IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabrielowy Azyl

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Gabrielowy Azyl   Czw Lut 26, 2015 1:09 am

Wyobraźmy sobie dość przestrzenne miejsce, w którym nie ma ani jednego koloru. Oczywiście nie licząc bieli i czerni. Tak właśnie żyje sobie Gabriel. W swoim cudownym azylu, gdzie nie ma nawet krzty radości z życia. Całość mieszkania zamyka się w jednym, obszernym pokoju, który został zmyślnie podzielony na kilkanaście sektorów "do życia", oraz niewielkiej łazience. Białe ściany pokryte są kontrastowymi ornamentami w kształcie kwiatów. Rozciągają się po całej ich szerokości. Za podłogę służą tutaj szare, niemalże czarne panele. Dwa wielkie okna dają sporo światła, ale można je skutecznie "odciąć" poprzez masywne czarne zasłony. Wszyscy, którzy wpadają w odwiedziny tutaj (czyli prawie nikt) twierdzą, że powinien je wyrzucić, bo przyprawiają to miejsce o dreszcze, a jednak on się uparł, bo w jego oczach są naprawdę ładne. Nie wymieniłby ich na żadne inne. Innym źródłem światła byłby zwyczajny żyrandol, zawieszony nad stolikiem.

Będąc konkretniejszym. Po lewej stronie od wejścia rzuca się w oczy wieszak. Zazwyczaj pusty, bo płacz i tak leci od razu na kanapę wraz ze swoim właścicielem. Sofa stoi na przeciwko drzwi wejściowych, a pod nią, jak i po niskim szklanym stolikiem znajduje się puchowy, biały dywan. Nie znajdziecie tutaj takich nowinek technologicznych jak telewizor, czy komputer. Gabriel zwyczajnie nie ma na nie czasu, więc nie są mu potrzebne. Dalej, za kanapą znajduje się parawan. Czarny, z białym zdobieniem w kształcie smoka. Za nim znajduje się łóżko. Ogromne, miękkie, z szarą pościelą.

W drugiej "części" domu, mamy kuchnie. Oddzieloną od reszty mieszkania serią szafek, a także dwoma stołkami barowymi. Co tu dużo mówić. Zawsze pełna lodówka, szafki wypełnione jedzeniem, a także zlew, zmywarka. Chłopak dużo nie używa tego miejsca, więc mógłby się na spokojnie bez niego obyć, a jednak ono tam jest.

Łazienka, do której trafić można przez ciemne drzwi jest równie smutna co reszta. Najwięcej miejsca na ścianie zajmuje lustro. Często zasłonięte jakimś materiałem, który akurat nawinie się Gabrielowi. Czasem w lepszych dniach nawet może się przejrzy w tym cudownym przedmiocie. Oprócz tego mamy tutaj wagę. Drugi najważniejszy przedmiot w życiu tego nauczyciela, a także inne potrzebne rzeczy, jakie większość ludzi trzyma w łazienkach. Mało ważne.

Pobyt w tym miejscu przyprawi cię o smutny nastrój, a także o depresję. Nie radzimy przychodzić z wizytą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 12:31 am

Francuz nieźle się zdziwił widząc Gabriela w drzwiach klasy. Nie byłby sobą, gdyby nie zauważył też zmiany w jego postawie. No, bo bycie jeszcze bardziej przygaszonym i zamyślonym niż zwykle to w jego wydaniu poważna sprawa. Nawet nie pożegnał się z Connorem i po prostu ruszył za blondynem szybkim krokiem. Nic nie mówili przez całą drogę do jego mieszkania, ale Yves nie mógł sobie odmówić, by musnąć dłoń mężczyzny ze dwa razy. Miał wrażenie, że dojście tam trwało godzinę, chociaż tak naprawdę nie zajęło więcej niż 15 minut.
Gdy Gabriel lekko drżącymi rękoma otwierał zamek w drzwiach, Yves oparł się o ścianę obok nich i przyglądał się mu ze zmarszczonymi brwiami. Dopiero teraz dotarło do niego jak dawno się nie widzieli i jak bardzo się stęsknił. Zwykle odganiał od siebie te myśli, bo przecież był tylko studencikiem. Nie miał wpływu na długość misji swojego ukochanego, który bądź co bądź miał te kilka lat doświadczenia więcej.
W końcu weszli do środka i wtedy już nie mógł się powstrzymać. Złapał go za chłodnawą dłoń i przyciągnął do siebie, by pocałować go mocno. Bardzo mocno. Wczuł się w to jak byle dzieciak, którym przecież był. Miał prawo trochę się zapomnieć, chociaż blondyn pewnie go skarci jak chce. Czyli jak zawsze. Kochał tę rutynę, którą zostawili ostatnio gdzieś daleko za sobą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 1:06 am

Podczas całej drogi do domu Gabriel nie mógł powstrzymać swojego mózgu od wyświetlania najgorszych scenariuszy tego, co mogło się stać. Czując raz po raz muskanie w dłoni zastanawiał się nad każdym z nich, analizował je i wmawiał sobie, że nigdy nie pozwoli, by się ziściły, jednocześnie uświadamiając sobie bolesną prawdę, że na żadne z nich nie miałby nawet najmniejszego wpływu. Raz nawet spojrzał na Yvesa i od razu tego pożałował, bo jego umysł jakby na zawołanie ukazał mu truchło chłopaka. Nauczyciele w Shibusen w ostatnim czasie nie mogli być pewni niczego, choć każdy wiedział, że coś zaczyna się dziać. Coś niedobrego przybierało na sile i miało rangę ogólnoświatową. Niszczącą. Wiedźmy i czarodzieje zbierali się w większe, zorganizowane grupy, a pozycja akademii została zachwiana wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Dla Gabriela najgorsza była jednak świadomość, że nie mógł zapewnić Yvesowi bezpieczeństwa. Dobrze go znał i wiedział, że jeśli to, o czym wszyscy myślą nastąpi, on pierwszy będzie próbował pomagać. Nauczyciel tylko nie chciał, by młodzieniec ucierpiał. A na to się boleśnie nie zanosiło.

Gdy w końcu dotarli do mieszkania Gabrielowi już zaczynało robić się gorąco. Niestety nie w tym dobrym znaczeniu. Wiedział, że za tymi drzwiami dojdzie do przyjemnej, bądź nieprzyjemnej konfrontacji. Miał nadzieję, że chłopak nie zauważył jego trzęsących się dłoni, gdy przekręcał klucz w drzwiach kamienicy. Następnie przepuścił go przed sobą, tak po dżentelmeńsku. Zawsze to robił, w sumie chyba miał już takie rzeczy w nawyku. Nie zdążył nawet na dobre przestraszyć się nieciekawej konwersacji, gdy poczuł jak Yves ciągnie go do siebie, łącząc od razu ich usta. Pierwszym co pomyślał, było kurwa. W końcu minęło naprawdę sporo czasu, odkąd widzieli się ostatnim razem. Pocałunki smakowały tak samo jak zawsze, jakby tak naprawdę nie minęła nawet doba od poprzedniego. Dłoń ciemnowłosego kurczowo zaciskająca się na jego nadgarstku nie przeszkadzała mu ani odrobinkę. Sam objął chłopaka w talii i zbliżył ich ciała jeszcze bardziej. O ile to w ogóle było jeszcze możliwe. W końcu jednak znalazł w sobie na tyle siły, by odciągnąć się od ucznia i spojrzeć mu w oczy.
- Dosyć, Lyosil, dosyć - zwracał się do niego po nazwisku tylko, gdy sprawa była naprawdę poważna i miał nadzieję, że ten zrozumie o co mu chodzi. Wydostał się z uścisku i przeszedł do części z kuchnią, by usiąść na szafce. - Musimy porozmawiać - powiedział cicho, przyciągając kolana do klatki piersiowej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 1:20 am

Wywrócił oczami, gdy ten go od siebie odsunął. Brakowało tylko buntowniczego tupnięcia nóżką, bo chłopiec nie dostał tego, czego chce. Zmarszczył brwi wyczuwając tę powagę w jego głosie, chociaż nie podszedł do tego jeszcze równie poważnie.
- Jesteś w ciąży? - spytał uśmiechając się łobuzersko. Dopiero gdy poczuł na sobie spojrzenie pełne dezaprobaty i niesłownego opierdolu, stwierdził, że musi się uspokoić. Opanować umysł napalonego nastolatka i stanąć na wysokości zadania. Westchnął cicho i przysiadł przy stole opierając się o ścianę, nie o oparcie.
- Dobra, mów. Jestem poważny. - odparł skupiając się już tylko na nim i na tym co chciał mu przekazać. Chociaż tego nie pokazywał, to to 'musimy porozmawiać" wywołało lekki ucisk zdenerwowania w brzuchu, który jak zwykle chciał zamaskować żartobliwym podejściem. Nie lubił tego, bo zwykle mówiła tak pani psycholog, gdy coś zbroił. A teraz nic nie zbroił, da wiarę, że był grzeczny. Teraz miał wrażenie, że jednak nie chodzi tu o opierdol a o sprawę większej wagi. Coś o czym Gabriel nie chciał mówić na głos, ale musiał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 1:35 am

Jesteś w ciąży? Gabriel słysząc to zdanie w normalnej sytuacji by się zaśmiał. W tej jednak pozostało mu tylko przestrzelić ucznia wzrokiem, który miał moc zabijania niewychowanej młodzieży. Często stosował to na swoich klasach. Spojrzenie zwiastujące pewną apokalipsę. Tym razem tylko westchnął i odwrócił głowę, spoglądając w duże odsłonięte okno, ukazujące piękne popołudnie. Naprawdę miał nadzieję, że Yves posiada choć trochę czegokolwiek mądrego w głowie i zachowa się stosownie. Nie był zawiedziony czy coś, ale zmartwienia nauczyciela poszybowały w górę niczym puszczone baloniki z helem. Jednakże w krótkim czasie Lyosil spoważniał, czekając na to, co jego chłopak ma mu do powiedzenia.
- Nie wiem czy wiesz, ale po szkole krążą plotki o zgonach uczniów. I zaginięciach... - zaczął mało składnie, wracając spojrzeniem w postać młodzieńca. - To wszystko prawda. Ashling, Shinigami, te dzieciaki, każde pomówienie jest prawdą. To co mogłeś usłyszeć gdzieś na przerwach, treningach, od innych, to prawda. - Kończąc zdanie ściszył głos ledwo dosłyszalnie i zaczął drżeć. - Nie odebrałeś nawet jednego pieprzonego telefonu od wczoraj, nie odpowiedziałeś nawet na jednego jebanego smsa. Nagrałem się chyba dziesiątki razy, próbując dotrzeć do ciebie, przeszukałem dziś z pół szkoły, nim trafiłem na ciebie. Już widziałem twoje martwe ciało, wiesz? Już myślałem, że jesteś kolejną „niezwykle wielką stratą dla akademii Shibusen” - przerwał swoją wypowiedź w tym zdaniu, bo zwyczajnie coś wielkiego utknęło mu w gardle. Nie wiedział jeszcze czy to był strach o Yvesa, czy może szczęście, że nic mu się nie stało, stoi w jego małym mieszkanku i nawet poczuł powagę tego co się dzieje.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 2:00 am

Po prostu słuchał, nawet nie próbował przerywać. W pewnej chwili zastanawiał się nawet czy jego własny oddech nie jest zbyt głośny. Rzeczywiście, ludzie gadali. Yves przysłuchiwał się temu raz na jakiś czas, ale zwykle miał w to wlane po całości. Lekcje albo przesypiał albo skupiał się na zaliczeniach tak bardzo, że nie obchodziło go cokolwiek innego. A komórka? Ze znajomymi widywał się w szkole lub w akademiku, z Sonją nie miał kontaktu, a Gabriel był na misji. Przestał o niej myśleć, a właściwie to chyba nawet nie chciał. Wpatrywał by się w ekran oczekując wiadomości od któregoś z wymienionej dwójki, ocipiałby.
Złapały go niesamowite wyrzuty sumienia, bo widać było po blondynie jak bardzo się martwił. Sam w takiej sytuacji pewnie odchodziłby od zmysłów, ale teraz.. nie umiał znaleźć w sobie słów, które byłyby odpowiednie na przeprosiny. Co miał zrobić? Samo 'przepraszam' brzmiało w tym momencie jak obelga.
- Gabryś.. - jęknął cicho. - Co mam powiedzieć? Nie noszę komórki, bo.. a zresztą. Wcześniej praktycznie się nie odzywałeś, więc myślałem, że jesteś zajęty misją. Mogłeś jakoś przez sekretariat czy coś.. - odparł z zamkniętymi oczami. Masował sobie skronie i widać było, że jest zdenerwowany, zażenowany, poirytowany, wystraszony.. Wszystko na raz! Po co w ogóle się tłumaczył? Zaczął szukać po kieszeniach paczki fajek, ale nie znalazł. Wypadła mu albo wypalił już całą.. Z jednej strony nie miało to znaczenia, ale z drugiej głód nikotynowy utrudniał mu funkcjonowanie.
Jak teraz o tym pomyślał, to sytuacja z do niedawną władającą odbiła się na nim bardziej niż myślał. Zamiast skupić się na świecie w okół to zamknął się w ciasnym, ale własnym ja. Nawet przestał chodzić po mieście, żeby sobie o niej nie przypominać. Przez to wszystko zapomniał o swoim najważniejszym cudzie świata. O Gabrielu, który przez swój równie trudny charakter sam by się nie przyznał, że jest zaniedbywany.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 2:12 am

Westchnął znów i spuścił nogi w dół. Nie dotykały ziemi rzecz jasna, jednak w tym momencie mężczyzna jakoś mało się tym przejmował.
- Przez sekretariat..? - spytał cicho. Jak mógł przyznać, że bał się tam wejść, by zwyczajnie nie dostać informacją o czyjejś śmierci przez ryj? Niektórzy ludzie woli wiedzieć pomimo wszystkiego nawet najgorszą prawdę, Gabryś z kolei wolał żyć w słodkiej nieświadomości, ze złudną nadzieją, że nic się nie dzieje. Ile jeszcze czasu tak miało być? - Nieważne. Po prostu… trzymaj ze sobą komórkę zawsze. Wstrzymaj się z misjami, a jeśli już musisz na jakąś iść, to z kimś, na kim możesz polegać. - Blondyn wkręcił się w dawanie Yvesowi porad i nawet jeśli ten spróbowałby mu przerwać, i tak by skończył - Jeśli coś by się stało, masz od razu do mnie zadzwonić, nie wahaj się, a jeśli cokolwiek stanie się w szkole… trzymaj się z dala i nie zgrywaj heroicznego bohatera. Mierz siły na zamiary. Dobrze? - nie czekając na jakąś wymijającą pewnie odpowiedź wstał i podszedł do chłopaka, a następnie ułożył mu dłonie na ramionach i spojrzał w oczy. - Dobrze? - powtórzył z naciskiem, próbując wywrzeć na chłopaku presję obietnicy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 2:26 am

- A co, jeśli wymagałbym tego samego od ciebie? - spytał patrząc mu w głęboko oczy. - Nie obchodzi mnie to, że jesteś nauczycielem czy dorosłym. Jeśli ja mam się wyprzeć walki, w takim razie ty zrób to samo. Dla mnie. - Yves wyglądał teraz bardzo, bardzo poważnie. Chyba równie przejęty był, gdy pierwszy raz wyznał mu miłość i powiedział, że go kocha. Jeśli ten coś chciał, oczekiwał czegoś w zamian.
Francuz czułby pustkę w sercu do końca życia, gdyby Gabriel, odpukać w niemalowane, umarł. Byłby skazany na samotność przeszytą wyrzutami sumienia, a nie miał nikogo kto mógłby mu pomóc się pozbierać. Nie było pani psycholog, nie było Sonji, został mu tylko blondyn. Mężczyzna musi się pogodzić z tym, że zgadzając się na związek, wziął na siebie odpowiedzialność. Nie za samego Yvesa, ale za jego rozchwiane, nadwyrężone biegiem lat uczucia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 2:37 am

Gabriel po raz kolejny tego wieczoru dał wyraz swojej dezaprobaty nad światem po prostu wzdychając. Tym razem to był raczej przepraszający gest, połączony z zamknięciem oczu i opuszczeniem ramion.
- Dobrze wiesz, że nie mogę - szepnął. - Jestem nauczycielem w tej szkole. Odpowiadam za każdego ucznia, który się w niej uczy. Ty nie masz takiego obowiązku. To ciebie powinniśmy chronić, nie odwrotnie - dodał i uchylił powieki. - Mogę zagwarantować odbieranie telefonu za pierwszym razem, ale jeśli coś się stanie, nie ma możliwości, żebym tam nie był. Wiem co o tym sądzisz i wiem co przeżywasz. Sonja, Dee-Dee, też się martwie, w końcu mną włada! - kurde, Gabriel naprawdę się przejął i to było widoczne. Zamknięty w sobie anorektyk, próbujący przekonać swojego chłopaka, że wszystko będzie dobrze. Pocieszne. - Nie dam sobie zrobić krzywdy, ani nie dam zrobić tobie krzywdy. Obiecuję.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 2:55 am

Yves jeszcze miesiąc temu zarzekałby się, że jego kanaliki łzowe dawno zeschły się na wiór. Ostatnio jednak coraz częściej zbierało mu się na jakiś przypływ, chociaż zwykle dusił to w sobie. Teraz nie mógł, po prostu nie mógł. Czuł się jak ostatnia ciota, gdy pierwsza łza popłynęła po jego policzku wytyczając sobie drogę aż do podbródka i w dół. Nie chodziło mu o to, by płaczem wymusić obietnicę. Nie chciał wywoływać w nim jeszcze większych wyrzutów sumienia. Nawet zadając wcześniejsze pytanie był pewny odpowiedzi blondyna, ale musiał się upewnić.
Natłok wrażeń trochę wbił go w posadzkę. Sonja mogła równie dobrze zniknąć przez tę aferę, może nie żyje jak ci uczniowie, a może była mądrzejsza i uciekła paląc za sobą mosty. Teraz mógł stracić Gabriela. "Może ucieknijmy..?" pytanie przeszło mu przez myśl, ale tylko siorbnął nosem i wytarł oko zewnętrzną stroną dłoni. Nie chciał ryczeć jak baba, a by zachować ostatki godności i męskości chyba musiałby uderzyć się głową w ścianę lub..
- Dobra, obiecuję. - odparł uśmiechając się kwaśno. - Ale jak umrzesz to cię zabiję. - dodał i przytulił się mocno. Objął jego chudość we własnej osobie lekko mocząc mu tunikę łzami, ale chyba nie będzie miał nic przeciwko temu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 2:59 pm

Chyba nigdy w życiu nie dane mu było zobaczenie tego przedziwnego widoku, który właśnie dział się tu i teraz. Nie uwierzył nawet wtedy, gdy zobaczył pierwszą łzę, jaka ściekła po policzku jego chłopaka. Yves nie płakał, nigdy. Nawet gdy na misji kanapki mu upadły, nawet gdy nie udawało mu się dobrze przemienić w broń, po prostu to się nie zdarzało. A przynajmniej nigdy nie robił tego przy Gabrielu. Mężczyźnie aż serce się ścisnęło na tę całą horrendalną sytuację w jakiej się znajdowali. Jednak nie żałował ani chwili tego co zaszło. Gdyby miał wybór, prawdopodobnie przeprowadziłby tę rozmowę drugi raz w ten sam sposób. Teraz miał pewność, że Yves nie wpakuje się w żadne kłopoty, będzie dzwonił i co najważniejsze - zapewni mu to jakikolwiek procent większego bezpieczeństwa. Pogłaskał chłopaka po głowie i uśmiechnął się lekko, tak by ten nie zauważył tego małego gestu. Potem odchrząknął i odsunął się, mierząc go wzrokiem.
- No, dobra, koniec ryczenia. Za bardzo się roztkliwiłeś Yves - stwierdził i zmrużył powieki - Wystarczyła jedna moja misja, byś stał się takim wrażliwcem? Nie spodziewałem się tego - dodał z udawaną dezaprobatą, a następnie się roześmiał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 4:39 pm

Prychnął w odpowiedzi na komentarz blondyna. Za dużo w nim siedziało negatywnych, duszących emocji, więc w jakiś sposób musiały z niego ujść. Były dwa wyjścia - przestałby panować nad przemianą lub trochę by popłakał. Gabriel powinien być wdzięczny bożkom, że w życie weszła tylko druga opcja.
- Już od dłuższego czasu wszystko mnie wkurwia i nie paliłem dzisiaj.. - mruknął i chociaż ten się odsunął, Francuz dalej trzymał dłonie na jego biodrach. Nie ma tak, trzeba korzystać jak można pomacać. Jednak w tym momencie odezwała się w nim ta potrzeba, którą próbował zdusić, ale wciąż odczuwał jej irytujące skutki - ucisk w piersi, dziwna nerwowość, delikatne drżenie dłoni. Nie palił jeszcze, a już było trochę po popołudniu. Dalej się denerwował, chociaż wytłumaczyli sobie najważniejsze sprawy, a spięcie nie chciało z niego zejść.
- Chociaż.. nie zostawiłem może u ciebie kiedyś jakiejś paczki fajek? - spytał lekko unosząc brew do góry. Wierzył, że gdzieś tu jest jego zbawienny narkotyk, a jeśli nie to będzie musiał iść kupić. Rzucenie palenia nie wchodziło w grę, a jak nie zapali teraz to wieczorem wydymi pół paczki, by zaspokoić głód nikotynowy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 5:00 pm

Gabriel zawsze doceniał chwile spędzone ze swoim chłopakiem. Może to nie było specjalne w oczach innych, jednak on sam nie zamieniłby tego na nic innego na świecie. Długo zajmowało mu dojrzenie do tej relacji, ale gdy w końcu dał radę... cóż, była zdecydowanie najpiękniejszą jaką miał w życiu. Dlatego za każdym razem podczas patrzenia na Yvesa, zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo kocha tego człowieka. I uważał, że jeśli gdzieś na świecie jest jakiś bóg, to powinien mu podziękować, za jego stworzenie. Uśmiechnięty od ucha do ucha Gabs nawet w pierwszym momencie nie zarejestrował tego, co się do niego mówi. Fajki. Uzależnienie, którego sam blondyn na pewno bardzo nie popierał i starał się wyperswadować to uczniowi przy każdej możliwej okazji. Sam fakt pełnoletności młodzieńca nie pomagał, bo nie mógł mu nawet zabronić, czy zarekwirować trującej nikotyny, a nawet jeśli to robił, to ciemnowłosy i tak je znajdował, albo wymuszał na nim oddanie ich. 
- Jeśli masz do wyboru papierosy i łzy, płacz - powiedział spokojnie i wyciągnął z szafki dwa kubki, a następnie wstawiając czajnik z wodą na kuchenkę. Udawał, że nie wie o co chodzi, choć tak naprawdę, gdy Yves był tu ostatnim razem w istocie zostawił obiekt swojego mimowolnego bezwolnego pożądania. W sumie Gabriel nie miał zamiaru mu ich oddawać, ale czułby się z tym źle. Nie mógł dokonywać wyborów za swojego chłopaka i dobrze o tym wiedział. Wyciągnął więc przedmiot z szuflady i rzucił w nim lekko w stronę ucznia. Potem, jak gdyby nigdy nic, wziął się z powrotem za robienie dwóch kubków parującej kawy. Bardziej zdrowe uzależnienie wciąż nim jest.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 5:29 pm

Pytając o fajki, wiedział, że spotka się to z dezaprobatą mężczyzny, ale chyba nie było momentu, by ten się przejął jego reprymendami na ten temat. Był zdania, że rzuci jak przestanie się denerwować lub znajdzie coś lepszego. Dobrze działały na niego ziółka i nie chodzi tu o narkotyki, ale wciąż nie znalazł złotego środka.
- Wolałbyś, żebym był smutny? - spytał łapiąc fajki i uśmiechając się triumfalnie. Wziął papierosa do ust i podniósł się z krzesełka. Sięgnął po zapalarkę do kuchenki, posłużył się nią jak zapalniczką, po czym ruszył w stronę okna, które uchylił, by nie truć Gabrysia. Od razu się rozluźnił czując zbawienny narkotyk uzupełniający swoje braki w organizmie. Przez dłuższą chwilę stał tak paląc i przyglądając się parzącemu kawę blondynowi.
- Masz jakieś podejrzenia czyja to sprawka? - Pchnięty ciekawością podjął wcześniejszy temat. Nie wypowiedział na głos oczywistego, bo obydwoje wiedzieli o co chodzi. Jeśli Gabriel nie chciał podejmować rozmowy na tym torze, mógł po prostu go zmienić. Francuz by zrozumiał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 5:58 pm

Gabryś pokręcił tylko głowa z politowaniem obserwując odpalającego papierosa chłopaka. W dodatku robił to jego własną, osobistą zapalniczką. To wyglądało jakby blondyn był po części sprawcą nałogu Yvesa. W dość pokrętny i na pewno jakoś wytłumaczalny sposób. Na pewno. Jednak tym razem nauczyciel puścił to mimo wszystko. Oboje mieli ostatnio ciężki okres i nawet był skłonny dzisiaj wybaczyć mu palenie i zatruwanie siebie, oraz jego mieszkania.
- Wolałbym, żebyś był zdrowy - odpowiedział po prostu, zalewając kubki wrzątkiem. Podchwytliwe pytania mające zadziałać na jego poczucie winy i wrodzoną wrażliwość? Już dawno przestało to działać i francuz powinien o tym wiedzieć. - A także żywy. Papierosy prowadzą tylko w jedno miejsce. Do grobu - dodał i przeniósł się do stolika, a następnie postawił na nim kawy. Sam położył na kanapie i zamknął oczy. O tyle szczęście, że uczeń palił przy oknie, więc nie musiał wdychać tego za dużo. Myślał nad kolejnym pytaniem, które chwilę wcześniej mu zadano. W końcu podniósł się lekko na łokciach i obdarzył spojrzeniem trującą się postać. Niewiedza jest niebezpieczna. - Nikt nic nie wie. Absolutnie nic. Wicedyrektorka szaleje podobno. Zresztą nie dziwi mnie to. Jest odpowiedzialna za całą szkołę. Wszyscy jesteśmy, ale ona powinna pilnować wszystkiego. Wydarzenia ostatniego czasu odbiły się na niej zbyt mocno, tak sądzę. Jednego możemy być pewni. Niedawno z Shibusen uciekł jeden z więźniów, pamiętasz? Uwolniła go wiedźma lub czarodziej. Wszyscy jednak stawiają bardziej na wiedźmę nie wiedzieć czemu. Może są w to zamieszani? A może to coś większego? Może to coś ponad nasze siły? Nie wiem, Yves - skończył swoją wypowiedź i poprawił jasne włosy. W sumie to czuł się na razie bezpiecznie. W tym momencie mógł po prostu się zrelaksować, bo przecież miłość jego życiu jest tu z nim i ma się dobrze. Tak, to wystarczający powód, żeby w końcu odpocząć i przestać myśleć o tym całym rozpierdzielu w zewnętrznym świecie. Bańka mydlana, która mogła prysnąć o każdej chwili.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 6:25 pm

- Jestem zdrowy! Jak mnie badali przy przyjęciu to podobno mam płuca zdrowe jak niemowlę. - prychnął pewny swego. Może trochę kondycja mu się podłamała, ale.. no. Dopóki ma przy sobie paczkę papierosów, może dokonać wszystkiego. W ekspresowym tempie wypalił całego, ale nie sięgnął po kolejnego. Niedopałek wyrzucił za okno, resztę odłożył na parapet i usiadł na kanapie opierając plecy o oparcie i odchylając głowę do tyłu. Zapach kawy i papierosów, obecność Gabriela - uspokajało go to niesamowicie. Nie wytrąciła go nawet odrobinę z równowagi odpowiedź mężczyzny, który praktycznie nie widział więcej niż on sam.
- Niedobrze. - mruknął. Jeśli nawet pani dyrektor była bezbronna to Yves nie wiedział co mogłoby nam pomóc. Może powrót Śmiercia? Odzew starych death scythe, nauczycieli, wychowanków? Komu chciałoby się ruszyć na pomoc ledwo trzymającemu się w kupie Shibusen?
Mimowolnie zaczął głaskać Gabrysia po głowie i delikatnie przeczesywać mu włosy, które rozsypały się w okół jego głowy, gdy się położył na kanapie. Przestał myśleć o szkole, skupił się tylko na tym jak delikatne są te jasne kosmyki między jego palcami. Kolejna uspokajająca czynność, jak dobrze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 6:58 pm

- No jasne, panie i panowie, mamy tutaj żywy, chodzący okaz zdrowia, proszę się dobrze przypatrzeć, to jedyny taki na całym świecie - rzucił sarkastycznie Gabryś. Nawet jeśli teraz nic mu nie jest, w niedalekiej przyszłości może się to zmienić. Spójrzmy prawdzie w oczy, nałogowe palenie zabija bardzo powoli. W wieku czterdziestu lat może bardzo żałować decyzji podjętej teraz. Właściwie to się tyczyło większej części życia każdego człowieka. Gabryś, mimo iż wciąż młody już zdążył wyrzucać sobie niektóre nastolatkowe postanowienia. Pierwszy opuszczony posiłek, brak większego zapału do nauki. Cholera, nawet to, że nie pomógł matce. Gdyby tylko więcej się starał, może jego życie nie wyglądałoby tak jak teraz? Może wiedziałby co robić w trudnych sytuacjach? Myśląc o tym, poczuł dłoń, wplatającą się w jego jasne kosmyki. No tak, to właśnie dlatego próbował nie przejmować się swoją przeszłością. Gdyby nie ona, nie spotkałby takiej wspaniałej osoby, jaką jest francuz siedzący obok. Otworzył oczy i uśmiechnął się. - Nie martwmy się tym dzisiaj. Proszę? - ziewnął, nie przestając się uśmiechać. - Dzisiaj... Dzisiaj żyjmy w bańce - dodał jeszcze cichym pomrukiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 14, 2015 11:05 pm

Nie odpowiedział, po prostu kiwnął głową. Jak z początku określenie ich tzw. safezone jako bańki brzmiało uroczo, tak z chwilą gdy nad tym się zastanowił było gorzej. Chociaż odizolowali się od metaforycznego zewnątrz bąbelka, tak w końcu ich spokój pryśnie powodując bolący upadek. Nic w tym dobrego, jednak rzeczywiście - warto cieszyć się chwilą.
- Kawa ci wystygnie, bąbelku - odparł uśmiechając się lekko, po czym sięgnął po kubek. Chciało mu się spać, ale jednocześnie przespanie popołudnia było marnotrawstwem. Chyba, że we dwójkę jakoś by to spożytkowali.. Nic nie proponował! Broń był dzisiaj wyjątkowo grzeczny, aż dziwne. Z początku trochę po rozrabiał, ale teraz jak najbardziej dojrzała postawa człowieka dojrzałego. Z przyszłością. Pwah. Przyszłość? Nie umiał sobie tego wyobrazić, chociaż mógłby być to dobry temat do rozmowy.
- Gdzie widzisz siebie za 10 lat? - spytał nie patrząc na niego, a w okno. Upił kilka łyków kawy i dopiero wtedy przeniósł wzrok na blondyna. - Bo ja ostatnio sobie zdałem sprawę, że nie chcę zostać bronią. Chcę być człowiekiem, nie narzędziem. Tylko jakoś do niczego nie mam drygu, nie interesuję się niczym specjalnym.. Normalni ludzie mają fajnie - westchnął. Zmarszczył brwi. Odłożył kubek. Ponownie odchylił głowę do tyłu. Myślenie było ciężkie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Sob Sie 15, 2015 9:10 pm

Gabriel nawet nie pomyślał o tym inaczej, gdy nazwał strefę bezpieczeństwa „bańką”. Od początku miał na myśli właśnie to, że odczucia są tylko chwilowe. Mogą się skończyć w dosłownie każdym momencie, pozbawiając ich czegoś ważnego. Jednak ani trochę mu to nie przeszkadzało. Umiał cieszyć się chwilą i czerpać radość ze wszystkiego co go aktualnie otaczało. Yves był żywy. Miał nadzieję, że Ashling też jest żywa, gdzieś tam na świecie i ma się dobrze. Raz nawet nauczyciel pomyślał, że kobieta może po prostu przestraszyła się tej sytuacji. Zwyczajnie mogła ją przerosnąć. Jednak po głębszym przypatrzeniu się tej sprawie stwierdził niemożliwość tego działania. Ona nie była kimś, kto tak zwyczajnie ucieka. Gabryś nigdy nie postrzegał jej jako tchórza i miał nadzieję, że nigdy nie będzie musiał tego zrobić.
- To nic, wypiję zimną, albo zrobię kolejną - uśmiechnął się, nadal miał zamknięte oczy, zwyczajnie nie przejmując się niczym. Ręce ułożył sobie na brzuchu, a kolana ułożył na oparciu. Na usłyszane pytanie uchylił powieki od razu i spojrzał na swojego chłopaka z ciekawością. Skąd mu się to wzięło tak nagle do głowy? Pozwolił mu jednak kontynuować swoją wypowiedź nie przerywając mu. Tylko uważnie go obserwował. - Nie jesteś narzędziem. Jesteś człowiekiem. Ja też nim jestem - stwierdził po chwili namysłu, upewniając się, że Yves nie ma nic więcej już do dodania w tej sprawie. - Oboje stanowimy jednostki ludzkie. Myślimy, odpowiadamy za siebie i swoje czyny. Możemy podejmować decyzje, nierzadko oczywiście życie zmusza nas byśmy podejmowali je w określony sposób, jednak to tylko rzeczywistość i otoczenie w jakim żyliśmy. Wszystko dzieje się w głowie i powiem ci, że nawet wiedźmy i czarodzieje to mają - mówiąc to wstał do siadu i spojrzał na chłopaka. - Nie chcę, żebyś myślał o sobie jak o rzeczy. Bycie bronią… to coś o wiele więcej. Znam kilku uczniów, którzy działają bez partnera, to jest możliwe. Ale… nawet posiadanie partnera… - w sumie nie wiedział jak ubrać to w słowa. - Jeśli masz dobrego partnera, to on w życiu nie sprawi, że poczujesz się jak rzecz, rozumiesz mnie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Sro Sie 19, 2015 1:32 am

Twardo wpatrywał się w sufit, nie chciał utrzymać z nim kontaktu wzrokowego. Nie w tej chwili. Musiał pomyśleć, przeanalizować jego odpowiedź, zgodzić się z nią lub nie. Jak to Yves, musiał się do czegoś przyczepić. Po prostu Gabriel nie zrozumiał do końca o co mu chodzi, więc Francuz musiał to sprostować.
- A co, jeśli ja nie chcę walczyć? Nie jestem patriotą, nie chcę oddać życia w lepszej sprawie. Jestem egoistą, który chce żyć normalne życie u boku swojego faceta, siedząc w normalnym domu, mając normalne problemy, pracując w normalnej firmie. Powinienem iść teraz na studia, a siedzę w szkole dla maszynek do zabijania, które są zabijane! - w końcu wyrzucił z siebie całą tą gorycz. Można było się domyśleć, że ktoś tak neutralny i niespecjalnie podchodzący do wszelkich misji czy zajęć, rzeczywiście nie będzie zachwycony spędzeniem w Shibusen większości młodości. Chłopak potarł zmęczoną twarz dłońmi i spojrzał kątem oka na blondyna. Ciekawiła go jego reakcja, a Gabriel zawsze miał coś do powiedzenia. Może dzięki tej rozmowie łatwiej będzie przywyknąć do bycia bronią?
- W dodatku nie prędko stąd wyjdę, bo dalej jestem niestabilny. - mruknął pełnym niechęci głosem. - "Za słabo się przykładasz, Lyosil! Jakbyś systematycznie chodził na zajęcia to ataki odeszłyby w zapomnienie." - zacytował często zasłyszany tekst imitując irytujący głos jednej z nauczycielek.
- Czemu ty nie odszedłeś? - spytał nagle. Zdał sobie sprawę, że blondyn nigdy się nie chwalił powodem swojego zostania w Shibusen. Właściwie to mało co opowiadał o swojej przeszłości. Yves właściwie też zbyt szczegółowo nie mówił o starych występkach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Czw Sie 20, 2015 4:12 pm

Gabriel na cały wybuch złości ze strony swojego partnera tylko zamknął z powrotem oczy i westchnął. Liczył się z tym, że będzie musiał przez to przejść wcześniej czy późnie, w końcu Yves był jeszcze uczniem, który mało rozumiał otaczającą go wojnę. A może wręcz przeciwnie? Nauczyciel zawsze wychodził z przekonania, że bycie dorosłym polega na podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji, które służą dobru ogółu, a nie jednostki. Taki miał światopogląd i nigdy nie przyszła mu do głowy chęć zmiany go.
- Jednak… żyjesz w świecie, nie mającym zamiaru ci dać nic z tego co chcesz - powiedział w końcu. - Będziesz raniony, będziesz zmuszany do decyzji, które ci nie pasują. Spróbujesz znaleźć kawałek w szczęścia w nawet najmniejszej chwili, takiej jak ta teraz. Na tym chyba polega dorosłość. Wychodzisz z krainy, w której marzysz o spokojnym i dobrym życiu - przygryzł dolną wargę w skupieniu, a rękoma zaczął bawić się krańcem swojej koszulki. On nigdy nie miał takiej bańki. Nawet we wczesnym dzieciństwie. Na każdym kroku ludzie uświadamiali go o tym, że świat jest zwyczajnie chujowy i z tym trzeba niestety żyć. Nieważne jak. Szybko przeszedł do kolejnego pytania chłopaka. Otworzył oczy i uśmiechnął się. - Nigdy nie opowiadałem ci o sobie, prawda? - zaśmiał się lekko i usiadł. - Wychowałem się w Anglii. Niektórzy w ciąż gdzieś dosłuchują się u mnie akcentu, ale chyba już na dobre go straciłem. Urodziłem się w dość nieprzyjemnej rodzinie. Ojca nie znam, prawdopodobnie był którymś z meneli, z jakimi prowadzała się moja matka. Sama piła strasznie dużo i zawsze musiałem jej szukać po osiedlu, żeby na przykład zimą nie zamarzła w nocy. Albo nie utopiła się w jakimś jeziorze. Było ciężko. Jak można się domyślić nie byłem zbyt lubianym uczniem w klasie. Stąd zaczęły się moje problemy z odżywianiem. Potem odkryłem zmiany i trafiłem do Shibusen. Czemu zostałem już tam? Nie miałem nikogo. Mogłem wrócić do Anglii, albo zostać nauczycielem, bo akademię skończyłem na jednym z najlepszych wyników. Pomyślałem po prostu, że się na coś przydam - skończył nadal się uśmiechając i sięgnął po swój kubek z kawą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Nie Sie 23, 2015 1:32 am

To co mówił Gabriel było prawdą. Nieprzyjemną i trudną do zaakceptowania przez chłopaka, ale prawdą. Musiał się z tym zgodzić, czy tego chciał czy nie, bo takie były koleje losu. Właśnie tak świat robił ich wszystkich w balona, a najlepsze było to, że nie mogli nic z tym zrobić. Po prostu nic. Yves w tym momencie mógłby się wściec, zacząć krzyczeć, uciec nawet z Death City, ale wiedział, czuł to, że wróciłby bardzo szybko. Do szkoły, która w tym momencie była jego jedynym domem i do Gabriela, który w tym momencie był jego jedynym wsparciem.
Nawet nie pofatygowałby się, by to skomentować. Po prostu przeszedł do kolejnego tematu, zadał pytanie na które dostał odpowiedź. Dość obszerną jak na Gabriela, który dzisiaj się nieźle rozgadał. Zwykle nie byli tacy rozmowni. Na samym początku znajomości praktycznie nie rozmawiali, bo łatwiej było przekazać napięcie, bądź co bądź, seksualne poprzez czyny a nie słowa. Widocznie ich związek wszedł na ten level, gdzie mogli skupić się na niezobowiązującej rozmowie nieokraszonej podtekstami, niekręcącej się w okół zaspokajania własnych potrzeb.
- Nie jestem tu długo, ale można się przyzwyczaić do Shibusenu. Oglądałeś 'Skazani na Shawshank'? Tam jeden z bohaterów po odsiedzeniu kilkudziesięciu lat w więzieniu, po wyjściu nie umiał odnaleźć się w normalnym świecie. Tak jakby uzależnił się od zakładu, który miał być przecież karą, czymś skąd przy najbliższej okazji każdy by uciekł. Może tu też tak jest? Siedzisz, przyzwyczajasz się do tego powalonego światka, a potem ten normalny wydaje się być śmiesznie odległy. Jakby przeszłość była nudnym snem. Bez broni, czarownic, potworów. - wzruszył ramionami kończąc uzewnętrznianie swoich przemyśleń. Szkoda tylko, że poznał się z tym tak gwałtownie przez traumę, która zmieniła go nieodwołalnie. Jego myślenie, sposób bycia, poglądy, nawet wierzenia.
- Zabiłem siostrę, trafiłem do psychiatryka, zostałem adoptowany przez jedną z doktorek, która potem zmarła na raka. Po jej śmierci nie umiałem poradzić sobie z przemianami, odizolowałem się od ludzi, aż w końcu znalazłem Shibusen. Pewnie czytałeś akta. - po krótce monotonnym głosem opowiedział mu też i swoją historię. Nie dało się wyczuć w jego głosie nawet grama smutku, melancholii. No nic, jakby teraz go to w ogóle nie dotykało, jakby opowiadał o kimś a nie o sobie. - Pamiętasz nasze pierwsze spotkania? Chyba przez te wszystkie popierdolone zdarzenia w naszym życiu, wtedy tak dobrze się zrozumieliśmy. - parsknął śmiechem lekko się do niego uśmiechnął. Oj bardzo dobrze się zrozumieli.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Pią Sie 28, 2015 10:33 pm

Gabriel, w istocie, czytał akta Yvesa. Jednak nie miał w tym żadnych swoich osobistych pobudek. Nie zależało mu na tym, by znać dokładnie przeszłość swojego chłopaka. Prawdę mówiąc, to nie obchodziło go to nawet w najmniejszym stopniu. Jednakże swoim przybyciem Lyosil wzbudził zainteresowanie pośród całej kadyr Shibusen. No może oprócz Ivariego, on jak zwykle miał serdecznie wywalone na takie sytuacje. Zresztą sam blondyn też wolał się do tego nie mieszać. Diana jednak poprosiła by każdy zapoznał się z tym „przypadkiem”, i jedynym co zaciekawiło go wtedy były piękne ciemne oczy, wpatrujące się w fotografa zapewne. Właśnie w ten sposób Herondale poznał cudowną historię o psychicznym chłopcu, nie umiejącym na poprawną zmianę w ostrze, raniącym innych bez zastanowienia. Oczywiście mieli kilka takich przypadków w szkole. Może nie aż tak drastycznych, ale na pewno z ciekawą przeszłością. W końcu połowiczne przemiany potrafią być bardzo niebezpieczne. Tego akurat Gabriel nie mógł powiedzieć z autopsji. On zmieniał się w końcu w bicz. Nic, co by komuś mogło zaszkodzić.

Wpatrując się w spokojną twarz Yvesa Gabryś mógł stwierdzić, że chociaż ten wydawał się dość zirytowany całą sytuacją, to jednak doskonale wszystko rozumiał. Sens słów jakie padały w ich małej, poważnej rozmowie, podczas przebywania w bezpiecznej bańce. Tutaj mężczyzna czuł się swobodnie. Nie wstydził się tego, że kolejne zdania wypływają z jego ust. Nie bał się wyrazić swojej opinii. Nie hamował się, co miał w zwyczaju robić dość często wśród obcych, czy nawet swoich własnych uczniów. Już wiedział, że uwielbia to uczucie i chce go doznawać częściej, ponieważ podczas takich małych chwil tylko dla nich był w porządku sam ze sobą. Akceptował cały świat łącznie ze sobą, a także był wdzięczny losowi, że może żyć. W zasadzie, to miał taki wewnętrzny spokój tylko gdy przebywał sam na sam z Yvesem. No i jeszcze, gdy mógł pobiegać o czwartej rano wokół miasta. Oglądać wschód słońca nad pustynią. To było warte egzystowania, oddychania i parcia w swoich celach dalej. I tych małych i tych dużych. Zdecydowanie.

Gabryś westchnął i upił sobie łyk ciepłej kawy. To też bardzo lubił. Nawet, jeśli Yves bacznie przyglądał się mu, mógł zobaczyć lekki uśmiech, jaki wykwitał właśnie na jego twarzy. A to było coś, co rzadko się tam pojawiało. Zazwyczaj blondyn chował radość, wrażliwość do świata przed wszystkimi, nawet przed swoim kochankiem. Miał jednak swoje chwile „zapomnienia” i po prostu pozwalał sobie na niektóre gesty w chwilach wyjątkowego szczęścia i poczucia bezpieczeństwa. Nie zaliczajmy do tego tych wszystkich sarkastycznych uśmieszków, którymi chłopak obdarzał społeczeństwo każdego dnia. W szkole, na ulicy, nawet u pani w sklepie. Fałszywe i służące do obrony samego siebie. Dziwne, lecz dość trafne wytłumaczenie tego fenomenu.

Mężczyzna westchnął i spojrzał na Lyosila. Spoważniał na chwilę.
- Nie oceniam cię za to co robiłeś i dobrze o tym wiesz. Znasz mnie i rozumiesz, że nigdy w życiu nie przejąłbym się czyjąś przeszłością. Szczególnie, że twoja polegała głównie na tym, że urodziłeś się w złym miejscu i trafiałeś na ludzi, którzy nie umieli ci zbytnio pomóc. A raczej nie wiedzieli jak to zrobić. Jednak w końcu trafiłeś tutaj i jesteś ze mną. Za to powinniśmy być chyba wdzięczni losowi. Liczy się tu i teraz. Za rok możemy już nie żyć. Oboje. - powiedział, a nad kolejnym pytaniem chłopaka zamyślił się przez krótki moment. - Pierwszy raz spotkaliśmy się na szkolnym korytarzu. Miałeś bardzo buntowniczą minę i jeszcze nie do końca odnajdywałeś siebie wśród innych. Nie mogę powiedzieć, że tego nie rozumiem. Pamiętam swoje początki w szkole. A jednak coś mnie trafiło. Już wtedy na twój widok serce mi stawało, by zaraz zacząć bić w niewyjaśnionym, szybkim tempie. Ale wtedy postanowiłem wciąż pokazać ci swoją nauczycielską stronę. Tą, której wszyscy w Shibusen się bali - przerwał i spojrzał na chłopaka, utrzymując lekki uśmiech. Miał nadzieję, że ten przypomni sobie tę historię i dopowie jej resztę. Kubek z chłodnawą kawą został odstawiony na szklany stolik, a drobny nauczyciel, wsunął się na kolana ucznia i przykrył ich oboje czarnym kocykiem. W ogromne okna apartamentu za to zaczął coraz szybciej bić deszcz. Jednak ta dwójka chyba się tym na pewno nie przejmowała.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond

avatar
Uczeń NOT
Posty : 55
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Sob Sie 29, 2015 9:33 pm

Yves nigdy nie był psychiczny. To jego odmienność została niezrozumiana i było tak dopóki nie znalazł się tutaj. Wpadł do Shibusen niespodziewanie i wprowadził zamęt swoją długą "rehabilitacją". Do tej pory niektórzy nauczyciele stronili od niego, bo z początku było ciężko. Długo 'konserwowana' lekami siła dała się we znaki. Tak po prawdzie to Gabriel był jednym z pierwszych, którzy pokazali mu wyraźnie i dobitnie, że się go nie boją, bo tak naprawdę nie ma czego. Żadnej taryfy ulgowej, bo każda broń przez to przechodziła. To jak proces dojrzewania - jednych dotyka to gwałtownie, drugich praktycznie omija. Musiał zrozumieć, że jest teraz w miejscu odpowiednim do tego, by bez przeszkód stanąć na nogi i rozpocząć nowe życie. Bez psychiatryków, bez nienawiści. Gabriel mu to też pośrednio zapewnił.
- Jesteś największym realistą jakiego znał świat - pokręcił głową uśmiechając się lekko. - Nie dziwię się, że tak rzadko się uśmiechasz - dodał. Jeszcze godzinę temu obydwoje byli podminowani i targały nimi same negatywne emocje. Yves cieszył się, że teraz sytuacja się uspokoiła. Ta metaforyczna bańka była całkiem przydatna i osobiście mógłby siedzieć w niej jeszcze bardzo długo, jednak znał zdanie Gabriela na ten temat. Shibusen było w niebezpieczeństwie, więc w końcu będą musieli się ruszyć z miejsca.
- Ale nie ten głupi nowy psychiczny dzieciak, co? - podłapał temat, a było to pytanie retoryczne. - Długo zajęło ci domyślanie się tego jak cholernie bardzo mi się podobasz. Sądzę, że częściej twoje myśli gnębił fakt, że nie umiesz mnie złamać. Wszystkie metody zbywane prychnięciem, wpatrywaniem się w twoje poirytowane oblicze jak sroka w gnat. Odrzucałeś od siebie tę myśl, bo też ci się podobałem. Teraz mam potwierdzenie, a wtedy to były tylko szczeniackie domysły.. - zaśmiał się i pozwolił, by ten wpakował mu się na kolana. Od razu zrobiło się trochę przyjemniej i przytulniej. Poprawił gabrielowy kosmyk włosów i zatknął mu za ucho. - To było nielegalne i nieetyczne. Wciąż jest! Ale ja wtedy grałem ci na nerwach jak chciałem, a ty o dziwo pozwalałeś mi na to. Z dnia na dzień bardziej i bardziej, aż w końcu wylądowaliśmy na.. - odchrząknął znacząco. - .. rozmowie w pustej klasie.  
Francuz wykorzystując sytuację objął blondyna w pasie mocno przyciągając do siebie. W pierwszej chwili po prostu się przytulał, ciesząc się, ze ma go tak blisko siebie. Tą cholernie chudą cholerę, która pewnie jak zwykle nic dziś nie jadła. Przyczepiłby się, a może nawet opierdoliłby od góry do dołu, ale jemu też pasowała ta bańka. Jeśli nie było tutaj miejsca na Shibusen, śmierć i choroby psychiczne to czemu miałaby wpakować się tu anoreksja? Gabriel wiedział co robi. Yves w to wierzył. Obydwoje wyniszczali się na swoje sposoby, chociaż młodsza broń wiedział, że z ich dwóch to najgorzej się to odbija na starszym. Czekał tylko na znak od jego ciała, że już nie może wytrzymać i trzeba psychice Gabrysia trochę pomóc. Chwilo trwaj, rzeknę poetycko.
Zachęcony sprzyjającymi warunkami i dobrym humorem blondyna, puścił go tak, by ten wylądował na sofie. Sam z ochotą wdrapał się na niego przygniatając swoim ciałem, chociaż lekko podpierając się ręką obok głowy mężczyzny, by mimo wszystko nie być za dużym ciężarem. Oczywiście tak, by nie przygnieść mu również włosów, które naturalnie były wszędzie gdzie się dało. Francuskie kosmyki grzecznie leżały spięte na karku, chociaż trochę się usypało i zdecydowało na ucieczkę wzdłuż szczęki młodszego chłopaka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t264-yves-holden-lyosil-czyli-dlacz

avatar
Nauczyciel
Posty : 52
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   Nie Sie 30, 2015 3:40 pm

Gabriel lubił siedzieć na czyichś kolanach. Może uznacie to za jakieś zboczenie, zupełnie nie pasujące do stylu bycia nauczyciela, jednak jeśli chodziło o Yvesa to tak, kochał wręcz znajdować się w jego objęciach, czuć ręce na swoim ciele, traktował to jako taki swoisty level up dla bańki, w której się znajdowali? Nie przeszkadzało mu nic, a myśli mogły swobodnie płynąć w różne zakątki jego głowy bez obawy o to, że zaraz ktoś mu to przerwie. Oczywiście istniała szansa, że zaraz shibusen będzie się do niego dowalać, ale… ale to akurat nieważne. Blondynek zwyczajnie nie zapuszczał się w te tereny swoich zmartwień. Uniósł wzrok i spojrzał na swojego chłopaka, który trzymał go tak, jakby już miał nigdy go nie puścić. W tej chwili poczuł jak do gardła wspina mu się kuleczka z waty, przez którą nie mógłby nic powiedzieć nawet gdyby chciał. Po prostu spuścił głowę i pozbył się uśmiechu z twarzy. Co za dużo, to nie zdrowo chyba.

Czasem nauczyciel zastanawiał się, czy to co mówi innym nie jest czasem aroganckie. W końcu to był jego światopogląd, a on wygłaszał go, jakby to była jedyna dobra droga myślenia. W istocie, gdy dwójka pierwszy raz się spojrzała, Gabrielowi nawet przez myśl nie przeszło, że mógłby dać się zastraszyć jakiemuś ładnemu gówniarzowi. A ten nie ustępował w swoich uporczywych próbach złamania belfra. Można powiedzieć, że i on sam chciał to zrobić i dążył do tego, by uczeń w końcu odzyskał zdrowy rozsądek. Jednak czy to nie on miał być wyznacznikiem tego co znaczy właściwie „zdrowy rozsądek”? Koniec końców udało im się wypracować pewną ścieżkę, sam Gabryś nie wiedział na jak długo im to wystarczy. Potrafili rozpętać niezłą kłótnię, więc może nie powinien w ogóle się tym przejmować?


Mężczyzna westchnął ciężko sam do siebie. Poczuł uporczywe burczenie w brzuchu i falę winy, zalewającą go całego.
- Nie jestem realistą, jestem pesymistą - stwierdził, próbując odrzucić od siebie głód. W końcu byli w swojej bańce, ochronie przed światem, czemu miałby teraz wstać po coś do jedzenia? - Dla mnie szklanka jest do połowy pusta, zawsze - dodał jeszcze, niezbyt przekonywującym tonem. Jakby w ogóle go to nie obchodziło. - Myślisz, że muszę kogoś łamać? Wcale nie chciałem tego zrobić. Chciałem ci tylko pokazać, że czasem trzeba się podporządkować komuś innemu. Zawsze mogłem cię uwalić i mieć z tobą spokój na długi czas, prawdopodobnie na zawsze, nie sądzisz? Uznałem jednak, że potrzebujesz pomocy i zrozumienia daru, przekleństwa, jakie dostałeś. Jakie dostaliśmy oboje. Czasem mam wrażenie, że Shibusen po prostu produkuje kolejne maszyn do zabijania. Dosłownie i w przenośni - westchnął znów, przypominając sobie te wszystkie razy, gdy jego władający, a głównie Ivari, musieli się pozbywać problemu samemu, bez niego, bo on zwyczajnie był za słaby, by zabić kogokolwiek. Nieważne kim była ta osoba, wiedźma, czarodziej, potwór, człowiek, on nie umiał dać sobie rady z brzemieniem, jakie już nosił. Wiadomo, nie zawsze miał przy sobie fina, czy kogoś innego, kto wyręczyłby go w tym, a niestety, większość misji, które dostawali polegała na eliminacji złej jednostki. Z jednej strony Gabriel czuł się z tym dobrze, bo przynajmniej uczniowie ich nie dostawali, z drugiej, nauczyciel sam nie wiedział ile jeszcze zniesie. Tłumaczenia „lepiej my ich niż oni nas” przestawały działać z każdym kolejnym morderstwem. Jeśli jest jednak coś, czego mógł sobie zażyczyć, to chyba tego, żeby Yves nie musiał zabić nikogo i nigdy, bo ktoś z góry mu tak nakazał. Bo tak miało być lepiej.

Gabriel zwyczajnie się zamyślił, bo nawet nie usłyszał tego, co mówił do niego chłopak. Tak więc powrócił na ziemię dopiero, gdy ich pozycja uległa znaczącej zmianie. No, czegoś takiego raczej nie można było przeoczyć. Wylądował na sofie, a Lyosil zaraz nad nim.
- Hmmm? - zaśmiał się lekko, jednak to już nie stanowiło czegoś tak silnego jak uśmiech sprzed kilku minut. - Coś mówiłeś? - uniósł brwi, trochę speszony, że nawet nie wyłapał kontekstu. Jednak wstyd szybko przerodził się w rumieńce na bladej twarzy anglika. Pozycja w jakiej byli sprawiała, że mógł, a nawet musiał patrzyć się na twarz chłopaka. Zapierającą dech w piersiach porcelanową buzię. Przełknął głośno ślinę i odwrócił wzrok możliwie jak najdalej. Od szybkiego ruchu delikatnie zakręciło mu się w głowie. A może to przez coś innego? Nienawidził tego, że w takich sytuacjach był niemalże bezbronny. To zawsze on stanowił filar ich związku.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t104-postrach-uczniow-maruda-herond
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Gabrielowy Azyl   

Powrót do góry Go down
 
Gabrielowy Azyl
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Osiedle mieszkaniowe-