IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Park   Pią Lut 20, 2015 8:04 pm

Park jak każdy inny. Zielony, z drzewami i innymi rzeczami. Idealne miejsce na piknik, randkę, spotkanie przyjaciół i okolicznych żuli. Po środku znajduje się marmurowa fontanna. Często zbierają się przy niej czarne kruki. Można się przy niej też ochłodzić w upalne dni. Drewniane, całkiem nowe ławeczki, można spotkać tutaj co kilka metrów, ku uciesze starszych pań, wracających z kościoła.
Ogólnie sielankowy nastrój, który przerwać może tylko meteoryt, spadający na kulę ziemską. Ewentualnie wściekła kobra.
Miłego pobytu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lut 23, 2015 4:10 pm

Pogoda nawet przyjemna. Lekko siąpi, ale nie jest jakoś strasznie zimno. Yaoh tego dnia postanowił się przejść. Jak to ma w zwyczaju, chodzi w swoim czerwonym płaszczu z kołnierzem pod nos. Opaska jest tuż nad jego oczami. Z włosów kapią krople wody. Po Yaoh nie widać żadnych emocji. Tak jakby mu zwisało co się dzieje. Szedł spokojnym krokiem przed siebie po dróżce, a jego sandały wydawały ciche dźwięki stukotu. Wbrew pozorom oczy Yaoh obserwowały okolicę i w myślach uśmiechał się na widok śpiących drzew. Dla Yaoh drzewa spały, chociaż wiedział jak każdy, że tak się nie powinno tego nazywać. To jeszcze nie był zielony park, ale Yaoh postanowił zapamiętać jak wygląda teraz, w zimie i sobie porównać go, kiedy nadejdą cieplejsze miesiące. Tak Yaoh przechodząc się po parku, zaczął zastanawiać się, do czego doprowadzi go przyszłość. Jednak dalej jest uważny na otoczenie.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lut 23, 2015 6:57 pm

Spacerowanie po Death City ile się dało było całkowitą normą w zachowaniu Vivi. Po co miała spędzać czas w pokoju skoro na zewnątrz było dużo ciekawiej? Zatem włóczyła się z nadzieją, że pozna kogoś nowego albo dozna nowych wrażeń. Niestety deszcz, a raczej deszczyk pokrzyżował jej nieco plany. To nie tak, że chciała się skryć przed nim, ale zwyczajnie inni ludzie nie potrafili czerpać przyjemności z chodzenia kiedy lekko kropiło. To dosyć ciekawe uczucie kiedy chłodne krople spadają na ciepłe ciało. Demonica lubiła je, a inni martwili się tak błahymi sprawami jak własny wizerunek. No inni martwili się o zdrowie, ale przecież od tego raczej się nie umiera, a dzisiaj było całkiem ciepło.
Szybka, nieskalana zbytnią logiką, dedukcja Vivi sprowadziła ją do pomysłu wyruszenia w stronę parku. "Ludzie przed deszczem niby chowają się pod drzewa" - to było powodem. Spacerowała zatem uliczkami z uśmiechem na ustach obserwując okolicę w wyszukiwaniu kogokolwiek, kto mógłby sobie również łazić w tą rzekomo nieprzyjemną pogodę. Jej mokre włosy zaczęły się lepić jej troszkę do twarzy, lecz fryzura jaką miała trochę ułatwiała sprawę. Również obcisły strój stał się nieco bardziej... przylegający, a na całe szczęście jego intensywne barwy nie dawały możliwości przypadkowego startowania w miss mokrego podkoszulka.
W końcu jej rubinowe, błyszczące oczka zauważyły kogoś, a dokładniej jakąś intrygującą personę w czerwonym płaszczu. Wyglądał nieco dziwacznie, a zatem interesująco oraz ciekawie. Troszkę jakby urwał się z jakiegoś balu przebierańców gdzie miał kostium łowcy wiedźm. A właśnie! Do głowy Vivi przyszła myśl, że zapewne ktoś o tak ekstrawaganckiej aparycji jest uczniem Shibusenu, a jego ubrania wskazują na bycie Władającym... ewentualnie Czarodziejem. No, niczego nie była pewna więc postanowiła podejść i zagadać. Przyśpieszyła kroku stukając za nim swoimi obcasami, aż dogoniła go. Z daleka wydawał się jakiś większy, a teraz, gdy dziewczyna miała swoje wyższe obuwie, to zdawał się znacznie niższy.
- Cześć! Jesteś Łowcą Wiedźm? - zapytała z entuzjazmem wyprzedzając go i uśmiechając się szeroko. Pozytywna z niej byłą osóbka, mimo że pochodziła z samego piekła. Kto by pomyślał. Oczywiście aktualnie na jej główce nie było żadnych rogów czy innych atrybutów demona. Ot zwyczajna nastolatka. Chociaż może nie, aż tak zwyczajna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lut 23, 2015 9:27 pm

Yaoh usłyszał czyjeś kroki. Jak widać, nie tylko on miał ochotę na spacer. Chociaż jak sam myślał, ta osoba nie koniecznie musi być jakaś zwyczajna. Jak usłyszał, coraz głośniejsze stukoty, to uznał, że ta osoba się zbliża. A po tym jak często słyszał od niej stukot uznał, że dosyć szybko idzie, a być może, nawet podbiega. Ciekawe kto jeszcze lubi moknąć. Co jak co, ale Yaoh lubi wiedzieć, co się dzieje wokół niego i przynajmniej kilka szczegółów o każdej osobie. Wiedza wbrew pozorom jest przydatna. Yaoh jednak nie zmienił ani na chwilę tempa, nawet jak zobaczył kątem oka nastolatkę, która wbiegła przed niego z pytaniem. Yaoh zwinnie ją ominął i głosem bez emocji odpowiedział:
A może tak grzeczności trochę na początek?
Nachalna się znalazła. Ale w sumie może będzie ciekawą osobą. Yaoh również się nie zatrzymał. Był ciekaw jak bardzo nachalna może być ta dziewczyna. Pod kołnierzem na chwilę zagościł uśmieszek, z myślą, że może trochę wytrąci nastolatkę z równowagi, ale to był chwilowy uśmieszek, który szybko znikł.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lut 23, 2015 11:02 pm

Odpowiedź nieznajomego "Łowcy Wiedźm" nie należała do najprzyjaźniejszych, ale Vivi niezbyt to robiło różnicę. Mógł nawet ją wyzywać od wstępu, ona by się nie przejmowała tym i robiła swoje, a zatem co? Dociekałaby jaki jest i o co z nim chodzi. Brzmi niezbyt przyjemnie, ale prosto mówiąc - była ciekawa powodów takiego ubioru, a teraz również zachowania. Osoby beznamiętne na pierwszy rzut oka zdawałyby się nudne, ale tak naprawdę były najbardziej interesujące. To kwestia złożoności charakteru, tej enigmy, którą należy odszyfrować. Dziewczyna bardzo lubiła takie osoby, chociaż te zazwyczaj za nią nie przepadały, by nie powiedzieć gorzej - nie znosiły jej.
Odszedł od niej kawałek, lecz ta nie zatrzymywała się więc ruszyła za nim, a gdy zatrzymał się znów go wyprzedziła i spojrzała na niego szczerząc się głupawo. Może i Vivi wydawała się banalną osóbką, lecz w rzeczywistości była zupełnie inna. Tak proste rzeczy jak prowokacja uśmieszkiem na nią nie działały. Lepiej - 90% ludzkich zagrań na nią nie działała, bo jako demon w ludzkiej powłoce miała zupełnie inne podejście do świata, którego częścią się stała. Umysł chciał reagować inaczej, lecz to ona trzymała za stery. Chen już nie było, a jednoczenie była, lecz nic nie mogła zrobić oprócz podpowiadania.
- Grzeczności? Że przepraszam i dziękuje? - zapytała zupełnie zdezorientowana o co mu chodziło. Przecież przywitała się, to on tego nie zrobił. Robiło się coś więcej tak na start? - Nie przywitałeś się grzecznisiu. - zarzuciła mu bez chwili zawahania i ponownie uśmiechnęła się. Zapowiadała się dosyć ciężka rozmowa dla niego, a dla niej prosta jak wszystkie, które prowadziła. No cóż, taka już była. Wcisnęła nagle dłoń do kieszeni swojego dziwnego stroju i wyciągnęła paczkę gum malinowych, która była już otwarta, a nawet jednej brakowało. Fikuśne opakowanie sprawiło, że nie przemokły od deszczu.
- Masz jedną, to tak na początek znajomości. - powiedziała z wystawioną ręką wciąż uśmiechając się. Już nie tak mocno jak wcześniej, a tak zwyczajnie. Może i była głośna oraz radosna, ale ADHD to nie miała - czasami tempo zwalniało. - Mówię Ci, są pyszne. - dodała po chwili z nadzieją, że jednak nieznajomy poczęstuje się, bo w końcu te gumy wiele dla niej znaczyły... tak jakby. Słodycz jak słodycz, nic ważnego, ale był jej ulubionym i rzadko się nim dzieliła, zatem raczej odrzucenie go spowodowałoby uzyskanie minusa u Vivi, który dodawał tylko więcej szansy, że będzie nachalna i upierdliwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Pon Lut 23, 2015 11:20 pm

Jak widać nieznajoma się uparła. Znowu ominęła Yaoh i zaszła mu drogę. Chyba nie da się za łatwo zbyć. W dodatku Yaoh coś mówiło, że raczej nie jest tutejsza. Jej dezorientacja w głosie na to wskazywała. Jednak Yaoh nie zamierzał ułatwiać nieznajomej zadania. Znów ją ominął, a omijając odpowiedział na jej pytania i zarzuty.
Żeby nie było, to ty się nawet nie przedstawiłaś. A w dodatku wymyślasz jakieś głupoty o "Łowcy Wiedźm".
Ciekawe, na ile uda mi się dowiedzieć o niej. Yaoh jednak czuje w tej rozmowie jakieś dziwne odczucie w stosunku do tej dziewczyny. Coś mu mówi, że im mniej będzie się wydawał normalny, tym bardziej się przyczepi. Ale Yaoh nie zamierzał się odsłaniać przed każdym, a więc czeka go swego rodzaju walka. Nastolatka zaproponowała mu gumę, ale Yaoh jakoś nie ma ochoty na słodkości. Zjadłby sobie pikantnego steka.
Dzięki, ale nie mam ochoty na słodkości.
Yaoh zainteresował się nietypowym zachowaniem dziewczyny, ale nie zamierzał się z tym zdradzać. W końcu po co?
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Park   Wto Lut 24, 2015 5:46 pm

Nieznajomy miał całkowicie przekichane z Vivi, a to dlatego, że ona nie przejmowała się jego zdystansowanym podejściem do niej. Nie była idiotką, która tego nie rozumiała, a zwyczajnie miała swoją ciekawość, którą kochała zaspokajać i tak błahe rzeczy jej w tym nie mogły przeszkodzić. Gdy tylko ją próbował wyminąć, ta ruszyła razem z nim i szła obok. W końcu, by rozmawiać nie musieli stać w miejscu, mogli sobie spacerować.
- A Ty przedstawiasz się od razu do każdego nieznajomego? - zapytała uśmiechając się zadziornie. Lubiła się z ludźmi droczyć, a tutaj chyba znalazła idealny obiekt. W ten sposób mogła sprawić, że pan "Łowca Wiedźm" wybuchnie i odkryje się na wszelkie jej ataki oraz prowokacje. - Wiesz, miła aparycja jest równie ważną częścią grzeczności. - dodała po chwili podnosząc wskazujący palec niczym pouczający belfer swoich podopiecznych.
Jego odmowa wzięcia gumy spotkała się jedynie ze wzruszeniem ramionami.
- Więcej dla mnie. - pomyślała Vivi i wzięła sama jedną gumę, którą rozpakowała, a następnie włożyła do ust zaczynając żuć. Intensywny smak maliny sprawił, że aż się uśmiechnęła.
Wyprzedziła go znów i zatrzymała się centralnie przed nim wystawiając dłoń do uścisku. Drugą w tym momencie lekko odgarnęła mokre włosy z czoła i przetarła policzki, by nie ściekał z nich deszcz.
- Jestem Beliaviel, ale mów mi Vivi. Wszyscy dziwnie akcentują moje imię, lepiej jak skrótem się posługują. - przedstawiła się z dalej wyciągniętą ręką do uścisku. Tak się witała, bo raczej nie wpadnie mu w ramiona, a szczególnie, że umysł podpowiadał, iż nie powinna w ogóle tego robić. Mówił "Kategorycznie nigdy nie ściskał nieznajomych", ale ciekawość była ciekawością. Tym razem jednak powstrzymała się. - To jak, jesteś Łowcą Wiedźm? Bo masz taki dziwny strój. - rzuciła całkowicie szczerze. Taka już była, nie hamowała się, bo w sumie po co? Jak chciała zapytać i coś wyrazić to wyrażała, nie ma co się ograniczać. Ograniczenia są nudne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Wto Lut 24, 2015 8:11 pm

A więc nieznajoma nie odpuściła. Yaoh jednak zadowolony z siebie, że to nie on stanął, a nastolatka ruszyła obok niego.Ciekawa osóbka z niej. Poświęcę jej troszkę czasu. W końcu i tak się jej nie pozbędę, to niech przynajmniej umilę sobie czas. Yaoh czekała więc rozmowa, a od tego, czy się nie da, to już czas pokaże. Dziewczyna wspomniała o przedstawianiu się nieznajomym i Yaoh sobie zrozumiał gafę, jaką popełnił. To nie jest Japonia, gdzie się każdy kłania każdemu. To Ameryka.
Zapomniałem, że to nie moje strony.
Odparł Yaoh, a kiedy usłyszał po chwili zdanie o aparycji, to postanowił nie oddać jej tu punktu.
Też do grzeczności nie należy nachalność.
Skoro nastolatka chciała z nim zadrzeć, to Yaoh nie zamierzał tak łatwo się poddać. Co prawda, nie jest to obojętność z jego strony, ale Yaoh nie zamierza się jej dać tak łatwo.A więc przepada za gumą. Dobrze wiedzieć. Może kiedyś jej kupię. Tak szli chwilę, po czym nastolatka zaszła po raz trzeci drogę Yaoh, ale tym razem wyciągnęła do niego rękę i się przedstawiła. Chciała by ją nazywać Vivi. Yaoh też podał rękę lekko kiwając głową, po uścisku sam się przedstawił.
Jestem Yaoh.
Po wypowiedzeniu swojego imienia, ukłonił się Vivi, tak, jak kultura w jego stronach wymaga. Po tym jak usłyszał póki co ostatnie pytanie dziewczyny, odpowiedział swoim bezbarwnym tonem od początku rozmowy.
Wątpię byś tu spotkała Łowcę wiedźm. Jestem uczniem Shibusenu.
Yaoh zaczął się zastanawiać, na ile Vivi zamierza sobie pozwolić wobec niego.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Park   Sro Lut 25, 2015 2:30 pm

Death City to również nie były strony Vivi, gdyż Chen pochodziła z Chin, lecz również mieszkała w Anglii, a sama demonica potrafiła szybko dostosować się do nowego otoczenia, zatem aktualna kultura raczej nie sprawiała jej problemów, mimo że niekiedy umysł chciał ją blokować. Przemilczała pierwsze jego słowa, by mógł się przedstawić, a gdy on pochylił się, ona uczyniła podobnie starając się go naśladować. Skoro on jej uścisnął dłoń co raczej nie było jego zwyczajem, to ona mogła ukłonić się. Wnioskowała, że podobnie jak prawowita właścicielka jej ciała, Yaoh pochodził z jakiegoś kraju azjatyckiego. Może również był chińczykiem?
- Więc skąd pochodzisz? Ja jestem z Chin, chociaż nie wyglądam. - zapytała podając również informację o sobie, by nie czuł się, że wyciąga z niego jakieś dane. Ponownie uśmiechnęła się zadziornie, bo nie miała zamiaru odpuszczać wcześniejszej przepychanki słownej. To nie w jej stylu.
- Ja mogę być niegrzeczna. Jeżeli wymagasz od kogoś grzeczności, to sam musisz być grzeczny. - po tych słowach uśmiechnęła się szerzej i mrugnęła mu okiem cofając się o krok. Przy okazji zrzuciła krople wody, które zdążyły się osadzić na jej rzęsach.
Gdy usłyszała, że jest uczniem Shibusen zdziwiła się. Ona nie podawała tej informacji tak łatwo, bo sytuacja w Death City stawała się coraz bardziej napięta. Pojawiali się Czarodzieje, Wiedźmy, a nawet Potwory i to o mniej miłej aparycji niż jej, no i znacznie mniej przyjaźniejsze. Lepiej było nie prowokować rozpowiadając każdemu, bo jeszcze zostałaby zabita, a przed nią jeszcze tyle ciekawostek świata.
- Bycie uczniem tej szkoły to prawie jak bycie Łowcą Wiedźm. W końcu na nie też "polujesz". - odparła nie zdradzając czy sama jest uczennicą. Mógł jedynie się domyślać, a to trudne nie było. Nikt z Chin nie przyjeżdża tutaj ot tak. Jeżeli pojawiają się w tym mieście ludzie z daleka, to z pewnością uczęszczają oni do Shibusen. Tak z 99% pewnością. Rozłożyła ręce na boki i z uśmiechem obróciła się na jednej nóżce, a deszcz, który na niej spoczywał został rozrzucony na wszelkie strony.
- Też lubisz spacerować podczas deszczu? - zapytała poprawiając mokre włosy, aż w końcu spojrzała na niego. - Czy masz jakiś inny powód? - dodała po chwili cofając się o krok i stając bokiem. Wskazała ręką na dalszą część dróżki przez park.
- Idziemy? Możemy rozmawiać po drodze. - no tak, skoro można było robić kilka rzeczy na raz podnosząc stopień ciekawości zajęcia, to dlaczego by tego nie zrobić? Tak już rozumowała Vivi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Sro Lut 25, 2015 3:02 pm

No, Vivi nawet się ukłoniła Yaoh.  Powiedziała nawet skąd pochodzi. I Yaoh zaczął mieć w tym momencie problemy. Yaoh z racji tego jak go wychowano, powinien odpowiedzieć na to skąd pochodzi, ale z drugiej strony, na im więcej pytań odpowie, tym więcej da pola manewru dla nastolatki. No i się Yaoh zagmatwał. Jednak zasady są dla niego bardzo ważne, więc odpowiedział na pytanie.
Z Japonii jestem, całkiem niedaleko Chin.
A następnie Vivi zaczęła kontynuować swoją przepychankę słowną. Ehh... I co ja mam zrobić? Zadziorna jest, kolejny punkt dla mnie. A więc tak, napastliwa, zadziorna, łatwo nie odpuszcza, lubi gumę do żucia. Już całkiem sporo o niej wiem. W dodatku lubi mieć ostatnie słowo i pochodzi z Chin. Ciekawa z niej osoba, nie ma co. Yaoh miał sporo przemyśleń przez Vivi, ale nie mógł nimi zaprzątać sobie głowy. Teraz musiał odpowiedzieć na zaczepkę Vivi.
Po twoim zachowaniu widać, żeś nie tutejsza. Mam dziwne odczucie, że byś z chęcią rzuciła się na mnie. A po za tym jeśli liczyłaś na cieplejsze powitanie, to pod zły adres trafiłaś.
Liczyła, czy nie, Yaoh nie zamierzał się odkrywać przed przeciwniczką. W końcu to on wie o niej więcej, niż ona o nim. Jednak jak Yaoh usłyszał porównanie ucznia Shibusenu do łowcy wiedźm, to aż prychnął.
To jest najgłupsza rzecz jaką Shibusen mógł zrobić. Taką opinie o sobie wyrobić.
Powiedział, po czym po chwili milczenia uzupełnił.
Nie liczy się kształt duszy, a to, czego w tej duszy nie widać.
I bardziej nie zamierzał na ten moment tłumaczyć Vivi. Był ciekaw jak dziewczyna zrozumie jego słowa. Jednak po kilku sekundach milczenia dodał jeszcze jedno zdanie.
Mnie nie interesuje kształt ani trochę, więc moje "polowanie", jest zupełnie inne.
W tym zdaniu nie przypadkowo użył słowa "polowanie". Miało to słowo dać do myślenia nastolatce, jak on postrzega świat. I tym samym miał nadzieję, że miss mokrego podkoszulka się odsłoni i powie coś więcej o sobie. Potem dostał kilka pytań i propozycję wznowienia podróży. Od razu na każde zdanie Vivi Yaoh odpowiadał.
Dla mnie deszczyk nic nie znaczy, ani to nie uprzyjemni, ani to uprzykrzy podróż.
Pierwsze pytanie z głowy, po chwili Yaoh odpowiedział na drugie, właśnie zadane pytanie przez dziewczynę.
Powód jest tak przy okazji, w końcu codziennie trzeba zrobić przynajmniej krótki spacer.
I została Yaoh tylko propozycja dalszej podróży.
To ty mnie zatrzymałaś. A drogi mamy jeszcze kawałek, bo idę na koniec miasta.
I wznowił swoją podróż chłopak, nie patrząc nawet, czy dziewczyna za nim ruszyła.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Park   Sro Lut 25, 2015 8:07 pm

Cóż, Yaoh srogo się mylił myśląc, że wie sporo o Vivi, lecz ta nawet nie miała świadomości, że ten tak uważa. Dziewczyna sama mimo odkrytego charakteru była nie lada zagadką. W końcu z ich dwójki to chłopak zachowywał się normalniej niż ona, zatem to demonica była tą bardziej zagmatwaną osóbką. Death City to dosłownie zbiorowisko osobliwości, a więc idealnie miejsce dla kogoś pokroju Beliaviel. Tutaj mogła się cieszyć swoim nowym życiem, a raczej życiem, bo wcześniej jedynie "istniała", a teraz otrzymała ciało. I w sumie tu na ziemi podobało jej się bardziej niż tam.
Stwierdzenie, że Vivi jest nietutejsza rozbawiło ją, aż się zaśmiała dosyć głośno. Było całkowicie trafne. Nie była stąd, bo pochodziła z czegoś co ludzie zwykli nazywać "piekłem". Pokiwała głową na znak zgody wciąż śmiejąc się.
- Całkowicie nietutejsza, bardziej niż Ci się zdaje, Yaosiu. - nawet zdrobniła jego imię. Wiedziała, że mu się nie spodoba, ale w sumie co ją to obchodziło? Yaoh było takie twarde i nudne, a Yaoś? Od razu przyjemniej i ciekawiej. - Schlebiasz sobie zakładając, że taka urodziwa panienka jak ja chciałaby Cię od razu wyściskać. Nie wydajesz się być milusim obiektem do przytulasów. - dodała po chwili szczerząc swoje śnieżnobiałe ząbki. - No i nigdy nie liczę na ciepłe przywitanie. Sam dobrze wiesz jak ludzie reagują na taki charakterek jak mój. - zakończyła i znów się zaśmiała, lecz znacznie słabiej niż wcześnie.
Zdziwiła się kiedy chłopak prychnął śmiechem. A zatem były w nim jakieś emocje, ale jakoś rzadko wydostawały się na zewnątrz. Wysłuchała co ma do powiedzenia w milczeniu, nie przerywała mu, nie wcinała się między wypowiedzi, mimo że dawał dłuższe przerwy między nimi. Z uśmiechem analizowała co mówił, by w końcu móc odezwać się.
- Zauważ, że powiedziałam "bycie uczniem tej szkoły". To znaczy, że pomijając Twoje wewnętrzne poglądy jesteś uznawany za swego rodzaju łowcę, lecz nie tylko wiedźm, ale także czarodziejów i potworów. Do tego Cię szkolą, a jak wykorzystasz to co wyniosłeś to już Twoja sprawa.[ Tak niestety będą Cię postrzegać. No i jako obrońcę słabszych. - powiedziała tłumacząc, gdyż mylnie ją zrozumiał. Mówiła także wciąż jakby sama nie uczęszczała do Shibusenu, a prawda była zgoła inna. Oczywiście nie kłamała, a jedynie ukrywała pewien fakt bez korzystania z fałszu.
Wysłuchała co dalej mówił, lecz postanowiła nawiązać najpierw jeszcze do jego wcześniejszej wypowiedzi. Ruszyła równo z nim splatając ręce za plecami, gdzieś na wysokości tyłka i w taki sposób sobie szła.
- Wiesz, masz całkowitą rację w swoich poglądach. Nie każda wiedźma, nie każdy czarodziej czy potwór chcą mordować i czynić zło. Do każdego trzeba podejść indywidualnie. - powiedziała coś wiedząc na ten temat, bo w końcu sama była potworem, a zła czynić nie pragnęła. W sumie dobro też było jej obojętne - niezbyt rozumiała oba te pojęcia, na pomoc przychodził umysł Chen dopiero. Dobro pozwalało jej żyć dalej z możliwością cieszenia się światem śmiertelników, a zło mogło ją ograniczyć. To wystarczało, by stwierdziła, że dobro jest lepsze i to tą ścieżką chce podążać.
- Tak, tak. Ja Ciebie zatrzymałam, bo musiałam się zapoznać. Nie chciało mi się biegać wokół Ciebie próbując zaciekawić. Teraz już jak jesteśmy znajomymi, to może to wyglądać normalnie kiedy idziemy i gadamy. - powiedziała spoglądając co chwilę na niego. W końcu zaczęła się bawić w robienie balonów z gumy do żucia, gdyż te akurat idealnie się do tego nadawały. Nie bez powodu nazywały się "balonowymi".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Czw Lut 26, 2015 4:22 pm

A więc Yaoh miał nad czym się zastanawiać. Zaczął analizować osobę stojącą przed nim i zaczął się zastanawiać co taka osoba robi w takim mieście. Jak usłyszał odpowiedź dziewczyny na jego stwierdzenie, że jest obca, musiał zadać pytanie.
Skoro jesteś nietutejsza, to po co przyjechałaś do tego miasta?
Yaoh pytając się jej bezbarwnie wydawał się, jakby nie zauważył, że zdrobniła jego imię. Jedna to nie było niedopatrzenie, a działanie mające na celu lekkie wybicie z równowagi Vivi. W końcu Na jej miejscu, po zdrobnieniu imienia, i to w taki sposób, spodziewałby się reakcji. Po tym słuchał jej tłumaczenia co do jej pytania. Na to Yaoh od razu odpowiedział nastolatce.
Będę tak postrzegany, tylko do pewnego momentu. A później nawet jeśli będę w shibusenie, moja własna opinia będzie ważniejsza od shibusena. Po za tym to jest miasto śmierci. Nie boję się tutaj potworów, czy wiedźm. Raczej słabe i nierozgarnięte osoby, pchały by się tutaj z zamiarem zabicia. A z takimi miałby nienajmniejsze szanse na wygraną.
Po tym chłopak słuchał dziewczyny i zaczęło coś mu nie grać. coś mi w niej nie pasuje. Nie jest jak zwykły człowiek, który grupuje wiedźmy, potwory, czy Shibusen. Będę musiał poznać dokładniej jej charakter. Po za tym niebezpiecznie jest mówić o tym w tym mieście. Jestem uznany za łowcę. Czegoś mu brakuje w jej wypowiedziach. Ciekawa gra się wywiązała.
Wiem, że mam rację.
Po odpowiedzi nastała chwilka ciszy, po której Yaoh dodał jeszcze pytanie od siebie. W końcu chłopak nie mógł odpuścić sobie tego pytania.
Bel, skąd u ciebie takie przemyślenia o indywidualności?
Tym razem Yaoh postanowił zagrać na nosie dziewczyny, zdrobniając jej imię teraz. Jak sam wspominał, gra już się zaczęła, a on nie zamierzał w niej przegrać. Ostatnie zdanie Vivi postanowił potwierdzić cichym pomrukiem i ruszyć dalej. Jego uwadze nie uszło, że nastolatka robi balony z gumy.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Park   Pią Lut 27, 2015 3:01 pm

Pytanie chłopaka o powód przyjazdu do Death City jej nie zdziwiło. W końcu skoro była nietutejsza to po co przyjechała? Oczywistym tokiem myślenia była chęć dowiedzenia się o tym. Vivi nie zamierzała kłamać, ale też nie zamierzała podawać całej prawdy, a jedynie jej część. Unikała kłamstw, te zbyt łatwo rozpracować, lecz sprawa zupełnie inaczej miała się kiedy mówiła prawdę, aczkolwiek niebędącą stu procentową odpowiedzią na zadane pytanie. Tego praktycznie nie dało się rozpracować, a dawało spore możliwości manipulacyjne w dyskusji. Uśmiechnęła się do niego i idąc znów zrobiła piruet z zadowoloną miną.
- Nie wydaje Ci się to miasto znacznie ciekawszym niż inne miasta świata? A ja nie lubię się nudzić. - odparła zgodnie z faktami. Od początku jej zamierzeniem było dobrze się bawić tutaj, bo miejsce raczej intrygujące, a na dokładkę była nauka w Shibusen, o której jeszcze Yaoh nie wiedział.
Nie zdenerwowała się też, gdy zignorował jej zdrobnienie imienia. Chciała sobie ułatwić mówienie, a jakby go zirytowała to w sumie bonus, dwie pieczenie na jednym ogniu, ale nie tym razem. Rozmowę o grzecznościach wygrała, ciekawiło ją jak pójdzie dalej. Cóż, przegadać Vivi to nie lada wyczyn, chociaż jeżeli chodzi o naukowe sprawy, to jej siedemnastoletni mózg nie posiadał takiej wiedzy, mimo iż należał wcześniej do Chinki, która była prymuską. W takich sprawach odpuszczała zazwyczaj jeżeli jej zasób informacji był zbyt mały do walki. Oczywiście próbując w jakiś inny sposób zwyciężyć.
Słysząc jego wywód na temat wiedźm oraz potworów zaśmiała się i tyknęła go palcem w policzek, który niemalże cały był zasłonięty przez wysoki kołnierz.
- Naiwnie z Twojej strony. - odparła jeszcze chwilę się śmiejąc. - Nowi uczniowie to wspaniałe kąski dla Wiedźm, Czarodziejów i Potworów. Niedoświadczeni, chodzący sami, bez swojego partnera. Death City to niczym szwedzki stół, ale trzeba być ostrożnym. - dodała po chwili i zrobiła kolejnego balona z gumy, który pękł osadzając jej się na wargach. Ściągnęła gumę językiem i rzuciła wzrokiem na chłopaka.
- Słabe i nierozgarnięte albo potężne i inteligentne. Jedni przychodzą zwabieni szybkim urośnięciem w siłę, a drudzy, bo wiedzą, że nic im nie zagraża. - powiedziała już znacznie spokojniejszym tonem. W milczeniu szli tak kawałek, aż w końcu roześmiała się słysząc pytanie ucznia Shibusen.
- Zaciekawiłam Cię, co? - zapytała zadziornym tonem z cwaniackim uśmiechem na twarzyczce. Była z siebie dumna, zaczął zastanawiać się jaka jest. Przechwyciła pałeczkę i nie zamierzała mu ułatwiać zadania. Niech się potrudzi, pogłówkuję, zobaczymy jak szybko odpuszcza, nudzi się. No, i użył skrótu "Bel", a nie "Vivi". Widocznie chciał dalej walczyć. "Bel" było dziwne, ale tylko dlatego, że nie była do tego przyzwyczajona. Nie robiło jej to różnicy, bo lubiła swoje imię w każdej formie.
- Sama jestem nieco oryginalna, nieprawdaż? - zapytała z uśmiechem. - Zatem wolę być brana indywidualnie niż całą masą, razem z tłumem nudnych osobników. Stąd moje przemyślenia o każdej indywidualności. - dodała wyjawiając jakieś pięćdziesiąt procent prawdy, gdyż drugie pół zostało ukryte. Nie zdradzi mu, że jest Potworem i woli być traktowana jako przyjaciel, a nie wróg. Byłoby zbyt łatwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Sob Lut 28, 2015 11:50 pm

Jak chłopak tylko usłyszał odpowiedź, że jest to ciekawe miasto, to od razu się zorientował, że nastolatka nie mówi mi całej prawdy. Wie, że jest tu niebezpiecznie. Więc sama ciekawość jej tu nie sprowadziła. A więc jestem przekonany, że nie jest zwykłym człowiekiem, oraz turystą. Yaoh czekała więc ciężka przeprawa z Vivi. Ale czuł, że kimkolwiek ona jest, może być warta jego zainteresowania. Po wywodzie chłopaka, dziewczyna się zaśmiała i go tyknęła w policzek. Chłopak jak wysłuchał co dziewczyna mówi o jego naiwności, to pomyślał, że czas ją wyrolować trochę. Zaczęła robić balon z gumy więc jej nie przerwie.
Pewna jesteś, że w pobliżu nie ma mojego partnera?
Yaoh zamierzał trochę wprowadzić w błąd rywalkę utarczek słownych. Nawet miał niewielką nadzieję, że zbije jej trochę pewności siebie. Widział jak pękł balon z gumy i usłyszał kolejne zdanie od dziewczyny na które odpowiedział.
A nie sądzisz, że inteligentna wiedźma nie wolałaby zmanipulować ucznia, by przeszedł na jej stronę?
Po tej wypowiedzi Yaoh szedł cicho słuchając nastolatki. Nie było sensu jej przerywać. Jak wszystko wysłuchał, to chwilę pomyślał, po czym zadał jej pytanie.
Kim jesteś? Bo nie jesteś zwykłą turystką.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 32
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Park   Pon Mar 02, 2015 7:48 pm

Dziewczyna bardzo dobrze bawiła się zwodząc chłopaka i ciągle siłując się z nim na słowa. Wpadł w jej pułapkę - świetnie. Teraz mogła czerpać z tego przyjemność, aż do momentu zakończenia podróży. Niewiele dowiadywała się o samym Yaoh, lecz zaspokajała swoją ciekawość w inny sposób, zatem wychodziło ogólnie na plus. Deszcz nie przestawał kropić i w sumie nie zapowiadało się na rychły koniec. Zawsze jest tak, że małe opady trwają długo, a gwałtowne krótko. Podobnie było z wieloma rzeczami, taka reguła świata.
Jego pytanie o pewność sprawiło, że aż zaśmiała się po raz kolejny i poklepała go po ramieniu kiwając głową na boki jakby w zaprzeczeniu.
- Oj Yaoś, Yaoś... - zaczęła jakby czymś całkowicie zawiedziona. - Jestem pewna z wielu powodów. Pierwszy - nie przyzwyczaiłeś się do tutejszych zwyczajów, więc jesteś nowy, a nowi nie znajdują partnerów ot tak. Drugi - nie jesteś typem, który w pierwsze dni znajdzie partnera, zbyt niedostępny. Trzeci - nie widzę Twojego partnera. Czwarty - nie chodziłbyś z nim osobno, bo wyglądałoby to tylko bardziej podejrzanie. - wyrecytowała bez chwili zawahania. Pewności Vivi nie dało się zbić, nie ten charakter. Szczególnie było to niemożliwe, gdy miała na poparcie silne argumenty, tak jak teraz. - Wystarczy? - zapytała zupełnie retorycznie na koniec i uśmiechnęła się do niego.
Kolejne jego słowa upewniły ją w tym, że jest całkowicie nowy. Powoli uczęszczając do Shibusen dowiadujesz się o tym jakie są zazwyczaj Wiedźmy i jak często zachowują się. On tej wiedzy nie miał.
- Wiedźmy są indywidualistkami. Słabi uczniowie bardziej przydadzą się im jako dusze, a mocni nigdy nie przejdą na ich stronę... a nawet jeżeli to i tak bardziej przydadzą się jako dusza. - odpowiedziała zgodnie ze swoją wiedzą. Była jej pewna chociaż nie miała pełnych informacji na te tematy, a jedynie plotki, kilka faktów i własne spekulacje. Na tym opierała swój sąd, no bo na czym innym?
Pytanie o to kim jest sprawiło, że roześmiała się jeszcze głośniej niż wcześniej. Cóż, nie zdradziła nic oprócz sporej wiedzy na tematy Shibusenu, aby ten mógł zakładać inaczej niż odparła. Oczywiście taką wiedzę zdobywał niemalże każdy mieszkaniec Death City, w końcu ciężko nie wiedzieć co pod własnym nosem się dzieje.
- Nie jestem turystką, mieszkam tutaj. - odparła z uśmiechem. - I jak widzisz - zwykła też nie jestem. Raczej nie spotkasz takich ludzi zbyt często. - dodała po chwili. Musiał się znacznie bardziej postarać jeżeli chciał się dowiedzieć nieco dokładniej, chociaż oczywiście Yaoś mógł zrezygnować po tej odpowiedzi, która była prawdziwa.
- To może Ty mi coś powiesz o sobie, hm? Na przykład... - zaczęła się zastanawiać patrząc w niebo, z którego wciąż padało i przystawiając wskazujący paluszek prawej ręki do ust, nagle odciągnęła go i wystawiła na bok jakby wpadła na coś genialnego. - Czy jesteś Władającym, czy Magiczną Bronią? No i dlaczego postanowiłeś zostać uczniem Shibusen? - zadała w sumie dwa pytanka, ale liczyła, że na oba odpowie.
Jednak chłopak milczał przez dłuższą chwilkę, co dało do myślenia Vivi. Nagle przypomniała sobie o czasie. Wyciągnęła telefon, na którego ekran zaczęły kapać krople wody. Zarówno deszcz jak i z jej włosów. Była spóźniona. Asesina na nią czekała! Spojrzała gwałtownie na Yaoha.
- Muszę uciekać! Mam nadzieję, że odpowiesz na pytania następnym razem! - powiedziała ruszając biegiem, po czym zatrzymała się i odwróciła w jego stronę truchtając w miejscu. - Do zobaczenia! - krzyknęła i wypruła przed siebie.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t108-tak-to-vivi
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Pon Mar 30, 2015 10:00 pm

Spacerowanie po mieście było rzeczą normalną u Tristy. Lubiła zwiedzać różne miejsca, oglądać wszystko co było możliwe i nawet lubiła się gubić. Jakby nie patrzeć gubienie drogi było rzeczą dość zabawną i ciekawą, ach ten dreszczyk emocji i niewiedza, czy gdzieś się dojdzie, czy zostanie na dłużej w określonym miejscu. Chodziła również z nadzieją, że może uda jej się kogoś poznać.
- Wiesz w ogóle dokąd idziesz?
Odezwał się Mort będący jak zawsze złej myśli. On to chyba naprawdę uważał ją za jakąś upośledzoną. Zawsze starał się jej wmówić, że nie ma racji i powinna się go słuchać.
- Nie mam ochoty na rozmowę ze Śmierciuchem w stanie rozkładu, wybacz.
Wymamrotała niebieskowłosa, idąc wciąż przed siebie. W pewnym momencie, gdy już znalazła się w parku, stanęła na środku, rozglądając się. Nikogo nie było, ani żywej duszy. Była sama z dwiema nieżyjącymi istotami, które jako jedyne rozpraszały głuchą ciszę, kłócąc się między sobą o to co zwykle. Niczego nowego się nie dowiedziała, po prostu zignorowała to i wywróciła oczami.
Zauważywszy nieopodal stojącą ławkę, skierowała się ku niej. Gdy już była wystarczająco blisko, usiadła na niej. Założyła nogę na nogę, podpierając brodę dłonią i patrząc znudzona przed siebie.
Co by sobie ktoś teraz pomyślał jakby przechodził? Dziewczyna z ogonem i dwoma skrzydłami, kłócącymi się same ze sobą.
-... czy ty nigdy nie możesz się ze mną chociaż raz zgodzić, zawsze musisz mieć jakiś problem?!
- A ty jesteś nie lepsza, ale z Ciebie "nieziemska" istota, jesteś bardziej wkurzająca od Tristy.
I tak dalej i tak dalej. Już nie miała nawet zamiaru reagować na te ich słowne przepychanki. Wiedziała jednak, że uczucie czegoś, co ciągle porusza się na plecach jest niezwykle dziwne. Dziewczyna licząc na to, że zaraz skończą się kłócić, obserwowała drzewa znajdujące się na przeciw niej.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Pon Mar 30, 2015 10:33 pm

Pogoda nie była zła, właściwie niebo było coraz czystsze. Czyżby powoli zbliżała się wiosna? Możliwe, że pąki liści niedługo zaczną tworzyć się na drzewach, kusząc słodką obietnicą cienia w upalne, letnie dni. Niebo rozjaśnione grało między gołymi gałązkami tworząc harmonijne blaski na czarnej ziemi gotowej do wypuszczenia nowego życia. Wszystko składało się na jedno słowo. Banalny, ludzki wyraz brzmiący w ustach niczym obelga porównywalny do zjawiska tworzenia nowego życie, jakie opisywał.
-Wiosna.
Ruri szła spokojnie przez park podziwiając dzieło natury. Szła powolny, dumnym krokiem kołysząc się jak gałęzie wierzby na wietrze. Patrzyła się na boki, lub pod nogi nie podnosząc oczu na ludzi, którzy mogli ją mijać. Spojrzenie swe gejsza powinna rozdawać skromnie z umiarem, by nie stało się ono pospolite. Ubrana była w krótką bluzkę przypominającą jasnobłękitne kimono z białymi lamówkami, przewiązany w talii węższym niż obi pasem haftowanym w czaple na czerwonym tle jedwabiu, związane w tyle w węzeł na kształt motyla. Nogi kobiety okryte były obcisłymi, czarnymi spodniami. Stopy zakrywały wysokie, masywne koturny na platformach do kostek. Przed pierwszymi promieniami słońca dziewczyna osłaniała się czerwonym parasolem, a jej złote włosy lśniły zaplecione w luźny warkocz przełożony przez lewe ramię, niczym złote nici wplecione między ozdoby na głowie maiko. Twarz dziewczyny jak zwykle była lekko pobielana pudrem, jej oczy były okalane lekko różowym cieniem i podkreślone czarnymi od tuszu rzęsami. Usta jak zwykle czerwone niczym dorodne, pełne słońca truskawki o słodkim smaku.
Leilana słysząc może z 2 metry od siebie dialog podniosła spojrzenie swych błękitnych, czarujących oczu na kobietę posiadającą parę skrzydeł i ogon. Jej spojrzenie wyrażało jednocześnie ciekawość, zdumienie, obojętność, zainteresowanie, nadzieję, radość i smutek. Jak mozaika uczuć porywały i zniewalały swą akwamarynową barwą.
-Witam.
Słowo, niczym najczystszy nektar kwiatu spłynęło z jej ust uzupełniając postać tajemniczej kobiety będącej jednocześnie Azjatką i Amerykanką. Panny tajemniczej niczym noc nieoświetlona żadną gwiazdą, a jednocześnie jasną i świetlistą jak samo słońce.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Pon Mar 30, 2015 10:55 pm

Przechodnie patrzyli się na nią dziwnie. Jedni wyrażali zdumienie i fascynacje, inni zaś przerażenie. W przeciągu niewielkiej ilości czasu na twarzach ludzi udało jej się dostrzec tyle emocji, że aż była pod wrażeniem.
Ludzie to takie ciekawe istoty. Niby wszyscy tacy sami, a jednak inni. Zupełnie jak kwiaty, drzewa, farby. Kwiaty róży niby wyglądały tak samo, lecz każda miała inny odcień i barwę, nawet jeśli stworzone był jako romantyczne, czerwone róże. Drzewa... Drzewa liściaste, drzewa iglaste. Dumne i potężne w swej sile, prostocie i wielkości. Twarde i ogromne stały mocno, korzeniami zagłębiając się w ziemi. Niby wszystkie takie same, a jednak każde różniło się układem gałęzi, wielkością liści a nawet odcieniem kory.
Natura potrafiła tworzyć prawdziwe dzieła sztuki, nie to co ludzie. Niby mądrzy i inteligentni, acz nigdy nie stworzą czegoś tak naturalnego i prawdziwego, wynalazki ludzi były sztuczne. Były dziełami sztuki. Bycie dziełem sztuki jest trudne.
Farby, kolejny wynalazek człowieka. Kolory pozyskiwane z naturalnych barwników, nieco urozmaicane. Niby dzieło na wpół ludzkie-wpół naturalne, ale i dawało radości i szczęścia tym, którzy je kochali. Łączenie farb dawało zupełnie inny, nowy kolor. To było w nich wspaniałe.
W powietrzu unosił się miły zapach, rześkie powietrze od razu pobudzało mózg i jego komórki do działania. Kto nie kocha tego zapachu? Zapachu świeżo wyrastającej trawy zmieszanej z orzeźwiającym, lekkim deszczem. Szła wiosna, wisiała w powietrzu.
Po pewnym czasie marzenie dziewczyny zostało spełnione. Zarówno Vie, jak i Mort umilkli. Przestali się kłócić, gdy wyczuli obecność jakiejś innej, obcej osoby.
- Tris, bądź bardziej uważna, co?
Rzekła Vie, przywracając ją do normy. Niebieskowłosa odwróciła wzrok. Skończyła oglądać drzewa, spojrzenie swoich dużych oczu przeniosła na nową towarzyszkę.
- Dzień dobry. Przepraszam, ale się zamyśliłam.
Powiedziała, posyłając dziewczynie niepewny uśmiech. Głos dziewczyny był melodyjny i przyjemny dla uszu, niezwykle delikatny i dziewczęcy, a zarazem porównywalny do słodkiego owocu. Była ciekawa jej reakcji. Czy zareaguje tak jak niektórzy, to znaczy... Przywita się i pójdzie dalej, czy może jednak spędzi z nią chociażby chwilę.
- Witam.
Mruknęła Vie na przywitanie. Na szczęście była miła, w przeciwieństwie do Morta, któremu najwidoczniej towarzystwo trzech kobiet nie odpowiadało.
- Może... Zechce Pani ze mną posiedzieć?
Zapytała niepewnie, odwracając na chwilę wzrok. Była kiepska w kontaktach międzyludzkich. Zwróciła uwagę na wygląd tej młodej kobiety, była atrakcyjna i zdecydowanie nie należała do tych typowo Amerykańskich kobiet.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Wto Mar 31, 2015 8:44 pm

Leilana spojrzała na nią spokojnie z wyrazem twarzy przypominającym uśmiech. Ale nie, ona się nie uśmiechała, gejsza się nie uśmiecha. Chowa wszystkie swe emocje, za maską spokoju i stabilizacji, jednak twarz Ruri była inna. Nie była stabilną, niezmienną kamienną rzeźbą, nieprzeniknioną i pustą.
Jej maska była pełna emocji, co prawda dalej nieruchoma, jednak ekspresyjna w swoim skupieniu. Oczy błyszczące jak szlachetny kamień wyrażające nienaturalnie dużo, niezmienne ryzy, jak wydłubane w białym marmurze i czerwone usta, zdające układać się w uśmiech.
Młoda Japonka lekko skłoniła głowę, dając do zrozumienia tym drobnym gestem, że dziękuje za zaszczyt. Każdy jej ruch był spokojny, jakby magiczny. Leila usiadła obok potwora na ławce składając swój parasol iście tanecznym ruchem i kładąc go sobie na kolana. Siedziała wyprostowana jak struna, nietrudno też się dziwić, jak kobieta mogła być tak zrelaksowana przy sztywnej postawie prostej. A jednak ona potrafiła, latami spała na ziemi, siedziała przez wiele godzin na piętach i oduczyła się innej postawy niż ta.
-Czasem nawet na jednej gałęzi mogą wyrosnąć różne kwiaty.
Gejsza nie patrzyła na niebiesko włosom, jednak wiedziała co ma zrobić. Musi się po prostu odezwać, zacząć konwersację, by wydobyć tą dziewczynę z uczucia ogarniającej ją melancholii i pewnie samotności.
Leilana odczuwała to, podświadomie wiedziała, że dziewczyna czekała na rozmówcę. Miała dar rozpoznawania ludzkich pragnień i nie ukrywała tego, jak i często potrafiła przyznać się do błędu.
Nie patrzyła też na dziewczynę, jednak na jej ustach wciąż zdawał się błąkać uśmiech. A może ta tajemnicza kobieta po prostu była wiedźmą i czarowała swoją postawą Potworka?
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Wto Mar 31, 2015 9:04 pm

Vie już nie zareagowała. Powitała nowo przybyłą kobietę, jakby przeprowadzając badania diagnostyczne. Najwidoczniej chciała się zorientować, czy może zostawić swoją podopieczną w jej towarzystwie. Diagnostyka najwidoczniej nie wykazała żadnych przeciwwskazań, gdyż dziewczyna w końcu wróciła do swojej naturalnej, śnieżnobiałej formy, zostawiając Tristy w towarzystwie gejszy.
Była odpowiedzialna i czujna, mimo, że zdawało się iż przestała jej pilnować w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Niebieska była pewna, że jeśli tylko Mort, lub Vie wyczują coś niepokojącego - zjawią się tu. Uwielbiała ich za to, że jakby mogli oddaliby za nią swoje drugie życie, to było duże poświęcenie. Byli jej aniołami, strażnikami, ochroną a zarazem jedynymi przyjaciółmi, była im za to wdzięczna. Mimo iż wydawało się, że te istoty "są, bo są" okazywało się inaczej, oni mieli od początku przydzieloną jakaś funkcję i do tej pory się jej trzymali i będą trzymać. Wiedziała to, nie po to została stworzona, by szybko umrzeć z własnej głupoty, bądź zwykł przypadek.
Również nie patrzyła na towarzyszkę, która chwilę temu się do niej przysiadła. Jednak, gdy japonka przemówiła, spojrzała na nią kątem oka. Była niezwykle opanowana, siedziała wyprostowana. Dziwiła się, że było jej wygodnie w takiej pozycji. Nie umiałaby tak długo wytrzymać, zaintrygowało ją to, tak samo jak jej słowa.
- Drzewo nie zawsze jest szczęśliwe, mając dodatkowe "obciążenie", lecz jeśli te kwiaty rozkwitną wyglądają pięknie. Drzewo staje się bardziej dumne i wyniosłe, niźli wcześniej. Nawet jeśli jest samotne, a później staje się nagle oblegane przez ptaki i podziwiających ludzi, zupełnie nic to nie da. Coś co powstało skazane na samotność i chwilowe wzbudzanie zainteresowania, skończy samotnie - takie jest jego przeznaczenie.
Odparła. Można by rzec, że była takim drzewem. Jej słowa były aluzją określającą jej obecny stan, ale czy ktoś to zrozumie? To było trudne, nie wszyscy wiedzieli czym jest metafora, albo aluzja. Na szczęście nie była żadną wiedźmą, nie miała problemów z ludźmi, lecz była czujna jeśli o nich chodzi.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Wto Mar 31, 2015 9:51 pm

Leilana słuchała jej spokojnie i uważnie, dalej przyglądając się pięknym drzewom, na których powoli rozwijało się nowe życie. No tak, kwiaty są piękne, rodzą się tylko po to, by na parę chwil olśnić ludzi swą urodą, a potem opaść martwe na ziemię, z nadzieję, że będzie im dane odrodzić się za rok. Tak samo było z ludźmi, rozkwitali i gaśli najczęściej przedwcześnie opętani własną rządzą przygody. Biegną za życiem, marnując w nim drobne, małe przyjemności, które potrzebują czasu do nacieszenia się nimi. Nie potrafią podziwiać zakwitających pączków liści, ani cieszyć się długą, ciepłą kąpielą. Wszystko chcą przyśpieszyć tracąc całą radość.
Natury nie można przyśpieszać, powinno zostawić się ją samą sobie. Pozwolić na rozwinięcie się w swoim rytmie, jednocześnie stosując się do tego wiekowego bicia serca.
Gejsza słuchając wypowiedzi swej towarzyszki uśmiechnęła się w duchu. Wyłożyła jej oba bowiem dość ciekawą teorię. Jednak, czy faktycznie samotność jest domeną kwiatów? Czy też każde stworzenie na ziemi nie czuje się na swój sposób samotne?
-Kwiaty ciągle odradzają się na nowo, ważne jednak by wśród tych zwykłych odnaleźć prawdziwie rzadki, kwitnący raz na parę lat, a przez to jeszcze piękniejszy niż inne.
Ruri, jak zwykle mówiła zagadkami. Dość tajemniczo spojrzała na dziewczynę akwamarynowymi oczami. Dalej błąkała się w nich niezliczona ilość emocji, jak fala zalewając i pochłaniając każdą osobę, która w nie spojrzała. Nie da się ukryć, że Leilana chowała w sobie wiele tajemnic. Z pozoru dość Amerykański typ urody przy przyjrzeniu nabierał coraz więcej Azjatyckich cech. Dumna i wyniosła postawa, była pełna delikatności i gracji. Tak jakby przy każdym, kolejnym spojrzeniem owa blond kobieta rozkwitała na nowo zmieniając się z pączka w piękny, orientalny kwiat.
Nie była ona zwykłym człowiekiem, było to bardziej niż oczywiste, że taka osoba nie jest nikim zwykłym. Nie może być wręcz szarym człowiekiem.
Władająca spojrzała na błękitno włosom z niezmienionym wyrazem twarzy, która była nie do odgadnięcia. Przypominała spokojna maskę, jednak zdawała się uśmiechać, tylko, że nie jest to do końca wyraz twarzy, który nazywa się uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Wto Mar 31, 2015 10:26 pm

Blondynka przypominała jej strumień. Mały, powolny strumyk dzielący polanę na dwie części. Woda w tym strumyku była stała, spokojna i opanowana. Nigdzie się nie spieszyła, płynęła spokojnie zgodnie z kierunkiem w którym zostało jej to nakazane. Zupełne przeciwieństwo rzeki. Rzeka przy tym strumyku była jak huragan łamiący drzewa i skazujący je na śmierć. Rwała mocno przed siebie, nie zważając na przeszkody, które stały jej na drodze. Rzekę można porównać do większości ludzi, który, jak zostało zauważone wyżej, żyją w pośpiechu, są w ciągłym ruchu i żyją w niepokoju i obawie o przyszłość.
Czy pośpiech był tą cechą, która gubiła ludzi? Z tego co pamięta, Henry zawsze się spieszył, prawie nigdy nie miał na nic czasu, był przepracowany i zbyt wiele wymagał w zbyt krótkim czasie. Chciał mieć wszystko. Jakby mógł zamienić się z Diabłem rolami, byłby gorszym Szatanem od samego pana podziemi. Również był opętany chciwością, chęcią przejęcia nad wszystkimi kontroli oraz starania się o to, by zawsze pamiętano o jego osobie i o tym, że wielki Henry wciąż żyje. Artysta, naukowiec i lekarz sądowy wciąż wymyśla coś, co pokaże naturze, że ludzie mogą więcej.
Przykre było to, że to nic innego, jak zwykłe złudzenie. Nie da się stworzyć dzieła piękniejszego, niźli tworzy maka natura. Człowiek myśląc w taki sposób, może tylko coś oszpecić.
- Taki kwiat zdarza się raz na jakiś czas. Wszystkie kwiaty są piękne, lecz ten jeden okazuje się najpiękniejszy... Przykre jest to, że takie kwiaty to naprawdę wyjątki, lecz ile później zachwytu i radości wzbudzają w innych. To jest takie... Urocze, a zarazem okrutne. Każdy zachwyca się tym najrzadszym, pozostawiając te zwyczajne gdzieś na boku. Taka jest ludzka natura.
Odparła. Nie widziała zbyt dużego powiązania ze słowami dziewczyny, lecz wszędzie, w każdym słowie znajdowało się jakieś nawiązanie do jej wypowiedzi.
Po chwili skapnęła się, że jeszcze się nie przedstawiła. Ależ to było niekulturalne z jej strony.
- Przepraszam, nie przedstawiłam się. Na imię mi Tristy.
Dodała w końcu, obracając się nieznacznie w stronę dziewczyny. W tej chwili nie wiedziała, jak może się zachować. Podać jej dłoń? A może jednak nie? Szczerze powiedziawszy przy takich osobach nigdy nie wiedziała co powinna zrobić. Milczeć, odzywać się, czy może jeszcze coś innego?
Mimo tego, że twarz dziewczyny zdawała się nic nie okazywać, można było dostrzec, że gdzieś w głębi się uśmiecha. A może i jest szczęśliwa? Tristy wiedziała jednak, że pod tą maską kryło się naprawdę wiele emocji, wyczuwała to.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Czw Kwi 02, 2015 12:34 am

Luciusz nie dawno dostał się do Deathcity po długiej podróży po Francji, gdzie całkiem nie dawno dowiedział się o dziwnym gatunku drzewa, po zbadaniu go w końcu chciał poznać miasto, w którym tak wiele się dzieje . Postanowił zwiedzić park w centrum miasta jednak tym razem nie miał ochoty na przebieranie się i zmienianiu swojej tożsamości jak miał to w zwyczaju, wziął tylko szybki prysznic i postanowił zapoznać się z każdym gatunkiem drzewa w parku, a także miał głęboką nadzieje, że spotka kogoś ciekawego . Idąc w stronę parku można było wyczuć w powietrzy przyjemny powiew wiosny i głosy wesołych pączków liści, które mają już w planach pokazać się wielkiemu światu, niczym bawiących się dzieci. Gdy wchodził do parku zdawało się ze kilka drzew nie znacznie nachyla się ku niemu. Obieżyświat szybko stłumił swoje wesołe myśli o wiśnie aby nie prowokować brnącej do niego natury. Niebawem zauważył dwie kobiety siedzące na ławce poczuł chęć zapoznania się z nimi wtrącając w rozmowę, jeśli nie zechcą jego towarzystwa najzwyczajniej odejdzie. W takim stroju nigdy nie czułem się zbyt pewny siebie z góry zawsze jestem nastawiony na porażkę, jednak pod cieniem mojego kaptura banalnie chowało się te uczucia. W drodze do kobiet oprócz obmyślania tysiąca wyjść aby nie spaprać sprawy, usłyszał ich rozmowę o naturze, ich poglądy były, nadto dojrzałe jak na ich wiek, a to nie lada komplement, na szczęście nie był zbyt kontaktowy, bez swojej maski, z którą czuł się, jak zwykły człowiek z początkiem i końcem nie był w stanie z siebie tego wykrztusić . Jednak ta maska pozwalała mu na ukazywanie swoich umiejętności bez konsekwencji dla jego bliskich . Nie zauważalnie stworzył sobie lepszą laskę jego wzrostu, która była przepięknie rzeźbiona celtyckimi wzorami za pomocą rodzaju magi, której na pewno nie spodziewały się zobaczyć w parku, Podzielę się z nimi moja opinią na temat wyjątkowych kwiatów jednak zrobię to w dość drastyczny sposób, muszę poszaleć ostatnio jestem zbyt oziębły Luciusz ukłonił się przed kobietami siedzącymi na ławce przyciskając lewą rękę do piersi a drugą trzymają swoją laskę . - Panie wybaczą mą śmiałość Wyprostował się. Spojrzał na przeciwną stronę ścieżki w parku, na której powoli zaczęła wyrastać ławka, która z całości wykonana była z żywego drzewa o 4 korzeniach i z dwoma podpórkami z liści po bokach. Obieżyświat usiadł na ławkę, która pod ciężarem jego samego i zbroi lekko zajęczała, po czym momentalnie pogrubiała i wyglądała na wiele solidniejszą. Sięgnął po fajkę i po tytoń z kieszeni ubijając go w swojej fajce . Starał się zebrać odwagę, pewnie z ich strony wyglądało to, co najmniej na popisywanie się jednak w środku Luciusz czul ogromny strach już wyszedł z wprawy konwersacji z ludźmi, on musiał tak działać tak podpowiadała mu intuicja, gdyż każdy przemyślany skrupulatnie wcześniej sposób wydawał mu się zbyt nachalny i oczywisty . - Uważam, że drzewo cieszy się z każdego pąku jak i kwiatu i jest z niego dumny przed jego powstaniem niczym dobrzy rodzice cieszą się z nie narodzonego dziecka, które dopiero dojrzewa w łonie matki. Znam naturę drzew są piękne tak z zewnątrz i na zewnątrz i każde z nich ma duszę. Człowiek wiele powinien nauczyć się od drzewa i nie oceniać po wyglądzie, a nawet, jeśli większość będzie tak postępować, to zawsze znajdzie się ktoś, kto w najbrzydszym kwiecie odnajdzie największe piękno, które po otrzymaniu wsparcia rozkwitnie najpiękniej, bowiem będzie miała najtrudniejszą przed tym drogę, którzy z czasem wszyscy docenią. Czekając na reakcje i na odpowiedź kobiet odpalił i zaciągnął fajkę dym unosił się nad jego głową i pętał się po jego ubraniu, przez to z spowitego na jego twarzy cienia można było zauważyć przebijające się tylko parę oczu połyskujących jak zielone szmaragdy.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Czw Kwi 02, 2015 10:46 pm

Leilana poczuła się zawiedziona, że nowo poznana osóbka jej nie zrozumiała. Tylko, że nie dała tego po sobie poznać, może jedynie błękitne oczy lekko ściemniały przez chwilę. Jednak była to norma w Ameryce. Tutaj ona była obca, z innego świata. Dla niej to co mówi jest oczywiste, jednak w odpowiednio ubrane w piękne, oszczędne słowa. Oni - Japończycy nie zwykli wylewać z siebie potoku nic niewartych słów, bez głębi. Jednak zaakceptowała jej słowa zastanawiając się bez pośpiechu nad odpowiedzią.
Już miała dobrane słowa, kiedy Potworna panienka odezwała się. Trzeba było przyznać, że posiadała dość ciekawe imię. Co prawda Zachodnie imiona nie były tak szlachetne jak ICH, nie posiadały też tak wielu pięknych znaczeń. Jednak czasem dorównywały w wymowie.
-Tristy...
Japonka wypowiedziała to imię pewnym półszeptem pieszcząc każdą literę i nie ukrywając swego zagranicznego akcentu. Spodobało jej się to imię. Było wyjątkowo dźwięczne i melodyjne.
-Masz wyjątkowo piękne imię Tristy. Ja jestem Ruri, miło mi cię poznać.
Oczy dziewczyny uśmiechnęły się. Może na jej twarzy też zagościł uśmiech, a może ty była tylko kolejna, zadziwiająca iluzja jej mimiki.
Kobieta odwróciła głowę i spojrzała na zbliżającego się mężczyznę. Odruchowo wyjęła zza obi swój wachlarz i zakryła nim połowę twarzy. Tylko jej akwamarynowe oczy widniały znad czerwonego papieru elektryzując i czarując swą urodą. Przyglądała się mężczyźnie, jednocześnie delikatnie wachlując. Prosty patent na przyciągnięcie uwagi, na określone części ciała - w tym przypadku oczy, przed którymi nic nie potrafiło się ukryć.
Przyglądała mu się uważnie, z ciekawością, ale i dozą dystansu. Niestety nie dało się rozpoznać o czym myśli lub też co czuje blond gejsza. Jej twarz nie wyrażała żadnych konkretnych uczuć. Tym razem oczy wyrażały za dużo, by można było cokolwiek z nich wyciągnąć.
Lekko skinęła głową słysząc głos zza kaptura. Przyglądała się spokojnie, jak za jego plecami tworzy się ławka. No tak, czarodziej. Nie zareagowała na ten fakt, nawet jeśli powinna. Pozwoliła działać losowi i spokojnie prowadzić dalej konwersację. Musiała być jak Młode drzewo wierzby. Poddawać się nieprzyjaznym warunkom, tylko po to by się do nich dostosować. Zaś się zawiodła na obcokrajowcach. Chyba powinna się w końcu przyzwyczaić do ich prostoliniowego podejścia do świata. Nie potrafili wszak czerpać korzyści z radości płynącej z kwiecistej mowy.
-Nawet kwiat potrafi wyrosnąć na łajnie, jednak nie każdy może zasłużyć sobie na miano kwiatu.
Może i zmieniła trochę swe słownictwo, jednak chciała się trochę posprzeczać z tą tajemniczą personą. Niestety też dalej nie wiedziała, co mogła by odpowiedzieć Tristy na jej dość głęboki monolog. Zerknęła na nią jednak starając się zorientować, jak zareaguje na nowo przybyłą, dość specyficzną osobistość.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Park   Pią Kwi 03, 2015 10:38 am

Tristy nie była przyzwyczajona do "kwiecistej mowy". Pierwszy raz miała do czynienia z taką osóbką jak Ruri. Jakby nie patrzeć, wcześniej "ojciec" trzymał ją pod kluczem. Nie miała czasu na poznawanie nowych ludzi, bardzo pragnęła zamienić z nimi chociażby kilka słów, lecz Henry jej tego zabraniał. Miała tylko ładnie wyglądać, jak prawdziwe dzieło sztuki stojące w muzeum. Zapewne większość ludzi, którzy ją oglądali zapewne myśleli, że wewnątrz jest pusta - jakby zrobili jej jakąś lobotomię. Niestety, nie było tak. Dziewczyna była bardzo uczuciowa, a wewnątrz miała mnóstwo emocji.
Mowa Ruri była dla niej czymś... Nowym. Powiedziała to, co myślała, że powinna. Mieszkając we Francji wiedziała, że ludzie w Paryżu posługują się zupełnie innymi słowami, lecz wypowiedzi Francuzów były również głębokie i było w nich wiele sentencji życiowych. Z jednej strony poczuła się głupio, nie potrafiąc zrozumieć słów Japonki.
-Dziękuję za te miłe słowa, rzadko słyszy się taki komplement. Również masz interesujące imię, mogłabym wiedzieć co ono oznacza?
W tym samym momencie miała wrażenie, że Mort był zażenowany rozmowami o kwiatach, zupełnie nic z tego nie rozumiał. Być może dlatego się nie odzywał. Chwilę później swoją obecnością zaszczycił je czarodziej. W tym samym momencie, oba skrzydła dziewczyny zmieniły kształt ( na takie.) zamieniając się w dwie, odrębne i żywe istoty. Siedząca obok Ruri mogła poczuć dotyk na swoim ramieniu, a na niej niebieską dłoń dziewczyny. Mort znajdował się z drugiej strony, może to i lepiej? Osoba nowo przybyłego zaciekawiła nie tylko Ruri i Tristy. W chwili obecnej jednak wszyscy go słuchali. Owa postać była równie specyficzna, jak Mort i Vie.
- Nie wątpię w Pana słowa, aczkolwiek odnoszę wrażenie, ze jakby mi wyrosło jeszcze dwadzieścia głów, nie byłabym zbyt zadowolona. Aczkolwiek, nie mam pojęcia... Nie znam się na drzewach.
Rzekła Vie, jakby zastanawiając się nad prawdomównością czarodzieja. Wyglądał na takie, co się znał. Tristy zaś jego obecność przyjęła w sposób obojętny, nie przeszkadzało jej towarzystwo czarodzieja, ani władającej.
- A ty jak zwykle musisz się wtrącić ze swoimi mądrościami, weź to ignoruj tak jak ja.
Rzekł Mort, urażony postępowaniem błękitnej dziewczyny.
- Daj spokój...
Mruknęła do niego Tristy, zaś Vie zupełnie go zignorowała. Dobrze postąpiła, chociaż nie będą się wykłócać.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Park   

Powrót do góry Go down
 
Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-