IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala bankietowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Sala bankietowa    Sob Mar 14, 2015 10:09 pm

Oto główny punkt programu, czyli sala bankietowa znajdująca się pod obserwatorium. Zbudowana jest na prostokącie o 20 m szerokości, 31 długości. 4 metry nad głowami bawiących się wiszą pozłacane żyrandole, które rozświetlają salę swoimi żarówkami. Są dosyć sporawe i gdyby coś takiego spadło na kogoś to pewnie by ktoś mógł zginąć. Poza tym pod dłuższymi ścianami stoją dwa długie stoły szwedzkie z przekąskami. Można na nich znaleźć większość typowej kuchni angielskiej oraz nieco egzotycznych potraw. Nieopodal tychże rozstawione są stoliki wyścielone pięknym białym obrusem. Do każdego stolika dosadzone są 4 krzesła wykonane z dębu. Środek jest natomiast wolny, gdyż jest jednocześnie parkietem o średnicy na tyle dużej by goście mogli spokojnie tańczyć i nie wpadać na kogoś co chwila. Z sali odchodzą dwa korytarze. Jeden prowadzi do toalet, a drugi na górę gdzie znajduje się reszta obserwatorium. Po całej sali krzątają się kelnerzy z szampanem. Warto napomknąć, że znajduje się tutaj jeszcze jedno pomieszczenie. Wysoko nieco niżej od żyrandoli, nad wejściem znajduje się mównica, na którą wchodzi się od strony górnej części obserwatorium. Jest to pewnego rodzaju loża VIP o wymiarach 3x4 m. Oczywiście jest tam też balustrada, by nikt nie wypadł, a całość jest wsparta kolumnami. Całość sali bankietowej jest wystrojona w stylu z XXI wieku. Praktycznie wszystko jest tutaj z kamienia, oprócz mebli, które są drewniane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 11:11 am

Po przeczytaniu ulotki, którą dostała w mieście od członków niejakiej grupy "Star Labs", zjawiła się w Niemczech. Akurat była mowa o zaćmieniu słońca, to mogło być świetne przeżycie. Nigdy wcześniej nie była świadkiem takich anomalii astronomicznych. Miała tylko nadzieję, że nie będzie to jakiś głupi żart. Treść ulotki brzmiała przekonująca, kto by się nie skusił? Poza tym, biorąc pod uwagę fakt, że Leonie przydadzą się wakacje, była to doskonała okazja na urlopik. 
Nigdy wcześniej nie była w Berlinie, mimo, że już nieraz miała zamiar odwiedzić ten hitlerowski kraj. Z jednej strony cieszyła się, że w końcu znalazła się okazja, by ten plan zrealizować. Z drugiej zaś... Obawiała się rozczarowania. Gorzej jeśli później będzie miała wyrzuty, że niepotrzebnie jechała.
Dziewczyna skierowała się pod podany adres i trafiła na salę bankietową. Jak to wszystko pięknie wyglądało! Czuła się jak w Angielskich pałac, w którym przeprowadzane były różne bale i imprezy. Rozejrzała się uważnie, badając każdy szczegół tego miejsca. Jak na razie, początek był w sam raz. Była wręcz zachwycona w chwili obecnej. Nadal jednak była ciekawa, czy nie jest to w jakiś sposób ukartowane, cóż, zobaczymy.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 11:58 am

Zaćmienie słońca. Co prawda ulotki mówiły o wyjeździe do Niemiec, ale nie przeszkadzało jej to. Musiała tylko powiedzieć, że chce i pojechać. Oczywiście nie przyjmowała odmowy. Zaćmienie słońca nie jest czymś super częstym, poza tym czuła silną wewnętrzną potrzebę aby je zobaczyć. Nie rozumiała jednak dlaczego. W każdym razie spakowała się i pojechała z Wujaszkiem i Macem do Niemiec. Tym razem miśki została w domu. Wiedziała, że nie może ryzykować zgubienia ich. Jej zakładnicy(czyt. misie) byli dla niej zbyt ważni.
Będąc już w Niemczech zostawiła wcześniej bagaże w pokoju i poszła zwiedzać. W pewnym momencie czymś zaciekawiona oddaliła się od reszty. Przechodząc dość ciemnymi uliczkami doszła do miejsca gdzie chyba wszystko miało się odbywać. Wystrój z zewnątrz ją jakoś nie uraczył, ale nie należy oceniać książki po okładce. Wkroczyła więc do środka i po długim spacerze pojawiła się na sali bankietowej. Nie było tak wielu osób. Widać jeszcze wczesna pora, albo trafiła w złe miejsce, albo ludzie nie są zainteresowani tego typu rzeczami. Chociaż w to ostatnie nie wierzyła. W śród tych kilku osób wypatrzyła kiedyś już widzianą twarz. Była to znajoma wujka. Zaciekawiło ją co tutaj robi. Podeszła do niej powoli i z gracją.
- Pani Eleonora? - spytała, aby potwierdzić swoje przypuszczenia. Miała nadzieję, że dobrze zapamiętała to raz usłyszane imię. Poza tym miała nadzieję, że zaraz zjawi się tutaj wujek.- Zaciekawiło panią zaćmienie słońca?
Czuła, że raczej nie mają zbytnio o czym porozmawiać. Chociaż to nigdy nie wiadomo do końca. Zwłaszcza, że fajnie byłoby się dowiedzieć czegoś o znajomej wujka. Może przy okazji dowie się co naprawdę robi jako mag, kiedy go nie ma w domu... Ale takie informacje to raczej trudno wyciągnąć od nieznajomych. Szybciej się dowie jak spyta go osobiście...
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 12:21 pm

Astronomia była rzeczą samą w sobie bardzo interesującą, oraz ciekawą. Nie każdy lubi patrzeć w gwiazdy i zastanawiać się co to za zbiór, oraz konstelacja gwiazd. Niektórzy twierdzili, że wszystko wygląda tak samo, Fakt faktem pasjonatką to ona nie była, lecz chętnie odkryłaby wszystkie zagadki kosmosu. Dziewczyna w czarnej sukience przechadzała się powoli po sali bankietowej. Fakt, było tu mało osób, lecz jest jeszcze wczesna godzina. Zapewne za chwilę wszyscy będą się zbierać i przychodzić. Walizki również zostawiła w pokoju, na szczęście wzięła swoją torebkę z którą się prawie nigdy nie rozstaje. 
Wiedziała, że do sali wszedł ktoś jeszcze, lecz nie zwróciła na początku uwagi na tę drobną dziewczynkę w sukience. Chwilę później, słysząc swoje imię, odwróciła się do dziewczynki, która do niej podeszła. Uśmiechnęła się do niej miło.
- Ach, to Ty! Miło mi Cię tu widzieć, mów mi po prostu Eleonore. Nie lubię słowa "Pani",czuję się wtedy staro. A Tobie jak na imię? Bo nie wiem jak się zwracać.
Dziewczyna nie musiała długo się zastanawiać nad odpowiedzią, w końcu po co miałaby kręcić? Interesowało ją to i już! Poza tym musiała się też dowiedzieć, jak owa dziewczynka miała na imię. Przecież nie będzie się do niej zwracać tak... nijako.
- Owszem, i to bardzo. Nigdy nie widziałam zaćmienia słońca, to jest takie ekscytujące! Poza tym, nie będę ukrywać, że w Niemczech nigdy wcześniej nie byłam. Akurat złożyło się na tyle dobrze, że akurat tutaj było najbliżej, bez wahania się spakowałam i przyjechałam. A co z Tobą? Wątpię byś przyjechała sama, również Cię to interesuje?
Zapewne przyjechała z rodzicami, albo z jakimś wujkiem. A może z bratem? Cóż, była ciekawa.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 12:43 pm

Nie powinna się tak chwalić, ale Dahlia co wieczór ślęczała i patrzyła w niebo. Oczywiście wiedziała gdzie się znajduje i tak powstała każda z konstelacji na niebie. Zainteresowanie astronomią wynikało w sumie trochę z jej nocnego trybu życia. Śpiąc całe dnie i mogąc wychodzić tylko w nocy, przyzwyczaiła się do nocnego nieba i było jej o wiele bliższe od słońca.
- Dobrze, Eleonoro. Chociaż czuje, że teraz nie pokazuje ci wyraźnego szacunku dla osoby starszej. - powiedziała do niej teatralnie wzdychając, po czym dalej uśmiechnięta kontynuowała - Nazywam się Dahlia Terlinson. Proszę się zwracać do mnie po imieniu.
Cóż, nikt nie lubi być obrażany i nikt nie lubi jak ktoś zmienia jego imię lub je przekręca. Tutaj nie było wyjątku, chociaż było to szczęście, że "Dahlia" się odmieniało. Tak przynajmniej się samej dziewczynie wydawało. A żyła z tym imieniem całe swoje życie. Nawet jeśli to było tylko marne trzynaście lat. Zresztą, tylko trzynaście lat, ale i tak czuła, że o wiele za dużo się u niej wydarzyło. Mimo tego, że tylko siedziała w domu i wiedziała co się dzieje na około niej w nocy.
Zaśmiała się lekko słysząc o ekscytacji tym zjawiskiem. Ona sama była bardzo podekscytowana. W końcu w jej nikłym na razie życiu, było to coś co zobaczy po raz pierwszy. Miała nadzieję, że będzie to coś niezapomnianego.
- Ze względu na mój tryb życie bardzo się interesuje Astronomią i wszystkim z tym związanym. Poprosiłam więc wujka i Mace'a aby przyjechać tutaj i podziwiać ten widok. Nigdy nie wiadomo kiedy znowu zobaczę coś takiego. - odpowiedziała grzecznie zachowując wszystkie możliwe zwroty grzecznościowe. Nie mogła sobie pozwolić na jakieś nie taktowne zachowanie. I nie dlatego, że miała jakiś nakaz od kogoś. Sama z siebie czuła, że musi.
- Trochę głupio się przyznać, lecz przez przypadek odłączyłam się od nich i jakimiś bocznymi uliczkami tutaj trafiłam - przymknęła lekko oczy mówiąc to. Miała w końcu nadzieję, że zaraz tu trafią. Mogła rozmawiać dalej z Eleonorą, lecz o wiele bezpieczniej się czuła mając przy osobie jednego z tej dwójki. Zwłaszcza, że czuła się teraz bardzo bezbronna. Chociaż pewnie było wiele osób, które są w gorszej od niej sytuacji...
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 1:09 pm

Zapewne gdyby Eleonore prowadziła typowo nocny tryb życia, również nocami patrzyłaby w niebo. Lubiła wieczorem wychodzić na spacery, ale tylko wiosną i latem, gdy było ciepło, a niebo mieniło się tysiącami błyszczących gwiazd. Albo raczej... Milionami gwiazd. Jednakże, nie mogła przesiedzieć całej nocy, patrząc w niebo, przecież rano wstawała. To byłoby dopiero straszne, jakby się nie wyspała. Niewyspana Eleonore to klęska żywiołowa i wyładowanie elektryczne. 
Dahlia, więc to tak miała na imię ta mała! No i nosiła nazwisko Mangara. Teraz była pewna, że albo jest jej bratem, albo wujkiem. No miała rację, jak się później okazało. Mangar był wujkiem tej dziewczynki. Już wiedziała, czemu w kawiarni z nią przyszedł. Co prawda był z nimi jeszcze jeden facet, którego nawet nie znała. Problem polegał na tym, że śmierdział papierosami. Tak jak Wilczek, który siedział na przeciw niej. A fu.
- Jak dla mnie jesteś dobrze wychowana i pokazujesz ten szacunek. Nie przejmuj się tym. A więc, Dahlia. Ładnie. Mangar to Twój wujek, tak?
Zapytała, po czym przestąpiła z nogi na nogę. Nie chciało jej się stać, było tutaj pełno krzesełek, może po prostu gdzieś usiądą? Więc niebiesko-włosa interesowała się astronomią, trzeba przyznać, że jak na trzynastolatkę miała ciekawe zainteresowania i wydawała się dość poważna. Co prawda to tylko przypuszczenia, mogła się mylić.
- Mhm, rozumiem. Dla fanki astronomii to musi być bardzo ekscytujące przeżycie. Zaćmienie zdarza się raz na 1600 lat, aż nie mogę się doczekać. Cóż, wujek Cię bardzo kocha skoro zgadza się na takie wycieczki. To urocze.
Odparła z uśmiechem. W sumie była ciekawa jakim cudem Dahlia się zgubiła, czyżby się po prostu nie pilnowała, czy może zagapiła i zbłądziła z drogi?
- Jestem pewna, że tu przyjdą. Coś mi się wydaje, że nie zajmie im to wiele czasu. Może usiądziemy, co ty na to?
Zaproponowała, wskazując głową krzesła stojące nieopodal. Akurat mogła być pewna, że z Leoną nic jej się nie stanie. Przecież była siostrzenicą Mangara, co prawda Leona była jej zupełnie obca, no ale jej opiekuni powinni niedługo przyjść.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 2:38 pm

Faktycznie była jeszcze wczesna pora, goście jeszcze się nie schodzili. Było do tego jeszcze sporo czasu, więc jedynymi osobami były zaproszone wiedźmy i ewentualnie reszta grupki, która mogła się tutaj przybłąkać. No i oczywiście technicy, którzy uwijali się z nagłośnieniem i wymianą niektórych elementów oświetlenia. Mieli takie dosyć egzotyczne rysy twarzy, jakby byli ze Wschodniej Europy. No cóż technik jak technik, faktycznie znali się na swojej robocie i po kilku testach nagłośnienia wszystko było ok. Z głośników zaczęła lecieć spokojna muzyka, jakiś kawałek grany na harfie. Takie typowe OST znane nam z wind, chociaż mniej irytujące. Mężczyźni byli ubrani jak typowi techniczni, czyli szare uniformy, czarne buty i kaski na głowach. Mieli też rękawiczki i skrzynki z narzędziami, a jeden miał nawet drabinę, by wymieniać żarówki w żyrandolach. Kilku technicznych majstrowało coś jeszcze na mównicy, zapewne dostrajając mikrofony. Oczywiście również je potem testowali. Kiedy skończyli zwyczajnie zaczęli sprzątać po sobie i zwijać się. W międzyczasie do kobiet podszedł młody mężczyzna we fraku. Na oko kelner lat 25, ogolony na łyso. Miał okulary przeciwsłoneczne i miłym głosem się zapytał - Czy życzą sobie Panie coś? Do oficjalnego rozpoczęcia bankietu jeszcze troszkę czasu, więc może jakiś drink albo coś do zjedzenia? - zaproponował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 5:11 pm

Mangar naturalnie zauważył zniknięcie niebieskowłosej siostrzenicy, więc się rozdzielił z Mace by poszukać dziewczyny po drodze do celu. Cóż idąc dwoma szlakami mieli większe szanse na jej znalezienie, czarodziej jednak obstawiał, iż ta już siedziała w obserwatorium. No jakby nie patrzeć była tak rozentuzjazmowana, że pewne przebiegała całą drogę, a przynajmniej tak się wydawało czerwonookiemu. Podczas przechadzki w stronę celu spotkał Flokiego, z którym się umówił jeszcze przed wyjazdem. No niby większość już obgadali, lecz Goti nagle zdecydował że też przyjedzie. Cóż białowłosy jeszcze nie do końca rozumiał tego faceta no ale mówi się trudno. Tak, czy siak skoro już byli razem postanowił spytać towarzysza o zdanie w paru kwestiach.
- Jak sądzisz Heksagram wypali? W sumie jeszcze sporo jest do roboty. - Spytał mafioza spokojnym, acz uprzejmym tonem z lekkim uśmiechem. - Tak, pozatym jak radzisz sobie na imprezach. - Dodał po chwili zerkając po sali balowej.
Jego zainteresowanie wzbudziło też udźwiękowienie, no cóż może to był odchyl spowodowany zawodem. Tak, czy siak ciekawiło go czy porządnie je zrobiono.Następnie rozejrzał się za znajomymi mordkami, a zwłaszcza taką jedno. Jednakże znalazł dwie w tym taką której zupełnie się nie spodziewał. Tak więc wysłuchując ewentualnych odpowiedzi towarzysza skierował się w stronę Dahlii i Eleonore.
- Witam, miło cię tutaj spotkać. - Odparł łagodnie do znajomej skłaniając się przy tym elegancko. - A, więc tutaj byłaś. Doprawdy mogłaś trochę poczekać. - Odparł nieco luźniej do krewnej.
Naturalnie wziął nieco lepszy garnitur niż zwyczajowy.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 5:40 pm

Po niedługim czasie, stukając lśniącymi pantoflami do sali wszedł tajemniczy gość. Trochę przydługie czarne włosy spięte były zapobiegawczo tasiemką w tym samym kolorze. Rozpięta marynarka, koszula wychodząca ze spodni i luźny, stanowczo za długi krawat lekko zwisały z niego jakby nigdy nie miały na niego pasować, a zostały zerwane z zupełnie innej osoby. Na szczęście apaszka i kilka dodatków ratowało sytuację - dzięki nim to nie był niechlujny ubiór, a artystyczna wizja stroju wyjściowego. Za modą nie nadążysz.
W tym właśnie stroju, niosąc w jednej dłoni swoją walizkę, do sali wkroczył Akashi. Ulotka mówiła coś o jakimś balu, a on nudził się samotnie w hotelowym pokoju. Przyjechał do Berlina tylko w interesach, potrzebował spotkać się z jednym ze swoich dostawców ale ten dowiedział się o tym i wziął nogi za pas do Włoch. Bidny krawiec został więc na lodzie w nieprzyjaznym niemieckim otoczeniu. Przyjęcie potraktował więc jak dobrą alternatywę.
Co do wystroju nie miał zdania. Był krawcem, nie architektem wnętrz więc nie wkraczał na te kompetencje. Powoli przechodząc po sali w końcu odsunął jedno krzesło i usiadł na nim ściągając z tacy kelnera kieliszek szampana. Położył walizkę pod stołem i prostując nogi zaczął powoli sączyć trunek. Przy okazji zerkał ukradkiem na dwie wytwornie ubrane kobiety - jego zdaniem szału nie ma ale wiochą też nie zalatuje. Sam uszyłby coś lepszego ale trudno, ich pech. Starał się na oko zdjąć miarę jednak krótkie spojrzenia i kołyszące się na boki kobiety nie pomagały mu w tym. JAk pech to pech.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 7:02 pm

Floki podążając za swoim nowym szefem jak zwykle z papierosem w ustach przeprowadzał z nim dyskusję o nowej organizacji Heksagram gdzie miał ogromne doświadczenie jeżeli chodzi o rożne stowarzyszenia itp. Mężczyzna spoglądając na twarz Mangara widział w nim Henrego lecz trochę w innym wydaniu. - Szefie ta organizacja jest jakaś podejrzana moim zdaniem i chyba szef chciał powiedzieć, że roboty jest od zajebania. Nawet nie wiem do końca w jakim celu tu jesteśmy szefie. I gdy kończył swoją odpowiedz weszli razem do sali bankietowej gdzie wszystko pięknie błyszczało i przechadzały się piękne kobiety z bogatymi wpływowi ludźmi których niektórych znał bardzo dobrze. Bywali tacy którzy podchodzili do Flokiego i składali kondolencje z powodu śmierci jego szefa gdzie po chwili dostawali prawię zawału kiedy widzieli jego brata bliźniaka Mangara ale Floki wszystko naprostował tak by nikt nie mieszał swojego nowego szefa w niepoostrzenie interesy. Gdy się kawałek przeszli i gdy byli sami Mangar zapytał Flokiego jak sobie radzi z takimi imprezami a mężczyzna na to odpowiedział wyciągając papieros z swoich ust. - Szefie nie przyszliśmy tu tańczyć pamiętaj. Jak zwykle gdy to mówił na jego twarzy pojawiła się kamienna niewzruszona twarz gdzie był z tego doskonale znany kto go poznał. Po chwili podszedł do niego kelner z informacją, że tu się nie pali papierosów zaraz Floki odchylił swoją marynarkę pokazując swojego Jackala dając mu sugestię żeby lepiej spieprzał mu z oczu co kelner oczywiście uczynił. Gdy oboje podeszli do znajomych Mangara mężczyzna stał krok dalej od swojego szefa po czym się ukłonił zdejmując swój kapelusz mówiąc. - Dobry wieczór Po czym się wyprostował i dalej z kamienną twarzą trzymał w ustach swojego papierosa.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 7:52 pm

Dahlię naprawdę ucieszyły słowa Eleonory. Znaczy dla małej tyle, że nie będzie sprawiała kłopotów wujkowi w razie czego. Słuchała uważnie tego co mówiła kobieta. Wydawała się znać na tym co mówi. Ale czego innego spodziewać się po osobie, która już swoje przeżyła?
- Masz zupełną rację. Zwłaszcza, że tak rzadko się to zdarza. Pewnie nie dożyję następnej takiej chwili... - jakby nie patrzeć Dahlia miała dość realistyczne spojrzenie na swój wiek i swoją przyszłość. Jedna lub druga cięższa choroba i może się pożegnać ze światem. W sumie dlatego była trzymana pod kloszem z jedynymi hobby astronomią i oglądaniem seriali z udziałem sąsiadów. Dzięki temu zapewniała sobie jakaś rozrywkę. Poza tym każdy z jej zakładników był chorobą, którą pomyślnie przeszła. Im większa i cięższa tym większy i cięższy miś się jej należał. Do tej pory uzbierało się ich naprawdę trochę. Zresztą, nie dostanie 13 misiów za każdą odmianę przeziębienia, bo ta atakuje co roku...
Na następne słowa tylko uśmiechnęła się weselej i kiwnęła głową. Miała nadzieję, że naprawdę za chwilę ich zobaczy. W końcu wujek i Mace byli ważni. Gdy tak o tym pomyślała, zobaczyła, że podszedł do nich kelner. W ogóle go nie wyczuła, co ją przestraszyło. Pojawił się jakby znikąd, a to nie do pomyślenia! Postanowiła się tym jednak nie przejmować. Był to w końcu zwykły facet. Rozejrzała się wiec po sali, aby nie było że kogoś jeszcze nie zauważyła. Oczywiście była jeszcze jedna osoba, której nie zauważyła. Wujaszek! Ale zamiast Mace miał koło siebie tego fuj-śmierdzący-pan-od-fajek. Postanowiła nie zwracać na niego uwagi i podeszła ochoczo do czarodzieja z wielkim bananem na twarzy.
- Tak, przy jednej z alejek zauważyłam kotka, poszłam za nim i jakimś cudem trafiłam tutaj gdzie spotkałam Eleonorę. - Powiedziała energicznie. Zupełnie nie tak, jak dziewczynka, która chwilę temu rozmawiała z wiedźmą. - Która godzina? Za ile się wszystko zacznie? Gdzie Mace?
Zalała go lawiną pytań i stanęła prosto krok od niego czekając na odpowiedzi. Oczywiście wszystkie miały być pozytywne i mówić, że tak, już się wszystko zaczyna, tak jest już wyznaczona pora i tak, Mace jest gdzieś tutaj. Przy okazji spojrzała podejrzliwie na faceta, który przyszedł z wujkiem.
- A on to kim jest? Jak ma na imię? - spytała wujka i po chwili poczuła znowu ten zapach. Tym razem, będąc tak blisko niego wiedziała. To już nie był efekt dymu tytoniowego. Tu chodziło o coś innego. Ten zapach był bardzo nie przyjemny. Dahlia aż miała ochotę kichać, bo podrażniał jej drogi oddechowe. Odsunęła się kilka kroków od wujka do Eleonory i spytała wysokiego, dziwnie wyglądającego faceta.
- Czym ty jesteś? Bo człowiekiem na pewno nie... - spytała i bardzo chętnie schowałaby twarz w maskę gazową, ale to byłoby niegrzeczne i nie taktowne. A coś czuła, że będzie go o wiele częściej widywać niż Eleonorę...
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 9:03 pm

Akashi w milczeniu przyglądał się rosnącemu tłumikowi gości. Pięknie, widać wszyscy oprócz niego się znają i robią za wielką szczęśliwą rodzinkę. Pięknie, kurwa, pięknie. Chłopak dopił do końca swój szampan i odstawił kieliszek na stół. Postanowił znaleźć sobie jakieś zajęcie. Obserwował grupkę analizując ich rozmowę i powoli wyrabiał sobie pierwsze wrażenie.
Uwagę przykuł u niego koszmarnie ubrany pan z papierosem, któremu najwyraźniej wydawało się, że jest jakimś Donem Corleone. Prowokacja papieroskiem i straszenie giwerą było dla niego równie ciekawe co małpa udająca dystyngowanego dżentelmena. Akashi nie mógł powstrzymać się od cichego śmiechu pod nosem. Zakrył usta dłonią i pozwolił by radość z niego wyszła.
Kiedy już się opanował wrócił do reszty gości. Cóóóż... miał tu jeszcze dziwnego pana i dwie damy w nie najgorszych strojach. Pan też nie był źle ubrany, widać tylko mafiozo przypominał bardziej kelnera niż gościa. Są ludzie i ludziki. Bywa. Ale żeby od razu wpuszczać ich na salony? Pewnie wszedł tu w ten sam sposób co odstraszył kelnera - pokazując spluwę i wymuszając wejście. Kto wie...
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Mar 15, 2015 9:59 pm

//Ok moi drodzy. Oficjalnie zaczynamy. Od teraz obowiązuje zasada, która została umieszczona w regulaminie eventu. Wrzucacie po 1 swoim poście i czekacie na post MG. Przypominam, że na odpis każdy z was ma 72h od odpisu osoby poprzedniej. Kolejka nie jest istotna, ale jak chcecie możecie się trzymać tej jaka powstanie teraz.
Powoli sala bankietowa zaczęła się zapełniać ludźmi w strojach wieczorowych. Kobiety, mężczyźni oraz czasami nawet dzieci powoli zajmowały stoliki. Najwyraźniej ludzie byli już po zwiedzaniu miasta oraz spoglądaniu przez teleskop, zresztą po to tu przyszli. Zbliżała się godzina 20:30, czyli jakieś półtorej godziny do faktycznego zaćmienia. Przez moment wiedźmy oraz czarodziej mogli odczuć jakieś drgania magiczne dochodzące od strony miasta, jednak jak szybko się pojawiły tak szybko zniknęły. Potwory natomiast mogły poczuć nieco inne uczucie. Tak jakby miała nadejść burza czy coś w ten deseń, odczucie jakby miało stać się coś wyniosłego jednak zniknęło tak szybko jak się pojawiło. Goście tylko nerwowo się obejrzeli, ale zaraz zwyczajnie stwierdzili, że tylko im się coś przesłyszało i wrócili do swoich zajęć. Pałaszowali jedzenie ze stołu szwedzkiego, a niektórzy nawet zaczęli prowadzić konwersacje przy stołach. Po kilku chwilach po schodach zaczęli przemieszczać się muzycy z instrumentami w futerałach. Skrzypkowie, wiolonczeliści, dyrygent oraz jeden gitarzysta, słowem 12 starszych panów powędrowało w róg sali i zaczęli się rozkładać. Instrumenty mieli już dawno nastrojone, kwestia tylko przyjąć wygodną pozycję i grać. Dostali nawet krzesła, które podstawili im kelnerzy, a po chwili uszy wszystkich zebranych uraczyła klasyczna muzyka w wykonaniu mistrzów. Niektórzy ludzie nawet zaczęli pośrodku tańczyć do tego, jednak zdecydowana większość postanowiła skorzystać z miejsc siedzących przy stolikach i jedzenia, które kelnerzy im podawali. Oczywiście od czasu do czasu i naszych bohaterów zaszczycał kelner, o ile został wezwany. Panowie uwijali się dosyć szybko, gdyż sala niebawem miała być zapełniona. Wyglądało, że tak na oko może pomieścić z 200 osób jak nie więcej. W loży VIP natomiast zasiadły snoby oraz inwestorzy, oczywiście wszyscy byli otoczeni swoją ochroną w garniakach, okularach i ze słuchawkami w uszach. Impreza trwała w najlepsze, a rozmach z jakim Star Labs wszystko to wyprawiło był niemały. W pewnym momencie do mównicy podszedł na oko 60 letni człowiek. Ci, którzy uważnie przyglądali się portretom w holu mogli go skojarzyć jako właściciela tej placówki, a raczej osoby w postaci dyrektora. Miał siwe krótkie włosy i ubrany był w biały garnitur, czarną koszulę i biały krawat w czarne paski. Zapewne budzi to skojarzenia z pewnym egzotycznym zwierzęciem, czyli zebrą ale mężczyzna miał nad wyraz życzliwy wyraz twarzy. Nosił także okulary, gdyż wzrok na starość mu się pogarszał. Wziął kieliszek do ręki i zastukał w niego delikatnie, a głośniki poleciał ten dźwięk. Orkiestra na moment ucichła, a ludzie zwrócili się w kierunku mównicy.
- Guten tag moi mili. Nigdy nie byłem dobry w przemowach - zaśmiał się cicho i jakby warzył słowa - ale postaram się coś skonstruować na poczekaniu, by było odpowiednie do tejże podniosłej chwili jaką jest zaćmienie. W końcu nie każdego dnia mamy okazję obserwować zjawisko następujące raz na 1600 lat, kiedy to gwiazdy układają się w dosyć specyficzne konstelacje oraz nasze kochane słońce jest zakrywane przez księżyc - nieco się skrzywił bo sam jakoś nigdy nie lubił wyglądu księżyca. Te krzywe zęby oraz ten wieczny currosaint zwyczajnie mu się nie podobały - W każdym razie to wielka chwila, o której będziemy mogli opowiadać swoim dzieciom oraz wnukom. Będziemy mieć także zdjęcia by móc sobie powspominać ten wspaniały dzień, a wszystko to dzięki Star Labs, które znalazło wzmianki o tym zjawisku oraz wykonało stosowne obliczenia. Do zaćmienia - spojrzał na zegarek - zostało plus minus 45 minut. Jako dyrektor tego obserwatorium chciałbym wam życzyć niezapomnianych wrażeń oraz miłej zabawy. Również gorąco zapraszam do obejrzenia nocnego nieba przez nasz nowy teleskop znajdujący się piętro wyżej - wzniósł toast, nawet znaleźli się ludzie powielający ten gest, jednak po chwili wrócili do zabawy. Muzyka na nowo zaczęła grać. W tym czasie dyrektor wrócił do konwersacji z gronem snobów. Na moment musiał wyjść, zapewne za potrzebą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Wto Mar 17, 2015 6:50 pm

No proszę, cóż za niespodzianka! Stała sobie i rozmawiała z Dahlią o jej wujku i nie tylko, a on dosłownie chwilę później zaszczycił ich swoją obecnością. Słysząc słowa dziewczyny uśmiechnęła się do niej, słysząc jej słowa.
- Uważam, ze Tobie to nie grozi i dożyjesz do następnego zaćmienia.
Powiedziała z uśmiechem, po czym spojrzała na Mangara, który przybył wraz ze swoim wielkim towarzyszem. Ten facet był naprawdę dziwny! Eleonore miała co do niego dziwne przeczucia, aczkolwiek mogła się po prostu mylić. Gdzieś tam w rogu stał również inny chłopak, zapewne nie był to ani człowiek, ani czarodziej. Tak jak towarzysz Mangara. Posłała białowłosemu szeroki uśmiech, miała go wyprzytulać za ten kluczyk, lecz teraz tego robić nie będzie. Może później, jak znajdzie się chwila.
- Witaj, Mangarze. Również miło Cię tu zobaczyć. 
A co do jego znajomych... Byli zupełnie inni... Co tym bardziej niepokoiło wiedźmę, lecz nie będzie wyciągać pochopnych wniosków. 
- Dobry wieczór.
Odparła również mężczyźnie, który zdjął kapelusz z głowy i również delikatnie się pokłoniła, tak jak za dawnych czasów robiły to księżniczki. Co jej szkodzi? Obecnie byli na bankiecie, mogła być królewną, czemu nie. Chwilę później odczuła te dziwne drgania magiczne, czyżby coś się zbliżało? Niestety, chwilę później znikły.
Pojawiło się już o wiele więcej osób, niż było wcześniej, a delikatna muzyka klasyczna, wręcz bębniła jej w uszach. Niektórzy tańczyli walce, poruszali się w rytm muzyki a jeszcze inni siedzieli przy stołach i jedli. W końcu zauważyła jakiegoś starszego pana, który rozpoczął wieczór i wzniósł toast, ogłaszając przemowę. Oczywiście, ludzie zaczęli klaskać, więc ona też zaklaskała.
- Cóż, ciekawe jak będzie dalej.
Powiedziała do towarzyszy z delikatnym uśmiechem. Trzeba było jej przyznać, że różnego typu bankiety i inne imprezy bardzo lubiła. Lecz nie takie huczne, jak dyskoteka. Wolała raczej te spokojne przyjęcia.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Sro Mar 18, 2015 12:06 pm

Wtedy gdy nim panowie dotarli do pań białowłosy uśmiechnął się na słowa towarzysza. Ta, ten zdecydowanie był zupełnie innym typem osoby niż Mangar. Zapewne więcej działał, niż dumał nad drobnymi krokami i posunięciami. Jednakże nie należało go też nie doceniać, gdyż zapewne dostałoby się kulkę w łeb. Cóż może to było igranie z ogniem, lecz i takie osoby były potrzebne w Heksagramie.
- Cóż, podejrzana, może masz rację, lecz w sumie dlatego chcę ją zapełnić swoimi ludźmi, by kiedyś przejąć. - Odparł zamyślonym tonem. - Jeśli o te drugie chodzi, ta są dwa powody. Pierwszy potrzebujemy pleców i wpływów, więc trzeba znaleźć vipa, którego można by przekonać, zastraszyć, czy przekupić. Cóż sądzę, że wbrew pozorom, to jest dość bliskie twojej poprzedniej pracy, a taki bankiet, to całkiem niezłe miejsce. Po drugie, dodatkowo spełniam prośbę mojej drogiej siostrzenicy, a z rodziną lepiej żyć w zgodzie. - Dodał po chwili kończąc nieco żartobliwie.
Kwestię roboty pominął, jakby nie patrzeć każdy to nieco inaczej spostrzegał. W kwestii swego brata pozwolił Flokiemu wyjaśnić sprawę, cóż lepiej bu część ludzi z powodu nieporozumienia nie padła na zawał.
- Tak, tak, wiem. Jednakże lepiej byśmy zbytnio nie odstawali od reszty gości. - Odrzekł spokojnym, acz uprzejmym tonem.
Wróćmy jednak już do chwili, gdy spotkał się z dziewczynami. Przy przywitaniu na uśmiech Eleonore naturalnie odpowiedział jej tym samym. Z zaciekawieniem również przyjrzał się jej manierom, które prezentowały się całkiem nieźle. Po chwili jednak zajął się wysłuchiwaniem wymówek i pytań, którymi raczyła zalać go Dahlia.
- Ech, dobrze, że chociaż zaciągnął cię w tą stronę. Gdybyś trafiła gdzie indziej martwilibyśmy się i byłyby straszne problemy. - Odparł poważnie. - Która chyba 20:30, wiec jeszcze półtorej... godziny. Mace poszedł drugą trasą, cóż musieliśmy sprawdzić kilka dróg jak zniknęłaś, więc się spóźni. - Dodał przerywając na chwilę przy odczuciu dziwnych zachwiań magicznych.
Rozejrzał się szybko, lecz te niestety natychmiast znikły. Słysząc pytanie błękitnowłosej na temat potwornego kolegi czerwonooki zamyślił się chwilę.
- To Floki Gotti, przyjaciel wujka Henrego, mojego brata. Będzie mnie wspierał i doradzał w drugiej robocie. - Odrzekł spokojnym i uprzejmym tonem chcąc jak najbardziej uogólnić i uprościć kwestię prezentacji znajomego.
Miał nadzieję też że ten to zrozumie i nie powie czegoś niepotrzebnego. Odniósł też wrażenie, że ktoś ich obserwuje, ale rozglądając się jakoś nie mógł wyłapać nikogo konkretnego. Gdy w końcu pojawił się gospodarz grzecznie, choć z przymrużeniem wysłuchał jego przemowy. Cóż zdaniem czarodziej jak na osobę nie potrafiącą przemawiać ten dość dużo lał wody, no ale było znośnie. Następnie przy toaście również wypił szampana.
- Skoro kreują przyjęcie tak wzniośle,to chyba nas nie zawiodą. - Odparł z lekka żartobliwie.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Czw Mar 19, 2015 6:39 am

Floki slyszac odpowiedzi i argumenty Mangara postanowili więcej nie wątpić w słowa jak i w ukryte jego plany swojego szefa, który z pewnoscia wiedzial więcej niż on sam. Gdy Floki rozpoznał Panieneke Dahlie mezczyzna wyciągnął z swoich ust papierosa po czym za gasil go w swojej dłoni koncentrując tym samym swój śluz w dłoni tak by niedopałek nie zranił jego dłoni. Jedna z najprostszych sztuczek Flokiego w zanadrzu ktora nie sprawiała największego problemu. Gdy mezczyzna zgasil swojego papierosa postanowił okazać  należyty szacunek dla obecnych przy nich kobiet i ponownie sie ukłonił w należyty sposób Jak przystalo na prawdziwego dżentelmena i osobistego doradcę swojego szefa mówiąc starajac ukazać skruchę co dla mężczyzny było nie lada wyzwaniem. - Miło mi Panie poznać i przepraszam za moje nie stosowne zachowanie i braku odpowiedniego taktu przy takich damach jak Wy. Po tych słowach Floki sie wyprostował i poprawił swój czerwony krawat wyczuwając tym samym wzrok innej osoby na jego osobie co dla mężczyzny nie robiło żadnego większego wrażenia aż nagle główny organizator całej imprezy, który  pojawił sie na scenie znosząc toast za dzisiejsze wielkie wydarzenie. Floki otrzymując od kelnera kieliszek szampan z jego tacy, trzymał jedynie w swojej dłoni nie próbując jego smaku.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Wto Mar 24, 2015 9:25 pm

Po kilku minutach Dahlii zaczęło się tutaj definitywnie nudzić i jeszcze nigdzie nie widziała Mace na horyzoncie. Miała co do tego złe przeczucia. W końcu nie zostawiłby jej na długo od tak. Zwłaszcza, że miała dziwne wrażenie, że chyba nie wróci. Czyżby się nią znudził? Nigdy nie wiadomo. Miała tylko nadzieję, że jednak go kiedyś jeszcze zobaczy. Koty to jednak faktycznie są strasznie kapryśne...
Pokiwała tylko na słowa Eleonory. Nie zamierzała przecież rozczulać się nad sobą ani nad swoim stanem zdrowia. To nie było coś na co miała teraz ochotę. Zresztą, nigdy nie miała na coś takiego ochoty. Nie uważała się za obiekt nad którym trzeba trzymać klosz. No może trochę trzeba, ale to tylko trochę! Dahlia jak najbardziej lubiła wychodzić z domu i buszować po okolicy. Oczywiście jeśli nie był to dzień...
Niesamowicie się ucieszyła gdy Wujaszek odpowiedział na jej pytania co do jednego. Widząc po odpowiedziach jednak nie miała najmniejszej ochoty pytać dalej. "Sprawy dorosłych" czy coś. Tak to wyglądało przynajmniej. W każdym razie nadal nie mogła polubić tego faceta. To już ni chodziło o papierosa, które zgasił sobie w dłoni. Tu chodziło o coś innego. Nawet jeśli jest tu przez zmarłego wujaszka nr.2 to nie potrafiła mu zaufać. Wyglądać, nie wyglądał podejrzanie czy źle. Przecież bycie z mafii to nic strasznego. Dahlię najbardziej irytował zapach tego mężczyzny... Był jakiś taki dziwny. A teraz pewnie pomieszany z zapachem papierosów już w ogóle się zepsuł.
- Floki, zacząłeś się psuć? Bo Pachniesz jakbyś coś rozkładał... - powiedziała do niego trochę nawet bezwiednie. Słowa wręcz wyszły z jej ust. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę jak bardzo nie uprzejme to mogło być, ale już miała na to wylane. Co jej tam. Jeśli faktycznie będzie się kręcił z wujaszkiem to nie musi być jakoś miła. I tak prędzej czy później przyjdzie ją obudzić...
Była grzeczną dziewczynką więc widząc starszego mężczyznę na podium przestała się rozglądać i wysłuchała go nie oddalając się zbytnio od Wujaszka i reszty gromady. Gdy tylko mężczyzna skończył wzięła się za kawałek ciasta siadając koło Eleonory. Bo jakby nie patrzeć polubiła ją. Poza tym była ładna i pewnie Dahlia nie mogła odmówić jej siły. Jak można nie lubić takiej osoby?
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Sro Mar 25, 2015 6:27 pm

Cóż przyjęcie się najwyraźniej coraz bardziej rozkręcało, a czas zaćmienia zbliżał nieubłaganie. Na szczęście jeszcze troszkę do grand finale zostało więc nasi bohaterowie mogli jeszcze odpocząć. Czy aby jednak na pewno? Niektórzy ludzie rozmawiali ze sobą i nawet parę osób wpadło na koncepcję tego, żeby pójść wcześniej i zarezerwować sobie miejsce przy teleskopie. Kilkoro młodych nawet poszło parami do toalet… wiadomo w jakim celu, lekko się napili i naszła ich ochota na różne rzeczy. Wróćmy jednak do tego co się po jakiś 20-30 minutach stało. Dyrektor obserwatorium znowu chciał wygłosić jakiś apel, być może zachęcić by ludzie się właśnie przenieśli do obserwatorium i Sali z teleskopem.
- No moi drodzy, zbliża się czas zaćmienia, więc nieb… - tutaj mu przerwał strzał z pistoletu, który słychać było właśnie w loży VIP znajdującej się na podwyższeniu. Ciało dyrektora z racji, że był statystycznie blisko barierek osunęło się po nich i spadło w dół na jakiś stolik, od którego jak poparzeni odskoczyli goście. Nikt z obecnych tutaj nie mógł za bardzo przewidzieć, że takie coś może się zdarzyć, a tym bardziej tego co nastąpiło za chwilę. Drzwi wejściowe do tego pomieszczenia wyleciały z hukiem, a po schodkach potoczyło się kilka ciał gości z ranami postrzałowymi w głowie. W sumie tak samo dyrektor miał jak się ktoś uważniej przyjrzał. W każdym razie w drzwiach stało kilku panów dosyć przeciętnego wzrostu odzianych w szare mundury, kamizelki kevlarowe, czarne kominiarki i wyposażeni w HK MP5. Wyglądali jak typowa jednostka wojskowa, tylko nieco oznaczenia się nie zgadzały. Zwłaszcza ta płonąca czarna róża na ich ramieniu. Przy drzwiach było ich 4, z czego dwóch na przodzie i dwóch z tyłu kryjących się po rogach. Na balkoniku VIPów rozległo się jeszcze kilka strzałów z karabinu i ujawniło się na podwyższeniu kolejnych 4. Z głośników natomiast popłynęła owa przemowa „Witajcie niewierni. Oto dzisiaj dokona się wasz osąd wobec naszego boga jedynego. Wasz trud jest daremny i dziś zostaniecie złożeni w ofierze, by świat dowiedział się o naszym Panu. Życzę wam miłej podróży na dno piekła, ale jest dla was również możliwość odkupienia. Z sali może wyjść jedynie czwórka. Każda próba przedarcia się do wyjścia skończy się detonacją ładunków wybuchowych zamontowanych w głośnikach. Życzymy miłego dnia i niech szaleństwo się zacznie”.
Co tu dużo mówić… ludzie zaczęli panikować, skamleć, błagać o życie. Nawet znalazło się kilku takich, którzy byli statystycznie blisko drzwi i próbowali ucieczki. Napotkali się z serią z karabinków i tyle w tej sprawie. Sytuacja była dosyć ciężka, w końcu jedyne wyjście zostało zablokowane przez uzbrojonych przeciwników, a dodatkowo mieli obsadzone wyższe pozycje. Niektórzy ludzie nawet zaczęli się między sobą bić, gdyż w tym widzieli możliwość przetrwania. Niczym zwierzęta, które chciały przeżyć kolejny dzień. Problem jednak w tym, że szaleństwo zaczęło tutaj zbierać swoje żniwa i być odczuwalne. To może utrudnić każdemu czasami trzeźwe spojrzenie na sytuację jeśli będzie tego tutaj za dużo. Ciemność ludzkich serc wyłaziła tu niczym potwory ze swoich jam.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Czw Mar 26, 2015 9:28 am

Na samym początku wszystko było super, siedziała przy stole popijając wino. Dziewczyna słuchała w ciszy słów Mangara, dotyczących mężczyzny, który jak się później okazało miał na imię Floki i był doradcą Mangara. Przez chwilę nawet przeszło jej przez myśl, czy to aby na pewno dobry pomysł. Od Flokiego biła dziwna aura. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie należy oceniać książki po okładce, dlatego nie będzie się wtrącać. Białowłosy raczej wiedział co robi, wybierając tego mężczyznę jako swoją "prawą rękę". Jak się okazało później, Mangar miał brata. Chyba nigdy wcześniej jej o tym nie wspominał, przynajmniej nie przypominała sobie tego.
Nie odparła nic na słowa białowłosego, dotyczące przyjęcia. Kiwnęła tylko głową, potakując na wypowiedziane przez niego słowa.Oby miał rację, jakoś nie miała zamiaru tu siedzieć, wiedząc iż jest to jakaś głupia zabawa, czy też dowcip. Szczerze mówiąc - wątpiła w to, jaki żartowniś chciałby wynająć całą, wielką salę - albo raczej, cały budynek. 
Dziewczyna siedząc przy stole obserwowała kręcących się gości, lecz jeszcze wcześniej zwróciła uwagę na Flokiego, który w jakże kulturalny sposób przepraszał za swoje zachowanie.
- Również miło mi Pana poznać, panie Floki. Proszę się nie przejmować, przecież nic się nie stało.
Odparła. Liczyło się to, że przeprosił i się starał. Słysząc słowa Dahli przyłożyła dłoń do ust, chichocząc. Nie była to zbyt miła uwaga, lecz szczera. Fakt, że przez te papierosy nie pachniał zbyt ładnie, ale to jego sprawa, że chce niszczyć sobie zdrowie. Gdy Dahlia usiadła obok niej, spojrzała na nią rozbawiona. Już miała coś powiedzieć, lecz odezwał się ten mężczyzna, a dokładniej dyrektor. Niewiele mógł wykrztusić z siebie słów, gdyż chwilę później rozległ się strzał, a za nim jeszcze więcej strzałów. Ciało mężczyzny spadło na podłogę, a trupy gości walały się po podłodze. Jacyś mężczyźni, wyglądający jak wojskowi, wpadli do sali bankietowej, mówiąc o jakiejś ofierze. Czyżby właśnie wpadli na sabat Satanistów, którzy obrali sobie to miejsce jako idealne na składanie ofiar swojemu Panu?
Eleonora oczywiście na samym początku się wystraszyła, miała wrażenie, jakby serce podchodziło jej do gardła, ale przecież... Nie można panikować w takich sytuacjach, panika nie jest dla niej. Nie chciałaby skończyć jak Ci... Goście, przypominający teraz grupę dzikich zwierząt. Podniosła się ze swojego miejsca i stała, patrząc na facetów w kubrakach. Zerknęła na Mangara i Flokiego.
-Panowie, spodziewaliście się takich atrakcji? Bo ja niestety w ulotce nic nie wyczytałam na temat "przedstawienia".
Rzekła do mężczyzn, nieco żartobliwie. Tak po dłuższym zastanowieniu, ta sytuacja była śmieszna... Lecz zarazem niebezpieczna. Zdecydowanie nie było jej do śmiechu. Stanęła obok Dahli, albo raczej przed nią. Ot, jakiś taki odruch. W końcu jakby nie patrzeć była najmłodsza.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Czw Mar 26, 2015 5:48 pm

Nuda jaką przeżywał Akashi była niemal nie do opisania. Nawet obserwowanie gości go nudziło a zazwyczaj przyglądanie się ludziom było jego sposobem na zabicie nudy. Lubił wymyślać co do nich historie - przykładowo, tego pana zdradza żona z ich lokajem, ten ma problemy z męskością, a tamta pani to tak naprawdę pan. Jeden z gości nadawał się nawet na większe popuszczenie wódz fantazji. Jego szpetny wąs doprowadzał węża do takiego stanu, że o mały włos nie zaczął szarżować na niego z nożyczkami. Obył się jednak ciekawą historyjką na jego temat: Pan ten nazywał Guzon Qin, jego wąsy zaczęły rosnąć w wieku 10 lat, przez co cierpiał prześladowania w podstawówce. Wychowany przez starszą siostrę po śmierci rodziców, nabawił się kompleksu i nigdy nie dorósł do poważnego związku. A dziś, po tym jak udało mu się ustatkować i wieść dostatnie życie został zastrzelony przez fanatyków. Bywa...
Kiedy zaczęła się rozróba... Akashi nie mógł pohamować swej radości. Nareszcie to nudne zbiegowisko miłośników astronomii nabrało jakiegoś sensu. To jest tym co wąż nazywa imprezą! W dodatku rosnące wokół szaleństwo, którego od dawna szukał. Wiedźmy uważały je za źródło ogromnej siły - tak potężnej, że można z nią nawet stawić czoła śmierci. Kishin jest tego żywym przykładem. No, może nie żywym...
Początki zamieszek nie wróżyły spokojnego wieczoru ale chłopak był gotowy i na taką ewentualność. W końcu do czego ma się swoje nożyczki. Trzymając walizkę w pogotowiu, jak gdyby nigdy nic przeciskał się do bufetu i każdego chętnego do bitki potraktował mocną stalą podręcznej teczki. Na miejscu nalał sobie w kieliszek trochę czerwonego wina i strącając kilka talerzy z jedzeniem wskoczył na stół. Postawił teczkę pionowo (węższą stroną jako podstawą) i usiadł na niej obserwując otoczenie. Kto wie, może stanie się coś jeszcze ciekawszego?
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Wto Mar 31, 2015 12:52 am

Tak więc zabawa jakoś szła, rozmowa też się ładnie prowadziła, a na spokojnie łamał pierwsze lody między sobą a Dahlią i Eleonore. No, może nie szło mu najlepiej, lecz białowłosy nie przejmował się tym zbytnio, cóż dobrze wiedział, jak jego siostrzenica potrafi być złośliwa wobec obcych, a zwłaszcza tych co jej na początku nie przypadli do gustu. Z tą drugą chyba szło mu nawet lepiej, jednakże w sumie Mangar, aż tak się w to nie zagłębiał. Zamierzał się cieszyć zabawą i wyszukać odpowiedziach vipów do interesów. Jako, że do takich rzeczy potrzebna raczej trzeźwa głowa, więc planował powstrzymać się od od spożywania alkoholu. Cóż niestety ostatecznie i tak wszystkie założenie strzeliły w łeb. Co się stało? No, więc okazało się, że terroryści też wynajęli budynek i zaprosili wszystkich do swej ekstremalnej zabawy. Ta, to dość luźna interpretacja, lecz w sumie bliska prawdzie. Białowłosy podobnie jak reszta zebranych nie był zachwycony takim urozmaiceniem przyjęcia.Jakby nie patrzeć gustował w nieco innych atrakcjach, więc uznał że lepiej będzie się stąd zbierać. W przeciwieństwie jednak do zwykłych ludzi nie panikował, no jakby nie patrzeć ponad stuletnie życie robiło swoje, chociaż odrobiny stresu nie można było odmówić.
- Cóż ja nie bardzo, no ale raczej coś będzie trzeba zrobić. - Odparł nieco poważniejszym tonem niż zwykle.
Następnie pomyślał nad dwiema opcjami działań. Pierwsza obejmowała ucieczkę, a druga próbę rozprawienia się z terrorystami. Cóż bardziej skłaniał się ku zwianiu, lecz wpierw próbował sobie coś skojarzyć. Mianowicie jak szedł tutaj, to szukał Dahli i się rozglądał, więc powinien zauważyć jakieś okoliczne korytarze jeśli były (chodzi o to czy jest jakiś korytarz za ścianami tej sali). Jeśli kojarzył coś takiego, to próbował sobie też przypomnieć za którymi ścianami.
Tak więc jeśli pamiętał takie rzeczy, to zdecydował się na ucieczkę. Jak zamierzał to zrobić? cóż pomysł obejmował dwa główne kroki. Odwrócenie uwagi i wyjście "tylnymi drzwiami", no ale po kolei. Złapawszy siostrzenicę za rękę skierował się w stronę najbliższej ściany, za którą powinien znajdować się korytarz, no chyba że pod taką się znajdował. Naturalnie Elenore i Flokiego brał ze sobą, to znaczy pogonił ich słownie. Tego drugiego prosił też o osłanianie wszystkich. W między czasie z worka Mikołaja wyciągnął również laskę, by i samemu odpierać ewentualne ataki i dźgać tych, co podejrzanie podejdą (drewnem tak by tylko zabolało, no i worek, oczywiście też potem schował). Nim jednak zajął się sprawą wyjścia, czyli nim podszedł zupełnie pod właściwą ścianę, trzeba było zająć się odwróceniem uwagi. Dlatego też musiał mieć choć trochę widoku na główne wyjście. Czemu? No więc raczej większość uwagi ludzi była skierowana tam, więc wystarczyło zadziałać w tamtym miejscu. Z tego też względu po wypowiedzeniu pod nosem inkantacji postanawia użyć wycięcia przestrzeni. Jak konkretnie? No więc nie ważne czy drzwi były mniejsze niż 3mx3m czy nie, dostosował rozmiar w miarę do framugi wejścia, a nawet nieco rozszerzył za ścianą(choć unikał schodów). Co zamierzał wyciąć, no ogólnie przestrzeń z materią, choć głównie chodziło o ciuchy, wyposażenie i broń ludzi tam stojących. Cóż o dwóch na wierzchu powinien już wiedzieć z oczywistych powodów, no ale czy tylko dwójka mogłaby utrzymać taki tłum w ryzach? Raczej nie koniecznie, więc starał się wziąć pod uwagę też ewentualnie tam ukrytych. Był jednak w miarę ostrożny, gdyż nie chciał uciąć schodów, gdyż chodziło, by ludzie widząc okazję tam się pchali. W między czasie, jeśli coś z tego wyszło, to szybko przechodzi do drugiego etapu. Mianowicie będąc przy ścianie za którą powinien być korytarz decyduje się użyć ponownie wycięcia przestrzeni, dlatego też cichym wypowiedzeniu zaklęcia i pojawieniu się przejścia idzie ciągnąc ostrożnie swoją siostrzenicę za sobą. Resztę swoich też tam prowadzi. Następnie rozgląda się za jakąś drogą wyjścia.
Teraz wróćmy jednak do wyboru opcji. Cóż niestety nie wszystko może być takie łatwe i być może Mangar po drodze do sali nie zauważył żadnego korytarza, który mógłby teraz wykorzystać. Wtedy też zmuszony jest skorzystać z drugiego scenariusza, czyli walki. Na początek wypatruje czy na balkonach są jeszcze grupy terrorystów, a zwłaszcza przywódca, który jeszcze chwilę temu przemawiał, jeśli tak, to zacznie działać. Wpierw jednak powie Flokiemu, by ich krył i sam wyciągnie drewnianą laskę do obrony podobnie jak w poprzednim scenariuszu. Wracając jednak do ofensywy to po wypowiedzeniu pod nosem czaru stara się użyć wycięcia przestrzeni by zabrać ba balkon na którym stoi ich szef (lub chociaż jego większość) oraz miejmy nadzieje paru jego ludzi. Poza tym próbuje też im zgarnąć ciuchy i uzbrojenie, cóż lepiej przewidywać pewne ewentualności. Ponadto warto zaznaczyć, że nie stał pod balkonami, więc nie powinni na niego spaść. Wracając jednak do rzeczy, to następnie podobnie jak w pierwszym scenariuszu zajmuje się też tymi pod drzwiami, tylko że w razie czego przez okoliczności zareagowali to weźmie poprawkę, żeby czar i tak ich objął. Oczywiście chodziło, o to żeby czarem wycięcia przestrzeni zabrać im ciuchy i wyposażenie, w końcu bez tego nie powinni stanowić zbytniego zagrożenia. Po tym czarodziej na chwilę przystopuje z czarami, by nie przegiąć.
- W razie czego wypatruj uzbrojonego przeciwnika, a poza tym masz wolną rękę. - Odparł spokojne, choć nie za głośno do towarzysza.

W obu przypadkach białowłosy zachowuje zupełną czujność, cóż w końcu nie chciał oberwać z byle powodu. Ponadto jakby się miało walić, to użyje czaru nawet trzeci raz by wyciąć w odpowiednim momencie gruz nad sobą i towarzyszami. No właściwe wyczucie powinno móc ich ochronić przed zagrożeniem, raczej.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Czw Kwi 02, 2015 11:40 pm

Mężczyzna z jednej strony był mile i ciepło traktowany przez Pannę Eleonore a z drugiej strony obrażany i poniżany przez Panienkę Dahlia co sprawiało, że mężczyzna był trochę zdezorientowany cała tą sytuacją. Jednak jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki pojawiła się grupa terrorystów która taktycznie pozycjonowania się na balkonach i z gotowością do przypuszczenia otwartego ognia z swoich karabinów. Floki na pytanie Panny Eleonore odpowiedział spokojnym głosem tak jak by ta cała akcja nie wywołała na nim żadnej presji i wrażenia. -Od początku coś mi było podejrzane Panno Eleonore. Nie przerywając swoja wypowiedz zadał dla Mangara pytanie z kamienną twarzą "trochę w stylu gagowym" -Szefie to były jakieś ulotki? Gdy już skończył mówić natychmiastowo sięgnął za swoją broń palną o nazwie Jackal po czym powiedział krótko do Mangara odpalając papierosa po prostu z czystego przyzwyczajenia . -Tylko czekałem aż to powiesz szefie. Doku Rirōdo Mężczyzna był gotowy w obronię szefa i znajomych osłonić ich swoim ciałem albo uprzedzić przeciwnika i wykonać strzał w głowę przed nim. Osłaniając swoich towarzyszy załadował w swoją berette "Jackal" swoją toksyną za pomocą techniki o nazwie Doku Rirōdo. Osłaniając tak Floki czekał na dalsze przebieg wydarzeń ze strony terrorystów i na dalsze rozkazy szefa.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Pią Kwi 03, 2015 12:04 pm

Doskonale wiedziała, że mogła tym obrazić mężczyznę i wiedziała, że powinna przeprosić. Problem był jednak taki, że nie miała na to ochoty, nie teraz. Musi zebrać przed tym w sobie siły. Jakby nie patrzeć do tej pory się do niej nie odezwał i nie odpowiedział na jej uwagi. Ech...Jak ona teraz miałaby zacząć jakaś normalną rozmowę z nim? Jadła sobie ciasto wymachując leciutko nogami, gdy nagle zaczął przemawiać jakiś facet. Po raz kolejny zresztą. Dahlia jednak otworzyła szeroko oczy, kiedy mężczyzna nagle spadł i popsuł jedzenie. Tak, bowiem to jedzenie było dla dziewczynki ważniejsze od trupa jakiegoś faceta. Nie przejęła się nawet zbytnio tym, że ludzie wbiegli do pomieszczenia i mówili o jakiejś ofierze. Na Dahlii nie zrobiło to jakiegoś większego wrażenia, ale gdy ludzie zostali postrzeleni i zaczęli siebie nawzajem atakować zacisnęła szybko powieki. Czuła, że jest źle. Było tutaj za dużo zła, mroki i tych wszystkich niedobrych emocji. Gdyby przypatrywała się tej scenie mogłaby przez zwykły przypadek użyć magii. Nie chciała tego zrobić i nie mogła też wiecznie mieć zamkniętych oczu. W takiej sytuacji tylko zrobiłaby sobie krzywdę. Sama sobie. Szybko by umarła...
W pierwszym sposobie/ planie działania Dahlia otwiera oczy gdy Wujek łapie ją za rękę i idzie za nic posłusznie. Jakby nie patrzeć wyrywanie się nie będzie dobrym pomysłem. Zwłaszcza w takiej sytuacji. Poza tym wiedziała, że nie zrobi jej krzywdy.
W drugiej opcji stała bezpiecznie za Eleonorą i próbowała kontrolować swoje świecące na jej nieszczęście, oczy. Nie chciała przez przypadek użyć na nikim zaklęć, mogły jej się przydać na potem. Poza tym było tu pełno tego z czego składała się jej magia czyli złych uczuć i mroku. Chyba z tego powodu nie czuła jakiejś paniki albo stresu. Jedyne czym się martwiła to to, aby nie zrobić niczego głupiego. Zresztą, do tej pory raczej używała swojej magii tylko dlatego, że musiała (ćwiczenia) albo dla zabawy. Użycie tego w normalnym starciu to mogłoby być dla niej za dużo. To też stanęła plecami do Eleonory i obserwowała otoczenie, nie lubiła jak ktoś ją zachodzi od tyłu. Oprócz tego starała się trzeźwo patrząc na sytuację, ale było to dość trudne gdy jej własna magia chciała zostać użyta i się o to prosiła... Mama to jednak jej chyba nie kochała zostawiając jej taką kłopotliwą magię...
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Pią Kwi 03, 2015 9:39 pm

Zacznijmy od rzeczy, które mogli zauważyć, a raczej wyczuć nasi bohaterowie. Niepokój w wypadku potworów oraz drgania magiczne w wypadku osób spowinowaconych z magią wzrastały z każdą martwą osobą. Gdyby mieć przyrząd do pomiaru wstrząsów to wykres co chwila by wzrastał i opadał.
Akashi przeciskając się z walizką i okładając ludzi wydał się im bardzo podejrzany, jakby miał  coś wspólnego z tamtą grupką. Musiał kilku przywalić by się odsunęli, ale ostatecznie dotarł do miejsca, gdzie chciał dotrzeć. Nawet znalazło się parę osób płci męskiej, którzy wystartowali do niego z łapami, nożami lub widelcami by go ubić, jednak no cóż… walizka twardą jest. Głupotą natomiast było to, że wystawił się i siedział na stole. Akurat wtedy terroryści rozstrzeliwali kolejnego człowieka, który podbiegł do drzwi i samotna kula utkwiła Akashiemu w ramieniu praktycznie siłą swojego impetu zrzucając go ze stołu. Eleonore stanęła obok Dahlii, a Floki całkiem skutecznie bronił ich przed naporem gości, którzy poddali się zwierzęcym instynktom przetrwania i próbowali ich atakować. Położył tak z 4, może pięciu celnym strzałem i reszta postanowiła ich nie atakować, albo coś planowali. Nie wiadomo, bo ludzie zwyczajnie zaczęli się mordować, a posoka zalewała powoli podłogę. Krzyki, piski oraz agonie osób, które jeszcze przed chwilą chciały bronić swoich bliskich rozsiewały szaleństwo po pomieszczeniu. Akashiego również nie ominęło to, że ktoś chce go dorwać bo właśnie w jego stronę szło 3 mężczyzn uzbrojonych w zastawę stołową. Jeden skoczył do niego z zamiarem cięcia go nożem w gardło, drugi stał trochę za nim i asekurował go od prawej strony. Trzeci natomiast robił to samo po lewej i nim Akashi skończył się zwijać z bólu po ranie postrzałowej, jego gardło zostało przecięte nożem. Mężczyzna ciął, a kiedy skończył a truchło wydawało ostatnie drgawki i charknięcia rzucił się na swojego kolegę i między tą trójką wybuchła walka, dosyć krwawa zresztą. Warto napomknąć też o jednej rzeczy. Kiedy Floki odpierał ataki za pomocą pistoletu również i terroryści zaczęli strzelać do ludzi z góry. Baczniej się przyglądali grupce, która miała broń i wymierzyli w nich tak na wypadek gdyby postanowili strzelać w stronę balkonu.
Co do planu Mangara to musiał obrać drugą wersję, gdyż cała sala bankietowa była swego rodzaju piwnicą i żadnego korytarza, poza tym prowadzącym na schody nie było. Na balkonie jako tako nie było przywódcy, bo to co leciało z głośników jak można się było przysłuchać jest tylko nagraniem zapętlonym. Czarodziej okładał również laską ludzi, którzy chcieli zaatakować od tyłu, nawet tak ze 2-3 położył i zniechęcił do atakowania grupy. Pamiętajmy jednak, że używanie magii kiedy szaleństwo jest aż nazbyt wyczuwalne (zwłaszcza tej dosyć skomplikowanej) może przynieść różne skutki. Oczywiście wyciąć się udało, ale nie cały balkon tylko kawałek, gdyż w klarownej inkantacji przeszkadzał odór martwych ciał, krwi, hałas oraz to że musiał jednocześnie uważać czy nikt nie próbuje dorwać jego grupy. Dorzućmy do tego jeszcze wcześniej wspomniane szaleństwo. Nie zmienia to faktu, że wycinając ten kawałek zdjął podłoże dwóm z tych żołnierzy, którzy spadli na dół. Zwichnięcie nogi to takie minimum, jednak po kilku chwilach szybko się pozbierali i z pozycji siedzącej wspierali towarzyszy. Z zgarnięciem ciuchów i uzbrojenia było dosyć podobnie, chociaż 2 rzucenie zaklęcia pod rząd już zaczynało go męczyć, zwłaszcza że rozdzielając grupkę z góry musiał się natrudzić bardziej by powycinać ubrania i ekwipunek. Skończyło się na tym, że zniknęło tylko to od pasa w górę 4 żołnierzom, a została broń przyboczna i ewentualnie jakieś noże. Nie trzeba mówić, że byli tym zaskoczeni i nawet niektórzy goście próbowali wykorzystać okazję… tylko by dostać serię od tych na schodach. Jak dużo jeszcze można mieć szczęścia w rzucaniu zaklęć w pokoju, który napełnia się szaleństwem? Hmm wystarczająco by udała się jedna sztuczka z nadwyżką. Wyciął 2 żołnierzy przy schodach oraz samą część podpierającą, przez co konstrukcja na której stał tamten balkon runęła w dół, praktycznie grzebiąc wyjście i paru terrosystów razem z nim. W tym momencie Mangar rzucałby pewnie ten czar by odgruzować sobie wyjście gdyby nie fakt kolejnego wstrząsu. Na tyle mocnego, że przerwał mu zaklęcie w połowie, a sam czarodziej był już dosyć zmęczony wycinaniem.
W międzyczasie podczas tego wszystkiego co się działo Dahlia musiała walczyć z napływającym złem i szaleństwem. Widziała zło, do którego chyba przez tamte wszystkie lata mogła się przyzwyczaić mniej lub bardziej, jednak to co się tutaj działo przebijało tą skalę. Na dodatek to chyba było jej pierwsze spotkanie z szaleństwem, którego jej moc raczej nie obejmowała. Czysty chaos właśnie przemawiał do jej umysłu z dosyć kuszącą propozycją.
- Hej… pobawimy się? Co Ty na to, by ich wszystkich pozabijać i wykąpać się w krwi? No chodź, będzie zabawnie – mówił głosik w jej główce. Melodyczny, acz brzmiący nieco sadystycznie głosik i wtedy nastąpił tamten wstrząs, który był opisywany wcześniej. Szaleństwo powoli wdzierało się do umysłu młodej wiedźmy. Jeśli tutaj zostanie zbyt długo to najpewniej ją pochłonie.
Przejdźmy do tego jaka była reakcja ludzi na to, że przejście się zawaliło. Kiedy kurz opadł oni nawet nie zauważyli, że coś się stało tylko dalej się mordowali wzajemnie, a niektórzy bardziej trzeźwi na umyśle próbowali wspiąć się po gruzach do wyjścia od strony pokoju VIP (ten balkon). Nawet komuś się udało dostać do tych drzwi, tyle że otwierając je… uruchomił pułapkę. Nastąpił wybuch i truchło wyleciało do sali. Widocznie drzwi były zabezpieczone granatem. Po chwili do reszty grupy także zaczęły dochodzić podszepty szaleństwa, nakłaniające do tego by się pozabijać wzajemnie. W sali zostało już naprawdę niewielu żywych gości, może 1/4 tego co było na początku. Ciała walały się po całej podłodze, a liczbę żywych można wycenić na tak 30 osób góra. Wliczając w to oczywiście rannych, którzy pewnie gdzieś konają.


//Skoro Akashi zrezygnował z dalszej rozgrywki na forum od teraz możecie go pomijać. Troszkę editnąłem posta, by to ułatwić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    Nie Kwi 12, 2015 8:43 pm

Zdecydowanie te drgania magiczne, które były silnie odczuwane przez Eleonore wcale jej się nie podobały. Były okropne i bardzo nieprzyjemne w odczuciu. Najgorsze było to, że siła tych drgań z każdą chwilą wzrastała i opadała. Można by rzec, że tyle magii w powietrzu robiło jej zamęt w głowie. Ciężko było określić co teraz odczuwała, pulsowanie w czole, czy raczej zwyczajny ból głowy. A może jednak to był jeszcze inny rodzaj bólu, który był trudny do sprecyzowania?
Obserwowała uważnie wszystko, co się dzieje. Stała obok Dahlii, żeby nic jej się w razie czego nie stało, na szczęście Floki był dobrym ochroniarzem i bronił ich bardzo skutecznie. Trzeba przyznać, że umiejętnie posługiwał się bronią. Jakby nie patrzeć do łatwych zadań nie należy powalenie kilku gości celnym strzałem.
Równie irytujący jak te drgania magiczne byli ludzie, rozsiewający po sali krzyki i tę cholerną panikę, która wszystko psuła. Obserwując tych ludzi można łatwo zauważyć, że przyjaciele również mogą się odwrócić do nas plecami, gdy ich życie jest zagrożone. Kto by pomyślał, tacy niby wielcy przyjaciele, którzy w chwili nieuwagi dosłownie potrafią wbić nam nóż w plecy. Właśnie w takich sytuacjach wychodzi kto jest godny zaufania, a kto nie.
Patrząc na tych ludzi, a dokładnie na jednego z nich - albo raczej an jednego z potworów, bez problemu mogła stwierdzić, że niektórzy to idioci. Facet wszedł na stół i mimo tego, że usilnie starał się bronić, to i tak umarł. Gdyby nie to, że sytuacja była taka, jaka była - zaczęłaby się śmiać.
Niestety nie mogła ulec tej chwili, gdyż sama musiała się spieszyć. Posłusznie więc pobiegła za Mangarem. Czarodziej był na tyle sprytny, że poradził sobie z terrorystami, którzy najbardziej im zalegali. Wszystko runęło, a dokładnie - balkony. Chwilę później usłyszała kolejny wybuch, okazało się, ze ktoś był na tyle "zdolny", że uruchomił pułapkę, która była zamocowana gdzieś w drzwiach. Co im zostało? Chyba nic, tylko iść przed siebie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sala bankietowa    

Powrót do góry Go down
 
Sala bankietowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Mała sala bankietowa
» Sala Bankietowa
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Reszta Świata :: Europa :: Niemcy :: Obserwatorium Star Labs w Europie – okolice Berlina.-