IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sayuri wraca na salony~!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nowy
Posty : 1
Data dołączenia : 23/04/2015

PisanieTemat: Sayuri wraca na salony~!   Czw Kwi 23, 2015 1:49 am

Czarna lilia.



Sayuri Yamanaka 20 władający Japonia

Charakter

Panie i panowie, radzę usiąść wygodnie i spodziewać się dziwnej mieszaniny cech charakteru jakie posiada Sayuri. Jest to wyjątkowe, gdyż  spotkacie tutaj nawet rozbieżności porównywalne z co najmniej biegunami ziemskimi. Potrafi być słodka jak szczeniaczek, ale jeśli traficie na czas, w którym jest w tak zwanym dole emocjonalnym, to wyjdzie z niej niezłe ziółko. (Bo to złaaa kobieta była). Jednak większość czasu jest po prostu apatyczna do świata. Mówisz coś, a ona cię ignoruje, albo w ogóle nie zauważy twojego istnienia. Tak już jest zaprogramowana i tego nie zmieni. Jednak są rzeczy, które robi dobrze. Na przykład, jeśli już zdarzy jej się słuchać, to wtedy jest mega uważna. Naprawdę jest w stanie nawet doradzić, jak ci się poszczęści wystarczająco. Paradoksalna istota. Słucha i nie słucha. A to tylko początek wyliczanki jaką ci zarzuci. Potrafi się rozgadać, ale potrafi też siedzieć cicho i nie odezwać się przez tydzień. Patrzy na wygląd i jest materialistką, oczywiście większość ludzi tak ma, ale ona nie boi się tego otwarcie przyznać. Lubi poniekąd swój wzrost, ponieważ tak większość chłopaków umie sprostać jej wymaganiom. A ma jedno. Musi być wyższy. Coś, co bardzo preferuje, ale zazwyczaj chowa to za dość głupim zachowaniem. Nie lubi okazywać słabości, wręcz nienawidzi. Uważa, że jeśli ktoś to robi, to znaczy, że jest głupi i tyle. Ludzie potrafią wyczuć te wszystkie złe cechy i ugodzić w nie. Przeszłość ją tego nauczyła. Nie cofną się przed niczym, by cię zniszczyć. Dlatego musi być gotowa, by w razie czego zniszczyć ich pierwsza. Jeśli zaistnieje taka konieczność – zabije bez żadnych skrupułów. I tu następuje kolejny z przeciwieństw jej charakteru. Po tym jak uciekła z mafii, wzięły ją wyrzuty sumienia za wszystkich ludzi, których do tej pory pozbawiła życia. Nie wie czemu tak się stało, ale nie chce tego, więc stara się ich pozbyć. W wolnym czasie medytuje, co w tym lekko pomaga, a poza tym świetnie odpręża.


Aparycja

Dobra, a więc zacznijmy od tego, że to małe coś, na pewno nie wygląda na swój wiek. Przy zaledwie stu pięćdziesięciu trzech centymetrach wzrostu, wydaje się naprawdę bezbronną osobą. Co do wagi, jest poprawna, ponieważ skaluje się w granicach czterdziestu pięciu – czterdziestu siedmiu kilogramów. Nie uważa, że jest to za dużo, ale też nie ma wrażenia, że jest za mało. Zresztą jaka kobieta kiedykolwiek by stwierdziła, że na wadze pokazuje się za mało? To jest prawie pewne, że takich na świecie niestety brakuje. Sayuri nie narzeka na to jak wygląda. Uważa, że jest w pełni proporcjonalna i ma wszystko na swoim miejscu, a szczególnie jeśli chodzi o kobiece walory. Piersi, które nie wydają się za duże, ale nie przypominają płaskiej dechy. Są po prostu ładnie odznaczone i jędrne. Idąc dalej w dół mamy lekkie wcięcie w talii, tu przyzna, mogłoby być bardziej widoczne, ale na obecny stan nie ośmieli się zamarudzić. Naprawdę tak było dobrze. Nogi ma dziwnie długie w porównania do reszty ciała, ale to akurat jej się najbardziej podoba w sobie. Nie zamieniłaby tego nawet na sławetne 75D w innej części. Jej oczy mają kolor późno wrześniowego wrzosu. Taki ciemny niebieski wpadający we fiolet. Pod wieloma względami jest to dziwne, jednak najczęściej ludzie nieokrzesani określają go jako zwykły granat. Ignoranci i prostacy. Włosy Sayuri są w tym momencie krótkie i mają odcień ciemnego różu. Naprawdę bardzo ciemnego. Tylko znawca kolorów stwierdzi, że mają w sobie coś z tej barwy. Reszta powie, że są po prostu fioletowe. Farbowane oczywiście, ponieważ jej naturalnym kolorem jest blond. Co do garderoby dziewczyny, to w większości są to sukienki. Wręcz ubóstwia w nich chodzić, a spodnie zakłada okazjonalnie. Zazwyczaj są to rozkloszowane u dołu spódnice obszyte koronkami. Dziwny strój podkreślają wysokie oraz dość ciężkie buty. W takim zestawie zobaczycie ją zdecydowanie najczęściej, ponieważ lubi nosić to w czym jej jest wygodnie. Nie przejmuje się tym, że wygląda dziwnie.


Historia

Myślicie, że wiecie najwięcej? Że macie cały świat w zasięgu ręki? Że dacie radę zrobić wszystko? No cóż. Też tak myślałam. A potem zderzyłam się z wielką ścianą, która nosi prostą nazwę. Życie. Nic nie było takie łatwe jak z początku. Czasem wpakujesz się w coś i jest dobrze, a potem okazuje się największym błędem twojej dotychczasowej egzystencji. A gdzie zaczyna się prawdziwy problem? On ma swój początek w chwili, gdy zagrożone jest twoje życie. Z powodu głupiej lekkomyślności potrafisz wziąć się w garść. Jedna osoba jest w stanie zmienić twoją przyszłość. Ale... Może wróćmy do początku tego całego burdelu?

*~*
This is butterfly, so I can spread my wings in hell
*~*

Młoda kobieta stała przed lustrem w małym, niemalże pustym pokoju. Niewiele tutaj moglibyście znaleźć. Ot, łóżko, szafa i krzesełko. Na małym metrażu więcej by się nie zmieściło, a koniec końców całość nie tworzyła wrażenia zagracenia. Szkło zostało wczepione w drzwi do pomieszczenia, które teraz były zamknięte na klucz. Nie wiadomo co mogło przyjść do głowy jej niezrównoważonym psychicznie lokatorom, a ona nie miała siły się z nimi użerać. Nie lubiła tego co oni, różnili się, więc często była ich genialnym zapychaniem nudy między akcjami.  A cóż sama mogła poradzić? Ano nic. Nawet palcem tknąć nie mogła, bo odpowiedziałaby przed samym Obunem za zdradę organizacji. Westchnęła i ostatni raz rzuciła okiem na tatuaż, zajmujący praktycznie całą powierzchnie jej pleców. Wielki, niebieski motyl rozciągał swoje piękne skrzydła aż do wątłych ramion. Pierwszy z wielu jakie miała posiąść w swoim życiu. Bolesny proces jakiemu zostaje poddany każdy. Okrutna forma tatuowania. Coś jej się przekręcało w żołądku, gdy myślała o kolejnych razach jakie miały nadejść. Jednak największy miała już za sobą. Zawsze, gdy na niego patrzyła, naprawdę wierzyła w swoje uczynki. Wierzyła w cel jaki im przyświecał, mimo że tak naprawdę nie było jednego konkretnego. Bardzo dziwne, prawda? Patrzeć na coś, co nie istnieje. Oddawać temu ulotne chwile. Robić naprawdę ohydne rzeczy i… czerpać z tego zyski, a czasem nawet i coś na kształt radości. Ale na szczęście lubi nie, mało razy odczuła przyjemność z tego co robi. Zazwyczaj widziała to jako przykry obowiązek. Tylko tym dla niej było uczestnictwo w mafijnym życiu. Nierzadko też zabijaniem ludzi. Dobre czyny usprawiedliwiaj złymi.
- No cóż, chociaż nieźle płacą – zamruczała do siebie i narzuciła na nagą sylwetkę białą koszulę. Robiło się ciemno, a ona miała robotę do wykonania. Podobno jak już raz wejdziesz do piekła to już nigdy się z niego nie wydostaniesz. A może to nie było piekło? Tylko inny wymiar, w który wpadła? – To już jest dziwne – stwierdziła, słuchając swoich własnych myśli. Czemu tak nagle zaczęła się zastanawiać nad tym wszystkim? Nie miała bladego pojęcia, ale niestety coraz częściej jej się to zdarzało. Dlaczego człowieczeństwo zaczęło się w niej odzywać? Kobieta kolejny już raz westchnęła i przymknęła powieki. Gorąco. W jej pokoju panował zaduch. Japoński klimat o tej porze roku był nie do zniesienia. A przynajmniej tak sądziła, spoglądając na załadowany pistolet, leżący po środku łóżka. Czarny, idealnie wpasowany w jej drobną dłoń. Narzędzie, które nie niosło za sobą nic dobrego. I zaraz miała go użyć. W swoje urodziny. – Wszystkiego najlepszego. Sayuri.

*~*
This is Sayuri. Little black lilly.
*~*

- Słucham? Mam się zajmować nowym? – oszołomiona dziewczyna stała, wgapiając swoje fiołkowe oczy w mężczyznę przed nią. Koło niej stał jakiś człowiek. Młody. Nastolatek. Miał może piętnaście lat. Mimo wysokiego wzrostu dziewczyna widziała w jego oczach radosne błyski, oznaczające jedno, miał w sobie duszę. Na pierwszy rzut oka widać było, że koleś zwyczajnie nie pasował do okrutnego świata jakim była Yakuza. Aż żal jej się go nawet zrobiło. Ubolewała wewnętrznie nad jego losem. Skończy tak jak ona, albo może gorzej? Ona była kobietą, wiadomo, że w mafii rzadko patrzyli na płeć, aczkolwiek czasem udawało się coś przepchnąć zatrzepotaniem rzęs. Mężczyźni są tacy sami, nieważne co robią i gdzie żyją. – Jesteś pewny na co tak właściwie się piszesz? – spytała cierpko, próbując nie nawiązywać kontaktu wzrokowego. Jednak nie udało jej się to, bo chłopak definitywnie go pożądał. Gdy już do niego doszło, starała się przybrać najbardziej zimne spojrzenie na jakie było ją stać. Chłodne, wyrażające już nie samą nienawiść, a zwyczajny brak zainteresowania. Jednak na nim nie zrobiło to wrażenia. Posłał jej uśmiech. Zwyczajny, a tknął ją w jakiś sposób. Zaciekawił. Czy on wiedział co właściwie będzie tutaj robił? Przeszło jej przez myśl i zmarszczyła czoło lekko.
- Mogę cię nazywać mała? Bo jesteś taka urocza! – To były pierwsze słowa, jakie do niej wypowiedział. Właśnie one wyprowadziły z równowagi dziewczę. W jednej chwili nieznajomy leżał przyciśnięty do ziemi. Ciało Sayuri zareagowało samo, ze złości. Nie wiedziała co odpowiedzieć, słysząc to „wyznanie”, więc jej mózg sam podyktował odruch. Miała co do tego mieszane uczucia, ale skoro już się to stało, to musiała ciągnąć dalej. Młody musiał znać swoje miejsce. Powiedziała sobie, że robi to ze współczucia. Bo jeśli nie ona, to ktoś inny, a tak, miał przejść inicjacje w miarę bezboleśnie. No może z chwilowym zniszczeniem dumy.
- Zapamiętaj sobie jedno. Ja jestem szefem, a ty jesteś podwładnym. Gdy ja coś mówię, masz to robić. A więc nie, nie możesz mnie tak nazywać. A teraz chce mi się pić. Przynieś mi kawy. Najlepiej z kawiarni, która znajduje się na rogu ulicy. Masz na to kwadrans – powiedziała i wstała z niego. W międzyczasie koleś, który podrzucił jej tego przybłędę zniknął. Nie zarejestrowała nawet w którym momencie to zrobił. Nie interesowało jej to. Poczuła, że nawet może mieć trochę zabawy. – I jeszcze jedno – dodała, łapiąc go za łokieć, gdy ten kierował się do wyjścia. – Imię – dodała po chwili ciszy i zlustrowała go przenikliwym spojrzeniem.
- Haruka, maleństwo! – Kobieta już miała ochotę z powrotem przyszpilić go do ziemi, ale nowo poznany okazał się szybszy,  bo odskoczył. – Zabroniłaś mówić mała, o maleństwie mowy nie było. A ja mam w zanadrzu jeszcze więcej zdrobnień. – zaśmiał się i wybiegł z pokoju. Kolejny odcisk powracającego człowieczeństwa odcisnął się na Sayurze w postaci lekkiego rumieńca, okalającego blade policzki. Serce zabiło ciut szybciej i już nie zdołała się na pogoń za uciekinierem. Miała tylko nadzieję, ze chociaż kawę przyniesie jej dobrą.

*~*
This is Haruka. Big white cat.
*~*

- Hej, malutka, czy mamy jeszcze dużo do zrobienia na dzisiaj? – Sayuri westchnęła, próbując nie wybuchnąć mentalnie i przypadkiem nie zepsuć komuś pięknie poukładanej twarzyczki. Odliczyła w myślach do trzech, potem do piętnastu, a następnie jeszcze zaliczyła kolejną dziesiątkę. Wtedy dopiero spojrzała w górę na Harukę i ten jego uśmieszek. Nie lubiła go. Ale chociaż przydawał się w robocie. Dziewczyna starała się go chronić przed okropniejszymi rzeczami, więc zawsze zostawiała go z dala od epicentrum wykonywanego zlecenia. Ostatnio miała zebrać jakiś haracz, jednak nawet nie mogła zdobyć się na to, żeby posłać tam młodszego od siebie nastolatka. Sama zaczynała w tym samym wieku i po prostu nie dała rady wpakować w to samo inną osoby. Tak niewinnej, nieświadomej, coś ją blokowało.
- Rozejrzyj się. Co widzisz? – stanęła nagle i przemówiła cicho. Znajdowali się w jednej z bardziej zaludnionych o tej porze ulic miasta. Wokół nich znajdowała się przytłaczająca ilość ludzi, banerów reklamowych i innych męczących rzeczy.
- Hmmm, widzę ładną kobietę obok. – Na te słowa Sayuri przewróciła oczami. Ten chłopak czasem zadziwiał ją swoim intelektem i pomysłami z kosmosu. Jednak nie mogła powiedzieć, że nie czuła się dowartościowana ilością komplementów jakie dostawała od niego.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi… - zaczęła i urwała, ale tylko na chwilę, nie dając dojść do głosu Haruce. – Te wszystkie sklepy, korporacje, ludzie, nawet targ na rynku przed nami! – znów zrobiła sobie przerwę, starając się dobrze ubrać w słowa swoje myśli. – To wszystko jest powiązane z mafią. Jest na każdym kroku twojego życia. Niezauważalnie przemyka przez nie i próbuje kontrolować. Ba, w większości aspektów jesteś kontrolowany. Jednak jest to nieświadome poddanie się. Naprawdę chcesz wpakować się w tę świadomość? Chciałam cię tylko upewnić, że będąc w organizacji nie zaczniesz pociągać za sznurki. Wtedy odczujesz dosadnie to jaką marionetką sam jesteś. – frustracja w niej wzbierała z każdą minutą coraz silniej. Tak. Miała zamiar mu wygarnąć, że się w to miesza. Ona sama nigdy nie zdobyła się na to, żeby z własnej woli to zrobić. Nienawidziła go za to. Miał wybór i robił źle. A przecież dziewczyna chciała g chronić. Tyle słów, które miała na samym końcu języka,  i które nie opuściły jej ust. Utkwiły w jej gardle, tak jak ona sama w błędnym kole.
- Myślisz, że robię to dla władzy? – zmrużył oczy, a uśmiech spełzł z jego twarzy. Sayuri nie pamiętała, żeby kiedykolwiek widziała go bez niego, a znali się już całe trzy miesiące. Haruka nadal nie był pełnym członkiem Yakuzy, ale lada dzień miał nim zostać. To oznaczało absolutny koniec wszystkich starań jakich dopuściła się dziewczyna by odpędzić chłopaka od tego szalonego pomysłu. – Mała… nie, nie robię tego dla władzy. Nie dowiesz się czemu to robię. Jeszcze nie teraz, ale już niedługo! – zapewnił, a mała chmura jaka zawisła nad nimi rozmyła się, sprawiając kolejny radosny uśmieszek. Nic jej już nie pozostało. Mogła tylko czekać na koniec ich obojga.

*~*
This is the beginning…
*~*

Kolejnych kilka miesięcy upłynęło im na wykonywaniu robót. Minął też pierwszy szok Haruki na widok trupa. Sayuri naprawdę nie mogła przeżyć, że nie udało jej się odwieść chłopaka od tej nieuniknionej chwili. Sama prawdopodobnie bardziej to przeżyła niż on. Ale oboje dali radę. Zbliżyli się też do siebie. Życie toczyło się na spokojnie. Jednak im dalej kobieta brnęła w swoje piekło, stwierdzała, że zaczyna coraz częściej odwracać się za siebie. Widziała wtedy czarną pustkę okraszoną jeszcze większą ilością czerni. Zazwyczaj w takich momentach uciekała z własnego pokoju i kierowała się w stronę małego, zapuszczonego mieszkania swojego podwładnego i zostawała tam kilka godzin. Oczywiście wymyślała sobie różne preteksty, czasem lepsze, czasem nieco gorsze. („Stłukłam szklankę i nie miałam drugiej, więc przyszłam”) Właśnie podczas jednego z takich wypadów dziewczyna natknęła się na coś ciekawego. Otóż w chwili, gdy Haruka poszedł po kawę dla niej, postanowiła sobie poszperać po tym bałaganie, może coś posprzątać. Jej pedantyczna natura zawsze uaktywniała się w tym miejscu, nie wiedzieć czemu. Znalazła album ze zdjęciami. Zastanowiło ją to, bo większość członków mafii nie ma rodziny. Właściwie pakowanie się w coś takiego i posiadanie bliskich było jak wyrok śmierci dla nich. Przecież jeden jego fałszywy ruch i oni wszyscy mogli zginąć. A skoro Sayuri o tym wiedziała, nie mogła w razie czego kłamać szefom. Skazałoby ją to na rzeczy o wiele gorsze niż śmierć.
- Widzę, że mały wścibski kwiatuszek dorwał się do całkiem niepotrzebnych rzeczy. – Zimne zdanie przerwało jej gorączkowe rozmyślania nad tym co właściwie ma robić z tą wiedzą. Odwróciła się blada jak ściana, z otwartą książką w dłoniach.
- Błagam cię, powiedz, że to nie twoja… - powiedziała cicho, głos jej się prawie łamał, nie chciała wierzyć, że ktoś z tak pokaźnym zapleczem bliskich mógłby zrobić coś takiego.
- Rodzina? Tak, moja. Przypatrz się zdjęciom dobrze. Może coś zauważysz? – ton jakiego używał Haruka trochę stopniał, jednak kobieta nadal czuła ciarki, przechodzące po jej ciele. Przypatrzeć się? Przeniosła wzrok z chłopaka z powrotem na album, zastanawiała się czego ma szukać, ale w tym momencie na ziemię spadła kartka. Kartka, na której widniała data. Nie byłoby w tym nic dziwnego, tylko to była jej data urodzenia. Czarnym, wąskim pismem zapisana na odwrocie zdjęcia. Drżącą ręką przewróciła fotografię, mając nadzieję, że nie zobaczy tam tego, czego nie chce. Jednak życie jej nie posłuchało. Widniała tam. Roześmiana stała obok młodzieńca, łudząco przypominającego Harukę. Ale przecież to nie mógł być on.
- Nie no, to się nie dzieje naprawdę – szepnęła i jak zahipnotyzowana wgapiała się tępo w obrazek szczęśliwej… rodziny? Przed chwilą nie miała na świecie nikogo, a teraz nagle okazuje się, że jednak ktoś jest?
- Już wtedy byłem od ciebie wyższy, siostrzyczko – zaśmiał się, a ona posłała mu tylko piorunujący wzrok. Czemu on wszystko brał z taką lekkością? Czy ktoś o tym wiedział? Czy po to dołączył do tej cholernej mafii? To wszystko z jej powodu? W jej głowie kłębiło się bardzo dużo pytań, ale wszystko skupiło się wokół jednej myśli. Okłamywał ją. Przez długi czas żył obok, bezczelnie nie mówiąc jej w twarz prawdy. Mijał się z nią i miał gdzieś jej uczucia.
- Ja chyba pójdę – powiedziała i oddała mu album. Nie miała ochoty zostawać z nim w jednym pomieszczeniu ani chwili dłużej, to wszystko zbyt przytłoczyło jej ramiona. Wracając do domu miała wrażenie, że jest pusta w środku. I że jej człowieczeństwo, które tak bardzo chciała odzyskać zniknęło. Może to i dobrze? Lepsze to niż złość wyrządzona uczuciem zdrady.

*~*
Really? Beginning?
*~*

Cisza. Stukot serca, panicznie rzucającego się po klatce piersiowej. Sześcioletnia wówczas dziewczynka nie wiedziała gdzie się znajduje. Czuła więzy, jakie pętały jej nadgarstki. Czuła knebel, jakimi miała zatkane usta. Nie widziała nic przez opaskę na oczach. Bała się. Najgorsze momenty jej życia właśnie się rozpoczynały. Co pamiętała jako ostatnie? Pożar. Płomienie. Dusiła się w swoim łóżku, a potem… nie pamiętała. Ktoś wszedł do jej pokoju i ją zabrał. Uratował jej życie? A może zrobił to specjalnie mając zamiar ją zabić? Drżała na całym ciele, po chwili domyśliła się gdzie jest. To nie ona drżała. To wszystko wokół niej drgało. Ciszę przerwał odgłos silnika. Wiedziała. Auto tatusia tak brzmiało gdy jazda się zaczynała. Jest w samochodzie. Jedzie. Ale gdzie? Będzie tam ciepło? Będzie tam mamusia? A co z braciszkiem? Haru-chan, pomóż mi pomyślała cicho i poruszyła się niespokojnie na małym metrażu miejsca. Starała się nie płakać. Duże dziewczynki nie powinny tego robić. Może to tylko żart? I zaraz ją stąd wypuszczą, krzycząc niespodzianka? Miała na to nadzieję.

Po dość długiej jeździe, podczas której wyczerpana Sayuri prawie usypiała, rześkie powietrze otrzeźwiło ją nagle. Została wyciągnięta z bagażnika. Nie odzywała się, starała się też nie trząść. Wiedziała, że to może się źle skończyć, więc zachowywała spokój. W końcu ktoś zdjął jej z twarzy opaskę. Oślepiające światło dopadło jej oczu bezlitośnie na co cicho jęknęła. Cichy zduszony dźwięk nie uszedł uwadze mężczyzny, który odpowiadał za jej porwanie.
- Bądź grzeczna, a nie stanie ci się krzywda. No… mam nadzieję przynajmniej – Jego twarz ozdobił uśmiech, ale nie jeden z tych miłych, ten był obleśny, fałszywy, pogardliwy. Nawet takie dziecko jak ona to wiedziało. Pokiwała główką ostrożnie, trzymając buzię na kłódkę. Miała nadzieję, że to jakkolwiek jej pomoże w kontaktach z człowiekiem. Jej strach rósł z każdą chwilą coraz bardziej. Zbliżała się do czegoś nieznanego. Czegoś co miało być dla niej nieprzyjemne. W tamtym miejscu również nie została długo.

Kolejne przenosiny były dość szybkie. Tym razem siedziała w aucie. Cicho i spokojnie jak mysz pod miotłą. Nie ważyła się nawet pisnąć, mimo że w głowie cały czas błagała, żeby na końcu trasy stała jej mama. Chciała do niej. Bardzo. Jednak nic takiego się nie zdarzyło. Gdy pierwsze promienie słońca zaczęły pojawiać się na horyzoncie, dojechali na miejsce. Cicha wieś. Dziewczynka została zaprowadzona prosto do małego domku. Drewniana chatka, która zauroczyła ją swoim pięknem. Nawet przez chwilę przestała się bać, jednak strach szybko zatoczył koło i wrócił się do niej. Stało się to w chwili, gdy zobaczyła mężczyznę. Był duży i miał srogi wyraz twarzy. Sayuri musiała powstrzymywać się, żeby nie próbować uciec, była na tyle mądra, że zdawała sobie sprawę z tego, że nie dałaby rady tego zrobić, a przysporzyłoby kłopotów.
- Od dzisiaj będziesz nazywać mnie tatą – Tak właśnie powiedział duży pan i podniósł ją z ziemi. – A ty będziesz nazywać się Sayuri, dobrze? – dodał z wyuczoną sztucznością, której nie było w stanie wyłapać dziecko. Pokiwała tylko główką, choć w tym momencie w jej umyśle coś zaczęło krzyczeć. Nie, nie, przestań, nie, to nie jest moje imię!
- Mała? Malutka? Maleńka?

*~*
This is the end
*~*

Młoda kobieta obudziła się, równocześnie podnosząc się do siadu. W jej pokoju słychać było tykanie zegara i jej przyśpieszony oddech. Westchnęła.
- To był tylko głupi sen. – powiedziała do siebie i już miała wracać do spania, gdy kolejny głos odezwał się w pomieszczeniu.
- To nie był sen, mała. – Haruka zeskoczył z parapetu. – Krzyczałaś, akurat przechodziłem. Stłukłem sobie szklankę… Nie miałem innej w domu. – zamruczał ze spuszczonym wzrokiem. – A w ogóle to przepraszam. Powinienem od razu zagrać w otwarte karty. Wiesz, szukałem cię długo, a kiedy już znalazłem, to spanikowałem. Nie poznałaś mnie. Znaczy nikt nigdy nie dawał mi nadziei, że poznasz. Miałaś sześć lat przecież, w chwili, gdy spłonął nasz dom. Chciałem dać ci czas, choć może po prostu chciałem dać czas samemu sobie? Nacieszyć się tobą. – Yuri stwierdziła, że wyglądał jak piesek, który nabroił i próbował przekupywać właściciela smutną miną. Czuła w sobie pustkę, a z drugiej strony cieszyła się z tych nieświadomych chwil, jakich doznała. Niektóre były naprawdę szczęśliwe.
- Zgubiłam się w tym co do mnie mówisz, ale uznaję, że przeprosiny przyjęte. – przerwała jego biedny monolog i westchnęła. – Co teraz zrobisz? Wpadłeś do mojego bagna. – dodała cicho, otulając się kocem.
- Co teraz? No cóż, miałem nadzieję cię stąd zabrać. – aż osłupiała. Naprawdę nie wiedziała co powiedzieć. Jednak w końcu wydusiła z siebie tylko
- Haruka… Ja zabijałam ludzi. Ja nie mogę teraz się wycofać i tak spokojnie z tym żyć. – zeszła z łóżka i upewniła się, że lokatorzy w jej domu śpią. – Jestem w piekle, z którego nie ma wyjścia.
- Oczywiście, że jest, udowodnię ci to. – chłopak wyciągnął z kieszeni nóż, złapał za długie włosy dziewczyny jednym sprawnym ruchem ściął je pozostawiając ją w osłupieniu. Jej chluba, duma, coś o co dbała. Zabrał jej to.  – Wcisnął jej w ręce jakąś paczkę. – Zniknij stąd mała. W liście wszystko jest wytłumaczone.

*~*
… not really.
*~*

I oto jestem. Lecę do dziwnego miejsca, które nazywa się Death City. Starając się patrzeć przyszłe dni, lepsze jutro, czy coś. Z nowym wyglądem, nową, fałszywą przeszłością. Podobno nikomu - przynajmniej na razie – nie przyjdzie do głowy mnie tam szukać. Dowiedziałam się też, że mam nie szukać kontaktu z Haruką, może to i dobrze? Nie wmieszają go w to. Zdradziłam swoich. Nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że to zrobię. To był mój czas. Na odzyskanie swojego człowieczeństwa.

A co jeśli to wszystko jest zwykłą bajką? No bo przecież czarne lilie nie istnieją naprawdę.



Ciekawostki

Jej rodzina od pokoleń zajmuje się władaniem magicznymi broniami. Znajduje się to też w liście, jaki brat jej przekazał. To właśnie wtedy, po przeczytaniu go, dowiedziała się o istnieniu takich ludzi.
W wieku sześciu lat w pożarze spłonął jej dom. Przeżyło tylko rodzeństwo.
Niedługo po wyjeździe Sayuri do Death City, jej brat "zniknął w tajemniczych okolicznościach". Sama dziewczyna tego nie podejrzewa, ale nie próbuje się też skontaktować z Haruką.
Władająca świetnie sprawuje się z bronią daleko zasięgową. Nie ma zbytniego przekonania do walki w zwarciu, więc jej unika. Za to w strzelaniu i rzucaniu nie ma sobie równych. Lata szkoleń pod okiem osób, które wciągnęły ją do organizacji zrobiły swoje.
Nienawidzi japońskiej kuchni, a kocha włoską.
Ludzie nazywali ją często czarną lilią do zadań specjalnych.
Na jej plecach znajduje się tatuaż przedstawiający motyla. W Yakuzie tatuaże to dość ważny symbol. Został stworzony niezwykle bolesną techniką tebori (手彫り). Sama dziewczyna żartuje, że skoro przeżyła powolne i okropne dziaranie, to przeżyje wszystko.
Pierwszą osobą, jaką spotkała w USA był Han.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Sayuri wraca na salony~!
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Off-top :: Nieaktywne Karty Postaci-