IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 O One.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

Gość

#1PisanieTemat: O One.   Wto Kwi 07, 2015 8:45 pm


[...] Dzisiaj na placu było bardzo dużo osób, jednak moją uwagę przykuła błąkająca się dziewczynka. Była to niska, chuda, nieco zaniedbana dziewczynka. Jej ubrania były podarte i trochę umorusane. Wyglądała na taką, co to nie wie gdzie się podziać, na co patrzeć, jednak po chwili podeszła do niej wysoka, szczupła, elegancka kobieta, na której widok dziecko stanęło w miejscu i zwiesiło głowę. To chyba była jej matka, dopiero po chwili zorientowałem się, że jej ubranie jest porwane i brudne. Dziwne, chwilę temu widziałem tą kobietę w granatowej, ozdobnej sukni na miarę sukien królewskich... Przysłuchałem się ich rozmowie. Dziecko miało poczekać na mamę przy fontannie i się stamtąd nie ruszać. Kobieta miała wrócić krótko przed zachodem słońca. Bałem się o tą małą blondyneczkę, toteż, gdy tylko pani odeszła podszedłem bliżej i pilnowałem małego dziecka. Mogła mieć z siedem lat, nie więcej, jednak nie zachowywała się jak inne dzieci - siedziała spokojnie i z uśmiechem obserwowała otoczenie. Spodobały mi się jej krótkie, blond włosy, które lekko powiewały na wietrze. Były przepasane wstążeczką w delikatnym, różowym odcieniu. Miałem ze sobą blok rysunkowy i kilka ołówków, bardzo chciałem ją narysować, byłą tak ładną, ciepłą z wyglądu dziewczynką!
- Czy mógłbym Cię narysować? - Spytałem bez namysłu. Ona popatrzyła na mnie swoimi wielkimi oliwkowymi oczami i kiwnęła główką. Zabrałem się więc za szkic. Na początku uwieczniłem kształt głowy, potem sięgające do ramion włosy. Szczegóły twarzy - delikatny, prosty nos, wielkie oczy i uroczy uśmiech. No to teraz włosy, ale tu rzecz dziwna! Nie były w kolorze blond! Miały teraz czerwony odcień! To na pewno nie wina światła!
- Twoje włosy! Coś jest z nimi nie tak! - Zwróciłem uwagę. W tym momencie wzdrygnęła się - chyba się przestraszyła.
- Nie, zdaje Ci się. - Uśmiechnęła się nerwowo. Faktycznie, znów miały jasny kolor. Dziwne, najpierw ta kobieta, a teraz włosy... Rysowałem dalej, jednak znowu to zauważyłem! Teraz miały zielony kolor.
- A teraz są zielone! - Przestraszyłem się, jednak za chwilę znów były blond.
- Przepraszam - Machnąłem ręką. Kiedy skończyłem, akurat zachodziło słońce. Uśmiechnąłem się do dziewczynki.
- Dziękuję Pani, za pozowanie. - Uśmiechnąłem się i wstałem. Odszedłem kilka kroków i nadal ją obserwowałem. Niestety, ale nigdzie nie widziałem jej matki. Czekałem jeszcze chwilę. Z każdą minutą w oczach dziewczynki pojawiał się coraz większy strach, niepokój, które powoli przeradzały się w łzy. Czekałem jeszcze z nią te kilka godzin. Nie przyszła. Byłem gotowy zaproponować jej poszukiwania, jednak zjawił się jakiś mężczyzna - wysoki, ubrany na czarno. W tym momencie zauważyłem, że dziewczynka schyliła się, tym samym zasłoniła twarz, którą zaczęła trzeć. Jej włosy stały się czarne, a kiedy położyła ręce na kolana, zaobserwowałem, że jej nos jest okrągły i gruby, usta cienkie, oczy skośne, a policzki bardzo wydajne. Zrobiłem wielkie oczy, nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Nagle popatrzyła na mnie, jej twarz wróciła do dawnego wyglądu, podobnie jak włosy. Wstała i pobiegła w ciemną alejkę. To był najdziwniejszy dzień mojego życia.


[...] - Dzień dobry, a więc! Chciałaby Pani zgłosić nam...
- Napad... Znaczy nie! Albo... Tak, tak napad.
- Pani imię i nazwisko?
- Nie wiem, nie pamiętam!
- Spokojnie, proszę się uspokoić. Kiedy to miało miejsce?
- Tydzień... Tak tydzień temu.
- Czemu nie przyszła do nas Pani od razu?
- Byłam w szpitalu.
- Co się dokładnie stało?
- Walczyłam z kimś, albo czymś nie wiem!
- Ale jak to?
- W szpitalu mówili, ze to normalne, ze będę miała problem z pamięcią, jednak dalej nie pamiętam!
- Proszę się uspokoić. Faktycznie, tydzień temu dostaliśmy zgłoszenie naruszenia ciszy nocnej, odbyła się jakaś walka, w której brał udział jakiś potwór? I Kobieta-gigant.
- Tak, tak, to musiałam być ja! Walczyłam z kimś, jakimś potworem i straciłam pamięć.
- Pani włosy...
- Jakie? Niebieskie? Dobrze, że nie pomarańczowe, nie lubię tego koloru. Straciłam kontrolę nad włosami od tamtego wydarzenia.
- Nasza organizacja czarodziei i wiedźm z chęcią by pomogła, ale Pani dane osobowe?
- Nie wiem, proszę mi mówić One.
- One?
- Tak, tak mi mówili w szpitalu.
- Dobrze... Wiek?
- Nie wiem.
- jesteś młodą wiedźmą, wyglądasz na jakieś... 15 lat.
- Co dalej?
- Trudno mi w tej chwili cokolwiek ustalać, ale z pewnością coś poradzimy. Jak na razie proszę zająć się sobą.
- Ale chwila! ja nie mam gdzie się podziać!
- To już nie moja sprawa.


[…]Jak zwykle siedziałam pod murem jakiegoś domu, bo gdzie? Nie miałam swojego miejsca na tym świecie, w tym mieście – Death City. Pozostawało mi jedynie gapienie się w niebo. Ach, pamiętam, że w to samo niebo patrzyła ze mną mama... Chociaż ją pamiętam – wysoką, szczupłą elegancką kobietę. Miała takie śliczne błękitne oczy i ciemne włosy. Szkoda, że odziedziczyłam wygląd po tacie. Jego też pamiętam, był wesołym, ciepłym, bardzo eleganckim mężczyzną, chociaż podobnie jak ja, miał wariacje z włosami. On i mama poznali się przypadkowo, w kawiarni. Wtedy taka rozlał na mamę sok, przez... Swego rodzaju lęk jego włosy stały się z koloru blond całkowicie zielone. Mama także nie opanowała mocy – jej sukienka w mgnieniu oka stała się cała niebieska, nie przez sok, lecz podobnie przez uczucia. Oboje potrafili kontrolować swój wygląd, jednak każde nieco inną jego część. Mama garderobę, a Tata ciało. Podobno nie tak dawno umiałam w miarę kontrolować włosy, jednak przez ten wypadek nawet nie wiem kiedy się zmieniają... Jeden silniejszy powiew wiatru i już z niebieskiego w czary! A teraz jakie są? Pfff! Różowe! Jak dobrze, że umiem jeszcze zmieniać swój rozmiar, co pozwala mi podkradać jedzenie od ludzi. Co prawda źle się z tym czuję, ale jak mogłabym przeżyć? Dzisiaj jest bardzo brzydki, pochmurny dzień. Aż dziwne, mamy w końcu początek lata... Niestety, ale wygnano mnie spod murka, musiałam iść pod jakiś dom. Dziwne miejsce. Pachnie tu dosyć ładnie, słodyczami, w końcu niedaleko jakaś cukiernia. Usiadłam pod płotem i na chwilę zamknęłam oczy. Najwidoczniej zasnęłam, a obudziło mnie szturchanie. Powoli otworzyłam ślepia, którymi spostrzegłam stojącą nade mną kobietę.
- Cześć. - Uśmiechnęła się do mnie. Przestraszyłam się i gwałtownie odskoczyłam.
- Przepraszam, ja-ja po prostu... Już sobie idę. - Wstałam i otrzepałam się. Moje biedne, porwane spodnie, kiedy ja ostatnio miałam na sobie coś innego? I ten stary, brudny T-shirt, bałam się, że mogę źle pachnieć. Ostatnio moja bluza także była w bardzo złym stanie, już nie mówiąc o trampkach.
- Poczekaj! Nie zrobię Ci krzywdy. Masz fantastyczne włosy, o teraz są znów zielone! - Zatrzymała mnie tymi słowami. Zatrzymałam się i spojrzałam na nią. Ach, gdyby tylko ta kobieta wiedziała kim ja jestem! Z pewnością teraz by tak się nie zachowywała. Jest ode mnie na pewno młodsza o jakieś pięć dych!
- Nie jesteś normalnym człowiekiem, nie z tego WYMIARU. - Zaakcentowała bardzo wyraźnie to ostatnie słowo, co przyprawiło mnie o dreszcze. Serce wariuje.
- Wejdź, mamy ze sobą dużo wspólnego. - Zaprosiła mnie uprzejmym gestem. Miałam co do tego mieszane uczucia, ale cóż... Powoli weszłam do środka. Pierwsze co zauważyłam, to tańcząca miotła! Czyżby była jedną z mojego wymiaru? Wymiaru wiedźm? Nie wiem sama, nawet nie wiem, że stamtąd pochodzę, ale tak mi wmawiano.
- Jesteś jedną z tych, których jestem ja... - Czy to zdanie ma sens? Nie wiem, nie myślałam. Po prostu trzeźwo patrzyłam na całą sytuację, która wydawała mi się podejrzana.
- Kim jesteś? - Spytałam dosyć oschle, nie miałam zamiaru podporządkowywać się jakiejś wiedźmie, bo kto wie, może to być jedna z tych złych wiedźm, a ja nie mam zamiaru dalej być tą złą.
- Nie ma potrzeby być taką zadziorną, kochana! Jestem... - Wtem zaczęła się zajmować zaplątaną w jakieś sznurki filiżanką.
- Chcesz herbaty? - Zboczyła z tematu.
- Jesteś „Chcesz herbaty”? Ciekawe mienie. - Wydawało mi się to bardzo śmieszne, więc czemu by nie zażartować? Zachichotałam lekko, ach, jak dawno tego nie robiłam, nie wiem kiedy ostatnio coś mnie tak rozbawiło...
- Ha! Faktycznie! Ale ze mnie! Jestem Cynthia Walker, możesz mi mówić jak chcesz. A! I jestem czarownicą. - Przedstawiła się. Kolejno zaprowadziła mnie do kawiarenki, była to jej własna kawiarenka. Było tutaj bardzo ładnie, jednak nie lubię zaglądać do takich miejsc, są nie w moim guście, wolę ciemne miejsca.
- Podam Ci coś zwalającego z nóg! - Ale się nastawiła, ona chyba myśli, że ja mam takie gusta kulinarne jak pozostali. Otóż nie! Nie lubię słodyczy, wolałabym miesiąc głodować, jak wpieprzać te wyżeracze szkliwa! Usiadłam na pierwszym lepszym krześle, jednak usiadłam tak, jak zawsze, czyli „plecy krzesła” miałam przed sobą, tak, abym mogła sobie oprzeć ręce i brodę.
- Oto Caramel Heaven! - Postawiła przede mną jakieś ciasto na talerzyku z narysowanym kotkiem. Parsknęłam.  
- Karmelowe niebo, tia? - Popatrzyłam na ciasto z grymasem. Wzięłam do ręki widelczyk i powoli zanurzyłam go w cieście. Powoli uniosłam kawałek krówki, czy co to to jest i posmakowałam.
- Argh! - Z niesmakiem przełknęłam. Było za słodkie, po prostu czułam w jednej chwili, jak moje zęby zostają wyżerane przez „smakołyk”.
- Nie smakuje? - Spytała z zakłopotaniem kobieta.
- Przepraszam, ale nie lubię tak słodkich potraw. Możesz mi zrobić, gorzką, czarną kawę, proszę? - Starałam się śliną wypłukać słodycz z buzi, jednak to nic nie dało. Chwilę później kobieta niosła już moją kawę. Dolałam mleko i wzięłam łyka.
- Dzięki. I przepraszam, ale bardzo nie lubię cukru. - Czułam się... Zakłopotana. Mogłam sprawić jej przykrość moim zachowaniem, jednak ona tylko uśmiechnęła się szerzej.
- Nic nie szkodzi, twoje włosy tym mocnym różem chyba też mówią „Dość”! - Zaśmiała się. W sumie to spodobała mi się, miałam wrażenie że przypomina mamę... Ale nie! Mama była inna, mama zachowywała się trochę inaczej...
- Co się z tobą działo przez całe twoje życie? - Zagadała mnie. Ach... Gdybym ja tylko znała odpowiedź na to pytanie...
- Żebym ja to pamiętała! Wiem tylko, że wychowywałam się z mamą i tatą. Tatę zamordowali uczniowie z shinbusen, jednak oni mieli rację, bo ojciec wielokrotnie usiłował zniszczyć szkołę z grupką innych czarodziei. Mamę spotkał podobny los, jednak trochę mi jej żal, zostawiła mnie samą w środku nieznanego mi miasta. Nie chcę się mścić na tych ludziach, na ich wnukach, prawnukach. Moim zdaniem rodzice postępowali źle i spotkała ich kara. Ja też musiałam coś złego zrobić, bo straciłam pamięć. Podobno walczyłam. A teraz jestem bezdomnym menelem. - Opowiedziałam na jednym wdechu, nie lubię rozpamiętywać przeszłości. Co było to minęło.
- A... Pamiętasz jak masz na imię? Nazwisko? - Spytała z lekkim zakłopotaniem.
- Nic... Ale proszę mówić mi One. - Dziwne... Dopiero teraz się przedstawiłam.
- One, potrzebujesz pomocy. Jestem dobrą wiedźmą i bardzo chcę Ciebie przygarnąć... - Zaczęła dosyć nieśmiało. Nie wiem czy mogę jej zaufać... Jest... Miła, ale nie wiem. Chciałabym, ale... Może zaryzykuję? Chociaż... Argh!
- Masz męża? - Spytałam.
- Już nie. - Zmartwiła się.
- Przepraszam... A dzieci?
- Tak! Córkę, która jest moim adoptowanym dzieckiem, ale wiesz, zawsze coś!
- Od kiedy tu mieszkasz?
- Za długo by liczyć!
- Od kiedy jesteś dobra?
- Od jakiś 50 lat.
- Dżem czy marmolada?
- Wszystko dobre!
- Ikea?
- Z chęcią.
- Kot?
- Kot.
- Kilogram pierza czy gwoździ?
- Jest różnica?
- Czarno-niebieska, czy złoto-biała?
- Niee!
- Zdałaś, mogę zostać.
- Woohooo!
Dziwne, że cieszyła się jak... Dziecko. Tutaj powinno być odwrotnie, że to ja domagam się opieki... Cóż. Tutaj powinno być odwrotnie, że niby to ja powinnam tutaj odgrywać rolę opiekuna, który ma mieszane uczucia co do sierotki, którą jest Pani Walker i prosi o nocleg. Dziwne, że to ja tutaj jestem tą poważną, nigdy nie chciałam nią być. Byłam od zawsze bardzo „żywym” dzieckiem, nie było dnia w którym bym się nie śmiała... Jak skończyłam?
- Za mną, pokażę tobie pokój i dam ubranie. - Kobieta powoli wstała i wyciągnęła do mnie rękę. Nie lubię takich gestów. Sama wstanę, nie potrzebuję obecnie jej pomocy. Drzwi otworzyły się przed nami same, chociaż nie były mechaniczne. Jak można wykorzystywać magię w tak idiotyczny sposób? W sumie to ja nie powinnam tutaj wcale się odzywać, w końcu wystarczy popatrzeć na moje włosy. Ciekawe jaki maja teraz kolor... Może są znów blond?  Dom był bardzo ładny, duży. Co prawda wychowywałam się w małej szopie, więc nie mogę w żaden sposób oceniać innych miejsc w których mieszkają ludzie, bo nie mam zbyt dobrego porównania. Jakieś drzwi, są białe, drewniane z wielkim napisem: „Nora Reiner. Lubisz masło?” -  dziwne...
- Reiner? Wydawało mi się, że masz córkę... - Spytałam się. Dziwne, Reiner to męskie imię, chyba że specjalnie tak ją nazwała, bo jej się podobało.
- Bo mam! Po prostu Reiner to ładne imię i to imię jej jak najbardziej pasuje. - Wytłumaczyła. Za drzwiami czekał mnie kawaii różowy pokoik. Argh! Za dużo słodyczy! Było tam duże jednoosobowe łóżko. Biało-różowe z pościelą w Poniacze.
- ...łał. - Powiedziałam z niesmakiem. Pani Walker zaśmiała się.
- Zaraz zorganizuję tobie łóżko. - Uśmiechnęła się i zaraz do pokoju przybiegły dwa grube materace i pościel. Materace ułożyły się na sobie, pod oknem. Kolejno ukazało się na nich ciemne prześcieradło, kołdra i duża, puchata poduszka. Wszystko miało granatowy kolor.
- Mam nadzieję, że będzie ci wygodnie. - Kobieta zaczęła za pomocą gestów rozkazywać plakatom z animców i mang zmieniać miejsce na ścianach, w ten sposób, że ściana niedaleko od mojego łóżka była pusta i w dodatku kobieta zamontowała mi małą półeczkę.
- A to twoja ściana! Jak chcesz, to możesz jutro kupić sobie jakieś książki, komiksy i plakaty, aby ją przyozdobić. - Uśmiechnęła się. Ja po prostu zwiesiłam lekko głowę w dół. Wstydziłam się, bo nie miałam pieniędzy, musiałam kraść...
- Oczywiście kupisz to wszystko za kieszonkowe, które zaraz dostaniesz. - Poklepała mnie po głowie. Oj nie wiem czy ja mogę tak ją wykorzystywać. Mam od niej mieszkanie, łóżko, pokój... I jeszcze nie smakuje mi ta jej durna krówka.
- Dziękuję, jednak źle się z tym czuję... - Przewróciłam oczami i poprawiłam grzywkę.
- Kochana! Teraz jesteśmy jak rodzina! A rodzina musi sobie pomagać! - Przytuliła mnie, co podniosło mnie na duchu, dawno się tak nie czułam...
- Ubranie! - Przypomniała sobie. Podeszła do dużej szafy i zaczęła w niej grzebać. Grzebała, grzebała, grzebała i grzebała, aż w końcu z niej wyskoczyła. W jednej ręce trzymała czarny T-shirt z jakimś głupkowatym nadrukiem z martwymi słodyczami, a w drugiej dżinsy.
- To ubierzesz jutro, o! Na dole na wieszaku jest szara bluza, nowiutka Reiner nie lubi tego koloru, więc będzie twoja, mam nadzieję, że dobra. A na nogi ubierzesz... Trampki, są na dole, mają taki ładny karmazynowy kolor. Są nowiutkie, kupiłam je dla Reiner, ale ona ma już 3 pary trampek. - Oznajmiła. W sumie to miło z jej strony, że daje mi to wszystko...
- A do spania ubierzesz piżamę. Proszę. - Wręczyła mi brązową, długą bluzkę z napisem „Lubisz masło?”. Ale żenada...
- Reiner zamówiła sobie takich... Pięć. Miały być na prezenty dla przyjaciół, jednak kilka jej zostało. - Powiedziała z zażenowaniem Pani Walker. Wzruszyłam ramionami i wzięłam od niej rzeczy.
- Łazienkę masz tutaj. - Wskazała mi ręką na drzwi, które znajdowały się obok szafy.
- Reiner wraca jutro z wycieczki, więc dzisiejszą noc spędzisz sama. Do umycia możesz śmiało użyć płynów Rein, a zęby umyj szczoteczką, która jest w szufladzie obok zlewu, zawsze mamy dodatkową szczoteczkę, gdyby obecną Reiner popsuła. Rzeczy w bardzo złym stanie wyrzuć do kosza, a! I bieliznę masz w komodzie, jest zapakowana, nowiutka. Reiner uznała, że nie lubi zielonego, więc jej nie nosi. Dobranoc.
- Dobranoc, dziękuję.
Ułożyłam ubrania na moim łóżku i skierowałam się do łazienki z koszulką do spania. Zamknęłam drzwi i przekręciłam klucz w zamku (tak na wszelki wypadek). Odkręciłąm wodę – bo w końcu wanna musi być pełna i powoli się rozebrałam. Wszystkie moje rzeczy były do „kasacji”... Najpierw złożyłam czerwoną bluzę, potem porwane dżinsy, następne białą bluzkę, niebieski stanik, majtki i białe trampki, które bardziej przypominały w kolorze czerń... To wszystko upchnęłam w koszu. Jak dobrze, że trafiłam na Panią Walker. Pewnie o tej porze kąpałabym się w rzece... Zakręciłam kurek i weszłam do wanny. Ach, jak przyjemnie... Ciepła woda... Zanurkowałam i wróciły wspomnienia... Przysunęłam nogi do siebie i się w nie wtuliłam. Coś do mnie wróciło, jakaś część mnie. Wspomnienia? Jestem sama... Park... Siedzę przy fontannie... Sama... On do mnie podchodzi, jakiś mężczyzna... Jest w moim wieku... Przystojny...? Ja wiem... Mówi coś! Coś mówi! Nie słyszę... Gwałtownie otworzyłam oczy i wynurzyłam się na powierzchnię. Znów miałam tą „przypominajkę”. Dosyć tego! Muszę się szybko umyć, jestem wyczerpana, dawno nie spałam pełnym snem. Wzięłam do ręki jakiś żel. „Kwiat róży” - nie, dziękuję. „Karmelowe pragnienia” - Dzięki... „Waniliowe ciastko” - To jest jedzenie czy płyn do mycia? W ostateczności umyłam ciało waniliowym płynem, a głowę jakimś truskawkowym. Ale muszę teraz śmierdzieć. Bardzo dokładnie wypłukałam ciało. Wyszłam z wanny i wytarłam się przyjemnym w dotyku ręczniczkiem. Miał żółty kolor. Wytarłam się i nałożyłam koszulkę. Potem przeszukałam szufladę w poszukiwaniu bielizny... Kiedy ją znalazłam, ubrałam majtki, a resztę rozpakowałam i ułożyłam w rogu szuflady. Wyszłam z łazienki i położyłam się w moim łóżku. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale kiedy się obudziłam, zauważyłam, że obok mnie leż coś... To był portfel, który miał w sobie... 1000 dolców! To dużo! Obok była karteczka z napisem „Na książeczki, plakaty i ubrana~! Klucze są na dole w skrzynce niedaleko wieszaka. Reiner powinna być w domu około siedemnastej, postaraj się być przed nią! W łazience częstuj się wszystkimi przedmiotami, śmiało! Aktualnie nie ma mnie w domu, poszłam na zakupy. Ubierz się w bluzę i weź trampki! ~Pani Walker”. Miło z jej strony. Powoli wstałam i podrapałam się po głowie. Czy zawsze miałam tak krótkie włosy? Wydaje mi się że nie... Chociaż... Ostatnio czytałam w bibliotece o mojej mocy. Włosy nie będą mi rosnąć, jako niemowlę urodziłam się z włosami do ramion, potem trochę mi je podcięto. Teraz są może i gęste, jednak nie podoba mi się to, że sięgają prawie do ramion. Irytują mnie. Nie mogę ich związać bo są z krótkie, ale pracować też normalnie nie mogę, bo zasłaniają mi oczy... Poszłam do łazienki. Powoli się ubrałam i uznałam, że trzeba trochę o siebie zadbać... Sięgnęłam po nożyczki do paznokci, a kolejno po zwyczajny, przezroczysty lakier do nich. Później uczesałam włosy, a kolejno wzięłam do ręki nożyce i ciach! Kilka szybkich ruchów i moje blond włosy sięgają lekko za uszy... Zaraz! Czemu stały się czarne...? Dziwne... Zazwyczaj były kolorowe, nigdy nie czarne... Może tego nie lubią? Może na zawsze będę miała czarne kudły? Oby nie! Poczochrałam je i... Znów blond! A jednak nie! Niebieskie. Szlag by to... Ale no nic... Byłam gotowa do wyjścia. Portfel w kieszeni jest! Okej. Idę schodami w dół. Korytarz – mała skrzyneczka, klucze... Są! Teraz buty... To te, leżą na ładnie złożonej bluzie. Ubrałam się bez ociągania i wyszłam z domu. Zamknęłam dokładnie drzwi na dwa spusty. Obejrzałam dokładnie dom i okolicę, w końcu chcę tutaj wrócić. Po drodze spotkałam Panią Walker.
- One, kochanie! Ślicznie wyglądasz! Właśnie, dobrze, że Cię spotykam. Zapomniałam dać tobie telefon. - Telefon? Dziwne. Aż tak o mnie zadbała?
- Telefon? Dziękuję, nie trzeba było... - Wręczyła mi urządzenie. Był to nowy telefon, bardzo ładny.
- Wpisałam do niego mój numer! A i trzymaj jeszcze słuchawki. Ładowarkę położę na twoim łóżku. - W mojej lewej ręce znalazły się czarne słuchawki, takie małe, śliczne słuchaweczki. Jeszcze raz jej podziękowałam i każda z nas ruszyła w swoją stronę. Włączyłam telefon, słuchawki włożyłam do uszu i zaczęłam się bawić. Wgrany GPS, mam tutaj również WiFi, jak miło i kilka aplikacji. Natychmiast wyszukałam jakiejś fajnej muzyki. Znalazłam bardzo ciekawy dubstep. Włączyłam i kiedy oderwałam wzrok od telefonu, zorientowałam się, że stoję w centrum. Moje pierwsze pieniądze przeznaczyłam na bilet, który pozwolił mi autobusem dostać się do galerii. Tyle sklepów... Na najniższym piętrze była jakaś sieciówka z ubraniami. Czemu nie? Wyjęłam słuchawki i wyłączyłam odtwarzać. Telefon idealnie zmieścił się do kieszeni. Zaczęłam przeglądać dział z T-shirtami, jednak przeszkadzały mi spojrzenia innych ludzi, którzy patrzyli się na mnie jak na dziwadło. Przewróciłam oczami, to na pewno przez włosy. Wybrałam jakieś pięć koszulek, powinny starczyć. Spodnie niestety, ale nie były na mnie dobre, więc kupiłam tylko dwie pary, mam nadzieję, że starczy... Przy kasie ekspedientki dziwnie się na mnie patrzyły... Nic dziwnego. Wyszłam wychodząc ze sklepu zauważyłam jakąś dziewczynę, wyglądała na 2 lata młodszą. Blondynka, o bardzo dziwnym języku i głosie. Mówiła... Jak jakieś dziecko z autyzmem. Popatrzyłam na nią dziwnie, bo zachowywała się naprawdę głośno. Jednak ona popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, najpierw na włosy, ale największą uwagę przykuł mój T-shirt z tym dziwnym nadrukiem z martwymi słodyczami. No nic... Poszłam dalej. Do księgarni. Tam kupiłam sobie kilka komiksów z serii „Pora na przygodę” i „Steven Universe”, oraz kilka Tolkienowskich dzieł i oczywiście plakaty, oraz kalendarz ze „śmiesznymi kotami”. Ta cała przechadzka po galerii bardzo mnie zmęczyła, więc zaszłam do kawiarni, aby odpocząć i coś zamówić. Zauważyłam, że niedaleko siedzi ta sama dziewczynka, która gapiła się na moją koszulkę... Kto wie, może jest fanką tego czegoś. Usiadłam i zamówiłam koktajl grejpfrutowy. Dziwne, ta blondynka nadal się na mnie gapiła... Może ją znałam? Ale w sumie, to gdybym ją znała, to chyba by mnie zagadała, prawda? W sumie to ta moja choroba była ni to dobra, ni to zła. Nie pamiętałam wszystkich moich dawnych zmartwień, wpadek, problemów, jednak nie mogłam sobie też przypomnieć tych wspaniałych, wesołych i także tych ważnych momentów... Gdybym tylko wiedziała kim był ten chłopak... Czego chciał? Wydawało mi się, że był kimś ważnym, obym znów sobie przypomniała...
- Niestety, ale zepsuła nam się wyciskarka. - Znów się zamyśliłam. Kelnerka wyglądała na zmartwioną. Szkoda.
- Trudno, dzisiaj sobie odmówię. - Uśmiechnęłam się, bo zrobić innego? Przecież nie wpadnę w szał, bo nie ma mojego ulubionego soku.
- Proponuję za promocyjną cenę bubbletea o tym samym smaku i gratisowo damy pani podwójną porcję kuleczek z sokiem. - Hmm... W sumie to kiedyś piłam tą całą bubbletea, nie wiem kiedy i gdzie, ale nazwa brzmi znajomo... Niech będzie!
- Poproszę.
- Jaki smak kuleczek?
- Pasujący.
Rozsiadłam się trochę w tym fotelu. Zaczęłam bawić się tym telefonem, to uzależnia! O... Ma kamerkę z przodu, jak to działa? O. Mam różowe włosy... Jak wata cukrowa. Zaraz... To dziecko nadal się na mnie gapi. O co jej chodzi? Mam tak piękne włosy? Widzę, że też pije tą całą bubbletea. Po kilku minutach dostałam napój, Był bardzo dobry, jednak dopić musiałam w drodze do autobusu. Kiedy wypiłam wyrzuciłam kubeczek do śmietnika, a sama wsiadłam do autobusu... Czemu ja do cholery opisuję takie oczywiste rzeczy? Argh! Ale tłok! Stanęłam gdzieś obok drzwi. Bilet skasowany, pojazd rusza. Nagle słychać pisk opon, jakiś krzyk i... Ciemność. Leżę na łące, znów widzę tego chłopaka. Coś mówi, nie słyszę. Uśmiecha się. Podnoszę się, jestem szczęśliwa, on chwyta mnie za rękę i gdzieś razem idziemy... Obejmuje mnie... Teraz się zatrzymujemy, spoważniał, coś mówi, coś ważnego...
- I pamiętaj... - Słyszę to wyraźnie, jednak dalszych słów nie rozumiem, brzmią jak jakiś szum.
- Proszę... Nie zapomnij... - Czemu płaczę? Ociera mój mokry policzek, zderzamy się czołami, jestem szczęśliwa...

- Nic Ci nie jest?! - Kto tak wrzeszczy? Powoli wstałam, musiałam stracić przytomność. To chyba jakiś wypadek, zderzenie.
- Nic, nic. Po prostu... Upadłam. - Trochę bolała mnie ręka, ale na szczęście szybko przeszło. Rękę chciała mi podać ta sama osoba, która spytała się mnie o zdrowie. To była ta blondyneczka, która się tak na mnie dziwnie gapiła. No nic. Jedziemy dalej. Przewróciłam się, bo kierowca gwałtownie zahamował przed jakimś wariatem drogowym. Dziewczyna patrzyła się na mnie przez całą drogę, jednak ja to zignorowałam, włączyłam odtwarzać, słuchawki umieściłam w uszach „i jechane”. Zdziwiło mnie to, że wysiadła na tym samym przystanku. O! Dostałam sms'a od Pani Walker: „Gdzie jesteś?”. Napisałam, że wysiadłam z autobusu i że idę. Ach, jak spokojnie... Szkoda tylko, że nagle ten dziewczynce zadzwonił telefon, do którego zaczęła się drzeć. Z rozmowy usłyszałam, że ma zawrócić do miasta i kupić mleko, bo się skończyło. Ufff, jeszcze by mnie śledziła! Doskonale zapamiętałam drogę, więc trafiłam do domu bez problemu. Na progu powitała mnie Pani Walker.
- Jedyneczko, kochanie! Dobrze, że jesteś! - Jedyneczko? Hmm... Ciekawe.
- Idź do góry, przygotuj się! Niedługo będzie tu Reiner, wysłałam ją do miasta po mleko, bo się skończyło, więc masz dużo czasu na przygotowanie pokoju. - Mleko? Zaraz! Czy ta dziewczyna to była ta słynna Reiner? Co prawda miała jakiś plecak górski, widocznie byłą po jakiejś wycieczce, ale... W życiu bym nie pomyślała, ze tak wygląda to dziecko neostrady. Poszłam po schodach na górę. W pokoju było czyściej, Pani Walker musiała posprzątać. Nowe rzeczy dałam do prania. Lubię być perfekcyjna – Poukładałam książki w kolejności od najwyższej do najniższej. Później przykleiłam plakaty. Jak pięknie. Nie chciałam czekać na Reiner na dole, to tak jakby mi się chciało ją spotkać... Wzięłam pierwszy tomik „Pory na Przygodę”, położyłam się na łóżku na brzuchu i zaczęłam czytać. Ładne ilustracje, spójny tekst, przejrzyste dialogi i ŁUP! Ktoś wbił do pokoju. Ale miała minę.
- Reiner, tak? One. Miło mi. - Powiedziałam złośliwie. Dalej już było dziwnie, zaczęła mnie irytować i szokować. Ale cóż... Jest to to kochane. Nawet na drzwiach napisała „i One!”, przez to napis brzmiał: „Pokój Reiner i One! Lubisz masło?”. Cóż... Dalej już było jak teraz – ona mnie irytuje, a ja jej się drażnię.


I znów go widzę... Dlaczego nic nie mówi? Czemu stoi sam w tym ciemnym pokoju?
- Kocham cię... - Pogładził mój policzek. Dalej już nic nie widziałam. Jednak pamiętam, że dobył broni i bolało... Moja klatka piersiowa...
Powrót do góry Go down
 
O One.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Off-top :: Inne historie-