IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

Gość

PisanieTemat: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Wto Kwi 07, 2015 2:30 am

Oto przed wami 2 piętrowy czarny budynek z wdzięcznym szyldem "OSTATNIA PODRÓŻ". Od strony ulicy widać 2 wystawy z trumnami. Po prawej jest kilka modeli różnych rozmiarów i z różnych materiałów (brzoza, sosna, dąb i heban). Na drugiej wystawie natomiast możemy dojrzeć manekiny przyodziane w ładne stroje oraz ułożone w podobnych trumnach. Drzwi są dosyć duże, przypominają nieco styl europejski i otwierają się do wewnątrz. Są z pięknego czarnego hebanu, na którym wyryte są u podstaw winorośle. Stanowią one swego rodzaju obramowanie dla całości drzwi, gdyż pośrodku wyryte są kostuchy, a klamka jest w kształcie jednej z kos (wiadomo, że nie ostra bo ktoś by się skaleczył o to). Dach zakładu jest spadzisty o czarnych płytkach, a z samego dachu zwisają małe kostuchy, które ruszane wiatrem pędzą na rumakach. Za budynkiem znajduje się niewielka komórka, która została przerobiona na stajnie dla konia ciągnącego zazwyczaj dorożkę. Jest tam również schowany powóz. Obok tego domku jest kolejny, dosyć niewielki który jest przeznaczony na warsztat oraz składzik drewna na trumny.
Wejdźmy teraz do środka. Wewnątrz cała podłoga wyścielona jest czerwoną wykładziną, a ściany szarą tapetą. Na wprost od drzwi usytuowane jest biurko oraz wygodny czarny fotel. Biurko jest hebanowe, a za nim zazwyczaj siedzi sobie Dullahan która obsługuje klientów albo przyjmuje zamówienia. Oczywiście jest też standardowy dzwoneczek, na wypadek kiedy akurat kogoś by oprowadzała i przedstawiała modele trumien. Za tym biurkiem znajdują się drzwi, które prowadzą na drugie piętro ale o tym później. Idąc w lewo natrafimy na pomieszczenie z bogatą ekspozycją trumien. Wszelkich rozmiarów, z każdego materiału. Te tanie oraz te najdroższe all inclusive. Wszystko pięknie i równiutko ustawione, a ceny czasami zabijają jednak widać że fachowa robota, chociaż nagrobki oraz urny akurat wykonuje ktoś inny na zamówienie (od nich jest akurat katalog papierowy). Od tego pokoju odchodzą kolejne drzwi, które prowadzą na klatkę schodową rozwidlającą się do dwóch pomieszczeń: krematorium oraz miejsca przygotowania ciał. Wracając do biurka, po prawej stronie od wejścia możemy znaleźć salę, w której zazwyczaj odbywa się stypa. Rozstawiony jest jeden wielki stół, wokół którego dostawia się krzesła. Sala jest dosyć spora, bo może pomieścić co najmniej 150 osób i nadal będzie luźno.
Przejdźmy do pomieszczeń mieszkalnych. Na górze znajdują się 6 pomieszczeń. Sypialnia Yvon ma okno wychodzące na ulicę, a wnętrze jest urządzone dosyć ponuro. Ściany są czarne, pościel jest czarna, dywan jest czarny, ba nawet łóżko jest czarne. Brakuje tu kwiatów, czy jakiś kobiecych udogodnień chociaż szafka-lustro by dbać o urodę jest (również w wydaniu czarnym). Nieopodal łóżka również można znaleźć szafę na ubrania. Sypialnia ma wbudowany w ścianę telewizor plazmowy, a w rogu stoi sobie podpięty laptop. Z sypialni bardzo łatwo możemy trafić do łazienki, która znajduje się naprzeciwko tego pokoju. Nie różni się zbytnio od standardów ogólnie przyjętych, prosty prysznic połączony z wanną, lustro oraz sedes. Kolejnym pomieszczeniem jest bardzo nowoczesna kuchnia do której właścicielka próbuje się przyzwyczaić od dłuższego czasu. Próbuje pojąć jak działają kuchenki indukcyjne, mikrofalówka oraz parę innych gadżetów XXI wieku. Część mieszkalna zawiera również w sobie skromną biblioteczkę zbudowaną na planie koła, którego ścianami są regały od książek z wyciętym miejscem na drzwi. Masa tutaj europejskich opasłych woliumów, które przysłali jej krewni. Kolejne pomieszczenie poświęcono na pralnie, a jeszcze kolejne na pokój do ćwiczeń (największe z tych wszystkich na górnym piętrze). Powstawiane tu są manekiny do ćwiczeń jak i zwykłe urządzenia, z których korzysta się na siłowni. Nie jest ich wprawdzie dużo, jednak spełniają one minimum. Pośrodku tego pomieszczenia wyrysowany jest kredą krąg medytacyjny, w którym Dullahan czasem medytuje po ciężkim wysiłku fizycznym.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Czw Maj 28, 2015 3:34 pm

Są ludzie, są parapety no i jest Inga. Dlaczego pozwoliłam sobie tutaj na to krótkie, ale jakie trafne, stwierdzenie? Otóż, idziesz ulicą, widzisz duży budynek, duże drzwi. Co robisz? Zapukasz, otworzysz drzwi i wejdziesz, poczekasz sobie dajmy na to w poczekalni czy coś. Ale Inga? O nie, nie za dużo od niej wymagasz! Owszem, weszła powoli, spokojnie jak na normalnego człowieka przystało. Ale zaraz po chwili latała po całym pomieszczeniu. Jak można się spodziewać bardzo szybko usiadła za biurkiem i poczęła udawać, że pracuje. Niestety ale ten osobnik tak ma, że zachowuje się troszkę jak dziecko i to takie wyjątkowo ciekawskie dziecko, dodajmy jeszcze ADHD. Cóż więc zrobiła dalej? Jej bystre oczy zauważyły drzwi za biurkiem. Co teraz? Iść i w razie czego zwiewać gdzie pieprz rośnie, czy poczekać tutaj sama nie wie na co. Widziała że to zakład pogrzebowy, w końcu tyle tu trumien, ale ona takowej nie potrzebowała i dosyć długo nie będzie. Chyba, że kiedyś jakiejś jej zabawce się umrze, a ona będzie miała na tyle dobre serduszko że mu godny pochówek załatwi. Ale dlaczego w ogóle tu przyszła? Nie umrze w końcu szybko, ani nie ma komu wyprawiać pogrzebu. Odpowiedzią może być tylko jedno słowo: ciekawość. Nigdy nie wiedziała jak takie miejsce wygląda od środka, czy wszędzie walają się trupy, czy śmierdzi, czy jest zimno jak na Antarktydzie. A teraz jeszcze te tajemnicze drzwi. Kto wie co jeszcze się tu kryje?! Jej ciekawość nie dawała jej usiedzieć na miejscu, kręciła się dookoła na krześle niczym pączek na wystawie. Iść czy nie iść oto jest pytanie. Dlaczego chciałaby wejść komuś obcemu z butami do mieszkania? W sumie sama nie wie, ale zawsze lubiła ryzyko, a co innego może wywołać skok adrenaliny jak nie możliwość bycia złapanym na naruszaniu nieswojego mienia. Może jednak poczeka, w końcu kto wie, może właściciel okaże się jakiś ciekawy, interesujący. Postanowiła więc poczekać "grzecznie", dalej kręcąc się na fotelu. Dziś energia po prostu ją rozpierała! Na zewnątrz nie było duszno ani specjalnie gorąco, było przyjemnie chłodno, wiał lekki wiaterek. Idealne warunki pogodowe dla kogoś takiego jak ona! Dodatkowo zakłady pogrzebowe zawsze były jakieś zimne w środku, o dziwnym niepokojącym zapachu śmierci nie wspominając, także Inga mogła tutaj siedzieć i czekać na zbawienie. Była cierpliwa wbrew pozorom, chociaż po dłuższym czekaniu nie miała już tyle energii. Czekanie jest bardzo męczące psychicznie. Pozwoliła sobie wyciągnąć ręce na biurku, aby wygodnie ułożyć na nich głowę. Przymknęła odrobinę oczy i w spokoju wyczekiwała oznak, że ktoś się zbliża.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Czw Maj 28, 2015 4:57 pm

Za wielu klientów dzisiaj Dullahan nie miała. Ino rodzice, których pociecha rozbiła się na quadzie ze skutkiem śmiertelnym jakim było skręcenie karku po feralnym upadku. Ciało było nieco poszarpane przez odłamki wystawy sklepowej w którą rzekomo młodzian wjechał, tak więc poranek Yvon miała dosyć ciekawy, gdyż musiała przygotować ciało do pogrzebu, który odbędzie się za dwa dni. W podziemiach, w których odbywały się kremację oraz przygotowywanie zwłok (można również poniekąd nazwać prosektorium chociaż to nie jest placówka badawcza) jeździec bez głowy spędzała miło czas zszywając rany na ciele denata oraz balsamując zwłoki. Wszystko oczywiście w jej pokręcony sposób sprawiało jej radość, bo w tym momencie była blisko zjawiska które jest jak ciepłe promyki słoneczka dla dullahanów. Zjawisko śmierci, zapach rozkładającego się ciała oraz wnętrza osoby, którą właśnie "oprawiała". Jako, że jest tutaj jedyną pracującą osobą to pomyślała o czymś takim jak dzwonek, który wydawał sygnał tam na dole ilekroć ktoś otwierał drzwi wejściowe. Jako, że potworzyca ceniła sobie perfekcję swoich zadań to było całkiem niezłe rozwiązanie, gdyż w końcu czasami zapominała się w tym co robiła. Efekt jednak zawsze zapierał dech w piersiach bo umrzyk na swojej ostatniej imprezie wyglądał niemal jak żywy. Jednak i dziś dzwonek zadzwonił. Ktoś wszedł na górę, a Yvon odłożyła narzędzia, kładąc je równiutko jedno obok drugiego na specjalnej tacce. Zdąży je jeszcze potem wyczyścić, a następnie przesunęła kozetkę z ciałem umieszczając je w chłodni. Zamknęła drzwiczki i zaczęła myć dokładnie ręce, aczkolwiek niechętnie gdyż zapach śmierci był jej przyjemny. Następnie odpięła fartuch, który starannie powiesiła na haku do tego przeznaczonym. Jeszcze raz kontrolnie sprawdziła swój czarny ubiór przypominający nieco zbroję rycerską. Poprawiła apaszkę, by głowa jej przypadkiem nie odpadła po wejściu po schodach, a następnie ruszyła w kierunku schodów na górę. Przeszła przez salę z trumnami, by trafić do tzw. recepcji, gdzie znudzona na biurku leżała jakaś dziwna istota. Wyglądała bardziej na wyrośnięte dziecko niźli osobę dorosłą, aczkolwiek rysy miała typowo skandynawskie. Skąd wiedziała? Cóż wiele osób przewinęło się przez jej zakład pogrzebowy i po tak długim czasie już mniej więcej potrafiła rozpoznać kto z jakiego jest regionu. W końcu trzeba było się zawsze pomęczyć z charakteryzacją by jakoś to wyglądało. W każdym razie Yvon zmierzyła istotę swoimi czarnymi oczami o złotych tęczówkach. Dullahan była tak gdzieś o czoło od niej niższa, a na dodatek gorzej wyposażona (if you know what I mean), jednak nie to zaprzątało jej głowę. Były to raczej myśli jaką tu trumnę dla tej osoby przygotować? Dębowa, a może brzoza? Piękny, czarny heban lub zwyczajny pachnący świerk? Nagrobek wbudowany w płytę grobowca czy na płycie? Jednak jako fachowa obsługa klienta postanowiła najpierw podejść do tego profesjonalnie. Odchrząknęła nieznacznie. Zazwyczaj w sklepie jak obsługa nas o coś pyta to widzimy jakiś uśmiech, pozytywną energię. Yvon jest tego przeciwieństwem przez co mrok jest niemal namacalny, a zimno zakładu pogrzebowego spotęgowane. Po chwili wydobył się jej bezemocjonalny ton głosu, którym raczyła każdego klienta.
- Witam w "Ostatniej Podróży". Nazywam się Yvon Aithne Caitrona Evans. Czym mogę Pani służyć? - zapytała podchodząc bliżej biurka.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Czw Maj 28, 2015 9:38 pm

Śmierć, śmierć. Kochanek, o którym Inga wiele słyszała, wiele jego "pocałunków" widziała, ale no cóż. Ona od wieków go sprytnie oszukiwała. Nie robiła tego z własnej woli, sama na siebie klątwy nie rzuciła w końcu, no nie? Przywykła jednak do jej widoku, w końcu tyle ludzi spadało z klifów, w tym jej kochany tatuś, oraz wielu osobom rozszarpała w przypływie euforii gardło lub coś innego. Wypadki przy pracy ale nikt nie powiedział że bycie potworem to łatwa robota. Niby tu łeb urwiesz, tam poskaczesz i popodrywasz ale dalej nigdy nie wiesz czy ktoś nagle nie wpadnie ci z buta powie, że jest z zawodówki (a czasami i tego nie powiedzą!!!) i rzucą się na ciebie jak opętani bo masz super duszę czy jakieś tam inne romantyczne teksty lecą z ich ust. Co ona komu złego zrobiła? Jest bardzo grzecznym potworem, zjada ludzi tylko w piątki, no i jeśli ktoś jest natarczywym uczniem. W końcu po tych kilku minutach, które były jak godziny, usłyszała pierwsze oznaki że ktoś się zbliża. Leniwie uniosła głowę i napotkała wzrokiem dziewczynę nieco niższą od siebie, z bardzo interesującymi oczyma. Nie widziała kogoś z czarnymi białkami, więc od razu jej skale zaciekawienia wywaliło na maksa. Uraczyła ją szerokim uśmiechem, eksponując rzędy swoich ostrych kłów i podniosła się z biurka.
-Miło poznać! Inge Forferdelse do usług w dziedzinie potworzenia i sprawiania kłopotów. Szczerze powiedziawszy nie przyszłam tutaj po trumnę, bo do grobu mi nieśpieszno. Zabrzmi to dziwnie ale chętnie pozwiedzam twoje miejsce pracy.- posłała kolejny szeroki uśmiech, zrywając się gwałtownie ze "swojego" krzesła. Już w kilka sekund obskoczyła dziewczynę dookoła i w mgnieniu oka wróciła na swoją dawną pozycję, a nawet wyciągnęła się cała na biurku i patrzyła prosto w jej czarujące czarno-złote ślepka. Inga czuła od niej charakterystyczny zapach śmierci. Czym była? Demonem? Demony pachną siarką, chyba że to jakiś wyjątkowy przypadek. Szczerze trochę zaskoczyło ją, że taką pracą zajmuje się kobieta. To sprawia że jest jeszcze bardziej interesująca! Chociaż jak na biurokratkę zakładu pogrzebowego jest dosyć ponura. Czyż takowy biurokrata nie powinien mieć promiennego uśmiechu na twarzy, buchać z oczu współczuciem i mieć przesadnie słodki głos? Stojąca przed nią kobieta znacznie odbiegała od jej wyobrażeń, ale cóż poradzić. Jaki kraj taki grabarz.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Pią Maj 29, 2015 4:53 pm

Każdy miewa taki moment w życiu (lub po nim jeśli istnieje życie po życiu, w co Yvon wierzy), że żałujemy nie wzięcia czegoś z innego pomieszczenia i z chęcią byśmy się po tą rzecz wrócili. Dullahan żałowała, że nie zabrała aparatu fotograficznego, gdyż takie zjawisko jakim był gość mogłaby spokojnie wysłać do National Geographic i zarobić na tym równie dobrze co na pogrzebie całej rodziny. Oczywiście w wypadku kiedy grzebie się całą rodzinę to pogrzeb finansuje państwo, a w tym wypadku urząd Nevady. Z uczniami pani grabarz problemu nie miała. Pewien dyktator mówił „nie ma człowieka, nie ma problemu”, a jak długo uczniów nie było w zakładzie pogrzebowym lub byli klientami to nie frasowało jej to zbytnio. Klient jak klient, szalony czarodziej, władający czy nawet potwór to nie robiło różnicy, gdyż każdy wobec śmierci jest równy. Młody, stary, idiota, geniusz, niepełnosprawny, krzepki mężczyzna, piękna kobieta. Wszystkich ich oraz wielu innych do swego dans macabre porywała kostucha. Wyznawczyni śmierci zdawała sobie sprawę, że i ją prędzej czy później będą żarły robale w grobie. Czasami nawet myślała jaką trumnę mogłaby przyszykować dla siebie? Może faktycznie dębowa byłaby dobra? Jest mocna, odstrasza zapachem robale i ma długi czas rozkładu, zatem jeśli chciałaby aby kości się zachowały w miarę dobrze to musiałaby taką sobie zbudować, spisać testament i wykonać parę innych rzeczy związanych z biurokracją. Ale wracając do potencjalnej klientki. Wyszczerzając swoje ostre zęby mogła zrobić nieco wrażenia na dullahanie, chociaż pozostawało to bardziej ukryte niźli okazywane. Jedyne co mogło stanowić jakąś oznakę reakcji na ten uśmiech mogło być mrugnięcie powiekami, które na moment przysłoniły czarne białka, by zaraz ponownie je ujawnić. Dullahan stała spokojnie, kiedy istota do niej podchodziła bo jeśli postanowi zaatakować to najpewniej szyja byłaby celem… przez co może się nieco zdziwić w pierwszej chwili kiedy wgryzie się.
Dobrze, że się przedstawiła jako potwór i… potencjalne zjawisko kłopotogenne. Nietrudno się było domyślić, że właścicielka zakładu również jest potworem, ale kto tam wie. Może nosi jakieś krzywe kontakty?
- Istotnie brzmi to… niespotykanie. Rzadko kto przychodzi do zakładu pogrzebowego, by pooglądać balsamowanie ciała oraz wykonywanie trumien – powiedziała wzrokiem wodząc za Ingą, która skakała wokół niej. Cóż Yvon zawsze stawiała na jakość produktów jakie oddawała, a nie social networking. Każdy kto raz zamówił jej usługi wiedział, że robota będzie wykonana prawidłowo i się nie zawiedzie, zatem kwestia ponurości właścicielki zakładu często była spychana na dalszy plan. W końcu rodzina chciała widzieć zmarłego w najkorzystniejszym świetle – Jednakowoż uprzedzić śpieszę, przeszkadzać mi w pracy pozwolić nie mogę lub też nań mych technik grabarskich zdradzić – odpowiedziała z pełną powagą w głosie. Każdy z cechu grabarskiego miał jakiś swój trik. To tak jak chociażby kowalskie metody uderzeń. Ten sam przedmiot z rąk dwóch specjalistów wychodzi zupełnie inny z racji zastosowania innych metod. Co do samej Ingi… nie przeszkadzała ona Yvon do momentu aż zacznie jej psocić w zakładzie. Dullahan podeszła do drzwi i poprawiła czujkę od dzwonka, która się nieco obsunęła, a następnie wskazała ruchem głowy by Inga za nią podążyła. Niestety… to był błąd potworzycy, gdyż przy znacznym ruchu puściło łączenie głowy, które stoczyła się z szyi, a potem upadła na podłogę z charakterystycznym „auć”. Ciało jako, że było do tego przystosowane zaczęło po podłodze szukać głowy.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Pią Maj 29, 2015 8:30 pm

Z Ingi była nie lada gratka, w rzeczy samej. Kto o świcie był gotów przemaszerować polami, zasłanymi trupami, okraszonymi zaschniętą, wręcz czarną, krwią, pogwizdując i wyśpiewując dosyć radosne piosenki? Och, ależ oczywiście że ona! Śmierć była jej znana w kontekście czysto teoretycznym, nawet nie była bliska zakończenia swojego życia. Chociaż te, jak to grabarka mogła zauważyć, dziecięce oczy widziały więcej krzywd na ludziach, więcej flaków i pokiereszowanych zwłok niż ona w swojej karierze. Plus, jak i minus długowieczności. Może też coś na rodzaj, kto wie, pragnienia, tęsknoty, przygnało ją do tego miejsca, z którego od wejścia czujesz śmierć, wręcz prawie jej dotykasz. Dla innych to przerażające, przytłaczające, dla takich jak Inga to jak spotkanie z przyjacielem po wielu latach. Wiecie jak to jest kiedy z jednej strony wszyscy wam zazdroszczą długowieczności, tej cudownej młodości, ale z drugiej to dosyć spore cierpienie. Patrzysz jak umierają najbliżsi twemu sercu, jak świat się zmienia, z czasem i ty chcesz umrzeć, jednak nie posuniesz się do drastycznych kroków takich jak samobójstwo. Niektórzy popadali w szał, słynny berserk, nie przejmowali się niczym, liczyła się żądza krwi i być może w końcu tak długo oczekiwana śmierć. Każdy ich potępiał, a co jeśli doskwierała im już samotność? Owszem, zaraz ktoś powie, że sami ćpali grzybki aby wywołać halucynacje. Ale co jeśli to wszystko miało dla choćby poszczególnych osobników sens? Ale no nie uciekajmy tutaj myślami w tak filozoficzne rewiry, wróćmy do spraw przyziemnych. Na słowa o przeszkadzaniu w pracy, jak za machnięciem magicznej różdżki, dziewczę zatrzymało się przed niższą towarzyszką i z delikatnym, dalej szczerym lecz odrobinę poważniejszym, uśmiechem, skrzyżowała ręce na piersi. W oczach zapłonęły ogniki ciekawości i częściowej ambicji.
- Jestem świadoma jak ważną dla Ciebie rzeczą jest praca i zadbanie o należyty pochówek. Być może to nawet kilka moich ofiar byłaś zmuszona poskładać do kupy. -ostatnie zdanie wymówiła, jakby była bardzo dumna z siebie i swojej roboty. Starała się każdą ofiarę potraktować w specjalny sposób. Jednej oberwiemy rączki i wsadzimy do brzucha, drugiej wyrwiemy flaki odbytem, a trzeciej rozszarpiemy krtań i schowamy gdzieś głowę. Czysty artyzm w swej brutalnej formie. - Nie zamierzam Ci przeszkadzać, chociaż bucham energią, co sama zauważyłaś. Są momenty kiedy i wulkan śpi. Technik grabarskich nie chcę poznać, to nie moja działka, ja rozszarpuję ludzi, nie ich składam.
Posłała jej kolejny uśmiech, który bardzo dobrze pokazywał jej kły, nie chciała jej tutaj zagrozić ani nic z tych rzeczy. Ot taka przechwałka. Już chciała iść w stronę wskazanych drzwi, kiedy usłyszała dosyć cichy szelest, jakby jakieś drobne zwierze przemykało przez liście. Odwróciła się w stronę dziewczyny i zamurowało ją. Chodząca energia Inga stanęła jak wryta i patrzyła się tępo w głowę, która jeszcze chwilę temu znajdowała się tam gdzie każda normalna głowa powinna być. Z jej twarzy nie można było wyczytać żadnych emocji, po prostu stała i patrzyła się. Po chwili, która mogła się wydawać wiecznością, ruszyła się z miejsca. Bardzo powolnym krokiem zbliżyła się do głowy i ją podniosła tak na wysokość swojej. Bez słów wpatrywała się w czarno-złote oczy, co chwile zerkając na bezradne ciało, które uparcie szukało swojej głowy. Zaraz, co to jej przypominało? Ach, no tak, jeźdźca bez głowy.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Sob Maj 30, 2015 1:00 am

W pewnym sensie była to miła odmiana od szarej codzienności dullahana, jednak z drugiej strony pozostawało pytanie jak długo ona robiła to co aktualnie robi? W końcu ciało, które posiada obecnie liczy sobie dosyć długo jedynie głowa się zmieniała. Czasami nachodziły ją myśli skąd zna techniki ciesielskie, dzięki którym wykonuje trumny albo gdzie nauczyła się tak fachowo zszywać ludzkie ciało? Oczywiście teorii było kilka na ten temat, jednak jedyną prawdziwą była pamięć ciała. Zawsze kiedy ciało zmieniało głowę to przechodziły wraz z tym pewne wspomnienia zawarte w ciele dzięki czemu umiała walczyć za pomocą swojej wiernej łopato-lancy. Wszakże było to doświadczenie, które ciało zdobyło zdecydowanie wcześniej. Prawdę mówiąc ona była pierwszym dullahanem o kobiecych kształtach, więc w ogóle to był dosyć duży sukces zwłaszcza że małe dullahanki nie wychodzą z kobiet, a zwyczajnie powstają poprzez odseparowanie głowy od ciała przez swego rodzaju pasożyta jakim jest domyślne ciało jeźdźca.
Nie uznawała prób samobójczych niezależnie jakie one by nie były jako przejaw ludzkiej słabości. Te kruche istoty chciały jedynie szybciej doświadczyć pięknego zjawiska jakim jest śmierć, a to zjawisko Inga na pewno widziała wielokrotnie w swoim życiu. Tak samo Yvon zresztą, chociaż ona obcowała z nim na bardziej biznesowej stopie niźli sama miałaby zabijać. Koniec końców i tak wszystkie dusze prędzej czy później trafią pod jej opiekę i to ona będzie je przeprowadzać na drugą stronę. Niczym mityczny Charon, strażnik wejścia do podziemia tak i białowłosa wierzyła że takie jest jej powołanie. Nie lękała się rządzy mordu w oczach czy chociażby szaleństwa, gdyż to ona jak i wszyscy jej przodkowie są ucieleśnieniem śmierci i wszelkiego rozkładu. Wprawdzie nie jest bogiem jak Shinigami, jednak czasami ma takie zapędy by przypisywać sobie takowe obowiązki. Nie jest wszakże nic złego, chociaż do jej kompetencji nie należało pilnowanie by świat stał tak jak stoi obecnie. Co ma być to będzie i trzeba się pogodzić z nieuniknionym. Ostrze przeznaczenia przeszyje każdego niezależnie kim lub czym jest, śmiertelnik lub bóg w oczach śmierci wszyscy są tacy sami.
Z rozmyślań wyrwała ją Inga, która pojawiła się przed nią i jakże chwaliła się tym jak zabijała swoje ofiary. Może tego trochę nie przemyślała, ale dullahan gdyby miała jakieś powiązania z zawodówką śmierci to mogłaby rzucić jej wyzwanie tu i teraz. No a zakład najwyżej na koszt szkoły by się wyremontowało, jednak tak nie było. Widywała różne rzeczy kiedy to policja dostarczała jej ciała, które miała przygotować z miejsc jakiś zbrodni. Zdarzały się masakry rodem z londyńskiego Jack’a the Rippera, Rzeźnika z Londynu lub jak zwał tak zwał Kuby Rozpruwacza. Jedyne co wzbudzała taka scenka w Yvon to westchnięcie gdyż pracy będzie o wiele więcej składając takie ciało. Żadnego współczucia dla bliskich, jeno czysty biznes i komfort pracy. Najgorsze było kiedy jakiejś części ciała brakowało, gdyż wtedy musiała z wosku wykonać brakującą kończynę a odwzorowanie w kawałku tej jakże upierdliwej w obróbce substancji nie było łatwe.
- Roztropnie winnaś dobierać słownictwo, gdyż gdybym pracowała dla Shibusen niechybnie czekałaby nas konfrontacja. Jednak czym innym jest lubowanie się w odbieraniu komuś życia z czystej zabawy, a czym innym zabijanie by przetrwać. Zabijać winno się szybko, by okazać przeciwnikowi godność swą jak i jego poszanowanie zostawić – odpowiedziała iście rycersko, gdy Inga trzymała jej głowę w swoich rękach. Jeźdźcy mieli korzenie typowo rycerskie oraz obyczaje z tym związane, przez co nie torturowali niepotrzebnie swoich ofiar i jeśli musieli to zabijali ich jak najszybciej się dało by następnie ich czerepy przemienić w kolejne dullahany. W tym czasie ciało dalej szukało swojej głowy, jednak tym razem kierowało się coraz bliżej Ingi.
- Odstaw mnie na mój kark jeśli możesz – poprosiła mrużąc swoje czarne oczy. To było dziwne. Głowa nie miała dostępu do tlenu, a jednak mogła wydawać dźwięki oraz mózg się nie odtleniał co sugeruje że pewnie Yvon mogłaby przetrwać bez tlenu.
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Sob Maj 30, 2015 12:31 pm

Jaka jest szansa by trzy potworzyce spotkały się w jednym miejscu? Dość nikła a jednak, ale co istota niemogąca normalnie umrzeć szukała by w zakładzie pogrzebowym? Odpowiedź jest prosta - dekoracji. Z jakiś powodów Dee-Dee lubiła dekorować swe miejsca o przedmioty powiązane z śmiercią, stąd Pan Czaszka w jej gabinecie. Ostatnio przyszła jej do głowy myśl by wzbogacić biuro o ładną trumienkę, och pewnie zrobi wrażenie na biednych uczniach, kukuku~. No co?! Nawet tak długoletnia istota jak nasza Deatch potrzebuje od czasu do czasu nieco zabawy! Oczywiście to nie mogła być pierwsza lepsza trumienka, dlatego też właśnie czarnowłosa przybyła właśnie do "Ostatniej podróży" zakładu, który cieszył się dobrą renomą. Trzeba to przyznać, budynek sprawiał niezwykłe, pierwsze wrażenie - kosa kostuchy w drzwiach, no kto by pomyślał? Chyba warto by porozmawiać z właścicielem o architekcie tego miejsca... Nie zastanawiając się długo kobieta otworzyła drzwi, wkroczyła do środka i ujrzała cóż... całkiem ciekawy widoczek, nie na tyle by się przeraziła - wśród tych setek lat widywała dużo gorsze widoki a fakt, iż potrafi ujrzeć duszę każdej istoty sprawia, że przeróżne dziwne osobniki nie były dla niej aż tak zaskakujące - zawsze wiedziała kogo ma przed sobą,  a w tym wypadku było to dwa potworki, acz zupełnie inne od samej Dee-Dee, nie żeby miało to w czymś przeszkadzać.
- Ohh... Dzień dobry... Chciałabym kupić trumnę, może nawet dwie, ale... chyba nie przeszkadzam - mam przyjść innego dnia?
Rzuciła najzwyczajniej w świecie Dee, czekając u progu nie okazując żadnych odznak zdziwienia, czy zainteresowania - choć po prawdzie chętnie dowiedziała by się o tym wszystkim nieco więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Sob Maj 30, 2015 1:41 pm

Kiedy żyjesz kilkaset lat poznajesz coraz to więcej praw jakim rządzi się świat, zyskujesz nowe umiejętności. Inga nie mogła od tak wymienić sobie głowy, poświęcała lata na ubarwienie sobie tego długiego czasu. Od zwykłego szycia, aż po teoretyczną nekromancję (ale tylko czysto teoretyczną, wie jakimi rządzi się prawami itp. ale nie potrafi jej stosować). Miała dużo czasu na szlifowanie swoich umiejętności, które tak czy siak nie dorównywały magii wiedźm. Jak każdy wilkołak miała okres kiedy zabijała dla zabawy, a płynąca dookoła posoka wprawiała ją w ekstazę. Ale czasami w życiu mordercy, dzieje się coś co zmienia jego światopogląd. Nic nigdy nie wpłynęło na Ingę tak, jak widok ukochanej jej ofiary, która rzuciła się na nią nawet jeśli była zwykłym człowiekiem. Biła ją płacząc i krzycząc. Całe to wydarzenie było tak dla niej szokujące, że zamiast szybko rozprawić się z przeszkodą, która była denerwująca, po prostu stała jak wryta i próbowała zrozumieć jej zachowanie. Wtedy też poczuła się samotna i cała ta sytuacja wywołała u niej pierwszy raz w życiu przygnębienie. Skończyła wtedy na kanapie, rozmyślając o swoim życiu i zastanawiając się czy to co robiła było dobre. Z tego wszystkiego przestała zabijać dla zabawy, jedynie sporadycznie uczniów, którzy są nadgorliwi lub kiedy wpadnie w prawdziwą krwistą furię. Ale nawet wtedy nie bawiła się w kolekcjonowanie trofeów, zwyczajnie masakrowała ciała, myślała że to odstraszy kolejnych. Ale oni? Wręcz przeciwnie! Walili drzwiami i oknami, bo silny potwór, dusza i wszystko. Można powiedzieć, że zbiera teraz żniwa, które zasiała za młodu. To wszystko przyprawiało ją o migrenę, a teraz jeszcze ktoś jej grozi. Uniosła brew i zachichotała.
- Grozisz mi? Zauważ w jak patowej sytuacji jesteś. Jeśli jesteś z Shibusen, wiesz dobrze że ta walka nie wyszłaby po twojej myśli. O ile się nie mylę, jeźdźca bez głowy zabije się tylko wyrywając mu serce i rozwalając głowę.- uśmiechnęła się znacząco, po czym zakręciła głową grabarki na jednym palcu niczym piłką od koszykówki. Zauważyła wtedy nową osobę stojącą w progu i pomachała do niej wolną ręką. - Nikomu nie przeszkadzasz! Tylko się droczę z panią Poważną.- skierowała się w stronę jej tułowia ale zanim umieściła głowę na jej należytym miejscu wyszeptała jej cichutko na ucho "Zabijam szybko ale to co robię z ciałem wygląda nieciekawie, jednakże nie chcę Cię zabić. Tylko w ostateczności jak sama mnie zaatakujesz". Puściła jeszcze do niej oczko i umiejscowiła ją na szyi, po czym ją jeszcze pogłaskała. Zerknęła w stronę nowo przybyłej i posłała jej szeroki uśmiech, eksponując przy tym swoje kły w życzliwej manierze.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Sob Maj 30, 2015 8:20 pm

Jako, że Dullahan widziała „zabrudzenia” na duszy, czyli wszelkie grzeszki i inne przewiny ziemskie to  duszę chociażby Ingi mogła widzieć jak taką czarną plamę. Zabijanie było grzechem, jednak Yvon jakoś się tym nigdy nie przejmowała. Ludzie robili to od zawsze więc czemu miałoby to sprawić problem teraz? Czyż nie byłaby to hipokryzja? Tym bardziej potwory nie powinny być mierzone ludzką miarą i wedle ludzkich obyczajów. Nie były z tego gatunku, więc czemu patrzeć na to z perspektywy prawnej, która wbrew pozorom więcej wolności odbierała niźli jej dawała. Czasami Yvon żałowała, że nie opanowała techniki „Pokutnego Spojrzenia”, gdyż wtedy dosłownie zmiotłaby Ingę wzrokiem, zwłaszcza że teraz w obecności klienta który się pojawił głowa była niczym piłka od koszykówki, a ciało powoli odnajdywało się w całej sytuacji. Oczywiście dullahan widziała to inaczej, gdyż ciało mogło poskładać pieczęć, a ona coś mruczeć pod nosem by za kilka chwil zamknąć potworzycę w trumnie z drewna, jednak tego nie zrobiła.
- Zawżdy groźba to nie była, ino sugestia – odpowiedziała na jej pychę. W tym wypadku to głowa miała inicjatywę tak naprawdę. Skoro obiekt wyglądał na skupiony na samej głowie to ciało miało swobodę działania.
- Jakież to szczodre – odszeptała nieco ironicznie i złapała się za głowę. Przekręciła mocniej, aż kark zaskrzypiał złowieszczo. Normalnie pewnie w tym momencie jakiemuś zwykłemu człowiekowi wypadłby krążek lub zostałby skręcony kark sądząc po tym dźwięku, ale dullahan jedynie sobie przytwierdziła tą głowę kiedy potworzyca ją głaskała. Yvon miała zbyt sceptyczne podejście do życia by czuć wobec kogoś zawiść, więc nie zareagowała na to negatywnie a raczej jak argon, który wszedł do baru i poprosił wodę. Gaz szlachetny nie został obsłużony i co zrobił? Nie zareagował, więc tak samo stało się z Yvon. Nie zareagowała na to. Poruszała na boki głową, łapiąc się w karku… siedziało doskonale, następnie wstała otrzepała się i podeszła do klientki – Przepraszam za niedogodności. Czym mogę Pani służyć? Ach tak trumny – zreflektowała się szybko i podeszła do biurka, z którego wyciągnęła niewielki czarny katalog, a następnie poprosiła Dee w stronę pokoju z trumnami – Ma Pani jakieś preferencje co do drewna, materiału lub stylu w jakim ma być wykonana? Ornamentów lub dodatkowych funkcji? Mamy akurat promocję na hebanowe trumny z grawerunkami greckimi przedstawiającymi hades – odpowiedziała w pełni profesjonalnie Yvon i wskazała jedną z trumien, która stała przy samym początku pokoju. Ciemne drewno z grawerunkami przedstawiającymi udręczone dusze śmiertelników jak i tytanów, których Zeus pokonał. Dusze były torturowane na masę sposobów, jednak zawsze miały dłonie oraz oczy zwrócone ku górze jakby oczekiwały wybawienia z całej sytuacji. Dullahan otworzyła jedną połowę trumny i wskazała na czerwoną tkaninę – Proszę dotknąć. Czysty jedwab. Niemal jakby grzebać króla – prawdziwy jedwab nie był czymś tanim. To nie chińska produkcja, tylko autentyczny jedwab – perskiego króla, gdyż jest to Kanaus. Oczywiście grawerunki na trumnie możemy zmienić na życzenie – rzuciła fachowym terminem określającym tkaninę wykonywaną perską metodą. Oczywiście kątem oka zerkała na Ingę czy ta nie broi.
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Nie Maj 31, 2015 7:16 pm

No proszę, to się nazywa prowadzić porządny interes - nawet bez głowy na karku, troszczy się o klienta! Trzeba przyznać, że nasza Dee-Dee była pod wielkim wrażeniem, raz, czy dwa "umarła" przez dekapitację i nie było to nic przyjemnego, ciekawe czy ją to jakoś boli? Hmmm... czy było by to niegrzeczne pytanie? Ekhem. W każdym razie, nasza trupioblada psycholożka ruszyła za Panią Dullahan przyjrzeć się trumną, tak jak się spodziewała wybór był przedni, Death "umierała" już wiele razy jednak jej ciało rzadko kiedy miało okazję spocząć w tak dobrych warunkach - a przynajmniej tak wydawało się czarnowłosej, nie miała pewności co się działo z jej ciałem gdy dusza odchodziła poza cykl by odzyskać energię i skonstruować nowe.
- Czy mam jakieś preferencje.. oh.. prawdopodobnie dąb byłby najlepszy, jakoś zawsze miałam sentyment do tego drewna, jeśli chodzi o grawerunki, najchętniej zobaczyła bym coś bardziej w kierunku Danse Macabre, nie mam zbyt miłych wspomnień z tamtego okresu, ale motyw śmierci w literaturze, był wówczas dość ciekawy. A co Panie sądzą?
Odparła Dee-Dee przyglądając się tkaninie, którą zachwycała się właścicielka interesu.
- Wierzę na słowo, niestety mój zmysł dotyku nie działa zbyt dobrze - nie działa w ogóle, tak właściwie.

Dodała ponuro, o ile fakt, iż sprowadzało się to również do bólu był dość użyteczny to nieco przeszkadzało z codziennym życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Pon Cze 01, 2015 1:39 am

Dzisiejszego poranka sporo się pokomplikowało... Przede wszystkim o tej godzinie Nibui już dawno powinien być w swojej znienawidzonej, aczkolwiek całkiem nieźle płatnej pracy, ale zamiast tego przewracał się jeszcze na drugi bok w swoim łóżku. Wszystko przez tę całonocną imprezę, na którą zaprosiła go jakaś nieznajoma. Była ładna, miała piękny uśmiech, a na dodatek proponowała darmowe drinki, więc czemu miałby się na to nie zgodzić? Na dodatek miała jeszcze blond włosy, czyli była ideałem czarodzieja. I tak od nici do kłębka wyszło, że wypiło mu się trochę za dużo, co przypłacił helikopterem w głowie i watą w kolanach. Ale warto było! Naprawdę warto! Już dawno tak bardzo się nie wytańczył, nie napił i nie najadł. I to za darmo. Najwidoczniej niebiosa miały go dzisiaj w swojej opiece, ale tylko w porze nocnej, opuszczając go porankiem i pozwalając mu na zaspanie.
Nie trzeba wobec tego mówić, że kiedy tylko Sakazuki otworzył oczy, momentalnie zerwał się z łóżka na równe nogi. Jego brawurowa akcja nie potrwała jednak zbyt długo, bo helikopter całkowicie nie odleciał i sprawił, że już po chwili po raz kolejny wylądował na łóżku, ale tym razem z dodatkowym, potwornym bólem głowy. Kac morderca nie ma serca, a on nawet nie może zarzucić klinem, bo przecież idzie do pracy. Spóźniony, bo spóźniony, ale lepiej tak, niż miałby się tam nie pojawić wcale. Wystarczyło tylko potraktować paszczę pastą do zębów i płynem do płukania ust, a samą twarz przemyć porządną ilością zimnej wody. Może i to ostatnie nie zniwelowało ogromnych worów pod oczami mężczyzny, ale za to pasta i płyn przyniosły spodziewany efekt. Nie było czuć już od niego alkoholu, a jedyne ślady jakie zostawił ten trunek to te na jego aparycji, ale zawsze może to zrzucić na przeziębienie.
Cała ta niedyspozycja sprawiła, że zabrał również pierwsze lepsze ciuchy, które znalazły się pod ręką. W takim lekko rozciągniętym, ale za to wygodnym zestawie chodził tylko po mieszkaniu, ale chyba nie będzie przeszkadzało jak będzie w nim rozmawiał również z klientami. Wreszcie też dotarł na miejsce, a jego oczom ukazały się znajome, wielkie drzwi. Niestety całkowicie zapomniał o dzwonku nad nimi, który miał powiadamiać o nowych klientach. Na całe szczęście diabelski dzyndzel dźwięcznie mu o sobie przypomniał, nieomal doprowadzając jego głowę do eksplozji. Nibui złapał się teraz za nią momentalnie i starał się zamknąć drzwi jak najwolniej potrafił, żeby nie przeżyć tego horroru raz jeszcze.
- Yo, szefowa! Spóźniłem się, bo chyba dopadła mnie grypa, ale powinienem dać dzisiaj radę. - rzucił podniesionym głosem widząc, ze Dullahan nie ma za biurkiem. Zresztą sam z tego skorzystał, rozsiadając się na fotelu i opierając głowę na swoich dłoniach. Nie zauważył nawet, że mają aż tylu klientów, albo specjalnie udawał, że zwyczajnie ich nie widzi. Chciał dzisiaj jedynie spokoju, żeby wyleczyć kaca.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Pon Cze 01, 2015 3:31 pm

Inga wbrew swojej porywczej, wręcz zwierzęcej, naturze nie przepadała za dużą ilością naraz ludziów. Męczyli ją oni strasznie swoim natłokiem obowiązków, marudzeniem bez powodu. Czy im wszystkim zawsze jest źle?! Gdzie radość z życia? Gdzie radość z czegokolwiek?! No tak nie ma czasu bo praca to, praca tamto. Aż ją bolało wszystko na myśl że miałaby być niewolnicą czegoś takiego jak "praca". Żyła sama dla siebie, bez zbędnych obowiązków, a jak trzeba pieniędzy to schowa dumę w kieszeń i do tej pracy pójdzie, albo pobrabra się jakimiś nędznymi zleceniami dla morderców. W końcu co to dla niej, niby zabicie dla zabawy i grzech, ale z drugiej strony jest to potrzebne do jej egzystowania jak i nie jest zbytnio wierząca. W Norwegii owszem, jest Bóg, a nawet kilku! Jednak Inga nigdy nie przepadała jakoś za zganianiem burz na Thora, czy zimy na atak Gigantów. Zimno to zimno, grzmi to grzmi, gdzie tu boska ingerencja? Westchnęła głośno i dosyć żałośnie, niczym dziecko, które nudzi się podczas rozmowy mamy z przyjaciółką. Tutaj dwójka gada o trumnach i jakości jedwabiu, tu znowu ktoś wpada jak w gorącej wodzie kąpany i gada o grypie. Czy to się znowu zaczyna? Marudzenie jak stare babcie u lekarza, o tym co to jej nie jest i jak bardziej chora to ona nie jest od swojej rozmówczyni? Sapnęła zdenerwowana. To było chyba najgorsze. Idzie człowiek, albo wilkołak, spokojnie do lekarza, zbadać się co jest grane czy leków nie trzeba, a tu jak nie dosiądzie się babcia i nie zacznie ględzić o swoich hemoroidach czy innych przypadłościach. Co najlepsze! Ona wcale nie musi Ciebie znać i tak opowie Ci historie swojego życia, a czasem nawet o rodzinie wspomni! I weź tu zapamiętaj co wujek Stefan zrobił na urodzinach siostry Elżbiety. Na same wspomnienia tych niemiłych doznań ją zmierziło. Że też są tacy ludzie. Owszem lubi rozmawiać i ogólnie, ale nie mówi pierwszej lepszej osobie jak to za dzieciaka zjadła wiewiórkę czy coś. W końcu kogo to obchodzi? No właśnie, nikogo, chyba, że sąsiadkę spod 2 ale o niej to inna historia. Mimo wszystko zaniepokoiła się zachowaniem tego mężczyzny. Chodził ociężale, dziwnie zareagował na głośny dźwięk, spłoszone i lekko przyćmione spojrzenie. Zwęszyła powietrze. Delikatna woń alkoholu, ale nie takiej normalnej wódeczki czy czegoś, takiego sfermentowanego, zepsutego bimbru. Spojrzała w jego stronę i zauważyła sposób w jaki siedział. Lekarz z niej żaden, babcia od domowych specyfików również, ale była pewna że kaca nie wyleczy się pracą. Podeszła do biurka z boku i pochyliła się odrobinę w stronę pracownika zakładu.
- Nie wyleczysz tego pracą, nawet jeśli nie ma tu zbytniego ruchu.- wyszeptała, żeby nie drażnić go zbytnim hałasem. W takim stanie ludzie byli delikatniejsi od kwiatuszków, powiesz coś takiemu za głośno i już marudzi, że ciszej bo głowa boli. Pogłaskała go po jego pomarańczowej czuprynie i uśmiechnęła się ciepło. - Lepiej wracaj do domu i się prześpij, smród trupów jak i ten dzwoneczek nie służą kacowi.
Zachichotała cicho i usiadła na boku biurka, powoli i lekko niczym piórko, aby nie drażnić skacowanego. Przeciągnęła się jeszcze leniwie i westchnęła. Było tu wbrew pozorom tak cicho, spokojnie i chłodno, że najchętniej poszłaby spać. Ale jak tu iść spać kiedy może pochodzić sobie po kostnicy, którą miała wielką nadzieję obejrzeć, czy też ogólnie po zakładzie? Pozostało jej cierpliwie czekać, aż Pani Poważna obsłuży klientkę.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Wto Cze 02, 2015 7:39 pm

Właścicielka zakładu czasami traciła głowę… dosłownie, w końcu biznes jest naprawdę wyczerpującą pracą. Pracujesz całymi dniami, robisz trumny, tylko po to by wpędzić się do grobu albo komuś go właśnie kopiesz. Życie w pracy Dullahan nie istniało, praktycznie klienci byli strasznie sztywni i rzadko wracali ponownie. Jednak pomimo tego dawała radę, niczym dzielny czarny rycerz kroczyła ścieżką śmierci, nagrobków oraz prochu (nie poda namiarów na dilera). Klientka natomiast wyglądała na usatysfakcjonowaną profesjonalizmem, co grabarza napawało dumą (niewidoczną pod poker facem, ale widoczną wewnątrz).
- Hmm dąb… Chyba mam jeszcze jakiś na składzie, więc mogłabym zacząć pracę nawet dzisiaj – przekalkulowała sobie ile jeszcze ma zamówień i ile surowca jej pozostanie. Prawdopodobnie wyjdzie na zero, za to motyw Dans Macabre należał do jej ulubionych i nawet znajdował się w katalogu, który Yvon miała przy sobie – Myślę, że to wyjątkowy motyw podkreślający wagę przedmiotu na którym będzie umieszczony. Śmierć jest w swoim tańcu bardzo piękna jak i hojna, przyjmie każdego niezależnie od statusu społecznego czy wieku – zapomniałaby przy tym rozczulaniu się o jeszcze jednej rzeczy – Jednak by przygotować trumnę muszę wziąć od Pani wymiary osoby, która tam będzie leżała. Ma Pani może gotowe czy mam zmierzyć teraz? – zapytała bo może właśnie ta osoba zawczasu sobie kupuje trumnę, by potem zostać pochowaną w taki sposób jaki sobie tego życzyła? Mimo, że jej zmysł dotyku nie działa to jednak efekt wizualny będzie widoczny – A może ma Pani preferencje co do materiału, który… - i wtedy pytanie zostało przerwane przez niedawno zatrudnionego pracownika zakładu pogrzebowego. Przybył Nibui wyglądający jak śmierć na chorągwi… albo jak skacowany uczeń uniwersytecki. Dzwoneczek nie tylko powiadamiał Yvon o nowych gościach, lecz również zwiastował zazwyczaj spóźniających się pracowników zakładu. Zachowała jednak pełen profesjonalizm i nie opieprzyła go przy klientce… zrobi to potem jeśli straci kontrakt.
- Ah witaj. Dobrze, że jesteś. Przypilnuj by Inga nic nie zrobiła – rzuciła i wróciła momentalnie do Dee Dee – to na czym to? A tak. Czy ma Pani zatem jakieś preferencje co do materiału. Wszakże nie czuje Pani, ale efekt wizualny nadal pozostanie. W ofercie mamy tkaniny sprowadzane z różnych miejsc świata, jednak jeśli jakiejś nie będę miała na magazynie to mogę zamówić ją w ciągu 2-3 dni – powiedziała i wręczyła kobiecie katalog z trumnami. Również jej zamówienie, czyli dębowa z motywem Dans Macabre znajdowało się wśród nich, ale były też inne pokroju trumny z grubego zbrojonego szkła, które było przezroczyste jak i też skromniejsze rzeczy. Wszędzie oczywiście były fachowe opisy typu drewno, materiał wewnątrz oraz dodatki i cena. To ostatnie powalało najbardziej, jednak trumny na zdjęciach wyglądały całkiem dobrze, zwłaszcza że niektóre psycholożka mogła widzieć przed sobą.
- Świadczymy również usługi w kwestii wykuwania nagrobków jak i kucia krypt – napomknęła, a logicznie rzecz biorąc również i to będzie niosło za sobą koszty – jak również zapewniamy transport albo wynajętym karawanem albo czarną dorożką z koniem w staroświeckim stylu – dorzuciła po chwili. W sumie to by się nawet ładnie komponowało z zamówieniem jakie by chciała Dee Dee. Dullahan teraz dawała nowemu pracownikowi pole do popisu, bo miał pilnować całego przybytku by Inga nic nie nabroiła.
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Sro Cze 03, 2015 11:24 pm

/Pardon/

"Śmierć jest w swoim tańcu bardzo piękna jak i hojna, przyjmie każdego niezależnie od statusu społecznego czy wieku", oh - ależ by nasza Dee-Dee by te słowa tyczyły się również jej, jednak z jakiegoś powodu śmierć naszej czarnowłosej nie lubiła i odmawiała przyjęcia w swe progi. W każdym razie rozmowa trwała i trzeba przyznać, że informacji do odbioru było sporo.
- Oh, oczywiście - proszę zbytnio nie przejmować się wymiarami, grunt bym się zmieściła - tak po prawdzie, to planuję wykorzystać ją jako dekorację mego biura. Myślę, że będzie pasowała idealnie, och.. mam nadzieję, że nie jest to żadna profanacja?
Zapytała Deatch przyglądając katalog w poszukiwaniu najodpowiedniejszego materiału, spóźnionym pracownikiem niezbyt się przejęła, wszak przyszła tu przede wszystkim jako klientka a nie na ploteczki o odpowiedzialności społecznej czy jakiejś tam..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Czw Cze 04, 2015 4:30 pm

No tak, klientka! Nibui nie zauważył jej w pierwszej chwili, ale gdy tylko podeszła do biurka zorientował się, że przecież żadna taka dziewczyna tutaj nie pracuje. Już nawet westchnął ociężale, żeby zapytać się czy czegoś potrzebuje, kiedy ta otworzyła usta. Mężczyzna spodziewał się, że zaraz znowu dostanie po głowie potężną dawką dźwięku, który dosłownie ją rozsadzi, a tak naprawdę został miło zaskoczony. Ta istota była nieziemsko wyrozumiała i zamiast pokazać co takiego potrafią jej struny głosowe, postanowiła ukoić go szeptem, a nawet pogłaskaniem po czuprynie! To drugie, nawet pomimo całej tej delikatności, przyniosło jednak efekt odwrotny przez co Nibui po raz kolejny się skrzywił.
Wtedy też usłyszał szefową, która raczej z jego spóźnienia zadowolona nie była, ale kazała mu przypilnować istotki gramolącej się właśnie na biurko. W ogóle co to za zachowanie? Zupełnie tak, jakby była u siebie. Właśnie dlatego czarodziej postanowił jednocześnie Ingę ukarać, posłuchać szefowej, a i uszczknąć coś dla siebie. Po prostu przysunął się bardziej do biurka, aby następnie pochylić się do przodu i ułożyć się policzkiem na jej udach, robiąc sobie w ten sposób całkiem wygodną poduszkę.
- Nawet nie myśl, żeby się stąd ruszać. Szefowa kazała Cię pilnować. - odezwał się grubym, zachrypniętym i lekko przepitym głosem. Ah, ten alkohol! Wszystko zmienia. Nawet ton głosu, jaki normalnie towarzyszy człowiekowi, chociaż to akurat było najmniejszym zmartwieniem Nibuia - Zresztą nie mogę iść do domu, a skoro się tak o mnie martwisz, to z pewnością mi pomożesz. Podobno kobiece uda skutecznie pomagają w walce z kacem. Słyszałaś coś o tym, hm? - zapytał, z widocznym, szelmowskim uśmieszkiem rysującym się teraz na jego wargach. Nie dość, że miał chwilę wolnego, to jeszcze mógł wykorzystać ją w taki sposób pod pretekstem pilnowania Ingi. No, dzień zaczyna się zmieniać w coraz lepszy. Jeszcze gdyby tylko Dullahan zapomniała go opieprzyć za spóźnienie się do pracy, to wszystko powinno się jakoś ułożyć.
- Zresztą... W ramach walki z kacem może skusiłabyś się na małego drinka po mojej pracy? - zagadnął jeszcze całkiem bezpośrednio. W końcu może i z początku jej nie zauważył, ale oczy miał tak samo dobre, jak każdy facet. Skoro dziewczyna wydawała się całkiem w porządku, to dlaczego nie miałby zaryzykować i tego pytania? A tam. Niech wszystko pójdzie na jedną kartę. Może to przez alkohol, a może i zwyczajny przypadek, ale Inga wydawała się nad wyraz atrakcyjna. A może to nawet i osobiste preferencje Nibuia sprawiły, że obudziła się w nim chęć poznania bliżej tej osóbki. Przecież prawie białe włosy nie trafiają mu się na ulicy codziennie, a że i sylwetkę miała w jego typie, to złożenie propozycji drinka wystarczyło uznać jedynie za formalność. Okoliczności co prawda nie są najlepsze, ale to może działać na jego korzyść. Facet musi być nieprzewidywalny.
- Osiemnasta, tak? - dorzucił jeszcze, żeby wszystko uściślić i tym samym dać Indze mniej czasu na namysł. Szybka piłka!
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Sob Cze 06, 2015 1:40 pm

Chociaż i była wulkanem energii nie sprawiała nigdy zbyt wielkich problemów. Nie rzucała szklankami ani nie skakała po łóżkach, ile ona ma lat żeby tak się zachowywać?! Jej duma uległa teraz lekkiemu uszkodzeniu ale nie dała tego po sobie poznać, no dobra zrobiła bardzo naburmuszoną minę jak dziecko. Była w końcu dorosła i umiała o siebie zadbać, nie była jej potrzebna niańka. A jak już to na pewno nie jej. Spojrzała lekko zaskoczona na chłopaka, ale nie zrzuciła go niekulturalnie, w końcu nie wolno tak traktować skacowanych ludzi. Widząc jego wcześniejsze skrzywienie powstrzymała się od dalszego głaskania. Zachichotała cicho słysząc jego stwierdzenie na temat ud.
- Takich dyrdymał to ja jeszcze nie słyszałam, ale jeśli ci pomagają to nie ma problemu. - wymruczała cicho żeby nie drażnić jego bębenków. Inga nie miała nigdy kaca, nie piła za dużo, plus miała naprawdę mocną głowę. Dlatego nieco się zaniepokoiła pomysłem leczenia kaca tą samą trucizną... ale alkoholowi to ona nigdy nie odmówi. - Nie wiem czy zapijanie tego to taki dobry pomysł, ale skoro chcesz.
Posłała mu łagodny uśmiech. Nie odmawiała alkoholu, nie wiadomo czy to przez niemiecką krew czy też norweską, ale po prostu czasami sama nie mogła się mu oprzeć. Nie przepadała za drinkami, wolała zwykłe piwo, whisky, a czasami ryzykowała i piła jakiś lewy bimber. Zwykle kończyło się to chorowaniem kilka dni ale kto nie ryzykuje ten nie pije naprawdę dobrych bimbrów. Owszem nie każdy jest ekstra, ale częściej trafia te dobre niż te złe. (na szczęście dla jej żołądka)
- O której tylko chcesz, mam dużo czasu. - odpowiedziała mu cicho z promiennym uśmiechem. Nie potrzebowała czasu na namysł, decyzję podjęła szybko zanim zaczęła doszukiwać się minusów.


/Przeprasiam misie :c Byłam dużo poza domem i nie miałam jak, a teraz zdechła mi wena. Przepraszam za jakość posta!/
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Sob Cze 06, 2015 10:57 pm

Prędzej czy później każdy umrze. Nic nie trwa wiecznie, a czas nie jest dla nikogo łaskawy. Oceany wyschną, mury skruszeją, tkanka obróci się w proch, wola zaniknie, ideologie upadną. Wszystko niezależnie jak długo trwa będzie miało swój kres, tak jak każda rzecz ma swój początek. Jedynie czas jest czymś co będzie trwać od swego początku w nieskończoność, jednak również tego nie można być pewnym. Niezbadane są jeszcze tak nam bliskie kategorie jak czas czy przestrzeń jak również to co się z nami dzieje po śmierci. Yvon jak i uczniowie Shibusen czy ktokolwiek inny kto potrafi niekonwencjonalnie odebrać człowiekowi życie wiedzą że po zabiciu jakiejś osoby zostaje mała duszyczka, którą trzeba się zająć. Nikt jednak nie zastanawiał się co się dzieje z takową, kiedy już się ją pożre albo czy jest ona świadoma swej egzystencji? Może była tylko bezużytecznym skrawkiem energii, który po pożarciu został wrzucony w ponowny obieg by reinkarnować się jako inna istota? Jednak takie rozmyślania egzystencjalne należy przesunąć na dalszy termin, gdyż właśnie teraz bezgłowa z głową musiała obsłużyć klientkę.
- Profanacja? „Ostatnia Podróż” nie podlega żadnej organizacji religijnej, dlatego co potem robi się z naszymi produktami nie jest naszą kwestią. Aczkolwiek zgodzę się, że zamówienie dosyć nietypowe. Jeśli to ma być element dekoracji to nawet lepiej, gdyż drewno dłużej będzie się trzymać niźli miałoby być zakopane pod ziemią. Przy zakupie dwóch trumien mogę zaproponować rabat na płytę nagrobkową w wysokości 30%. Niewielka dopłata i mogę przerobić ten nagrobek na rodzaj stolika - powiedziała Yvon zerkając klientce przez ramię, która właśnie przeglądała katalog.
W pewnym momencie jeźdźcowi zaświtała w głowie pewna idea. Na początek poprawiła łepetynkę na karku dyskretnie tak jak wydłubuje się coś z zębów (chodzi o dyskrecję), a potem zaczęła nad czymś myśleć. Skoro Inga ma taki zapał do wejścia na teren kostnicy to może i będzie z niej praktykant? Może da się ją wystawić na okres próbny i jeśli go przejdzie to może uzyska stałe zatrudnienie. Yvon wątpiła, by tamta odpuściła przychodzenie tutaj z racji tego że widać iż miała niezłą zabawę z całej sytuacji, zatem ona jako prawilna biznesdulla stwierdziła że wykorzysta to do swoich celów. Zresztą Nibui najwidoczniej radził sobie z pilnowaniem Ingi oraz stanowiska, a szefowa nie zawsze może być w dwóch miejscach na raz (uwierzcie już próbowała. Postawienie głowy na biurku i rozkazanie ciału pracować nie wchodziło w grę).
- Pamięta Pani może swoje wymiary? Inaczej musiałabym dokonać przymiarki, jednak nie trwa to zbyt długo – zapytała Dullahan i jeśli nie otrzymała danych to poszła po miarkę znajdującą się w biurku. Oczywiście przelotnie rzuciła spojrzenie Nibuiowi oraz Indze. Wzrok pokroju „kiedy ona wyjdzie, my sobie pogadamy”. Czarodziej mógł się domyślać o co chodzi i raczej nie będzie to przyjemne, natomiast Ingę mogło to w jakiś sposób zastanawiać czegoż to bezgłowa od niej chce.
//chill
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Pon Cze 08, 2015 9:00 pm

- W porządku, miło mi to słyszeć, nie chciałabym narobić Pani firmie kłopotów, co do płyty nagrobnej, to nie - ale dziękuję, może kiedyś zwrócę się z tą sprawa, ale na dzień dzisiejszy mam chyba ciut za małe biuro, by aż tyle w nim zmieścić. Co do wymiarów, ubrań nie kupuję zbyt często, niestety ich nie pamiętam - prosiła bym więc o zmierzenie.
Odparła Dee-Dee, zamykając póki co katalog i spoglądając na Dullahan, doprawdy wydawała się być ciekawą duszą, ciekawe kim dokładnie była... Na pewno nie była niczym w stylu naszej Death, ta nie znała sztuczki z doczepianą głową, niemniej jednak kobieta uznała, iż nie będzie wypytywać, było by to co najmniej nieprofesjonalne, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Sro Cze 10, 2015 1:19 am

Ooo, a co to? Nibui spodziewał się krzyknięcia, uderzenia w głowę, zrzucenia, naskarżenia szefowej czy jakiejkolwiek reakcji, która popsułaby jego samopoczucie jeszcze bardziej, a zamiast tego do jego uszu doszedł przyjemny, dźwięczny chichot. Aż otworzył szerzej oczy i przesunął delikatnie głowę, żeby spojrzeć na twarz dziewczyny. Nie żartowała? Nie sięgała właśnie po ukryty skalpel, żeby zaraz wbić go prosto w twarz Nibuia? Nie chciała na niego nic wylać, ani też niczym go zdzielić. Anioł! Anioł w ludzkiej postaci.
- Wiele rzeczy pomaga mi na kaca, ale o niektórych nie wypada mówić przy szefowej. Jeszcze mnie opieprzy za romansowanie w pracy. - wymruczał, jeszcze bardziej wtulając się w mięciutkie i jakże wygodne uda. Tak! Taką poduszkę to on mógłby mieć codziennie, pod warunkiem, że zbytnio by nie marudziła. W końcu który facet zrezygnowałby z tak hojnej oferty?
- A klin jest potrzebny do życia. Gdybym tylko rano zdążył wypić jakieś piwo, to byłoby zupełnie inaczej. Ale wtedy Dullahan odczepiłaby też i moją głowę, albo dołączyłbym do wystawy. Nie pasuję zbytnio do roli trupa w trumnie, wiesz? Mam takie ADHD, że nawet po śmierci moje ciało płatałoby jej pewnie figle. - dorzucił, stając się coraz bardziej rozmowny. Może to przez tą łagodność Ingi zwyczajnie czuł, że nie musi się z niczym wstrzymywać? W końcu często był uważany za człowieka dziwnego, gadatliwego i trochę roztrzepanego przez co nie zawsze traktowano go poważnie. Jeśli jednak ktoś okazał mu trochę życzliwości, to wszystko wyglądało zgoła inaczej. W końcu właśnie to poczucie luzu liczy się najbardziej w kontaktach międzyludzkich.
I proszę bardzo! Kolejna niespodzianka. Pewnie, że czarodziej trochę naciskał, ale też nie sądził, że po tym wszystkim Inga tak prędko się z nim umówi. Mężczyzna zmrużył teraz oczy i delikatnie wybałuszył dolną wargę do przodu, uważnie przyglądając się kobiecie prze jakąś minutę. No, góra półtorej minuty!
- Jesteś dla mnie podejrzanie miła, ale nie będę zadawał pytań. Uznam, że los zwyczajnie się do mnie uśmiechnął. - rzucił w końcu, wzdychając przy tym ociężale. Z chęcią zmieniłby pozycję na taką, która byłaby wygodniejsza również dla jego towarzyszki, ale nie miał teraz ani pomysłu, ani sił na takie działania.
- Na imię mi Nibui. Przynajmniej to powinniśmy wiedzieć przed wspolnym wypadem. Ah... I jeśli bardzo chcesz, to mogę zastąpić Dullahan. - powiedział normalnym tonem, po czym odwrócił się w stronę pokoju, w którym znajdowała się teraz szefowa - Na pewno nie będę Ci wciskał kitu, że wszystko pasuje. - dodał już bardziej konspiracyjnym tonem, który był jednocześnie szeptem na tyle cichym, żeby usłyszała go tylko Inga. Lubił szefową, cenił jej pracę, ale niektóre trumny i wystroje zwyczajnie kłóciły się z jego gustem. Zresztą... Cholera! To tylko kawał drewna, który i tak spróchnieje, więc nie rozumiał zbytniej fascynacji taką rzeczą.

/Również przepraszam, ale sesja ._. Jeśli nam wybaczycie, to opuścimy lekko kolejkę. W końcu jesteśmy w innych pokojach i nawet się do siebie nie odzywamy, więc nie ma sensu na siebie czekać aż do czasu interakcji. ^^
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Nie Cze 28, 2015 3:49 am

Świętokradztwo? Ta jak i wiele innych rzeczy była nieistotna w momencie pochówku. Wszelkie te wiary w reinkarnacje, pójście do nieba czy piekła były wierutnym kłamstwem. Każdy przecież wiedział, że po śmierci danej osoby pozostaje po niej duszyczka, którą może zjeść potwór, czy ktokolwiek inny. Dullahan była przewodnikiem takich dusz, która pałętały się po tym świecie i nie chciały być przez nikogo zjedzone. Po śmierci stawało się czystą energią i powracało się w eter do ponownego obiegu, a raczej tak sądziła jeźdźczyni z racji tego, że w przyrodzie nic nie ginie a zmienia właściciela lub stan. Jednak czym tak naprawdę jest dusza? Zbiorem danych wspomnień? Naszym jestestwem? A może zwykłą papka energetyczną? Póki istniało zjawisko jakim jest śmierć, czyli zatrzymanie funkcji życiowych organizmu, póty Yvon nie przeszkadza to czym jest dusza oraz czy istnieją sobie jakieś religie czy nie. Jeśli natomiast ktoś chciałby zabrać to co tak bardzo kochała, to czemu była wierna… wtedy musiałaby powrócić do tradycji swych przodków i ściąć parę czerepów. Ułożyłaby sobie tron z czaszek tych, którzy chcą wyeliminować ze świata zjawisko śmierci. Wracając jednak do klientki. Dullahan zaczęła ją mierzyć bardzo dokładnie, w końcu profesjonalistka nie może sobie pozwolić na to by było jakieś niedociągnięcie. To już nie kwestia kosztów ponownego wykonania trumny, a honoru i reputacji zakładu. W sumie jeśli Dee Dee zastanawiałaby się jak mogłaby wyglądać duszyczka właścicielki zakładu to była ona dosyć specyficzna. Ma coś co przypomina długie włosy oraz jest ma odgięte elementy tworzące osobliwy, wysoko postawiony kołnierz. Jest szara ze szwami idącymi wzdłuż linii „ust”, a oczka duszy są identyczne jak samej Yvon. Trochę jak taki zdegustowany rycerz.
- Na kiedy ma być zamówienie gotowe? – zapytała zapisując sobie wymiary w małym kajeciku, który sobie wyciągnęła z wewnętrznej kieszonki swojego stroju. Tak, o dziwo ten strój ma kieszonki.

/Mnie się sesja właśnie kończy więc moge pisać normalnie. Pytanie... gdzie jest Inga? Ma ktoś z nią kontakt?
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Wto Cze 30, 2015 5:41 pm

- Oh, proszę się nie śpieszyć, zakładam, iż ma Pani dość zajęty grafik a moje zlecenie nie jest, aż tak ważne - wszak na żaden pogrzeb się nie szykujemy. Jeśli zaś chodzi o to gdzie zamówienie przywieść, mogła bym prosić o dostarczenie go do Shibusen? Wystarczy, że wspomni pani o przemeblowaniu gabinetu psychologa. A właśnie, czy potrzebna jest jakaś umowa do spisania? Zakładam, że ...tak?
Zapytała czarnowłosa powoli przemieszczając się z powrotem w kierunku wejścia chyba, że właścicielka przybytku uzna inaczej, swoją drogą kobietka miała słodką duszę, naprawdę ją przypominała, zupełnie inaczej sprawa się miała z duszą Dee, która wydawała się być szara, może nieco przezroczysta, pozszywana jakby ktoś wielokrotnie pociął ją na małe plasterki jedynie jej czarne jak węgielki oczy zdawały się nienaruszone...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Czw Lip 09, 2015 1:39 am

Za dużo ruchliwej klienteli to Yvon nie miała. Zazwyczaj byli cichutcy, sztywni i zimni niczym trup. W sumie gdyby się jej zapytać jakie miejsce wybrałaby na piknik to bez zastanowienia odrzekłaby, że cmentarz. Spokojne miejsce, bez wrzeszczących i ruchliwych dzieci (dzieci grabarza bawią się zazwyczaj w chowanego), bez narzekających emerytów (raczej wybierają sobie już miejsca) oraz psów czy innych zwierzaków futerkowych.
- Do Shibusen tak? - zapisała sobie w małym notatniku, że tam ma dostarczyć zamówienie. W sumie design szkoły jako tako jej się podobał nawet a sam fakt że rezydowała tam sama śmierć był jeszcze bardziej pociągający. Yvon jednak nie miała zamiaru tam dołączyć i próbować ratować ludzkie życia. Wszakże na rękę jej było jak więcej osób odchodziło. Ostatnio nawet chyba stamtąd miała jakieś zamówienie, za które niebawem powinna się zabrać.
- Można takową sporządzić lub zwyczajnie wpłacić zaliczkę, a resztę przy odbiorze zamówienia - zazwyczaj osoby chciały fakturę, by potem rozliczyć się z urzędem więc i tą opcję zaproponowała. Wygląda na obiekt który uciekł ze średniowiecznej ekspozycji, ale pani grabarz zna już takie podstawowe rzeczy jak karta płatnicza czy terminal. Rzadko jednak miała okazję drukować paragon za pogrzeb czy trumnę. W gruncie rzeczy mogła się spodziewać, że pani psycholog pewnie nie raz i nie dwa ją zaskoczy, a może nawet właśnie teraz znalazła sobie stała klientkę? Dullahana nie obchodziło zdrowie psychiczne uczniów, a raczej czysty zysk. W końcu pieniądze piechotą nie chodzą, a honorem nie podkuje się konia ani nie opłaci rachunków.
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Sob Sie 22, 2015 8:21 pm

- W porządku, w takim wypadku na razie wystarczy po prostu zaliczka, sama nie jestem szczególną fanką tych wszystkich papierów. Ile się należy?
Zapytała czarnowłosa sięgając po swój portfel i wyciągając z niego odpowiednią sumę gotówki i mile żegnając się z kobietą, nie mogąc już doczekać się swego najnowszego zakupu, zadowolona opuściła zakład pogrzebowy.

z/t


Pardon, jestem w pracy za granicą i całkiem zapomniałem o poście, wybaczcie. :C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    Pon Sie 24, 2015 10:40 pm

Yvon skrupulatnie wyliczyła co do centa jaka będzie zaliczka, albo po prostu odczytała to z cennika. Możliwe też, że zwyczajnie zna cennik na pamięć i potrafi szybko liczyć, w końcu kiedy pracuje to głowa może zająć się czym innym niż reszta ciała. Podała cenę oraz przyjęła od kobiety zaliczkę, a następnie odprowadziła ją przed zakład żegnając się z nią profesjonalnie.
Dalej spojrzała na Ingę i Nibui'a. Z zamówieniem będzie trochę roboty, więc tym razem odpuściła opieprzenie pracownika.
- Przykazuje Ci Nibui byś się nią zajął, tymczasem ja udam się po ingrediencje by wykonać powierzone mnie zamówienie. Kilka kwadransów mnie nie będzie, do tego czasu wartę ustawić musisz na zakładzie - powiedziała poprawiając szalik i wychodząc z zakładu. Skierowała się najpierw po gwoździe i kilka puszek z farbą oraz środkami konserwującymi drewno. Tego akurat jej zabrakło i musiała uzupełnić zapasy.
ZT
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"    

Powrót do góry Go down
 
Zakład pogrzebowy "Ostatnia Podróż"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zakład Pogrzebowy "Happy End"
» Ostatnia litera
» Zakład krawiecki Williama Blackwella
» 009. Zakładanie rodzin i posiadanie dzieci
» Kartoteki Podróżującej w czasie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-