IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Obserwatorium Star Labs w Madrycie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Nie Mar 15, 2015 3:02 am

Nieopodal największego miasta w Hiszpanii znajduje się kolejne obserwatorium należące do Star Labs. Niestety różni się ono diametralnie od pozostałych placówek, gdyż jest zwyczajnie biedniejsze z racji tego, że jest nowe. Ledwo 3 lata temu zostało zbudowane i jedyne miejsce, które jest dostępne to samo pomieszczenie z teleskopem. Budynek jest położony na dosyć wysokim wzgórzu, dzięki czemu można ustawić sprzęt pod odpowiednim kątem i dojrzeć gwiazdy nie przysłaniając sobie widoku wysokimi budynkami miejskimi. Pomieszczenie z teleskopem nie różni się jednak zbytnio od pozostałych placówek. Do wnętrza wchodzi się przez recepcję, która jest jeszcze w budowie. Obok recepcji są oczywiście takie ważne miejsca jak toalety czy palarnia. W pomieszczeniu z teleskopem brakuje jeszcze trochę sprzętu, ale ważne że kopuła oraz główny teleskop są skończone. No dach również da się wejść i czasami jest nawet udostępniany co bogatszym turystom.
.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Nie Mar 15, 2015 8:14 am

No i postawiła nogę na obcej ziemi. I to nie byle jakiej ziemi, bo hiszpańskiej, która była dla niej nowością. No, dobra, właściwie nigdzie poza Wielką Brytanią nie była, także czuła się podekscytowana i jednocześnie przestraszona. Czuła jak trzęsie się jej całe ciałko, jednak właśnie nie mogła podać powodu, dla którego tak się właśnie działo. W dodatku wszystko jej podskakiwało tam w środku. Albo i wykręcało w każdą stronę. Bo wewnątrz naszej panienki Nightwish też był taki mały karnawał strachu i ekscytacji. Nawet jeśli trafiła do obserwatorium "świeżego", o którym prawie nic nie wiadomo. W dodatku słyszała te pogłoski ze szkoły o wibracjach magicznych. Cóż, pewnie też by je poczuła, gdyby jej partner byłby w pobliżu. A że go nie ma, no to nie czuje. I tak w sumie nie wiedziała czy to dobrze, czy też wręcz przeciwnie. W sumie nie musi się martwić o to, że coś jest nie tak. Ale też może być niezbyt pomocna, jeśli chodzi o inwestygacje, nieprawdaż? Dlatego też powinna najpierw zająć się sobą i swoimi skaczącymi organami.
Rozejrzała się dookoła. Jak na razie nikogo nie było w pobliżu. Cóż, być może znowu trafiła zbyt wcześnie, jak to ma w zwyczaju. Boi się, że nie zdarzy i w efekcie może przyjść nawet dwa dni przed owym terminem. Taki już był jej urok. Jak na razie się nie denerwowała. W sumie, to chyba powoli zaczynał się ten ruch. Czyli można powiedzieć, że nim się spojrzy, to tłum ludzi pojawi się za nią. No i prawidłowo.
Włożyła ręce pod swoje szelki i zaczęła się nimi bawić, rozciągając je na wszystkie strony i strzelając. Chodziła sobie tak dookoła miejsca, to patrząc do środka obserwatorium, to wychodząc na chwilę na zewnątrz. Nadal nie mogła uwierzyć, że jest w zupełnie innym kraju. I że ma bliżej do swojego domu niż szkoły. Ciekawe czy nieopodal Cardiff też taki festyn ma miejsce... Taka zabawna myśl jej przeleciała przez łepek. Mimowolnie się uśmiechnęła. Jakoś myśl o tym, że jej matka miałaby iść na taki festyn ją jeszcze bardziej rozweseliła. Tak o.
Zaraz potem, jakby sobie nagle przypomniała, sięgnęła do kieszeni spodni i wyjęła ulotkę z paroma innymi papierami. Trochę pogniecione, no bo w końcu w kieszeniach to to było, ale nadal przyzwoicie wyglądało. Schowała je (jednocześnie nieco znowu przyginając), a potem ręką sięgnęła dużej kokardy z tyłu jej głowy. Upewniła się, że nadal tam jest. Niby inaczej ją przymocowała od tych mocniejszych, bo nie tylko zawiązała, ale jeszcze wspomogła wsuwkami, to jednak nadal się bała, że jej spadnie. A wtedy nie wiedziałaby co zrobi. To była kolejna z tych takich "moich ulubionych". W cudzysłowie ujęte, bowiem jest dość duża szansa, że powie tak o każdej.
Spojrzała do góry. W sumie nie mogła się doczekać gwiazd...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Nie Mar 15, 2015 4:25 pm

Mii już od dłuższego czasu znajdował się w głównym holu obserwatorium Star Labs. Przez bardzo długi okres swojego życia miał ochotę zwiedzić Hiszpanie, a aktualne wydarzenia tylko i wyłącznie bardziej go do tego zmobilizowały. Poza tym przecież jemu także czasem należy się chwila wytchnienia i rozrywki, której te wszystkie speluny, w których pracował, nie mogły mu zagwarantować. Tu było inaczej, w końcu Hiszpania to kraj imprez- najlepsze balangi dzieją się właśnie tutaj, a i przeczucie białowłosego dawało mu do zrozumienia, że może się wydarzyć tu coś nader ciekawego.
Wracając jednak do holu. Siedząc w wygodnym, skórzanym fotelu, którego faktura pomimo tylu lat wciąż skrzypiała przy każdym ruchu, czytał gazetę, popijając powoli niedawno zakupioną czarną herbatę. Wtem coś, a raczej ktoś przykuł jego uwagę- była to dziewczyna. Ubrana w szelki, z kokardą we włosach kręciła się jak smród po gaciach. Wyraźnie widać było, że jest strasznie płochliwa. Samael lubił takich ludzi, zawsze śmiesznie się z nimi konwersowało, a jeszcze przyjemniej pozbawiało głowy- ale nie! W końcu miał odpoczywać, ale z drugiej strony... Co może relaksować bardziej od spuszczenia krwi ze swojej ofiary...
Młodzieniec szybko porzucił te myśli. Nie byłby zdolny na ten moment skrzywdzić kobiety, która jest zwykłym śmiertelnikiem- to w końcu nie ludzie byli jego głównymi wrogami...
Patrząc na dziewczynę swoimi oryginalnymi oczami uśmiecha się delikatnie.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Nie Mar 15, 2015 10:42 pm

- Szybciej Ase! Bo jeszcze zacznie się bez nas! - krzyczała Vivi biegnąc oraz spoglądając przez ramię i omal nie potykając się o własne nogi. Szybkie machanie rękami przed sobą jednak wyregulowało równowagę i jakoś ustała nie zaliczając spotkania z podłożem Jeden punkt dla demonicy, zero dla grawitacji. - Spoko, zaburzenia Matrixa. - rzuciła kwitując jej niedoszły popis akrobacji i uśmiechnęła się sama do siebie. Niezniechęcona pobiegła dalej wchodząc do obserwatorium. Cała ta wyprawa do Hiszpanii była dla niej nie lada przeżyciem. Cóż lepiej zaspokaja głód ciekawości niż podróże do całkowicie nowych miejsc? I to jeszcze jak odległych. Chen oczywiście miała trochę wiedzy na temat tego kraju, lecz Vivi postanowiła niezbyt z niej korzystać i zakres polegał na tym, że chyba tam się witano "Hola!".I uprawiano pomidory. I takie imprezy z bykami są. I całkiem ciepło tam. Więc znała chyba najważniejsze co powinna wiedzieć to wiedziała. Z taką encyklopedią informacji mogła rozpocząć tutaj nowe życie, ale przyjechała tylko pooglądać gwiazdy.
Wewnątrz było już kilka ludzi, ale nic jeszcze się nie rozpoczęło. Dało to możliwość na rozglądnięciu się po całej placówce. Począwszy od recepcji, przez salę z teleskopem i palarnię, a nawet łazienki żeńskie i nawet do męskiej weszła udając, że pomyliła się. Ciekawość należy zaspokajać. Zaaferowana nowym miejscem zgubiła swoją ukochaną Broń, na którą miała zaczekać wewnątrz ale... zapomniała pochłonięta odkrywaniem nieznanego... w łazienkach i nie tylko. Na koniec trafiła jednak do głównego pomieszczenia, w którym wszyscy powoli zaczęli się zbierać czekając na start wydarzenia. Najpierw postanowiła pooglądać sobie ludzi, którzy wyglądają na ciekawych. Pierwszą osobą jaka rzuciła się w jej czerwone oczka była jakaś dosyć drobna... dziewuszka, tak! To dobre określenie. Wyglądała zwyczajnie ładnie, ale przykuwała wzrok jej spora kokarda. Już miała ruszyć w jej stronę, lecz wtem ujrzała dosyć wysokiego, a raczej zwyczajnie "dużego" mężczyznę, który wyglądał nieco groźnie i patrzył uśmiechając się na wcześniej wspomnianą dziewczynę. Vivi przeszły ciarki po ciele i umysł Chen od razu podsunął pomysł, który ta postanowiła wypowiedzieć.
- Pedofil...? - osobnik wyglądał na dobre ponad dwadzieścia kilka lat, chociaż zapewne miał dwadzieścia, lecz widoku dopełniała jego spora postura. I ten podejrzany uśmiech. Brrr. Mimo wszystko facet wyglądał jakoś znajomo, demonica czuła, że skądś go kojarzy, ale skąd? Przecież w Hiszpanii, to raczej nie powinna spotykać znajomych z Chin, Anglii lub Death City. Aż takiego przypadku nie mogło być. Różowowłosa postanowiła jednak poczekać na Asesinę zanim ruszy zaznajamiać się. Jeszcze jej najdroższa, najwspanialsza Asia pomyśli, że Vivi ją olewa... a jest zupełnie odwrotnie. Broń była dla niej oczkiem w głowie, bo wreszcie ktoś dawał radę z nią wytrzymać i nawet dogadywały się w wielu sprawach. To nie zdarza się często. Istny skarb!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Pon Mar 16, 2015 6:05 pm

Wysoki człowiek stał spokojnie i przyglądał się ludziom, jacy zebrali się w recepcji obserwatorium Star Labs. Dziwił się, że zjawiło się ich aż tyle, ale nie narzekał. Im więcej tym weselej, a przecież ci ludzie byli jego gośćmi. Mężczyzny nie zauważył nikt. Szczególnie o to zadbał, bo gdyby ktokolwiek się spostrzegł, jego cudowny plan wziąłby na łeb na szyję. Sam Hod miał ciemne, dłuższe włosy, szczupłą sylwetkę… był taki normalny. A jego ubiór wręcz przeciwnie. Składał się na niego nietypowy, czarny frak i maska niczym z jakiegoś balu. Biało-złota, ozdobiona szlachetnymi kamieniami oraz piórami, odcinająca się tuż nad nosem. Całość wyglądała naprawdę majestatycznie.
Nagle, ku prawdopodobnemu zdziwieniu uczestników tego nieprawdopodobnego wydarzenia, podłoga w jednej chwili pokryła się mgłą. Nie miała ona źródła, a przynajmniej nie było go widać. Jakby powstawała z powietrza i pięła się coraz wyżej. W kilka sekund całe pomieszczenie się wypełniło gęstym dymem, przez który nie sposób było coś dostrzec. Jednak jak szybko się to pojawiło, tak szybko znikło, bowiem w tych okropnych i gryzących w oczy kłębach zaczęła pojawiać się sylwetka Hoda. Mężczyzna stał na biurku i patrzył się na gości z góry.
- Witam wszystkich, niezwykle serdecznie i zapraszam do spędzenia ze mną tego magicznego czasu, jaki nam pozostał do Zaćmienia! – rzucił donośnym głosem. Może trochę zbyt, jak na standardy niewielkiej recepcji. – Mam nadzieję, że wszyscy będą świetnie się bawić, bowiem taka okazja zdarza się tylko raz, raz powiadam, na 1600 lat! A ponieważ przyszli państwo stosunkowo wcześnie, a do pięknego cudu została godzina, to pragnę zaproponować wam pokaz sztuczek magicznych! Dokładnie! – Zeskoczył, korzystając z tego, że dziwna mgła zdążyła już zniknąć całkowicie i wsunął się między ludzi. Przewijał się chwilę, dziwiąc na to, co widzi. Prócz ludzi przebywali tu też inni. Inne rasy. Fascynujące, że to z nimi będzie mógł się cieszyć tym przedstawieniem. Mężczyzna stanął za Rune i wyciągnął przed nią swoją rękę. Po chwili nad nią, a przed oczami dziewczyny pojawiły się piękne, świecące motylki, które dość szybko rozpłynęły się w powietrzu. – Witam piękną panią – zamruczał jej przy uchu. – Czy zechciałabyś piękna, uczestniczyć  w mej sztuce?  

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Pon Mar 16, 2015 7:54 pm

Jeszcze chwila i Renenvy urwałaby obydwie szelki. Dosłownie. Rozciągała je na wszystkie strony, testując przy okazji materiał, który, pomimo całkiem niezłego wyglądu, trochę już był noszony. Kokarda nadal grzecznie trzymała się na tyle, papiery były w środku kieszeni. Wszystko było tak, jak być powinno i nigdzie się nie ruszało. Bardzo dobrze. Rzadko się zdarza, że Rune jest aż tak ogarnięta, naprawdę. Mamy do czynienia z tym typem osoby, co to potrafi zapomnieć o zamknięciu własnego pokoju (i mieliśmy już tego piękny przykład, nie?). Dlatego nawet takie zwykłe niegubienie ulotek i biletów było dla niej bardzo dużym osiągnięciem. Bo przecież powszechnie wiadomo, że najwięcej rzeczy wypada właśnie z kieszeni. A najwięcej rzeczy kradzionych jest z tylnej kieszeni. Zresztą Runcia nigdy by niczego nie wsadziła do tylnej kieszeni. Nie tylko by jej się to wrzynało w tyłek, gdyby to na przykład był portfel, ale i czułaby się niekomfortowo. Dlatego raczej nie kradną jej portfela. Prędzej ona sama upuści.
I wtem właśnie zobaczyła kogoś, kto pewnie był tu od dłuższego czasu, lecz ona go nie zauważyła. Była zbyt zajęta potykaniem się o niewidzialne progi i schodki w innej części budynku. Nie można powiedzieć, że patrzyła na niego wprost, o nie. Rennevy nie jest w stanie zebrać w sobie odwagi na aż tak poważny krok, a doskonale wiemy, że ma problemy z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego. Dlatego też tylko zerknęła i to ukradkiem, by ten pan się nie dowiedział nawet, że ona miała czelność tak się spojrzeć. Niestety pewnie to zauważył, bo akurat patrzył na nią. Wnet poczuła, jak jej ciałko powoli jest krępowane. W przenośni, oczywiście. Bowiem nie tylko Rune ma problem z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego, ale i sam wzrok innych osób czasem niezbyt dobrze znosi. W dodatku miała wrażenie, że ten mężczyzna wcale nie miał normalnych oczu. W sensie, z ich kolorami było coś nie tak. Oraz ten... uśmiech. Aż przełknęła mocniej ślinę.
Coraz więcej ludzi się zjawiało. Tacy z wyglądu normalni, ale też i nienormalni. Miała wrażenie, że właśnie ktoś mignął jej taki nienormalny. Wyglądał jak różowa plama. A może to była różowa plama...? Taka chodząca różowa plama. Stworzenie podobne do różowej chmury, bardzo przyjaznego stworzonka. Bo kto nie lubi puszystych chmurek...?
Zaraz potem podłogę spowiła gęsta mgła. Tak gęsta, że Rune mogłaby ją kroić nożem, jakby jakiś miała. Zawsze chciała spróbować i zobaczyć jak bardzo prawdziwe jest to powiedzenie. Znaczy... Kiedyś chciała. Tak jak kiedyś chciała wejść do pralki. Chociaż pewnie by jej nie wyszło, bowiem tajemnicza chmura zaczęła rosnąć. Zaczęła nieco panikować w momencie, kiedy dotarła jej do pasa. Aż w końcu nie widziała niczego. By w następnej chwili móc już wszystko zobaczyć. Tak jak to dziwne coś się pojawiło, tak szybko zniknęło. I bardzo dobrze, prawidłowo. Przetarła nieco oczka, bowiem to jednak trochę gryzło i rozejrzała się dookoła. Niektórzy patrzyli prosto na recepcję, więc i ona tak postąpiła. Ujrzała mężczyznę w złotej masce i fraku, stojącego na blacie. Poczuła jak coś w niej drgnęło i miała w głowie wydarzenia z pewnego miejsca, o którym miała pamiętać, lecz nie wspominać. Nigdy więcej nie pójdzie do cyrku.
Nieco się skrzywiła, gdy dotarł do jej uszu donośny głos pana zamaskowanego. Nie żeby coś, ale ona słuch to jeszcze miała dobry. Może nieco gorzej z oczami. Wysłuchała grzecznie przemówienia i... się zdziwiła. Pokaz sztuczek magicznych? Tego się, szczerze mówiąc, nie spodziewała. Ale nie mówi, że jej to nie odpowiada. Fakt, czuje małe uprzedzenie do tego, ale nie pogardziłaby. No, dobra, chciałaby zobaczyć. Zawsze rozdziawiała usta ze zdziwienia, gdy tylko zdarzyło się jej obejrzeć czy ujrzeć jakąś sztuczkę. Najbardziej lubiła takie, co to wydają się niemożliwe. I w sumie chyba są niemożliwe, dla takiej "miernej istotki" jak ona. Zawsze ją zastanawiało jak można sprawić, że telefon pojawi się pod krzesłem z numerem, który wcześniej został wylosowany. Bo przecież magik nie wiedział jaki numer zostanie wylosowany, prawda? Chyba że miał dużo telefonów...
Nieco przestraszyła się, gdy pan zamaskowany podszedł do niej. Właściwie stanął. A zaraz potem zobaczyła piękne, lśniące motyle. Oczy zabłyszczały jej z ekscytacji, policzki nabrały rumieńców, a ona mimowolnie powiedziała cicho "łał". Ach, jak szybko one rozpłynęły się powietrzu. Szybko, ale i niemal niesłyszalnie, zaklaskała. W końcu nawet takim drobnostkom należą się brawa. Zaraz potem jej ciało delikatnie drgnęło, a ona sama przybrała dość zaskoczony wyraz twarzy. Wysłuchała pytania i się zawahała. W sumie co jej szkodzi? Może dostąpić zaszczytu bycia takim ochotnikiem z publiki, który doświadcza tej niezwykłej magii. Ale nadal się nieco bała. Nie tyle co zlękła się użycia słowa "sztuka", ale po prostu dlatego, że była sama w obcym kraju, nie zna faceta, nigdy nie czuła się za swobodnie w towarzystwie oraz ten facet właśnie wyczarował jej motylki. Cóż, raz się żyje.
Kiwnęła głową. Niepewnie, ale kiwnęła. I powiedziała ciche "yhym". Czyli się zgadza. Bo w sumie jak odmówi, to będzie jej głupio. A skąd ma wiedzieć, czy on jej nie będzie nagabywał. Wtedy poczyłaby się jeszcze bardziej skrępowana niż jest teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Wto Mar 17, 2015 10:24 pm

Cała ta sytuacja nie wywarła na Mii jakiegoś wielkiego wrażenia. Podróżując po świecie widział to i owo i jak na razie ów jegomość nie wykazał się niczym nadzwyczajnym. Zastanowił go jednak fakt, ze obiektem zainteresowania magika była ta sama dziewczynka, która zainteresowała również i jego. Kaminari bardzo nie lubił kiedy ktoś wtrącał się w jego "polowania" tym bardziej kiedy ktoś zbierał atencje jego ofiary. Dokańczając herbatę, odstawił filiżankę na stolik i złożył gazetę. Odkładając kawałek papieru obok filiżanki wstał z fotela i ruszył trochę bliżej w stronę "sceny". Znajdując dogodne miejsce do obserwacji magika oraz dziewczyny, opiera się o ściane i spokojnie wyczekuje dalszego rozwoju sytuacji.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Sro Mar 18, 2015 5:41 pm

Asesiny dalej nie było, ale Vivi znalazła sobie szybko zajęcie, bo przecież teraz miała czas i mogła pooglądać ludzi, aby wybrać najciekawszy okaz do rozmowy. Niestety zanim zdążyła przejść się po sali, nagle pojawiła się mgła. I to nie taka zwyczajna, bo ciągle pięła się w górę, a demonica w bezruchu oraz z uśmiechem na ustach obserwowała ją. Była na tyle beztroska albo nierozumna, że nawet przez myśl jej nie przeszło, iż to może być coś groźnego. Gdy zasłona nagle znikła zamrugała oczami jeszcze bardziej zdziwiona i jeszcze bardziej uradowana. No i jej czerwone patrzałki nieco zaszkliły się, bo mimo wszystko ten dym czy cokolwiek to było, trochę gryzło.
- To było ciekawe! - pomyślała i wtem została nagrodzona kolejnym interesującym wydarzeniem, bowiem pojawił się jakiś mężczyzna, którego dziwaczny strój od razu skupił całą uwagę Vivi. Na ulotce było jedynie o zaćmieniu, a ten tutaj człowiek nie pasował do całej scenerii. Oczywiście nadal różowowłosa nie wpadła na pomysł, że coś tutaj nie gra i jak zapewne wszyscy pomyślała "atrakcja dla umilenia czasu", więc jedynie przyglądała się. Nie dość, że wydarzenie, które pojawia się raz na tysiąc sześćset lat, wycieczka do Hiszpanii, to jeszcze pokaz sztuczek magicznych. Czy tak wyglądało "niebo"? Jeżeli to prawda, do Vivi zrzeka się bycia demonem.
Pan Magik wybrał sobie za "ofiarę" swoich popisów wcześniej zauważoną dziewczynę z dużą kokardą, a chwilę później wyczarował jej piękne świecące motyle, które - co dziwne - rozpłynęły się nagle w powietrzu. Tym razem już nawet ktoś pokroju demonicy zrozumiał, że człowiek ten nie jest zwykłym iluzjonistą, a Czarodziejem, jednak to nie wpłynęło wiele na postrzeganie go. Beliaviel sama była Potworem, lecz do wrogów Shibusenu nie należała, zatem nawet nie stała się bardziej ostrożna niż powinna być. Jedynie pożałowała, że Ase nie widziała sztuczki, bo była świetna w swej prostocie. Pomimo tego, że nie została wybrana z tłumu, to jakoś nie krzyczała "Teraz ja! Teraz ja!", gdyż umysł Chen podpowiadał jej, iż tak czynić nie wolno. Nie powinno się robić takich rzeczy, bowiem to jedynie irytuje prowadzących - tak uważał mózg Chinki. Postanowiła się podporządkować, bo była to dla niej całkowicie nowa sytuacja, lecz od zaklaskania nie powstrzymała się. Na jej twarzy widoczny był szeroki, beztroski uśmiech, który przywodził na myśl radość bardziej dziecka niż demona zrodzonego z grzechu. Cóż, zatem czekała co będzie dalej, gdyż pokaz raczej się zaczął i nie będzie zaczepiać ludzi, którzy zapewne chcą sobie również pooglądać magiczne sztuczki. Takich rzeczy nie widuje się na co dzień, a Vivi jeszcze będzie mogła ich później dopaść i pokonwersować z nimi. Tak łatwo nie odpuści nikomu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Nie Mar 22, 2015 1:18 pm

Tak Jak Hod chciał, zwrócił na siebie uwagę każdego w tym pomieszczeniu, a zajęło to nie więcej niż minutę. Miał teraz swobodny dostęp do tego, żeby pokazywać im swoją sztukę, czekając na zachwyty, podziw. To zwyczajnie dawało mu spełnienie pod każdym względem. Patrzenie na ich twarze i widzieć tę iskrę zaciekawienia nad jego osobą. Może nie była to część samej cudownej roszady na niebie, jednak postanowił, że skoro już korzystać z szansy, to korzystać!
Mężczyzna się uśmiechnął pięknie i wystawił swoją dłoń w stronę Rune szarmancko. Po tym jak dziewczyna ewentualnie dała się ująć, wyszedł z nią na przed dość sporej grupki ludzi. Otaksował ich spojrzeniem, nadal spoglądając na Rune jak na cenną księżniczkę i przemówił.
- Na razie przejdziemy do pokoju, w którym odbędzie się naprawdę krótki pokaz, a potem, gdy nadejdzie czas, zaprowadzę was do naszego głównego obserwatorium, skąd przez specjalne soczewki, każdy będzie mógł zobaczyć to niecodzienne zjawisko. – Po tych właśnie słowach, na czele z dziewczyną poprowadził wszystkich.

Pomieszczenie do którego trafili było dość malutkie. Zaciemnione, ze światłami ustawionymi w kierunku sceny, która zajmowała jedną trzecią całości. Stały tu krzesła, a także trzy okrągłe stoliki z poczęstunkiem. Szklanki z sokiem, oraz ciastka. Ponieważ to obserwatorium nie liczy sobie wielu lat, w przeciwieństwie do reszty, nie można było się tak czy siak wiele spodziewać, oczywiście Hod miał zamiar umilić im to spotkanie, by nie mieli jak narzekać po wyjściu stąd.
Nadal nie zdejmując swojej maski, wszedł na scenę z Rune i poczekał moment, by każdy zajął miejsce dla siebie. Ukłonił się lekko w stronę widowni, w oczy rzuciło mu się parę osób. Między innymi w Sali znajdowały się dwa demony. Widział ich już parę w życiu, a fakt, że takie jednostki przyszły oglądać zaćmienie coś mu nie pasował.
- Księżniczko, chciałaś kiedyś zniknąć? – szepnął do ucha panience i uśmiechnął się. – Dziś będziesz miała okazję. – to mogło wydawać się złowrogie, jednak zaplanowane zostały zupełnie nieszkodliwe sztuczki. Magik wyciągnął znikąd czerwone płótno i zarzucił na Rune znienacka. Sam materiał nie dosięgał ziemi i wydawać by się mogło, że sztuczka nie zadziałała, jednak gdy został zdjęty, Miejsce, w którym znajdował się jeszcze chwilę temu, było puste. Miał więc obok siebie pół ochotniczki, która straciła właśnie wszystko od talii w górę. Jednak z punktu widzenia samej dziewczyny nic się nie zmieniło, ona widziała wszystko i słyszała normalnie.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Nie Mar 22, 2015 4:31 pm

Teoretycznie każdy zupełnie inaczej odbiera niektóre informacje. Jedni emocjonalnie, inni mogliby bez niej żyć, jeszcze inni przyjmą to jak każdy normalny człowiek - z dystansem i potraktuje jako coś ciekawego. Oczywiście też zależy od rodzaju informacji - bo w końcu kto nie przejąłby się wiadomością o nagłym zgonie czy też chorobie kogoś? Kto wyśmiałby tego, jak ktoś z entuzjazmem opowiada o czymś, co nie ma prawa się udać, nawet jeśliby los się do niego uśmiechnął. Podobnie jest z sytuacjami, zdarzeniami, także z pokazami. Jeśli człowiek widzi coś, czego nie jest w stanie zrozumieć, od razu stara się to rozgryźć. Chyba że są tacy sceptycy, co to tylko potrafią powiedzieć, że to ściema, zakłamanie i jedna wielka bujda. Oraz że ktoś się zbytnio czymś przejął. A przecież istnieją takie sytuacje, kiedy to po prostu nie ma innej możliwości niż zdziwienie, większe lub mniejsze. I chyba między innymi takim zdarzeniem jest pojawienie się mężczyzny w masce wśród obłoków dymu, który potrafił wyczarować motylki. No, Runcia się zdziwiła i to dość niemało.
Jako że Rennevy zgodziła się na asystowanie Zamaskowanemu Panu, od razu wręcz ogarnęła ją lekka panika. Może nie tyle dlatego, że może coś naknocić (bo przecież osoby z publiki nie mają odpowiednich kwalifikacji, prawda? Chyba że to wszystko jest ustawką...), ale z czystej... tremy? W końcu będą się na nią patrzeć obcy ludzie na obcej ziemi. To tak w ramach przypomnienia. Z jednej strony była też ciekawa, bo to w końcu magik i pokaz. I ona została w pewien sposób zauważona, choć nawet nie zamierzała tego. Znaczy, nie spodziewała. Kwestią sporną pozostaje czy Rune dałaby się tak z własnej woli wystawić swą kandydaturę na taką asystentkę magika. Przypominam tylko, że nie była w stanie odmówić, bo może wywołałaby niepotrzebny kłopot albo facet zacząłby ją namawiać. Nawet nie zauważyła, że nieco mocniej zacisnęła swoją łapkę. Pewnie Zamaskowany Pan tego nie zauważył.
Szła z nim na czele grupy, która prowadzona była do innej sali. Nieco zaczerwieniła się, gdy mężczyzna zaczął traktować ją nieco po "księżniczkowemu". Nie była przyzwyczajona do tego i mocno ją to onieśmielało, dlatego też długo nie utrzymała kontaktu wzrokowego. Podczas drogi rozglądała się dookoła, bo pewnie pierwszy i ostatni raz jest w tym obserwatorium. Nawet jeśli nic szczególnego się nie znajdowało na ścianach korytarzy, to jednak ona przypatrywała się wszystkiemu tymi swoimi brązowymi oczkami. Pewnie i tak niewiele zapamięta z samego wyglądu budynku, ale chociaż nacieszyć się chwilą można, nie?
Zaprowadzona została na scenę. Delikatnie przygryzając wargę, rozejrzała się po pomieszczeniu. Zacienione, dość małe, wszystkich gości mogła widzieć jak na dłoni. Znaczy, kojarzyć po plamach. Widziała chyba tego dziwnego mężczyznę, co się jej przyglądał wcześniej oraz tę dziewczynę, znaną również jako różowa plama. Chyba tylko oni się tak wyróżniali, bowiem nie widziała nikogo tak papuśnego jak którekolwiek z nich. Nie no, spoko. W sumie nikt nie miał tak jasnych włosów jak ona. Tak więc jest jeden-jeden.
Na samą "propozycję" poczuła, jak jej sztywnieją ramiona. Całość zabrzmiała naprawdę złowrogo i od razu umysł sam podsuwał radykalne myśli i obrazy, zwłaszcza te z tamtej chwili, kiedy to zostało na nią podniesione ostrze. Z samym znikaniem to miało raczej niewiele wspólnego, ale łączył je fakt, że obydwa miały do czynienia z występami. A tak przynajmniej można to tłumaczyć. Rune tylko uśmiechnęła się, nieco nerwowo, a potem jej świat zakryła czerwień. Dosłownie. Chwilę tak stała zakryta, po czym płótno zostało z niej zdjęte. Widziała dziwne miny publiki, czego nie rozumiała. Spojrzała nieco w dół - nogi miała, biust swój też widziała, brzuch też powinien być. Odezwałaby się, jednakże mogłaby popsuć całość sztuczki. Dlatego też siedziała cicho. Słyszała gdzieniegdzie zdumione głosy, coś o znikaniu i tak dalej. Jeśli stało się to, o czym myślała, to to musiała być naprawdę ładnymi nogami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Pon Mar 23, 2015 4:20 pm

Hiszpania! Mi hermosa! Właściwie to z nią nie miała za wiele wspólnego, ale porozumiewali się tu po hiszpańsku, więc była mniej więcej w swoim żywiole. Co prawda wolałaby Meksyk, ale nie pogardzi i tym, szczególnie, że nie przyjechała tu sama, ale ze swoją wiecznie rozgadaną, chaotyczną, przynoszącą same kłopoty władającą. Ta podróż nie mogła się skończyć dobrze, oj nieee. To tylko kwestia czasu, aż Vivi nastąpi komuś na odcisk.
Asesinie jakoś nie specjalnie się spieszyło do tego całego obserwatorium, szczególnie, że do została tu zaciągnięta siłą przez Vivi, a jak wiadomo, partnerzy zazwyczaj trzymają się razem. Ile to już razy, Ase musiała wytrzymywać durne pomysły, które wymyśliła demonica. Oczywiście jej asertywność jak chce, to zadziała, ale zazwyczaj ta ma takie gadane, że po prostu nie da jej dojść do słowa. W ten sposób właśnie dziewczyna została zaciągnięta aż do Hiszpanii. Chociaż właściwie to nawet plus, że wyrwała się ze szkoły i kretynów się w niej znajdujących. Tu jest przynajmniej ciepło i słonecznie. Dlatego też Ase postanowiła iść o wiele wolniej od Vivi, szczególnie, że do zaćmienia było jeszcze trochę czasu. Założyła okulary przeciwsłoneczne na nos i pozwiedzała trochę okolicę, przy okazji ponownie przyzwyczajając się do ciepła, którego tak bardzo jej brakowało. Wysokie temperatury to jej klimat. Jak innym za bardzo przeszkadzały, ona mogła trenować, biegać, walczyć i nie przejmować się tym, że jest ciepło, a pot po niej spływa jak z wodospadu.
W końcu jednak postanowiła pójść do tego całego obserwatorium, w którym mieli obserwować to całe niecodzienne zjawisko. Jakoś niezbyt była tym zafascynowana, no ale jak już tam jest... To chociaż porobi coś w miarę ciekawego. Co ciekawe, kiedy wchodziła do środka wszyscy jak jeden mąż gdzieś szli, a wśród nich była podjarana całym zajściem Vivi. Ją od razu było widać. Wyróżniła się jak zawsze wśród tłumu, więc chociaż nie miała problemu ze znalezieniem jej spośród wielu. Ase posadziła okulary na czubku głowy i podążyła za nimi, nie chcąc stracić władającej z oczu. Weszli do jakiegoś niewielkiego pomieszczenia z okrągłymi stolikami i krzesłami. Od razu wypatrzyła swoją władającą i zajęła miejsce obok niej zabierając tym samym siedzenie jakiemuś gostkowi, który upadł na podłogę, gdy chciał posadzić swój tyłek na krześle. Okręciła je i postawiła oparciem do stołu, a następnie usiadła na nim okrakiem opierając się rękoma na drewnianej podporze pleców.
- Co mnie ominęło?- spytała rozglądając się po dziwnych ludziach ją otaczających, a jej wzrok szczególnie skupił się na dwójce ludzi przed nią. Laskę kojarzyła z Shibusena, była chyba władającą, ale ten gostek? Nie miała bladego pojęcia kto to. W każdym razie sprawił, że władająca została pozbawiona tułowia. To... bardzo ciekawe zjawisko, szczególnie widząc jak jej nogi wciąż się poruszają. Iluzje, iluzje, iluzje. Widzisz w co wie­rzysz, wie­rzysz w co widzisz...
Ase uniosła jeden łuk brwiowy do góry, na twarzy wciąż utrzymując kamienny i niewzruszony wyraz twarzy.

/wybaczcie brak ładu i składu, ale cierpię na brakwenotyzm
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Czw Mar 26, 2015 11:57 pm

Jeżeli magik hipnotyzował, to Vivi już wpadła w trans. Wgapiona w niego, jak i dziewczynę oczekiwała na kolejne sztuczki, które zostały zapowiedziane w innym pomieszczeniu. Jak posłuszna owieczka podążyła za nim ściskając się w tłumie, który niezbyt jej się spodobał. Tyle ludzi jej dotykało, tyle rzeczy się mieszało. Niby ciekawe, ale jednak nieprzyjemne. Spokojnie zasiadła na jednym z krzeseł nie zwracając uwagę na otoczenie i nawet na przekąski jakie stały na stoliku. Z krainy własnych myśli i podziwu dopiero wyrwał ją dobrze znany głos, na który uśmiechnęła się szerzej odwracając w stronę źródła.
- Ase! - podniosła ton radośnie i nagle zatkała sobie usta obiema dłońmi, bo narobiła hałasu. Powoli zsunęła rączki i oglądnęła ponownie partnerkę oblizując wargi. - Dużo lepiej wyglądasz nie zakrywając oczek tymi okularami... - szepnęła i zachichotała. Spoglądając na magika, który coś mówił do wybranej z tłumu dziewczyny.
- Ominęło Cię tylko jak nagle pojawił się dym i ten dym znikł, a pojawił się ten facet, a później wyczarował takie motylki, które się rozpadły. - powiedziała szybko będąc w pełni zafascynowana tym co ujrzała kilka chwil temu. Jej uśmiech nagle się zmienił na taki bardziej... cwaniacki? Zadziorny? Coś w tym stylu i zerknęła na Ase.
- To nie jest iluzjonista. To Czarodziej. Tamta sztuczka z motylami nie była iluzją. Tak mi się wydaje. - podzieliła się swoimi spostrzeżeniami z Bronią, aby ta pozostała ostrożna i uważna. Chociaż to właśnie odwrotnie powinno być, gdyż Asesina zawsze świetnie sobie radziła z niebezpieczeństwami, a Vivi... jej sprzyjało szczęście i spontaniczność. Po tych słowach wróciła oczyma do pokazu, a wtedy akurat na białowłosą albo wyjątkowo jasną blondynkę było zarzucane czerwone płótno. Gdy demonica spostrzegła, że dziewczyna straciła część od talii w górę, aż otwarła usta z cichym "łał". A później zaklaskała kilkukrotnie. W tym momencie przestała żałować, że to nie ona została wybrana, gdyż z takiej perspektywy nie mogłaby obserwować tego zjawiska, ale może odkryłaby wtedy jak to zrobił magik? Chociaż to raczej było oczywiste dla niej - za pomocą magii, w którą sporo osób nie wierzyło uznając sztuczki za iluzję. Nie tym razem - a przynajmniej tak myślała Vivi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Pią Mar 27, 2015 3:06 am

Hod uśmiechnął się i spojrzał ukradkiem na zegarek. Nadszedł najwyższy czas na wszczęcie czegoś więcej. Teraz to on miał oglądać przedstawienie jakie mieli mu zgotować właśni goście. Mężczyzna ukłonił się pięknie i wyciągnął rękę w kierunku publiczności. Nad nią zajaśniała czarna, płonąca róża. Widzieli ją na pewno wszyscy przebywający w pomieszczeniu. Jednak zniknęła ona tak szybko jak motylki, po prostu rozpływając się w powietrzu. Z lekkim uśmiechem odwrócił się do panienki Rune. Oczywiście wiedział co właśnie działo się tuż za nim, jednak całą uwagę skupił na drobnej uczennicy. Przejechał palcem po policzku.
- A ty tu zostaniesz i będziesz podziwiać piękno jatki. – jego źrenice zwęziły się niebezpiecznie. Jeśli dziewczyna spróbowała się ruszyć, zauważy, że jej kostki są przykute dwoma łańcuchami do podłogi sceny. Hod pstryknął palcami i drewniane krzesło znalazło się w jednym momencie tuż za nią. Korzystając z tego mężczyzna pchnął ją na nie, a sam stanął obok i zaczął bawić się kokardą na jej głowie.

Co do tego, co właściwie działo się w pomieszczeniu. Otóż w chwili, w której kwiat rozproszył się w powietrzu, przynajmniej połowa gości zerwała się z miejsca i zaatakowała osoby najbliżej siebie. Dzierżyli noże i próbowali zabić każdego, kto nie był od nich. Po chwili pierwsze trupy już leżały na ziemi. Oczywiście Mii, Vivi i Asesina również zostali zaatakowani.

Jeśli którekolwiek chciałoby uciec, spostrzegłby, że drzwi są zaryglowane od zewnątrz.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Pią Mar 27, 2015 7:41 pm

Rune spodobało się patrzenie jak publiczności się widowisko podoba. Automatycznie ona sama zaczyna się uśmiechać. Chociaż w sumie sama jest ciekawa jak to zadziałało... Ona w końcu wszystko i wszystkich widziała normalnie, a oni jej nie. Przynajmniej tak się jej zdawało, bo te szepty i głosy zdumienia na pewno nie pojawiłyby się na jakieś zwykłe przykrycie dziewczyny płótnem. Może miała górę konia? Albo została pokryta jakimś wzorkiem? A może, już wiem, zniknęła? Stały takie same nogi. Musiało to naprawdę osobliwie wyglądać, także na samą myśl o takich samych stojących nogach Rune się po cichu roześmiała. Gdy tylko sztuczka się skończyła, ona sama delikatnie się ukłoniła, cała w skowronkach. Chociaż przez chwilę dosięgnęły ją dość drastyczne myśli. Takie jak na przykład, czy jak była tymi samymi nogami, to co widzieli widzowie w miejscu korpusu? Czarną kropkę w biodrach? A może wystawał taki mały koniuszek kręgosłupa i wylewała się trochę krew? Szybko jednak te myśli odegnała, bowiem przecież wtedy widownia nie wyglądałaby tak radośnie. Pamięta te dziwne sytuacje w cyrku, które nie budziły na pewno uśmiechu na ustach. No... Chyba że osób o skłonnościach psychopatycznych.
Następną iluzją była płonąca róża. Od razu dziewczynie zabłysły oczka, bowiem to była niemal identyczna iluzja jak z tymi motylami, które naprawdę się jej podobały. Przez chwilę zastanawiała się dlaczego akurat czarna, po czym się zreflektowała, że pewnie chodzi mniej więcej o jakiś realizm. Bo w końcu czerwona róża w ogniu potrafi stać się czarna, nie? Jednak tak szybko jak się pojawiła, tak szybko zniknęła, a nagle przed jej oczami pojawił się Zamaskowany Pan. Zdziwiła się nieco, ale nic nie powiedziała... Dopóki nie zobaczyła tego dziwnego wzroku. Poczuła, jak nagle ciężko oddychała. Spojrzenie tego mężczyzny ją całkowicie przerażało. Chciała się cofnąć, jednakże coś blokowało jej nogi. Spuściła wzrok i od razu zobaczyła kajdany, których jeszcze przed chwilą nie było. Jęknęła cicho z przerażenia, a następnie usłyszała słowa Zamaskowanego Pana. Jej serce stanęło w krtani. Zerknęła na publiczność... i niemal nie krzyknęła. Ona to jednak miała szczęście do każdej maści pokazów, występów. Właśnie widziała, jak z każdą chwilą rośnie ilość ciał, a litry krwi zalewają podłogę. Myślała, że zaraz zwymiotuje na ten widok.
Nie zdoławszy nic powiedzieć, została pchnięta na drewniane krzesło, o które uderzyła z impetem. Przez chwilę myślała, że może to wszystko sen i właśnie po raz kolejny spadła z łóżka. Że właśnie nie siedziała na scenie, obserwując jakąś rzeź. Jednak niestety tak pięknie być nie mogło. Z każdą chwilę Rennevy bardziej wybałuszała swoje oczy, wypełnione prawdziwym lękiem, a palce coraz mocniej wbijała w siedzenie krzesła. Kompletnie nie rozumiała co się właśnie działo. Wszystko zapowiadało się tak spokojnie, tak miło. Myślała, że najdziwniejszymi obiektami dzisiejszej nocy będą jedynie te dwie osoby, które widziała na korytarzu oraz niesamowity pokaz iluzji. Chwila, może jeszcze w niej trwała? W końcu została ochotniczką, może to nie dzieje się naprawdę? Może to tylko kolejny chory wytwór wyobraźni? Zamrugała - nic. Przygryzła wargę - nic. Tak przygryzła wargę, że poleciała krew - tym bardziej nic. To było jak najbardziej prawdziwe...
- C-co... Ja... Jak to? D-dlaczego t-tak się dzie-ieje? - wydukała, po czym zawiesiła głowę. Wbiła wzrok w jakąś pustkę przed nią. - C-co to ma znaczy-czyć? N-niech ktoś to za-zatrzyma...
Nie mogła znaleźć odpowiedzi na żadne ze swoich pytań. Poczuła, że całe jej ciało drętwieje. Palce już bardziej w drewno wbić się nie mogły. Krew zdążyła już nieco spłynąć, więc ją wytarła. Spojrzawszy na swoją dłoń i drobne ślady, myślała, że tym razem naprawdę zwymiotuje. Cała się trzęsła, ale tego nie potrafiła poczuć. Jedyne, co ją nękało, to fakt, że ktoś bezustannie bawi się jej kokardą. Delikatnie odwróciła swoją głowę do Zamaskowanego Pana. Wyglądała strasznie. Wytrzeszczone oczy pełne strachu, bladość na twarzy, trzęsące się ramiona i jeszcze rozcięta warga. Siedem nieszczęść.
- Proszę się nie bawić moją kokardą, proszę pana. - powiedziała szybko i chłodno. Wewnętrznie juz krzyczała ze strachu. Kajdany nagle stały się strasznie dla niej ciężkie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Wto Mar 31, 2015 8:10 pm

Sztuczki nie kończyły się! Zaraz po zniknięciu tułowia tej dziewczyny oczom widowni ukazała się kolejna. Vivi mimo, że widziała trzeci trik, to za każdym razem reagowała w ten sam sposób - chwilowa powaga i zdziwienie, a następnie radość i... zaklaskałaby, gdyby nie to, że nagle wszyscy zerwali się ze swoich miejsc. Nim zdążyła spostrzec się co inni robią, to ujrzała jak ktoś szarżuje na nią z nożem. Wstała jakby coś ją nagle ukuło w tyłek i szybko chwyciła za krzesło, na którym siedziała, by uderzyć nim prosto w głowę wroga puszczając mebel przy okazji. Nieważne jak drastyczne to było widowisko, tak nie można było odmówić mu zaskoczenia, a zatem było niesamowicie ciekawe. Do tego stopnia, że różowowłosa nieświadomie miała na ustach uśmiech, a jej ciało przechodziły przyjemne fale ciarek - takie jak podczas słuchania dobrej muzyki lub czytania wspaniałej książki. Stanęła przygotowana do walki rozglądając się, czy nikt jej nie atakuje.
- Zabijamy ich czy tylko ogłuszamy? Jak myślisz, to hipnoza czy sztuczka była znakiem do ataku? - zapytała radośnie nie przestając się rozglądać i nawet nie spoglądając na partnerkę, która powinna sobie poradzić. Ba! Nawet w takiej sytuacji to lepiej sobie zawsze radziła niż demonica, więc nie było powodu do zmartwień.
Sytuacja stała się gorąca, lecz mimo wszystko nie wymagała jeszcze przemiany, a więc Vivi czekała sobie na kolejny atak. Gotowa była unikać cofając się, a gdyby ktoś postanowił ją pchnąć, to uchylić się na bok i chwycić za nadgarstek napastnika, by później uderzyć nim o własne kolano wytrącając broń. Chen niegdyś ćwiczyła samoobronę, a taki ruch właśnie podpowiadał umysł Chinki. Później zamierzała obrócić się do przeciwnika plecami, nie puszczając ręki, którą przełożyła sobie przez prawe ramię, a następnie przerzucić go przed siebie ciskając przy okazji o jakieś krzesła czy pustą glebę. Gdyby tylko miała chwilę czasu to schyliłaby się, by podnieść upuszczony przez oponenta nóż i szykować się do kolejnej obrony unikając i starając się trafić atakujących w ręce lub nogi - z nadzieją, że ominie tętnice i nikogo nie zabije zbyt szybko. Jeżeli jednak nikt więcej jej nie zaatakował, to czeka na przemianę Ase wciąż bacznie obserwując otoczenie, by nie być zaskoczoną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Sro Kwi 01, 2015 1:02 pm

Vivi jak zwykle rozentuzjowana opowiadała o tym co się działo. Nic niezwykłego, ale demonica nie mogła ukryć swojego zafascynowania tą całą magią. Właśnie. Magią. Skoro to nie zwyczajne, nie groźne iluzje do których potrzeba refleksu i kilku luster, to magik, który tak fascynował swoimi umiejętnościami, musiał być czarodziejem. A ci jak wiadomo są groźni i przebiegli, dlatego nie należało tracić czujności, nawet jeśli jego triki były tylko po to, aby zabawić publiczność. Ase z natury nie jest ufna, więc dla niej to żadna nowość być podejrzliwym w stosunku do... wszystkich.
Po oklaskach, które czarodziej dostał od wszystkich, prócz Ase, za swój pierwszy numer, ten się nie patyczkował i od razu przeszedł do kolejnego triku. Czarna róża, która znajdowała się nad publicznością zmusiła ludzi, aby unieśli głowę i na nią spojrzeli. Po chwili się rozpłynęła, a ludzie oszaleli. Wyciągnęli noże i zaczęli mordować, jak gdyby nigdy nic. Oczywiście nie zamierzała marnować czasu, bo jakiś frajer stwierdził, że Ase będzie świetną ofiarą. Cóż... chyba jednak się pomylił. Kiedy tylko meksykanka spostrzegła jak jakiś uzbrojony typek na nią pędzi wstała natychmiastowo wyciągając z pachwin na biodrach sztylety. Zrobiła unik przed atakiem błyskawicznie kucając na jedno kolano, dbając o to, aby ostrze noża jej wcześniej nie dotknęło i nie czekając na następną reakcję oprawcy po prostu przebiła go sztyletami raniąc na wylot jego brzuch. Śmierć za śmierć. Nie jej, ale innych ludzi w tym pomieszczeniu chociażby. Ase nie miała żadnych skrupułów przed zamordowaniem człowieka, szczególnie kiedy ten, chciał ją pozbawić życia. Po zadaniu ciosu wyciągnęła zakrwawione sztylety i wyprostowała się patrząc na bezwładne ciało.
- Mówiłaś coś? - ogłuszenie? Naaah, to zbyt... delikatne. Mogli oczywiście później wstać i nie wiedzieć co się dzieje, bo byli pod wpływem hipnozy, czy coś. No ale cóż. Ase i tak się pogodziła z faktem, że skończy w piekle, a tam przynajmniej będzie miała do towarzystwa Vivi, więc nic straconego.
- Myślę, że nigdy więcej nie pójdę na pokaz magiczny. - mruknęła bacznie się rozglądając, czy żaden potencjalny oprawca znowu nie zechce jej zaatakować. Jeżeli będzie chciał ją pchnąć nożem, to Ase zrobi unik w bok i z łokcia uderzy go w brzuch, po to, aby jak się skuli z bólu ponownie z łokcia go uderzyć w kark na tyle mocno, że legnie na ziemi. Wtedy też wykopie mu z ręki nóż i będzie mieć go na muszce celując do niego jednym ze sztyletów, uważając też, aby nie złapał jej za kostki, bo i tak mogłoby się wydarzyć. Jeśli postąpiłby głupio i chciał ponownie wstać, Ase z silnym kopnięciem przypomniałaby mu jak się leży. Cóż, brutalna kobieta. Natomiast jeśli nic takiego się nie zdarzy, dziewczyna po prostu przemieni się w kocie pazury, swoją cudowną stalową broń, która idealnie się wpasowuje w dłoń demonicy.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Czw Kwi 02, 2015 8:35 pm

Hod oglądał przedstawienie z leciutkim uśmiechem na ustach. W tej chwili oceniał poszczególnych członków tej cudownej imprezy. Zaćmienia jeszcze nie było, a podłoga już płynęła w pięknej, czerwonej krwi. Nawet już samą Rune zignorował, wróci do niej potem.

Ucieszył go widok, jaki miał przed sobą. Wypełniał swoje zadanie w stu procentach. Był pewien, że na pewno każdy z pozostałych doceni jego starania. W oko najbardziej mu wpadły trzy osoby, które już wcześniej postanowił obserwować z większą bacznością. Czy choć raz pomyślał, że oni mogą pokrzyżować mu plany? Nie, oczywiście, że nie. Oni byli tylko ładnym dodatkiem do całości jatki, jaka wrzała pod sceną. Interesujące umiejętności, ciekawych potworów. I jednej broni. Mężczyzna, nadal uśmiechając się, wyczarował jednego motylka, który zawisł tuż przed twarzą Rune.
- Widzisz, skarbie? - wskazał na swój twór, nachylając się lekko nad dziewczyną - To nie jest taki zwyczajny owad. Jeśli go dotkniesz, on wybuchnie. A jeśli ty go nie dotkniesz, on dotknie ciebie, za dokładnie minutę. Lepiej, żebyś dała radę się do tej pory stąd uwolnić, to byłoby smutne, stracić taką ładną twarzyczkę. - zacmokał, świetnie udając to,że cała sytuacja go smuci, a potem wycofał się z pomieszczenia. Nie miał już tu czego szukać. Jeśli nasza ochocza czwórka sobie poradzi z napastnikami, to wtedy będzie mógł się pobawić.

Nikt nadal nie wiedział kim byli dziwni ludzie, atakujący się wzajemnie. Na razie Asesinie i Vivi dość dobrze szło bronienie się.Okazało się, że nawet krzesło może być idealnym przedmiotem do obrony. W dodatku, sama potworzyca zdołała przechwycić jeden z noży, jakimi posługiwali się ludzie. Asesina natomiast zbyt zajęła się jednym z mężczyzn, który teraz próbował podnieść się z ziemi, co poskutkowało tym, że ktoś inny zaatakował ją od tyłu. Napastnicy zaczęli odgradzać dwie dziewczyny, tak by te nie miały jak się połączyć. Wydawali się wiedzieć co robią, a w ich ruchach nie było zawahania. Wciąż jednak byli tylko wyspecjalizowanymi w zabijaniu ludźmi i niczym więcej. W pomieszczeniu znajdowało się ich jeszcze około piętnastu.

Mii nie miał tyle szczęścia. Zagapił się, w chwili, w której wszystko się zaczęło, a w jego bark został wbity nóż, powodując dość obfite krwawienie.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Pią Kwi 03, 2015 8:53 am

Krew niby jest takiego ładnego koloru. Jeśli ktoś zapytałby Rune czy lubi kolor krwistoczerwony, to odpowiedziałaby, że pewnie. Powiem więcej, ten kolor naprawdę się jej podobał, taki jeden z jej ulubionych. Miała parę wstążeczek właśnie o takiej barwie, ale nie zakładała ich za często. Bo właśnie problem był taki, że nawet jak go lubiła, to bardzo źle się jej kojarzył, przez co od razu nie chciała ich nosić. Trochę nielogiczne, no bo w końcu jak się jakiś kolor lubi, to się go lubi, a nie ściemnia, że nie. Albo jakoś nie robi się tak, że się mówi, że ma się kolor ulubiony, ale w zasadzie się go nie ubiera, bo źle się kojarzy. To wtedy przecież nie jest ulubiony. Rune tylko czasem ściemnia, że ona właściwie źle wygląda w takiej czerwieni, bo ta potęguje wrażenie niemal śnieżnobiałych włosów Rune, które właśnie śnieżnobiałymi nie są. A ta sprytna krwistoczerwona kokardka wybiela. Kiedy nie ma ona ochoty na jakieś tłumaczenie się, po prostu odpowiada "bo nie". I koniec, krótka piłka. Nie chce, to nie, co się będzie ją zmuszać nie?
Ale nawet jeśli lubiła ten kolor, to nie mogła tak powiedzieć o samej krwi. Nienawidziła jej widoku. Znaczy, nie bała się jej czy coś, bo nie mdlała. Nie miała ataków paniki. Po prostu jej nienawidziła. Jej smak znosiła - czasem się jej zdarza zbyt mocno przygryźć wargę i wręcz od razu dostaje ciarek od tego metalicznego smaku. Nie miała też uprzedzeń przed dotykaniem jej - ot, kolejna ciecz. Chociaż mówimy tu tylko o dotykaniu jej krwi, w innych przypadkach jest to trochę niehigieniczne. Za to najbardziej nie lubiła zapachu. Uświadomiła to sobie w sumie niedawno, bo nigdy nie miała okazji wąchać krwi... Zresztą, ona zaczyna śmierdzieć dopiero wtedy, jak się nazbiera jej wyjątkowo dużo. A obecnie zalewała już całą podłogę. Była jak taki płynny dywan, całkowicie pokrywający parkiet, nawet w najmniejszym kącie. Rune na pewno nie kupiłaby takiego do swojego pokoju. Znaczy, nie tyle co płynnego, ale o tym kolorze. Być może też dlatego, że będzie jej przypominał o tych tu wydarzeniach?
Zaraz przed jej oczami pojawił się złoty motyl. Podobny do tych, które jeszcze podziwiała parę chwil temu. Za to ten napawał ją ohydnie silnie lękiem. Całe jej ciało nagle drgnęło i nie potrafiła się ruszyć. A chwilę potem przetwarzała informację, która została jej dostarczona - masz minutę. Minutę na uwolnienie się i ewentualną ucieczkę, bo inaczej możesz pożegnać się z życiem. Oczywiście, że nie wzięła tej informacji na początku na poważnie. Przez pierwsze parę sekund nic nie robiła, a jedynie powiedziała:
- Blefujesz.
Szybko jednak się zreflektowała i zsunęła się z krzesła tak, żeby nie dotknąć niczym przeklętego motyla. Zrobiła to jednak dość nieumiejętnie, bo upadła na bark. Zaraz potem przeszła do siadu i spojrzała na kajdany, które przykuwały ją do sceny. Zastanawiała się, co może właściwie zrobić. Najpierw szukała jakiegoś zapięcia, potem zawiasów, aż w końcu łańcuch. Kompletnie nie wiedziała co robić, bo, powiedzmy sobie szczerze, nigdy nie przypuszczała, że będzie musiała kiedyś uwalniać się z kajdan. A tego w szkole nie uczyli. Jedyne, co jej przychodziło do głowy, to odciąć sobie stopy... Ale to trochę drastyczne, plus pewnie to byłaby pewna forma popełnienia samobójstwa. Próbowała szarpać za łańcuch, a sekundy mijały. Lęk coraz bardziej ogarniał jej umysł. W sumie to teraz byłaby w stanie odciąć sobie stopy. Gdyby tylko miała czym, oczywiście. W sumie to nawet jakiś drucik by się nadał, może by się jej udało jakoś zamknięcie poluzować.
W akcie desperacji rzuciła się bliżej audiencji. Zaczęła krzyczeć i błagać o pomoc, bo po prostu sama nie da rady. Przez chwilę chciała po prostu wziąć to krzesło i rzucić nim w tego Zamaskowanego Imbecyla, tylko były pewne problemy - krzeso wyglądało na ciężkie, Imbecyl był czarodziejem, a ona miała właśnie na głowie kwestię swojego przetrwania. W dodatku Zamaskowany gdzieś sobie poszedł. Jak jej nikt nie pomoże, to to koniec dla niej. SErce jej potwornie kołatało, zaraz jej z piersi wyskoczy. Już może odmawiać modlitwę i dodawać sobie tragizmu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Sob Kwi 11, 2015 12:29 am

No i jatka zaczęła się na dobre. Cywile zapewne już zostali zabici albo uciekli ewentualnie byli właśnie mordowani, bo większość napastników skupiła się na Vivi i Asesinie. Starali się ich odgrodzić, a demonica nie nalegała jakoś, aby tego nie czynili. Ase, mimo że była bronią to walczyła wspaniale, zaś nasza różowowłosa panna jest z natury Potworem, co daje jej automatycznie większe szansę niż zwykłemu władającemu. A teraz miała jeszcze nóż! I nawet zdecydowała się nie pieścić z napastnikami, a śmiało zarzynać ich, lecz zanim jeszcze zrobiła jakiś konkretniejszy ruch oprócz zwyczajnej gotowości, to usłyszała krzyk i błagania o pomoc. Szybko zerknęła i ujrzała, że była to ta dziewczyna o białych włosach. Wcześniej siedziała sobie wygodnie na krzesełku, a teraz wydawała się być niesamowicie zdesperowana leżąc na ziemi szczególnie, że Pana Magika nie było obok niej. Może to jego obecność ją tak uspokajała? Jeszcze tak wydzierając się zwracała uwagę tych nożowników, którzy z początku ją olali.
- Dobrze Ci się leży poza walką. Leż i czekaj, aż skończymy. - pomyślała najpierw Vivi zupełnie rezygnując z pomocy, gdyż nawet nie zauważyła tego motylka. Takie błyskawiczne zerknięcie nie pozwoliło jej na ujrzenie takich szczegółów. Jednak sekundę później dotarło do niej, że skoro dziewczyna zachowuje się tak, a nie inaczej, to coś musi być na rzeczy. Zapewne wiedziała coś, czego nie wiedziała reszta jak na przykład "Za chwilę to miejsce zostanie zniszczone" czy coś w tym stylu.
- Lecę uratować księżniczkę! - krzyknęła Vivi do Ase i wyszczerzyła się w stronę swoich napastników, gdyż użyła swojej techniki "Przemiana" i w mgnieniu oka jej aparycja znacznie się zmieniła. Czarne, krótkie rogi, pionowe źrenice, długi ogon, kły i pazurki. Największa zmiana jednak była w jej fizycznych możliwościach, gdyż te aktualnie podwoiły się. Nie czekając, ani chwili rzuciła się na wrogów, jednak z planem. Szybko doskoczyła do stojącego w środku z pchnięciem w brzuch, by swoim ogonem chwycić tego z lewej za kostkę, następnie wykonując obrót przez lewe ramię próbowała rozpruć lub w ogóle trafić cięciem, jeżeli nie trafiła, swój pierwszy cel. Obrót połączony z pociągnięciem miał obalić na ziemię złapanego za nogę i dać rozpęd, by trzeciego kopnąć prawą nogą prosto w krtań. A wszystko to dwa razy silniej, szybciej i zręczniej. Jeżeli plan się udał, bądź chodź w części się powiódł to ruszyła dalej - na scenę, do leżącej dziewczyny. Tam spostrzegłaby raczej rzucający się w oczy łańcuch, którym była niewiasta przykuta do ziemi, a więc demonica chwyciłaby za niego i wiele nie myśląc zaczęłaby ciągnąć, aby wyrwać jego przybicie z ziemi. Miała teraz znacznie więcej "pary" w rękach, a więc liczyła na powodzenie, zakładając również, że podłoga była drewniana - tak jak zazwyczaj sceny i łańcuch nie był wmurowany.
No, zatem cały plan ułożyła, teraz wystarczy go zrealizować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Wto Kwi 14, 2015 11:55 pm

Hod oczywiście obserwował cały czas zajście, stojąc już przed budynkiem star labs. Czując kolejne wstrząsy ziemi raz po raz uśmiechał się do siebie i co jakiś czas powstrzymywał się od klaskania z euforii. Jego plan jak zwykle udał się tak, jak miał się udać i nic go nie zatrzymało. Od A do B, przez rzekę krwi, wprost w imię samego Kishina. Mężczyzna narzucił kaptur na głowę i nadal bacznie przeglądał się temu, co działo się w środku. Zaćmienie... też coś. Zwyczajne ustawienie planet.Widział je w swoim życiu już bardzo wiele razy. Może w końcu dobił do momentu, w którym nie interesowało go to ani troszkę? Bezsensowne, ciekawe świata jednostki, które przypłaciły za swoje zainteresowanie życiem.
Wracając do tragicznych wydarzeń w sali, Rune bardzo dobrze zrobiła, spadając z krzesła, bowiem w niedługim czasie motylek na pewno zderzyłby się z czubkiem jej nosa. Na szczęście tak się nie stało, a dziewczyna zrobiła jedną z najbardziej logicznych rzeczy jakie mogła. Zaczęła zwyczajnie krzyczeć o pomoc. Kolejny punkt dla niej, sama się z łańcucha by się nie wysupłała na sto procent. Gdy tak księżniczka sobie wołała, w sercu walki Asesina odcięta od Vivi przestała dawać sobie radę. Przeciwnicy zwyczajnie przerośli liczebnością jej umiejętności, nim się spostrzegła została zraniona nożem w lewe udo. Nie zauważyła nawet kto ją doprowadził do takiego stanu, zbyt była zajęta walką. Potworzyca natomiast uaktywniła swoją zdolność, na co Hod, który od razu to zauważył zamruczał coś pokroju wiedziałem. Vivi przecisnęła się jakoś przez wszystkich do sceny, a następnie wyrwała łańcuch właściwie razem z kawałkiem sceny. Skutkiem tego było fakt, że stopa Rune nadal tkwiła w obręczy. Dość ciężkiej swoją drogą. Z tego wszystkiego został nam Mii, który absolutnie nie radził sobie z przeciwnikami. Przez kolejne sekundy zbierał nowe obrażenia z różnych strony. Sam potwór zaczął powoli łamać się pod naporem kolejnych napastników. Na podłodze było już więcej ciał niż krwi. Nic się nie uspokajało, bo co bardziej utalentowani wciąż się bronili. A wszystko to ku uciesze Hoda, który tylko oczekiwał na to, co za chwilę miało się wydarzyć, odliczając w głowie.


Jeden... Dwa... Trzy...

Mały motylek, który zawisł niebezpiecznie przy twarzy Vivi, odleciał w jednej sekundzie, w momencie, w którym do pokoju wleciało ich około dziesięć. Po chwili wszystko, z czym zetknął się motylek zaczęło wybuchać. Człowiek, który stał przed wejściem do środka obserwatorium, nacisnął jeden z guzików na przełączniku, jaki miał w swojej dłoni. Uruchomiło to sieć odliczania na ładunkach wybuchowych rozmieszczonych po calutkim budynku. Na każdym urządzeniu widniały trzy minuty, a licznik cały czas konsekwentnie spadał. Niestety pikanie nie było na tyle głośne, by dały radę przebić się przez dźwięki walki z łatwością.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Czw Kwi 16, 2015 4:53 pm

Wiecie, że od ciągłego krzyczenia o pomoc gardło się zdziera? I to tak bardzo boli. Na początku się tego nie czuje, no bo niby adrenalina i takie tam. Przez moment nawet lepiej się krzyczy, tak sam głos wydobywa się z tej naszej gardzieli. Dopiero potem chrypniemy, a z każdym oddechem jest coraz gorzej. Aktualnie Rennevy powoli wchodziła w ten stan, kiedy to gardło zaczynało już boleć. Głos wydawał się zmęczony, a ona sama powoli traciła do tego całego wołania chęci. Od czasu do czasu zerkała na to cholerne bździdło pod postacią złotego motylka, czy aby przypadkiem nie chce jej wysadzić w powietrze. Bo ona się w miarę dobrze czuła w jednym kawałku. Jak na razie udało się jej ominąć pierwsze podejście, może zaraz uda się jej wykonać drugie. Gdyby miała czas, zaczęłaby się cieszyć. Całość musiała wyglądać naprawdę żałośnie. Takie tam, spanikowana dziewczyna ucieka przed takim małym motylkiem, jakby był on jakimś psychopatą z piłą łańcuchową. Dobrze, że przynajmniej nie ma związanych rąk.
Kolejnym dziwnym czymś, było to, że nagle ktoś pędził w jej kierunku. I tak właściwie - leci ją uratować czy dobić do grobu? Już nawet nie dziwił ją fakt, że ta osoba miała rogi, ogon i właściwie powala wszystkich na łopatki, bo to nawet nie jest takie dziwne. No przecież mówimy o wybuchających motylach, przepraszam bardzo. Jakby się miało już takie drobne doświadczenie jak nasza Runcia, to doszlibyśmy do wniosku, że w tym wszystkim najdziwniejsze są właśnie wybuchające owady. Tak mi się przynajmniej wydaje. Jeśli zaś chodzi o to, czy nasza bidulka już umarła, to nie, jeszcze nie. Wręcz przeciwnie. Została po części uwolniona z łańcucha, który blokował jej możliwość poruszania się. Teraz mogła uciekać w popłochu, ale musiała pamiętać, że ma nadal ten cudny łańcuszek przy nóżce. Nie mogąc nic powiedzieć, jedynie kiwnęła głową do swego wybawcy, hamując swoje łzy. I starając się nie myśleć o bolącym gardełku.
Stanęła na nogi i rozejrzała się dookoła. Poczuła, że jej się słabo robi, gdy tylko pojawiło się więcej tych złotych motyli. Odruchowo, zakryła oczy. Miała już wszystkiego dość. Wszystko, byleby wyjść z tego cało. W miarę cało. Żeby w końcu opuścić to cholerne obserwatorium i wrócić do Death City. Do Shibusenu. Tam, gdzie będzie mogła w spokoju martwić się o zaliczenia i fakt, że znowu przyrżnęła głową w ścianę, bo zahaczyła o wystającą torbę. A tymczasem była tu, w Hiszpanii, gdzie aktualnie działa się tragedia z motylami w tle. Ciekawe czy będzie mogła potem na nie spojrzeć.
Jakoś próbowała się pozbierać. Podniosła nieco swoją nogę, chwyciła za łańcuch i zaczęła go ciągnąć. Przyciągała go do siebie, z trudem, a potem jakoś go sobie przewieszała. Raz przez ramię, raz przez ręce, tak, aby jak najmniej się ciągnęło po ziemi, ale też żeby miała jakąś swobodę ruchu. Chociaż czy możemy mówić o swobodzie ruchu, skoro nadal ma taki fajny metalowy krążek na kostce? Czuła, jak metal wbija się w jej ciało, a ciężar uniemożliwiał gwałtowne ruchy. Czy ona w ogóle się z tym zabierze?
Odwróciła się. Podeszła bliżej do miejsca, gdzie mniej więcej stał Zamaskowany Imbecyl i próbowała wypatrzeć... cokolwiek. Łudziła się, że jest jakieś wyjście. Bo facet w końcu zniknął, ale jednocześnie mógł po prostu się przenieść w inne miejsce. Ale jakiś cień szansy był, prawda...? Coś jej mówiło, że jak się szybko stąd nie ulotni, to ją czeka coś naprawdę niemiłego. To nie tak, że nie myślała o reszcie. Znaczy, po części tak, ale to dlatego, że oni mogą się obronić. Ona nie. Ona co najwyżej może błagać o pomoc. Nie będę się rozwodzić, że ona czuje się niepotrzebna, słaba i w ogóle, bo to nudne i sztampowe. Zostawmy to w niedomówieniu. Ona teraz musi wykombinować jak tu uciec, aby reszcie nie zawadzać, czy nawet pomóc. Bo jak uciekać, to może grupą, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Sob Kwi 18, 2015 4:03 pm

Vivi została prawdziwą wybawicielką i bohaterką przez tą krótką chwilę. Nie dość, że pięknie pokonała kilku przeciwników, to jeszcze uwolniła księżniczkę z metalowych więzów, które ograniczały jej swobodę. W sumie to obie sprawy załatwiła brutalną siłą i okruszkiem sprytu, ale liczył się efekt. Była zadowolona z siebie, lecz cała ta sytuacja była ekscytująco ciekawa, co dla kogoś pokroju Vivi było jak czysta euforia. Działo się tutaj tyle niesamowitych rzeczy, że przez chwilę chciała tu zostać na zawsze, pośród tego chaosu i nieprzewidywalnych zdarzeń, lecz oczywiście logiczne myślenie Chen doprowadzało ją do pionu. Nie zmieniło to jednak faktu, że demonica wciąż się szeroko uśmiechała z beztroską wypisaną na twarzy. Jak dziecko zatracone we frajdzie.
- Mogę jeszcze odciąć nogę! - rzuciła radośnie do uwolnionej dziewczyny, której noga wciąż była w obręczy, a obręcz nadal trzymana była przez łańcuch. To znacznie utrudni jej poruszanie się, ale teraz chociaż może poruszyć się i uciec od tego co jej tutaj zagrażało. Vivi jakoś olała tego złotego motylka, myślała, że to tylko ślad po tamtym Czarodzieju, który sobie znikł, dlatego dziwiła się dlaczego białowłosa stoi sobie w miejscu i rozgląda się. Już miała pytać "Po jaką cholerę krzyczałaś?", gdy nagle jej uwagę zwróciły złote motyle identyczne jak ten, który zawisł jej przed noskiem. Źrenice natychmiast się zwężały, gdy różowowłosa skupiała wzrok na tych owadach. Szybko zrozumiała dlaczego "księżniczka" krzyczała - widocznie wiedziała, że te mają właściwości wybuchowe. Niestety pierwsza eksplozja nie spotkała się z przestrachem demonicy, a wręcz przeciwnie - zaśmiała się podekscytowana i aż podskoczyła nie potrafiąc pohamować emocji. To było jeszcze bardziej ciekawe! Jednak walka wciąż trwała, a ona wciąż w niej była. No i Ase zaczynała sobie niezbyt radzić co nie pozwalało na zbyt długi zachwyt motylkami. Jednak mimo wszystko trzeba było zająć się nimi pierwszymi.
Vivi zeskoczyła ze sceny i chwyciła pierwsze krzesło jakie tylko miała w swoim zasięgu. Nóż wcześniej wcisnęła za paseczek swojej dziwacznej sukienki, aby nie przeszkadzał jej w dłoniach. Wcześniejsza krótka obserwacja dowiodła, że owady w zetknięciu z czymś wybuchają, a więc wystarczyło ich dotknąć. Sama eksplozja powinna zniszczyć też inne tworząc reakcję łańcuchową, która zaś mogła albo zawalić cały budynek, albo nic nie zrobić. No, ale jak na tak dużą placówkę to raczej jedna ściana nośna nie wystarczy, by zmienić wszystko w gruzy. Demonica zatem niewiele myśląc cisnęła krzesłem w stronę motyli. Jej oczka mogły lepiej skupić się na celu w formie demona, a jej siła teraz wzrosła przez co rzut nie powinien być trudny. Jeżeli nie trafiła to bierze krzesło i zbliża się ponawiając rzut - o ile nikt jej nie atakuje, bo wtedy musi rozprawić się za pomocą nożyka i ogona z napastnikami. Jeżeli trafiła, pomysł zadziałał i wszystkie motyle zdjęte - to wyciąga nóż i biegnie pomóc Ase, jako że napastnicy nie spodziewają się ataku zza pleców. Jeżeli zaś trafiła, ale ściągnęła jednego motylka albo nie wszystkie, a wrogowie jej nie atakują - to znów rzuca krzesłem, a co! Krzeseł pod dostatkiem! Metoda może niezbyt piękna, ale grunt, że skuteczna! Jak pozbyłaby się wszystkich motylów, to tak jak wcześniej założyła - biegnie ratować partnerkę. Jeden z przeciwników dostałby dźgnięciem w bok czaszki, gdyż tam jest znacznie miększa, a drugiego za pomocą ogona postanowiłaby przewrócić, aby później dobić go nożykiem. Reszta wtedy powinna zauważyć jej obecność, a więc nie zostałoby nic więcej jak tradycyjna walka z wykorzystaniem wszelkich swoich umiejętności i środków. Naturalnie celowałaby, aby uśmiercić napastników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Pon Kwi 20, 2015 4:40 am

Mii i Asesina nie zdołali się uchylić przez motylami w ostatnim momencie, co poskutkowało tym, że przez wzgląd na obrażenia, oboje stracili życia w chwili, w której zetknęli się z owadami. Wybuchy nie były ogromne, jednak wystarczyły, by spowodować szybki zgon.
- Myślałem, że potwory są silniejsze - zamruczał Hod, spoglądając na zegarek. Niewiele czasu na opuszczenie obserwatorium. Ciekawość rosła z każdą chwilą. Wyjdą, czy nie wyjdą?

Co do Vivi i Rune, miały one nie lada zadanie, ponieważ musiały uciec przed małymi eksplozjami, jakie pojawiały się w pomieszczeniu. Dzięki nim w drzwiach (a raczej tego co z nich zostało) i części ściany powstała dość spora dziura. Osmolone ściany i zdewastowane meble, a także ciała. Wszyscy, prócz dwójki dziewczyn byli już martwi. Ewentualnie uciekli i próbowali wydostać się na zewnątrz. Vivi pozbyła się jednego motylka, ostatniego, który spowodował największy wybuch. Kawałek drewna przez siłę wybuchu zranił potworzyce w ramie. Rune natomiast siłowała się z łańcuchem, którego nijak nie dało się pozbyć.

W tej chwili dopiero, gdy walka przestała mieć taką intensywność, a cisza zalała wszystko wokół, usłyszały ciche pikanie. Jest możliwe, że znajdą źródło tego dziwnego dźwięku po samym słuchu, ale czy z tego skorzystają?

--
Martwi: Mii, Asesina


_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Sro Kwi 22, 2015 6:21 pm

Wiecie, człowiek z natury lubi chyba pomagać. Choć to też zależy od nastawienia i światopoglądu. Zazwyczaj jednak człek się decyduje na jakąś pomoc, nawet jeśli tylko dla swoich korzyści. Przecież pomoc to pomoc, niech będą wdzięczni, że cokolwiek się zrobiło. Trochę inaczej wygląda sprawa, kiedy ktoś nie chce tej łaski, a my próbujemy ją na siłę wcisnąć. To już się pomału mniej przyjemnie robi, bo kto wtedy ma rację? Osoba, która nie chce przyjąć, czy osoba, która chce usilnie pomóc? Niby można polemizować, że to zależy od sprawy, sytuacji i wszystkich innych czynników i takie tam. Tylko żeby potem nie było z tego draki. Są też takie chwile, kiedy to nie wiesz, czy dana osoba na serio proponuje swą pomoc, czy też tylko się droczy. Albo pyta tak, byśmy myśleli, że to na serio, a tak naprawdę nie jest. Często chodzi o jakieś absurdalne propozycje. Bo wtedy tak niezbyt wiadomo jak zareagować. A przynajmniej teraz tak nie wiedziała nasza Runcia. Propozycja odcięcia nogi była co prawda rzeczą, którą ona sama rozmyślała, ale raczej nie zgodziłaby się. Chyba że będzie miała gwarancję życia i dobrej protezy, to może...
I nagle rozległo się bum. Takie monstrualne bum, mały błysk światła i huk niszczonej ściany. Upuściła z wrażenia trzymany łańcuch (na szczęście nie spuściła go sobie na nogę, acz było blisko), aby zakryć swoje uszka. Zamknęła oczy, do których napłynęły łzy. Chyba nie muszę po raz kolejny powtarzać, że całość ją po prostu przeraża, nie? Właściwie, to już powoli odchodzi od zmysłów. A mówiąc powoli, mam na myśli już. Przez ułamek sekundy przemknęła przez jej główkę myśl, że ona to ma naprawdę szczęście. Każdy niewinny wypad kończy się dla niej załamaniem nerwowym i chęcią jak najszybszego opuszczenia tego popieprzonego miejsca, jakim jest Death City, które także grało rolę źródła jej kłopotów. A przynajmniej tak się jej wydawało. Oczywiście jak na razie na chęciach się kończyło, bo Rune nie jest w stanie działać przez emocje. A przynajmniej nie w takim stopniu.
Gdy tylko już kurz opadł, niemal krzyknęła. Została tylko ona i ta dziewczyna, co jej pomogła. Reszta była martwa, mniej lub bardziej uszkodzona. Jeszcze trochę i zacznie śmierdzieć krwią. Nienawidziła tego zapachu. Ciało niemal natychmiast zareagowało, bowiem niemal się wywaliła. Chciała zerwać się do biegu, a zapomniała o metalowym cudzie przy jej nóżce, przez co jedynie nią zachybotało. Każdy mięsień jej ciała teraz się trząsł. No, prócz twarzy, bo ta zesztywniała. Kto teraz mógł być spokojny? Nie liczmy tej różowowłosej, bo ona to chyba lubi takie klimaty. Teraz głównym celem Rennevy było dojść w ogóle do swojego pokoju. Tak, przejdzie przez morze. Jakiś problem?
Wśród wwiercającej się w uszy ciszy dało się słychać pikanie. Jako że panienka Nightwish miała jeszcze sprawny słuch, od razu zaczęła się rozglądać za źródłem nurtującego pikania. Udało się jej jedynie zobaczyć zburzone wejście i duży fragment ściany. Wskazała nieśmiało otwór.
- W... Wyjście...?
Nie miała czasu na zastanawianie się nad tym pikaniem. Ale instynkt jej podpowiadał, że właśnie dlatego powinna jak najszybciej uciekać, bo może być trochę krucho. Kwestię ciężkiego jak cholera łańcucha chyba da się jakoś... pominąć. Rennevy zaczęła zbierać znowu łańcuch, by sobie go obwiesić albo zanieść. Chce się w końcu stąd wydostać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t119-pierdola-z-kokarda-hej-rune

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   Sob Kwi 25, 2015 1:13 am

Sytuacja mentalna Vivi była wyjątkowo nietypowa, gdyż ta sama myśl musiała zostać obrobiona przez dwa zupełnie różne charaktery, które na siebie wpływały, a raczej - jeden wpływał na drugi, zaś drugi dominował. Oczywiście kontrolę nad wszystkim miała nasza urocza Beliaviel i to ona potrafiła pokonać każdy grymas osobowości Chen, lecz to Chinka wymuszała pewnie zachowania, odruchy, których demonica nie mogła zignorować albo z powodu ich nasilenia, intensywności, albo z powodu zachowania norm moralnych, aby nie stać się ofiarą dewiacji, ostracyzmu społecznego. Gdyby całkowicie straciła pomoc ludzkiego umysłu, to z pewnością dawno już nie mogłaby cieszyć się światem śmiertelników. Wszak demony nie znają wielu uczuć, a tym bardziej zachowań, które uznawane są za dobre, złe i tolerowane. One nawet niezbyt rozumiały pojęcie dobra i zła, by nie powiedzieć, że było dla nich złudnie domyślne. Skoro już wyjaśnienie mamy za sobą, tak można przejść do właściwej części, a zatem reakcji Vivi na ujrzenie, jak ciało jej towarzyszki, jej ukochanej Broni zostaje rozszarpane przez eksplozję, a następnie wyrzucone gdzieś w dal sali. Dusza istoty z Limbo żywiącej się ciekawością przez chwilę uradowała się widząc po raz pierwszy jak umiera człowiek w zetknięciu z wybuchem, lecz natychmiast ta emocja została przygnieciona niczym wielotonowym balastem przez smutek, nieprzenikniony żal, który wprowadzał różowowłosą w dziwne uczucie, a jeszcze dziwniejsze było mrowienie gdzieś w oczach albo obok nich. I ten skurcz niedaleko kącików warg. I ten skurcz krtani! I przyśpieszony oddech, a nawet akcja serca! To wszystko było dla niej nowe, całkowicie nowe oraz nieznane. Poczuła się zagubiona w tych bodźcach. Nie wiedziała dlaczego Chen tak potężnie reaguje na ten widok, nie wiedziała dlaczego ciało tak się zachowuje. Wtem zdała sobie sprawę, że sama, nie jako dawna Chinka, a Vivi - istota z "Piekieł", czuła frustrację, żal i agresję, rosnącą furię, iż nie uratowała Asesiny, która była jej partnerką.
- Dlaczego nie wzięłam jej w formie Broni?! Dlaczego tego nie zrobiłam, kurwa mać! Przecież wtedy wszyscy mielibyśmy większe szanse! To moja wina! Moja pieprzona wina! - i pierwszy raz miała takie myśli, takie reakcje sama z siebie, nie dyrygowana wachlarzem odczuć Chen, a swoim, który jeszcze kilka chwil temu był wyjątkowo ubogi. Najważniejszą pozycję piastowała w nim ciekawość przytłaczająca resztę, która stawała się nieistotna. Emocje były tak potężne, że zupełnie nie zwróciła uwagi na swoją ranę na ramieniu. Jakby jej nie otrzymała, a ta jednak wciąż tkwiła i nie zamierzała ułatwić.
W końcu nastała chwila, w której otrzeźwiała. Mimo, że tyle w jej głowie się działo, to nie trwało to długo - przeciwnie, minęło zaledwie kilka sekund. Beliaviel zdążyła się mocno przywiązać do Ase, polubiła ją i w jej towarzystwie świetnie się bawiła. Była też pierwszą osobą, która wytrzymywała normalnie z demonicą, a teraz - raptem w chwilę wszystko przepadło. To trochę ukazało Vivi istotę zabijania i dlaczego jest to złe, dlaczego Chen powstrzymuje ją od tego. Teraz trzeba było skorzystać z rad Chinki, która jasno wskazywała należyte czyny. Kilka z nich Vivi zignorowała jak "Zabierz ciało, urządzisz pogrzeb", bo w końcu była istotą zrodzoną z grzechu, dla niej to nic nie znaczyło, gdyż trafienie Asesiny do Limbo, nie byłoby dla niej czymś przyjemnym, a skierować jej kochaną Broń w inne miejsce... to kłóciło się z interesami demonicy, która wtedy mogłaby zostać ukarana przez demona o znacznie znamienitszym imieniu niż Beliaviel. Nie chciała się rozstawać ze światem ludzkim.
Czas na działanie! Łzy spłynęły jej po policzku, a ta szybko przetarła je zewnętrzną częścią dłoni. Z jej twarzy znikł uśmiech, a pojawiło się skupienie, lecz z pewnością nie smutek - ten został już zdominowany przez Vivi. Podbiegła szybko do dziewczyny, którą uratowała i przerzuciła sobie jej łańcuch przez ramię. Dopiero teraz poczuła ból, lecz nawet nie skrzywiła się. Nie było sensu - i tak boli, a taka ekspresja to jak ukazanie słabości. Gdy metal spoczywał już na jej barku, to chwyciła białowłosą na ręce, obie ręce zdając sobie sprawę, że słyszy pikanie. Nie zastanowiła się w pierwszej chwili tylko wciąż w formie demona, a zatem i z twardszą skórą, która powinna nieco powstrzymywać krwawienie oraz większą siłą pobiegła w stronę wyjścia będąc pewną, że motyli już nie ma. Przebiegając dotarło do niej, że owe pikanie może być bombą i nawet trzeba się pośpieszyć, a więc uważając na nogi, aby się nie potknąć ruszyła z pełną prędkością niosąc dziewczynę. Kierunek? Wyjście z tego cholernego obserwatorium i oddalenie się od niego, aby fala uderzeniowa nie zrobiła krzywdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Obserwatorium Star Labs w Madrycie   

Powrót do góry Go down
 
Obserwatorium Star Labs w Madrycie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Obserwatorium
» Kliknij i przeciągnij
» Kim jesteś i skąd przybywasz?
» Obserwatorium

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Reszta Świata :: Europa :: Hiszpania-