IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój o numerze 13

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Pokój o numerze 13   Czw Lut 26, 2015 12:47 am

Mały pokoik, wyglądem przypominający prędzej szpitalny pokój aniżeli jakiś mieszkalny obiekt. Ściany w błękitnym odcieniu, oraz puchaty biały dywan przekonywały jednak, że aktualnie może ktoś tutaj egzystować, a nawet nie jedna, a dwie osoby. Linia podziału dwóch żyć jest wręcz niewidzialna, ponieważ panuje w tym miejscu idealny porządek.

Wracając jednak do strony broni. Tutaj znajduje się mały kremowy stoliczek, świeżo pościelone łózko, regał z masą równo poukładanych książek, biurko, a w kącik wciśnięta niewielka walizka. Ogólnie po tej stronie dużo tylko czytadeł. Reszty jakoś tak mało. Meble białe, bądź prawie białe, przez co można było dostać lekkiego oczopląsu. Wszystko wypucowane i czekające tylko na inspekcje sanitarną co najmniej.

Po stronie Saszy natomiast (...)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Sro Mar 04, 2015 9:44 pm

Salim nie dość, że męczony był przez kaca-mordercę to jeszcze wkurzony przez młode ścierwa panoszące się w jego domu... No może nie do końca jego był ten dom, ale nadal cholera. Nienawidził być wyprowadzony z równowagi. Nienawidził siedzenia z prawdziwymi debilami społecznymi. Nie cierpiał być obrażanym. I przede wszystkim nie znosił kiedy go ktoś nie słuchał. Przez nagromadzenie tych "nie" zmieniał się w jednego wielkiego Smerfa Marudę. No, chociaż on był raczej czerwoną odmianą tego rodzaju stworka. Może to nie był smerf? Salimerf. Owe prawie dwumetrowe, farbowane i smętne stworzenie pełzało sobie po ulicach Miasta Śmierci bez żadnego celu. Wspomnienia nie chciały z niego wyparować, wręcz odwrotnie - na złość wracały dobijając go jeszcze bardziej. Już brakowało chłopakowi świadomości: jest smutny, czy zły? A może jedno i drugie, a jemu gdzieś tam w podbrzuszu formują się powoli jajniki. No kurde. Masując bolące skronie ostatecznie wlazł do jakiegoś baru. Na piwo. Podobno na kaca. Bałwan jednak zagapił się na kelnerkę z ładnym tyłkiem, zadumał, cokolwiek - przesadził. Z tymi drinkami. I z piwami. I z czymś jeszcze. Znowu był nietrzeźwy. I bez kasy, bo jak się okazało na rachunek ledwo mu starczyło zostawiając go z groszami. Widząc swoją beznadziejną sytuację oraz jednocześnie zdając sobie sprawę z dalszej chęci do topienia istotnych odczuć w alkoholu zapytał barmankę prosto z mostu (wykluczając wszelkie pijackie bełkoty): "A mogę zapłacić ciałem? Dla pani, jak i dla mnie będzie to o niebo przyjemniejsze!"
Jak myślicie, co zrobiła barmanka? Cóż, prawdopodobnie wcale ładna nie była, ale odpowiednia ilość procentów z typowej Helgi z bickiem większym niż jej głowa zrobiła z niej seksowną szprychę. Skąd podejrzenie o muskulaturze? To nienormalne żeby zwykła panna podbiła oko tak wielkiemu facetowi jak Sali. Przynajmniej według niego, bo tego do wiadomości nie przyjmował, nieważne od stanu trzeźwości. Mniejsza już o chwilowe znerwicowanie bólem twarzy, czy kwestie wygonienia z lokalu - wraz z postawieniem się na nogach Czerwony poczuł, że serio przesadził. Świadomy tego był. Powodu do hamowania się jednak nie widział. Wiecie, ta zabawna dolegliwość kiedy wszystko wygląda prościej po pijaku. Z pominięciem chodzenia. Z pominięciem mówienia. Prawie ogół całości dostępnych interakcji z otoczeniem. Ledwo stojący Władający tak w sumie sterczał sobie na środku ulicy, a nawet myśli w jego głowie były nielogiczne. W radosnym burdelu nagle pojawiła się chęć powrotu. Tylko gdzie? Do domu do tych bałwanów? Nie ma tak szybko! Nikt się nie będzie pewnie co prawda martwił, ale szkarłatna duma stanowczo zaprzeczała takim zachowaniom. Przez drobną chwilę zastanawiał się co ze sobą zrobić. Myśl naszła nieoczekiwanie. Partner?
Ruszył chwiejnie w stronę Shibusen, czasami w trakcie pokonywania drogi zdarzało mu się zacząć gwizdać czy nawet śpiewaaa... ooo przepraszam, bełkotać w jakimś chyba określonym rytmie. Czując się przy tym dziwnie szczęśliwie cudem trafił do męskiego akademika, pod drzwi z numerek trzynaście. Gapił się głupawo na numer. Coś mu to mówiło? Symbol nieszczęścia, chwyt marketingowy dla pewnego osiłka w masce hokejowej. Gdyby był Japończykiem pewnie reagowałby tak na liczbę cztery, ale było jak było. Może jego obecna Broń miała mu przekazać tony nieszczęścia swoją osobą? Jak na razie w większości prawda, chociaż nie idzie ukryć pewnego tyciego faktu - Elijah nieświadomie ratował Salowi dupę. Rudy potrzebował partnera by zdać, iść dalej w rozwoju, wyjść ze szkoły, najlepiej wyjechać z tego dziwnego miasta. Miał szczylowi ochotę podziękować, tak szczerze. A potem z nim pogadać, jakoś na serio. W sumie to mruk się dzielił jakimiś traumami, co ma być chłopak samotny. Dziwne myśli. To pewnie przez te drinki.
Zaczął walić w drzwi, tak że niemal się biedne trzęsły. Nic. Chwycił za klamkę, ale też w sumie gnój, zamknięte.
- Kurwa no - skomentował wcale cicho. Znowu zapukał, jeszcze agresywnej. Mając do czynienia z dalszym brakiem odzewu kopnął w niewinne wrota. Ból jednak przeszył chude kolano, aż się bieeedaaaczysko skulił. Odwrócił się plecami do drzwi, oparł o nie po czym powoli przeniósł tępe cielsko do pozycji siedzącej - to znaczy pół spoczywających zwłok. Wlepił ślepia w swoje własne stopy. Jezu. Beznadziejnie się czuł, trudno już to było nawet kryć. Miał dosyć. Chciał spokoju. Życie jest pusta kupą. A pusty kał nie ma żadnego logicznego zastosowania, słowem jest niepotrzebny.
- Koleżko mój wdzięczny, gdzieś mi się podział? - mruknął, chyba najwidoczniej sam do siebie. Wyszczerzył się. - No halo. Proszę przyjechać do partnera. Eli brudasie. Twoja stara miała zaćmę. Ty też masz zaćmę. Wszyscy mają zaćmę. Łobloblobloblo.* - Zaczął się nerwowo śmiać i w sumie na tym skończył. Kiedy tak sobie milczał na podłodze z uśmiechem, w pozycji topniejącego siadu, śmierdząc alkoholem musiał prezentować się naprawdę nieziemsko! No mniejsza. Biedny będzie ten kto na niego trafi, szczególnie kiedy będzie chciał wejść do własnego pokoju. Przed drzwiami trwał bowiem czerwony cerber żul. Mutant tak monstrualny, że trudno zignorować. Chyba.

*#inteligentawypowiedź
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Czw Mar 05, 2015 7:19 am

Po raz kolejny przytoczę tutaj listę rzeczy jakich nie lubił Elijah. Po pierwsze i ostatnie - nie lubił kobiet, ani męczących misji. Żeby to jeszcze umysł został wyciorany! Nie, no oczywiście. Wędrówka kilku kilometrów z babą na grzbiecie została wpisana do oficjalnych katorg magicznej broni. Nigdy w życiu się tak nie zmachał i nadal to czuł. Ba! Był pewien, że będzie to czuł najbliższy tydzień. Może tak poprosić Salima o jakieś porady na ćwiczenia siłowe? On wydawał się dać radę bez zmachania zacząć nawet podrzucać tą laską. Ekhm, alkoholiczką. No ale ważne, że wydarzenia w Republice Czeskiej były prawie za nim.

I tak oto zmarnowany po misji Eli tłukł się, a raczej niemalże turlał nocnym Death City. Niestety nie śpiewał, ani mruczał, nie kiwał się, a i nawet szedł w miarę prostym szlakiem. Wyśpi się w samolocie powiadasz? Mając na sobie śpiącą belferkę, która gniecie ci przeponę cyckami? Nie sądzę. Na lotnisku stwierdził, że pierdoli. Był ciemno, zimno, ponuro, smutno, źle. Nie miał najmniejszej ochoty na zdawanie raportu, więc zostawił to na jutro. Choć w sumie stracił rachubę czasu. Przelatując pół kuli ziemskiej trafił do kolejnego miejsca w którym księżyc wisiał na niebie. Jego zegarek wciąż przestawiony na czeski czas tykał niemiłosiernie, więc został dość brutalnie wrzucony do kieszeni spodni. Czemu nie stał żaden samochód, mający zabrać go do swojego pokoju? Chłopak ziewnął i przeciągnął się, stają przed wejściem do męskiego akademika. Czuł chyba każdy mięsień jaki posiadał w sobie.

Przeszedł leniwym krokiem korytarze, przeczołgał się przez schody, tęsknym wzrokiem spoglądając na małą kuchnię, i stwierdzając, że nie ma siły nawet jeść, trafił w końcu na odpowiednie piętro. No i tak trochę zdębiał, bo przed drzwiami do jego pokoju stał, a raczej siedział nie kto inny jak czerwony mend. A raczej pan "Nie zdałem w tym roku może w przyszłym się uda hehe". Elijah przystanął na chwilę, próbował pozbierać szczękę z podłogi, a gdy w końcu nie udało mu się to, podszedł bliżej Salima i kopnął go lekko.
- To mój pokój, czemu blokujesz mi wejście do niego? - zamruczał cicho, prawie niedosłyszalnie. W końcu ludzie tu spali. Broń przysiągłby, że czuje alkohol, ale to równie dobrze mogły być jego własne ubrania. W końcu alkoholiczka dość skutecznie go obłapiała. Czuł też, że nie potrzeba więcej mówić. Miał dość. Zawsze po misjach takich jak ta miał ochotę unikać ludzkości przez miesiąc. W końcu cały poprzedni dzień spędził na lataniu i pytaniu ludzi. Nawet kurde z czeskiego mu coś zostało w głowie. Po co mu tyle języków, skoro i tak nie miał ich do kogo użyć? Gapił się tak, stojąc nad chłopakiem. Prawdopodobnie to jeden z tych momentów, w których mógł aktualnie spojrzeć na niego z góry. Czerwone włosy lśniły w łunie księżyca, jaka wpadała na korytarz przez okno. W sumie dało się zauważyć, że wielkolud chyba też nie miał przyjemnego dnia. Niby zawsze wyglądał jak chuj, ale teraz to już tak dobitnie widać było, że coś poszło nie tak. Ale sam młodzieniec nie pytał. Nie miał ochoty. Zablokował sobie gardło. Zasznurował usta. W ciszy wyjął kartę magnetyczną i przejechał nią w zamku. Dało się dosłyszeć charakterystyczne kliknięcie, oznaczające odblokowanie drzwi. To takie Elisiowe, nieme Właź, no, przecież nie będziemy tak tu stać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Pią Mar 06, 2015 3:42 pm

Na początku to nawet nie zauważył swojego partnera. I wypowiedzi też nie dosłyszał, nie był nietoperzem. Jego obecność została dostrzeżona dopiero w momencie kiedy bawił się z drzwiami. Kiedy ściany, o które się opierasz zaczynają uciekać coś jest nie halo i trzeba się zainteresować otoczeniem, przy okazji starając się nie zwalać winy na upojenie alkoholowe. Zamroczony, czerwony od procentów Sal podniósł głowę w górę. O, czyli jednak Elijah. Dziwne uczucie, ale Władający chyba ucieszył się z widoku swojej Broni. Zwykle kiedy czuł się jak gówno wolał nikogo nie spotykać. Teraz było inaczej? Tak jakby. I sam tu przylazł, nie ukrywajmy. Poprawne ludzkie impulsy były dziwaczne.
- Koleżka! Nawet nie wiesz jaką mi radość sprawiasz! - Mruknął pod nosem, a mimo to wyszczerzył się do młodszego. Chłoptaś nawet z takiej perspektywy wyglądał mizernie. A może to zmęczenie? Faktycznie nie prezentował się na pełnego życia, nie żeby na co dzień trykał jakoś specjalnie energią... Ot wyglądał gorzej niż zwykle. Idealne określenie! Ciekawe gdzie był, co się stało. Kurde. Właściwie to czemu go to obchodziło? Mniejsza. Widocznie nie był niechcianym gościem, więc jakoś wstał, po czym wpełznął chwiejnie do środka. Już na miejscu rozejrzał się po pomieszczeniu ciekaw jakiś ewentualnych zmian. Powyższych nie wykryto, chyba że zamaskowane były przez firankę wieczora. Nadal pokój podzielony był jak w kreskówce - na dwie odmienne części, z czego ta Eliego była czysta, pachnąca oraz pełna książek. Wcale przytulnie, ale lepsze niż siedzenie na korytarzu. Albo w apartamencie pełnym gamoni. Istniał jednak jeden problem: mianowicie chłopakowi było tutaj cholernie gorąco. Powodem był może i zaduch panujący w pomieszczeniu, może i mało trzeźwy stan poszkodowanego. Fakt mimo przyczyny pozostawał jednak rzeczywisty. Dla osoby nie posiadającej obecnie zahamowań nic trudnego zacząć działać w celu pozbycia się problemu. Nim jednak zaczął musiał nieco rzucić komentarzem dotyczącym sytuacji. Bo warto również wspomnieć, że pijany Salim niewiele przejmował się swoim wizerunkiem. Co oznaczało niekoniecznie wysoki poziom kultury.
- Gorąco jak w saunie. - Rzucił najpierw mrużąc oczy w stronę zarysu sylwetki swojego towarzysza. Miał oczywiście gdzieś ewentualność obecności pewnego męczącego osobnika jakim był współlokator Broni. - Też miałeś dzisiaj chujowy dzień? Wyglądasz gorzej niż zwykle - zaśmiał się sucho. Z całych sił starał się ignorować nachodzące go powoli mdłości. Jeszcze to gorąco! Nie wytrzymywał już. Wyślizgnął się z kurtki, złapał za koszulkę i niezgrabnym ruchem zdjął rzucając na ziemie, zimne wisiorki dotknęły rozgrzanej skóry. Już miał zabierać się z mało wiadomych przyczyn za spodnie kiedy zauważył pewien niezaprzeczalny szczegół - NO PRZECIEŻ BUTY. Pacnął z całej siły piętą w podłogę otrzymując tym punkt zaczepny oraz czyniąc niemal natychmiast po tym przymiarki na ściągnięcie z siebie jednego buciora. Drugi trampek został potraktowany tak samo. Zapomniał o czymś takim jak użycie rąk. Grunt, że zrobiło mu się nieco chłodniej. Kiedy już buty nie były przeszkodą nadszedł czas na długo oczekiwane portki... Serio, szkoda właściciela pokoju.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Pią Mar 06, 2015 4:17 pm

Elijah tak właściwie to od razu po wejściu do swojego cudownego pokoju zignorował totalnie byt zwany Salimem. Może to była kwestia tego, że nic mu się nie chciało? Nie dość, że przestał gadać, to jeszcze przestał słuchać i to w największym możliwym dla niego stopniu. Jego myśli powędrowały do ciepłego łóżka, a wcześniej do gorącej kąpieli, która wydawała się krzyczeć do niego inkantację. Chłopak westchnął, zrzucił z siebie kurtkę i niedbałym ruchem rzucił ją na szafkę. Teraz żył zasadą "asiejutrozrobi", więc nie przejmował się małym bałaganem, jaki zaczął się tworzyć wokół. Nie było sensu by to robić. W końcu, gdy broń pozbyła się wierzchniego odzienia zaczęła kontaktować ze środowiskiem aktualnym. A pierwszym co przyszło mu do głowy po tej dziwnej chwili wyłączenia było Co do kurczaczka robił tutaj pijany Salim? Tak, bardzo szybko zorientował się w tej dziwnej sytuacji, nieprawdaż? Podziwiajmy tego pana, jeden na jeden w skali do jeden.

Eli rozejrzał się po klitce jaką dzielił z Saszą i zmrużył oczy namierzając tę ohydną czerwoną mendę, która zajmowała większość jego pokoju i przytłaczała swoją obecnością i tak lekko zaduszone powietrze. Nawet w dobrym momencie wybrał sobie moment na wrócenie do świata żywych, bowiem Salim coś tam bełkotał niezrozumiale pod nosem. Warto było w ogóle się wysilać, żeby stwierdzić co właściwie ma mu do przekazania? Nie. Więc tego nie zrobił i błogo sobie żył w nieświadomości tego, co za chwilę miało się wydarzyć.

Władający zaczął się rozbierać. Kurtka, buty, spoko. Jednak w chwili, w której zaczął z siebie ściągać koszulkę, a potem spodnie... to było za dużo nawet jak na biedną psychikę broni. Chłopak cofnął się pod ścianę, a na jego twarzy wykwitły rumieńce. Ślady zmęczenia po misji stały się niemalże niewidoczne. Zostały przykryte szokiem, niedowierzaniem i zawstydzeniem. Kto normalny robił coś takiego?! To się nawet nie mieściło w głowie.
- Przestań, jezus, przestań! - wrzasnął, zasłaniając sobie oczy i odwracając się plecami do tego zjebanego alkoholika. To było jak wielki wybuch przecinający idealną ciszę. Poczuł jak jego serce przyśpiesza bicie, podnosząc tętno. Co on sobie wyobrażał? Czemu to robił? Aż tak mu w życiu źle było, że musiał pozbywać się ciuchów przy młodszym koledze?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Pią Mar 06, 2015 4:46 pm

Salim na chwilę zatrzymał się w pozycji nieco zgarbionej, ręce trzymały za pas spodni z zamiarem ściągnięcia odzienia w dół. Czemu jednak chłopak zastygł? Wcale nie przejmował się obecnym obok - w końcu oboje byli facetami, no nie? Czego się wstydzić? Chyba, że jego partner był po prostu dobrze maskującą się kobietą. To  w sumie by wiele wyjaśniało. Wracając jednak do powodu zatrzymania czerwonych działań, Władający uświadomił sobie, że chyba jeden z butów wylądował na stronie Saszy. Zastanowił się nad tym chwilę i ostatecznie porzucił jakiekolwiek zainteresowanie tematem bo w sumie... Chuj to kogo obchodzi. Nie miał ochoty, siły oraz powodu do sprzątania. Problem lokatorów, nie jego. Trzeba było go tu nie puszczać. Problemy zostawić dla siebie. Blabblableble. Spodnie. Zdjąć. Oh, chwila, znowu coś przeszkadzało. Tym razem mówiło. Oh, mówiło. Eli? Dawno nie słyszał jego głosu. Menda unikał czegoś takiego jak normalna rozmowa od czasów ich wspólnej misji. Sali w sumie początkowo nie wnikał dlaczego Broń tak się zachowywał, dopiero z czasem brak kontaktu słownego zaczął być dla niego czymś zastanawiającym. Dziwnym lecz w żadnym razie zajmującym, bo ostatecznie kwestie olał. Teraz w sumie sobie o tym przypomniał. Zadziwiające, że myśli jakoś mu się układały w tej spitej łepetynie. A może tylko mu się tak wydawało? Albo śnił? Dostał w ryja, zemdlał, pewnie leżał teraz w lesie. Płonącym lesie, bo gorąco. Jak zacznie parzyć to się obudzi. Ewentualnie nie zrobi tego i umrze śniąc o zawstydzonym towarzyszu. Gorzej w sumie skończyć nie mógł. Mógł. Jeszcze w sumie żył, a po pewnych wydarzeniach mógł przecież uznać, że to nie szkoła jest bezsensu, a całe życie. Samobójstwo istotnie było najbardziej parszywym rodzajem zgonu. Umrzeć, bo tak się chce? Bo świat jest zły? Do tego nie trzeba odwagi, a głowy na nieodpowiednim miejscu. Aż mu się chwilowo smutno zrobiło.
Rzeczywistość jednak nadal była obecna na miejscu i podnosiła rękę do odpowiedzi. Sal spojrzał głupawo na przypartego do ściany chłopaczka.
- Jezus? Gdzie? Co? Ty... - Wyprostował się, zostawił portki w spokoju. Na twarz wstąpił mu dziwny uśmiech. Zaraz po tym zaśmiał się. Też wcale ciekawie. - Nie rób sobie jaj, że własnego partnera się wstydzisz! I to tej samej płci! - Powoli podchodził do młodszego. - Nie zgrywaj cnotki niewydymki kochaniutki. Ciemno jest. - Zatrzymał się na chwilę. W głowie mu zaczynało wirować od chodzenia, a zrobił może z trzy kroki. Bez rzygania, bez rzygania stary. Kucnął wzdychając przy tym ciężko.
- Nie drzyj przy okazji ryja. Każdy kolejny hałas czyni ten dzień bardziej gównianym. - Mruknął z irytacją w głosie. - I spójrz na mnie z łaski swojej. Przecież cie nie zgwałcę. - Rudy był bardzo nie w sosie, a kryć się z tym nie zamierzał. W sumie miał nawet ochotę zacząć się żalić temu tutaj kmiotkowi, ale teraz ważniejszym było przywołanie go do porządku. Powstrzymanie się przed udekorowaniem podłogi wymiocinami. Takie tam, pierdoły.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Sob Mar 07, 2015 4:21 am

Salim, w opinii Eliego, był niezwykłym człowiekiem, którego należało traktować ulgowo. Jednak przecież wszystko miało swoje granice, które nagięte zdołałyby złamać nawet samego najświętszego ucznia NOT. Czemu właściwie młodszy tak zareagował na te okropne zachowanie swojego partnera? Nie przebywał zbyt długo w klasie NOT. Praktycznie całe życie w szkole opierało mu się na misjach. Nie znał czegoś takiego, że jak penis i penis to można się rozbierać i nikogo to nie będzie obchodzić. Choć może prawda leżała gdzieś indziej? Przecież, gdy rozbierał się przed Merlin, a ona przed nim, to nie stało się nic takiego. Nie mrugnęła mu nawet powieka! Obłapiała go kobieta i nic, a na widok nagiego mężczyzny wpadał w panikę? Naprawdę przestawała mu się podobać ta sytuacja. On tylko chciał utopić się podczas kąpieli i tyle.

- Nie, zdejmuj, nic więcej. - wysyczał złowrogo, jednak nadal nie odwrócił się przodem do niego. Walczył z gorącem jakie opanowało jego twarz. Miał przeczucie, że widnieje tam różowy rumieniec, zakrawający pod czerwień. Jeśli rzecz działaby się w filmie, to pewnie okulary zaparowałyby mu z wrażenia. - Tu nie jest aż tak gorąco - dodał spokojniej i ciszej. - Poza tym ja się nie wstydzę, to tylko naturalna reakcja na brzydkiego samca, który obnaża swoje ciało jakby był w dziczy. - Słowa z trudem przechodziły przez gardło, ale koniec końców przechodziły i trafiały do adresata.

W końcu sam francuz odwrócił się lekko, żeby spojrzeć na partnera niczym obrażone dziecko, któremu zabrano zabawkę, a potem lizaka. Malinowego! W sumie to nawet nie zastanawiał się co będzie jak Sasza postanowi wrócić do pokoju. Wolał nawet nie wyobrażać sobie tej okropnej sytuacji. Mógłby po niej spokojnie kopać grób wykałaczką maczaną w maśle. Woźny by go zamordował, bo pewnie dopowiedziałby w swojej małej głowie za dużo rzeczy.
- Trzeba było tyle nie pić... - zamruczał i wyciągnął z szafki współlokatora sporą miskę, następnie podając ją Salimowi. No tak, teraz to umrze na pewno. Ale jak tak patrzył na tego biedaka... to mu się przykro robiło. I serce łamało. - Co się stało, że aż tak się załatwiłeś? - Wow, mamy święto, Lief jednak umiał mówić więcej niż kilka zdań na raz i to nawet bez emoskich spojrzeń ukradkiem rzucanych w ludzi. Podszedł do okna i otworzył je na oścież. Zimne, nocne powietrze wpadło do pokoju. Może od tego władający poczuje się lepiej? Miał głupie przeczucie, że jednak ktoś nieźle wdepnął w chłopaka, a skoro najlepiej wychodzi mu słuchanie ludzi nie, to równie dobrze mógł się na coś przydać. Rzucił się na łóżku unikając przez cały czas kontaktu wzrokowego z czerwoną mendą. W ogóle starał się na niego nie patrzeć. W końcu ten był pół nagi. I co z tego, że zdrowo skacowany. Za dużo alkoholu dzisiaj, zdecydowanie, to dziwne skoro ja nie wypiłem nawet łyka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Pon Mar 09, 2015 10:27 pm

Elijah był tymczasem... Kim? Partner w papierach. Przyjaciel żaden. Uczuciowych stosunków nie posiadali oboje na bank, przynajmniej Sal czegoś takiego nie przyjmował do wiadomości. Ale. Szczególnie teraz, kiedy szczerość została wywołana do odpowiedzi przez alkohol. Dziwne wrażenie, że w sumie ten tutaj to wcale takie zło wcielone. Nie żeby mu ufał, ale czuł jakiś ładunek moralny w związku ze zrobieniem mu krzywdy, no i w sumie to go wysłuchał. Sam się zaproponował. Czuł, że może być w rozmowach z tym osobnikiem luźny, bo raczej milczek nie należałby do osób rozpowiadających wszystko co usłyszą. Raczej. Takie sprawiał wrażenie.
No zawsze zostawał jeszcze jeden istotny jednak fakt - Eli był podobny. W zachowaniu, stosunkach nieco, w dodatku można było o niego dbać. On się zaś najwidoczniej ku zdumieniu Rudego odpłacał tym samym. Nawet kiedy przylazł do niego pijany golas. Jeszcze ta miska. Cholera. Ona Salimowi swego czasu kupiła zapaś worków "na te złe wypadki, hehe". Zgubił je. Kurwa. Docierało do niego jakim był beznadziejnym człowiekiem, ale przyznać się było do tego trudno. Sal to Sal, nikomu o tym nie powie. Taki typ dusi w sobie pewne rzeczy. Ale tylko pewne. Do pewnego stopnia.
Przejechał ręką po twarzy czując, że nawet taki ruch wywołuje w nim mdłości. Głupio się tak teraz zwierzać. No, ale w sumie ten tutaj chłoptaś zapytał grzecznie. Wcześniej sam szukał porady. Coś za coś, tak to uznajmy, zwierzenie za zwierzenie. Pieprzyć ukrywanie się. Łepetynę by sobie urwał gdyby z własnym partnerem nie mógł się dogadać w kwestii przeszłości. Odkaszlnął, ale natychmiast pożałował - fala wymiocin go naszła, podeszła do gardła. Zemdliło go, ale trzymał się nawet dzielnie. Chwila ogarnięcia i znowu mógł mówić.
- Bo widzisz, nieporozumienie. Związane z tym moim kochanym niezdawaniem. Chyba dobrze wiesz kto tu siedzi na specjalnych warunkach, no nie? - Spojrzenie wlepił w miskę. Warto też wspomnieć, że mówił o dziwo normalnie - no pomijając typowe dla osoby nietrzeźwej problemy z wymową - nie dekorował się na siłę na miłego, nie bawił w tą swoją typową maskę. O dziwota potrafił.
- I mnie taki młody szczyl wkurwił pierdoląc o niedouczeniu. I w sumie tak myślę, że walić przypadkowych ludzi, ale z tobą to chyba powinienem wytłumaczyć, no nie? Taaa... - Pokiwał głową, chwilowo na jego twarz wlazł uśmiech. Odczekał parę sekund na jakieś ewentualne odpowiedzi z drugiej strony i w końcu zaczął, niestety niezbyt opierając się o ewentualną wypowiedź drugiego.
- Od początku zmieniałem partnerów jak skarpetki. Albo rękawiczki. Cokolwiek... No mniejsza, często. Jakoś z nikim nie umiałem się dogadać, chyba wiesz o co chodzi. Czasem jednak życie bywa miłe i rzuca w ciebie czymś przyjemnym. Znalazłem fajną broń, co tu dużo mówić. Ona była jakaś taka wyjątkowa. O dziwota laskę lubiłem, mimo że była młodsza, a uparta jak mutacja osła z Tobą. Albo nawet gorzej. A mimo tego dogadywaliśmy się jako wcale złe duo. - Westchnął. Powoli drętwiał siedząc w tej samej pozycji, ale bał się ruszyć - jeszcze brakowało mu porzygać się podczas wygłaszania emocjonalnego monologu. - Tylko z tego szczęścia to w sumie mi niewiele zostało. Bo kiedy jest okej przed chwilą miłe życie kopie cie w dupę. Wysłano nas na misje, która była wyraźnie ponad nasze siły. Niby nie szło źle, ale w pewnym momencie popełniłem błąd. Nie chce mi się już pamiętać czy się wtedy wywróciłem, zachwiałem czy naplułem do oczu. Mniejsza o to. Coś tą moją pindę skłoniło do tego, żeby mnie zasłonić. - Drgnął. Kiedy tylko sobie o tym przypominał wychodził z niego wcale twardy człowiek. Czyjaś krew na rękach, odpowiedzialność za zmarłą, wyrzuty sumienia. W sumie kto by po tym zachowywał się normalnie i racjonalnie? - Ja jakoś się po tym wszystkim miałem. Posiedziałem w szpitalu, wróciłem do szkoły. Tylko to było obrzydliwe uczucie kiedy nieważne gdzie spojrzałem, a przypominałem sobie o tym, co się stało. Ona. Siedząca w ławce, łażąca po korytarzu, siedząca zmęczona na tych absurdalnych schodach, jedząca coś na balkonach. To było ponure. Nie chciałem tego widzieć. Z drugiej strony zapomnieć też niezbyt. Jak miałem niby po czymś takim rozglądać się za partnerem? Kulturalnie więc pokazałem wielmożnej kadrze palucha i rzuciłem naukę. Widocznie bardzo dbają o uczniów, skoro siłą zaciągnęli mnie na specjalne warunki.  - Przełknął głośno ślinę, chociaż wspomnianej nie posiadał - w paszczy miał nieprzyjemnie sucho.
- I to w sumie tyle. - Podsumował krótko. Tak. Tyle chciał powiedzieć. Tylko tyle. Usiadł ciężko przy misce. Pan Paw stał gdzieś daleko w przełyku, a nogi mu już nie wyrabiały od kucania. Niezbyt go ciekawiła reakcja drugiej strony. Może sobie nawet milczeć, Czerwonemu nie chodziło o szukanie porady. Wygadać się chciał, wygadał - teraz czuł się chyba nawet lepiej. Czułby się, gdyby nie miał tylu procentów w organizmie. Na Eliego będzie zły jedynie w sumie kiedy zostanie obrażony. Chociaż jedyne co teraz mógł zrobić w ramach zemsty to pobrudzenie mu łóżka.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Pią Mar 13, 2015 9:42 am

Jak to wszystko widział Elijah? Może zacznijmy od prostego ustalenia czy w głowie tego idioty było coś takiego jak zapotrzebowanie na jakiegokolwiek partnera. Przez wiele lat, podczas których uczył się pilnie w Akademii Shibusen, nigdy nie myślał gorączkowo o tym, że nikt nie chce z nim współpracować. On świetnie dogadywał się tylko ze sobą, skutecznie unikając wszystkich ludzi, a poza tym był samowystarczalny, zmieniając się tylko do połowy. Zadania rozwiązywał bez udziału osób drugich, a nawet na wszelkich misjach lepiej czuł się w pojedynkę. Gdy wszyscy nauczyciele pytali go natarczywie kiedy znajdzie sobie partnera odpowiadał półsłówkami, albo w ogóle. Co ich to obchodziło? Zresztą, tym też się nie przejmował, wiedział, że jeśli znajdzie odpowiednią osobę, to na pewno się o tym dowie. A teraz znegujmy wszystko wyżej. Samotność nigdy nie równa się szczęściu. Można się oszukiwać, ale w małych załamaniach zawsze zostawało stwierdzenie, że potrzebujemy ciepła drugiej osoby, bo tak jesteśmy zbudowani. A potem był ten idiota, który zaplanował się tylko nim zabawić i zostawić, przypomniał sobie wszystko po tej całej drace z amnezją. W sumie nie było rzeczy, której by zapomniał na stałe. Nawet wiedział kto sprzedał mu tę cegłę. Powinien być zły? W sumie nie. A przynajmniej on tak uważał. Salim musiał odczuwać naprawdę ogromną desperację, że się posunął do takiego okropnego czynu. To go wystarczająco usprawiedliwiało w oczach magicznej broni. Każdemu człowiekowi mogło odbić w takiej sytuacji, więc starał się nie wywlekać całej sprawy na wierzch. Szczególnie, że może i dobrze się stało? Gdyby nie to, to pewnie już nigdy w życiu nie dałby komukolwiek dotknąć siebie w formie broni. W tym wypadku zwyczajnie nieuświadomiony nie miał wyboru. Co go wiązało do Salima? Mógłby odpowiedzieć zwykłym nic. Czy to jednak prawda? Nie. Nieznana siła pchała go za każdym razem, gdy chciał się odwrócić i wrócić do swojego poprzedniego, nudnego życia, wypełnionego kolejnymi misjami, zadaniami, książkami i nauką. Mógł teraz spać, próbować się utopić, ewentualnie cokolwiek, a jednak nie. Siedział i próbował wymyślić sposób na zaradzenie wymiotom, jakie próbowały targać rudą mendą. Poprawiał co chwila okulary, w skupieniu wysłuchując co ma do opowiedzenia alkoholik. Jeśli jednak Sal liczył na jakiekolwiek słowa, mógł się zdziwić. Nie było ich, przynajmniej z początku. Właściwie to dlatego, że Eli nie chciał mu przeszkadzać. Sam miał wrażenie, że nie powinien. Znaczy on zawsze to czuł, ale tym razem tak wybitnie. Wiedział, że teraz będzie lecieć największa kupa z życia starszego. W sumie już wcześniej domyślał się o co właściwie może chodzić, bo przecież władający nie wyglądał jak ktoś, kto od tak może olewać lekcje, a Śmierć nie wyglądał na takiego, który daje komuś taką szansę jaką są specjalne warunki. Coś pod tym musiało być, a jednak nigdy nie drążył. Czekał na taką okazję, w której Salim sam się złamie i mu opowie. W końcu na tym polegało człowieczeństwo. Ciśnięcie w sobie rzeczy na przekór braku miejsca w mózgu, a potem dawanie za wygraną i zacieśnianie tym samym więzi z innymi ludźmi. Zapamiętaj, przeżyj, powtórz i tak w kółko. Elijah zauważył, że tylko złe rzeczy działają aż tak na psychikę i relacje. Ktoś się musiał prawie porzygać, żeby zaczęli ze sobą normalną rozmowę? Tak bez żadnych wymówek, bez uporczywego milczenia, czekania na odpowiedź wieki? Chłopak westchnął i wpadł na pewien pomysł. A raczej na coś, co może pomóc tej rudej mendzie stanąć na nogi. Przynajmniej na chwilę. Po cichu, by nie przerywać monologu, którego oczywiście cały czas słuchał, nalał do szklanki zimnej wody. Podobno to jest najlepsza doraźna pomoc na tego typu sprawy. Postawił ją obok umierającego i wrócił na swoje poprzednie miejsce przebywania. W myślach analizował dokładnie całą sytuację. A więc była dziewczyna, która zasłoniła go, tracąc przy tym swoje życie? I on nie umiał sobie z tym poradzić. Zastanawiał się co powiedzieć. Mógł zacząć od jakiegoś "rozumiem cię", "podzielam twój ból", czy nawet "cieszę się, że zdołałeś mi o tym wszystkim opowiedzieć". Jednak to było takie... drętwe. Suche. A skoro miał już coś z siebie wyrzucić, to chciał, żeby to miało ręce i nogi i nawet głowę. No i odpuścił sobie wszelkie sztuczne pocieszania. W końcu dał radę ustalić co właściwie chciał przekazać.
- Dobra. Po pierwsze i najważniejsze, z tego co mówisz, dzieliła was ważna relacja. Mógłbym mówić i produkować się na temat jak bardzo ona nie chce, żebyś się zadręczał tym wszystkim, ale nic to nie zmieni. Jej nie ma i nie wróci. Choćbyś nie wiem jak bardzo pokutował za tą śmierć i sobie ją wyrzucał. Wiesz co? Powinieneś patrzeć na miejsca, w których przebywała z uśmiechem. - podciągnął swoje kolana pod podbródek i spojrzał na Salima, próbując mu pokazać, że jest z nim mentalnie. Lub coś podobnego. Nie znał się na tym, pierwszy raz przeżywał taką sytuację. - Była specjalna. I ty byłeś specjalny dla niej. Poświęciła swoje własne życie tobie. Powinieneś być jej wdzięczny i w głowie pielęgnować wspomnienie o niej. Tak właśnie myślę. Nie wiem czy ci to pomoże, jednak może zobaczyć cokolwiek z innej strony. Ludzie odchodzą, jedni wcześniej, drudzy później. Widać takie było wasze przeznaczenie. - Chłopak skończył, zastanawiając się co właściwie może jeszcze zrobić, by ulżyć sumieniu Salima. Nienawidził, gdy miał świadomość o swojej słabości. Tutaj nie dało się rozwiązać sprawy kulką, czy przeleceniem śpiącej nauczycielki. W chwilach, w których pomysłów brakowało, Elijah czuł się niemalże jak słabiak z NOTu. W końcu postanowił przerwać ciszę, jaka bębniła mu w uszach, na nowo.
- No dobra, to teraz ja. Też raz miałem partnera. Właściwie był moim władającym, a także może czymś więcej? W zasadzie nie wiem tego do teraz i prawdopodobnie nigdy się nie dowiem. On już był po szkole. Zdawał z eatu. Pragnął, bym stał się jak najszybciej kosą śmierci. Nie chodził ze mną na misje, dawał mi wolną rękę do wszystkiego, niemalże mnie ignorując. A ja za nim latałem, imponował mi. A jednak okazałem się niewystarczający, ponieważ podsłuchałem pewnego razu jak uzgadnia z shinigamim zmianę partnera - urwał na chwilę i przełknął ślinę. - Nawet nie powiedział mi tego w twarz. Przed tym nie miałem żadnego. Nikt nie chciał ze mną pracować. Może nie jest zbyt tragiczne, ale mocno to przeżyłem. Wiesz, ja zawsze lądowałem sam, a gdy już miałem coś w zasięgu ręki znów... wróciło mnie do początku. - zaśmiał się. - Koniec końców oboje jesteśmy tutaj. Skazani na siebie. Ja mam dość samotności, a ty chcesz się przełamać w kontaktach z bronią. - No i w tym momencie Elijah już wiedział, że więcej nie powie. Skończyła mu się wszelka wena na produkowanie swojej opinii w tej sprawie. Czy poczuł się lepiej? Owszem, czy miał nadzieję na to, że Salim się bardziej do niego przywiązał? Tak. Życzył sobie też, żeby chłopak szybko pozbierał swoje życie do kupy. Uczepianie się czyjejś śmierci nie jest dobrym pomysłem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Sob Mar 14, 2015 6:52 pm

Od chwili wypuszczenia z siebie wyznań rudy łeb czuł się pusty. Znaczy, tak czysto teoretycznie. Żadnej myśli, pomysłu na dalszy ciąg, kwestii do wypowiedzenia... Ot, siedział i obserwował ku chwale ojczyzny pustą miskę. Chłód z okna przyjemnie orzeźwiał. Jeżeli zaś chodzi o szklankę wody, przyjął ją, złapał, ale na tym się skończyło. Gula w gardle blokowała przełyk, a tym samym wydawała się nieznacznie poruszać. Pojawiła się jakaś faktyczna myśl wypełniająca głowę - jak wypiję to puszczę pawia. Ślęczał więc dalej, wielki czerwony kołek. I słuchał partnera, który ku wielkim zdziwieniu Salima jednak się odezwał. Nie potrzebował tego, ale w sumie miło. Z drugiej strony. Żałośnie musiał teraz wyglądać. Młodszy kolega poucza go jak żyć po stracie ważnej osoby, on siedzi półnagi, pijany oraz o zgrozo chyba bliski chwilowego załamania. Znowu zaczynał się czuć gorzej, gdyby nie kolejne wyznania Broni pajac zacząłby znowu sam się dobijać, jeszcze bardziej. Bo jeżeli chodzi o kwestie zmarłej to nie było mowy, by z dnia na dzień dzięki szczerej rozmowie zaczął patrzeć na sprawę inaczej. Prawdopodobnie machnąłby ręką z tekstem: "poradzę sobie, dzięki za dobroć", ale no... Jakoś nie mógł się na to zebrać.
Tak samo jak nie mógł zebrać się na zrozumienie tego nagłego wyskoku z wyznaniami. Miało być po jego myśli, wyszło jak zawsze. Cóż, zostało mu się grzecznie wsłuchać.
- Wiesz. Ludzie są beznadziejni. Jedni nie potrafią przepraszać, inni kłamać, są tacy co nawet nie potrafią się odpowiednio wysłowić... Mogłeś spotkać po prostu kogoś nie pojmującego pojęcia "pożegnanie". Nie ma co się nastawiać, że rzucił cie bo tak. No i co z tego, że nikt nie brał cie za partnera, kiedy trafiłeś na taki cud jak ja? Wystarczyło poczekać. - Pod koniec wypowiedzi faktycznie się zaśmiał. Wcale gorzko, czy coś. Pocieszającym faktem to może nie było... Chociaż kto wie co siedziało w głowie drugiego. Jedyna rzecz, jakiej Sal był pewny? Chyba się zaczęli w końcu dogadywać, tak prawdziwie, bez wymuszenia sytuacji podbramkowej (podcegłowej?). Elijah w głowie Władającego też powoli zaczynał być raczej kimś ważniejszym, chociaż by przyznać się do czegoś takiego otwarcie musiałby wypić co najmniej dwa razy tyle co obecnie we krwi posiadał. Szkoda tylko przy głębszym namyśle samotnika pragnącego towarzystwa... Trafił mu się może i towarzyski, ale niekoniecznie stuprocentowo miły osobnik. Aczkolwiek istniały też inne cuda mogące mu pomóc. Do głowy chłopaka wpadło wspomnienie pomysłu z południa - a co gdyby tak sobie zamieszkać z tym tutaj chłopaczkiem? Wyciągnąć go z pokoju, żeby trochę do ludzi wyszedł. W końcu podniósł wzrok z miski i wlepił go w gospodarza pomieszczenia.
- Hej... Chciałbyś mieszkać razem?
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Sro Mar 18, 2015 11:23 am

Z tej strony też nie było za jasno. Za ciemno też nie. Elijah siedział po prostu, gapiąc się na rudowłosą głowę i mrugał tylko co jakiś czas leniwie. Jakoś nie przeczuwał tego, że może otrzymać w twarz jakąkolwiek większą rewelacją tego wieczoru. Znaczy nocy. Ciężko było się przestawić, szczególnie jak tyle czasu siedziało się na dupie, bez zmrużenia oka. W sumie wszystko z niego schodziło. Powoli, lecz skutecznie i po chwili poczuł, że w pokoju przez ten krótki moment zrobiło się dość zimno. Zastanawiał się jakim cudem Salim jeszcze tego nie odczuwał, w końcu nie miał na sobie większości swoich ubrań. Obserwował ten ogrom skrzywień jakie targały ciałem władającego i doszedł do wniosku, że to wcale nie jest dziwne. Ani trochę. To uspokoiło jego skrzywione i spaczone postrzeganie tego człowieka. W ogóle zaczął się przyzwyczajać do tych dziwnych zachowań, stwierdzeń, odzywek, pyskówki, zbyt wielkiego ego… no i ogólnie całej reszty wad, jakie posiadał. Czy to już jest jakaś relacja? Przeszło mu przez myśl, ale nie rozwinął sobie tematu w głowie. Nie widział takiej potrzeby ani sensu.
Trochę go to jednak wkurzało. Nie tyle co może wkurzało, ale czuł delikatną irytację w samym środku, na samym dnie swojej osoby. Skoro był taki obojętny, to czemu sobie wyrzucał śmierć tej dziewczyny? Skoro o tym mówi, to znaczy, że jednak chce pomocy, lub chociaż odrobiny wsparcia. Bez sensu. Cały Salim był bez sensu. Czemu on w ogóle tutaj jest w takim stanie? Bo potrzebuje obecności kogoś innego.

- Wiesz, to nie zabrzmiało zbyt dobrze. – stwierdził po prostu. Nie był zły na tę mendę, czy coś. Ale może rzeczywiście to wyglądało jakby chłopak był niecierpliwy, by w końcu mieć partnera, do tego stopnia? Jakiś nowy poziom desperacji dla związku? Eli przygryzł dolną wargę i nakrył się kocykiem w małe pandy, który do tej pory leżał złożony na łóżku. Kolejna wiadomość, jaką dostał, wręcz zgniotła go mentalnie. Kilka słów, które tak bardzo stawiają w wyobraźni całe twoje życie do góry nogami. - Co masz na myśli? Jakie mieszkanie? Gdzie? Nie wiem… Pół życia mieszkałem tutaj…

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Pon Mar 23, 2015 3:35 pm

Salim w sumie mógłby rozwinąć bardziej temat mieszkania razem i podobnych spraw. Jednakże została przed tym nałożona na niego bariera zatrzymania jaką był widok kocyka w słodkie stworzonka. Bardzo męsko. Nie żeby Sal uważał Eliego za prawdziwego faceta, ale bez przesady do cholery! Zimno widocznie zaczęło wydobywać z tego zapijaczonego czerwonego łba jego prawdziwie oblicze, przez co powaga i emocjonalność całej sytuacji zaczęła parować jak marzenia dziecka po dowiedzeniu się, że Mikołaj to bujda. Wlepił ponure, lekceważące spojrzenie w wyszyte na okryciu pandy. Powoli dziwnym trafem zaczynały się zlewać z kocem. Wyglądały na szczęśliwie, mimo wszysto. Małe kuciapongi. Co je obchodzi zdanie czerwonej mendy. Dobrze w sumie myślą. Tak dobrze, że on sam aż się wewnętrznie uspokoił. I zasnął. Jak zabity, do takiego nie dotrzesz.



Najwidoczniej jego partner też przysnął, bądź niezbyt przejął się wielkoludem leżącym na podłodze. I chrapiącym dodajmy. Rozwalony na powierzchni płaskiej mężczyzna obudzony został przez pierwsze promienie światła wpadające do pokoju, niczym księżniczka. Jednakże do Kopciuszka czy Śnieżki brakowało mu stanowczo za wiele. Otworzył oczy - pożałował - poraziło go słońce. Zdenerwowany zaczął bluzgać mętnym głosem, przewrócił się na bok z zamiarem zostania dłużej... na podłodze. Niestety Pan Duży Kac zadzwonił w uszach czerwonej gnidy zmuszając go do wstania. Kiedy już pajac tego dokonał zaczął wolno analizować sytuację. W sensie gdzie był. I czemu wszędzie są porozrzucane jego ubrania. Nie żeby jakaś nowa sytuacja, ale lepiej ogarnąć całokształt zanim okaże się, że sytuacja jest niebezpieczna. Wolicie nie wiedzieć o co chodzi. Ku chwale ojczyzny było spokojnie. Chyba, że Eli leżący pod kocykiem w hipnotyzujące pandy (zgrozo wszelaka) dostanie kolejnej ochoty na zmianę zachowania i zmieni się w machinę zniszczenia. Z kocykiem w pandy. Byłoby źle jakby partner udusił go czymś takim. Wzruszył ramionami, jakby sam do siebie. Mimo swojej inwazyjnej podejrzliwości typowego wrednego małpiszona jakoś nie umiał się zmusić do takich wizji. Nie mając za specjalnie co ze sobą zrobić usiadł sobie spokojnie na skraju łóżka partnera zastanawiając się nad tym co dalej.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Pon Mar 23, 2015 4:42 pm

Czego można było się spodziewać w starciu z psychiką Salima? Wszystkiego i niczego zarazem. Elijah na pewno nie był przygotowany na fakt, że czerwona menda po prostu pierdzielnie w podłogę i uśnie. Albo nawet odwrotnie! Najpierw zaśnie, a potem przywali. Chłopak westchnął do siebie już bardziej, mrucząc pod nosem coś o braku odpowiedzialności i niedbale zrzucił kołdrę ze swojego łóżka na tego niewymiarowego słonia, jaki zalegał w chwili obecnej na jego osobistej podłodze. Potem jeszcze chwilę leżał na pościeli pod kocykiem i zastanawiał się nad ostatnimi jego słowami. Te kilka wyrazów tłukło mu się po głowie, jakby sam mózg wypełniony był tylko powietrzem, które radośnie sobie nimi rzucało. Chciałby z nim mieszkać? Budzić się i widzieć go jako pierwszego człowieka? W ogóle gdzie on mieszkał? A co jak w jakimś domu publicznym? No co! Wszystkiego można było się po nim spodziewać, a Eli nie miał zamiaru spać ściana w ścianę z jakąś dziwką. Wzdrygnął się i spojrzał na niego znów. Co on tak spokojnie spał? W sumie, z Salimem szło wytrzymać. Jak akurat sobie drzemał. Wtedy był znośny chyba najbardziej. Po tych głębokich przemyśleniach uczeń zwyczajnie usnął.

Obudziło go... Właściwie nie był pewny co, ale na pewno coś złego, bo niewyspanie wręcz biło od niego. Głowa bolała albo od za krótkiego, albo za długiego snu. Chłopak podniósł głowę, wyciągając ją spod kocyka na moment i rozejrzał się nieprzytomnym wzrokiem po pokoju. Saszy nadal niet, Salima też niet. A może to wszystko tylko mu się śniło? Zanim jednak jego głowa zaczęła analizować czy jest na jawie czy nie, rozejrzał się bardziej i zobaczył giganta, siedzącego tuż obok niego. Szok i pierwszy odruch zadziałały. Elijah gwałtownie się podniósł, plącząc się przy okazji w swój cudowny kocyk i zdżebał się tak splątany na ziemię.
- Kurczaczki - jęknął cicho, próbując się wydostać z materiału i przy okazji nie patrzeć na władającego. Nie patrzeć, nie patrzeć, nie patrzeć, nie patrzeć. Jak się domyślicie - spojrzał. Cały czerwony na twarzy i zakłopotany jak Salimowe włosy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Wto Mar 24, 2015 6:25 pm

Sali i jego zakłopotane włosy w sumie miały trochę czasu do pomyślenia sobie o paru sprawach. Po pierwsze to możebytakobgadać między swoimi nastrojami chęci do współistnienia z partnerem taki jak ten tutaj Elijah. Ilekroć na chłopaczka narzekać to nie był wcale taki zły, wystarczyło się przyzwyczaić do tego, że mówił ćwiartkę tego co wychodziło z ust Władającego. W dodatku mimo swojej swoistej tarczy nie pozostawał głupi siedząc w niej (brzmi znajomo, co nie patałachu?), jak potrzeba pomagał. A przy tym sam potrzebował pomocy. Trochę jak rodzeństwo? To coś takiego było potrzebne Władającemu? Chociaż "coś" to złe określenie. Towarzystwo dobrego partnera ot co. Ktoś normalny moralnie. Nie myślcie, że kiedykolwiek sam się do tej potrzeby przyzna. Na razie uznawał po prostu fakt, że potrzebował u boku kogoś mimo wszystko ogarniętego, kto przy okazji nie będzie posiadał tych samych cech.
Pomasował się po skroni. Może potem powinien iść na jakąś misję? Albo zobaczyć, czy dyrektorka czegoś nie chce. Albo rzucić to w diabły i iść do domu dobić resztki kaca. Gdyby tak jeszcze chwile pomyślał na bank wyszedłby mu może i konkretny plan dnia. Cisza jednak została przerwana odzewem właściciela pokoju. Wielkolud flegmatycznie obrócił się w stronę zawiniętego w kociopąg... znaczy pandy i westchnął kręcąc głową.
- Bo pomyślę, że chcesz mnie obrazić. - Wyciągnął rękę w stronę Eliego, tak żeby go jakby co wyciągnąć, czy coś.
- A poza tym to dobry dzień. Tak grzecznie z rana Ci podziękuję za kołdrę. To miło z twojej strony. - Mówiąc przewrócił oczami. Po pierwsze to nie czuł się komfortowo w sytuacji, w której musiał szczerze używać ładnych słówek. Po drugie spanie w soczewkach mu nie służyło. Nie za dużo myśląc o BHP zabrał się za wyciąganie kurewstw z oczu (bez patrzenia do lustra, yolo).
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Nie Mar 29, 2015 1:28 pm

Eli był dość skołowany całą sytuacją i to wcale nie chodziło o to, że włosy Salima są zakłopotane! Choć kto by je tam wiedział? Musiał się wziąć w garść i przestać zachowywać jak małe dziecko, które pierwszy raz poszło na basen i zobaczyło bardzo dużo panów, którzy nie byli najbardziej ubranymi ludźmi w historii, a wręcz przeciwnie. Zastanawiał się nad tym czemu tak reaguje, ale w głowie miał niewypowiedzianą pustkę. Początkowo też myślał, że zapadnie między nimi awakward cisza. (A potem wejdzie Sasza i ich zdrowo ojebie), jednak nic takiego się nie stało i uczeń wątpił, że się jeszcze może zdarzyć. Przynajmniej to mógł sobie dopisać do listy pod wdzięcznym tytułem "Wyszło mi, tak!"

Gdy już się wygrzebał z koca z Salimową pomocą, nadal siedział na ziemi. Gapił się w swoje kolana natarczywie, próbując uspokoić biedne rozkołatane serduszko, które rzucało się po klatce piersiowej jakby ktoś wstrzyknął w nie litr mocnej kawy. Jak myślał o władającym? Starszy brat? Czy bracia się tak zachowywali do cholery jasnej?! Choć... czerwona menda była miła. Podziękował za kołdrę i to z rana, gdzie teoretycznie mógł mieć wywalone i w ogóle nie spoufalać się za bardzo z chłopakiem. Elijah zmrużył oczy i pokiwał tylko głową na jego słowa, rzucając w niego kocem w małe pandy. Nie powiedział nic, ale i tak w pokoju zawisło "Ubierz się w końcu bo oszaleję".

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Sro Kwi 08, 2015 7:45 pm

Salim tymczasem powoli próbował odpalić silnik swojego wielgachnego organizmu, co szło mu cholernie topornie, ale no przynajmniej chłopak próbował. Zmęczone spojrzenie wbił w biednego, nic nieświadomego Elijego. Czerwony zastanawiał się nad niczym, ale powiedzmy, że jako tako myślał. Pustka w rudej łepetynie była sensowniejsza niż wcześniejsze zadręczanie się wszystkim niczym jakaś baba. W sumie Sali miał coś z baby, ale lepiej żeby nie wiedział co dokładnie, bo cały jego światopogląd zawaliłby się już ostatecznie. Ocknął się ze swojego zawieszenia dopiero wtedy, kiedy dostał w twarz kocykiem w te cholerne kuciapongi. Nerwowym ruchem ściągnął z siebie to cholerstwo, po czym spojrzał nań trzymając je w wyciągniętych do przodu dłoniach. Pandy patrzyły się z jakąś dozą wrednoty. Przerażające. Jeszcze bardziej, kiedy ogarnęło się, że leży pod tym niemal dwudziestoletni koń. No, kucyk. Sal ponownie przeniósł wzrok na partnera wzruszając ramionami. Grzecznie złożył koc odstawiając go następnie na łóżko, z którego w końcu podniósł zad. Wypadało poszukać ubrań. Mijając swoją Broń poczochrał go pro koleżeńsko po głowie, a potem nic tylko zajął się ubieraniem w porozrzucane wszędzie części garderoby. Ku chwale ojczyzny nie było tu tego młotka, z którym chłopaczek mieszkał. A właśnie.
- To ten. Pomyśl nieco o propozycji mieszkania razem. Duży apartament, jest paru lokatorów, ale raczej bezinwazyjnych. Wyłączając mnie skarbie - zaśmiał się niemal figlarnie, odwrócił na pięcie i ruszył do wyjścia. Nie mógł siedzieć tutaj cały dzień. - Hym. Chyba potrułem Ci zad wystarczająco jak na jedną dobę. Bywaj. - Pomachał na odchodnym i tyle go było w pokoju.

z/t
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Pon Kwi 20, 2015 11:01 pm

Elijah zainteresował się poważnie widokiem jaki miał przed sobą. Przecież na pewno nie spotka czegoś takiego często, a nawet to nie występuje w większych odstępach czasowych. Salim próbował ruszyć głową. I to nie tak, że złapał się za nią, potrząsając, ale w istocie, na jego twarzy zaczęły się malować różne emocje, pod które można było przypisać stan gorączkowego rozmyślania nad czymś ważnym. W sumie to uczeń naprawdę był zdolny pomyśleć przez chwilę, że doprowadzi go to ich w miejsce gdzie jeszcze nie byli. Na skraj mendowatej inteligencji. To byłaby prawdziwa utopia umysłowa. Przynajmniej tak francuz postrzegał tę sytuację. Niestety życie zweryfikowało ją w dosyć niemiły sposób, bo Salim zwyczajnie zawiódł jego jak widać zbyt wygórowane oczekiwania. Westchnął cicho i odwrócił wzrok, spoglądając jak Czerwonowłosy składa jego kocyk grzecznie na łóżku, a potem w końcu się ubiera. Jednak nie po to, by zostać, ewentualnie zabrać gdzieś chłopaka, o nieeee, Ten kretyn po prostu wyszedł. Już pal sześć ten "gest" jakim został obdarzony, oraz tekst. Duży apartament, nieinwazyjni lokatorzy. W sumie Eliemu było dobrze w tej klitce, sam na sam z Saszą. To miało swoje plusy. Bo woźny w istocie był... bezinwazyjny. Nie miał życia, a na miłość nienawiść jego życia składał się mop i woda. Takie życie pasowało mu w szczególności, chociaż ten cały... apartament... kusił. Zwyczajnie broń czuła się lepiej, mając świadomość, że Salim będzie blisko, pod jego ręką, w sam raz na randomowe pójście na misje, a może nawet namówiłby go na pojawienie się na zajęciach? Kto wie! Opcji miał naprawdę dużo.
- Ta. - odezwał się do zamkniętych już drzwi. Czemu jego optymizm wewnętrzny nie miał odzwierciedlenia na zewnątrz? Czemu nie tryskał szczęściem? Znów sam. Znów cisza. Może się zwyczajnie wybierze do biblioteki i tam poegzystuje? To był najlepszy pomysł. Schowa się tam, nauczy nowych zagadnień, a także będzie miał pewność, że nikt go nie znajdzie, bo kryjówki posiadał niezłe. Jak pomyślał tak zrobił od razu niemalże. Wykąpał się, ubrał w czyste ubrania, zebrał swoją torbę "z całym ziemskim dobytkiem", a następnie ruszył w obranym kierunku dość szybkim krokiem, uprzednio pilnując, żeby zamknąć za sobą drzwi. Nie miał zamiaru myśleć już o pomidorowej głowie. Bo po co sobie psuć dzień?

{z/t}

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Nie Sie 16, 2015 4:40 pm

Czerwony jak burak Elijah wparował do swojego pokoju (tym razem naprawdę swojego, bez pudła) i szybko zamknął za sobą drzwi na klucz. Zastanawiał się co przed chwilą zrobił. Resztki rozsądku chyba zaczęły mu wracać, bo przy silnej potrzebie szukania cukierków, jego mózg wrzeszczał, że chyba do reszty go pojebało do reszty już. Takie rozchwianie jeszcze trzymało go kilka dłuższych chwil, jednak, gdy rozejrzał się po chłodnym, pustym pokoju, coś w nim się zmieniło. Coś w nim pękło.
Chłopak zsunął się po ścianie na ziemię i ukrył twarz w dłoniach. W ostatnim czasie działo się zdecydowanie zbyt dużo jak na niego. Gaz w bibliotece, pomylenie pokojów, znalezienie zaginionego brata, ostatnia misja. Na myśl o tym ostatnim, przed oczami, nie wiedzieć czemu, pokazali mu się jego dotychczasowi władający. Sweeney i Salim. Oboje zostawili go w ten sam, okrutny sposób, kolejny raz pozbawiając go partnera. Zrobili mu nadzieję, a następnie po prostu uciekli. Jak najgorsze tchórze.
- merde - zaklął siarczyście po francusku i na czworakach przeszedł do swojego łóżka, następnie wyjmując spod niego pudełko pełne słodyczy. Już zdążył zapomnieć po co właściwie ich szukał. - A w sumie... - zamruczał i wyciągnął czekoladę. Coś mu się zdawało, że ten dzień skończy się na przytyciu piętnastu kilogramów, z drugiej strony, może to poprawi mu okropne jak na razie samopoczucie?


Wyzwanie wielkanocne: 5/5

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015

avatar
Uczeń NOT
Posty : 12
Data dołączenia : 20/10/2015

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Wto Paź 20, 2015 3:16 pm

Nowa szkoła, nowy akademik. Co można zrobić pierwszego dnia, otrzymując od losu nową szansę, nowy start? Jakich wspaniałych rzeczy dokonać?
Seth nie wiedział. Nie miał o tym pojęcia i ani trochę go to nie interesowało, więc też nie czuł żalu do siebie, kiedy to zamiast wywrzeć na ludziach dobre pierwsze wrażenie zgubił się i wszedł do pokoju komuś zupełnie obcemu. W gruncie rzeczy nie został nigdzie przypisany i prawdopodobnie nie wiedziałby nawet, że nie znalazł się w niezamieszkanym lokum, gdyby nie to, że w pokoju już ktoś siedział.
Nieznajomy wydawał się być mniej więcej w wieku Setha, miał ciemne włosy i okulary. Prawdopodobnie był przystojny, aczkolwiek na tym władający niezbyt się znał. Pomyślał tylko, że mógłby namalować jego oczy. Koniecznie farbami olejnymi, tylko one mogłyby oddać tyle, ile chciałby artysta. Zabawne, nie spodziewał się, że wpadnie od razu na potencjalnego modela. Druga rzecz, że nieszczególnie wiedział, czego spodziewać się po Shibusen, więc wszystko mogło wydawać mu się zabawne.
Dopiero po chwili Seth uświadomił sobie, że stoi w otwartych drzwiach cudzej sypialni i gapi się na jej właściciela. Wypadałoby się jednak ruszyć, choćby dla zasady. Zamknął więc wejście i odstawił na bok swoją torbę (co miała mu ciążyć na ramieniu?), po czym oparł się na ścianę. Wciąż wydawało mu się, że czegoś mu brakuje. Mógłby jeszcze coś do tego dodać.
- Wygląda na to, że się zgubiłem - stwierdził ze znudzeniem. W gruncie rzeczy nie uważał, żeby tłumaczenie się było konieczne. Stwierdził raczej, że "pasowałoby do obrazka" czy coś w tym stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Wto Paź 20, 2015 3:29 pm

Elijah spodziewał się absolutnie wszystkiego. Deszczu meteorów, wielkiego różowego królika, a także najświętszego koalę, stojącego po środku jego pokoju. Nie spodziewał się natomiast tego, że aż tak szybko zostanie mu przypisany nowy współlokator. Swoją drogą chłopak nie wiedział nawet tego, ile czasu minęło już od wyprowadzki woźnego. Nie miał też pojęcia gdzie właściwie wcięło mężczyznę. Zrezygnował najprawdopodobniej, przerażony tym, że będzie musiał sprzątać po wojnie, która szykowała się już od dawna. Teraz wisiała nad szkołą i nawet uczeń to czuł. No ale wracając, jego prywatność została zaatakowana dość niespodziewanie. Akurat siedział na podłodze z tabliczką czekolady w ustach i zastanawiał się nad tym, czy powinien płakać nad swoim losem, czy nie. W końcu postanowił sobie, że więcej władających nie chce widzieć na oczy. Żadnych. Coś mu jednak wspominało, że nowy uczeń prawdopodobnie jest właśnie z tej grupy społecznej. Oby nie, pomyślał, wyciągając w kierunku przybysza pudełko ze słodyczami. Żelki, ciastka, ciasteczka, wyroby czekoladowe, oraz te czekoladopodobne również. Miał chyba wszystko, bo Moony często obdarowywała go zdecydowanie za dużą ilością cukru.
- Cześć. Łóżko wolne, rozgość się - no i co, że się po prostu zgubił i prawdopodobnie powinien znajdować się gdzie indziej? Eliego to nie interesowało ani trochę. Może los daje mu szanse na nową przyjaźń z osobą, która jest bronią, tak samo jak on? Podobno jak się wyprze prawdę, to ona nie istnieje, no cóż. Młodzieniec miał zamiar wypróbować tę technikę, ale na razie nie pofatygował się nawet wstać z podłogi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015

avatar
Uczeń NOT
Posty : 12
Data dołączenia : 20/10/2015

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Wto Paź 20, 2015 3:58 pm

Czekolada. Seth zamyślił się na chwilę, zastanawiając się, kiedy ostatnio jadł słodycze. Pewnie dawno temu. Właściwie nie miał nic przeciwko słodyczom, ale daleki był od rzucenia się na tę dziką stertę pozostającą we własności nieznajomego. Jeśli będzie chciał, to go poczęstuje; jeśli nie - cóż, obejdzie się.
Uwaga o wolnym łóżku trochę go zaskoczyła - a to nie zdarzało się zbyt często. Musiał jednak przyznać, że szkoła, w której wystarczyło wejść do pokoju, by dostać tam nocleg całkiem mu odpowiadała. Poza tym pomieszczenie wydawało mu się w miarę przytulne. Albo może nie przytulne, złe słowo. Po prostu znośne. Było trochę wolnego miejsca, wiec miałby gdzie rozkładać swoje graty, sztalugi i szkicowniki. Oczywiście nie uznawał za stosowne ostrzeżenia chłopaka, co go czeka.
- W sumie skorzystam - dość flegmatycznie położył torbę na łóżku, które wydawało mu się określone jako "wolne". Nawet nie pomyślał, że powinien kogoś ostrzec o tej zmianie współlokatora.
Seth zajął miejsce na łóżku i jeszcze raz przyjrzał się obcemu. No, malowałby. Jego lewa dłoń zaczęła wykonywać ruch, jakby coś szkicował. Ale zaraz. Dobry model, a on wciąż nie znał jego imienia? Kto to widział taki skandal? Taki stan rzeczy irytował władającego do tego stopnia, że aż zdecydował się sam zapytać.
- Imię? Znaczy, jak się nazywasz?
Niby nie uznawał imion za szczególnie ważne, ale ten jeden raz mogły się przydać. Wołanie na swojego współlokatora "hej, ty!" na dłuższą metę mogło okazać się uciążliwe. A po co mnożyć problemy, skoro można je rozwiązać tak łatwo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Wto Paź 20, 2015 4:51 pm

Chłopak widocznie rozgościł się w jakże szczęśliwej trzynastce. Pokoju tak pechowym, że czasem lokatorzy mieli ochotę wyskoczyć przez okno. Elijah nie miał żadnych szczególnych podejrzeń, czy wątpliwości. Nawet jeśli jego nowy znajomy był bałaganiarzem, to co z tego? Miał swoją czystą połowę, tamten na swojej mógł robić co mu się żywnie podoba, prawda? Sasza pomimo swojej pracy nie poświęcał czasu na sprzątanie części, więc można rzec, że uczeń przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy.  Na razie siedział jak kołek, z wyciągniętym przed siebie pudełkiem, obserwując, jak Seth kładzie swoją torbę na łóżku i rozgląda się uważnie po pomieszczeniu. Musiał to sobie przyznać, wyglądał dobrze. Białe, rozczochrane włosy, jasne oczy, przypominał artystę zagubionego gdzieś w swoim własnym świecie fantazji oraz wyobraźni. Wyglądał też jakby był na jakimś haju, co mu się niepokojąco podobało. Uczeń pamiętał, że jeden z nauczycieli właśnie po narkotykach tak wyglądał. Czy przeszkadzało mu to w nowym osobniku? Nie.
- Elijah Aiden Lief - przedstawił się, używając swojego francuskiego akcentu, kładąc pudełko ze słodyczami między nimi. Ręka zdrętwiała mu od tego trzymania, widocznie jego współlokator nie przepadał za nimi? Sam też ich mało jadł. Dzisiaj jednak posiadał coś, co ludzie nazywają dołem. - Ludzie nazywają mnie po prostu Eli - dodał, a po chwili kontynuował dalej. Jakby przypomniało mu się, że to rzeczywiście może być pomocne w kontaktach międzyludzkich. - Magiczna broń, klasa EAT, lat dziewiętnaście. Twoja kolej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015

avatar
Uczeń NOT
Posty : 12
Data dołączenia : 20/10/2015

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Wto Paź 20, 2015 7:32 pm

W sumie tak bardzo skupił się na czekoladzie, że ciastek nawet nie raczył zauważyć, dopóki Elijah nie postawił ich na ziemi pomiędzy nimi. Dopiero wtedy zarejestrował fakt, że łakocie istnieją i sięgnął do pudełka. Ciastka też wydawały mu się w porządku, więc z wielką chęcią skorzystał z okazji.
Elijah Aiden Lief. Nic mu to nie mówiło, ale trudno było się dziwić. Chłopak mógł pochodzić nawet z rodziny królewskiej i być prezydentem Stanów Zjednoczonych, a Seth i tak by sobie tego nie skojarzył. Jak juz zostało wcześniej wspomniane, imiona nieszczególnie go interesowały. Ale akcent rozpoznał albo raczej zrobiła to kanadyjska cześć jego natury, która po prostu zauważała i oddzielała od siebie dźwięki charakterystyczne dla angielskiego i francuskiego. Władający nie podejrzewał nowego kolegi o kanadyjską narodowość, a w USA podobny akcent naturalnie nie występował, więc prawdopodobnie pochodził z Europy. Oczy Setha przez chwilę pojaśniały. Europejczyków jeszcze nigdy nie malował.
Właściwie to im dłużej na niego patrzył, tym ciekawszy mu się wydawał. Nawet jasnowłosemu nie uciekła ta nieco przygnębiająca aura, która otaczał się Elijah. Zupełnie jakby w tych oczach, które miał zamiar namalować władający, kryło się znacznie więcej sekretów, niż było widać na zewnątrz. Fascynujące.
- Elijah brzmi dobrze - wzruszył ramionami. Niby do zdrobnienia też nic nie miał, ale póki co wolał używać pełnego imienia. I tak nie było długie. - Seth Jurmeau, władający, klasa NOT, dziewiętnaście lat. Plus malarz, więc zrobię ci tu straszny syf.
Przez długi czas Seth głowił się nad tym, jak wyglądają uczniowie Shibusen. Był nimi odrobinę zainteresowany, więc postanowił, że zbierze tyle informacji, ile się da, póki ma na to czas. Nawet jeśli normalnie nie lubił dużo gadać.
- Od dawna się tu uczysz? - zwrócił wzrok w stronę okna, jakby chciał zasygnalizować, że poprzez "tu" ma na myśli cały teren wokół. - Co trzeba zrobić, żeby awansować do tych lepszych? A, no i dałbyś się potem namalować?
Czy to były najważniejsze pytania? Nie, nie do końca. Właściwie to pytań, na które odpowiedzi chciał uzyskać Seth cały czas rodziły się w jego głowie. Uznał jednak, że są one stosowne jak na pierwszą, neutralną rozmowę. No, może poza tą wzmianką o malarstwie. To akurat zwyczajnie było częścią jego osoby i musiałby być chyba chory, żeby tego nie wtrącić. Poza tym i tak pewnym postępem było to, że w ogóle pytał o coś takiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń EAT
Posty : 400
Data dołączenia : 20/02/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Sro Paź 21, 2015 12:12 pm

Elijah był już niemalże w połowie swojej pysznej czekolady, gdy spostrzegł, że chłopak w końcu poczęstował się łakociami, jakimi się podzielił. Nie wyglądał jakby zrobił to z grzeczności, a wręcz przeciwnie, na jego twarzy odmalował się lekki wyraz zadowolenia. Może wina hormonów szczęścia wyzwalających się po zjedzeniu czegoś słodkiego? Uczeń nadal czekał na to aż u niego coś takiego się zadzieje, ale na razie żadnego szczęścia nie czuł, wręcz przeciwnie. Okazało się bowiem, że jego nowy współlokator to władający. Merde przeklął w myślach po francusku, agresywnie odgryzając kolejny kawałek z tabliczki czekolady. Kanadyjczyk, który zdążył się już dostatecznie rozgościć w pokoju numer trzynaście - najbardziej pechowym pomieszczeniu w akademii Shibusen, był chyba ciut wyższy od Eliego. Ewentualnie mieli ten sam wzrost. Może to miła odmiana? Salim miał ze dwa metry, a Sweeney sam nie ustępował w tym temacie. Rudowłose, zostawiające, znikające, cholerne mendy. Kolejny gryz. Byli podobni, byli w tym samym wieku, tylko czemu Lief nie mógł zmusić się by o to nie dbać? Właściwie zawsze lał na obcych ludzi. Z Saszą zamienił może... trzy słowa od początku jego mieszkania tam. Nie licząc tego wydarzenia, gdy miał amnezję, no cóż. Te wspomnienia chłopak chciał wyprzeć ze swojego życia jak najszybciej.
- Nie przejmuj się. Tak długo jak nie wychodzisz na moją czystą połowę, tak możesz robić na swojej co ci się żywnie podoba, a ja nie zwrócę na to większej uwagi - wzruszył ramionami, chowając czekoladę w papierku. No dobra, co za dużo to niezdrowo, zrobiło mu się troszkę niedobrze, więc to była dobra chwila, żeby przestać doładowywać serotoninę do krwi. Czy jakkolwiek się to nazywało. - Uczę się tu od siedmiu lat, a żeby awansować do lepszych, cóż, musisz być lepszy. - Elijah słysząc ostatnie pytanie zwiesił się. Namalować? On stracił zmysły? Czemu ktoś miał go malować? Chłopak czuł, że to przerodzi się w coś złego, może nawet przyjaźń, więc zdystansował się w jednym momencie. - Nie, nie będziesz mógł mnie namalować - powiedział, chowając swoją czekoladę do szafki, a następnie wstał i wziął się za słanie łóżka, które wciąż było rozkopane, a na samym wierzchu zmiętej sterty wisiał kocyk w kuciapongi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t82-nienawidze-cie-elijah-2015

avatar
Uczeń NOT
Posty : 12
Data dołączenia : 20/10/2015

PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   Sro Paź 21, 2015 9:58 pm

Znowu, to dziwne uczucie, jakby człowiek, na którego patrzył Seth był innym człowiekiem w środku i na zewnątrz. Ale jak to oddać na obrazie? Ten nieczuły wyraz, maksymalnie neutralny i dość spokojny, a zarazem tę dziwną złość, bliżej nieokreślone pragnienie, które prawie od niego promieniowało? I to będąc malarzem specjalizującym się w surrealizmie? Ogromny pech, tragiczna strata. Władający wbił wzrok w swoje do połowy zjedzone ciastko, poważnie zastanawiając się nad zmianą domeny. Po chwili jednak stwierdził, że bez tej swojej rzeczywistości odbitej w krzywym zwierciadle nie byłby w stanie tak skutecznie funkcjonować. Surrealizm zostaje, nad oddawaniem ludzkich emocji pomyśli później. Dokończył ciastko.
- Może to i dobrze - rzucił tylko na uwagę Eliego. Prawdopodobnie zacząłby już rozkładać się ze swoim sprzętem, ale z tym był pewien problem, a mianowicie nie miał go jeszcze przy sobie. Miał zostać nadesłany przez jego rodziców lub - jeśli się na niego obrażą i zdecydują się tego nie robić - chciał go dokupić potem. Pod ręką miał tylko kilka szkicowników, węgle i mniejsze pudełka farb.
- Siedem lat -  chłopak zamyślił się na parę sekund. Siedem to dużo. Prawie jedna trzecia jego życia. W ciągu siedmiu lat może przydarzyć się wszystko. Nie ma co zwlekać. - Skoro wystarczy tylko być lepszym... Da się zrobić, tak sądzę.
Z boku mogło to wyglądać jak okropne wywyższanie się, ale nie to miał na celu Seth. W gruncie rzeczy cieszył się, że tylko tyle się wymaga. Nie znajomości, nie urok osobisty, nie pieniądze - po prostu umiejętności. Poleganie na własnych umiejętnościach było prawdziwą specjalnością Kanadyjczyka. Podnoszenie sobie poprzeczki też.
- Hm, nie to nie. Zrobię to potem - wszystko wskazywało na to, że nieszczególnie się przejął. Właściwie to na jego twarz wpłynął dość rozkojarzony uśmiech. Zresztą gapił się na Elijah tak długo, że powinien już zapamiętać każdy element jego wyglądu. - To nic osobistego. Czasem pytam o to ludzi. Ciekawych ludzi. Innych. Cokolwiek.
Pozycja siedząca wydawała mu się już dość niewygodna, więc po prostu wyłożył się na swoim łóżku, nie przejmując się podobną bzdurą jak zdejmowanie butów. I tak w Death City było tak sucho, że obuwie jedynie się kurzyło, nie brudziło. Pokój nie miał w sobie jeszcze nic domowego, ale Seth już jakiś czas temu oduczył się znaczenia słowa "domowy". Mebel był wygodny. Z atrakcyjnym widokiem na współlokatora-potencjalnego modela. Mógł mu być domem. Nie miał nic przeciwko. A we własnym domu można robić, co się chce.
- Już idziesz spać? - spojrzał od boku na kolegę. - Wcześnie jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Pokój o numerze 13   

Powrót do góry Go down
 
Pokój o numerze 13
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Akademiki :: Akademik męski-