IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Plac Zabaw

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Uczeń NOT
Posty : 22
Data dołączenia : 09/09/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Nie Wrz 27, 2015 9:29 pm

Sympatyczna. To słowo przemknęło przez głowę Tengeri, nim zdążyła się nad nim dłużej zastanowić. Kolejna miła osóbka, z którą mogła wejść w jakąś relację. Niby mówiła trochę dziwnie, ale to akurat ani trochę nie przeszkadzało dziewczynie. Sama przecież nigdy nie uchodziła za "normalną". Niepokoił ją jednak fakt, że tak się jej przyglądała, niemal przewiercała ją wzrokiem. Blondynka nie miała za grosz wstydu, ale o swój wygląd bardzo dbała. Czyżby to z nim było coś nie tak?
- Koniecznie muszę poszukać jakiegoś lustra - mruknęła sama do siebie i chyba po raz pierwszy pożałowała, że nie nosi przy sobie telefonu. Mógłby przecież posłużyć za prowizoryczne lusterko.
Zaraz jednak znów skierowała swoją uwagę na nieznajomą. Nawet nieco nierozgarniętą Tengeri coś tknęło - choćby i sam sposób, w jaki się huśtała. Wcześniej słysząc jej słowa, pomyślała, że po prostu miała nietrafione dzieciństwo - podobnie jak i ona - i po prostu wcześniej nie miała zbytnio okazji, by chadzać na place zabaw. Jednakże ta jej zabawa wyglądała jakby inaczej. Bardziej przypominała naukę w wykonaniu małego dziecka, aniżeli nadrabianie braków sprzed parunastu lat. Nieco dziwne, zaskakujące i... ciekawe. Całkiem ciekawe. Blondynka szybko się rozpraszała i zapominała nawet o interesujących ją rzeczach, ale to nie znaczy, że nie lubiła rzeczy i ludzi przykuwających uwagę. Wręcz przeciwnie, czuła z nimi pewną więź.
Z zainteresowaniem obserwowała poczynania dziewczyny na huśtawce. Jej ruchy były jeszcze na tyle niezgrabne, że zabawa wydawała się trudniejsza niż w rzeczywistości, niemalże przypominała akrobacje. Tengeri nie mogła powstrzymać uśmiechu na ten widok.
- Mi też miło poznać. I dzięki. Zdaje się, że jest japońskie, ale głowy nie dam. Zresztą ty też całkiem ładnie się nazywasz - odparła słysząc słowa Vivi. Krótsza wersja jej imienia rzeczywiście dużo bardziej jej się podobała. - Wiesz, kiedyś próbowałam myśleć o gubieniu się jak o znajdowaniu nowych rzeczy. Naprawdę próbowałam. I pewnie nawet poznałam różne fajne miejsca. Tylko, że jest problem - prawdopodobnie o nich zapomniałam. Tak jak wcześniej zapomniałam drogi. Musiałabym chyba wszystko zapisywać, żeby takie rzeczy zostawały w mojej pamięci - wyszczerzyła się. W pełni rozumiała pogląd nowo poznanej dziewczyny, choć nie mogła się z nim całkowicie zgodzić z przyczyn, które sama podała.
Im więcej słów padało, tym gorzej Tengeri pamiętała, po co właściwie weszła na plac zabaw. Na szczęście Vivi zdążyła zadać stosowne pytanie, zanim odpowiedź na nie całkowicie opuściła świadomość blondynki.
- A, tak. Zgubiłam się i chciałam gdzieś trafić... - zaczęła odtwarzać sobie przebieg wydarzeń, licząc, że tak będzie jej łatwiej przypomnieć sobie, dokąd właściwie szła. Następnie rozejrzała się dość bezradnie, aż w końcu jej wzrok zatrzymał się na wieżach Shibusen. - A, już wiem! Próbowałam dojść do szkoły. Taka dla magicznych broni i tych, no, władających. Wiesz, o której mówię?
Jej blada twarz zaróżowiła się uroczo przypadkowo zdradzając, jak wiele wysiłku kosztowało ją podanie tak prostego faktu. Gdyby blondynka choć trochę przejmowała się otaczającą ją rzeczywistością, pewnie w tym momencie zaczęłaby żałować swojej impulsywności i zadawałaby sobie pytanie "co ona sobie teraz o mnie pomyśli?". Jednakże Tengeri ani trochę nie martwiły takie rzeczy. Była szczęśliwa, że mogła z kimś normalnie porozmawiać, po prostu.
Gumą chętnie się poczęstowała, dziękując szerokim uśmiechem. Jej zęby wydawały się tak olśniewająco białe, że zdawały się odbijać promienie słoneczne. Lubiła gumę do żucia, tak jak i lubiła większość słodkich rzeczy i z pewnością nie pogardziłaby taką okazją. W dodatku nigdy w życiu nie widziała takiej o smaku poziomkowym. A w każdym razie sobie tego nie przypominała. Choć właściwie w jej przypadku to nie było takie jednoznaczne...
- Huh? - nagła zmiana tematu nieco ją zaskoczyła. - W sumie nie, nikt nie mówił czegoś takiego. Chyba. Nie wiem.
Prawdę mówiąc Tengeri też lubiła swoje włosy. Złocisty kolor odziedziczyła po ojcu, a łagodne fale, które inne dziewczyny próbowały odwzorować z użyciem lokówki dostała w prezencie od matki. Do tej pory zdawało jej się jednak, że tylko ona je docenia. Usłyszenie czegoś podobnego z ust prawie obcej osoby było naprawdę przyjemną niespodzianką.
- I jasne, nie ma problemu - dodała jeszcze, przypominając sobie, że poza komplement, Vivi jeszcze coś powiedziała. Radosny wyraz twarzy, który przed chwilą ustąpił miejsca zdumieniu szybko powrócił. Francuzka zdawała się wręcz błyszczeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t689-tengeri

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Sro Wrz 30, 2015 12:58 am

Chyba nie trzeba pisać jaką opinię miała Vivi o nowej znajomej. Skupiona niczym szczeniak na nowej zabawce obserwowała blondynkę starając się pochłonąć ją całą swoją uwagą, by dowiedzieć się jak najwięcej. Uśmiech zaś zdradzał, że świetnie się bawi i Tengeri jej zwyczajnie się podoba. Pomijając już fizyczny wygląd, to charakter podpadł do gustu demonicy. To nie takie puste słowa, rzadko się zdarzały osoby, które reagowały tak przyjaźnie na inwazyjne zachowanie różowowłosej, a tym razem była szczególnie natarczywa. Gdyby tego było mało, to nie Beliaviel rozpoczęła rozmowę. Błahostka? Skądże. Mało kto ma ochotę zagadać do tej osobliwej duszyczki. Nie dość, że głośne, rozbiegane, to jeszcze wygląda dziwacznie oraz emanuje aurą upierdliwości. Mimo wszystko jakimś cudem nie przeszkodziło to pannie Parrainage w nawiązaniu kontaktu.
Myśląc, że Vivi bawi się pierwszy raz na huśtawce możemy mieć zarówno rację jak i jej brak. Ciało to robiło, umysł pamiętał, a "władca" tego "pojemnika" właśnie przeżywał swój pierwszy raz. Pamięć mięśniowa niestety nie działała w tym przypadku, gdyż zbyt wiele razy Chinka nie huśtała się stąd ten telemark. Rzeczywiście, nawet najprostsze czynności dla demonicy były jak niesamowite wyzwanie, które w jej wykonaniu wyglądało na wyczyn godny cyrkowej akrobacji, nawet jeżeli niosła herbatę w kubku, aby jej nie rozlać. Dostęp do pamięci dla Chen był czymś naturalnym, wiedziała jak złapać za uchwyt, jak balansować ciałem, by gorący trunek nie wydostał się z naczynia. Dla Beliaviel jednak korzystanie z pamięci było czymś nad czym musiała pomyśleć. Dopóki nie potrzebowała, to nie używała jej, a często nawet nie była świadoma, że wymaga dostępu do niej.
Słysząc słowa o imieniu uśmiechnęła się szerzej wyszczerzając rzędy równych, bieluśkich ząbków. Niby ciągle te słodkie gumy, ale uzębienie zadbane.
- Dzięki, moje jest... - chciała wystrzelić, że chińskie, ale przecież Chen to było chińskie, a jej było... no właśnie, jakie? Przecież nie powie jej, że to - jak uznała - ładne imię nadał jej właśnie Pan Lucyfer, a ona tym komplementem chwali gust Pana Piekieł do dobierania imion. Cóż, miało w sobie jakiś urok, ale jakie pochodzenie? Demoniczne? Anielskie? W końcu niegdyś i sam Lucyfer był aniołem. - Sama nie wiem jakie. - dokończyła lekko zdezorientowana, co było widoczne na jej twarzyczce. Brwi ściągnięte, oczy przymrużone i mina jakaś krzywa.
- Zapominanie też jest fajne, wszystko jest kwestią perspektywy. Jak zapomnisz o jakimś pięknym miejscu, to możesz je odkryć na nowo i znów się zachwycić. Zapomnisz jakiś niesamowity film i oglądając go znów potrafisz być pod wrażeniem. Gorzej jak zapomina się o czymś złym jak na przykład, aby nie chodzić jakąś uliczką, bo niebezpiecznie. Ale podobno traumatyczne wydarzenia mocniej zapisują się w pamięci, więc taka rzecz nie powinna często uciekać. Dodatkowo pewnie i tak się przypomni zauważając powiązanie z obrazem, no uliczką. - kolejna opinia, z którą ciężko się nie zgodzić, ale jeszcze ciężej zgodzić. Niby jest w tym jakaś racja, ale bardzo pokrętna, taka typowa dla Viviś.
Słysząc o zmierzaniu w stronę największej szkoły, loga Death City, oczka demonicy rozszerzyły się. Tak, zaciekawiło to ją i poniekąd ucieszyło. Świadomość, że będzie mogła ją spotkać w tej często nudnej placówce była wspaniała. Niby chodziło tam strasznie dużo dziwnych postaci, które wciąż zaczepiała i próbowała poznać, ale Ci jakoś niezbyt chętnie rozmawiali z różowowłosą. Nie zniechęcała się, jednak miło jednak mieć jakąś przyjazną mordkę w otoczeniu. Co prawda sama Vivi też miała jakby... zwolenników? Znalazło się kilka osób, które zaciekawione jej dziwacznością zaczęły się kolegować z nią, ale bez przesady.
- Shibusen! Tak, wiem o której mówisz, bo sama do niej uczęszczam. Po pamięci stwierdzam, że jesteś Magiczną Bronią, prawda? - śmiałe założenie, że w ogóle tam się uczy Tengeri, a później śmiała teza, że kwestia pamiętania nazwy ludzi będących Magicznymi Broniami, a niezbyt pamiętania Władających zakładająca przynależność do tych pierwszych. Typowo dla różowowłosej. - Jak coś to Cię tam zaprowadzę, nie ma problemu. Budynek widać nawet stąd, więc wystarczy kierować się mniej-więcej w tamtą stronę. Wszystkie te główne uliczki prowadzą niemal pod schody do akademii. - dodała po chwili proponując swoją pomoc. Wystarczył jeden znak i ruszają, więc czekała na niego. Ale nie tak biernie, tak aktywnie, bo zaraz ruszyła akcja z gumą i włosami.
Tengeri zaskoczyła Vivi odpowiedzią. Jakim cudem nikt jej powiedział jej, że ma piękne włosy? Dla demonicy było to zupełne niezrozumiałe. Przecież to było bardziej niż oczywiste. W sumie umysł Chen podpowiadał "wstyd", ale czym on był? No właśnie, bo Beliaviel miała problem z tą mnogością emocji, odczuć i innych takich co ludzie doznawali. Ona miała bardzo ubogi zakres wrażeń. No i była demonem, niby niezbyt zachowywała się, ale wciąż nim była. Nie rozumiała wstydu, a mózg Chinki starał się tłumaczyć w najbardziej prosty sposób "to uczucie blokujące nas przed zrobieniem czegoś albo powiedzeniem czegoś ze względu na konsekwencję lub zwyczajnie nieśmiałość i skrępowanie", ale tu się rodziło pytanie czym jest nieśmiałość. I takim cudem wciąż różowowłosa nie miała pojęcia o co chodzi z tym całym wstydem i wstydliwością oraz zawstydzeniem. Jak uczucia mogły blokować przed czymś? Dla niej prosta sprawa - jest panią całej siebie, nic jej nie ogranicza oprócz niej samej. Kropka.
- Serio? Ignoranci. Albo się wstydzili. Cokolwiek to znaczy. - odparła pewnie i uśmiechnęła się słysząc pozwolenie na dotknięcie. Podeszła jeszcze bliżej i wystawiła dłoń w stronę jej włosów, delikatnie ujęła jeden gruby kosmyk gładząc go drugą rączką. - Ale mięciutkie! - niemalże krzyknęła radośnie wciąż wgapiając się w blond fryzurę. Chwilę tak gładziła pasemko włosów, aż w końcu odsunęła się. Uśmiechała się, uśmiechała, aż nagle jakby wystraszyła się. Wyrwało się jej takie pociągnięcie powietrza ustami, brwi podniosły się wysoko, oczy otwarły szerzej.
- Nie gadaj! Jesteś księżniczką?! - wystrzeliła z pytaniem, no bo umysł Chen jasno wskazywał obraz księżniczek z bajek. Błyszczące dziewczyny z przepięknymi blond włosami i olśniewającym uśmiechu. No zgadza się jak nic. Poszukując w pamięci zachowania przed księżniczkami, Vivi znalazła uklęknięcie na jednym kolanie i pochylenie głowy. Znak uniżenia i szacunku. To akurat demonica znała. Nie zrobiła jednak tego. W końcu miała znajomą księżniczkę w takim razie. I poczęstowała ją gumą. Raczej takie ceregiele mają za sobą.
- Jesteś księżniczką... Holandii? Francji? Szwajcarii? - dlaczego te kraje? Bo nazwisko dziewczyny tak się kojarzyło umysłowi Chen. Losowe trzy kraje, z którymi jakimś cudem je wiązało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Uczeń NOT
Posty : 22
Data dołączenia : 09/09/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Sro Wrz 30, 2015 10:16 pm

W dużym skrócie Vivi bardzo przypadła Tengeri do gustu. Była radosna, beztroska i patrzyła na świat inaczej niż większość ludzi, przez co dziewczyna od razu poczuła się jej bliska - w mniejszym lub większym stopniu. Co więcej mogła ponownie odkryć, że ludzie z Death City zachowywali się zupełnie inaczej niż jej rówieśnicy we Francji. Wydawali się bardziej oryginalni i mniej przejmowali się dziwactwami wokół nich, a to zdecydowanie sprzyjało blondynce. Do tej pory nigdy nie miała okazji, by poczuć się zrozumiana. To nie to, że każdy był wobec niej wredny czy chamski, ale nikt nie starał się spojrzeć na rzeczywistość z jej punktu widzenia. W tamtej chwili przez głowę przemknęła jej myśl, że może po raz pierwszy pojawi się ktoś taki. Oczywiście jej pamięć uznała to za coś mało istotnego i szybko wyrzuciło to z jej głowy, ale przyjemne, ciepłe uczucie gdzieś w okolicach serca utrzymywało się jeszcze przez jakiś czas.
- Cóż, nie znam się na imionach - Tengeri uśmiechnęła się dość pokrzepiająco, słysząc konsternację w głosie nowej koleżanki. - Zresztą to nic szczególnie ważnego, skąd jest to imię. Tutaj wszyscy jesteśmy Amerykanami, co nie? W pewnym sensie, oczywiście - mówiąc to miała szczerą nadzieję, że jej mózg nie spłatał jej figla i naprawdę przebywały w Ameryce.
Spokojnie wysłuchała tego, co Vivi miała do powiedzenia o odnajdywaniu na nowo - i miała w tym nawet interes, ponieważ o czymś takim sama nigdy by nie pomyślała. Podobał jej się ten pogląd, bardzo. Gdyby go przyjęła, wreszcie mogłaby nie tylko powiedzieć, że skleroza jej nie przeszkadza, ale też ubarwia jej życie. To zaskakujące, ilu rzeczy można dowiedzieć się od rówieśników, gdy zacznie się z nimi rozmawiać. Czy też może młodzież z Zawodówki Śmierci była specjalna pod tym względem? Kto to wie.
- Prawdę mówiąc nie wiem, co moja pamięć przechowuje, a co nie. Niewykluczone, że są to po prostu losowe wspomnienia. Ale masz rację, odkrywanie na nowo naprawdę jest fajne. Znaczy tak sądzę. Bo w domu cały czas szukałam nowych filmów. Muszę kiedyś spróbować. A co do nieprzyjemnych wydarzeń z przeszłości... - zastanowiła się przez chwilę, czy w jej życiu zaistniało cokolwiek podobnego. - No, najwyżej będę chodzić z tobą, a ty mi będziesz przypominać, jakich miejsc unikać. Dobry układ? - wyszczerzyła się szeroko.
Tengeri umknęła lekka zmiana w zachowaniu różowowłosej - nie była na tyle rozbudzona, by zauważyć jakiekolwiek detale - ale jej radosny ton okazał się na tyle charakterystyczny, że nawet średnio rozgarnięta blondynka zrozumiała, o co chodziło. Vivi nie musiała wyjaśniać, że też uczy się w Shibusen. Z dość oczywistych powodów, Francuzka także była szczęśliwa, że chodzą do jednej szkoły. W innym wypadku zachowywanie kontaktu mogłoby stać się trudniejsze, a w ten sposób mogą widywać się codziennie. I kto wie, może nawet się zaprzyjaźnią? Dziewczyna nie miała nic przeciwko temu.
- Naprawdę to zapamiętałaś? Szacun! - słowa Vivi ją zaskoczyły. Nie sądziła, że ktokolwiek zwraca uwagę na takie rzeczy, tym bardziej, że Tengeri chyba nie wyróżniała się jakoś szczególnie spośród uczniów NOT. - Znaczy, tak, jestem magiczną bronią. Tak jakoś wyszło. I bardzo dziękuję za pomoc. Nie poradziłabym sobie bez ciebie. Wiesz, próbowałam, naprawdę próbowałam trafić, ale tych mniejszych uliczek było tyle, że w końcu się zgubiłam. I ani razu nie wyszłam tam gdzie chciałam, co za labirynt! - zrobiła obrażoną minę, jakby podobne rozplanowanie miasta uważała za czystą herezję, ale zaraz roześmiała się pogodnie. Taki wyraz twarzy dużo lepiej jej pasował.
Potem zapadła krótka cisza, która wydawała się dosyć nienaturalna w tej rozmowie. A w każdym razie na tyle dziwna, że wzbudziła zainteresowanie Tengeri. Przyjrzała się koleżance i choć niby nic się nie zmieniło - nie spodziewała się zresztą, że będzie inaczej - miała wrażenie, że głęboko się nad czymś zastanawia. Chodziło o to, co odpowiedziała blondynka? Aż niemożliwe. Nie mogąc znaleźć odpowiedzi, Francuzka po prostu odrzuciła to spostrzeżenie, uznając je za swoistą nadwrażliwość. I tak nie zdążyłaby się nad tym zastanowić, bo już po chwili Vivi znów zaczęła mówić. I, oczywiście, skorzystała z udzielonego jej pozwolenia.
Jej zachwyt wydawał się Teneri niesłychanie uroczy. Pod wieloma względami przypominała jej dziecko, ale to była tylko kolejna cecha, która je łączyła. Poza tym, miło było posłuchać komplementów na temat swojej osoby. Szczery uśmiech niemal nie schodził dziewczynie z twarzy. Już chciała coś powiedzieć, ale nim zdążyła otworzyć usta, usłyszała zszokowany głos różowowłosej.
- Żadna tam ze mnie księżniczka, chociaż kto wie, może bym się nadawała na taką - odparła, nie kryjąc rozbawienia. Nie miała zielonego pojęcia, skąd Vivi wzięła ten wniosek (czyżby miało to coś wspólnego z jej włosami?), ale niezaprzeczalnie jej to schlebiało. Co prawda teraz trudno byłoby nazwać Tengeri dziewczęcą, ale nawet ona w dzieciństwie wyobrażała sobie, że mieszka we wspaniałym zamku, otoczona służbą i rozkochanym w niej ludem. Czyżby niespełnione marzenie małej panienki w końcu stawało się prawdą? Blondynka postanowiła za wszelką cenę tego nie zapomnieć. - Dlaczego właściwie tak o mnie pomyślałaś? - zapytała po chwili, szczerze ciekawa.
Wiedziała, że powinny powoli ruszyć się z miejsca i wrócić do szkoły, ale choć wcześniej faktycznie chciała tam trafić w miarę wszystko, w tamtym momencie ta ochota zniknęła. Po prostu wolała przedłużyć rozmowę i spędzić z Vivi jeszcze trochę czasu - tyle, ile to możliwe, dopóki miały ku temu okazję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t689-tengeri

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Nie Paź 04, 2015 3:25 am

Pochodzenie Vivi było dosyć oczywiste. "Gehenna", "Piekło", "Sheol" - nazwy były różne, ale dla demonicy zawsze był to "Dom". Brzmiało nieco dziwnie, bo domu tam nie miała, a nazywała w ten sposób cały "świat", w którym żyła. Informowanie na wstępie, że pochodzi się z takiego niezbyt przyjemnego dla śmiertelników miejsca, to nic dobrego. Wszyscy nagle reagują paniką, że umrą, zabije ich, zabierze dusze, opęta albo coś jeszcze innego. Niektórzy chcieli z nią jakieś pakty robić jak sławny Pan Faust, ale ona nie miała takiej mocy jak Pan Mefistofeles. Bała się, że Tengeri zareaguje w jakiś negatywny sposób. Nie mogła wymagać powitania z otwartymi ramionami skoro jej podobni wyrządzali tyle cierpienia i zła. Zbyt zły wizerunek miała jako demon.
- Niech będzie. Mogę być Amerykanką, bardzo nietypową jak na Amerykanki Amerykanką. - powiedziała i zaśmiała się. No cóż, pomijając specyficzny wygląd, to charakter miała z pewnością niecodzienny.
Losowe zapamiętywanie było z pewnością kłopotliwe. Niby blondynka nie była pewna czy tak jest, ale gdyby to była prawda, to trochę słabo. Vivi nie miałaby z tym problemu, wszak poznawałaby różne rzeczy od nowa, chociaż umysł Chen podpowiadał, że to byłoby niewygodne. Mogłaby zapomnieć następnego dnia właśnie spotkaną świetną osobę i nigdy jej nie spotkać więcej, bo los nie sprzyjał i tak dalej. Sama Beliaviel stwierdziła, że z losową pamięcią mogłaby tracić swój czas na ponowne poznawanie rzeczy, które okazały się być nudne.
- Losowa mówisz... ale chyba mnie nie zapomnisz, prawda? - zapytała nieco zmartwiona. Trochę szkoda jakby ta chwila rozmowy przepadła. Nie było się czym bardzo przejmować - zawsze mogła robić coraz to lepsze kolejne pierwsze wrażenie, aż Tengeri byłaby oszołomiona demonicą. - Układ świetny, chętnie spacerowałabym z Tobą tylko problem jest taki, że dla mnie nie ma miejsc niebezpiecznych. Wiesz, jestem silna i mam w sobie coś czego ludzie się boją. Ze mną mogłabyś zwojować świat, serio! - mało skromnie, ale szczerze. Mówiąc te słowa założyła dumnie ręce na biodra i zadarła główkę. Śmiertelnicy bali się demonów nawet jeżeli te miały postać małych, drobnych, rożowowłosych dziewczyn. W sumie dopóki tak wyglądała to jeszcze czuli się pewnie, ale jak dodawała do tego wizerunku rogi, ogon, pionowe źrenice i szpony, to natychmiast zmieniali zdanie i woleli się wycofać. Prawidłowo, bo przemiana Vivi była nie tylko kwestią wizualną, a także fizyczną. Jej ogólna sprawność drastycznie wzrastała i tacy zwykli ludzie nie mieli szans z nią. Co zresztą udowodniła podczas tego całego zaćmienia. Jeden ją zranił w ramię wtedy, ale to kwestia zapatrzenia się na tamtą dziewczynę potrzebującą pomocy.
Chyba się źle zrozumiały. Demonicy chodziło, że skoro Tengeri pamięta nazwę Magicznych Broni, to musi do nich należeć, bo Władajacych nie kojarzyła zbytnio. Tak sobie śmiało strzeliła. Blondynka jednak zrozumiała, że ta ją zapamiętała, co w gruncie rzeczy też było prawdą, ale różowowłosa zdała sobie z tego sprawę dopiero teraz. Widziała ją raz jak czekała na Asesinę, aż skończy swój wykład dla Broni.
- Zapamiętuję ciekawie wyglądających ludzi, aby później móc ich poznać. Wiesz, uwielbiam wszystko co ciekawe, a ciekawe jest prawie wszystko na swój sposób. - powiedziała z szerokim uśmieszkiem. - Naprawdę to jest labirynt! Znaczy, jak pierwszy raz weszłam w te takie wąskie alejki między głównymi ulicami, to spędziłam tam chyba z dwie godziny szukając wyjścia. - podzieliła się mało istotną informacją, ale akurat w temacie.
Wciąż żuła sobie gumę. Robiła to w sposób określony przez Chen, czyli z zamkniętymi ustami. Bez ciamkania, bez mlaskania, bo to brak kultury i podobno obrzydliwe. Poziomkowy smak niestety jak to w owocowych gumach szybko zanikał. Początkowo niemalże przytłaczająco intensywny, a po kilku minutach był tylko wspomnieniem. W tym przypadku było podobnie, chociaż te kilka chwil dłużej zdołał się utrzymać.
- No pewne, że byś się nadawała na księżniczkę. Byłabyś świetną księżniczką! - podniosła głos nadal w radosnym tonie, ale teraz jakby pełnym entuzjazmu. Złapała za swoją sukieneczkę tak lekko poniżej bioder i podniosła ją delikatnie, by po chwili zrobić z trzy albo cztery piruety. Swoją drogą - świetne piruety, bo Chen była wyśmienitą tancerką. Nawet prosty ruch taneczny był naznaczony tym talentem, który już był w pamięci mięśniowej. - Ubrana w piękne suknie albo w sumie cokolwiek, bo ładnemu we wszystkim ładnie. Tańczyłabyś z jakimiś przystojniakami, walczyliby o Twoje względy. - podzieliła się z nią swoimi wyobrażeniami. Puściła swoją sukieneczkę i uśmiechnęła się cwaniacko słysząc pytanie.
- To proste - pasujesz do moich wyobrażeń księżniczki. Błyszcząca piękność o wspaniałych blond włosach z olśniewającym uśmiechem i nietypowym charakterem. Księżniczki nie mogą zachowywać się jak pierwsza lepsza spotkana osoba, którą nauczyli kultury, muszą być fascynujące również wewnątrz, no a Ty taka jesteś, więc sprawa banalna. - wytłumaczyła wyliczając na palcach odpowiednie kryteria, które akurat Tengeri spełniała.
W sumie coś zastanowiło Vivi, coś we wcześniejszej wypowiedzi blondynki. W sumie to może była okazja... warto spróbować, zapytać, a później powoli się jakoś zaoferować. Nie ma co naciskać skoro dziewczyna nie zna prawdy. Inaczej można ją zranić, a tak fajnej osóbki nie chciała krzywdzić.
- Masz partnera albo partnerkę? Chodzi mi o Władających. Ciężko znaleźć odpowiednią osobę, bo to kwestia tych dusz, muszą się odpowiednio dostrajać do siebie. No i nie każdego charakter zgrywa się z naszym, ale to też jakoś jest powiązane z duszami podobno. - trzeba było zapytać, bo może to okazja powoli ujawniać swoje sekrety. Akurat osób, które potrafiły wytrzymać z Vivi i jakoś z nią przyjemnie rozmawiać było niewiele, bardzo niewiele. Aktualnie można było ich policzyć na... jednym palcu, bo była to Tengeri. Szansa jedna na milion, prawda? Należało próbować. Powoli, kroczek po kroczku, bo druga taka okazja się szybko nie zdarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Uczeń NOT
Posty : 22
Data dołączenia : 09/09/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Pon Paź 05, 2015 9:27 pm

Znów ta dziwna chwila zawahania, na tyle zastanawiająca, by Tengeri ją wychwyciła. Powiedzenie, że wątpliwości Vivi dotyczące jej pochodzenia ciekawiły blondynkę byłoby zdecydowaną przesadą. Prawdopodobnie szybko by o tym zapomniała. Jednakże nie mogła znaleźć przyczyny i to podświadomie ją frustrowała. Rozmyślania zakończyła jednak stosowną dla siebie postawą - w tamtej chwili to nie miało większego znaczenia. Może kiedyś koleżanka jej o tym powie. Może.
Zresztą, słysząc jej śmiech i tak szybko odrzuciłaby te nieważne myśli. Uznała go za naprawdę ładny. Czy może ładny to za słabe słowo? Przede wszystkim Tengeri usłyszała w nim przyjemną dla ucha, przyjazną nutę, zupełnie odróżniającą jej śmiech od tych śmiechów, do których przywykła dziewczyna. Nie było w nim za grosz kpiny, jedynie beztroska i rozbawienie - i to niezmiernie ją cieszyło. A przecież tyle jej wystarczało, niczego więcej nie potrzebowała.
- Byłoby straszną szkodą o tobie zapomnieć - odpowiedziała na jej pytanie zgodnie z prawdą i z godnym podziwu przekonaniem, po czym zastanowiła się chwilę. Nadszedł czas, by trochę wysilić szare komórki. - Chociaż imię może mi wylecieć z głowy. Żeby mieć pewność, możesz kazać mi cię nie zapomnieć. Wtedy na dwieście procent zostaniesz zapamiętana, gwarantuję - i kiwnęła głową, jakby przytakiwała swoim własnym słowom. - A czemu jesteś taka niebezpieczna? - spytała ze szczerym zaintrygowaniem. - Wiesz, dziewczyny chyba rzadko mówią o sobie w ten sposób. Tak mi się wydaje.
Kiedy Vivi stała w tej pozycji, nieco komicznej i przerysowanej, Tengeri nie mogła powstrzymać uśmiechu. Stwierdziła mimowolnie, że taka pewność siebie doskonale pasuje do różowowłosej i gdzieś w głębi duszy trochę jej tego zazdrościła. Nie to, żeby miała powód, ale jakieś niewielkie, prawie niezauważalne ukłucie w sercu mówiło "Ty taka nie byłaś i nie będziesz. Ty tylko potrafisz wykonywać polecenia. Ty sama nie znaczysz wiele". Blondynka pokręciła głową, by odegnać tę myśl.To nie było w jej stylu. Ani trochę. Poza tym takie głupie wnioski nie powinny jej teraz zajmować. W końcu atmosfera była całkiem miła i rozmowa też się kleiła - po co miałaby sobie zawracać głowę podobnymi bzdurami?
- Zauważyłam, że jesteś ciekawa, ale o sobie nigdy bym nie pomyślała jako o ciekawej. Chociaż jak się zastanowię, chyba moje włosy trochę rzucają się w oczy. Nie ma tu wielu blondynek, co nie? - odgarnęła kosmyk włosów za ucho. Tym razem to ona strzelała. Nie zapamiętałaby czegoś takiego, jak liczba blondwłosych dziewcząt w okolicy. - Ale co do tego labiryntu to masz totalnie rację! Dokładnie tak myślałam o tym gąszczu skrzyżowań, można się tu zgubić na amen! Dobrze, że chociaż ty pamiętasz drogę, inaczej byłoby po nas - zaśmiała się.
Już od jakiegoś czasu nie huśtała się, a jedynie odpychała lekko i kołysała się to w przód i w tył. W końcu jednak ten monotonny ruch sprawił, że zrobiła się senna i zaprzestała także i tego. Sądziła, że zwyczajne siedzenie na siedzeniu huśtawki będzie nudne, ale jakoś nie zauważała wcale upływu czasu. Przyjemnie jej się rozmawiało. I ogólnie przebywało w towarzystwie Vivi.
Kiedy różowowłosa zaczęła kręcić się tuż przed nią, Tengeri niezbyt wiedziała jak zareagować, ale już po chwili znów zaczęła się śmiać i zaklaskała - niewykluczone, że po raz pierwszy w życiu robiła to dla kogoś. Pomyślała, że dziewczyna powinna dać jej jakiś poważniejszy występ, z muzyką i w pięknej sukience, tak jak jeden z tych, które widziała kiedyś w telewizji. Bez pytania stwierdziła bowiem, że poruszając się w ten sposób, jej koleżanka z pewnością potrafi tańczyć lub wykonywać jakieś akrobacje. Nigdy nie widziała na żywo czegoś podobnego, więc miała nadzieję, że nie zapomni jej o to poprosić w najbliższej przyszłości.
- Księżniczkowanie brzmi nieźle, serio miło, że tak sądzisz - wyszczerzyła się, nie do końca po królewsku. - Ale obecnie czuję się dość średnio w sukienkach, no i faceci też są dalecy od zabijania się o mnie, więc to chyba będzie musiało jeszcze trochę poczekać - ale nawet zapierając się w ten sposób - który nie był zresztą daleki prawdzie, jej twarz nabierała rumieńców z każdym kolejnym komplementem. Oczywiście, Tengeri była świadoma swojej urody i zdarzało jej się nią przechwalać, ale słuchanie o niej z ust innej osoby zaliczała do naprawdę wspaniałych doświadczeń. - Wspaniałe włosy, piękny uśmiech, nietypowy charakter, wszystko się zgadza. Ale o co chodzi z tą błyszczącą? - przekrzywiła głowę, zastanawiając się nad tym również samodzielnie.
Propozycja Vivi nastąpiła dość szybko i nieco zaskoczyła blonyneczkę. W pierwszej kolejności musiała sobie przypomnieć, o co chodzi z tym całym partnerstwem. Słyszała o tym na zajęciach i jej ojciec też raz coś wspomniał, ale po co to było potrzebne? Tłumaczenie trochę pomogło, ale odpowiedź i tak pojawiła się dopiero po dłuższej chwili - z partnerem magiczna broń stawała się znacznie silniejsza. Tengeri nie dążyła do uzyskania wielkiej mocy, czy czegokolwiek w tym stylu, ale perspektywa współpracy wydawała jej się całkiem niezła. Druga rzecz, którą musiała przemyśleć, poszła znacznie szybciej. Słowa Vivi zabrzmiały ewidentnie jak propozycja i nawet niekumata Francuzka to wyłapała. Podczas tej krótkiej konwersacji całkiem polubiła różowowłosą i uważała, że mają spore szanse, by się dogadać. No i skoro ona jej to proponowała, zapewne myślała podobnie. Co więc im szkodziło, by spróbować?
- W sumie nie mam nikogo takiego. I nawet nie próbowałam szukać - odparła wreszcie, odrzucając blond kudły na plecy. - A ty? Znaczy, skoro pytasz, to czy chciałabyś być moją partnerką? Bo jesteś władającą, tak?
Tengeri trochę plątał się język. Jakby nie spojrzeć, znalazła się w zupełnie nowej dla niej sytuacji. I to podwójnie nowej, bo nie miała doświadczenia ani w byciu kimś na kształt przyjaciółki, ani w byciu magiczną bronią. Miała tylko nadzieję, że to nie zniechęci jej nowej koleżanki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t689-tengeri

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Wto Paź 06, 2015 11:01 pm

- Więc nie próbuj nawet o mnie zapomnieć i o moim imieniu też! - powiedziała stanowczo, ale wciąż z uśmiechem na ustach. Parodiowała ten ton, niezbyt potrafiła ot tak zmieniać sobie emocje. Była demonem, ludzki zakres uczuć to nadal dla niej coś niepojętego czego pewnie nie zrozumie do końca życia tego ciała. I swojego istnienia pewnie też. W sumie to nie potrzebowała rozgryźć jak działają, wystarczyło jej, że mogła się nimi rozkoszować. Były takie ciekawe, niby radość jest zawsze tym samym, ale różni się zależnie od otoczenia, myśli, obiektu zachwytu. Nigdy nie mogły się znudzić w ten sposób.
Czemu Vivi jest niebezpieczna. To bardzo proste pytanie, na które odpowiedź była oczywista. Mniej oczywiste było dla Beliaviel dlaczego dziewczyny nie chcą być uznawane za niebezpieczne. To przecież budzi szacunek, uznanie.
- Bo jestem bardzo silna i mam coś w sobie to coś. - odparła dumna z siebie. Może nie była bardzo silna, gdyż należała do klasy NOT, ale w porównaniu do zwykłych śmiertelników wyglądała na potężną. - Czemu dziewczyny nie lubią tego określenia? To dziwne. - zapytała zdezorientowana. Nie rozumiała tej logiki, Chen tłumaczyła, ale w dalszym ciągu jakoś niezbyt szło. - Nie jestem z tych kruchych panienek, które uwielbiają być ochraniane przez mężczyzn. Umiem o siebie zadbać i przeciwstawić się problemom. - odpowiedziała bardziej swojemu umysłowi niż Tengeri, bo to wytłumaczenie było jakieś dziwne. Co by miała z tego, że ktoś ją ochronił? Okazałoby się, że jest słaba i trzeba się nią opiekować. To przecież uwłaczające.
Demonica wbrew pozorom nie olewała zupełnie otoczenia. Ludzie ją fascynowali, przyglądała się im, aż doszła do odpowiedniej wprawy - była fantastyczną obserwatorką. Poznawała wiele osobników trudnych do rozgryzienia. Obserwacja, analiza, wnioski - to wszystko musiała robić, aby zrozumieć te ciekawe plątaniny cech osobowości. Potrafiła odpowiednio rozmawiać z niemalże każdym, oczywiście o ile tego chciała. Nie umknęło jej, że blondynka odgania od siebie jakieś myśli mimo uśmiechu. Widocznie nawet ona nie była pozbawiona problemów, chociaż zdawała się bardzo radosną dziewczyną. Każdy jakieś miał, tak wychodziło z przyglądania się śmiertelnikom.
Tengeri nie była świadoma, że właśnie powiedziała największy komplement jaki mogła. Nazwanie Vivi ciekawą, to niczym... nie, nie wniebowzięcie, no jest czymś co wprawia ją w niesamowity nastrój. Była świadoma swojej intrygującej osobowości i nietypowego wyglądu, ale słuchanie tego to już zupełnie inna sprawa. Rozpierała ją duma z samej siebie. Uśmiechnęła się bardzo szeroko obnażając swoje ząbki i zaśmiała się lekko z radości.
- Takich typowych blondynek jest mało. Wszyscy mają jakieś białe albo czarne włosy ewentualnie jak ja - wyjątkowo dziwne kolory. Szkoda, bo stado niezwykłych staje się zwyczajne przy wyróżniającym się typowym. Znaczy... dobra, nieważne, zaplątałam. - próbowała wytłumaczyć coś prostego, ale dobór słów był bardzo niefortunny, zupełnie nie wyszło. Innym razem postara się zrobić to jak należy.
Po usłyszeniu klaskania Viviś dygnęła niczym właśnie księżniczki z wyobrażeń Chen. To dziwne, gdy masz jakby dwa umysły i możesz je przeplatać osiągając różne rezultaty zależnie od wziętych czynników. Mogła brać wyobrażenia Chen i przetwarzać je przez swoją wyobraźnię albo podawać mózgowi Chinki informacje, które to on przetworzy. Przejęcie ciała było fajne, chociaż demonica żałowała, że nie mogła poznać osobno dawnej właścicielki tego "pojemnika". Mogłyby wywiązać się ciekawe rozmowy znając charakter Panny Xu.
- Dziwne, jesteś piękna, powinni się zabijać o Ciebie. Może ich onieśmielasz? Albo wszyscy faceci tutaj tacy wstydliwi, bo ja też ładna jestem. Może nie tak jak Ty, ale mam swój urok. Chociaż w moim przypadku to może być wina charakterku. Nie wiem. - mało skromnie, ale bardzo szczerze i na luzie. Taka właśnie była Beliaviel. - Błyszcząca, to takie określenie. Wiesz, są osoby piękne i z fajnym charakterem, ale nie mają w sobie tego czegoś, takiej iskry wspaniałości. Błyszcząca to taka jakby... magiczna. Mało kto to ma, a najczęściej osoby radosne, pełne życia. - wytłumaczyła swoją interpretację tego słowa. W sumie to dzieliła je razem z Chen. Tak samo myślały.
Odpowiedź Tengeri na pytanie całkowicie ją zdziwiła. Wydała z siebie takie "łaaaa~" otwierając szeroko buzię i oczka. Nie spodziewała się tego. Znaczy, wiadomo było od razu co ma na myśli Vivi, jednak to było jedynie pytanie o posiadanie partnera, o zostanie duetem zapytałaby później dopiero, a tutaj sama blondynka wyskakuje z propozycją. Zamurowało chwilowo demonicę, lecz szybko się ocknęła.
- Nie, nie mam. Znaczy... miałam, ale wolę o tym nie mówić. - odparła nieco spokojniej, lecz po sekundzie znów była cała w skowronkach. - I tak! Tak, chciałabym! Jestem Władającą, znaczy... no właśnie. - najpierw wykrzykiwała radośnie, lecz przy końcu spoważniała, nie tak do końca, ale mocno. - Mam zdolności władającej, ale nie przynależę do tej grupy. Wyjawię Ci swój sekret, a Ty wtedy zdecydujesz jeszcze raz czy z pewnością chcesz ze mną współpracować. - powiedziała z lekkim uśmiechem, bo dla niej to nic złego być demonem. Ona nawet nie wiedziała co to znaczy "coś złego". Czuła się z tym normalnie, tak jak inni z bycia człowiekiem. Odsunęła się na tyle, by Tengeri dobrze widziała ją całą. Rozglądnęła się czy nikt ich nie podgląda - czysto. Lepiej nie ujawniać, że do Akademii Shibusen uczęszcza Potwór. To nie wzbudziłoby przyjemnych odczuć.
- Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rosną mi... - przeciągnęła i przyłożyła dłonie do swojej główki, by nagle ją odsłonić i ukazać krótkie, czarne... - Różki! - podniosła głos radośnie. Nagle coś ciemnego śmignęło jej obok nóg - tak to był długi, czarny ogon zakończony strzałeczką. Źrenice stały się pionowe, kły wydłużone, podobnie jak paznokcie.
- Bo widzisz... jestem demonem w ludzkim ciele. I nie, ja nie przejęłam tego ciała, nie zrobiłam sama żadnej krzywdy dawnej właścicielce, to oni mnie w nim zapieczętowali... znaczy, to długa historia. - nie wiedziała jak łagodnie to ubrać w słowa, aby nie wyobraziła sobie jej jako uosobienie zła, które krzywdzi innych. Mimo wszystko machała swoim ogonem zadowolona, że komuś o tym powiedziała i tym, że Tengeri jest już świadoma.
- Możesz pytać o co chcesz albo wygonić mnie. Twoja wola. Wiem jak ludzie reagują na demony, nie obrażę się, nie umiem chyba. - powiedziała z uśmiechem i tak samo dobrym humorem jak wcześniej. Ona się nie przejmowała odrzuceniem, chociaż szkoda byłoby stracić tak ciekawą koleżankę jak ta blondynka. No i wtedy zdradziłaby sekret komuś, kto nie akceptuje demonów, a i tak musiałyby się uczyć w jednej szkole. To mogłoby zaszkodzić Shibusenowi, a wtedy to on zaszkodziłby jej wyrzucając ją i możliwe, że likwidując, aby nigdy nie zbuntowała się przeciwko. Nie chciała by się tak stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Uczeń NOT
Posty : 22
Data dołączenia : 09/09/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Sro Paź 14, 2015 12:10 am

- Tak jest! - kiwnęła głową z uśmiechem. Nie czuła, by cokolwiek się zmieniło i nie była pewna, czy coś takiego liczy się jako rozkaz, ale miała nadzieję, że tak czy siak nie zapomni imienia nowej koleżanki. W końcu jak często spotyka się ludzi takich jak ona? Nie mogła pozwolić swojej pamięci na tak okrutne wybryki.
Tengeri już chwilę wcześniej zdała sobie sprawę, że uwielbia Vivi. I miała ku temu swoje powody. Sama blondynka od dziecka nie do końca była akceptowana w otoczeniu. Prawdopodobnie nie spełniała pewnych zasadniczych norm, koniecznych w prawidłowym funkcjonowaniu. Za mało skromna, za bardzo bezwstydna, okropnie roztrzepana i najzwyczajniej w świecie dziwna - to wystarczało, by była przekreślana już na samym początku. Ale różowowłosej nie przeszkadzała żadna z tych rzeczy. I nie tylko - wyraźnie dążyła do zachowania tej znajomości. I nie na tym się kończyło. Vivi także zdawała się nie spełniać pewnych norm. Wielu norm. I może właśnie dzięki temu uda im się naprawdę dogadać?
- To będziesz wyrabiać normę siły za nas dwie - roześmiała się, słysząc jej słowa. Nie żeby sama była jakimś słabeuszem, ale nawet jej narcystyczna natura nie pozwalała jej nazwać się "bardzo silną". - I oczywiście nie wątpię, że dasz sobie radę. Też nigdy nie ogarniałam, do czego innym laskom potrzebny był facet. Z tego co pamiętam, oni strasznie się wywyższają. Nie zniosłabym, gdyby ktoś taki miał się mną zajmować! - dziewczyna nawet nie zauważyła, kiedy podniosła głos.
W pewnym momencie, zdawało jej się, że Vivi się jej przygląda. Oczywiście kontakt wzrokowy utrzymywały przez całą rozmowę, ale wtedy jej wzrok wydawał się jakiś taki... bardziej natarczywy? Nie potrafiła tego nazwać. Zupełnie, jakby władająca próbowała ją rozgryźć, przewiercić tym spojrzeniem i wyciągnąć z niej ten sekret. Ale jaki sekret? Tengeri nie sądziła, by cokolwiek ukrywała. Czyżby chodziło o tę głupią myśl? Przecież to nie miało znaczenia. Mogłaby to z łatwością powiedzieć koleżance, przecież to takie głupie. Ale jakoś... nie potrafiła. I wolała, by przestano tak na nią patrzeć. Czuła się z tym dziwnie. Na szczęście to dziwne uczucie szybko minęło. Różowowłosa znów uśmiechała się szeroko, więc z pewnością nie stało się nic wielkiego. Tyle wystarczało. Mogła już o tym zapomnieć. A to nie będzie takie trudne.
- Rozweseliłam cię czymś? - zapytała blondynka, choć dobrze znała odpowiedź. Wprawdzie nie miała pojęcia, o co chodziło, ale uważała, że to mało istotne. - I chyba rozumiem, o co chodzi. W normalnych warunkach blond włosy są zupełnie zwyczajne w porównaniu do kolorowych, ale tutaj wszyscy mają tak cudaczne fryzury, że to moje jasne kłaki stają się gatunkiem zagrożonym. Tak? - dodała jeszcze, by się upewnić. - We Francji jest całkiem sporo blondynek, więc tam się to szczególnie nie wyróżniało. To może być miła odmiana.
I jeszcze jedna miła odmiana: nie czuła się zupełnie głupio. Mogła się wypowiadać i nikt nie przewracał oczami. Mogła zgadywać i prawdopodobnie mogła też popełniać błędy. ani trochę do tego nie przywykła, ale czuła, że to musi być coś przyjemnego. Zaczynała wierzyć, że może tym razem jej specyficzny charakter nikogo nie zrazi.
- Może w takim razie u mnie też chodzi o charakter? - zastanawiała się na głos. - No bo wiesz, skoro obie jesteśmy piękne, to po prostu niemożliwe, żeby żaden facet nigdy nie próbował o nas walczyć, co nie? Więc może po prostu mamy zbyt silne osobowości i im to nie odpowiada? Kto to wie? - tym razem to Tengeri próbowała wydukać coś odkrywczego (no, nie do końca odkrywczego, ale liczy się staranie!) z trochę innym skutkiem, niż zaplanowała. Nie poddała się jednak i mówiła dalej - Miło słyszeć coś takiego, o tym całym błyszczeniu, magii i w ogóle, ale nie jestem szczególnie pełna życia. Mówiono mi raczej, że jestem... Przymulona, tak brzmiało to słowo. I wiecznie zmęczona. Nawet z tym mogę łapać się na błyszczącą?
Na chwilę odwróciła wzrok, by z niewiadomych powodów obejrzeć okolicę. Przesunęła wzrokiem po okolicznych budynkach i zmieniającym kolor niebie, i odwróciła się w stronę koleżanki dopiero gdy usłyszała, że wydaje z siebie nieartykułowany dźwięk wprost przepełniony zachwytem. Nie bardzo wiedziała, jak ma zareagować na tą rozanieloną minę, więc tylko przekręciła głowę, jakby zadając nieme pytanie. Szybko jednak okazało się, że nie potrzebuje na nie odpowiedzi - Vivi widocznie także szukała dla siebie jakiegoś partnera. I była absolutnie zainteresowana współpracą. Czego chcieć więcej?
- No to świetnie, tylko jak to... - zaczęła, ale zaraz urwała słysząc, że dziewczyna jeszcze nie skończyła mówić. Jej słowa wydawały się jej dziwne. Bardzo dziwne i nieszczególnie pasowały do jej dotychczas beztroskiego zachowania. To mimowolnie wzbudziło ciekawość Tengeri.
Przyglądała się jej bardzo uważnie, nie chcąc, by cokolwiek ją rozproszyło. I słuchała z nie mniejszym zainteresowaniem. Mroczne sekrety kojarzyły się jej z kryminałami i horrorami, które zwykła oglądać podczas samotnych wieczorów, była więc ciekawa, co takiego powie jej lub pokaże Vivi. No bo w końcu jakie mroczne sekrety może skrywać nastolatka? Nie wiedziała, czego się spodziewać, więc wolała nie spodziewać się niczego - może przynajmniej będzie miała niespodziankę. Kiedy jednak ujrzała mały pokaz rogów i ogona w wykonaniu koleżanki, nie miała zielonego pojęcia, co powiedzieć. Zapomniała nawet wytrzeszczyć oczy w tym zaskoczeniu. A z każdym kolejnym słowem wyjaśnienia było tylko gorzej. Prawdopodobnie tylko dzięki temu szokowi, Vivi udało się dokończyć wypowiedź.
- Powoli, bo mój mózg działa na zwolnionych obrotach - powiedziała powoli, gdy wreszcie udało jej się odzyskać głos. Potrzebowała chwili, by ułożyć sobie w głowie wszystkie otrzymane informacje. - Jesteś demonem w ciele człowieka. I jednocześnie władającą. Uczennicą Shibusen. Nadążam - znów myślała na głos. - Wiesz, dopiero niedawno ogarnęłam, że istnieje coś takiego jak magiczne bronie, demony są jeszcze w sferze "to to żyje gdzieś poza książkami?". Ale... Hm... Nie zjadasz ludzi, co nie? I pewnie nieźle się kontrolujesz, skoro pozwolili ci się uczyć w szkole z innymi. Pewnie tak, bo inaczej nikt by ci na to nie pozwolił.
Zamilkła na chwilę, by jeszcze raz spróbować ułożyć sobie wszystkie fakty. Vivi była demonem. Vivi była władającą. Vivi uczyła się w Zawodówce Śmierci. Vivi chciała mieć ją za partnerkę. Vivi nie mogła być niebezpieczna dla innych uczniów. Właściwie... Brzmiało to dla niej całkiem nieźle. Niezwykła osobistość dla niezwykłej osobistości. Świetny układ.
- W sumie to nie wiem, czemu miałoby mi to nie pasować - wzruszyła ramionami. - Może być chyba całkiem ciekawie. Tak mi się wydaje. No nie? - na jej śliczną twarz powrócił radosny uśmiech. - Zresztą ty też powinnaś coś o mnie wiedzieć. Mam taką chorobę, która sprawia, że nadmiernie reaguję w porównaniu do normalnych ludzi. I że muszę być posłuszna rozkazom. Ale tak totalnie. Bez słowa sprzeciwu, bo mój mózg nie ogarnie. Rozumiesz. Teraz każda z nas zna mały sekret drugiej i jesteśmy kwita - zaśmiała się. Tak było okej.
Właściwie to kiedy już to wszystko powiedziała, poczuła się znacznie lepiej. I zyskała pewność, że chce, by różowowłosa została jej partnerką. W końcu ona też musiała rozumieć, co znaczy być "innym", może nawet rozumiała to jeszcze lepiej niż sama Tengeri. Musiała to sprawdzić. No bo jeśli nie dogada się z nią, to z kim?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t689-tengeri

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Wto Paź 20, 2015 1:10 am

Wyrabianie normy siły za dwie osoby mogło być ciężkie. Vivi jako przedstawicielka Potworów ze zdolnościami Władających dobrze wiedziała, iż jej synchronizacja z Magiczną Bronią nie będzie nigdy tak dobra jak normalnych Władających. Całe szczęście dało się to nadrobić potworzastymi atutami, czyli w tym przypadku przemianą. Dawała ona sporego kopa siły naszej demonicy co z pewnością jeszcze nie raz i nie dwa uratuje jej tyłek.
- Wiesz, słyszałam, że faceci lubią czuć się bohaterami, wybawcami, takimi niezbędnymi nam - kobietom. Rozumiesz, że my takie delikatne kwiatuszki, ledwo dotkniesz i już skrzywdzone, więc trzeba o nas dbać, a my mamy być wdzięczne. - mówiła dostosowując głos do wypowiedzi. Jak wspominała o mężczyznach, to obniżała go przesadnie, a jak o dziewczynach, to niemalże piszczała.
Pokiwała głową energicznie słysząc, że Tengeri zrozumiała jej pokręcony tok myślenia odnośnie włosów i tak dalej. Rzadko się zdarzało, by ktoś natychmiast złapał sens, a tutaj bam! Naprzeciw żartom o blondynkach, to ona akurat była bystra.
- Tak! O to mi chodziło! Francja to ciekawszy kraj niż Chiny pod względem wyglądu ludzi. Tam wszyscy wyglądają niemalże identycznie. Dziewczyny różnią się fryzurami i wielkością oczu, no i ogólnym kształtem ciała, ale żadnej charakterystycznej cechy twarzy nie znajdziesz. Wszystkie mają czarne włosy i czarne oczy. Nie lubili mojej inności, że się tak wyróżniam. Wszyscy myśleli, że farbuję włosy, a to zdolności Władających wprowadzają czasami anomalie. Nie moja wina. Rodzina w sumie też nie była zadowolona. No cóż, trudno. - skończyła swój bezsensowny wywód. Tak jakoś mówiła co jej ślina na język przyniesie. Pozwoliła się porwać potokowi myśli, zresztą jak zawsze. Mogła sobie pozwalać na taką nieostrożność słów, bo zwyczajnie nie przejmowała się konsekwencjami. Jedyne co kontrolowała, to informacje o swoim prawdziwym obliczu. Ogłaszanie na prawo i lewo, że jest demonem z pewnością nie przysporzyłoby jej przyjaciół. Chaos, uprzedzenia i tak dalej. Zawsze ją to dziwiło jak ludzie są małostkowi. Ktoś tam mówił na drugiego, że jest jakiś tam zły i wszyscy się przejmowali, od razu patrzyli przez pryzmat tej opinii. To głupie, Beliaviel jako demon zupełnie nie rozumiała. Przecież nie znali osobiście, przecież to była czyjaś opinia, a nie ich, więc o co z tym chodzi? Pewnie na zawsze pozostanie to nierozwikłaną tajemnicą Viviś.
- Eeeej~! Masz rację! To by się zgadzało z tym co wcześniej mówiłam o facetach! Potrafimy o siebie zadbać, twarde z nas charakterki, więc mężczyźni nie mogą czuć się tymi bohaterami i nie jesteśmy dla nich atrakcyjne. - mówiła zaskoczona i szczęśliwa, jakby przynajmniej rozwiązała problem milenijny. - No, przynajmniej nie z charakteru, bo z wyglądu wciąż jesteśmy atrakcyjne. - poprawiła się, aby nie było niedopowiedzeń. Ktoś musiał się ślinić na ich widok, musiał.
- Bycie pełną życia to nie jest warunek, by błyszczeć, chociaż ciężej jest być błyszczącą przy flegmatycznym zachowaniu. Ale błyszczeć można w rożnych dziedzinach. Dodam, że niektórzy błyszczą jak zajmują się czymś stworzonym dla nich. Niektórzy jak gotują, niektórzy jak grają w piłkę, niektórzy jak prowadzą interesujący wykład. Niezbyt potrafię wytłumaczyć. - próbowała nieco przybliżyć istotę "błyszczenia" Tengeri, ale nie była pewna czy jej się udało. Blondynka łatwo łapała o co chodziło Vivi, ale czy zawsze tak było?
Reakcja Francuzki na informację o prawdziwej istocie Beliaviel była również zaskakująca dla samej różowowłosej. Zazwyczaj ludzie boją się, uciekają, wyśmiewają, ale rzadko zszokowani przyjmują to do siebie jako kolejny fakt. Ot tak, po prostu. Ta osoba jest demonem, zapisać. Widać było, że dziewczyna czuje się zniszczona tym nagłym oznajmieniem, ale nie próbowała jakoś dopytywać "że jak to?" albo "żartujesz?", bo zwyczajnie oswajała się z tą myślą. To było godne podziwu.
Demonica kiwała głową potwierdzając wymieniane przez Tengeri fakty. Jest demonem, jest władającą, jest uczennica Shibusenu. Tak, trzy razy tak. A! No i czwarte tak - jest w ciele człowieka. Aż tak silna nie była jak niektóre demony, by mieć swoją cielesną formę. Była setki tysięcy lat za młoda na coś takiego, za mało doświadczona, za słaba. Niby pierwszymi grzesznikami, którzy zdecydowali, że Vivi powstanie był Adam i Ewa zrywając owoc poznania, bo ciekawiło Ewę to drzewo, ale czy to była prawda? Kto wie, Beliaviel wtedy nie było jeszcze, a jakoś jej bracia i siostry niechętnie wspominali dawne czasy. Coś musiało się wtedy wydarzyć i podobno zapisano to w jakiejś książce o tym wrogu - Jezusie, ale ile razy próbowała czytać tą historię, to czuła taki dziwny dyskomfort. Mniejsza.
- Jestem żywym dowodem, że demony istnieją. Mają się też dobrze. Co prawda są różne demony, ja jestem takim typowym demonem wywodzącym się z religii chrześcijańskiej. Z tego co wiem, to chyba jedynym z "piekieł", który może sobie swobodnie stąpać po ziemi. - powiedziała całkowicie zwyczajnie. Dla niej ta informacja była równie normalna co dla innych powiedzenie o swojej ojczyźnie. Nic w tym nadzwyczajnego. - My, demony, nie zjadamy ludzi. Siedząc sobie w Sheolu, czy tam Piekle, jak wolisz, to jedynie liczymy, że ludzie będą dużo grzeszyć, a jak już zdobędziemy dużo mocy, to można nawet ich kusić. Najsilniejsze demony próbują zdobyć dusze ludzkie, ale to na zasadzie przejęcia jej, by móc siać chaos jako niby człowiek w świecie ludzkim. Ja zostałam całkowicie ściągnięta z Gehenny, dlatego nie mam żadnej intencji, by ludzie grzeszyli. Ja już nic z tego nie zyskuję. Do domu, znaczy no, tego demonicznego, to wrócić normalnie nie mogę, nie mam z nim połączenia. Jedynie jak to ciało umrze, to wtedy. Chociaż i tak nie jestem pewna, bo to ciężki przypadek. - dodała po chwili, jednak chciała wszystko dokładniej wytłumaczyć, by nie było wątpliwości. - Jestem demonem zrodzonym z grzechu ciekawości przekraczającej moralność, sumienie. To ludzie mnie stworzyli. Musisz wiedzieć, że nie mam sumienia, nie mam też poczucia co jest dobre, a co złe. Czyny nie dzielą się dla mnie na te dwie kategorie, a na inne - korzystne dla mnie i niekorzystne dla mnie. Nie czynię zła, bo to nieopłacalne. Dzięki temu, że ciało jest ludzkie, to mam również umysł, charakter dawnej właścicielki, dzięki któremu wiem co dla śmiertelników jest dobrem, a co złem. Sama tego nie rozumiem. Tylko dzięki temu umysłowi mogę żyć w społeczeństwie, bo posiada wszystkie ważne informacje o nim. Kieruję się nim, by móc żyć z wami, ludźmi, bo jestem ogromnie ciekawa wszystkiego, chcę wszystko poznać, dlatego muszę tutaj żyć jak najdłużej. To sprawia, że muszę też przestrzegać sumienia dawnej właścicielki i zasad tego świata. W żadnym stopniu nie jestem zagrożeniem. - skończyła wywód. Teraz już wszystko było jasne. Raczej. Miała taką nadzieję.
Kolejna wypowiedź Tengeri zamurowała dosłownie Vivi. Blondynka była zdziwiona dlaczego miałoby jej to przeszkadzać. Takiej reakcji zupełnie, nawet w najśmielszych snach się nie spodziewała. Przecież to oczywiste, że demony to te złe istoty, a tutaj nagle dziewczyna, która nie widzi w tym nic złego. Mina demonicy zdradzała wszystko, nawet ogon jej opadł z zaskoczenia. Nie wiedziała co powiedzieć. Nagle ocknęła się słysząc o sekrecie Francuzki. Zapytała natychmiast Chen czy zna taką chorobę, ale Chinka nigdy nie słyszała o czymś podobnym. Widocznie musiała to być wyjątkowo rzadka przypadłość. Ogon podniósł się, uśmiech wrócił na twarz.
- Czyli w sumie nie potrafisz kłamać w emocjach, prawda? To znaczy, że całkowicie szczerze reagujesz. Całkiem fajne, ale chyba ciężko się z tym żyje, nie? Co do rozkazów, to trzeba być ostrożnym, bo ludzie lubią krzywdzić innych dla własnej frajdy, ale spoko - ja Cię ochronię przed takimi sytuacjami. No i obiecuję Ci niczego nie rozkazywać. W końcu jako partnerki, to musimy współpracować, jesteśmy na równi, a nie jakieś rozkazy czy coś. - powiedziała starając się sama ogarnąć całą tą sytuację. Ciężko jej było przyznać, ale naprawdę reakcja Tengeri była miażdżąca dla Vivi. Wyobrażała sobie różne, różniste scenariusze, ale nie taki. Nie żeby była niezadowolona, nie, nie! Cieszyła się z tego niezmiernie, co było widoczne gołym okiem. Niekontrolowany uśmiech i zabawa ogonem machając nim to na prawo, to na lewo. Jak wahadełko.
- W sumie to chciałaś bym Ci pomogła wrócić. To chyba dobry moment, prawda? - powiedziała wystawiając dłoń, by pomóc wstać blondynce. Po drodze jeszcze mogli pogadać, chociaż wtedy musiała już ukryć swoje demoniczne atrybuty. W sumie to już powinna, bo ktoś mógł zobaczyć, ale... zapomniała. Dała się ponieść chwili i emocjom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Uczeń NOT
Posty : 22
Data dołączenia : 09/09/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Sro Paź 28, 2015 5:57 pm

Ona akurat nie miała jeszcze zielonego pojęcia o współpracy z władającym ani o synchronizacji dusz, więc mówiąc o wyrabianiu normy miała na myśli zwyczajny żart, nic ponadto. Zresztą jak już zostało ustalone, Tengeri zwykle nie myślała za dużo nad tym, co mówi.
Zaczaiła jednak, że Vivi wybitnie sobie zażartowała i zachichotała chicho słysząc, jak dziewczyna bawi się swoim głosem. Byłaby niezłą aktorką, pomyślała.
- Chyba nie zrozumiem, po co kogoś ratować, skoro sam sobie radzi doskonale. Bo stereotyp słabych lasek zginął gdzieś koło... - zastanowiła się. Tak, tak, totalnie przykładała się do historii. Piękne sny śniły jej się na lekcjach. - Feministki! Kiedy pojawiły się feministki. Wiesz, te babki, co to uważały, że są równie silne, co faceci - dodała jeszcze na wypadek, gdyby jednak pomyliła słowa.
Uważnie wysłuchała monologu koleżanki o Chinach (przy okazji gdzieś po drodze dotarło do niej, że właśnie stamtąd może pochodzić władająca), co jakiś czas kiwając głową, by zasygnalizować, że wciąż się nie wyłączyła z rozmowy. Osobiście nie uważała, by Francuzki jakoś szczególnie się wyróżniały. Wszystkie wydawały jej się podobne do siebie ze sposobu mówienia, ubierania się i tak dalej, aczkolwiek mogło się to wziąć stąd, że Tengeri nie przyglądała się zbytnio ludziom. W każdym razie nie na tyle, by zanotować coś takiego.
- Chiny wydają się dość  nudne. Tak sądzę. Moja matka pochodziła z Japonii, a to chyba blisko, co nie? Ciekawe, czy tam jest podobnie. Byłam tam tylko dwa razy i to dawno temu, więc niezbyt pamiętam - zastanawiała się na głos. - Cóż, mi się podobają twoje różowe włosy. W sensie, nie widziałam jeszcze nikogo w takich poza telewizją. I serio nie spotyka się takiego koloru jako naturalnego. Są... oryginalne? Tak to się mówi? - przez chwilę w jej słowach dało się wyczuć francuski akcent. Dużo dziś mówiła, to języki zaczęły jej się mylić. - Chociaż mój ojciec też pewnie nie byłby zadowolony, gdybym się przefarbowała na podobny kolor... No mniejsza.
Prawdę mówiąc dziewczynę nieszczególnie interesowało również, czy jakiś chłopak się nią interesuje, czy nie. Z jakiegoś powodu nigdy nie zależało jej na takich rzeczach. Nie czuła, że potrzebuje kogoś do kochania czy opieki. Rodzina jej wystarczała, a właściwie to miała od nich aż za dużo troski. Pomimo że blondynka właściwie wychowała się na serialach i komediach romantycznych, pragnienia i rozterki bohaterek nigdy jej się nie udzielały. A może właśnie tu leżał powód - naoglądała się tego tyle, że w życiu już nie potrzebowała związków? Kto to wie? A ze swojej atrakcyjności zdawała sobie sprawę - w końcu sama się nad nią napracowała.
- Hm, nie jestem pewna, dlaczego ja błyszczę, ale skoro tak twierdzisz... Wydaje mi się, że to dość indywidualne postrzeganie, więc po prostu nie będę się wykłócać - skwitowała wywód Vivi. Nie do końca rozumiała, tym bardziej, że wiedziała, że nigdy nie była dla ludzi jakoś szczególnie fascynująca, ale chyba wolała zostawić tę kwestię bez zmian. W sumie to była dla niej głównie korzyść, więc czemu miałaby się tym przejmować?
Zresztą miała ważniejsze rzeczy, o które powinna się zatroszczyć. Na przykład poukładanie w głowie wszystkich tych informacji, które zupełnie nagle otrzymała. Szkoła miała być dziwna, ona była dziwna, wszystko się zgadzało. Aczkolwiek spotkanie demona - bo w to że różowowłosa jest demonem nie wątpiła ani przez chwilę - wciąż uważała za swego rodzaju anomalię. Żeby nie powiedzieć chory sen, z którego powinna się obudzić. Coś na końcu głowy mówiło jej jednak, że to nic innego jak rzeczywistość. Ona sama - magiczna broń i Vivi - władająca, ale jednocześnie demon, któremu zaproponowała partnerstwo, uczyły się w szkole trenującej wychowanków do walki z wiedźmami. Brzmiało dziwnie. Ale wszystkie fakty się zgadzały. Pozostawało je tylko przemyśleć.
Tengeri nie zwykła podejmować jakichkolwiek ważnych decyzji, bo też nigdy nie miała ku temu szansy. Była trochę jak marionetka w rękach swoich rodziców, którzy przerzucali ją z miejsca na miejsce według własnego widzimisię. Nie, żeby zawsze miała im to za złe. Nie wątpiła, że w pewnych sytuacjach faktycznie kierowali się jej dobrem. Teraz jednak przyszedł czas, by puścić tamte czasy w niepamięć. Teraz to ona miała głos. Słuchając wykładu o demonach w wykonaniu jej nowej, nietypowej koleżanki, dziewczyna cały czas się zastanawiała. Prawdopodobnie robiła to intensywniej niż kiedykolwiek do tej pory w całym swoim życiu. Wszystkie za i przeciw. Niby już powiedziała, co myśli, ale wciąż miała czas, by się wycofać. Mogła to zrobić...
...ale nie było takiej potrzeby. Niemal dokładnie w momenie, gdy Vivi skończyła mówić, Tengeri stwierdziła, że nie ma konieczności, by cokolwiek odwoływać. "Za" było więcej niż "przeciw". Różowowłosa była silna, odważna i ciekawa, nie próbowała jej odrzucać, a wręcz wydawała się ją rozumieć. A skoro nie stanowiła dla niej zagrożenia - tym bardziej nie było problemu. Poza tym taka okazja mogła się więcej nie trafić. Na co miałaby czekać?
- Właściwie to ja ogólnie niezbyt potrafię kłamać. Ani nie lubię - zaśmiała się cicho. Rzeczywiście nie była zbyt przekonująca, gdy próbowała wcisnąć ludziom jakiś kit. - Ale choróbsko faktycznie bywa nieprzyjemne. Ojciec chciał mnie przez nie do wojska wepchnąć, wyobrażasz to sobie? Ja w wojsku? No mowy nie ma! A mama to mnie najbardziej przestrzegała przed facetami, że mogliby to wykorzystać. Ale w sumie niewiele osób wie o tej mojej przypadłości, więc nie jest tak źle. Daję radę. Ale dzięki, że chcesz mnie chronić.
Blondynkę faktycznie to cieszyło, tym bardziej, że nikt dotąd nie powiedział czegoś podobnego. Sama myśl o tym wywoływała u niej dziwne, dość ciepłe uczucie w okolicach serca. Znów jak w filmie.
- To co, partnerzy? Partnerki? - zapytała jeszcze dla pewności. Była zadowolona, że nadal są w stanie prowadzić zupełnie normalną rozmowę. To byłaby strata tak po prostu się rozejść. - No i jasne, zbieramy się. Nie wiem, jak demony widzą w ciemności, ale ja na pewno na coś wpadnę, jeśli będziemy spacerować po mieście w nocy - wyszczerzyła się i podniosła z miejsca. Może i dobrze, że się dzisiaj zgubiła. Może nawet i bardzo dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t689-tengeri

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   Sob Paź 31, 2015 2:05 am

Co kraj to obyczaj. To co w Chinach było normalne, w Anglii było dziwaczne i odwrotnie. No, może oprócz różowych włosów, które nietypowe były wszędzie oprócz Death City, lecz na wschodzie budziły negatywne emocje, zaś na zachodzie pozytywne. Fakt przynależenia do dumnej rodziny nie pomagał, a farbowanie włosów, aby inni nie myśleli, że są farbowane było nieco... nielogiczne. Chen miała sporo utrapienia z barwą, którą posiadała, ale to nie zniechęciło jej - zawsze ją lubiła i to się nie zmieniło. Vivi również ją lubiła, była ciekawa i zwyczajnie ładna. Ludzie lubią ładne rzeczy i jak widać - demony również.
- Mhmm~! Są naturalne. Z tego co się dowiedziałam, to istoty w jakiś sposób różne od zwyczajnych ludzi mają częste anomalie wyglądu oprócz samej unikatowej duszy. Nie jest to częste, ale trafiło tak, że akurat ja mam różowe włosy jako Władająca. - odparła nieco dumna z siebie, tak jakby sama decydowała o tym losie. - Japonia całkiem blisko, tak naprzeciwko w sumie. Chyba. Ale to dwa różne kraje z tego co wiem. Znaczy... no, że życie tam wygląda zupełnie inaczej. Japonia jest bardziej otwarta, tolerancyjna. - dodała po chwili co do krajów. Swoją wiedzę oczywiście czerpała jedynie z tego co wiedziała sama Chinka. Demonica uczyła się, bo świat był ciekawy i chciała go znać, ale akurat w tym okresie życia w jaki została wciśnięta, to jedynie pogłębiała zasób informacji odnośnie dusz, potworów, walki z istotami magicznymi i tak dalej. Chen była dobrą uczennicą, więc sama Vivi nie czuła potrzeby pogłębiania swojej podstawowej wiedzy w tym momencie. Może kiedyś, może jak zakończy naukę w Shibusenie.
Moment opowieści i tłumaczenia o demonach był dla Beliaviel dosyć nietypowy. O jej sekrecie wiedziały trzy osoby teraz i jedna właśnie nie żyła. A może nawet więcej wiedziało? I więcej nie żyło? Diana, wicedyrektorka sama się dowiedziała, więc ciężko mówić o jakiejś reakcji. Asesina przyjęła to dosyć mocno, zaskoczona była, ale nie trzeba było jej zbyt długo przekonywać. Tengeri jednak zareagowała najdziwniej. Nie spodziewała się różowowłosa, że ludzie tak mogą przyjąć tą informację do siebie. Ah! Jeszcze była ta dziewczyna z zaćmienia w Madrycie, którą uratowała. Ona raczej połączyła fakty wyglądu Vivi z możliwym jej pochodzeniem. Ogon, rogi, pionowe źrenice i szpony, to dosyć charakterystyczne cechy dla demonicznych istot. Ciężko nie załapać kim może być taka osoba nawet na podstawie skojarzeń.
- Wojsko nie brzmi dobrze. Tam każdy jest już jak marionetka, a z Twoją przypadłością już w ogóle. No i mężczyźni nawet nie wiedząc o chorobie mogą ją nieświadomie wykorzystać. Spokojnie, dopóki masz mnie u boku, to nic Ci nie grozi. - powiedziała z uśmiechem i zaśmiała się. Wróciła do względnie normalnego wyglądu, gdyż nie chciała się dłużej narażać na wykrycie przez innych. Death City to tłumne miasto, więc to i tak cud, że nagle ktoś teraz nie wparował do nich na plac zabaw odkrywając prawdziwą tożsamość Beliaviel. To wywołałoby masę problemów nie tylko samej demonicy, ale przede wszystkim Shibusenowi. Oburzenie, że organizacja chroniąca przed Potworami jakimś cudem chroni Potwora i pozwala mu rosnąć w siłę. Czyste szaleństwo. A przecież Viviś nie była zła. Dobry z niej demon.
- Tak! Partnerki! Obiecuję, że zawsze będę Cię chronić. - ta obietnica nie była tak kompletnie rzucana bezmyślnie. Pomimo faktu bycia istotą "nieczystą", to różowowłosa zdążyła zrozumieć jak to ciężko stracić jakąś ciekawą osobę, z którą było się blisko. Ase umarła, Tengeri nie mogła. Demonowata utratę swojej poprzedniej Magicznej Broni wizualizowała sobie jak zabranie kasety z filmem, który był niesamowicie wciągający, ale nie zdążyliśmy go oglądnąć do końca i już nigdy nie będzie można tego zrobić. Taki niedosyt połączony z frustracją.
- No to w drogę. Zaprowadzę Cię pod szkołę, tak jak chciałaś. Swoją drogą, to chyba obie zmierzamy do akademików, więc idealnie się składa. - powiedziała i ruszyły w swoją stronę. Mieszkała z Maki, więc nie mogła zaproponować, by blondynka wprowadziła się do nich. Ich pokoik był dwuosobowy, a w sumie swojej współlokatorki jeszcze nie znała, nie zdążyła poznać. Szkoda byłoby się rozstawać z potencjalnie ciekawym kąskiem. Może później sama się wprowadzi do pokoju swojej partnerki, o ile ta będzie miała miejsce i ochotę.
Przez drogę Viviś naturalnie wygłupiała się i opowiadała o jakichś bzdurach, dosyć mało konkretnie. W końcu nadszedł czas rozstania. Należało się ładnie pożegnać, umyć i zakończyć jakoś ten dzień, który swoją drogą był wyjątkowo dobry.
- No to na razie! Do jutra! Zaczepię Cię z pewnością przed lekcjami. Pa! - rzuciła radośnie machając i cofając się, aż uderzyła o ścianę za sobą. Z jękiem bólu odwróciła się i poprawiła swoją trasę. Spoglądnęła przez ramię puszczając oczko Tengeri i machając już ostatecznie. To był owocny dzień.

Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Plac Zabaw   

Powrót do góry Go down
 
Plac Zabaw
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Plac zabaw
» Opustoszały plac zabaw
» Plac przed Akademikiem
» Czerwony pokój zabaw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-