IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stołówka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Stołówka   Wto Mar 24, 2015 4:34 pm

Jakkolwiek Ray chciał myśleć pozytywnie o słowie "resztki" tak brzmiało to dla niego jakby miał wyjadać ze śmietnika albo zjadać jakieś pozostałości po innych uczniach, którzy nie dokończyli swojego posiłku. "Zaplecze" zaś dodawało do tego obraz grzebania w takich czarnych workach stojących zazwyczaj przy drzwiach i czekających, aż ktoś wyniesie je na śmieci. Oczywiście miał sporo pewności, że nieznajomemu nie chodzi właśnie o takie jedzenie. Zauważył jak ten spogląda na automaty z jedzeniem. Było to jakąś opcją, ale skoro Raymont miał możliwość udania się do jakiejś knajpki i zjedzenia czegoś normalniejszego oraz zapewne zdrowszego, to dlaczego miał wybierać ten syf pakowany w workach? Nie wybrzydzał, sam jadł często takie przekąski, ale i tak miał o nich wyrobione zdanie, które całe szczęście niekiedy powstrzymywało go od zakupu.
Propozycja chłopaka spotkała się z lekkim uśmiechem czarnowłosego. Nawet jego ton zabrzmiał troszkę mniej... neutralnie i obojętnie, a bardziej ochoczo. No bo kultura nakazywała odpowiednio zareagować na takie propozycje nawet jeżeli były nieznaczące.
- Pewnie. - zdecydował i ruszył za nim mając nadzieję, że te wyobrażone odpady to tylko on, a nie rzeczywistość. Mimo wszystko postanowił coś samemu zaproponować, w końcu oboje byli głodni, to jednoczyło poniekąd.
- Zawsze możemy skoczyć do jakiejś knajpy. Ja stawiam. - całkowicie luźna sugestia, która była mu obojętna do czasu okazania się czy miał rację z tymi czarnymi workami, czy nie.
Ray był wciąż święcie przekonany, że rozmawia z uczniem i począł zastanawiać się do jakiej klasy chodzi blondyn, iż nie widzieli się. Kojarzył z wyglądu sporo osób z NOT, lecz EATu nie znał i właśnie podejrzewał, że nieznajomy może pochodzić z tej klasy. Ewentualnie zwyczajnie nie spostrzegł go, co byłoby akurat dziwne.
- Do której klasy chodzisz? - zapytał idąc zaraz za nim. Gdyby się okazało, że to serio EAT, to... wow. Jak niepozorni mogli wydawać się ci uczniowie, a jaka siła w nich drzemała. Chociaż zazwyczaj to właśnie tak jest, że łagodni i słabi byli jedynie z pozoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Mar 28, 2015 10:11 pm

Stołówka szkoły. Dziwne miejsce jak dla Iwiette. Zwłaszcza, że nie była to nawet jej szkoła. Więc co ona tutaj mogła robić? Ciekawość ja tu zaprowadziła. Dziewczyna mijała właśnie tę okolicę, uświadamiając sobie, że właściwie nigdy tutaj nie była. Ruszyła więc w kierunku drzwi wejściowych. O dziwo nikt nie sprawdzał czy jest uczennicą tutejszej szkoły. Weszła bez jakiegokolwiek problemu. Spacerując około 20 min po szkole, trafiła w końcu do stołówki. Było tu niewiele ludzi, a w rogu zauważyła coś co ją zainteresowało. Mianowicie automat z napojami. Poszła spokojnie w jego kierunku, jednocześnie zmieniając piosenkę aktualnie lecącą w telefonie. Poprawiła również słuchawki, czując, że jedna wypadła jej z ucha. W automacie kupiła niebieską puszkę z napojem słodkim i gazowanym. Automat był umiejscowiony w kącie pomieszczenia, zaraz obok okna. Iwiette oparła się o parapet, po czym na nim usiadła. Otworzyła puszkę ulubionego napoju i zaczęła się od niechcenia rozglądać. Upiła łyk z puszki. Nie widząc jednak nic ciekawego na horyzoncie wlepiła oczy w ekran telefonu. Zaczęła szukać w internecie daty wyjścia nowej książki jej ulubionego autora. Zaczytując się już konkretnie przestała zwracać uwagę na otoczenie.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Mar 28, 2015 10:19 pm

Opcja z udaniem się na miasto w celu konsumpcji już dawno odpadła w przedbiegach. Pomijając oczywisty stan braku gotówki, Sasza w życiu by sobie nie pozwolił na zapożyczenie się o jakiejś obcej osoby, a tym bardziej na darmozjastwo ze swojej strony. W końcu brak zaufania do świata musiał się czymś objawiać.
O dziwo nie widział żadnego problemu wobec pałaszowania z tym obcym osobnikiem resztek pozostawionych przez innych. Pełniąc więc rolę prekursora ruszył na Berlin... znaczy zaplecze, gdzie podobno miało się znajdować coś zdatnego do spożycia. Był przy tym jak zawsze milczący i nieodgadniony jak myśli kobiet. Totalna enigma nie do odkrycia bez szyfru. A przynajmniej coś w tym rodzaju.
- Nie chodzę do żadnej klasy- odparł cicho, swym jak zwykle znudzonym tonem, przeszukując skrzętni wszystkie szafki, by odnaleźć to, czego pragnął. Niestety póki co jego starania raczej nie były owocne. Za to w razie wypadku znalazł ewentualne narzędzie obrony. Patelnie zawsze zachwycały go swoją delikatną linią i twardym metalem. Normalnie mógłby za jedną wyjść...
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Mar 29, 2015 7:38 pm

A Ray zwyczajnie stał i czekał nie wpadając na pomysł, że przecież może pomóc chłopakowi w poszukiwaniu jedzenia. Wydawał się jakby wiedział gdzie szukać i czego szukać zatem zostawił to zadanie jemu jedynie przyglądając się. Słysząc, że blondyn nie uczęszcza do żadnej z klas zdziwił się, aczkolwiek nie okazał tego po sobie. Począł zastanawiać się czy tak młoda osoba może być nauczycielem w tej placówce chociaż bardziej pasowała do niego nieco inna pozycja. Bibliotekarz albo pielęgniarz - tak stawiał Raymont i w sumie nie wypytywał dalej. Nie była to wiedza niezbędna do życia. W pewnym momencie usłyszał jak automat z napojami się zwyczajnie zatłukł. To przypomniało mu, że skoro nie jest użyteczny w poszukiwaniu jedzenia to może chociaż zapewni coś do picia.
- Kupię nam wodę. - powiedział spokojnie i powoli wyszedł z zaplecza widząc jak jakaś dziewczyna akurat usadawia się na parapecie. Po aparycji zdawała się być z tych nieco "ostrzejszych" osób, ale mogły to być tylko pozory. Czarnowłosy wygrzebał z kieszeni kilka monet i podszedł do automatu czując się lekko nieswojo stojąc tak niedaleko jakiejś osoby gdzie dookoła już nikogo nie było i milcząc. Nie zauważył zupełnie, że ta słucha muzyki, gdyż w innym przypadku nie wpadłby na pomysł zakłócenia jej tej czynności. Sam świetnie rozumiał jak bardzo było to irytujące.
- Stołówka niestety zamknięta, jeżeli byłaś głodna. - rozpoczął wrzucając metalowe krążki do maszyny. Jego wzrok przebiegł po wszystkich możliwych rzeczach do kupienia, aż zatrzymał się na wodzie i sprawdził numer. Wcisnął go na klawiaturze obok i ponowił tą czynność, aby otrzymać drugą butelkę.
- Ale podobno coś jest na zapleczu. Szukam tam z... - w tym momencie Ray zdał sobie sprawę, że nie zna jego imienia. Trzeba będzie zapytać. - ...ze znajomym. - cóż, nie chciał mówić "zapraszam", bo to troszkę niestosowne proponować dziewczynie jedzenie tego, co nie wydano, a jest jeszcze świeże i zjadliwe. Nie takie posiłki powinno się im serwować. Przynajmniej tak uważał czarnowłosy, który akurat wyciągał drugą wodę z automatu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Mar 29, 2015 8:05 pm

Iwiette zaczytała się trochę, przeszukując co bardziej kontrowersyjne fora. Grzebanie w internecie nigdy nie było jej mocną stroną, więc na jej twarzy widniało skupienie. Nie lubiła wczytywać się w ten drobny maczek, ale zależało jej na tym to miała znaleźć. Nie zwracała zupełnej uwagi na dwóch mężczyzn czy też chłopców, kto jak woli. Nie byli jej przecież potrzebni do szczęścia. Wiedziała tylko, że o czymś rozmawiali. Muzyka nie zagłuszała zupełnie dźwięków z otoczenia, lecz pomagała je trochę wygłuszyć. Nie zauważyła jak ciemnowłosy idzie w jej stronę, bynajmniej nie znaczy to, że nie usłyszała. Jednak zignorowała to, w końcu siedziała obok automatu. Spojrzała na niego, kiedy zaczął coś mówić. W geście wysokiej kultury wyciągnęła słuchawkę z ucha. Oho, zaproszenie na obiad. Niby nie była uczennicą, ale skąd chłopak mógł to wiedzieć? Spojrzała na niego ponownie chłodnymi oczami i powiedziała od niechcenia:
- Kotlet byłby spoko.
Wróciła do swojego jakże nudnego i męczącego zajęcia, ale tylko pozornie. Słuchawka wyciągnięta z jej ucha nadal smętnie wisiała gdzieś przy ramieniu. Można było usłyszeć ciche dźwięki. Głównie perkusję i gitarę elektryczną, szybki rytm. W sumie to skoro proponują jej coś do jedzenia za free to czemu miałaby nie skorzystać? Lepsze to niż dłubanie na tym malutkim ekranie. Upiła większy łyk ze swojego napoju, opróżniając przy tym 1/4 jego zawartości. Zebrało jej się na beknięcie, jednak udało jej się to powstrzymać. Mogła być złośliwa, ale przecież nie była prosiakiem.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Czw Kwi 02, 2015 5:25 pm

Ray nagle wypalił, że kupi im coś (im!) do picia. Sasza odwrócił się szybko, by chłopaka powstrzymać (szybko!), lecz było już za późno, gdyż ten zniknął już na stołówce. Panika odezwała się w blondynie, który nagle zaplanował uciec, tylko jakoś nie widać było żadnej racjonalnej drogi ucieczki. Drzwi były jedne, a skakanie przez okno, którego musiałby najpierw dosięgnąć, zdecydowanie nie sięgało w jego zdolności fizyczne. W końcu był chodzącym obrazem nędzy, rozpaczy i niedożywienia, przynajmniej z wierzchu, bo był pewny, że obiad zawsze dojada.
Skrajne uczucia szybko zeszły z chłopaka i powrócił do swojej poprzedniej czynności. Wyciągnął z lodówki garnek z jakimś czymś w środku i postawił go na kuchence. Teraz zaczęły się poważniejsze problemy, bo Saszka królem kucharzy nie był. Swoje zawsze zjadał, ale nikogo nie raczył częstować wypiekami, bo dobrze wiedział, jak to się skończy. Jednak podgrzanie chyba nie było aż takim trudnym wyczynem. Najwyżej przypali garnek. Tak Trzeba być dobrej myśli, nawet jak jest się chodzącą depresją.
Załączył gaz i zaczął modlić się, by coś nie wybuchło. Znaczy nie modlił się, bo jakoś tak nie wypadało, ale miał nadzieję (nadzieję!), że nikogo nie zabije.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Kwi 03, 2015 5:00 pm

Dopiero, gdy nieznajoma wyciągnęła słuchawkę z ucha zauważył, że ta słuchała muzyki. Gdyby wiedział wcześniej nie odzywałby się, bo nie lubił zakłócać tej czynności tak samo jak nie lubił jak jemu się ją zakłócało. Zwyczajnie w milczeniu kupiłby wodę i odszedł. Słuchawki douszne miały ten problem, że w uchu muzyka brzmiała całkiem znośnie mimo słabego wygłuszenia, ale jak słuchawka wypadła, to z odległości dostrzegalny słuchem był tylko jazgot i nic więcej zatem nawet ktoś tak wyczulony na muzykę jak Ray nie przejął się tym zbytnio. Spojrzał na dziewczynę swoim niesamowicie spokojnym wzrokiem i wskazał wodą w lewej ręce zaplecze.
- Wątpię żeby były takie rarytasy, ale kto wie. - odparł najpierw i zrobił krok w tył spoglądając na miejsce, do którego miał się udać. - Jeżeli chcesz to chodź. Nic nie szkodzi sprawdzić. - dodał po chwili stwierdzając, że jednak ten wyczuwalny szybki rytm nadawany przez bęben perkusji przebijający się ponad hałas zmieszanych dźwięków gitary elektrycznej i talerzy zainteresował go. Milczał chwilę, aż znów spojrzał na dziewczynę i trzymając dalej wodę w ręce wskazał lewym palcem wskazującym na swoje czerwone słuchawki.
- Czego słuchasz? - ot proste pytanie, które mogło mu przybliżyć jakim rodzajem osoby jest ta nieznajoma duszyczka. Muzyka wbrew pozorom pozwalała sporo powiedzieć o człowieku, chociaż nie była pewną informacją, a raczej czymś, co znacznie ułatwiało poznanie takiej persony. Nie była pewnikiem, a jedynie wspomaganiem.
Patrząc na wygląd czarnowłosej mógł zakładać, że z pewnością słucha jakiegoś cięższego brzmienia, a potwierdzeniem był ten szybki rytm zupełnie różny od innych mało spokojnych typów muzyki. Mógł sobie gdybać jakie gatunki znajdują się na playliście, ale... pozory czyhały. Spoglądając na Raya to raczej nie można było założyć, że u niego czasami leci melodyjny death metal oraz popowe kawałki przeplatane niekiedy rapem. Raczej nie wyglądał na takiego, a jednak playlistę miał wyjątkowo zróżnicowaną - chyba jak nikt inny w tym mieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Kwi 03, 2015 11:33 pm

Iwiette właściwie mogłaby udawać, że nie słyszała chłopaka, ale była po prostu znudzona. Mogłaby wziąć jedną ze swoich książek, ale cóż, nie przewidziała tego. Przeszkodzenie w słuchaniu muzyki było właściwie na rękę. Przynajmniej nie umrze z nudów. Drugi chłopak, bo panem trudno nazwać kogoś o tak kruchym wyglądzie, zupełnie ją ignorował. Dziewczynie to nie przeszkadzało, też się za bardzo nim nie interesowała. Upiła kolejny łyk zimnego napoju, mniam. Było jej trochę gorąco w stołówce. Rozpięła kurtkę, pokazując bluzę z motywem "Los Pollos Hermanos", konkretniej dwa charakterystyczne kurczaki znane każdemu, kto oglądał Breaking Bad. Odpowiedziała po króćce:
- Nie jestem wybredna.
Dziewczyna robiła się już głodna od jeszcze intensywnego zapachu jedzenia. Dlatego chętnie skorzystała z propozycji ciemnowłosego. Wewnętrznie trochę się śmiała z tego, że jedzenie tak naprawdę jej nie przysługuję. Ale raczej nikt jej nie zje, najwyżej dostanie burę. Ociężale zeszła z parapetu. Nie żeby była zmęczona, po prostu jej się nie chciało. Ale nie była leniem. Po prostu ekonomiczne gospodarowała swoimi zasobami energii. Odpowiedziała lakonicznie na pytanie chłopaka:
- Zależy.
Wprawdzie miała swój określony gust muzyczny, ale nie ograniczała się do jednego gatunku. Bliższe na pewno były jej klimaty rocka i metalu, bynajmniej nie znaczyło to, że nigdy nie pochwyciły jej rytmy choćby hip-hopu. Szczerze to lubiła połączenie rocka i hip-hopu, ale się z tym nie obnosiła. Dodała więc po krótkiej chwili:
- Głównie metal, jak słychać. I widać.
Po jej wyglądzie odgadnięcie typu preferowanej muzyki nie było zbytnio trudne. Dlatego też jej słowa nie były zbyt odkrywcze. Jednak ocenianie kogoś na podstawie słuchanej muzyki to kiepski pomysł. Wszystko przecież zależy od nastroju i konkretnej sytuacji. Iwiette nie miała potrzeby uzewnętrzniać się ze wszystkimi swoimi humorami, toteż nie rozwodziła się zbytnio nad odpowiedzią. Odpowiadała raczej krótko, ale całkiem grzecznie i miłym głosem jak na siebie. Wszak była jednak zainteresowana nie tyle co chłopakiem, a po prostu towarzystwem. Wolała jednak pozostać tajemnicza, bo czemu ułatwiać ludziom odgadywanie jaką osobą się jest?
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Kwi 06, 2015 9:29 pm

Gdy pozostała dwójka wesoło lub nie dyskutowała sobie o muzyce, Saszę zaczęły dręczyć dwa pytania. Gdzie jest tamten chłopak no i czemu zaczyna słyszeć głosy. Pierwsze było bardziej zagmatwane. W końcu jego nowy „kolega” udał się jedynie po wodę, a nie wracał dość długo. Do świadomości Sasza dopuszczał jedynie dwie opcje. Albo go coś zeżarło, co było bardzo możliwe, biorąc pod uwagę fakt, że niedawno wyszła stąd cała para uczniów mówiąca coś o niebezpieczeństwach, albo Ray po prostu zwiał po uświadomieniu sobie, że Sasza jest jedynie zwykłym, nic nie wartym człowiekiem. Z czego raczej to drugie było bardziej prawdopodobne, zważywszy na fakt, że wszystko, co złe pierw rzucało się na niego.
Drugie pytanie nie było raczej wielkim problemem czy tajemnicą. Nie raz, nie dwa Sasza słyszał dziwne głosy. Czasami tylko on je słyszał, a czasami też inni. Niezbyt przyjemna sprawa, która prawdopodobnie wiązała się z jego nieszczęściem i o której można podyskutować innym razem.
Upewniwszy się, że garnek nie zamierza z kuchenki uciec i że nic się jeszcze nie przypala, postanowił sprawdzić, która opcja z pytania pierwszego była prawdziwa. Spotkała go całkiem przyjemna niespodzianka w postaci bramki numer trzy. Gdy tylko wychylnął się zza zaplecza z miną odstraszająca niegrzeczne dzieci, zauważył, że chłopak rozmawia z jakąś dziewczyną. Oczywiście nie oznaczało to jeszcze tego, że nie zamierzał uciec od Saszy. Może dopiero się przymierzał?
Tymczasem widok tej dwójki pobudził w nim jakieś wspomnienie z dzieciństwa, kiedy jeszcze za czasów mieszkania z matką i ojcem, przyglądał się z zaciekawieniem rozmowie dwóch gawronów. Rozmowie w sensie dosłownym, nie przenośnym. Mógł przysiąc, że dwa czarne ptaszyska obgadywały jakieś ważne sprawy, o których nie miał pojęcia. Niestety Sasza nie urodził się ze żadnymi specjalnymi zdolnościami i rozmowy nie mógł zrozumieć, choć bardzo tego pragnął.
Tak samo czuł się w tym momencie, gdy przypatrywał im się i spróbował zrozumieć. Próby jego jednak były daremne, bo żadne z nich nie wydawało się rozmowne, a dziewczyna wspomniała coś o metalu, którego nigdzie nie widział. Wtrącać też się nie chciał, więc tak stał.
A garnek pewnie się już przypalił
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Stołówka   Wto Kwi 07, 2015 4:58 pm

Ray seriali nie oglądał, inaczej było z książkami - chociaż i tych ostatnio jakoś mniej przeczytał. Życie w Death City było dosyć zajmujące. Jakkolwiek tutaj tak samo jak w Anglii uczył się, spacerował i przesiadywał w swoim pokoju, tak w tym dziwacznym miasteczku samo zwyczajne życie było nadzwyczaj pochłaniające. Co krok spotykał na ulicy jakichś niezwykłych ludzi i trafiał na niecodzienne - w zwykłych miejscach, bo tutaj to chleb powszedni - sytuacje. Ciężko było się nudzić i nie mieć zajęcia, te zazwyczaj same się znajdywały. Wracając - Raymont widząc napis na bluzie pomyślał, że to jakaś nazwa kapeli, lecz znał ich... bardzo wiele, a ta niezbyt mu się kojarzyła, dlatego wykluczał opcję, że jakaś podrzędna grupka muzyków postanowiła wydać własne bluzy. Postawił zatem na opcję, że to zwyczajnie bluza z losowymi słowami tak jak jego koszulka.
Odpowiedź nieznajomej na temat muzyki zupełnie mu wystarczyła - nawet ta pierwsza. Z osobami, które znał tak długo jak on, również nieczęsto zamieniał więcej niż jedno albo dwa słowa. Gadułą nie był, chociaż dobrą rozmową nie gardził, lecz taką uraczyć mógł jedynie dobrych znajomych oraz ewentualnych wyjątkowo intrygujących nowo poznanych.
- Czyli tak jak myślałem. - odparł i odwrócił się zauważając wychylonego blondyna. Zapewne już coś do jedzenia było gotowe i teraz oczekiwał na czarnowłosego, który jakoś długo nie wracał. Rzucił okiem na dziewczynę, a później znów spojrzał na chłopaka.
- To o nim mówiłem wcześniej. - powiedział i ruszył w jego stronę. Miał nadzieję, że jednak potencjalny pracownik Shibusenu znalazł coś do jedzenia. Gdyby jednak nic nie miał to w trochę niezręcznej sytuacji się ustawił względem tej nieznajomej.
- Przyprowadziłem kolejną głodną osobę. Mamy coś do jedzenia? - zapytał chociaż czuł jakiś zapach, który bliżej nic mu nie mówił, aczkolwiek stwierdzić mógł, że to z pewnością jakieś jedzenie. I to na ciepło. Całkiem dobra opcja.
- Masz. - powiedział wystawiając wodę w stronę blondyna. No, skoro byli już w trójkę to mógł zapytać o pewną istotną rzecz.
- Nie znamy swoich imion, jak się nazywacie? - zapytał, lecz postanowił najpierw samemu się przedstawić. - Ja jestem Raymont, ale mówcie mi Ray. - dodał po chwili z delikatnym, ledwo zauważalnym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Wto Kwi 07, 2015 5:26 pm

Iwiette również nie należała do bardzo rozmownych osób. Nie znała za wiele ludzi, w których towarzystwie czuła się w pełni swobodnie. Jednak zawsze robiła dobrą minę do złej gry. Nie kipiała entuzjazmem, ale nie ignorowała zupełnie rozmówcy. W końcu to ona przyszła szukać jakiegoś odbicia od codziennej rutynowej nudy. Ciekawiło ją ile zajmie rozmówcy dojście do wniosku, że jej z tym miejscem nic nie łączy. Kiedy drugi osobnik zniknął gdzieś, dziewczyna zastanawiała się czy zostanie jej podane coś zjadliwego. Nie marzyła nawet o wykwintnym daniu, ale jednak miała jakieś gusta i minimalne wymogi co do jedzenia. Najważniejsze było, aby jedzenie się nie ruszało, a żyjątka na nim nie wyewoluowały robiąc próbę wybuchu bomby nuklearnej. Także grunt to świeże jedzenie o znośnym smaku i zapachu. Powracając do obecnej sytuacji, Iwiette zadała równie genialne pytanie ciemnowłosemu:
- A Ty czego słuchasz?
Jedna z dłuższych wypowiedzi w ciągu całego dnia. No to się dziewczyna postarała, normalnie będzie mieć zakwasy na języku. Po tym chłopaku nie można było jednoznacznie sprecyzować gustu muzycznego. Był nijaki pod tym względem. Nie miał potrzeby afiszowania się z tym co lubił albo najzwyczajniej nie było to nic konkretnego. W wypadku Iwiette było to połączenie wygody, ciepła, a także możliwości ukrycia kształtów. Nie była pewna swojej figury, będąc przeświadczona, że w górnej części ciała jest jej trochę za dużo. Spojrzała w kierunku pokazanym przez ciemnowłosego. Zobaczyła wychylającego się chłopaka zza ściany. Czyli to on był szefem kuchni. Hm, liczyła, że gotuje lepiej niż można by po nim wnioskować. Nie wyglądał na kogoś kto lubił jeść. Kiwnęła tylko głową do ciemnowłosego, na znak, że przyjęła informację. Również czuła bliżej nieokreślony zapach. Poczuła jednak nutkę czegoś co przypominało jej palone mięso. Jej nos niezbyt wyczulony na tego typu zapachy nie potrafił jednak do końca tego określić. Ale zapewne chłopak przypalił jedzenie albo żeliwny garnek. Oparła się o jakiś stolik, nie lubiła stać bezczynnie. Odpowiedziała na pytanie chłopaka, Ray'a, jak się właśnie dowiedziała:
- Iwietta, Iw, jak wolicie.
Odwzajemniła lekki uśmiech ciemnowłosemu, jednakże w połączeniu z jej obojętnym tonem, mogło to zostać odebrane jako ironiczne. Dziewczyna po prostu niezbyt często się uśmiechała. Spojrzała w stronę drobnego chłopaka, czekając na jego odpowiedz. W końcu nie chciała być niegrzeczna dla kogoś, kto potencjalnie może jej zafundować długie posiedzenie w toalecie. Nigdy nie drażnij kucharza swego, bo łatwo mu się zemścić. Ważna życiowa zasada.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Czw Kwi 09, 2015 10:55 pm

Nagle w jednej chwili został awansowany społecznie. Z największej zrzędy stał się kochanym przez wszystkich kucharzem, a przynajmniej takie odniósł wrażenie, gdy czarnowłosy chłopak – o zwyczajnym imieniu Ray – przyprowadził kolejną osobę. Sasza jakoś nie za bardzo należał do osób wierzących, ale sam wyznawał zasady, że spragnionych trzeba napoić, a głodnych nakarmić. Problem w tym, czy było czym. W końcu nie patrzał ile dokładnie tam tego w garnku czegoś zostało, a tutaj nagle zjawił się dodatkowy chodzący żołądek. Aż go zaczęły zjadać wyrzuty sumienia, że nie zweryfikował wcześniej niczego.
Wodę przyjął nieco ospale, mrucząc pod nosem niezbyt wyraźne „dziękuję”. Nadal nie mógł przywyknąć do myśli, że ktoś mu coś kupił. I nadal czuł się zobowiązany się jakoś odpłacić. A skoro jedzenia może nie starczyć…
Nie czas się zamartwiać Aleksandrze. Choć raz weź się w garść i żyj teraźniejszością, a nie tym, co było lub dopiero będzie. Przeszłości nie ma sensu rozpatrywać, a przyszłość w końcu zależy od tego, co teraz uczynisz. Więc rusz dupsko i zrób, co trzeba.
- Sasza.
Na przykład przyznaj się do swoich słabości. W końcu to nic poważnego. Każdy jakieś ma. Jedni boją się szczurów, a ty nie potrafisz żyć, jak normalny człowiek. Powinni to zrozumieć, w końcu oni też nie są zwyczajni.
- Właściwie to nie umiem gotować, więc lepiej, jakby ktoś inny się tym zajął…
No właśnie. I mógłbyś choć raz spróbować nawiązać jakiś kontakt samemu. W końcu masz plan, co i tak nie jest do ciebie podobne.
- Co tutaj robisz?
Odwrócił się w stronę Iw, która ewidentnie nie należała do społeczności szkolnej. A znajomą Raya też raczej nie była, skoro dopiero poznawali swoje imiona…
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Kwi 11, 2015 1:00 am

Ray jakoś niezbyt dbał o to czy dziewczyna należy do społeczności Shibusenu, czy nie. Zaintrygował go jedynie ten - jak się później okazało - Sasza, który aparycją mówił "nie jestem uczniem", a przynajmniej tak postrzegał to czarnowłosy. Wciąż nie wiedział czy chłopak tutaj pracuje czy zajmuje się czymś innym, ale dalsze drążenie tematu nie miało sensu. Ciekawość Raymonta została zaspokojona. I tak wykazał jej znacznie więcej niż wobec innych osób przebywających w tej placówce. Zazwyczaj normalnie "zwisali" mu, przez co nie zawieszał na nich oka dłużej niż kilka sekund. Miał swoje życie i jego zaangażowanie nie pozwalało mu na interesowanie się innymi.
- Wszystkiego. - odparł najpierw na pytanie, które zostało mu zadane, lecz jego odpowiedź zabrzmiała jakby Ray nawet nie przesiewał tego co leci u niego w słuchawkach tylko wchłaniał wszystko, a to było zupełnym kłamstwem. - Słucham tego co mi się podoba, nie ograniczam się w gatunkach. - dodał po chwili wyjaśniając już, jak mu się wydawało, raczej wszystko. Co do jego wyglądu - nie potrzebował on afiszować się swoim gustem, ani też nie zamierzał wprowadzać ludzi w błąd, że słucha tylko jednego gatunku lub ewentualnie ograniczonej ich grupy. W dodatku specyficzny ubiór był zazwyczaj symbolem przynależności do jednej z subkultur, których Raymont szczerze nienawidził, a nawet poniekąd gardził nimi. Od zawsze żenująco zabawnym wydawał mu się fakt, że ludzie tak bardzo lubią szufladkować siebie i szukać sobie podobnych, aby być w grupie. Po co zamykać się w takich ramach? A najśmieszniejsza była dla niego subkultura punków, którzy wierzyli w indywidualizm, wolność i inne, a sami byli grupą ludzi, z którymi aby się zidentyfikować musiałeś wejść w pewne normy zachowań i niekiedy wyglądu. Więc gdzie tutaj ta wolność?
Ekhem, wracając - po miłym przywitaniu się i obwieszczeniu Saszy, że ten nie potrafi gotować zrozumiał nagle czym jest zapach docierający do jego nosa. Dopiero teraz odgadł, że to swąd spalenizny właśnie z czegoś co przygrzewa blondyn.
- Ja również nie umiem... Umiesz, Iw? - zapytał jakby wiedza, że możliwe jedynie jedzenie jakie mają właśnie traci na możliwości spożycia nie przeszkadzała mu i była zupełnie obojętna. - Coś się przypala, sprawdzę. - dodał po chwili i spokojnym, nieśpiesznym krokiem ruszył do kuchni, gdzie ujrzał jakiś gar stojący na kuchence. Podniósł pokrywkę i ujrzał, że to curry albo coś gulaszo podobnego z mięsem i warzywami. Bulgotanie gęstego płynu wskazywało, że raczej się gotuje, lecz Ray nie był pewien - w końcu jego umiejętności kucharskie kończyły się na robieniu sobie kanapek. Przyglądając się różnym ludziom nauczył się pewnej reakcji, którą było zmniejszenie ognia i odkrycie garnka. Tak też zrobił, a później nawet wziął jakąś długą drewnianą łychę, by móc mieszać zawartość. Szybko odkrył, że to coś w środku przywarło i zaczęło się przypalać, dlatego starał się trochę odskrobać to oraz ogólnie przemieszać dobrze, żeby znów nie zaczęło się przypalać. Szybko jednak ta czynność znudziła mu się i wyłączył gaz. Wyszedł znów do dwójki nowych znajomych.
- Chyba się zagrzało. To chyba gulasz albo curry. Potrzebujemy ryżu. Albo kaszy. Ewentualnie ziemniaków. Tłuczonych. - rzucał słowami nie będąc zupełnie pewnym czy to co mówi ma jakieś odniesienie do rzeczywistości. Równie dobrze można było tą potrawę jeść samą i to żaden gulasz albo curry tylko gęstsza zupa. Nie znał się, musieli kombinować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Kwi 12, 2015 1:48 pm

Ciemnowłosy nie był konkretny w swoim guście. Iwietta tak na dobrą sprawę też. Nie zbyt interesował jej gust muzyczny chłopaka, ale cóż. Wolała nie burczeć na kogoś w momencie, kiedy jest tu prawie, że "nielegalnie". Kiwnęła tylko głową na wypowiedź Ray'a o muzyce. Nie musiała tego komentować. Bo po co? Iwietta lubiła mocniejsze granie, a zazwyczaj nastrój też naprowadzał ją na taką muzykę, więc nie było po co drążyć tematu. Dziewczyna cicho westchnęła. Po czym powiedziała:
- Wszystko w moich rękach. Gotowanie to nie tylko domena kobiet.
Powiedziała to nieco ironicznie, kręcąc nosem. Ale w gruncie rzeczy trochę się z tego śmiała. Nie rozumiała jak można nie potrafić gotować. To było dla niej niepojęte. Sama nie była mistrzem kuchni, ale spokojnie sobie radziła ze zwykłymi potrawami. Iwietta poczuła w pewnym momencie intensywny zapach gulaszu. Najprawdopodobniej wtedy, kiedy Ray podniósł pokrywkę. Poznając też drugiego z mężczyzn stereotypowo po imieniu zaczęła o nim myśleć jak o słowiańskim bracie. W jego akcencie nie doszukała się naleciałości, ale przecież ona też nie mówiła z akcentem. Trudno było ocenić. Każdy kto tutaj przebywa dłużej kreuje się na poprawnego Amerykanina. Tak po prostu było, jest i będzie. Odpowiedziała lakonicznie na pytanie Saszy:
- Zwiedzam.
Nie skłamała, powiedziała czystą prawdę. Całkiem szybko poszło mu wydedukowanie, że nie jest uczennicą akademii. Podobało jej się to. Lubiła przebywać w gronie ludzi inteligentnych. Miała obecnie dość słuchania skończonych debili. Potrzebowała odpoczynku. Niedługo po tym wrócił Ray z obwieszczeniem, już bez ceregieli ruszyła szybkim krokiem w miejsce, z którego przed chwilą wrócił jasnowłosy. Również zajrzała do garnka i rzeczywiście, to był indyjski gulasz, curry. Wzięła małą łyżkę z szafki obok i spróbowała. Było gorące, ale niestety niezbyt smakowe. Brakowało jej pieprzu cayenne albo po prostu chilli. Zaczęła jak u siebie szukać po szafkach przypraw. Zajęło jej to zaledwie kilka sekund, bo miała szczęście znaleźć to czego potrzebowała w drugiej szafce. Nasypała solidną garść chilli i wymieszała. Próbując ponownie, uśmiechnęła się. Pikantny smak dodawał walorów smakowych, nie zabijając przy tym reszty smaków. Wychyliła się zza drzwi w stronę męskiego grona, mówiąc:
- Do tego dałabym ryżu. Ale to jak wy chcecie.
Z powrotem znikła w pomieszczeniu. Garnek był w połowie pełny, ale naprawdę duży. Na trzy osoby spokojnie starczy, a nawet zostanie jeszcze połowa z tego, co jest. Chyba, że jeden z chłopaków je za czterech. Gulasz przestał radośnie bulgotać i był gotowy do jedzenia. O ile znajdzie się gdzieś wystudzony ryż to będzie można zjeść od razu. Chociaż równie dobrze można było zjeść go jak zupę, tyle, że z chlebem. Wróciła po chwili do towarzyszy i oparła się o ścianę, czekając na ich decyzję.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Kwi 19, 2015 8:07 pm

Odpowiedź na zadane pytanie nie okazała się do końca satysfakcjonująca. W końcu w szkole nie powinni przebywać żadni obcy ludzie, a szczególnie tacy, których tożsamości się w ogóle nie znało. Tak przynajmniej mu kiedyś ktoś mówił podczas krótkiego szkolenia. Jego osobiście to… nie interesowało. Tak. Czarnowłosa nie wyglądała w końcu na osobę w jakikolwiek niebezpieczną, a Sasza osobiście mógł poświadczyć na jej osobę w razie ewentualnej kontroli z góry. W końcu dziewczyna się na niego nie rzuciła, próbując wyrwać serce z piersi, więc musiała być całkiem zwyczajna albo chociaż bardzo dobrze zwyczajną udawać.
Okazało się, że właśnie popsuł cały garnek gulaszu, choć to pewnie nieco wyolbrzymione słowa. Danie kojarzyło mu się z domem i to nawet za bardzo. Na tyle, że mógłby stanąć w miejscu i wysłać swoją świadomość do tych pięknych, beztroskich dni. Ale nie mógł, bo zaraz na zawołanie po otworzeniu w garnka, poczuł jak ślina spływa mu do ust. Może jednak uda się to uratować?
Ale brakowało czegoś tam. Czegoś, co sprawiłoby, że mięso i sos nabrałyby więcej wartości odżywczych. Przymknął na chwilę oczy, wspominając jeden z rodzinnych obiadów. Mama zawsze smażyła…
- … placki. Do gulaszu potrzeba placków- odrzekł mało entuzjastycznie jak zawsze, podziwiając z dużej odległości poczynania kobiety w swoim żywiole.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Kwi 20, 2015 11:28 pm

Dla jednych brak umiejętności gotowania był czymś niepojętym, a jedni się z tym borykali. Właśnie tym drugim typem osoby był Ray, gdyż rozumiał jak śmieszny jest brak tak podstawowej umiejętności, ale zwyczajnie w tym momencie niewiele mógł z tym zrobić. W Anglii, w wiosce, w której mieszkał było dosyć... stereotypowo. Był w wielu rodzinach i w każdej twierdzono, że facet w kuchni to same kłopoty i gdzie mężczyzna mógłby gotować skoro on ma wokół domu prace. Dlatego czarnowłosy mimo swojej niezbyt pokaźnej postury zajmował się rąbaniem drewna, noszeniem go, drobnymi naprawami i innymi sprawami tego typu. Czasami kazali mu coś mieszać, gdy gospodyni odchodziła od jedzenia, a to wciąż się grzało. Czynność banalna zatem - prosto mówiąc - nie spieprzył jej nigdy, a więcej od niego nie wymagano w tej kwestii. Zdarzyło mu się ugotować jajka, a nawet jajecznicę potrafił zrobić i zapiekanki, ale te umiejętności ma raczej każdy.
Podobnie jak Sasza obserwował co robi Iw, lecz rozumiał z tego tyle co z telewizyjnych programów po niemiecku. Niby widział co się dzieje, ale "dlaczego?" i "po co?" - tego już nie wiedział. Milczał widząc jak dodaje chilli, gdyż całkowicie zostawił jej działkę gotowania mając nadzieję, że ich nie otruje. Ray lubił ostrzejsze potrawy, zatem dla niego nie było problemu w sporej ilości przyprawy, którą dodała dziewczyna. Jej obwieszczenie, że potrzebują ryżu było trafieniem w przewidywania chłopaka. Jednak dobrze kojarzył, że ten gulasz podaje się z ryżem, ale z chwilowej dumy z siebie wybił go Sasza, który szybkim stwierdzeniem zniszczył wyobrażenia Raymonta wobec tej potrawy. Blondyn w dodatku zdawał się wyciągnąć tą informację z najgłębszych zakamarków pamięci, jakby w pełni przekonany, że to prawda i ciężko było zaprzeczyć komuś kto nie miał zielonego pojęcia co było w garnku i jedynie strzelał.
- Placki...? - zapytał niepewnie, gdyż określenie "placki" jakoś mu nie pasowało do curry. On kojarzył je raczej ze słodkimi wypiekami niż czymkolwiek innym, dlatego obraz jaki stworzyła wyobraźnia nie wyglądał apetycznie.
- A potrafisz je zrobić? - postanowił dopytać, bo nie wiadomo było czy Iw ma tak niesamowitą umiejętność jak robienie placków, a co ważniejsze - czy ma składniki? A może do tego nie trzeba było jakichś poważniejszych składników? W sumie to już przestało mu powoli zależeć z czym zje ten gulasz, gdyż zapach jaki roztaczał się w pomieszczeniu był zbyt kuszący, zbyt mocno pobudzał żołądek i ślinianki, które zdawały się oszaleć. Starał się jakoś dyskretnie przełykać ślinę, lecz niezbyt mu to szło.
Wtem nagle jego zupełne wybujała wyobraźnia przypomniała sobie o świętach wielkanocnych. Święto znane i lubiane przez prawie wszystkich, ale Raya zawsze irytował fakt, że co do cholery wspólnego ma kurczaczek, jajeczka i króliczek z tym świętem? Dlaczego ludzie opychali się czekoladowymi wytworami w tych kształtach? To wszystko było bez sensu. Czarnowłosy stał jak wyłączony, a jego psychika może z głodu, a może z tego, że jest jego psychiką, zaczęła pracować na najwyższych obrotach wałkując non-stop temat wspomnianych wcześniej świąt. Myśli zaczęły go na tyle przytłaczać, że aż ściągnął ze sobą brwi jakby w umyśle walczył z jakimiś niepożądanymi pomysłami, lecz nie mógł wytrzymać. To nie dawało mu spokoju!
- Nie wydaje wam się, że te święta wielkanocne to przereklamowana sprawa? To wszystko jest takie sztuczne. - wypalił zbyt późno orientując się, że już nie myśli, a mówi. Gdyby nie opanowanie emocji to zapewne zaczerwieniłby się teraz ze wstydu, że ot tak wyjechał z dziwnym tematem, lecz zachował powagę i postanowił jakoś rozplątać to.
- Wiecie, te rodziny, które dzielą się słodyczami z uśmiechem. Robią to tylko w dni takie jak te święta, to obrzydliwie sztuczne. Tak jakby nie mogli być dla siebie mili i serdeczni przez cały rok, a potrzebowali do tego jakiejś specjalnej okazji. No i dlaczego ten królik i kurczak? Dlaczego królik chowa jajeczka? Co to ma wspólnego z tym świętem? - zaczął tłumaczyć dalej, aż go poniosło, bo jego głos stał się bardziej nacechowany jakimiś emocjami niż wcześniej. O to akurat nie było trudno, gdyż ton z jakim wypowiadał się Ray był zazwyczaj zupełnie obojętny.
- Moim zdaniem w te święta powinno się żyć normalnie, bez tych sztuczności. Jedyne co każdy powinien zrobić to zwolnić na chwilę w swoim życiu i przemyśleć kilka spraw. Usiąść w fotelu ze słuchawkami na uszach albo z książką w ręce i wyluzować się, aby wszystko w głowie ułożyło się. - mówił tak wiele, jak rzadko kiedy. Te myśli nie dawały mu spokoju i nic nie mógł z tym zrobić oprócz wyrzucenia ich z siebie.

//Ten ostatni akapit ze świętami pojawia się ze względu na event wielkanocny. Niewiele ma on wspólnego z tym jaki jest Ray. ^ ^"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Kwi 27, 2015 6:00 pm

Iwietta nie miała raczej żadnych mrocznych planów względem Saszy. Trzeba zasłużyć na jej nienawiść, a ten niepozorny pan nie dawał jej powodów, aby znaleźć się na czarnej liście. Wydawał jej się w porządku. Był konkretny. Po prostu. Dziewczyna ceniła właśnie takich ludzi. Sama bywała gadatliwa wśród zaufanych znajomych, bynajmniej nie było to normą. Wracając do kwestii kulinariów to Iwietta nie była wybitną kucharką. Zdarzało jej się gotować dla rodziny, kiedy była ku temu potrzeba. To zrozumiałe więc, że potrafiła wypełnić żołądek przeciętnego zjadacza chleba. Zastanowiła się nad plackami. Po czym odpowiedziała:
- Hmm... placki ziemniaczane?
Inne placki nie przychodziły jej na myśl. Ale nie potrafiła skojarzyć jakoś ich smaku z gulaszem. Mogło być to ciekawe połączenie, ale nie była do tego przekonana. Mogła jednak zaryzykować. Głowiła się chwilę nad składnikami do placków. Podrapała się po brodzie, mówiąc pod nosem:
- Ziemniaki.. jajka... cebula... mąka.... hmm.... chyba to wszystko, co byłoby potrzebne.
Dla pewności jeszcze wyciągnęła z kieszeni komórkę i wyszukała przepisu. Zajęło jej to około minuty. Internet upewnił ją w przekonaniu co do składników. Tym razem nie chciała sama robić wszystkiego sama. Zawsze mogła zagonić męskie grono do obierania ziemniaków czy też późniejszego ich przygotowania. Powiedziała po chwili, spoglądając sugestywnie na Ray'a:
- Ktoś musi obrać ziemniaki.
Iwietta najzwyczajniej w świecie nie lubiła obierać ziemniaków. A kiedy już musiała to robić to wychodziły jej kwadratofelki. Tak niestety kończyło się obieranie kartofli w gniewie. Nie było to skomplikowane, ale nigdy nie miała cierpliwości, żeby je cieniutko obierać. Kwadratowe też były smaczne. A do ciapki na placki mogły i być nawet trójkąty. Mruknęła, słysząc Ray'a:
- Komercha.
Nie zamierzała rozmawiać o świętach. Dlatego tak lakonicznie ucięła temat ze swojej strony.

// Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale wypadło mi kilka ważnych rzeczy. :c //
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Kwi 27, 2015 7:47 pm

W kuchennej stołówce wrzało jak nigdy o tej godzinie. Super drużyna złożona z woźnego, broni i człowieka, stawała na wysokości zadania i... gotowała gulasz. No, głodni pewnie byli i zmęczeni, a skoro mieli ochotę, to kto im zabroni! Iw obierała ziemniaki, a reszta egzystowała, pewnie po cichu ją dopingując. Pierwszy, że coś jest nie tak, zauważył Ray, który do tej pory zdążył już wygłosić orędzie na temat świąt Wielkiej Nocy, nie wiedzieć czemu, poczuł dziwny zapach, nijak mający się do pysznego jedzonka, jakie miał zaraz dostać. Właściwie był to raczej okropny smród, który rozszedł się po pomieszczeniu wraz z zielonym, dziwnym gazem. Ray stał przy drzwiach, więc był podatny najdłużej i najbardziej. Mógł oglądać coś przemierzające przez kuchnie i sprawiające nieprzyjemne rzeczy. Jednak zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, czy zrobić, to zakręciło mu się w głowie i padł na podłogę zemdlony.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Maj 01, 2015 4:33 pm

Oczywistym było, że Sasza placków nie umie robić i nawet nie wiedziałby, jakby się do tego zabrać. W końcu gdyby umiał, to by pewnie sam sobie coś ugotował, a nie próbował upolować coś zdatnego do zjedzenia w stołówce. Na szczęście znowu z pomocą przyszłam im ta dziewucha, która chyba była prawdziwą kobietą w swym żywiole, jakkolwiek szowinistycznie to brzmiało. Na dodatek miała magiczny telefon, który mówił jej, co ma zrobić. Saszę zawsze dziwiły te cuda techniki. Sam nawet kiedyś spróbował jeden opanować, ale urządzenie nie chciało współpracować i wyzionęło ducha po miesiącu.
- Ziemniaki mogę obrać- odpowiedział Iw, skrzętnie ignorując przemową Raya. Jakoś zdążył się przyzwyczaić do całkowitego olewania chorych wymysłów uczniów tej szkoły. Inaczej pewnie jeszcze bardziej by oszalał.
Miał już się zabrać do powierzonej mu pracy, gdy nagle poczuł dziwny zapach. Przestraszył się, że to znowu coś się pali, ale na szczęście to tylko Ray okazał się gnijącym zombie, który właśnie umarł. Albo nie. Sasza stanął jak przysłowiowy słup soli i zaczął się wpatrywać w zielony coś, które chyba bardzo lubiło słodkie szoty. A potem spojrzał na zwłoki Raya i wiedział, że będzie miał problem. Nawet jeśli to nie jego wina, to zwalą na niego. W końcu na biednego woźnego zawsze spada najgorsza kara. Trzeba było zatem pozbyć się zwłok po cichu, najlepiej wciągając w to dziewczynę, która chyba też nie spodziewała się takiego obrotu sprawy.
- Zataj czymś usta i nos i pomóż mi go wynieść.- Wskazał palcem na to, co kiedyś było całkiem miłym uczniem i sam zastosował się do swych porad, po czym złapał Raya pod ramię i spróbował wyciągnąć z pomieszczenia. Niestety nie był na tyle biszny, by zabrać go jak księżniczkę z zamku.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Maj 04, 2015 10:15 pm

Jak gdyby nigdy nic cała radosna (i głodna!) atmosfera się posypała. Iwietta poczuła dziwny i okropny odór, a pomieszczenie zabarwiło się na zielono. Nigdy czegoś takiego nie widziała, więc była skołowana do momentu, kiedy Ray postanowił pocieszyć podłogę. Serce jej mocniej zabiło, ale utknęła w miejscu. Co miała zrobić? Uciec? Całe szczęście Sasza zachował spokój i wydał jej proste polecenie. Pozwoliło jej to się odnaleźć w tej sytuacji. Naciągnęła chustkę na usta i nos, zawiązała ją dosyć mocno, tak aby się nie zsunęła. Podbiegła do Ray i złapała go za nogi, tak aby razem z mężczyzną móc go wynieść... przez okno. Olśnienie! Przecież to parter, a obok automatu z jakimiś duperelami było okno. Powiedziała:
- Wyjdźmy przez okno! Tak będzie szybciej!
Puściła nogi Ray'a, widząc, że Sasza jeszcze go nie dźwignął i ruszyła biegiem w stronę okna. Było to zaledwie trzy metry od miejsca upadku Ray'a. Jednakże duszący dym zaczął i na nią działać. Mimo chusty czuła, że obraz robi się mglisty, a oczy ją piekły. Mieli mało czasu. Nie wiadomo w końcu czym jest to zielone gówno. Szybkim ruchem otworzyła okno na oścież, zaciągając się przy tym świeżym powietrzem. Nie trwało to więcej niż sekundę, bo ruszyła w kierunku Saszy i Ray'a. Znów chwyciła go za nogi, mówiąc:
- Przy oknie go puszczę, wyjdę na zewnątrz, podciągniesz Ray'a, spróbuj go wypchnąć. Półtora metra od okna do ziemi go nie zabije.
Wyrzuciła te słowa z siebie, wiedząc, że każda sekunda jest ważna. Jeśli im się to uda, to Sasza podniesie Ray'a, tak aby chociaż biodrami był na wysokości parapetu. Z łatwością Iwietta mogłaby go wtedy ściągnąć z tego parapetu. Jeżeli złapie go pod pachami to nie powinno mu się nic stać przy lądowaniu. A również Sasza zdąży szybko znaleźć się na powietrzu. Plan był prosty. Miała nadzieję, że go zrealizują. Serce jej waliło, a oddech był płytki, starała się nie oddychać tym zielonym dziadostwem, ale to nie było takie proste. Czuła się zagrożona, a adrenalina zalewała całe jej ciało. Uciekać, albo walczyć. Nie było z kim walczyć, więc musiała po prostu uciec. Nie chciała jednak pozostawiać innego człowieka.

//Ray odpuścił tę kolejkę, bo i tak nie ma co pisać, skoro jest nieprzytomny. //
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Maj 09, 2015 11:47 pm

Sasza, w przeciwieństwie do tej tutaj, miał dość duże doświadczenie w sprawie zagrożenia życia. W końcu tyle już mu się udało przeżyć, bo inaczej być nie mogło. Wiedział zatem, że najgorszym przeciwnikiem w żadnym przypadku nie jest potencjalny wróg, ale zwykła panika i strach, która odbierała powoli racjonalne myślenie, a całą ludzką logikę szlag trafiał. Dochodziło nawet do tego, że ludzie zapominali podstawowych rzeczy, jak ilość uciśnięć czy wdechów lub nawet… to, że to nie jest zwyczajna szkoła.
Gdyby udało mu się dorwać jakąś normalną pracę, pomijając fakt, że w normalnej pracy zielone gluty nie wypływałyby z wentylacji, nie musiałby się martwić o skakanie przez okno z parteru. Tym czasem znajdował się w Shibusenie, gdzie wszystko było zdrowo chore psychicznie i odstawało od normy. Dla takiego przykładu, parter znajdował się na tyle wysoko, że jakby puścił Raya, to zostało by z niego jedynie ciepłe mięsko- pożywka dla okolicznych zombiaków i kruków. Oczywiście Iwietta nie musiała o tym wiedzieć, w końcu nie wyglądała jak stała bywalczyni takich miejsc, ale liczył na to, że chociaż trochę jej tego rozumu w ataku paniki zostało. Jak zwykle się mylił.
Oglądał zatem jej poczynania ze stoickim spokojem, czekając, aż w końcu uświadomi sobie, że jej genialny plan nie jest w jakikolwiek sposób do zrealizowania. Oczywiście nie stał bezczynnie, jak ten słup soli. Powoli zaczął zaciągać chłopaka w kierunku jakiegoś ciemnego zaułka na gwałt wyjścia, bo przecież liczyła się każda sekunda. A o pomyłce zapomniał dziewczyny poinformować. Taka z niego gapa.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Maj 29, 2015 4:12 pm

Iwietta postanowiła podzielić się swoim planem z Saszą. Zakładał on, że jakimś cudem wyjdą przez okno i nic im się po drodze nie stanie, a potem szczęśliwi będą mogli dołączyć do innych zebranych już na dziedzińcu. A przynajmniej, że to Ray wyjdzie bez szwanku, który ani myślał kontaktować ze światem. No cóż, może jakiś słaby był, bardziej podatny, nieważne. Kobieta już praktycznie brała się za zamordowanie chłopaka wprowadzenia idei w życie, gdy mężczyzna, woźny, obrońca, postanowił wybić jej to z głowy, ciągnąc przy tym Raya w stronę drzwi. Muszę mówić, że druga opcja była rozsądniejsza? Warto też się pośpieszyć z decydowaniem co zrobić, bo i wasza dwójka zaczęła odczuwać skutki dziwnego gazu, pochłaniającego pomieszczenie pomimo prowizorycznych osłon, jakie sobie zapewniliście.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Maj 31, 2015 8:22 pm

Dziewczyna chyba sobie w końcu zdała sprawę z tego, że wyskakiwanie przez okno z chłopakiem mogłoby być nieco ryzykowane. W takim razie można było chyba w końcu zostać bohaterem w swojej szkole czy inny czort. No właśnie Sasza jakoś nie nadawał się do roli osoby ratującej innych, a raczej na kogoś, kto na wszystko patrzał z boku. To było dziwne. Dziwne i przyjemne, jeśli mamy być dokładni i sprawiło mu niejaką frajdę. Tak, frajdę. Normalnie jakby nagle przestał być Saszą i zaczął być normalnym człowiekiem. Cud w szkole. Alleluja.
A wracając do tematu, złapał z powrotem Raya pod ramiona i zaczął po prostu go ciągnąc w kierunku drzwi. Jak dziewczyna mu nie pomoże to trudno. Zdarza się. Chciał jednak już stąd uciec czy coś.
Za pozwoleniem MG cała trójka z/t
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 103
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Wto Cze 02, 2015 2:17 pm

Dziękuję bardzo, każdy zbiera sobie po dwie dusze w ramach nagrody za przeżycie.

_________________


Prowadzę misję dla:

Viviki i Anzelma
Ikiego i Tsubaki
Rhoshana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Wto Lip 07, 2015 12:57 pm

Dzień minął Nathanowi tak jak zawsze, był nudny i nieciekawy. Nie wydarzyło się nic co byłoby warte uwagi osoby oczekującej czegoś "fajnego" od życia. Jego partner, Mativane, nadal przesiadywał w Chorwacji więc przez te siedem dni do nikogo się nie odezwał, ani słowem. Niektórzy mogliby pomyśleć, że przecież musiał się odzywać do nauczycieli, ale Ci - na całe szczęście - jak zawsze nie zauważali go i ignorowali, dzięki czemu nie został wywołany do odpowiedzi ani razu. Mimo wszystko czuł, że chciałby się do kogoś odezwać, ale nie był w stanie zebrać w sobie dość odwagi, aby podejść i zagadać do obcej osoby. Tak więc teraz radował się, że jego broń wraca już jutro. Och, jak on się za nim stęsknił, sam by siebie nie podejrzewał o to, że potrafi poczuć takie uczucie jak tęsknota. To było ciekawe doświadczenie, ale nie zamierzał do tego nigdy więcej wracać. Wolał czuć się tak jak teraz - kochał tą pustkę, która go teraz przejmowała. Nigdy nie szukał sposobu żeby ją wypełnić, czuł że tak jest w porządku. Aktualnie znajdował się w jednym z cichszych miejsc, czyli na stołówce. Siedział na krześle, z nieobecnym wzrokiem czerwonych oczu wbitym w stół, wydawało się jakby spał na siedząco i z otwartymi oczyma. Co prawda tak nie było, ten stan można nazwać czymś w rodzaju pół-snu. Niby jest nie śpi, ale jest nieobecny. Zresztą i tak nie miał po co być obecnym - jak zwykle wszyscy go ignorowali. Nawet Ci, którzy przechodzili tuż obok niego, nie zwracali zbytniej uwagi na Nathana. Zupełnie jakby go tu nie było, nikt nie zauważył nawet, że nie przyszedł na stołówkę w celu zjedzenia posiłku, a aby odpocząć od zgiełku, który to panował aktualnie w klasach i na korytarzach. Na stołówce dało się usłyszeć głównie szepty uczniów, to o zniknięciu dyrektora, to o tym niedawnym ataku przeprowadzonym na szkołę. Nathan przez chwilę bał się, że te wydarzenia na zawsze zakłócą jego spokój, ale znalazł miejsce, w którym mógł znaleźć spokój. Usypiający spokój, który to Francuz wręcz wielbił ponad życie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Stołówka   

Powrót do góry Go down
 
Stołówka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Stołówka
» Mały salon
» Stołówka
» Sala Rzeźbionego Stołu
» Stołówka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Akademia Shibusen :: Parter-