IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Obserwatorium Star Labs w Madrycie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Sob Kwi 25, 2015 3:24 pm

Hod zgasił ekran, po czym schował go w bezpieczne miejsce w samochodzie. Ostatni raz spojrzał na budynek, z którego za chwilę miało nic nie zostać. Już nie interesowało go to, czy dwójka ocalałych jakoś z tego wyjdzie. Zaimponowały mu, jednak i tak wszystko będzie płonąć żywym ogniem, czy tego chcą czy nie. Zrobił co miał zrobić, a przełożeni na pewno nie będą szczęśliwi, jeśli zdarzy mu się spóźnić na jakieś ważne spotkanie po wielu, wielu latach. Mężczyzna westchnął ostatni raz, spoglądając na swoje dzieło i odjechał po prostu, w obawie o to, że kulminacyjny efekt może i jego zabić. A pomimo swojego szczęścia - był przecież tylko człowiekiem, który nawet nie zauważył dwóch sylwetek, wyłaniających się z drzwi obserwatorium. Vivi niosła dzielnie Rune, załamując się tylko raz, już jakiś kawałek drogi od niebezpieczeństwa. Gdy w końcu zabrakło jej sił i obie upadły, zmęczone okropnie, całe w siniakach i drobnych otarciach, mogły oglądać wielki wybuch, oraz zaćmienie. W końcu po to tu przyjechały, prawda?

~~
Możecie w następnym poście zrobić z/t.

Podsumowanie większych ran:
Rune - obrażenie lewej nogi, łańcuch cały czas na kostce
Vivi - dość spora pozioma rana na prawym ramieniu.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Sob Kwi 25, 2015 4:11 pm

Powoli ogarniało ją bardzo wkurzające, lecz i znajome uczucie ogólnego zrezygnowania. Nawet jeśli wszystko miało zaraz wylecieć w powietrze, to ona mogła jedynie stać i przyglądać się temu wszystkiemu. To było naprawdę straszne uczucie, tak jakby się wpadło nieświadomie w jakiś pieprzony trans. Wszystko stawało się jednocześnie odlegle i abstrakcyjne oraz niesamowicie dobijające. Przesadzone. Sztuczne. Nierealistyczne, ale realne. Bardzo często, gdy Rennevy wpada w taki trans, to ciężko ją z niej obudzić. Można powiedzieć, że cierpi wtedy na bardzo silną depresję. Zdarza się to niezwykle rzadko, ale jak już, to jest zdecydowanie czymś strasznym. Oczywiście wtedy nie porywa się na swoje życie, ale... Zachowuje się trochę jak roślinka. Nie jest w stanie sama chodzić, zmysły wydają się przymulone, nieobecnym wzrokiem wszystko omiata... Ale to w stanie krytycznym. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby takowy wystąpił.
Dopiero z tego stanu wyrwał ją dźwięk łańcucha. Podniosła łepek i spojrzała na dziewczynę (chociaż bardziej adekwatne tu jest wybawczynię), która zaraz potem wzięła ją na ręce. To było dość dziwne uczucie. Dodatkowo ta metalowa obręcz dalej się trzymała jej nogi, obcierając niemiłosiernie. Wychyliła główkę nieco, aby móc spojrzeć na tyły. Pikanie nie ustępowało, co tylko jeszcze bardziej niepokoiło i przy okazji irytowało. Z opóźnieniem do niej dotarło, że takie pikanie może zwiastować najzwyklejszą bombę. Co w sumie byłoby logiczne, bo przecież przed chwilą zburzony został jedynie niewielki fragment budynku. Gdyby chcieli je pogrzebać, to bomba byłaby najlepszym rozwiązaniem. Rune spojrzała na swoje ręce. Dalej się trzęsły. Boziu, jak ona chce mieć to już za sobą. Jak ona chce tymi rękoma zmienić wstążkę na włosach. Ta już pewnie jest bardzo zniszczona...
Zachybotanie. Jej ciało automatycznie się naprężyło. Zaraz potem upadek. Spotkanie z twardym gruntem. A zaraz potem wielki wybuch, który strasznie kaleczył jej uszy. Uderzyła w nią fala ciepła i dymu, przez co zaczęła kaszleć. Obróciła się na plecy i spojrzała w niebo. Trwało zaćmienie. No tak... W końcu po to tutaj przyjechała. Szybko zasłoniła oczy ręką. Przecież nie można patrzeć prosto na słońce, głupia. Brakuje kolejnego urazu.
Próbowała poruszyć lewą nogą. Wymagało to od niej wysiłku i odporności na ból. Nie dała rady, ledwo ją zgięła. Zaś czuła, że na kostce nadal spoczywa metalowa obręcz z łańcuchem. Będzie musiała potem prosić o zdjęcie tego. Chociaż pewnie potem będzie miała jeszcze bardziej uszkodzoną nogę... Musi to potem jakoś zdjąć, zdecydowanie.
Odwróciła się do dziewczyny, która ją niosła. Próbowała się podnieść i na łokciach się bliżej niej przyciągnąć. Jednakże ręce jej się niemiłosiernie trzęsły, a ona sama nie miała sił cokolwiek zrobić. Kaszląc, podniosła głowę i powiedziała:
- J... Je-estem twoją-ą dłużniczką... Dz... Dziękuję...
Zakaszlała i chwilę znowu leżała. Próbowała złapać oddech, choć powinna się zbierać. O ile się orientowała, to jak tak długo będzie leżeć, to jeszcze się zaczadzi. Czy tam zatruje. Żadna wersja jednak jej nie odpowiadała, więc zaczęła się powoli mobilizować. Podparła się rękoma i powoli podnosiła swoje ciało. Sapała przy tym, nie sądziła nigdy, że wstawanie może być takie trudne. Plus jeszcze miała problemy z lewą nogą. Gdy już jakoś wstała, powoli sunęła przed siebie. Kuśtykała, wyglądała jak siedem nieszczęść, pełna siniaków i zadrapań. Jeżeli się nie spalił, to miała w kieszeni bilet powrotny.
Boże, znaleźć się w domu...

//ZT//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Wto Kwi 28, 2015 4:44 pm

Kolejny sukces, udało się uciec z obserwatorium i nawet uratować tą dziewczynę! To był powód do radości Chen, ale sama Vivi jakoś niezbyt była zadowolone. Takie bawienie się w bohaterkę w tym przypadku było nudne, mało ciekawe. Mniejsza - w przyszłości będzie mogła wykorzystać biedną białowłosą zapewniając sobie wystarczająco dużo rozrywki. O ile oczywiście się spotkają, bo w dalszym ciągu nie znały nawet swoich imion, a co dopiero mówić o jakichś bardziej szczegółowych informacjach, które umożliwiły ściągnięcie długu przez różowowłosą. Dwa razy uratowanie przed śmiercią zasługuje na jakąś nagrodę i Beliaviel nie omieszkała się o nią nie dopraszać w razie "zapomnienia" tej "małej" przysługi.
Kiedy upadła, to nawet nie chciała się odwracać. Emocje wciąż były dziwne, a Chen dalej oddziaływała, chociaż teraz znacznie, znacznie słabiej. Jej smutek nie był przyjemny, jej żal również. W dodatku łączyło się to z żalem samej Vivi, której zwyczajnie szkoda było Ase, z takiego powodu, iż dobrze się przy niej bawiła. Była dobrą partnerką, a teraz wszystko zostało brutalnie zakończone. Wybuch też nie zwrócił uwagi demonicy, która zaczęła nagle czuć radość spowodowaną przeżyciem i możliwością poznawania kolejnych ciekawych rzeczy oraz smutek z wiadomego powodu. Mieszanka ta nie zgrywała się ze sobą, gryzła się, odpychała jak te same strony magnesu, aż wywołała agresję. Beliaviel zacisnęła pięść i uderzyła kilkukrotnie w ziemię, wciąż leżąc na brzuchu, nie podnosząc się. Przestała dopiero w momencie, gdy usłyszała głos. Obróciła głowę i ujrzała tą kruchą panienkę, która jej dziękowała. Przyjemne uczucie, zupełnie nieznane demonicy. Wdzięczność była kolejnym nowym doznaniem, które spodobało jej się, lecz teraz jakoś nie potrafiła się nim rozkoszować. Jej pionowe źrenice oraz czerwone tęczówki wpatrywały się nieruchomo, zdawałoby się, że martwo w twarz dziewczyny. Nie odezwała się, a to było zupełnie nie w stylu Vivi. Milcząc patrzyła na nią, aż w końcu ta wstała i ruszyła w swoją stronę. Gdy już odeszła i minęło dobre pięć minut, to różowowłosa wróciła nieco do zmysłów. Uśmiechnęła się cwaniacko patrząc w stronę, w którą ruszyła tamta drobinka.
- Jesteś moją dłużniczką, a nawet nie zainteresowało Cię moje imię oraz mój stan. - rzuciła półgłosem wciąż się uśmiechając lekko i obracając na bok. - Pieprzeni śmiertelnicy. - dodała po chwili zupełnie ignorując, że Chen z całych sił starała się opanować słowa demonicy. Obróciła się na plecy spoglądając w niego. Przesunęła środkowym palcem prawej dłoni po swojej ranie zbierając na nią krew i podniosła rękę w stronę słońca wystawiając mu tylko środkowy palec.
- Pierdolone zaćmienie. - rzuciła i zaśmiała się. Jej dłoń opadła na bok. Chwila śmiechu i potężne westchnienie. - Będzie mi Ciebie brakować, Ase. - dodała i po chwili podniosła się. Jej rogi znikły, tak samo ogon i reszta efektów uwolnienia małej cząstki jej demonicznej mocy. Powolnym krokiem ruszyła w stronę miasta, aby ją opatrzono. Głównym celem był jednak powrót do Death City.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Nie Maj 03, 2015 9:42 pm

Vivi: 15 dusz
Rune: 15 dusz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   

Powrót do góry Go down
 
Obserwatorium Star Labs w Madrycie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Obserwatorium
» Kliknij i przeciągnij
» Kim jesteś i skąd przybywasz?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Reszta Świata :: Europa :: Hiszpania-