IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stołówka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Stołówka   Pią Lut 20, 2015 7:50 pm

Stołówka szkolna Shibusen, w której to uczniowie i kadra mogą spożyć ciepłe posiłki. Obiady składają się zwykle z dwóch dań, napoju oraz deseru (zwykle jakieś ciasto/miseczka budyniu). Otrzymywanie jedzenia polega na podchodzeniu z tacą do okienka kucharza/kucharki, który/ra  nakłada obecne w menu dania. Wspomniane wisi na paru ścianach tego dużego, jasnego pomieszczenia. Wszędzie stoją stoły przeznaczone dla maksymalnie sześciu osób. W stołówce znajdują się również automaty z przekąskami oraz puszkami z chłodzonymi napojami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Mar 01, 2015 8:25 pm

Kolejny dzień pracy z głowy - no może nie do końca, bo została jeszcze fucha zwana sprzątaniem. Ale, no ustalmy sobie, że godziny roboty zbliżały się do radosnego końca, a to oznaczało jeszcze bliższą drogę do wypłaty. Wilkołak kręcił się między stolikami z wiadrem i mopem, fartuch typowy dla jego zawodu wisiał mu ledwo co na ramieniu, a w lewym uchu sterczała wibrująca od basów słuchawka. To co robił na pewno nie pasowało do jego wszechobecnej samczej dumy. A może jednak pasowało? Zabrał się za pracę w Shibusen niemal zaraz po wydarzeniach z Wymiaru Wiedźm, z którego uciekł. Sarin została tam, bo robiła problemy i w sumie tyle z tej dziwnej znajomości. Tyle dobrego, że Trost wiedział teraz jak rozpoznać zapach magii. Oraz nabył jakiś dziwny wstręt do rasy czaroludów. Nie była to pełnokrwista nienawiść, ale na bank mężczyzna nie miał zamiaru w najbliższym czasie znowu się z nimi zadawać. Gdzie więc może być daleko od nich? W szkole je likwidującej. Warto też dodać, że wcale źle płacili za takie nijakie stanowisko. Dlatego też wilk stał się opiekunem stołówki. Podobno nawet uczniowie byli spokojniejsi kiedy przy nich był. Nic dziwnego, pracownik podający im jedzenie wyglądał jak zbir, a w dodatku miał wyjątkową lubość do noszenia dresów - szczególnie biorąc pod uwagę obecną pogodę.
Dziwna plama na podłodze przypominająca rozsmarowaną, zaschniętą krew. Albo kupę. Agresywny mop zaczął znęcać się nad nią powodując, że powoli rozpuszczała się, znikała. Tak naprawdę, to był to budyń. W sumie to czemu by po skończonej robocie nie podebrać trochę resztek z kuchni? Chyba nawet nieco go zostało. Nie był wcale słodki, więc idealnie trafiał w podniebienie potwora. Który to właśnie skończył z męczącym zabrudzeniem, wyprostował się i wsparł majestatycznie na mopie wzdychając przy tym ciężko. Wzrok wlepił gdzieś w przestrzeń. Naprawdę, ta robota nie była za ciekawa. Jednakże ratowała jego budżet znacznie lepiej niż dotychczasowe. Jedyne co mu zostało to znoszenie tego ze spokojem, jak zresztą wszystkiego. Nie był młodym szczylem szczekającym o wszystko co mu się nie podoba. Ze swoim stoickim zachowaniem zdecydowanie przesadzał kryjąc lwią część uczuć za pokerową twarzą... Ale czy było to takie bardzo złe? Podrapał się po karku, ziewnął. No mniejsza. Skończyć to co się zaczęło po czym do domu. Chyba, że coś - jak zawsze - pójdzie nie tak.
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Mar 01, 2015 9:51 pm

Minęło już trochę czasu odkąd ostatni raz okupowała Shibusen myszkując w poszukiwaniu braciszka. Na terenie szkoły zawsze była ostrożna - przelatywała obok mało ciekawych uczniów jak duch wiecznie czując, że przykrywka nie jest wystarczająco skuteczną. Dzisiaj była niezwykle niespokojna, czuła się jakby zwracała na siebie uwagę niczym stado wiedźm na miotłach lecące korytarzem i wykrzykujące "SHIBUSEN NOSI BUTY NA RZEPY" czy "SHIBUSEN ŻARTUJE Z POWAŻNYCH TEMATÓW".
Szła korytarzem szybkim krokiem rozglądając się za jakąś znajomą facjatą, aż nagle poczuła na swoich plecach czyjś wzrok. Powoli obróciła się w tył i.. zauważyła jakiegoś nauczyciela, który wpatrywał się w nią jak obrazek, ale nie reagował - mógł wyczuć ledwo wyczuwalną, magiczną aurę Jaśminy, ale pewnie chciał poczekać ze stosowną reakcją. Jaśma uśmiechnęła się lekko do mężczyzny i ruszyła przed siebie. Zniknęła za rogiem i wpakowała się wręcz w panice do pierwszego lepszego pomieszczenia przez sporawe, dwuskrzydłowe drzwi. Powolutku je zamknęła - tak by nie trzasnąć - i odetchnęła z ulgą. Serce biło jej jak porąbane, widmo bycia rozpoznaną nie zwiastowało dobrze, a chociaż miała umowę z Dianą nie mogłaby jej zawierzyć, że nikt nie spróbuje przekręcić tego wiedźmowego karku, który pałętał się po obozie wroga.
Wyluzowana z rozmachem obróciła się przodem do wnętrza sali i zrobiła pierwszy krok, który przerwała jeszcze w powietrzu. Zauważyła dokładnie naprzeciwko wysokiego, muskularnego mężczyznę - opierał się nonszalancko o miotłę, jednak wyglądał tak jakby mógł tym kijem wydziobać jej oko w trzy sekundy.. w porywach na jedną i pół. Opanowała się i uśmiechnęła, chociaż ten uśmiech nie sięgał lekko spłoszonego spojrzenia złotych oczysk.
- Dzień dobry, ja się tylko zgubiłam. - odparła spinając się, a byle głos nie zadrżał. Nogę, którą wciąż trzymała w powietrzu cofnęła o te pół kroku w tył i splotła dłonie za sobą. Jakimś cudem czuła tu psa.. a psy to najprawdziwsze zagrożenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Mar 02, 2015 9:02 pm

Cóż, los serio bywał wredny bowiem ledwo Trost pomyślał o jakiejś zmianie planów w pomieszczeniu zjawiła się nieznajoma. Uczennica? W sumie nieco dziwne, już dawno po lekcjach. Nadal opierając się na mopie wciągnął głośno powietrze, raz, drugi. Kojarzył tą dziwną woń... Ale nie. Jak to możliwe z taką ochroną? Zmrużył brwi. Powinien o tym kogoś zawiadomić? W końcu był częścią kadry szkolnej. Jakby jeszcze wyszło, że nic nie powiedział o intruzie to w połączeniu z jego naturą potwora miałby niezły bałagan na głowie. Z innej strony nadal nie bardzo rozumiał wszystkie zasady panujące w tej placówce. No mniejsza. Była tutaj wiedźma. Po paru minutach uraczył ją smętnym spojrzeniem. Był zbity z tropu, ale mimo to zachowywał pokerową twarz. Przekrzywił jedynie głowę na bok, w ten swój charakterystyczny dla siebie sposób.
- Czego chcesz? - zapytał krótko, mało dokładnie, hucząc przy okazji po pustej sali swoim basowym głosem. Smutny fakt - nie potrafił rozmawiać. Uważał to po części za bzdurę gatunku ludzkiego. Niestety, niezbędną. Co wcale nie znaczyło, że potrafił.
Pomyślał przez chwilę. Chyba coś do niego dotarło. Powinien ją jakoś zatrzymać? Czuł od niej pot, była zmęczona. Więc pewnie jak zacznie uciekać to ją złapie, mimo to lepiej jednak być w gotowości. Obrócił się w stronę nieznajomej, mop uniósł i oparł o ramię. Im bliżej niej był, tym bardziej czuł ten męczący zapach. Kiedy już dystans był niewielki musiał się schylić, próbując samicę okrążyć - i tak, był to faktyczny cel zamierzony. Uwielbiał być dominujący, a takie pierdoły go o tym tylko zapewniały.
- Wyglądasz na uczennice. Dlaczego gubisz się we własnej szkole? Jesteś głupia? - Znowu przekrzywił pytająco łeb. Przy okazji starał się utrzymać kontakt wzrokowy. Był przecież ważny w zrozumieniu pobytu wiedźmy tutaj. Jakby inaczej sprawdzić jej prawdomówność?
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Mar 02, 2015 9:39 pm

Miała ochotę spanikować i wylecieć przez okno zanim nieznajomy zbliży się chociaż o krok bliżej, ale stała jak ten kołek ściskając dłonie za plecami, by nie drżeć. Już wiedziała skąd unosił się psi smród - sprzątaczka śmierdział nim jak wysypisko, a biedna Jaśma nie miała jak rozpocząć hiperwentylacji przez usta, bo upodobniłaby się do mężczyzny.. w jakiś sposób. Nie spotkała się nigdy z kimś, kto miałby za razem tyle dzikich cech - prawdziwy Mr. Zew Natury, wystarczyłoby pewnie zostawić go samego, by zaczął niuchać po kątach i wyć do księżyca. Ten jad w rozmyślaniach wiedźmy wziął się właściwie niewiadomo skąd - może czuła się zagrożona, więc soczyście wyklinała, że akurat podczas ucieczki trafiła na tak podejrzaną, muskularną i.. śmierdzącą personę.  
Zmarszczyła brwi z lekko obrażoną miną słysząc obraźliwy komentarz skierowany do jej osoby. Nie dość, że najpewniej wilkołak to jeszcze cham i prostak. Kto by się tak odzywał do panienki? Czyżby potrzebował tresury?
- Zachowujesz się jak dzikus. - mruknęła tylko obserwując jego poczynania, a cały stres nagle spłynął po niej jak po kaczce. Była wiedźmą - trochę ograniczoną umową o nieużywaniu magii na terenie szkoły - ale wciąż wiedźmą. Żaden skurczybyk nie będzie jej terroryzował. Co to to nie! Oparła dłonie na biodrach i spojrzała na niego spode łba.
- Jeśli tu przyszłam to przyszłam i nic ci do tego! Jestem wolnym.. człowiekiem. - chciała się normalnie zadusić za to zawahanie, ale jedyną reakcją na to "uchylenie" było delikatne nadymanie policzków i zmrużenie oczu. Niczym rybka fugu, tylko brakowało jej kolców.
- Shibusen jest duże, a słabości to rzecz ludzka. Ty też pewnie się gubisz. - ... chamie. Tego oczywiście nie dodala, bo życie było jej miłe, a mięśniak mimo prawdopodobnie rozsądnego podejścia wciąż miał szansę zaatakować, jeśli wyczuje zagrożenie. Niby miała szansę odeprzeć atak siłą woli, jednak.. jej umysł nie pakował na siłowni jak co po niektórzy, więc pewnie nie wyszłoby to najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Wto Mar 03, 2015 8:30 pm

Możliwy strach bijący od wiedźmy wyraźnie parował razem z jej potem. Albo chwila. No tak! Jak mógł zapomnieć. Ten gatunek już tak miał, że magia mieszała mu w uczuciach przez co każde jego zachowanie było mało trwałe. Zasada chorągiewki na wietrze. Sarin też to objawiała. I ten szalony Czarodziej też. Mogli mieć setki lat, a nadal zachowywali się jak bachory. Duma skryta w środku Trosta uśmiechnęła się nie kryjąc triumfu. Ten typ już tak miał - odczuwał wszystko w głębi siebie. Kiedy w jego głowie huczało od zirytowania magicznym gatunkiem, pompowanego ego i wielu innych rzeczy na zewnątrz nadal był sobą - zimnym, niewiele okazującym wilkołakiem z tendencją do dzikości. Hah. Nieznajoma źle wycelowała z obrazą. Mężczyzna po pierwsze na bank nie był jakoś szczególnie obruszony z nazywaniem rzeczy po imieniu - zwierzęciem nadal był, zawsze lepiej niż słabym człowiekiem. Po drugie: za stary był oraz za dojrzały na robienie afery z byle wyzwiska. Po trzecie: wiedział już, że wiedźmy to po prostu tak mają, że muszą się miotać. Będąc przy okazji kurduplami. Czemu wszystkie samice z jakimi miał szansę zamienić słowo były takie małe? W kółko musiał się niekomfortowo garbić, chociaż miało to też swoje wspomniane poprzednio dobre strony - zaznaczenie dominacji, takie tam.
- Też jestem wolny i mam prawo wiedzieć czemu tu jesteś - mówiąc spokojnie nieco się wyprostował. Tak mimo wszystko był gotowy na jakieś ataki z drugiej strony. Mógł się w razie czego szybko odsunąć, wystawić kontrę. - Szczególnie kiedy nie czuję w tej sali żadnego człowieka. - Postarał się dać pannie jasno do zrozumienia co gdzie i z czym. Swoją drogą pominął odpowiedzi związane z gubieniem się - szczególnie, że głupi temat. To logiczne, że jako wilk miał orientacje w terenie. Las, szkoła, miasto. Tylko smrodem się różniły.
Za to inna sprawa przyciągnęła jego uwagę. Zawiesił wolną dłoń gdzieś na poziomie twarzy samicy. Raz, dwa, miał widoczny zamiar dźgnięcia obecnej tu w polik. Tak się przed chwilą śmiesznie zrobiły duże. Jak balony. Hym... Dźgnął. No zrób tak jeszcze raz. To nawet było zabawne. Znowu dźgnął, jeśli miał możliwość. Zaśmiałby się jakby potrafił.
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Wto Mar 03, 2015 11:52 pm

- Jeśli ty masz prawo wiedzieć czemu tu jestem to ja mam prawo ci o tym nie powiedzieć. - zripostowała mało inteligentnie, ale się liczyło, o. Gdy się do niej przysunął, odsunęła się lekko prawie przybijając piątkę łopatką ścianie, jednak wciąż próbowała utrzymywać buntowniczą minę rybki fugu - na rekina czy krakena była za mało straszna.
- Musisz mieć katar, jestem człowiekiem z krwi i kości. - dodała po chwili, a każde słowo wypowiadała zrozumiale, choć z niebywałą szybkością. Wolała zgrywać idiotkę niż dać się schrupać - wiedziała, że on wie, a on wiedział, że ona wie, więc zamknęli się w błędnym kole. To był survival, nie mogła pozwolić, żeby jej kość strzałkowa skończyła jako wykałaczka do zębów! O ile wilkołaki żywią się ludźmi.. Chociaż krew wiedźmowa mogła być niczym ambrozja, ale to właściwie raczej dla wampirów. Wierzyła jednak bardziej w to, że jest jak chodząca ampułka z trucizną, która w razie rozlewu przerodzi się w kwas solny i nic i nikt nie będzie chciał tknąć jej posoki nawet patykiem.
Czując natrętnego palucha, który tarmosił jej polik zmarszczyła lekko nos i odwróciła buzię w bok. Czy to podchodziło pod paragraf? Miała szczerą nadzieję, że tak.. chociaż pewnie prawo ludzi niespecjalnie obowiązywało wiedźmy. Niezauważalnie skupiła się na krześle z tyłu próbując je unieść, jednak stres wywołany kumulacją stresujących wrażeń sprawił, że nie wychodziło jej to za dobrze. Gdy siedzisko z głośnym brzdękiem wylądowało na ziemi tylko mocniej ścisnęła dłonie za sobą i udawała niewiniątko. Co złego to nie ona!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sro Mar 04, 2015 10:06 pm

Westchnął na to głupie stwierdzenie. Ale skomentować nie skomentował, pamiętał bowiem poprzednie doświadczenia z tym gatunkiem - uparte toto, dziecinne, nie idzie przekonać. Uczy się chyba jedynie na własnych błędach.
Jeść panny też nie zamierzał. Od wieków w sumie nikogo nie zeżarł. Nie widział powodu, skoro i tak nie było mu to niezbędne do życia. Pod jakimś względem chyba kochał spokój. Chciał jedynie wiedzieć co tu robi, bo w sumie to przyłapał wiedźmę na przebywaniu w Zawodówce Śmierci, a to raczej nie było normalne, codzienne i wzbudzało podejrzenia bardziej niż wilkołak bydlak pracujący w stołówce szkolnej. Zmrużył oczy na pannicę.
- Jesteś głupia, bo robisz z innych głupich. Nie jesteś człowiekiem. Bo widzisz. Tu nawet nie uczą się ludzie. Nieludzie raczej. Ale też tylko określone typy - oczywiście mógł jeszcze dodać parę wyjaśnień, nie walić ogólnikami... Ale kurde. To dla niego było jak prosto z mostu. Wychodził z założenia, że kiedy on siebie rozumiał, to inni też powinni wiedzieć o co chodzi. No i gdzieś w środku chciał jeszcze małą podręczyć, jej zachowania po części były satysfakcjonujące.
Nawet jeśli odsunęła się nie miał problemu z ponownym sięgnięciem do jej polika, a tym samym nic nie tamowało mu drogi do dalszego molestowania twarzy biednej samicy. Nadal się tak nadymała, to było prawdziwie zabawne. W sumie może gdyby się sprecyzowała toby ją zostawił, tak w podzięce za dostarczenie rozrywki. Poziom to wielki nie był, ale wilk miał mocne skłonności do cieszenia się z małych rzeczy. Bo w sumie co mu w życiu było potrzebne? Pieniądze. Jedzenie. Duma. Pokazanie czasem swojej dominacji. Jedzenie. Spanie. Potrzeby fizjologiczne. Zawiły był tyle samo co prosty czy zwierzęcy. Czemu nie? Tak czuł się dobrze, taki wizerunek i zachowanie uznawał, i dobrze wiedział na co kiwa głową - w końcu sam siebie tak wykreował.
Rzucił mopa w kąt, teraz obie ręce miał wolne. Co też takiego przerażającego zamierzał? Kolejna ręka uniosła się na poziom twarzy wiedźmy oraz ku zgrozie miała taki sam cel co poprzedniczka. Mężczyzna przymierzył się do wyprostowania jakoś twarzy dziewczyny i naciśnięcia polików z obu stron, w tym samym czasie. W zasadzie nic jeszcze nie zrobił, a już jakiś dziwny nerw w jego stoickiej twarzy nie wytrzymał i wyrwał się, za nim poszła wcale mała grupa. Powstał uśmiech. Ale taki dla Trosta typowy - krzywy grymas. Przynajmniej szczery. Samo wyobrażenie sobie tej sytuacji było chyba w jego głowie wystarczająco zabawne.
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sro Mar 04, 2015 11:02 pm

Miała silne wrażenie, że sprzątaczka nie brał jej na poważnie nawet w najmniejszym stopniu. Żartował z niej, chociaż się nie śmiał, a jego.. uśmiech? wyglądał dość nieprzyjemnie. Miał ładną twarz, no.. przystojną można powiedzieć, ale  ta cała krzywa i psia otoczka sprawiała, że Jaśmina dziwnie się czuła w jego towarzystwie. W dodatku mężczyzna chyba miał kompleks wyższości i swoistej dominacji, bo co rusz podkreślał to, że jest wyższy, mądrzejszy i w ogóle naj, wow. To, że była niższa i prawdopodobnie młodsza nic, ale to nic nie znaczyło - przynajmniej pachniała przyzwoicie, a nie jak stado dzikich psów.
- Jeśli robię z innych głupich, to znaczy, że ty też jesteś w tym momencie głupi. - odparła unosząc jedną brew do góry i "zakładając" ręce w kolejnym, buntowniczym geście. Wciąż nie schodziła z jej buzi obrażona mina, trochę mniej groźna niżeliby pragnęła.
Gdy ten rozpoczął proces molestowania jej pulchnych polików, stwierdziła, że to czas by się zrewanżować. Podwinęła rękawy bluzy i wyciągnęła łapki, by dotknąć jego twarzy, tylko.. był trochę za wysoki. Miała na sobie buty z dość niską koturną, która nie dawała jej pola do popisu, zaś wilkołak był dość.. duży. Nie dość, że wysoki to jeszcze sobie dodawał, a ona miała krótkie rączki. Poddała się po krótkiej chwili, chociaż pewnie szybciej przerwał tą próbę jej nowy znajomy.
- 1:0. - odparła marszcząc zabawnie brwi i nosek. Nie miała się na czym unieść, a miotła była w torbie. Taki już minus jej telekinezy, że nie mogła oddziaływać na samą siebie, a tylko na przedmioty czy ewentualnie wytwarzać swoiste bariery. Niestety, nie mogła jej nadużywać w szkole - tak umówiła się z Dianą, a chciała być rzetelna w swoich obietnicach.
Wykorzystała fakt, że jest niższa i nagle uleciała pod jego ramieniem i poleciała przed siebie stając bardziej za nim. Teraz mogła się cofać do woli, jednak.. nie wiedziała co powinna zrobić, by zwiać. Wilkołaki - o ile nim był, bo tylko to zakładała - były bardzo szybkie i zwinne, jednak wiedźma była niższa - większy mężczyzna mógł mieć w pierwszej chwili problem ze złapaniem jej. Ruszyła pędem i wskoczyła na ławkę skacząc po nich w razie, gdyby ją zaczął gonić lub po prostu stawając na jednej, jeśli nie puściłby się biegiem.
- Jesteś człowiekiem w takim samym stopniu co ja! - odparła, bo.. przecież tak było. Nawet jeśli była wiedźmą, wciąż mogła nazywać się człowiekiem, różniło ją to, że miała magiczne zdolności. Mówiąc to bazowała na tym, że ten jest potworem - Jaśmina czuła od niego psem tak wyraźnie, że dałaby sobie dłoń uciąć, że jest książkowym przykładem wilkołaka, o których kiedyś opowiadała jej pani Wiedźma. Ta często wędrowała, więc znała się na rzeczy i nigdy by jej nie okłamała.. prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Czw Mar 05, 2015 8:16 pm

Słysząc kolejne "argumenty" z ust wiedźmy już nawet nie miał sił ich komentować - bo w sumie też po co? Wiedział, że to on ma tu racje. A ta tutaj była po prostu typowym przedstawicielem swojego upartego, cofniętego w rozwoju gatunku. Chociaż. Można się zastanawiać nieco nad tym, czy osoba stojąca przed nim nie jest przypadkiem po prostu młoda. Czemu nie? Wśród potworów też bywały osobniki stare i te przeciwne do nich, z czego nikt nie wykluczał pojawienia się rocznego bobasa czy parowiekowego dziadka. Sam zaś był raczej w wieku całkiem ludzkim jak na stwora. I wolałby uniknąć długowieczności, bo po co to komu? Natura już taka jest, że wszystko kiedyś umiera. Raczej we wcale długim czasie od urodzin. Chyba, że mowa o żółwiach, ale to inna sprawa.
Porzucając rozmyślania, ważniejszym stało się zrozumienie czemu ta mała sięgała mu do twarzy. Oczywiście nie udało jej się to. Już miał się schylić by zrozumieć o co chodzi, a uciekła. Z początku ledwo to zauważył, drobna była, szybkość też była zdecydowanie po jej stronie - patrząc na fakt gabarytów chociażby. Tyle dobrego jednak, że nie uciekła z sali, wręcz przeciwnie - wlazła bardziej wgłąb, jej pocieszna mimika nadal była ku uciesze Trosta obecna. Gorzej z faktem, że wlazła z buciorami na stół. Zmrużył oczy. No zero szacunku do jego roboty. Powoli obrócił się w jej stronę, jak i również zaczął się zbliżać. Trochę starania dałoby mu możliwość z pomocą dwóch susów dostać się na stolik, jednak wolał unikać takich błazeństw. Jeszcze by dziewkę spłoszył, a kto wie co wiedźma może zrobić w momencie zagrożenia. Tymczasem magiczna samica użyła po raz pierwszy w tym spotkaniu mózgu.
- W podobnym. Różnimy się. - Był już obok stolika. Uśmiechnięta twarz  powoli wracała do normalności. - I mamy chyba różne cele. Bo widzisz. Ja tu pracuję. A ty... Co robisz? - Uniósł głowę do góry, tak żeby mieć odpowiedni kąt patrzenia. Od razu uprzedzam - zero gapienia się na bieliznę. Prostszym sposobem uzyskania odpowiedniego kontaktu wzrokowego byłoby wejście na sąsiedni stolik, wtedy jednak musiałby możliwie mocno poodnosić głos. Zgadliście, nie miał na to chęci.
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Czw Mar 05, 2015 9:46 pm

Wpadła z buciorami na stół, ponieważ tutaj czuła się wyższa od "agresora" i lepiej widziała stołówkę, co stawiało ją w lepszej pozycji. Oczywiście tylko ona tak sądziła, ale się liczy - bo jeśli Jaśma coś stwierdza, to jest to niezaprzeczalny dowód, że tak na pewno jest. A jeśli nie to.. patrz punkt pierwszy albo... O PATRZ, PTASZEK TAM! No i gdzie ta przemądrzała wiedźma..?
Wracając - mimo tego, że pieseł zbliżał się do niej, wciąż twardo stała na swojej ławce. Mogła w razie czego ją unieść - chociaż nie zbyt wysoko, bo duże przedmioty sprawiały większą trudność niż miotła, do której jest przyzwyczajona.
Gdy ten spytał się jej co tak właściwie to robi, trybiki w tym blond łbie przez chwilę zaczęły zapierniczać na zwiększonych obrotach. Właśnie.. co ona tu właściwie robiła? Ah, no tak - szukała braciszka! Nie mogła go znaleźć, a potem przyłapał ją belfer i.. zwiała do pierwszej lepszej sali, która okazała się być stołówką z niespodzianką w postaci wilkołaka. Zwodnicza Karmo - kiedyś ta wiedźma przetrzepie ci facjatę kijem!
- Szukałam brata, a ty mnie sterroryzowałeś. - odparła marszcząc brwi, a gdy ten przysunął się zbyt blisko, ta zwiała o krok w tył o mało nie zlatując z blatu. Przeskoczyła na drewno obok i położyła dłonie na biodrach. - I dalej to robisz, więc depczę ci stoły. - dodała po chwili. Naprawdę zachowywała się jak bachor, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Jaśmina właściwie miała 16 lat i chociaż była bardzo mądra to do jakoś specjalnie inteligentnych osób nie należała. No, bo podobno jest tak, że jak jest się mądrym to się dużo wie - a ona tak ma - a jeśli jest się inteligentnym to nie musi się wiedzieć, a wystarczy siła mózgu. Cóż, Jaśmie pewnie tam się trochę poprzewracało przez nadużywanie ze względu na telekinezę, więc nie powinno jej się winić, że pozostała na poziomie 13-latki.
- To zemsta, bo nie mogę tu.. - za późno ugryzła się w ten swój długi język, zapomniała się totalnie. Przecież mężczyzna pewnie nie zaatakował jej, ponieważ sądził, że kryje w rękawach toksyczne żabole i w każdej chwili może złoić mu tyłek! Wiedźmy uchodziły za dość groźne istotki, a Jaśma zwyczajnie była głupim przychlastem, indywiduum pośród potężnych czarownic.. ale tylko gdy była w Shibusen! Gdyby mogła używać magii.. tak normalnie.. to nie musiałaby się bać i uciekać jak byle Francuz czy Włoch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Czw Mar 05, 2015 10:32 pm

Interwencja MG
Zapewne wiedźma nie zdawała sobie z tego sprawy, jednak w szkole były osoby z umiejętnością percepcji duchowej. W skrócie mogły widzieć dusze i wykrywać takowe w określonej odległości. Taką umiejętność praktycznie mógł mieć każdy władający w EAT, jednak nie wszyscy musieli korzystać z niej cały czas. Jedna władająca akurat odbywała swój duchowy trening, kiedy jej zmysły wykryły duszę. Inną niż potworów, ludzi czy władających lub broni. Wykryła duszę wiedźmy i momentalnie się podniosła z ławki, na której siedziała i medytowała sobie w siadzie tureckim. Była na tyle wyszkolona w walce wręcz, że powinna jako tako dać sobie radę, jednak po drodze dorwała również swoją broń. Czarną smukłą katanę, której pochwę przywiązała sobie do pleców. Szybkim ruchem, wymijając praktycznie wszystkich uczniów poszła w stronę miejsca z którego dochodziło to osobliwe przeczucie. Wiedźma najwyraźniej była albo młoda albo strasznie lekkomyślna skoro paradowała po Zawodówce bez Soul Protect. Po drodze pozdrowiła kilku swoich znajomych z EAT i poprosiła, by jeden z nich zawiadomił wicedyrektorkę. Drugi miał ją ubezpieczać i zatrzymać się przy stołówce, za drzwiami.
Po kilku chwilach do drzwi podeszła i ona. Otworzyła je i weszła do środka, uważnie zerkając na znajdujące się tam osoby i trzymając dłoń na rękojeści katany. Dziewczyna miała około 160 cm wzrostu, czarne długie włosy związane w dwie kitki oraz niebieskie oczy. Na prawym boku miała ślady po szwach. Warto również napomknąć, że była płaska jak każda decha. Na sobie miała połączenie płaszcza oraz bluzy z kapturem w kolorze czarnym, z białym paskiem który przebiegał wzdłuż rękawów. Być może była dresem i tak się oceniało jej siłę (legenda głosi, że ilość pasków na dresie świadczy o sile dresa). Poza tym nie miała żadnej koszulki, przez co widać jej było materiałowy czarny stanik. Na pupie miała czarne materiałowe szorty, które trzymał pasek ze skowronkiem na sprzączce. Jej nogi były ładnie podkreślane przez parę butów za łydkę. Również w kolorze czarnym i na niezbyt wysokim obcasie, który ewidentnie był podbijany metalem. Na rękach natomiast gościła para rękawiczek bez palców z 8 ramiennymi gwiazdami na wierzchu dłoni. Dziewczyna spojrzała najpierw na Trosta, a potem na Jaśminę. Na oko można by dać władającej tak z 16-17 lat a Trost jeśli pracował dłużej to już mógł się domyślić kto z jakiej jest klasy. Mógł wiedzieć, że ta dziewczyna jest z EAT tyle, że jeśli chciał wyrwać samicę to miał niezły orzech do zgryzienia. Jakoś nigdy nie rzuciło mu się w uszy jej imię.
- Przepraszam. Masz może pozwolenie dyrekcji na przebywanie tutaj? To bardzo nierozsądne, by zapuszczać się na teren Zawodówki bez Soul Protect - odpowiedziała dosyć grzecznie, mając na twarzy dosyć miły uśmiech - Pozwolisz, że zapytam o cel przybycia tutaj? Oczywiście możesz mi go też wyjawić podczas spaceru do gabinetu. Pan też z nami pójdzie - spojrzała na Trosta. Dziewczyna mimo pozornego luzu miała spięte mięśnie, gotowe do wykonania akcji a za drzwiami czekało już dwóch uczniów EAT.

władająca
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Mar 06, 2015 2:05 am

Powszechna opinia o tym, że Sasze w życiu żywiły się jedynie nienawiścią do uczniów i tanimi romansami nie była nie tyle zła, a jedynie lekko niepełna. Czasami, jak każdy normalny człowiek, bo w końcu chyba jako jedyny był tutaj człowiekiem, musiał iść coś zjeść. Problem polegał na tym, że nóż w jego dłoniach stawał się potencjalny zagrożeniem dla saszowego życia, a wszelakie garnki wybuchały, jeśli nie dodało się do nich papryki. Na warzywo to jednak nie mógł już patrzeć, więc jasnym było, że musi albo zapolować na jakąś przebiegającą kanapkę, albo jak kulturalna osoba zjeść coś w stołówce.
Sasze jednak przyciągały jakieś niespotykane nieszczęścia, które na dodatek chodziły parami albo trójkami. Po bezceremonialnym wyminięciu uczniów, którzy chyba się zgubili (w sumie nic nowego, tutaj każdy się gubił albo spotykał niespodziewanie na środku korytarza; ta szkoła nie była w końcu normalna), wszedł do stołówki, gdzie chyba rozgrywał się akcja kolejnego odcinka Dlaczego Ja?. Rozejrzał się więc szybko swoimi żółtymi ślepiami, czy aby czasem, gdzieś zza lady nie wyskoczy jakiś pan z kamerą, żeby uwiecznić jego wejście. Nigdzie się jednak taki nie pojawił, więc olał toczące się w tragedie, bo były w życiu rzeczy ważniejsze. Na przykład jego pełny brzuch.
Podszedł do stoiska z jedzeniem i się nieco zaskoczył. Nie było tam nic. Znaczy było, ale nie było. Taka dziwna zbieżność okoliczności. A potem do tego zakutego łba dotarło, że w sumie szkoła jest już normalnie zamknięta i tylko takie dewianty jak on zostają do późnych godzin. Nie należało się jednak poddawać, bo kierujący tym wszystkim, który chyba właśnie sprzątał (+10 do reputacji, przynajmniej Sasza nie będzie musiał tego robić za niego) i wydawał się być w miarę normalnym człowiekiem... czy czymś tam. Tutaj można było jedynie się spodziewać nieludzi.

- Jest jeszcze coś do jedzenia?- zapytał bez ogródek i innych terenów zielonych.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Mar 06, 2015 8:35 am

//CO TU SIĘ DZIEJE XDDDDDDDDD

Trost widząc kolejne ślady po butach na stołach jedyne co miał do powiedzenia to przewrócenie oczami. Oh wait, to brzmi jak: "piszesz obrażonym tonem". No mniejsza. Przewrócił oczami. Prawdopodobnie należał do tego zacnego grona osób mającego cierpliwość jedynie do swoich młodych. Obce były irytujące i męczące.
- Nie terroryzuje cie. Tylko wykonuje swoje obowiązki. Wiedźmy nie mogą być w Shibusen. - Westchnął. - A ty jesteś głupia, bo nie potrafisz tego zrozumieć - mówił dokładnie to, co odczuwał. Raczej był osobą szczerą w rozmowie, uważał na to co mówił jedynie w momentach zagrożenia. Chwila, moment. Mag nie był niebezpieczny? Widocznie tak. Skąd wniosek? Dlaczego wilkołakowi nic się jeszcze nie stało? Dlaczego ta mała tylko uciekała? I ta jej ostatnia wypowiedź. Mężczyzna typem mózgowca nie był, ale myśleć potrafił. Szczególnie kiedy coś robiło się podejrzane. Dalej nie miał jak tłumaczyć dziewczynie jej głupoty, do stołówki wpadła jakaś uczennica. Taaak. Wilk posiadał wyostrzone zmysły, to jasne. Świetnie odczuwał zapach, nie miał najmniejszych problemów z orientowaniem się w nim, dlatego też nawet nie pracując wcale długo już jako tako pamiętał woń osobnych uczniów. Nic mu w tym nie przeszkadzało, szkolne jedzenie nigdy nie grzeszyło mnogością przypraw. Osoba płci żeńskiej stojąca tu teraz ze swoją Bronią chyba nawet dzisiaj stałą w kolejce po zupę. Nawet jako tako orientował się, że obecni tu partnerzy należeli do jednej z tych wyższych klas. Problem stanowiła ogólna tożsamość, wygląd, charakter oraz co tam jeszcze dziewka mogła posiadać - bo faceta to zwyczajnie nie interesowało. Uczniowie byli uczniami, niczym więcej, gęby do wykarmienia. Po co się nimi interesować? Odwrócił się do poprzedniej rozmówczyni plecami. W głowie huczało mu dumne zdanie: "Widzisz, miałem racje." Teraz tylko jednak zostało jakoś dogadać się z tą tutaj zapewne znerwicowaną panną. Ughr. Nienawidził gadać.
- Nie pamiętam, aby w mojej umowie o prace było wspomniane o słuchaniu rozkazów uczniów. Wiedźma jest w szkole. Nie powinnaś zgłosić tego nauczycielom? - Mówił sucho, spokojnie. Gorzej z doborem odpowiednich słów. - Już się tą tutaj zajmuję. Zaraz powinna być u dyrekcji. Wspomniała coś o poszukiwaniu rodziny. - Powoli odsuwał się od stolika z młodą czarodziejką - nie miał jednocześnie zamiaru zbliżać się do Władającej. Co jak co, ale wolał nie pakować się od razu w sytuacje skrajnie niebezpieczne. Teraz zagrożeniem było stanie między czarownicą, a uczennicą - obie były w końcu samicami z odpowiednimi zdolnościami. Życie jednak toczyło się swoim dziwnym biegiem, do sali wpadł... Woźny. Niecodzienna sprawa, ale kadra Shibusen wyraźnie składała się z samych indywidualistów. Trost kojarzył mrukliwego ciecia, dziwną psycholożkę i bibliotekarza odzywającego się równie dużo, co sam potwór. I chyba nawet odczuwał od niego zapach bestii, więc należeli do tej samej ligi. Z takimi osobami nie chciałby tworzyć stada, ale nie przeszkadzały mu jakoś szczególnie. Nawet ten tutaj szukający pożywienia samiec nie był irytujący, nawet będąc człowiekiem.
- Idź do kuchni, zostało nieco deseru i zupy. - Wskazał paluchem jako tako lokalizację wspomnianego miejsca. - Przejdź tylko naokoło. Bo tu jest trochę niebezpiecznie. - Dodał jednak po chwili. W sumie to nie powinien gościa zatrzymać? Nie widział sensownego powodu.
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Mar 06, 2015 8:58 pm

//EJ JA NIE WIEM

Nie skomentowała odzywki wilkołyka, ponieważ poczuła coś na wzór.. zagrożenia? Jaśma nie umiała tego wytłumaczyć, może to instynkt samozachowawczy, ale w momencie, gdy drzwi się rozwarły, a do środka wpadli "shibusenowi federalni", wiedźma usiadła na tyłku na blacie i splotła dłonie opierając je grzecznie na udach. Poprawiła jeszcze spódniczkę i przybrała najbardziej niewinny wyraz twarzy jaki mogła - tak kazała zrobić Diana. Jeśli nic nie przeskrobała to wystarczyło udawać niewiniątko i powołać się na jej osobę. Mimo wszystko mogła mieć kłopoty, więc nawet jeśli będzie udawać słodziaka.. to prawdopodobnie nic nie da. Dla snobów z EAT każda wiedźma równała się z zagrożeniem, nawet.. nawet jeśli Jaśma miała wyraźny powód by odwiedzać placówkę.
- Hejoszka~ - odparła uśmiechając się lekko i machając jej na przywitanie. Babeczka sprawiała wrażenie strasznie nadymanej, jakby fakt, że wiedźma siedzi w szkole był jakiś specjalnie specjalny.. a nie był. Powinna chociaż trochę spuścić z tonu, gdy zobaczyła takie młode pizdryczko niewiniątko!
- Zawarłam umowę z panią wicedyrektor Dianą. - gruchnęła radośnie. Czy się stresowała? Nie za bardzo. Wierzyła, że królowa lodu w razie czego potwierdzi zbieżność zdarzeń i ich ewentualną relację. - Mam w tej szkole brata. - dodała po chwili poprawiając przy tym blond pukiel, który zaplątał się gdzieś nieładnie przy bluzie. Jaśmina była całkiem szczera, odpowiadała bez mrugnięcia okiem czy nawet delikatnego zawahania. Właściwie cieszyła się, że ktoś - w pewnym sensie - przybył jej na ratunek, bo przy sprzątaczce czuła się dość zagrożona. Wierzyła, że EAT uzna jej immunitet i nietykalność i najwyżej dostanie jej się po łapkach za używanie magii. Zignorowała chłopaka, który przyszedł do stołówki tak jak i on zignorował ją. W dodatku nie miała zamiaru jeszcze podnosić się z miejsca, a w razie gdyby panna odpowiedziała, Jaśma rękawem zaczęła przecierać ledwo widoczne ślady obcasów na drewnie.


Ostatnio zmieniony przez Jaśmina dnia Sob Mar 07, 2015 1:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Mar 06, 2015 10:13 pm

// W sumie zrobiłem to do czego powinien każdy MG się przyczepić, czyli zwrócić uwagę że w szkole pojawiła się wiedźma bez Soul Protect. Spokojnie, urozmaicam wam tylko grę jak każdy dobry MG ^^.
W sumie na stołówce mogło się dziać coś groźnego, więc dwóch uczniów EAT gotowych do interwencji stało przed drzwiami. Widzieli, że ktoś nadchodzi jednak nie była to ani dyrektorka, ani ktoś z odpowiednimi kompetencjami. Ino woźny zwany Saszą (nie Gray), szedł sobie jak gdyby nigdy nic wprost na drzwi stołówki. Jako, że mieli czekać albo na dyrektorkę albo na jakiegoś nauczyciela, zwyczajnie zastąpili mu drogę. Obaj władający byli dosyć wysocy, gdzieś tak około 190 cm wzrostu. Jeden z nich był ubrany w czarny płaszcz bez rękawów, a na głowę miał narzucony kaptur. Na twarzy miał maskę arlekina, a w dłoni dzierżył błękitny topór jednoręczny jakby utkany z wody i wiatru. Miał czarne spodnie oraz buty sportowe (jakieś nike w czarnym kolorze). Był dosyć dobrze zbudowany, a ręce miał oplecione bandażami. Jego kolega natomiast był całkowitym przeciwieństwem. Jego strój był bardzo kolorowy, a zarazem prosty. Nosił T-shirt we wszystkich kolorach tęczy z charakterystycznym, hipisowskim znaczkiem oraz miał na sobie krótkie niebieskie spodenki materiałowe. Na nogach miał białe skarpety i sandały do nich (te słomiane oczywiście). Włosy miał ufarbowane na fioletowo i postawione na irokeza. Wyglądał na cherlawego, aczkolwiek był dosyć szybki i zwinny. Miał niebieskie oczy, a w ręku dzierżył rapier z czystego światła. Obaj wyciągnęli w stronę Saszy rękę – Przepraszamy, nie możemy Pana wpuścić z powodów bezpieczeństwa. Czekamy na Panią dyrektor albo jakiegoś nauczyciela – ostatecznie nie dali mu wejść zwyczajnie.
Wróćmy do stołówki. Dziewczyna spojrzała dziwnie na Trosta. Zachowywał się nader podejrzanie, próbując przede wszystkim grać na czas i odwieźć władającą od pomysłu pojmania wiedźmy. Czyżby był z nią w zmowie? – Zostało to zgłoszone dyrekcji szkoły, a w tym czasie jako uczniowie EAT zajmiemy się pojmaniem lub przetrzymaniem wiedźmy – powiedziała. Nikt nic nie przekazał uczniom, że w szkole może przebywać wiedźma. Zresztą to było nie do pomyślenia, bo przecież równie dobrze to mógł być szpieg. Władająca wyciągnęła katanę z pochwy (od miecza, bez skojarzeń) i trzymała ją nisko, dokładnie obserwując ruchy wiedźmy jak i Trosta. Niewykluczone, że mogli być w zmowie, gdyż zwyczajnie pracownik zbyt bronił Jaśminy. Zahartowana w bojach uczennica wiedziała, że nawet niepozorny przeciwnik może być groźny, dlatego nie traciła z oczu małej wiedźmy, która siedziała sobie na blacie. Niewinna minka zadziałałaby na każdego innego, gdyby EAT nie miało wpajanego poczucia obowiązku.
- Zawarłaś umowę? W takim razie pokaż dokument tej umowy. Co do rodziny to jaką mam pewność, że nie kłamiesz? – odpowiedziała całkiem trafnie i czekała, czy Jaśmina wydobędzie owy dokument, który z wielką chęcią uczennica sprawdzi. O ile oczywiście wiedźma taki dokument miała, bo na słowo może się każdy powoływać. To, że mogła kogoś szukać równie dobrze mogło być kłamstwem, a zwyczajnie na wyprowadzenie w pole przez taką bajeczkę żaden EAT, co więcej nawet myślący NOT by nie pozwolił. Z założenia wiedźmy i czarodzieje były wrogami Shibusen, więc nic dziwnego że tak zareagowała elita tej szkoły. Jeśli władająca nie otrzymała żadnego dokumentu dała wiedźmie ostatnie ostrzeżenie - Polecam iść po dobroci. Za drzwiami czeka jeszcze 2 EAT - nieco skłamała bo licząc bronie to jest ich 4 za drzwiami - Pan także się dziwnie zachowuje, więc również zapraszam ze mną - uniosła nieco katanę i machnęła sobie parę razy w powietrzu kreśląc jakiś znak. Oczywiście nie było to widoczne dla osób, które nie miały wykrywania czy wyczuwania fal dusz, ale uczennica właśnie umieściła w pomieszczeniu pewnego rodzaju pieczęć ochronną, która miała w razie czego sprawić że jeśli dojdzie do walki to nie ucierpi na tym cała szkoła. Ot, zwyczajna bariera.

//Jako, że Sasza nie znajduje się w stołówce przez „you shall not pass” uczniów akcje napisane z uwzględnieniem jego w stołówce są nieuznawane. Co więcej Jaś nie masz KT, ani nie masz nigdzie wpisanego Soul Protect więc masz jakieś farmazony w poście na ten temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Mar 06, 2015 11:07 pm

Trost stał sobie nieco na uboczu i zastanawiał się nad tokiem rozmowy. Z jednej strony stała podejrzliwa do granic możliwości elita szkoły, której dzisiaj nakładał na tacę żarcie, a z drugiej siedziała sobie dziecinna wiedźma. Jej argumenty powoli traciły na ważności. W dodatku znajomość z nią nie była niczym ważnym. Ot zainteresował się obecnością czarownicy w szkole. Niewiele była skłonna powiedzieć. I pobrudziła mu stoły. Dopiero teraz bałwan wpadł na to, że w sumie nie miał powodu do bronienia jej, a uczniowie raczej nie mieli zamiaru odpuścić. Ewentualność samodzielnego zaprowadzenia czaroluda do dyrekcji prysła jak bańka mydlana. Wilkołak westchnął. Dlaczego to zawsze on musiał wpadać w kłopoty? Nawet kiedy chciał od życia jedynie świętego spokoju, skończyłby sprzątanie stołówki, zamknąłby ją na noc i poszedł sobie do domu. Niby niewiele, a jednak trzeba było o to walczyć niczym lew. Wilk? Zwierze to nie jest odpowiednią definicją odwagi, przynajmniej nie jest za takie uważane - o dziwo. Przecież to koty w świecie zwierząt są najbardziej strachliwe oraz leniwe. Odwaga wcale nie jest u nich cechą codzienną, w porównaniu do uwielbiających żyć w stadzie wilczurów, lwy i podobne temu wypadały zwyczajnie blado.
Ale moment. Z tymi wszystkimi rozmyślaniami zgubił się główny ich powód, czynnik zapalny. Sens tego całego przedstawienia. Czas pracy. Pójście do domu. Przez to zamieszanie mężczyzna zapomniał o tym, że miał przecież niedługo kończyć. A ten obecny bajzel tylko niepotrzebnie zabierał mu cenne minuty. Skrzywił się faktycznie podirytowany. Wiedźmy sprowadzają pecha.
- Niech będzie. - Mruknął do Władającej, po czym ruszył w stronę czarodziejki nie czekając na jej reakcje, czy kolejne dziwne wytłumaczenia. Mogła sobie nawet robić słodkie minki, wierzgać, uciekać. Zamiarem wilka stało się złapanie jej i przewieszenia sobie przez bark. Styl trzymania worka ziemniaków. Mieli tam razem iść, no nie? Młoda nawet zmuszona do pójścia w określone miejsce mogła robić problemy, taki chwyt więc wydawał się mieć dla potwora sens. Raczej szybko ją dopadł. W końcu zależało mu na czasie. Starał się zwyczajnie.
- Musisz to wyjaśnić. Szkoła o tym nie wie. - Oświadczył sucho tłumacząc swój ruch prawdopodobnie poszkodowanej. Zakładając, że udało mu się małą dorwać zmierzał teraz z nią w kierunku panny od wywijania mieczem. Nie zbliżał się jednak gwałtownie. Wspomniane machanie kataną nie wyglądało najbezpieczniej.
- Czyli prowadzisz. - Zwrócił się do uczennicy, raczej stwierdzając fakt. Cóż, czasem nie potrafił nawet pytać.
Co, jeśli jednak nie sięgnął wiedźmy? Zależy od sposobu w jaki uciekła. Wyrwać się mu jakoś specjalnie nie mogła, nie trzeba być geniuszem by stwierdzić to chociażby po różnicach w wyglądzie obojga. Do wymykania się był przygotowany. Gorzej będzie, jeśli użyje czarów. Czy użyje? Podobno nie może. Podobno...
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Mar 07, 2015 1:58 pm

//Mogłam się trochę zagalopować i zapomnieć, ale już poprawiłam. :D
Ps. Diana jest na fabule z moim Feliksem, więc na razie zrobię tam z.t i pójdę po cukier - tak radziła Eli. Najwyżej przenieś nas do pokoju nauczycielskiego.

Cóż, Jaśmina żadnego kwitka nie miała, bo i po co - Diana mówiła, że w razie czego powołać się na nią, a gdyby które miało jakieś wąty to w ewentualności przenieść się do niej. Gorzej dla tego EAT'a, po krótce mówiąc, bo wiedźma już przekonała się na własnej skórze jak to jest niepotrzebnie zajmować cenny czas pani wicedyrektor.
- Nie jest moim prawdziwym bratem, acz przyszywanym. Możemy iść do pani Diany, jeśli chcesz. Nie mam zamiaru się kłócić, bo to niepotrzebne. - Jaśma przyjęła dość znudzoną minę, ale czego to się nie robi dla rodziny, nawet nie do końca prawdziwej, prawda? Chciała już wstać sama, gdy to bydle podniosło ją jak piórko i przewiesiło niczym falbankowany, zwinięty dywan. Nawet nie zdała sobie sprawy kiedy, a już wizgnęła mało radośnie i zawisła na jego barku. Nie było na nim wygodnie, ramię chłopaka nieprzyjemnie wbijało jej się w żebra, mostek i brzuch, więc ponownie zamieniła się wyrazem mordki z rybą fugu, która wyjątkowo nadęła się dzisiaj.
- Takie przenosiny też nie były potrzebne, gdybym miała zwiać już dawno wyleciałabym przez okno na ławce. - odparła iście księżniczkowym tonem, podparła buzię na dłoniach i przyjęła bardzo neutralne podejście. Pozwoliła się przenieść do pani Diany, jednocześnie ignorując fakt, że tak po prawdzie niósł ją wilkołak w eskorcie EAT. - No, no.. ale się wpakowałam.. Tylu "chłopa" na jedną, małą wiedźmę? Aż tak są słabi czy aż tak się boją? - pomyślała. Wciąż nie czuła się zagrożona, wice ją chyba polubiła, a nawet jeśli nie to i tak powinna zareagować pozytywnie dla wiedźmy. Przecież sama pozwoliła jej na przebywanie w szkole, prawda? Zdziwiła ją ilość uczniaków z EAT - czy to aż tak poważna sprawa? Przez chwilę poczuła się trochę głupio i stwierdziła, że muszą chyba ustalić jakieś inne sposoby ukrywania się w Shibusen. Przynajmniej Diana mogła mieć pewność, że te kujony jako tako czuwały nad spokojem, chociaż.. tyle razy już tu była, a dopiero teraz została odkryta? Serio?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Mar 08, 2015 9:03 pm

Bezpieczeństwo było pojęcie nieistniejącym w domowym słowniku gospodyni domowej, jaki posiadał Sasza. Bezpieczeństwo dla niego nie istniało. W końcu codziennie zmagał się z problemami, które z łatwością mogły odebrać jego życie. Jak nie szalone wiedźmy, tak dzikie potwory. I zawsze jeszcze musiał próbować nie skoczyć z najwyższej wieży Shibusenu. Nie zrobił tego głównie z powodu świadomości, że ktoś potem będzie musiał to posprzątać i on już temu wystarczająco współczuł. A jeszcze bardziej temu, kto by musiał objąć urząd woźnego, gdyby Saszka odszedł. Użeranie się z uczniami, chociażby takimi jak ci tutaj, nie należało w końcu do najfajniejszych spraw.
Na wyciągnięte ręce zareagował spontanicznie, wręcz odruchowo. Uścisnął je albo raczej próbował, bo bardziej przypominało to niezbyt radosne trzymanie jakiegoś śledzika czy innej oślizłej ryby.
- Yhym- mruknął pod nosem, jakby próbując im dać do zrozumienia, że doskonale rozumie, co mieli mu do przekazania, mimo że było zupełnie inaczej.- Jestem głodny. Myjcie się częściej i wycierajcie buty przed wejściem.
W głowie pałętała się jeszcze jakaś drobna myśl, że chyba tym typkom trzeba trochę więcej słów niż wystarczało to jemu współlokatorowi. Chodziło mianowicie o tłumaczenie się, do którego Sasza nigdy nie przywykł i nawet nie próbował tego robić. W końcu żeńskiej części społeczeństwa unikał, gdy tylko się dało, więc i umiejętność zaniknęła z czasem. Żył w ciągłej nadziei, że nie będzie musiał tego robić, a tu taki klops. I to na dodatek nie jadalny.
- Cokolwiek tam jest i tak mnie nie zabije. A jak zabije to będzie zajebiście. Oczywiście mnie nie przepuścicie, bo chcecie sprawiać mi tylko ból, cierpienie i smutek. Doprowadzić do depresji i innych przykrych rzeczy. Jesteście strasznymi egoistami. Ale wiecie co? Jak to coś jest niebezpieczne to pewnie zrobiło niezły burdel albo zrobi, albo wy go zrobicie próbując to powstrzymać, a to nie jest zabawne LATAĆ ZA WAMI Z PIEPRZONYM MOPEM I NIE MIEĆ ŻADNEGO SZACUNKU. Więc, proszę, dajcie mi zjeść albo chociaż umrzeć.
Żołądek Saszy zaburczał, potwierdzając jego słowa.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Mar 08, 2015 9:53 pm

Uczennica była bardzo sumienna w swoich obowiązkach, bo jak coś robić to na 100%. Zwłaszcza, że stanowisko EAT, elity szkoły do czegoś zobowiązuje. Porządek sam się nie pilnował i takie tam, a regulamin oraz procedury to świętość dla tejże osóbki. W żadnym przepisie nie było nic o tym, że wiedźma może pałętać się po szkole, co więcej nie powinna nawet zbliżać się do szkoły jeśli jej życie miłe, ale najwyraźniej czarnowłosa będzie miała więcej roboty. Musi wzmóc czujność i z kilkoma uczniami regularnie w ramach treningu pełnić warty z wykrywaniem duszy. W końcu nigdy nie zaszkodzi sobie pomedytować ze 2 godziny dziennie. Pracownik stołówki całkiem dobrze postąpił, chociaż widać troszkę niechętnie po tym pomruku. Dziewczyna będzie go miała na oku tak jak wiedźmę. Pozory mylą, a ona wolała się nie przejechać na tym że potencjalny przeciwnik wygląda jak dziecko. Już raz się sparzyła, drugi raz się nie da.
Bariera miała chronić nie tylko resztę szkoły, ale także uniemożliwić ewentualną ucieczkę. Blue Sanction, bo tak nazywała się ta technika należała do jednych z ciekawszych sztuczek owej władającej. Kiedy wilk przerzucił wiedźmę przez ramię, odsunęła się nieco na bok by ten mógł z nią przejść. Zdjęła barierę na obszarze drzwi i otworzyła je przed nimi.
Tymczasem za drzwiami Sasza oraz uczniowie przeżywali swoje trudne sprawy. Oczywiście tych dwóch co stało wiedziało, że woźny jest tylko człowiekiem i nie powinien przypadkowo znaleźć się w ogniu ewentualnej walki. Nawet na tą obelgę za bardzo nie zareagowali, wszakże Sasza był… jakby to ująć cieciem szkolnym? Babcią klozetową? Są różne na to określenia i uczniowie najzwyczajniej w świecie się uśmiechnęli pod nosem z lekkim pożałowanie zerkając na woźnego. Kiedy wyprowadzał swój wywód oni raczej byli skupieni na tym, by uważnie nasłuchiwać głosów z wnętrza stołówki oraz na wyczuwaniu. Czuli wewnątrz swoją koleżankę, jej broń, Trosta oraz wiedźmę, którzy zbliżali się do drzwi. Najwyraźniej postanowili nie wszczynać awantury, zwłaszcza że szans dużych nie powinni raczej mieć. Odsunęli się nieco od drzwi, które po chwili się otworzyły, a dziewczyna z kataną wyprowadzała właśnie owe osoby. Pozostali z EAT zajęli miejsca po bokach tworząc swego rodzaju trójkąt, który w razie czego miał zamknąć szyk. Szli z półtora metra od nich. Jako, że najbezpieczniej byłoby zaprowadzić ich do pokoju nauczycielskiego (gdzie notabene powinno być najbezpieczniej, w końcu nauczyciele nie są słabymi istotami… chyba) to tam się udali. Podczas całej wędrówki uczniowie byli bardzo skupieni na swoim zadaniu, zwarci i gotowi do wykonania ewentualnych działań. Oczywiście inni uczniowie przyglądali się temu zjawisku, jak to elita szkoły prowadzi w kordonie dwie osoby prosto do pokoju nauczycielskiego.

ZT dla Trosta i Jaśminy i zapraszam do pokoju nauczycielskiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Mar 14, 2015 11:16 pm

Trójkącików się im zachciało.
Niechęć uczniów i brak szacunku wobec jego osoby były szeroko wyczuwalne za każdym razem, gdy wchodził z tymi bestiami w jakiekolwiek interakcje. Rzadko go to obchodziło, o ile wcale, jednak teraz spowodowało z niewyjaśnionych przyczyn irytację. Głodnym nie jesteś sobą, czy jakoś tak. Przekręcił nerwowo oczami, mrucząc pod nosem jakieś brzydkie słowo w swym rodzimym języku na dwójkę huncwotów. Może Sasza nie potrafił wymachiwać bronią ani zamieniać się w potencjalnie śmiercionośne narzędzia, ale z pewnością był od nich lepszym człowiekiem. Przynajmniej nie gardził nikim przez jego pracę.

Pewnie by tam stał sobie i ładnie wyglądał, gdyby ze środka nie wychylneła jaakaś dziewoja, która chyba pomyliła ostro pory roku i ich kucharz niosący kolejną dziewsuszkę. Normalnie cyrk na kółkach. Znaczy kolejny normalny dzień w tej placówce. Westchnął lekko, gdy towarzystwo go minęło i poszło sobie gdzieś tam, gdzie go nie obchodziło, po czym wszedł do środka i zaczął się rozglądać za czymś zdatnym do spożycia.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Mar 16, 2015 1:02 am

Zajęcia w tej placówce niekiedy były, aż zanadto męczące. Ileż razy może zmieniać się w formę broni? Powtórzenie tego dziesięć razy było już porządnie męczące przez co kolejne pięć robił znacznie dłużej, a ostatni raz nawet mu nie wyszło. Zwyczajnie nie dał rady. Pocieszał go fakt, że w walce normalnej raczej piętnaście razy pod rząd nie będzie musiał się przemieniać. Znużony ćwiczeniem, które się całe szczęście zakończyło opuścił salę i zdał sobie sprawę, że jest głodny. Zapewne to trening do tego doprowadził. Logicznym wyborem zatem była decyzja udania się do szkolnej stołówki, w której niekiedy coś jadł. O dziwo, inaczej niż przypuszczał, jedzenie było tam zjadliwe, a nawet bardzo smaczne, a więc z niekrytą chęcią ruszył. Zamyślony, pogrążony w zupełnie swoim świecie wszedł do pomieszczenia, a wtem minął go cały kordon ludzi, którzy zapewne byli jakąś grupką znajomych czy coś. Właśnie, by dowiedzieć się, spojrzał za siebie nie zwalniając kroku i nim cokolwiek dostrzegł uderzył w kogoś. Dokładniej to zwyczajnie wpadł na jakiegoś nieznanego mu męskiego osobnika, a nawet nie zrobił tego zbyt mocno, bo szedł powoli. Chłopak - bo wyglądał dosyć młodo, lecz wciąż doroślej niż Ray - był dosyć kruchą osobą, a przynajmniej na taką wyglądał.
- Przepraszam, nic Ci nie jest? Zapatrzyłem się. - pytanie o jego stan jakoś wymsknęło mu się, gdyż akurat ten człowiek wyglądał na... chorowitego? Jakby dzieciństwo spędził przykuty do łóżka, ciągle morzony jakąś chorobą wyniszczającą jego już wtedy słabe ciało. Oczywiście bez przesady, to tylko wyobraźnia Raymonta kolorowała, a raczej dopowiadała sobie resztę. Czarnowłosy zaczął mieć dziwne, niewytłumaczalne wrażenie, że zwyczajnie ta persona nie jest uczniem Shibusenu. Zapewne było to spowodowane jego posturą oraz aurą, która od niego biła. Czuł, że ten blondyn tutaj nie pasuje. Może to niezbyt miłe ze strony chłopaka, lecz tak już mu się wydawało. Gdyby miał go wpasować w jakieś miejsce to mogło być to muzeum albo biblioteka. Jakieś stonowane miejsce, ale z pewnością nie Zawodówka Shibusen, która odznaczała się wyjątkowym faktem, iż wszyscy uczniowie to istna galeria osobliwości. Każdy wyglądał... unikatowo przez co w tej placówce robiła się unikatowa breja. Masa specyficznych z wyglądu osób, które wyróżniałyby się z normalnego tłumu, lecz w tym zbiegowisku to szarzy osobnicy wyróżniali się na tle innych.. Ray miał jedynie cichą nadzieję, że wewnątrz są równie niepowtarzalni co na zewnątrz. No i równie bogaci w piękno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Mar 16, 2015 6:47 pm

Brak jakiegokolwiek szacunku ze strony uczniaków przejawił się ponownie, gdy kolejny z nich omal nie sprawił, że Sasza przeżył następny gorący romans z podłożem Aż odezwały się w nim ta przyjemne wspomnienia*, kiedy to zobaczył tego anioła pięknego, gdy przyciąganie w jednej z herbaciarni omal nie pozbawiło go życia. Na tę jedną chwilę, gdy myślami był w przeszłości, można było ulec złudzeniu, że blondyn nie jest przepełniony do cna nienawiścią do wszelakiego otaczającego go świata. Ale tylko na bardzo krótką chwilę.
Odwróciły się powoli twarzą w kierunku sprawcy całego zamieszania, niczym rzeźnik z podrzędnego horroru o amerykańskich nastolatkach gubiących się w lesie. Minę na szczęście miał dość normalną, wyrażającą niechęć do świata i ogóle znudzenia egzystencją wśród tych popaprańców. Czarnowłosego skądś kojarzył, chociaż pewności nie miał. Widać nie był jakimś wyjątkowo przebojowym typem skoro nie zapamiętał dokładnie jego imienia. To dobrze. Wiadomo było, że nie zalazł Saszy za skórę.
Przez myśl przebiegła mu idea, by wyżyć się na biednym uczniu, lecz szybko ją odrzucił. W końcu niczemu nie zawinił, a sam Serb dobrze wiedział, że na niewinnych nie wolno się wyżywać. Nie zmieniło to faktu, że jak nigdy przedtem był poirytowany brakiem szacunku. Normalnie mu się to nie zdarzało, ale podobno głodnym nie jesteś sobą.
- Żyję- skwitował krótko na zadane pytanie.- Czego tu szukasz? Stołówka zamknięta...
W końcu było już po czasie jej otwarcia i uczniowie powinni o tym wiedzieć. Nie dotyczyło to Saszy, który chodził sobie gdzie chciał i kiedy chciał.
 

*Dziwne, że takie miał...
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 79
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Mar 16, 2015 10:35 pm

Mina nieznajomego przywodziła na myśl Rayowi książki z czasów romantyzmu. Pasował do roli nieszczęśliwie zakochanego, którego ukochana wybrała innego, a ten teraz nienawidzi świata, a jeszcze bardziej siebie. Przynajmniej tak działała wyobraźnia Raymonta. Chłopak całkowicie nie kojarzył blondyna, nie widział go tutaj zwyczajnie, a raczej zwróciłby uwagę. To była raczej kwestia tego, że czarnowłosy uczęszczał do Shibusenu od niedawna, a w samej szkole były tłumy ludzi. Ciężko ich wszystkich dostrzec, a co dopiero zapamiętać.
Słysząc wypowiedziane od niechcenia słowa, aż rozglądnął się zauważając, że rzeczywiście w stołówce już nikogo nie było i przechodząca grupka to zapewne ostatni klienci. By potwierdzić wszystko wyciągnął jeszcze na chwilę telefon i rzucił na niego okiem. Nieznajomy miał rację, to już nie pora na stołówkę. Westchnął lekko, a następnie wcisnął komórkę do kieszeni.
- No tak, racja. Nie pomyślałem. - rzucił uśmiechając się lekko, po czym postanowił również zapytać. - Jeżeli wiesz, że jest zamknięta to co tutaj robisz? - w końcu Ray wciąż był przekonany, że rozmawia z jakimś uczniem tej placówki, który nie jest (prawie) władcą tej szkoły, który może chodzić gdzie chce i kiedy chce. Oczywiście w zachowaniu Raymonta nie było żadnego wywyższania się czy innych takich. Spokojnie, bardzo spokojnie pytał z melancholią dosłownie wypisaną na twarzy. Zmęczenie, głód i charakter robiły swoje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t96-raymont-ray-walker
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stołówka   Czw Mar 19, 2015 8:27 pm

Może i Raymont był miłym uczniem, ale w oczach Saszy nie wypadł najinteligentniej. W końcu co można było robić na stołówce, jak nie szukać czegoś zjadliwego? Oczywiście wiedział, że uczniowie przebywają tutaj też w innych celach jak plotki czy po prostu towarzystwo innych osób, ale to można było łatwo wykluczyć po fakcie, że byli tutaj całkowicie sami.
- Jak chcesz coś jeść, to powinny być jakieś resztki za zapleczu.
Jego wzrok odbiegł na chwilę w kierunku automatów ze śmieciowym żarciem. Mimo że kusiły wizją słodyczy, wiedział, że nie powinien takich rzeczy jeść. Poza tym nie miał przy sobie żadnych drobnych. Pozostało mu więc udać się na wcześniej zaproponowane miejsce i mieć nadzieję, że uczniowie nie pozbyli się wszystkich zapasów. Wykonał już jeden krok w owym kierunku, całkowicie zlewając przez moment chłopaka, gdy nagle go coś tchnęło. Przystanął i siląc się nieco na uprzejmy ton, co było można bez trudu orzec, rzucił bardzo niemoralną propozycję.
- Jak chcesz, to możesz zjeść ze mną.

Nie spodziewał się, by chłopak się na to zgodził, ale może choć raz spróbować być miłym.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Stołówka   

Powrót do góry Go down
 
Stołówka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Stołówka
» Mały salon
» Stołówka
» Sala Rzeźbionego Stołu
» Stołówka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Akademia Shibusen :: Parter-