IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Aleja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Aleja   Nie Wrz 06, 2015 5:41 pm

Ray stał niewzruszony naprzeciw dziewczynki mając na twarzy lekki uśmieszek zadowolenia, czerpania przyjemności z rozmowy, którą prowadził. Lubił się droczyć, a w tym przypadku przypominało mu to drażnienie małego szczeniaczka, który potrafi być bardzo wściekły jeżeli chce, jednak jego malutkie ząbki niczym szpilki nie sprawiają żadnego zagrożenia, chociaż czasami mogą zadać troszkę bólu. Tak właśnie czuł się teraz kiedy ta kruszynka starała się mu odgryzać i dopiekać. Bawiło go to bardziej niż powinno, jednak sam nie znał właściwego powodu. Starał się zbytnio nie śmiać, bo mógłby ją urazić, a nie o to teraz chodziło. Nie był nawet świadom jak dobrze mu idzie irytacja "Avuś", gdyż ta zdawała się próbować ukryć wszelką złość. Wiedział, że jego słowa działają, ale z jaką siłą? Widocznie miał ukryty talent do denerwowania innych swoimi wypowiedziami. W gruncie rzeczy spodobała mu się ta umiejętność. Dawało mu to w pewnym stopniu władzę nad nimi. Osoby spokojne znacznie trzeźwiej myślą przez co mogą dowolnie odbijać argumenty innych oraz ich lekkomyślne działania. Tak, to było dobre.
Zupełnie nie połączył kropeczek od jej wyczuwania, że jest Magiczną Bronią, do ciągłego dotykania swojego ucha. Jakoś nie podejrzewał, że taka zdolność może działać w ten sposób. Raczej jak coś to wydawało mu się, że ewentualnie duchowo jakoś wyczuwa albo jest to przeczucie, a nie drażniące uczucie w określonych partiach ciała. Uznał, że zwyczajnie ją tam... swędzi? Boli? W sumie nic nie uznał, zignorował to jako zwyczajny ruch, który nic nie znaczył.
- Nie wydaje Ci się, że zaprzeczasz sobie? Najpierw tworzysz ze mnie istnego potwora zdolnego zabić w mgnieniu oka, a teraz twierdzisz, że nie zdołałbym uniknąć rzutu patyczkiem, lekkim kawałkiem plastiku, który przy mniejszym podmuchu wiatru byłby już metry dalej od celu. Dodatkowo trzeba mu nadać impet zwinnym zamachem, a ten chwilkę trwa. - powiedział i westchnął lekko. - Nawet gdybym nie zdołał uniknąć, to zdążyłbym zamknąć powiekę. Twoja spostrzegawczość powinna pozwolić Ci zauważyć, że patyczki nie są zaostrzone i nie zdołają wbić się nawet w odsłoniętą gałkę, a co dopiero przez powiekę. - dodał od niechcenia patrząc na nią tak samo beznamiętnie jak w sumie przez całą rozmowę, no prawie całą, bo czasami zdawał się być nieco bardziej żywy.
Później nastała salwa śmiechu przerywana kaszlem. Przez chwile myślał, że wypluje płuca albo umrze dusząc się, bo to połączenie było z pewnością mordercze. Wysłuchał jej starając się już zupełnie opanować i nawet nie zareagował na jej smutek związany z jego przeżyciem. Jej kolejne pytanie sprawiło, że w głowie zaczął tworzyć różne opcje, które mógł jej podać. Szukał takiej, która wzbudziłaby w niej niepokój. Kim mógł być? Piłą mechaniczną? Ogromnym ostrzem? Kosą? Rewolwerem? A może morderczym grzebieniem, bo jej włosy nie wyglądały jakby często były czesane. Ray w ten sposób mógłby uznać, że szczotki budzą lęk w tej dziewczynce i dlatego z jej fryzurą jest jak jest. Nie wiedział w sumie co mogłoby ją przestraszyć, więc szybko przestał rozmyślać na ten temat.
- Chcesz się przekonać? Jeżeli masz oczywiście na tyle odwagi... - powiedział z delikatnym, cwaniackim uśmieszkiem jakby drwiąc z niej. Uznał, że niewiedza i wprowadzenie jej samej w poważne zastanowienie czy chce to widzieć jest znacznie straszniejsze niż podanie jakiegoś przykładu. Szczególnie, gdy musiał strzelać i mógłby trafić w taką opcję, że wywołałaby u niej śmiech, a nie lęk. Zresztą... z Rayem musiało być coś nie tak skoro jego pragnieniem w alejkach było straszenie małych dwunastolatek. Wciąż nie miał pojęcia kim jest, chociaż to akurat problemem nie było. Niezbyt przejmował się wyjawieniem jej jakim rodzajem broni jest. Jakoś ciężko mu było pomyśleć, że jest kimś złym. Raczej wyglądała na jedynie dziwaczną dziewczynkę pochłoniętą przez własny świat. I musiał przyznać, że był w tym jakiś urok. Wszystko to potęgował jej dziwny ruch. Zaczęła się bujać w przód i na boki niemalże zataczając okręgi czubkiem głowy. Chłopak, aż się zdziwił jakim cudem ona utrzymuje równowagę w ten sposób, jednak szybko przerwał ten tok myślenia, w końcu rozmawiał z niezbyt zwyczajną osóbką. Mimo wszystko patrząc tak na nią, aż uśmiechnął się nieco bardziej przyjaźnie. Przez chwilę nie wydawała mu się małą - chociaż wciąż słodką - wredotą, która próbowała go upokorzyć i wyśmiać.
- Czyli zakładasz nasze przyszłe spotkania. Polubiłaś mnie, co? - zapytał ją, a jego wyraz twarzy zmienił się w bardziej zgryźliwy. Był pewien, że zaprzeczy. - Możesz mi mówić Ray, chociaż Malinka nie robi mi różnicy. - dodał po chwili przedstawiając się. W końcu nie znali swoich imion, to chyba był czas, aby chociaż on postanowił skorzystać z podstawowych zasad kultury osobistej. Raczej rzadko mu się zdarzało spotykać na alejach małe dziewczynki i od pierwszych słów prowadzić z nimi batalie, które miały wyłonić dominującą stronę. Nie wiedział na ile to źle świadczyło o nim, a na ile dobrze o niej. Jakkolwiek spory z dwunastolatką albo trzynastolatką toczone przez siedemnasto, prawie osiemnastolatka nie brzmiały nazbyt dumnie i Raymont w dalszym ciągu nie miał czym się pochwalić, nawet gdyby niezaprzeczalnie wygrał. Chociaż trzeba było przyznać tej kruszynce, że był z niej kawał bystrej, inteligentnej bestii jak na swój wiek. Ewentualnie nie miała zupełnie tyle lat na ile wyglądała i to jedynie Ray z uporem maniaka twierdził, że ma z pewnością przynajmniej cztery lata mniej niż on. Zdarzały się osoby, które wyglądały na znacznie, znacznie mniej niż rzeczywiście miały i przy okazji nie były wiedźmami, ani potworami, ani innymi magicznymi istotami, dla których młodość i czas to pojęcia bardzo względne, by nie powiedzieć, że dyskusyjne. Dla człowieka dwadzieścia lat to kawał czasu, jednak dla takiej wiedźmowatej? To raptem dwadzieścia lat, prawie nic. W sumie to nie miał pojęcia czy tak właśnie myślą, bo jego kontakt z wiedźmą polegał raczej na opatrzeniu jej, wymianie kilku słów i rozstaniu się.
- Teorii mam wiele, ale żadna nie trzyma się zbytnio kupy. Twoja prawdziwa wersja pewnie też jest niezbyt logiczna, dlatego nie mam co strzelać. Sama dobrze wiesz jaki w tym masz cel, chociaż nie powiem - jestem nieco ciekaw. - odparł, a następnie położył swoją prawą dłoń na jej głowie, przygniatając lekko czapkę, pochylił się nieco, aby wpatrywać się w jej oczy, a swoje przymrużył. W ten sposób stał kilka dobrych sekund w milczeniu jakby głęboko zastanawiając się. W końcu wyprostował się i zabrał rękę. - Biorąc pod uwagę, że rzucasz w ludzi lizakami i sama je zajadasz, to do głowy przychodzi mi jedynie... Lizakowy Miotacz? No, zakładając, że zawsze budujesz pseudonimy w oparciu o przymiotnik i rolę. - odpowiedział na jej pytanie, chociaż coś mu tutaj niezbyt pasowało. Musiała mieć bardziej dumną ksywkę, bo on ze swoim Malinowym Cesarzem brzmiał jakby jednak był najważniejszy. W końcu cesarz to dosyć poważna i potężna pozycja. Ostatecznie można wziąć pod uwagę, że przymiotnik jest najważniejszy, ustanawia jakby grupę, a te są w jakiejś hierarchii, zaś rola oznacza stanowisko w obrębie danej grupy. Przykładowo - Lizakowy był wyżej niż Malinowy, lecz ten znów był wyżej niż Jagodowy, to by dawało, że nawet jako Lizakowy Niewolnik byłaby wciąż ważniejsza niż Malinowy Cesarz, a on byłby ważniejszy niż Malinowy Agent i Jagodowy Cesarz. To nawet miało jakiś sens, chociaż rozdrabnianie się na tak wiele smaków... każdy mógłby być cesarzem swojego własnego. To byłoby wyjątkowo uciążliwe do zapamiętywania, bo co z miksami smaków? A niektóre mimo jednakowego smaku, to z różnych firm smakowały inaczej. To rodziło masę problemów. W końcu uznał, że ona nieważne z jakim tytułem jest najważniejsza, a oni z nieważne jakim tytułem są zawsze jej podwładnymi. I sprawa załatwiona.
- Co myślę? Ciężko powiedzieć. Procedura jest dziwna, a Ty urocza. Pseudonimy jeszcze dziwniejsze, chociaż chyba rozumiem proces ich tworzenia. Chętnie mógłbym powtórzyć procedurę za drugiego malinowego lizaka. - nagle zwrócił na coś uwagę, co początkowo umknęło mu zupełnie. - Większą część? Czyli to nie wszystko? Jest coś jeszcze? - zapytał nieco zdziwiony. Myślał, że skoro już pogadali, dostał lizaka i ksywkę, to raczej po wszystkim, a tutaj dalej jakieś działania? No i do czego to prowadziło? W dalszym ciągu nie miał najmniejszego pojęcia w jakim celu ona to robiła, bo jakoś nie wydawało mu się, że to zwyczajna zabawa na zabicie czasu. Była na to zbyt bystra, jakiś powód musiał być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Pon Wrz 07, 2015 8:21 pm

Ów piesek, gdyby nie był na pewnej smyczy, zapewne warczałby i wiercił, i wiercił, i wiercił, napierając na swoje ograniczenie coraz bardziej. Zaciskałby ząbki, hamując kłębiącą się złość w tym malutkim ciele, by następnie z całą swoją siłą zacząć szczekać i szczekać, wyzywając wtedy złego chłopaka, który zaczął drażnić małą bestię. Analizowałby miejsca, w której wtopienie swoich kłów zadawałoby największy ból, jednakże pozostałoby to tylko w wyobrażeniach. Bowiem smycz, która go ograniczała była na tyle mocna, że zerwanie jej kosztowałoby pieska naprawdę wiele. Nawet zbyt wiele. Dlatego też nie robił nic, co mogłoby wskazywać na ewentualną irytację. Nic poza morderczym wzrokiem, który mógłby, ale nie musi, rozrywać wszystko dookoła. Smycz była dla pieska zbyt ważna, żeby zrywać ją z powodu jakiegoś chłystka z alejek.
- Ojejku, no nie. Zaprzeczyłam sama sobie. Umrę. A tak serio, to nawet nie podważaj moich kompetencji! – powiedziała z lekkim rozbawieniem, ale i rozdrażnieniem. W jej angielskim powoli można było wyczuć fiński akcent (albo po prostu inny akcent), który objawiał się wtedy, kiedy zaczęła się denerwować i mówić dość szybko. – Moi przodkowie byli w stanie trafić obiekt zdecydowanie dalej od nich i to czymś zdecydowanie bardziej nienadającym się do rzucania. Należeli do tych takich legend! Jak tacy dawni Avengersi. Podobno byli znani jak ci japońscy mistrzowie ostrza, co to potrafili bronić się pojedynczym liściem! I w ogóle z takimi innymi czaderskimi ludźmi trzymał – powiedziała z zapałem typowym dla dziecka podnieconego nową zabawką, którą ma dostać. Zaraz potem się nieco zarumieniła, bo nigdy nie wygłaszała tego typu przemów, a jak już to robiła, to głównie dlatego, że była w kręgu przyjaciół i mogła sobie pozwolić na jakieś chwile luzu. A taka chwila luzu właśnie nastąpiła. Wyprostowała się i odchrząknęła. Przecież to nadal trzynastolatka. – Tak słyszałam.
Na dość śmiałą propozycję chłopaka od razu spochmurniała i wydawała się niezwykle niezadowolona z obrotu spraw. Na jej twarzy zawitało podenerwowanie, wcześniej całkowicie nieobecne. Zrobiła prawie że krok do tyłu i znowu chciała sięgnąć do buta, gdzie trzymała te najgorsze lizaki, przeznaczone tylko i wyłącznie do obrony. Takiej lizakowej. Zmarszczyła brwi i zmrużyła czujnie oczy, jakby próbowała grozić samym wzrokiem. Tylko spróbuj, a ta drobna dziewuszka coś zrobi. Tak naprawdę, to nadal ją to przytłaczało. Jak można zamieniać się w broń? Dlaczego brzmiał z tego powodu tak spokojnie? Dlaczego to dla niego było takie normalne? Dlaczego nie mogła sobie dalej żyć w Szkocji, prowadząc na spokojnie swoją Sekretną Policję? Czemu ze wszystkich miejsc akurat tu? Nadal tego nie rozumiała. Wypuściła z siebie powietrze, opuszczając przy tym ramiona, po czym machnęła na niego ręką. Ta wiedza nie była jej do niczego potrzebna. Niech sobie robi co chce. On i te wszystkie szajbusy z Shibusenu. Jeśli wszyscy byli tacy sami, to ona też by się chętnie rzuciła z wieży tej szkoły. Ugh.
- Jak już kogoś poznam, to zwykle nie daję tej osobie żyć. Także interpretuj to sobie jak chcesz, ale jedno jest pewne – jesteś cholerą. Ray? Zadziwiająco normalne imię. Nie myślałeś o czymś bardziej… Zresztą nieważne. Skoro jesteśmy już przy normalnych imionach, Malinko, nazywam się Averill. Nie musisz zapamiętywać, chociaż każde inne przezwisko niż „Avuś” jest mile widziane. Liczę na twoją kreatywność. – Machała w trakcie mówienia ręką, jakby go zbywała czy coś. Lubiła swoje imię, nawet była z niego dumna, ale jakoś też lubiła przezwiska. Wszystkie, byle nie Avuś. Chociaż mówienie do niej per „Lizaczku” uznawała za dziwne i dość nieprzyzwoite. Brzmiało w cholerę dziwne i nie wiedziała, czy miała się śmiać, czy też płakać. Dlatego zawsze wyglądała tak, jakby jej ojca harmonią zabili, delikatnie sugerując, że druga osoba popełniła w jej mniemaniu lekki nietakt.
Gdy tylko położył rękę na jej główce, poczuła to takie fajne uczucie w środku. Takie ciepełko. Zarumieniła się nieco, nie próbując nawet tego ukryć, i patrzyła przez moment w jego oczy. Ten gest był dla niej niezwykle ważny i przyjemny. Był czymś, co sprawiało jej wiele radości. Zwykłe położenie ręki na głowę. Może nawet lekkie pogłaskanie, zachodzące czasem pod drapanie. Nieważne kto, gdzie, kiedy, zawsze reagowała tak samo. Rumieńcem i niepohamowanym uśmiechem, który tym razem udało się jej ujarzmić. Chciała, by ta ręka dalej spoczywała na jej głowie, wykonywała te niezwykle uspokajające gesty. Zupełnie tak, jak pamiętała. Jak jej ojciec tak robił. Najpierw delikatnie głaskał ją po główce, by potem niemal niezauważalnie podrapać, jak małego szczeniaka. Jego solidna, lecz uprzejma, dłoń wydawała się jej zawsze taka wielka, że gdyby chciał, to mógłby zmiażdżyć jej głowę. Zamiast tego działał delikatnie. Niezwykle delikatnie.
Melancholijna chwila została przerwana jej szczerym, dość wesołym śmiechem, który nadal brzmiał tak, jakby ktoś dmuchał w piszczałkę.
- Lizakowy Miotacz brzmi bardziej jak nazwa broni. Przypadek? Ale z tym lizakowym to trafiłeś. Brawo. – Zaklaskała. – Postaram się, żeby potem wymyślać nieco bardziej złożone pseudonimy, bo za szybko mnie rozpracowałeś. Co prawda miałam kiedyś takiego jednego Cichociemnego Agenta… Hm? Może jednak nie mam żadnej metody? Może uruchamiam maszynę losującą? – Zaciamkała lizakiem. – Powinnam przestać przy tobie zadawać tyle pytań. Bo wyjdę na jakąś dziewczyneczkę, która zaczepia ludzi, a potem ich próbuje wyśmiać w obecności ćpunów i meneli. Jaka ja bym była zła. Co nieeeeee?
Na słowa, że jest urocza, odpowiedziała jakimś nieskładnym czymś. Coś tam było po angielsku, coś tam po fińsku, trochę się jej akcenty pomyliły. Wyglądała na zakłopotaną i nieco zawstydzoną. Bo usłyszeć, że jest się uroczym, w takim miejscu jest niezwykle magiczne. Zaraz potem się ogarnęła, wyjęła z ust już sam patyczek, po czym wyjęła jakiś inny lizak, nawet nie patrząc na jego kolor. Zaraz potem rozkoszowała się jogurtowym smakiem porzeczki, która smakowała wyśmienicie. Od razu się rozluźniła, po czym skrzyżowała ręce na piersi.
- Niestety muszę szanownego Cesarza powiadomić, iż malinowe lizaki mi wyszły. Jeśli chcesz kolejnego, będziemy musieli się kiedyś minąć. Właściwie, to wystarczy, że będziesz jeszcze wyściubiał nosa z tego przeklętego Shibusenu, a ja cię znajdę. Chyba że będziesz mnie unikał. Chociaż nie, to też cię znajdę. Rzadko bywa tak, że ktoś umyka mej uwadze, droga Malinko. Jak będę patrolowała teren z malinowymi lizakami przy pasie, to chętnie cię poszukam. Wcale się nie dziwię, że na nie jest dość spory popyt. – Spojrzała zaraz potem na niego, po tym jak zapytał o resztę procedury. Uśmiechnęła się jedynie szeroko, tak dość łobuzersko. Przyłożyła palec do ust. – Reszta jest już tajemnicą, mój drogi Rayu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Wrz 08, 2015 6:21 pm

U niej mordercze zapędy, u niego dobra zabawa. W swoim życiu chyba nigdy nie zdarzyło mu się prowadzić takich batalii słownych, które nie były oparte o wyrażanie własnego zdania i argumentowanie go. Co gorsze - spodobało mu się takie droczenie z innymi. Twierdził, że to dobre ćwiczenie na umysł, gdyż trzeba być bystrzejszym i bardziej spostrzegawczym niż swój przeciwnik. Należało szybko kojarzyć fakty, łączyć je i wnioskować, aby móc wyprowadzić właściwą ripostę. Przypominało mu to nieco szermierkę, którą ćwiczył jeszcze w Anglii. Tak samo należało obserwować ruchy przeciwnika, odpowiednio je blokować, unikać albo właśnie parować i wyprowadzać ripostę, kontratak wykorzystujący mizerne natarcie oponenta. Mimo spokoju Raya, to lubił pojedynki z powodu adrenaliny jaką dostarczały oraz skupienia jakiego wymagały. Pozwalało to wyciszyć całkowicie jego myśli i dać trochę "mocy" ciału, a także osobowości. Czuł się wtedy jak zupełnie inny człowiek, znacznie bardziej żywiołowy, którego proces od pomysłu do działania nie poprzedza wielka faza przemyśleń, a jedynie chłodna kalkulacja opłacalności, korzyści oraz przewidzenia wydarzeń wynikających z tego ruchu. Całkiem przyjemna odmiana, chociaż na stałe wolał jednak swój charakter.
Jej wypowiedź udającą przejęcie zignorował zupełnie, gdyż uznał, że nie ma co kopać leżącego. W końcu biedna dziewczynka już zaczynała się zbędnie emocjonować i używać jakiegoś dziwnego akcentu, który dla rodowitego Brytyjczyka jakim był Ray, pozostawał zupełnie odległy, a nawet niezrozumiały. Opowieść o przodkach-avengersach sprawiła, że oblicze chłopaka zmieniło charakter, spojrzał na nią pobłażliwie i zaśmiał się lekko.
- Masz rację, to z pewnością prawda, bo widzę w Tobie geny Hulka. - odparł z uśmiechem, rozbawiony jej historyjką. Nie miał nawet pojęcia o co jej dokładnie chodziło, ale uznał, że woli nie drążyć tematu. Jeszcze okaże się, że rozmawia z kimś komu rzeczywiście należałoby oddać odpowiedni szacunek, a on sobie z niej żartował i droczył się z nią. Nie żeby pozycja społeczna jakoś ruszała Raymonta, bo to chyba ostatnia rzecz, na którą zwracał uwagę, jednak problemów to on wolał nie mieć, a przynajmniej chciał być nieświadomy ich spowodowania.
Niesamowitym sukcesem okazało się zaproponowanie kruszynce ujrzenia na własne oczy przemiany. W tym momencie potwierdził, że albo jest strachliwą wiedźmą lub potworkiem, albo zwyczajnym człowiekiem, dla którego to on był potworem poprzez możliwość zmiany w śmiercionośną broń. Bardziej prawdopodobna wydawała mu się jednak druga wersja. Dziewczynka zabawnie wyglądała odsuwając się i przygotowując do walki, jakby dając znak Rayowi, że jeden niewłaściwy ruch, a rozniesie go w drobny mak. Gdyby ten wzrok był przyczepiony do jakiegoś rosłego mężczyzny o niezbyt przyjaznej aparycji, to może nawet czarnowłosy, by się zaniepokoił, lecz teraz uśmiechnął się tryumfalnie.
- Jestem cholerą? Mocne słowa jak na trzynastolatkę. Albo dwunastolatkę. - odparł rozbawiony, lecz zachowując swój spokój, jedynie kąciki ust podniosły się delikatnie, a wzrok stał się nieco... mniej obojętny? Tak, coś w tym stylu. - Averill... nigdy nie słyszałem tego imienia. Skąd pochodzisz? - zapytał ją i pogładził się dłonią po karku spoglądając chwilowo na bok, szybko jednak wrócił wzrokiem do jej twarzyczki. - Przezwisko? Skrótowo najłatwiej mówić na Ciebie Ave albo Aveł, ewentualnie Avcia, chociaż to też pewnie nie podoba Ci się. Można też Rill, Rilcia, Avi no i Mała Wredota. Z czasem okaże się, którego będę używał. - rzucił jakby od niechcenia propozycjami, które pojawiły mu się w głowie. Według niego najlepiej korzystać z tych od "Ave", gdyż przywodziły na myśl właściwy początek imienia.
Położenie dłoni Raya na głowie dziewczynki wywołało u niej reakcję, która zaskoczyła chłopaka. Nagle ta mała kruszynka wydawała się o jakieś milion dwieście dwadzieścia siedem tysięcy trzysta osiemdziesiąt dwa razy bardziej urocza. Nie, jednak z końcówką trzysta dziewięćdziesiąt cztery - po chwilowym zastanowieniu. Gdyby nie wprawa jaką Raymont uzyskał w spotkaniach z Rennevy, to mógłby nawet sam jakoś głupawo się uśmiechnąć, bądź zarumienić na widok tak urokliwej istotki, jednak zdążył się chociaż trochę wyćwiczyć. Wciąż wewnątrz miał rozrywające pragnienie przytulenia jej albo pogłaszczenia - tak głaszczenia, nie głaskania - jednak był twardy, nie dał się złamać. Nie mógł zawieść samego siebie. Jakim byłby Rayem, gdyby nie opanował emocji? Z pewnością mało Rayowym.
W tym przypadku jej śmiech wydał mu się nieco, ale to nieco bardziej przyjemny w odsłuchu. Zapewne to przez bardziej przychylne spojrzenie na jej osóbkę. Ewentualnie zwyczajnie zabrzmiała bardziej w ten sposób, gdyż wydawała się być dosłownie ugłaskana przez chwilę.
- Nie, nie jest to losowe. Znów zaprzeczasz sobie. Powiedziałaś, że rozpracowałem Cię i musisz opracować bardziej złożony mechanizm. To potwierdza moje słowa. - odparł z uśmiechem podkreślając swoje zwycięstwo. Przynajmniej w jego mniemaniu, bo takie dyskusje miały to do siebie, że ile stron, tyle zwycięzców. - Powinienem przestać podważać każde Twoje słowo, by upokorzyć Cię w obecności ćpunów i menelów. Jaki ja byłbym zły, prawda? - powiedział nieco przedrzeźniając ją i wzruszył ramionami.
Bełkot jaki usłyszał oraz zawstydzenie jakie zobaczył sprawiły, że nieco zdziwił się. Czy powiedział coś nie tak? Miał to do siebie, że mówił prosto z mostu i szczerze podawał cechy innych ludzi, bez uznawania tego jako komplement czy nie. Według niego była urocza i była to jej cecha równie ważna jak inne elementy charakteru. Nie czuł sam zakłopotania mówiąc takie rzeczy drugiej osobie, to dla niego dosyć naturalne. Patrząc tak na Averill w jego głowie zrodziła się pewna myśl, która zaskoczyła go bardziej niż cokolwiek tego dnia.
- Byłoby miło mieć taką siostrę. - na te słowa w swoim umyśle, aż zmieszany spojrzał na bok. Właśnie uznał, że przypadkowa dziewczynka z ulicy mogłaby zostać jego rodzeństwem z powodu jej charakteru, który wydawał mu się bardzo intrygującym oraz ciekawym. No, do tego ta słodka otoczka. Szybko otrząsnął się z tego, aby nie dało się po nim wykryć, że właśnie sam się zawstydził. Tak troszkę.
- Wiesz, że bycie stalkerem jest karane? - zapytał ją udając powagę, co zresztą w jego przypadku było całkowicie banalne. - I mam uwierzyć, że tak za darmo będziesz dawać mi tak dobry towar? Nie, nie, nie chcę mieć względem Ciebie długi. Co powiesz na taki deal - ja Cię będę głaszczył, a Ty mi będziesz dawać lizaki. Hm? - pomysł był bardzo sprytny, bo Ray zyskałby dwie przyjemności na raz w cenie jednej. Idealnie. Nawet nie zawahał się użyć tak odważnej decyzji, co z pewnością było dla niego sporą trudnością. Rzadko przejmował inicjatywę, wolał jednak być pasywnym, a teraz? Teraz zaatakował, wykazał się sprytem godnym Malinowego Cesarza. Ave mu! Dosłownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Nie Wrz 13, 2015 3:15 pm

Wystawiła język i przewróciła oczami. "Zobaczymy, jak będzie potem ją błagał o wybaczenie, ha! Jeszcze kiedyś mu się odgryzie. Niech wie, że zadarł z wielką snajperką!"- tak pewnie by pomyślała. Tymczasem zdała sobie sprawę z tego, jak to musiało zabrzmieć, skoro tak zareagował. Podniosłą ręce w geście poddania się, po czym zakołysała się na piętach. A potem na palcach. I tak raz jeszcze, i raz jeszcze. Znów wyglądała niezwykle uroczo, ale zaraz się opamiętała. Wiecie, niektórzy ludzie mają dziwne zachowania, jak zaczynają odpływać. Jedni zaczynają mrozić wzrokiem, patrząc się w jeden konkretny punkt. Inni zaczynają się uśmiechać i rumienić. A jeszcze inni po prostu milkną i bledną. U niej to było kołysanie się na boki. Czasem miała nieobecny wyraz twarzy, czasem nawet, uwaga, uwaga, zmartwiony! Tak! Co może być bardziej uroczego od takiej kruszynki, która się kiwa na boczki i coś wyraźnie ją trapi? Otóż nie może nic! Zapytajcie każdego, kto zobaczy ten dość osobliwy widok, a jestem pewna, że powiedzą to samo.
Zmrużyła oczy jeszcze bardziej, kiedy on uśmiechnął się triumfalnie. Nienawidziła tego, jak to robią. Wszystkie Magiczne Bronie lubią straszyć każdego ludzika po drodze? A może widzą w nich tylko kontener na te pieprzone dusze? Nigdy nie pytała o pracę ojca, a nawet gdyby zapytała, to pewnie by jej nie odpowiedział. Nigdy nie opowiadał o tym, co takiego robił. Matka wydawała się to szanować, ale ją to zawsze... dziwiło? Co takiego niebezpiecznego robił tata, że nie opowiadał? Czy coś mu tam robią? Coś on złego robi? A może to ona była taka ciekawska? Przyzwyczaiła się, że każdy mówił o tym, co robili w pracy, szkole. Westchnęła i się rozluźniła. Miała ochotę mu przywalić. Tak mocno. Chociaż z drugiej strony się bała. Co jeśli on zamienia się w zupełnie normalną rzecz, ale... morderczą?! Zabójczy mikser, który niszczy jelita. Hipnotyzujący telewizor? Sokowirówka zagłady, która swyi ostrzami jest zgładzić każdy owo... każdego niewiernego! Jeśli był zboczeńcem, to mógł się zamieniać w morderczy stanik. Ale na ten temat już wolała nie rozmyślać, bo jakoś wizja zabójczego stanika sprawiała, że miałą ochotę strzelić fejspalma z własnej głupoty.
- Przepraszam, to wszystko, na co mnie stać - odpowiedziała kąśliwie z udawaną przykrością. - Trzynasto. Zgadłeś - powiedziała i zaklaskała. Niechętnie, ale zaklaskała. Czy on ma z tym jakiś problem? To co, że miała tylko trzynaście lat? Znaczy, on jeszcze nic nie powiedział, ale zastanawiała się, czy będzie z powodu wieku na nią patrzył z góry. Właściwie robi to od samego początku, także... - Jestem pewna, że nie słyszałeś o takim imieniu jak Nashetania - powiedziała z lekkim zaciekawieniem. Nie dziwiło ją w sumie to, że nie słyszał tego imienia. Mieli je tylko wybrańcy. - Urodziłam się w ogóle w Walii. Ale z pochodzenia jestem Szkotką i Finką. Nazwisko mam po ojcu, a imię po zachciance matki. Wzięła wielką księgę unikatowych imion i otworzyła na przypadkowej stronie. Nie wiem jak to zrobiła, skoro otworzyła niemal na samym początku i padło na Averill, które jest w ogóle imieniem unisex. Co do przezwisk, to coś czuję, że Mała Wredota będzie padało z twych ust najczęściej, Malinko.
Głaskanie było bardzo miłe. Nawet bardzo, bardzo miłe. Ale zaraz przeszli do tej ich... przepychanki słownej? Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Pojedynek na przecinek i kropkę, o. Najlepsze. Wyszczerzyła swoje ząbki, po uprzednim wyjęciu lizaka z buzi. Chyba jej śmiech już nie działał na niego jak odstraszacz. Albo ona tego nie wyczuła.
- W moim wieku to chyba jeszcze normalne zachowanie, nieprawdaż? Albo mam sklerozę, bo nie pamiętam tego, co powiedziałam jakieś pięć minut temu. Albo w ogóle rzucam słowa na wiatr, niech sobie leeeecąąą i leeeeecąąąąą. - Wykonała uroczy gest, który polegał na nieco chwiejnym obróceniu się wokół własnej osi na jednej stopie, dokładniej na pięcie. Ręce rozłożyła, a jej buziuchna wyglądała na zamyśloną. Zwiększyła dystans między nimi swoimi obrotami, po czym odwróciła się wprost do niego. - Prawda - skwitowała tylko.
To trochę tak, jakby powiedzieć osobie poważnej, że jest urocza. Kompletnie niespodziewany komplement, którego się chciało właśnie uniknąć. Bo jak się pracuje nad poważnym wizerunkiem, to stwierdzenie, że jest ktoś uroczy jest jak porażka. To jest porażka. Ale z jednej strony ktoś umie dostrzec urok w tym, co ta osoba robi. Lub najzwyklej w świecie chce jej dopiec. Ona, najlepszy agent Sekretnej Policji, została nazwana uroczą. To było jak cios w serce. Nigdy nawet nie próbowała być urocza, a to życie robiło za nią. I może nieświadomie ona. Dlatego to się spotkało z taką, a nie inną reakcją. Jej mały móżdżek niezbyt wiedział, co ma zrobić. Pomyliły się moduły i zamiast po angielsku, to odpowiedziała po fińsku. Po czym chciała się zreflektować i przeprosić w języku Muminków, ale nagle włącznik się przełączył i nawijała po angielsku. Akcenty to była sprawa już w ogóle obca. Co to akcenty? Który był do którego języka?
Zauważyła jednak to spojrzenie w bok, jakby zupełnie o czymś abstrakcyjnym pomyślał i nie chciał się teraz do tego przyznać. Spojrzała swoimi dużymi oczkami na niego, po czym się uśmiechnęła. Tak łobuzersko.
- O czym pomyślałeś, że odwróciłeś swe śliczne oczęta? Hm? - zapytała. Zaczęła kreślić słodyczkiem ósemki w powietrzu. Zastanawiało ją, co takiego sobie o niej pomyślał. Że by ją wziął i zabrał? To zahaczało o coś niebezpiecznego.
- Pff. Mam ciekawsze rzeczy do roboty niż śledzenie ciebie. Aż tak sobie nie dodawaj. Moją robotą jest robienie patrolów w tym mieście, więc szanse są dość spore, że cię spotkam. O ile będziesz wyściubiał nosa. A za to nie ręczę. - Zakręciła lizaczkiem, który zaraz wylądował w jej ustach. - Wierzyć mi nie musisz, nie tego od ciebie oczekuję - powiedziała, chichocząc. Zaraz potem prawie udławiła się lizakiem, którego sobie w spokoju ciamkała. Wybałuszyła oczy, gwałtownie pociągnęła za patyczek i zaczęła kaszleć. Brzmiało to trochę tak, jakby cziłała psikała. Czy coś. - O cholera! Chłopie! Chciałeś mnie zabić? I kto tu się pyta, czy jest niebezpieczny? - Dyngs. 1:1. - Czemu niby chciałbyś mnie... głaskać? To twój fetysz? Zbierasz dziewczynki z takich szemranych alejek, próbujesz zagadać, a potem zabierasz do tajemnej piwnicy na głaskanko? - zapytała dość czujnie. Nie żeby coś, ale w tym musiał się kryć podstęp. Ona to czuła. Ucho jej tak podpowiedziało. Tak jak to, że on jest Bronią. Chyba że ją po prostu przedrzeźnia. Czubek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Aleja   Pon Wrz 14, 2015 3:23 am

Moduł oceniania wieku po wyglądzie pracował w Rayu jeszcze sprawnie, bo udało mu się trafić. Miała trzynaście lat, chociaż zachowywała się na trochę więcej. Gdyby nie jej wpadki oraz dodać do tego trening nad ripostami i kojarzeniem faktów, to strzelałby, że ma zgryźliwość starych tetryków. Tak to niestety wciąż była małą dziewczynką obdarowaną bystrym umysłem, która starała się z całych sił być tą dominującą w rozmowach.
- Jeszcze kilka rozmów ze mną, a wyćwiczy się. - skwitował w myślach Ray, dosyć mało skromnie, ale jak dotychczas czuł się niczym ryba w wodzie. Pierwszy raz prowadził pojedynek na "przecinek i kropkę" i obawiał się, że to jego żywioł. Ostatecznie nie chciał wychodzić na jakiegoś zgryźliwca, wredotę czy coś, zwyczajnie skoro zaczęła tę grę, to on podjął wyzwanie, a wtedy uaktywnił się jego talent, o którym sam nie wiedział. No, ewentualnie miał tym razem szczęście i lepszy dzień, że szło mu tak dobrze. Dyskusja się jeszcze nie skończyła, Ave wciąż mogła go pokonać jednym niesamowicie celnym spostrzeżeniem. O ile Raymont się odsłoni.
Nashetania. To takie imię w ogóle istniało? Tak jak zakładała dziewczynka - nie znał go i nie słyszał nigdy o nim. Całe szczęście miał normalną matkę, która postanowiła nazwać go... po ludzku. Z dobrym gustem. Przynajmniej tak mu się wydawało, bo lubił swoje imię. Brzmiało całkiem dobrze i miało wygodny skrót. Całkiem fajne.
- Nie słyszałem. To Twoje drugie imię? - zapytał lekko zdziwiony czy pokarano ją kolejnym dziwnym. Albo pobłogosławiono, jak to woli, zdania są różne. Po głębszym zastanowieniu stwierdził, że Averill jest również w dobrym guście. Brzmiało ciekawie i zaskakująco dobrze. Można było zrobić wiele wygodnych skrótów, z czego również trzyliterowy jak z Raymont, który był pierwszymi znakami. Wygodne. - Urodziłaś się w Walii, z pochodzenia jesteś Szkotką i Finką, a aktualnie mieszkasz w Stanach Zjednoczonych, na pustyni. Nieźle. - zastanawiało go czy źle znosi upały skoro raczej ma w sobie krew ludzi zamieszkujących z goła chłodniejsze tereny. No i przypomniał sobie, że finka to taki nóż. Mały i ostry, wydawałby się niegroźny, ale potrafi skaleczyć. Poniekąd pasowało to do Ave, tyle że nożyki nie mogły być urocze. Chyba, że dla jakiegoś niesamowitego fana lub dewianta. Mniejsza. - Mała Wredota jest zbyt długie, pozostanę przy Ave. - dodał po chwili i zmrużył oczy przyglądając się ze skupieniem dziewczynce. - Unisex mówisz... Zatem równie dobrze możesz być chłopcem. - powiedział podejrzliwie, lecz nagle pokiwał głową na boki, a także ręką i odsunął się na krok. - Nie, nie. Zapomnij, nie musisz mi niczego udowadniać, nie było tematu. - rzucił błyskawicznie, a jego oczy otwarły się szerzej niż normalnie. Alejki, siedemnastolatek i trzynastolatka, udowadnianie płci. To nie brzmiało dobrze. Gdyby miała więcej lat, to ich rozmowa mogłaby zostać uznana za pewien rodzaj flirtu. Niech nikt lepiej nie myśli zbyt intensywnie nad tym.
Nie odezwał się na jej słowa o sklerozie, jedynie przyglądnął się manewrowi jaki wykonała i uśmiechnął lekko. Po raz kolejny stwierdził, że urocza z niej istotka. Dosyć dziwna, ale miało to w sobie jakąś magię. Przynajmniej była dziwna w ten pozytywny sposób. Chociaż to też kwestia sporna, bo nie każdy powiedziałby, że taka dyskusja plus rzucanie lizakami to coś dobrego, komfortowego. Jakkolwiek - Ray zawsze był tolerancyjny, więc odmienność nie przeszkadzała mu dopóki nie podważała moralności człowieka.
Tak, kolejny raz wyszło jak słabym aktorem potrafi być Raymont. Jak już jakaś emocja wypłynie na wierzch, to nie potrafi jej obrócić w odpowiedni sposób, by wyszło inaczej niż jest rzeczywiście. Parodiować zachowania czy ogólnie cokolwiek potrafił, lecz gra aktorska była zupełnie, zupełnie poza zasięgiem jego zdolności. Mała bestia szybko zauważyła, że coś było nie tak skoro spojrzał na bok i - widocznie - wyglądał na zmieszanego. Trzeba było szybko wymyślić wymówkę, chociaż został zaskoczony.
- Śli-śliczne oczęta? Podrywasz mnie? - mimo zająknięcia się, to uderzył z grubej rury, aby Ave szybko zapomniała o zawstydzeniu chłopaka, a skupiła się na zaprzeczaniu i wyśmiewaniu jego podejrzeń.
Więc twierdziła, że nie śledzi, a jeszcze chwilę temu mówiła, że i tak znajdzie go nawet, gdyby się ukrył. Już nie chciał jej wytykać trzeciego w tej rozmowie zaprzeczenia własnym słowom, więc jedynie westchnął przymykając oczy i kiwając lekko głową na boki. Nie, jednak nie miała szans na pokonanie go w tym pojedynku. Wyskoczył ze śmiałą propozycją, na którą odpowiedział mu kaszel. Teraz to on omal nie udusił jej.
- Troszkę szkoda gdybyś umarła. Masz dobre lizaki. I byłbym posądzony o morderstwo małej dziewczynki. Twój wygląd z pewnością działa na moją niekorzyść. - odparł zupełnie niewzruszony jej reakcją. Pominął czwarte zaprzeczenie sobie, chociaż teraz to było jedynie skreślenie gdybania. Skoro nie pamiętała co powiedziała pięć minut temu, to tym bardziej co powiedział on pięć minut temu, a jednak zdołała wykorzystać jego słowa na zadławienie się. Widocznie zapominała i przypominała sobie wszystko kiedy chce oraz jak chce. Na jej pytania uśmiechnął się, tak nieco dumnie, a nieco podejrzanie.
- Zauważ, że pytasz mnie dlaczego chciałbym Ciebie głaskać, a nie dlaczego chciałabyś być głaskana. Dostrzegasz swoje podświadome priorytety? - tą uwagą sprawił, że sam był przez siebie dumny, aż uśmiech obnażył lekko jego ząbki, tak celnie trafił. Jej pytanie było z tego typu kiedy druga osoba nie wierzy, że inna mogłaby zrobić coś, czego chce, a nagle ta pierwsza wyskakuje z propozycją odnoszącą się do upragnionej czynności. Wtedy zawsze pojawia się pytanie dlaczego ktoś chciałby zrobić akurat to skoro to może być albo dziwne, albo niepotrzebne, bo są inne rzeczy, które mógłby wykonać. W przypadku Raya to jednak była śmiała próba upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu i chyba trafił. Chyba, chociaż wierząc swoim zdolnościom interpretacji słów, to był niemalże pewien. Raczej lubiła być głaszczoną. W końcu roześmiał się, rozładował swoją napompowaną dumę. - Śmiałe podejrzenia. Może wpadniesz do mojej piwnicy i przekonasz się czy masz rację? - zapytał przywracając na swoje usta cwaniacki uśmieszek. To zabawne jak naturalne stało się dla niego uśmiechanie w różne sposoby przy niej. Początkowo obojętność, a z czasem coraz więcej emocji. To samo miał z Rennevy i wytłumaczyć to potrafił jedynie stwierdzeniem, że im bliższa staje mu się osoba, tym więcej emocji przepuszcza jego podświadomość, intuicyjny filtr.
- Wiesz, jestem Magiczną Bronią poza domem. Nie pracuję, uczę się tutaj, a utrzymuję się z przysyłanych mi pieniędzy. Jak widać - nie mam własnego zarobku, więc nie mogę szastać pieniędzmi. Głaszczenie to opcja bezgotówkowa. Mogłoby służyć jako zapłata, bo nie zdarza mi się głaszczyć kogokolwiek, więc to dosyć unikatowe z mojej strony, a podobno unikaty są wartościowe. No i ta czynność jest stosowana często jako forma pochwały, więc wydała mi się bardziej stosowna niż cokolwiek innego. - na poczekaniu dorobił całą historię do kwestii własnego pragnienia pogłaszczenia jej. Pytanie dlaczego ciągle mówił z błędem? Było to zamierzone, tyle mogę podać. Co do pieniędzy, to rodzina przysyłała mu jej zbyt wiele, odkładał i prosił, by jednak ograniczyli sumę, lecz jakoś niezbyt go słuchali. On i tak oszczędzał wydatki, bo pochodzenie z biednej rodziny nauczyło go poszanowania do pieniędzy, których w sumie nienawidził, lecz to sprawa na inną rozmowę. Powoli przymierzał się do pracy, aby móc całkowicie odciąć się od "kieszonkowego", które dostawał. Nawet jeżeli wciąż, by je wysyłali, to on zamierzał je odsyłać, by zrozumieli, że zaczął utrzymywać się samodzielnie. Jak na razie, to miał kilka ogłoszeń na oku, lecz wciąż wahał się. Praca to poważna sprawa, musiałby być odpowiedzialny, punktualny i wiele innych dorosłych czynności, które byłyby na nim wymuszane. To już nie kwestia chęci. Nie lubił ograniczeń, a nie chciał nikogo zawieść. Musiał się jeszcze trochę zastanowić.
- To jak, bo uniknęłaś odpowiedzi - zgadzasz się? Jak nie, to wiedz, że będziesz musiała mi dawać lizaki za darmo o ile zechcesz by były bezpłatne. - dodał kończąc wywód z głaszczeniem i zapłatami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Sro Wrz 16, 2015 5:14 pm

Averill potrafiła prowadzić naprawdę dziwne rozmowy. Zależało to tylko od tego, co jej przyjdzie do głowy i z kim ma do czynienia. No bo jeśli natrafi na jakiegoś myśliciela, to stara się nadążać poziomem abstrakcji i życiowych rozmyślań. Nie prowadziła walk na przecinek i kropkę, dopóki nie uważała tego za odpowiednie do sytuacji. O ile ona nie przepadała za przepychankami słownymi, o tyle lubiła konwersować… o niczym praktycznym. Co jej ślina na język przyniesie, znajdowała swój własny tok rozumowania lub jakiś nurt, którego się kurczowo trzymała i pozwalała, aby ją poniósł. Co do Raya… Czyżby to był jego konik? A może po prostu otwierał się na tyle przed innymi, że wychodziła na wierzch jego dusza wojownika wypowiedzi? Ona nigdy nie uważała się za pierwszej klasy dyplomatę, a jedynie słownego popaprańca. Tak, dokładnie, popaprańca. Dziwną jednostkę, która nie umie rozumować tak, jak inni tego od niej oczekują.
Nashetania to bardzo ładne imię, które, co prawda, nosi chyba z pięć osób na tym świecie. I jedną z nich jest matka Averill. Dziwne imiennictwo najwidoczniej mają we krwi, bo jak ktoś by kiedyś zapytał naszą kruszynkę o imiona dla dzieci, to ta najchętniej wypaliłaby z takim Celeste dla chłopca czy Happy dla dziewczynki. Lubiła dziwne rzeczy. Lubiła więc też swoje imię, chociaż nie lubiła, jak zamiast niej spodziewali się jakiegoś chłopaka. Co jak co, ale to imię chyba bardziej pasowało do osobnika płci męskiej albo do chłopczycy. Ale też trzeba stwierdzić jedno – inne imię dla naszego snajpera kompletnie nie pasuje. Anne? Marceline? Owszem, ładne, ale to nie są jej imiona. Pokręciła głową na pytanie chłopaka.
- Nie, ale mojej mamy. Dziwnie ładne, nie? Jeśli zaś chodzi o pochodzenie… Cóż, bywa. Ale przyznam, że myślałam, iż na pustyni jest… gorzej. Nie byłabym tu z własnej woli. Na pewno nie. Dopóki temperatura nie przekracza dwudziestu pięciu stopni, to ja mogę żyć. Przy trzydziestu się roztapiam.
Na stwierdzenie, że jednak zostanie przy Ave, jedynie przewróciła oczami i delikatnie się uśmiechnęła. Jakby mówiła całą sobą „jasne, jasne” z jej uroczym cynizmem, który potem zmienił się w szczere zaskoczenie. Uniosła obie brwi, a zaraz potem i usta, z których niemal wyleciał jej lizak. Mrugnęła parę razy, po czym uniosła rękę, że potrzebuje chwili na przeanalizowanie tego, co się właśnie stało. Czyżby Ray lubował w trapach? Podobno w jakichś krajach azjatyckich ładne dziewczynki wyglądają jak ładni chłopcy. Liczył na to samo czy co? Pozostawiła to bez komentarza.
Zachichotała cicho, gdy usłyszała to lekkie zająknięcie się.
- Przypomniałeś mi, że kiedyś spotkałam taką jedną dziewczynę, co to jąkała się niesamowicie. Ale tak niesamowicie mocno, że wręcz strzelała tymi sylabami. I chyba po raz pierwszy widziałam, żeby ktoś potykał się o chodnik… Czy co ona sobie tam robiła. To trzeba mieć talent… W sumie już potem z nią nie rozmawiałam. Kiedy ja ją ostatni raz widziałam…? Coś w tamtej kawiarence robiła, nawet często ją tam widuje. Zastawę wymieniają? – powiedziała z zamyśloną miną raczej sama do siebie, po czym wróciła do chłopaka. – No, to o czym sobie pomyślałeś? Nie myśl, że tak sobie łatwo odpuszczę. Poza tym, nie jesteś w moim typie, sorki.
Morderstwo małej jedenastolatki na pewno wylądowałaby na pierwsze strony wszystkich lokalnych gazet. Poprzez zadławienie się własnym lizakiem. Tak w ogóle, to jest to możliwe? W sumie możliwe, skoro podobno w Ameryce co roku ktoś umiera od zaplątania się w kołdrę. Nie wiedziała jednak na ile to jest prawda, a na ile bujda wymyślona po to, aby pokazać głupotę tego społeczeństwa. Zawsze coś dziwnego i dość błahego dzieje się właśnie tam, a dokładniej tu, bo jednak w tej Ameryce była. W mieście na środku pustyni w stanie Nevada, gdzie dziwni ludzie to porządek dzienny. No i co? Ktoś udusił się tą kołdrą? Ktoś się w nią zaplątał?
- Łał, cóż za zaszczyt. Czyli jednak jakaś szkoda by tam była, gdyby mi się zmarło. Chociaż pewnie bardziej tęskniłbyś za moimi lizakami, aniżeli za mną. Może tak na wszelki wypadek jeszcze dotkniesz moich rękawów, aby było wystarczająco dużo dowodów, że to twoja sprawka? Wolę mieć pewność, że złapią gnoja, w końcu dokonać tak niemoralnego przestępstwa… Sprawiedliwości musi stać się zadość! Lizaki muszą zostać pomszczone! – Wymachiwała nieco rękami w górze, po czym na chwilę przestała. – Mój wygląd? A co ma mój wygląd do tego? – zapytała nieco zdezorientowana. – Nie możesz pozbyć się tak… uroooczeeej istotki?
Irytacja związana z jego stwierdzeniem, a raczej z jego prawdziwością, przyszła dopiero później. Pierwszy był dreszcz i dziwne przeczucie, które niemal otoczyło ją za szyję. Ścisnęło. Niemal niezauważalnie drgnęła, ale wyraz jej twarzy kompletnie się nie zmienił. Wyjęła lizak i zaczęła nim machać. Miała skupioną minę, ale wzrokiem od niego uciekła. Całą swoją uwagę poświęciła przysmakowi, który jeszcze ociekał jej śliną. Chwilę się mu tak przyglądała, aż w końcu uraczyła Raya spojrzeniem znad łakocia. Delikatnie nim na niego wskazała.
- Mówił ci już ktoś, że jak uśmiechasz się z satysfakcji, pokazując przy tym zęby, to wyglądasz dość… – Nieskładnie zaczęła machać rękami. Na jej twarzy pojawiło się lekkie zakłopotanie, bo uciekło jej słowo, którego chciała użyć. Była widoczna zmiana w jej zachowaniu. Chwilowa, ale widoczna. Znaczy, normalna osoba pewnie nie zauważyłaby różnicy, ale wiedziała, że temu chłopakowi to nie ucieknie. – Dość… niebezpiecznie? Nie wiem jak to ująć, ale to się wyczuwa. Drapieżnie? Groźnie? – powiedziała dość speszona, unikając kontaktu wzrokowego. Zaraz potem wróciła do ciamkania lizaka, próbując przywrócić poprzednie wrażenie. – Strach się bać, normalnie… Co do… Głaskania. Okej, przyznaję się, lubię, kiedy ktoś mnie głaska. Najlepiej po głowie, wkładając to tyle delikatności, ile może. Dając mi to wspaniałe poczucie bycia kochaną. I takie tam, pierdu-pierdu. Rozumiem, że takiego wytłumaczenia oczekujesz – powiedziała, nieco mówiąc z kpiną ostatnie zdania. – Twa piwnica wydaje się dość niebezpiecznym rozwiązaniem, wiesz? A to całe twoje gła… głaszczenie? Niech będzie. To całe głaszczenie i historia za tym brzmi dla mnie jak zwykły pretekst do tego, żeby uspokoić twe dziwne zapędy. Jak spotkasz każdą małą dziewczynkę, to masz ochotę ją… pogłaszczyć, fetyszysto? Pochwal się, ile to takich ofiar masz na koncie? – rzuciła kąśliwie, a zaraz potem na jej twarzyczkę wypłynął dość cwaniacki uśmieszek. Szybko potem zmienił się w taki normalny, całkiem ciepły. – Wiesz, nigdy nie wymagałam zapłaty od tego, co robię. Jednak twa propozycja sprawia, że zaczynam to rozważać. Nawet bardzo rozważać. Poniekąd bym się czuła źle, gdybym za lizaki kazała się głaszczyć… Jeśli jednak jesteś na tyle zdesperowany… Byłabym okrutna, jeśli odrzuciłabym taką propozycję, prawda? – Uśmiechnęła się naprawdę dziewczęco i uroczo. Wystawiła rękę, uprzednio założywszy kosmyk włosów za ucho. – Lizakowy Snajper, do usług.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Aleja   Pią Wrz 18, 2015 2:09 pm

Moda na dziwne imiona dla własnych pociech była jakoś niezrozumiała dla Raya. Potrafił sobie wyobrazić, że to chęć stworzenia z własnego dziecka czegoś unikatowego, bo przecież nikt nie nosi takiego miana. Tylko, że skoro było wyjątkowo mało osób z taką godnością, to jakiś powód musiał w tym być. Zazwyczaj nie były najładniejszymi sposobami na nazwanie malca. Nawet jak ktoś wymyślił własne, które było unikalne, to czasami krzywdził w ten sposób kogoś, kto będzie je nosił przez resztę życia. Raymont twierdził, że jak ludzie chcą, by ich potomstwo było unikatowe, to powinni zagwarantować im odpowiedni rozwój. Wystarczyło nauczyć syna szacunku, tolerancji, wyrozumiałości, a już stawał się kimś ponad szarym społeczeństwem pełnym nienawiści do innych. Najbezpieczniejszą opcją jest i tak nacisk na intelekt, który później już sam wykreuje niepowtarzalny charakter. Takie rozmyślania chłopaka po wypowiedzi Ave o jej matce.
Zignorował reakcję dziewczynki na jego podejrzenia co do płci. Wolał do tego nie wracać, jednak coś innego go mocno zastanowiło. Niesamowicie jąkająca się osóbka, która potrafiła potykać się o chodnik. Do tego opisu pasowała jedynie jedna osoba, lecz... co miałaby ona robić w kawiarence? Ze słów tej kruszynki wynikało, iż pracowała tam, a o tym Ray nie słyszał. W sumie nigdy nie pytał. Nawet mało pytał o prywatne sprawy żyjąc w przekonaniu, że każdy mówi o tym, o czym chce. Skoro mu nie powiedziała to albo zapomniała, albo nie chciała, albo wydało jej się to zbędne. Chociaż znając tą nieuleczalną niezdarę, to pewnie pierwsza opcja.
- Chyba wiem o kim mówisz. Mało jest ludzi na świecie pasujących do tych cech. - już nie dodawał, że z taką Rune jako kelnerką, to zastawę musieliby kupić papierową albo plastikową. Nie, plastikowa też nie bardzo. W sumie papierowa również. Najlepiej metalową, taką tytanową jak pancerze czołgów i przykręcić ją do tytanowego stołu, tak na zawsze. I podawać tytanowe placki i herbatę z tytanowych śrubek. No dobra, trochę się zagalopował, ale... wyobrażenie Rennevy, która niczego nie tłucze, o nic się nie potyka i tak dalej, zaprzeczało zupełnie opinii jaką miał Raymont o niej. Zwyczajnie nie wierzył, że praca wymagająca takiej ostrożności byłaby dla niej odpowiednia.
- O czym pomyślałem? Że chętnie zrobiłbym z Ciebie swoją siostrę. I zamknął w piwnicy razem z resztą. - połowa z tej wypowiedzi była prawdą, lecz druga połowa fałszem. Miał nadzieję, że potraktuje obie jako kłamstwo i da mu spokój z tym pytaniem. Tamta myśl była dla niego dziwna. Wolał o niej nie wspominać zbyt często.
Sprawa morderstwa jedenastolatki była dosyć oczywista dla chłopaka, lecz nie dla Ave, która nie widziała niczego specjalnego w tym. Teoretycznie jest w prawach, że każde życie człowieka jest sobie równe. Niezależnie skąd pochodzisz, ile masz lat, jakiej jesteś płci, jaki masz kolor skóry. To nie jest ważne. Wszystkich jednak bardziej szokowała śmierć młodych ludzi niż starych z prostej przyczyny "bo to jeszcze dziecko, tyle życia miało przed sobą". Ray poniekąd się zgadzał - odbieranie im zdolności do radości z egzystencji, pozbawianie ich bicia serca, kiedy jeszcze nawet nie poznali tego świata, nie zdążyli zanieczyścić swojej niewinności, to było okrutne. Inna sprawa, że ludzie starsi również mogli mieć przed sobą kawał życia i zrobić wiele wspaniałych rzeczy. Nawet w tej sprawie nie było pełnej sprawiedliwości.
- Czy mógłbym, czy nie mógłbym, to pozostawiam w Twojej ocenie, lecz problem polega w konsekwencjach. Taka urocza osóbka znaleziona martwa wzbudziłaby szok, nienawiść względem mordercy i ogromne pragnienie zemsty. Jakbyś miała z pięćdziesiąt lat, to byłoby znacznie łatwiej. Nie szukaliby mnie z taką zaciekłością. - wytłumaczył poważnie, chociaż z samego patrzenia na niego dało się zauważyć, że zabicie kogokolwiek będzie dla niego problemem. Chociaż - nie w przypadku, gdy zagrozi osobom mu bliskim lub co gorsza - zrobi im krzywdę. Wtedy mógłby się nie zawahać. - I za Tobą też bym tęsknił. - dodał na koniec ze spokojem. Ciężko było zaprzeczyć, ze mu się przyjemnie z nią rozmawiało, więc brak okazji do ponownej dyskusji byłby lekko krzywdzący.
Ostatnimi dniami Raymont słyszał o sobie wiele rzeczy. W sumie w ostatnich minutach był mordercą, pedofilem, potworem i tak dalej. Przypasowano mu wiele cech, ale nigdy drapieżnego wyglądu. Czy te znudzone, beznamiętne oczy mogły wyrażać jakieś niebezpieczeństwo? W sumie chodziło o ten jego uzębiony uśmiech, ale proszę... Ray i groźny wygląd? Ani on specjalnie wysoki, ani specjalnie umięśniony, ani specjalnie nie wyróżnia się, chociaż podobno najgorsi są ci wyglądający niepozornie. No, wtedy mógłby się zgodzić. Zauważył oczywiście zmienione zachowanie Ave, bo o ile nie zawsze kojarzył o co jej chodzi, o tyle obserwował dokładnie jej nastroje, by móc odpowiednio odpowiadać na jej słowa. To potwierdziło, że nie kłamała, nie żartowała sobie z niego mówiąc o tych cechach.
- Drapieżnie? Naprawdę? - zapytał zdezorientowany. Widocznie jego obojętna twarz plus uśmiech obnażający ząbki tworzyły groźną kombinację. Podobało mu się to, nie mógł zaprzeczyć. Taki fajny smaczek, jednak bolał go fakt, że raczej nigdy specjalnie go nie użyje, bo fatalny z niego aktor. Nie zdoła uśmiechnąć się w ten sposób.
Trafił! Jaka była szansa, że akurat tą osobę postanowi zapytać o głaszczenie i akurat ona będzie to lubić? Znikome, zerowe niemalże, a jednak zdarzyło się. Info od Boga? Z pewnością. To w końcu Death City, rezydował tutaj Bóg Śmierci... a przynajmniej powinien. Skoro lubiła to, co on lecz brać, a nie dawać, to wszystko stawało się łatwiejsze. Mógł teraz bez skrępowania wykorzystywać jej słabość do głaszczenia. Oczywiście opanowując się, by nie wyjść na kogoś kim można manipulować w ten sposób. To on ma być tym dominującym, który nagradza głaskiem. Jej kolejna wypowiedź sprawiła, że na jego usta wpłynęła pełna powaga, niemalże taka jak na pogrzebach powinna być zachowana. To jedyne co potrafił zagrać lepiej niż najlepsi aktorzy na świecie. Z taką grobową miną przykucnął, by jego twarz i Ave znalazły się na równym poziomie, a później delikatnie ją zbliżył do niej.
- Więcej niż potrafisz sobie wyobrazić. - odparł na jej pytanie o ofiary. Powiedział to niższym głosem niż normalnie, pełnym surowości, lecz po chwili nieznacznie się uśmiechnął, a gdy wyprostował się, to wyglądał normalnie, jak dawny Ray. Postanowił znów spróbować postraszyć biedną dziewczynkę.
Więc przyjęła jego propozycję. Bardzo dobrze. Z przyjemniejszą niż wcześniej miną, chłopak podał jej rękę, by uścisnąć ją, jako znak zawarcia umowy. Gotowe, od teraz miał pierwszy obiekt, który mógł głaszczyć nie szukając specjalnie wymówek, ani okazji.
- Malinowy Cesarz, to dla mnie przyjemność. - odparł z satysfakcją w głosie. Nagle zauważył, że od kilkunastu dobrych sekund w jego słuchawkach nie słychać muzyki. Wyciągnął z kieszeni bluzy telefon, by puścić następną playlistę, kiedy ujrzał, że godzina była już... powinien się pośpieszyć zwyczajnie. Obiecał sąsiadowi z akademika, że kupi mu kilka rzeczy na kolację, więc dobrze byłoby wrócić wcześniej. Komórka została schowana, a lewa dłoń powędrowała na głowę kruszynki. Czy on potrafił głaszczyć z delikatnością i czułością? On potrafił to robić w każdy sposób, ale nie na każdy miał ochotę. Teraz ją tak "patnął" w łebek, w czapeczkę, a później zjechał niżej jakby na kark, gdzie pogładził ją chwilkę.
- Skoro dobiliśmy interesu, to najwyższy czas na mnie. - powiedział zabierając dłoń przy czym zgiął palce, delikatnie drapiąc ją przy okazji. - Do zobaczenia, Snajperze. - odparł robiąc krok w tył, a później obrócił się i ruszył w swoją stronę. Za alejką, która prowadziła na główną ulicę. Ugh.

Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Uczeń NOT
Posty : 83
Data dołączenia : 19/09/2015
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Aleja   Sro Wrz 23, 2015 12:33 am

Było...chłodno. Lodowaty wiatr prześlizgiwał się między budynkami, kąsając nielicznych o tej porze przechodniów swoimi ostrymi zębiskami. Jassper zapiął czarną bluzę i westchnął ciężko, przeklinając w duchu własną zapobiegliwość. Ostatecznie, z miejsca, z którego właśnie wracał mógł  zmyć się dopiero za parę godzin, wraz z pierwszymi promieniami słońca, oszczędzając sobie tym samym samotnych spacerów między pustymi alejkami w tak paskudną pizgawicę. Ale nie. On musiał zmyć się teraz, zaraz, natychmiast, poganiany przez niejasne przeczucie, że ewakuacja jest jak najbardziej wskazana i konieczna. A wszystko przez tę cholerną babę, żeby to zaraza. Mąż na delegacji i te bajery, że też dał się w to wkręcić. Ileż to już razy powtarzał sobie, że nie będzie wymykał się przed świtem, w pośpiechu wciągając na siebie przypadkowe części rozrzuconej wcześniej garderoby? Niezliczoną ilość, a i tak zawsze kończyło się tak samo. Blondyn prychnął pod nosem, uznając, że najwyższa pora zabrać się za trenowanie silnej woli. Kiedy tylko o tym pomyślał, w jego zmęczonej, skrzywionej życiem czaszce zaświeciła się czerwona dioda, przypominająca o jego kolejnej słabości. Nie myśląc wiele sięgnął do kieszeni, gdzie zgodnie z jego oczekiwaniami odnalazl wymiętą paczkę fajek. Wyciągnął ją i wyłowił papierosa, zaraz obmacując się sumiennie, w oszukiwaniu zapalniczki, która zgodnie z jego wiedzą powinna być...na szafce nocnej tej cholernej baby. Jassper zaklął szpetnie, gratulując sobie własnej głupoty i rozejrzał niepewnie, naiwnie szukając jakiegoś źródła ognia. Do najbliższego dwudziestoczterogodzinnego był dość spory kawałek, i to w kierunku, który blondynowi bynajmniej nie był po drodze. Z drugiej strony, kiedy chłopak tak nad tym myślał, perspektywa dodatkowegj przechadzki wcale nie malowała się tak źle. Ostatecznie, jaki miał wybór, skoro tylko ostatni debil czekałby, aż w tych cholernych, pustych uliczkach pojawi się niespodzienie ktoś kto....właśnie sobie szedł kilka metrów dalej, no niebywałe. Oto najwyraźniej stary, szczerbaty los wyszczerzył swoją gębę do biednego chłopaka i zeslał mu innego, niosącego ze sobą ogień. Znaczy ok, nigdzie nie powiedziane było, by przechodzień faktycznie posiadał przy sobie zapałki czy zapalniczkę, niemniej, kto pyta nie błądzi, co nie? Kierując się tą złotą myślą Jassper przyśpieszył kroku i w szybkim tempie zrównał się ze swoim randomowym wybawicielem, gdzieś po drodze wyłączając ogłuszającą go dotychczas skladankę lecącą z jego odtwarzacza.
-Yo.-Wychrypiał na wstępie, pragnąc przykuć uwagę czerwonowlosego chłopaka.-Masz może ognia?-Zapytał, modląc się w duchu do wszystkich bóstw znanych bardziej lub mniej o to, by zaczepiony facet faktycznie ogień posiadał. W innym wypadku nad zmęczonym blondynem wisiała groźba konkretnego nadkladania drogi, a to wcale mu się nie uśmiechało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t710-jassper#4418

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Sro Wrz 23, 2015 1:03 am

Wulfstan jakimś dziwnym trafem trafił w labirynt alejek. Nie wiedział nawet kiedy dostał się w to miejsce. Zapewne niesiony gniewem i myślami w chmurach jakoś się tu znalazł. Nie robiło mu to większej różnicy. Chłodny wiatr wiał prosto w jego twarz przypominając mu Skandynawię, w której się wychował. Spacerował tak między alejkami nie napotykając żadnej żywej duszy. Nagle usłyszał jakiś głos po swojej prawej stronie. Szybko odsunął się trochę i spojrzał kto był właścicielem owego głosu. Był nim chłopak jego wzrostu. Miał oczy w dwóch kolorach. Było to pierwszą rzeczą jaka przykuła uwagę Wulfa. Dopiero po chwili przypomniał sobie co owy chłopak powiedział.
-Hej.-powiedział chłodno-Mam ognia.-odparł wyciągając zapalniczkę z kieszeni kurtki, przy okazji wyciągnął jeszcze papierosa i go odpalił.
"Kolejny narwaniec?" pomyślał. Z wyglądu przypominał typowego chuligana. Miał już na dzisiaj dość niemiłych niespodzianek.
-Zapewne ognia potrzebujesz do fajki, co nie?-zapytał dość retorycznie czekając aż blondyn wyciągnie papierosa do odpalenia.
"Może nie jest taki zły?" przeleciało mu przez myśl. Na razie nie mógł nic stwierdzić o chłopaku, ponieważ nie miał żadnych informacji o nim. Z gęby sprawiał wrażenie takiego co lubi się bić, ale pozory lubią mylić. Wulfstan wiedział o tym najlepiej.
-Wulfstan.-przedstawił się po czym wziął macha-Gdzie podział się twój ogień, hmm?-zapytał z uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 83
Data dołączenia : 19/09/2015
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Aleja   Sro Wrz 23, 2015 2:01 am

-To zajebiście!-Wyszczerzył się szeroko, zaraz sięgając do kieszeni. W międzyczasie przesunął wzrokiem po swoim dobrodzieju, analizując jego budowę i mowę ciała. Nieco zaskoczył go fakt, że może bez problemu spojrzeć mu w oczy, nie musząc przy okazji przechylać głowy, niemniej było to zaskoczenie raczej pozytywne. Rzadko spotykał człowieka dorównującego mu wzrostem. Co ciekwsze postawa, jaką przyjął czerwonowłosy też wydawała się znajoma. Blondyn uśmiechnął się pod nosem, dochodząc do wniosku, że najwyraźniej trafił na kogoś podobnego do siebie. Przynajmniej jeśli chodzi o stosunek do obcych. Nie wiedział jeszcze, czy powinien się cieszyć, czy sięgać po kastet, jednak słysząc pytanie, jakie padło, nie sposób bylo się nie zaśmiać.
-Zasadniczo, planowałem puścić z dymem tamtą kamieniczkę, co to sobie stoi na rogu, ale skoro już wspomniałeś o papierosie...-zażartował, sięgając do kieszeni po swoją paczkę. Sekundę później wsunął papierosa między wargi i odpalił go pożyczoną zapalniczką, zaciągając się łapczywie. Zamruczał zaraz, zadowolony i schował paczkę do kieszeni, z odruchu pakując tam też zdobyczny ogień.
-Jassper.-Mruknął, wypuszczając dym wysoko w górę.  W chwilę później wyciągał już rękę w stronę nowo poznanego chłopaka, co by się po ludzku przywitać. I wtedy go tknęło. Cofnął rękę, sięgając do kieszeni i schwycił zapalniczkę, oddając ją pośpiesznie wlaścicielowi.
-Kurwa, przepraszam. Odruchowo.-Wytłumaczył się pośpiesznie, czując jak ostatni debil.-Mój ogień został u znajomej.-Dorzucił zaraz, skrzywiając się nieznacznie przy słowie "znajoma".-Swoją drogą, dobrze cię widzieć, Wulfstan.- Dorzucił zaraz, opierając się plecami o pobliską ścianę. -Gdybyś się tu, cholera, nie szwędał, musiałbym drałować jak popierdolony do najbliższego nocnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t710-jassper#4418

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Pią Wrz 25, 2015 11:59 pm

Uznał reakcję nowo poznanego za dość "wyniosłą". Pierwszy raz ktoś tak cieszył się z tego, że Wulfstan pożycza mu zapalniczkę. Chociaż w gruncie rzeczy był to pierwszy raz. Raczej nikt do niego nie podchodził z takim pytaniem bo bał się, że zaliczy bliskie spotkanie z ziemią przy lekkiej pomocy chłopaka. Odwzajemnił uśmiech blondyna, lekko się uśmiechając.
Słysząc żart zaśmiał się. Takie miłe rozładowanie dnia. Czuł się luźno w obecności nowego. Może dlatego bo był pierwszą osobą, która się go nie bała? Może dlatego bo byli trochę podobni? Pewnie po części jedno i drugie.
-Ciekawe imię. Skąd jesteś?-zapytał, ciekawiło go gdzie nadają takie imiona gdyż słyszał je po raz pierwszy
Jassper chowając papierosy schował również zapalniczkę. W pierwszej chwili chciał się upomnieć o swoje, ale blondyn go wyprzedził.
-Spokojnie nie musisz się tak tym przejmować. Przecież nie zrobiłeś tego specjalnie.-powiedział spokojnie biorąc swoją zapalniczkę, przy okazji dostając odpowiedź na pytanie "Co tu robisz"-To pech. W naszym przypadku bez ognia ani rusz.-powiedział z lekkim uśmiechem
Kolejna rzecz, która pozytywnie zaskoczyła Wulfstana. Ktoś powiedział, że miło go widzieć. O co chodzi? Przeważnie ludzie unikają go jak klęsk żywiołowych, a tu taka niespodzianka. Taka miła odmiana. Może te słowa nie były prawdziwe tylko tak o powiedziane, ale to jakoś nie obchodziło Wulfa. Uśmiechnął się przyjaźnie.
-Cała przyjemność po mojej stronie.-powiedział, gdyż faktycznie owe słowa sprawiły nie małą przyjemność czerwonowłosemu.
Podszedł i oparł się o ścianę obok Jasspera.
-Co robisz w DeathCity? Jesteś z zawodówki?-zapytał zainteresowany, gdyż jakoś nie miał okazji zobaczyć blondyna w szkole, pewnie dlatego że Wulf spędza całe przerwy na dachu czy gdzieś gdzie nie ma ludzi, ale co tam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 83
Data dołączenia : 19/09/2015
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Aleja   Sob Wrz 26, 2015 12:54 pm

-Jestem z miasta. To widać...-Mruknął odruchowo przypominając sobie słowa starej piosenki. Jakby nie spojrzeć, byla to jakaś odpowiedź. fakt faktem mało satysfakcjonująca, ale jakaś. Jassper spojrzał w stronę czerwonowłosego i przechylił głowę, dochodząc do wniosku, że dla zioma, który poczęstował go ogniem powinien być milszy. Na swój sposób. Dlatego też zaciągnął się, co by dać sobie nieco czasu i utkwił wzrok w oczach stojącego nieopodal chłopaka.-Konkretniej z Houston.-Dorzucił zwyczajnie i uśmiechnął się słysząc jego kolejne słowa.
-Pech. Pech jak cholera, widzisz, jak się jest debilem, to sie ma pecha.-Stwierdził spokojnie, wypuszczając dym przed siebie. Ostatecznie, to była tylko i wyłącznie jego wina, że zostawil tego jebanego ognia. Cały pech polegał na tym, że o nim nie myślał, zajęty ubieraniem się w pośpiechu. Kiedy tylko o tym pomyślał uświadomił sobie coś innego.-Z drugiej strony jakaś równowaga we wszechświecie musi chyba być, skoro zaraz po tym natrafiłem na ciebie, co nie? Szczęście w nieszczęściu, tak to sie chyba nazywa...-Zastanowił się i zaciągnął znów, przymykając przy tym oczy. Słysząc kroki uchylil jedną powiekę i z niejakim zaskoczeniem odkrył, że rozmówca przesunął się znacząco w jego stronę. Drgnął lekko, przez ulamek sekundy gotując się na przejęcie ciosu czy odskoczenie, jednak widząc, że chwilowo na nic takiego się nie zapowiada oparł się o ścianę ramieniem, twarzą do Wulfa. Ot tak, na wszelki wypadek. Jasne,  czerwonowlosy wydawal się być całkiem spoko człowiekiem, takim co pogada i sie pośmieje, a w razie czego pooże komuś wrąbać, a co więcej, rozmowa z nim sprawiała, że Jass stopniowo zapominal o przykrościach tego świata, niemniej, wciąż był obcym ziomem napotkanym w ciemnej uliczce. A do takich ziomów, niezależnie czy przyjaznych czy nie, zawsze lepiej stać frontem.
Słysząc kolejne pytanie wzruszył ramionami, któryś już chyba raz, niespecjalnie wiedząc co odpowiedzieć. Co on robi w DeathCity? Dobre pytanie. Baluje, pije, pali, łazi jak pojebany w te i nazad, ziwedzając całe miasto i okolice, dorabia jako barman, czasem się z kimś pobije, czasem z kimś pogada. Wszystko to bez większego znaczenia, jak sądził.
-Mieszkam.-Powiedział bez większego entuzjazmu, zaraz przechodząc do kolejnej części pytania.-Ta, uczę się tam-Dodał i spojrzał na swojego rozmówcę.-A ty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t710-jassper#4418

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Sob Wrz 26, 2015 1:35 pm

"Jestem z miasta." ta odpowiedź dość przypadła Wulfstanowi do gustu. On sam nie przepadał za opowiadaniem o sobie pierwszej lepszej osobie, a z odpowiedzi wnioskuje, że Jassper również nie lubi tego robić.
Zaśmiał się z odpowiedzi chłopaka.
-Widzę, że w kwestii bycia debilami to się nie różnimy.-powiedział z lekkim uśmiechem-Jakby nie patrzeć to masz racje.-dodał na temat "szczęścia w nieszczęściu"-Może to iż się pałętałem po tych alejkach to interwencja bogów.-dodał po chwili, przed spotkaniem Jasspera plątał się bez większego celu po drużkach.
Po chwili pomyślał o tym jak zareaguje nowy towarzysz na jego wspomnienie o bogach. Wulfstan wierzył w nordyckich bogów, a Jassper? W końcu nie każdy musi być tolerancyjny. Miał nadzieje, że blondyn specjalnie nie zareaguje na te słowa.
Kiedy stanął obok Jasspera ten drgnął. "Więc jednak się mnie boi." stwierdził. Więc nawet ktoś typu blondyna boi się Wulfa z powodu jego wyglądu. Westchnął po czym zaciągnął się papierosem. Następnie nowo poznany obrócił się twarzą w stronę czerwonowłosego. Nie sprawiało to większego problemu bo i czemu?
-Kreatywnie.-powiedział lekko się śmiejąc-Też uczęszczam do Shibusen. Jestem magiczną bronią.-dodał-A ty jesteś bronią czy władającym?-zapytał
Czekając na odpowiedź zaciągnął się i spojrzał w niebo. Dzisiejsza noc była ładna, bez chmurna dzięki czemu dało się dostrzec gwiazdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 83
Data dołączenia : 19/09/2015
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Aleja   Sob Wrz 26, 2015 4:05 pm

-Interwencja bogów, hmm?-Uniósł brew, zastanawiając się nad tym przez dłuższą chwilę. Jego podejście do wszystkich religii świata wyglądało dość podobnie; dopóki jej przedstawiciele go nie wkurwiali, nie miał nic przeciwko. Ostatecznie wyznawał on pradawną filozofię życi głoszącą ni mniej ni więcej "Róbta co chceta,byle mnie nie wkurwiajta" co w wolnym tłumaczeniu oznaczało, że póki jakiś nadgorliwy fanatyk nie staral się wmusić blondynowi swoich poglądów, ten zostawiał go w spokoju. Po chwili głębszej rozkminy chłopak wypuścił dym za siebie i wzruszył ramionami. -Nie jestem pewien, czy którykolwiek z tych wyżej postawionych byłby na tyle znudzony, żeby zainteresować się moim żałosnym uzależnieniem od nikotyny, niemniej, jeśli gdzieś tam jakiś taki jest, to jestem mu kurewsko wdzięczny.-Stwierdził z przekonaniem i uśmiechnął się krzywo.Słysząc kolejne słowa chłopaka przechylił nieznacznie glowę i przyjrzał mu się uważnie. Nie pamiętał, żeby już go widział. Z drugiej strony, mogli się zwyczajnie mijać, cholera wie. Swoją drogą, nagle w głowie Jasspera pojawiło się pytanie. Skoro chodzą do tej samej szkoły, muszą być w podobnym wieku...
-Władający...-Przyznał zwyczajnie, bez większych emocji. Beznadziejnie upośledzony władający Przeszło mu przez myśl. Potrząsnął gwaltownie głową, chcąc wywalić tę myśl gdzieśś w kąt swojej podświadomości. -Jaką bronią jesteś?-Zagadnął, zaciągając się po raz ostatni i petując papierosa o ścianę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t710-jassper#4418

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Sob Wrz 26, 2015 10:21 pm

-Może mieli jeszcze inny cel?-odparł dość obojętnie, kto wie, może spotkanie Jasspera miało uspokoić Wulfstana.
Nie zamierzał opowiadać jacy to bogowie są, i że blondyn powinien w nich wierzyć. Wulf nie był tego typu osobą. Jego wiara to tylko jego wiara i nie zamierza jej komuś narzucać. Sam nie lubi takich typów. Uważa ich za wkurzających, a jeśli taki ktoś nie dałby sobie spokojnie przemówić do rozsądku zostaje tylko przestraszenie go co czerwonowłosemu wychodzi perfekcyjnie.
-Mam dwie formy. Jedna to topór obusieczny sieczny, a druga to pika.-odpowiedział, po czym częściowo zmienił rękę w górną część topóru, a po chwili w samą głowę piki-Mniej więcej tak to wygląda.-dodał zmieniając pikę z powrotem w swoją rękę.
Ostatni raz zaciągnął się papierosem po czym upuścił go na ziemię i zgniótł czubkiem buta wcierając peta w ziemię.
-Mam pytanie. Z jakiego powodu masz dwu kolorowe tęczówki? To naturalnie jak moje czerwone oczy i włosy czy masz kontakty?-zapytał zainteresowany, nie był w stanie ukryć swojej ciekawości, miał nadzieje, że Jassper nie poczuje się urażony tym pytaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 83
Data dołączenia : 19/09/2015
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Aleja   Nie Wrz 27, 2015 1:35 am

-Niewykluczone.-Jassper uśmiechnął się do Wulfa i puścil mu oczko zaraz unosząc brew, gdy usłyszał o typie broni, w jaką ten się zminia. Z resztą, co tam słuch, niedługo potem nastąpił mały pokaz przy którym blndynowi zaświeciły się oczy. Patrzył jak ręka rozmówcy zmienia się kolejno w topór i pikę, by następnie powrócić do swojej codziennej formy, a w jego spojrzeniu palił się prawdziwy ogień. Uśmiechnął się szeroko i przychylił głowę, przesuwając różnokolorowe tęczówki na twarz czerwonowłosego.
-Topór brzmi jak świetna zabawa.-Powiedzial z przekonaniem i odbił się od ściany, robiąc kilka kroków i ustawiając ręce tak, jakby faktycznie dzierżył w nich broń.- Pomyśl tylko, czujesz jego ciężar w rękach, a kiedy się zamachniesz twoje ramiona stają się dwa razy cięższe. No i sila, z jaką można się tym zmachnąć, że już nie wspomnę o tym, że jak dobrze rzucisz, to wbije się komuś w czaszkę najmniej na kilka cali. Jasne, zawsze są problemy z wyciągnięciem, że nie wspomnę o tym, jak kurewsko można się namęczyć przy machaniu takim cholerstwem, ale kurwa!!!! To musi być zajebiste uczucie tak kogoś porombać, wyobraższ sobie?-Gadał jak najęty imaginując jak dodatkowe obciążenie sprawia, że jego ręce stają się cięższe. W międzyczasie padło pytanie dotyczące jego oczu. Chłopak przerwał na chwilę, zastygając na chwilę w miejscu i popatrzył na rozmówcę, wciąż wyraźnie podjarany myślą o toporze-To mutacja. Poza kolorem nic się specjalnie nie zmienia. Zwyczajnie wyglądam jak pojeb.-Mruknął i uśmiechnąl się szeroko, odsłaniając zęby. Przez chwilę wyglądał tak, jakby w każdej chwili gotów był skoczyć na rozmówcę i rozszarpać go na strzępy. Zamiast tego jednak ponownie ułożył ręce tak, jakby coś trzymal i wrócił do przerwanego wątku.-A jak się takim dobrze zamachniesz? Geez, stary, to jest dopiero uczucie.j Jak sie dobrze skręcisz to impet z jakim przyjebiesz plus sila z jaką cię porwie będzie niesamowita! Pamiętam jak kiedyś razem z ...-Zaczął, ale urwał gwaltownie, zatrzymując się w pół ruchu. Jego twarz przybrała na surowości, a oczy straciły rozpalający je dotychczas blask.-Kurwa...- Chłopak wyprostowal się i zamilkł, spoglądając gdzieś w bok. Mięśnie twarzy miał napięte, widać było że zaciska zęby. W pewnej chwili zamknął oczy i wziął głęboki wdech, jednocześnie sięgając do kieszeni. Wyjąl z niej paczkę i po omacku wyłowił kolejnego papierasa, zaraz odwracając się do Wulfa.
-Zarzucilbyś jeszcze ogniem?-Zapytał, podchodząc do niego sztywno. Znów milczał przez chwilę, by następnie pokiwać głową jakby na coś się zgadzał. -Twój władający musi być zajebiście szczęśliwym ziomem. Lub panną.-Przyznał, spoglądając mu przy tym prosto w oczy. -Swoją drogą, ile masz lat, co stary?-Zagadnął, pragnąc na szybko zmienić temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t710-jassper#4418

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Nie Wrz 27, 2015 1:17 pm

Uśmiechnął się w odpowiedzi na słowa Jasspera. Czy już wspominałem, że każdy jego uśmiech wygląda jakby był sztuczny i wyrażał "zaraz oberwiesz"? Jeśli nie to teraz już wspomniałem. Wygląda wtedy jak taki typowy gangsta, którego coś wkurzyło. Ale wracając. Kiedy Wulfstan prezentowała wygląd swoich broni dostrzegł jak oczy blondyna nagle zabłysły, a kiedy "pokaz" się skończył ten zaczął z takim zapałem opowiadać jak przyjemnie musi być walczyć toporem. Ale nie skończyło się tylko na słowach, chłopak zaczął wykonywać ruchy w stylu jakby atakował toporem. Wyglądało to dość interesująco, ale również zabawnie co wywołało lekki uśmiech na ustach czerwonowłosego.
-Mutacja powiadasz.-powiedział cicho-Ja nie uważam, że wyglądasz jak pojeb. Co ja mam powiedzieć? Moje oczy i włosy są czerwone jak krew, a nie są farbowane tylko naturalne.-dodał z uśmiechem-Jakby nie patrzeć wyróżniasz się w jakiś sposób-dopowiedział po chwili.
Kiedy skończył mówić blondyn z powrotem wrócił do fantazjowania. Wulfstan pomyślał nawet, że mógłby się przemienić i dać poczuć Jassperowi jak to jest, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu kiedy blondyn nagle przerwał. Jego twarz natychmiastowo z wesołej przyjęła wyraz surowy, a oczy "zgasły". Najwidoczniej wiązała się z tym nie za miła historia. Po toporach czerwonowłosego nie raz już spłynęła krew ludzka. Tylko dlatego, że musiał się bronić, ale jednak. Wulfstan przypomniał sobie kilka nie przyjemnych chwil co sprawiło, że jego mina również zmarkotniała.
-Ta, nie ma sprawy.-powiedział podając Jassperowi zapalniczkę, sam po chwili wyciągnął papierosa, a gdy blondyn oddał ogień Wulf odpalił fajkę i zaciągnął się-Czy ja wiem?-powiedział cicho spoglądając w niebo, może repertuar broni jakimi dysponował Wulfstan był ciekawy, ale jego charakter to całkiem inna sprawa, podobnie przeszłość-Osiemnaście.-powiedział dość obojętnie-A która wiosna leci już tobie?-zapytał w sposób w jaki pyta się o wiek w jego stronach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 83
Data dołączenia : 19/09/2015
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Aleja   Nie Wrz 27, 2015 2:45 pm

-Dzięki.-Jassper odpalił papierosa i zaciągnął się nim, ponownie stając pod ścianą. Oparł się o nią plecami i odchylił głowę do tyłu, wypuszczając dym w górę.Musiał się nieco uspokoić.A raczej "odsmucić"jak to śmiesznie określał. nienawidził kiedy wspomnienia wracały do niego niespodziewanie, psując mu nastrój i co gorsza, odbijając się rykoszetem po znajomych. Nienawidził pamiętać rzeczy, których nie mógł już zmienić. Ostatecznie, nie warto przejmować się czymś, na co nie ma się wpływu, nie? chłopak zaklął pod nosem i zmarszczył brwi, skupiając się na brzmieniu głosu stojącego obok chłopaka. No dalej, stary, myśl o czymś miłym. Uśmiechnij się czy coś. wyszczerz=dobre samopoczucie. Myśl stary, nie będziesz teraz kurwa smęcił...!- Mówił sobie w myślach, walcząc z natłokiem morderczych obrazów. Zerknął na czewronowłosego i uniósł brew. Osiemnaście, huh? mruknął do siebie, zaraz uśmiechając się krzywo. Jeden rok różnicy. Niewiele. Naprawdę niewiele. To było zabawne spotkać człowieka tak podobnego do siebie, a jednocześnie różniącego się masą znaczących szczegółów. Blondyn zaciągnął się papierosem i zastanowił chwilę. Forma pytania była raczej rzadko spotykana. Chociaż cholera wie, może on się nie zna? - Dziewiętnasta-Przyznał z niejakim zadowoleniem. Dziewiętnaście lat życia. Niby nic, ale w jego wypadku dożycie takiej liczby było całkiem niezłym wyczynem. Z jego usposobieniem i tendencją do wyróżniania się z tłumu...O właśnie, wyróżnianie się, Wulf coś wcześniej wspominał. Jasper sięgnął pamięcią do wypowiedzi sprzed kilku minut i uśmiechnął się szeroko z wyraźnym rozbawieniem, spoglądając na chłopaka wesoło.
-Ty sam wyglądasz jak pojeb, więc zasadniczo, dla ciebie wyglądam normalnie. Tak jak ty dla mnie.-Stwierdził, uśmiechając się szerzej.-Chociaż szczerze mówiąc, sądziłem, że to kontakty. A tu chuj, faktycznie masz dzikie oczy. Ale luz, jak na moją wyglądają zajebiście. Wiesz, tak...adekwatnie.-Zaśmiał się nieznacznie, jednocześnie gratulując sobie w myślach. Właśnie tak, Jass. Uśmiechaj się. Dobrze idzie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t710-jassper#4418

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Nie Wrz 27, 2015 5:00 pm

-Spoko.-odparł
Zaciągnął się papierosem i starał się nie myśleć o tym co się kiedyś stało. To co zrobił było tylko obroną samego siebie. Przecież to nie on zabił swojego przyjaciela tylko ci pieprzeni chuligani. To nie jego wina, że ich zabił. Nie wiedział nawet jak. Nie miał pojęcia o tym, że potrafi zmieniać się w broń. "Uspokój się. Już dzisiaj wystarczająco narozrabiałeś" powiedział do siebie w myślach. Zakręcony ten dzień. Najpierw pomógł dziewczynie ze szkoły, ale na końcu i tak nic nie poszło po jego myśli i ją wystraszył. Potem w kawiarni naskoczył na jakąś dwójkę pod wpływem gniewu. Prawie nie doszło do bójki, ale zdążył się opanować, a teraz spotkał Jasspera. Tyle wydarzeń w przeciągu jednego dnia.
"Osiemnaście lat, hmm." pomyślał. Jeszcze jakiś czas temu nie wiedział, że dożyje takiego wieku. Gdyby nie jego umiejętności już dawno by zginął. Chociaż bogowie też maczali w tym swoje palce.
"Rok starszy, co?" stwierdził. Na pierwszy rzut oka nie różnili się zbytnio, ale po chwili dało się dostrzec, że różnica jest duża. Pewnie nie tylko w historii czy wyglądzie, ale też w charakterze.
Zaśmiał się na słowa Jasspera i lekko "uderzył" go w ramie. Wiecie takie lekki koleżeńskie puknięcie.
-Chyba jesteś pierwszą osobą, która mówi coś takiego o moich oczach. Przeważnie ich kolor jaki i kolor włosów sprawiały i sprawiają iż ludzie się mnie boją. Pewnie sam wygląd mojej twarzy też ma coś z tym wspólnego.-powiedział śmiejąc się, przyzwyczaił się już do tego, pomimo tego, że był na siebie zły z powodu wystraszenia dziewczyny na targu to była jedno razowa sytuacja kiedy przejęło go to iż kogoś przestraszył.
-Nie wiem jak ty, ale ja miałem dzisiaj beznadziejny dzień.-powiedział z lekkim uśmiechem-Jedyną dobrą rzeczą jaka się przydarzyła to spotkanie ciebie. Znajomość z resztą poznanych dzisiaj osób skończyła się jak zawsze.-powiedział wzdychając, po czym zaciągnął się papierosem i wypuścił kilka dymnych pierścieni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 83
Data dołączenia : 19/09/2015
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Wrz 29, 2015 7:13 pm

Kiedy Wulf wyciągnął rękę by puknąć Jasspera, ten zareagował odruchowo i zamknął nadgarstek znajomego w uścisku silnej ręki, przytrzymując ją tuż przy swoim ramieniu. Jednocześnie zmrużył oczy i spojrzał na chłopaka kontrolnie, jakby chcąc upewnić się co do jego zamiarów. Dopiero po ułamku sekundy dotarło do niego, że czerwonowłosy nie miał najmniejszego zamiaru go atakować. Zaklął w myślach, natychmiast wypuszczając rękę Wulfstana, a swoją chowając do kieszeni. Westchnął przy tym ciężko i spojrzał na niego przepraszająco, zaraz uśmiechając się krzywo. To nie tak, że nienawidził, gdy się go dotyka, czy coś. Zwyczajnie, za każdym razem gdy ktoś za szybko wyciągnął do niego rękę reagował odruchowo, chcąc się bronić. Siła przyzwyczajeń, co zrobić?
-Mów mi więcej...-Zakpił, wypuszczając dym w górę.-Gdyby nie mój wygląd rasowego pojeba, prawdopodobnie ominęłaby mnie znaczna część wpierdolu, jaki zaserwowali mi znajomi. Ludzie nie lubią, gdy wyglądamy inaczej od nich. Zupełnie, jak gdyby wygląd miał jakieś znaczenie...-Zaśmiał się z politowaniem i zaciągnął znów. Patrząc na czerwonowłosego doszedł do wniosku, że wie na temat niesprawiedliwych osądów conajmniej tyle samo, co on sam. Słysząc kolejne słowa chłopaka uniósł brew i uśmiechnął się krzywo.Beznadziejny dzień, co? Pomyślał, spoglądając na niego spokojnie. Ciekawiło go niejako, co się za tym kryło. Ostatecznie, jeśli chodzi o takich ludzijka oni, "Beznadziejny dzień" mógł oznaczać dokładnie wszystko od zwleczenia się z wyra na ciężkim kacu do wypatroszenia przed momentem czlowieka którego dotychczas uważało się za przyjaciela. Dlatego też, po wysluchaniu słów swojego dobrodzieja Jassper uniósł nieznacznie brew i przechylił głowę, okazując swoje zaciekawienie.-Jak zawsze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t710-jassper#4418

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Wrz 29, 2015 8:54 pm

W pierwszej chwili reakcja Jasspera zdziwiła go, ale po chwili doszedł do wniosków, że każdy na miejscu blondyna by tak postąpił. Z kim by Wulfstan nie rozmawiał to nie mógł wykonywać zbyt gwałtownych ruchów gdyż druga osoba przeważnie odskakiwała przerażona albo zakrywała rękoma twarz. Poza tym Jassper nie znał za dobrze czerwonowłosego więc reakcja ta była chyba jak najbardziej na miejscu.
-Nie masz za co przepraszać, moja wina.-powiedział wnioskując po spojrzeniu blondyna-Przywykłem do tego.-powiedział zaciągając się dymem, po czym wypuszczając go tworząc koła.
Czyli Jassper też miał problemy spowodowane tym jak wygląda. Tylko, że w jego przypadku ludzie raczej spuszczali mu wpierdziel. W przypadku Wulf'a to wszyscy się go bali. Oprócz jego przyjaciela. Pewnie strach przed nim potęgowało to, że już na rozpoczęciu roku szkolnego pobił starszaków, którzy dręczyli jakiegoś pierwszaka.
-Mnie przez mój wygląd zawsze ludzie omijają szerokim łukiem. A jak nie daj boże przez przypadek mnie dotkną to jest coś w stylu "masz nie mam dużo pieniędzy, ale mnie nie bij". Było to wkurzające, ale z czasem się przyzwyczaiłem. Ludzie nawet nie próbowali do mnie zagadać. Gdyby nie mój przyjaciel...to pewnie byłbym cały czas sam...-powiedział, ale przerwał w pewnym momencie, wspomnienie przyjaciela nie jest jednym z najmilszych, dochodzi do tego jeszcze to, że pamięta tylko same przykre chwile z przed stania się Wulfstanem.
Co się takiego wydarzyło? Jacyś starszacy zakatowali jego przyjaciela, a on pod wpływem gniewy zaszlachtował wszystkich. W założeniu chciał ich pobić, ale ręce same zmieniły się w broń, a był tak zaślepiony gniewem, że nie zwrócił na to uwagi. Przez to wylądował w poprawczaku, uciekł, zabił kilku policjantów w samoobronie, został złapany przez łowców głów, tam go torturowali tak mocno, że zapomniał kim był. Zostały tylko smutne wspomnienia. Gdyby nie Biori to pewnie już dawno leżałby gdzieś w lesie, a raczej jego szczątki. No dobra, ale dlaczego to on został uznany za zabójcę? Broni nie znaleźli. Stwierdzili, że pewnie ją gdzieś ukrył, a był jedyną osobą w pobliżu. Nie miał nawet szansy się wytłumaczyć. Od razu został skazany i wysłany do jednego z najrygorystyczniejszych poprawczaków.
-Jak zawsze. Czyli przestraszyłem osobę, z którą chciałem się zaprzyjaźnić. Była to dziewczyna z naszej szkoły. Rennevy. Taka mała, ale wyglądała dość niezdarnie. Chciałem jej pomóc, ale jak zawsze mój wygląd i krzywy uśmiech nie pomagały. Koniec końców przestraszyła się mnie. Pewnie źle odebrała jedną sytuację, ale jak zawsze nie miałem nawet okazji się wytłumaczyć.-powiedział zaciągając się mocno i ciskając niedopałek na ziemię, miażdżąc go pod swoim butem, dosłownie miażdżąc, nie było to zwykłe zdeptanie, tylko zmasakrowanie z gniewem.
Był zdenerwowany na siebie z powodu tamtej sytuacji. Nie miał złych zamiarów, a liczył że może w końcu uda mu się z kimś zaprzyjaźnić. Na razie jego szkolne życie wygląda dość marnie. Siedzi na lekcjach, a nawet nauczyciele wpisują mu od razu obecność. Nikt go nie zauważa. W czasie przerwy siedzi gdzieś gdzie nie ma ludzi albo na dachu.
-Sorry, nie mam złych zamiarów. Po prostu mam już dość dzisiejszego dnia. Szlag by to.-przeprosił na wypadek gdyby Jassper źle odebrał jego zachowanie, nie chciał znowu zostać bez możliwości wytłumaczenia siebie, był zdenerwowany już tym, wciąż nie wiedział dlaczego akurat to, że ona się go wystraszyła tak go irytowała, może dlatego że nie dała mu możliwość wytłumaczenia się?
Wulfstan chciał się wyładować na czymś. Co zrobił? Odwrócił się i z całej siły przyłożył w ścianę. Dobrze, że była gruba, bo inaczej wybiłby dziurę na wylot. Jego ekspresja na twarzy wyglądała naprawdę strasznie, nie jeden kozak mógłby wymięknąć. Po chwili znowu zdał sobie sprawę jak musiało to wyglądać z perspektywy blondyna.
-Eee... ten... spokojnie ludzi nie biję.-powiedział-Przeważnie.-dodał po cichu patrząc w niebo, chyba gorzej już być nie mogło, ale cały ten dzień i wracające wspomnienia tak się na kumulowały, że musiał się jakoś wyładować, pech chciał że akurat stało się to przy Jassperze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 83
Data dołączenia : 19/09/2015
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Wrz 29, 2015 10:08 pm

Jassper słuchał uważnie tego, co wyrzucał z siebie czerwonowłosy, jednocześnie układając sobie w głowie obraz tego, jakim czlowiekiem był ziom stojący obok. Z pewnością nie był to człowiek, którego Jassper kiedykolwiek zacząłby się bać. Był na to stanowczo za...Znajomy. Emocjonalny. O ile gderanie o emocjach niespecjalnie wpisywało się w zakres talentów, jakimi Black dysponował, o tyle rozpoznawanie tych pokrewnych było jego tajną bronią. A Wulfstan właśnie je przedstawiał. W dużej mierze była to bezradność i złość, potrzeba większego zrozumienia czy szczypta samotności. Wszystko to, co Jassper znał i przerabiał miliony razy w te i nazad, niekoniecznie z własnej inicjatywy. Wszystko to, na czym opierał się jego własny świat. Dlatego też Jassper nie sądził, by kiedykolwiek miał bać się stojącego przed nim chłopaka. Z drugiej strony, siła jaką ten dysponował była dość znacząca. Znacząca na tyle, by zacząć go szanować jako ewentualnego przeciwnika. Co prawda, szanse na to, że ci dwaj zaczęli walczyć były raczej nikłe, zważywszy na fakt jak dobrze im się rozmawiało, niemniej, gdyby doszło do podobnej sytuacji obaj mogliby mieć dość poważne problemy. Różnica polegała na tym, że blondyn trzymał dystans niezależnie od kierunku rozmowy, a czerwonowłosy skracał go krok po kroku, nie zawsze w umiejętny sposób. Nie, żeby Black miał mu to jakoś konkretnie za złe. Ostatecznie, sam nie był raczej mistrzem subtelności i nie raz zdażyło mu się przyjebać czymś definitywnie nie na miejscu. Kiedy jego rozmówca przygniótł nienawistnie swojego papierosa Jass uśmiechnął się pod nosem, wypuszczając dym w górę. Miał zamiar powiedzieć mu, że rozumie i bynajmniej nie podejrzewa go o atak z nienacka, ale ten odwrócił się i przywalił w bok kamieniczki cudem chyba nie łamiąc sobie kości. Blondyn westchnął ciężko i odbił się od ściany, podchodząc bliżej niego. To, jak wyglądała mimika Wulfa nie zrobiło na nim większego wrażenia. Widywał już podobne. Przeważnie u siebie samego. Dlatego też uniósł rękę i powoli położył ją na ramieniu chłopaka, zaciągając się przy okazji.
Dał sobie jeszcze parę sekund na sklejenie jakiejś skladnej myśli i uśmiechnął się krzywo, spoglądając rozmócy prosto w oczy.
-Wyluzuj się Wulf, bo cie kiedyś jasny chuj z ciemnego nieba strzeli.-Zaproponował najzwyczajniej w świecie, patrząc na niego ze zwykłym, ludzkim zrozumieniem.-Nie, żebym był jakimś wielkim ekspertem, ostatecznie chuja tam wiem, ale jak na mój blond wlosy czerep, za bardzo się spinasz. Jasne, z tą panną to ci kurewsko nie poszło, ale co za problem. Jutro też jest dzień, jakbyś na to kurwa nie spojrzał. Chodzi z nami do szkoły, więc w razie czego wiesz gdzie ją złapać. Tylko nie łap jej jakoś tak wiesz, dosłownie, bo wtedy to już w ogóle przejebiesz jak cholera. Jak pogadasz, to sie w końcu zorientuje, że nie taki wilk straszny jak go malują. Ostatecznie, ze mną gadasz i dobrze jest.Więc idź do niej jutro czy coś. A jak chcesz wpsarcia, to się najwyżej też wybiorę. Chociaz osobiście to uważam, że jak pojawimy się kurwa obaj w tym samym miejscu, przed jedną, strachliwą panną, to dupa. Co do reszty świata...Chuj, jest jak jest. Nie zmienimy tego, że obcy ludzie biorą nas za ścierwa. Tego, że się nas boją też raczej zmienić się nie da. Toteż, skoro i tak chuja zrobisz, nie warto się spinać. Ludzie się znajdą. Serio. A jak ktoś wymięknie po pierwszym spotkaniu to tam chuj, bywa.-Powiedział i wzruszył ramionami, zabierając przy okazji rękę. Spojrzał w niebo i wypuścił dym w górę, uśmiechając się szeroko.-Ego sum, qui sum, Wulf. "Jeste, który jestem". Każdy z nas jest. I nikt kurwa nie mówił, że będzie łatwo.-zaśmiał się ochryple. Nie był to do końca śmiech szczęśliwy.-A tak swoją drogą...-Zaczął, wracając spojrzeniem dwukolorowych tęczówek do swojego rozmówcy.-Ja ich biję...Żeby nie powiedzieć "katuję". Nie jest mi jakoś źle z tą myślą. Ostatecznie, jeśli podchodzisz do takich ludzi jak my z zamiarem wpierdolenia, warto liczyć się z konsekwencjami, c'nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t710-jassper#4418

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Sro Wrz 30, 2015 6:31 pm

Podejście Jasspera do sprawy innych nie różniła się zbytnio od podejścia Wulfa. Nie obchodziło go to, że inni się go boją. Wręcz przeciwnie, pasowało mu to. Przynajmniej nie musiał się zadawać z ludźmi, a szczególnie z mężczyznami. Miał swoje powody do takiego myślenia. Jakby ciebie przetrzymywali przez jakiś miesiąc w jakimś starym magazynie i katowali jak nie wiem co, aby na koniec wypuścić cię tak zniszczonego, że nie pamiętasz co i jak, a jedyne co ci zostaje to złe wspomnienia. Do tego całego w siniakach, zakrwawionego i wciąż krwawiącego. Chyba każdy nabył by uprzedzeń do ludzi. Dlaczego ta sytuacja z Rennevy aż tak mu dokuczała? Bo poczuł się jak za młodu kiedy za każdym razem zostawał osądzany z góry. To ty pewnie pobiłeś kogoś tam, do dyrektora. "Dyrektorze ja tylko pomogłem tej osobie bo była dręczona." "Morda nie masz nic do gadania.". W każdej sytuacji to samo. Ale mu to nie przeszkadzało, lubił pomagać innym. Aż do momentu straty przyjaciela. Potem było tylko gorzej i gorzej, ale nie o tym. Człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego. Do tego jak cię traktują, widzą, itd. Wulfstan już dawno się przyzwyczaił do bycia "Cholernym szczeniakiem" czy "Postrachem szkoły/osiedla". Nawet do tego jak go osądzają, ale tylko do momentu kiedy stara się z kimś nawiązać jakąś znajomość. Wtedy zdanie takiej osoby trochę bardziej się liczy.
-Taaa. Może byłoby wtedy lepiej?-powiedział z krzywym uśmiechem-Nie wiem czy nie będzie akcji, że jak mnie zobaczy to automatycznie nie zmieni kierunku w którym szła. Po akcji jaki odpieprzyłem nie zdziwiłbym się gdyby tak zrobiła. A co do reszty świata to nie obchodzi mnie jego zdanie. Niech sobie myślą co chcą. Pff... niech się wypchają swoim zdaniem.-powiedział z wrednym uśmieszkiem-Też racja, nawet lepiej że jest ciężko.-dodał z uśmiechem-Wiesz ja też biję, a nawet łamię.-powiedział z złowrogim uśmiechem-A jeśli mi się ktoś nawinie to nie ukrywam, sprawia to przyjemność.-powiedział spoglądając w niebo.
Miło tak porozmawiać z kimś kto ma podobny problem co on. Nie chodzi o to, że Wulf pocieszał się tym iż ktoś ma gorzej czy tak samo jak on. Chodzi o to, że mają jakiś wspólny temat.
-Równy z ciebie gość.-powiedział z krzywym uśmiechem-Może się gdzieś przejdziemy, a nie będziemy stali jak jakieś bandziory w alejce?-dodał śmiejąc się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 83
Data dołączenia : 19/09/2015
Skąd : USA

PisanieTemat: Re: Aleja   Pią Paź 02, 2015 1:45 pm

-Byłoby lepiej stary. Wierz mi na słowo.-Mruknął, zaciągając się po raz ostatni by następnie uśmiechnąć się pod nosem - No to ją, kurwa, dogonisz Wulf. Masz długie nogi, dychę daję, że jakoś się uwiniesz.-Stwierdził z niejakim rozbawieniem i spojrzał na niego kątem oka, słuchając dalej. Zawiał silny wiatr, na co chłopak skrzywił się i wypuścił dym nosem, zaraz wyrzucając niedopalek gdzieś za siebie.
-Ty też jesteś nawet nieupierdliwy.-Stwierdził z uśmiechem by następnie pokiwać żarliwie głową wyrażając swoją aprobatę dla pomyslu ze zmianą miejsca. -Brzmi jak dobry plan-Powiedzial z entuzjazmem i schował ręce do kieszeni, jednocześnie kuląc się przy kolejnym podmuchu. Szybko przejżał w głowie listę miejsc, w których mogliby na spokojnie pogadać i ukryć się przed tą cholerną pizgawicą. Pierwsze cztery skreślił z miejsca, uznając, że najprawdopodobniej są już zamknięte. Kolejne dwa poszły w odstawkę sekundę później, kiedy Jass doszedł do wniosku, że za dobrze go tam znają i zwyczajnie nie mieli by spokoju. Ostatecznie w jego głowie zapalila się mała czerwona dioda, która szybko wskazala mu kiedunek marszu.
-Dwadzieścia minut stąd jest pub. Pasuje, czy miałeś inną propozycję?-Zapytał uśmiechając się nieznacznie na myśl o ciepłym pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t710-jassper#4418

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Pią Paź 02, 2015 4:46 pm

Zdziwiła go odpowiedź Jasspera. Gonić ją? Przecież tylko jeszcze bardziej się przestraszy. Chociaż jak uda się jej wszystko wytłumaczyć to może wyjść na dobre. Nigdy nie myślał o tym aby kogoś gonić, ale po krótszym zastanowieniu uznał to za dobry pomysł. Lepiej spróbować, prawda?
-Chyba masz rację. Przy możliwej okazji spróbuję wszystko wytłumaczyć.-powiedział pewny siebie z krzywym uśmiechem na ustach.
Na słowa Jass'a Wulf zaśmiał się. W końcu nie zawsze słyszy się, że jest się nieupierdliwym, co nie? Wziął ostatniego macha z papierosa i rzucił peta na ziemię.
-Dzięki.-powiedział śmiejąc się, a przy okazji gasząc peta, faktycznie te słowa sprawiły przyjemność czerwonowłosemu, w końcu znalazł się ktoś z kim mógł normalnie porozmawiać, w sensie bez tego cholernego wrażenia, że osoba z którą rozmawiasz zaraz ci ucieknie czy zejdzie na zawał przy twoim pierwszym lepszym gwałtowniejszym ruchu.
"Pub? Mam już dość na dzisiaj takich miejsc." stwierdził w myślach. Z resztą skreślało to miejsce jeszcze to iż będą tam ludzie, i że będą tam ludzie. Tyle wystarczyło aby zniechęcić Wulfstana. Po chwili jednak przypomniało mu się, że ma wolny pokój w akademiku. Ma tam też trochę alkoholu, więc nie będzie z tym problemu. Poza tym o wiele lepiej czuł się w swoich własnych czterech ścianach niż w jakiś klubach czy barach.
-Może pójdziemy do mnie?-zapytał licząc na pozytywną odpowiedź-Mieszkam w akademiku. Pokój dwu osobowy, ale mieszkam sam więc nawet jak chciałbyś zostać na noc to nie ma problemu.-zachęcił go-To jak?-zadał pytanie ponownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Aleja   

Powrót do góry Go down
 
Aleja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Aleja czterech króli
» Kwiatowa Aleja
» Aleja sfinksów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-