IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kuchnia i pokój wspólny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość

Gość

PisanieTemat: Kuchnia i pokój wspólny   Wto Maj 26, 2015 2:30 pm




Życie w obu tych pomieszczeniach żyje za każdym razem niemalże niezmiennie- o poranku, gdy krzątają się tu uczniowie będący zwolennikami własnoręcznie przygotowywanych bentō i wydawania mniej ze swoich oszczędności niż na stołowaniu się na stołówce akademika i wieczorami, już po wszystkich zajęciach nadobowiązkowych, treningach czy misjach. W salonie uczniowie zazwyczaj odrabiają lekcje bądź ćwiczą techniki ze swoimi partnerami, ale najczęściej umilają sobie czas na graniu w karty, rysowaniu bądź po prostu na rozmowach do późnej nocy. Pokój Wspólny wyposażony jest w wiele wygodnych kanap, stare pianino umieszczone w samym rogu i duże oszklone okno rozciągające się na całej długości pomieszczenia- połączony jest z malutką przestronną kuchnią blatem barowym o długości dwóch i pół metra. W samej kuchni zaś najczęściej stołują się ci, którzy gotują najlepiej w całym kompleksie Akademika. Ich wyśmienite potrawy zajada się ze smakiem najczęściej zamiast zwykłego stołówkowego obiadu, a woń pieczonych babeczek unosi się jeszcze na długo po tym, jak te znikną ze wszystkich talerzy.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Wto Maj 26, 2015 3:26 pm

[ze schodów prowadzących pod szkołę]

Stoję przed wejściem do kompleksu jadalnego w przytulnym, aczkolwiek prawie całkowicie pustym holu i nieruchomo wpatruję się obydwa wejścia i schodki migoczące naprzeciw mnie. Iść czy nie iść? Oto jest pytanie. Samotne sterczenie na schodach wyczerpało i -przede wszystkim okropnie znużyło- mnie bardziej niż ta niepotrzebna mozolna wspinaczka na szczyt Shibusen -swoją drogą, co za pokierany projektant wymyślił takie ogromne schody?-, wspaniałomyślnie postanowiłam więc zwiedzić najpierw całą Zawodówkę Śmierci, umilając sobie czas czekaniem na kogokolwiek, kto raczyłby ruszyć swój tyłek i przyjść wytłumaczyć wszystko co i jak. Kręcę głową i, już z przyzwyczajenia, zdejmuję sprane lekko pantofle i zostawiam je na korytarzu, wolną dłonią chwytając za plecak. Z niesmakiem wpatruję się w pokaźny tobołek zawierający cały mój dobytek i z jękiem zdaję sobie sprawę, że czeka mnie kolejna nie mniej wyczerpująca wędrówka na górę. Ach ta wspaniała kondycja. Na górę? Nie wiem nawet, do którego pokoju mogłabym się udać. Nie dostałam żadnego listu, żadnego ''Droga kochana najwspanialsza najpiękniejsza Yuriko, witamy cię w naszej prestiżowej placówce!'' Stanowczo nie tak wyobrażałam sobie bowiem całe to Shibusen. Czy oczekiwałam czegoś więcej? Księcia na rączym rumaku Stephan to o tobie, szujo jedna niewdzięczna która nie poświęciła misji dla wybranki serca xD który zjawiłby się zza rogu i samym błyskiem nieskazitelnego serca zwaliłby z nóg? Bynajmniej. Miałam tylko wielką nadzieję, że to o czym tak marzyłam przez te wszystkie lata na wygnaniu ziści się w jakiś... no nie wiem, ale na pewno inny sposób. Oczekiwałam czegoś. Czegokolwiek. Naprawdę nigdy o nic tak nie prosiłam. a tymczasem zamiast jakiegokolwiek choćby powitania i pomocnej dłoni dostałam durne schody piętrzące się aż do nieba, tuzin nowych siniaków do kompletu i pusty akademik, z którego nie wiem, czy mogę nawet korzystać.
Głowa do góry, Yurii, nie załamuj się! Nie przez takie rzeczy przechodziłaś!
Mijam hol bez słowa i na palcach, tak, by robić jak najmniej niepotrzebnego hałasu -jeszcze tego by mi brakowało, żeby wzięli mnie za złodzieja czy coś w ten deseń- i kieruję się do pierwszego lepszego z brzegu pomieszczenia. Lepiej nie mogłam trafić. Kuchnia! Odkładam plecak z pojedynczym stęknięciem i obkręcając się z łatwością i gracją, rozglądam się dookoła. Opuszkami zdrętwiałych jeszcze lekko palców dotykam nieskazitelnie marmurowego blatu, wodzę nimi kolejno po kuchence, ogromnych rozmiarów lodówce zatrzymując je dopiero przy mikrofali. Ze szczęścia niemal się rozpływam. Tylko chwilę toczę w środku wewnętrzną batalię nad tym co zrobić muszę a co zrobić przecież powinnam, ale już po chwili chwytam za oręż będący drewnianą łychą i nurkuję do królestwa mrożonek, rozglądając się z uwagą i skupieniem we wnętrzu i wyposażeniu lodówki akademika. Nic specjalnego. Kilka rzędów oznaczonych imiennymi produktami, puste albo śmierdzące już pudełka po bentō, dwie papryki, kapusta, fasola w puszce i mrożone mięso w dziwacznym, nieznanym mi jak dotąd ofoliowanym opakowaniu.
Niech ich. Będę miała chociaż jakiś argument, żeby pozostać tu choć trochę dłużej. No i będę miała się czym bronić. Chochlą. Garnkami. Albo czymś.
Jeszcze przez kilka mrugnięć okiem wpatruję się w produkty a na mojej twarzy wykwitają delikatne rumieńce szczęścia. A potem? Potem biorę się do gotowania.
Trzy nieudolnie -nie moja wina, że inna kuchenka- usmażone jajka i czytanie dwóch instrukcji obsługi tych dziwacznych garnków później dochodzi do mnie jakieś przelotne drganie, świst i jakby... przeczucie? To samo, które w kilku mrugnięciach okiem każe mi wyprężyć się w gotowości niczym struna i sięgnąć po błyszczące No-Dachi, ukryte w połach ogromnego plecaka turystycznego. Podnoszę się rękoma na parapet i podciągam nieznacznie, by wyjrzeć za kuchenne okienko Akademika, wychodzące wprost na dziedziniec, a co za tym idzie, także na Szkołę Shibusen. Z nagłego i niepohamowanego wrażenia nieomal zmienia mi się wyraz twarzy. Powiedziałam nieomal? Nadal jest to ten sam, kamienny tajemniczy uśmiech Przyszłej Władającej Mona Lisy, tyle że tym razem w nieco okrojonej wersji. Teraz zapytacie pewnie, z jakiego powodu? Już spieszę z odpowiedzią. Niezwykle przyziemnego. Pluję bowiem sobie w brodę za to, że już wcześniej, gdy urzędowałam na schodach, nie wyczułam tych niepokojących fal duszy potworów dobiegających z głębi Zawodówki. Oczywiście, jako kompletny laik w sprawie Władania żywą bronią nie potrafię jeszcze wyczuwać fal dusz tak dobrze jak inni utalentowani, o których czytałam w księgach babci Mizusu, moim atutem jest natomiast to wojenne przeczucie. Niekiedy lepkie i nieprzyjemne, a czasem energetycznie pobudzające do działania całym sobą. Tym razem też tak jest. Zanim zdaję sobie sprawę z tego, co tak naprawdę czynię, wybiegam z akademika w popłochu zostawiając zbędne ilości garderoby i innych pierdół, o których zwykły człowiek zawsze winien pamiętać, i zatrzymuję się dopiero na wspólnym dziedzińcu łączącym placówkę edukacyjną i tą część, w której jeszcze przed chwilą przecież byłam.
Co tu się dzieje?
Mrużę oczy, a na widok dziwnego dymu sączącego się z okien Zawodówki przyspieszam kroku, w biegu zakrywając sobie usta brzegiem mojej śnieżno-białej sukienki. To i tak nic nie daje. Pierwsze spotkanie z niezedyntifikowaną substancją zamracza wszystkie zmysły, paskudny odór wdziera się wszędzie- we włosy, między poły ubrania, osiada na No-Dachi, na bosych stopach -przecież zapomniałam włożyć pantofli. Wszędzie. Dosłownie wszędzie. Pochylam się, drżąc konwulsyjnie ale zaraz potem zaciskam dłoń na rękojeści niezawodnego ostrza i pędem taranuję drzwi wejściowe, kierując się wgłąb Zawodówki Śmierci.

[na ratunek Eli~~]
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Sro Lip 01, 2015 10:11 pm

Instynkt mówił jej żeby przeć naprzód. Jej brzuch mówił jej zresztą to samo. Krok za krokiem. Jej wzrok bacznie obserwował otoczenie starając się znaleźć jakiś punkt wskazujący kierunek do upragnionego miejsca. Nawet jej nos włączył się do poszukiwań. Słychać było tylko dźwięk wdychanego powietrza. Jednakże, powietrze jakby utrudniało poszukiwania i nie dawało żadnego znaku. Krok za krokiem. Dziewczyna mijała budynki ale nie mogła znaleźć tego upragnionego aż w końcu, jest! Dostrzegła coś co powinno być akademikami. Dla dziewczyny akurat dotarcie do tego punktu było wyjątkowo trudne ze względu na jej beznadziejne obeznanie w terenie i brak jakiejkolwiek intuicji w tych sprawach. Dla niej zgubić się było bardzo łatwo. Szła przed siebie w jednej ręce dziarsko ciągnąc ogromną walizę, na plecach nosząc plecak a w drugiej ręce trzymając szeleszczącą reklamówkę z zakupami. To właśnie zawartość reklamówki motywowała ją do szybkiego przebierania nogami. A także żołądek, który od czasu do czasu burczał głośno poganiając ją. Dziewczyna weszła do środku budynku. Dobrze, czas zlokalizować kuchnię, która musi być gdzieś na widoku. Rozejrzała się i znalazła drzwi, które jasno wskazywały, że w końcu dotarła do upragnionego pomieszczenia. Gdy tylko weszła do środka uśmiechnęła się lekko, że nie ma nikogo w środku. Była głodna. A głodna Nae może być nieprzyjemna dopóki nie dostanie w swoje ręce jedzenia. Odstawiła przy ścianie walizkę a plecak położyła na krześle. Podeszła do blatu i wyjęła z siatki cudeńka, które dosłownie godzinę temu zakupiła w sklepie położonym niedaleko szkoły. Warzywa położyła na jednej stronie a mięso na drugiej. Wyjęła z szafki patelnie i garnek. Nalała do garnku wody i wstawiła na palnik by się zagotowała. Wyjęła z opakowania ryż i przepłukała go na sitku pod wodą po czym wrzuciła do garnka by się gotował. Warzywa umyła i położyła na tacy do krojenia po czym zręcznie je pokroiła. Wrzuciła je na patelnię by je przysmażyć. Dorzuciła także kurczaka, którego kupiła wcześniej już gotowego. Gdy ryż się ugotował odlała wodę i wrzuciła go na patelnię by wszystko pięknie się razem podsmażyło. Wymieszała wszystko dokładnie a gdy danie było już gotowe przerzuciła je na talerz. Usiadła z gotowym posiłkiem przy stole. Wreszcie upragnione jedzenie. Na widok gotowego jedzenia jej żołądek zaburczał głośniej jakby w przypływie euforii, że zawartość talerza za chwilę wyląduje w nim. Nae nachyliła się i wciągnęła przyjemny zapach do płuc. Oblizała szybko usta i zabrała się się za konsumpcję zawartości talerza.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Sro Lip 01, 2015 11:24 pm

Znowu pośpiech... Tym razem niczego nie zepsuł, nie spalił, nie wysadził, nikomu nie stała się krzywda. Po prostu po śniadaniu zostawił w kuchni... swój szkicownik. Chyba po śniadaniu, to było ostatnie miejsce, gdzie go miał. Tworzył sobie chwilę po zjedzeniu posiłku... I zwyczajnie zapomniał w pośpiechu go spakować. Miał jednak w ciągu dnia tyle na głowie, że kompletnie nie miał czasu rysować - stąd odkrył zaginięcie swojego prywatnego zeszytu dopiero teraz.
Jest! Budynek, w którym znajdują się akademiki. Krętymi korytarzami dotarł w końcu do kuchni - było tutaj pusto. Gdy zrobił krok do środka, zobaczył jednak siedzącą przy stole dziewczynę. Uśmiechnął się do niej mimowolnie, gubiąc wątek i zapominając na moment po co tutaj w ogóle się zjawił.
- Smacznego. - powiedział, po czym rozejrzał się dokładniej po pomieszczeniu - Widziałaś może... taki zeszyt z czarną okładką? Dosyć gruby. Szkicownik. Zostawiłem go chyba gdzieś tutaj... - westchnął przeciągle. Nie zdarzało mu się gubić rzeczy zbyt często. Praktycznie wcale!
Po kilkunastu sekundach konsternacji dostrzegł swoją własność na półce tuż obok dziewczyny. Ktoś musiał go tam odłożyć, żeby nikt nie ubrudził go przy jedzeniu. Dzięki, anonimowy zbawco!
Blondyn czym prędzej zbliżył się do swojej zguby. Przejrzał go przelotnie - wszystko było okay. Może nawet zaraz dokończy szkic z poranka...? Ale może lepiej zrobi sobie najpierw herbatę? Obiad zjadł na mieście - chciał spróbować sobie czegoś nowego. Teraz jednak sięgnął do torby i wyciągnął małe pudełeczko, w którym były... torebki herbaty czarnej aromatyzowanej olejkiem bergamotki. Podszedł do blatu, na którym stał czajnik, nalał do niego wody i wstawił, by się zagotowała.
- Masz może ochotę na herbatę? Mam Earl Grey, bardzo polecam. - uśmiechnął się wesoło. Zrozumiał jednak zaraz swój błąd - nie przedstawił się!
- A tak w ogóle... Mam na imię Marcus. A ty? Widziałem Cię dzisiaj na którychś zajęciach...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 12:01 am

Jej żołądek z chęcią pochłaniał kolejne porcje jedzenia dopóki nie był pełny i nie odmówił dalszej konsumpcji. Odłożyła talerz z cichym wetschnięciem i usłyszała kroki. Odwróciła głowę w stronę wejścia zainteresowana. Po chwili jej oczom ukazał się wysoki blondyn. Najwidoczniej czegoś szukał bo rozglądał się. Po chwili usłyszała o obiekcie poszukiwanym przez chłopaka. Notes.. coś jej chyba śmignęło wcześniej. Już miała wskazać miejsce pobytu przedmiotu lecz chłopak ją uprzedził. Widać, że było to dla niego ważne. Nic dziwnego, ona też gdyby zgubiła swoje skrzypce mogłaby oszaleć. To był dla niej największy skarb. Spojrzała na futerał przypięty do walizki i odetchnęła cicho. Jej bagaż był na miejscu i nie było mowy o tym by go zgubić gdyż cały czas go pilnowała. Wstała od stołu i szybko umyła po sobie talerz po czym wysuszyła go ścierką i wstawiła do szafki. Miał wlaśnie poszukać czegoś do picia gdy usłyszała propozycję chłopaka. Z uśmiechem pokiwała głową.
-z chęcią się napiję. -odparła sympatycznym tonem. Chłopak idealnie się wpasował. Usiadł przy stole czekając aż chłopak zrobi gorący napój. Ah.. herbata przypominała jej o domu. Uwielbiała przesiadywać z przyjaciółkami przy zielonej herbacie rozmawiając o niczym. Ah.. Potrząsnęła głową. Znowu zaczynała bujać w obłokach. Chociaż do stanów przyjechała nie tak dawno to już zdążyła się stęsknić za ojczystym krajem. Nie chciała jednak znowu się rozmyślać na ten temat bo im więcej o tym myślała tym bardziej jej tęsknota przybierała na sile. Ostatecznie jednak nauczyła się żyć w stanach, pomimo, że różniły się one tak bardzo od japonii. Z zamyślenia wyrwały ją słowa blondyna.
-Miło mi cię poznać. Jestem Nanae. -uśmiechnęła się wesoło do niego. Na jego kolejne zdanie spojrzała na niego niepewnie.
-Um.. to chyba niemożliwe, dopiero co tu przyjechałam. -powiedziała wskazując głową walizkę, która stała pod ścianą. Najwidoczniej chłopak pomylił ją z kimś innym. Być może zielone włosy wcale nie były takie odmienne tutaj.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 12:31 am

Czyżby rzeczywiście ją z kimś pomylił? W tej szkole nie było wielu osób z takim kolorem włosów... Swoją drogą, bardzo jej pasował. Korzystnie w nich wyglądała - chłopak momentami rzeczywiście gubił się w swoich myślach, patrząc na nią... Otrząśnij się, głupku. Rozmawiasz z kobietą.
- Naprawdę? Może to kolor włosów mnie zmylił... Ta dziewczyna siedziała sporo przede mną, możliwe. - westchnął cicho chłopak. Lekka wtopa. Na dźwięk jej imienia lekko się uśmiechnął.
- Akcent oraz to imię... Jesteś z Japonii, prawda? Bardzo ładny kraj. Chciałbym kiedyś tam polecieć... - wspomniał, wycierając dla nich kubki. Woda raz dwa się zagotowała, on zalał zaś herbatę w dwóch kubkach, postawił je na tacce, dostawił cukier, mleczko, po czym zaniósł całość do stolika Nanae. Jej imię wybrzmiewało mu w myślach. Miał pewne przeczucie, że gdyby je wypowiedział, brzmiałby strasznie sztywno - japoński nie był językiem, w którym poruszał się płynnie.
- Cóż... ja też jestem tutaj od niedawna. Praktycznie tygodnia. Nie znam tutaj jeszcze zbyt wielu ludzi... ale przynajmniej wiem jak trafić do kuchni. - zaśmiał się pod nosem. Posłodził sobie herbatę, po czym podmuchał na nią spokojnie - świeżo zaparzona, gorąca... A jaki robiła zapach!
- Jakbyś miała jakieś pytania, to służę pomocą. Powiedz... jesteś władającą? Czy może bronią? - zapytał z ciekawości. Nie wiedział, czy wypada. Wiedział tylko, że jest tutaj nowa. Jak on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 1:09 am

Spojrzała na niego lekko zakłopotana. No cóż, każdemu zdarza się pomylić. Ona sama bardzo łatwa myliła ludzi w stanach. Dla azjatki biali wyglądali bardzo podobnie. A co do zielonych włosów.. widziała już różne kolory tutaj. Niebieskie, różowe, a nawet srebrne włosy. Amerykanie najwidoczniej lubili farbować włosy. Przeczesała swoje długie, zielone włosy palcami po czym spojrzała z powrotem na chłopaka a następnie na herbatę, którą przyniósł. Dotknęła kubka w celu podniesienia go ale był zbyt gorący. Odsunęła szybko dłoń i podmuchała na palce. Złapała kubek za rączkę i podniosła do ust po czym dmuchając na powierzchnię napoju wzięła małego łyczka. Uśmiechnęła się. Co prawda daleko było tej herbacie do japońskich herbat ale mimo to była bardzo dobra i niosła za sobą nutkę nostalgii. Spojrzała na cukier, który przyniósł chłopak ale niezdecydowała się na niego. Była przyzwyczajona do smaku mocnej, gorzkiej herbaty. Tylko w ten sposób można było wydobyć z niej prawdziwy smak. W innym przypadku każda słodzona herbata smakowała dla niej tak samo. Chłopak jakby czytał w jej myślach bo spytał o jej ojczysty kraj. Pokiwała głową.
-Nie da się ukryć. -powiedziała z uśmiechem. No cóż, jej azjatyckie cechy były widoczne z daleka. Nie każdy jednak potrafił odróżnić te kraje od siebie i często przez pomyłkę nazywano ją chinką bądź koreanką.
-Cieszę się, że Ci się podoba. Dla większości osób Japonia to, to samo co Chiny. Mało kto rozróżnia te kraje. -powiedziała jakby chwaląc chłopaka. Słysząc jego następne zdanie ogarnęła ją ulga. Dobrze wiedzieć, że nie była ona jedyną nową tu osobą. Łatwiej nawiązać relacje z osobami, które są w podobnej sytuacji. Na pytanie o to czy jest bronią czy władającym na jej policzki wstąpił lekki rumieniec. Dla niej było to dosyć intymne pytanie ale najwidoczniej amerykanie byli otwarci w takich sprawach.
-Jestem bronią. -powiedziała nieśmiało, nie mogąc przełamać wpojonych zwyczajów.
-A Ty? -była ciekawa. Najbardziej zastanawiało ją jak wiele broni jest w stosunku do władających. Więcej jest władających czy broni? No i do jej umysłu wkradło się też pytanie pobudzające jej ciekawość czy chłopak ma już partnera. Dla niej to raczej będzie trudna sprawa. Wiedziała, że zanim z kimś nawiąże współpracę będzie musiała tę osobę dobrze poznać i jej zaufać. Jednym słowem, musiała się najpierw zaprzyjaźnić.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 9:30 am

W tej szkole było sporo azjatów, ale też europejczyków, nawet parę osób z Australii. Kolorowe włosy w pewnym momencie przestają szokować - trochę szalona, ale norma.I nie czytał w jej myślach... Po prostu wielkie umysły myślą podobnie!
- Ej, Japonia i Chiny to diametralnie inne państwa! Różnią się i kulturą, i położeniem, i w zauważalny sposób językiem. No i styl bycia ludzi... - westchnął - Ludzie tacy są. Ignorance is bliss, jak to mawiają... Ja za to pochodzę z Anglii. Słychać ten brytyjski akcent... Czasem denerwuje, ale mi się podoba. - zaśmiał się pod nosem. Wielokrotnie ludzie zwracali mu uwagę na wymowę. Ci amerykanie są naprawdę drażliwi, jeśli chodzi o kontakty z Wielką Brytanią i brytyjczykami... A herbat u nich za grosz! Kultury podobnie.
No i usłyszał odpowiedź. Była bronią. Chłopak zawsze się zastanawiał jak to jest... Stać się bronią dzierżoną w dłoni innej osoby. Jakim zaufaniem trzeba darzyć swojego partnera... I jeszcze rezonans dusz. To wszystko brzmiało dla niego tak abstrakcyjnie, chociaż już tego doświadczył, przynajmniej w części. Widział jego rodziców w akcji - ta więź naprawdę pozwalała im uczynić wszystko.
- Ja... Jestem władającym. Obecnie... bez partnera. - powiedział z lekkim zawodem w głosie. Miał znów przed oczami tę walkę... Airis, z którą się połączył, by potem niemóc więcej z nią działać... Bał się, że nie może już połączyć się z nikim. Chociaż po prostu nie próbował. Nie miał... z kim.
- Przyleciałaś sama, czy z partnerem, partnerką? I jak minęła Ci podróż? - zapytał, zainteresowany. W międzyczasie napił się jeszcze herbaty. Taaaak... Cudowna... Ekhem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 10:16 am

Cieszyła się, że wciąż są ludzie, którzy zauważają takie różnice i nie mówią ślepo tego co im na język ślina przyniesie. Nim przyjechała do tej szkoły, trochę pomieszkała w stanach. Chciała się obeznać z tutejszą kulturą i ludźmi więc mieszkała przez rok na florydzie ze swoją starszą siostrą, która mieszka tam od kilku lat. Większość ludzi była przyjazna lecz ich wiedza była niestety powalająca. Kiedy na odpowiedź, że jest z Japonii a nie Chin słyszała, że dla rozmówcy to prawie to samo, dosłownie opadała jej szczęka. Niestety amerykanie nie byli jakoś szczególnie wyedukowani. Ale być może patrzyła na to w ten sposób z powodu poziomu, który narzucony jest w szkolnictwie japońskim. Spojrzała na chłopaka. Faktycznie, miał inny akcent. Ona jednak wciąż nie znała się na tym wystarczająco dobrze, żeby rozpoznawać pochodzenie po akcencie. Tym bardziej, że dotychczas nie znała nikogo z Europy.
-Miło wreszcie kogoś kto widzi różnicę. -uśmiechnęła się. - dla większości ludzi niestety azjata to po prostu żółty i nie ma znaczenia z jakiego jest kraju. -westchnęła trochę zawiedziona ignorancją tutejszych ludzi. - Jesteś pierwszym Brytyjczykiem jakiego znam. -powiedziała spoglądając na niego. Zaczęła mu się przyglądać szukając europejskich cech, musiała przyznać, że chłopak był dosyć przystojny. Zarumieniona szybko odwróciła wzrok, ganiąc się za to, że mu się tak przypatrywała. W Stanach niestety nałapała paru niekulturalnych nawyków. Słysząc jego odpowiedź uśmiechnęła się lekko bo miała właśnie takie wrażenie od początku.
-Rozumiem.. także nie mam partnera. -powiedziała cicho. -niestety został w Japonii. - powiedziała cicho. Na początku dziadek starał się zmieniać jej partnerów bo myślał, że jej niedokładne przemiany były winą innych a nie jej. Tym bardziej, że nie chciał nawet pomyśleć, że to z jego ukochaną wnuczką coś może być nie tak. Tylko, że to tak nie działało.. Jedyna osoba, z którą dobrze jej się pracowało.. Takao.. imię przyjaciela wybrzmiało jej w głowie pusto. Nie chciała o tym myśleć. Właśnie po to tu przyjechałała, żeby nauczyć się kontrolować siebie i swoje przemiany. Nie chciała by emocje znowu wpłynęły na nią zbyt mocno powodując zranienie tego komu ufa. Spojrzała z powrotem na chłopaka starając się wyrwać z tych melancholijnych myśli.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 10:33 am

Chłopak nie chciał za bardzo chwalić się swoim pochodzeniem. Marcus Gareth Gabriel Belmont I... Brzmiałby jak snob, za którego się nie uważał. Był odpowiednio wychowany i wyedukowany, przez co sprawiał pozytywne wrażenie na wszelakich bankietach - o prywatnych rozmowach nie wspominając. Nie miał za sobą żadnego piarowca, który pilnowałby wszystkich jego ruchów - byłby wtedy tak sztuczny, że sam nie mógłby tego znieść. Krytyczny był wobec ignorancji i hipokryzji, którymi emanują niektórzy ludzie.
- Nie jesteś jak wszyscy. Każdy jest wyjątkowy, dlatego tak powinniśmy myśleć o innych! - uśmiechnął się do niej szczerze. Miał wreszcie towarzysza do rozmowy, przy którym mógł być szczery. A na wieść, że jest pierwszym Brytyjczykiem jakiego zna...
- Ale mnie zaszczyt kopnął... Spełniam wyobrażenie typowego Brytyjczyka? No cóż, na wejściu zaproponowałem herbatę! - zaśmiał się głośno z ironii całej tej sytuacji. Stereotypy! Często krzywdzące, chociaż w tym wypadku... raczej budowały komizm.
- Został... Czyli będziesz szukać sobie nowego? - zapytał, może trochę zbyt bezpośrednio. Upił łyk herbaty. Damn, to było zdecydowanie zbyt bezpośrednie. - Wiesz, partnerem powinna być osoba... Której dusza potrafi współgrać z twoją. Trafić na taką osobę bywa trudno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 10:46 am

Podobało jej się to co chłopak powiedział. Ona sama nigdy nie chciała się wyróżniać ale z powodu pochodzenia jej rodziny ludzie w Japonii omijali ją szerokim łukiem. Tak naprawdę mogła liczyć tylko na wsparcie niewielu osób, które tak naprawdę nie miały wyboru bo były w podobnej sytuacji co ona. Spojrzała na chłopaka uśmiechając się lekko. Tak naprawdę nie wiedziała, jak wygląda stereotypowy brytyjczyk. W Japonii wyobrażenia na temat dalekich krajów były naprawdę przeróżne i słyszało się często dziwne rzeczy. Ciężko tak naprawdę było sobie poukładać jednoznaczny obraz.
- Tak, chociaż przyznam, że herbata tutaj nie dorównuje tradycyjnej zielonej herbacie. -rozmarzyła się znowu. Ah, ile ona by dała, żeby móc się napić herbaty z rodziną tak jak kiedyś. Może niedługo odwiedzi rodzinę jeśli czas jej na to pozwoli. Wzięła w dłonie kubek z herbatą, która powoli zaczynała się robić chłodna. Dopiła ją do końca po czym odstawiła go na stół. Spojrzała ponownie na chłopaka zastanawiając się nad jego słowami i ostatecznie skinęła głową.
-Owszem.. - właśnie po to tu przyjechała. Wiedziała jednak, że to nie będzie proste. Trochę się bała nawiązywania kontaktów z tutejszymi ludźmi ale musiała się przełamywać.
-Mam nadzieję, że oboje szybko kogoś znajdziemy. -posłała mu serdeczny uśmiech.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 11:51 am

Był zwyczajnie szczery, mówił to co myślał. A co do jego pochodzenia - ludzie w kraju traktowali go z szacunkiem. Nie tylko był synem potężnego duetu, ale także odparł atak wiedźm na lotnisku w Londynie. Przypłacili to życiem wielu wojowników, w tym jego rodziny, jednak plotki szły dalej po świecie. On nie mógł tego uniknąć - jedyną nadzieją dla niego była ta szkoła, w której i tak może niektórzy usłyszeli o jego przeszłości, ale będzie mógł tutaj przynajmniej znaleźć partnera i pójść w ślady swoich rodzicieli. I ich pomścić. Wiedział, że zemsta nie jest najlepszym rozwiązaniem. Nie potrafił jednak wyzbyć się z serca poczucia obowiązku...
- Nie mam tutaj moich ulubionych herbat, niestety. Nie mogłem przecież wziąć ze sobą całej herbaciarni. - zaśmiał się pod nosem - Ale następnym razem zrobię Ci jakąś sypanę. Bo ile można pić torebkowe siano?
Powoli dopił swoją herbatę i spojrzał na nią. Jej słowa i serdeczny uśmiech wywołały u niego podobny wyraz twarzy - to było bardzo miłe z jej strony. Marcus w końcu nie wytrzymał - musiał o to poprosić. Uśmiech nieco zmarniał, jednak starał dalej się uśmiechać, chociaż to co mówił, budziło w nim pewien... lęk. Lęk bezradności i niemocy.
- Wiem, że to tak szybko... Ale mam prośbę. Jestem tutaj z powodu pewnego incydentu w Londynie... I od tamtej pory nie mogę władać brońmi. Próbowałem wielokrotnie... - westchnął cicho - ...Ale ostatecznie nie dawało to efektów. Czy... mógłbym spróbować z Tobą? Wiem, że to brzmi głupio... ale to dla mnie ważne.
Czuł, że to co mówił mogło być nieco żenujące, głupie, bardzo pośpieszne i w ogóle wypowiedziane w złym momencie. Jednak ona sprawiała wrażenie miłej, życzliwej, bardzo przyjemnie mu się z nią rozmawiało... Miał nadzieję, że tak naprawdę on nie stracił swoich mocy. I że ona zgodzi się na jego prośbę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 12:23 pm

Spojrzała na niego ze zrozumieniem, wiedziała co nie co o tym. Najbardzien brakowało jej tu świeżych owoców morza. Znaczy, wiadomo, że można tu kupić ryby i tak dalej ale to nie to samo. Tęskniła za świeżymi rybami łowionymi tego samego dnia. No i jednak tutejsze oceany były o wiele bardziej zanieczyszczone niż te w jej rodzinnych stronach. Nie mniej jednak jakoś dawała radę a ryż stale dotrzymywał jej towarzystwa. W pewnym momencie zaczęła go łączyć z innymi rzeczami między innymi właśnie z mięsem. Nie miało to prawie nic wspólnego z jedzeniem które uwielbiała ale ostatecznie się do niego przyzwyczaiła. 
-z chęcią spróbuje. -spojrzała na niego przyjaźnie. Nie cierpiała tych herbat z torebek, to była hańba dla prawdziwej sztuki zaparzania herbaty. A już szczególnie nie znosiła kawy. Okropna lura, która nigdy nie przeszła przez jej gardło. Spojrzała na chłopaka, który chyba się nad czymś zastanawiał. Zaniepokoił ją wyraz jego twarzy. Tak jakby coś się stało. Posłała mu pytające spojrzenie a po chwili gdy usłyszała jego pytanie zmroził ją mocny dreszcz. Poczuł w głębi duszy strach który starał się wydostać na zewnątrz. Myśl przemieniania się w broń wciąż ją przerażała.Spojrzała w oczy chłopakowi. Nie chciała mu wyrządzić krzywdy. Bała się, że stanie się to samo co ostatnio. Tyle tylko, że trenowała. Spojrzała na niego niepewnie ale nie wiedzieć czemu swoją obecnością jakoś dodawał jej odwagi. Pozatym w końcu będzie musiała stawić czoła swoim lękom.
-M-możemy spróbować.. -powiedziała niepewnie patrząc na niego.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 1:32 pm

Prawda, Ameryka to nie to samo... Już nawet zaczynając od atmosfery. Tutaj wszyscy sprawiali wrażenie samolubnych, egocentrycznych, zamkniętych na innych, dbających jedynie o własny interes. To nie tak, że każdy taki tutaj jest - po prostu idąc ulicą ma się nieodparte wrażenie, że albo nie jest się tutaj mile widzianym, albo wszyscy mają Cię gdzieś. Może to po prostu kwestia tego, że w rodzinnym mieście Marcus był znany, wszyscy byli wobec siebie serdeczni, byli wielką rodziną? Możliwe. Ale tak jak Nanae pomyślała o jedzeniu, tak on pomyślał o herbacie, restauracjach i tak dalej. Te sfery nie były tutaj zbyt rozwinięte, przynajmniej w okolicy. Jeśli będzie mógł, to zacznie podróżować po kontynencie, poszuka wartych uwagi miejsc. Teraz jednak ma co innego na głowie.
Zgodziła się. Na twarz blondyna znów powrócił uśmiech.
- Bardzo Ci dziękuję... - był jej bardzo wdzięczny. Odstawił szklankę i podszedł do wolnej przestrzeni w salonie. - W co się zmieniasz? W jakąś broń białą? - zapytał, zaciekawiony. Miał doświadczenie z bronią białą - miecze, lance, włócznie, kosy. Nawet broń dystansowa - łuki, kusze, pistolety, wiatrówki. Największe doświadczenie miał w rapierach, kordelasach, szablach... Miał tylko nadzieję, że nie jest jakąś maczugą czy buzdyganem. Ona była urocza i piękna - taka broń do niej nie pasowała. Nie mógł się doczekać, by zobaczyć ją w jej bojowej formie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 1:42 pm

Z jej głowy kompletnie uleciały myśli o herbacie czy jedzeniu. Za to w jej głowie siedziały teraz inne myśli. Niestety z tymi też myślami łączyły się wspomnienia, których starała się unikać. Siały one zamęt w jej głowie, wprowadzały niepewność. Wciąż w niej tkwiło lekkie zwątpienie czy faktycznie chce to zrobić. Stwierdziła jednak,że nie może uciekać przed przeznaczeniem i musi w końcu się przemóc do współpracy z kimś. Miała tylko szczerą nadzieję, że chłopak się od niej nie zrazi. Pozatym sama przemiana. Dla niej to było wstydliwe. Była bardziej przywiązana do swojego ludzkiego wyglądu. Jako broń owszem była piękna ale miała wrażenie, że jest za duża i nieporęczna. Uśmiechnęła się do niego lekko.
-Nie ma sprawy.. minęło trochę czasu odkąd z kimś współpracowałam. -powiedziała szczerze. Nie miała zresztą powodu, żeby cokolwiek ukrywać przed chłopakiem. Już miała odpowiedzieć chłopakowi ale zastanowiła się chwila. Poczuła nagły przypływ odwagi. A co jej szkodzi, jak nie teraz to kiedy. Skupiła się na tych myślach na których musiała. Zamknęła oczy i położyła ręce na klatce piersiowej. Nagle dookoła niej zaczęła wytwarzać się para i mocne białe, rażące światło. Dziewczyna szybko wykorzystała efekt zaskoczenia i pod ukryciem mgły przemieniła się broń. Skupiła się dokładnie by każda cząstęczka jej ciała uczestniczyła w przemianie. Poczuła jak jej kości się przemieszczają i jej ciało zamienia się twardy, stalowy materiał. Po chwili światło zniknęło, mgła zniknęła a dziewczyna stała przed chłopakiem w swojej drugiej postaci. Zadowolona, że przemiana w pełni się udała i to sprawnie i bez kłopotów zachichotała cicho.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 4:31 pm

Widząc jej nagłe skupienie, chłopak przygotował się mentalnie na to, co dalej się stanie. Uspokoił umysł, który cały ten czas męczony był wspomnieniami i wyrzutami, oczyścił swoje myśli i skupił się na niej. Wyluzuj, stary. Spójrz na nią - musisz zrobić dobre wrażenie. Zachowaj spokój - liczą się teraz tylko wasze dusze. Po krótkiej chwili chłopak wystawił dłoń, w której zaraz... znalazła się dziewczyna. Wyglądała równie dumnie, miała w sobie dalej to charakterystyczne piękno - była czarną kosą z zielonym, zakrzywionym ostrzem. Gdy tylko poczuł, że zmaterializowała się całkowicie, chwycił ją mocno i kilkoma ruchami wykręcał w dłoniach i wokół swojego ciała. Stracił jednak na moment równowagę, chociaż się nie przewrócił, bo zwyczajnie przystanął. Ona... nieco go parzyła w dłonie. Odrobinę. Oczyść myśli, głupku. Skup się. Dopasuj długość fali swojej duszy... poczuj jej duszę...
Wypuścił powietrze głośno. Gorąc płynący ze stali w jego dłoniach zniknął. Blondyn był teraz tak szczęśliwy, że prawie ją upuścił.
- Tak! Działa! - zawołał wesoło, chwytając ją mocniej. - Wreszcie! Udało mi się z Tobą zsynchronizować!
Śmiał się głośno - śmiał i wywijał nią na wszystkie strony. Przekładał ją w rękach, obracał za plecami, ciął powietrze... aż uciął fragment jakiejś roślinki. Wooooops.
Oparł kosę o ziemię. Czuł jej duszę obok swojej, powoli pulsującą, równo z jego własną. Oddychał dosyć szybko, choć opanowywał swój oddech.
- Lepiej niż myślałem, wiesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 5:54 pm

Czuła się dosyć niepewnie. Jednak w oczach chłopaka widzała, że wszystko jest tak jak być powinno. W tej postaci czuła się o wiele lżejsza i czuła, że ma więcej możliwości niż przed chwilą. Na początku potwornie stresowała się tym jak to wyjdzie, czy się uda. Jednak gdy ich dusze się połączyły, poczuła radość przepełniającą jej duszę. Nagle czuła, że jest w stanie zrobić wszystko. Jednakże emocje udzieliły jej się nawet zbyt mocno. Poczuła, że zaczyna tracić kontrolę nad sobą. Starała się skupić ale czuła, że już za późno. Odsunęła się od chłopaka szybkim ruchem po czym wróciła z powrotem do swojej postaci. Spojrzała na niego ze szczerym uśmiechem i zanim zdążyła pomyśleć rzuciła się na niego przytulając go. Gdy jednak zorientowała się co zrobiła odsunęła się od niego szybkim ruchem, czując wpływający rumieniec na twarzy.
-naprawdę się udało.. -spojrzała na niego z nadzieją. Rozejrzała się po pokoju oceniając straty, które wyrządził chłopak wymachując nią dookoła. Spojrzała na roślinkę, która ucierpiała ale poza nią wszystko wyglądała na nienaruszone.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 7:10 pm

Sukces! Wreszcie chłopak czuł swoją użyteczność! Nie był tak bezradny, odzyskał swoje umiejętności i co najważniejsze - nadzieję. Gdy byli połączeni, przez jego duszę przepłynęło takie ciepło - poczucie przepełniającej radości, siły, pewna tęsknota, więź... W głębi serca pragnął, żeby to przeżycie nie było jednorazowe. Ciekawe, czy ona mogła to poczuć... I ciekawe, czy czuła to, co on teraz...
Gdy wróciła do swojej ludzkiej postaci i powitała go szczerym uśmiechem, on rozmarzył się jeszcze bardziej. Objął ją mocno, szczęśliwy jak nigdy, jednak ona zaraz się odsunęła z rumieńcem. Brytyjczyk zaśmiał się radośnie, patrząc prosto w jej hipnotyzujące, złote oczka.
- Nie wiem jak to możliwe... Ale udało nam się! A przecież nie mogłem...! - blondyn dalej nie dowierzał - To wszystko dzięki Tobie. Nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczny! - zaśmiał się radośnie i chciał ją objąć, jednak poczuł drażniący ból. To jego dłonie - nie miał na sobie rękawiczek, a na początku ich dusze ze sobą nie współgrały, przez co doznał nieznacznych oparzeń. Podszedł szybkim krokiem do zlewu i oblał je niezbyt zimną wodą - to był najlepszy sposób.
- To nic. Warto było. - dodał jeszcze, uśmiechając się do niej. Bywało gorzej! Mógł zrobić sobie coś jak tej roślince, wtedy byłoby dużo gorzej. No i... dziewczyna byłaby mniej zadowolona.
- Co by nie mówić... Bardzo elegancka z Ciebie kosa. I to zakrzywienie wydaje się całkiem przydatne! Ale ta dusza... - westchnął, jakby nieco rozmarzony. - Taka silna i dumna, chociaż tak... delikatna i wrażliwa. Piękna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 9:03 pm

Dziewczyna czuła się szczęśliwa, że wszystko przebiegło po jej myśli. Naprawdę się obawiała ale przemiana przeskoczyła jej oczekiwania. To co się między innymi wydarzyło było.. inne. To połączenie.. nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuła. Połączenie między ich duszami było takie delikatne, przyjemne.. w porównaniu z jej wcześniejszym połączeniem.. tamto było szorstkie i chociaż było pewne i stałe nie mogło nawet w kawałku dorównać temu co czuła po połączeniu z blondynem. Tak jakby całością i wszystko było na swoim miejscu. Czuła bezpieczeństwo.
-To nie moja tylko nasza zasługa. -uśmiechnęła się do niego patrząc na niego szczęśliwa. Widząc jednak jego dłonie szybko do niego podbiegła łapiąc je ostrożnie gdy już wyjął je spod wody.
-Przepraszam.. to moja wina. -spojrzała na niego zatroskana. - poczekaj.. opatrzę je. -powiedziała podchodząc do swojej walizki i wyjmując z niej apteczkę. Z niej wyjęła maść na poparzenia. Dostała tę maść niedawno. Była ręcznie robiona i działała rewelacyjnie na  poparzenia. Jej babcia świetnie znała się na takich rzeczach.
-To powinno pomóc. -powiedziała wskazując głową maść. Złapała ostrożnie jego dłonie i spojrzała na obrażenia, które mu zadała. Na jej twarzy pojawił się lekki grymas, nie chciała go skrzywdzić i to wywołało u niej lekki smutek. Nie wiedzieć czemu odruchowo pochyliła się i złożyła na wewnętrznych stronach jego dłoni pojedyncze pocałunki. Zarumieniła się zdając sobie sprawę z tego co zrobiła. Zrobiła to dlatego, z przyzwyczajenia. Zawsze gdy opatrywała młodszego brata składała pocałunek na ranie. Westchnęła cicho. Odkręciła wieczko pudełka z maścią i nabrała jej odrobinę na palec. Opuszkami palców rozsmarowała delikatnie maść na dłoniach blondyna.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 10:21 pm

- Ja nie mogłem wcześniej połączyć się ani razu. Tylko raz mi się to udało - w momencie zagrożenia życia i mojego, i bliskich. To na pewno była w większości twoja zasługa! - zapewnił ją zdecydowanym tonem. Gdy tylko zbliżyła się do jego dłoni zaczął coś mówić, że sam sobie poradzi, że to nie jej wina, że to on próbował zbyt mocno, jednak nic to nie dawało - zatroskana dziewczyna postanowiła go opatrzeć. Nie chciał się kłócić, więc podszedł do niej, by posmarowała mu dłonie ową maścią. Nie chciał oglądać jej smutnej twarzy i już chciał powtórzyć, że to nic takiego, kiedy ona... ucałowała jego dłonie. Marcus był naprawdę zaskoczony, chociaż nie sprzeciwił się ani nie zapytał o powód. Po chwili jednak uśmiechnął się nieznacznie, widząc jej rumieniec.
- Taka troska... Jak ja Ci się za to wszystko odwdzięczę? - zapytał, patrząc jej w oczy. To zmartwienie w jej oczach prawie łamało mu serce. Czuł się... trochę winny za to, że było jej przykro. Ale to przecież jemu się to stało, nie ma powodów do smutku! Wszystko z jego winy!
- Ale Tobie... nic się nie stało, prawda? - dopytał się jeszcze, czy przypadkiem jej jakoś nie zranił. Nie wiedział, co ona odczuwała w czasie tego połączenia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 10:49 pm

Uśmiechnęła się do niego szeroko. Trochę zaskoczyło ją to co powiedział chłopak. Ona poniekąd też nie mogła się z nikim wcześniej połączyć a teraz..  to co się stało cieszyło ją podwójnie.
-Być może tak właśnie miało być. -tak, chociaż jej rodzina mocno stąpała po ziemi to ona nauczyła się w stanach wierzyć w przeznaczenie i los. Być może tak właśnie tak miało się to potoczyć. O ile wcześniej miała wątpliwości czy przyjazd do tej szkoły był właściwą decyzją tak teraz niczego nie żałowała. Widząc jego uśmiech poczuła się nieco pewniej. Podrapała się w tył głowy lekko zakłopotana.
-To drobiazg.. -powiedziała cicho. Dla niej było to normalnym stanem rzeczy. Prawdopodobnie była trochę zbyt naiwna i ufna ale czemu w sumie miałaby nie ufać mu? Ich połączenie wszystko jasno pokazało. Słysząc jego pytanie zastanowiła się. Przyjrzała się sobie. Jedyne co czuła to podwyższoną temperaturę ale to nie wpływało na nią aż tak mocno. Prawdopodobnie jej temperatura mogła skoćzyć o kilka stopni ale nie bylo to nic groźnego. Uśmiechnęła się do niego uspokajająco.
-Nic mi nie jest. -odpowiedziała.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Czw Lip 02, 2015 11:42 pm

- Być może to właśnie tak miało być... - powtórzył za nią, jakby właśnie coś sobie uświadomił. - I to nie jest drobiazg. Powiedz... masz już jakiegoś władającego na oku? - zapytał zaraz, jakby pośpiesznie. On już wiedział, że to jej poszukiwał cały ten czas. Poczuł dodatkowy zastrzyk motywacji na myśl, że ktoś taki jak ona będzie mu towarzyszyć w dalszej karierze... w dalszym życiu... Hola hola, uspokój się pan. Dopiero co poznałeś tego anioła. Ona też ma tutaj prawo głosu! Może ma innego władającego na oku, tylko nie chciała na wejściu o tym wspominać? Może był jakiś, z którym zsynchronizowała się bez problemu? Grrr, za dużo myślisz.
- Całe szczęście. Już się bałem, że mogła Ci się stać jakaś krzywda... przeze mnie. - westchnął przeciągle, jednak z lekką ulgą. Czuł do niej pewne przywiązanie... i pewną odpowiedzialność za to, co zrobił.
Gdy skończyła nakładać mu maść, dłonie chłopaka już nie paliły tak bardzo. Przydałby się może jakiś bandaż, co? Wierzył, że dziewczyna także ma go ze sobą - skoro miała ze sobą apteczkę, to musi mieć i to! Obawiał się trochę, że przez to nie będzie mógł trenować czy grać na instrumentach przez jakiś czas... ale przecież to Marcus. On następnego dnia zdejmie bandaże lub je ponacina, żeby sobie umożliwić to, czego nie mógł z nimi. Pomnicie moje słowa!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Pią Lip 03, 2015 10:54 am

Dziewczyna wiedziała do czego zmierza chłopak. To była poważna decyzja. Ale.. przecież chłopak był pierwszą osobą z którą udało jej się idealnie przemienić i połączyć tak tak szybko. No i czuła do chłopaka sympatię, był miły i przyjazny. Spojrzała na niego zastanawiając się jeszcze chwilę.
- Nie mam.. i jeśli Ty też nie masz nikogo na oku.. mogłabym zostać Twoją bronią? -spytała spoglądając na niego lekko nieśmiało. W międzyczasie wyjęła z walizki bandaże, żeby jakoś odwrócić swoją uwagę od tego lekko niezręcznego pytania. Podeszła do niego z bandażami i zaczęła opatrywać jego dłonie. Gdy były już w pełni opatrzone odłożyła wszystkie rzeczy z powrotem do apteczki a apteczkę do walizki. Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
-Naprawdę nic mi nie jest. -zapewniła go. Przyłożyła sobie szybko dłoń do czoła ale czuła, że temperatura już jej spada. Przez tę całą przemianę aż zgłodniała. Podeszła do kuchni a gdy znalazła jakieś owoce leżące w misce wzięła sobie jedno jabłko. Miała nadzieję, że właściciel tych owoców nie obrazi się za pożyczenie jednego. Umyła jabłko pod zlewem po czym przetarła je suchą ścierką i wzięła gryza. Następnie stanęła niedaleko opierając się o kanapę, która stała obok. Musiała przyznać, że całkowity wystrój prezentował się całkiem nieźle i nawet przyjemnie. Jak na akademiki to były tu dosyć wysokie standardy.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 35
Data dołączenia : 01/06/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Pią Lip 03, 2015 4:39 pm

To była bardzo poważna decyzja... Tylko pod wpływem całego tego zajścia chłopak był przekonany, że to ona jest jego jedyną nadzieją na dalszą walkę ze złem i rozwój wewnętrzny...
Zadała to pytanie, zanim on zdążył je z siebie wydusić. Ona naprawdę chciała być jego partnerką! Był zszokowany jak łatwo udało mu się znaleźć kogoś, kto da mu nadzieję... i siłę do walki. Na dodatek ona była taka urocza... Jej zachowanie po prostu topiło mu serce. Widział też lekkie zakłopotanie na jej twarzy, kiedy zadała mu to pytanie. To przecież nie było coś, o co pyta się codziennie. Takie pytanie zadaje się... praktycznie raz w życiu.
- Chciałem właśnie zadać to pytanie! - zaśmiał się wesoło, jednak zaraz udał poważną minę i ukłonił się przed nią - Będzie to dla mnie największym zaszczytem, jaki możesz mi uczynić.
Był naprawdę szczęśliwy z ich decyzji. Miał wreszcie porządnego partnera, którego dusza potrafiła z jego własną zdziałać cuda.
Opatrzyła mu do końca dłonie i postanowiła coś zjeść. Chłopak jednak nie był głodny, więc założył torbę na ramię i spojrzał na swoją nową partnerkę.
- To skoro jesteś tutaj pierwszy raz... To może powinienem Cię po okolicy oprowadzić? Masz już przydzielone mieszkanie? - zapytał. On wprowadził się jakoś niedawno, przez co mieszka sam. Ona pewnie albo zamieszkałaby z jakąś przydzieloną dziewczyną z ich rangi, albo samotnie. Szczerze mówiąc, to trochę nad tym ubolewał. Tak czy inaczej, będą mieli teraz sporo czasu, żeby się bliżej poznać i opanować pracę w zespole. Tak przynajmniej myślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t516-marcus-the-swift-and-lightsome
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   Nie Lip 05, 2015 6:38 pm

Czuła niepewność wiszącą w powietrzu gdy zadała to pytanie. Chociaż wydawało jej się, że chłopak był zainteresowany, to nie miała pewności czy to nie jest tylko jej własna wyobraźnia. No bo przecież mogła się pomylić co do jego intencji a on mógł pytać tylko z czystej ciekawości. Jednak gdy usłyszała jego odpowiedź na jej twarzy pojawił się ulgi.
-Naprawdę? -spojrzała na niego zaskoczona. Zarumieniona uśmiechnęła się lekko po czym dygnęła przed nim niczym królewna.
-w takim razie niezmiernie się cieszę. -dodała szczęśliwa. Teraz wiedziała, że o pewne rzeczy już nie będzie się musiała martwić. Kto by pomyślał, ale jej największym zmartwieniem było czy będzie w stanie znaleźć tu partnera. Słysząc jego pytanie zastanowiła się chwilę po czym pokiwała głową.
-Z chęcią. - Wiadomo, z jej umiejętnościami gubienia się z łatwością, oprowadzenie byłoby świetnym pomysłem. Ochoczo więc przystała na jego propozycję.
-Chyba jeszcze nie. Znaczy.. miałam się wybrać po klucz do pokoju ale jeszcze nie zdążyłam. -odparła. W sumie nie zastanawiała się jeszcze nad tym. Sądziła, że weźmie pewnie ten pokój, który zostanie jej przydzielony.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Kuchnia i pokój wspólny   

Powrót do góry Go down
 
Kuchnia i pokój wspólny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój Wspólny
» Pokój Wspólny Slytherinu
» Pokój Wspólny
» Pokój Wspólny Hufflepuffu
» Pokój Wspólny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Akademiki-