IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rynek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń NOT
Posty : 75
Data dołączenia : 30/06/2015
Wiek : 17

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Lip 06, 2015 11:56 pm

Gary nagle znalazł się w pustym pomieszczeniu. Nic nie widział, nic nie słyszał. Wtedy jak jasny grom dotarły do niego słowa Caril. Nagle zobaczył wyciągniętą dłoń dziewczyny. Złapał jej dłoń i w jednej chwili pociągnął dziewczynę ku sobie, uderzając nadciągającego przeciwnika w twarz. W mgnieniu oka znalazł się w ręce towarzyszki jako katana. Wiedział, że w każdej chwili znowu może mu odwalić no ale co miał zrobić.
-Zakończmy to szybko.-powiedział-A potem zaprowadzę cię do akademiku zajmę się twoimi ranami.
Słowa dziewczyny dodały otuchy chłopakowi i był choć w drobnym stanie zapanować nad sobą. Te słowa były dla niego wybawieniem, zapewne gdyby uciekła to rozpętała by się tu rzeź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t534-gary-koi

avatar
Uczeń NOT
Posty : 86
Data dołączenia : 26/06/2015
Wiek : 18
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Rynek   Wto Lip 07, 2015 12:13 am

Szaleństwo. Słowo niby jej obce, a jednak tak niebezpiecznie bliskie. Czuła je i choć nie wiedziała, że jego źródłem jest Gary, nie miała zamiaru się nim przejmować. Podczas walki nikogo nie obchodziło to, czy jesteś szaleńcem. Liczyła się tylko wygrana i nic innego. Wiedziona tą myślą, pewniej chwyciła katanę, pozwalając wcześniej się osłonić. Został sam łucznik.
- Myślisz, że to są rany? Popatrz lepiej na siebie! - wyszczerzyła się złośliwie. - I kogo teraz interesuje akademik? Bo mi teraz zależy tylko, żeby dorwać tego frajera.
Poczęstowała drugiego napastnika mocnym kopniakiem w krocze, odbierając mu przy tym możliwość ruchu na jakiś czas, a potem ruszyła biegiem przed siebie. Uniknęła kolejnej strzały, wiedziała już, z której strony nadleci. Caril i Gary zdobywali przewagę, a pojawiający się w zasięgu wzroku strzelec doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t532-caril-cawthon

avatar
Uczeń NOT
Posty : 75
Data dołączenia : 30/06/2015
Wiek : 17

PisanieTemat: Re: Rynek   Wto Lip 07, 2015 12:31 am

Gary nie przejmował się raną, bynajmniej na razie. Adrenalina sprawiała, że ból zbytnio mu nie dokuczał. Znaleźli się przy łuczniku w mgnieniu oka. Przeciwnik chciał bronić się krótkim mieczykiem, lecz Caril jednym szybkim atakiem rozbroiła wroga po czym podcięła nogi wroga powalając go na ziemię, a następnie zadała mu ostateczny cios w splot słoneczny.
Walka się zakończyła, wygrali.
-Daliśmy radę.-uśmiechnął się- Chodźmy stąd.
Gary wrócił do ludzkiej postaci. Nie wyglądał najlepiej no ale cóż w końcu stracił dużo krwi, a ból zaczął się nasilać. Oboje poszli w stronę akademika wolnym krokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t534-gary-koi

avatar
Uczeń NOT
Posty : 86
Data dołączenia : 26/06/2015
Wiek : 18
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Rynek   Wto Lip 07, 2015 5:57 pm

/z.t./
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t532-caril-cawthon

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Sob Wrz 05, 2015 2:26 pm

W tłocznym mieście niezwykle trudno się robi zakupy. Zwłaszcza jeśli się co chwila upada albo na kogoś wpada, zadanie się wtedy wydaje wręcz nie do wykonania. Tłum tego ranka był niesamowicie wielki, ciężko było gdziekolwiek pójść. Kobiety darły się niesamowicie, próbując przekrzyczeć sąsiadkę. Dzieciaki biegły jeszcze między nogami, trzymając w rękach nowo kupione samolociki czy samochody, wydając dźwięk tychże maszyn. Inne płakały, bo zgubiły rodziców, a jeszcze inne wierciły się i ryczały o brak nowej zabawki. A ludzie? Jak to ludzie. Idą, nie patrząc na innych. Idą, co chwila nawet się przepychając i fukając na ofiary. Idą. A jak nie idą, to stoją gdzieś tak po środku alejki, jeszcze bardziej utrudniając przejście. I nawet jeśli jesteś niczemu niewinnym przechodniem, to i tak dostaniesz opieprz za to, że się przepychasz, nawet gdy stoisz sobie spokojnie na uboczu, gdzie prąd jest słabszy i jest większa swoboda ruchu. A to tylko dlatego, że osoba tak z trzy rzędy za tobą nieco bardziej się spieszy i zaczęła odpychać ludzi. Panie, to, co się na tym rynku dzieje, jest masakryczne. A wśród takich oto idących sobie do przodu ludzików z zakupami była sobie taka Runcia. A dokładniej Rennevy Ursula Catherine Nightwish. Ale po co tak oficjalnie.
Ubrana była dość skromnie i tak mniej wyjściowo. Nie ukrywajmy, wybrała dzisiaj gorsze ciuchy. Obciągnięte na kolanach dżinsy, które już jakby nieco wyblakły i nie mają tak intensywnego koloru. Nogawki wołają o pomstę do nieba, a już niedługo będą pojawiać się dziury, które w sumie będzie można przerobić na element dekoracyjny i stuprocentowo zamierzony. Wisząca na jej ramionach bluzka wydawała się o jakieś dwa rozmiary za duża, a jej wielkie rękawy zwisały bezwiednie. Miała liczne zaciągnięcia, a istniejący na niej nadruk już dawno zniknął i gdyby nie widoczne z bliska ślady po kleju, to można by uznać, że nigdy tego nadruku nie było. Sama Rune zaś miała zawiązane włosy w dwa niskie kucyki, obwiązane i ozdobione kokardką. Całość sprawiała, że wyglądała dość oryginalnie, ale i miało to swój urok. No bo to w końcu Rennevy, urocza pierdółka, jąkająca się szybciej niż jakakolwiek broń strzela.
Trzymała w rączkach niepewnie swoją papierową torbę, wyjętą chyba z amerykańskich serialów. Ups, moment, przecież są w Ameryce. Dlatego też papierowa torba na zakupy musi być! Brakuje tylko wystającej bagietki, która dodaje tylko szpanu zakupom. No bo czym są zakupy bez wystającej bagietki z torby? To jak nie zakupy! Ale spokojnie, spokojnie, Rennevy miała wiele innych dobroci. Udało się jej dorwać w miarę tanie i dobrze wyglądające maliny, słodkie borówki i ładniutkie jabłka. Chciała kupić także tę dobrą szarlotkę, ale obawiała się, że nie starczy jej na wszystko pieniędzy. Na jej liście zakupowej było jeszcze parę innych punktów, między innymi jakiś nowy ciuszek. Wczoraj rozerwała się jej bluzka, a wolałaby mieć taką samą ilość ciuchów, jaką miała przy przyjeździe. Dlatego nie kupuje ona ciuchów do momentu kompletnego zniszczenia jednej bluzeczki czy spodni. Wszystkie były albo za wąskie w biuście i ze zbyt ciasnymi rękawkami, albo wyglądała w nich jak pokraka. Ale tamta szarlotka wyglądała naprawdę zachęcająco...
Szła dość niepewnie. Nawet bardzo niepewnie. W każdej chwili mogła upaść. Ktoś mógł ją popchnąć. I nawet ona sama nie zauważy, że leci na ziemię. Ale serio wolałaby uniknąć spotkań z brukiem, bo nie tylko będzie miała kolejne obicia, ale i jej zakupki się rozsypią i całe to łażenie i przeciskanie się pójdzie na marne. O nie, tak się nie stanie!
Chyba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Sob Wrz 05, 2015 2:58 pm

Skończyły się papierosy, zapalniczka wypaliła, a i w domu brakuje trochę jedzenia. Tak, więc Wulfstan postanowił wybrać się na rynek. Wyszedł dość wcześnie z rana spodziewając się nie dużego tłumu. Było wręcz przeciwnie co nie za bardzo mu się spodobało. Kiedy nasz dwu metrowy chłopak wlazł w tłum nawet nie miał problemu z przejściem. Wszyscy schodzili mu z drogi i wręcz uważaliby przypadkiem go nie szturchnąć. Zapewne było to spowodowane jego wyglądem i miną. Jego twarz sprawiała wrażenie "Dotknij mnie, a nie wyjdziesz cały." Prawda była całkiem inna. Pomimo jego nie ufności i braku sympatii do ludzi, nie wszczął by bójki z takiego powodu. Raczej denerwowało go to jak mężczyźni bez szacunku popychają dziewczynę. Za to mógłby pobić, ale nie było jakieś bliskiej mu damy w otoczeniu.
Ubrany był w czarną, skórzaną bluzę na ekspres z kapturem, biały podkoszulek, który był już bardziej szary niż biały ze starości, oprócz tego miał czarne bojówki na których było widać oznaki noszenia. Miały poszczerbione nogawki u dołu, pewnie od ciągłego przydeptywania, a w niektórych miejscach były poprzecierane.  Włosy jak zawsze nastroszone do tyłu wyglądające jak jeż i dwa małe kosmyki opadające na czoło.
Kupił już papierosy i zapalniczkę. Wyciągnął jednego papierosa z zamiarem zapalenia. Już miał odpalić, gdy nagle poczuł, że ktoś uderzył w jego plecy. Odruchowo odwrócił się i złapał ową istotkę za rękę by nie upadła. Jego refleks był perfekcyjny. Ową osóbką okazała się niska, słodka dziewczyna. Pociągnął ją delikatnie za rękę by stanęła na nogach i schylił się zbierając kilka jabłek, które wypadły z jej torby. Nie wstawał z przykuca by dziewczynie było łatwiej na niego patrzeć.
-Przepraszam, cię młoda damo.-powiedział z uśmiechem, dość nie typowym jak na niego-Nic ci się nie stało?-zapytał-Moja wina powinienem bardziej patrzeć gdzie się zatrzymuję.-dodał
Chwycił ją delikatnie za rękę i wyciągnął z tłumu. Akurat znalazła się jakaś wolna ławka, więc podszedł do niej i usiadł pokazując gestem by owa dziewczyna także usiadła.
-Gdzie moje maniery. Nazywam się Wulfstan.-przedstawił się-Uczęszczam do Shibusenu.-dokończył przedstawianie i czekał na odpowiedź dziewczyny odnośnie jej stanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Wrz 06, 2015 10:22 am

Rennevy pamiętała jeszcze za czasów mieszkania w tym swoim małym miasteczku pod stolicą swojej ojczyzny. Tam niezbyt wychylała się z domu, ale jak już szła, to zwykle do dwóch miejsc: albo do takiej małej kawiarenki, bo ktoś się z nią umówił na spotkanko, albo właśnie na taki malutki ryneczek. Właściwie to był niewielki plac w kształcie kopniętego kwadratu, gdzie stało pięć stoisk na krzyż i tłoków nigdy nie było. Jako że każdy każdego w tej mieścince znał, nie dziwotą było, że często słyszała o sobie i swojej rodzinie przy każdej wizycie. Jedni byli na tyle mili, że nawet dawali zniżki czy coś, zwłaszcza jeśli to było krótko po którymś z pogrzebów. Oczywiście znaleźli się też tacy, którzy dość niechętnie patrzyli na tę "wywłokę z Nightwishów". Taka mała miejscowość, a takie dziwne wydarzenia mają miejsce, no jak nic coś z nią jest nie tak. Na szczęście częściej napotykała te współczujące osoby, które zawsze chętnie w czymś pomogły, jeśli zachodziła taka potrzeba. Nawet jak Rune wyściubiała swój nosek raz na ruski rok. Mało kto z jej szkoły mieszkał blisko niej, ale też nie czuła potrzeby się z nimi spotykać. Zresztą nie miała aż takich... przyjaciół.
Do czego jednak zmierzałam? A do tego, że nigdy nie znalazła się w podobnej sytuacji, że już tak rano był taki tłok. Dlatego nieuchronnym był tak, że prędzej czy później dziewczyna się potknie i poleci w dół. Pytanie tylko brzmiało, czy ktoś ją uratuje. Jak to wyglądało? W jej pasie nagle zwiększyła się przepustowość i wszyscy zaczęli gnać do przodu, za czym nie nadążyła. Dostała z barku, z biodra, zastanawiała się, czy ktoś nie pociągnął jej za włosy. Odbijała się od ludzi niczym piłeczka pingpongowa, aż w końcu straciła równowagę i poleciała do przodu, wprost na jakiegoś wysokiego faceta. Już szykowała się w myślach na gwałtowne uderzenie z ziemią, ale tu niespodzianka. Poczuła szarpnięcie, choć w miarę delikatne, i wyczekiwanego upadku nie było. Zamiast tego stanęła na nogi, a ów facet zaczął zbierać jabłka, które wypadły z jej torby. Przez chwilę niezbyt wiedziała, co się stało. Dlaczego stoi, skoro powinna leżeć? Dlaczego ten ktoś zbiera jej jabłka? Dlaczego jej pomógł? Takie i podobne pytanka kłębiły się w tej białej główce, aż w końcu usłyszała, że ktoś coś do niej mówił. A dokładniej jej wybawca. Musiało to wyglądać dość osobliwie, że tak wielki facet musiał przykucnąć, aby lepiej ją widzieć. Ach, piękne metr pięćdziesiąt siedem. Mniej więcej.
Niezbyt była w stanie wydusić z siebie słowo. Co jak co, ale nawet z takim uśmiechem wydawał się dość... surowy. Miała wrażenie wręcz, że ten uśmiech do niego nie pasował. Zastanawiała się, czy już go czasem nie widziała, po czym odrzuciła tę myśl. Zaraz się okaże, że pół miasta zna, a to wcale nieprawda. Często się przyłapywała na tym, że co drugi klient w kawiarence, w której pracuje dorywczo, przypominał jej kogoś z Shibusenu, podczas gdy spotkała ich tam dosłownie paru. Mogłaby policzyć na palcach jednej ręki. Niemniej jednak na pytania o swój stan jedynie pokręciła głową, a jej brązowe oczka przyglądały się mu z lekkim przestrachem oraz zdezorientowaniem. Odzyskała głos w momencie, kiedy zaczął ją jakby przepraszać. Chciała zaprzeczyć, że to przecież nie jego wina, a tego, że dzisiaj taki tłum, ale nie zdążyła. Została pociągnięta za rękę i zaprowadzona na ławkę. Odetchnęła z ulgą, że już mniej ludzi, a z tego miejsca można było obserwować ten gęsty tłum. Przysiadła się do tajemniczego jegomościa, chociaż wyglądała tak, jakby miała zaraz uciec.
- J-jest mi niezwykle m-miło poznać. P-proszę mówi-wić mi Rennevy. - powiedziała skróconą formę swojej formułki powitalnej, bo więcej słów wydusić nie mogła. Nieco rozluźniła się w momencie, kiedy dowiedziała się, że on też jest z Shibusen. A jednak tym razem to głupie przeczucie się sprawdziło. - N-naprawdę? A p-przy-yznam, że kolegi nie wi-widziałam w szkole. Kla-asa NOT? - zapytała nieśmiało. Nerwowo ściskała krańce swojej koszulki. - Prze-przepraszam, że tak wpa-padłam. Ten tłum je-est niesamowicie wie-elki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Wrz 06, 2015 5:10 pm

Kiedy usiedli na ławce dziewczyna nie spuszczała z niego oczu. Wyglądała jakby chciała uciec. Ta cecha nie zabardzo pomagała mu w nawiązywaniu kontaktów z innymi, ale jako że Wulfstan nie jest nie wiadomo jak towarzyski ni przeszkadzało mu to, a nawet pomagało. Naprzykład dzisiaj nie miał problemu z przemieszczaniem się w tłumie. Ale w tym przypadku nie było to najlepsze. Postarał się, wyglądać jak najmniej strasznie, ale nie było to coś co mu najlepiej wychodziło.
-Mi także miło cię poznać.-odparł-Ładne imię. Nic dziwnego, że nie widziałaś mnie w szkole. Przeważnie siedzę na dachu, albo gdzieś gdzie jest mało ludzi.-odpowiedział.-Tak, klasa NOT. To nie twoja wina. Pewnie ktoś cie popchnął, poza tym sam się zatrzymałem więc poczęści to też moja wina. Racja, zdziwiłem się widząc taki tłum tak wcześcnie rano.-powiedział-Nie musisz się tak stresować. Pomimo mojego wyglądu nie zjem cię.-roześmiał się-Nie przeszkadza ci, że ktoś pali?
Wyciągnął butelkę wody z torby i podał ją dziewczynie.
-Proszę.-powiedział-Wyglądasz na zmęczoną tym tłumem. Jesteś sama?-spytał, pomyślał że może jej pomóc w robieniu reszty zakupów.
On w prawdzie potrzebował kupic jeszcze kilka dodatkowych rzeczy, więc nie było problemu. Poza tym patrząc na nią dało się zauważyć, że nie raz oberwała w tym tłumie. Wyciągnął chusteczkę, namoczył w wodzie z butelki i wytarł ślad na jej czole zapewne zostawiony przez kogoś nie uważnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Wto Wrz 08, 2015 5:22 pm

- To można wyjść na dach? - zapytała szczerze zdziwiona i zawstydzona faktem, że nie wie, a już ileś w tej szkole jest. Nawet nie myślała o tym, aby wychodzić na dach, chociaż musiała przyznać, że wizja ucieczki od tłoków była dla niej niezwykle kojąca, zwłaszcza po sytuacjach takich jak ta. Albo po prostu po długich lekcjach, kiedy to chciała pobyć chociaż na chwilę sama. Nie że była aspołeczna, bo czasem aż potrzebowała jakiegokolwiek towarzystwa, nawet jeśli miałaby być to ostatnia osoba, z jaką spędziłaby chociażby pięć minut. Jakiś rywal, wróg, ktokolwiek. Byle mieć kogoś w pobliżu. Ale skoro powiedział, że na tym dachu siedzi mało ludzi, to albo nikt się tam nie kwapił przyjść, albo niewiele osób wiedziało, że jest w ogóle taka możliwość. Może nie lubili wiatru? Bo jak tak wieje, to może się to niezbyt szczęśliwie skończyć. Niektórzy byli dość lekcy, dlatego mocniejszy powiew mógł sprawić, że tak trochę polecą i mogą niezbyt dobrze wylądować. - Och, jak miło, że cho-odzimy do tej samej klasy - powiedziała już z delikatnym uśmiechem. W sumie była w stolicy Magicznych Broni, nic dziwnego, że dość często spotykała na mieście kolegów czy koleżanki z klasy, których nawet nie widziała. Znaczy, oni są z jednej klasy, ale pewnie uczą się w innych oddziałach, bo jakoś nie wyobraża sobie, żeby wszyscy z NOT pomieścili się w jednej sali. To było dość... abstrakcyjne.
Jeszcze bardziej się zawstydziła, kiedy chłopak poprosił ją o rozluźnienie się. Fakt, za bardzo się stresuje. Fakt, nie ma pojęcia co robić. Ciekawa była, czy ktoś już mu wcześniej mówił, że wygląda dość strasznie. Chociaż sądząc po jego tonie i śmiechu, to tak i pewnie wiele razy. Dobrze mu z tym było? Źle? Gdyby to była ona, to pewnie prędzej by coś ze swoim wyglądem zrobiła, a potem pewnie by tego żałowała. Ale nie wiedziała, co Wulfstan myśli i nie wie, czy kiedykolwiek będzie w stanie. W ogóle nigdy nie potrafiła odgadnąć tego, co myślą inni. Zwłaszcza Ray. On to był dla niej największą zagadką. Zasypywała go niepotrzebnymi informacjami? Wykorzystywała tylko po to, aby było jej samej lepiej? Może on wcale nie chciał słyszeć o jej przeszłości? Może tylko go tym przytłoczyła? Może byłoby lepiej, gdyby wtedy kazał jej wyjść z pokoju...? Odruchowo ścisnęła wisiorek, który miała na szyi.
- Pr-rawda. Może co-oś dzisiaj się dzie-eje? Niezbyt ogarniam wiadomości z miasta, szcze-erze mówiąc - powiedziała nadal nieco speszona, acz już nieco śmielej. Potarła nieco swoje lewe przedramię. - Hm? Z-znaczy... Je-eśli kolega chce, to-o proszę ba-ardzo - odparła dość chaotycznie. Nie przepadała za dymem tytoniowym, ale jeśli zachodziła taka potrzeba, to próbowała jakoś wytrzymać. Nigdy nie krytykowała tych, co palą, piją czy robią inne rzeczy, bo to niezbyt jej sprawa. Nie lubiła się mieszać w kłopoty. Zwłaszcza tych, których nie znała, albo ledwo co poznała. W końcu palenie nie jest oznaką jakiejś wielkiej degeneracji czy czegoś, ale palący powinien wiedzieć, że sam siebie truje. Chociaż dym tytoniowy taki duszący... - T-tak, jestem sama. Ch-chciałam jeszcze kupić pa-arę innych rzeczy i za-zajrzeć do skle-epu z ciuchami... A-ale w takim tłumie, to wydaje się dość niemożliwe, nie...?
Ścisnęła nieco bardziej swoją torbę z zakupami. Jakoś wizja ponownego wchodzenia w ten tłum i podążanie wzdłuż prądu jej się nie uśmiechała. Ciągle słyszała awanturujących się klientów, wrzeszczące baby i ryki dzieci. Wszystko to stawało się strasznie nieznośne, nie do wytrzymania. Chyba odechciało się jej dalszych zakupów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Wto Wrz 08, 2015 9:18 pm

-Tak, można wejść na dach, ale trzeba uważać bo nauczyciele nie pozwalają tam przebywać. Chociaż dla większości w szkole jestem jak powietrze, albo po prostu udają, że tak jest.-powiedział bez jakiś szczególnych emocji.
Nie robiło mu to różnicy czy obcy zwracają na niego uwagę czy nie. Zresztą sam często ich traktował w ten sposób. Obchodziło go jedynie co myślą o nim znajome i bliskie mu osoby. A że jak do tej pory nie było nikogo takiego, wszystkich traktował tak samo.
-Kilka razy jeśli dobrze pamiętam nawet widziałem cię siedzącą w klasie.-powiedział z uśmiechem-Z tego co kojarzę często siedziałaś obok takiego wysokiego chłopaka z kruczymi włosami, prawda?-zapytał dla upewnienia, a skąd to wiedział, obserwował ją, nic specjalnego Wulfstan obserwuję każdą osobę i stara się ją zapamiętać
To ciekawe ile razy był na mieście nigdy nie spotkał kogoś z jego klasy czy z Shibusen. Pewnie dlatego, że go unikali. Ale nic na to nie poradzi ludzie już przyczepili do niego łatkę złego, zimnego oprycha, którego lepiej unikać. Tak naprawdę nie obchodziło go to. Naglę zauważył jak dziewczyna zaczęła nerwowo ściskać naszyjnik.
-Coś się stało Rennevy? Coś ci martwi?-spytał trochę zmartwiony, ale nie dał tego po sobie poznać
Można byłoby uznać, że nic go nie obchodzi, że mogliby kogoś mordować on by to zauważył i nic nie zrobił. Tak naprawdę było by wręcz odwrotnie. Bez zastanowienia pomógłby takiej osobie, nie licząc na nic w zamian. Podszedłby, pobił napastników, spytał o stan poszkodowanego, a kiedy okazałoby się, że wszystko jest ok po prostu bez żadnych słów odszedłby w swoją stronę. Takim już typem człowieka był. Dlatego zmartwiło go nagła zmiana zachowania dziewczyny jak i jej mimiki twarzy.
-Ja też nie znam się zbytnio na wiadomościach. Jakoś nie lubię słuchać czy czytać o nich.-odparł
Kiedy stwierdziła, że nie przeszkadza jej to, że zapali wydawało mu się to dalekie od prawdy, ale pomyślał, że to tylko jego podejrzenie. Wyciągnął papierosa, którego wcześniej chciał odpalić. Zapalniczkę i odpalił go. Pociągnął raz, drugi i zwrócił uwagę na to, że dziewczynie nie za bardzo to odpowiada, więc bez większego zastanowienia rzucił go na ziemię i zgasił butem.
-Odechciało mi się.-powiedział beznamiętnie gasząc papierosa-Skoro tak ja też muszę jeszcze kupić parę rzeczy, więc co ty na to abyśmy poszli razem? Raczej z moją obecnością nie powinnaś mieć z tym problemów. Co ty na to?-zapytał uśmiechając się
Chciał pomóc dziewuszce w zakupach. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie było to zapewne najprzyjemniejsze i łatwe zadanie. Raczej nikt nie lubi być popychanym i obijanym przez tłum, a tym bardziej jeszcze zostać ochrzanionym pomimo braku winy. Nie czekając na odpowiedź wstał, poprawił swój płaszcz, wziął torbę z zakupami dziewczyny i wyciągnął do niej dłoń.
-Idziemy?-zapytał w taki sposób, że miało się wrażenie iż jedynymi odpowiedziami było "Idziemy", albo "Idziemy", ale nie zrobił tego w jakiś nie miły sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Sro Wrz 09, 2015 4:13 pm

- Krucze włosy... - zamyśliła się na chwilę. Troszkę czasu jej zajęło zrozumienie, że chodzi mu o Raya. Uśmiechnęła się i niepewnie kiwnęła głową. Czasem się jej zdarzało usiąść szczęśliwie koło swego partnera. Zdecydowanie jednak częściej lądowała wśród nieznanych sobie ludzi lub w pewnym stopniu już poznanych. Ale jak nic nie kojarzyła Wulfstana, kompletnie nie. Gdyby jej nie powiedział, to pewnie by się nie spodziewała. Nawet jeśli prawie każda osoba dla niej chodziła do Shibusenu. - N-nie sądziłam, że-e można mnie koja-arzyć z wyglą-ądu... - dodała cicho, jakby bardziej do siebie, aniżeli do chłopaka. Zawsze uważała siebie za dość mało charakterystyczną osóbkę, nawet jeśli miała takie, a nie inne włosy, oraz takie, a nie inne szczęście. Oraz kokardki we włosach. W sumie to nawet po części nie chciała być rozpoznawalna. Czy coś. Zawsze bała się zbyt wielkiego zainteresowania, ale też i nie lubiła totalnej olewki. Wystarczało jej, że ktoś raz na jakiś czas przypominał sobie, że ona także chodzi do tej dziwacznej szkoły i czasem pojawia się w Death City. Bo jak już kiedyś wspominałam, ona czasem po prostu musi z kimś przebywać. Musi. Bo inaczej będzie jej smutno i innym będzie smutno. Na pewno jej będzie smutno, innym być niestety nie musi.
- Hm? A-a, prze-epraszam, nieco się zamyśliłam... - odpowiedziała zawstydzona. Przecież to nie czas i miejsce na myślenie o tym, co było. Ba, nie powinno się o tym za bardzo rozmyślać, zwłaszcza z jej ideologią. Dlatego też uśmiechnęła się i pomachała ręką na znak, że już wszystko okej. Dowiedziała się właśnie, jak brzmi troska bez troski w głosie. A przynajmniej tak się jej wydawało. Chyba że zapytał z czystej grzeczności, to wtedy rozumiała. Chociaż... w sumie nie wiedziała, co on sobie tam myśli. Dla niej nadal wyglądał strasznie, nawet jeśli zarzekał się, że jej nie zje.
- Mam po-odobnie. Chociaż po-otem żałuję, że czegoś nie wiem. Albo po prostu źle na-a tym wychodzę - odpowiedziała z lekką konsternacją. Zaraz potem do jej nozdrzy doleciał swąd palonego papierosa i walczyła ze sobą, aby się nie skrzywić, bo przecież powiedziała, że jej to kompletnie nie przeszkadza. Dusiła to w sobie, dusiła, aż w końcu nie wytrzymała i kichnęła. Znaczy... Łaskotał ją trochę w nosek i jakoś tak wyszło... Spojrzała przepraszająco na chłopaka, którego wyraźnie zniechęciło jej zachowanie. Zaraz potem na jej twarzy pojawiło się zdziwienie przeplatane z zakłopotaniem, bo nie wiedziała, czy on to nadal robi z czystej uprzejmości, czy też szykuje na nią coś... większego. Nie no, Rune, spokojnie, przecież on nie wygląda na takiego... Wygląda na kogoś, kto ma cały czas zły humor i najchętniej rozszarpałby pewnie wszystkich dookoła, ale na pewno nie gustował w napastowaniu. A przynajmniej na to liczyła. Nie zdążyła nawet zaprzeczyć, bowiem Wulf już miał w rękach jej torbę. Spojrzała na wyciągniętą w jej kierunku dłoń, po czym niepewnie podała swoją. Uśmiechnęła się tak trochę z nerwów, trochę z uprzejmości. Nie zamierzała się sprzeciwiać takiemu rosłemu gościowi, ale miał tez rację, że pewnie z nim będzie się lepiej poruszać.
- [colo=#9999ff]M-możemy iść... Co kolega musi załatwić? Może za-aczniemy od tego?[/color] - zapytała, bo w sumie wolałaby już kupować bluzkę samotnie. Bądź co bądź był dopiero co poznanym facetem, a ona wolała swój gust i raczej się przy nim nie ubierać w bluzkę. Nieliczne stragany miały na jakimś zapleczu prowizoryczną przebieralnię, więc jak chciała coś przymierzyć, bo powinna to zrobić na sobie, ubierając już na swoją bluzkę albo po prostu przykładając do siebie i sprawdzając, czy jest na tyle szeroka czy duża. Czułaby się przy nim nie tylko dość dziwnie, ale też i czułaby na sobie jego wzrok, nawet jeśliby teoretycznie się odwrócił albo zamknął oczy. Co z tego, że wokoło jest sporo ludzi? Ona nie mogła kupować bluzki przy Wulfstanie, nie i koniec!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Sro Wrz 09, 2015 6:17 pm

Zwrócił uwagę, że w pierwszej chwili dziewczyna chyba nie wiedziała co miał na myśl. Ale po chwili namysłu było widać na jej twarzy, że załapała o co chodzi. Usłyszał jej słowa, ale nie skomentował tego. Uznał, że nie powinien, a poza tym nie wiedziałby jak to skomentować. Dla niego nie było niczym dziwnym, że kogoś pamięta, tak jak to że ktoś go nie pamięta. Chociaż w tym wypadku chyba wyszło na lepsze. Przynajmniej nie patrzyła na niego przez pryzmat tego co mogłaby usłyszeć. Rennevy zawstydziła się słysząc jego pytanie. "Czy aby na pewno?" pomyślał słysząc jej odpowiedź. Nie zamierzał dociekać. W końcu rozmawiają pierwszy raz, więc dlaczego miałaby mu powiedzieć? On nie był typem człowieka, który wtyka nos w nie swoje sprawy. No chyba, że był to ktoś bliski ale to inna bajka.
-Nie masz za co przepraszać. Każdemu się zdarza.-odparł
Chciał dodać coś w stylu "Skoro tak uważasz.", ale uznał to za nie stosowne w tej sytuacji więc skończył na tej krótkiej odpowiedzi. Patrząc na niego można było stwierdzić, że nie obchodziło go to i zapytał z uprzejmości, ale prawda była tak że zmartwiło go to. Sam nie wiedział czemu. Wydawało mu się, że dziewczyna przeszła przez coś strasznego w przeszłości. Stwierdził to bo sam wiedział jak to jest, ale nie chciał dodatkowo stresować dziewczyny. Może kiedyś, jeśli zostaną przyjaciółmi dowie się czegoś więcej.
-Można źle wyjść na braku wiadomości?-zdziwił się w pierwszej chwili-Chyba tak. Zawsze może okazać się, że droga którą chciało się pójść jest zamknięta z jakiegoś powodu.-stwierdził
Dziewczyna najwidoczniej źle znosiła dym papierosowy, co sprawił że nie miał żadnych problemów z zgaszeniem go.
-Mam coś na twarzy?-spytał tak jakby nie wiedział o co chodzi
Dziewczyna dość zabawnie wyglądała z taką mieszanką uczuć na twarzy co sprawił, że Wulfstan zaśmiał się po cichu. Rune bez żadnych słów sprzeciwu podała mu swoją dłoń. "Czy wyglądam aż tak strasznie?" spytał sam siebie. Podczas tego przemyślenia chwycił ją delikatnie za rękę i lekko pociągnął by postawić ją na nogi.
-Chyba naprawdę się mnie boisz, co?-spytał trochę zniechęcony-Ale naprawdę nie masz się czego bać. Możesz się rozluźnić.-starał się wytłumaczyć, ale zdał sobie sprawę z tego, że może być to bezsensowne. W końcu słowami nie zmieni swojego ostrego wyrazu twarzy.-Co zostało mi do kupienia?-pomyślał na głos-Potrzebuję kupić parę warzyw i owoców. Z tego co pamiętam skończyła się czekolada. To chyba tyle.-powiedział po krótkim namyśle-Ale zrobienie zakupów dla mnie nie będzie problemem, więc możemy zacząć najpierw od twoich sprawunków? Mi i tak kupowanie tych rzeczy nie zajmie długo.-stwierdził
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Wrz 13, 2015 9:43 am

- Yhym - wybąkała niepewnie. Przecież ona doskonale wiedziałą, że nie ma się czego bać, że przecież inaczej by się nawet nią nie zainteresował lub zainteresował inaczej. Ale chyba on sam zdawał sobie po części sprawę z tego, że nieważne jak by się starał, to może dostać efekt zupełnie odwrotny do oczekiwanego i chcianego. Rennevy to całkowicie rozumiała, dlatego starała się jak najbardziej nie dawać po sobie znać, że jednak coś jej nie pasuje. Że jednak się trochę boi. Bo przecież wiedziała, że Wulfstan ma dobre intencje. - Prze-przepraszam... - wyszeptała. Przez głowę przemknęła jej jedna, dość nieprzyjemna myśl - czy wychodziła w tym momencie na... płytką? Nieufną? A może Wulfstan zdaje sobie sprawę z tego, jak ciężko jej jest czasem zachować swoje obawy na smyczy? Co jak co, ale Rennevy była ogromną paranoiczką. Wystarczyła jedna myśl, aby w głowie powstało wiele scenariuszy, które kończyły się bardziej lub mniej nieszczęśliwie dla naszej małej panienki. Wiadomo, zawsze jest jednak taki głosik, który podważa wszystko, w co wierzymy. U niej ten głosik ma chyba megafon, bo rzadko kiedy udaje się go jej zignorować.
Pokiwała głową, po czym na chwilę odchyliła ją do tyłu. Przymrużyła oczy i miała skupiony wyraz twarzy. Liczyła to wszystko, co zostało jej jeszcze do załatwienia. Nie wspomni o nowej bluzce, ale za to powinna pamiętać o innych rzeczach. Zaraz potem zaczęła wyliczać na palcach. Spojrzała na swoje ręce i zmarszczyła brwi. Naliczyła jeszcze siedem rzeczy, a wydawało się jej, że ma tego zdecydowanie więcej. Przewertowała jeszcze na wszelki wypadek całą pamięć w poszukiwaniu listy zakupów, którą sobie napisała przed wyjściem i o której zapomniała. Liczyła, że zapamięta. Póki co, to pamiętała o owocach i swoich prywatnych potrzebach. A może kierowniczka chciała, by coś przyniosła? Pamiętała, że narzekała na ciągły brak mleka, ale to było już chyba zażegnane. Może chodziło o składniki do jakiegoś nowego ciasta? Ale nawet jeśli, to jakiego ono było smaku? Nie przypominała sobie niczego nowego w ofercie. Zdawała sobie coraz bardziej sprawę z tego, że niezbyt się nadaje na dziewczynkę na posyłki. Powód jest prosty - po prostu zapomina. Zarumieniła się nieco. Cholercia, co to ona miałą kupić? A może to było...?
- Chy-yba mam herbatę kupić. I parę wa-arzyw - wydukała w końcu. Spojrzała na chłopaka z lekkim zawstydzeniem, że tak długo się zastanawiała, oraz z pewnym ciepłem. - S-skoro mamy mniej więcej to samo do-o załatwienia, to może pójdziemy razem? Po-ostaram się uwinąć najszybciej jak mogę - uśmiechnęła się delikatnie, próbując odgonić wszystkie dziwne i złe myśli. Bo w końcu czego ma się bać? Spojrzała ukradkiem na tłum, który się rozrastał z każdą chwilą. Ich ławeczka, która jeszcze chwilę temu byłą odosobniona, zaraz zostanie pochłonięta przez dziczejący tłum nabywców. Zmartwiła się nieco. Tumult ludzi wydawał się coraz większy i większy - czy coś było jutro, skoro tak wiele osób tutaj przyszło? Zaczęła wypatrywać jakiegokolwiek stoiska, które mogło mieć owoce lub warzywa. Albo i to, i to. Chociaż wzrok miałą nie najlepszej jakości, to literki rozpoznawała. Jedynie z bardzo daleka ludzie przypominali plamy. Zlane plamy farby. - Te-en tłum je-est niepokojący - westchnęła. Teoretycznie takie tłumy są przed świętami, dniami narodowymi lub jak jest jakaś niewalająca promocja. Ale na takim targu? Co to - dzień za jednego dolara? To wtedy ją oszukali przy malinach, bo na pewno nie zapłaciła jednego dolara.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Wrz 13, 2015 11:32 pm

Westchnął cicho usłyszawszy potwierdzenie Rennevy. Chociaż czemu go to dziwiło? Przecież każdy się go boi, więc dlaczego odpowiedź akurat tej dziewczyny miała jakieś znaczenie? "Dziewczyny to takie ciekawe stworzenia." pomyślał. "Rennevy jest nawet ładna." stwierdził zaskakując samego siebie, że w ogóle o czymś takim pomyślał.
-Nie masz za co przepraszać. Przecież to nie twoja wina, że strasznie wyglądam. Chyba nawet lepiej gdybyś nie starała ukryć się tego.-powiedział ciepło-Przywykłem już do tego, że ludzie ode mnie uciekają.-dopowiedział bez specjalnego przejęcia się
Widział, że dziewczyna jest dość zakłopotana i nie wie jak powinna się zachowywać. Każdy dziwnie się zachowywał w jego towarzystwie. Przez chwile przez myśl przeszła mu myśl typu "A co jak nas ktoś zobaczy i zaczną jej robić problemy?", ale szybko odgonił to od siebie, a nawet gdyby taka sytuacja miała miejsce wiedziałby jak ją rozwiązać. Wyrazy współczucia dla tych, którzy chcieliby jej dokuczać. Po pierwsze polubił ją, a po drugie nie cierpi jak ktoś dokucza innym. Kiedy przerwał swoje przemyślenia i spojrzał na dziewczynę, ona pogrążona była w wyliczaniu rzeczy do kupienia. Wyglądała dość zabawnie gdy tak myślała. Na twarzy Wulfstana pojawił się lekki uśmiech.
-Spokojnie nigdzie mi się nie spieszy. Poza tym miło mi się z tobą rozmawia.-powiedział z uśmiechem-Chyba, że ty nie masz za wiele czasu, wtedy postaram się aby nic nie przeszkadzała, ani nie spowalniało załatwienia twoich spraw.-dodał
Jakikolwiek kontakt z ludźmi dla chłopaka był raczej rzadkością, więc nic dziwnego w tym, że miło jest mu spędzić trochę czasu z kimś innym niż on sam. Tłum z każdą chwilą stawał się coraz większy i większy, aż w końcu zaczął się niebezpiecznie zbliżać do "ich" ławeczki co sprawił, że zaczęli wchodzić na jego przestrzeń osobistą co mu przeszkadzało. Miał tego dość i zapewne odpuściłby sobie zakupy gdyby nie obecność Rennevy. Zaczął zastanawiać się co zrobić, żeby nie zgubić dziewczyny w tłumie. Grzebiąc po kieszeniach znalazł jakąś wstążkę. Nie miał pojęcia skąd się tam wzięła, ale nie zamierzał się nad tym zastanawiać. Obwiązał jeden koniec wstążki na swoim nadgarstku, a drugi podał dziewczynie.
-Trzymaj się go i nie puszczaj to się nie zgubimy.-powiedział-Masz rację trochę za dużo tu ludzi.-odpowiedział
Szansa na to, że zgubi koleżankę w tłumię była raczej mała. W końcu ludzie raczej będą się starali robić miejsce aby przypadkiem nie zahaczyć o Wulfstana, ale nie przeszkadzała mu ta wstążka i prawdopodobieństwo zgubienia Rennevy było jeszcze mniejsze.
-Od czego by tu zacząć?-zastanowił się przez chwilę wypatrując najbliższego stoiska z rzeczami potrzebnymi dziewczynie do kupienia-O tam widzę stragan z herbatami.-powiedział wskazując w prawą stronę-Zacznijmy od tego.-dodał
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Wrz 14, 2015 4:55 pm

- N-nie, po prostu to nie do końca mo-oje zakupy. Część jest na-a zamówienie, jakie dostałam od kie-erowniczki kawiarni, w któ-órej zdarza mi się pracować. Nie chcę ko-olegi kłopotać moją skle-erozą... - wyznała, próbując skupić wzrok na czymś innym w okolicy. Nie żeby coś, ale to był właśnie ten krępujący moment, kiedy dziewczyna się z czegoś niechętnie tłumaczy. Zastanawiała się, czy na jego surowej twarzy się cokolwiek zmieni. Znaczy, czy zrobi jakąś minę. Skrzywi się? Zmarszczy brwi? A może uzna, że tylko się głupio tłumaczy? Tak czy inaczej, głupio było naszej panience Nightwish trochę o tym mówić, dlatego potrzebowała skupić wzrok na czymś innym. Zarumieniła się na wzmiankę o tym, że lubi z nią rozmawiać. Co w niej takiego było, że ludzie chcieli z nią gadać? Co takiego w nich było, że nie robili sobie z niej żartów? Nie wytykali jej jąkania? Czemu wszyscy, których spotkała, byli tacy mili dla niej? - A ta-ak to, to nie mam żadnych ograni-iczeń czasowych. Inną sprawą jest to, że raczej nie chciałabym spędzić całego dnia w ta-akim tłumie - powiedziała.
Tłum zbliżał się nieubłaganie do ich ławeczki. Od razu mina jej zmarkotniała, jakoś nie widziała siebie broczącej w takim tłumie. Poważnie zastanawiała się nad tym, jaka dzisiaj jest okazja. Może to wcale nie chodziło o sam targ, ale coś, co przebiegało obok? Jakiś marsz? Happening? W sumie mogło być to wszystko, nawet błahostka, lecz nie przypominała sobie, żeby coś słyszała. Nawet od swojej kierowniczki, która jest raczej obeznana w mieście. I we wszystkich wydarzeniach, które mają miejsce. Ta kobieta jest niesamowita, idealnie dostosowuje menu i oferty do tego, co się dzieje w Death City. Zastanawiała się, czy to przez fascynację tym miastem, czy ze zwykłego obowiązku. Że też miała ona cierpliwość do takiej pierdołowatej osóbki, jaką była Rennevy. Ale musiała przyznać, że coraz lepiej jej to idzie. Podobno jest kimś potrzebnym, bo takim pretekstem do wymiany całej zastawy. Nie wiedziała, czy się smucić, czy też cieszyć. Ostatecznie napomina o tym w żartach. Bo w sumie jak inaczej można było to potraktować?
Spojrzała sceptycznie na wstążkę w ręku chłopaka i wyciągnięty do niej koniec. Nie wiedziała, czy zaprotestować. Ale nie miała alternatywy, a to rozwiązanie wydawało się najlogiczniejsze. I w sumie najbardziej skuteczne. Przełknęła głośno ślinę, po czym zaczęła niepewnie zawiązywać wstążkę wokół swojego nadgarstka. Znaczy, niepewnie podchodziła do czynności, bo już samą czynność wykonywała niemalże perfekcyjnie. Nikt nie wiązał lepiej od niej kokardek, powiedzmy sobie szczerze. Ktoś mógłby zapytać, że co w tym trudnego? Otóż wiele w tym trudnego, moi mili. To było jak sztuka! Gdy już zawiązała wstążeczkę, upewniła się, że się jakoś trzyma. Uśmiechnęła się niepewnie, jakby miała zaraz zejść albo rozpocząć niezwykle ważną misję. Jak tak sobie myślała, to nie była jeszcze na żadnej misji, takiej w imieniu Shibusen. Czy to znaczyło, że właściwie jeszcze nie poznała prawdziwego życia jako władająca? Jakoś się jej nie spieszyło do tego... Może większość jej powie, że kiedyś będzie musiała się zmierzyć z rzeczywistością. Niech ten ładny, kolorowy sen jeszcze trwa. Póki ma jeszcze taką możliwość.
Stanęła na palcach, by zobaczyć ten stragan, ale niewiele to dało. Podskoczyła parę razy, po czym uznała, że to nie ma sensu, więc postanowiła uwierzyć mu na słowo. Spojrzała tam, gdzie wskazywał, po czym delikatnie pociągnęła go za wstążkę, dając sygnał, że ona chce iść. Kiedy już ruszyli, weszli w tłum, który napierał na nią ze wszystkich stron, a ona, niziutka i zakłopotana, co chwila tylko piszczała swoje "przepraszam". Co jakiś czas zerkała do tyłu, by spojrzeć, że niektórzy jakby specjalnie Wulfstanowi schodzą z drogi. Z jednej strony im się nie dziwiła, ale z drugiej... To było niezwykle dziwne. Aż tak się ludzie go bali? W sumie... Ona przed chwilą też drżała ze strachu. I nadal czuła się niepewnie. Nawet bardzo. Nie czuła się komfortowo, kiedy szedł za nią. Ale nic nie powiedziała. I tak już wyszła na strachajło, którym była.
Kupiła herbatę. Dużo całkiem herbaty.
- T-to... gdzie teraz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Wrz 14, 2015 7:41 pm

-Pracujesz w kawiarence?-zapytał zaciekawiony zapominając, a raczej celowo pomijając wzmiankę o sklerozie-To musi być zabawna praca, prawda? Obsługiwanie i poznawanie ciekawych ludzi. Mili współpracownicy.-powiedział-Ja jakoś nigdy nie miałem okazji popracować.-dodał, co nie do końca było prawdą, ale tematy jego przeszłości zostawmy na kiedy indziej.
Widział, że dziewczyna wciąż nie wie jak zachowywać się w jego otoczeniu. Chciał ją jakoś przekonać do siebie, ale nie wiedział jak. Jakby nie patrzeć raczej rzadko miał sytuacje, że z kimś rozmawia i musi przekonywać rozmówcę do siebie. Mówiąc "rzadko" mam na myśli nigdy. To była pierwsza większa rozmowa od bardzo dawna.
-W takim razie szybko uwińmy się z zakupami, a jak będziesz miała ochotę to możemy pójść w jakieś mniej tłumnie miejsce.-powiedział, a raczej bardziej zaproponował, nie chciał naprzykrzać się dziewczynie wiedząc, że czuje się nie komfortowo przy nim
Tłum zwiększał się i zwiększał, ale omijał ich ławkę łukiem. Czy było to spowodowane tym, że Wulfstan przy niej stał, a może po prostu ludzie nie chcieli wleźć na ławkę. Szczerze nawet nie zwrócił uwagi, że taka sytuacja ma miejsce. Kiedy poczuł lekkie szarpnięcie za wstążkę ruszył zaraz za Rennevy. Widząc jak co chwila ktoś ją uderza czy popycha rosła w nim frustracja. Pomyślał, że jeśli podejdzie bliżej do dziewczyny ludzie również ją zaczną omijać. Jak pomyślał tak zrobił i przyniosło to takie skutki jakich oczekiwał. Kiedy doszli do straganu, a Rune kupiła już herbatę, następne na liście były owoce i warzywa. Przez krótką chwilę patrzył za jakimś najbliższym straganem z owymi rzeczami. Kiedy już go dostrzegł lekko pociągnął za wstążkę.
-W tą stronę.-powiedział głośno na tyle by dziewczyna go usłyszała
Nic więcej nie dodał gdyż nie chciał się wydzierać w tłumie. Krzyczenie nie było ulubioną formą rozmowy, Wulfstan bardziej preferował spokojną rozmowę.
Kiedy dostrzegł jakiegoś rosłego mężczyznę taranującego wszystkich ludzi po drodze, stanął przed Rennevy, a gdy owy mężczyzna zbliżył się do niego i chciał go przepchnąć, chłopak wymierzył porządny cios w splot słoneczny nacierającego co sprawiło jego nagłe zatrzymanie. Uderzył go na tyle lekko by mężczyzna nie stracił przytomności.
-Powinieneś bardziej uważać jak chodzisz.-powiedział oschle i puścił człowieka wolno.-Nic ci nie jest?-odwróciwszy się do dziewczyny spytał-Dlatego nienawidzę ludzi.-powiedział cicho pod nosem
Tłum wciąż gnał przed siebie omijając naszą dwójkę, a oni starali się przedostać do owego warzywniaka. Kiedy już znaleźli się na miejscu, chłopak kupił parę jabłek, mandarynek, marchewek i pietruszkę. Gdy skończył kupować stanął obok Rune wypatrując kolejnego sklepu z czymś co on albo ona mieli kupić, ale po chwili doszedł do wniosku, że mają wszystko. Zapomniał o swojej czekoladzie, ale nie przejął się tym zbytnio.
-Czy masz już wszystko? Nie potrzebujesz nic więcej?-zapytał Rennevy dla pewności, w końcu skoro on tu jest, a to daję możliwość dość bezproblemowego poruszania się w tłumie to lepiej kupić wszystko niż potem samemu pchać się w paszczę lwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Wrz 14, 2015 9:11 pm

Niepewnie kiwnęła głową. W sumie nie zastanowiła się nad poprzednią wypowiedzią, ale wolała mówić prawdę niż wymijać. To nie jest jakaś wielka tajemnica, chociaż musiała przyznać, że nie spotykała tam aż tylu uczniów Shibusenu, ile myślała, że będzie spotykać. Zastanawiała się, czy ktoś jeszcze dorabia w wolnym czasie. Czy tylko ona ma taką zachciankę. Uśmiechnęła się dość ciepło na samą myśl o tym, jak ją tam traktują. To byli naprawdę wspaniali ludzie. Rozmyślała kiedyś, czy to przypadkiem nie są wiedźmy, które magicznie sprawiają, że człowiek się przywiązuje do jednego miejsca. Szybko jednak odegnała te myśli, bo doskonale wiedziała, że nie trzeba magii, aby coś takiego zrobić. A jeśli trzeba było, to wtedy jej zmarła siostra była najprawdziwszą czarownicą. I to dość silną.
- Do-ość stresująca, ale i przyjemna. Trafiłam do na-aprawdę wspaniałych ludzi. Za-astanawiałam się, czy będę spotykać ludzi z Za-awodówki, ale zadziwia-ająco mało tych przychodzi. Czyżbym pozwala-ała sobie na zbyt wiele? - zaśmiała się cicho pod nosem. Ciekawe, czy już kupili nową zastawę, której nie powinna już tłuc. Wiara w nią jest taka niewiarygodna, że aż pokrzepiająca. Miło było wiedzieć, że wierzą, iż jej pierdołowatość da się opanować. Jedynym mankamentem była wzmianka o zmianie jej stylu, aby pasował na bardziej "roboczy"... - Chociaż nadal się nie mogę przy-yzwyczaić. Ca-ałkiem przypadkowo się tam znalazłam, a traktu-ują mnie tak, jakbym tam była od pa-arunastu lat - powiedziała nieco zamyślona. Niestety nie proponowała ludziom możliwość wpadnięcia do niej, bowiem nadal się trochę wstydziła. Znaczy... Dziwnie się czuła, kiedy formowała to zdanie w głowie. Ale kiedyś będzie musiała, bo reklama dźwignią handlu.
Nieco się zarumieniła i nie potrafiła odpowiedzieć na propozycję chłopaka. Z jednej strony to byłaby miła odskocznia od tego, co się działo na rynku, ale z drugiej strony... Nie wiedziała, czy dałaby radę tak swobodnie zachowywać się w jego towarzystwie. Może powie, że musi iść odnieść zakupy, a potem do akademika? Musiała pomyśleć nad ładną formą podziękowania i przeprosin, że tym razem nie może. Głupio jej tak było, bo pewnie wyjdzie, że się go nadal boi. Ale jak pójdzie, to będzie, że zgodziła się z pewnego rodzaju litości, bólu serca. Był dla niej jednak miły i starał się naprawdę ją przekonać do siebie, a ona po prostu się zbyt bała.
Zaraz potem Wulf ją wyprzedził i szedł dość blisko niej. Poczuła się... dziwnie. Patrzyła z lekkim zafascynowaniem na to, jak ich wymijali. On naprawdę robił takie wrażenie? Jak już siebie karciła - przecież sama jest tego przykładem. Szła za nim, bacznie obserwując ludzi, którzy przechodzili obok. A zaraz potem zobaczyła coś, przez co opadła jej szczęka. Kiwnęła głową i podążała za chłopakiem, pilnując, żeby go nie stracić z oczu i żeby wstążka się nie rozwiązała. Najwidoczniej nie zauważyła, sceny, jaka miała miejsce tuż przed nią. Zorientowała się, gdy usłyszała cios. Gwałtownie spojrzała przed siebie, a potem wyjrzała zza Wulfa. Doszło do sprzeczki z rosłym facetem. Zadrżała. Oczywiście usłyszała, nieco niewyraźnie, słowa chłopaka, przez co jeszcze bardziej ogarnął ją strach. Zbladła, próbowała powstrzymać drżenie nóg. Ocknęła się jednak i podążała, już wcale nie tak pewnie, za czerwonowłosym. Wstążka wydawała się ją teraz parzyć.
Doszli do warzywniaka, a ona mogła w spokoju załatwić swoje zakupy do końca, na co się uśmiechnęła pod nosem. Poczuła się dość paskudnie, że była wdzięczna Wulfstanowi, iż mógł torować drogę. Pomyślała jednak o scenie z mężczyzną. Przeszedł ją dreszcz. Czy gdyby była w innej sytuacji, to także by tak ją potraktował? A może od początku pałał do niej niechęcią? Może to w sumie dobrze, że wyszło tak, a nie inaczej? Czy mogła także oberwać? Czy mogła być w tej złej strefie, zaliczać się do tych złych?
- T-tak, ja mam wszy-ystko... Ba-a-ardzo dziękuję - wyjąkała, po czym schyliła głowę. Nie mogła sobie pozwolić na pełen ukłon w tak tłocznym miejscu. Nagle jednak coś jej w głowie zaświtało. - A czy ko-olega nie miał jeszcze-e czegoś ku-upić? Chy-yba że coś po-omyliłam...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Wrz 14, 2015 10:10 pm

Widząc jak dziewczyna uśmiecha się na samą myśl o tym miejscu zrobił się trochę zazdrosny chociaż nie dał tego po sobie poznać. Czy można mieć mu to za złe? On nie ma takiego miejsca gdzie ktoś przyjąłby go z uśmiechem. Pomimo niechęci jaką darzył większość ludzi wciąż chciałby żeby chociaż jedna osoba na jego myśl czy widok nie uciekała.
-To musi być wspaniałe miejsce.-powiedział-Ale to, że miejsce takie jest sprawiają ludzie. To musi być miłe być tak traktowanym.-powiedział trochę zasmucony, ale za chwile poprawił się, nie chciał żeby dziewczyna pomyślała, że to jej wina, miał nadzieję, że nie widziała jego chwilowego smutku
Jakby nie patrzeć nawet w domu nie ma osoby, która ucieszyłaby się na jego widok. Znaczy według niego wszyscy nie żyją, ale jest pewny, że nawet gdyby żyli było by tak samo. W końcu kto by chciał mieszkać pod jednym dachem z mordercą. Czasy jego "mordu" już dawno minęły, razem z jego starym "ja".
Widział, że dziewczyna nie wie co odpowiedzieć na jego propozycję.
-Spokojnie nie obrażę się jeśli powiesz, że nie chcesz iść. Co to za przyjemność z przebywania z kimś w kogo obecności czujemy się źle.-powiedział starając się nie okazywać żadnych emocji, żeby dziewczyna nie zadecydowała, że pójdzie z nim tylko dlatego aby lepiej się poczuł-To dość normalne, że jest ci się trudno do mnie przekonać i nie mam ci tego za złe.-dodał
Ludzie zaczęli ich wymijać i nawet jedna osoba nie szturchnęła, popchnęła Rennevy co sprawiło chłopakowi przyjemność. W jakimś stopniu to, że się go boją przydało się.
Ta cała sytuacja, która wynikła z mężczyzną. Wulf jedyne co miał na myśli to to aby nic się nie stało Rune, ale z reakcji dziewczyny widać było, że to tylko pogorszyło stan. Jeszcze bardziej się go bała. "Chyba to moja klątwa." pomyślał. Na jego twarzy wymalowany był smutek, ale dziewczyna nie mogła tego dostrzec gdyż odwrócony był do niej plecami. Kiedy przypomniał sobie jej widok jak się obrócił miał ochotę uciec. Może to zachowanie małego dziecka, ale dla niego nie oznaczało to tego. Po prostu nie chciał już sprawiać jej więcej kłopotów i smutku. Starał się utrzymywać taki dystans by ludzie wymijali ich obojga, a nie tylko jego, ale znajdował się już dalej niż poprzednio. Czuł, że dziewczyna zrobiłaby najchętniej w tył zwrot i poszła jak najdalej od niego. Ciągle nie mógł zrozumieć czemu aż tak zależało mu na tym by akurat ona miała o nim inne zdanie, żeby akurat ona się go nie bała. Myślał, że w końcu po latach samotności uda mu się znaleźć kogoś bliskiego, ale się pomylił. Stwierdził, że on nie może poznać nikogo takiego, że jedyne uczucia jakie ktoś może do niego odczuwać to strach. Nie ważne co by zrobił.
-To dobrze.-odpowiedział obojętnie już bez tego "ciepła" w głosie z jakim mówił wcześniej-Nie masz za co dziękować. Raczej przysporzyłem ci więcej kłopotów i zmartwień.-dodał takim samym tonem-Czy o czymś zapomniałem? A no tak miałem kupić jeszcze czekoladę, ale raczej nie masz chęci dalej znosić mojej obecności, więc wyprowadzę cię z tłumu i wrócę po czekoladę.-wrócił z powrotem do swojej oziębłej postaci, która był jeszcze straszniejsza, ale nie zdawał sobie z tego sprawy, po prostu był na tyle zdołowany, że nie miał już na nic ochoty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Wto Wrz 15, 2015 5:47 pm

Nawet nie zorientowała się, że popełniła ogromną gafę, za którą normalnie kazałaby siebie ukarać i to mocno. Jaki jest sens opowiadania o tym, jak wspaniali są ludzie w jej pracy, podczas gdy on sam miał problemy w kontaktach międzyludzkich? I to na takiej zasadzie, że to właśnie inni nie chcą z nim porozmawiać? Poczuła ścisk z żołądku, kiedy wyczuła ten smutek w jego tonie. Próbowała się jakość uśmiechnąć przepraszająco albo cokolwiek powiedzieć, ale nie mogła. Uznała, że tylko zacznie pogarszać sytuację, którą i tak już nieco naruszyła. Przygryzła wargę z poddenerwowania. Zawsze była kiepska w zawieraniu nowych kontaktów, ale nie sądziła, że aż tak. Chociaż... Niektórzy się do niej nie zrazili. Musiała jednak przyznać, że to, czy ją witali z uśmiechem, zależało także w sporej dozie od tego, z kim ma do czynienia. Bo jak się trafią takie zołzy, to mogą udawać ten uśmiech, o który tu chodzi. Albo nawet nie kwapić się z udawaniem.
Zabrakło jej słów. Prawda, bała się, ale ten lęk z każdą chwilą się osłabiał. W końcu niczego jej dotychczas nie zrobił, więc nie miała podstaw do oskarżania go o jakieś nieczyste zapędy. Surowa twarz robiła się z każdą chwilą coraz mniej surowa, a po prostu naturalna. Nie miała wrażenia, że obrzucał wszystkich od razu wzrokiem potępienia bez powodu. A nawet jeśli tak było, to po części czuła, że nie do końca to było zamierzone, a jedynie mankament jego urody. Nawet te wściekle czerwone włosy wydawały się jej mniej intensywne. Bo tak to chyba jest, że im dłużej się z kimś rozmawia, to ten wygląda inaczej z każdą chwilą. Cicha osoba okazuje się być roztrzepaną gadułą. Popularna dziewczyna cichą myszką. Niebezpieczny zbir potulnym barankiem. Czasem ja to zastanawiało - jako kogo ją widzieli, jako kogo ją poznali. Czy była śmieszną dziewuszką, która tylko się potykała? Samotną białowłosą? Zagubionym dzieckiem w świecie dorosłych? Mogła być tyloma osobami...
Jedną sprawą było to, że nie chciał, aby jej się nie stało. Dziwnym i tak było, że zdołał już do niej zapałać takim zaufaniem, chociaż sama przyznała, że się go boi. I to wcale niemało. Ale to raczej nie jest normalne, że tak po prostu uderza sobie człowieka, który po prostu się przepychał? Po prostu niemoralne! Przez głowę przemknęła jej niebezpieczna myśl - jeżeli tak się zachowywał cały czas, to nic dziwnego, że się ludzie jego bali. To trochę tak, jakby ona witała każdego uderzeniem w twarz, nie dając nawet szansy. To tak, jakby otwarcie krytykowała książki, zanim jeszcze w ogóle je widziała. Zadrżała, bo nie wiedziała, czy by i ona tak przypadkiem nie skończyła. Nie popierała przepychania się, o nie. Ale nie popierała agresywnego zachowania, bała się agresywnych zachowań. Była zwolenniczką pokojowych rozwiązań, które zawsze można odnaleźć. Wystarczą do tego chęci. Poczuła, że łącząca ich wstążka parzyła ją w rękę. To, że była z tyłu, nie oznaczało, że nie mogła oberwać.
Mina jej zmarkotniała, ale nic nie powiedziała. Nawet nie wie, co by miała powiedzieć. Ciepło, ledwo wyczuwalne, zniknęło, znów poczuła drżenie nóg. Nie patrzyła na niego, nie czuła takiej potrzeby. Rozwiązała ostrożnie łączącą ich wstążkę, którą puściła luźno. Nie chciał jej obecności, nie będzie jej narzucać. Wydawało się, że jego cień stawał się ciemniejszy, a czerwone włosy płonęły. Ścisnęła mocniej swoją torbę i delikatnie się ukłoniła.
- Do zobaczenia w szkole - rzuciła tylko, ale się nie podniosła. Chociaż chciała już dawno znaleźć się gdzieś indziej, wypadałoby jednak powiedzieć jedną ważną rzecz. - Dziękuję bardzo za pomoc - powiedziała tylko i się wyprostowała.
Zaraz potem jej biała czuprynka zniknęła w tłumie.

//ZT//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Wto Wrz 15, 2015 6:20 pm

Był tak blisko zdobycia nowej koleżanki, a może nawet przyjaciółki. Wszystko zaprzepaszczone jego jednym gestem, który został źle odebrany. "Tak, samotność jest mi chyba pisana." stwierdził zdołowany. "Przecież to nie to miałem na myśli. Dlaczego?" zaczął się besztać i zadawać sobie pytania. "Była miła, pomimo strachu do niej." pomyślał, co jeszcze bardziej wprowadziło go w stan złości. Może to dlatego, że dziewczyna nie zauważyła jak naprawdę wyglądało "przepychanie" się owego mężczyzny, a może to reakcja Wulfstana była na wyrost. Już sam nie wiedział co ma myśleć. Miał ochotę wrócić do swojego mieszkania i nie wychodzić. Czuł, że łącząca ich wstążka najwyraźniej zaczęła przeszkadzać Rennevy. Ekspresja na jego twarzy z powrotem wróciła do oziębłej i oschłej nie wyrażającej nic poza gniewem i frustracją. Widząc, że dziewczyna próbuję odwiązać wstążkę, wyprzedził ją i sam to zrobił, zostawiając zawiązaną na jej nadgarstku.
-Zatrzymaj ją, albo...-chciał dodać coś jeszcze, ale uznał, że nie warto, oddał dziewczynie jej zakupy, odwrócił się i zaczął znikać w tłumie-Raczej się nie zobaczymy.-dodał smutno, na tyle cicho, że nie wiedział czy w ogóle to usłyszała, ale o to chodziło, miała tego nie usłyszeć.
Sprawił jej tyle kłopotu i zmartwień, że wolałby aby zapomniała o całej tej sytuacji. Spędził kilka miłych chwil, ale miłe były tylko dla niego. Doskonale wiedział, że dla niej była to udręka. Skoro wiedział, że tak jest czemu od razu nie odszedł? Może gdzieś w głębi liczył na coś i nie świadomie nie odchodził. Kto wie? Odchodząc jedynie podniósł lekko rękę i pomachał nawet nie odwracając się w jej stronę. Zapewne pójdzie w jakieś inne miejsce aby trochę się uspokoić i ochłonąć.

http://Z.T//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Sob Wrz 19, 2015 3:35 pm

Postacie: Prompto i Ceador
Treść notki z zadaniem: "Więc... nie jest to żadna poważna sprawa, ale uczniowie lokalnej szkoły chcieliby zbadać 2 z 7 tajemnic rynku w Death City. Każda z nich związana jest z makabrycznym morderstwem. Jedna wiąże się ze sklepem zegarmistrza, w którym słychać dziwne odgłosy. Podobno kiedyś tam kogoś zamordowano pod prysznicem. Druga związana jest z fontanną, z której wypływa krew. Historia fontanny wiąże się z zamordowaną niewierną żoną, która została zakopana w miejscu gdzie teraz jest fontanna. Nie jest to żadna poważna sprawa, dlatego chcielibyśmy by uczniowie zbadali to w wolnej chwili, gdyż większość uczniów w naszej szkole jest przerażone akurat tymi dwoma. A. Trzeba zrobić to o północy, kiedy latarnie zgasną inaczej nic z tego nie będzie."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 60
Data dołączenia : 19/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Sro Lis 18, 2015 8:32 pm

Azura po wyjściu od Minato skierował się w stronę swojego mieszkania, ale gdzieś w połowie drogi przypomniał sobie, że powinien kupić parę rzeczy do mieszkanka. Z tego co pamiętał skończyło się kilka podstawowych rzeczy, które przydałoby się uzupełnić, więc skręcił w pierwszą lepszą ścieżkę prowadzącą do rynku.
Kiedy już się tam znalazł nie było wielu ludzi. Było koło siedemnastej lub osiemnastej. Zaczął swoje poszukiwania od jakiegoś straganu z pieczywem. Wkroczył w tą nie wielką grupę ludzi i zaczął rozglądać się na lewo i prawo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t707-feelings-what-kind-of-sorcery-

avatar
Wiedźma
Posty : 83
Data dołączenia : 05/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Czw Lis 19, 2015 12:50 am

Cała sytuacja, która zdarzyła się całkiem niedawno między Midori a jej rodzeństwem zdawała się wyraźnie ciążyć na biednej dziewczynie, która była tym wyraźnie przybita. Całe spotkanie odbyło się nie tak, jak powinno. Mogła zrozumieć reakcję Raya, a nawet Rune. Ta ostatnia najwyraźniej była silnie z nim związana pod pewnym względem, więc nie dziwiło to brązowowłosej, iż ta uparcie walczyła do samego końca. To tak, jakby oskarżać ojca o ochronę własnego dziecka, choć to nieco głupie porównanie w jej przypadku. W końcu osoba, którą powinna nazywać w ten sposób nienawidzi jej za to kim jest. Płytki człowiek, nie widzący niczego ponad swoje własne pragnienia. Z pewnością nie żałowała go. Szkoda tylko, że musiał rozdzielić ją z Asmo na tak długo. Czasami zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby, gdyby zniknął na zawsze. Osobiście, nie popierała bezsensownej przemocy, jednak w gruncie rzeczy zawsze mogło znaleźć się jakieś wytłumaczenie na wykonanie niektórych działań. Na ten przykład, ona mogłaby uznać, iż przez jego nienawiść do niej i matki dziewczyny, ona sama miała problemy emocjonalne, które doprowadziły ją do głębokiej depresji i złych myśli. Z kolei to był tylko wstęp do zemszczenia się. Nie sądziła, by uznali ją za poczytalną. Prawdopodobnie stwierdzono by tylko, że działała w afekcie, albo coś w tym rodzaju. To nawet zabawne tak teraz się nad tym zastanawiać. Inna sprawa, iż nie miała zamiaru dać się złapać, jeśli już postanowi zrobić coś głupiego. Przede wszystkim najważniejsze jest bezpieczeństwo braci. Jako, że ona sama jest niepełnoletnia była pod opieką Asmodeusza, a to już sprawia niewielki problem dla niego. Dodatkowo, wolała, by oboje z rodzeństwa uznawali ją za… nie tyle bezbronną, co na pewno dobrą osobę. W teorii nawet taka była. Przynajmniej póki coś jej nie pyknie w tej ukwieconej główce . Zaczęła podawać obcym ludziom swój adres, więc raczej nie wróżyło to niczego dobrego.

Skoro temat białowłosego został poruszony, dziewczyna odstawiła go do domu, który zajmował przez ostatni czas i wyszła na spacer. Nie mogła usiedzieć w miejscu, nawet jeśli oznaczało to spędzenie czasu z Asmodeuszem. Są pewne granice jej wytrzymałości pod tym względem. Wszystko rozegrało się tak źle, iż stwierdziła, że czas na rozluźnienie. Musiała znaleźć coś ciekawego, co odwróci jej uwagę od… właściwie to wszystkiego. Chciała choć przez jakiś czas nie myśleć o tym całym feralnym spotkaniu. Był też inny, „ukryty” motyw. Czemu „ukryty”? Ponieważ nie miała zamiaru o nim nigdy wspominać rodzeństwu. Można wręcz rzec, że to, co teraz robiła to jej mała tajemnica. Była w mieście od niedawna, ale wystarczająco czasu minęło, by móc rozejrzeć się nie tylko za czymś ciekawym, ale takie za KIMŚ ciekawym. Midori niestety mając słabość do potencjalnych przyszłych obiektów zainteresowań nie potrafiła siedzieć na czterech literach i modlić się o cud. Wolała wyjść i nawet przejść całe Death City, by znaleźć coś lub kogoś, kto zajmie jej uwagę. Oczywiście, miała zawsze jednego brata, z którym mogła się zawsze widzieć, odkąd po raz kolejny udało im się odnaleźć, jednak to nie było to czego potrzebowała. Sama nie rozumiała różnicy. Wiedziała tylko, że Asmodeusz nie może być taką „interesującą” osobą.

W pewnym momencie stanęła w miejscu rozglądając się dookoła. Najwyraźniej jej ciało doskonale współgrało z umysłem, ponieważ trafiła na rynek, gdzie mimo pory dnia, dalej znajdowało się niemało ludzi. Może to nie zatrzęsienie, ale zawsze coś. Bez specjalnego wahania, dość szybko podjęła spaceru, przy czym dyskretnie obserwowała co poszczególne jednostki. Z początku nic ciekawego nie przykuło jej uwagi. Szarzy osobnicy, jak wiele innych na tym świecie. Dopiero po chwili zauważyła coś, co nie pasowało jej w tym „tłumie”. Miała dość dobry wzrok, dlatego mimo powoli zapadającego mroku dostrzegła w tle kogoś z maską na twarzy. To już pierwszy krok, by ją zainteresować, bo po co komu coś takiego na twarzy na środku rynku? Zdecydowanie to ciekawe. Można nawet stwierdzić, że aż nazbyt, ponieważ nie mogła stać z tyłu i tylko obserwować. Była zbyt zaaferowana powodem noszenia tego zakrycia twarzy, by móc działać normalnie. Między innymi z tego powodu ruszyła do przodu i szybkim krokiem nadrobiła dzielącą ich odległość. Co więcej! Podeszła do niego od lewej strony nieznajomego i wychyliła się nieco do przodu, by móc mniej więcej widzieć jego zakrytą twarz.

-Po co ci ta maska? –spytała wyraźnie zaciekawiona, nie przejmując się, jak dziwne może to być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t672-zielony-kwiatek?nid=1#3923

avatar
Uczeń NOT
Posty : 60
Data dołączenia : 19/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Czw Lis 19, 2015 11:16 pm

Azura kręcił się trochę po rynku podchodząc do jednego straganu, a potem do następnego. Przy okazji szukał czegoś czego może brakować w domu albo czegoś co ewentualnie mógłby kupić. Pałętał się tak zagłębiony w myślach nie zwracając uwagi na ludzi. Jedyne kiedy się odezwał do, któregoś ze sprzedawców to jak kupował małą piłkę taką jak dla psa. Nie zapowiadało się, aby coś specjalnego miało się stać. Zatrzymał się przy jednym ze straganów z różnymi naszyjnikami. Zatrzymał się, a przed oczyma pokazały mu się szczępki wspomnienia. Była na niej jakaś dziewczynka z zamazaną twarzą trzymająca naszyjnik w kształcie serduszka. Kto to był?
Nagle coś wyrwało go z retrospekcji. Był to głos, a dokładnie głos dziewczyny. Spojrzał na lewo skąd dochodziło pytanie i obdarzył dziewczę stojące obok i przyglądające mu się obojętnym, i lodowatym spojrzeniem. "Hmmm...czego chce od mojej maski?"
-Po co ci to wiedzieć?-odpowiedział pytaniem w dość obojętny sposób i obrócił się do dziewczyny przodem.
Właścicielka głosu była niższa od chłopaka, a na głowie miała opaskę z kwiatami. Przyglądała się mu swoimi zaciekawionymi szmaragdowymi oczami. On patrzył na nią obojętnym i zimnym wzrokiem.
"Zamierza się nabijać?" zastanowił się. Tak w większości kończyły się tego typu pytania.
Ziewnął zakrywając dłonią usta, po czym poczuł pieczenie na policzku. "Otwarła się rana? Muszę zamówić nowe bandaże i maskę. Te przestają spełniać swoją rolę." stwierdził. Na prawym policzku pojawiła się średnia plama krwi, ale on sam się tym zbytnio nie przejął.
-Masz do mnie jakąś sprawę i dlatego mnie zaczepiłaś?-zapytał beznamiętnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t707-feelings-what-kind-of-sorcery-

avatar
Wiedźma
Posty : 83
Data dołączenia : 05/09/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Lis 20, 2015 4:33 am

Można powiedzieć, że pierwsza część rutynowego spotkania z interesującą osobą została spełniona. Jej obiekt zainteresowań nie uciekł, ani nie zignorował jej, a nawet odpowiedział. Może to dziwne, ale ludzie (i nieludzie) są dziwni pod tym względem. Nie rozumieją pojęcia ciekawości, kiedy sami wyróżniają się spośród innych szarych jednostek. To trochę smutne, iż także im razem miała wrażenie, jakby nieznajomy odebrał jej pytanie bardziej, jako atak, niż czystą ciekawość. Z drugiej strony przywykła do podobnych rzeczy. Poza tym i tak nie mogła się gniewać. To było zbyt ciekawe.

-Jestem ciekawa – odpowiedziała zgodnie z prawdą prostując się.

Nie posiadała żadnych ukrytych motywów. To właściwie dosyć ciekawe, posiadać tak dużą dozę zainteresowania wobec obcej osoby i fatycznie nie chcieć niczego ponad poznanie takiego „szczęściarza”. Nie wspominając już o samej rozmowie. Są ludzie, z którymi nie da zrobić się nawet tyle. Co prawda, ona sama kiedyś nie była, aż tak towarzyską osobą, jak teraz, ale czasy się zmieniają. Poza tym w tym mieście są same ciekawe miejsca i osoby. Akurat stojący przed nią nieznajomy miał tyle szczęścia, lub tez nieszczęścia, że przyciągnął jej uwagę bardziej, niż cokolwiek innego. Zastanowiła się nieco nad jego kolejnym pytaniem. W teorii odpowiedziała mu już na wszystko, ponieważ to, o czym wspomniała wcześniej, jest właściwie wszystkim. Nie zastanowiła się, czy później będzie chciała go o coś innego zapytać, czy po prostu odpuści. Z pewnością druga opcja była tak mało prawdopodobna, jak śnieg latem. Widząc jego zachowanie mogła stwierdzić, że rozmowy będą dosyć ciężkie, ale kto nie ryzykuje ten nic nie zyskuje, a dziewczyna była zdecydowanie osobą, którą ciężko zbyt na dłużej, jeśli już się zainteresuje. Poza tym i tak zrobi to, co chce.

-Tak, chce poznać sens tej maski –po raz kolejny powtórzyła swoje zamiary, po czym dodała - Później pomyśle, co dalej.

Patrzyła na niego uważnie. Na pewno nie wydawała się w żaden sposób speszona, czy nawet zakłopotana nie posiadaniem żadnego konkretnego celu. Jakby na to nie spojrzeć, nie kłamała, więc nie było w tym nic złego. Fakt, iż posiadała dziwne hobby to już inna sprawa. Niektórzy zbierają znaczki, inni jeżdżą na polowania, a ona ma coś takiego. Normalna sprawa dla kogoś takiego, jak ona. Jednak teraz przekrzywiła nieco głowę na bok, widząc coś, co nieznajomy albo próbował zignorować, albo specjalnie nie poruszał tej kwestii, która spowodowała falę rozmyślań u Midori. Na jego twarzy pojawiła się krew, co może w pewnym sensie odpowiadać samo na pytanie, dlaczego nosi maskę. Jeśli jest w jakiś sposób ranny na twarzy takie wyjaśnienie mogło być dobre. Szczególnie, ze sama rana zdawała się wręcz krzyczeć do niej „zobacz, jestem tutaj!”.

-Krwawisz – powiedziała pierwszą rzecz, jaka przyszła jej do głowy - Powinieneś to opatrzyć.

Martwienie się drugą osobą nie wydaje się zbyt dziwne dla „normalnych” osób, prawda? Dobrze, że nikt nie wie, z jakiego powodu ona odczuwa coś takiego. Nie można uznać tej emocji za taką samą, jak u wszystkich, jednak jakie to ma znaczenie? Teraz z kolei była ciekawa, co ma pod maską, skoro pojawiła się szkarłatna substancja. Czy było to tak przerażające, iż nieznajomy wolał zakryć twarz, czy może chodziło o coś zupełnie innego? Zdecydowanie była więcej, niż zainteresowana tematem, ale jednocześnie zmartwiona tym, że ten może szybko zniknąć przez aktualną sytuację. To byłoby zdecydowanie smutne. Cóż, Hana z pewnością szybko nie odpuści. Zaciekawienie jej to, jak skazanie siebie na bezterminowe stalkerowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t672-zielony-kwiatek?nid=1#3923
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Rynek   

Powrót do góry Go down
 
Rynek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Główny Rynek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-