IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Małe zadupie na zadupiu [Dullahan]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

Gość

PisanieTemat: Małe zadupie na zadupiu [Dullahan]   Sro Kwi 08, 2015 6:13 pm

Misja dla Dullahan.
Poziom trudności: Łatwa
Cel: Znalezienie rodzinnej pamiątki.
Inne: W pierwszym poście opisz ekwipunek i ubiór.

Ostatni z klientów zakładu pogrzebowego zostawił dość dziwną karteczkę.
"Jeśli widzisz ten list, to znaczy, że już żrom mnie robale, jednak prosil mogem byś udała się do wsi Malma i zabrała stamtond coś, co należało do mojej rodziny. Będzie to mala drewniana skrzynka. Wszystko co było tam cenne, weś se."
Co do właściciela listu, nigdy nie był za bystry, ani za inteligentny. Jednak ostatnia prośba zmarłego powinna zostać spełniona, szczególnie kiedy możliwe jest zdobycie czegoś ciekawego, lub też nawet cennego.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Małe zadupie na zadupiu [Dullahan]   Sro Kwi 08, 2015 6:42 pm

Dullahan jechała na swym czarnym rumaku spokojnie w stronę miasteczka. Do tego momentu rozmyślała dlaczego miałaby spełnić prośbę nieboszczyka. Czy to dlatego, że było to zlecenie jak każde inne? A może dlatego, że jako powiernik dusz powinna spełnić prośbę? Czy dlatego właśnie zamknęła zakład pogrzebowy, osiodłała konia i wyruszyła? Pamiątka rodzinna jaką miała odzyskać była niewielką skrzynką, której zawartość mogła sobie przywłaszczyć. O ile będzie tam coś cennego, bo rzeczy pokroju zdjęć lub listów odda rodzinie nieboszczyka.
Jak już było wspomniane Yvon jechała na swym czarnym rumaku, który był w pełni osiodłany do drogi. W sakwach miał jedzenie na podróż, rozkładany namiot, 2 koce, kilka metrów liny oraz garnki i krzesiwo. Znalazła się tam też mała siekierka, by móc rozpalić ognisko będąc w podróży oraz również na wszelki wypadek zapalniczka i latarka. Przy boku również była przytwierdzona łopato-lanca Dullahan, bez której nigdzie się nie ruszała. W kieszeni natomiast miała karteczkę zmarłego oraz na oddzielnej spisane dane, które miały się znaleźć na nagrobku denata. W końcu o wiele łatwiej szuka się jeśli znamy nazwisko danej osoby i możemy wypytać. Poza tym po kieszeniach miała pochowane takie podstawowe rzeczy jak telefon komórkowy, portfel czy klucze do zakładu, notes oraz ołówek. W portfelu natomiast pieniądze, dokumenty i wizytówka zakładu. Na sobie Dullahan miała swój typowy strój, czyli białą tunikę na którą nałożona była jej czarna zbroja pełniąca raczej walory estetyczne niż jako tako protekcyjne. Jej piersi były upinane przez ten osobliwy gorset, który był elementem pancerza. Wokół szyi miała czarny, wystający kołnierzyk, a na rękach coś przypominającego rękawice rycerskie, chociaż to była skóra. Bardzo dobrze wykonana i wyprofilowana skóra, gdyż z daleka faktycznie ktoś mógłby to pomylić z metalem. Szyję miała zakrytą czarnym szalem, który kończył się na jej odcinku lędźwiowym. Na to wszystko miała jeszcze narzucony płaszcz podróżny z kapturem, tak na wypadek deszczu. Na nogach natomiast zakolanówki oraz buty podróżne z niewielkim, podkuwanym żelazem obcasem. A tak to z rzeczy, które było mniej widać to czerwona koronkowa bielizna.
Trzymała wodze Endy'iego i powoli zmierzała w stronę miejsca docelowego, a ponura aura roztaczała się wokół niej. Aura chłodna oraz przywodząca na myśl śmierć. Dullahan spojrzała przed siebie i rzekła, chyba sama do siebie - Oto przybywam do celu mej wędrówki, albowiem celem powiernika jest wypełnić ostatnią kwestię nieboszczyka - powiedziała, po czym jechała dalej, a koń zarżał. Był przyzwyczajony do mroku swej właścicielki i ta aura nie sprawiała mu problemów, jedynie ktoś nieprzyzwyczajony może czuć się nieswojo w towarzystwie młodej grabarz.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Małe zadupie na zadupiu [Dullahan]   Sro Kwi 08, 2015 7:35 pm

Wjechałaś do małej wioski usytuowanej na skarpie. Nad tobą górowały jednopiętrowe domy pomalowane kiedyś czerwoną farbą. Jednak teraz łuszczyła się ona ukazując drewniane konstrukcje domów. Nieliczne okna były popękane lub zamknięte, tak jakby miały same wypaść. W wiosce panowała głucha cisza, a przez wąskie uliczki przebiegał tylko kurz.
Idąc tak przez paręnaście metrów, które zdawały się być wycieczką przez całe miasteczko nie zauważyłaś niczego konkretnego. Możliwe, że czekało by cię sprawdzanie każdego z domów, gdyby nie wyszła na drogę malutka staruszka.
Prawdopodobnie ostatnia mieszkanka tej wioski, albo tylko jej duch stała przed drzwiami do chałupy trzymając w chudych, wygiętych reumatyzmem palcach miotłę z witek brzozowych i cicho podśpiewując pod nosem. Wyglądała jak mała mumia, możliwie miała trochę więcej niż 130 cm. Białe, rzadkie włosy spięte na karku czymś w rodzaju wstążki, drobna, okrągła, pomarszczona twarz w brązowym odcieniu o prawie całkowicie zamkniętych oczach, zasłanych bielmem. Drobna postura, przygarbiona i okryta szarymi szmatami mającymi przypominać suknię.
Jedna, samiusieńka w opuszczonej wsi, uśmiechnięta babunia stanęła na twojej drodze odkurzając ulicę, której i tak nic nie pomoże.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Małe zadupie na zadupiu [Dullahan]   Sro Kwi 08, 2015 8:27 pm

Wierzchowiec Yvon wjechał do wioski usytuowanej na skarpie. Całkiem dobra pozycja, by zbudować sobie wieś. Bezpieczna od podmokłego terenu oraz strategicznie dobrze usytuowana. Ciekawe gdzie mają cmentarzyk? Z drugiej strony miejsce wyglądało naprawdę na godne pożałowania patrząc po dachach czy oknach budowli, którym brakowało roboty wprawnego szklarza oraz cieśli. Wszystko tu było drewniane, więc profesjonaliści mieliby tutaj całkiem spore pole do popisu. Z drugiej jednak strony ta atmosfera rozkładu i wymierającego, jak już nie umarłego miasteczka bardzo podobała się Dullahan. Piękne miejsce, tyle śmierci wszędzie a na ulicy ani żywego ducha. No prawie, bo znalazła się staruszka której na wprawne grabarskie oczy Yvon nie pozostało wiele życia.
Koń Dullahan stanął jakieś 2-3 metry od staruszki, a jeździec spoglądał na nią ciekawym wzrokiem. Jej czarno-złote oczy świdrowały starowinkę na wylot, a myśl "oto ostatnia żywa istota w tym miejscu. Ostatni bastion życia" przeszła niczym błyskawica przez głowę Dullahan. Odkurzała drogę? Toż to nonsens, brak najmniejszego celu gdyż piasek i tak nawieje wraz z wiatrem. Po chwili Dullahan zeszła z konia i złapała go za wodze. Kobieta może będzie jej klientem w najbliższym czasie, więc można zejść do tego poziomu. W końcu śmierć się nią interesuje najwyraźniej od dawna - Witaj babuszko. Przyjezdną grabarką jestem i przybyłam tu by wypełnić ostatnią wolę mego klienta - wyciągnęła kartkę z danymi, które kazał sobie tamten osobnik wyryć na nagrobku i odczytała jego imię oraz nazwisko - Czy wiesz, gdzież mogę znaleźć jego dom rodzinny lub krewnych jego? Przybyłam by odebrać pamiątkę, aby dusza mogła zaznać wiecznego spokoju - powiedziała wyniosłym tonem jak na piewcę śmierci przystało.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Małe zadupie na zadupiu [Dullahan]   Czw Kwi 09, 2015 9:33 pm

Starsza kobiecina odwróciła głowę w stronę głosu, który do niej dotarł. Zmarszczyła się jeszcze bardziej próbując dojrzeć dokładnie postać, która do niej mówi. Jednak rezygnując z tego tylko się uśmiechnęła przyjaźnie, tak jak robią to starsze osoby. Wyginają dziwnie twarz w grymas, który powinien przypominać uśmiech, ale ukazuje tylko znikomą część uzębienia połączoną z dziwną wydzieliną, która powinna być śliną. Nie można tu też zapomnieć, wspomnieć trzeba oczywiście typowy dla starszych ludzi specyficzny odór wydobywający się z ich ust, który bardziej przypomina rozkład śmieci, niż niemytych zębów, lub innych rzeczy, o których nie warto wspominać.
-Ten mały mieszkał tam, za mną, górka, dom.
Brak kontaktu z ludźmi przez wiele lat mógł spowodować zanik umiejętność komunikacji słownej. Jednak staruszka dalej zdawała się rozumieć wszystko wyjątkowo dobrze. Wolnym, wymagającym wiele wysiłku ruchem starowinka wskazała na koniec drogi, gdzie znajdowała się stara chałupa inna od pozostałych. Była wykonana z czarnego drewna, do tego miała solidnie zamontowane okna i prawie cały dach. Nie była też piętrowa, co wyraźnie odróżniało ją od reszty wioski.
Drzwi do domu były otwarte, a na kaganku stała lampa. Dało się odczuć, że miejsce zostało przygotowane na czyjś powrót. Może właściciele domu mieli nadzieję, że tu wrócą, a może zmarły wszystko przygotował sobie za życia.
Tymczasem stara babcinka dalej zamiatała piaszczystą ulicę z kurzu.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Małe zadupie na zadupiu [Dullahan]   Pią Kwi 10, 2015 6:19 pm

Dullahan na tyle znała anatomię człowieka, że wiedziała iż ten pergamin który kobieta miała na twarzy zamiast skóry nie zerwie się po zmarszczeniu brwi. Z drugiej strony to byłaby nawet ciekawa perspektywa. Szybkie wykrwawienie się i błyskawiczny pochówek. Najwyraźniej naiwna starowinka nie czuła tej aury śmierci, którą roztaczała wokół siebie Yvon, co świadczy tylko o tym, że niewiele czasu jej pozostało i już jest jedną nogą w grobie. Człowiek stary ma nad młodym tą przewagę, że świadom jest końca swego czasu. Nie próbuje żyć za wszelką cenę, ale żyje i wyczekuje kiedy koniec nastąpi gdyż już gotował się do niego od narodzin. Jakby to rozpatrzyć z innej perspektywy to już z pierwszym oddechem zaczynamy umierać.
Kobieta nie miała ani zębów, a z jej ust wydobywał się zapach gnilny. Być może w tej wsi nie znali czegoś takiego jak higiena, ale jeźdźcowi to nie przeszkadzało. Wielokrotnie zajmowała się balsamowanie zmarłych i do smrodu gnijącego ciała już przywykła, a nawet go lubiła gdyż na myśl przywodził to że ktoś już odszedł z tego świata.
- Dziękuję za wskazówkę, w zamian ofiaruję babuszce me usługi w przyszłości jakom Dullahan – wyciągnęła wizytówkę z portfela i wręczyła starowince. Była to wizytówka zakładu pogrzebowego, a potem Yvon ruszyła wraz ze swoim wierzchowcem dalej w stronę, która została jej wskazana. Dla odmiany budynek był w bardzo dobrym stanie, jakby ktoś o nią dbał. Czyżby należała do jeszcze jednej pozostałej osoby na tej wymarłej ziemi?
Dullahan przywiązała konia do płotu albo czegokolwiek, do którego można wierzchowca przywiązać. Poklepała go po szyi, po czym ściągnęła łopatę i zarzuciła ją sobie na ramię idąc w kierunku kaganku, na którym stała lampa, a drzwi były otwarte. Wszystko było przygotowane jakby oczekiwano gościa, jednak Dullahan stąpała ostrożnie, bo deski mimo że mogą wyglądać solidnie to tak naprawdę wewnątrz mogą być przegnite. Od czasu do czasu stukała przed sobą łopatą, ale najpierw upewniła się czy ktoś jest w domu – Czyż rezyduje tu ktoś? – powiedziała głośno do środka, wszakże niegrzecznie jest wchodzić nieproszonym.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Małe zadupie na zadupiu [Dullahan]   

Powrót do góry Go down
 
Małe zadupie na zadupiu [Dullahan]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Off-top :: Eventy :: Zawieszone-