IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Echelon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Uczeń NOT
Posty : 1
Data dołączenia : 25/09/2015

PisanieTemat: Echelon   Sob Wrz 26, 2015 11:13 am

Now I'm nothing but a partisan,
to my compulsion and my shame.



Jett Flame 17 Magiczna Broń Wielka Brytania

Charakter

Nie jest miła. Nie będzie kłamać specjalnie, żeby ktoś poczuł się lepiej. Jej wypowiedzi pełne są stuprocentowej szczerości, czasami bezlitosnej krytyki jeśli to konieczne. Jeśli ma już powiedzieć coś, co nie jest do końca prawdziwe, raczej zrobi to, aby odsunąć od siebie ludzi. Nie lubi ich bliskości, nie znosi badawczych spojrzeń, które wydają się przenikać ją na wskroś razem z iluzją, którą spowite jest jej ciało. Jerzy się jak przestraszony kot, rzuca na prawo i lewo wściekłymi spojrzeniami i syczy, ale nie ucieknie, bo ponoć najlepszą obroną jest atak. Albo sarkazm, który zdaje się wielu osobników odstraszać, gdyż najzwyczajniej w świecie nie są w stanie go zrozumieć. Trudno jest jej uznawać autorytety, ma problemy z wykonywaniem rozkazów, a gdy natknie się na jakiś zakaz, aż ją skręca w środku żeby zrobić to, czego nierobienia dana regulacja właśnie dotyczy. W złości najłatwiej opisać jej zachowanie poprzez przyrównanie do huraganu - zniszczy wszystko na swojej drodze i niczego nie oszczędzi, co jest równoważone przez fakt, że trudno jest ją doprowadzić do tego stanu. Zazwyczaj nie bierze sobie do serca większości słów, które usłyszy, bo doskonale wie, jak obecnie powszechne jest kłamstwo. Generalnie to większości ludzi ciężko jest przebrnąć przez tą nieprzyjemną warstwę i dogrzebać się do tego, co jest pod spodem. Echelon naprawdę chciałaby, żeby głębiej nie było nic, wolałaby mieć charakter płytki i nieprzyjazny, bo tą wewnętrzną, delikatną warstwę jest dziesięć razy łatwiej zranić, dziesięć razy łatwiej zostawić bliznę, która nie zagoi się nigdy, a jedynie wyblaknie z czasem. Nie znaczy to jednak, że takich osób nie ma, bo z przerażeniem odkrywa, że z każdym dniem jest ich coraz więcej, chociaż na razie wziąż jeszcze może ich policzyć na palcach obydwóch dłoni. Zwykle nic nie wskazuje na to, że to oni zranią ; jeszcze bardziej obawia się sytuacji odwrotnej, kiedy to wykona pierwszy, nieprawidłowy ruch, wiodący do zagłady domku z kart, który tak pieczołowicie budowała na przestrzeni lat. Tych ludzi trzyma blisko przy sobie, dla nich jest w stanie wydobyć z siebie te bardziej ludzkie odruchy, chociaż czasem wymaga to od niej wiele samozaparcia i mocnego zaciskania zębów, żeby nie wybuchnąć, bo w gardle zbiera się tak wiele słów, które są nieodpowiednie, które mogą być źle odebrane.


Aparycja

Chude to-to jak zagłodzone zwierzę, można byłoby wręcz powiedzieć, że jej ciało jest zrobione z patyków mniej-więcej równiej długości, jedynie na podobieństwo człowieka, a nie tak, żeby można było przyczepić jej tą samą etykietkę homo sapiens. Przez szczupłą budowę ciała wydaje się wyższa, niż faktycznie jest, co zwykle prowadzi do zdziwienia, bo blisko metr pięćdziesiąt to niewiele. Powiadają, że wzrost nadrabia charakterem, ale ona nie do końca rozumie, co mają przez to na myśli. Idąc dalej - chociaż należy do płci żeńskiej, matka natura nie pobłogosławiła jej kobiecymi atrybutami. Wcięcia w talii zupełny brak, piersi również, więc z jedynie głosem odrobinę wyższym niż męski często jest brana za chłopca, który nie przeszedł jeszcze mutacji. Do tych pomyłek jest już tak przyzwyczajona, że najczęściej już nawet nie wyprowadza z błędu i biedny człeczyna jest przeświadczony, że ma do czynienia z chłopakiem do momentu, w którym ktoś zwróci się do niej w osobie żeńskiej, albo ktoś go uświadomi o błędzie. Twarz owalna, cera tak jasna, że wręcz przezroczysta, okolona włosami o barwie mleka; Oczy wiecznie znudzone, lewe jasnoszare, a prawe barwy burzowego nieba. Część z tego jest efektem iluzji, która jest nałożona na Jett niczym powłoka. Skutecznie ukrywa cienkie, blade blizny przecinające skórę na całym jej ciele niczym pajęcza sieć, szczególnie koncentrujące się w okolicach rąk i twarzy. To element jej historii, element, który znają tylko pojedyncze jednostki. To sekret, który zabierze ze sobą do grobu.

W formie bronii nie wygląda lepiej. Gunblade to broń, która jest karykaturalnym wręcz połączeniem miecza i pistoletu, niektórzy mówią, że dość eleganckim. Ona sama uważa inaczej, ale musi przyznać, że jest to dość efektowne, a we właściwych rękach zabójczo precyzyjne. Bo czy jest coś lepszego niż broń, która może być jednocześnie krótko i długodystansowa? No właśnie.
Tak czy inaczej, gunblade składa się z trzech zasadniczych części. Rękojeść wygląda jak rączka od rewolweru, od którego również zaczerpnięty jest bębenek na pociski, wraz z krótką lufą, która z kolei łączy się z wierzchnią częścią dość masywnego, poniekąd niezgrabnego, ostrza. Ot i cała historia.


Historia

Jej sny są trawione przez płomienie. Gdziekolwiek pójdzie, zawsze czuje swąd palonych ciał i śmierci. Gdy tylko zamknie oczy, pod powiekami widzi jasny blask ognia, który zabrał wszystko, co było dla niej ważne. Najgorszy jest fakt, że płomienie są zawsze przy niej, zawsze obecne, trawią trzewia, liżą palce u dłoni i zostawiają mokre ślady w śniegu.

Zaczęło się niewinnie, bo od jednego, malutkiego płomyczka, prawdopodobnie z zapałki. Podłożony na suchą trawę z boku domu, sprawił, że cały budynek zajął się w mgnieniu oka. Ogień pożerał na swej drodze wszystko - sprzęty domowe, ubrania, zabawki Jett i jej brata-bliźniaka, meble. Domownicy wyrwali się ze snu dopiero, kiedy huk ognia był już ogłuszający; odpowiadało to mniej-więcej momentowi, w którym belki podtrzymujące sufit zaczynały walić im się na głowy razem z dachem budynku. Jedna z nich zawaliła się tuż przed drzwiami sypialni rodziców, przez co nie mogli się wydostać z pomieszczenia. Nieważne jak długo drobne rączki sześciolatki sięgały w płomienie, by przesunąć ciężki kawał drewna, on ani drgnął. Dopiero kiedy kolejny kawał sufitu się zawalił, dała się przekonać rozpaczliwym krzykom swoich rodziców i posłuchała ich rozkazu, aby ratować siebie i zapomnieć o nich. Zostawić ich na śmierć przez spalenie żywcem albo uduszenie tlenkiem węgla. Czy była jakaś różnica? Nie dla niej.

Ledwo wydostała się z płonącego budynku - tuż przed nim zabrakło jej sił i straciła przytomność. Następną rzeczą, którą pamiętała, było głuche pikanie maszyn medycznych, słyszalne w jej świadomości przez dłuższy czas. Były też słowa - śpiaczka farmakologiczna, ciężki stan, poparzenia trzeciego stopnia i jedno, mrożące krew w żyłach, pogrzeb. Później przez jakiś czas nie było kompletnie nic oprócz szumu niedalekiego płomienia, od którego nie mogła się odgrodzić, nieważne, jak długo próbowała.

Wybudzono ją po czasie, który był niezbędny do przynajmniej wstępnego wygojenia ran, które licznie powstały na jej ciele podczas pożaru. Obudziła się i pierwszym widokiem, który miała przed oczami, były jej zabandażowane ciało i matowe, białe kosmyki opadające jej na twarz, niegdyś lśniące i koloru rudoblond. Pierwsze słowa, które usłyszała, poza pytaniami o jej samopoczucie, uświadomiły ją, że ani jej rodziców, ani brata nie ma w szpitalu. Wspomnienia z dnia pożaru były w jej pamięci zamglone i niewyraźne, dlatego wciąż nie zdawała sobie sprawy z faktu, że jej rodziców nikt nie uratował. Że zawiodła i zostali pożarci przez płomienie, których zapach wciąż unosił się w jej nozdrzach.

Kiedy ktoś w końcu łaskawie uznał, że jest wystarczająco silna, żeby przyjąć do wiadomości wiadomość o ich śmierci, było już odrobinę za późno. Zdała sobie sprawę z faktu, że coś jest nie tak, gdyż nikt jej nie odwiedzał, ale nie przyjmowała do siebie wiadomości o jej śmierci, dlatego słowa te wypowiedziane w twarz uderzyły. Mocno. Tym mocniej, że od razu dowiedziała się o tym, że jej brat został zabrany przez opiekę społeczną do sierocińca, a opieka medyczna nawet nie wiedziała, do którego konkretnie. W skrócie oznaczało to, że mogli się już nigdy więcej nie zobaczyć.

Wydarzenie to było bezpośrednim sygnałem dla jej mocy Magicznej Broni - zmanifestowały się one wtedy z wielką siłą, a zmieszane z jej szałem sprawiły, że prawie doprowadziła do śmierci trzy pielęgniarki i dwóch lekarzy, oczywiście nieświadomie. Ocknęła się dopiero w głębokim lesie, z jakimś mężczyzną przy jej boku i - oczywiście - szumem ognia w uszach. Powiedział, że wie, co jej dolega. Powiedział, że nauczy ją tego kontrolować. Przedstawiła mu się jako Echelon, w tym momencie swoją prawdziwą tożsamość usuwając na drugi plan, bo tak było łatwiej. Zapomnieć.

Nie było łatwo. Jej umiejętności nie należały do takich, które chciały, żeby nad tym panowano, a mężczyzna, którego imienia miała nigdy nie poznać, miał mało cierpliwości i jej brak umiejętności i dusza buntowniczki często kończył się siniakami. Z czasem jednak było coraz łatwiej - jedni powiedzieliby, że przywykła, a drudzy, że stała się ofiarą syndromu sztokholmskiego. Ona z perspektywy czasu mogłaby powiedzieć, że to była mieszanka jednego i drugiego, gdyby tylko miała odwagę cofnąć się do tamtych czasów.

Wszystko zakończyło się tragedią. Naturalnie każda broń ma swoje techniki i Echelon o tym dowiedziała się dość wcześnie, bo ponoć z świadomością istnienia takowych łatwiej było je odkryć. Łatwiejsze było to też z przywołaniem wspomnień, które przyprawiały o gwałtowne emocje - mężczyzna zaczął przypominać jej dzień pożaru i skończyło się to dla niego źle. Bardzo. Ogromny płomień, który buchnął od Echelon był ostatnim widokiem, który miał przyjemność ujrzeć. Ona z kolei mogła przywitać się po raz kolejny z zapachem zwęglonego ciała, który znała tak dobrze.

Można się domyśleć, że posiadanie krwi - a w tym przypadku węgla? - nie skończyło się dla niej dobrze. Po tamtym wydarzeniu nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Jej pierwszym instynktem była ucieczka i to też zrobiła; biegła do momentu, w którym zabrakło jej sił w nogach i padła, ślizgając się na brzuchu po leśnej ściółce. Sama nie wie, ile czasu przeleżała w pozycji embrionalnej wśród opadłych liści, ale właśnie w takim stanie znalazł ją jej drugi władający. Oczywiście nie był nim od początku, wpierw nie wiedział nawet, że ma do czynienia z bronią, władała nim czysta chęć pomocy. Nie było jednak co ukrywać, jeśli Echelon potrzebowała z czymś pomocy, to było to zapanowanie nad własnymi umiejętnościami, a skoro on mógł jej w tym pomóc za korzyść z bycia jej Władającym, to czemu nie?

Oh, żeby to jednak było takie proste, na jakie się wydawało... Przybycie do Shibusenu było tylko początkiem kłopotów, na które mieli się wspólnie natknąć w tej dość skomplikowanej relacji.


Ciekawostki

żyje w przeświadczeniu, że zwierzęta są milion razy lepsze od ludzi. Jakby na potwierdzenie do tego faktu, futrzaki wiecznie do niej lgną, a ona ich nie odtrąca.
ogień stał się częścią jej osobowości, jest obecny w jej świadomości, co nie znaczy, że akceptuje jego niszczycielską naturę. Właśnie obecność tego żywiołu jest głównym powodem, dla którego nienawidzi samej siebie.
niewiele ludzi jest świadomych faktu, że "Echelon" nie jest jej prawdziwym imieniem.
czasami, kiedy zapach spalenizny staje się już nie do zniesienia, sięga po papierosy, bo zapach dymu tytoniowego jest sto razy lepszy. Każdym fajkiem delektuje się do samego końca i jeszcze długo po fakcie czuje jego zapach na swoich palcach.
z tego samego powodu lubi intensywne męskie perfumy; za damskimi nie przepada, bo są zbyt słodkie.
dlatego też nie je pieczonego ani smażonego mięsa, jest w stanie przełknąć tylko gotowane, ale to też nie zawsze.
nie widzi na lewe oko od momentu, w którym została wybudzona ze spiączki. Nigdy jej też nie powiedziano dlaczego, bo nie odnaleziono przyczyny. Najprawdopodobniej podczas jednego z upadków w trakcie pożaru uderzyła się na tyle mocno, żeby uszkodzić nerw wzrokowy, ale ona tego nie pamięta, bo wspomnienia z tamtego dnia są wyraźne tylko w jej snach.
prowadzi sennik - po przebudzeniu zapisuje w zeszycie wszystko, co pamięta ze swojego snu i później stara się to analizować. Nie zawsze wychodzi.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t727-bob-budowniczy#4657

avatar
Uczeń NOT
Posty : 86
Data dołączenia : 26/06/2015
Wiek : 18
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Echelon   Pon Paź 05, 2015 7:21 pm

Akcept :3

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t532-caril-cawthon
 
Echelon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Off-top :: Nieaktywne Karty Postaci-