IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Doki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Doki   Czw Lut 26, 2015 7:15 pm

Misja: Saphira
Poziom trudności: Trudna
Dosyć niedawno, kiedy to Saphira przechadzała się po mieście w jednym z barów mogła usłyszeć plotkę. Podobno gdzieś w mieście sprzedawane były SMOCZE KOŚCI. Tak, pijaczek mówił że autentycznie za grube dolary można kupić równie grubą smoczą kość. Nie były to kości słonia czy czegoś innego, tylko podobno właśnie tego gada. Pijaczek jednak kiedy się go zapytało skąd to wie odpowiadał jedynie, że od innej osoby. Po wskazaniu tej osoby łańcuszek się powtarzał i można było szukać tak w nieskończoność. Dni poszukiwań spełzały na niczym, aż do pewnego momentu kiedy na bazarku Saphira mogła dostrzec dość dziwną lampę. Znaczy lampa jak lampa, ale to materiał był dziwny. Matka smoków widziała wiele materiałów egzotycznych, ale błony smoka z niczym nie pomyli. Klosz lampy był wykonany z błony smoczej, a stojaczek z przemielonych kości zmieszanych z paroma innymi substancjami by to utwardzić i nadać właściwości gliny. Handlarka tylko wzruszyła ramionami kiedy spytała skąd to ma albo skąd jej dostawca to ma. Powiedziała, że przedmioty które tutaj ma są z kontenerów, które kupuje. Popularna akcja amerykańska, kiedy firmy pozostawiają całe kontenery, a potem można je wykupić i zgarnąć to co jest w środku. Takie metalowe jajko niespodzianka. Jedyne co mogła pomóc kobieta to wskazać ten port i dokładne miejsce, gdzie taki kontener można nabyć. Oczywiście kobieta nie wyglądała na świadomą tego z czego jest zrobiona ta lampa, zwyczajnie traktowała ją jak dosyć ładny element dekoracji, bo faktycznie była ładna.
Saphira w końcu trafiła do portu, a dokładniej do miejsca gdzie składowany jest ładunek statków. Wielkie labirynty kontenerów, a pośród nich niewielka budka z odźwiernym, który zajmuje się sprzedażą tychże. Odźwiernym był czarnoskóry mężczyzna, gdzieś tak po 50. Miał ogromny bęben (i nie chodzi tu o instrument), niechlujnie ubrudzoną białą koszulę (zapewne jakiś sos od hot doga), obdarte szare spodnie, zniszczone czarne buty oraz czapkę z daszkiem, która zasłaniała jego łysiejąca siwą głowę. Poza tym mężczyzna miał wąsy oraz brakowało mu lewego oka. Aktualnie czytał sobie gazetę i słuchał dosyć głośno radia, w którym leciały jakieś kawałki z lat 70. Przed budką leżał pies, który na widok Saphiry podniósł się i wszedł do budki przez drzwiczki dla psów zamontowane w tym osobliwym domku. Mężczyzna jedynie pogłaskał psiaka i rozejrzał się uważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Doki   Czw Lut 26, 2015 10:51 pm

Ludzie nie wiedzieli z czym mają do czynienia. Nie potrafili odróżnić zwykłego abażuru od niesamowitej smoczej błony, która była wytrzymalsza niż te ich dziwne tworzywa. W dodatku handlowali kośćmi stworzenia, które zabiłoby ich ruchem łapy... Właśnie. Zabiłoby, więc skąd posiadali ten cenny przedmiot? Albo znaleźli szczątki, któregoś z prastarych gadów, albo sami zadbali o to, aby smok się nimi stał. Tak czy siak, nie mogła tego zostawić samopas. Nie, kiedy w grę wchodziły jej stworzenia.
Wiodąc za każdym nawet najmniejszym tropem w końcu dotarła do jakiegoś portu. Nie oglądała telewizji, więc nie wiedziała o istnieniu takiego programu, ale za to userka go kochała! Whatever. W każdym razie, Saphire po obejrzeniu z daleka tego miejsca w końcu zdecydowała się podejść do odźwiernego, wcześniej wkładając jej białego towarzysza do torby, dbając jednak o to, aby miał czym oddychać. W momencie którym się tylko do niego zbliżyła poczuła bardzo nieprzyjemny zapach, który pochodził chyba spod jego pach... i stóp... i właściwie całego niego. Pot jest bardzo specyficznym odorem, którego nie da się nie rozpoznać. Jednak można się było tego spodziewać, szczególnie, że ten męski osobnik nie wyglądał zadbanie. Plus nie miał oka, ale na to sama nie mogła narzekać, bowiem byłaby hipokrytką. Musiała się jednak dowiedzieć nieco więcej. On jest jej kolejną poszlaką prowadzącą do kości smoków. Skoro posiadał wszystkie klucze, to musiał pamiętać mniej więcej co gdzie było, gdy rozdawał zawartość kontenerów, szczególnie, że ta lampa była bardzo specyficzna.
Saphire zapukała w budkę, patrząc uważnym wzrokiem na czarnoskórego mężczyznę, który miał jej udzielić kilka odpowiedzi.
- Przepraszam, przychodzę z pewnym pytaniem. Około kilku dni temu sprzedany został kontener pewnej kobiecie. Znajdowała się w nim lampa, wyróżniała się wśród innych... materiałem z jakiego została wykonana. Mniej więcej tego rozmiaru.- pokazała rękoma wielkość rzeczy, która ją interesowała. - Czy wie pan może skąd ona się tam wzięła? Albo do kogo wcześniej należała? Bardzo by mi pan pomógł. Potrzebowałabym takiej samej. - odparła grzecznie i spokojnie jak na razie. Skoro trzymał klucze, to musiał być przy sprzedawaniu kontenerów, bo to on je otwierał. Chyba, że skieruje ją do kogoś, kto prowadził aukcje. Cokolwiek, co mogłoby jej pomóc w dalszych poszukiwaniach.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Doki   Czw Lut 26, 2015 11:27 pm

Kiedy Saphira zapukała mężczyzna złożył gazetę, położył ją na blacie i wstał ociężale. Lekko ściszył radio i otworzył drzwiczki. Zlustrował kobietę wzrokiem zastanawiając się czy ona nie urwała się z jakiegoś nocnego klubu dla panów albo czy nie robi sobie zwyczajnie z niego jaj. W końcu kilka szmatek na sobie oraz dziwnie wyglądający miecz świadczył tylko o tym, że albo osoba miała dziwne fetysze albo pałała się cosplayem. Nie były to jednak czasy mężczyzny, a on chciał sobie spokojnie poczekać do emerytury. Nikomu nie wadził, był jedynie odźwiernym. Chociaż jak teraz mogła zauważyć Saphira to mężczyzna miał przy boku rewolwer. Czasami na teren magazynów zakradały się różne typki, więc dobrze było mieć ze sobą broń. Zwłaszcza na ciemne noce. Owszem, mężczyzna nie pachniał zachęcająco, ale cóż się dziwić. Siedzi w budce praktycznie cały dzień, który notabene nie należy do chłodnych to i się poci.
Wysłuchał jej kwestii i chwilę się zastanawiał czy w ogóle powinien zdradzać dane osób, które kupują kontenery. Niby nie jest to wielka tajemnica, bo zazwyczaj przychodzi tutaj masa osób na licytację więc każdy wie kto wygrał dany kontener. Jednak sam cieć nie za bardzo się interesował co jest w środku. Zdjął czapkę i podrapał się po swojej łysiejącej głowie. Wszedł do budki i wziął poplamiony zeszyt formatu A4 – Nie wiem panienko w którym kontenerze była lampa. Tak samo nie wiem skąd są kontenery. Zwyczajnie nam je zwożą z różnych miejsc i części portu. My je przetrzymujemy by firma do której należą przyjechała po nie. Jeśli minie termin to je sprzedajemy. Rozcinamy kłódkę pokazujemy co widać na pierwszy rzut oka – mrugnął okiem – a potem zamykamy kontener i ludzie licytują. Nie wiem o jaką lampę chodzi bo nie kojarzę, by w którymś z nich widać było lampę na wierzchu. Jeśli chcesz podobną to czemu nie zaryzykujesz i nie sprawdzisz kontenera innego? Może też się podobna lampa znajdzie, ale licytacja dopiero wieczorem się odbywa – powiedział i przejrzał zeszyt. Sprawdził datę i godzinę – Nom, wieczorem. Czy mogę w czymś jeszcze pomóc? – zapytał drapiąc się ostentacyjnie po tyłku. O dziwo głos miał miły, chociaż jak się odzywał to widać było szereg żółtych zębów i czuć było nieświeży oddech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Doki   Czw Lut 26, 2015 11:46 pm

Niby powinna iść z duchem czasu i modą i ogółem ze wszystkim, ale jakoś przy swoich ubraniach trzymał ją sentyment. Wolała swój styl, niż ten... dzisiejszy. Spodnie według niej były zbyt męskie, a sukienki z tego co widziała w sklepie za oknami na wystawach były nie w jej stylu. Ubrania, które zrobiła jej matka były o wiele lepsze gatunkowo i o wiele wygodniejsze podczas walki. Jednakże zwyczajni ludzie po prostu tego nie wiedzieli. Nie mogli, ale tolerowała ich zdanie i wytrzymywała ich wzrok na sobie. Już przywykła. W centrum na całe szczęście było więcej ludzi, którzy chodzili ubrani w podobnym stylu co ona. Albo wracali z jakiegoś konwentu... No trudno. Ona się chyba nigdy nie wpasuje w nowe czasy.
Kiedy mężczyzna wyszedł, jak to miała w swoim zwyczaju zlustrowała go wzrokiem od góry do dołu. Jej oku nie uciekł fakt, że odźwierny był uzbrojony, jednak nie wyglądał na groźnego. Zapewne był do samoobrony. Saphire nie zamierzała nikogo atakować, a przynajmniej nie jego, dlatego nie obawiała się, że zostanie zaatakowana. W dodatku pomimo jego nieco odrzucającego wyglądu, sprawiał wrażenie przemiłego człowieka znudzonego swoją pracą, która przez większość czasu polegała na siedzeniu na czterech literach.
Wysłuchawszy jego kwestii przemyślała jego słowa. Och, nie pomógł jej w tym za bardzo. Przykuło jej uwagę jednak stwierdzenie, że sama może wziąć udział w takich licytacjach. Mogła nabyć kontener! Jednak skąd miała wiedzieć, który jest odpowiedni i w którym znajduje się to czego chciała? Nie mogła tego wiedzieć. Odźwierny opisał jej jak to wygląda, ale jeśli przedmioty ze smoczych kości, skrzydeł, czy nawet zębów będą schowane gdzieś głębiej, to nie będzie tego wiedziała... Zostaje wykupić wszystkie kontenery! Tylko za co?
- Och, nie. Dziękuję panu bardzo. Pomógł mi pan niesamowicie. Z wielką chęcią wezmę udział w tej licytacji. Poczekam tutaj, jeśli to nie problem.- odparła spokojnie. Musi tylko poczekać do wieczora, aż ta się odbędzie.
Saphire wsadziła dłoń do torby i pogładziła ostre łuski swojej towarzyszki. Może ona będzie jej wsparciem, kiedy w kontenerze znajdzie się coś, czego szuka.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Doki   Pią Lut 27, 2015 12:08 am

Mężczyzna oraz jego duma została nieco połechtana, że zdołał jakoś pomóc. Z drugiej strony był rad, że nie musiał ruszyć swojego czarnego dupska poza swoją kanciapę. Było mu tam wygodnie i bardzo dobrze. Ciekawa gazetka, dobra muzyka, towarzysz (czyt. pies). Nikt nic od niego nie chciał i mógł sobie siedzieć ile wlezie. Czasem nawet wyciągał sobie gre wideo i sobie grał w coś. Ostatnio w kontenerze znalazł używaną konsolę, która była sprawna to sobie przywłaszczył skoro właściciel nie zauważył jej po zebraniu wszystkiego.
- Na pewno chce panienka tu czekać? Jest gorąco, a licytacja jest dopiero wieczorem. No nic, jak chcesz to czekaj – odparł spokojnie, bo było mu wszystko jedno czy będzie tu siedziała i odwadniała się czy robiła cokolwiek innego. Byleby nie robiła problemów, a problemem było to, że będzie musiał na nią zerkać co jakiś czas czy nic nie kradnie albo nie psoci. Usiadł sobie wygodnie na krześle i zostawił otwarte drzwi do kanciapy by się nieco przewietrzyło. Pies uważnie przyglądał się kobiecie oraz temu co robi z torbą. Lekko zawarczał – Ej Ruckus! Spokój – powiedział mężczyzna i przygarnął psa do siebie ręką – nie strasz pani! – trzepnął go w ucho, a pies się położył i dalej nie odwracał wzroku od kobiety. Czuł zapach tego stworzenia, które ma w torbie. Mężczyzna nieco podkręcił radio, z którego właśnie leciał jakiś kawałek rockowy i wrócił do czytania gazety, co jakiś czas spoglądając na kobietę.
Nie minęło długo (no dobra, może minęło bo były to 3 godziny) nim do mężczyzny przyszedł jakiś jegomość w czarnym płaszczu i kapturze. Na twarzy miała osoba również lisią maskę. Jedyne co to zlustrowała kobietę spojrzeniem, po czym odwrócił wzrok i podszedł do budki. Zapukał do niej i podał cieciowi kopertę. Zapewne z pieniędzmi – Tak, tam w rogu. Alejka 4, kontener 7. Dziękuję i polecam się na przyszłość – powiedział czarny, a postać w kapturze i płaszczu skierowała się w stronę kontenerów. Miała tak mniej więcej ze 170 cm wzrostu, a z postury można wywnioskować że nie jest to paker, a ktoś drobny. Chociaż nie wiadomo, w końcu ma płaszcz który go przysłania. Osoba szła sobie dalej, a stukot obuwia odbijał się echem o beton zlewając z rockiem, który grał z radia. Do wieczora i licytacji zostało jeszcze trochę czasu jak mężczyzna powiedział Saphirze.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Doki   Pią Lut 27, 2015 9:23 am

Saphira miała cierpliwość, którą bardzo trudno było złamać, a jeżeli jej na czymś bardzo zależało i miała po prostu poczekać, to to nie był żaden problem. Wszys­tko można w życiu osiągnąć. To nie sta­rania spra­wiają nam naj­więcej trud­ności, lecz cier­pli­wość i wyt­rwałość w postanowieniach. A cier­pli­wość jest bar­dzo ce­niona, gdyż niewielu na nią stać.
Wiedźma odeszła kawałek i usiadła na jakimś podwyższonym stołku. Aby zająć sobie jakoś czas zaczęła machać zwisającymi nogami, a wzrok skierowała w stronę kontenerów jakby chcąc je prześwietlić wzrokiem. Skupiała się na każdym jednym. Obserwowała okolicę, odkryte zakamarki i wszystko co jakkolwiek mogło ją doprowadzić do czegokolwiek. Wtedy też poczuła niespokojne poruszenie w torbie co natychmiast zwróciło jej odwagę. Odwróciła wzrok od kontenerów i skupiła go na nowo przybyłym, który natychmiast przykuł jej uwagę. Czarny płaszcz zawsze stwarza podejrzenia, a lisia maska jedynie jeszcze bardziej zaogniła jej niepewność co do tego człowieka. W pewnym momencie ich wzrok się spotkał, co nie za bardzo jej się spodobało. Jej szósty zmysł zapalił czerwoną lampkę, a usłyszawszy słowa odźwiernego, jedynie utwierdziła się w tym, że ten mężczyzna przyszedł tu w jakimś interesie. Jeszcze ta koperta, która zapewne zawierała w sobie pieniądze. Skubany.
Saphira zeskoczyła ze swojego stołka i pewnym krokiem zaczęła iść za podejrzanym mężczyzną... Tylko został jej jeszcze odźwierny, który zapewne będzie chciał ją powstrzymać.
- Dam ci dwa razy tyle jeśli mnie teraz wpuścisz.- powiedziała całkowicie poważnie. Nie było jej teraz do żartów, a wolała to załatwić z tym człowiekiem drogą pokojową. Wolała nie walczyć, bo po pierwsze człowiek nie miałby szans, a po drugie narobiłaby tylko hałasu i niepotrzebnie zwróciła uwagę gościa w lisiej masce. On najwyraźniej nie miał zamiaru brać udziału w licytacji, więc czemu by nie pójść tą samą drogą. Cóż, jest za bardzo spokojna i wychowana, aby się tam wbić nie czekając na pozwolenie... Ale jeśli będzie trzeba...
- Proszę nie robić problemów. - wiedziała, że człowiek ma broń, ale wiedziała jak się bronić nawet bez użycia magii.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Doki   Pią Lut 27, 2015 2:33 pm

Cieć był dosyć zdziwiony, że kobieta siedzi w tym gorącu… chociaż może to tylko jemu było gorąco? Wałki tłuszczu przecież sprawiają, że ciało szybciej się nagrzewa więc dla otyłego mężczyzny był to istny upał. W sumie Saphira mogła znaleźć nie tyle stołek, co drewnianą szpulę na kable która stała sobie gdzieś nieopodal. Wszakże kabla tam już nie było, ale ludzie są na tyle leniwi, że zwyczajnie to zostawili. Nie chciało im się sprzątać, bo nie było to przewidziane w kontrakcie więc po prostu zostawili drewniany element jak kilka pozostałych szpul. Gdzieś tak z 3 były ułożone obok siebie.
Prześwietlanie wzrokiem kontenerów nie za bardzo coś dało, w końcu wiedźma nie miała takiej możliwości. Wszystkie były z dosyć grubej blachy, pokaźnych rozmiarów i jedyne co je różniło to kolor. Ewentualnie jakieś grafitti malowane po bokach przez wandali. W sumie okolica była dosyć spokojna o tej porze dnia. Mewy łaziły sobie po kontenerach, dźwig podnosił jakieś kontenery w oddali i stawiał je na innych. Typowy rozładunek statku, nic nowego tak naprawdę. Gdzieś przechadzali się marynarze rzucając sprośne żarty o kobietach i śmiejąc się przy tym głośno, a gdzieś dalej przy siatce która ogradzała magazyn bawiły się dzieci. Jakieś szkraby, dosyć biedne najwyraźniej. Skąd ta pewność? Łachmany oraz piłka zrobiona z materiału, taka dosyć ostro zniszczona. Ano i jeszcze jedna rzecz, która mogła się rzucić w oczy to rozmieszczone co jakiś czas kamery przemysłowe.
Nie wiadomo jaki to szósty zmysł Saphiry się zapalił (być może kobieca podejrzliwość albo intuicja. Jak zwał tak zwał, wszakże sama dziwnie wyglądała), ale to popchnęło ją do działania. Oczywiście, że odźwierny chciał ją zatrzymać bo przecież nie ma tu wstępu, chyba że kupiła kontener – E! Paniusiu chwila! Tam nie wolno, chyba że coś kupiłaś – krzyknął podbiegając do niej i sapiąc po… kilkumetrowym biegu.
Znowu podrapał się po głowie, kiedy ta mówiła że da dwa razy tyle – Ale chwila… przecież nie płaciła Pani zaliczki za kontener podczas aukcji. Nie mogę niestety zrobić tego od tak, ale jeśli da Pani… 3 razy tyle, czyli 5 tysięcy dolarów mogę przymknąć na to oko – powiedział podciągając spodnie. Człowiek w lisiej masce coraz bardziej się oddalał z linii wzroku smoczej matki, a cieć najwyraźniej czekał na zapłatę. Oczywiście zachował środki bezpieczeństwa i trzymał dłoń na rewolwerze.
- Proszę nie sprawiać problemów i albo kupić kontener na aukcji albo przyjść z nim. To nie mój kontener, a jego więc jeśli ciekawi Panią zawartość to bezpłatnie, albo płatnie może się Pani z tamtym gościem skonsultować. Bywa tu dosyć często zresztą – powiedział wychylając się lekko i zerkając w stronę gościa w masce, który zniknął właśnie za zakrętem – to jak będzie? Mamy tu monitoring więc proszę nie próbować niczego głupiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Doki   Sro Mar 04, 2015 12:10 pm

Jej taki gorąc nie przeszkadzał. Co prawda wychowała się w Norwegii, gdzie temperatura była o wiele niższa, ale dziewczyna już się zahartowała na jakiekolwiek warunki pogodowe. Plus nie jest osobą, która wiecznie narzeka. Nie cebulaczy tak bardzo.
Prześwietlenie wzrokiem. Tak, to była metafora. Supermenem to ona nie jest. Nie ma takiego seksownego stroju i nie nosi majtek na spodniach. Nie ma lasera w oczach, nie lata... samodzielnie, jest z planety Ziemia i nie działa na nią kryptonit! Chociaż taka umiejętność prześwietlania kontenerów wzrokiem byłaby bardzo bardzo pomocna.
Kobieca intuicja była zawsze bardzo pomocna i rzadko kiedy się myliła. Każda kobieta chyba jej ufała, dlatego też Saphira postanowiła to zrobić po raz kolejny. Niby faktycznie wygląd nie powinien jej interesować, bo sama wygląda jakby wyrwała się z jakiegoś pyrkonu, planu filmowego, lub balu kostiumowego, ale po prostu miała dziwne przeczucie co do tego człowieka. Albo już była po prostu przewrażliwiona. W końcu kiedy chodziło o smoki, to wszystko brała na poważnie.
Spojrzała na niego przenikliwie kiedy ją zatrzymał. Właściwie, to na spokojnie mogła mu uciec. Na pewno by jej nie złapał, bo skoro zmęczył się po kilku metrach, to nie miał szans na dogonienie Saph. Komplikował jedynie fakt, że posiadał ze sobą broń... W Stanach użycie broni było wiecznie uzasadnione i każdy mógł ją posiadać, więc zapewne byłby w stanie do niej strzelić.  
Słysząc jego słowa zacisnęła pięści i spojrzała na oddalającą się postać w lisiej masce. Alejka czwarta kontener siódmy...
- 5 tysięcy, oczywiście. - zaczęła grzebać w torbie i wyciągnęła z niej średniej wielkości, zawiązywany woreczek z którego wyciągnęła tak na oko określoną kwotę. Nie wiedziała co to banki i bankomaty, dlatego wszystkie swoje pieniądze zawsze nosiła przy sobie, a że tak czy siak miała licytować kontenery, to czy wyda część pieniędzy na tego gostka, czy na jeden z metalowych prostokątów później.. to bez różnicy - Proszę, a teraz jeśli pan pozwoli, to już pójdę. - odparła oschle, odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. Skąd miała tyle pieniędzy? Przez wiele, wiele lat dorabiała wykonując jakieś prace, które dawały jej zyski. Nie wydawała wiele pieniędzy, była oszczędną osobą. Wiedziała, że w dzisiejszych czasach pieniądz decydował o większej ilości rzeczy, dlatego wolała być zawsze przy kasie, a po latach nazbierało się tego całkiem sporo.
Jeśli mężczyzna ją w końcu puścił, to dziewczyna trzymając się w bezpiecznej odległości od zamaskowanego osobnika zaczęła go śledzić, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Sprawiała wrażenie jakby sama szukała swojego kontenera. Jeśli natomiast znowu były jakieś problemy... to kurna jego mać.


/wzięłam się w końcu za posta, bo miałam wyrzuty sumienia ._.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Doki   Sro Mar 04, 2015 2:16 pm

Kobieca intuicja była czasami dobrą podpowiedzią, aczkolwiek i ona czasem się myli. Jak każda intuicja zresztą, bo przecież żyjemy w erze równouprawnienia. Czy teraz była dobra? Niebawem Saphira się przekona, bo odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Mężczyzna nieco się zaniepokoił, kiedy zaczęła mu się przyglądać przenikliwie. Zresztą kto by nie czuł się nieswojo, kiedy patrzy na ciebie osoba z mieczem oraz wyglądająca niezbyt przyjaźnie. Zwłaszcza, że żyjemy w dobie kiedy o Death City oraz sprawach z nim związanych wie znaczna większość ludzi. Nawet cieć orientował się nieco w świecie i wiedział o istnieniu wiedźm czy władających albo broni. Ba, nawet obiło mu się o uszy info o potworach, dlatego prowizorycznie zazwyczaj miał ze sobą broń palną. Nie był jednak świadom, że niewiele to pomoże w faktycznym starciu ale cóż… nie każdy człowiek musi być tego świadom, chociaż na wiedźmy kulka w głowę faktycznie powinna wystarczyć.
On nie miałby zamiaru jej gonić, gdyby zaczęła uciekać. Zgodnie z prawem tego miejsca, mógł oddać do niej strzał. Średnia odległość gwarantowała mu całkiem niezłą celność tego rewolweru, jak każdej broni krótkiej zresztą. Uważnie obserwował kobietę swoim jednym okiem i zaczął się pocić ze stresu, nerwowo zerkając to na nią to na jej broń albo torbę.
Uradował się, kiedy doszło do kompromisu. Przyjął od niej pieniądze znacznie przy tym opróżniając jego zawartość. Dokładnie przeliczył kwotę, wszakże zawód pozwalał mu szybko liczyć pieniądze niczym wprawny bankier i określił, że się kwota zgadza a nawet jest lekka nadwyżka – A tak, tak. Idź tylko nie daj się zauważyć – powiedział i wrócił do swojej budki, w której na nowo rozsiadł się z gazetą oraz pieniędzmi w kieszeni. Problem w tym, że Saphira nie miała aktu własności kontenera więc w razie czego lisowaty może jej wytoczyć proces. A to już nie jego problem, bo niczego się nie udowodni.
Kiedy Saphira już dotarła do zakrętu, gdzie wcześniej zniknął jej cel jego tam faktycznie już nie było. Jakby rozpłynął się w powietrzu. Żadnego śladu nic, jedynie kontenery. Usłyszała lekki świst i zanim zdążyła zareagować ona albo jej towarzysz w torbie upadła na ziemię. W karku miała dwie elektrody paralizatora, a za nią stała osoba w płaszczu. Wcześniej najwyraźniej ukryła się na jednym z kontenerów i tylko czekała, aż ofiara odejdzie dostatecznie daleko, by mogła się podkraść. Mały smoczek Saphiry zanim wylazł z torby otrzymał w prezencie mały granat z pewnym gazem. Była to niewielka kulka gdzieś średnicy 2 cm, a gaz który się z niej ulotnił momentalnie uśpił gada.
Osoba w płaszczu zaczęła targać ze sobą leżącą Saphirę, a następnie wrzuciła ją do kontenera. Skorzystała z tego, że znalazła coś naprawdę ciekawego w postaci zwierzątka. Zabrała torbę ze smoczkiem i zatrzasnęła drzwi kontenera. Następnie skierowała się do ciecia. Niebawem nadjechał transport.
Przejdźmy do momentu, kiedy Saphira się obudziła. Była skrępowana a usta miała zakneblowane. Wokół siebie czuła zapach zgnilizny, a w ramię uwierała ją chyba kość. Mogła wyczuć po chropowatości oraz po rozmiarze, że to jakiegoś dużego zwierzęcia. Było ciemno, a pod sobą miała metalową podłogę kontenera. Przy sobie nie miała swojego towarzysza, chociaż z głębi kontenera mogła usłyszeć jakiś ruch albo przytłumiony kneblem dźwięk. Dużo dźwięków. Miała skrępowane nogi, ręce. Tak samo została pozbawiona woreczka z pieniędzmi jak i reszty rzeczy. Praktycznie miała na sobie jedynie ubranie. Co zrobi w tym wypadku? Czuć było, że kontener w którym jest się kołysze jakby byli na jakimś statku.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Doki   Sro Mar 04, 2015 6:57 pm

No. Gościu się odczepił i na spokojnie dało się przejść dalej. Kiedy nieznany jej mężczyzna zniknął za rogiem, nie spodziewała się, że nic i nikogo za nim nie znajdzie. Osoba, którą śledziła zniknęła. Nagle. Jakby nie istniała. Rozpłynęła się w powietrzu jak gdyby nigdy jej tu nie było. Kiedy ta już chciała się rozglądać dookoła, aby znaleźć jakiś ślad, trop, cokolwiek, oberwała czymś, co sprawiło, że znieruchomiała i padła jak długa na ziemię. Odruchowo spojrzała w stronę torby w której znajdowała się Lien i z wszystkich sił starała się podnieść, aby jej pomóc, jednak nie była w stanie. Wydała z siebie jedynie krótkie i ciche imię smoczycy.
- Lien... - Prąd, który przeszywał jej ciało paraliżował ją i nie pozwalał się jej poruszać. Nawet pomimo silnej woli. Osoba, która zadała cios była dla niej jak jedna wielka, rozmazana plama, która się poruszała. W końcu obraz się całkowicie zamazał, a następnie stał czarny. Saph straciła przytomność.
Minęło nie wiadomo ile czasu, ale wiedźma w końcu zaczęła się przebudzać. Powoli zaczęła otwierać oczy. Chciała się przeciągnąć, ale coś krępowało jej ruchy, a w ustach miała jakiś knebel. Natychmiast się obudziła i odzyskała świadomość. Przypomniała sobie co się stało przed chwilą. Nie było Lien, nie było jej miecza... Wszystko jej zabrali. Była nie wiadomo gdzie, a w dodatku śmierdziało tu padliną i coś ją uwierało w ramię. Lepszych warunków nie było? W każdym bądź razie dziewczyna nie straciła jasności myślenia. Musiała się uwolnić, bo tak nie można było funkcjonować. Dlatego też obejrzała się mniej więcej po otoczeniu. Z daleka do jej uszu doszły ją jakieś odgłosy, które ją zaciekawiły. Czyżby nie była tu sama? Musiała jak najszybciej się uwolnić, aby móc się zorientować w tej cholernej sytuacji. Gówno było widać, ale na spokojnie mogła spostrzec, że to, co ją szturchało w ramię było niczym innym jak tym czego poszukiwała! Smocze kości. Rozpoznałaby je wszędzie. Chropowate, szorstkie, a niektóre nawet i ostro zakończone... świetne do przetarcia więzów, które krępowały jej ręce i nogi. Najpierw dziewczyna przyłożyła do nich spętane ręce i zaczęła poruszać w górę i w dół szybkimi, ostrymi ruchami, aby jak najszybciej węzeł puścił. Jeśli się udało z rękoma, to ściągnęła knebel z ust i rozwiązała węzeł krępujący jej nogi, aby następnie zacząć się rozglądać i przechadzać po całym kontenerze.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Doki   Sro Mar 04, 2015 8:57 pm

No cóż tak najwyraźniej wygląda typowe porwanie. W jednym momencie kogoś się tropi, a w drugiej staje się ofiarą tej osoby. Faktycznie to co było obok to kości smoka. Ta sama chropowatość, zapach czy nawet rozmiary. Wiadomo było powszechnie, że kości tych zwierząt są wewnątrz puste by mogły szybować w powietrzu bez skrępowania. Było cholernie ciemno, a wzrok Saphiry powoli przystosowywał się do ciemności, która ją ogarniała. Użycie kości jako noża całkiem nieźle się sprawdziło, by wyswobodzić wiedźmę z więzów, jednak zanim jej się udało, miała okazję przypadkowo zaciąć się w rękę owym gnatem. Z racji szybkich i ostrych ruchów, a zarazem zerowej widoczności oczywiście. Kiedy już się wyswobodziła i mogła nieco „rozejrzeć” po tym miejscu, mogła dostrzec lekkie zarysy sylwetek ludzkich, które zapewne również były spętane. Znajdowało się tu też jeszcze kilka innych kości na które Saphira miała okazję wpaść jeśli zaczęła chodzić po kontenerze. Kilka razy się wywróciła o kogoś albo o kość, jednak na szczęście nie przebiła się na wylot ani nie nadziała na nie. Jedyne co to trochę się poobcierała i zacięła w paru miejscach. Znalazła nawet wyjście z kontenera, tyle że było zamknięte od zewnątrz jak to kontenery. Jak się przysłuchała to nawet słychać było na zewnątrz mewy. Co teraz pocznie? Jest bez broni oraz zamknięta, a na dodatek jeśli jest na statku to pewnie kiedyś on wypłynie. Na dodatek nie miała przy sobie swojego towarzysza, który może być w ogromnym niebezpieczeństwie lub nawet już nie żyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Doki   Sro Mar 04, 2015 9:49 pm

Wolność. No... nie do końca. Dalej siedziała w zapyziałym, zatęchłym kontenerze z jakimiś dziwnymi ludźmi i kośćmi smoka, które właśnie są bezczelnie besztane. Jak na początku chciała być miła, to teraz jej się kompletnie odwidziało. Jacyś cholerni idioci zapragnęli wojny? Proszę bardzo. Wygrali jak na razie bitwę, ale o wojnie nie było mowy. Ona należała do Saph.
Przechadzając się po tym metalowym pudełku co chwila się o coś, albo kogoś (rany...) potykała. Poharatała się niesamowicie, ale to były tylko powierzchowne rany, które nie sprawiały jej wielkiego bólu. Nie zwracała na niego w tym momencie uwagi. Chciała się jedynie stąd wydostać i odzyskać to co jej zabrali, plus poderżnąć gardło jednej... czy dwóm osobom za wpieprzanie się w środowisko smoków.
Dziewczyna w końcu znalazła wyjście. Przez niewielkie szczeliny przez które wlatywało słońce mogła dostrzec gdzie mniej więcej są. Nie dostrzegła zbyt wiele, ale wiedziała, że nie jest dobrze. Jej dłonie zaczęły macać zimną strukturę metalu i sprawdzać każde wygięcie. Solidne, metalowe, zamknięte od zewnątrz drzwi, które torowały jej drogę do wyjścia. Saphira spojrzała za siebie na skrępowanych ludzi, których zarysy były gdzieś w ciemności i po krótkiej chwili namysłu wymacała z rozrzuconych kości jakąś ostrzejszą, aby i nieznanych jej ludzi uwolnić. Mogą się przydać. Kiedyś. Teraz. Może. Dlatego jeden po drugim przecinała węzły krępujące ręce, aż w końcu skończyła. Wyprostowała się i zaczęła ich lustrować czerwonym okiem, chcąc się mniej więcej zorientować z kim ma do czynienia. W każdym razie, musiała działać szybko i na szybko rozeznać się w sytuacji. Za dużo nie widziała, ale skoro wszyscy chcieli być wolni, to musieli działać razem. Tylko pytanie, czy zostali złapani przez przypadek, byli w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, czy też dlatego, że porywacze mają wobec nich jakiś plan.
- Ktoś z was cokolwiek wie? - spytała oschle mierząc wzrokiem wszystkich zebranych. Albo byli totalnie zieloni, albo wiedzieli, kto jest porywaczem i jaka jest ich robota. Czas szybko umykał, ale nawet pomimo tego, że miała nóż na gardle, nie mogła działać pochopnie i nie przemyślanie.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Doki   Sro Mar 04, 2015 11:47 pm

Jak już Saph zauważyła drzwi były solidne, jak to typowego kontenera. W końcu byłoby źle, gdyby ładunek był w niebezpieczeństwie za każdym razem kiedy uderzałby o wnętrze. Smocza matka potem odłupała kawałek kości, który posłużył jej za prowizoryczny nóż i uwolniła resztę ludzi. O ile dobrze naliczyła to było tu 5 mężczyzn oraz 2 kobiety. Razem z nią 8 istot żywych w tym wielkim metalowym pudle. Ludzie sami do siebie przez moment rozmawiali, a jak się dało usłyszeć to najwyraźniej byli z różnych zakątków świata. Dwójka ludzi, a właściwie kobiet była pochodzenia azjatyckiego. Zapewne z Mongolii albo Chin, gdyż ich język bardziej był szczekany niż mówiony płynnie jak angielski. Najwyraźniej umiały się ze sobą porozumieć, a gorzej jeśli chodzi o innych. Jeden mężczyzna był z Meksyku, jeden z Rosji, dwóch Niemców a ostatni najwyraźniej z Hiszpanii. Mężczyźni jako tako znali angielski, chociaż mogą być trudności z porozumieniem się. Światełka było naprawdę niewiele przez tą szczelinę, więc średnio szło określić ich gabaryty. Wiadomo tylko, że największy z nich był Rosjanin, bo mógł mierzyć tak około 190 cm wzrostu i być dosyć szerokim w barach. Reszta była dosyć cherlawa jak to przeciętny człowiek.
- Seniorita niestety nie wiem jak się tu znalazłem – z grubsza reszta mówiła to samo, bo w końcu tak jak Saphira zostali najpewniej porwani. Rusek podszedł do drzwi i zaczął przy nich grzebać. Oderwał kolejny kawał kości i próbował go przecisnąć albo podważyć jakoś drzwi, jednak nie szło mu za dobrze. Nie miał punktu, gdzie mógł kawał kości wcisnąć – Strasznie tu śmierdzi, jakby coś zdechło – rzucił Meksykaniec - Caramba czego mogą od nas chcieć? – zastanawiał się na głos, a kobiety gadały sobie gdzieś tam w kącie pełne przerażenia. Po chwili rozległ się dźwięk kroków o metalowy pokład statku. Rytmiczne stukanie obcasów oraz 5 par butów, a potem otwieranie drzwi obok.
- Wyprowadzić ich i na targ. Dzisiaj zrobię sobie ładną parę butów ze smoczka, a za kasę z nich kupie sobie limuzynę– powiedział żeński, twardy głos o lekko sadystycznym tonie. Nie muszę wspominać o tym, że ludzie zaczęli panikować i zwracać na siebie niepotrzebną uwagę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Doki   Pon Mar 23, 2015 5:07 pm

Sporo ich było. Różne narodowości, języki, wygląd, płeć. Razem z nią ośmiu ludzi. Jedni bardziej wyrośnięci, drudzy mniej, a kobiety wystraszone gdzieś w rogu rozmawiały w tylko sobie znanym języku. I tyle z nich pożytku. W każdym razie, nie była tu sama, a to nawet trochę pomagało.
Podążyła wzrokiem za najwyższym ze zgromadzonych, który podszedł do drzwi i zaczął coś przy nich robić. Drzwi były zbyt dobrze zrobione, aby móc je podważyć, czy chociażby przebić jakimś nożem. W końcu chodziło o to, aby kontenery były trwałe i solidne, aby zawartość tego metalowego pudła nawet po wypadnięciu przez niego za burtę, czy podczas huraganu dalej znajdowała się w środku.
Wysłuchała ich, ale sama nie odpowiedziała. Widać, że nie mieli zielonego pojęcia co tu robią, jak tu się znaleźli, przez kogo zostali porwani i czego od nich chcą. Nic kompletnie, co jakkolwiek mogłoby ją naprowadzić na trop tych cholernych ludzi.
W pewnym momencie wszyscy zamilkli, a sama Saphira podeszła do zamkniętych drzwi kontenera i nasłuchiwała. Kiedy do jej uszu doszedł twardy, kobiecy głos, aż krew się w niej zawrzała. Zacisnęła pięści, słysząc o butach ze smoczka. W końcu i ludzie zaczęli panikować słysząc to samo, co wiedźma. Zwyczajni ludzie nie potrafili zachować zimnej krwi w takich sytuacjach i jak słyszą o zagrożeniu ich życia, to modlą się, mówią, że nie chcą umierać, chcą do mamy... Dobrze, że Saph zawsze ma łeb na karku.
Wiedźma cofnęła się o kilka kroków od drzwi
- Odsunąć się. - nakazała ludziom, którzy znajdowali się za blisko wejścia. Zamilkła. Cisza nie trwała długo. Saphira uniosła wyprostowaną rękę do góry, jej dłoń delikatnie i swobodnie zatoczyła się w powietrzu i zatrzymała się. Jej czerwone oczy pociemniały, a włosy powoli zaczęły unosić się w różne strony jakby nie działała na nie grawitacja.
- Draco elementorum. - jej słowa były dokładne, a ton głosu niezbyt przyjemny. Zaraz po zakończeniu ostatniego słowa pomimo tego, że kontener z każdej strony był zamknięty zerwał się ostry wiatr, który po chwili wytworzył sylwetkę średniej wielkości smoka, który swoimi rozmiarami przypominał większe auto. Rozdziabił swój przezroczysty pysk i pustymi oczyma zatrzymał się w powietrzu zaraz za swoją Panią. Saph wciąż trzymając rękę w górze, ostrym ruchem skierowała ją w stronę drzwi, wskazując na nie palcem. Smok natychmiast popędził w ich stronę napierając na nie całą swoją siłą, aby ich zawiasy puściły i uwolniły ją i ludzi, którzy z nią siedzieli. Nie będzie tu dłużej siedzieć, kiedy jakaś laska chce zrobić ze smoka parę butów. Wybaczy wiele, ale jeśli chodzi o smoki, to nie będzie czekać, aż kolejny padnie jako zdobycz łowców.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Doki   Pon Mar 23, 2015 9:42 pm

Na sam nakaz ludzie jakoś tak podświadomie się odsunęli. Zwykle tak się dzieje kiedy tłum traci głowę, a nagle wyłania się jednostka która chce podjąć jakąś akcję. Poszli na koniec kontenera, raczej nawet bojąc się chyba tego że ci, którzy ich tutaj zamknęli będą chcieli się do nich dobrać. Zresztą na pewno będą chcieli, ale ludzie jak to istotki stadne woleli być w kupie i ewentualnie stawić jakiś opór. Jak zaszczute zwierzęta przyparte do muru, na przodzie stanęły osobniki płci męskiej, a z tyłu kobiety. Ludzie widząc to co się działo zwyczajnie byli przerażeni, a co więcej smok którego stworzyła Saphira zjadł całkiem sporą dawkę tlenu do oddychania, więc zrobiło się w kontenerze dosyć duszno. Już oprawcy szamotali się z zamkiem po drugiej stronie, kiedy smok z powietrza wraz z Saphirą pomknął w stronę drzwi. Pytacie czemu pomknął wraz z nią? Zacznijmy od tego, że był za nią a mimo wszystko nie jest ona odporna na zjawiska takie jak wiatr, ani nie jest w stanie naginać praw fizyki. Jeśli smok był ruchem powietrza, zatem zwyczajnie zdmuchnął matkę smoków w stronę drzwi. Tyle, że z dużo większym impetem niż taki zwykły wietrzyk. Na szczęście kości smoków, które były w kontenerze zaklinowały się odpowiednio, by nie powbijać się w matkę smoków. Byłaby to ironia zginąć od kości własnych podopiecznych czyż nie? Najwyraźniej wiedźma nauczy się, że rzucanie zaklęć zza siebie nie jest w takich wypadkach dobrym pomysłem. Jej bezwładne ciało pomknęło w stronę metalowych drzwi kontenera, które się miały już otworzyć bo słychać było podnoszący się skobel jakimi są zazwyczaj zamykane kontenery. Oczywiście efekt był mniej więcej taki jaki sobie przewidziała, ale nie wzięła pod uwagę dwóch rzeczy. Po pierwsze, kiedy uderzyła w drzwi otworzyła jej się dosyć niewielka ranka, której wcześniej nie dostrzegła. Miała założone bardzo profesjonalnie szwy, których zwyczajnie wcześniej nie wyczuła. Nie pomacała się czy jej ciało jest w porządku bo przebudzeniu, a bardziej skupiała się na tym by unikać obtarć o kości smoka. Miała ją gdzieś w okolicy nerki, a teraz się otworzyła. Po drugie nie brała pod uwagę, że rąbnie twarzą w metalowe drzwi, a pęd który jeszcze miała zaprowadzi ją na drzwi kolejnego kontenera. W końcu osiągnęła zamierzony cel, czyli wyjście z kontenera ale kosztem nosa, który będzie ewidentnie do szycia albo nastawiania. Być może jedno i drugie, poharatanej twarzy o metal oraz ogromnej migreny i mroczków przed oczyma. Posoka polała się z nosa oraz rany z brzucha, a w głowie zaczęło się jej kręcić. Na pewno przy takim uderzeniu nabawiła się wstrząśnienia mózgu, a to że nic poza tym sobie nie złamała to cud. Aktualnie leżała na zimnej, metalowej podłodze statku próbując dojść do siebie. Smok oczywiście zniknął, gdyż straciła koncentrację, jednak to chyba nie był jej największy problem.
Problemem było 4 żołnierzy z wymierzoną w jej stronę bronią palną, którą właśnie odbezpieczyli. Jeden z nich właśnie wstawał, gdyż drzwi zwyczajnie go odepchnęły i leżał parę metrów od nich. Uzbrojeni byli w standardowe M4 oraz broń krótką. Na oko byli dosyć rosłymi mężczyznami o wzroście nie przekraczającym 180 cm. Za nimi stała kobieta z lekko zażenowaną miną. Nie miała pazurów, aczkolwiek miała coś co można nazwać mundurem. Lekko nadszarpanym na górze, ale mundurem. Miała na szyi wisiorek w kształcie smoka wykonany z kości tegoż zwierzęcia. Przy pasie miała uczepione różne kieszonki, w których pewnie coś ma poukrywane, a przy udach miała dwie kabury z pistoletami. Na szyi miała przewieszoną maskę przeciwgazową. Wzrostowo nie przekraczała 170 cm.
Zmierzyła Saphirę wzrokiem, która to wyglądała jak 7 nieszczęść, a krwawiący nos i rana zostawiały coraz więcej plam na statku. Spojrzała na jednego z żołnierzy i kiwnęła mu głową. Tamten już wiedział po co ma biec, a raczej po kogo, następnie wzrokiem wróciła do wiedźmy, która walczyła teraz z nudnościami.
- Głupiaś. Tylko się poraniłaś, a to zmniejszy Twoją cenę – po głosie do Saphiry mogło dojść, że to ta sama kobieta co mówiła o butach ze smoka, tylko jakoś tak wolniej to skojarzenie jej przyszło. Kobieta ponownie kiwnęła głową żołnierzowi i tym razem jeden zaczął do wiedźmy podchodzić. Oczywiście koledzy go osłaniali i byli gotowi oddać strzał.
- Nie ruszaj się to nie będę musiał Cię zastrzelić – powiedział mężczyzna powoli podchodząc do niej. Ludzie z kontenera widząc, że ktoś ma broń palną zwyczajnie dalej siedzieli w kącie. Woleli nie ryzykować starcia broń palna vs szarża.  

Uniformy żołnierzy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Doki   Sro Mar 25, 2015 4:21 pm

No. Także... no.
Nie wyszło jak powinno. Userka ma nauczkę, aby następnym razem pisać wszystko szczegółowo i dokładnie. W każdym razie, Saph teraz poobijana i zakrwawiona leżała na metalowej, zimnej podłodze statku i lustrowała znienawidzonym wzrokiem czerwonego oka kobietę, której głos rozpoznała, gdy tylko się odezwała. To ta sucz mówiła o butach ze smoczej skóry. Saph dokładnie zapamiętała jej twarz, bo to jej będzie szukać, jak już się wydostanie z tego bagna. Miała niewzruszony wyraz twarzy, ale jej wzrok przekazywał wszystko co powinien. Podniosła się na drżących rękach, natychmiast jednak je niwelując i wstała do pozycji siedzącej. Usiadła na swoich łydkach i jedynie jednym ruchem ręki zmyła krew płynącą z nosa. Czuła pulsujący ból z otwartej rany, której wcześniej nie wyczuła, ale nie zwracała teraz na niego uwagi. Nie mogła zaatakować. Jeśli by zrobiła coś głupiego, to jej rosłe pieski zrobiłyby swoje, a Saph by oberwała i już nigdy więcej nie pomogłaby smokom. No chyba, że z nieba. Oj, zrobiłaby tej lasce takie Paranormal Activity, że by się posrała.
Kiedy jeden z jej półgłówków zaczął do niej podchodzić, Saph przerzuciła na niego ostre spojrzenie, wiedząc jednak, że nie może się mu przeciwstawić. Nie może jak na razie użyć zaklęcia. Smok powietrzny kosztował ją trochę many, a sama zresztą była poobijana, przez co straciła trochę sił. Musiała odzyskać podopiecznego i miecz, aby w końcu się czuć jak w wodzie. Oni mogli ją do nich zabrać, dlatego też nie ruszała się specjalnie. Zachowała milczenie wciąż uparcie wpatrując się w kobietę. Musiała odzyskać trochę sił, a jak będzie się przeciwstawiać, to wątpliwe, aby je odzyskała. Jedynie jeszcze bardziej ją poturbują.
Ludzie jak tchórze stali w kącie... Zamiast wybiec zaraz po niej, zrobić jeszcze większe zamieszanie, to oni jak zamurowani stali w jednym miejscu. Zdziwienie, strach, podziw, okej... ale gdzie pójście na żywioł aby przeżyć? Ach tak. Po co zawalczyć, skoro można siedzieć w miejscu, nic nie zrobić, a i tak zginąć.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Doki   Sro Mar 25, 2015 6:59 pm

Chociaż tyle dobrego, że zimna podłoga nieco lepiej działała na rany, aczkolwiek z drugiej strony była cholernie twarda i niewygodna. Weźmy jeszcze pod uwagę, że jeśli za długo tak sobie poleży to może i zakażenia dostanie. Ten znienawidzony wzrok najwyraźniej podobał się osóbce, która miała ochotę na butki ze smoka. Można wywnioskować, że lubiła kiedy to ofiara posyłała jej takie groźne spojrzenie rzuciła jej tylko prowokujący uśmiech. Ewidentnie w myślach sobie szeptała „no dalej, wstań i zrób głupotę bym mogła Cię ukarać”. Niewzruszony, aczkolwiek lekko wykrzywiony grymasem pulsującego bólu w głowie, w nosie oraz z okolicy boku, wyraz twarzy Saphiry tylko zachęcał oprawczynię do tego co miała jeszcze dla matki smoków w zanadrzu. Żołnierze uważnie przyglądali się, kiedy ta próbowała wstać ale jakby ją lekceważyli. Widzieli, że trzęsie się i ledwo dała radę usiąść, więc nie będzie bardzo ruchliwa kiedy zaczną strzelać. Krew płynęła cały czas, więc kiedy zmyła ją ręką, zaraz musiała to znowu robić, a jej ubranie stopniowo z białego przybierało kolor szkarłatu.
Mądrze zrobiła, że nie stawiała się. W międzyczasie w oddali mogła dostrzec jakieś 2 sylwetki. Wzrok jej się nieco pogarszał przez te zawroty głowy, ale kolorystycznie mogła poznać że jest to żołnierz i ktoś ubrany na biało. Być może medyk?
Mężczyzna, który akurat był przy Saph zignorował jej ostre spojrzenie, gdyż w życiu zwyczajnie widział gorsze rzeczy niż gniew kobiety. To nie byli pierwsi lepsi najemnicy, a weterani którzy w biznesie swoim siedzieli już wiele lat. Powiedzmy sobie szczerze, że nie tylko energia była problemem jeśli chodzi o zaklęcie, a zwyczajnie ból nie pozwalał się skupić na czarach. Żołnierz zabezpieczył karabin i założył go sobie przez ramię. Powoli podszedł od boku do kobiety i wziął ją pod ramię, by zaraz ją podnieść. Kobieta na moment spojrzała w stronę kontenera, nawet spokojnie tam sobie podeszła i zajrzała do środka. Pomachała im ręką, a zaraz potem zamknęła drzwi na skobel. W tym czasie do Saph podbiegł medyk, który zaczął kląć widząc w jakim jest stanie.
- Miałem ją dostać na noc, a wy mi ją tu poobijaliście! Nie taka była umowa! – żalił się medyk, gdyż w sumie Saphira poniekąd została już sprzedana. Jakiemuś 50 letniemu mężczyźnie z bebechem jak typowy właściciel karczmy. Gruby, zapuszczony konował, który chyba był tu od kwestii leczenia i oględzin.
- Nie obiliśmy jej. Sama to sobie zrobiła – powiedział ten, który taszczył Saphirę pod barkiem. W sumie gdyby nie on to pewnie by się sama przewróciła.
- Fuck – powiedział i podszedł do niej biorąc w dwa palce jej podbródek i oglądając – Nos do szycia i nastawiania, a sama rana w boku do dezynfekcji i szycia.- pyknął ją lekko w nos, co zabolało niemiłosiernie, że aż musiała pisnąć z bólu.
- Rób to bez znieczulenia. Środki nie rosną na drzewie, a są nam jeszcze potrzebne – powiedziała kobieta i założyła maskę przeciwgazową na twarz. Kiwnęła głową żołnierzowi i ten smoczą matkę zaczął prowadzić w stronę wejścia do części użytkowej statku. Był to kontenerowiec, dosyć sporych rozmiarów a jak powoli wzrok się wyostrzył to nawet Saphira mogła dostrzec linię brzegową, która jest znacznie od nich oddalona. Byli definitywnie na pełnym morzu. Oczywiście reszta żołnierzy szła z tyłu, ubezpieczając swojego kolegę. Najwyraźniej ich przywódczyni coś im powiedziała wcześniej by uważali.
Kilka minut, które dłużyły się wiedźmie niemiłosiernie zaowocowało tym, że została zaprowadzona do jakiejś kajuty wyglądającej jak szpital polowy. Gdzie położono ją na łóżko, przypięto pasami, a lekarz boleśnie zaczął jej nastawiać nos. Zgodnie z przykazaniem – bez znieczulenia. Katorga była niemiłosierna, nawet zdarzyło się Saphirze zemdleć z bólu. Nie wiadomo na jak długo, ale kiedy się obudziła mogła czuć na swoim nosie szwy. Rana w boku ją piekła tak samo jak nos, ale to chyba z racji jakiegoś środka dezynfekującego. No cóż dorzućmy do tego, że była naga, a pewne znaki nawet wskazywały na to, że wykorzystano ją seksualnie. W pokoju poza nią nikogo nie było, być może to będzie szansa na ucieczkę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Doki   Pią Maj 22, 2015 10:14 pm

MISJA ANULOWANA Z POWODU NIEAKTYWNOŚCI USERA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Doki   

Powrót do góry Go down
 
Doki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Doki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Off-top :: Eventy :: Zawieszone-