IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Chwała na wysokości Kurczaka!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Uczeń NOT
Posty : 15
Data dołączenia : 24/03/2015

PisanieTemat: Chwała na wysokości Kurczaka!   Sro Mar 25, 2015 12:11 am

Na górze kurczak,
Na dole kurczak,
Nie umiem poezji,
Kurczak kurczak kurczak.



Soleil "Kurczaczek" La Revo 15 lat Magiczna Broń Ottawa, Kanada

Aparycja


Była jak kwietniowe niebo, ze wschodem słońca w swoich oczach.
Dziecię światła, lśniąca gwiazda. Najjaśniejszy dzień, z ogniem tańczącym w sercu.

Widział zbliżającą się z oddali postać. Pierwszym co ujrzał, ponieważ najbardziej rzucało się oczy, były jej włosy. Istna burza długich, złocistych kłaków, którymi straszliwie targał wiatr. Potem był jej wzrost. Z tej odległości mógł powiedzieć, że jest co najmniej niziutka, jak gdyby rodząc się ominęła szerokim łukiem kolejkę po wzrost. I przy okazji tę po mięśnie też, bo drobnością od razu przywodziła na myśl laleczki. Przez chwilę myślał nawet, że wiejący mistral zdmuchnie ją z powierzchni ziemi, ale nie. Uparcia szła w jego stronę, dzielnie pokonując każdy kolejny metr. Gdy się w końcu zbliżyła okazało się, że jest jeszcze mniejsza niż przypuszczał. Co prawda sięgała mu jakoś do ramion, a więc musiała mieć nie więcej niż 155 cm, jednak to ta drobna budowa ciała sprawiała, że wydawała się naprawdę malutka. Wyglądała, jakby hormony wzrostu ją po prostu pominęły. I praca przy okazji też, zwłaszcza ta w polu - dziewczyna była bladziutka, choć nie chorobliwie. Ot, nie jak albinos, ale jak ktoś kto całe wakacje przesiedział w domu. Co prawda nadawało jej to jakiegoś dziwnego skojarzenia z szlachetnie urodzonymi, no ale... Wreszcie przystanęła i zgarnęła włosy za ucho, a on mógł spojrzeć na jej twarz. Aż się wzdrygnął widząc to jej lico. I nie chodziło nawet o to, że była zjawiskowo piękna czy egzotycznie urodziwa, bo nie była. Ta mała była najzwyczajniej w świecie urocza. Sam nie wiedział czy jej urok tkwił w nieco pulchnych, rumianych policzkach z bladymi piegami czy w tych wielkich, zielonych oczach. Spoglądały one na niego z ciekawością godną Sherlocka Holmesa czy innego Watsona i mógł przysiąc, że tańczyły w nich jakieś szalone iskierki. Były też dziwnie wilgotne, jakby miała się zaraz rozpłakać. Dopiero po kilku sekundach zorientował się, że jej tęczówki nie są tak po prostu zielone. Były naznaczone śladową ilością niebieskich plamek i łatek, prawie jak skrzydła biedronki ozdobione są czarnymi kropkami. Tworzyło to całkiem ładną heterochromię, jednak ile mógł się tak w nie gapić? Zerknął niżej, na jej usta, które właśnie wykrzywiły się w szerokim uśmiechu. Ich kolor kojarzył mu się z malinami, ale był tylko facetem i równie dobrze mogły to być truskawki. Tak czy siak nie rozwodził się nad tym. Może dlatego, że to byłoby totalnie dziwne, a może dlatego, że nie było mu dane dłużej na nią patrzeć. Coś huknęło, coś buchnęło, jakiś pufff, inny stuk, zaraz za tym gwizd i świst. Mimowolnie przymknął oczy i uniósł rękę do twarzy, czując jak coś ciepłego spływa po jego policzku. Z niemałym zdziwieniem odkrył, że była to krew. Cięcie było tak gładkie, że nawet go nie poczuł. Spojrzał niżej, chcąc upewnić się czy małej nic się nie stało, a to co ujrzał... nie, nie przeszło jego najśmielszych oczekiwań. Właściwie właśnie tego się spodziewał. Może nie w takiej formie i nie tak bezpośrednio, ale przecież Merkuriusz go ostrzegał. Otarł wierzchem dłoni czerwoną maź z twarzy i przyjrzał się temu, w co zamieniła się dziewczyna. W zasadzie ciężko było to jakkolwiek nazwać, ale wyglądem najbliżej było do kosy. Kosy o dziwnie krótkiej rękojeści, przez co niektórzy mogliby uznać to za śmiesznie zakrzywiony... miecz? Cóż. Chwycił ją zaraz, zaciskając mocno palce na wyprofilowanej rękojeści. Zabieg ten miał chyba na celu ułatwienie manewrowania bronią, ale jemu bynajmniej nie było łatwiej. Co prawda wygodniej, ale dziwne wyważenie - czy też jego brak – raczej utrudniał sprawę potencjalnemu władającemu. Fakt faktem jako całość nie była ciężka, więc kwestią rzeczy byłoby się po prostu przyzwyczaić, a on nie miał większego zamiaru. Obrócił mini kosę w dłoni, by móc spojrzeć na nią pod różnym kątem. Była bogato zdobiona i dość ciemnawa, a mimo to ostrze błyszczało, jak gdyby wyszlifowane przez mistrza w swoim fachu. Pomijając dość mroczny motyw z szkieletem dłoni, to chyba najbardziej uwagę przykuwało oko. Tak, dokładnie - oko. Zielone, z niebieskimi kropami, od razu kojarzące się z tęczówkami dziewczyny. Ale zaraz, zaraz. CZY ONO SIĘ PORUSZYŁO? Mało nie dostał zawału, a kiedy wydawało mu się, że nic go już nie zaskoczy ona przemieniła się z powrotem. I może to przez to, że wiejący wiatr mocno podwinął jej koszulkę, ale spojrzał w stronę odsłoniętego ciała małolaty. Nie mógł zaprzeczyć, jakoby posiadała wszelkie atuty płci pięknej na miejscu, ale to nie jej piersi czy wcięcia w talii skupiły na sobie jego wzrok. Już miał pytać skąd wzięła się ta średniej wielkości blizna w kształcie rogalika, która tkwiła na jej biodrze, ale znów go ubiegła. Szybko odwróciła się do niego tyłem, a on ujrzał na jej plecach dołeczki, tuż nad linią jej spodni. Były na swój sposób urocze, jednak nie był jakimś zbokiem i wrócił wzrokiem wyżej. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak smukłe i delikatne ma palce. Zaciskały się lekko na jej szyi, rozmasowując prawdopodobnie nadwyrężony kark. Za nimi i na fragmencie barku dostrzegł kolejną srebrzystą bliznę, ale już nie wnikał. Podszedł tylko do niej i poklepał ją po głowie, mierzwiąc te jej miękkie kłaki. A ona w odwecie kopnęła go w piszczel.


Charakter


Lubiła tańczyć, pełna radości, ciągle goniła wiatr.
Spragniona życia wciąż, zawsze gubiła coś, nie chciała nic.

Piszczel kurde! Dacie wiarę? On tu do niej z głaskaniem, mizianiem, wręcz z miłością, a ona go z buta prosto w drugie najczulsze miejsce! W taki właśnie sposób zdał sobie sprawę, że w starych powiedzonkach jest ziarno prawdy i stare dziadygi jednak coś się na życiu znają. No i że tak jak wygląd nie zawsze idzie w parze z charakterem, tak nie należy oceniać książki o wdzięcznym tytule Soleil po okładce. Później było jeszcze gorzej. Z biegiem czasu, a tego spędził z nią naprawdę sporo, zdążył zauważyć, że dziewczyna nie tylko nienawidzi gdy się ją w nieuzasadniony sposób dotyka, ale także potrafi kopać, gryźć i drapać. Momentami miał z nią nie lada survival horror, choć fakt faktem – potrafiło być zabawnie. Miała swoje humorki, jak to na przedstawicielkę płci pięknej przystało, przy czym była jeszcze zmienna jak pogoda i łatwiej było mu przewidzieć losowanie totka, niż to czy słowa „ładnie dziś wyglądasz” odbierze jako komplement czy obelgę. Skakała z kwiatka na kwiatek, gnana jakąś dziwną kobiecą filozofią, której on nie potrafił pojąć. Wybredna, złośliwa i w gorącej wodzie kąpana, zachowywała się jak pieprzona księżniczka, która chciała zostać władcą świata. Dopiero po najdłuższym roku swojego życia, po najbardziej przeciągniętych 365 dniach i niewyobrażalnie piekielnych ośmiu tysiącach siedmiuset sześćdziesięciu godzinach tortur wyszło na jaw, że ta mała cały czas się nim bawiła. Dał się omiatać piętnastolatce, niczym starsza pani na kazaniu o dziewiątej rano, która zaraz po mszy biegnie podpisać cyrograf z pingwinem księdzem. Istotnie, był gotów dla niej poświęcić dużo i jeszcze więcej, nawet pomimo tego, że przez cały pobyt u niego nie zjadła snickersa i gwiazdorzyła non stop. I po tym... po tym wszystkim nie wiedział czy płakać czy się śmiać. Z jednej strony był wkurzony, a z drugiej okazało się, że w głębi duszy ta mała jest naprawdę dobrą osobą. Mało tego! Potrafiła się dogadać z nim, z jego kotem, nawet z ciotką klotką z siódmej linii od brata babci jego szwagra. Robiła też masę dziwnych drobiazgów, które były całkiem miłe. Pomagała mu np. jedząc obiad, który dla niej przygotował, leżała na trawie w jego ogródku pilnując, by ta za bardzo nie urosła oraz dbała o ogólny bałagan w domu - ot, żeby miał co robić, zamiast siedzieć na kanapie. Nie to, że była leniuchem. Nie, tego nie mógł o niej powiedzieć. Gdy się ją poprosiło, najczęściej słowami „jak to zrobisz, to dam Ci czekoladę” leciała od razu. W przypadku cukierków szła dopiero po chwili, ale na szczęście jej chwila nie trwała dłużej niż kilka godzin. O dziwo była osobą, którą mógł przedstawić każdemu i którą każdy polubił. Nie wątpił, że gdzieś znalazłyby się osoby, którym jej charakter nie przypadłby do gustu i byłaby im albo totalnie obojętna albo totalnie dla nich wkurzająca, ale jednak była tego typu jednostką, która na pierwszym miejscu stawiała to, aby wypaść przed innymi jak najlepiej. Chyba, że ktoś nie zrobił na niej dobrego pierwszego wrażenia albo czymś ją w trakcie zirytował. Wtedy była kamykiem w oku, solą w ranie, martwym płodem w zupie*. Była niczym chochlik, którego wszędzie było pełno i którego kochało się, jednocześnie go nienawidząc. Roztrzepana i niecierpliwa, nudząca się przez całe życie, nade wysoko ceniąca sobie dobrą zabawę. O dziwo potrafiła się zamknąć i schować gdzieś, gdzie nikt by jej nie znalazł. Jak nie z całą ilością słodyczy, którymi nie miała zamiaru się z nikim dzielić to z książką, w której świat zamierzała odlecieć.  Jednocześnie, mimo takiej otwartości,  miała swoje sekreciki i tajemnice. Miała też strasznego pecha, który ją prześladował, sprawiając, że jak magnes przyciągała wszelkie kłopoty. Potrafiła potykać się na prostej drodze, ślizgać na chropowatej powierzchni, poparzyć kostką lodu czy pociąć mydłem w płynie. Chaotyczna i o ambicjach większych niż ona sama, w głębi serduszka naiwnie wierząca, że bezwarunkowo każdy ma w sobie odrobinę dobra. Kwaśna, słodka, gorzka i ostra. Gdyby była daniem, to bezapelacyjnie niezjadliwym, a jeśli już to ciężkostrawnym i zapewne skazującym na lata cierpienia w toalecie. Albo wieczny odpoczynek dwa metry pod ziemią, wąchając kwiatki od spodu. Była takim odłamkiem społeczeństwa, którego nie wpuściliby do piekła w obawie przed zaburzeniem porządku. Odłamkiem, który lubił dotykać, dla którego dotyk od dawna był bardzo ważny, podobnie jak kolory. Bo ludzie dostrzegali kolory tylko na początku dnia i na jego końcu. Nie wiedzieli z czego składa się każda chwila. Nie wiedzieli z ilu faktur składa się jedna rzecz. Ludzie nie wiedzieli, bo nie potrafili pojąć, że najpiękniejsze niebo ma barwę słodkiej pomarańczy. A ona to wiedziała. To i całą masę innych, ciekawych rzeczy. Całkiem trafnie też kojarzyła się ze słońcem, bo tryskała energią, była wesoła i dawała jakiegoś kopa, jednocześnie przy niewłaściwym „użytkowaniu” robiąc kuku.   

* z dedykacją dla mamci ❤


Historia

Nawet nie wiedział kiedy stała mu się taka bliska. Pamiętał tylko, że kiedy otworzyła się przed nim tak na poważnie, był środek lata i zaskoczyła ich burza okrutnie. Stali więc pod jakimś marnym daszkiem, wpatrując się w coraz ciemniejsze niebo i wszystkim znaną metodą przeliczając odległość burzy. W końcu jakieś trzy sekundy po grzmocie odezwała się, mówiąc, że bracia zawsze kojarzyli burzę z jej narodzinami. Podobno lało wtedy niemiłosiernie, a jej pierwszy oddech był tak łapczywy, że niemal zachłysnęła się powietrzem; serce łomotało jak oszalałe. Że niby był w niej swego rodzaju głód życia – rwała się na świat, wyciągając drobne rączki przed siebie, zupełnie tak jakby chciała zgarnąć wszystko, co ją otaczało. Rodzice mówili, że była śliczna, o bladych, pyzatych policzkach i malinowych ustach. Nic dziwnego, że szybko zaskarbiła sobie uwielbienie większości rodziny i podbiła wiele serc, zwłaszcza braci. Tu zaśmiała się serdecznie, a jej oczy błysnęły, jak gdyby ten fakt strasznie ją rozczulał. Ciągnęła jednak swoją opowieść dalej, przechodząc do rodziców. Jej matka była pełna radości i humoru, a ojciec najwyraźniej cieszący się szacunkiem w swoim otoczeniu był osobą surową i poważną. Jednak mimo tego sumiennie spełniał obowiązki pana domu, a w ich domu tajemnica unosiła się w powietrzu, mogła czule obejmować lub srogo grozić śmiercią. W ich domu każdy dzień był zagadką i każdy uczył czegoś, co pamięta się na całe życie. Mówiła, że przykładowo pierwszą taką lekcją była lekcja o cieniach. Z nauki tej wynikało, że czasami nie warto bać się cieni, ponieważ one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło. To była ważna lekcja, lecz nie ważniejsza od tej, która mówiła, by zawsze przebaczać wrogom, ponieważ nic ich bardziej nie potrafi zezłościć. Kontynuując, dodała, że zarówno ojciec jak i matka byli wspaniałymi rodzicami, że dobrze otaczali ją bezpieczeństwem i zapewnili jej wszystko, co tylko mogli. Że stworzyli dom pełen miłości i to było najważniejsze, że wspomnienia z dzieciństwa są jej najlepszymi. I nie ukrywała, że spory wkład w ten stan rzeczy mieli jej bracia, którym zawdzięczała naprawdę wiele. Kiedy tylko o nich mówiła, jej ton głosu zmieniał się i miało się wrażenie, jakby mówiła o czymś naprawdę istotnym. Nie ulegało wątpliwości, że bracia byli dla niej wszystkim. Zapytana dlaczego tak jest szybko zmieniała temat. Dopiero zimowego wieczoru, opatulona kocykiem z kurczakami i z kubkiem kakao w rękach wyznała, że jej rodzice nie żyją. Nie wdawała się w szczegóły i poza tymi dwoma razami nigdy więcej nie wracała do poprzednich lat swojego życia, no chyba, że chodziło o głupoty odnoszące się do danej sytuacji. Nie było to jednak konieczne, zwłaszcza kiedy dni leciały im spokojnie i bez większych zakłóceń. Do czasu, oczywiście. Z mniej lub bardziej poważnych powodów musiał ją w końcu wypuścić spod swoich skrzydeł, kiedy to okazało się, że jest wyjątkowo odporna na jego pomoc w ogarnianiu swoich przemian. Odesłał ją z powrotem do domu rodzinnego, mając nadzieję, że Merkuriusz wpadł na pomysł dlaczego Soleil jako jedyna z rodziny ma z tym większe problemy, przy czym nigdy nie zaniechał z nią na dobrą sprawę kontaktu. Robił swoje, a ona swoje. Szkoda tylko, że okazała się być bardziej niesforna i zamiast wrócić do braci, ruszyła poznawać świat, może nawet chcąc poznać swoje własne ja. Takim też przypadkiem trafiła na Kapitana Szpa khem, Kapitana, który zaciągnął ją przed bramę Shibusen.

W celu jakimkolwiek... można czytać historię Neptuna.


Ciekawostki

Zawsze wychodziła z założenia,że została stworzona do Wyższych Celów.
Ma kompleks braciszka. Serio, serio. Odkąd jednak poznała jednego takiego Kapitana, to zdaje się z tego leczyć.
Ma bzika na punkcie kurczaczków. Uwielbia je i zawsze je wszystkim rysuje - na wierzchu dłoni, na marginesie w zeszycie, na czole. No gdziekolwiek, byleby narysować. W sezonie zimowym podobnie jest z bałwankami.
Panicznie boi się psów, co ma związek z jej bliznami. Co prawda nie wszystkich, ale gdy widzi biegnącego w jej stronę psa, to zmienia się w kamień. Piszczący kamień.
Szczerze nienawidzi wszelkiej maści i wszelkiego pokroju owadów. Brzydzi się ich i zawsze przed nimi ucieka. No, poza motylkami. Je kocha. Motylki! ❤
Pająków też nienawidzi, choć zawsze chciała mieć ptasznika białokolanowego. Bo jest fluffy, kjut i osom.
Szczurów też nie lubi.
Za to misie i tygryski uwielbia!
Sądzi, że cebula jest najgorszym możliwym warzywem, bo jest podstępna. Wg. Soleil cebuli nikt nie lubi, a ci co ją lubią są przez nią po prostu omamieni i nie dostrzegają tego, że tak naprawdę jest ohydna i niedobra i że psuje każde danie.
Eeee... uwielbia grać! Szczególnie na nerwach. Całkiem spoko wychodzi jej układanie domków z kart i jest dobra w szachy.
Kocham Eliś Mamę i tatę też!






Ostatnio zmieniony przez Soleil dnia Pon Kwi 06, 2015 2:01 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 15
Data dołączenia : 24/03/2015

PisanieTemat: Re: Chwała na wysokości Kurczaka!   Pon Kwi 06, 2015 1:57 am

No dobra, żądna krwi zgrajo. Wreszcie skończyłam!
Nie linczujcie mnie, kocham was ❤
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Chwała na wysokości Kurczaka!   Pon Kwi 06, 2015 2:14 am

akcept

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Chwała na wysokości Kurczaka!   

Powrót do góry Go down
 
Chwała na wysokości Kurczaka!
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» London Eye

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Off-top :: Nieaktywne Karty Postaci-