IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zamek Himeji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 32
Data dołączenia : 06/09/2015

PisanieTemat: Zamek Himeji   Pią Wrz 18, 2015 11:54 pm

Gdzieś w mieście zwanym Himeji znajduje się zamek o tej samej nazwie. Prefektura Hyōgo właśnie głównie dzięki niemu zdobyła taką popularność turystyczną. Najważniejszym i najistotniejszym faktem było to, że była to jedna z najstarszych budowli stojących do dzisiaj na wyspach Japonii. Warto jednak wspomnieć, że zamiennie, miejsce to jest nazywane "Zamkiem Białej Czapli", głównie przez wykończenie białym tynkiem gipsowym.



Niech żyją długo i szczęśliwie

Uczestnik: Welt i Vandil
Poziom: Łatwy
Typ: Fabularny


Dość oficjalne zaproszenie powędrowało w łapki Weltozorda. Było podpisane "dla starej koleżanki, która z pewnością o mnie zapomniała". Było to zaproszenie od niejakiego Riasa Shinry, jednego z ważniejszych japońskich arystokratów. Na pięknej kartce koloru białego, delikatnie wpadającego w róż widniał dość ładny tekst zaproszeniowy. Typowy. Po długich godzinach rozszyfrowania dało się wywnioskować to, że jest to zaproszenie... na ślub. A ślub tenże miał się odbyć w Azji, a dokładniej to w Japońskim pałacu. I to nie byle jakim, bo na ten cel udostępniono nie byle co, bo własnie zamek Himeji!
Poniżej listu dało się jednak zauważyć notatkę. A była ona w języku już angielskim, dość ładnie pisanym, odręczne pismo. Do tego wyraźnie był używany do tego typowy, piórkowy przyrząd do pisania. Po prostu pióro odpowiednio wymodelowane.

"Droga Panno Schmerz.
Nie bez powodu zapraszam Cię na tę uroczystość. Wiem, że jesteś w stanie mi pomóc. Kobieta, z którą chcę być jest ścigana przez nieznanych mi ludzi. Atakowali ją wiele razy w czasie naszych spacerów, a boję się, że w czasie uroczystości zaślubin dojdzie do czegoś znacznie gorszego niż tylko atak z pięściami. Otrzymywałem wiele listów z pogróżkami. Bałem się o tym mówić. Grożą mi, że jeśli wyjdę za Tokiti, zabiją mnie i moją rodzinę.
Proszę, zabierz kogoś ze sobą i przybądź do zamku Himeji dnia wypisanego w zaproszeniu.
Rias Shinra"

Welt nie zastanawiała się długo nad decyzją, zabrała Wannę, spakowała ich zgodnie z harmonogramem, jednakże musiała go złamać w pewnym momencie, bo przecież nie dość, że zmieniła strefę czasową, to jeszcze musiała lecieć samolotem!
Zatrzymali się w dość luksusowym hotelu, w którym niczego nie brakowało. Było tam dość ładnie, a także wygodnie. Każdy miał kącik dla siebie, jedynym problemem było to, że było jedno łóżko. Jedno, dwuosobowe łóżko. Ale co to za problem dla Światowej Wanny w Japonii? No właśnie żaden.
Z rana jednak musieli się ubrać dość odświętnie, bowiem już o dziewiątej miała się zacząć uroczystość zaślubin. Wszyscy już się zebrali, dało się ujrzeć u każdego tradycyjne yukaty rozmawiających ze sobą japończyków i japonek (nie, nie klapek)., choć wielu jednak zdecydowało się przyjść po prostu w sukniach i garniturach. Charakterystyczni byli jednak misjonarze w tych obwisłych dość strojach z czarnymi "czapkami" na głowach. A pary młodej ni widu, ni słychu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Nie Wrz 20, 2015 10:32 pm

Welt jako, że należała do osób ekscytujących się wszystkim na widok zaproszenia o mały włos nie dostała spazmów. Treść wiadomości rzuciła ją w rewiry stanu przedzawałowego, a myśl o możliwości podróży wyrwała ją z kapci, w których to bytowała po swoim mieszkaniu. Kiedy już ogarnęła się, a może i ktoś ją przywołał do porządku (bądź co bądź mieszkała ze swoim kochanym, super cudownym, przystojnym, uzdolnionym, ślicznym, płodnym, czekoladowym partnerem). Istniała więc możliwość uspokojenia tej kretynki inaczej. Tak czy inaczej po jakimś czasie doszły do niej fakty mniej kolorowe. Ktoś pisał bo chciał pomocy, prawda? I sprawa była raczej poważna. Mimo swojego zastraszająco niskiego IQ, Welt jednak miała to swoje poczucie obowiązku, a to lubiło chadzać w parze z zawziętością. Słowem: Trzeba było tej osobie pomóc, czy go się pamiętało, czy nie. Nóż widelec istniała jakaś szansa na cudowne olśnienie po zobaczeniu jaśnie osobnika.
W przypadku odmowy współpracy ze strony Vandila musiało dojść do rękoczynów. Jeżeli nie przerażała go wizja mokrego palca w uchu, skrętu sutków lub zmiany fryzury na jej brak powszechnie rozumiany jako łysina to... Musiała wpaść na inny sposób. Proste! Warto dodać w tym miejscu, że w sumie ta wyprawa była ich pierwszą misją. Jak do tej pory nie mieli okazji przypieczętować swojego duetu w taki sposób, więc niczym dziwnym była radość wiążąca się z całym wydarzeniem. Długo rozpierać się szczęściem niestety nie mogła, a to z powodu nawału zdecydowanie za wielkiej jak na nią ilości spraw na głowę. Od odpracowania choćby paru pierwszych punktów planu działania do samego przyzwyczajenia się do zmian powiązanych ze strefą czasową. Harmonogram władającej został z chwilą wyruszenia zdeptany, pognieciony i sprofanowany do granic możliwości, dlatego w pewnym momencie okularnica zawiesiła się. Niekoniecznie dosłownie, ale trudno inaczej nazwać moment, w którym osoba jej pokroju po prostu przestaje się odzywać. Entuzjazm szlag trafił, pozostało jednak uparcie się na wykonanie zadania. Prawdopodobnie to zadecydowało o fakcie intrygującym oraz nietypowym. Niemalże przez całą drogę uczepiona ręki partnera Schmerz myślała. Teraz macie moment na wszelkie oklaski, gwizdy zachwytu, okrzyki bojowe, omdlenia z wrażenia i temu podobne. Istotnie, trybiki w głowie młodej władającej ruszyły, nieco ze zgrzytem, ospale, a jednak. Doszła do wniosku, że czasu to oni za dużo nie mieli. Jakieś węszenie przed całym wydarzeniem nie miało więc prawa bytu. Zresztą. Z podanymi informacjami nie wiązał się żaden większy trop. To było takie czyste: "dzieje się coś i może stać się coś gorszego". Niby można by węszyć kim jest przyszła panna młoda, kim jest pan młody... Ale prośba była inna. Cokolwiek więc można było zrobić należało jakoś zepchnąć na ten wielki dzień. Bycie czujnym i takie tam. Możliwe, że wyjątkowo ktoś będzie miał na czole tabliczkę z napisem: "hej, zaraz zrobię tutaj wielki zamach na parę młodą, yolo". To bez sensu. Tak. Zdecydowanie najlepiej będzie chyba najpierw zobaczyć się ze zleceniodawcą.
Przeżywając spokojnie swoje wielkie olśnienie dziewczyna ani na chwilę nie puszczała dłoni Vandila. Ku rozbawieniu ewentualnych gapiów nie wyglądali jak jakaś urocza parka, a jak ślepa dziewczynka z jej psem przewodnikiem. Z transu, wypełnianego powoli ciszą (bo pomysły się kończyły) wyrwało ją dopiero przyrżnięcie małym palcem stopy w róg hotelowego łóżka. Krótka obserwacja wspomnianego jeszcze dodatkowo ją rozbudziła, w związku z czym momentalnie wyskoczyła ze swoją gadką. Najpierw coś tam świergotała o łóżku na noc poślubną (tak już w temacie), potem jeszcze stwierdziła, że widziała lepsze hotele (bo było ją stać), a na końcu wyszła całkiem pewnie z przedstawieniem wniosków, do których wcześniej doszła. Po tym zaś nie zostało jej nic innego, jak natychmiastowe zaśnięcie. Znaczy natychmiastowe. W pewnym momencie po prostu siedziała sobie na łóżku i zamknęła oczy na dłuższą chwilę. Dla jej mózgu zgasło światło, więc pora kimać.
Dzięki temu efektywnie podniosła się całkiem wcześnie, spokojnie się wyszykowała. W sumie "wyszykowała". Spięła włosy w coś na kształt luźnego, ale schludnego koku oraz wskoczyła w beżową sukienkę, lekką, prostą. Małe falbanki czy błyszczące dodatki zakrywały fakt, że odzież ta, nie była w gruncie rzeczy niczym specjalnym. Zwykła. W obcisłej czy fantazyjnej nawet nie doszłaby na ślub. Słowem jeszcze o chwili przed wejściem na teren zamku. Tam właśnie rzuciła jeszcze do swojego towarzysza zachęcająco:
- Pamiętaj! Bądź czujny jak pies podwójny!
Na miejscu już biła się z ochotą skomentowania każdego przechodzącego obok. Wow, tu kimono, tu garnitur, w sumie jak wyglądają śluby w Japonii, halo tu Agatka, na jakiej planecie jestem. Jakoś jednak została przy tym wiernym dla sprawy rozglądaniu się w tłumie i sprawianiu normalnego wrażenia. Dzięki temu doszła do pewnego wniosku:
- Hej, Van. Tutaj chyba nie ma najważniejszej dwójki. Wiesz, to jakby na balu królewskim nie było pary królewskiej. Myślisz, że pudrują sobie nosy przed tym wszystkim? - To końcowe pytanie wynikło z braku pomysłu na coś sensowniejszego. Najwyraźniej wyczerpała chyba swoje roczne pokłady jakiejkolwiek inteligencji i w obliczu obecnej sytuacji była w kropce. A w takich chwilach nie ma nic lepszego jak kierowanie się decyzjami swojej Broni. Tak. Już zdołała wybadać, że z pewnością był osobą, na której można polegać. W jej języku oznaczało to słuchanie się danej persony bez słowa sprzeciwu, a w to włączone myślenie w pewnych momentach za dwójkę. Nawet jeśli oczywistym teraz było chociażby zapytanie gdzie może się znajdować Rias Shinra ze swoją lubą. No co? Nic nie wspomniane było, że jest głupia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Pon Wrz 21, 2015 12:41 pm

Jeden z kolejnych leniwych dni został przerwany przez wpadającą do pokoju Welt, co akurat nie było niczym zaskakującym. Vandil jeszcze spokojnie wylegiwał się, bo w gruncie rzeczy nigdzie mu się nie śpieszyło, więc gdzie ma wstawać? Dziewczyna starała się przekazać mu wszystkie myśli na raz, więc wypadały jakieś losowe słowa z zastraszającą prędkością, a on mógł jedynie podnieść brwi i starać się cokolwiek wyłapać. Zrezygnował jednak szybko, wziął sam coś co trzymała w ręce i wciąż wskazywała na to podskakując, a co później okazało się zaproszeniem. I to na ślub. Niestety, gośćmi nie mieli być, a ochroniarzami i to w dodatku jakiegoś szychy. Norweg niezbyt zastanawiał się nad tekstem, a z jego zasobem wiedzy, to ciężko o skojarzenie nazwiska, nawet takiego znanego na całym świecie. Ktoś potrzebował pomocy, partnerka chciała pomóc, zaś on nawet jeżeli nie chciał, to nie wypuściłby jej samej, bo raczej o zatrzymaniu jej w domu nie było mowy. Uciekłaby przez kanalizację albo wysłała się pocztą. Przynajmniej tak zakładał białowłosy. Całe szczęście mimo swej otoczki, to brakowało mu trochę asertywności. Szczególnie cierpiał na jej brak kiedy prosiły kobiety albo ludzie rzeczywiście potrzebujący pomocy. Ślub to poważna i fajna sprawa, chociaż raczej niezbyt dla Vandila. Trochę się bał go i to nie z powodu ograniczeń. Mniejsza - oboje postanowili zabrać się do Azji i zapewnić bezpieczeństwo młodej parze.
Zanim Norweg zdążył wyjść z łazienki, to połowa rzeczy była już spakowana w torby do zabrania. Welt z tempem jamnika na mefie zasuwała z jedno końca mieszkania, na drugi zbierając jakieś rzeczy i wciskając je do torby. Losowe przedmioty zostały zapakowane, a przy okazji te niezbędne, bo poznikały nagle wszystkie bokserki chłopaka. Nie znikły te co miał na sobie, całe szczęście. Śniadanko, szybkie ogarnięcie biletów i podróż. Lot nie był tak długi jak się wydawało Vandilowi, minął szybko, chociaż przyjemny jakiś nie był. Małe foteliki niezbyt pasowały do jego rozmiarów. Sama Japonia była zabawna. Wszystko wyglądało tak dziwnie, a ludzie na ulicy wyglądali jak jakieś kilkutysięcioraczki, bo chłopak nie potrafił odróżnić ani jednej osoby. Wszystkie dziewczyny wyglądały jak z jednej rodziny, a reszta mężczyzn jak bracia. Jedynie w wieku i ubiorze były różnice. W dodatku wszyscy tacy niscy, że białowłosy czuł się jakby niechcący znalazł się z wycieczką przedszkola. Ponad sto dziewięćdziesiąt centymetrów Skandynawii trafiło do hotelu razem z "Panną Schmerz", która wciąż trzymała go za rękę i jakaś wyłączona kierowała się za nim. Pierdyliardgwiazdkowy hotel wyglądał zachęcająco. Bagaże zostały wniesione, wewnątrz jak w apartamencie, nawet ręczniki miały wyszyte imiona. Łóżko było jedno, ale dwuosobowe, pewnie nie spodziewali się, że Welt zabierze kogoś ze sobą, a w dodatku mężczyznę. Norwegowi to nie przeszkadzało. Bywali w mniej wygodnych miejscach, ekhe, ekhe. Partnerka mu się znów uruchomiła, zaczęła nadawać o różnych rzeczach nie czekając nawet na komentarz Vandila, więc ten spokojnie jej wysłuchał. Na końcu nawet przedstawiła mu swoje przemyślenia, które - o dziwo - były trafne. Trzeba się skontaktować z tym całym Riasem, czy jak mu tam, bo białowłosy nie miał pojęcia czy to imię, czy nazwisko, a może tak wołali na niego w szkole. Musieli się dowiedzieć czegoś o tych zamachowcach, jak im rozróżnić, by nie czekać na atak - wtedy może być za późno. Gorzej, że Welt zupełnie nie wiedziała jak wyglądają, a nawet gdyby wiedziała, to rozpoznanie w tym tłumie klonów Kage Bunshin no Jutsu, było istnym seksem w wannie, czyli utrapieniem. Po przedyskutowaniu podstawowych spraw chłopak ruszył pod prysznic. Wychodząc zastał śpiącą na siedząco Władającą. Przypominała mu papugę trochę. Jak robiło się ciemno, to zasypiała, chociaż jeszcze nie próbował narzucać na nią koca w dzień i sprawdzać. Sporo jeszcze przed nim. Ułożył ją w łóżku, przykrył, a później dołączył do niej. Kołdry niestety nie uświadczył, bo niespokojna partnerka rozpoczęła proces przepoczwarzania się, więc z rulonu wystawały jedynie nogi i głowa.
Spał mocno, strefa czasowa jakoś zadziałała na niego, że był zupełnie zaspany nawet po długim odpoczynku. Kiedy wstał brązowowłosa była już praktycznie ubrana. Z niechęcią po porannej toalecie zapakował się w garnitur. Jak przystało na niego, strój był czarny z czerwonymi dodatkami. Marynarka miała czerwone obszycie, koszula czerwone guziki, a krawat był zwyczajnie cały czerwony w jakąś kratkę czy cholera wie co. Liv mu powtarzała, że w takich sytuacjach musi dopasowywać swój strój do siebie i do partnerki, z którą rusza na jaką dżamprę, ale jeszcze trzeba było umieć dopasować to wszystko. Wychodziło na to, że jakiś stopień eleganckiej prezencji miał, ale połączenie kolorystyczne z dodatkiem nie do końca zapiętej koszuli oraz dosyć luźnego krawatu sporo zabierało. Nie lubił garniaków, nie jego wina.
Dobra, wiedział, że ślub ma być w zamku, ale dajcie spokój, to już była przesada. Nawet takie zero wiedzy o kulturze i estetyce jak Vandil potrafiło dostrzec, że budowla jest przepiękna, a nawet zapiera dech w piersiach. Wielkie zamczysko dosłownie krzyczące do Norwega "nie pasujesz tutaj stary".
- Niezłych masz znajomych. Mam nadzieję, że Twoja rodzina nie jest, aż tak bogata. - powiedział przyglądając się miejscu, w którym miał spędzić najbliższe kilka godzin. Miał świadomość, że trzeba srać pieniędzmi, żeby sobie coś takiego nawet wynająć na ślub. Przecież to pewnie pieprzony zabytek. Białowłosy przed trafieniem do Death City mógł pochwalić się, że najbardziej ekskluzywnym lokalem w jakim zdarzyło mu się bawić była świeżo pomalowana remiza strażacka. Nawet nie śmierdziało jeszcze w niej moczem, chociaż od nieprzewietrzonych pomieszczeń sama faza wchodziła.
Tak jak przewidywał - w środku było pełno jakichś bogaczy. Widać było to na pierwszy rzut oka, bo nie nosili ubrań z targu cyganów, gdzie wygrywa ten, który wyraźniej krzyczy "tanjio, tanjio panjie!", a jakieś istne dzieła sztuki. Piękne, bogate suknie i idealnie skrojone garnitury walczyły o miano najpiękniejszej kreacji z kimonami, których Norweg nawet nie potrafił opisać.
Welt miała rację. Ludzi było sporo, wszyscy ubrani byli świetnie, ale nikomu nie dało się przypisać etykiety "Pan młody" albo "Panna młoda". Rozejrzał się jeszcze raz po dosyć rozległym otoczeniu, by potwierdzić słowa partnerki.
- Taa, pewnie tak. Przygotowują się do uroczystości pewnie. Albo już ich w cholerę porwali i mamy problem. - mimo że starał się nie przeklinać przy kobietach, to zdarzało mu się to tak z nawyku. No, na "cholerę" jeszcze mógł sobie pozwolić, wybaczał sobie. - To my akurat wyglądamy najbardziej podejrzanie wśród tych wszystkich szych. Zapytać o nich też głupio, bo jak są na sali, to już zupełnie wyjdziemy na jakichś dziwnych. Zresztą i tak nie znam japońskiego, a czy oni znają angielski? - zapytał dosyć retorycznie, bo miał świadomość, że pewnie znają. W końcu to pewnie biznesmeni, jeżeli nie mają tłumaczy, to raczej obowiązkowo muszą gadać w innych językach.
- Chodź, poszukamy ich, jak coś to szukamy kibli. - powiedział z planem wbijania w różne losowe miejsca i rozglądania się za kimś kto mógłby wyglądać na tego Rias Shinrę albo jego przyszłą żonę. Oczywiście ciągle za sobą ciągał Welt, aby jej nie zgubić. Niby odróżniała się od reszty, ale wolał jej nie stracić z oczu szczególnie, że zamachowcy mogli być wśród gości. A przecież profilaktycznie nie wpierdoli każdemu. Trzeba było się dowiedzieć coś o nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t106-norweski-wywolywacz-orgazmow-v

avatar
Mistrz Gry
Posty : 32
Data dołączenia : 06/09/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Wto Wrz 22, 2015 7:23 pm

Trzeba było wyraźnie zaznaczyć, iż zamek był doskonale przyozdobiony na tę okazję. Doskonale, aczkolwiek nie było tam żadnego przepychu, nikt nie przesadzał z tym, jak to wszystko miało wyglądać. Bo przecież co za dużo, to nie zdrowo. Jeszcze gdzieś na placu widać było trochę różowych płatków kwiatów, najpewniej wiśni, jednakże było to niepewne. No tak, tutaj pewności nie ma, bo to w końcu świat stworzony w głowie autora i to on wie, co w nim siedzi. I jak zostało zauważone w poście wcześniejszym - nigdzie w okolicy nie widać było pana i pani młodej, choć w niedługim czasie powinni się pojawić. Dochodziła powoli godzina dwunasta, goście przestawali się zbierać. Nie, nie przestawali, bo Vandil i Welt stwierdzili, że pora się zbierać "poszukać łazienki", co zaowocowało w wejściu w dość wąskie uliczki korytarzy.
Słychać było szum, odgłosy rozmów, a także kroki. Kroki dość prędkie, a dokładniej to należące do Wanny i Świata. Zaglądali do pokojów, szukając "łazienki", a w głowie wciąż mając pytanie, czy ktokolwiek tutaj zna angielski poza Riasa, który przecież napisał do panny Schmerz po angielsku list. A inni? Ponoć uczono się Japanglishu, ewentualnie Engrishu w szkołach, to przecież język biznesu, który każdy powinien znać żeby się pogadać. A wymowa dość ciężka z ich strony pewnie by była.
Otworzyli jedne drzwi, drugie, trzecie. Do tej pory wszystkie były puste. Poza czwartymi, bo zanim Vandil się zorientowało, co się stało, dostał mokrą szmatą w twarz, niebo rozdarł wrzask, a on miał teraz cały mokry garnitur. Dało się zauważyć jeszcze przez szparę drzwi, że ktoś tam siedział, a dokładniej to pani w wieku około dwudziestu czterech lat (z resztą kij ich tam wie, na ile wygląda, skoro pięćdziesięciolatka wygląda na dwadzieścia...), kompletnie naga próbuje się zasłonić żaluzją. Toteż trzeba by było drzwi zamknąć i panience nie przeszkadzać.

- A co się tu dzieje? - zapytał ktoś z nagła, stał za nimi centralnie, acz używał tej niezwykle łamanej formacji języka angielskiego połączonego z wymową japońską. Głos dla białowłosego, z którego zaraz szmata została zdjęta i rzucona na bok, był kompletnie nieznany. Dla jego towarzyszki - owszem, jednakże były to bardzo zamglone wspomnienia. Mniej-więcej tak sprzed czterech lat, ponoć ktoś taki przyjechał i pewnie stąd znał pannę Głupota.
- Panienka Welt Schmerz i... kto to jest? - zapytał, aby zaraz nieznacznie kucnąć i podać rękę mężczyźnie o ile oczywiście potrzebował pomocy. Przyodziany był w czarną szatę, na której - choć nie było tego w tym momencie widać - widoczny był znaczek rodu Shinra. No i trzeba było zauważyć fakt, że miał białe włosy, zupełnie jakby był nie stąd. Połączenie z niebieskimi oczyma wskazywało na Skandynawię, jednakże nazwisko oraz typowy strój dla wesela w wierze Shinto zbywały kompletnie te wrażenie bycia z innego kraju niż Japonii.
- Miło mi, jestem Rias Shinra, hajimemashite - przedstawił się za chwilę Vandilowi, głęboko kłaniając, niemalże pod kątem prostym. A to oznaczało, że ma wielki szacunek do tych, których prosił o pomoc. Po chwili również ukłonił się równie nisko do Welt, jednakże najpierw musiał się przecież przedstawić komuś, kogo nie zna, prawda? - Możesz mi jednak mówić po prostu Rias. Jesteście parą? - wyrwało mu się. Za momencik jednak zdołał się zreflektować. Wziął ręcznik z podłogi, kucając przy tym i go zabrał z korytarza, pokazując naszej dwójce bohaterów, aby poszli zaraz za nim.

Trafili do niewielkiego gabinetu. Ręcznik z rąk mężczyzny zniknął, najpewniej wylądował w jakiejś siatce na ciuchy. Pokój ten znajdował się na piętrze zamku, a widok z okna w nim rozciągał się do niesamowitych scenerii wioskowych, górskich, a także nawet i morskich gdzieś tam, w oddali. Stąd również można było ujrzeć gości zbierających się na placu, dyskutujących o tym, co się wokoło dzieje. Tematy były dla naszej trójki niczym tabu, bo nic nie dało się usłyszeć.

- Dziękuję za przybycie, jestem wam dozgonnie wdzięczny za wasze poświęcenie. Słyszałem, że się uczycie i macie napięte plany - powiedział. Stał przy oknie, jednakże był zwrócony do nich. - Jak wam minęła podróż? Rozgośćcie się. Naleję wam herbaty, jakich chcecie? Mam Kabusechę oraz Senchę - dodał. I rzeczywiście, było tutaj dość przytulnie. Poza tym, że stolik był typowy dla azjatyckich klimatów, trzeba było klęczeć na poduszeczkach przy naprawdę niewielkim nakryciu stołowym. Mężczyzna nawet nie usiadł na swoim miejscu od okna, z resztą jednym z dwóch po tamtej stronie. Najwyraźniej drugie miejsce było zarezerwowane dla jego przyszłej lubej, Tokiti.
- Jeśli macie jakieś pytania, to mówcie śmiało, postaram się udzielić jak najwięcej odpowiedzi - stwierdził, nalewając im powoli wybranych herbat do niewielkich filiżanek, aby zaraz przysiąść się na kolana tuż przed nimi.

Przybliżony wygląd Riasa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Pon Wrz 28, 2015 10:44 pm

O samej Japonii dziewczyna nie miała co się wypowiadać, bo już wcześniej zostało wspomniane - dopiero w hotelu wybudziła się ze swojego transu inteligencji. I tak w gwoli ścisłości - porównanie do papugi było nawet trafne. Możliwe, że Welt uczyłaby się świetnie na systemie "wafelek za ładne słowo dla pana". Jednakże nie polecam jej jako zwierzaka domowego, ptak nigdy nie wejdzie nikomu do wanny, nie zacznie gadać o tak mocnych bzdetach i z pewnością nie zabierze kołdry.
Nie pojęła związku między wyglądem zamku, a wypowiedzią Vandila, dlatego też jej odpowiedź wyszła nijaka:
- Niezłych? Wydaję mi się normalnych. Nikt u nas nie mieszka w zabytkach, ale rodzina cioci ma chyba nawet większy dom. Mój jest mniejszy i nie wygląda tak baśniowo, ale za to mamy własny las i hektarowy ogród, a to zajmuje chyba więcej miejsca niż dom... Ale to dobrze, bo jest ładniejsze! -
powiedziała spokojnie i bez jakieś super wielkiego entuzjazmu. Przypominanie sobie domowego ogniska jednak było dla niej smutne, bo nadal tęskniła, przeżywając obecnie chyba największą rozłąkę z rodziną. Pierwszą i wcale krótką, jak o szczegółach. Nie było się jednak o co na dłuższą metę martwić, bo teraz miała przy sobie Vandila. Ich znajomość była dziwaczna, ale tej idiotce to nie przeszkadzało, a właśnie cieszyło i... uspokajało.
Wracając do całego zamieszania. Wsłuchiwanie się w wypowiedzi partnera i grzeczne przytakiwanie na jego propozycje było jedną z jej ulubionych czynności. Może nieco za bardzo wyolbrzymiała inteligencję swojej Broni, ale taką już miała tendencję. Gdyby nie ta radosna zasłonka w weltowym patrzeniu na świat na pewno usłyszałaby niezbyt grzeczne słowo, które wypowiedział. Niby dobrze, że nie ogarnęła, ale z drugiej strony... Różnicy wielkiej nie byłoby raczej. Nie zrobiłaby mu zamieszania z powodu jednej "cholery", szczególnie że jakiś czas temu już miała do czynienia z obiektem godnym poniżenia ze względu na jego język i w porównaniu do niego Młot miał zbyt czystą kartę na dostanie czymś ciężkim przez czoło.
- Spekulowałabym. Chyba, że naprawdę jesteśmy tutaj jedynymi obcokrajowcami i tak bardzo się wyróżniamy, ale to trochę niemożliwe. I nie zapominaj Vivaldi, wcale nie robisz takiego złego wrażenia! Wszystko jest w twojej głowie! - klepnęła partnera po plecach, ledwo do nich dosięgając. Serio nie zauważała, że wyglądali jak żywcem wyjęci z kabaretu czy cyrku. Jakby im nie wyszło w to zbieranie dusz to zawsze mieli możliwość na karierę wielkich komików.
- Miejmy nadzieję, że nie powiedziałeś za dużo o tym "jużporwaniu" - dodała jeszcze nieco niepewnie kierując swoje kroki za panem Grzechem w każdym smaku. Opanowała już prawie do perfekcji wypatrywanie go w tłumie, tak na wszelki wypadek, ale nie idzie zignorować faktu, że robił zdecydowanie za duże kroki. Prościej mówiąc, to gdyby się go nie uczepiła jak ta wspomniana wcześniej papuga to już dawno by jej umknął. Była jednak dobrą papugą, nawet jeśli miałaby zostać ciągana tutaj jak miotła czy podobne urządzenie konstrukcji prostej.
Chodząc tak z pokoju do pokoju, zaglądając nawet pod szafki czy kredensy ani na moment nie łapała wątpliwości co do znajomości angielskiego przez przebywające tutaj osoby. Pochodziła z nadzianego domu, wiedziała jak wygląda nauka (a przynajmniej jak powinna wyglądać) i na co kładzie się nacisk. Dlatego też cząstkami swojej naturalnej logiki uznawała, że jak trzeba będzie kogoś przepytać, to powinien chociaż zrozumieć proste zdanie. Znowu nie dane jej było się jakoś zastanowić nad czymkolwiek, bo dostała po okularach wodą, której źródłem była broń masowego rażenia zwana powszechnie mokrą szmatą.
- NIE STRZELAJ DOBRA KOBIETO - rzuciła piskliwym - bo żeńskim - rykiem, już mając wchodzić do środka, tak by wyjaśnić zaistniałą sytuację, gdy dotarł do niej nieznajomy głos. Chociaż nie. Coś jej świtało. Ale było to wspomnienie bardziej mgliste od ujawnienia się Bena w śnie młodego Skywalkera, w jednej ze starszych części Gwiezdnych Wojen. Do przemowy pozagrobowej Mufasy było zaś za słabo.
- Tak, tak, Welt Schmerz - rzuciła szybko, bo człowiek ten zwyczajnie ją zaskoczył. Na tyle, że zapomniała wyjaśnić o co chodzi w tym zamieszaniu. Kiedy już udało się jej jakoś ogarnąć sylwetkę nowego rozmówcy (i wypowiedź) odpowiedziała na zadane pytanie dokładniej: - Vandil Bjørnærg, mój partner w szkole i osoba towarzysząca. - Kiwnęła delikatnie głową to w stronę chłopaka, to w stronę Riasa. Bardzo ciekawskiego Riasa. Dla niej żaden problem, przecież nie zrozumie aluzji.
- Partnerem - powtórzyła pewnie, wolna od zobowiązań. Super być debilem.
Przez cały czas rozglądała się, od czasu do czasu zatrzymując się na wizerunku zleceniodawcy. Nagle wszystko co ją otaczało było inne, trudno o to by w takich warunkach się nie rozkojarzyła. Ledwo dotarły do niej kolejne słowa wychodzące z ust klienta. Żeby jeszcze mówił jakoś znośnie, ale jego kaleczna forma angielskiego krzywdziła jej uszy. Język niemiecki i angielski należały do grupy germańskiej, dlatego takie problemy jej nie dotyczyły. Jasne, jej maniera wymowy była nieco twardsza, a w chwili wypowiadania słów podobnych akcent wypływał jak zdechła ryba na taflę wody, ale to nie był AŻ taki problem.
Nie usiadła. Wyszła z założenia, że skoro gospodarz stał, to ona też może.
- Dziękujemy za troskę - wyrwała się niemalże od razu jak skończył te swoje wywody - Wszystko poszło dobrze, były problemy, ale mamy jednak obowiązek pomocy w takich sytuacjach. Nie ma sprawy, mówiąc prościej panie Rias - nie mogła się pozbyć swojej maniery z rzucaniem w każdego tytułem oficjalnym. Tak ją nauczono, po prostu. - Obojętnie, jaką pan poleca. - tu wstaw miły uśmiech. - Ślicznie tu. Gdyby nie te... Problemy byłaby to zapewne bajkowa uroczystość. A my tu jesteśmy po to... Pytania. Znaczy, pierwsze to przepraszam za maniery, ale mógłby mi pan przypomnieć, skąd my się znamy? Dużo się u mnie ostatnio wydarzyło i zwyczajnie nie pamiętam. - walnęła prosto z mostu, ale jej głos na chwilę przybrał przepraszający ton, by zaraz iść w standardową, miłą, dziecięcą i nieco za dużo gadającą Welt: - Na pewno chcemy wiedzieć gdzie jest pana przyszła małżonka. I wszystko, co wiadomo na temat zamachowców. Motywy, ewentualne czy też nie, jakieś problemy z rodziną, wpadające w oczy szczegóły, podejrzane sprawy... Wie pan o co chodzi, prawda? - podrapała się po głowie, jakoś ledwo dyskretnie spoglądając w stronę Vandila. On tu chyba miał w razie czego więcej do gadania. Tak przynajmniej sądziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Pią Paź 02, 2015 12:16 am

Inteligencja Vandila z pewnością była przeceniana przez Welt. Nie grzeszył on wiedzą, chociaż miał w głowie sporo oleju - niestety niespożytkowanego. Instynkt był super w prostych sytuacjach jak dla przykładu - no wpieprzyć komuś. Wtedy było świetnie. Albo zniszczyć coś, dostać się gdzieś. Szukanie i rozwiązywanie zagadek niestety nie należało do jego zdolności. Szkoda, byłoby znacznie łatwiej.
Wystarczająco dużo przebywał ze swoją partnerką, by jej wypowiedź na temat bogactwa go nie zdziwiła. Dla niej to coś naturalnego ogromne domy, wielkie ogrody i ogólnie pieniądze, pieniądze. Tak się wychowała, nic dziwnego, nie miał jej tego za złe. On zaś czuł się jak arystokracja mieszkając w ich wspólnym mieszkaniu, a apartamentem nie było, nawet jakby przymrużyć oko. Rodzinny dom był ładny, ale skromny. Ot zwykła chata murowana jakich pełno w Norwegii. Typowa przeciętność. Później w Death City obskurna kawalerka, do której zdążył się przyzwyczaić.
Może i nie byli jedynymi obcokrajowcami, ale z pewnością wyglądali najdziwniej. On wysoki, ona niezbyt i oboje porażająco inteligentni. Co do złego wrażenia, to może i zapakowany w garnitur nie wyglądał tak źle jak zazwyczaj, ale mimo wszystko kolor włosów, odcień tęczówek oraz specyficzna twarz robiły swoje. Dodatkowo miał po cztery kolczyki w prawym i lewym uchu, ale z nimi akurat się nie rozstawał. Lubił je, mówi się trudno. Bandaża na szyi całe szczęście nie było tak mocno widać, bo wysoki kołnierz, nawet jeżeli nie do końca zapiętej koszuli, zasłaniał całkiem skutecznie.
- W mojej albo ich. - odparł lekko drwiąc sobie ze słów Welt. W gruncie rzeczy im gorzej sobie go wyobrażali, tym lepiej dla niego. Respekt, strach, obawa, niepewność, to wszystko gwarantowało mu przewagę nad nimi i z pewnością opinię twardszego niż rzeczywiście był. Bardzo dobrze.
Niby poszukiwania łazienki nie były zbyt dobrym pomysłem już na takim fundamentalnym stopniu, bo... po cholerę we dwójkę niby jej szukają? Można się domyślać, oni wprawę w łazienkowych akrobacjach mają. Ta wymówka nie była zbyt błyskotliwa, a z pewnością niezbyt bezpieczna, bo szybko się okazało, że niektóre pomieszczenia są zajęte i to przez nagie kobiety. Dosłownie błysk młodego ciała i plask ręcznikiem w twarz, a później krzyk. Drzwi się szybko zamknęły, partnerka spanikowana, Vandil powalony na ziemię, zupełnie zdezorientowany. Ah, no tak, nagość to wstyd. Chyba. On tam mógłby paradować nago, no prawie, bo bandaż na szyi musiał się znajdować. Reszty swojego ciała się nie wstydził.
Nagły głos zwiastował problemy, a przynajmniej tak się wydawało Norwegowi. Podglądacze nie byli szanowani, jednak tym razem to nie było problemem, oberwał immunitetem od Welt, którą tajemniczy głos poznał. Facet wyglądał specyficznie. Miał również białe włosy, które do normalnych z pewnością nie należały oraz niebieskie oczy - takie jak niegdyś i Młot. Skorzystał z wystawionej ręki, złapał się mocno nadgarstka, tak jakby witali się w średniowieczu, by podnieść się.
- Dzięki. - rzucił przecierając twarz dłoniami, aby ją trochę wysuszyć. Przejechał też szybko dłonią po włosach, które i tak się same za chwilę powinny ułożyć do normalnej fryzury. Mężczyzna nie znał Vandila, więc ten chciał się przedstawić, lecz Władająca szybko zrobiła to za niego. Jak się okazało - był to Rias, zatem zleceniodawca i potrzebujący pomocy. Norweg nie był przyzwyczajony do ukłonów w ramach przywitania. U niego w kraju zawsze się uściskało dłoń, nawet w Ameryce tak robiono, a teraz nagle pokłony jakieś. Kiwnął głową lekko pochylając się, aby nie wyjść na jakiegoś gbura, bo w sumie nie rozumiał, że im głębszy skłon tym lepiej.
- A Ty mów mi Vandil. - odparł na jego pozwolenie w zwracaniu się. Nie znał się na kulturze w tym kraju, więc nie wiedział czy mówienie po imieniu to jakaś zuchwałość czy coś. Ogólnie to nawet nie wiedział czy jak zwraca się "Rias", to mówi po nazwisku, czy po imieniu. Kto ich tam wie. Welt szybko odpowiedziała na jego zapytanie czy są parą, lecz jakoś niezbyt trafnie. Oficjalnie byli...
- Duetem. - poprawił ją. Niby wiadomo, że byli partnerami, ale to często rozumiano dosyć przewrotnie. W szczególności bycie "parą" i "partnerami" było brane inaczej niż powinno przez ludzi spoza Death City. Duet to bardziej bezpieczne słowo. Nie zależało mu jak ich postrzegają, ale to była ich misja - lepiej się pokazać z lepszej strony. Zresztą jakby był związany z Panną Schmerz, to wywołałby oburzenie u Riasa. Tak uważał. On był zwyczajnym Norwegiem z przeciętnego domu, a ona córką bogaczy. I znała taką osobistość jak ten białowłosy Japończyk. To coś znaczyło.
Ruszyli za nim do gabinetu. Widok był powalający. Plac, jakieś wioseczki, góry. W sumie to góry były najciekawsze, kojarzyły mu się z domem. Oczywiście to nie to samo co w Norwegii, tam byle wzniesienie było wyższe niż góry tutaj, ale i tak przyjemnie znaleźć coś charakterystycznego dla własnego regionu.
Rias nie usiadł, Welt też nie, on nawet nie miał ochoty, bo dajcie spokój... miał ponad metr dziewięćdziesiąt, jakby usiadł przy takim niziutkim stoliczku, to musiałby się schylać do niego, aby coś podnieść. No i weź usiądź jakoś wygodnie na ziemi mając takie długie nogi. Oparł się zatem o ścianę przy drzwiach, założył ręce na pierś i przyglądał się mężczyźnie. Miejsce było dobre, wyglądał jakby pilnował wejścia. W sumie nie o to mu chodziło, ale skoro mógłby mieć kontrolę nad wchodzącymi do środka osobami, to świetnie, zawsze to większe bezpieczeństwo dla Riasa.
Kabu... co? Sen... co? Dobra, Vandil był świetnym kucharzem, znał setki przypraw, o których pewnie Japończyk nawet w życiu nie słyszał, nawet nie wiedział, że mogą takie istnieć, ale herbaty nie były w zakresie wiedzy Broni. Słyszał, że są jakieś rodzaje herbat, ale raczej wydawało mu się, że czarna i zielona to maks, a tutaj jakieś nazwy przychodziły.
Nie musiał się zbytnio odzywać, co dziwne - Welt przejęła całkowicie rozmowę i zachowywała się niesamowicie rozsądnie. Kultura, rozsądne pytania, przemyślane odpowiedzi. Od tej strony jej nie znał. W sumie świetnie dla niego, miła odmiana. Lubił być zaskakiwany.
- Zgadzam się z Welt. No i też zdaję się na Twój wybór. - skoro mógł mówić do niego bezpośrednio, to wykorzystywał to. Pozwolił? Pozwolił. No to problemu nie było. Władająca zadała taki zestaw pytań, że w sumie facet musiał opowiedzieć wszystko co wiedział, więc Vandil nie musiał zadawać dodatkowych oprócz jednego.
- Tak jak powiedziała Welt - interesuje nas wszystko związane z tą sytuacją. Dodatkowo mnie coś ciekawi. Rias, dlaczego skierowałeś prośbę do uczniów Shibusenu, a nie wynająłeś jakichś zawodowych ochroniarzy? Z taką kasą mógłbyś mieć istne siły specjalne ochraniające teren. Czy w grę wchodzą jakieś nietypowe osoby lub zjawiska? - zadał swoje pytanie nie ruszając się z miejsca. Wciąż opierał się o ścianę i przyglądał mężczyźnie. W sumie to nie powinni mu tak niesamowicie ufać, bo Welt go nawet nie pamiętała. Równie dobrze to mogło być jakąś sprytną pułapką. Oczywiście Norweg tam nie dbał o to. Zrobi co trzeba, poradzi sobie, ale miło byłoby nie oberwać samemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t106-norweski-wywolywacz-orgazmow-v

avatar
Mistrz Gry
Posty : 32
Data dołączenia : 06/09/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Pon Paź 05, 2015 7:06 am

Widać było jak nalewał tejże herbaty do filiżanek niewielkich, aby zanieść ją do stolika, przy którym przysiadł na klęczkach, na poduszce. Postawił wszystkie trzy filiżanki przed tym, co wiązało się z dwukrotnym chodzeniem, acz dało się wyczuć delikatny, słodkawy zapach.
- Zaparzyłem wam Kabusechy. Częstujcie się - oznajmił z delikatnym uśmiechem. Herbata była w kolorze bardzo delikatnej zieleni, taka tradycyjna zielona, japońska herbata. Już jednak wnikać nie będę w to, jak produkowana była. O smaku jednak warto wspomnieć jeśli mają ją zaraz spróbować - jest on pełny, może troszeczkę cierpki, jednak goryczki w niej nie da się wyczuć. Można uznać, że nie jest to smak, który można w tym zaznać. Tak samo, jak w głosie samego Riasa. Jak tak siedział, wysłuchał wszystkiego, co mają do powiedzenia.
Na pytanie dotyczące tego, skąd się znają, zaśmiał się. Pokazał im dłonią, aby usiąść, żeby żadne z nich nie stało, kiedy ten już siedzi. Z resztą już mówił im to wcześniej i zastanawiał się, czemu to nie usiedli.

- Skąd się znamy? Twoi rodzice mieli dobre z moją kontakty. Jako ciekawostkę powiem, że jesteśmy w podobnym wieku, chociaż Ty... byłaś młodsza - stwierdził, puszczając jej uśmiech. Upił sobie łyka herbaty. - Powiem wam szczerze, że nie wynająłem służb specjalnych, gdyż wiem, co się kroi. Wśród nich są jednie zwykli ludzie, którzy nawet nie mogą wyczuć potwora czy wiedźmy. A kto inny by groził komuś, kto wychodzi za potwora jeśli nie inny potwór? Już raz próbowali mnie zamordować, więc miałem okazję zobaczyć, co potrafią - wyjaśnił, zamykając oczy. Upił po raz kolejny łyka herbaty. - Poza tym, czy Shibusen nie zajmuje się nauczaniem władających i broni? Czy to nie jest dla was idealna okazja do rozwoju? Dlatego was poprosiłem. I tak, jak mówiłem, nie jest to atak ze strony zwykłych skrytobójców - skończył swoją wypowiedź.
I zamilkł. Dosłownie na moment. Ktoś bowiem zapukał do drzwi, a milczenie potraktował jako możliwość wejścia. Była to kobieta dość charakterystycznie ubrana, w tradycyjny, ślubny strój związany ściśle z kulturą Japonii. Co jednaj najbardziej martwiło to fakt, że nie wyglądała zbyt ludzko, sam Rias o niej powiedział "zakochany w potworze". DOBRA, przepraszam, źle ujęłam! Wyglądała normalnie jak człowiek, jednak jej oczy mówiły co innego. Czarne tęczówki z pionowymi źrenicami, a do tego takie wężowe jakby ukształtowanie oczu. A czarne włosy już jednak odbiegały od tego potwornego wizerunku. Rias wstał niezbyt prędko i położył podchodzącej żonie dłoń na ramieniu, ta zaś stanęła do Welt i Vandila przodem, kłaniając się nisko.

- Oto i moja żona. Wybaczcie, jeśli narobiła wam przez to stracha, jak wygląda, jednak czy ludzi kocha się za wygląd, czy może za to, jacy są? - zapytał z uśmiechem.

Tokiti
Wybaczcie mi za to, ile to zajęło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Wto Paź 06, 2015 8:21 pm

Inteligencja Welt znalazła zaś chyba dobre wyjście z tłumu pełnego kretynizmu i głupoty, bo w pewnym momencie sama była sobą zadziwiona, chociaż do samochwał nie należała. Świadomych. A jak już o świadomości mowa, to w sumie jej obecne przebłyski mogły świadczyć o tym, że chyba jakiś potencjał w sobie miała. Może jeszcze parę lat w normalnym otoczeniu i już całkowicie zmądrzeje?
Gdybać o jej poziomie IQ niestety długo można nie było, bo przecież są w życiu jakiejś priorytety. Teraz trzeba było jakoś ogarnąć się ze zleceniem.
Podziękowała grzecznie za herbatę i w końcu usiadła (nawet poprawnie, problemów z wielkością stołu nie miała), kierując się poprzednio użytą logiką: skoro gospodarz sobie pozwala, to gość też może. Ale filiżanki na razie nie tknęła. Zapach był świetny, smak zapewne też, ale... Mogła się poparzyć. Dnia poprzedniego już to zrobiła herbatą z automatu co prawda, ale uraz był na tyle świeży, że nie chciała na razie przeżywać niczego podobnego. Pewnie za tydzień o tym zapomni.
Podrapała się po brodzie, niby to w geście głębokiej zadumy. Nie no. Nic jej nie świtało, ale... Scenariusz bardzo możliwy. Rodzice kumplowali się z wieloma rodzinami. W sumie przy ich natłoku trudno, żeby będąc dzieckiem większość zapamiętać. Zresztą. Nie poznawała połowy swojej klasy w szkole, a co dopiero jakieś tam znajomości z przeszłości. Znowu obdarzyła zleceniodawcę uśmiechem. Była w końcu wesołą i grzeczną osobą.
- Mam nadzieję, że po całym zajściu znajdziemy czas na przypomnienie sobie starych czasów - poprawiła delikatnie okulary, robiąc jednocześnie przerwę w wypowiedzi - Cóż, okazja odpowiednia. Dziękujemy za troskę, ponownie. I niech się pan nie martwi, postaramy się unieszkodliwić ewentualnych napastników - stwierdziła, tak jakby to była najprostsza przysługa na ziemi. Szkoda jednak wychodzić z tym tak teraz, ale Welt nie do końca poprawnie zrozumiała wypowiedź Riasa, a przez to nie za bardzo mogła ocenić stan zagrożenia. Zresztą. Zawsze należała do osób, które dopiero w sytuacji kryzysowej zaczynają zastanawiać się nad czymś głębiej, pojmują to. Dobrze, że mimo wszystko miała tego swojego partnera obok. Jak już o wspomnianym, to co jakiś czas zerkała na niego z ciekawością. Jego zdanie było oczywiście bardzo ważne, nawet jeśli miałby właśnie oświadczyć, że musi do toalety.
Wtedy na scenę wkroczyła małżonka. Okularnica nie kryjąc się za bardzo ze swoją dziecinną powierzchownością względem zainteresowania czymś, pozwoliła sobie dokładnie przyjrzeć się jej. Cóż. Razem z panem Riasem wyglądali nietypowo. Zdecydowanie wyróżniali się z tłumu, chociaż dla władającej nic było w tym rażącego - przywiązała się do niemalże dwumetrowego norwega z zabandażowaną szyją przy okazji uznając go za "cudownego". Nie mogła więc zrozumieć słów przyszłego męża Tokiti, aluzji o potworach (przez co w jej głowie utworzył się jeszcze większy bałagan) i gdyby obracała się w cięższym słownictwie określiła by jego wypowiedź mianem debilizmu.
- Wygląd to tylko przyciągający człowieka dodatek, panie Rias. Nawiasem mówią, pana narzeczona jest bardzo ładna - wycedziła nieco niepewnie, co niemalże natychmiast postawiła w obliczu kontrastu ze swoim kolejnym wyskokiem: - Welt Schmerz, miło mi - kiwnęła energicznie głową zwracając się do młodej kobiety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Sro Paź 07, 2015 5:35 pm

Herbata została nalana, a pomieszczeni wypełniło się specyficznym aromatem. Vandil początkowo nie wiedział czym to pachnie, aż w końcu zdołał wyłapać słodycz. Dziwne, zazwyczaj inaczej pachniały herbaty. Zostali zaproszeni, by usiąść, więc nie było wyjścia. Czuł, że będzie mu wyjątkowo niewygodnie jeśli usiądzie tak jak Rias i Welt, więc zwyczajnie klapnął sobie po turecku. Jako, ze partnerka zajęła się rozmową, a pan młody odpowiedziami, to mógł spokojnie ich słuchać i poprzyglądać się kolorowi herbaty. Zielona, ale taka lekko, jakby ktoś zaparzył trawę. To pewnie przez ten dziwny rodzaj Kabucośtam. W końcu postanowił spróbować. Był kucharzem, smak miał wyczulony, więc bez problemu odczytał tą dziwną cierpkość mimo słodkawego zapachu. To przecież przeciwne sobie smaki. Jak coś niby gorzkiego może mieć słodką woń? Napił się jeszcze łyka. Nie rozumiał dlaczego, ale przyjemnie się ją piło.
Informacja, że ten mężczyzna właśnie będzie się żenił z Potworem nieco zaskoczyła chłopaka. Domyślnie wszystkie istoty magiczne z wyłączeniem Magicznych Broni i Władających, to oponenci, a nagle mają ochraniać... teoretycznie wroga. Jednak skoro brała ślub i nie było to jakieś gorszące, to musiała jednak być dobrą osobą i w miarę normalnie wyglądającą. Chyba, że Rias miał jakieś dziwne fetysze, o których Norweg z pewnością nie chciał wiedzieć. To niby ciekawe, ale przeżyje bez tej wiedzy.
- Dla nas to świetna okazja do rozwoju, ale nadal jesteśmy niedoświadczeni, nie ryzykujesz zbyt wiele? Dodatkowa ochrona nie zaszkodziłaby. Ja jestem pewien naszych umiejętności. Komu będzie trzeba to wpier-- - zatrzymał się na chwilę, był nieostrożny, spojrzał na Welt, ale raczej nie wyłapała co chciał powiedzieć. - No, ten dostanie. Miło byłoby jednak wiedzieć coś o tych, co was wtedy zaatakowali. Jakie to były istoty magiczne, jak wyglądali, jakie były ich umiejętności. Może wyłapiemy ich w tłumie zanim zrobią jakiś ruch. - kontynuował, a po wypowiedzi znów napił się herbaty. Cholerstwo było zaskakująco dobre i pewnie równie drogie. Musiałby sprzedać nerkę albo swoją partnerkę za taką herbatę, a przynajmniej tak mu się wydawało, bo nie znał się na tym gorącym napoju. Otoczenie sprawiało, że byle co wyglądało na dziesięć razy droższe niż jest rzeczywiście.
Nagle dało się usłyszeć pukanie, które sprawiło, że Vandil spojrzał w stronę drzwi. Do środka weszła ładna czarnowłosa kobieta ubrana pewnie w tak drogie szaty, że Norweg żyłby za to do czterdziestki. Początkowo pomyślał, że to jakaś siostra Riasa, bo jego wybranka miała być potworna, a tutaj urodziwa istotka jakaś, lecz po chwili zauważył oczy. Czyli to była panna młoda. Białowłosy poczuł ulgę, dziwnie by mu się ochraniało jakiegoś chodzącego jaszczura w sukni ślubnej albo ryboludzia. W sumie to wystarczały okulary i nikt nie dowie się, że coś jest z nią nie tak. Teraz pozostawały dwie opcje - albo to jej normalna forma, albo zwyczajna ludzka, zaś zmienia się w jakiegoś stwora.
Na retoryczne pytanie mężczyzny można było odpowiedzieć dwojako. Byli tacy co kochali za urodę i byli tacy co kochali za wnętrze. Bardziej szanowani są Ci drudzy, przez Vandila również, dlatego Rias nieco zyskał w jego oczach. W sumie to jego wybranka wyglądała normalniej niż sama Broń. On miał nienaturalnie białe włosy, nienaturalnie czerwone oczy i zdarzyło mu się mieć podcięte gardło, przez które przebiegała teraz szkaradna blizna. Ona miała jedynie dziwaczne oczy z nietypowymi źrenicami. Wrócił myślami do wypowiedzi japończyka. Jeżeli miałaby takie wnętrze jak teraz, ale wygląd powiedzmy już tego przytoczonego jaszczura,t o czy pokochałby ją? Albo gdyby zmieniła się w takiego na zawsze, to czy dalej by ją kochał? Mówić, że nie zwraca się uwagi na wygląd jest łatwo, dopóki nasz obiekt westchnień wygląda ludzko i w pewien sposób zachowuje urodę.
- Cześć, jestem Vandil. Wraz z Welt będziemy was ochraniać, więc wyluzujcie i cieszcie się waszym dniem. - odparł i podniósł dłoń tak na przywitanie, dodatkowo uśmiechnął się lekko w ich stronę. - Muszę o coś zapytać, więc wybaczcie, że tak prosto z mostu, ale czy to Twoja jedyna forma jako Potwora, czy masz jeszcze inną? W razie przemiany żebyśmy nie wzięli Ciebie za wroga i wiedzieli, że to Ciebie mamy ochraniać. - skierował swoje słowa do Tokiti. Mówił do niej na "Ty", bo w sumie nie pamiętał nawet czy Rias powiedział im jak się nazywa. Jak powiedział, to nie pamięta, a jak nie - to nie ma sprawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t106-norweski-wywolywacz-orgazmow-v

avatar
Mistrz Gry
Posty : 32
Data dołączenia : 06/09/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Sro Paź 14, 2015 3:00 pm

Bywa różnie z pamięcią. Potrafisz zapamiętać coś, co robiłeś trzy lata temu, w ten i ten dzień, o tej i o tej godzinie, ale zapominasz, co robiłeś na przykład minutę temu, czy na pewno nie włożyłeś żelazka do lodówki. Zachciało nam się prasować sera... ale przecież można kupić ser już uprasowany, w plastry! A czy to kiedykolwiek zdarzyło się naszym bohaterom? No, w sumie to jest całkiem, naprawdę całkiem możliwe.
Zanim jeszcze podjęli dalszy temat, Rias delikatnie musnął swą przyszłą lubą ustami w policzek, aby spojrzeć się z powrotem na swoich ochroniarzy. Kobieta delikatnie się zarumieniła, co nadawało jej słodyczy. Potwornej słodyczy, ale nie uległa żadnej przemianie. Po prostu się zarumieniła, ot co.

- Nie uważam, abym ryzykował wiele. Jedynie ryzykuję, że po tej misji na uczelnię wejdą znacznie bardziej wyszkoleni uczniowie niż byli wcześniej - zaśmiał się Rias dość pogodnie. Chyba był typowym optymistą, który odnajduje coś dobrego, nie ważne, co by się działo. - Co do tych, którzy nas zaatakowali wcześniej - na pewno nie będą to oni. Zostali wyłapani i skazani na egzekucję. Więc jeśli chodzi o napastników, nie mogę nic o nich powiedzieć - westchnął cicho, tym razem nieco ciężej niżeli wcześniej to zabrzmiało. Zmartwił go sam ten fakt.
Kobieta jednak zabrała głos. Mówiła płynnym japońskim w barwie, która mogłaby ukoić każdego, kto się denerwował, jednakże nie dało się nawet słowa zrozumieć bez znajomości języka. Mężczyzna spojrzał się na nią, potem na dwójkę ochroniarzy, po czym zaczął robić za Google tłumacza:

- Dziękujemy wam. Co do Twojego pytania, to tak, to jej jedyna forma. Nigdy nie należała do tych, którzy się zgłębiali w tajemnice swoich mocy, więc nie ma pojęcia samej, co potrafi - przetłumaczył Rias. Jego ukochana zaś wyglądała aż zanadto spokojnie zupełnie tak, jakby wierzyła w tę dwójkę, że będą w stanie zaradzić problemom. Czy tak, jakby się wydawało będzie naprawdę?
Rozmowę przerwał fakt, że ktoś właśnie wkroczył do pokoju, podszedł do narzeczonych, po czym zaczął mówić w tym samym języku, co kobieta. Białowłosy mu coś odpowiadał, nawiązali ze sobą dialog. Dość długi, wszystko było mówione tak szybko, że zrozumieć się nawet trochę tego nie dało. Na sam koniec przybysz się ukłonił i wyszedł.

- Ceremonia niedługo się rozpocznie. Możecie już się udać na dziedziniec zamku i zacząć obserwować okolice - skierował się do naszej drużyny pierścienia, po czym sam schylił się po herbatę i prędko ją dopił.

Będę rzucała krótsze posty, postaram się je dodawać częściej, ale nie zawsze będę w stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Sob Paź 24, 2015 10:45 pm

Generalnie pamięć małej populacji należała do niezachwianych, a spora tego część była po prostu sklerotykami potrafiącymi zapomnieć o tym, co jedli wczoraj na obiad. Do tej grupy należała Welt, która nie dość, że zapominała, to jeszcze sama z siebie miała całkiem umiejętności w całkowitym, niczym skrępowanym usuwaniu niepotrzebnych informacji. Że jej mózg był naturalnie uszkodzony i zdecydowanie uznawał za niepotrzebne sprawy raczej istotne, to już "hihi, szczególik".
Podobnie było z jej wiedzą. Wyuczyła się na pamięć paru przepisów, a od dłuższego czasu jedyną herbatą, jaką piła była "ta z promocji, w torebkach". Także proszę nie myśleć, że wiedziała o co chodzi z tą całą dziwną nazwą. Nawet aromatu dobrze nie dostrzegała, a to dlatego że postanowiła skupiać się na rozmowie. Gdyby zaczęła teraz rozważać nad tym, jak cudownie smakuje pity przez nią wywar, to prawdopodobnie nie byłaby już w stanie odpowiedzieć ile jest dwa plus dwa. Oh, przynajmniej była dobra w znaniu samej siebie. I zawzięcie też nawet pomagało. Na magiczne słowa zleceniodawcy mogła się tylko słodko uśmiechnąć, bo skoro tak uważał, to chyba raczej wiedział na czym stoi. Z krótkiej obserwacji wynikało jasno, że Rias nie był osobą mało inteligentną, a tym samym nie było potrzeby, żeby nie ufać jego słowom. Welt krótko mówiąc uznała go, za osobę naprawdę godną uwagi i nie pogardziłaby spędzeniem z nim czasu na spokojnie, bez żadnych przymusów związanych ze zleceniem, czy niebezpieczeństwem.
Przygryzła nerwowo wargę w momencie zabrania głosu przez kobietę. Jakoś tak fakt, że nie rozumiała ani słowa ją lekko i zawstydził, i wprawił w dyskomfort. Przez to całe zamieszanie niemalże by zapomniała, że w zasadzie znajdowała się właśnie w kraju, o którym nie ma pojęcia. Przytłaczające uczucie.
- Faktycznie, nieznajomość napastnika może być kłopotliwa... Ale damy radę, niech się pan i pani nie martwią. Skoro poprzedni dali się złapać, to Ci obecni pewnie też. W końcu wtedy na miejscu nie było władającego i broni -  klasnęła energicznie, dając do zrozumienia, jak mocno jest pewna swojej wizji. Cóż, tutaj z Riasem się zgadzali. Spotkał optymista optymistkę.
Resztę wydarzeń, czy informacji przetrawiła w umiarkowanej ciszy. W końcu nadeszła pora, pora na działanie. Miała w tym czasie chwilę na opróżnienie filiżanki, w końcu napój ostygł. Herbata napełniła żołądek okularnicy, jakoś uzupełniając jej wnętrze czymś innym jak jedynie rozważaniami. Serio, jak wrócą po wszystkim do domu, to chyba będzie musiała pajacować za całe swoje życie. Rzadko miała w końcu okazję, do kotłowania w sobie tylu pokładów różnych emocji i odczuć. Teraz do tego całego bajzlu dołączyła się ciekawość. Kim są napastnicy, jaki będą stanowić problem, jak ich poznać, zlokalizować. Sporo pytań, a poprawnych odpowiedz możliwie nigdy nie dostanie.
Wstała, podziękowała jeszcze raz za herbatę i grzecznie kiwnęła głową do gospodarzy, a następnie bez zbytniego czekania zaczepiła swoją broń.
- Rozdzielamy się, czy trzymamy razem? Dobrze by było być blisko siebie, albo chociażby w zasięgu wzroku, tak żeby szybko zareagować. Tak mi się przynajmniej wydaje -rzuciła do niego, możliwie już w drodze na dziedziniec. Tradycyjnie wolała zostawić ostateczną decyzję partnerowi.
- Trzeba też będzie być ciągle w ruchu - dodała jeszcze cicho pod nosem, przypominając sobie, jak wygląda całokształt sytuacji. W zasadzie to ochrona wydarzenia z jednej strony wydawała się łatwą sprawą, ale z drugiej... Pilnowali głów całkiem bogatej rodziny, obiekt był duży, a ludzi sporo. Jak na jedną dwójkę wydaje się to zadaniem trudnym. No okej, Vandil jeszcze był na tyle wysoki, że spokojnie robił za osobową wieżę obserwacyjną, ale za to Welt nie dość, że ledwo sama o siebie dbała, to jeszcze nie zapowiadała się raczej na osobę posiadającą sokole oko. Wielce prawdopodobne, że w trakcie rozglądania się po otoczeniu, zgubi się jak dziecko w supermarkecie. Jedyne czego nie można jej odmówić to sporego zaangażowania w sprawę, które pomagało jej się skupić i chociażby porozglądać za czymś podejrzanym. To mogło nawet pokusić się o stan gotowości. Mimo swoich wesołych, optymistycznych kwestii o poradzeniu sobie ze wszystkim, miała problem z podenerwowaniem. Nieustające wrażenie, że zaraz chociażby spod małego kamyka na dziedzińcu wyskoczy wielki drab, złamie kark ukochanej Riasa i równie szybko rozpłynie się w powietrzu. Albo popełni samobójstwo, niczym rasowy, japoński wojownik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Czw Paź 29, 2015 5:10 pm

Raz chciał Vandil pomyśleć taktycznie i akurat nic z tego nie wyszło. Ani nie wiedzieli jak wyglądają napastnicy, ani jakimi zdolnościami się posługują, ani jakie to były istoty. No cóż, mówiło się trudno, będzie trzeba skorzystać z prostego planu, który zazwyczaj działa - "Jak się krzywo dzieje, to wpierdol", czyli tłumacząc na zrozumiały - czekamy, aż zrobią ruch, a później neutralizujemy. Nic już nie odpowiadał Riasowi, ani nawet pytań więcej nie miał. Facet wiedział niewiele, więc wypytywanie go nie miało sensu. Po prostu mieli zadbać o ich bezpieczeństwo i wykazać się zdolnościami bez ułatwień.
Głos kobiety był zaskakująco przyjemny w odsłuchu. Vandil prosty człowiek, zatem kojarzyło mu się z tymi reklamami syropów na kaszel, co podrażnione gardło otulają takim delikatnym, lepkim płynem i wszystko nagle jest milutko. To mniej-więcej w taki sposób działał ton mowy potwornej wybranki na nerwy. Przez chwilę białowłosy był zdezorientowany, bo nic nie rozumiał co ta mówiła. Może ich wyzywała nawet takim przyjaznym głosikiem, a Ci się uśmiechali i cieszyli, że jest taka urocza? Kto wie. Norweg początkowo uznał, że język w jakim mówi, to jakiś specjalny potworzasty język, którym się porozumiewają, ale z tego co pamiętał z lekcji w Shibusenie, to Ci raczej mówili normalnie. Kilka sekund później nawet połączył kropki i uznał, że to japoński, bo identyczny słyszał na ulicach zanim dotarli do hotelu. Skoro panna młoda nie miała innej formy niż ta ludzka, to bardzo dobrze. Nie pomylą się przynajmniej, gdyby postanowiła korzystać ze swoich umiejętności. Trochę szkoda, że zupełnie nic nie potrafiła, bo mogłaby sama siebie zabezpieczyć w razie krytycznej sytuacji, ale cóż - mówi się trudno.
Vandil dopił herbatę na szybko i podniósł się. Nie musiał nic mówić, Welt już odpowiedziała, a nadszedł czas prawdy. W przeciągu najbliższych chwil miało się okazać czy wybranie tego duetu było rozsądną decyzją, czy nie. Ruszył za swoją Władającą na dziedziniec.
- Staniemy po dwóch różnych stronach możliwie jak najbliżej pary młodej. W ten sposób będziemy blokować dostęp od strony gości z obu stron, dodatkowo będziemy w zasięgu wzroku. Mamy ochraniać tylko tą dwójkę, nie cały obiekt, więc nie ma co się zbytnio rozglądać, a jedynie szybko reagować w razie ataku na nich. - wytłumaczył swoją wizję kierując się w ustalone miejsce. Oczywiście ataki mogły być z różnych stron, ale gdyby stali tak zaraz obok nich, to zapewne zdradziliby się, a napastnicy stworzyliby nowy, dokładniejszy plan. W ten sposób mimo otwartej sytuacji mogli w razie czego ich schwytać. Nie było sensu również rozdzielać się zbytnio, bo atakujący mogli być silniejsi w pojedynkę niż samotna Broń czy Władająca. O ile Vandil potrafił się bić jako-tako i dostać po mordzie bez nokautu, to raczej nie mógł powiedzieć tego samego o Welt, która w walce wręcz nie zdawała się wymiatać, no i nie mogła zmieniać części swojego ciała w bijak od młota, co dawało sporą przewagę.
- W sumie to też mamy ochraniać jego rodzinę. - poprawił się po chwili. - Trochę dużo tych obowiązków jak na dwójkę nowicjuszy. - rzucił niezadowolony pod nosem. Pewność siebie swoją drogą, ale świadomość ogromu zadań jakie na nich spoczywały to co innego. Nawet on wiedział, że w razie grupowego ataku nie zdołają zapewnić bezpieczeństwo całym tłumom ludzi. Trzeba było być ostrożnym.
- W Norwegii na ślubach rodzina zawsze jest w pierwszym rzędzie, więc mój plan wciąż ich obejmuje. - wyjaśnił w sumie bardziej samemu sobie. Napastników interesował Rias, jego przyszła małżonka i ich rodziny, więc raczej reszta gości jest względnie bezpieczna. Przynajmniej tak postanowił zakładać białowłosy, by być spokojniejszym o powodzenie misji. Oczywiście nie było też pewności, że zaatakują właśnie na ślubie, to tylko domniemania pana młodego, jednak jak nie wtedy, to kiedy nadarzy się lepsza sytuacja?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t106-norweski-wywolywacz-orgazmow-v

avatar
Mistrz Gry
Posty : 32
Data dołączenia : 06/09/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Pon Lis 09, 2015 12:02 am

Więc zmierzyli na plac, na którym miała odbyć się ceremonia. A na placu, czego wcześniej, przez tłumy nie dało się ujrzeć, przynajmniej niemożliwe było to dla Welt, znajdowała się kapliczka. Tak, tyle osób było, iż niemożliwe było znalezienie czegokolwiek ważniejszego.
Za moment jednak rozpoczął się obrządek. Wyraźnie widać było wpływy chrześcijańskie na to, co się tutaj działo, bo nie był to tradycyjny, shintoistyczny ślub, chociaż stroje na to wyraźnie wskazywały. Wymienili się obrączkami, aby zaraz po tym pójść na salę bankietową. Nic specjalnego się nie działo. Nie zapowiadało się, żeby coś miało się stać.
Minął jakiś czas, przez tenże okres nie dało się zauważyć nic podejrzanego. Goście się przebrali w bardziej odpowiedniejsze stroje, czyli dla kobiet były to wieczorowe suknie, zaś dla panów były to garnitury w tych samych odcieniach, acz pod nimi mieli białe koszule. No i oczywiście krawaty. Takie same ubrania zostały podane Welt i Vandilowi, a także jakiś tłumacz im wytłumaczył, że zaczyna się coś pokroju wesela - hiroen.
Sala bankietowa niemalże od razu się zapełniła. Kobiety i mężczyźni dość prędko zajęli swoje miejsca przy stole, a przynajmniej je poznajdywali. Każdy bowiem miał ustanowione swoje. Na karteczkach wszystko było zapisane w ich tradycyjnym piśmie, więc nie dało się z tego odczytać, bez znajomości jakiejkolwiek, kto gdzie siedzi. Były dwa miejsca chyba wolne, a przynajmniej tak by się wydawało. Nikt koło nich się nie kręcił, a jeśli już, to zajmowali krzesła obok. A że te dwa miejsca były koło siebie, można było zasugerować tym w sprawie znalezienia stanowisk dla naszej Światowej Wanny. Jedna z karteczek była podpisana ヱルト, zaś druga - ヴァディル (jeżeli ktokolwiek widzi błąd, przepraszam z góry - znaki wybierałam troszeczkę na czuja z tabelki sylab). Na każdym krześle znajdowały się ładne, ozdobne torby, a jakby tam zajrzeć - znajdowały się niewielkie upominki. Dodatkowo warto by było wspomnieć coś na temat tego, gdzie zostali usadowieni. Patrząc na stół znajdujący się na podwyższeniu, byli oni po lewej stronie, całkiem blisko, wśród gości najważniejszych. Jednakże bez tłumaczenia pewnie nigdy by się nie połapali, w jakiej hierarchii tutaj zostali wszyscy porozsadzani.
Kiedy chodziło o zastawę stołu, znajdowało się tutaj mnóstwo tradycyjnych potrwa. Teriyaki, sushi różnego rodzaju, znajdowały się również półmiski przygotowane na zupy. Ot, standardowa kuchnia japońska. Poza tym, na stołach leżały również bukiety kwiatów. Wszyscy już byli na miejscu, tylko nie nowożeńcy. To wkrótce się zmieniło, zaczęło się dziać, a dla osób, które z kulturą zaznajomione nie były, mogło wydawać się to dziwne, że nagle gasło światło.
-
Goshinro, goshinpu wa oyorokobi no gonyujo de gozaimasu! - powiedział konferansjer prowadzący obecną uroczystość. Zaczęła grać romantyczna muzyka, zgasły światła, co zostało powiedziane przed krótką chwilą, reflektory skierowały się na drzwi. Weszli, zaraz zaczęło się typowe robienie zdjęć przez paparazzich i gości weselnych. No i zaczęły się dość długie rozmowy konferansjera wraz z państwem młodym, z których nie dało się praktycznie nic zrozumieć. No, może poza tym, że nazywali się Rias Shinra i Tokiti Kagemane, bo to zdołali pojąć już wcześniej. Za dużo informacji na jeden dzień. Trwało to i trwało, a przez nieznajomość języka wydawałoby się, że trwa to naprawdę w nieskończoność. Nie dało się zauważyć momentu, w którym mieliby przerwać to przedstawianie się, a i jeszcze jakieś informacje znowu się pojawiły, ktoś do nich podszedł i zaczął witać serdecznie. Co tu się, kurde, działo? To nie było takie samo wesele jak w naszych sferach, tutaj wszystko było inne.

Przepraszam, najmocniej przepraszam za obsuw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   Czw Lis 26, 2015 8:44 pm

Welt przez większość czasu czuła się... Cholernie głupio, uwierzycie? Jak zwykle mało czego się wstydziła, czy przejmowała średnio jedną na tysiąc spraw, to teraz wszystko ją zaczynało gryźć, tak jakby hormony w końcu się obudziły i zaczęły domagać  o swoją porcję młodzieżowych zagrywek. Cokolwiek powodowało taką zmianę, dało się to wyczuć w... Super spojrzeniu. Władająca wyglądała jak typowa, zdenerwowana kobieta w pierwszym dniu okresu. Z autyzmem i downem internetowym, dającym się odczuć inteligencją pokroju kurczaka. Bez kija proszę nie podchodzić. Najlepiej, żeby w ogóle wszyscy się usunęli z drogi. Ludzie wokół nic innego tylko zasłaniali jej widok. Raz jakiś łysy łeb, raz jakieś dwumetrowe randomy. Kiedyś w jakiejś gazecie wyczytała, że skośnoocy są niscy. Że co proszę? Jakoś nie widać było. Co prawda Vandil prawdopodobnie na każdego patrzył co najmniej o głowę z góry, ale Młot już miał to do siebie, że był duży. W każdym calu (if you know what i mean), o czym dziewczyna mogła zapewnić każdego bez najmniejszego zawahania. A ona sama? No przecież nie była knypkiem! Przewyższała dzieci z przedszkola!
Posłusznie podczas ceremonii odsunęła się od swojego partnera, wedle ich (*jego) cudownego planu. Z obranego miejsca starała się jakoś obserwować sytuację. Wydarzenie jednakże przebiegało jak najbardziej spokojnie, a nawet wyglądało znajomo. Wymienianie się obrączkami nie było niczym dziwnym, nawet jeśli osoby robiące to ubrane były nietypowo. Na widok tej jakże wielkiej życiowej sceny do głowy okularnicy natychmiast napłynęły różowe myśli. Śluby są przecież takie piękne. Jakie to musi być bajkowe uczucie? Nawet jeśli czuje się zagrożenie, nie idzie z tego zrezygnować. Tak na przykładzie obecnej tu pary. Musieli się kochać, bez dwóch zdań. Miłość jest podobno ślepa, ale dla Welt było to nieodpowiednie stwierdzenie. To uczucie było po prostu uparte i odważne, nawet jeśli niezbyt mądre, czy ostrożne. Ludzkie, bo rzeczą ludzką jest kierować się emocjami. Tak uważała, od dziecka, tak wychowały ją bajki i według takich prawd żyła. Możliwie robiła źle, ale skoro czuła się z tym okej, to trudno było przerwać taki, a inny stan pojmowania rzeczywistości.
Mimo drobnego rozkojarzenia, ten potok myśli znacząco wpłynął na motywację Władającej. Ochrona takiego dużego wydarzenia w dwie osoby mogła sobie być trudna, niebezpieczna, ale przecież była to obrona sprawy znaczącej, wielkiej. Dla takich rzeczy można, a wręcz trzeba się starać.
Wszystko przebiegło bez problemów, co rzuciło na jej podenerwowanie ulgą. Ulgą nie do końca czystą, bo skoro nikt nie zaatakował teraz, to zawsze może zrobić to w innym momencie. Najmniej odpowiednim, nawet jeśli w takim wypadku do głowy przychodzą jedynie najbardziej wybuchowe czy sensacyjne scenariusze. Zabicie kogoś tak wysoko postawionego na jego weselu nie może wyglądać typowo, bez fajerwerków. Tak jej się zdawało, ale trudno nie nazwać tego spaczeniem przez głupoty, które ze znaczą namiętnością wałkowała w czasie wolnym.
W sali bankietowej została zmuszona do założenia wieczorowego stroju, po wejściu w który parę razy o mały włos się nie zabiła. Niezdarność nie pozwalała jej na wielkie wystrojenie się, a tu taki klops. Przecież nie wypadało odmówić, skoro jej wciskali. Chociaż nie, to złe słowo. Ona strój po prostu wzięła, kompletnie skupiona na próbach obserwacji pary młodej, czy swojej broni (tak na wszelki wypadek). Jak już o biednym Vandilu mowa, to istniała duża szansa, że parę razy popchnęła biedaka, w końcu potykała się o własne ubranie. A taki duży obiekt w pobliżu był przecież idealny do zatrzymania się na nim. No mniejsza. Jakimś cudem znaleźli swoje miejsca, ale kartki na nich wyglądały jak zapisane po chi... No dobra, to był japoński. Gapiła się na kartki zastanawiając się nad znaczeniem bazgrołów, ale jej pusty łeb nie znajdujący czasem odpowiedzi na 9x4, obcego języka w żadnym razie trawił. Pisanego i mówionego. Ludzie dookoła paplali bez ładu i składu, ot czasem wrzucając w wypowiedzi jakieś bezsensowne niby-to angielskie wstawki, ale nic to dawało. Kaleczyli biedną angielszczyznę bardziej jak niemiecki akcent, tego nie szło zrozumieć na trzeźwo. Nawet głupota będąca znacznym uchybieniem umysłu nie pomagała w zaakceptowaniu tego bałaganu. Jedynym plusem, jaki wychwyciła były miejsca blisko najważniejszych osób ceremonii. Jakby co szło wybiec na pomoc, choćby nago (bo jakoś nie czuła się na siłach, żeby próbować biegać tak ubrana).  Podrapała się po nosie, wysłuchując tych muzułmańskich bełkotań. Obcowanie z inną kulturą było ciekawe, ale męczące. I nagle robiło się ciemno. Trzeba przyznać, że nieco się sytuacją przelękła, ale widocznie była to część ceremonii. Te przemowy też, chociaż zupełnie nie szło wyłapać ich wielkości. To tak, jakby wszyscy dookoła jednogłośnie porozumiewali się magicznym szyfrem. "ŁEŁEŁĘŁĘŁĘ". O takim. Spojrzała na drugą połówkę swojego Światowo-Wandalowego duo ukradkiem. Ciekawe co on sądził o tym wszystkim. Miała chęć się go zapytać, ale jednocześnie gryzła ją myśl, że takie zaczynanie gatki może mu przeszkodzić. Dlatego siedziała cicho jak mysz pod miotłą, co zapewne nadal prezentowało się nienaturalnie, ale no co tu poradzić.
Kiedy jakiś koleś się do nich przylepił rzuciła mu magicznym uśmiechem i starała się po angielsku wyjaśnić, że nic nie rozumie. I raczej nie zrozumie, ale tego już nie wyznała - nie chciała nieznajomego obrazić niepotrzebnie. Chociaż ignorowanie go po wspomnianym tłumaczeniu też wcale miłe nie było. Co tu poradzić? Dużo się działo, nawet znając wielkość takich wystąpień trudno jej było zrozumieć, co się dzieje. Patrzyła na udzielającą odpowiedzi parę młodą i w zasadzie była to jedyna czynność, której umiała się obecnie podjąć. Nie licząc burdelu w głowie, ale to nie było oficjalną czynnością. Miano codzienności ładniej pasowała, zdecydowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Zamek Himeji   

Powrót do góry Go down
 
Zamek Himeji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wrota (Zamek Pyke)
» Zamek w Dover
» Zamek Rodu Grossherzog [RFN]
» Zamek Królowej Kier
» Zamek Cerwyn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Reszta Świata :: Azja :: Japonia-