IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Aleja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Aleja   Pią Lut 20, 2015 8:03 pm

Death City ma bardzo wiele różnorakich alejek. Na niemal każdej ścianie budynku można dostrzec różne graffiti albo dziwnie wyglądające plakaty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aleja   Pon Mar 16, 2015 12:22 am

W końcu wyrwali się z tego jakże bardzo przyjaznego akademika. Ślad po nich zaginął kiedy Wreckless poprowadziła ich przez kręte uliczki Death City. Mieli wtedy stu procentową pewność, ze nikt ich nie śledzi. Żadnych gapiów ani nic z tych rzeczy. Pamiętając jego poprzednie pytania ze szkoły postanowiła na nie właśnie teraz odpowiedzieć. Szli obok budynku pokrytego graffiti oraz kilku ławek i koszy na śmieci. Słońce padało z góry na tą alejkę, nawet ładny widok.
Kiedy byli obok jednej z ławek Wreckless przystanęła, a tym samym i Black musiał. Wysunęła delikatnie rękę spod jego ramienia i stanęła naprzeciwko niego. Spokój cisza etc i etc. Świeże powietrze, głębokie wdechy dziewczyny no i brak gapiów. Klasnęła w dłonie i spojrzała na czarnowłosego.
-No więc... partnerze, chciałbyś sprawdzić czy zdołalibyśmy się połączyć duszami?
Musiała o to spytać. Pochyliła się przy tym lekko do przodu uśmiechając się jak nigdy przedtem. Musiałą przyznać, chłopak jej zaimponował już na wejściu. Doskonale wiedziała, że potrzeba czasu by komuś zaufać, ale przeczuwała, że przy nim będzie to znacznie inaczej wyglądało. Ale to jej przeczucie. Zawsze mogła się pomylić, chociaż tego nie lubiła, tak samo jak przegranych.
Czekając na odpowiedź chłopaka zaczęła się zastanawiać czy byłby w stanie unieść taki ciężki sprzęt czy też być w stanie wytrzymać z nią psychicznie. Jej nastawienie do ludzi musiało się w końcu zmienić tak czy siak. Może i jej wuj miał rację? Może gdyby się bardziej otworzyła na ludzi jej życie wyglądałoby znacznie inaczej? Kija tam wie. Prawdopodobnie tak, ale czy byłoby warto? Nie wszyscy przecież są tak jak Black, mili, spokojni no i uprzejmi. Z cichym westchnieniem przeniosła ciężar ciała na prawą nogę i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej wciąż będąc lekko pochylona do przodu.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aleja   Pon Mar 16, 2015 1:46 am

Podobnie jak jego towarzyszka Black był bardzo zadowolony z tego, iż nie musieli dalej przebywać w towarzystwie namolnych rówieśników z Zawodówki. Spacerując po wcześniej obserwowanej z okna przez Wreckless okolicy Abraham miał w końcu chwilę na to, aby zapoznać się z okolicą i poznać ciekawe jej zakamarki. To miasto od wewnętrznej strony wyglądało znacznie ciekawiej niż na głównych ulicach. Choć musiał przyznać, że architektura, w jakiej zostało zaprojektowane całe miasto, była urzekająca. Od zawsze uwielbiał kamienice oraz budowane w starym, przed wojennym stylu miasta. Miały one jego zdaniem imponujący wygląd i wprawiały go w stan melancholii. Czego jeszcze mógłby sobie zażyczyć młodzieniec taki jak Black? Spacerował po pięknej okolicy, z piękną kobietą pod ręką. Jedyne co mogłoby dodać niepowtarzalności tej chwili byłyby bijące w oddali dzwony. Powoli zaczynał lubić Death City, z przemijającym dniem czuł się w nowym miejscu co raz lepiej.

Z każdym krokiem oddalali się od głównej ulicy, a harmider życia codziennego ustawał. Zagłębiając się w co raz to głębsze alejki, droga stawała się węższa, a na ścianach pojawiały się urozmaicenia dodane przez mieszkańców takie jak grafiiti, plakaty i różne inne miejskie ornamenty. Sam spacer wydał się być bardzo dobrym pomysłem. Black oraz Wreckless trzymali podobne tempo chodu i ów wypad okazał się nie być dla żadnego z nich utrapieniem, wręcz przeciwnie.

Kiedy byli już w wystarczająco oddalonym od centrum miejscu blondynka postanowiła przystanąć i zrobić przerwę. Czując jak wysuwa ona rękę spod jego ramienia przystanął i rozejrzał się po okolicy. Odkąd wyszli z akademika delikatny uśmiech zdawał się nie schodzić z jego twarzy. Spojrzał w niebo i ujrzał jak pojedyncze płatki śniegu spadają na ich głowy. Była zima, choć nie tak dotkliwa jakich był świadkiem doświadczyć. Kiedy usłyszał klaśnięcie swoje spojrzenie skupił na oczach dziewczyny. Po raz kolejny tego dnia jego uwaga była w stu procentach skupiona na niej i na tym co ma mu do powiedzenia. Choć nie znał jej zbyt długo czuł nieodpartą sympatię.

Kiedy Wreckless zrobiła przerwę przed wypowiedzeniem słowa "partner" Black zachichotał nieznacznie, mrużąc do niej oczy.
- Owszem, chciałbym.
Odpowiedział zwięźle, by następnie móc skupić się tylko i wyłącznie na niej i na ruchach, które poczyniła w jego kierunku. Jej kąt nachylenia oraz uśmiech, którego dotychczas nie widział sprawiły, że prawa brew sprężyście wzbiła się nieco wyżej, a jego oczy rzuciły na usta blondynki przenikliwe spojrzenie.
- Mam nadzieję, że nie zawiodę twych oczekiwań.
Dodał w momencie kiedy jego poliki zaszły śladowym rumieńcem. Po raz kolejny tego dnia nie mógł oprzeć się sile z jaką dziewczyna oddziaływała na jego usta. Kąciki dosłownie same pięły do góry, choć Black starannie stawał się zachować ekwiwalentny wygląd.

Po raz drugi tego dnia zlustrował dziewczynę od góry do dołu, tym razem największą uwagę przykuwając jej twarzy i wszystkim znajdującym się na niej detalom. Z każdą chwilą rozumiał, że jego towarzyszka również odczuwa pewną sympatię skierowaną w jego kierunku, co było miłym zaskoczeniem, ponieważ nie oczekiwał wywarcia na niej aż tak dużej przychylności. Ot po prostu zainteresowała go od pierwszego wejrzenia, a jego instynkt ponownie nie zawiódł.

Stojąc naprzeciw blondynki i patrząc jak krzyżuje ręce na klatce piersiowej pierw przetarł oczy, a następnie przyjął podobną postawę, oczywiście bez pochylenia. Wbijając w nią bystry wzrok powiedział.
- Nigdy wcześniej tego nie robiłem, więc jeśli naprawdę chcemy być zgraną drużyną musisz nauczyć mnie wszystkiego od podstaw. Zaczynajmy jak najszybciej, jestem niesamowicie nakręcony na zobaczenie Cię w formie kuszy.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aleja   Pon Mar 16, 2015 5:58 am

Prawdzie powiedziawszy bardzo cieszył ją entuzjazm chłopaka. To nie było przymusowe jak zdarzało się z jej innymi partnerami, którzy nie mogli podołać zadaniu. Mimo iż była jedynie Bronią wiedziała nawet dużo o Władających. Wystarczająco dużo by móc mu ów informacje przekazać. Do tego przecież dążyli nieprawdaż? Jej dwuletnie szkolenie w Zawodówce musiało w końcu mieć jakiś wpływ na to co miało się dzisiaj wydarzyć.
Po usłyszeniu pozytywnej odpowiedzi zrobiła krok w tył i wyprostowała się. Oddychała głęboko i powoli, a po uniesieniu wzroku z ziemi na twarz Black'a uśmiechnęła się lekko. Ta więź powinna być mocna i trwała. Nie to, że Wreckless czasami traktowała Władających przedmiotowo, ale nie wszyscy po prostu są idealni i nie każdy jest w stanie się ze sobą skomponować.
-Hmmm... A więc dobrze. No początek, oczyść umysł, to może naprawdę pomóc. Skup się na mojej duszy, o.
Starała obie przypomnieć każdą lekcję z Zawodówki gdzie to nauczyciel kazał ze sobą współpracować. Oboje, Władający i Broń musieli być do siebie pozytywnie nastawieni, musieli akceptować wady i zalety drugiej osoby, by móc się skomponować. Złączyła palce obu dłoni ze sobą i wygięła w charakterystyczny sposób, można było słyszeć przeskakiwanie kostek. Po wyprostowaniu się odczekała chwilę kiedy chłopak skupiał się na jej duszy.
-Jeśli jesteś pewien, że będziemy mogli się skomponować... to po prostu rozłóż ręce oooo... tak.
Dziewczyna podeszła do niego układając jego ręce w specyficzny sposób. Była kuszą, owszem, ale nie taką zwyczajną. Żeby móc ją utrzymać trzeba mieć trochę siły no i sposób na utrzymanie. A nic prostszego od zaprezentowania ów techniki chłopakowi nie było. Wiedziała jak powinien wyglądać układ dłoni podczas trzymania jej, wiedziała jak trzeba stać no i jak celować. Najważniejsze rzeczy bez których obejść się po prostu nie można.
Tak więc gdy chłopak czekał z rozłożonymi rękami na rozwój sytuacji ona zrobiła kilka głębokich wdechów i wydechów. Nie zepsuj tego... burknęła do siebie w myślach i po chwili zaczęła się zmieniać. Jasnobeżowa zmieszana z szarym kolorem powłoka zaczęła otaczać jej drobne, delikatne ciało, aż w końcu nie było widać jej kończyn oraz najmniejszego skrawka ciała. Powłoka, która wyglądała teraz już niczym mała kulka z ogonkiem powędrowała do jego rąk i przekształciła się w masywną kuszę. Wreckless na moment zamilkła czekając na słowa chłopaka. Czuła więź, więc to był dobry znak.


( Wygląd kuszy : KLIK   KLIK  KLIK. Ułożenie rąk tak jak na trzecim obrazku. )
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aleja   Pon Mar 16, 2015 9:38 pm

Oczyść umysł. Takie polecenie otrzymał od swojej partnerki i dokładnie to chciał teraz zrobić. Stał na przeciwko niej, a jego bystre spojrzenie skierowane było w szeroko otwarte oczy Wreck. Musiał wyczyścić swoje myśli, tak aby skupić swoją uwagę nie tyle na osobie, którą miał przed sobą, ale na jej metafizycznej postaci. Wziął głęboki wdech, a z jego głowy uciekały zbędne, ciągnące się myśli, które zaśmiecały umysł. Czuł jak jego mózg zaczyna inaczej pracować, na dużo mniejszych obrotach. Pierwszym krokiem do połączenia ich dusz było wyciszenie.

Nigdy nie miał problemów z koncentracją. Kolejny wdech sprawił, że jego myśli były całkowicie oczyszczone, teraz nastąpił etap skupienia. Musiał skupić się na duszy dziewczyny, choć nie wiedział dokładnie co to miało znaczyć. Zamknął powieki, pozostawiając ostatnie odbicie swojego wzroku na oczach Wreck. Kolejne głębokie zaciągnięcie się świeżym, zimnym powietrzem. Chłodny powiem zimy pozwalał na zachowanie trzeźwości umysłu, uwielbiał tą porę roku.

Od Magicznej Broni nie wymaga się zbyt wiele względem charakteru. Ludzie bywają różni, natomiast bronie z reguły są energicznymi duszami o bardzo zawiłych charakterach. Osobniki tego rodzaju, z którymi spotykał się do tej pory Black bywali nieklarowni w swoich zachowaniach, lecz dzięki temu wzbudzający zainteresowanie. Podobnie było z blondynką. Jej nieszablonowy charakter okazał się być dla Abrahama bardzo przyciągający.

Rolą władającego było zachować trzeźwość umysłu. Tak przynajmniej uważał Black i do tego dążył w swojej misji. Kompetentny władający powinien umieć trzymać w rydzach nadpobudliwość swojego partnera i wykorzystywać jego zastrzyki adrenaliny dając przy tym nadzwyczaj żywiołowy miks. Czuł się gotowy na przyjęcie Wreckless do Siebie. Czuł jakby mieli stać się jednością, niczym dwie łezki Ying i Yang. W głębi duszy zależało mu by w unifikacji z dziewczyną stworzyć harmonię.

Rozłożył w jej stronę ręce, w taki sposób jak wcześniej zaprezentowała to dziewczyna. Otworzył oczy chcąc zobaczyć proces przemiany, czuł że jego ciało, dusza oraz umysł są gotowe. Wzrok miał tak samo bystry i błyskotliwy jak wcześniej, a jego twarz nabrała poważnego wyrazu.

Przyglądając się całej transformacji z nie lada zaciekawieniem zaobserwował jak jego towarzyszka zmienia się w eteryczną formę. Po chwili kulista dusza o powabnej twarzy Wreckless trafiła do jego rąk. Spuścił na nie wzrok i zobaczył jak przekształca się w kuszę.

Nie tego jednak się spodziewał. Choć nigdy wcześniej nie trzymał kuszy, pierwsze co przeszło mu przez myśl to, to że w jego wyobraźni szczupła i powabna Wreckless była równie czarującą i lekką bronią. Czuł jak na jego dłonie opadł ciężar rynsztunku, a jego kolana ugięły się pod wagą Wreckless. Mięśnie ramion napięły się momentalnie, a po jego skroni zaczęła spływać kropla potu. Wypuścił z płuc zebrane wcześniej chłodne powietrze i zaczął lustrować zupełnie odmienną postać blondynki. Z błyskiem w oku wodził wzrokiem od lewej do prawej strony starając się wychwycić każdy detal pięknego sprzętu strzeleckiego.

W jego oczach można było dojrzeć podniecenie oraz gotujący się w nim neofityzm. Otworzył usta jakby chcąc coś powiedzieć, lecz po chwili je zamknął. Był pod ogromnym wrażeniem. Kiedy poczuł, że ciężar broni przestaje być uciążliwy stanął na równe nogi i zaczął obracać ją w swych dłoniach.

Piękna

To jedno słowo przemknęło mu przez głowę. Było w niej cały czas od momentu kiedy Wreckless przybrała postać broni. Jednakże nie to powiedział kiedy przyszła pora przerwać grobową ciszę. Z ogromnym uśmiechem na twarzy odezwał się do Wreck głosem tak podekscytowanym i zafascynowanym jaki pierwszy raz słychać było z jego ust od dawna.

- Myślę, że się udało partnerko.

Przystawiając Wreckless bliżej swojego torsu wysunął ją na wysokości klatki piersiowej pod kątem ostrym, tak by łożysko kolby skierowane było naprzeciwko nich. przechylając głowę na tyłek kuszy zamknął lewe oko i zaczął celować. Jego usta wygięły się w jeszcze większym uśmiechu. Obserwując świat z tej perspektywy wiedział, że podjęli właściwą decyzję. Zamknął oczy i wykonał głęboki wdech. Zimne powietrze wypełniające jego płuca przynosiło mu ogromną ulgę.

- Musisz mnie wszystkiego nauczyć.

Powiedział doń wypuszczając z płuc powietrze oraz opuszczając kuszę z powrotem do pozycji pasywnej. Otworzył oczy, zamknął usta i z lekko przymrużonymi powiekami uniósł delikatnie prawy kącik ust do góry w zawadiacki sposób.

- Pewnie wiele pracy przed nami. No i oczywiście nie wiemy czy nadam się na kusznika, ale wydaje mi się, że nie zaszkodzi spróbować. - Zrobił krótką przerwę pozwalając Wreckless dodać coś od siebie. Zacisnął na niej swoje dłonie znacznie mocniej i pewniej. - Jeśli jesteś na tak, to możemy podjąć współpracę. Podkreślam, jeśli Tobie to odpowiada i godzisz się z tym, że mogę okazać się beznadziejny.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Mar 17, 2015 11:22 am

Jej ciężar robił się coraz mniejszy, zależało to od mocy więzi pomiędzy władającym, a bronią. Black mógł odczuwać jedynie chłód metalu, którym było obite giętkie drewno z drzewa iroko. Jedno z najlepszych drewien do produkcji profesjonalnych kusz. Nie dość, ze wytrzymałe, to jeszcze ma wiele zastosowań. W porównaniu do innych kusz, takich jak Alemanni Tana 65 Roller, która jest z ogółu kuszą łowiecką, kusza w jaką zamienia się Wreckless jest typowo wojenną.
Obita lśniącym metalem kosza miała złożony łuk, a konkretnie to dwa łuki przecięte na krzyż. To dzięki właśnie drugiemu łuk, siła oraz zasięg bełtów był znacznie większy. Lekko pokarbowane łuki spoczywały wzdłuż łoża. Strzemię jeszcze nie wypełnione bełtem lśniło w blasku słońca.
Może i nie było tego widać, ale Wreckless cieszyła się, że im się udało. Słowa Black'a dodatkowo utrzymały ją w przekonaniu, że będą zgraną ekipą jeśli trochę poćwiczą. A trochę to znaczy od podstaw. Będąc wciąż w postaci kuszy jedna z metalowych nakładek na kuszy zalśniła charakterystycznie i pojawił się w nim obraz Wreckless. A może to też i odbicie? Trudno powiedzieć. Dziewczyna uśmiechała się lekko ze skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej i spoglądała w stronę chłopaka.
-Masz rację partnerze, udało nam się.
Powiedziała dumna z ich obu i zniknęła ponownie, gdy metal zabłysnął. Nie będzie go rozpraszać w ten sposób. Przed nimi było wiele godzin "męczarni", które trzeba będzie sobie wziąć głęboko do serca. Z cichym westchnieniem Wreckless rozłożyła łuki, a tym samym bełt pojawił się na swoim miejscu, a dokładniej w środku dużego mechanizmu kuszy.
-Jeśli chodzi o bełty, to się nie przejmuj. Sama je produkuje, więc nie ma obawy. Nie zabraknie nam ich.
Odparła spokojnie widząc jak chłopak mierzył nią przed siebie. No i dobrze, niech się chłopak przyzwyczaja. Nie napięła cięciw, nie było to potrzebne mimo iż nikogo w pobliżu też nie było. A nawet jeśli ktoś by się pojawił, to nie chcieli go przecież nastraszyć, prawda? Od razu po tej myśli Wreckless "zniknęła" stworzony bełt.
Spokojny oddech i trzeźwy umysł był podstawą podczas takiego połączenia. Gdyby im się nie udało, chłopak za pewnie odczuwał by ciężar broni lub parzyła by go w ręce. A skoro tak nie było, to znaczy, że wszystko przeszło pomyślnie. Przyglądając się Black'owi ze swojej perspektywy był on bardzo zafascynowany. Miała tylko nadzieję, że ta fascynacja szybko nie minie gdy się przekona jakim Wreckless potrafi być "wrzodem" na tyłku.
-Nauczę Cię, spokojnie. A co do "kusznika", nikt nie jest idealny. Potrzeba czasu by się do czegoś przyzwyczaić oraz wszystkiego nauczyć, prawda?
Nie przeszkadzało jej to, że nie był wyszkolony, na tym poziomie jeszcze przecież nikt nie był! A kogo to obchodziło, prawda? Każdy, dosłownie każdy musiał się uczyć wszystkiego od podstaw, więc dla niej to była bułka z masłem, ale nie wiedziała jak z nim. Miała nadzieję, tak głęboko w sercu zakotwiczoną, że uda im się, że nie będzie problemów z nauką ani z tym, że może im się nie udawać. Wszystkiego da się wyuczyć. Dosłownie wszystkiego, więc ona na to przystawała.
-Jestem na tak. No i nie martw się, wszystkiego da się wyuczyć.
Jej miły charakter był czymś zaskakującym, zazwyczaj była posępna, nie ufała ludziom od tak. A tu proszę! Nowy osobnik, a ona już się z nim "zaprzyjaźniła", jeśli można to tak nazwać. Jego "aura" przyciągała ją, był w jakimś stopniu podobny do niej, a może i nie? Może się myliła? Osobiście uważała, że ich dusze są idealnie skomponowane, ponieważ właśnie są do siebie podobni.
To jak się do niej zwracał czy też jak ją traktował było okropnie miłe. No i jak tu nie być równie miłym dla takiej osoby? Z lekkim uśmiechem na twarzy złożyła łuki, cięciwy schowały się w głąb kuszy, a zgrzyt zastawek oznaczał, że jest zablokowana i że nie wypuści żadnego bełtu, nikomu nie zrobi krzywdy. Klasnęła w dłonie i znowu pojawiła się w metalu, co poprzedził błysk.
-Damy radę.
Jej szeroki, pełen radości uśmiech był czymś nowym od kilku lat. A dokładniej od dwóch z kawałkiem. Wtedy jeszcze była bardzo radosna, a po tym co zdarzyło się w jej życiu, wolała schować swoją osobowość. Teraz wydawało jej się to niemożliwe. Po prostu musiała się cieszyć, pokazywać to co czuje. Przecież nie będzie okłamywać osoby, z którą miała współpracować, prawda? No i w końcu tak czy siak by nie mogła wytrzymać w tej posępnej postaci. Zniszczyłoby ją to doszczętnie. Musiała się w końcu do kogoś otworzyć. I tym "szczęśliwcem" był właśnie Black.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aleja   Pią Mar 20, 2015 9:13 pm

Miło ze strony dziewczyny, że uraczyła go wiadomością na temat bełtów. Był to jak narazie najbardziej zastanawiający go fakt, gdyż jego największą obawą był fakt ciągłego odnawiania amunicji. Było by to niesamowitym utrapieniem. Na szczęście on był jedynie mistrzem broni. Właśnie, mistrzem, sama nazwa oznaczała jakoby miał on być ekspertem w posługiwaniu się swoją partnerką. Czekało ich wiele pracy.

Zaczynało do niego docierać jak wspaniałym narzędziem jest kusza i jak bardzo ten typ broni mógłby mu odpowiadać. Pozwalał na układanie ciekawych strategii, nie tyle opieraniu się na zwinności co pokazywaniu rozumu w walce, trzeźwego rozumu oraz precyzyjności. Pod względem precyzyjności nie było lepszego kandydata niż Abraham. Był on perfekcjonistą w każdym calu, można było to wyczytać chociażby z tego w jak pierwszorzędny sposób zabiegał o kulturę słowa i wypowiadanie się w elokwentny sposób.

- Jeśli możesz pozostań na razie w postaci broni. Wydaje mi się, że należałoby przeprowadzić trening, tutaj czy może gdzieś indziej. Z resztą, co powiesz na to żebyśmy zajęli się jakąś sprawą szkoły, a w ten sposób sprawimy, że doświadczenie przyjdzie w naturalny sposób?

Zaproponował jej rozwiązanie dynamiczne. Czyli rozwiązanie, którego nie spodziewał się on sam. Patrząc na kuszę z zamiłowaniem oraz ogromnym, rosnącym entuzjazmem nie mógł doczekać się momentu kiedy mógłby przetestować zdolności Wreckless.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aleja   Pią Mar 20, 2015 9:49 pm

To jak poprosił ją o pozostanie w postaci kuszy było dla niej lekkim zaskoczeniem. Ale nie sprzeciwiła się. Mimo tych dwóch lat treningu nad kontrolą swojej przemiany czasem zdarzały jej się momenty, że coś jej się nie udawało. Wolała więc nie ryzykować i przystała na prośbę. Co do pomysłu treningu bardzo ją to zaciekawiło. Może było coś intrygującego do zrobienia, czemu oni mogliby sprostać? W sumie to wolała taki trening niż mówienie mu i rysowanie na tablicy co i jak.
-Mnie pasuje, Black. Tylko wiesz, samo przejście przez Death City z kuszą w dłoniach może być niebezpieczne.
Wreckless zaśmiała się nerwowo co było widać przez charakterystyczne drżenie drewna w dłoniach czarnowłosego. Metalowe płyty zalśniły w blasku słońca. Mimo iż poprosił ją o pozostanie w tej postaci i mimo iż jej to odpowiadało nie było to stosowne. Mogliby zwrócić na siebie uwagę gdyby chcieli się dostać do akademii. Jeśli mieliby zostać tutaj musieliby znaleźć coś co można byłoby wykorzystać do treningu. A nie wszystko też było na miejscu.
Pozostając w postaci kuszy czekała na werdykt swojego partnera, który najwidoczniej był uradowany z posiadania takiej broni. Nie umiała czytać w myślach, tak tylko jej się wydawało. Może była w błędzie?... Kto tam wie. Z cichym westchnieniem uśmiechnęła się sama do siebie, aż coś w środku w kuszy przeskoczyło. A niech to... Znowu ta sprzączka?...Myślałam, że już nie będzie z tym problemu... mruknęła do siebie lekko poddenerwowana. Z cichym westchnieniem pojawiła się w jednej z metalowych blaszek, co było poprzedzone błyskiem blaszki.
-Dość dziwna prośba... pewnie słyszałeś ten zgrzyt. Pociągnąłbyś za tą wajchę z boku? Zablokowałam się, bez tego nie będę w stanie wypuszczać bełtów.
Wreckless miała lekko skwaszoną minę. Rzadko się to zdarzało, ale było to okropnie denerwujące. Nie miała co z tym zrobić osobiście, a jedyną osobą, która mogła to teraz uczynić był właśnie Black. Uśmiechnęła się do niego ładnie lekko przechylając głowę w bok.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aleja   Pią Mar 20, 2015 10:52 pm

Black czując drganie w jego dłoniach zaczynał powoli wracać myślami na Ziemie. Choć przed chwilą prosił dziewczynę o pozostanie w postaci kuszy, dosyć szybko zmienił zdanie jakby odbierając jej ruchy za prośbę o pozwolenie do transformacji. W końcu zapomniał, że oboje są uczniami NOT to też nie za wiele trzeba było od nich wymagać.

- Myślisz, że kiedyś staniemy się uczniami klasy specjalnej?

Stał z uniesioną brodą w stronę rzucającego na miasto blask słońca. Patrząc na kończącą się tegoroczną zimę zaszła go chęć na rozmyślanie nad przyszłością, zarówno ich jak i całego Shibusen.

- Pierwszy raz mogę szczerze powiedzieć, że jestem niesamowicie szczęśliwy na wizytę w Death City. To naprawdę ciekawe miejsce pełne ciekawych osób.

Usłyszawszy dźwięk przeskakującej blaszki momentalnie wrócił myślami na Ziemię. Wykonał prośbę partnerki i stanowczym ruchem zaciągnął wajchę do Siebie.

- Mam nadzieję, że pomogłem

Dorzucił od Siebie drapiąc się po głowie z zakłopotaną miną. Spoglądajac na pojawiający się i znikający obraz dziewczyny poprosiłby powróciła do ludzkiej postaci.

- Skoro już najważniejsze kwestie mamy za sobą, wydaje mi się, że należałoby kierować się w stronę szkoły, oczywiście jeśli masz zamiar tam wrócić. Ja osobiście chciałbym zajrzeć do biblioteki, miejsca świecącego pustkami, w celu wypożyczenia pewnych książek.

Patrząc sympatycznym wzrokiem na swoją partnerkę, która powróciwszy do ludzkiego wymiaru stała z powrotem na przeciwko niego wystawił w jej stronę dłoń.

- Przypieczętujmy nasze partnerstwo najbardziej staroświeckim zapieczętowaniem na świecie.

Uśmiechnął się zawadiacko, a następnie potrząsnął dłonią. Po chwili kontynuował.

- Nazywam się Abraham Black, jestem pierwszoroczniakiem Zawodówki Śmierci i zamierzam zostać najlepszym kusznikiem walczącym po stronie prawa. Pochodzę z Japonii, tam się urodziłem i tam wychowałem, natomiast w wieku 10 lat wróciłem do Ameryki, a teraz znajduje się tutaj będąc pełnoprawnym obywatelem Death City. Lubię prace u podstaw, za to nie lubię ludzi za ich fałszywość i obłudę, w której żyją i zarazem starają się sprawić abym ja w niej żył. Miło mi Cię poznać.

Skoro mieli razem trenować, a w przyszłości mordować wszelkie pomioty z piekła rodem powinni wiedzieć co nie co na swój temat. Nie wypadało wypytywać damy o szczegóły jej życia, więc to on zaczął odsłaniając karty, kładąc kawę na ławę. Pomyślał, że może dzięki temu uda się uściślić ich więzi, a Wreck w postaci kuszy przestanie być tak cholernie ciężka


(xd).
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Aleja   Pią Mar 20, 2015 11:31 pm

Czują w postaci kuszy jak zaciąga wajchę odetchnęła cicho. Nie będzie się musiała mordować nad wymyślaniem sposobu, jak sobie z tym poradzić. W sumie to nawet i lepiej, że miała w końcu osobę, do której mogła wyciągnąć pomocną dłoń. Było to znacznie lepsze niż pałętanie się po akademii z posępną miną.
Chwila zastanowienia i kusza zamieniła się znowu w eteryczną formę. Beżowo-szara duszyczka powędrowała przed siebie i zatrzymała się metr od chłopaka. Po chwili z tej duchowej formy pojawiła się Wreckless odgarniając sobie włosy sprzed twarzy. Z lekkim uśmiechem stanęła na wprost chłopaka i wysłuchała go uważnie.
Skoro miał zamiar iść do biblioteki, to czemu by nie? Chociaż można było trochę odczekać. Nie minęło za wiele czasu odkąd wyszli z akademii. A chyba nie chcieli oboje kolejnego "ataku" tłumu. Ona nie chciała. Nie znosiła ludzi za ich wścibskość. Człowiek powinien wiedzieć jakie są jego granice.
Klasnęła więc w dłonie i rozejrzała się dookoła. Wciąż pustki, to nawet lepiej dla nich. Dobrze, że nikt nie przyuważył jak ona się przemienia, oboje przecież tego nie chcieli. Stróże prawa od razu zwrócili by na to uwagę i nie dali by za wygraną. Po prostu by ją gonili. Czy jego? Nie była pewna, on nie był niebezpieczną bronią, ona natomiast takową była.
Z cichym westchnięciem roztrzepała sobie grzywkę palcami i wlepiła w Black'a swoje niebieskie tęczówki. Nie wiedzieć czemu, ale po tym jak skomponowali się ze sobą wydawał jej się inny, spokojniejszy, opanowany, jakby był już w takie sytuacji i jakby był doświadczonym władającym. Po kilku chwilach otrząsnęła się z tego zamyślenia i z lekkim uśmiechem na ustach powiedziała:
-Żeby się nimi stać będziemy musieli trochę nad tym popracować, nie uważasz?
Powiedziała chichocząc. Nie da się mieć wszystkiego od razu. Osobiście bardzo pragnęła być uczniem z wyższe klasy, ale nie wiedzieć czemu nie pragnęła zostać Death Scythe. Jakby jej na tym nie zależało. Uzyskanie tytułu Death Scythe wiązało się z ogromnym brzemieniem, z obowiązkami. Ona tego nie pragnęła.
-Owszem, pomogłeś, dziękuję.
Ta cholerna sprzączka będzie jej utrapieniem. Trening, trening i jeszcze raz trening. Dopóki nie opanuje przemiany do perfekcji, nie będzie mogła dać z siebie stu procent podczas misji. No i nie chciała też zawieść Black'a.
-Co do szkoły... możemy tam wrócić, mnie to nie przeszkadza. Chociaż obawiam się, że jak tam się pojawię... może zdarzyć się coś podobnego jak przytrafiło mi się podczas rozmowy z Tobą. Wiesz, te tłumy. Niby mogę sobie z nimi poradzić kilkoma słówkami, ale nie będzie łatwo. A przechodząc do radzenia sobie z nimi, nie chce mi się marnować dziś już na nich siły. Dobrze by było gdybyśmy przemknęli się w miarę szybko.
Rozmasowała sobie kark, czasami sama siebie zaskakiwała jak bardzo potrafiła być rozgadana. Odetchnęła cicho i przeniosła swój wzrok na ścianę zapełnioną graffiti po jej lewej stronie. Czuła, że trochę przesadza z tą całą gadaniną, może nie chciał jej słuchać, co? A ona na siłę naciskała i się rozkręcała. No nic, nie zmieni tego. Jej emocje oraz zapotrzebowanie na rozmowę własnie w tym momencie dały o sobie znak.
Gdy chłopak powiedział iż chciałby przypieczętować ich partnerstwo i wyciągnął do niej rękę lekko się zawahała. A co jeśli źle postępuje?... Nie no, głupia była, że tak myślała, ale dobrze jest zawsze wszytko od razu przemyśleć. Ujęła jego dłoń dotykając go swoją delikatną i drobną ręką. Wysłuchała do końca jak się przedstawia i pokiwała głową. Pierwszoroczniak. Ona zaczynała swój trzeci rok w Akademii Shibusen. I nie była wcale taka stara. Siedemnaście wiosen to nie dużo. Pokiwała z uśmiechem głową i również się przedstawiła:
-Wreckless Ajazuma, ale możesz mi mówić Wre. Tak jest w sumie łatwiej. Zaczynam trzeci rok w Akademii Shibusen. Naukę rozpoczęłam dwa lata temu, przez ten czas miałam wielu Władających, ale nie podołali zadaniu. Urodziłam się i wychowywałam tutaj, w Death City. Co mogę powiedzieć? Nie znoszę ludzi, uważam prawie każdego za kłamcę, oszusta i etc. A czemu prawie? Bo mówię o tym Tobie, a to już coś znaczy. Jestem niczym rzep na psim ogonie, przyczepiam się i nie chcę oderwać, irytująca i nic ze mną nie da się zrobić, więc uważaj.
Przy tym ostatnim zdaniu pozwoliła sobie na cichy śmiech, który można było odczytać jako radość z posiadania możliwości zapoznania się z kimś. Trudno jej było z kimkolwiek się zaprzyjaźnić, większość ludzi uważa ją za zagrożenie, a ona ludziom nie ufa. I może jest tak jak jej wujaszek mówi, że wybiera sobie towarzystwo w jakim się obraca, ale gdyby tego nie robiła, pewnie byłoby znacznie gorzej. A tego nie chciała.

//To było... bardzo miłe, Black~ naprawdę XD //
Powrót do góry Go down

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Nie Sie 23, 2015 10:09 pm

Siedział więc tak i się nudził... Ale zaraz? Jak do tego doszło? Nie obejdzie się od zbędnych opisów, nie, nie nie!
Wstał, poszedł do szkoły, zrobił ten pieprzony obiad dla swoich wrogów i tyle! Ale oczywiście w kilku zupach nie mogło zabraknąć specjalnego dodatku, którym dzisiaj były tabletki nasenne. Tak więc kilku uczniów po posiłku poszło na lekcje na których momentalnie posnęli.
Dlaczego nie ukarał wszystkich?
On nie był taki głupi, dobrze wiedział, że przy większej ilości zatruć mogliby zacząć coś podejrzewać, a tak? A tak to tylko kilku przypadkowych uczniów doznawało nieprzyjemnych skutków! Albo doda leku na przeczyszczenie, albo ostrej przyprawy, albo leków nasennych, albo jakiegoś innego dziwnego środka, który można bez trudu dostać w aptece. Czasami nawet dodawał do sałatki na niektórych talerzach kilka zgniłych pomidorków, albo robaczywych owoców do deseru. Byli tacy co się zorientowali, ale większość miała stu procentowe zaufanie do tego kucharza. „Podobno Pan Rain ma bardzo dobry smak i niesamowity dryg do kuchni!” Tak mówili uczniowie, którzy jeszcze u niego nie jedli, a nasłuchali się opinii osób, którzy już u niego kosztowali jedzenia. A tak w ogóle to nie lubił, gdy ktoś z uczniów mówił mu po nazwisku! W końcu oni byli prawie jego równolatkami, a znaleźliby się nawet ludzie w jego wieku.
Czemu został kucharzem skoro tak ich nie lubi?
Chce zniszczyć akademię! Jest czarodziejem, kiedy tylko doszła do niego wieść, że jakieś dzieciaki z Shimbusena dla „Zostania Death Scythe” zabili jego matkę, to zalała go krew! Ale niemądrym byłoby niszczyć akademię jego mocami! Że niby ma na raz zabić przy pomocy łapy wszystkie osoby z tej akademii, które są nie wiadomo jak Bóg wie silne? Nie, nie, nie! Lepiej wyniszczyć ich od środka, w dodatku nie miał jak na razie sprzymierzeńców w swojej rasie... Musi kogoś poszukać. Wiadomo, że nie może od razu pozabijać ich zupą z dodatkiem trucizny, to byłoby... Za szybko. On na razie budzi zaufanie, nie może teraz upaść przez marną próbę zabójstwa... Ale w sumie to mógłby dodać jednej z trucizn do jednej zupy... Specyfik zadziałałby tak, że osoba zaczęłaby się natychmiastowo dusić... Albo dodałby czegoś, dzięki czemu ofiara zmarłaby na skutek krwotoku, który objawiłby się po kilku godzinach... Każdy pomysł wydawał się kuszący do doprowadzenia Szkoły do upadku! Ale... Ale jak na razie to trzeba zbierać jakieś informacje, podsłuchiwać, oglądać, zbierać ich zaufanie...
Tak więc wracał z pracy i jakoś takoś zachciało mu się szlajać po okolicy i akurat trafił tutaj. Już zmęczył się chodzeniem! Ileż można! Jeszcze te pieprzone schody!
Usiadł na ziemi, która o diwo była dość czysta, więc spodni sobie nie pobrudzi.
Zamknął oczy. Miał taką beznamiętną, gardzącą wszystkim minę. Siedział i myślał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Sie 25, 2015 12:42 pm

Żeby skutecznie wabić ludzi do tak dziwnej "organizacji", jaką była założona przez panią Virtanen i parę innych osóbek jeszcze w Szkocji, należało działać szybko i najlepiej z ukrycia. Oraz z zaskoczenia. Pięćdziesiąt procent szans było na to, że cel będzie pod wrażeniem niezwykłej charyzmy naszej małej kolorowłosej, chyba że uznają, że jest jakimś szajbusem. W końcu decyzja o pochlapaniu się paroma farbami do włosów przyszła tak spontanicznie, że nawet tego nie pamięta. Ale nie żałuje. Zresztą, jak można uciekać przed pysznymi lizakami? Averill doskonale wiedziała, czego ludziom w dzisiejszych czasach potrzeba. Kiedy pędzi się na urwanie karku, kiedy nic nie idzie, kiedy pada się ofiarą złego świata - zjeść trza lizaka. Ale niestety mniej więcej połowa społeczeństwa (znaczy, osób, które napotkała) wyznawała tę filozofię. Reszta już chciała dzwonić po kogokolwiek z opieki społecznej, czasem po straż miejską, a raz nawet po policję. Zawsze wydawało się jej to zabawne. No, przynajmniej dopóki kończyło się na pogróżkach, bo parę telefonów naprawdę było, a potem z matką musiały się tłumaczyć, że wcale nie jest do niczego wykorzystywana, jest kochana, jej prawa są szanowane i tak dalej. Nashetania (mama jest Szkotką, ale też dostała jakieś dziwne imię. Jak widać, to rodzinne) potem nie wiedziała co zrobić. Czy zrugać córkę za to, że napastuje innych ludzi, czy też może opierniczyć służby, że tak łatwo zgarniają i walnąć typową formułkę o zabijaniu kreatywności i indywidualności u dzieci. Dlatego postępowała jak zła matka - wzruszała ramionami i wracała do swych zajęć. A Averill prawdopodobnie jeszcze tego samego dnia rusza na miasto.
Już dawno skończyły się lekcje, była całkiem przyjemna pogoda - co nie opowiadało za tym, aby pójść po ofiary? Notesik z długopisem jest, z obowiązkowym symbolem Sekretnej Policji, do zapisywania tych, których udało się jej nakłonić i przekonać do siebie. Chociaż nie była z tego dumna, to sporo pozycji na jej liście to osoby z Shibusen. Czekała tylko, aż jej ciało da ostrzeżenie i mogła już mniej więcej przewidzieć, kim była osoba, z którą rozmawiała. Nie wyobraża sobie ona jednak pójście do Shibusenu. Pewnie od natłoczenia czułaby, jak jej głowa eksploduje. Zresztą, kto tu mówił o pójściu do tego dziwnego miejsca, Na najbliższe parędziesiąt lat nie zamierzała się tam zbliżać. Chyba że ją zaciągną siłą, to niestety pójdzie. Chociaż ta osóbka o wzroście metr czterdzieści parę potrafi celnie rzucać lizakami. Kto by pomyślał, że taka przyjemność może zaboleć.
Zawitała więc w alejach, gdzieś w środku tego miasta. Nadal niezbyt się orientowała gdzie co jest. Chodziła dość charakterystycznym krokiem - ni to podskok, ni to posuwisty. Oczywiście w ustach znajdował się lizaczek - teraz był to smak jogurtowo-truskawkowy. Włosy miała upięte w wysoką kitkę, a na główce znajdowała się czapka z daszkiem. Wymięta bluzka w kolorze niemrawego błękitu wyglądała, jakby skutecznie uciekła przed jakimkolwiek prasowaniem, lecz udało się ją nieco przykryć bluzą za dużą o co najmniej dwa numery. Rękawy były uroczo przydługawe, więc mogła bez problemu chować w nich nie tylko swoje łapki, ale i lizaki. I tak też było. Gdzieś w odmętach swojego ubioru znajdowało się przynajmniej osiem sztuk. Na rękę. Przewiewne rybaczki i wysokie trampki dopełniały ubiór naszej małej dziwaczki. Wyglądała intrygująco, uroczo oraz ekscentrycznie. Czyli tak, jak godny członek Sekretnej Policji wyglądać powinien.
Mijała kolejnych ludzi. Jedni się za nią oglądali, inni nie, inni przecierali oczy ze zdumienia. Ale byli też tacy, co ją kompletnie olewali i na właśnie takich czyhała. Jako snajper wysokiej klasy musiała panować nad swoją obecnością. Musiała panować nad tym, kiedy ludzie mają ją dostrzegać, a kiedy nie. Nie miała jednak ona aż takiej wiedzy na ten temat - działała instynktownie, jak zresztą niemal zawsze. Była osóbką, która potrafiła sobie na tyle zaufać. Dlatego też podeszła do siedzącego chłopaka, który wyglądał, jakby mu ojca harmonią zabili. Bo tak jej podpowiadał instynkt. Chwilę tak sobie przed nim stała, czekała, aż ten w końcu wyrwie się z wiru własnych przemyśleń. Trzymała swojego lizaka za patyczek i patrzyła się trochę to obojętnym, trochę to ciekawym wzrokiem na dziwnego jegomościa. Dopiero po chwili zauważyła, że ma on dość ciekawe oczy. Jedno jaśniejsze od drugiego. Jeszcze takich nie widziała. Sięgnęła wolną ręką do kieszeni swojej gigantycznej bluzy i wyciągnęła lizaczka koloru... właśnie jego ciemniejszego oka. Wyciągnęła go przed siebie, właściwie wystawiła, chcąc podarować słodyczka chłopakowi.
- Lizaka? - zapytała tym swoim charakterystycznym, lekko kaczkowatym głosikiem. Minę dalej miała nic niewyrażającą, nieco przymknęła powieki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Sie 25, 2015 3:10 pm

Dziwna sytuacja... Człowiek sobie siedzi nikomu nie wadząc, aż tu nagle ktoś przed nim staje i się na niego lampi. Lawer wręcz się schował w cieniu tej Alejki, po to aby nikt go nie zauważył... Nie miał zaufania do tych ludzi, a co dopiero do uczniów tej szkoły! Nawet nielicznym czarodziejom i wiedźmą nie ufał! Nie lubił się publicznie pokazywać, wiedział że są tu ludzie z tak zwanym "wzrokiem", którzy mijając go w szkole czy na ulicy patrzą na niego albo ze strachem, albo z nienawiścią. Zwłaszcza w szkole został kilkanaście razy zaczepiony. "Ludzie! Ten koleś to czarodziej!" Było kilka takich sytuacji, kiedy ktoś nagle zaczynał się wydzierać na całą stołówkę. Kiedyś nawet kilku takich napadło go w drodze do domu. Jak dobrze, że niedaleko przechodził któryś z nauczycieli. Na szczęście od czasu kiedy Śmierć wygłosił mowę, że czarodzieje i wiedźmy uczące w szkole są jak najbardziej po stronie Shibusen wszystko się uspokoiło. Jaki głupi dyrektor! Kto jak kto, ale żeby on nie dostrzegał tego jak bardzo Lawer ma na celu zaszkodzenie szkoły? Poczynając od wypisywani złych opinii w internecie zaprzestając na podtruwani uczniów...
Na szczęście i tak większość myślała, że Pan Rain to zwykły człowiek. Starał się nie ujawniać rasy, ale także mocy. Tak, z pewnością wszyscy uczniowie nie mieli pojęcia jaką magią dysponuje Lawer. To mogłoby całkowicie go zniszczyć, ponieważ jak na razie wszyscy uważają, że te podrapane drzwi to sprawka wilkołaków, a podpalone stoły to na skutek nieszczęśliwego wypadku... Ale oprócz sabotażu moc pozwala mu na szybkie gotowanie, w końcu kilka machów szponami i już warzywa pokrojone, nieco dłużej potrzyma dłoń na mięsie, cieście, czy garnku i już wszystko upieczone. Szybkie posiłki - to czyni z niego niezastąpionego kucharza dla szkoły, ma stałą posadę i w dodatku często dostaje podwyżkę. Robi to co lubi - gotuje i to co kocha - niszczy Shibusen i jeszcze dostaje za to hajs!
Nie chciał podnosić na nią wzroku... Ale cóż! To było silniejsze od niego. Stoi ci ktoś nad głową i się na Ciebie patrzy. Przecież nie zignoruje tego jak jakaś ciota. Popatrzył na nią beznamiętnie. "Niska jakaś, powiedzmy że ma jakieś dwanaście, może czternaście lat. Włosy ma w cholernie dziwnych kolorach, że ludziom nie szkoda kudłów i czasu na nakładanie farby... Nie jest z Shibusen, nigdy jej chyba nie widziałem. Ubrana... W sumie dużo dziewcząt w Anglii zakłada za duże bluzy, Lily i Lucy, kiedyś mi podkradły bluzy i mówiły o sobie, że są kałai, czy jakoś tak, jak ten świat schodzi na psy!" Zmierzył ją uważnie szarymi oczętami, gdy nagle otworzyła usta i zadała mu proste pytanie. Miała inny głos. Wysoki, taki kaczkowaty, dziwny. "A co to za pytanie?" Podniósł jedną brew ku górze patrząc na lizaka, którego przed nim trzymała, a właściwie którego podsuwała mu pod nos. Co ciekawe, słodycz miała kolor jego ciemniejszego oka.
Wziąć? Czy nie?
Tutaj pada pytanie! Czy należy do grupy, której członkowie uważają, że każdy chce ich zgwałcić, posłać do piekła, zabić i naćpać (czyli feminaziole hehe). Czy też jest osobą która będzie udawać, że nie wie o co chodzi, albo zacznie skakać ze szczęścia, bo dziewczynka chce dać mu lizaka.
Nie, nie. To Lawer. Lawer nie zalicza się do żadnej z tych grup.
Wziął od niej słodycz, rozpakował z papierka (o ile to miało papierek), włożył do buzi i... Pogryzł. Dosłownie w ciągu sekundy zdjął zębami lizaka z patyczka, który teraz trzymał w dłoni. Patrząc na nią beznamiętnie przeżuwał cukierka. Nie skupiał się nad jego smakiem, chociaż byłą to lukrecja - większość ludzi za nią nie przepadała, ale Lawer nawet lubił ten smak, chociaż on to w ogóle za słodyczami nie przepadał. W końcu, kiedy zmielił słodycz na drobne kryształki połknął zawartość ust.
- Straciłaś lizaka. Po co to zrobiłaś? - Uniósł obie brwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Sro Sie 26, 2015 12:23 pm

Chociaż Averill posiada pewnego rodzaju zmysł, który pozwalał na wyczuwanie nienaturalnych fal duszy, to nie chwaliła się tym. Ba, nie mówiła o tym, dopóki sam ktoś nie zauważy. A czasem zostawiała to do domysłu. Zdawała sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie nie była jedyna, która została "obdarowana" taką zdolnością. Ale mogła być jedyną, która odczuwa to w taki sposób, a nie inny. Nie wiedziała, nie musiała wiedzieć. Im mniej miała do czynienia z tą paskudną szkołą, tym szczęśliwiej się jej żyło. Nie pojmowała jednak tego, dlaczego dalej muszą zostawać w tym dziwnym mieście. Nie że jej nie odpowiada, bo zdążyła się już przyzwyczaić (i przy okazji dołączyć do szeregu dziwadeł tego miejsca), ale jakoś... mogłaby już wracać do Szkocji. Albo Finlandii. Lubiła pogodę w obydwu krajach, także było jej obojętne, gdzie się przeprowadzi. Nawet jak skończy w ojczyźnie Nashetanii, to i tak fińskiego nie zapomni. Nie tylko dlatego, że pewnie byłoby jej ciężko, ale głównie dlatego, że poczułaby utratę ważnej części siebie i jednej z najważniejszych pamiątek po ojcu.
Chłopak podniósł wzrok i zaczął się jej przeglądać. Ciekawe, jak ją opisze. Czy będzie ją wyzywać od szajbusów? Czy spodziewał się innego głosu? Lubiła się zastanawiać nad tym, co ludzie sobie o niej myślą w pierwszych chwilach. Jak bardzo są zaskoczeni, jak bardzo są zdziwieni albo jak bardzo nic nie czują. Bo przecież kto powiedział, że ona każdego zaskakiwała? Może była tylko kolejnych dziwadełkiem, na które nie warto tracić czasu? A może ta osoba się po prostu przyzwyczaiła? Różni ludzie chodzą po tym świecie, każdy ma jakieś zboczenia, a doskonale przecież wiemy, że Death City to stolica takich ludzi. Kto wie, może gdzieś jest ktoś, kto najchętniej by ją porwał i uczynił z niej osobistą księżniczkę, bo taka słodka, no i lizaki. Bo czemu nie? Pytaniem tu było tylko to, czy przeżyłby strzały Lizakowego Snajpera. Bo to jest sprawa dość wątpliwa. Jedno przewinienie, a patyczek od lizaka wyląduje w twoim oku. To boli, wiecie? Tak mi się wydaje.
Na jego podniesioną brew odpowiedziała cichym westchnięciem i przewróceniem oczami. Delikatnie potrząsnęła lizakiem, jakby próbowała go zachęcić. Albo powiedzieć: "tak, proponuję ci lizaka, masz z tym problem?". Wydawała się tym zniecierpliwiona. Jakby oczekiwała, że bez zastanowienia do weźmie, nie będzie dramatyzował czy panikował, że coś do niego dodała. Albo wybrzydzał. Lizaczek ten miał zabawny smak lukrecji, za którą Averill przepadała, nawet bardzo. Można powiedzieć, że gdyby nie lizaki, to pewnie żarłaby co chwila lukrecje. Ale musicie przyznać, że Lukrecjowy Snajper już nie brzmi tak majestatycznie. Plus, jak można rzucać lukrecjami? Nie były aż tak trwałe, by wytrzymać. Plus to wyglądałoby na pewno komiczniej. Jakby rzucanie lizakami nie było już wystarczająco komiczne... Ale rzucanie lizakami w imię sprawiedliwości! W imię Sekretnej Policji! W imię dobra! W imię tych, którzy doceniają piękno takiej małej rzeczy, jaką jest lizak!
Wziął. Teraz będzie mogła go wcielić do swojej organizacji, muahahaha. Patrzyła jednak najpierw, jak on je. Jak zgrabnie ogołocił patyczek i rozgryzał słodyczka jak cukierka. Była pod lekkim wrażeniem, jak szybko się z tym uwinął, lecz i zawiedziona, bo nie rozkoszował się nim, jak to się powinno robić. Przecież to większość zabawy. Sens istnienia tego boskiego przysmaku. No ale nic, nie będzie go pouczać. Oczekiwała pretensji, że dała mu tak ohydny smak. Chociaż uwielbiała lukrecje, to musiała przyznać, że jako lizaki się nie sprawdzały. Były takie... dziwne. Nie zawierały w sobie tego unikalnego smaku, były dziwnie lepkie i gorzkie. Będzie musiała powiedzieć swojemu dilerowi, że byłoby miło, gdyby zmienił dystrybutora. Lukrecjowe lizaki jak najbardziej propsowała, ale muszą być one dobre, a nie udawać, że są. Lizakowy Snajper tego nie uznawał. Co jak co, ale ona aż tak wybredna nie była. Ale za to wredna już mogła być. Zwłaszcza, że dała nieznanej osobie dziwnego lizaka. Ups.
Przechyliła głowę. Pytanie kompletnie ją zaskoczyło, usłyszała je w życiu z dwa, trzy razy. Zdecydowanie częściej było coś w stylu "czy na pewno mogę?", ale to ją zaskakiwało. Ewentualnie "dlaczego dajesz mi lizaka" jeszcze przed wzięciem. Ale po wzięciu? Meh.
- Muszę mieć jasny powód, aby dawać ludziom lizaki? - zapytała, kompletnie nie ukrywając zdziwienia. Zaraz potem westchnęła i pokręciła głową. - Możesz uznać, że chciałam go komuś dać i akurat padło na ciebie. Dlaczego na ciebie, zapytasz? Bo ja tak postanowiłam. Czym się kierowałam? Nie wiem. Jednak go ode mnie wziąłeś. Wiesz, że mogłeś odmówić, a ja bym chętnie zostawiła ciebie i te twoje plany podbicia świata? Czy co to tam sobie myślałeś. - Zakołysała się na stopach, po czym strząsnęła niewidzialne coś z rąk. Przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy osoby niebiorącej udziału w rozmowie. W rzeczywistości przywoływała swoją lizakową broń. Między palcami trzymała lizaki niczym drobne ostrza i wystawiła je w kierunku chłopaka. - Zresztą nie martw się o mnie. Ja mam jeszcze zapasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Sro Sie 26, 2015 4:10 pm

"Czemu ona tak bardzo przypomina mi te koleżanki Lily i Lucy, które czasami przychodziły do nas do domu? Chociaż nie... Ona wygląda na dziecko, a tamte chciały wyglądać jak dzieci, jednak w rezultacie myliłem je z chorymi psychicznie dziewczynami. I tamte piszczały i miały dziwne tiki nerwowe, na przykład co drugie słowo to było jakieś kya, czy nyan... Dziwne towarzystwo, lepiej się z takimi nie trzymać, bo łatwo można zbzikować... Lily i Lucy są przykładem idealnym! Chociaż nie, one zawsze były idiotkami." Patrzył na nią beznamiętnie. Nie wiadomo, czy aby na pewni jej słuchał, czy też tylko udawał, a w jego głowie dudniało ciche "Spieprzaj, puki jeszcze żyjesz". To Lawer, a jegomościa trudno rozgryźć, nigdy nie wiadomo którą stronę pokaże! Albo będzie się cynicznie uśmiechał, albo się zaczerwieni i zacznie się zachowywać jak przysłowiowe "Tsundere", Boże jak ja nie lubię używać tych animcowych określeń charakteru! "Powód... Powód... Czy powód miał powód, by być konfidentem, czy tylko siedzi z kumplami w Beemce ze skrętem... Nie, stop Lawer! Skup się idioto." Westchnął. Nie odpowiadał na razie na jej pytania, czekał aż skończy mówić swoje, nie lubił od tak odpowiadać na pytania, to w rozmówcy budziło poczucie rozmawiania z kimś mądrym... Cóż... Nawet Lawer ma sposoby aby maskować swoją rodzinną głupotę!
Kiedy wypowiedziała wszystko od początku do końca, ten westchnął.
- Mhym... A przy okazji pewnie pozbywasz się takich smaków, jak lukrecji, której ludzie nienawidzą... Nie wszyscy, bo oczywiście są też tacy jak ja, którzy potrafią docenić tak odmienny smak. - Uśmiechnął się cynicznie. Może i dziewczyna nie miała na celu pozbycia się tego smaku, ponieważ sama go lubiła, jednak on tego nie wiedział! Porównał ją dość mocno do rodzeństwa, Lily i Lucy kupując słodycze zawsze nieszczęśliwie wybrały kilka lukrecjowych cukierków. Kto je dostawał? Lawerence, bo jaki inny frajer lubi te słodycze? Tak, zdecydowanie reszta rodzeństwa miała smak po matce - ubóstwiali słodkie, a nawet za słodkie rzeczy. Lawer akurat smak odziedziczył po Ojcu, który umiał docenić nawet najgorszy smak wyszukując w nim jakiś plusów. Pomyśleć że ten "Elf" był w stanie ze smakiem zjeść najgorsze parówki z Biedry, mówiąc że mają w sobie nutkę jego ulubionej wędliny.
- Możesz też dawać innym lizaki na swoją korzyść. Może, kto wie pracujesz dla jakiegoś dentysty i rozdajesz lizaki, aby ludzie popsuli sobie zęby i wtedy dostajesz jakiś procent... - Dla Lawera wszystko miała swoje drugie dno. Czemu dziewczynki z Karitasu stoją w tesko z koszem i proszą o datki w postaci jedzenia? Przecież nie mają z tego pieniędzy! Ale mają jakieś pieprzone punkty na świadectwie, które są "pomocne" w wyborze szkoły. A po cholerę iść do jakiś luksusowych szkół? Będziesz się uczyć - będziesz kimś, nie będziesz - stoczysz się na bruk! Szkoła na ma znaczenia. Ale przecież swag być musi. Lepiej powiedzieć "No, dostałam się do tej świetnej szkoły, miałam 180 punktów!" niż "No, miałam te 100 punktów, może mało, ale się dostałam!".
Ten świat jest taki okropny, a Lawer przekonał się o tym na własnej skórze! Wszystko ma drugie dno, każda organizacja, działanie, osoba.
- A nawet jeśli robisz to "od tak, dla przyjemności"... Marnujesz czas i pieniądze na zakup lizaków, chyba że masz je za free... - Oparł ręce na kolanach i nadal z cynicznym uśmiechem się jej przyglądał.
- I zasadnicze pytanie! Po co ludziom twoje lizaki? - Trzeba przyznać, zaintrygowała go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Czw Sie 27, 2015 12:48 pm

- Jednakże są to tylko przypuszczenia. Równie dobrze mogłam dać ci swój ulubiony smak. Bo chciałam okazać swoje dobre serce, zainteresowanie lub po prostu potraktowałam cię jak smutne dziecko, które potrzebuje pocieszenia. Równie dobrze mogłam dać byle jakiego lizaka, bez zastanowienia. Smak wybrany dla ciebie mógł być mi całkowicie obojętny. Pierwszy lepszy, bo nie spodziewałam się, że w ogóle go weźmiesz. Wszystko opiera się na założeniach. Mniej lub bardziej celnych. Nie dowiesz się prawdy, dopóki nie zapytasz, nie zrobisz wywiadu. A potem możesz tylko analizować zdobytą informację. Zobaczyć, jak bardzo blisko lub daleko byłeś. W tym przypadku, nie mogę powiedzieć, jak blisko byłam. Po prostu nie oczekiwałam niczego. Albo inaczej - oczekiwałam wszystkiego. - Włożyła lizaka do ust, po czym usadowiła się koło chłopaka. Zachowała odległość jakichś dziesięciu, piętnastu centymetrów, a on mógł się jej przyjrzeć. Averill popatrzyła w niebo, po czym cicho zaciamkała lizakiem. - Ale w jednym mogłeś mieć przez przypadek rację. Uważam, że ten smak lukrecji ma się nijak do prawdziwego ich smaku. Nie została oddana ich unikatowa słodycz.
Prychnęła. Albo może i parsknęła. Wydała z siebie dźwięk na pograniczu tych dwóch, a potem zaczęła się śmiać. Miała iście dziwny śmiech. Brzmiał dość złowieszczo, jak tych wrednych lasek z seriali. Strasznie się urywał oraz wydawał się jeszcze bardziej skrzeczący, ale i na swój sposób uroczy. A ona wyglądała właśnie zdecydowanie uroczo. Zwróciła się potem do chłopaka z cynicznym uśmiechem, nawet podobnym do jego. Musiała jednak trochę zadrzeć główkę, bo w końcu dzieliła ich spora różnica wzrostu (prawie pisiont).
- Nie masz nawet pojęcia, ile naiwnych dzieciaków tak się dało. Ich rozpacz w oczach była upajająca. Widziałam ich przerażone twarze w kolejkach i przybijałam sobie w duchu piątkę. A potem rzucam im na pożegnanie coś w stylu "do kolejnej wizyty", aby się rozpłakały. Ale to działa tylko na dzieci do lat pięciu, ewentualnie sześciu. Reszta taka głupia nie jest i nie przylatuje do mnie co chwila, aby wziąć kolejnego. Wiesz, jaka jest z tego kasa? Czujesz się jak młodociany pan i władca, stary. - Ponownie się roześmiała i pokręciła głową. Wizja była tak abstrakcyjna, że naprawdę ją bawiła. Westchnęła, otarła niewidzialną łezkę i wróciła do ciamkania lizaka. Chwilę tak sobie pociamkała, pociamkała. Drugą ręką podrapała się w tył głowy, dokładnie tam, gdzie czuła to nieznośne mrowienie, które tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że ów chłopak wcale nie jest zwykły. - Można powiedzieć, że mam je za free. Mój diler przesyła mi je paczkami tak raz na półtora tygodnia. Około dwóch kilo. Zawsze mówi, że to partia, która mu nie zeszła, ale nie jestem tego taka pewna. Niektóre, co mi przesyła, mają wejść w obieg za jakiś miesiąc, dwa. Niektórych już nie ma. Po prostu się dobraliśmy - dwóch debili, co kochają lizaki. W zamian czasem mu w czymś pomagam i raportuję każdą akcję.
Westchnęła i zignorowała to pytanie o jej motywy. Uśmiechnęła się i przysunęła nieco bliżej chłopaka. Teraz dzieliło ich może jakieś pięć-sześć centymetrów. Podciągnęła bliżej siebie nogi i położyła brodę na kolanach. Patrzyła beznamiętnie przed siebie, jakby czegoś wyczekiwała. Bo może wyczekiwała. Czekała, aż padną w jej kierunku kolejne pytania. I jak już się doczekała, wyjęła z ust patyczek.
- Moje lizaki są wielofunkcyjne. To, czym są, decydują ci, którzy je otrzymali. Osłodą po stracie ważnej osoby, satysfakcją z zerwania z debilem czy zwykłą przekąską. Ja tylko jestem pośrednikiem, jedynie wręczam. Chociaż... Moją rolą, jako Lizakowy Snajper, jest pokazywanie ludziom tego, czego nie pokazał im ten sadystyczny świat. Oraz przy okazji zrzeszam do Sekretnej Policji. Zachęcam, będę wtedy nawiedzać częściej, co oznacza więcej lizaków. Tak więc nie robię tego tak zupełnie bezinteresownie... Ale nie mogę powiedzieć, że to przymus. Uwielbiam to. Czuję, że coś robię, że mogę właściwie być sobą. Nie muszę się podporządkowywać żadnym zasadom.
Wstała i odwróciła się do chłopaka. Ręce ułożyła na biodrach i spojrzała z determinacją w jego oczy. Uśmiechnęła się, po czym wystawiła rękę.
- Nazywam się Averill. Kryptonim Lizakowy Snajper. Miło poznać. Liczę na owocną współpracę w przyszłości, drogi... Lukrecjowy Magu - powiedziała, po czym chciała się ugryźć w język. Właśnie dała znak, że doskonale wie o "rasie" chłopaka, czego normalnie nie robiła. A że inna ksywa kompletnie jej nie przychodziła do głowy... Ale musicie przyznać, że była serio fajna.

//Równo siedemset słów! o:. Trochę wena mi wysiadła w niektórych momentach.//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Akolita
Posty : 76
Data dołączenia : 16/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Czw Sie 27, 2015 4:00 pm

Słuchał... Słuchał... Słuchał... Serio to nudził go taki dialog, zwłaszcza jeśli przeprowadzał go z o wieeeele młodszą osobą. W sumie to nie miał nic do powiedzenia, od jakiegoś czasu stosuje zasadę "Z osobami na moim poziomie dyskutować nie będę." Tylko od czasu do czasu przenosił na nią wzrok. Z każdym słowem cyniczny uśmiech znikał i pojawiała się ta typowa dla niego niechęć mówiąca "Okej, okej, zamknij się". Miał tą brzydką cechę, która sprawiała, że pokazywał swoje znudzenie, ile to razy dostał od Ojca opiernicz za to, że podczas rodzinnych obiadów specjalnie przysypiał, albo głośno ziewał, ale cóż... To w końcu Laweruś.
Kiedy obok niego usiadła zachciało mu się śmiać. To musiało wyglądać komicznie! Ona taka niska, on taki wielkolud, to tak jakby do jednej klatki w zoo umieścić żyrafę i królika.
Przeniósł wzrok na jej włosy. I dalej się zastanawiał po cholerę ludzie się farbują.
Diler? Zabrzmiało to podejrzanie. Zapewne większość ludzi robiła wtedy wielkie oczy i z zaniepokojeniem wypytywała się czy wszyscy w domu i czy matka ćpie że wiesz, czy inne takie. Ale... Ale jego to zbytnio nie zdziwiło. Miał do czynienia z idiotami przez całe życie, a w dodatku ci idioci przyprowadzali do domu jakiś szajbusów i innych psycholi, więc można powiedzieć, że zdążył się już przyzwyczaić. Na prawdę, go już chyba nic nie zaszkodzi, jak się mieszka pod jednym dachem z Arcade i Ambrose Rain to nic dziwnego, a jak jest jeszcze Lily i Lucy Rain to już zryta psycha gwarantowana! On nigdy nie miał normalnie w domu... Smuteczeg.
Przysunęła się bliżej. W sumie to niespecjalnie mu to przeszkadzało, wręcz przeciwnie, lubił towarzystwo takich małych dziewczynek, małych, słodkich dziewczynek... No pedo!
Położył swoją rękę na jej główce i zaczął ją po niej głaskać, chciał zobaczyć jakie w dotyku są jej włosy. Miękkieeeeeeeeeeee...
Odłączył się od świata całkowicie, kiedy nagle padło "sadystyczny świat". Wtedy momentalnie wybuchł śmiechem.
- Pfff! Powiedziała trzynastolatka! Kuźwa! Ale mnie rozbawiłaś! Co taki bachor jak ty, wie o tak brutalnym świecie jak ten? - Oburzyło go to totalnie, w końcu każdy kto przeżyłby tyle co on zareagowałby podobnie... Nie chciał się przed nią otwierać i mówić ile to on przeżył, że był niekochany przez ojca, że stracił jedyną kochającą go osobę, że musiał zabić dziewczynę, która go kochała, ale on niestety jej nie kochał i musiał udawać, że ją kocha, że był świadkiem śmierci własnej matki, a właściwie to morderstwa. Że zabił dwójkę uczniów z Shibusen i prawie dwie następne uczennice.
Wstała i podała mu rączkę przedstawiając się i... Nazwała go po rasie formując z tego! Aż się skrzywił, nieco zmrużył oczy. Delikatnie uścisnął jej rączkę.
- Lawerence. - Powiedział z powagą. Następnie wstał. Poklepał ją po głowie. I poszedł kilka kroków do przodu, aby następnie się zatrzymać.
- Jesteś Szkotką. - Zamknął oczy i uśmiechnął się sam do siebie. Rozpoznał jej narodowość po specyficznym akcencie i imieniu. Ale... Nadal coś mu nie pasowało, mała coś z jeszcze innego narodu. Jednak nie chciał się w to zagłębiać.
- Do zobaczenia, Snajperze. - "Snajperze" wymówił bardzo ironicznie, aż parsknął. I... Poszedł przed siebie, w świat.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t583-lajel

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Aleja   Sob Sie 29, 2015 2:35 am

Jakże uciążliwe było przechodzenie przez centrum miasta. Ulice pełne ludzi, każdy gdzieś pędził, każdy gdzieś się śpieszył, wszyscy w swoim celu. Między nimi czarna plama, znacznie wolniej poruszająca się, jakby błądząca. Tak, to nie kto inny jak Pan Raymont we własnej, beznamiętnej osobie i jego ostatnie chwile pośród tłumu. Jak to miał w zwyczaju - zaraz po dotarciu w bardziej zatłoczoną część Death City stwierdzał, że to koniec jego wytrzymałości na obecność tak wielu ludzi, zatem skręcił w alejki. Nazwa brzmiała dosyć przyjaźnie, lecz w gruncie rzeczy były to wąskie uliczki między budynkami, w których gościnnie można było spotkać żebraków, bezdomnych, narkomanów, alkoholików, sterty worków ze śmieciami, na wpół dzikie zwierzęta, zdarte plakaty i wzniosłe hasła wymalowane na budynkach, których treść mało pochwalnie komentowała urząd policji, Shibusenu albo w sumie kogokolwiek i czegokolwiek. Niekiedy były to nawet zarzuty lekkich obyczajów wobec niektórych osób. Nigdy jednak nie zwróciły uwagi Raya na tyle, by ten zatrzymał się i postanowił rozkodować tą plątaninę liter, błędów oraz znaków. Niektóre zdołał przeczytać z czystego przypadku, a przechodzenie alejami po raz kolejny sprawiało, że do rozszyfrowanej części słowa mógł dodać kolejną literkę i był bliżej tej fascynującej zagadki pod tytułem "co, gdzie i komu".
Znacznie częściej jego uwaga zostawała skupiona na ludziach znajdujących się wewnątrz tego labiryntu uliczek. Czasami sam postanawiał zatrzymać się, ale znacznie częściej zostawał zatrzymywany. Wtedy dowiadywał się o swoich nowych tytułach i stanowiskach. Był już "panem kierownikiem", "królem złotym", "miszczem kochanym", a nawet "przyjacielem najdroższym". Zawsze Ci przemili - zazwyczaj - panowie przechodzili do drobnej prośby o... drobne. Powody były wymyślne, co człowiek to inny. Sytuacje niby zabawne, lecz Raymont miał z nimi problem. Sam dobrze wiedział jak to jest być bez grosza, lecz jednocześnie wiedział, że ten mężczyzna, od którego śmierdzi alkoholem nie wyda odpowiednio danych mu pieniędzy, ani ten wychudzony młodzieniec ze śladami na rękach, również nie zrobi tego poprawnie. Chłopak zatem zawsze poproszony o pomoc proponował zrobienie zakupów komuś. Nie zaskakiwał go fakt, że lwia część tych jego pracowników, podwładnych, uczniów i przyjaciół rezygnowała prosząc konkretnie o pieniądze. W takim przypadku pozostawało odmówić, co spotykało się z wyzwiskami, chociaż jeszcze nigdy agresją. Wchodząc w alejki spodziewał się czegoś podobnego. Jednak nie tym razem.
Jak już zostało wspomniane, dało się spotkać tutaj tak chętnie nazywany przez innych "margines społeczeństwa". Po raz kolejny Ray mijał pijanych mężczyzn, roznegliżowane kobiety, niemalże nieprzytomnych młodzieńców i urocze, drobne dziewczynki. Hm? Kogo? Początkowo oskarżył swoje czarne oczy o zwidy, gdyż już minął rzekomą halucynację, lecz kim był skoro pojawiały mu się takie postacie? Wolał nie zagłębiać się w ten temat. Powoli odwrócił się, ściągnął swoje czerwone słuchawki z uszu, aby opadły na kark i spojrzał na swoje przywidzenie, które jednak nim nie było. Raczej. Zadał sobie w myślach pytanie, co tu robi taka mała osóbka, w dodatku wyglądająca wyjątkowo... delikatnie. Początkowo pominął jej nietypowy ogólny wygląd, gdyż wzbudziła w nim zbyt duże zastanowienie. Tak siedząc na ziemi, pośród niezbyt przyjaznych alejek wyglądała na...
- Zgubiłaś się? - zapytał podchodząc pod nią. Starał się nie przestraszyć jej, zatem obniżył ton swojego głosu, bo spokoju akurat dodawać mu nie musiał. W tym momencie dopiero zauważył, że owa kruszynka wygląda jak laleczka, nieco rozczochrana, ale laleczka. Co prawda jej włosy budziły pewne zastanowienie, były jakby sprane z koloru, a później ktoś je postanowił pokolorować mazakami. Skąd takie wrażenie? Ray twierdził, że wszystkie są białe, a jedynie połyskują i zdają się mieć odcień w jakiejś barwie. Niebieskiej, różowej, różnej. - Mogę Ci pomóc. - dodał po chwili, aby nie krępowała się. Nie było żadnego wstydu w przyznaniu się do zagubienia w tym miejscu. Wąskie uliczki przecinające się niekiedy bez ładu i składu tworzyły istny labirynt, który potrafił wprowadzić w dezorientację nawet wieloletnich mieszkańców Death City. Nikt zbytnio też nie wchodził w tą sieć, gdyż opinia o niej była dosyć oczywista. Szczególnie trafna nocami z powodów częstych incydentów w niej. Zazwyczaj mało przyjemnych. Całemu spotkaniu przygrywała ledwo słyszalna piosenka wydobywająca się z jego słuchawek. W tym momencie był to ambient, w pełni elektroniczne połączenie dźwięków, które robiło za znakomity podkład do każdej sytuacji ze względu na brak tekstu oraz swoją rytmiczność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Sob Sie 29, 2015 10:02 am

Blondynek położył na jej główce rękę i zaczął głaskać. Pewnie chciał to zrobić po to, aby upewnić się, że nie ma peruki. Albo sprawdzić, czy są miękkie, bo w końcu włosy dziewcząt są zwykle miękkie niczym puch. Próbowała ukryć delikatny rumieniec oraz chcące wydobyć się ciche mruknięcie. Brzmiałaby niczym kot, który domaga się więcej takich pieszczot. Co prawda nic dziwnego w takim geście nie było, ale pewnie ktoś od razu doszukiwałby się podtekstów i jakichś nieścisłości. A akurat lubiła, jak ktoś ją tak głaskał. Czuła się wtedy dość podle, jak mała dziewczynka, a nie jak poważny członek Sekretnej Policji, ale nic nie mogła na to poradzić. Tylko nie prosiła nigdy o więcej, bo jeszcze by wyszła właśnie na taką maskotkowatą miziajkę. A to byłaby skaza na jej godności i wizerunku jako Lizakowy Snajper. Dlatego głaszczcie, ale nie liczcie na to, że będzie was błagała o więcej. Tak po prostu nie będzie.
Głośny śmiech chłopaka kompletnie jej nie przeszkadzał. Ba, po części się go spodziewała. W końcu na pewno był od niej starszy, a sądząc po tonie jego głosu sam nieraz o tym się przekonał, więc jakiś dziecior nie będzie mu mówił o tym, jak bardzo jest niesprawiedliwie i źle na świecie. Hipokryzja i tyle. Nie drgnęła jednak. Wyglądała, jakby się tym kompletnie nie przejęła. Bo po części tak było. Jeżeli jego to oburzyło, to znaczy, że w przeszłości musiał się z tym światem zmagać, a może nawet i teraz się z nim zmaga. Oburzył się tym, że ona ot tak po prostu mówi sobie o złej i okrutnej rzeczywistości tak, jakby mówiła o wczorajszej pogodzie, podczas gdy on musi ciągle przed nią stawiać czoła i jakoś nie myśleć o tym, co się stało wcześniej. Ciamkała sobie dalej lizaka, jakby jej to nie dotyczyło. Westchnęła.
- Masz rację, wiem niewiele. Może nawet niemal nic. Ale jestem z natury ciekawska i lubię się dowiadywać wszystkiego. Dlatego liczę, że jeszcze ogrom ludzi mi pokaże prawdziwe oblicze sadyzmu tego świata – powiedziała spokojnie, a jej głos przy oburzonym tonie chłopaka wydawał się niezwykle cichy i nieśmiały. Porównywanie wyrządzonych krzywd przez życie jest strasznie głupie i dziecinne. Mogli jej całą rodzinę wymordować, a ona by się nie przejęła. Mógł jej umrzeć pies, a płakałaby tak, jakby straciła niemal wszystko w swym życiu. Dla niej utrata ojca, który rzekomo popełnił samobójstwo przez rzucenie się z jednej z ostrych wierz Shibusenu, była dość dotkliwa, bo przez nią zaczęła niechętnie podchodzić do tego miasta. W szkole co prawda znalazła sobie naprawdę oddanych przyjaciół, ale nadal tęskniła za tymi ze Szkocji. A nawet za tymi z Finlandii. Niby gada przez jakiejś skajpaje i nie wiadomo co jeszcze, ale… to nie to samo. A teraz póki matka i ona nie ułożą sobie dostatecznie życia, to musi tkwić w tym mieście, stolicy ludzi o dziwnych duszach. Ach, to mrowienie z tyłu głowy już prawie ustało albo to ona się do niego przyzwyczaiła.
A więc miał na imię Lawerence. Hm. Ładne imię. Lukrecjowy Mag Lawerence. Musicie przyznać, że brzmiało to niezwykle ładnie i potężnie. Znów poklepał ją po głowie (okej, tym razem nie powstrzymała rumieńca) i zaczęła odprowadzać ją wzrokiem. Trochę ją zaskoczył, że wyjechał z tą Szkotką, którą, owszem, była. Uśmiechnęła się nieco.
- I tak, i nie. Szkotka i Finka w jednym. Aż tak się na akcentach nie znam, ale obstawiałabym, że jesteś z Wielkiej Brytanii… Może Anglia?
Pomachała mu na pożegnanie i nawet nie przejęła się sączącą się ironią. Nie był pierwszym ani ostatnim, który tak się do niej zwrócił. Była już przyzwyczajona. W ogóle do sporej ilości reakcji była rzekomo przyzwyczajona. Jaka doświadczona z niej osóbka, nieprawdaż? Uśmiechnęła się na samą myśl o tym, po czym ugryzła lizaka i zgrabnie ogołociła patyczek. Chwilę pochrupała cukierka, po czym sięgnęła po kolejnego, który spoczywał w jej kieszeni. Ona trzymała te dla siebie w kieszeni po prawej stronie, dla innych po lewej, a na wypadki specjalne w rękawach i czasem w butach, jeśli miała wyjątkowo wysokie. Tym razem takiej możliwości nie miała. Wyciągnęła lizaczka koloru… miodowego. Zatem pewnie czeka ją słodka rozkosz miodu. Uśmiechnęła się szeroko, po czym szybko zaczęła zajadać się kolejnym. Patrzyła na ścianę przed nią, potupując stópkami na przemian. Tup, tup, tup. Niosło się to jak małe echo. Przestało w momencie, kiedy niezawodne przeczucie panny Virtanen się odezwało.
Lewe ucho. Co to znaczy? Chyba tych, co się zmieniają w broń. Westchnęła. Nigdy nie potrafiła sobie wyobrazić ich myśli, ich życia. Jakie to uczucie, kiedy zamieniasz się w narzędzie zniszczenia? Jakie to uczucie, kiedy się o tym dowiadujesz? Gorzej tych znosiła od… władających? Tak? Chyba tak się nazywali. Bo władający niczym od takiego człowieczka się nie różni, nie zamienia swojej ręki w gilotynę. Po prostu umie robić czary-mary, trochę inne od tych bardziej zaawansowanych czary-mary. Takich profesjonalnych. Może bardziej adekwatne będzie napisać hokus-pokus. Albo abrakadabra.
W końcu usłyszała głos jegomościa, lecz nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem. Starała się jednak nie wybuchnąć śmiechem. Serio wyglądała, jakby się zgubiła? Z jej doświadczenia wynikało, że osoba wygląda albo na przejętą tym faktem, albo robi coś, aby z ewentualnego zgubienia się wyjść. A ona nic. Chyba że była tak przerażona, że nic nie była w stanie zrobić. Och, jakie biedne dziecko. No, już, już, Ave, nie kpij sobie z zatroskanych ludzi.
- Gdybym powiedziała ci, żebyś strzelał dalej, co byś obstawiał? Że uciekłam z domu? Mieszkam w okolicy i wyszłam na spacer? Gram w chowanego? – Ukradkiem strzepnęła rękę i ujęła w palcach jednego lizaka. – A może jestem ofiarą jakiegoś wypadku, która nie ma co ze sobą po fakcie zrobić?
Jednym zdecydowanym ruchem posłała trzymanego lizaka w powietrze. Leciał prosto, wręcz przecinał powietrze. Celowała w miejsce nad ramieniem chłopaka, koło jego głowy i tam właśnie zmierzał smakołyk. Mógłby bez problemu to złapać. Mógłby. Widziała już wielu ludzi, którzy mają refleks godny kamienia, więc może nie będzie to dla niej nawet zabawne. Może.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Aleja   Sob Sie 29, 2015 6:27 pm

Ray w zaginięciach doświadczony nie był, ale jego wyobraźnia potrafiła wytworzyć pewne scenariusze, które odpowiadały właśnie zauważonej sytuacji. Małe, kruche dziewczynki siedzące ponuro na ziemi w alejkach, do których mało kto chce wchodzić. No i powiedzcie mi, że nie zgubiły się tutaj? Ani to miejsce ciekawe, ani przyjemne, powodów, aby tutaj sobie posiedzieć raczej nie było. Chociaż ktoś o tak ekstrawaganckim wyglądzie mógł czerpać jakąś radość z zimnej kostki pod tyłkiem oraz brudnej ściany naprzeciwko. Ludzie bywali różni, a szczególnie tutaj - w Death City, mieście, gdzie nie było oczywistości. W takim miejscu jak to można było zakładać, że równie dobrze ta kruszynka ma z trzysta lat i jest najpotężniejszą wiedźmą jaką świat widział. Ewentualnie jest zwyczajnym, niegroźnym człowieczkiem o niezwykłej osobowości.
Kilka rzeczy jednak należało przyznać tej osóbce - była zaskakująco urocza. Raymont zupełnie nie wiedział czego to jest zasługa, więc przypisał ją wszystkiemu w tej małej. Patrząc tak na nią doszedł do wniosku, że chętnie, by ją wziął na kolana i głaskał niczym kota. No, gdyby nie był sobą, bo u niego tak odważny ruch względem nieznajomej, to niemożliwość. Dodatkowo zajadała lizaki, a Ray uwielbiał lizaki. Od razu dzięki temu zyskała u niego ogromnego plusa. Ludzie mogli ot tak jeść te słodycze, a jednak gdy tylko czarnowłosy ich zauważył, że lubią, to jakoś przychylniej na nich patrzył. Wspólne cechy są podobno bardzo ważne w znajomościach, więc miał nawet na to wytłumaczenie.
- Jeżeli nie jesteś zrezygnowaną dziewczynką, która po długim wędrowaniu labiryntem uliczek postanowiła poczekać na pomoc i odpocząć, to stwierdzam, że jesteś tutaj z własnej woli. Jest zbyt wiele możliwości, które mógłbym podać. - odparł wciąż przyglądając się jej, chociaż bez uśmiechu, ani nawet emocji w głosie. Zupełnie jakby odpowiadał samemu sobie. Jego wyobraźnia wytworzyła wiele scenariuszy, które mógł podać, a tego nie zrobił. Wiedźma czekająca na ofiarę, diler - bo niepozorny i tak dalej. - Ucieczka z domu do centrum miasta Death City świadczyłaby, że jesteś nierozsądna. Alejki to słabe miejsce na spacer, nikt tędy gdyby nie musiał, to nie przechodziłby. Siedzenie na środku uliczki, to słaba kryjówka na chowanego, szczególnie, gdy tupiesz butami. Na ofiarę też nie wyglądasz, brak Ci ran i roztrzęsienia. - skreślił wszystkie jej propozycje ciągiem, dosyć szybko mówiąc jak na niego. Zazwyczaj jego raczej niski głos - chociaż daleko mu było do zamiatania nim podłóg - nie dawał się usłyszeć w szybszym tempie niż naturalne, czyli spokojne.
Rzut lizakiem był zaskakująco celny szczególnie, że dziewczynka nie patrzyła na niego zbytnio. Tylko nie przewidziała jednego - Ray jest leworęczny. Rzuciła nad prawe ramię, dlatego chłopak mimo ujrzenia i błyskawicznej reakcji nie zdołał natychmiast złapać łakocia. Odbił się od jego palców, a następnie znów od dłoni, która wybiła go na lewą stronę i dopiero wtedy pochwycił go swoją lepszą ręką. Obrócił go w palcach i przyjrzał się mu. Tysiąc pytań w głowie począwszy od powodów wręczenia mu go, aż do zagadki z substancjami zawartymi w lizaku. Kto wie czy ta mała kruszynka w rzeczywistości nie jest - dla przykładu - dawno dorosłą potworzycą, sukkubem, który mając mało możliwości do uwodzenia mężczyzn wypracował sposób na podawanie im specjalnego środka, który w nazwie zawierał czynność wykonywaną po podaniu właśnie jego. Słodki wygląd dwunastolatki raczej niezbyt nadawał się na wysysanie z mężczyzn ich energii życiowej. No chyba, że ktoś był dewiantem, ale takim to nawet należało się. Przecież ta kruszynka wygląda tak niepozornie, tak uroczo i do tego sama je lizaki, dlaczego miałby ten być zły? Każdy by się skusił. Każdy kto lubi te słodycze oczywiście. Bycie sukkubem w skórze małej dziewczynki musiało być przejawem sadyzmu ze strony jakiejś odgórnej siły. Brak seksapilu odpowiedniego dla dojrzałej kobiety, to przecież zupełny niewypał dla kogoś, kto ma zaciągać facetów do... w sumie czy sukkub musiał zawsze wysysać z mężczyzn, a inkub z kobiet? Nieważne. Spośród tej ogromnej puli pytań Ray wybrał najważniejsze, kluczowe pytanie.
- Jaki smak? - nieznajoma mogła nie zdawać sobie sprawy jak ważne jest ono. Na jego podstawie postanowił określić czy rzeczywiście jest zagrożenie w tej małej słodkości. A nawet dwóch. Miał tylko nadzieję, że to żadne ziołowe, anyżowe, różane, ani miodowe, bo tych smaków nienawidził. Pierwszy był dziwaczny, nie pasował do lizaków, drugi miał zbyt intensywny smak, trzeci zbyt potężny aromat, a czwarty zwyczajnie nie smakował mu i był za słodki. Najlepsze były owocowe lizaki oraz te kwaśne. Im kwaśniejsze tym lepsze, chociaż nic nie przebije porządnego malinowego lizaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Nie Sie 30, 2015 10:34 am

Sięgnęła ręką do swojego lewego ucha i wykonała gest, który miał przypominać się drapanie za nim. Chłopak równie dobrze mógł to odebrać jako dyskretny sygnał, że dziewczyna się nudzi albo uważa jego paplaninę za zbędną. A było wręcz przeciwnie, ona była bardzo ciekawa tego, co on mówi. Problemem był jej dziwny instynkt, który coraz bardziej się nasilał. Zawsze tak było, narastał w miarę ze zbliżającą się obecnością danej osoby, potem chwilę nic, a następnie zaczynał napieprzać z karabinka. Zadziwiający był jego ton, który brzmiał jak syntezator, a nie głos człowieka. Może to on podkłada głos translatorom? Nadawałby się do tego idealnie. Niczym historyk na iście pasjonującej lekcji historii o zmianach ustrojowych, które obyły się bez jakichkolwiek bitew czy, o zgrozo, wojen. Słowa leją się niczym smoła, skutecznie zatykając słuch i zalewając jakiekolwiek zainteresowanie. Ale nie Averill. Właściwie to ją jeszcze bardziej interesowało. Ze wszystkimi tak gada, czy dlatego, że właśnie spotkał niezwykle dziwne dziecko i nie ma siły na wdawanie się z nim w dyskusje? Wcale by się nie zdziwiła, gdyby tak było. Wybrał sobie spokojną (?) drogę między budynkami, aby uniknąć obecności innych ludzi (?!), a tu siedzi jakiś kurdupel, który nie dość, że wygląda jak niezbyt udana lalka, to jeszcze pierdzieli od rzeczy. Jak tu żyć?
Parsknęła na dźwięk słowa "zrezygnowana". Cholera, obiecała sobie, że przecież nie będzie od razu patrzeć na tych innych z góry. Oni też mogą być ważnymi członkami Sekretnej Policji w przyszłości, a jej zadaniem jest ich zrzeszać, a nie do siebie zniechęcać. Chociaż trzeba przyznać, że jej śmiech przypominał pisk wiewiórki. Najdziwniejsze w tym było to, że nie zrobiła tego z uśmiechem. Śmiech bez uśmiechu jest piorunujący i straszny. Wygląda upiornie, ale w jej przypadku nie dało się tego odczuć. Ale reszta wypowiedzi już się jej podobała. Nawet bardzo. Nawet jeśli mogłaby zapytać o to, skąd wie, że nie ma ran. Może były pod rękawami tej gigantycznej bluzy? Może pod czapką z daszkiem kryły się ślady po czymś? Dobra, to jest już dość mało prawdopodobne. Alejki były siatką korytarzy, dlaczego więc skoro ona się podobno "zgubiła", to czemu osoba szukająca nie może się zgubić? Dlaczego zakładał, że jest normalną osobą, która nie chce mieć nic wspólnego z tymi, którzy zwykle tymi alejkami chodzą? Westchnęła i uznała, że poczeka ze swoją odpowiedzią.
Na widok odbijającego się lizaka od dłoni chłopaka najpierw uniosła brwi, a potem zaczęła chichotać. Tym razem się powstrzymała, okej? Chciała się roześmiać i może nawet wytknąć palcem, dorzucić jakąś kąśliwą uwagę w stylu trzynastoletniego bachora. Nie spodziewała się, że jest leworęczny, nie miała jak. Jakby rzuciła nad lewe ramię, to mogło się okazać, że jest praworęczny. Przez chwilę się zastanowiła i uznała, że chyba nigdy nie widziała osoby leworęcznej. Znaczy, nigdy nie widziała, żeby ktoś pisał lewą ręką. Była praworęczna i w tym momencie zastanowiła się, jak to jest mieć sprawniejszą lewą rękę, a nie prawą. Przecież to się inaczej pisze i trochę chyba nie widzisz tego, co piszesz. Ale może to tylko drobna wada? Albo to w ogóle nie było wadą? I tak uważała, że najfajniej mają ci oburęczni. W końcu strona im nie robi różnicy. Chyba. Nie wiedziała, chociaż chciałaby kiedyś. Jeśli zaś chodzi o rzucanie, to Ave nie odczuwała różnicy. Ale za to rzuty już odczuwały i mogły nie mieć tyle... siły?
Już chciała skomentować to, jak bacznie się przygląda lizakowi. Przewróciła oczami i na usta cisnęły się słowa. "Tak, to prawdziwy lizak", "nie, nie zamierzam cię otruć", "w składzie nie ma nic dziwnego, możesz zjeść". Ale pytanie chłopaka sprawiło, że te zamiary od razu wyparowały, a na usta dziewczyny wypłynął kpiący uśmieszek. Lubiła tych, co pytali o smak. Czasem to brzmiało jak "czekam na sygnał do jedzenia". Czy wiedziała, jaki to smak? Oczywiście, że tak. Zawsze pamiętała smaki tych, które zabierała danego dnia. Ale czy ma obowiązek mu o tym mówić? Nie. Zresztą kolor lizaka już na to wskazywał. Taka charakterystyczna czerwonawo-różowa barwa mogła mówić tu o tylko jednym smaku...
Wstała i cicho westchnęła. Strzepnęła ręce i po chwili z rękawów posypały się lizaki. Dokładnie po cztery na rękę. Zaraz potem zaczęła wyjmować z kieszeń swojej bluzy kolejne, z kieszeni swoich spodenek i odruchowo sięgnęła do buta, ale dzisiaj miała nieodpowiednie. W sumie dało to coś koło siedemnastu lizaków. Wszystkie teraz leżały na ziemi, ładnie zapakowane w folię. Miała w czym wybierać - kolory chyba w ogóle się nie powtarzały. Złotawy, intensywnie niebieski, miętowy, jagodowy, jakiś przezroczysty, pastelowe kolory, jakiś nawet cały czarny był.
- Myślisz, że pamiętam? - zapytała z nutką poirytowania. Nie lubiła, kiedy wyskakiwała ze swojej broni. - Zresztą... Co to za zabawa, kiedy doskonale wiesz, jaki to smak? Rozbudź w sobie pasję odkrywania czy coś. - Machnęła ręką, po czym zaczęła zbierać swoje skarby. Gdy już to zrobiła, wyprostowała się, włożyła ręce w kieszenie i spojrzała pewnie na chłopaka. - Gdybym ci powiedziała, że czekałam na ciebie, to co byś zrobił? Zaczął przeszukiwać swoją pamięć? Uznał mnie za świrusa? Przyjąłbyś wiadomość ze stoickim spokojem? Chociaż u ciebie to nietrudne. Powiedziałbyś coś w stylu "aha, spoko"?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Wrz 01, 2015 12:25 am

Niektórzy mogliby uznać gest dziewczyny za objaw znudzenia, a inni za cokolwiek innego, zaś Ray zupełnie nie zastanawiał się nad tym. Jeszcze tego, by mu brakowało, aby analizował każdy najdrobniejszy ruch otaczających go osób. Jakby mało miał myśli w głowie, już wystarczający chaos ma zauważając cokolwiek odbiegającego od jego normy. Nie zareagował też na jej parsknięcie, chociaż tym razem ciężko było to przeoczyć. Tutaj zaś objawiła się jego pewna cecha charakteru - ignorancja. Tak, zignorował ją kończąc spokojnie swą wypowiedź. Musiał jednak przyznać, że śmiech miała... specyficzny delikatnie ujmując. Nie żeby się nie spodziewał, że w tej małej będzie drzemało istne wiertło do bębenków, to było do przewidzenia z pewnością znacznie bardziej niż jej rzut lizakiem. To właśnie ten moment zastanowił go najmocniej. Czym miał być ten rzut? Jak ma go odebrać? To znak, by sobie poszedł? Albo miły gest? Kto wie. Nie zaprzątał sobie głowy już dłużej, w końcu mógł się przekonać za chwilę i wtedy znaleźć odpowiedź.
Pytanie o smak lizaka jednak było dosyć mądrym posunięciem. Nagle okazało się, że ta kruszyna nosi przy sobie cały arsenał lizakowy pochowany gdzieś w jej ubraniach. Ciekawe jakim cudem poprzez strzepnięcie dłoni potrafiła przywołać do ręki odpowiedniego słodycza? Odpowiedzi mogło być kilka. Jeżeli była to wieloletnia wprawa, to trzeba było jej przyznać, że jest niezła. Szacunek. Z innej strony - kto wie, czy to nie przypadkowe. Mógł spadać losowy, a ona zarzekałaby się, że właśnie tego chciała. Ostatnią opcją były sztuczki iluzjonistów. Ich okrycia były pełne linek oraz drobnych mechanizmów. Odpowiednie ruchy dłoni, palców i ciała pozwalały im wydobyć z czeluści swojej garderoby odpowiedni rekwizyt. To też było prawdopodobne.
- Nie oszukasz mnie. Ktoś o takiej lizakowej manii dobrze wie co ma przy sobie. - stwierdził bazując na swoim doświadczeniu opartym o muzykę. Miał w cholerę utworów na swoim telefonie, a puszczając losowy dobrze wiedział, który właśnie leci. Nikt normalny nie nosiłby takiej kupki lizaków rozlokowanych po całym ubraniu. Zastanowiło go jednak jej sięgnięcie do buta, z którego jednak nic nie wyjęła. Czy ona serio nosiła je również w butach? I kogoś częstowała takim łakociem z bucika? Ray podziękuje za takie przyjemności. Może niektórym, by się to spodobało, jednak nie jemu. Wolał jednak naturalny aromat lizaków gdzie patyczek, ani folia nie przesiąkły niczym... dziwnym. Nic nie zarzucał tej małej, ale ludzkie ciała miały pewne rzeczy do siebie i nic temu nie zaradzisz. - Wystarczająco mam pasji, nie potrzebuję kolejnej. - dodał równie obojętnym tonem co wcześniej. Przyglądnął się lizakowi dokładniej. Kolor był mu znany, ale znał też realia lizakowe. Kiedyś zakupił zielonego, który zapowiadał się na jabłko, kiwi albo może limonkę, a jednak był bananowy z rzekomym dodatkiem kiwi. Niestety niewyczuwalnie. Ich barwa, a rzeczywisty smak to dwa różne światy, dlatego ten kolor nie musiał być jego ulubionym owocem. Mógł równie dobrze być wiśnią, truskawką, żurawiną, czerwoną porzeczką albo jakimś miksem. To nie musiała być malina, chociaż byłoby wspaniale, gdyby jednak była.
Słysząc jej teorie o czekaniu na niego, Ray zareagował podobnie jak sama białowłosa wcześniej. Prychnął, ale w jego przypadku było to stłumione, więc jedynie mignął mu na twarzy uśmieszek, a nos wydmuchnął powietrze nagle. Spojrzał na nią z politowaniem i sam westchnął wciąż bawiąc się lizakiem, przekładając go w palcach, zaś folia szeleściła delikatnie.
- Nie myślisz zbyt schematycznie jak na swój wiek? Twoje propozycje, to klasyka gatunku. Nie doceniasz mojego charakteru. - na usta cisnęło mu się "mała", jednak to byłaby żenada, gdyby wypowiedział to słowo. - Gdybyś stwierdziła, że czekałaś na mnie, to musiałbym Ci przyznać, że to ja czekałem na Ciebie. Mniej dosłownie, ale czekałem. I jak Ty na to zareagujesz? Rozumiesz o co mi chodzi? - postanowił podroczyć się z nią lekko. Zabawa w skojarzenia gdzie praktycznie nie ma tropu. Równie dobrze mogła uciąć rozmowę, chociaż to byłoby zupełnie bez polotu. O to jej nie posądzał. Bawiła go, nie prowadził takich dyskusji, co było odświeżającym przeżyciem. Aż jego twarzyczka nabrała nieco zadziornego, cwaniackiego uśmieszku. Ledwo widocznego, a jednak. Mogła ocenić go jako ponurego, bezbarwnego sztywniaka, ale wtedy wpadłaby w absurd Raya. Mimo chęci zachowywanie się w ten sposób, mimo wyglądu w ten sposób, to wewnątrz był, aż nazbyt barwny osobowościowo. Mnogość cech, które niekiedy wykluczały się, chociaż jednak ostatecznie tworzyły z niego obraz raczej spokojnego chłopaka. Spokojnego, jednak z dodatkiem innych cech. Spokój nie musiał oznaczać marazmu. Przynajmniej słownego.
Lizak wreszcie zatrzymał się między jego palcami. Zgrabnym ruchem zdjął folię i bez zastanowienia wcisnął lizaka do ust. Oczy, aż mu błysły, otwarły się szerzej, zaś policzki jakby w skurczu ściągnęły jego usta w wykrzywiony uśmiech. Dlaczego wykrzywiony? Bo starał się powstrzymać ten grymas, jednak było zbyt ciężko.
- Malinowy jak cholera. - stwierdził w myślach i chwilę łapczywie pocierał językiem o lizaka, aby wydobyć jak najwięcej smaku. Niby kosztem bolącego podniebienia później, ale czego nie robi się dla malin? Niczego. Wszystko się robi, a szczególnie dla malin i lizaków. Musiał jej przyznać, że ten lizak, to chyba najlepszy lizak jakiego jadł kiedykolwiek. Aż na myśl przyszło mu jedno skojarzenie o dziewczynce, genialne rozwiązanie jej zagadki.
- Wiem kim jesteś. Alejki słyną z szemranego towarzystwa. Alkoholicy, narkomani, osoby uzależnione. Najłatwiejszym sposobem na znalezienie sobie stałych klientów jest poczęstowanie ich najlepszym towarem, później koszty się zwrócą wielokrotnie. Jesteś dilerem lizaków, to tłumaczy dlaczego tu jesteś i dlaczego za darmo częstujesz mnie tak dobrym towarem, mimo że nie wydajesz się pałać do mnie sympatią. - stwierdził tonem tak pewnym, jakby głosił najoczywistszą ze wszystkich prawd. W tej wypowiedzi jednak kryła się pewna pułapka, na którą mogła wpaść lub nie. I nie była wcale taka oczywista. Obrócił lizakiem w ustach, a ten uderzył w jego zęby z charakterystycznym dźwiękiem, który bardzo lubił. W końcu wydawały go głównie jego ulubione słodycze, zaś on był w tej kwestii mocno odosobniony. Mało istniało na świecie ludzi, którzy słodyczy nie lubią oprócz jednego jedynego i to w specyficznych smakach najlepiej. - Jeżeli mam rację, to zyskałaś klienta. - dodał po chwili zawieszając prawą dłoń na kieszeni spodni, a lewą trzymając patyczek z lizakiem, który w momencie mówienia na chwilę wydostał się z ust. Szybko jednak do nich wrócił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Wrz 01, 2015 10:42 am

- Nawet nie próbowałam, zwyczajnie spytałam. Zawsze jednak warto zapytać, bo może mała dziewczynka, która wygląda jak narwaniec z włosami jak z tych azjatyckich animacji, dała niesamowicie kuszącego lizaka z cyjankiem potasu. A może to pułapka? Dała takiego w ładnym kolorze, który w rzeczywistości smakuje jak środek do czyszczenia kibli. A ta co? Wymiguje się od odpowiedzi i zakrywa tandetną pasją odkrywania. Przecież to jest podejrzane jak cholera. A ja nadal nie mam zamiaru ci czegokolwiek mówić. Ale przyznam rację, doskonale wiem, jakie smaki przy sobie noszę. Dlatego uważam, że powinieneś sam się przekonać. - Machnęła na niego dłonią w geście popędzenia. Zaraz potem napotkała jego wzrok politowania i to ciche westchnięcie. Aż brew jej drgnęła. Przypominam, że była tylko trzynastolatką, miała prawo do irytowania się o błahostki. Wszystkie bronie są tak wybitnie wkurzające, czy to jest przypadek specjalny? Pomińmy fakt, że to ona zaczęła tę całą farsę, więc irytowanie się z tego powodu było z jej strony trochę zabawne. Może już miała dość tego pieczenia w uchu? Też możliwe. Ciamkała sobie jednak dalej lizaka bez okazania nawet cienia wkurzenia. - Nie dość, że wkurzający, to jeszcze chcę z nim gadać - mruknęła do siebie cicho po fińsku. W ogóle to takie zabawne, że jak się denerwuje, to mieszają się jej akcenty i jej fiński brzmi jak angielski, a angielski jak fiński. A jak jest już totalnie wkurzona, to nawala w języku Muminków niczym z karabinu. - Wiesz, zwykle nie oceniam ludzi i nie spodziewam się żadnych niezwykle wyszukanych reakcji. Ale podziwiam twoją kontrolę. Jak masz mnie jakoś już docinać, to wolę od sztampowego "mała" wypowiedziane z hektolitrem słodyczy "Avuś". Chyba że znowu pojechałam w schemat, drogi panie Niedoceniony Charakter.
Westchnęła. Czyli co? Czyli on teraz się z nią droczy, tak? Wyjęła z ust już prawie zjedzonego lizaka, poobracała go w palcach, po czym wycelowała nim w chłopaka. Lekko przymrużone oczy, które momentalnie się rozszerzyły i wróciły do normalnego wyglądu. Może trochę błyszczały z zainteresowania.
- Może zrozumiem, może nie. Albo zrozumiem po swojemu. Wiesz, zawsze możesz obserwować moją reakcję na żywo. Chociaż już pewnie efekt nie byłby taki sam... - Westchnęła.
Obserwowała cały proces degustacji lizaka. I strzeliła w dziesiątkę ze smakiem. Skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na niego z dumnym "a nie mówiłam?". Co jak co, ale aż takiej entuzjastycznej reakcji się nie spodziewała, ćśśś. Wykrzywiony uśmieszek był iście piorunujący, musiała się bardzo trzymać, aby nie wybuchnąć śmiechem jeszcze bardziej piorunującym od jego krzywego grymasu. Byle chińszczyzny nie będzie jadła, proszę państwa. Zresztą jej "diler" doskonale znał się na rzeczy, dlatego tez mogła spokojnie sobie ciamkać wszystkie lizaczki, jakie dostała, bo były one zniewalające. Bo ona tylko takie miała – niezwykle dobre.
Stwierdzenie „wiem kim jesteś” wywołało u niej lekkie zaskoczenie. Uniosła brwi bardziej z zainteresowania, aniżeli z szoku. Im dalej mówił, tym bardziej miała dziwne wrażenie, że powinna uważać na swoje słowa. Takie miała czasami przeczucia. Ale o co mogło chodzić? O dość ekscentryczne porównanie do dilerów i reszty szemranego towarzystwa? O jej dziwne postępowanie? A może to coś, czego kompletnie nie potrafiła wyłapać? Czy coś sugerował? Liczył, że się zgodzi? Cholera, trudne to było. Zmrużyła nieco oczy, po czym odchyliła główkę do tyłu, aby móc mu się przyjrzeć bez potrzeby wyglądania za daszek czapki. Czy tacy byli wszyscy uczniowie tego pieprzonego Shibusenu? Te całe „magiczne bronie”? Och, chwila, przecież właśnie uznała, że ów niedoceniony charakter jest taki sam jak większość jego społeczeństwa. Jej dusza powinna smażyć się w piekle. Ból ucha powoli ustawał albo to ona się do niego przyzwyczaiła. Przełknęła ślinę, zjadając ostatnie okruszki lizaka. Wyjęła z ust patyczek, schowała do kieszonki z innymi, po czym zaczęła szukać jakiegoś kolejnego. Wybór padł na intensywnie niebieskiego, który prawdopodobnie był tym dziwnym. Guma balonowa albo coś. Wzięła do ust i stwierdziła, że to jest jeden z tych, co dają złudne wrażenie zimnego. Był dobry, chociaż dawał na kilometr chemią.
Delikatnie zarumieniła się na słowa o nowym kliencie. Przysłoniła oczy daszkiem i jakby spuściła głowę. W tym momencie można się zastanowić, czy z Averill na pewno wszystko w porządku. Co jak co, ale nazwanie kogoś dilerem aż tak zaszczytnym tytułem, dlaczego więc ona czuła się tak, jakby ktoś właśnie ją pogłaskał po głowie? Cholera wie. Szybko odchrząknęła, po czym zdjęła z głowy czapkę i pokręciła szybko, jak pies, żeby jakoś ułożyć włosy, które i tak zaraz przygładziła dłonią. Kitka się jeszcze jakoś trzymała, za dużo kosmków się nie wydostało. Tęcza została uwolniona, hacia. Pamiętacie, jak mówiłam, że Ave raczej się nie chwali faktem, że posiada to przeczucie, które wcześniej informuje ją o „niezwykłości” danej osoby? Cóż, przypomnę tylko, że jest trzynastolatką, a niektóre trzynastolatki nie potrafią powstrzymać chęci zaszpanowania. W przypadku Ave to nie wychodziło to jako chęć zaszpanowania, a jedynie „próba wymówki”. W tym przypadku w miarę trafną, no ale… Nie śmiała nawet pomyśleć, że to zrobi na nim jakiekolwiek wrażenie. W końcu to nie ona zamienia się w przedmiot.
- Wolę zachować dystans między sobą, a kimś, kto mógłby z ekscytacji z powodu malinowego lizaka mógłby zupełnie przez przypadek rozpłatać mi krtań. Na przykład. Albo przestrzelić tchawicę. Czy coś. – Obracała czapkę w palcach, po czym zaczęła nią kręcić. – Całe te twoje nazewnictwo przyprawia mnie o ciarki.
Zmrużyła oczy, jakby próbowała jeszcze bardziej się przyjrzeć chłopakowi. W pewnym sensie świdrowała go wzrokiem, ale co może zrobić taki kurdupel? Teraz była ta oficjalna część, gdzie to nasz Lizakowy Snajper nadaje pseudonim swej ofierze, która nawet nie wie, że teraz będzie miała na głowie Averill. Procedur było wiele, ale najchętniej korzystała z jednej – smak lizaka, jaki ofierze został sprezentowany oraz jakaś cecha charakterystyczna dla Ave. Dla Ave, bo często nawet nie opisywała danej osoby w połowie. Ciamkała lizaka w chwilowej ciszy, pogrążona we własnych myślach, tworząc w miarę dobrze brzmiącą ksywkę. Na pewno musiała mieć maliny w sobie. Innej opcji nie było. Nie spotkała jeszcze nikogo, kto by tak zabawnie zareagował na smak malinowy i to taki mocny. Wręcz trzepiący.
- Malinowy Baron – wypaliła, mając minę jakby wcale on przed nią nie stał. Zaraz potem pomachała przed sobą ręką, bo na coś innego wpadła. – Malinowy Cesarz. Chyba że teraz cię przeceniłam.
Jaki dziwny dziecior.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Aleja   Wto Wrz 01, 2015 5:52 pm

Przyglądając się tak reakcji dziewczyny, jej zachowaniu Ray stwierdził, że ją zirytował. Cel osiągnięty, bo to ona pierwsza próbowała górować nad nim. Pozycja lidera została przejęta, więc z satysfakcją mógł ciągnąć swoje droczenie się dalej. W tej konkurencji niestety wątpił, by wiele osób miało z nim szanse. Nie podważał umiejętności tej kruszyny, ale natura charakteru jednak skreślała ją z listy zwycięzców. Na świecie prawdopodobnie nie istniały osoby, które zdenerwowały Raymonta tak serio. Denerwował się niekiedy na słowa innych, ale to nie było to samo. Co innego, gdy ktoś ważny dla Ciebie powie coś czego nie chciałbyś usłyszeć. Tak mu się zdarzyło. Najczęściej jednak pałał tym uczuciem wobec siebie samego, bo miał talent do popełniania błędów, które mógł spokojnie uniknąć. Tak więc doprowadzenie do takiego stanu Pana Walkera byłoby czymś godnym medalu, nie, nawet pucharu, takiego wielkiego i złotego oraz szampana jak Ci zwycięzcy formuły pierwszej, no i jeszcze fanfary, i to... konfetti! I takie podium ogromne. No i na koniec samolot ze wstęgą "Gratulacje!", to wszystko się należało. Ah, kwiaty jeszcze, rozłożysty bukiet. Dlaczego, aż tyle? Aby zdenerwować Raya należało najpierw przebić się przez jego warstwę spokoju, później przez warstwę obojętności oraz na końcu ignorancji. Potrójny pancerz chroniący go przed giwowaniem faków.
Lekko zdziwiło go, że dziewczynka jakimś cudem dowiedziała się o jego chęci nazwania jej "małą". Odpowiedziała tak, jakby on zupełnie wypowiedział to słowo, a był pewien, że tego nie zrobił. Może jednak była wiedźmą i czytała w myślach? Wtedy jednak ich rozmowa mogłaby inaczej się potoczyć, bo uniknęłaby wcześniejszych zaczepek z jego strony. Widocznie to jedynie szczęśliwy traf. Uśmiechnął się delikatnie słysząc w jaki sposób go nazwała. Nie do końca chodziło mu o to, ale tak też było dobrze. Jej charakter, jej interpretacja.
- Chyba przeceniasz moje możliwości. Teraz, aż za bardzo mnie doceniłaś. Myślisz, że z tą melancholią w głosie byłbym w stanie wypowiedzieć tak przepełnione słodkością zdrobnienie, zapewne, Twojego imienia? - zapytał trzymając w palcach lizaka, którym obrócił sobie kilka razy w lewo i prawo przygotowując sie na coś. - Avuś. - wypowiedział najbardziej żywym i radosnym tonem jaki mógł wycisnąć z siebie w tym momencie. Do tego nawet dodał uśmiech, aby wyglądało bardziej przyjaźnie. Niestety oprócz samego słowa, to nie miał pojęcia jak wypowiadać coś "słodko", dlatego nawet bardzo się nie starał. Ostatecznie i tak zabrzmiało jak osoba, która stara się zyskać jej uwagę, aby wręczyć jej prezent. Mniej więcej ten poziom przyjaznego tonu.
Jej celowanie już napoczętym lizakiem sprawiło, że przygotował się do uniku. Nie chciał oberwać klejącym się lizakiem, chociaż i tak zapewne nim nie rzuci, bo będzie jej szkoda. Aż tak chyba nie zdenerwował jej. Ostatecznie zrezygnowała. Całe szczęście. Zdawało się, że rzuca celnie, więc mógłby mieć małe problemy w unikaniu z tak niewielkiej odległości.
A teraz malinowa eksplozja. Moment, w którym Ray poczuł intensywny smak lizaka i ten sam, w którym liczył, że lizak pozostanie z nim na wieki wieków, amen. Niestety, słodycz rozpływał się błyskawicznie przy łapczywym pożeraniu chłopaka. Szkoda, że musiał się kiedyś skończyć, gdyż był miłą odmianą od tych wszystkich rzekomo malinowych lizaków, które maliny miały jedynie w nazwie albo tych pseudomalinowych, których smak zabijała wyczuwalna chemia.
Widocznie nieco zaskoczył ją swoją dedukcją kim jest "Avuś", bo poświęciła mu więcej swojej uwagi, zaś jej oczka rozszerzyły się. Ona jednak zdziwiła jego, gdy... zarumieniła się? Chyba tak. Ciężko było wykryć, ale jej kolejne poczynania wskazywały na to, że stara się ukryć swoje zawstydzenie. Nie wiedział czy to wstyd, czy duma, czy radość z pochwały jaką było... nazwanie jej dilerem? Zostanie jej klientem? Ona również była dla niego zagadkowa.
Jej kolejna wypowiedź początkowo nie sprawiła, że Raymont wyłapał fakt świadomości dziewczynki o jego przynależności. Zwyczajnie stwierdził, że to pewnego rodzaju zgryźliwość odnosząca się do spokoju jakim emanował. Dopiero jej uwaga odnośnie nazewnictwa sprawiła, że zrozumiał. Cóż, aż tak bystry to on nie był, aby natychmiast wiedzieć o co jej chodziło. W końcu był jedynie człowiekiem, a nie idealnie inteligentnym i wszechwiedzącym cosiem. Powstało pytanie - skąd wie? No i jak zwykle, pytanie uruchamiało ogromną maszynę wyobraźni, która tworzyła milion scenariuszy przechodzących przez filtr, który odsiewał jedynie kilka, tych mniej wybujałych. Wciąż upierał się przy jej wiedźmowatości, ale czy one potrafiły wyczuwać to? Raczej nie. Skreślamy. Mogła być uczniem Shibusenu, chociaż raczej zauważyłby ją gdziekolwiek, no i jakoś nie wyglądała mu ja jedną z nich. Skreślmy. Pozostaje więc pasująca do wszystkiego opcja, że ma o nim jakieś informacje oraz że może mieć przeczucie.
- Uważasz, że jako Magiczna Broń mam mordercze zapędy, gdy podekscytuję się? W takim razie powinnaś być wyjątkowo bezpieczna, bo sam jestem bardzo spokojny. Chociaż nie powiem - Twój lizak mógł sprawić, że wpadłbym w szał zabijania. Ostatkiem sił jednak powstrzymałem się, masz szczęście. - zakpił sobie z niej uśmiechając się lekko, aby nie odebrała tego nazbyt poważnie. Testował jej reakcję, to oceniało na ile mógł sobie pozwalać w przyszłych słowach. W ten sposób uniknąłby nieprzyjemnych sytuacji, a przynajmniej miał taką nadzieję.
Jadł sobie spokojnie lizaka dalej, gdy nagle dziewczynka wyskoczyła z czymś zupełnie niespodziewanym. Najpierw zrobiła oczy jakby próbowała ujrzeć samą jego duszę, a później wypaliła tekstem, który Ray odebrał jako określenie dla niego. Sprawiło to, że już nie zdołał się powstrzymać. Roześmiał się, a gdy chciał wyciągnąć lizaka, ta uderzyła po raz drugi, wtedy zadławił się własną śliną przez co kaszlał i śmiał się jednocześnie. Zgiął się w pół próbując opanować i jedno, i drugie, trzymając jednak lizaka ostrożnie, by mu nie wypadł. Łzy pojawiły się w oczach, zaś on już przezwyciężając kaszel wyprostował się kończąc śmiech.
- O cholera... dziewczyno... chciałaś mnie zabić? I kto tu jest niebezpieczny? - odpowiedział łapiąc głębokie oddechy zmęczony wcześniejszą reakcją, wytarł łzy spod oczu, a następnie wcisnął lizaka do ust. Już się kończył. - Malinowy Cesarz to mój pseudonim? - zapytał unosząc lewą brew do góry. - Po co mi on? - postanowił dodać, bo mieli w końcu imiona, mogli nimi się posługiwać. Chyba, że imiona teraz były cliche i w ogóle niemodne, Ray się na tym nie znał. Moda, trendy, a Raymont to dwa światy zupełnie od siebie różne.
- W takim razie jaki jest Twój pseudonim? - zapytał lekko mrużąc oczy. - Avuś. - dodał z cwaniackim uśmieszkiem jakby w ten sposób próbował się z nią droczyć. Lizak już spadł z patyczka, więc pogryzł go, a śmietka schował do kieszeni, o którą również zawiesił lewą dłoń. Wszystko co dobre musiało się kiedyś skończyć, nawet ten lizak stworzony zapewne przez samych bogów w lizakowej kuźni.
- Każdemu nieznajomemu nadajesz pseudonim? Czy zasłużyłem sobie czymś specjalnym, w co raczej wątpię. - kolejne pytanko, które miało pomóc mu zrozumieć dziewczynę. Wątpił, by jednak ogarnął to, bo mimo swojej wyobraźni, to tok myślenia każdy miał swój własny, dlatego mogło być ciężko wyłapać powody nawet jak, by mu zdradziła je. Po niej spodziewał się wiele. Miała różnobarwne włosy, kruchy wygląd, nosiła za duże ubrania wypełnione po brzegi lizakami, którymi rzucała w innych częstując ich w ten sposób, by na koniec nadać im pseudonim. I to wszystko okraszone jej naturalnym urokiem, którego nie dało się zignorować. Ray zaczął nawet popadać w rozmyślania na ten temat, bo jeszcze do niedawna uważał, że jest jeden rodzaj uroku, którym emanuje bardzo często Rennevy, a teraz spotykając tą osóbkę musiał przyznać, że jednak to nie jest to samo, chociaż budzi w nim identyczne pragnienie głaszczenia. I to bardzo potężne. Ta dziewczynka jednak miała w sobie naturalny dla jej wieku urok oraz całą jego otoczkę, która jednak była chyba silniejsza niż ta Rune. Jednak... panna Nightwish w swoich chwilach znów kładła na łopatki "Avuś". Starcie gigantów normalnie. Bliźniaczy był jednak fakt, że biedny Raymont ledwo powstrzymywał się przy obu, aby jego ręka przypadkiem, zupełnie przypadkiem nie znalazła się na ich głowach albo pleckach i przypadkiem, zupełnie przypadkiem nie zaczęła ruchu przypominającego do złudzenia głaszczenie. Czy to nowy rodzaj tortury?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker

avatar
Mieszkaniec
Posty : 39
Data dołączenia : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aleja   Sob Wrz 05, 2015 9:17 am

Jeżeli komukolwiek i kiedykolwiek udało się tak szybko zdenerwować Averill, to ja mogę wstać i zacząć klaskać. I to dość głośno. Zdenerwowanie tej małej dziewczynki tak szybko wymagało nie lada wysiłku i odpowiednich zwrotów. Chociaż jak na trzynastolatkę, to miała całkiem sporą cierpliwość. Gdyby jej nie miała, pewnie rzuciłaby swoją wymyśloną robotę dawno w cholerę. No bo ile można użerać się z nieznajomymi ludźmi? I to często takimi, którzy zachowują się tak, jakby zabrakło im mózgownicy, a w głowie jedynie mają coś, co tylko napełnia głowę. Na przykład budyń. Albo taki kisiel. Ewentualnie sprężone powietrze. Ave już dawno by się przy nich załamała. Chociaż jakby komuś takiemu rozbić głowę, to wyglądałoby to pewnie gorzej, niż gdyby mieli mózg. Taka rozlazła masa, która jakimś cudem przy… Dalej.
Jak tak pomyśleć, to jednak wkurzenie Averill nie należy do wyczynów niemożliwych. Ba, one są jak najbardziej możliwe, bo wystarczy odpowiednio mocno uderzać w odpowiednie punkty, a dziewczyna będzie niczym kipiący garnek z wodą. Nie wiesz, kiedy ta cała złość znajdzie swoje ujście i będzie niczym niepowtrzymany wicher, dość głośny i skrzeczący wicher. Jej głos nie jest aż tak przyzwyczajony do wyrażania takich negatywnych emocji, dlatego brzmi on dość… strasznie. Jakby taki mały piesek szczekał i próbował warczeć. Takie oto dźwięki próbują się wtedy wwiercić skutecznie w bębenki uszne agresora i dać niezbyt dyskretnie sygnał, że właśnie wstąpił na pole minowe, z którego powinien jak najszybciej spylać, bo może stać się nieciekawie. Chyba że to Ave ucieknie, chociaż jej się nie zdarza. Aż tak. Jak już ucieka, to znaczy, że miała ku temu naprawdę wielce ważny powód i wcale nim nie było ucieknięcie od dalszej dyskusji. Naprawdę.
Kobiecy instynkt jest czasem niezwykły. Przewiduje przyszłość, kruszy skały siłą, wyciąga prawdę z największych kłamców, czyta w myślach. I paru innych rzeczy też nie robi. Wydawało się jej, że chłopak wstrzymywał się z powiedzeniem jeszcze jednego słowa. Skoro się powstrzymywał, to pewnie miało jakoś z nią związek. I aż się prosiło, aby dostawione na końcu zostało jeszcze jedno słówko, które ją określało. Kochanieńka? Skarbie? Mała? Uznała, że strzeli z małą. I najwidoczniej trafiła, bo miała wrażenie, że on się nieco zdziwił. Zdziwił się, że odgadła, o co mu chodzi. Cóż, przynajmniej tutaj się udało. Aż ją ciarki przeszły, gdy tylko chłopak wypowiedział to nieszczęsne zdrobnienie w znienawidzony sposób. Poczuła się jak dziecko, którym była. Wyglądało to dość upiornie z jej perspektywy. Ma do czynienia z gościem, który osiągnął spokój godny Konfucjusza, który specjalnie dla niej sili się na jak najbardziej uroczy (definicje tego słowa są różne) ton, na jaki było go stać. I to jeszcze z uśmiechem. Niebiosa, niech jakiś piorun trafi tego człowieka. I to najlepiej tak, żeby został z niego tylko węgiel. A może i jeszcze mniej. Mokra plama.
To uczucie, kiedy ktoś unika zwykłego celowania lizakiem. Chociaż oczy wyglądały na całkowicie obojętne, to wewnątrz rozpierała ją duma. No bo jej rzutów należało się bać, ba, należało się ich unikać. Już na samo wyciągnięcie lizaka powinno się drżeć. Patyczki od tych łakoci same w gałkach ocznych się nie znajdują. Ale spokojnie, spokojnie, to jest ruch tylko na wiedźmy, których Ave nienawidziła. Znaczy, o ile się ogarnęła. Bo nie tyle ich nienawidzi, co po prostu się ich boi. Zwłaszcza w takiej odległości. Z takiej odległości. To byłoby jak wrzucenie piłki do kosza, będąc od niego zaledwie pół metra. No po prostu nie dało się nie trafić. Mogła sobie wybrać dowolny punkt u chłopaka i tam tak uderzyć tym obślinionym lizaczkiem, który niestety nie wytrwał, bo został zjedzony. A to peszek.
Sięgnęła ręką do lewego ucha. Nadal nieco piekło, choć z każdą chwilą coraz mniej. Jeśli chłopak był spostrzegawczy i na zasadzie luźnych powiązań jakoś połączy te dwie sprawy… to się domyśli. Ale rzadko kto się domyślał, kiedy Averill wyjawiała swą dziwną… zdolność? Umiejętność? Cholera wie, jak to nazwać. To dziwne coś. Gdyby jej powiedziano, że tak umie, pewnie wyśmiałaby daną osobę. To się wydaje dziwne. Nieprawdopodobne, nieprawdziwe. Ciekawe, czy pomyślał o tym, że jest wiedźmą. Ugh, to byłoby najgorsze odkrycie prawdy, jakie mogłaby sobie wyobrazić. Oraz trochę nawet jak z jakiejś powieści przygodowej, w której bohaterka dowiaduje się prawdy o swoim pochodzeniu i coś z tym pochodzeniem jest nie tak. W tym przypadku byłoby to, że Ave jest kimś, kogo się boi. Taki mały paradoksik. Chociaż jeśli jej wiedźmowe zdolności ograniczały się tylko i wyłącznie do takiego wyczuwania, to w sumie dość słabą była wiedźmą. Dość… bezużyteczną. Nawet bardzo.
- Cha, cha, bardzo śmieszne. Ciekawe, czy też było zabawnie, gdyby patyczek od lizaka wylądowałby w twoim oku. Bo dla mnie byłoby to serio zabawne – powiedziała tak trochę od niechcenia, tak trochę groźne, tak trochę zrezygnowana. Dzieci, zapamiętujcie proszę. Averill wcale nie jest sadystyczna, wcale. Nie pojmuje ona znaczenia tego słowa. Ona niestety należy do tych przypadków, co to muszą pewne rzeczy odreagowywać w sposób różny. Chociaż większość używa przemocy, ona używa pogróżek, które czasem i dla niej samej brzmią dość… zabawnie. Ale ona nie jest sadystyczna. Nie jest. Powiedz inaczej, a łyżka w czoło.
Kiedy chłopak zgiął się w pół i zaczął się śmiać się dławiąc lub dławić śmiejąc się. Albo śmiał się i dławił jednocześnie. Ciężko było stwierdzić. Westchnęła, po czym wypuściła powietrze z irytacją. Aż tak to było śmieszne?
- Skończyłeś już? Liczyłam na to, że jednak ci się nie uda, ojej. – Wyciągnęła lizaka z ust i chwilę nim pomachała przed sobą. – Przypominam, że to nie  ja zamieniam rękę w śmiercionośne narzędzie. Czym ty jesteś? Kałachem? Siekierą? Kiedyś któryś z tych… władających, bodajże, opowiadał mi, że można walczyć latarnią. Czy czymś tam. Może jesteś gromowładną żarówką? – Poruszała rękoma do przodu i do tyłu, kołysząc się przy tym na stopach. Wyglądała iście rozbrajająco, zupełnie jak mała dziewczynka. A nie jak dziwny kurdupelek. Znaczy, nadal jak kurdupelek, ale taki uroczy. Zaraz potem jej kończyny się zatrzymały, a w ruch poszła głowa, która kiwała się delikatnie raz w prawo, raz w lewo, jak takie malutkie wahadełko. Ale szybko i to się jej znudziło. – Tak, jesteś dla mnie Malinowym Cesarzem. Muszę popracować nad ewentualnym zdrobnieniem. Malinko?
Chłopak zjadł lizaka, zastanawiała, czy nie zapyta o więcej. Może by mu dała, może nie. Niestety chyba nie było kolejnego malinowego, także by musiał się zadowolić innym smakiem. Chociaż będzie musiała mieć na uwadze, że jak kiedyś się na niego natknie, to powinna mieć przy sobie właśnie malinkowy lizaczek. Bo inaczej może „stracić klienta”.
- Masz jakąś teorię na ten temat? Chętnie jej wysłucham, wiesz? Co taki kurdupel jak ja robi w tej okolicy i po cholerę rozdaje lizaki, aby potem komuś dać przezwisko? Czy ma w tym jakiś cel? Oraz najważniejsze – jak siebie ochrzciła? – powiedziała, siląc się na podniosły ton. Zaraz potem się uśmiechnęła ciepło i uniosła ręce do góry, jakby na znak poddania się. – Nic nie próbuję, serio. Lubię słyszeć o tym. Zawsze mnie ciekawi, co ludzie myślą, jak już wykonałam większą część swojej… nazwijmy to „procedury”.
Wyglądała teraz naprawdę uroczo. Szybko jednak ten ciepły uśmiech został zastąpiony skupioną miną, jakby była gotów na chłonięcie informacji, na szok informacyjny. [/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Aleja   

Powrót do góry Go down
 
Aleja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Aleja czterech króli
» Kwiatowa Aleja
» Aleja sfinksów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-