IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mieszkanie Lajeła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Mieszkanie Lajeła   Nie Sie 23, 2015 10:47 pm

Mieszkanie... Jak mieszkanie.
W jednym z budynków Lawer kupił sobie w okazyjnej cenie mieszkanko! Kupował w ciemno, po prostu jakoś tak ktoś go zagadał na ulicy i zaproponował mieszkanie, ładne, nie małe mieszkanko! Łazienka, Sypialnia dwuosobowa, mała kuchnia z pseudo jadalnią, salonik.
Zapłacił za to bardzo małą kwotę, a okazało się, że takie mieszkanie kosztować powinno dwa razy więcej, nic dziwnego że nazwał ten interes "Dilem życia".

Urządził je na swój własny sposób. Z eleganckiego, jasnego mieszkania zrobił smoczą pieczarę!
Wchodząc przez szary korytarz napotkamy wieszak na którym wisi granatowa kurtka Lajeła, a obok niego stoją jego odświętne, czarne buty (które miał raz na rozpoczęciu roku bo "czebabyło").  
Wychodząc z korytarza witają nas czarne ściany kuchnio-jadalni, która cała jest w ciemnych meblach. Przy ścianie stoi lodówka i blat, a naprzeciw nich, na środku pomieszczenia stoi czarny, okrągły stół przy którym stoją cztery krzesła. Nad okrągłym meblem wisi lampa (z ikei). Okna pomieszczenia są wiecznie zasłonięte przez czarne zasłony. W ścianie naprzeciw lodówki jest łuk zamiast drzwi przez który wchodzimy do salonu. Ściany tutaj są jeszcze ciemniejsze jak w kuchni, a okna podobnie zasłonięte. Tutaj w rogu stoi duża lampa, a na środku telewizor 40 calowy naprzeciw którego widzimy ciemną kanapę dla czterech osób. W dodatku Lawer ma kominek, który stoi w rogu pokoju. Ledwo zauważalne, ciemne drzwi prowadzą nas do sypialni. Tam to jest najciemniej! Na środku stoi duże, dwuosobowe miękkie łóżko z szarą pościelą, którego pewnie nie zauważyłeś, ponieważ wszystkie kolory się zlewają. Przy ścianie stoi komoda z rzeczami Lawera. Okno tutaj jest ładnie zabite hebanowymi deskami, co wygląda dość elegancko... Obok ledwo można dostrzec ciemne drzwi od łazienki. Światło tutaj jest lekkie, delikatnie oświetla brązowe kafelki. Na środku stoi okafelkowana, prostokątna wanna na której stoją szampony i płyny do mycia ciała. Za w rogu stoi sedes, który zasłania niska ściana, a obok niej jest umywalka nad którą wisi lustro.
Warto wspomnieć że smoki lubią ciepłe, ciemne miejsca, więc ściany tego pokoju dawno nie widziały światła dziennego, a kominek dawno nie miał chwili przerwy! Może i nie jest prawdziwym smokiem, ale po prostu dobrze się czuje w takich miejscach, a nawet twierdzi że tak szybciej rozwija swoją magię i regeneruje rany, ale czy to prawda, to nie wiadomo!

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Wto Lis 10, 2015 6:28 pm

Powoli szedł z Rennevy, która opierała się na nim, biedaczka nadal się trzęsła. Lawer i co chwila zwracał jej uwagę, że zimno, że spokojnie, że u niego jest cieplej. Ogółem myślał, że drży z zimna... A raczej udawał, że tak uważa. W rzeczywistości podejrzewał, że trochę rozpacza po tej małej sytuacji z Rayem, ale... Ale nienawidził poruszania tematów w których to on przyczyniał się do ranienia drugiej osoby. Tak! To Lawer, najpierw robi, później myśli! Najpierw będzie komuś dogryzał, później będzie udawał, że nic się nie stało... A tutaj chodziło o Rennevy - ostatnią osobę którą miał zamiar stracić.
Dotarli dość szybko do dzielnicy mieszkalnej, w której centrum znajdowało się lokum chłopaka. Lawerence powoli zaprowadził ją po schodkach w górę, aż w końcu zatrzymał się przy czarnych jak smoła drzwiach.
- To tutaj. - Uśmiechnął się czarująco i powoli przekręcił szary kluczyk, a kolejno naciskając klamkę pociągnął drzwi, które otworzyły się ukazując... Czerń. Dosłownie, nic nie było widać. Zwrócił wzrok na dziewczynę, którą zachęcił do wejścia.
- Nie bój się, to tylko tak ciemno wygląda! - Śmiało wszedł i zamknął za nią drzwi. Wyglądało źle... Tak ciemno! Nic nie było widać! Dosłownie! Sama czerń.
- Choć! - Sam doskonale się odnajdywał nawet po ciemku, jednakże... Jednakże Rennevy chyba nie. Złapał ją delikatnie za dłoń i zaczął prowadzić. Najpierw minęli jedno pomieszczenie - kuchnię, aż w końcu Lawer się zatrzymał. Puścił jej dłoń i włączył światło. Teraz wszystko było widoczne.
- Witaj w moim mieszkaniu... Hehe! - Uśmiechnął się pod nosem i zdjął płaszcz, który teraz trzymał pod pachą. Kolejno podszedł do kominka i szybkim ruchem rozpalił w nim ogień za pomocą pokrętła.
- Rozgość się, ja tylko powieszę płaszcz! - Powiedział oddalając się do przedpokoju.
- Chcesz coś do picia? Mam Herbatę, Kawę, Sok wiśniowy i wodę. - Powiedział zbliżając się do pokoju, jednak zatrzymał się w pomieszczeniu przed nim - czyli w kuchni.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Sro Lis 11, 2015 8:57 am

Cała sytuacja odgrywała się w jej główce w zwolnionym tempie, czasem nawet w nieco zmienionej tonacji. Ręce jej mrowiły od zbytniego drżenia, a jej nogi były niemal z waty. Musiała trzymać się blisko kuzyna, aby nie przypieprzyć w byle który słup przez przypadek. Chociaż nie byłoby to zbytnio dziwne, gdyby zaczęła co chwila uderzać w losowe przedmioty wolno stojące. Trzymała się jednak dość kurczowo ramienia Lawera, jakby jeszcze nie była pewna, że jest gotowa sama chodzić. Nigdy nie widziała, żeby Ray się tak zachowywał i w sumie uznała, że nie chciałaby. Tak samo nie chciałaby, aby on kiedyś widział ją w najgorszym stanie, w jakim można zobaczyć Rennevy - totalnie zdenerwowaną. Ba, w furii. Nienawidziła siebie za takie uczucia, bo wtedy kompletnie nie kontrolowała siebie. Leciała po bandzie, nie bacząc na nic inne. Jakby nie była sobą. A ona po prostu musiała się wyładować. Wszystko to, co mogło być powodem złości prawdziwej lub preludium irytacji wkładała do specjalnego pudełeczka w głowie. Przechowywało ono tak negatywne odczucia, że właściwie dawno stało się czarne.
Czarne drzwi, a za nimi... czerń. Otworzyła usta ze zdziwienia, po czym się roześmiała delikatnie. Zastanawiała się, na ile on wiedział, co gdzie się znajduje, a na ile zgadywał? Zostały jej tylko domysły. Trochę się bała wchodzić, bo jeszcze potykałaby się o każdą najmniejszą przeszkodę, nawet o dywan. Jeśli w ogóle takowy miał. Podał jej rękę, którą chwyciła pewnie i dała się wciągnąć w tę ciemność. Mogła mu ufać we wszystkim - nawet w takich dziwnych sytuacjach. Zwłaszcza w takich dziwnych. Chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jaki podły charakterek on może mieć, to jej nigdy nie zawiódł. Zastanawiała się, czy to nie ona ma w stosunku do niego dług życiowy, tak jak powoli się zbiera takowy u jej chyba-partnera (dla niej był partnerem, ale zawsze było jakieś "ale"). To w sumie trochę smutne, jak wiele zawdzięcza innym, a sobą nic nie reprezentuje. Trzymając miękką, ale jednocześnie tak silną dłoń kuzyna to sobie uświadomiła. Miała ochotę usiąść na środku pokoju i się rozpłakać. Ale jeśli to zrobi, to już pewnie nie wróci do normalnego stanu przez naprawdę dłuuugi czas.
Zmarszczyła brwi przez chwilę. Czemu nagle wszystko było takie ciężkie?
Zapalone światło oślepiło ją, przez chwilę nie była w stanie nic zobaczyć. A potem ujrzała naprawdę ładnie urządzone wnętrze, chociaż było jak w ciemnicy. Roześmiała się cicho.
- Musisz bardzo dużo prądu zużywać. Jak ty możesz w takiej jaskini żyć? - powiedziała, przechadzając się po salonie. - Co jak co, ale jednak ładne masz to mieszkanko. Będę wpadać, jeśli to nie przeszkadza.
Usiadła na kanapie i patrzyła się na swoje niewyraźne odbicie w ekranie telewizora. Poprawiła więc odruchowo swoje fioletowe wstążki, wygładziła bluzkę, spódniczkę, szukała dziur w grubych rajstopach. Kurteczkę wcześniej zdjęła i podążała za Lawerem, który zdejmował swój płaszcz. Patrzyła na kominek, uśmiechając się lekko. Dopiero pytanie kuzyna wyrwało ją z chwilowego zamyślenia.
- Herbata! - niemalże krzyknęła. Zarumieniła się nieco, spuściła głowę i uśmiechnęła przepraszająco. - He-erbatkę poproszę...
Spojrzała jeszcze po ścianach. Wszystko było naprawdę ciemne.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że ty tu jesteś... Dlaczego Death City? - zapytała zaciekawiona. Gdyby mogła, to pewnie by tu nie przyjeżdżała. Taka dość obskurna nazwa. Ale z jednej strony była tej powinności wdzięczna, bo poznała parę naprawdę wspaniałych osób... A teraz jeszcze Lawer. Czuła się przez chwilę naprawdę... szczęśliwa. Że jej mały światek został tak zapełniony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Sro Lis 11, 2015 1:07 pm

- Doskonale się odnajduje w takich pomieszczeniach! To nie to samo co ta cholernie jasna willa rodziców. Zazwyczaj tylko rozpalam w kominku, ale lampę mam na wszelki wypadek, jakby przyszli do mnie goście, ale to raczej się nie zdarza. - Odparł z uśmiechem. Od zawsze przeszkadzał mu blask ścian Londyńskiej "willi", to dla Lawera do końca nie była willa, ale Ojciec tak twierdził, więc jakoś tak zostało... Dziwne, to zaledwie jedna rzecz - nazwa domu którą stosował mimo własnych uprzedzeń, mimo tego iż Ojciec tak mówił. Nie chciał, choć był bliski wyjawienie Ranevy tajemnicy powiedzenia "Wiesz, my smoki już tak mamy!", ale powstrzymał się, w końcu nie maił pojęcia jak zareaguje - jest z Shibusen, ale nie miał pojęcia do jakiego stopnia ją otumanili! Może być na poziomie w którym odczuwa tylko małe uprzedzenia do czarodziei i wiedźm, a może być też tak ogłupiona, że rzuci się na niego z pięściami! Po Shibusenie można się dużo spodziewać.
- Nie ma sprawy, możesz wpadać kiedy chcesz, jednak... Jednak mam swego rodzaju pracę, która często wymaga ode mnie wszelakich wyjazdów, więc nie obiecuję, że zawsze mnie zastaniesz... Ale dam tobie kluczę, mam kilka par zapasowych od byłej właścicielki, więc jak coś nie krępuj się! U mnie jest wszystkiego pod dostatkiem! - Uśmiechnął się stojąc już prawie w kuchni. Niestety, ale za bardzo nie wiedział jak określić Sabat. Powiedział, że to praca i w sumie racja, w końcu to było dla niego jak na razie jedyne zajęcie, bo z Shibusena raczej zrezygnował, w końcu organizacja nie życzyłaby sobie, aby jeden z jej członków robił za kuchareczkę i tym samym trochę narażał na siebie szkołę...
- Jasne! - Uśmiechnął się uroczo. Dobrze wiedział jak bardzo Rennevy lubi Herbatę, więc w sumie po cholerę pytał... Może sprawdzał jak się zmieniła? A raczej jak się nie zmieniła. Wlał do blaszanego czajnika wody i... I upewniając się, że nie stoi w polu widzenia dziewczyny przyłożył do niego od spodu prawą dłoń. W przeciągu kilku sekund woda już buczała, gotowała się. Odsunął rękę i szybko zalał Herbatkę dla Rennevy, oraz kawę. Lawer miał w kuchni tylko nietypowe naczynia - takie w śliczne kotki! Kubek dla kuzynki był Różowy w białe kotki, a dla niego fioletowy w kotki czarne. Machając w powietrzu dłonią starał się ją jakoś ostudzić, jednak nadal pozostawała różowawa od spodu. Dlatego też swój kubek wziął w prawą, a Rennevy w lewą, żeby przypadkiem nie zauważyła.
- To dość... Długa historia. - Z małym rumieńcem uśmiechnął się delikatnie się zamyślając. Hyyyyyy! Nie odstawił czajnika na płycie! Został obok zlewu!
- Czekaj. - Odstawił kubeczki na pobliski blat i bez pośpiechu odstawił czajniczek na miejsce... O Ironio! Wziął źle kubki! I nie zauważył! Niósł herbatkę w prawej, a kawę w lewej!
Podszedł ko kuzynki i delikatnie wręczył jej napój. Dziewczyna mogła poczuć ciepło bijące od dłoni i zauważyć zarumienione wnętrze dłoni, które mocno kontrastowało z jego bladą cerą. Kolejno usiadł obok niej i skupił się na czarnej kawie.
- Można powiedzieć, że to po części z... Przymusu. - Uśmiechnął się niemrawo pod nosem.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Sro Lis 11, 2015 1:43 pm

- Wujkowi Archibaldowi się zawsze powodziło, niee? Zresztą, żeby pomieścić waszą piątkę, to trzeba było mieć dość sporą posiadłość. Ale nie wiedziałam, że nie przepadasz za jasnymi wnętrzami. No patrzcie, jednak wciąż potrafisz mnie zaskoczyć![/b] - Uśmiechnęła się przelotnie. Nawet sobie nie przypominała, aby Lawer kiedyś narzekał na to. A może mu się z wiekiem tak porobiło? Trochę się nie widzieli, pewne przyzwyczajenia zdążyły mu się zmienić. - Taki przystojniak jak ty nie ma gości? No grzech! Chyba że boją się ciemności... No nie, to powinni jeszcze chętniej przychodzić. Blondwłosy książę bierze za rękę swą księżniczkę i pewnie prowadzi przez odmęty ciemniej jaskini, aby usadowić ją na wygodnej kanapie... i włączyć tandetną komedię romantyczną! I tak byście jej nie oglądali, i tak - zaczęła opowiadać i snuć historie, machając pogodnie nogami do przodu i do tyłu. Jednak kanapa była zbyt miękka, chociaż naprawdę wygodna. Zaraz pewnie zrobi się niewygodna. Odwróciła się i oparła o oparcie kanapy, obserwując poczynania swojego kuzyna. Podparła swoją buźkę o dłonie, dalej wyglądając jak pogodne dziecko.
- Czyli dużo podróżujesz? Masz faaajnieee. Ja teoretycznie mogę też podróżować, ale oferty wyjazdów Shibusenu nie są jakoś wyjątkowo... porywające. Jak jedziesz pod szyldem szkoły, to praktycznie nic ciekawego nie można porobić, bo to nie jest wyjazd rekreacyjny. - Ostrożnie dobierała słowa, specjalnie unikając pewnych sformułowań. Nie chciała go straszyć, że odkąd tam chodzi, to już prawie dwa razy zginęła, więc boi się jechać na jakąkolwiek misję. Unika ich jak ognia, bo obawia się, że jest słaba. Co jest dość paradoksalne, bo inaczej przecież tego nie może sprawdzić, prawda? - Masz wysoką pozycję? Szef cię lubi? Chyba że szefowa, to wtedy mogłeś ją oczarować swoją piękną buźką, che, che. Wyjazdy są bardziej takie rekreacyjne czy właśnie jedziesz po to, aby coś załatwić i nie możesz się nacieszyć? A gdzie już byłeś? Miałeś jakieś interesy w moich okolicach? Mogłabym się z tobą zabrać pod pretekstem wyjazdu rodzinnego... Co w sumie byłoby po części prawdą, bo chciałabym odwiedzić mamę. Mam tylko nadzieję, że mnie w szkole potem nie zjedzą... - Uśmiechnęła się szerzej, a jej oczy zabłysnęły od ekscytacji. - Naprawdę? To nie będzie problem? N-nie chcę cię trudzić, bo i ta-ak zbyt wiele dla mnie robisz...
Odwróciła się i powoli wstawała z kanapy, jako że była dość miękka i łatwo było się zapaść. Nie widziała więc samego procesu zaparzania herbaty, ale gdy podeszła bliżej do stołu, to była zdziwiona. Żadnego dźwięku? Spojrzała na urocze kubeczki z kotkami i wydała z siebie takie "awwww". Jednak uciekła wzrokiem na bok i uniosła brwi. Czajnik stał przy zlewie, nie został wstawiony. No i podejrzanie szybko ta woda została zagotowana. Miał już gotową? Ale to niemożliwe, przecież nalewał wody. Chciała podejść i sama wziąć kubeczek, ale kuzyn ją uprzedził i podał jej herbatkę. Podziękowała i powąchała. Pachniała idealnie. Upiła łyk, nieco sparzyła język, ale była naprawdę smaczna. Uniosła wzrok, gdy usłyszała słowo "przymus", a potem spojrzała na jego dłoń. A dokładniej na zaczerwienione wnętrze. Postawiła herbatę na stole, wyciągnęła rękę i chwyciła jego, przysuwając się bliżej. Ze szczerym zdziwieniem stwierdziła, że jest... ciepła. Co się dzieje?
- Lawer - zaczęła ostrożnie. Przeniosła wzrok na kuzyna. - Co ci jest w rękę? Dlaczego jest taka ciepła? Dlaczego wodę zagotowałeś tak szybko? - Zaczęła łączyć kropki. Przymus, ciepła dłoń, Death City... Spojrzała mu w oczy z lekkim przerażeniem. - Jesteś... czarodziejem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Sro Lis 11, 2015 2:12 pm

- Taa... Trochę ciężko tutaj o jakąś kobietę w moim typie! -Zwłaszcza, że 80% kobiet tego miasteczka to uczennice Shibsen! Nieco zachichotał. W sumie to ostatnia jego kobietą była Agnes... Przepraszam - JEDYNĄ jego kobietą była Agnes, która niestety, ale zmarła dość szybko plus dodajmy też fakt, że raczej jej nie kochał, a przynajmniej nie na tyle, aby z nią być. Ciało może i miała piękne, ale Lawer nie jest z tych, co pragną pobawić się tylko przez jedną, góra dwie noce, on preferuje związki z przyszłością, bo co mu po kilku pustakach z cycami wielkości kul do kręgli?
- Hm? No w sumie to tak, mało mam zleceń w miasteczku... Ale to powinno się zmienić. Niezbyt, wiesz. Ta... Firma powstała dość niedawno i na razie jestem na niskim stanowisku, ale szybko się rozwijam. Mamy ze sobą bardzo luźne stosunki, więc trudno nazwać ją moją szefową, ale to ona jest tak jakby założycielką i po części namówiła mnie do dołączenia. Wiesz co, byłem trochę w Europie... i w wymiarze wiedźm W sumie to firma jest mało wymagająca i myślę że mogłabyś dołączyć do ekipy... Ale musiałabyś porzucić szkołę. - Starał się mówić wiarygodnie i oczywiście jak najbardziej zachęcał ją do tego pomysłu, mówił to takim podekscytowanym i wesołym tonem! Ach... Ale on by chciał aby Rennevy dołączyła w szeregi Sabatu - to byłoby przepiękne...
- Rennevy. To nie jest problem. - Uśmiechnął się, było mu to bardzo na rękę - bliskość z nią, wystarczy mu trochę czasu i już będzie po jego stronie... A przynajmniej tak uważał.
Skąd miał te urocze kubeczki? Cóż... Pewnego dnia, kiedy tak chodził sobie po Amerykańskiej galerii Handlowej (nie w Death City) przypomniało mu się, że nie ma sztućców i naczyń. Cóż... Było dość późno i hołmendju miało jakąś wyprzedaż, czy likwidacje sklepu, czy cholera wie co! Ale poszedł i myśli sobie "A kupię jak mam okazję". Wziął więc zestaw w wieeeeeeeeeeeelkim kartonie ze zdjęciem zastawy z motywem kwiatowym. Oczywiście zapłacił, wszystko fajnie... Ale w domu otwiera i co się okazało? Jakaś cielepa źle przydzieliła kartony i tak też został z zastawą z uroczymi kotełami. Za bardzo nie miał co z tym zrobić - w końcu rzeczy z wyprzedaży zwracać nie można, wymieniać też raczej nie, bo nic nie zostało i dodajmy, że sklep był bardzo daleko, a paragonu chyba i tak nie wziął, albo zgubił.
Dziewczyna złapała go za rękę. Pobladł, a jego przestraszone, szare oczy zatrzymały się na zarumienionym wnętrzu dłoni. Nie.
- E? Wiesz co, mój kumpel pracuje w jednej wytwórni i zamontował mi płytę, która się błyskawicznie nagrzewa, do tego dodał w komplecie czajnik, który z nią współpracuje, więc aby zagotować wodę wystarczy mi dosłownie niespełna minuta! - Szybko wymyślił jakieś kłamstewko, które powiedział z udawanym spokojem, w rzeczywistości jego wnętrze buzowało. Bał się. Nie mógł przecież jej tego powiedzieć, nie mógł stać się jej wrogiem! Zaczął się śmiać na kolejne pytanie.
- Rennevy. Nie żartuj, proszę, widziałaś abym kiedykolwiek wyjmował jakieś króliki z kapeluszy i wyjmował kwiatki z rękawa? Proszę Cię! Przecież oni istnieję tylko w bajkach. - Uśmiechnął się pod nosem próbując się uspokoić. W rzeczywistości dość ciężko oddychał i starał się umyślnie zmienić temat.
- A w tym Shibusenie długo jesteś? Jak tam... W jakiej jesteś klasie? A-a się tam w coś zmieniacie, nie? - Uśmiechnął się niemrawo.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Czw Lis 12, 2015 4:40 pm

Przysłuchiwała się z zainteresowaniem tego, jak opowiadał o swojej pracy. Wydawała się ona jednak dość dziwna, ale przymknęła oko na kwestię dziwnych ogólników, jakimi rzucał. Zastanawiała się, jakim typem osoby jest ta jego szefowa. I czym się zajmują. Jednak skoro jej o tym nie mówi, to nie będzie naciskać, nieważne jak bardzo dziwne to jest. Skoro to jest naprawdę mała firma i dopiero co powstała, to próbują się zorientować na rynku? Nie zdziwiłaby się, gdyby tak było. Ale mógłby chociaż i to zdradzić. Zaśmiała się delikatnie, kiedy powiedział, że mogłaby dołączyć. O ile się orientowała, to niezbyt ma możliwość kolejnej pracy, nawet jakby się zerwała ze szkoły. Już miała dość obowiązków przez pracę w Ra-tatanie. Zresztą... Czy ona byłaby w stanie teraz tak po prostu rzucić Shibusen i pojechać z kuzynem pracować? Nie wie co robią, czym miałaby się zajmować. Nie mogłaby opuścić tych osób, z którymi się już zaprzyjaźniła. Po prostu nie mogłaby. Postąpiłaby nie fair i pewnie większość by ją przez to przestała lubić. Jeśli ją w ogóle lubili.
- Sorki, ale muszę odrzucić tę poniekąd kuszącą ofertę. Nie chciałabym pracować w cieniu swego kuzyna - rzuciła żartobliwie.
Oczy jej rozbłysły, kiedy stwierdził, że mogła do niego przychodzić w każdym momencie. Wewnętrznei była szczęśliwa i eksplodowała od emocji. Miała miejsce, gdzie mogła się schować, jeśli nie chciała obarczać tym nikogo z Shibusenu. Trochę okrutnie. Jeśli nie chciała psuć atmosfery przyjaciołom, to przychodziła kuzyna zatruwać życie. Jednakże nie mogła na to poradzić. Niestety było coś, czego nawet Ray by nie pojął. Lawer jako część rodziny wiedział, co dokładnie się działo w rodzinie Nightwish, która oddziaływała bezpośrednio na rodzinę Rain i jeszcze jedną ich odnogę (między innymi dlatego, że matka miała naprawdę liczne rodzeństwo). Doczepi potem klucz od jego mieszkania do pęku z kluczami rodzinnymi. Ten od pokoju trzymała osobno, jakby wciąż nie dostosowała się do tego, że to Death City teraz jest jej domem.
Zmrużyła delikatnie oczy, obserwując to, jak próbuje się tłumaczyć. Dlaczego próbował się z tego wykręcić?
- To nie tłumaczy twojej czerwonej ręki. Zresztą, słyszałabym, jak się woda gotuje, Lawer. Plus nieważne jaki dobry czajnik, nie ugotujesz wodę w TAK błyskawiczny sposób. Poza tym, czajnik stał przy zlewie - powiedziała ostrożnie. Nie chciała być natarczywa, a jedynie chciała rozwiać swoje wątpliwości. Nigdy nie widywała u niego dziwnych zachowań. On miałby być czarodziejem? Przecież to niemożliwe. Wujek Archi na pewno nie, więc musiała być to... ciocia Agri? Cholera, to całkiem prawdopodobne. Przecież nikt u niej w rodzinie nie zajmował się magicznymi broniami, więc ciocia mogła się idealnie wpasować. - Nie, nie widziałam. Ale widziałam właśnie, jak mój kuzyn zagotował wodę bez używania jakiegokolwiek sprzętu. Nie musisz wyciągać królików z kapeluszy.
Uśmiechnęła się delikatnie. Chciał uciec od tematu. Czy on także nie mógł się z tym pogodzić?
- Jestem... od roku? Mniej więcej. Jestem w klasie mniej zaawansowanej, praktycznie z zerowymi umiejętnościami. Ledwo zdaję niektóre przedmioty. - Przechyliła głowę. - Skąd wiesz? To nie jest informacja poufna, ale też i nie jest jakoś za specjalnie publiczna. Powiem, że wiedzą o tym ci, którzy zostali wciągnięci do tematu. - Poczuła się źle. Czy brzmiała właśnie zwyrodniale? - Ale spokojnie! Ja się w nic nie zmieniam. Właściwie to mam dość spore problemy z byciem władającą, jako że moje predyspozycje czasem są bliskie zera. Nie umiem nad tym panować. Nie chodzę na misję, nigdy nikogo... - Zmarkotniała. To było strasznie ciężkie chociażby do powiedzenia. Chciała zostać czysta, obawiała się brudzić ręce. - Ale nie jestem psychopatką. Nie zostałam ofiarą systemu, przynajmniej na razie. Ale nawet gdybym została, to na pewno nie rzuciłabym się na własnego kuzyna. Lawer... Ja nigdy w życiu bym nie podniosła ręki na ciebie. Nawet gdyby to była moja misja. To byłoby dla mnie zbyt ciężkie, jak ja mogłabym spojrzeć w oczy potem komukolwiek? Byłeś przy mnie wtedy, kiedy oni po kolei umierali. Byłeś i jesteś, jak nie ma przy mnie Florence. Jak mogłabym coś takiego zrobić?
Ale też się bała. Co jeśli on by jej coś zrobił? Nie, wierzyła, że to wciąż jej kuzyn. Przecież nie mógł się tak zmienić przez jakieś głupie zaklęcia, prawda...? Pochyliła się do przodu, przybierając podekscytowany wyraz twarz. Oczy jej lśniły. Tak właściwie, to chyba nigdy nie widziała... No dobra, widziała czarodzieja w akcji. Ale tamten udawał magika i całe wrażenie nie było jakieś za specjalne. A tu może zobaczyć prawdziwą magię!
- Jaką masz magię? Pokażesz coś? Jakie to uczucie? Jak to jest być czarodziejem? Matko, mam tyle pytań! - powiedziała zaaferowana. Była ciekawa. Jednakże nie zamierzała potem korzystać z tej wiedzy - chciała być jedyną, która zna tę stronę Lawera. Chciała go chronić, tak jak on chronił ją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Czw Lis 12, 2015 5:36 pm

- Rennevy, ja... - Westchnął dość ciężko. Nie ważne czego by nie powiedział, coraz bardziej się staczał, nie mógł tego dłużej przed nią ukrywać. Widocznie nad czymś myślał, zastanawiał się. Następnie wstał, podszedł do ciemnej ściany i przytrzymał się ręką, która wyprostowana dzieliła go od zderzenia się z powierzchnią.
- Rennevy... - Wzdychając ponownie popatrzył w sufit. Pokręcił przy tym głową i przysunął się do ściany. Jego lewa ręka swobodnie zwisała wzdłuż tułowia, jednak na chwilę zbliżyła się do twarzy by odgarnąć niesforny kosmyk jasnych włosów.
Otworzył usta, chciał coś powiedzieć, jednak skończyło się to na kolejnym westchnięciu. Jego prawa ręka zmieniła swoją pozycję, teraz była zgięta w łokciu, a dłoń zaczesywała do tyłu opadające na blade czoło włosy. Chłopak oparł się plecami o ścianę i patrzył bez najmniejszego wyrazu w podłogę.
Ponownie, szybko otworzył usta, jednak zaraz je zamknął. Zwrócił wzrok na pobliską ścianę. Jego ręce teraz luźno zwisały wzdłuż tułowia, a ciało wydawało się bezradne, ciężkie. Jego nogi były pod kątem, w taki sposób, że było widać iż teraz jedyną podporą dla Lawera wydaje się ściana.
Oczy skierował na Rennevy niemalże w tym samym momencie co otworzył usta, jednak mimo niemrawego, sztucznego uśmiechu nie wydobył z siebie nic. Szybko odwrócił od niej wzrok i podszedł do łuku w ścianie.
- Rennevy... To... Ja... - Wydusił z siebie nie mogąc dobrać odpowiednich słów sapnął.
- Jestem inny. - Odwrócił się do niej powoli, w półmroku, który zastał an chwilę przez wygasający ogień dziewczyna mogła przez chwilę zaobserwować jego szare oczęta, które jednak zaraz zatrzymały się na jej sylwetce, płonąc. Soczyste, ogniste kolory błyszczały w pokoju przykuwając do siebie jej całkowitą uwagę, jednak zaraz lewa dłoń, którą objął prawą także mogła ją oczarować, zwłaszcza połyskiem czarnych łusek, jednak wywoływała strach przez długie szpony.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Sob Lis 14, 2015 9:58 am

To bolało. Widok kuzyna, który próbuje odnaleźć bezskutecznie słowa, które mogłyby opisać to, co czuł w środku. To był strasznie przygnębiający widok, taki, którego już nie chciała widzieć. To trochę tak, jakby oplotła wokół niego nici i powoli je zaciskała, stopniowo go dusząc, aż w końcu przecina skórę. Jednakże owe nici przywiązane były także do jej serca, które zaczęło niemiłosiernie krwawić, zgodnie z upływającym czasem. Te sekundy, mierne minuty były nie do zniesienia. Zastanawiała się, które z nich prędzej pęknie i się rozleje. Zapewne ona, chociaż z Lawerem wcale lepiej nie było. Jednakże aby dalej trwać w tej wspaniałej sielance, rzeczywistości, muszą to zrobić. Muszą się dowiedzieć, jak bardzo ich życie zostało zniszczone. Nawet gdyby wiedziała o tym, że istnieje cały ten system, to nie chciałaby być władającą. Za bardzo by się bała. Nie potrafiłaby się wyzbyć współczucia, które blokowałoby jej powinność jako władająca, jako ta, która ma zabijać złych. Wierzyła, że nie każdy jest od razu zły... W pełni zły... Jeżeli całe życie robiłeś dobrze i tylko raz zboczysz z tej drogi, najczęściej w imię ważnego powodu - jesteś od razy zły i najgorszy? A Rennevy jest nieskazitelnie biała i czysta? Chyba najbardziej przerażałoby ją przedstawienie sprawiedliwości. Dalej ją przeraża.
Podążała wzrokiem za swoim kuzynem, który powtarzał ciągle dwa słowa. Przygasający kominek dodawał jeszcze klimatu, zmieniał atmosferę. Z niezwykle romantycznej na chwilę grozy. Czerwone jak krew oczy zaczęły przeszywać spojrzeniem Rennevy, a delikatnie pobłyskująca łapa wywoływała u niej ciarki. Ale też i otworzyła usta z zachwytu, bowiem pierwszy raz widziała, jak wygląda ta inność czarodziejów. Nie wiedziała, czy ma piszczeć jak ucieszone dziecko, czy krzyczeć z przerażenia. Trwała więc w milczeniu, próbując poskromić szalejące myśli i niejasne uczucia. Zaczesała ręką grzywkę do tyłu, chwilę ją tak przytrzymując, następnie zabrała rękę, a włosy wróciły na dawne miejsce. Zamrugała, po czym wstała i podeszła do kuzyna. Stanęła naprzeciw, uśmiechając się niezwykle pogodnie. Jakby wcale nie doznała silnego szoku. Jakby przed nią dalej stał ukochany kuzyn, bez łap potwora i z tymi pięknymi, różnymi oczami.
- Jak dla mnie, to wciąż jesteś Lawerence Wallace'em Rainem, kuzynem pierdołowatej Rennevy Ursuli Catherine Nnightwish. I żadna siła tego nie zmieni. Czarodziej czy nie - jesteś wciąż tą samą osobą. Jeśli wymordujesz pół Death City... No, nie będę tego pochwalać, być może będziemy po przeciwnych stronach barykady. Ale sam fakt, że cię kocham, się nie zmieni. I będę robiła wszystko, naprawdę wszystko, abyśmy zawsze trwali tak, jak to było do tej pory. Bez istnienia podziału na władających, bronie, wiedźmy... Po prostu tak, jakbyśmy byli dalej w Wielkiej Brytanii - powiedziała, przecierając po chwili oczy. Za bardzo ją szczypały, za bardzo woda napierała na jej ściany. Rozlewała się. - La... La-a-awer, wybacz mi-i... Że nie by-y-y-yłam z tobą wte-edy, kiedy mnie po-otrzeowałeś...[/b]
Płakała. Wystawiła ręce, chcąc go uściskać. Ale nie chciała się narzucać. Czy on ją chwyci?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Sob Lis 14, 2015 4:47 pm

Patrzył na nią dość beznamiętnie, jednak wraz z powróceniem jego normalnej formy w oczętach pojawił się wraz wzruszenia. Możemy więc śmiało wywnioskować, że smoki nie wyrażają uczuć fizycznie - jak ludzie. W dodatku jego łapa - nie odczuwał bólu, ani dotyku kiedy tego nie chciał - może to dobrze, może źle. Wymusił uśmiech, który miał mówić "Wszystko dobrze Rennevy, nie martw się. Tak, tak jest, z pewnością pozostaniemy sobie bliscy, żaden Shibusen nas nie rozdzieli" - w rzeczywistości było inaczej, Lawer jako osoba dorosła, dość obeznana w stosunkach Shibusen-Czarodziej nie wierzył w szczęśliwy koniec tej wojny. Oczywiście może w jakimś stopniu żyła w nim nadzieja, że uda mu się zniszczyć szkołę i później na koniec Świata uciec z ukochaną kuzynką, ale była to tylko pojedyncza myśl, której zbyt często nie rozwijał. Z pewnością nie należał do grupy marzycieli dla których pojęcie szczęśliwego zakończenia jest dla wszystkich na wyciągnięcie ręki, że każde marzenie się ziści jeśli tylko będziemy mocno w nie wierzyć. Patrzył na nią ze łzami w oczach wsłuchując się w niemożliwe marzenia, które na tym porządku dziennym nie mają prawa istnieć. Rzeczywiście - sytuacja była zawzięta i może istniał jakiś rozejm między Shibusenem i czarodziejami, wiedźmami... Ale nie dla Lawera - dla osoby w której pojęcie litości wygasło... Rennevy nie miała pojęcia czym jest Sabat i że w ogóle coś takiego istnieje - nie mogła tego wiedzieć, w końcu nie ujawnili się i jak na razie nie mają zamiaru.
- To nie ważne, liczy się to, że teraz jesteś tu ze mną! - Mocno ją do siebie przytulił dusząc w sobie powoli wypływające potoki łez. Mocno zagryzł zęby, przymrużył oczy. Nie dał po sobie poznać tego bólu jaki teraz odczuwał. Prze chwilą swoim anielskim, wnet słodkim tonem przemawiał do niej tak, jakby był wiernym wyznawcą teorii, że ta niby wojna się skończy i że mimo wszystko będą ze sobą. Mocno zacisnął oczy niszcząc ostatnie krople łez. Kolejno dyskretnie je wytarł i z serdecznym uśmiechem pogłaskał kuzynkę po głowie i patrząc jej prosto w jej zapłakane, ciemne oczy, otarł łzy z jej policzków.
- Spokojnie Rennevy. Jest już dobrze. - Troskliwie pogłaskał ją po mokrym policzku.
- Ale wiesz... Mimo to musimy porozmawiać trochę o... O szkole. - Objął ją i usiadł z kuzynką na kanapie łapiąc ją za ręce i patrząc z zatroskanym uśmiechem na jej twarzyczkę.
- Trudno mi to powiedzieć, ale... Nie wydaje mi się, żebyś pasowała do tej szkoły. Wyglądasz na niepewną, w dodatku sama mówisz, że nie czujesz się najlepiej. - Miał już doskonały plan - wystarczy delikatnie jej wmówić, że Shibusen jest najgorszą rzeczą, która mogłaby istnieć.
- Może powinnaś spróbować rozwijać umiejętności w inny sposób, w końcu szkoła bierze was wszystkich ogólnie, nie patrzy na każdego z osobna. Lepiej jest ćwiczyć nie według ogółu, tylko własnego zakresu. - Mówił bardzo powoli i spokojnie, nie chciał jej wystraszyć tak nagłą propozycją odstąpienia od szkoły.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Nie Lis 15, 2015 12:34 pm

- Miałam wielkie szczęście, że ciebie tu znalazłam. Bałam się, że już nigdy cię nie spotkam albo już mi nigdy nie spojrzysz w oczy, gdy powiem jakim złym człowiekiem musiałam się stać. A-ale... Ciebie też w to wciągnięto. - Może to dobrze, że Florence jest teraz w niebiosach? Przynajmniej ona nie musi znosić ciężaru walki między światami, której środek znajdował się w tu, w Death City. Że nie została rozdzielona z siostrą, która całkowicie nie jest świadoma zagrożenia, tego czającego się w zakamarkach zła. A co jeśli w ich mieścinie już żyje jakaś wiedźma? Co jeśli to była od początku ich wina? A jeśli... Jeśli odziedziczyła duszę po ojcu, to czy on mógł zniknąć z powodu jakiejś misji? Próbowała odegnać te myśli. To była nieprawda. Tylko ona jest wypaczona, tylko ona ma ten ciężar. Poświęci się dla niego. Lawer był taki ciepły... - I tak mam sobie za złe, że tak zniknęłam. Po pr-rostu... Przy-yszli pewnego dnia do szko-oły, niby jakieś badania. Brali ka-ażdego ucznia po kolei, aż paru dali ta-aki kwitek, z któ-órego wynikały różne dziwne rzeczy. Między innymi to-o, że muszę zostać przeniesiona tutaj. T-to było... nagłe...
Poczuła dziwne ukłucie, gdy Lawer chciał z nią pogadać o szkole. Zaczęła powoli łączyć ze sobą kropki. Czyżby wmieszał się w jakiś... ruch przeciw Shibusen? Niee, to niemożliwe. Przecież żadna taka organizacja nie przetrwałaby zbyt długo. Prędzej czy później zostałaby zniszczona, jako że ta szkoła obejmuje swym zasięgiem zdecydowanie więcej niż powinna. To praktycznie nie była szkoła, a organizacja. Spojrzała na niego czujnie, lecz i po chwili ta czujność całkowicie się rozpłynęła. I tak niczego nie wie, nawet jeśli będzie próbował ją podejść. Czy to jego wina, że próbuje się dostosować w świecie wiedźm i czarodziejów? Nie mógł się im oprzeć? Może był dyskryminowany ze względu na swoje pochodzenie? Bo jak wujek Archi był człowiekiem, a ciocia Agri wiedźmą, to on mógł nie odziedziczyć wszystkiego. Jego moc mogła być słabsza. Uśmiechnęła się niemrawo. Jeszcze nie dopuszczała do siebie możliwości, że byli w przeciwnych obozach. Jeszcze nie teraz. Nie chciała.
- To prawda. Uważam, że nie powinnam się tu znajdować, że powinnam być przy mamie w Walii. Powinnam dalej żyć swoim życiem, powoli myśleć nad uniwersytetem. Lawer, ja praktycznie nie mam już wyboru. Chociażbym chciała, to się nie wyprę tego, że jestem władającą i mogę być w każdej chwili wezwana na misję. Mogę w każdej chwili zginąć. To trochę jak wojsko, tyle że w baśniowej otoczce. - Uciekła wzrokiem w bok. Przypomniała sobie rozmowę z Rayem, pierwszą, jaką miała. Jak mówili o czerni i bieli, jak mają zabijać. To słowo ją brzydziło. Zabijać. - Nie chcę odbierać żyć, nawet jeśli to są złe życia. Ba, nawet nie wiem, czy to są złe życia! Po prostu dostaję kwitek i mówią "idź, to jest złą osoba", a ja mam wykonać polecenie! A co jeśli nie miała wyboru? Co jeśli jak ty trafiła do tego świata przez przypadek? Nienawiść wiedźm do Shibusenu nie mogła wziąć się znikąd - pytanie kto jest bardziej winny. Boję się, że się zatracę w tym. Że zacznę odnajdywać w tym ujście stresu czy złości. Albo jeszcze gorzej - zacznie mi się to podobać i będę podążać tą najgorszą drogą, do własnej destrukcji. I chociażbym powtarzała sobie w kółko to, co jest dobre i moralne, to szaleństwo zawsze mnie dopadnie.
Niewidzialna ręka wtłaczała do jej umysłu wydarzenia z cyrku. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co widzi i przez kogo widzi.
- Właściwie... To doświadczyłam już czegoś takiego. Tak mi się wydaje, bo niewiele z tego pamiętam. Ale pamiętam, że obrzydliwie było mi dobrze. Chociaż... czy to wtedy byłam ja? - Spojrzała na Lawera. W jej oczach malowało się przerażenie, które nie mogło znaleźć ujścia. - Nie chcę tak żyć. Nie chcę tego doświadczać. Chcę żyć swoim normalnym życiem, jakie było w Walii. Chcę trwać przy matce, która już sama pogrąża się w swoim smutku, bo kolejne z jej dzieci może zginąć. Albo i ona zginie, najlepiej osiemnastego października, abym ja mogła poznać gorycz tego świata. Żebym i ja zaczęła się zatracać. Gdybym mogła, to najchętniej pozostałabym w domu, nie wyjeżdżała nigdzie. Chciałabym czuć, że ta cała sprawa władających i broni kompletnie mnie nie dotyczy.
Spojrzała na swoje dłonie. Jednakże nie żałowała tego, że poznała tych ludzi. Ba, tęskniłaby za ich sylwetkami, nawet jakby ich nie znała. Czuła się już wobec nich zobowiązana. Uśmiechnęła się tak, jakby wcale nie cierpiała. Jakby wcale nie pozwalała na wylewanie swych zmartwień i trosk. Czarne pudełko się zatrzęsło w jej głowie.
- Nie mam szans. Jestem słabeuszem. Ale wciąż wierzę. Wciąż wierzę, że uda mi się kogoś ocalić. Że nie będę tylko ciężarem, ale też i ostrzem, które będzie przydatne komukolwiek. Ale nie stracę przy tym tego, kim jestem. W końcu... Jeszcze nie pokazałam na co mnie stać, prawda? Jeszcze nie odkryłam wszystkich swoich kart!
Zmarkotniała. Lawer ewidentnie chciał ją przeciągnąć na swoją stronę. Ujęła jego dłonie i przycisnęła do swoich ust, przymykając powieki. Były tak ciepłe, tak przytulne... Otworzyła oczy i spojrzała z uśmiechem. Puściła jego dłonie, a jej własne spoczęły na jego policzkach. Prawa ręka się jednak oderwała i przejechała palcem po jego czole, nosie, ustach, podbródku. Nakreśliła linię przecinającą jego twarz dokładnie w połowie.
- Zawsze jak tak robię, to czuję delikatne mrowienie w okolicach czoła. Też tak masz? To jest całkiem przyjemne uczucie - powiedziała spokojnie. Zabrała i lewą rękę. - Jest mi naprawdę przykro, ale nie mogę opuścić Shibusenu. Nawet jeśli tam nie pasuję. Indywidualne nauczanie też mi nic nie zrobi, bo moim zadaniem jest zsynchronizować się z bronią. Poznałam już parę osób i zdradziłabym je w ten sposób. To jest uczucie, którego nie chcę poznawać. Zresztą ej - ja nie mam umiejętności żadnych za specjalnych. Umiem tylko uciekać i bronić się swoją słabością. W końcu osoby słabej nie wezmą, a ja będę bezpieczna. Taka osoba chyba nie jest tam u was potrzebna. Nie wiem, co planujecie ani co zamierzacie. Nie wiem też, co planuje Shibusen i co zamierza. Nic nie wiem. I nie potrzebuję tej wiedzy, bo ona i tak do mnie przyjdzie. Chcę tylko... byś się nie pakował w kłopoty. Jak będziesz potrzebował pomocy, to będę przy tobie. Ale proszę, nie oczekuj, że opuszczę szkołę. Nie zniosę kolejnej zmiany...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Nie Lis 15, 2015 2:23 pm

Milczał. Słuchał każdego jej słowa bez mniejszego wyrazu emocji. Jego oczy jakby schowały się pod cieniem delikatnej, blond grzywki. Siedział nieruchomo, tak jakby był martwy, albo nieobecny. Czekał cierpliwie do końca jej wypowiedzi, a z czasem jego gniew i nienawiść do szkoły wzrastały.
- Shibusen to najgorsza rzecz jaka mogłaby istnieć. - Powiedział beznamiętnie, mocnym, stanowczym tonem. Był oziębły, nie podobało mu się to, że jego ukochana kuzynka dała tak łatwo się omamić tej placówce.
- Rennevy. To nie jest miejsce dla Ciebie. - Powiedział stanowczo.
- To wszystko, wszystkie dobre rzeczy które są powiedziane o Shibusen, wszystkie miłe wspomnienia - to zwykłe kłamstwa. - Powiedział jeszcze ostrzej, jednak nie patrzył jej w oczy, nie chciał jej przestraszyć nienawiścią jaką w tym momencie żywił do placówki, gniewem który tak ostro ukazywał się na każdym jego kroku. Czego by nie zrobił - zawsze towarzyszyły mu złe uczucia, to przez to z dnia na dzień stawał się coraz gorszym, jeszcze bardziej nieszczęśliwym Lawerem. Wizja zniszczenia szkoły dawała mu złudzenie sielanki, wiecznego szczęścia - osiągnięcia celu. Niestety, ale w rzeczywistości po tym czynie jego serce stałoby się czarne, zniszczone, a dusza z każdym dniem by opuszczała jego ciało. W końcu, po kilku dniach zostałoby same ciało, które byłoby niezdatne do niczego, po prostu by trwało w bezruchu, aż w końcu by zniknęło.
Zniszczenie szkoły jest równe ze zgładzeniem uczniów i pracowników... Nie mógłby sobie wybaczyć, gdyby coś stało się Rennevy, albo komukolwiek innemu kto był dla niego wparciem, a akurat trafił tutaj.
Miał teraz trzy opcje. Albo zabierze Rennevy siłą ze sobą do Sabatu, w którym zapewne długo nie wytrzyma, albo ją porwie i razem uciekną do Wielkiej Brytanii, albo pozwoli sobie na zniszczenie szkoły. To żaden wybór, to konflikt tragiczny. Czego by nie wybrał i tak jego serce rozpadłoby się wraz z widokiem cierpiącej Rennevy...
Poddać się? Nie mógłby, widok sielanki Shibusen doprowadziłby do codziennych napadów gniewu, które przerodziłyby się w wybuch po którym jego ciało nie mogłoby dalej funkcjonować. Klasyczny przykład sytuacji bez wyjścia.
Nie uda mu się jej przekonać, co by się nie stało i tak ich dusze narażone są na wojnę, na stracenie.
- Ta chora placówka wyrządziła już wystarczająco dużo zła, nie pozwolę im Cię w to wciągnąć. - Zacisnął dłoń w pięść próbując jakoś się uspokoić.
- Ty nie wiesz jak to jest kiedy dwa potwory zabijają Ci matkę twierdząc, że jest potworem! Nawet nie wiesz jak to jest kiedy widzisz jak twoja własna, jedyna matka leży na ziemi cała we krwi i mówi do Ciebie, że masz uciekać. Nie wiesz jak to jest kiedy takie dwa potwory stają przed tobą i patrząc ci w oczy mówią do siebie, że szykuje się kolejny łup do awansu. A już na pewno nie wiesz co się czuje kiedy jedno z nich pożera duszę jednej z najważniejszych dla Ciebie osób! - Mówił szybko, głośno i z wyczuwalnym zdenerwowaniem, które widocznie dawało się we znaki. Jego nienawiść do szkoły była tak wielka, że w tym momencie mógłby pobiec pod jej mury i przy pomocy łapy roznieść część jej ludności, a gdyby miał większą moc... Gdyby miał większą moc rozniósłby ją całą... Nawet jeśli to doprowadziłoby go do całkowitego rozpadu, rozpaczy. Działał jak prawdziwa maszyna do zabijania...
Zęby mocno zacisnął i starając się zablokować pełne łez oczy zacisnął mocno dłonie w pięści, a całe jego ciało zaczęło się trząść. Oczy natomiast pozostawały pełne smutku, żalu i nienawiści wlepione w podłogę, a potoki łez hamowały się w ich środku tworząc w nich niesamowity połysk.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Nie Lis 15, 2015 6:26 pm

Siedział dziwnie cicho. Jakby go w środku tam nie było. Jak skończyła mówić, spojrzała na niego niepewnie. Nigdy nie widziała go tak skupionego, ale i tak odległego. Miała naprawdę nieprzyjemne wrażenie, że z każdym kolejnym słowem tylko grzęźnie, a on irytuje się coraz bardziej. W końcu musi mieć naprawdę dobry powód, dla którego tak bardzo odwodził ją od Shibusenu. Tak bardzo ważny, że chociażby miał wymordować pół Death City dla niej, to był gotów to zrobić. Jego groźny i chłodny ton głos sprawił, że przeszły ją ciarki. Jednakże jej twarz nie wyrażała strachu. Wyrażała zdziwienie. Najszczersze zaskoczenie, że tak silnie zareagował na to, co powiedziała. Powoli analizowała wszystkie słowa, jakie wypowiedział. Wszystko? Jak wszystko mogło być kłamstwem? Przecież... przecież... Jej chwile z Rayem, wpadka w Cafe Day, chryja w Ra-tatanie, wydarzenia w cyrku, wszyscy poznani ludzie... To miało być kłamstwem. Poczuła, jak czarne macki próbują wedrzeć się do jej myśli, jak jej zdanie jest powoli zalewane. A-ale... jak to?
Próbuje podważyć twoją pewność siebie, Rennevy. Chociaż to Lawer, nie możesz mu ulec. Chociaż to twój kuzyn, nie możesz ślepo wierzyć każdemu jego słowu. I to wcale nie dlatego, że jesteście po przeciwnych stronach barykady, wcale nie. Doskonale wiesz, że nie. To dlatego, że jak mu zaczniesz wierzyć, to nie będziesz wiedziała, co chcesz zrobić. Zaczniesz się załamywać. Będzie to wyglądało tak, że nienawidzisz wszystkich w Shibusenie. Zaczniesz ich nienawidzić, bo Lawer zna pozycję drugiej strony, tych "złych". Na pewno chcesz mu uwierzyć? A co, jeśli to on jest zwodzony? Co jeśli oboje żyjecie w ułudzie? Nie masz jak tego udowodnić, on też pewnie nie. A nawet jak ma - doskonale wiesz, że jest za późno. I chociaż nie chcesz tu być, nie chcesz posłuchać swojego kuzyna. Czym więc zostaniesz? Jeśli nie członkiem Shibusenu, jeśli nie członkiem opozycji... to kim? Nie ma nic pomiędzy i niestety dobrze to wiesz. Dobrze to wiem.
Przytuliła go. Mocno. Chciała, aby przeniósł część tego uczucia do niej. Chciała poczuć to, co on czuje w tej chwili. Jeśli mogła mu jakoś ulżyć, to chciała nieść te bolesne wspomnienia zamiast niego. To nie jest żadne poświęcenie z troski, a ze strachu i poczucia winy. Zacisnęła mocno szczękę, jakby ktoś jej wbijał właśnie w plecy dużo igieł. Zwolniła jedną rękę i delikatnie gładziła go po plecach.
- Masz rację, nie wiem. Dlatego musisz mi powiedzieć. Pozwól mi się dowiedzieć. Tylko tyle mogę zrobić... Naprawdę n-nie wiedziałam, że cio... ciocia Agri została zabita przez... prze-ez Shibusen. I j-ja... rozumiem. Rozumiem, ale nie wiem, jak to jest. Czu-czuję, że nienawidzę tych, którzy to zrobili. - Puściła go. Chwilę na niego spojrzała pogodnie, uśmiechnęła się niemrawo. Tylko tyle mogła w tej chwili zrobić. - Pójdę już. Powinniśmy oboje ochłonąć. Zbyt wiele wrażeń na dziś. Wprowadź mi tylko swój numer, żebym miała z tobą kontakt.
Podała mu komórkę i niepewnie podeszła do przedpokoju. Dziwnie łatwo tam doszła, w sumie jej wzrok się przyzwyczaił do tej ciemności. Zaczęła ubierać buty. Czekała tylko na swój telefon, aż Lawer wprowadzi numer. Powinna teraz wyjść, bo oboje zaczynają sobie narzucać zdanie. Przerażało ją to. To, że są po przeciwnych stronach barykady. Że właściwie żadne z nich nie może dla drugiego wypełnić prośby.
- Lawer? Cieszę się, że jesteś tu. Nawet jeśli mamy sprzeczne... "interesy". Wiedz, że... zaczynam się przez ciebie zastanawiać. Wątpić. I nie jestem zła, choć chyba być powinnam. Tylko proszę... Nic nie rób Rayowi. Jest chyba dla mnie ważniejszy niż Shibusen, chociaż nie jestem w stanie tego opisać. To ten, którego spotkaliśmy po drodze, którego prawie sklepaleś. Albo on ciebie. Nieważne. Nie musisz być zazdrosny, bo nikt nie jest w stanie mi ciebie zastąpić, zbyt wiele ci zawdzięczam... Praktycznie pół mego życia. Ale też nie mogę zastąpić Raya, chyba za bardzo się do niego przywiązałam. Dlatego... Dlatego boję się cokolwiek robić. I chcę pozostać w miejscu, jednocześnie się poruszając. To trudne... Wręcz niemożliwe. - Wytarła rękawem założonej kurtki oczy. - Lawer... Przepraszam... Jestem beznadziejną kuzynką...
Oho, depresja idzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Nie Lis 15, 2015 7:35 pm

Z czasem jego złość zmalała na tyle, że mógł ukryć ją pod spokojnym wyrazem twarzy. Powoli na jego mordce zagościł także zatroskany uśmieszek. Pogłaskał ją po głowie i próbując zapomnieć o całej tej chorej sytuacji westchnął i przeczesał włosy odruchowo zdejmując z nich gumkę, którą chwycił w dłoń. Kolejno nieco je rozczochrał. Wyglądał ultra bosko, zwłaszcza wtedy, kiedy czarna gumka znalazła się w jego zębach, a ręce zaczęły powoli układać z blond kłaków kitek, który kolejno spiął.
- Okej. - Chciał jej zaproponować nocleg, ale przypomniał sobie o kilku ważnych sprawach związanych z... Z Death City. Plus nie był pewny czy kuzynce spodoba się wizja spania w jednym łóżku, które może i było duże... Ale...
Wziął jej telefon i śmiało wpisał swój numer tytułując kontakt jako "Lawer <3". Kolejno napisał z jej telefonu do siebie esemesa o treści "Jesteś najwspanialszym kuzynem!", Przy okazji pozwolił sobie wpisać do kontaktu adres, tak na wszelki wypadek, żeby nasza cielepa nie zabłądziła. Kolejno podał jej telefonik, a sam także zaczął zakładać swój płaszcz.
- Odprowadzę Cię i przy okazji załatwię kilka spraw na mieście. - Powiedział zarzucając na siebie wielki, wełniany płaszcz. Kiedy tylko wspomniała o tym chłopaczku... Trochę się w nim zagotowało.
- Dobrze... - Sapnął, jednak zaraz uśmiechnął się dość... Z takim przymusem.
- Ale wiec, że i tak będę miał go na oku! - Odpowiedział z rumieńcem i taką dziecięcą powagą z wywalonymi polikami i wyczuwalną zazdrością.
- Śmiem wątpić. - Z uroczym uśmiechem podsumował jej ostatnie zdanie i poklepał ją po główce. Kolejno wziął ze skrytki komplet kluczy, które wręczył jej do rączki.
- Obiad przeważnie będzie w lodówce gotowy do odgrzania, słodycze znajdują się w drugiej szufladzie od góry zupełnie przy lodówce. Herbatę i inne napoje trzymam w górnej szafce, jakbyś nie dosięgała to w łazience masz taboret. Wszystkie naczynia są w wielkiej szafce zupełnie przy oknie. Tam mam sypialnię, a w niej są drzwi do łazienki. Jakbyś potrzebowała pomocy, jedzenia, wsparcia, spokoju to serdecznie zapraszam, a wręcz namawiam, przez co mam namyśli zmuszam. do przyjścia. - Powiedział wręcz na jednym wdechu udzielając wszystkich wskazówek. Kolejno otworzył drzwi i puszczając ją przodem powoli wyszedł. Zakluczył mieszkanie i razem udali się do Death City.
[z.t] + Rune

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Sob Lut 13, 2016 8:13 pm

Powolnym krokiem spacerował po mieście nie wiedząc gdzie się podziać. Jego długie nogi stawiały co rusz kolejne kroki, będące dla niektórych wielkości co najmniej dwóch.
Jak na razie blond włosy tworzyły niesforny bałagan na jego głowie, jednakże zaraz je przeczesał swoją dużą, bladą dłonią. Westchnął kilka razy i zatrzymał się na skrzyżowaniu.
"To co...? Dom?" Podjął szybką decyzję i skręcił w prawo. Jedną z wnerwiających go w tym momencie rzeczy były niesforne kosmyki, które szybko wróciły na ulubione miejsce - na jego oczy. Starał się tym nie przejmować, jednakże przez całą drogę do domu o niczym innym nie mógł myśleć, jak o niesfornych kłakach, które same się proszą o przycięcie.
Po kilku minutach marszu był już na klatce schodowej. Pokonując stopnie kafelkowanych schodów wydobył z kieszeni płaszcza klucze. Zdecydowanym ruchem otworzył drzwi i znalazł się sam w ciemnym korytarzu. W czarnych odmętach pomieszczenia świeciły się tylko jego oczy.
Pyk!
Uderzeniem ręki w włącznik oświetlił połowę domu. Idąc dalej ukazała mu się ciemna kuchnia, w której włączył żarówkę w okapie. Kolejno udał się do salonu, w którym bez namysłu zapalił lampę i rozpalił w kominku.
"Mm... Muszę coś ugotować... Jest za cicho an gotowanie." Przybliżył się do telewizora który włączył. "Wiadomości... Bajecznie!" Wywrócił oczętami. Rozejrzał się za pilotem, który najwidoczniej leżał sobie spokojnie na małym stoliczku. Szybko zmienił kanał. "... Ukryta prawda... Jakbym miał mało problemów, żeby oglądać czyjeś." Westchnął. Dalej. "Hm? John Cena... Podziękuję." Przełączył. "Najwidoczniej muszę uruchomić własną playlistę..." Pokręcił głową. "My files", "My music". Uruchomił playlistę i odłożył pilota na jego miejsce. 1 utwór, lubił taką muzykę, aczkolwiek klasyczna też bardzo mu się podobała. Pewnym krokiem przeszedł do sypialni, a kolejno do łazienki, w której włączył oświetlenie. Sięgnął ręką do szufladki, z której wydobył niewielką, czarną gumkę. Stanął na środku pomieszczenia i kilkoma pewnymi ruchami związał odstające na boki kosmyki. Nawet nie zamknął drzwi, od razu zawędrował do kuchni. Gwiżdżąc pod nosem melodię muzyki, umył ręce. Nalał wody do czajnika i zaczął szukać jakiś rzeczy po szufladach. Miał ochotę na coś słodkiego, jednakże nie za bardzo wiedział co chce zrobić.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Nie Lut 14, 2016 6:08 pm

Skocznym krokiem przemierzała osiedle, szukając tej odpowiedniej klatki. Na wszelki wypadek zapisała ją jeszcze w telefonie, bo pewnie zdąży się jeszcze parę razy zgubić, zanim faktycznie dojdzie do jego mieszkania. Odbijała się od podłoża w rytm muzyki, jaka sączyła się z jej słuchawek. Wesoła, przyjemna, a głos wokalistki idealnie wpasowywał się w podkład. Wydawała się pozytywna, chociaż wersy kompletnie na to nie wskazywały. Co jakiś czas pozwalała sobie na delikatne nucenie, które sprawiało, że czuła się jak w teledysku. Czasem lubiła udawać, że w czymś gra, ale tylko wtedy, kiedy nikogo nie było lub kiedy nikt nie zwracał na nią uwagi. Jedna ręka gwałtownie i zamaszyście bujała się, jakby chciała nadrobić jeszcze za drugą, która musiała nieść białą siatkę z ciastem. Zmarnowanie tak dobrego sernika malinowego (znaczy, nigdy go nie jadła, ale miała dziwne wrażenie, że musi być dobry, skoro jest malinowy i jest sernikiem) byłoby grzechem najcięższym. I tak musiała uważać, bo przy każdym zakończeniu refrenu delikatnie podskakiwała, co tylko jeszcze bardziej kusiło los, aby przekreślić życie tego smacznego (oby) ciasta. Gdy dotarła w końcu do odpowiedniej klatki, zanuciła już nieco głośniej.
~Because no god is watching me, please let me stay like this~
Dostała się do środka i wspięła się po schodach, wciąż wesoło drepcząc. Na myśl przychodziło naprawdę uradowane dziecko z byle powodu, może właśnie nie miała powodu do radości. Równie dobrze mogła na sobie tę radość wymuszać, bo coś ją od środka wyżerało. Nie, nie myślmy o tym! Przyszła do swojego kuzyna, bo już zdążyła się za nim stęsknić. Zresztą dość niefortunnie zakończyło się ich poprzednie spotkanie, zatem chciała mu to zrekompensować czymś słodkim. Akurat się zdarzyło, że kupiła tego sernika i bała się, że w końcu zacznie tracić na jakości, smaku i, co najważniejsze, na terminie ważności. Trzymała go w lodówce za pozwoleniem administracji akademika, bo w innym miejscu się nie dało. Stołówka raczej nie prowadziła takich usług, a przecież nie powinna zbytnio nadwyrężać uczynności pań zza lady. Czasami kojarzyło się jej to bardziej z jakimś hotelem niźli z akademikiem.
Zatrzymała się przed drzwiami i zdjęła słuchawki, chowając je do kieszeni zniszczonego płaszczyka. Przejechała ręką po warkoczu z wplecionymi dwiema wstążkami, po czym upewniła się, że po drodze nie odpadł jej wisiorek - nutka z przywiązaną czerwoną wstążką. Czuła delikatne uderzenia podczas drogi, ale ostrożności nigdy za wiele. Uśmiechnęła się i otworzyła drzwi, nawet nie zapukawszy. Znajomość kuzynostwa była na tyle spora, że mogli bez problemu do siebie wchodzić, zachodzić i odwiedzać. Co prawda czasem irytował fakt, że żadne z nich nie pukało, ale szybko potem wychodziły zabawne sytuacje. Wyjrzała zza framugi, aż do jej uszu zaczęły dobiegać dźwięki muzyki, którą określiłaby mianem "elektroniczna". Nigdy nie była w stanie prawidłowo rozróżnić gatunków, dla niej był pop, rock, metal i te wszystkie odgłosy uderzania szlifierki o ścianę. No i parę innych. Dopóki nie było to zbyt głośne i nie brzmiało jak wspomniana wcześniej szlifierka, to nawet dała radę tego słuchać. Zatem na jej odtwarzaczu znalazło się parę... "mocniejszych utworów". Oczywiście w jej zakresie.
- Cześć Laweeeeeeeer! - odezwała się wesoło z przedpokoju, gdzie zaczynała się już rozbierać. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam! Miałam na stanie trochę ciasta, więc pomyślałam, że przyniosę i się podzielę. Ty też powinieneś przybrać na wadze, co ja mam sama tyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Nie Lut 14, 2016 7:53 pm

Przeszukiwał szuflady... Miał ochotę na coś słodkiego, w końcu raz na jakiś czas trzeba, nawet jak się ich zbytnio nie lubi. Może zrobi karmel? To dobry pomysł, aczkolwiek nie bardzo wie z czym to podać, w końcu samych lizaków karmelowych nie lubi... Musiałby upiec ciasto, albo zrobić lody, żeby móc to podać z karmelem... Zastanawiał się tak dalej przeszukując półki i wszelakie zakamarki, jednakże nie mógł się zdecydować...
Gwałtownie się zatrzymał, jego słuch się wytężył wraz z dźwiękiem otwierających się drzwi. Kątem oka obserwował korytarz, niby oświetlony, jednakże nadal ciemny. Jednakże po chwili uspokoił go widok drobnego cienia i znajomy głos.
- Witaj, Rennevy! - Odparł z uśmiechem. Wyprostował się i zamknął otwartą szafkę.
- Skądże znowu! - Bardzo ucieszył się na towarzystwo jego jedynej żywej rodizny z którą miał dobry kontakt... Hmm, ciekawe co u Thranduila?
- O, masz cudowne wyczucie czasu! Akurat miałem ochotę na jakąś słodycz do kawy. - Zaśmiał się, pomyśleć, że już miał robić ciasto z jakiś resztek, gdy nagle został uratowany przez kuzynkę. Podszedł do niej i wziął od niej siateczkę z białym pudełeczkiem.
- Ja wszystko przygotuję, a Ty idź, możesz się rozejrzeć po mieszkaniu. - Uśmiechnął się do niej i wrócił do kuchni. Delikatnie położył siateczkę na blacie, po czym wyjął z niej pudełeczko. Z szafki wydobył dwa talerzyki i filiżanki... Z kotkami. Z małego słoiczka w kwiatowy wzorek wydobył jedną torebeczkę z wiśniową herbatką i wrzucił do uroczej filiżanki. Do drugiej zaś wsypał kawy.
- Rennevy, jak chcesz możesz zmienić piosenkę, lub wyłączyć! - Zawołał, w sumie to było mu to obojętne, lubił sobie czegoś posłuchać, jednakże nie było to jakieś takie... Silne pragnienie. Powoli otworzył pudełeczko i przy pomocy specjalnej łopatki nałożył ciasto na dwa talerzyki. Wystarczy poczekać, aż woda zacznie się gotować.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Pon Lut 15, 2016 5:31 pm

Zaśmiała się. Nie sądziła, że mogłaby się zjawić jako bohaterka sytuacji, kiedy to ratuje z opresji biednego i zdesperowanego kuzyna przed smutną powinnością zrobienia czegoś słodkiego. Znaczy, to nie była smutna powinność, wręcz przeciwnie. To była naprawdę przyjemna sprawa, a przynajmniej tak uważała Rennevy. Gorzej było z tym, kiedy się miało niesprecyzowaną ochotę i brak chęci na użeranie się z piekarnikiem i mikserem. Przekazała strudzonemu kuzynowi boski artefakt, jakim był legendarny kawałek ciasta z malinami, które rosły tylko w jednym miejscu o jednej porze. Była ich zawsze taka sama ilość, więc chętnych nie brakło. Cieszyła się, że mogła mu w jakiś sposób pomóc, chociaż kompletnie tego nie planowała. Nie sądziła, że Lawer będzie akurat na głodzie cukrowym, podczas gdy ona chciała się w pewien sposób pozbyć ciasta. Z nieskrywanym entuzjazmem obserwowała te proste czynności, te zupełnie normalne ruchy i gesty. Przez chwilę tak zapatrzona w niego stała, zanim zorientowała się, że do niej coś powiedział. Uśmiechnęła się i obróciła wokół własnej osi.
- Czy mi się wydaje, czy jest tu jaśniej niż ostatnim razem? Nie marnujesz przypadkiem w ten sposób prądu? Znaczy, nie wiem ile zarabiasz, ale to trochę dziwne. Znaczy... N-nic nie mam na myśli, serio! - Zatrzymała się i zaczęła się rozglądać jeszcze raz po mieszkaniu. Chociaż zdarzało się jej tu wpadać, zawsze jeszcze raz je oglądała. Może nie dostrzegła czegoś? Jakiegoś detalu? Życie w egipskich ciemnościach dla niego musiało być normą i pewnego rodzaju wygodą, podczas gdy dla niej stanowiło pewnego rodzaju zagadkę i ciekawostkę. Próbowała odkrywać coraz więcej, snuć swoje domysły i stawiać pytania. Chociaż z interpretacji nigdy nie była dobra, tak jak z odczytywania cudzych intencji. Ktoś już chyba to jej ostatnio wypomniał, ale nie była do końca pewna kto. Cały czas wzbraniała się przed czymś, a im bardziej to robiła, tym bardziej chciała wiedzieć dlaczego. - Chciałabym cię o tak wiele zapytać, że aż nie wiem od czego zacząć. Ale to może lepiej? Po co wyciągać temat Shibusenu na wierzch, co nie? - Uśmiechnęła się i podeszła do stołu.
Delikatnie kołysała głową w rytm muzyki. Nie przeszkadzała jej, więc nie widziała potrzeby w wyłączaniu jej. Nawet taki podkład bez słów teraz jej odpowiadał. Dlatego też nie skierowała się do telewizora, a chwilę jeszcze siedziała na miejscu. Po czym wstała, weszła do słabo oświetlonej kuchni i zaczęła szukać szuflady ze sztućcami. Oczywiście znów ją pomyliła, a z tej właściwej wyjęła dwa widelczyki. Jeden położyła koło jednego kawałka, a drugi wciąż trzymała w ręce. Wbiła go w drugi kawałek, po czym spróbowała. Chwilę przeżuwała, połknęła i dramatycznie uniosła głowę do góry, patrząc z nieznanym kierunku. Jakby doznała olśnienia.
- Boże, to jest pyszne! Wybacz, Lawer, ale chyba udzieliła mi się chcica na słodkie. Pozwolisz, że ja już zacznę jeść.
Chwyciła talerzyk w łapki i powoli (znaczy, nim nabrała kolejny kęs to zdążyła przełknąć. A to naprawdę wiele) pałaszowała ciasto. Smak malin naprawdę jej odpowiadał, ciekawe czy jemu też by smakował? Chwila, ale przecież Lawer tu jest, zaraz będzie go jadł. Dlaczego więc zadaje sobie tak dziwne pytania? Zatrzymała widelec w połowie ruchu, mając już otwartą buzię. Dlaczego tak właściwie nie chciała o czymś myśleć? Dlaczego tak bardzo już chciała mieć za sobą moment jedzenia ciasta? Było naprawdę pyszne i powinna żałować, że nie kupiła więcej. W pewien sposób pomogła Lawerowi, przecież dzięki niej nie musi myśleć i wymyślać czegoś w zamian. Czemu nie mogła się skupić na tych uroczych kubkach z kotkami? O pysznej herbatce, jaką zaraz będzie dane jej wypić? Zacisnęła palce na widelczyku, a druga ręka zaczęła jej drżeć.
Łzy powoli spływały po jej twarzy. Nie płakała z powodu tego, że to było takie dobre. Płakała, bo nie mogła go jeść z kimś, dla kogo je kupiła. Odłożyła talerzyk i zaczęła wycierać twarz rękami, ale to niezbyt pomagało. Czuła wstyd, bo nie chciała, aby Lawer musiał ją taką widzieć. Dlaczego znów się złamała? W sumie nigdy nie była dobra z uczuciami. A teraz wszystko wracało do niej jak bumerang, jednak z siłą co najmniej tornada.
Ray, ty idioto. Przez ciebie będę gruba. Wracaj, Ray. Ray...
- Prze-e-e-epra-a-a-aszam... - powiedziała cicho, starając się opanować swoje łzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Pon Lut 15, 2016 9:16 pm

- Hm? KOCHANY THRANDUIL mi przesyła spore kieszonkowe, cóż... Nie tak łatwo kupić moją miłość... - Powiedział ironicznie. Pieniądze starczały spokojnie na opłacenie czynszu, na kupno "jedzenia z górnej półki", atrakcje typu kino, teatr, podróże. Właściwie to stać go na dużo rzeczy, gdybyśmy mieli określić jego stan majątkowy... Powiedzielibyśmy, że jest nawet-bogaty.
- W sumie to ja także, ciekawi mnie co robiłaś w czasie, gdy ja szlajałem się bez celu po świecie. - Oznajmił.
- Pewnie, woda już się gotuje, to zaraz ja też dołączę. - Uśmiechnął się i zdjął wodę z palnika. Kolejno wlał w ob filiżanki wrzątek i małymi łyżeczkami pomieszał ich zawartość uwalniając dwa wspaniałe aromaty.
- Jestem ciekawy tutejszych cukierni i sklepów, nie jestem tu od tak niedawna, ale nadal większość tego miasteczka wydaje mi się tak nieznana... Może to przez to, że często podróżuję wte i we wte... - Zaczął, mówił jednak tak jakby... Trochę do siebie. Sięgnął po tacę, na której wszystko ładnie postawił.
- Kiedyś może mnie oprowadzisz po okolicy, co Rennevy? - Uśmiechnął się do niej. Jednakże...
- ...Rennevy? - Zdezorientowany obserwował jak po policzkach dziewczyny ciągnie się strumień łez. W jego szarych, często beznamiętnych oczach zaświeciły się dwa światełka symbolizujące zadziwienie i troskę, a może nawet i strach. Podszedł do kuzynki i otarł jej policzek.
- W-wszystko dobrze? - Popatrzył na nią ze swego rodzaju niepewnością.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Wto Lut 16, 2016 1:06 pm

- N-nie wiem. N-niczego nie-e-e wiem. - Na chwilę schowała swoją twarz w dłoniach, jakby próbowała schować się przed tym ogromnym światem. Przed tym wszystkim, co ją otaczało. Chciała przez moment być takim dzieckiem, które jak zasłoni swoją twarz, to stanie się nie widzialne. A jak odkryje, to znów ją wszyscy zaczną dostrzegać. Tylko zawsze to działało na odwrót. Wtedy kiedy nikt nie powinien jej widzieć, staje się obiektem zainteresowania. Bała się czasem tych spojrzeń. Bała się zostać znienawidzona, ale bała się też zostać centrum uwagi. Chciała być normalnym człowieczkiem, który raz jest sam, raz jest ze wszystkimi. Ale te granice tak łatwo było przekroczyć. - L-lawer? Prze-przepraszam, ale będę chy-yba musiała się wygadać. N-nie mogę ina-a-a-aczej. - Odsłoniła buziuchnę i znów zaczęła opanowywać swoje łzy. Przynajmniej próbowała. Wycierała je rękawem swojego błękitnego sweterka, który tak bardzo nie pasował do pieruńsko różowej i czarnej wstążki. Wyglądało to wręcz, jakby na szybko próbowała się ubrać. Delikatnie wygnieciona plisowana spódniczka była także tego oznaką. Czarne legginsy za to wyglądały nienagannie.
- B-bo widzisz... Pamiętasz, jak wspominała-am o kimś takim jak... ja-jak Ray? Pra-awie się pobiliście na ście-e-eżce. B-był moim partnerem - powiedziała, po czym na chwilę się zatrzymała. Pojmowała siłę czasu przeszłego, który w mowie był w stanie uśmiercić każdego. A chodziło tylko o to, że on już nie jest z nią. Czy też podświadomie wiedziała, że ten Raymont, z którym była, już nie żyje? Skoro on ją zabił słowami, czy zrobiła to samo w odwecie? Nie żywiła do niego żadnej urazy, nawet mu to otwarcie przyznała. Nie jest w stanie go znienawidzić. A jednak tak powiedziała. Poczuła ból. - Znaczy, on ży-żyje. Ma się do-dobrze. Tylko... Tylko nie jesteśmy już partnera-ami. On nie jest mo-moją bronią, ja nie je-jestem jego władającą. N-nie jestem pewna, jak do tego doszło. N-nie jestem pewna, czy to mo-moja wina. N-nie jestem niczego pewna... - powiedziała, po czym ujęła w dłonie kubek ze swoją herbatką. Poczuła to ciepło, które delikatnie łaskotało ją w dłonie. Uśmiechnęła się cierpko. - Powiedział, żebym wracała do domu. Do Walii. Że się tu nie nadaję. Że mam o nim zapomnieć. Odciąć się od Death City. O ile tego ostatniego chciałam od początku... Nie chcę o nim zapominać. Nie chcę niczego zapominać, ani uciekać z Shibusenu. Chociaż... Chociaż całkiem niedawno mówiłam, że chcę, teraz zrozumiałam, że zdążyłam się tu jakoś z zaaklimatyzować. Ale też czułabym się źle, gdybym ja uciekła, podczas gdy mi podobni ciężko pracują, a może nawet umierają... Zresztą... - Zacisnęła palce na kubku. Spojrzała smutno na Lawera. - Nie mogę od tego uciec, prawda? Już nie mam powrotu, prawda? Oboje nie mamy powrotu? Nie mogę wrócić do matki, pisać do ciebie listów, czekać na nowe wstążki u pani Frixell, iść po zwykły chleb bez przyglądania się bacznie ludziom, czy przypadkiem nie są jakimiś potworami, wiedźmami czy czarodziejami. Co mi to da, że wrócę do Walii? Fakt, może nikogo nie zabiję, ale... Ale mnie i tak mogą zabić, tak? Powiedział, że z pierwszą osobą, jaką zabiję, ta "ja" umrze. Nie chcę zabijać, pewnie nigdy nie będę w stanie. Ale też nie chcę, by i on zabijał. Co jeśli on sam zginie? Co jeśli dowie się o tobie i przyjdzie ciebie zabić? Najbardziej się tego boję, że stracę ciebie przez niego, bo nie potrafiłam nic ze sobą zrobić. Albo ty zabijesz jego. - Zatrzęsły się jej ramiona. Lawera kochała jak brata, jak Florence. Ona też go wielbiła. Raya... Jakie uczucia żywiła do Raya? Nie mogła być to miłość, przecież to byłoby głupie. Nie może go nienawidzić. A miała też wrażenie, że ona bierze ich przyjaźń nieco bardziej do siebie. Może on od początku jej tak nie postrzegał? Nie liczyło się to dla niej, ona zdążyła się do niego przywiązać. Chociaż los skutecznie chciał ją nauczyć tego, że każda powiązana z nią osoba prędzej czy później od niej odejdzie.
- Lawer... Co ja mam zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Wto Lut 16, 2016 5:20 pm

Położył jej dłoń na ramieniu. Patrząc w jej zapłakaną twarz, jednocześnie nad czymś głęboko myślał. Każde jej słowo uważnie analizował, wychwytywał sens wypowiedzi z jej drżącego, delikatnego głosu. Delikatnie ją do siebie przycisnął i powoli gładził jej odstające na boki, jasne kosmyki włosów. Z każdą jej wypowiedziom rosła w nim dziwna, niewygodna siła, takie cholernie niedobre uczucie. Czuł jak krew w nim buzuje, jak robi mu się tak niedobrze gorąco. W głowie miał mętlik, który powiększał się z każdym wypowiedzianym przez dziewczynę słowem. Każda myśl była inna, jednakże najsilniejszy był obraz bruneta spotkanego w parku... A może on miał czarne włosy? Pieprzyć!
Powoli puścił kuzynkę i zrobił kilka kroków w przód, tym samym stając nieco za nią.
- Gdzie on jest? - Jego twarz wydawała się beznamiętna. Usta wygięte w lekkim grymasie smutku, złości, a oczęta były przysłonięte przez opadające, blond włosy. Jego ciało zostały jakby okryte przez wielki cień. Twarzyczkę miał opuszczoną, jednakże zaraz ja uniósł pokazując agresywnie czerwone oczęta. Jakby w amoku rzucił się na jedną z szafek, którą zaczął uważnie przeszukiwać... Wszystko poszłoby dobrze, gdyby nie to, że jego lewa ręka stała się wielką, smoczą łapą. Wstał i pobiegł do sypialni. Słychać było tylko jak (z szafy) hurtowo lądują na ziemi jakieś obiekty. Odgłos metalu, trochę drewna i wielu innych dziwnych rzeczy. Wyglądał na bardzo skupionego, nawet nie przeklinał. W ciemnościach świeciły tylko jego czerwono-pomarańczowe oczęta. Wrócił do salonu z kilkoma nożami, mieczem i miotłą. Wszystko rzucił na mały stoliczek, nie patrząc nawet na kuzynkę wrócił do kuchni, z której tacę wraz z przysmakami zaniósł na stoliczek, tym samym zrzucając z niego wszelkie narzędzia na ziemię. Ponownie udał się do kuchni. Wyglądał, jakby coś planował, jednakże przez jego chaotyczne ruch, zachowywał pozory osoby, która bardzo się gdzieś śpieszy i za bardzo nie ma pojęcia co robi.
- Głupiec... Tylko idiota twierdzi, że krzywda fizyczna jest najgorszą formą przemocy. Dureń wyrządził tobie większą przykrość, już lepiej by wyszedł, gdyby kogoś zabił! Okazałby więcej litości, a tak tylko potrafi się znęcać. Skoro tak... Niech będzie. Odpłacimy mu się podobnie, ale... Nieco brutalniej. Spokojnie, włos mu z głowy nie spadnie... A jak już to na pewno nie z mojej winy. - Powiedział praktycznie jednym ciągiem podczas przeszukiwania szafek. Wydobył z nich trochę chleba, wodę i nieco owoców. Wszystko położył na stoliczku.
- Rennevy, damy radę, chodźmy i... I... - Zabrakło mu najwyraźniej planu. Jego oczy jakby straciły cały blask, stając się znów szare. Upadł bezradnie na kolana i podpadł swoje ciało normalnymi już rękami.
- Coś we mnie wstąpiło... - Postępował bardzo pochopnie, jednakże udało mu się opanować w jakimś stopniu złość.
- Ojej... Trzeba to posprzątać. - Wstał i jakby nigdy nic zaczął zbierać owoce, które razem z chlebem zaniósł do kuchni i schował do szuflad. Wrócił do pokoju i powoli zebrał wszystkie ostre przedmioty i miotłę.
- ... Na pewno nie wolno Ci słuchać tego głupca. - W końcu odpowiedział na jej pytanie. Schowanie tych wszystkich narzędzi i uporządkowanie pokoju trochę mu zajęło, jednakże kiedy wrócił do salonu zachowywał się jakby nigdy nic. Wskazał dziewczynie miejsce, aby sobie usiadła, po czym sam się wtopił w wygodna kanapę. Posłodził swoją kawę i zaczął rozkoszować się jej smakiem. Kolejno poczęstował się kawałkiem ciasta.
- Naprawdę bardzo dobry. - Uśmiechnął się niemrawo.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Sro Lut 17, 2016 6:03 pm

Tak bardzo lubiła jego dotyk. Brzmieć to może dziwnie i pewnie tak było, lecz nie zwracała na to uwagi. Niech to brzmi jak niezdrowa fascynacja rodziną, lecz kto by w takich chwilach nie szukał wsparcia właśnie u najbliższych? Lawer tak samo jak ona został wciągnięty siłą do tego parszywego świata, a na dodatek jako ten zły. Lawer, ten wspaniały Lawerence, który od zawsze był przy niej. Jak brat. Może nawet brat bliźniak? Florence także go wielbiła, traktowała jak jednego z Nightwishów, nie Rainów. Czasem nawet żartowała, że się powinni pobrać, bo kuzynostwo to ta nieco dalsza rodzina. Ale nigdy się to jej nie podobało. Zawstydzające. Chciała, aby było tak, jak w Walii. Ale tamte czasy już nie wrócą. Oboje znaleźli się w tym cholernym mieście i to jeszcze po przeciwnych stronach barykady. Lawer nienawidzi jej szkoły, a ona nie chce jej opuszczać, chociaż sama niedawno mówiła, że już chciała wybierać uniwersytety. Pisać do niego listy. Martwić się, czy poradzi sobie w życiu, a nie o to, czy w ogóle będzie żyć i, o zgrozo, czy będzie w stanie te życia odbierać. Ścisnęła go dość mocno, bo poczuła, jak bardzo teraz utknęła. Jak bardzo nie miała miejsca. Życie w Walii nie będzie takie samo, może nawet będzie gorsze. Nie powinna tu zostawać, bo nie ma żadnych szans. Bez broni nie może być władającą, a nikt nie chce takie słabeusza. Czy Ray naprawdę żałował tego, że się z nią związał? Był prawdopodobnie jedyną osobą, która wyciągnęła do niej rękę. Która wyciągnie rękę. Czy jest ona już przekreślona?
Zimne słowa kuzyna sprawiły, że poczuła ciarki na całym ciele. Zaraz potem obejrzała się, by spojrzeć na jego twarz, która nie wyrażała niczego. Zupełnie niczego. Otworzyła oczy szerzej w przerażeniu. Zabije mnie? Nie, nie zabije. Nie może. Czarodziej czy nie, to wciąż Lawer. Nie daj się tej paranoi Shibusenu, Rennevy. Gdzie kto jest? Ray? Czy ty chcesz... Nie, Lawer, nie możesz! Jeśli to zrobisz, na pewno zaczną ciebie szukać, aż w końcu zabiją! Nie rób mi tego, nie możesz nikogo zabić! Zostaw te wszystkie rzeczy, nie szukaj go. Nie odbieraj mi go...! Co to za dźwięk? Czego ty tam szukasz? O mój Boże... CO TO JEST?! Lawer? Lawer? Lawerence! Proszę, przestań! Nie rób niczego, błagam, błagam, nie chcę na to patrzeć. Ach, ach, nie! Nie patrz na mnie, przecież już tyle straciłam! Nic mu nie rób, nie odbieraj i sobie w ten sposób życia! Błagam, odstaw to, odstaw, zabierz, wyrzuć przez okno, nie chcę tego widzieć. Co razem? Co razem? NIC NIE JESTEM W STANIE ZROBIĆ, LAWER!
Próbowała uspokoić swój oddech. Wrócił do normy. Czy to znaczy, że to było w jego smoczej naturze? Jest taka możliwość. Nawet bardzo prawdopodobna. Przez chwilę pilnie go obserwowała, jakby chciała mieć pewność, że niczego nie zrobi. Czuła, jak się jej ręce trzęsą i mdłości. Co dziwne - w ogóle nie zareagowała na jego częściową przemianę. Czy to przez fakt, że... że się już do tego przyzwyczaiła? A może to przez fakt, że miała świadomość, że to jej kochany Lawer? Że to po prostu jego część? Ach, co ona powinna w takich sytuacjach czuć? Spuściła głowę i chwilę wpatrywała się w swoje własne ręce. On się krzątał, ona siedziała i czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Wciąż nie odpowiedział jej na pytanie, a gdy już to zrobił, to ta odpowiedź... nie była satysfakcjonująca. Bo nie pasowało jej coś. Wzięła w łapki swój kubek i sączyła z niego powoli herbatę.
- Wiesz, że ty też mi mówiłeś, że to nie jest szkoła dla mnie, prawda? - powiedziała cicho. Szybko jednak uśmiechnęła się i odstawiła napój. Położyła swój warkocz na ramieniu i bawiła się kosmykami. Pocierała palcami, kręciła nimi. - Hej, Lawet? Czy to nie dziwne, że ty nie masz takiego długiego imienia? Bo wszyscy ze strony mamy mieli takie strasznie długie. Wujek Archi, Flore, wujek Aaren, ciocia Cae, wujek Adair czy mama. Nawet ja dostałam! A nie dość, że babcia Dakota miała tak wiele dzieci, to jeszcze chciało się jej każde nazywać aż trzema imionami! Dziadek Chris pewnie musiał nad tym strasznie ubolewać. Mama zawsze mówiła, że to przez niezdecydowanie. I wybierała trzy imiona, które najbardziej się jej podobały. Układała je tak, by brzmiały dobrze i była dumna, że może tak nazwać dzieci. Dlatego jest Marlee Alice Blanche Nightwish. Nigdy co prawda babcia nie wspominała, żeby miała więcej imion, a mama chyba była z nią w porozumieniu. Florence mówiła ci kiedyś wszystkie imiona po kolei? Florence Ethelyn Candice Nightwish. A strasznie ją drażniło, gdy ktoś do niej zawołał Ethel czy Candy. Dlatego zakazała wspominać o nich. Chociaż mam wrażenie, że po prostu to było coś, co tylko ja i mama zrozumiemy, bo także dostałyśmy tyle imion. Zarezerwowane tylko i wyłącznie dla nas. Chociaż do dziś nie wiem, dlaczego wujek Archi ciągle mówił do mnie pełnym imieniem. Czy powiedział kiedyś o mnie po prostu Rennevy w towarzystwie? Nie przypominam sobie... - Westchnęła. Oparła się połową ciała o blat stołu i wpatrywała się w swój kubek. Przejeżdżała po nim delikatnie palcem. - Lawer, jaki mógł być tego sens? Dlaczego jestem Rennevy Ursula Catherine, skoro mogłam być tylko Rennevy? Czy jest powód, dla którego wszyscy od strony mamy mają potrójne imiona? Czasem mnie to zastanawia i dręczy. Jeżeli imię jest etykietką dla człowieka, to czy ja mam w sobie trzech ludzi? Cha, cha, to brzmi głupio! Tak w ogóle... Wiesz, jakie pozostałe imiona mieli wujkowie i ciocia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Czw Lut 18, 2016 7:17 pm

Jakby nieobecnymi oczętami wpatrywał się w czarną ciecz. Wydawało się, że nie słucha jej wypowiedzi, jednakże głęboko się zastanawiał nad jej słowami.
- Dla Thranduila imiona to był wyznacznik wartości. Jeśli nie używał wszystkich, albo jako jedno z dzieci nie posiadłeś przynajmniej trzech, to... Można powiedzieć, że brał Ciebie za wyrzutka, odmieńca. - W charakterystyczny sposób zaczął obracać filiżankę, tak, jakby ciecz stałą w miejscu, a tylko naczynie zmieniało swoje położenie.
- Thranduilowi nie chciało się myśleć, ale podobno Wallace miał mieć trzy, albo nawet i cztery imiona. - Westchnął. Wziął małego łyka, w czasie, gdy jego twarz zniknęła pod osłoną niesfornej grzywki, która idealnie zakryła jego pełne żalu oczęta.
- Ja w ogóle miałem nie istnieć. Stary chciał tylko jednego, młodszego syna. Ukochał sobie imię Wallace i miał tak nazwać dziecko. Oczywiście później okazało się, że ma być dwójką, później że są powikłania i w końcu przy porodzie - że zostanie tylko jedno. - Powiedział prawie że beznamiętnie, dusząc w sobie wszystkie możliwe do wydobycia z człowieka emocje. Nie był osobą lubiącą się zwierzać, biadolić o swoim życiu. Wolał większość rzeczy przemilczeć, dusić w sobie przez pewien czas, aby kolejno w pewnym stopniu się zmienić.
- Nie byłem przy tym, ale zobaczył pierwszego Walla, w sensie, że najpierw wyjęli jego pół, a za nim mnie. - Odstawił filiżankę z powrotem na podstawkę, aby kolejno w ręce wziąć talerzyk z ciastem.
- Bez sensu. Różniliśmy się tylko tym, że Wallace był bardziej wtopiony. Po spytaniu o imiona Elf twardo oznajmił, że mam być Lawerence WALLACE, nie żaden Wallace Lawerence Archibald Armin, czy jakoś tak. - Delikatnie wbił widelczyk w ciasto, a kolejno umieścił je w ustach. Przez chwilę siedział cicho i dokładnie przeżuł i połknął jedzenie, tym samym powstrzymując się od łez.
- Ale ponoć matka się trochę zdziwiła. - Wziął mały wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Oglądał różową bryłę, którą właśnie trzymał na talerzyku, aby kolejno odstawić ją z powrotem na stoliczek. Wziął głęboki wdech i mocno zacisnął zamknięte oczy, aby otworzyć je przy kolejnym, małym wydechu.
- Czasem nawet miałem wrażenie, że brzydzi się mojego ciała, a zwłaszcza tej blizny. - Złapał dłońmi końcówki czarnej koszulki, którą delikatnie podniósł, tym samym odsłaniając z lekka brzuch. Kolejnym, zdecydowanym, jednakże nie agresywnym ruchem ściągnął ją przez głowę. Poczuł, jak więcej jego włosów zaczyna przykrywać szyję, jednakże jego zranione plecy nie były w stanie rozpoznać delikatnego odbicia się od nich czarnej gumki.
- Ale chyba nie ze względu na to, że rozjaśnia mi plecy, tylko że jest symbolem śmierci jego kochanego syna. - Westchnął, tym samym starając się opanować szklane oczy.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Wto Lut 23, 2016 5:08 pm

Siedziała i popijała swoją herbatkę, zastanawiając się nad jego słowami. Rozmowa o rodzinie zawsze ją uspokajała. Ale jak to? Przecież straciła jej sporą część, niemal większość się od niej odwróciła, jak tu ma się relaksować? Zwłaszcza, że jej ukochany kuzyn jest po drugiej stronie barykady. Możliwość otworzenia w głowie drugiego pudełka, gdzie znajdowały się starannie ukryte zdjęcia było jednocześnie czymś przez nią pożądanym, jak i najgorszą zmorą. Zwłaszcza, jak przypominało się o tym w naprawdę kiepskim czasie. Nagła zmiana tematu, nawet jeśli całkiem świadoma, teraz przynosiła jej ulgę. Chociaż to także był strasznie trudny grunt. Grząski, pełen zapaści i przepaści, z których się można było nie wydostać. Ona wydawała się niemal zawsze nad nimi przelatywać. A może to kwestia tego, że nie zaczęła od urodzinowych śmierci? Nie myślała o tym, myślała o tym wszystkim, co ją dobrego spotkało. Jaką wspaniałą miała rodzinę, jak bardzo wiele jej zawdzięcza. Nawet jeśli to był wuj Adair, którego nie widziała od lat pięciu, a do dziś wysyłał co miesiąc pocztówki z jakichś nowych miejsc, w których bywał. Teoretycznie on się od nich nie odsunął, jednakże po treści tych listów dało się poznać, że robią to chyba głównie z przyzwyczajenia i dla zachowania dobrej twarzy. A może już po prostu mama i Rennevy są już na to nieco przewrażliwione?
- Mama nigdy nie mówiła do mnie wszystkimi imionami. Dlatego sposób, w jaki wujek Archi je wymawiał, był dla mnie dziwny. Jakby od początku miał do mnie o coś pretensję! Strasznie się go bałam, za każdym razem, kiedy miał nas odwiedzić. Ale możliwość spotkania kuzynostwa od razu mnie rozweselała, a zwłaszcza taki jeden blondasek, który śmiesznie wymawiał moje imię. - Spojrzała na niego znacząco, po czym się ciepło uśmiechnęła. Czuła, że musi ostrożnie postępować. Po prostu to czuła. Lawer nie musiał tego okazywać po sobie, bo wiedziała, że już w powietrzu pojawia się napięcie, które skutecznie ogranicza swobodę. - Nie jestem nawet w stanie powtórzyć tego, jak do mnie mówiłeś. To było takie urocze! Przynajmniej się nie jąkasz, jak ja. Nie jąkałeś. Pamiętam, że na początku myślałam, że to taki akcent angielski, a nie wada wymowy. I to było takie "woooooow, w Anglii angielski jednak brzmi inaczej!", ale Flore nigdy mnie z błędu nie wyprowadziła. Niestety ten "angielski akcent" został mi wytknięty w szkole, bo ktoś w klasie też nie wymawiał poprawnie mojego imienia.
Na chwilę odchyliła głowę, jakby pogrążona w myślach. Brakowało tylko czarno-bieli i papierosa w łapie, a wyglądałaby iście refleksyjnie. Wpatrywała się tymi swoimi brązowymi ślepkami w sufit, jakby coś miała na myśli. Coś jej dokuczało. Zmarszczyła brwi.
- Tego nigdy nie zrozumiem. Z całym szacunkiem dla wujka, ale nie zrozumiem tego. Byliście przecież identyczni w chwili narodzin. Dlaczego "Wallace'm" nie został ten, który przeżył? Przecież tak de facto, to on był... no, "lepszy". Przeżył. Co on miał, czego ty nie masz? Po prostu pierwszy się pojawił? Ciocia Agri też dziwnie reaguje. Dlaczego nie cieszy się, że choć jedno dziecko przeżyło? Oczywiście na jej miejscu pewnie też bym widziała w tobie też twojego brata, ale... ale nie można przecież wtedy ciebie zaniedbywać. Ty żyjesz. I nie mogą pozwolić, żebyś umarł. Tak jak bardzo ich kocham, tak bardzo nie rozumiem, dlaczego oni tak ciebie traktują. I czemu reszty kuzynostwa tak nie potraktowali. Bo to rodzeństwo urodziło się całe? To okrutne, bo wykluczyli cię z powodu, na który nie miałeś wpływu... Przynajmniej ja tak to widzę. Wybacz mi, jeśli cię uraziłam, Lawer - powiedziała, po czym się ukłoniła.
Wyprostowała się i spojrzała na jego bliznę. Przygryzła nieco wargę, a jej serce zadrżało, kiedy ją zobaczyła. Była... Nie potrafiła określić jaka. Z jednej strony niezwykle wspaniała, bo świadczyła o jego życiu. Straszna, bo przypominała o śmierci brata, z którym częściowo dzielił jedno ciało. Spojrzała na swoje nadgarstki. Gdyby ona miała blizny po tych, którzy odeszli, nie potrafiłaby na nie patrzeć. Zwłaszcza na tę po Florence. Czy po Rayu, który... który w pewien sposób ją opuścił. Odpędziła szybko ich wszystkich i podeszła do Lawera. Objęła go od tyłu, a jej czoło spoczęło na jego karku. On siedział, ona stała i wtulała się w niego. Jego włosy przyjemnie pachniały, ale teraz nie był czas, aby się nimi zachwycać.
- Dla mnie jest symbolem mojego wspaniałego kuzyna. Tego, co przeszedł. Najważniejszą pamiątką przez życie, której nikt by chyba nie chciał... - powiedziała cicho. czując, że nie tylko jego oczy nabierały wody. Zaśmiała się cicho i gorzko. - Kuzyn i kuzynka skrzywdzeni przez los, którzy nie mają do kogo się zwrócić. Zupełnie jakby ktoś stał nad nimi i przeklął z góry ich przyszłość... Brzmi jak wstęp do filmu, którego bałabym się obejrzeć. Na pewno... Płakałabym...
Wytarła swoje łzy. I chwilę tak do niego się przylepiała. To było jeszcze bardziej uspokajające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   Wto Lut 23, 2016 8:40 pm

- Thranduil ma jakieś fetysze związane z tym "co będzie pierwsze", a matka go tylko wspierała, bo co innego miała zrobić? I tak wkurzało mnie to, że zamiast być sobą i wprowadzić w rodzinę trochę swoich tradycji, próbowała się idealnie wpasować. Bała się, że nie zostanie przyjęta, w sumie to się jej w niewielkim stopniu nie dziwię, ale to nie zmienia faktu że zachowała się paskudnie. - Aż fuknął ze zniesmaczenia. W sumie gdyby nad tym głębiej pomyśleć, to zawsze znajdywał ogromne wady w rodzicach... Ale czy można mu się dziwić? W końcu jako dziecko był bez przerwy krytykowany i niedoceniany przez ojca, a jeśli chodzi o matkę... Z czasem zaczął dostrzegać w niej niedoskonałości. Dokładnie to w momencie, kiedy to zaczęła strasznie się wtrącać w rodzinne sprawy. Wcześniej tego nie widział, ale kobieta kochała krytykować Rainów, podczas gdy jej krewni byli tak jakby... Nieznani. Ponoć było tam kilka pijaczków, ale Lawer osobiście uważa, że byli to czarodzieje, którzy najprościej w świecie - olali siebie nawzajem.
- Mają do mnie pretensję, a właściwie to Elf ma pretensje. W końcu gdyby nie ja, to Walla przyszedłby na świat... Chyba. A nie wiem! On od zawsze miał coś z łbem! najpewniej brakowało mu kogoś do znęcania się, a śmierć Wallacego była najwidoczniej wspaniałym pretekstem. - Wzruszył ramionami. Jakoś przychodziło mu to łatwo do głowy - myśl, że był tylko przedmiotem do odstresowania się... Cóż... On patrzył na to przez szkiełko, które wszystkiemu nadawało inne wartości. Nigdy nie miał siebie za ofiarę, tylko za dzielną, ważną osobę, której inne chciały się pozbyć przez to, że była dla nich zbyt... Dobra. W sensie, że był lepszy, piękniejszy, mądrzejszy i... I co tam jeszcze! Innymi słowy postrzegał siebie jako bohatera, który najzwyczajniej w świecie atakowany jest przez bestie, którym nie da się pokonać, gdyż... Jest po prostu lepszy (i przez to one go atakują, takie trochę skomplikowane, ale cóż).
- Ano... Brzmi trochę jak taka typowa przygodówka, która ma w sobie wiele z melodramatu. - Nigdy nie lubił oglądać filmów, uważał że jego historia życia jest ciekawsza od tych wszystkich ekranizacji. Po cholerę Ci Krzyżacy i Tarantino, skoro masz Lawera?
Poczuł przyjemne ciepło na jego dość chłodnych plecach... Miał małe problemy z krążeniem.
- Dlatego nie pozwól aby ktokolwiek wydawał Ci rozkazy. - Jego głos stał się głęboki, niski i przyjemny. Delikatnie zaczął gładzić małą rączkę dziewczyny. Co jak co, ale nie miał zamiaru pozwalać, aby ktokolwiek mówił jego kochanej kuzynce o tym co powinna, a czego nie powinna robić, a już na pewno zabrania wydawania jej rozkazów!
- Nie bez powodu tutaj trafiłaś. Masz z pewnością duże zdolności, ale najwidoczniej jeszcze nie są odkryte. - Uśmiechnął się jakby sam do siebie, czyżby miał niecny plan? Coś z Sabatem? Niszczenie Szajbusena? Hmmm... Ciekawe, ciekawe. Może chce wyszkolić Runęłę na jeźdźca Apokalipsy?
- Dlatego zostaniesz ze mną w Death City. A jeśli chcesz... Mogę Ci pomóc rozwijać umiejętności. Zawsze możemy wziąć miotłę i ćwiczyć.

_________________


My voice. | My theme. | I'm always like that.
#9C9C9C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lajeła   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Lajeła
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Osiedle mieszkaniowe-