IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Droga do kapliczki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Droga do kapliczki   Nie Lip 26, 2015 12:29 pm

Nieopodal peryferii Death City znajduje się niewielkie, zalesione wzgórze na szczycie którego znajduje się kapliczka. Zapewne kiedyś zbudowali ją tutaj Japończycy po uprzednim uzyskaniu zgody od urzędu miasta na eksploatację terenu. Część drzewek została wycięta i na ich miejscu zostały wstawione schody, masa schodków prowadząca na sam szczyt. Na oko nie wydaje się to takie duże wzgórze, jednak przy empirycznym doświadczeniu faktycznie można się połapać, że górka nie jest taka mała. Na sam szczyt idzie się tak z 20-30 minut co jakiś czas robiąc niewielkie postoje.


**********************************************************
Nasi bohaterowie znajdowali się przy wejściu na kamienną ścieżkę, którą wskazywała brama niebios. Ten typowy element budownictwa świątynnego był wykonany z czarnego hebanu i oblepiony był białymi skrawkami papieru ze świętymi tekstami wykaligrafowanymi na nich. Podobno jeśli przyczepiało się tutaj taki skrawek papieru to spełniało się jakieś życzenie, ale większość robiła to zwyczajnie z przyzwyczajenia, że tak się robi. Nikt dziś nie przywiązywał zbytnio uwagi do  tradycji, ludzie nie mieli na to czasu, gdyż zostało to zastąpione pogonią za pieniądzem. Schodki były ustawione równo, chociaż niektóre widać, że powoli porastały mchem, a źdźbła trawy wyrastały ze szczelin. Czekała ich długa wspinaczka w górę, ale tyle dobrego że szli we dwójkę. W końcu kto chciałby iść ścieżką na zalesionym wzniesieniu samotnie? Tym bardziej kto chciałby sprzątać świątynie samemu, która jest na pewno dosyć duża?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Sro Lip 29, 2015 9:14 am

Nathan, wraz z Mativanem, dostali swoją pierwszą misję. Tak jak się spodziewał, misja dla klasy NOT nie była zbyt ekscytująca, ale nie mógł nic na to poradzić. Jakby nie patrzeć, uczniowie z tej klasy kompletnie nie nadawali się do wykonywania zadań pokroju łapania czarodziei. Czarodziej przyszedł chłopakowi na myśl pierwszy, ponieważ nadal miał w pamięci wydarzenie, które nastąpiło w sekretariacie. Na całe szczęście ludzie badający tą sprawę się do niego nie przyczepili, chociaż swoim zachowaniem w tamtym momencie bardzo kojarzył się z typowym, głównym podejrzanym. Wracając jednak do tego co działo się przed "bramą" - Nathan postanowił egzekwować tradycję, toteż na miejsce przyszedł z zapełnioną napisem kartką i plasterkiem taśmy klejącej. Nie chciało mu się przybijać tej kartki, toteż taśma była całkiem niezłym wyjściem. Kto wie jak długo się utrzyma na bramie, najpewniej mocniejszy podmuch wiatru bez problemu się jej pozbędzie. Chłopak podszedł do hebanowego dzieła sztuki i przykleił do niego swoją kartkę, teraz wyraźnie było widać co na niej napisał.
"Chciałbym żyć spokojnie i na końcu umrzeć śmiercią naturalną" - głosiła kaligrafia na tym skrawku papieru. Nieco się namęczył z napisaniem tego, więc miał nadzieję, że nie zrobił tego na darmo. Wtem przypomniał sobie, że nie przyszedł tutaj samotnie. Odwrócił się twarzą do swojego wiernego towarzysza - Mativana Suiki - z celem przerwania ciszy jaka między nimi przez pewien czas panowała.
- Nasza pierwsza misja. Strasznie mi się nie chce tego robić - powiedział takim tonem jak gdyby właśnie wybierał się na własną egzekucję - Tobie się pewnie podoba, pozwiedzamy świątynie, a Ty chyba lubisz takie klimaty, co nie?
Wydawało się, że ostatnią część wypowiedzi mówi w żartobliwy sposób, chociaż trudno określić, ponieważ jego mina krzycząca "zabijcie mnie, albo sami pozdychajcie, proszę!" niezbyt szła w parze z tym miłym i żartobliwym tonem głosu. Mimika twarzy jest czymś co chłopak zdecydowanie powinien przećwiczyć kiedy będzie miał czas. Wzrok przeniósł na niebo, obserwował je jakby było górą złota, która nagle pojawiła się przed nosem Nathana.
- Mam nadzieję, że niebo się nie zmieni podczas naszej drogi na szczyt. Natalie bardzo lubi je obserwować obserwować, ja zresztą też, a teraz jest wręcz urzekające - pokręcił głową i ponownie skierował się do Mativana - No, ale się rozgadałem. Powinniśmy już iść, jeżeli nie masz mi nic do powiedzenia to możesz iść przodem.
Tak więc Nathan oczekiwał aż jego przyjaciel zacznie kierować się schodami do świątyni, by samemu się za nim powlec. Zapowiadała się całkem nieciekawa, długa i męcząca podróż. Na samą myśl Nathan robił się senny.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Sro Lip 29, 2015 4:58 pm

Więc wreszcie, po długim okresie wegetacji społecznej Mativane został przydzielony do misji. Co prawda sam jej cel nie jest jakiś porywający - sprzątanie świątyni - jednak w żadnym razie nie oznaczało to że należy sobie nieco odpuścić czy zrobić to na odwal. O nie! Wieczorem ta świątynia będzie tak lśniła, że przerobią jej nazwę na Temple of Light. Poza tym siedemnastolatek widział w tej sytuacji kilka ważnych pozytywów. Po pierwsze sama sceneria malowniczych schodów pnących się w górę wśród niewielkich pochyłości terenu, wzgórz i niecek, porośniętych drzewami i inną roślinnością dodawał mu otuchy. W takim miejscu jak to Mativane prawie zawsze miał pogodny nastrój... Ale to nie wszystko. Po drugie o dreszcze podniecenia przyprawiała go sama świątynia. Taka starożytna zapewne, stojąca tu od wielu pokoleń ludzkich świątynia może mieć w sobie prawdziwe skarby! Malowidła, posążki, artefakty... Przedmioty kultu i inne obiekty o wysokiej wartości kulturalnej. Mativane nie mógł się już doczekać aby zobaczyć co go czeka na górze. No i wreszcie był jeszcze trzeci aspekt. Będzie miał świetną okazję aby spędzić trochę czasu ze swoim władającym - Nathanem. Choć prawda, zaznaczyć tu trzeba, że targały nim pewne obawy. A co jeśli Nathan odmówi na szczycie wykonywania pracy? Albo że będzie chciał postoje co minutę drogi i przez to nie starczy im czasu na faktyczną pracę? Albo - i tego obawiał się najbardziej - że podzielą się obowiązkami a on swoją połowę sprzątania zrobi niedokładnie przez co obaj dostaną ochrzan? No cóż... Na razie chłopak starał się trzymać te myśli w zamknięciu, przynajmniej dopóki zachowanie towarzysza nie urzeczywistni wątpliwości. Poza tym każdy medal ma dwie strony - mimo strachu Mativane bardzo cieszył się z obecności władającego. Chcą czy nie, są na siebie niejako skazani. A skoro tak, to poznanie się jak najlepiej było zdecydowanie w ich interesie. Poza tym młody Czech lubił chłopaka i chciał się z nim zbratać nie tylko z powodu wzmocnienia ich rezonansu dusz, ale także z ludzkiej, zwykłej sympatii i chęci posiadania przyjaciół. To w końcu jedne z podstawowych instynktów ludzkich, czyż nie?
Tak czy owak, w raczej dobrym nastroju, Mativane przybył na miejsce zbiórki gdzie zastał już czekającego na niego Nathana.
- Cześć! - krzyknął na powitanie, po czym zbliżył się do bramy. Jego partner powiesił jakąś karteczkę na bramie. To chyba jakiś zwyczaj czy tradycja, cóż Mativane postanowił to uszanować chwilą ciszy kiedy tamten przyklejał zwitek taśmą. Nie był też pewny czy wypada mu to czytać, nie zrobił więc tego. I wtedy jego koszmary się ziściły. "Strasznie mi się nie chce tego robić"... Więc jednak! Czyżby Nathan miał zamiar iść na skróty? Czyżby ich sprzątanie miało się zakończyć fiaskiem! Mativane musiał temu zapobiec, nie chciał jednak otwarcie powiedzieć co go trapi - to byłoby zbyt głupie dla nieoswojonego z jego sposobem myślenia Nathana. Zamiast tego miał zamiar dodać wigoru i podnieść morale przyjaciela.
- Lubię? Tak, jasne! Nie mogę się doczekać aż zobaczymy tą świątynię! Musi być superowo, tam na szczycie tej góry. Aż ręce same się rwą do pracy, co nie, Nathan? Dajmy z siebie wszystko!
W tym momencie chłopak, który pozostawał trochę w tyle, podbiegł i skoczył do przodu, łapiąc się rękoma za górną część bramy i huśtając jak małpa do przodu. Spadając klepnął stojącego za monumentem przyjaciela w plecy, uważając przy tym żeby z rozpędu go nie przewrócić czy coś takiego.
- Co..? A, niebo. Faktycznie jest całkiem ładne. Tak, szczerze mówiąc to całe to miejsce jest naprawdę fajne! I te schody... Pewnie postawienie ich tu kosztowało kogoś dużo pracy, nie? Jak myślisz?
Słysząc zaś ostatnią wstawkę Nathana dodał:
- Ależ nic nie przeszkadza abyśmy jednocześnie rozmawiali i szli! Dobrze, ja poprowadzę jeśli chcesz - powiedział i ruszył dość żwawym krokiem przed siebie, pokonując pierwsze schodki - Cóż, czeka nas dziś niezła harówka... Trochę lipne zadanie, ale cóż, jakoś musimy dać sobie z nim radę, nie?
Chwila! Czy przypadkiem to co właśnie powiedział niejako nie zasugerowało pracy na odwal!? "Jakoś dać sobie radę"... Nathan może to odebrać jako zbyt luźną postawę! Cóż, Mativane wpadł w lekką panikę, ale dość szybko z niej wybrnął.
- To znaczy... Uważam że powinniśmy dać dziś z siebie 100%. No bo wiesz, jeśli teraz się spiszemy... Może nauczyciele zobaczą jak dobrzy jesteśmy i następnym razem dostaniemy jakąś ciekawszą misję! Tak, tak, to ma sens! Ruszajmy, może zdobędziemy w ich oczach jakieś ekstra punkty jeśli wyrobimy się przed czasem...! Choć oczywiście, jakość pracy jest tu ważniejsza niż szybkość.
Tymczasem kolejne kamienne schody ginęły pod stopami wędrowców. Zielonowłosy idąc uważnie obserwował otoczenie, podziwiał też kunszt samych schodów. Z rzadka odwracał się też, żeby zobaczyć jak z nowej wysokości wygląda świat który mijają. No i... Żeby spojrzeć na to jak trzyma się jego władający.
Ach, Nathan miał rację. Dzisiejszego dnia niebo jest cudowne!
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Pią Lip 31, 2015 12:55 pm

Schodki stopniowo były pokonywane przez naszych bohaterów, a mogli oni podziwiać młode drzewa liściaste różnych gatunków, które rosły sobie po bokach tej kamiennej ścieżki. Dobrym pytaniem byłoby, czy te schody po których chodzą również wliczają się w teren który mają sprzątnąć? Bo jeśli tak to trzeba będzie zdmuchnąć masę liści ze schodów, które raz że były w pewnych momentach kręte, a dwa… no po prostu było ich dużo.
Poza drzewkami przy każdym wyższym wzniesieniu była kolejna brama, taka jak na wejściu tylko te już nie były oblepiane kartkami. Miały też trochę inny kształt oraz były już widocznie zużyte i przeżarte pewnie przez korniki. Może na górze dostaną jakąś kartkę z wytycznymi co trzeba sprzątnąć lub usunąć, a raczej powinni taki wykaz dostać i powiadomienie gdzie co jest. Może nawet instrukcje, jak używać miotły? W końcu wedle Japończyków jest jeden prawilny sposób zamiatania, jednym ruchem zmieść wszystko co się da. Warto też napomknąć, że regularnie na całej trasie były umieszczane niewielkie kapliczki modlitewne. Tak średnio co 5 minut wchodzenia można było zobaczyć jakąś z nich. Wyglądało to następująco, była kamienna brama porośnięta już mchem oraz drewniana kapliczka, która domagała się ponownego pomalowania i wymiany niektórych elementów. Na całej trasie tych małych było 5, a ich stan był bardzo podobny chociaż były drobne różnice w kwestii tego co brakuje.
W pewnym momencie minęli bramę, tym razem białą drewno było widocznie pomalowane na taki kolor, bo akurat nie przychodziło nikomu do głowy żadne naturalnie białe drzewo, chyba że w Tolkienowskim Władcy Pierścieni. Od tej bramy roślinność się nieco zmieniła, gdyż drzewa jako takie były wykarczowane, a na ich miejscu rosły bambusy. Całkiem wysokie i najwyraźniej też twarde bambusy, aczkolwiek widać że ktoś czasem sobie tu przychodzi i podkrada drzewka. Nie jest to jakaś wielka strata, w końcu bambus może urosnąć ponad metr na dobę.
Ostatecznie schody doprowadziły ich na samą górę, gdzie teren był już płaski, a kostka wymagała gruntownego czyszczenia oraz zamiatania. Teren kapliczki głównej był mniej więcej porównywalny z niewielkim boiskiem szkolnym. Tu i ówdzie były rozstawione ozdobne kamienie, które pewnie w estetyce mają jakieś znaczenie. Również rosły tu jakieś krzewy, które były ewidentnie dzikie i należało się ich pozbyć. Po czym to mogli poznać? Po tym, że widać było pęknięcia w kostce i to, że roślina sama sobie wywalczyła drogę ku światłu. Teren był ogrodzony niewielkim drewnianym płotem, na którym wisiały talizmany. Swoją drogą płot też w najlepszym stanie nie był, bo brakowało paru sztachet albo nadawały się do wymiany. W gorszym stanie była świątynia i do tego przejdziemy teraz.
Przed świątynią stały dwa posągi lisów. Były marmurowe, ale jakiś debil najwyraźniej miał poczucie humoru i za pomocą farby w sprayu domalował im okulary, wąsy oraz nawet chyba był na tyle głupi, że się podpisał. „Karol tu był”, tak głosił napis na jednym z posążków. Świątynia sama w sobie była dosyć sporym budynkiem (którego dachówki wypadałoby wyczyścić), bo jak się można było domyślić była podzielona na dwa segmenty. Pierwszym była faktyczna część użytkowa świątyni, czyli wewnętrzne sanktuarium gdzie znajdowała się relikwia danej świątyni (zwykle jest to niewielkie pudełeczko wstawione za barierką i drewnianymi kratkami). Wnętrze wołało o pomstę do nieba. Podłoga wymagała dokładnego polerowania, a jeśli powiał do środka podmuch powietrza to zaraz wznosił się tuman kurzu i ciężko było nie kichnąć.
Drugim segmentem, do którego prowadziły rozsuwane drzwi były najwyraźniej kwatery kapłańskie. Tam zwykle kapłan mieszkał oraz trzymał narzędzia do naprawy jak i ewentualne bibeloty które się sprzedawało ludziom. Tutaj jednak problematyczny był nie tyle kurz co dosyć dziwny zapach, jakby stęchlizny który dochodził z pomieszczenia mieszkalnego. Na drzwiach oczywiście była wywieszona kartka, że mają dokładnie posprzątać teren całej świątyni włącznie ze schodami jak i pomieszczeniami kapłańskimi. Również mają wymienić (i tutaj wstaw wszystkie elementy z opisu, które tego wymagały).

Kapliczki przydrożne
Świątynia (bez śniegu)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Pią Lip 31, 2015 1:32 pm

Jedno było pewne, Mativane na pewno nie był osobą nieśmiałą, wręcz przeciwnie. Ciągle gadał i gadał, raz jak jakiś rodzaj dendrofila, raz jak architekt, a na końcu znowuż niczym zdesperowany perfekcjonista. To pozwoliło władającemu wymalować już jako taką charakterystykę swojego partnera w swej głowie. Oczywiście to tylko początkowy zarys, który pewnie jeszcze nie raz się zmieni. Jakby nie było - są skazani na swoje towarzystwo przez całkiem długi czas.
- Jasne, dajmy z siebie wszystko! - nie zabrzmiało to zbyt przekonywająco ze względu na ton głosu.
Powiedział to tylko po to żeby zadowolić Mativana. Chłopak spróbował też wysilić się na jakiś uśmiech, ale niezbyt mu to wyszło ponieważ uniósł tylko lewy kącik ust do góry, co wyglądało jakby skrzywił się po wypiciu całej szklanki soku świeżo wyciśniętego z cytryn.
Droga prowadząca po schodach była całkiem długa. Nathan podczas tej wędrówki zajmował sobie czas poprzez wpatrywanie się w niebo, przynajmniej dopóki o mało nie potknął się o jeden stopień. Wtedy uznał, że to dość niebezpieczne i zrezygnował ze swoich obserwacji, zamiast tego postanowił na dokładne przyglądanie i analizę terenu wokół. Duża ilość liści na schodach wskazywałaby na to, że rzadko ktokolwiek tutaj przychodzi, tudzież wychodzi ze świątyni. Jeżeli już to pojedynczo, ponieważ większe grupki chodzące często zmiotłyby dużą część liści swoimi stopami. Stan przydrożnych kapliczek był nieciekawy, najwidoczniej nikt się nimi nie zajmował, co oznaczałoby, że kapłani są po prostu leniwi, albo niezdolni do pracy. Możliwe też, że ich renowacja była po prostu zakazana, Nathan niezbyt znał się na tej kulturze, więc tego nie wiedział, co z kolei powodowało, że dana opcja jest niewykluczona. Nie obeszło się też bez tych dwóch, czy też trzech postojów po drodze. Chłopak czuł się źle z powodu zatrzymywania swojego towarzysza, który aż tryskał energią. Mimo wszystko on tej energii jak zawsze nie miał i musiał odpocząć, żeby jej resztki wykorzystać później na sprzątanie świątyni.
W końcu nadszedł koniec podróży, niestety nie był on zbyt szczęśliwy, Nathan myślał, że się załamie po zobaczeniu w jakim stanie znajduje się ta świątynia. Pierwsze co mu się nasuwało na myśl to "czy ktoś tu w ogóle rezyduje?!". Westchnął głośno na myśl o tym ile pracy będą musieli włożyć w posprzątanie tego całego terenu.
- Bez jaj... - wszedł do środka świątyni żeby zabrać się za poszukiwanie mioteł - lepiej od razu weźmy się do roboty żeby jak najszybciej mieć to z głowy. Czuję, że stracimy na to cały dzień, jeżeli nie więcej.
Tak więc Nathan po znalezieniu odpowiedniego sprzętu zamierzał wezwać do siebie Mativana żeby i ten po niego sięgnął, na początku zamierzał wziąć się za zamiatanie, ponieważ to była chyba najmniej męcząca praca. Chyba, ponieważ patrząc na wielkość terenu i ilość kurzu zajmie to trochę czasu i wysiłku.
- To zdecydowanie nie jest ekscytująca misja - mruknął zrezygnowany pod nosem w trakcie poszukiwania mioteł.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Pią Lip 31, 2015 6:07 pm

Wędrówka raczej nie dłużyła się Mativane - obserwował on z fascynacją okoliczne drzewa i kolejne, ozdobione opadniętymi liśćmi schody. Przede wszystkim zainteresowanie jego wzbudziły jednak owe systematycznie pojawiające się na ich drodze kapliczki. W sumie naliczył ich pięć i choć każda z nich wymagała porządnej pracy, to wciąż zachowywały swój sakralny, misterny charakter. Charakter ten zdecydowanie przypadł w gusta Mativane, choć jako że im się śpieszyło chłopak tylko na chwilę rzucał okiem na kryjącą się za bramą kolejną kapliczkę i szedł dalej.
Podczas tej wspinaczki cały czas wiódł prym, zgodnie z tym co ustalili na dole. Nathan jednak wydawał się nadążać i choć zażądał paru uciążliwych przerw (idzie dopiero 10 minut i już jest zmęczony!?) to generalnie władający dawał sobie radę... Przynajmniej na razie. W głowie zielonowłosego cały czas pobrzmiewały usłyszane chwilę temu słowa "Jasne, dajmy z siebie wszystko!". Czy były one szczere? Czy Nathan naprawdę ma ukryty zapał do pracy, czy też może powiedział to tylko ze wzgląd na swojego współtowarzysza? Cóż, Mativane nie był pewny prawdziwych intencji kolegi, mimo to postanowił odebrać to jako dobry znak i przynajmniej do rozpoczęcia prac o tym zapomnieć - choć myśli o ich sukcesie czy porażce i tak wielokrotnie atakowały go podczas podróży. Niby chodzi tylko o sprzątanie, ale... Ale przecież każde zadanie musi zostać wykonane perfekcyjnie, a to zanosiło się na dość trudne i uciążliwe... Dlatego tym bardziej trzeba się do niego przyłożyć!
Ostatecznie dwójka bohaterów zdobyła szczyt i stanęła oko w oko z... Kamiennym lisem. A właściwie to z dwoma lisami, jak szybko zorientował się Mativane. Pierwsza myśl była zdecydowanie pesymistyczna. Ogół tego miejsca - wymagające napraw dachówki, popisane posągi, brakujące elementy płotu i ogólny nieład uderzył w niego niczym pędzący pociąg. A więc NAPRAWDĘ to zadanie będzie trudne i uciążliwe. Zielonowłosy nie przepadał za sprzątaniem i już teraz widział że wypełnienie tego zadania w 100% będzie naprawdę czasochłonne.
- Co za debil tak popisał te piękne lisie posągi! Kretyn! Gdzie on ma głowę! I co z tego że tu był!? Lepiej by było jakby nigdy nie trafił na tą górę! Jak można było tak... Tak... - zabrakło mu słów na języku, kiedy gniew na chwilę zaślepił jego umysł. Szybko jednak opamiętał się. W końcu są tutaj właśnie po to, aby posprzątać ten bajzel. Zamiast dalej się złościć podszedł do wywieszonej karteczki i zaczął czytać na głos, wymieniając rzeczy które trzeba będzie zrobić:
- Posprzątajcie teren świątyni, schody, pomieszczenia kapłańskie... Trochę tego będzie. Mamy tu: posprzątanie schodów, pomalowanie i naprawa kapliczek, zamiecenie placu przed świątynią, wyrwanie dzików krzewów, naprawienie płotu i oczywiście gruntowne posprzątanie dwuczęściowego wnętrza świątyni... Naprawdę dużo pracy - westchnął na koniec.
Mativane zdziwił się też tak szybką reakcją Nathana. Od razu po przyjściu, bez żadnych przerw czy marudzeń wziął się do szukania narzędzi do pracy. Widok gotowego do pracy towarzysza podniósł go na duchu i pozwolił przezwyciężyć chwilowy kryzys. W końcu jego władający ma rację - czym szybciej zaczną tym lepiej.
Dlatego ruszył w ślad za noszącym się na czarno kolegą. Szukał nie tylko mioteł, ale też wszystkich innych narzędzi - w końcu część napraw wymagała zdecydowanie bardziej specjalistycznego sprzętu niż zwykły mop czy zmiotka. Płot trzeba było naprawić dopasowanymi kawałkami drewna, kapliczki odmalować, nie mówiąc już o ich brakujących częściach które też trzeba było skądś wziąć. Dlatego zielonowłosy liczył że znajdą jakiś uprzednio przygotowany pakiet, a jeśli nie to przynajmniej jakąś szafkę czy coś gdzie kapłani trzymali narzędzia. Inna sprawa, że trzeba było zadecydować czym zająć się najpierw. Mativane po chwili zastanowienia znał już odpowiedz na to pytanie.
- Nathan, jak tylko znajdziemy co trzeba, cofnę się posprzątać schody jak i sprowadzić do porządku tamte kapliczki. Ty zajmij się czymś tu u góry, a jak wrócę to dokończymy to co zostanie.
Tak, najbardziej kuszący wydawał się powrót do kapliczek i choć z drugiej strony fascynowały go "skarby" leżące na szczycie góry, to miał co najmniej trzy solidne powody aby chwilowo się oddalić. Po pierwsze, będzie mógł trochę rozprostować nogi zamiast uginać się w ciasne kąty świątyni. Po drugie, będzie mógł dokładnie przyjrzeć się kapliczką. No i po trzecie... Naprawdę nie chciało mu się babrać w tym całym kurzu i nawet jeśli to nie do końca koleżeńskie wolał tą pracę zostawić Nathanowi.
Tak czy owak w swoich poszukiwaniach narzędzi Mativane zwracał szczególną uwagę na rzeczy potrzebne mu do jego pierwszych prac - a więc solidną miotłę, czerwoną farbę i pędzel oraz "części zamienne" do zniszczonych elementów poszczególnych kapliczek, a także wszystko inne co wyda mu się w jakikolwiek sposób przydatne. Oczywiście głównym miejscem poszukiwań zostaje pokój przeznaczony dla kapłanów. Raczej nikt nie trzyma farby pod ołtarzem, prawda?
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Pon Sie 03, 2015 12:59 am

W sekcji przeznaczonej dla kapłanów mogli odnaleźć składzik. Były tam miotły, zmiotki, detergenty jak również puszki z farbą czy proste narzędzia. Również znalazły się gwoździe jak i deseczki do płotu oraz niektóre elementy kapliczek, które trzeba będzie pomalować jeśli chce się coś wymienić. Dziwne było to, że w tym składziku sporo było pajęczyn, jakby dawno tam nikt nie zaglądał. Poza tym brakowało jeszcze niektórych elementów sakralnych, które również trzeba wymienić, a nie było ich w składziku. Może w pomieszczeniu mieszkalnym kapłana to będzie?
Z drugiej strony zanim panowie się zabrali do pracy to Mativane mógł dokonać dosyć szokującego odkrycia, kiedy to szukał shimeraw (to te białe liny, które wiszą nad świątyniami jak i okalają zwykle tereny sakralne). Otóż w pomieszczeniu mieszkalnym kapłana były… zwłoki. Rozkładające się, mające tak z 2 tygodnie zwłoki które śmierdziały niemiłosiernie. Oczywiście odziane w niegdyś chyba białe kimono. Smród po otwarciu drzwi rozniósł się po całym przybytku, a rój much wyleciał jak poparzony. Pomieszczenie samo w sobie nie było nawet zbyt brudne, aczkolwiek była tam tzw. kaczka (nie zwierzak, taka metalowa), telewizorek, rozłożona mata do spania oraz kołdra i poduszki. Również było tam kilka miejsc z rozsuwanymi drzwiami, czyli pewnie są też jakieś szafki. Pytanie tylko jak długo żołądek broni był w stanie znieść widok rozkładającego się ciała kapłana? Nigdzie nie było śladów krwi, więc mogło to oznaczać tylko jedno. Umarł pewnie zanim ktoś przyjął to zlecenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Wto Sie 04, 2015 12:51 pm

- Jasne, postaram się to szybko skończyć, żebyś po swoim powrocie nie miał już tutaj nic do zrobienia - odpowiedział Nathan gdy Mativane na szybko rozplanował kto co będzie musiał robić.
Poszukiwania nie trwały na szczęście zbyt długo, Nathan od razu mógł się zabrać do swojej roboty na górze. Zamiatanie, naprawianie płotu, oczyszczanie posągów i ogarnięcie wnętrza świątyni, zapowiadało się na naprawdę niemałą ilość roboty, a i w trakcie pewnie znajdzie się jej jeszcze więcej. Postanowił zacząć od tego co najbardziej go przerażało, zamiatanie terenu przed świątynią, złapał za jedną z mioteł, worek na śmieci (zakładając, że coś takiego się tam znajdowało) i zmiotkę, wraz z jakąś szufelką. Miotłę trzymał w prawej dłoni, worek przerzucił przez ramię, natomiast zmiotkę i szufelkę starał się utrzymać w lewej ręce. Wszystko to wyniósł na zewnątrz świątyni i od razu zabrał się do roboty. Nie zapowiadało się na ciekawą pracę, ponieważ wiatr mógł mu od czasu te wszystkie zmiecione śmieci rozwiać, a wtedy Nathan musiałby zaczynać od początku. Starał się temu zapobiec poprzez zamiatanie śmieci w kąt, który tworzyły schody i fundamenty świątyni. Wtedy wiatr jedynie popychałby śmieci jeszcze bardziej w ten kąt, ewentualnie lekko je od siebie oddalając. Gdy zbierał się ich nadmiar to po prostu zmiotką nabierał je na szufelkę i wrzucał do worka na śmieci. Jego styl zamiatania wskazywał na to, że nie jest w tym zbyt wprawiony, ale też nie jest to dla niego pierwszy raz. Wykonywał ruchy od prawej do lewej, czasem za słabo dociskał miotłę do podłoża i musiał kilka razy zamiatać w jednym miejscu. Sprzątać zaczął, co prawda, nie tak dawno temu, ale pewna rzecz go dziwiła. Mativane poszedł szukać pozostałych, potrzebnych mu rzeczy, ale coś długo nie wracał. Prawdopodobnie szukanie się dłużyło - w co wątpił, bo przecież osoba dająca misję wysprzątania świątyni powinna była odpowiednio przygotować sprzęt w świątyni na ich przybycie - albo coś go zatrzymywało. Bardziej podejrzewał to drugie. Lenistwo było wykluczone w końcu Mativane aż palił się do tej roboty kiedy tutaj przyszli. Postanowił odczekać jeszcze trochę aż przyjdzie i zareagować dopiero gdy po dłuższym czasie nadal się nie pojawi.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Czw Sie 06, 2015 10:00 pm

Mativane przeszukał składzik i faktycznie znalazł w nim kilka potrzebnych narzędzi i części wymiennych. Wciąż jednak brakowało niektórych elementów kapliczek, więc poszukiwania musiały trwać dalej. Zielonowłosy nieco się irytował w takich sytuacjach - raz że tracił czas na szukanie przedmiotów, a dwa było to niejako dodatkowym, przymusowym obowiązkiem. Zamiast wreszcie wziąć się do właściwej pracy on będzie musiał biegać z kąta w kąt i szukać części kapliczek...
W końcu jednak wziął się w garść i z cichym westchnieniem ruszył dalej. Postanowił sprawdzić pomieszczenie mieszkalne kapłana, gdzie jednak czekały już na niego... Zwłoki! Broń zatrzymała się i spojrzała jednocześnie przerażona, obrzydzona jak i po prostu zaskoczona.
- C.. Co to ma znaczyć...? - zapytał cicho sam siebie, myśląc głośno. Ciało prawdopodobnie należało do kapłana, chociaż... Na drzwiach była karteczka z wyznaczonymi zadaniami. Skoro kapłan nie żyje - a zwłoki wyglądały jakby miały przynajmniej tydzień - to kto zostawił ową notkę? No bo kapłan raczej nie napisał tego jakieś dwa tygodnie przed ich przybyciem, zanim zginął - no bo po co robić to z takim cholernym wyprzedzeniem? Poza tym... Nigdzie nie było widać śladów krwi. Zawał? Cóż, to możliwe. Jeśli zaś to był jakiś zamach, to może trucizna? Ale z drugiej strony kto fatygowałby się z trucizną na pustelnika - kapłana. Przecież zabicie go tutaj na szczycie góry i umknięcie niezauważonemu wydaje się wręcz banalnie proste. No bo kto niby miałby przyłapać sprawcę?
Więc zawał? Choroba? Mativane przyszło do głowy żeby przyjrzeć się zwłoką i stwierdzić w jakim mniej więcej wieku był kapłan za życia. Cóż, okazało się to fatalnym pomysłem, bo tak jak resztkami siły woli powstrzymywał wymioty z powodu tego okropnego smrodu, tak przybliżenie się bardziej i oglądanie rozkładającego się ciała sprawiły że nogi zachwiały się pod chłopakiem. Nie upadł jednak, a - śladem roju much - uciekł czym prędzej z pokoju. W ogólnym popłochu i zamęcie wypadł na dziedziniec, prawie potykając się o schody stojące przed wrotami.
- Nathan! Nathan! Tam są... Zwłoki! Chyba kapłana! - krzyknął, a cały strach, poddenerwowanie i obrzydzenie połączyły się i uszły powodując zdecydowanie zbyt krzykliwy ton głosu.
Mativane nie był pewny czego oczekuje. Dlaczego zachowuje się jak dziecko biegnące z krzykiem do swojej mamy? Ale z drugiej strony czuł strach i podświadomie szukał oparcia u swojego partnera. No i jakby nie było warto by powiedzieć władającemu co się dzieje.
- Ech... - westchnął naprawdę głośno i niemal z łzami w oczach (głównie z powodu szczypiącego smrodu który się za nim unosił) - Wygląda na to że problemy z wykonaniem naszego zadania dopiero się zaczynają.
No bo co teraz? Raczej należy porzucić sprzątanie i powiadomić kogoś o zaistniałej sytuacji. Chłopakowi bardzo nie podobała się zaistniała draka która skutecznie przerwie im nie tylko samo sprzątanie, ale zmieni cały przebieg dzisiejszej misji... I choć zwykle przygody cieszą Mativane, to znalezienie martwego, rozkładającego się człowieka NAPRAWDĘ nie jest czymś czym należy się ekscytować.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Nie Sie 09, 2015 8:14 am

Worki na śmieci były w schowku, tam gdzie znaleźli farbę, miotły oraz pozostałe podstawowe narzędzia. To był całkiem niezły pomysł, by zamiatać liście właśnie do worków, bo tak naprawdę nie było tego za bardzo jak się pozbyć w inny sposób. Wiatr nie był tu zbyt ruchliwy i nie kąsał złośliwie, ani tym bardziej nie niweczył efektów pracy Nathana.
Co do kapłana i owej notki. Być może kapłan na coś chorował i była możliwość, że wcześniej tą kartkę powiesił by nie wychodzić spod ciepłej kołdry jak ktoś przyjdzie lub nie daj boże zarazić kogoś. Doczekać się, to faktycznie doczekał że ktoś przyjdzie tyle że był już martwy i nieco przegniły. Oczywiście była też możliwość, że ktoś po prostu za kapłana tą kartkę przyczepił, może to było nawet morderstwo albo dobry wierzący stwierdził że świątynia wygląda nędznie to zwróci na to uwagę? Tego się chyba raczej nie dowiedzą, chyba że przypadkiem nawinie im się pod rękę odpowiedź na to pytanie.
Zielonowłosy wypadł jak poparzony na dziedziniec informując swojego władającego o znalezisku. Akurat kiedy tamten wyczyścił tak naprawdę niewielki kawałek dziedzińca. Roboty było jeszcze naprawdę dużo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Wto Sie 18, 2015 1:27 pm

Sprzątanie nawet nieźle szło, chociaż nie da się zaprzeczyć, że to dopiero czubek góry lodowej. Podejście władającego może i nie było tak entuzjastyczne jak podejście Mativa, ale też w jakiś sposób zachęcało go do pracy. Polegało ono na ciągłym powtarzaniu sobie "jeżeli będę pracował, a nie narzekał, to szybciej skończę" - jako tako dodawało mu otuchy i motywowało to kontynuowania sprzątania. Skupiał się głównie na tym, w głowie prowadząc rozmowy ze swoimi zmyślonymi przyjaciółki, które na razie jako jedyne dotrzymywały mu towarzystwa. Ich rozmowy na razie kręciły się wokół broni Nathana, Natalie mówiła, że jest kryptogejem, podczas gdy Melody uważała, że jest uroczy. Chłopak miał już dawno wyrobione zdanie o tym człowieku - niepoprawny perfekcjonista, miłośnik pięknych miejsc, który stara się przypodobać innym. Żadnej z tych cech nie uważał za negatywną, ta ostatnia mogła nawet przydać się w ich dalszej współpracy, kiedy zaczną z treningiem rezonansu dusz. Oczywiście to miało się wydarzyć dużo później, ale Nathan lubił czasem wybiegać myślami w tą bardzo odległą przyszłość. Podczas sprzątania ponownie zerknął w stronę świątyni, Mativane nadal z niej nie wychodził, właśnie wtedy kiedy miał zareagować i tam wejść, Czech wybiegł z niej niczym poparzony. Złe wieści - władający wiedział, że właśnie na to się teraz zbiera. Tak jak myślał były złe, ale nie aż tak bardzo, informacja o zwłokach sprawiła, że upuścił miotłę, a ta z głuchym trzaskiem uderzyła o podłoże. Wywołano w nim mieszane emocje. Z jednej strony przerażenie, z drugiej ta wieczna obojętność. Rzadko kiedy coś było w stanie zburzyć jego spokój i opanowanie więc poczuł się niepewnie gdy to, nieznane mu dotąd uczucie, zasiało ziarnko niepokoju w jego sercu. Przez chwilę stał jak kołek, kompletnie nie wiedząc co ma odpowiedzieć. Wziął głęboki wdech żeby się uspokoić.
- Gdzie? Musisz mnie tam zaprowadzić, wszystko sprawdzę i zobaczę co i jak - starał się opanować drżenie głosu, ale na obecną chwilę było to niemożliwe.
Kiedy już Mativ zaprowadzi go do pomieszczenia, w którym znajdują się rzekome zwłoki, Nathan od razu zabierze się do pracy. Podwinął nieco swoją koszulkę żeby zasłonić nią nos, smród bowiem sprawiał, że miał ochotę stąd wyjść i uciec. Pierwszym jego celem było rozejrzenie się dokładnie po terenie by określić czy nie ma tutaj śladów walki, następnie chciał pozaglądać do szafek, które się tutaj znajdowały. Jeżeli żadna z tych czynności nie przyniesie efektów to władający weźmie się za najgorsze. Chciał podejść do zwłok i z wielkim obrzydzeniem, a także chęcią zwymiotowania, spróbuje jedną ręką (bowiem druga nadal przytrzymywała koszulkę przy nosie) zdjąć kimono z kapłana, aby określić stan jego ciała pod ubraniem. Nie sądził by ktoś go zabił i ukrył rany pod ubranie, bo wtedy kimono przemokłoby krwią, a tego tutaj nigdzie nie było. Celem było raczej przyjrzenie się zwłokom by zyskać jakiekolwiek informacje.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Wto Sie 25, 2015 9:27 pm

- J.. Jasne, to w środku, zaraz Ci pokażę - powiedział Mativane z drżeniem głosu kiedy usłyszał - bądź dość banalne i oczywiste - pytanie Nathana. Nie powiedział tego głośno, ale pewność siebie i opanowanie jakim właśnie wykazał się władający wzbudzała w nim podziw. Kiedy on wykazał słabość, uciekł od problemu... Kiedy dusza zielonowłosego się zawahała, osłabła... Władający nie pozostawił go samemu sobie. Może to porównanie wypływało z przyrodniczych skojarzeń chłopaka, a może było nieświadomym plagiatem z jakiejś książki, ale Nathan bardzo przypominał teraz ogromną skałę. Twardą i solidną, nie ważne jak mocno będzie wiał wiatr.
Wracając jednak do rzeczywistości, zgodnie ze swoimi słowami Mativane zaprowadził swojego kolegę ze szkoły do zwłok. Kiedy stanął na progu pokoju w którym się znajdowały stanął i powiedział:
- To tutaj - ku własnemu zaskoczeniu jego głos nie brzmiał już tak strachliwie, chyba powoli dochodził do siebie po tym niecodziennym widoku. W końcu ile można wariować z powodu trupa.
... Oj można. O ile Czech poradził sobie - mniej więcej - ze świadomością śmierci kapłana, o tyle widok Nathana który nie tylko przeszukiwał pokój, ale i samo ciało spowodowało napływ nowych mdłości. Dlatego broń stała wciąż na progu, jakby tylko jednym okiem zerkając do środka. Na czole pojawiły się pojedyńcze kropelki potu, zaś ręka powędrowała do twarzy, aby przytrzymać nos i względnie zredukować odczuwanie tego obrzydliwego smrodu.
- I.. I jak? - zapytał po chwili swojego towarzysza, mając nadzieję że ten się czegoś dowiedział. Wtedy będzie można pomyśleć o usunięciu stąd tych zwłok... Czy może o zadzwonieniu do dyrektora? Policji? Jakiegoś duchownego przełożonego?
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Sro Sie 26, 2015 6:19 pm

Nathan wraz z bronią dotarli do pomieszczenia, w którym rezydowały sobie zwłoki kapłana. Po głębszych oględzinach (nie, żeby władający był detektywem lub śledczym znającym się na tym w końcu mógł sam przypadkowo zatrzeć ślady) okazało się, że do walki tam na pewno nie doszło. Był tylko tak naprawdę wywrócony kubek, z którego coś się wylało na podłogę i wsiąkło, a że leżał nieopodal trupa to można założyć, że albo ktoś go otruł jeśli bierzemy pod uwagę konspiracje, albo po prostu wypadł mu z ręki lub został potrącony, kiedy człowiek konał. W szafkach tymczasem było to co było im potrzebne do napraw niektórych kapliczek, czyli elementy sakralne, które można wymienić. Znalazły się także dodatkowe stroje, pościel jak i parę innych rzeczy domowego użytku. Aczkolwiek podłoga nieco skrzypiała, może to kwestia tego że nikt o nią nie zadbał? Co do zwłok nie było na nich żadnego śladu uderzenia czy też dźgnięcia, ale za to widok rozkładającego się ciała, które już jedzą sobie larwy nie jest zbyt przyjemny ani tym bardziej nie pachnie za dobrze. W pomieszczeniu nawet się znalazł telefon stacjonarny. Taki bardzo start, czarny jeszcze ze słuchawką przewodową. Ciekawe czy odcięli już z telekomunikacji połączenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Sob Sie 29, 2015 9:52 pm

Nathan dokładnie przeszukał całe pomieszczenie, zero śladów walki, zamiast tego przewrócony kubek. Od razu zaczął układać teorie na ten temat - kapłan potrącił go upadając, prawdopodobnie napój był zatruty. Nic pewnego, powodów śmierci mogło być wiele, ten i zawał były na razie najbardziej prawdopodobne. Nathan zbliżył się do zwłok, po wstępnych oględzinach wykluczył rany, chociaż nie obserwował zbyt długo, po ujrzeniu tych wszystkich robali natychmiastowo wybiegł z pokoju żeby zwymiotować. Niby więcej sprzątania, ale nie ukrywajmy, zapewne żaden z uczniów nie myślał teraz o kontynuowaniu pracy. Mieli przed sobą zwłoki i musieli z nimi coś zrobić, władającemu do głowy przychodziła teraz tylko idea poinformowania wyce-dyrektorki zawodówki. Wszedł ponownie do pokoju, lecz tylko po to by siłą wyciągnąć z niego Mativa i zamknąć za sobą drzwi, nie miał ochoty patrzeć na to ciało. Było odrażające.
- Choroba albo otrucie - rzucił przelotnie do swojej broni podczas przecierania ust rękawem bluzy - szanse są pół na pół, powinniśmy kogoś poinformować. Ten telefon może się przydać, zakładając że zadziała. Podłoga skrzypiała, prawdopodobnie dlatego, że świątynia jest stara, ale możliwe iż coś pod nią jest ukryte. Kapłan umarł dano, jeżeli ktoś go zabił to pewnie już go tu nie ma i jesteśmy względnie bezpieczni.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   Pon Paź 05, 2015 11:28 pm

Z powodu zniknięcia obu użytkowników misja odwołana. Temat wolny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Droga do kapliczki   

Powrót do góry Go down
 
Droga do kapliczki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Droga do Hogsmeade
» Opuszczona Kapliczka
» Droga obok lasu
» Droga Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Peryferie-