyciel powiedział, iż cieniokształtni nie są już legendą i zostali „odkryci” już rok temu. Oczywiście sposoby na pozbycie się ich, w pewien sposób ją uspokoiły, jednakże wszystkie jej demoniczne zmysły mówiły, że wokół niej wyraźnie można wyczuć odór strachu. Bała się, naprawdę się bała, bo pragnęła sądzić, że wydarzenia z przeszłości były tylko snem, koszmarem, a cieniobójcy tylko wytworem jej wyobraźni. Bo jedyne co można zrobić w sytuacji, gdy cień próbuję kogoś zabić, to patrzenie. Obserwowanie, jak powoli podnosi się i staje nad swoją ofiarą, wykrzywiając niewyraźne usta w przerażający uśmiech, bo on nie zna litości. Po prostu przychodzi. I zaciska swe nieistniejące dłonie na gardłach ofiar, sprawiając, że niewielkie stróżki krwi zaczynają spływać wzdłuż szyi, a oddech jest niemożliwy.
Z tego, pewnego rodzaju, otępienia wyrwał ją głos chłopaka, który o coś pytał. Strach powoli zaczął ginąc w jej umyśle, ustępując miejsca propozycji Farirrlana. Zażenowanie przyszło wraz z gładzeniem jej policzka, a dorodne wypieki na twarzy ponownie wróciły. – Bardzo chętnie, ale..- zawahała się przez chwilę, bo faktycznie chciała się z nim spotkać i na spokojnie porozmawiać, jednakże była świadoma, że to przeszkodziłoby jej planom. – Niestety mamy coś do zrobienia z moją bronią – wskazała na Nicolasa siedzącego obok niej – Ale nie martw się, bo  – uśmiechnęła się lekko i odwróciła na chwilę do swojej ławki, po czym wyrwała kawałek kartki, a na nim napisała kilka liczb – zadzwonisz za jakiś czas i w tedy się ugadamy, co Ty na to? – podała mu zawiniętą kartkę z numerem telefonu.
Nagle coś przemknęło obok nich, a każda komórka jej ciała chciała zabić tę istotę. – Chochlik.. – warknęła pod nosem, a oczy zabłyszczały jej niebezpiecznie. Nienawidziła tych małych i denerwujących stworzeń chyba od zawsze. Nie wiedziała, czy każdy demon tak ma, czy to po prostu jakieś jej uprzedzenia, ale naprawdę, za każdym razem gdy widuje takie stworzenia ma ochotę je zabić. Dlatego, gdy tym razem to irytujące stworzenie zaczęło zrzucać książki Millenium na ziemię, a zeszyt Tsubaki  o ścianę, coś się w niej zagotowało. Spojrzała na swoją broń, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że już jej przeszło, a nowym obiektem jej negatywnych uczuć jej chochlik. Wtedy też stwór zawarczał na nią! I wskoczył jej na głowę, wpakował papierową róże, którą dostała w prezencie, do swojej paszczy, a następnie splunął na Farirrlana i uciekł w stronę swojego przysmaku, przyszykowanego przez wykładowcę. Niestety jego plan nie wypalił, a stworzenie próbowało uciec z Sali. –Bierzmy go, partnerze! – krzyknęła z lekko morderczymi zamiarami w głosie i złapała Nico za dłoń, czekając aż ten zmieni się w broń, a jeśli tak zrobił, to trzymając go w rękach – ruszyła by pomóc uczniom i nauczycielowi go wykończyć złapać. Już nawet przestała kontrolować się z ukrywaniem ogona i teraz z wielką zawziętością próbował trafić potworka swoją jadowitą końcówką. Na szczęście Leonis za każdym razem gdy stworzenie wywijało się z pułapki, a trucizna mogła dostać się do organizmu innych - hamowała go i nie pozwalała na zranienie nikogo innego.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#18PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Czw Paź 15, 2015 10:01 pm

Gdy nauczyciel opowiadał słuchał uważnie. W sumie to, było co słuchać, bo wiele rzeczy nie wiedział. Jakoś nigdy nie słyszaszał o cieniokształtnym. Dlatego pilnie zanotował to co powiedział mówiący. Następnie gdy dziewczyna się zaspokoiła, to od razu zaczął denerwować go ten natrętny debil siedzący z tyłu. Siedział tak przez jakiś czas i już od ierwszej miłosnej przemowy Nico powstrzymywał siebie, aby nie uderzyć go dobitnie po jego denerwującej mordzie.
Nagle, jaden z tanich długopisów, którym się bawił właśnie z głośnym trzaskiem złamał się w pół. Na twarzy sprawcy tego incydentu, chociaż nadal spokojnego można było dostrzec pojawiającą się ogromną złóść i irytację. Pewnie wśród wszystkich tu zebranych dostrzec to mogła jedynie Leone. Skala doszła do maksimum. Odwrócił się i spojrzał lodowatym spojrzeniem na chłopaka. Już chciał go uderzyć. Jednak to się nie stało.
Skrajem oka Nico dostrzegł ruch jakiejś małej postaci. Chłopiec zareagował instynktownie. Jego ręka opadła w dół dosięgając tanto, a nastęnie w mgnieniu oka przeciął powietrze gdzie przed sekundą był gremlin. Mały skurwiel o włos ominął swoją śmierć. Nie interesowało to Nico.
- Hej Leo to jak działamy czy nadal będziesz flirtować z tym panem mięśniakiem? – powiedział ciskając nożem w biegnącemu ku przysmakowi potworku. Oczywiście ta ataka również go chybiła, ale jak to każdy powie „Prawie mi się udało”. Ujął jej dłoń i szybko (na tyle ile mu pozwalał poziom NOT) zmienił się w katanę o czarno czerwonym ostrzu. – Uważaj tylko na innych. Nie chcę żeby potem tutaj były niepotrzebne ofiary.
~Pan sprawiedliwość wkracza do akcji ~ powiedziała radośnie i z wyraźnym żartem Elisabeth.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#19PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Pią Paź 16, 2015 6:24 pm

Millenium próbował się jeszcze kłócić. "Co za gość, zawsze ostatnie słowo musi mieć czy jak?" pomyślał Iki doskonale wiedząc, że u niego to nie przejdzie, bo sam uwielbia być na zwycięskiej pozycji w dyskusji.
- Mój drogi, Shibusen nie jest konwencjonalną szkołą, ale ma z taką wiele wspólnego. Między innymi tak durny wymysł jak "program nauczania". Na waszym egzaminie do EATu mogą się pojawić także pytania teoretyczne* i byłoby dosyć głupio go zawalić tylko dlatego, że nauczyciel nie zrealizował wymaganej podstawy, prawda? Mam do dyspozycji jedynie 90 minut tygodniowo, więc po prostu fizycznie nie jestem w stanie opowiadać o "miliardach różnych stworzeń", nie mówiąc już o tym, że uczniów niekoniecznie zainteresowanych tematem taka lekcja mogłaby zwyczajnie znudzić. Jeśli chcesz poszerzyć swoją wiedzę, zapytać się o coś, zdobyć jakieś szczególne materiały; jestem w posiadaniu, między innymi, dokładnego, wielostronicowego sprawozdania z badań nad wspomnianymi już cieniokształtnymi, albo po prostu pochwalić się swoją wiedzą, to serdecznie zapraszam. Jestem jedynie potworem, a nie wszechwiedzącym bytem, więc z chęcią wdam się w polemikę z kimś, kto również jest tym tematem zainteresowany.
Hokori nie miał najmniejszego zamiaru gasić i zniechęcać ludzi do nauki, nie jeśli chodziło o dziedzinę, która była jego osobistym konikiem. Nie mógł się też jednak za bardzo wychylać, a na pewno nie podczas lekcji. Już sam fakt, że nauczał w Zawodówce będąc potworem stawiał go w niekorzystnym świetle, a ignorując odgórne postanowienia i prowadząc zajęcia własnym rytmem naraziłby się zapewne na wizytacje, a co za tym idzie możliwość demaskacji. Niby nie byłby to jakiś wielki problem, bo plany wiedźm i tak nie bardzo go obchodziły, ale spodobało mu się odgrywanie belfra i przyrównanie tego co robi do aktorstwa nie byłoby na miejscu, on się bardziej niż wczuł w tę rolę. W tej właśnie chwili na prawdę był nauczycielem.
Niestety już kilka sekund później nieuważnym głupkiem, który spartolił prezentację i musi się martwić jak wyjść z tego z twarzą. Kiedy Farirrlan wbił maczetę w drzwi ogarnęła go jednocześnie ulga, że nie będzie musiał ganiać za chochlinem po korytarzach oraz dodatkowa doza stresu, bo za naprawę pewnie odejmą mu z pensji. No a bez kasy wizja pójścia spić się z uczniem odpływała w nicość. No trudno, na razie miał inne zmartwienie.
Cholera była szybsza i zwinniejsza niż można się było spodziewać, na szczęście studenci zaangażowali się w pościg. Może nawet bardziej niż powinni. Barbarzyńca potrafił się jeszcze odrobinę pohamować i jedynie markował ataki nożem, zupełnie inaczej było jednak z Leo. Dziewczyna poszła na całość i przejmowała się już jedynie możliwością zranienia kolegów. Z pewnością należała do grona zwolenników teorii, że martwe zdecydowanie łatwiej złapać. Może dzięki takiemu podejściu to właśnie jej udało się zagonić nieznośnego stworka do kąta.
- Nie zabijaj!
Powiedział Iki podnosząc głos i stając na drodze ogona o trującej końcówce. Jednocześnie złapał jedną ręką stworka. Niestety nie trzymał za długo, bo po chwili twarz nauczyciela wykrzywił grymas bólu. Cholerstwo udziabało go swoimi ostrymi ząbkami w dłoń pomiędzy kciukiem, a palcem wskazującym. Niby nic strasznego i Hokori nie powinien tak łatwo odpuścić, jednak polała się stróżka krwi. Czarnej. Czy wspominałam już coś o demaskowaniu? Iki nie mógł pozwolić, aby uczniowie coś zauważyli, więc rozluźnił chwyt, a gdy tylko stworek się wyrwał schował dłoń w rękawie.
Chochlin korzystając z wolności przedarł się pomiędzy trójką muszkieterów i ruszył w kierunku Tsubaki i Milla, którzy do tej pory bardziej kibicowali niż pomagali. Na pewno nie miał dobrych zamiarów, ten gatunek nigdy nie ma dobrych zamiarów gdy przybiera taką formę.


*Nie wiem czy mogą... zmyślam.
//Niby miałam już gdzieś tutaj kończyć, ale poganiajcie go jeszcze trochę. Tsu! Tysiaczek! Daję wam szansę się wykazać! (Reszta oczywiście też może)
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#20PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Pon Paź 19, 2015 3:36 pm

Nie była pewna jak miała złapać tego stworka, znaczy się każdy coś robił, a ona nie specjalnie lubiła używać na zwierzętach, nawet takich goblinach czy co to tam biegało. Spojrzała na nauczyciela jak próbuje złapać tego stworka, ale chyba go ugryzł, mimo to zauważyła, którędy pobiegł, a ona zaś wybiegła wcześniej by zablokować mu drogę ucieczki i o ile to było możliwe próbowała go złapać. Nie wiedziała czy jej się uda, ale przynajmniej próbowała. Choć nie ważne ile by razy nie próbowała za każdym razem ten mały gnojek jej ucieka, a jej podirytowanie i zdenerwowanie rosło na każdym razem, kiedy próbowała go złapać.
-Ty mały... - mruknęła pod nosem lekko zdenerwowana, że nie może go złapać. Ale nie zamierzała za nim latać jak głupia, bo to było by bez sensu, a zamiana w broń było by idiotyczna, by złapać tego małego rozbrajakę.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#21PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Sro Paź 21, 2015 11:20 pm

Tak samo bez sensu jak zmiana w broń (prosimy powiedzieć o tym Nico i Leone) byłoby używanie swoich technik. Tym bardziej takich, które mogą zawieść i potem utrudnić dalsze działanie. Reasumując, Millenium musiał działać, polegając jedynie na swoich umiejętnościach naturalnych, fizycznych, a nie tych dodatkowych. Chwycił swoje tomisko, z błyskiem w oku rozejrzał się po sali, szukając tego małego gremlina, czy co to ma być. Chciał go zlokalizować, szybko przeanalizować jego trasę, aby zaraz skorzystać z tego... i... zagrodzić mu drogę naprawdę grubą księgą (tak grubą, że pisaną boldem), która wcześniej mu służyła po prostu za podręcznik. Tak, to była ta książka o różnych stworzeniach. A jeśli udało mu się go "ogłuszyć" (nie, nie miał na celu zabicie go, nic z tych rzeczy!), od razu stara się go złapać w dłoń i zanieść profesorowi.
Cóż, wszystko jednak może mieć iny przebieg, wszystko może się spieprzyć. Albo coś. Millenium nie jest jakimś super bohaterem rodem z shonenów. Do brata nie ma, co się równać. Wracając do sytuacji - jeśli plan się nie powiedzie, mógłby nawet zacząć skakać po ławkach żeby tylko tego diablika złapać. ZAKŁADEK SIĘ NIE NISZCZY!
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#22PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Czw Paź 22, 2015 8:18 pm

W końcu wszyscy wokoło zaangażowali się do roboty. Zagonienie tego małego stworzenia do jego klatki nie powinno być trudne kiedy poluje na niego aż tyle osób, prawda? Oczywiście, zaciekawił go ogon Leone, nie mógł się doczekać zostania z tą dziewczyną sam na sam w jakiejś przyjemnej miejscówce.
Co prawda ani Millenium ani Tsubaki nie nadawali się najwidoczniej do jakichkolwiek zajęć praktycznych to ich zachód na pewno też przynajmniej w minimalnej mierze przyczynić się powinien do pochwycenia szkodnika.
Białowłosy uśmiechnął się pod nosem i kiedy udało się im już otoczyć gadzinę wyskoczył bardziej do przodu aby jeszcze bardziej zacisnąć krąg wokoło stworzenia. Jego ostrze płynnymi ruchami zaganiało bestyjkę w stronę Leo aby ta mogła je złapać. W razie czego Barbarzyńca był gotów złapać, powstrzymać bądź przyjąć na siebie uderzenie ogona które miałoby być skierowane na chochlika - mimo wszystko nie zawsze był tak potworny jak teraz... Tak samo jak i sam Far.

- Złap go Leo, tylko powstrzymaj swoje mordercze zapędy - rzucił w stronę dziewczyny i posłał jej buziaka.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#23PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Pią Paź 23, 2015 11:40 pm

Była już tak blisko wbicia swojego ostrza na ogonie w to paskudne stworzenie, kiedy wykładowca zaczął krzyczeć, że nie może go zabić. Posłała nauczycielowi zabójcze spojrzenie, kiedy mała paskuda wyrwała mu się z ręki i dostrzegła coś, co tylko jej sprawne demonicze oko dostrzec mogło. Czarną krew. Nawet zapach się zgadzał, więc już wiedziała o paskudnej tajemnicy Hokoriego, która nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego. Jednak całą swoją uwagę skupiła na chochliku, który ruszył w stronę Milenium i Tsubaki. Zacisnęła mocniej dłoń na rękojeści długiej katany i starała się uspokoić. Jakoś opanować mordercze zamiary i utrzymać aurę w ryzach, bo teraz zamiast strachu, dało się w niej wyczuć nienawiść i chęć mordu. Odetchnęła głębiej, kilka razy, i poluzowała uścisk, wpatrując się w to, co się działo. – Jasnowłosy jest zdecydowanie zbyt pewny tego co robi – zaczęła Leonis – Jest gotów przyjąć na siebie dźgnięcie trującego ogona – jej rozdwojenie jaźni westchnęło – Czy on nie zdaje sobie sprawy, że nawet słabsze demony po tej truciźnie umierają? – tym razem zadała jej pytanie, a Leone odpowiedziała – Przecież Far, nie miał pojęcia o tym, że jestem demonem! Więc skąd niby ma wiedzieć, że trucizna, nawet bo niewielkim muśnięciu, jest w stanie go zabić, co?- machnęła ogonem i spojrzała na Nicoasa pod postacią broni. Przestała się skupiać na otaczającym ją świecie i prawdopodobnie, gdyby mały mieszaniec przebiegł jej koło nosa – nawet by go nie zauważyła, a ogon automatycznie pognałby w jego stronę. Wpatrywała się w niego przez chwilę, jakby się nad czymś zastanawiając, lecz z tego stanu wyrwał ją głos długowłosego chłopaka – Postaram się – odparła i puściła mu oczko, po czym zagrodziła małej bestyjce przejście, kataną i pochwyciła stworzenie, łapiąc je za gardło i podnosząc do góry. Miała wielką ochotę udusić tego chochlika i skręcić mu kark, ale nie mogła. Powstrzymała więc swoje pragnienia, powtarzając w myślach jak mantrę, że nie wolno go zabić. Podeszła do klaki, otworzyła ją i cisnęła wrednym stworzeniem do jej wnętrza, szybko ją zamykając. – Następnym razem nie licz na litość – zawarczała pod nosem i tylko Nico mógł usłyszeć jej wypowiedź.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#24PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Nie Paź 25, 2015 9:56 am

Spoglądał na wszystko przemieniony w broń. Cóż.. z daleka było widać, że władająca nie przestanie, dopóki nie zabije stwora. Szkoda niestety, że nauczyciel zabronił tego krzycząc „Nie zabijaj”(Cienki piskliwy głosik, taki jaki robimy kogoś przedrzeźniając.). Nico się troszeczkę rozczarował, gdyż sam chciał posmakować krwi tego małego zasrańca. No ale co on mógł zrobić. Dlatego po tym jak mały uciekł po raz kolejny, to w odbiciu ostrza zrobił minę „ Oh boy, not again!”. No cóż jak nasz nauczyciel ma dziurawe ręce, to nic nie zrobisz. Więc znowu Leone razem z Nico zaczęli go łapać.
Wreszcie, gdy dziewczyna złapała, to zrobiła najlepszą rzecz jaką mogła zrobić. Nie dawała nauczycielowi, a sama wrzuciła tego skubańca do jego klitki. Wtedy Nico zmienił się z powrotem jednocześnie słysząc groźbę partnerki.

- Lepiej byś jej uwierzył, bo ona nie żartuje – rzucił chłopiec stworowi. Następnie podszedł do ławki, w której tkwił jego tanto i wyjął go. Po obejrzeniu broni dokładnie włożył z powrotem do pochwy.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

#25PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   Pon Paź 26, 2015 1:28 am

No cóż Iki był z zawodu nauczycielem, a z wykształcenia sługą wiedźm, a więc do profesjonalnego baseballowego łapacza, czy też doświadczonego hycla było mu całkiem daleko. Nic więc dziwnego, że stworek tak łatwo się wyrwał. Zresztą nie tylko on był niezdarą i ciapciakiem. To samo dało się powiedzieć o większości zebranych tutaj uczniów. Biedna Tsu próbując złapać szkaradę chyba jedynie się spociła i trochę pogimnastykowała. No... nie jedynie, może i nie udało jej się złapać uciekiniera, ale przynajmniej ograniczyła mu możliwości ruchu, a razem z wciąż wymachującym nożem, Farirrlanem udało jej się skierować go do Milleniuma. Czarnowłosy chłopak wcale nie musiał skakać po ławkach żeby dołożyć swoją cegiełkę, wystarczyło rypnąć grubaśnym tomiszczem w ławkę tuż przed chochlinem, aby ten się zatrzymał. Nieruchomy stanowił już banalny cel dla wściekłej Leone. Można się było spodziewać, że to właśnie ona pochwyci rozrabiakę, w końcu sama była potworem, a co za tym idzie jej koordynacja jak i prędkość czy zręczność były ponadprzeciętne. Dziwne, że tego samego nie dało się powiedzieć o nauczycielu.
Kiedy rana na dłoni się zagoiła Iki przewrócił klatkę z zamkniętym w niej stworzeniem na tą zniszczoną część, zamykając mu tym samym drogę ucieczki. Był niesamowicie sfrustrowany. Nic nadzwyczajnego, w końcu spaprał prezentację i jeszcze pozwolił uczniom rzucać i wymachiwać ostrymi przedmiotami na lekcji. Chyba zrezygnuje z takich zabaw i po prostu ograniczy się do wykładów z ewentualnym pokazem zdjęć, rycin, czy mapek. Nigdy więcej zanadto żywych eksponatów.
- Dziękuję za pomoc i przepraszam was, że przez moją niekompetencję tak to się potoczyło. To już wszystko na dziś, możecie iść, a ja zajmę się łobuzem. - powiedział kopiąc lekko w klatkę, bo zamknięty w niej stworek znów coś kombinował. Następnie podniósł leżące niedaleko notatki Tsubaki i wręczył je właścicielce, zauważając przy okazji jej twórczość artystyczną.
- Tylko nie zapomnij maczety. - rzucił jeszcze do Farirrlana i zaczął zbierać swoje rzeczy. Czeka go jeszcze wyprawa do cukierni po całkiem spory kawał ciasta. Po takim czasie spędzonym w psotliwej postaci chochlin będzie zapewne musiał zeżreć cały zapas. Chciałeś urozmaicać lekcje, to masz. Teraz będziesz musiał się wykosztować. pomyślał jeszcze podnosząc klatkę i wyszedł z sali w ślad za uczniami.

//Gadałam z Eli: jak walniecie jeszcze po jednym, ostatecznym poście podsumowania to rozda ciasteczka dusze.
Edit: Możecie zrobić [z/t] (jakby to nie było oczywiste) Z resztą ja też mogę:
[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Hokori Iki dnia Wto Paź 27, 2015 8:29 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sponsored content


#26PisanieTemat: Re: Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)   

Powrót do góry Go down
 
Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Całkiem luźny wykład, z którego nie będzie kolokwium (Hokori Iki)
» Kryształowe jeziorko
» Panny Wandzi przygody nad kociołkiem
» Sonea Hastings
» Do którego bohatera z książek o Harrym pasujesz najbardziej?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Off-top :: Eventy :: zakończone lekcje-