IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kwiaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń EAT
Posty : 89
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Kwiaciarnia   Wto Lut 24, 2015 10:45 pm

Niewielka, acz urokliwa kwiaciarnia znajdująca się w centrum Death City. Budynek jest dwupiętrowy, gdzie parter jest sklepem. Za ladą znajdują się drzwi, które prowadzą na górę do części mieszkalnej właściciela, która ze względu na swój rozmiar jest nieco skromniej urządzona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t125-its-a-trap
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pon Kwi 13, 2015 2:54 pm

| PLAC ZABAW |

Ewangelina opuściła plac zabaw, ponieważ przypomniała sobie, że miała w planach zrobienie czegoś. Czym prędzej przeprosiła Kalipso i ruszyła w pewnym kierunku. Na północny wschód, dokładniej to określając. Nie wiedziała, że wiedźma miała ku niej zamiary głównie o zabarwieniu erotycznym. Więc chyba nawet dobrze się stało, że opuściła te miejsce, uchodzące za ulubioną lokację dzieci, nieważne w jakim wieku? Nie chyba. Na pewno.
Szła i szła, aż w końcu zorientowała się, że nie pamięta, co miała w planach... Być może jej umysł ją okłamał, gdyż los nie chciał, by Kalipso wykorzystała medyczkę seksualnie? Być może. Jednak sama Ewangelina nie rozmyślała  o tym w ogóle z prostego względu. Po prostu myśli te w ogóle nie trzymały się jej umysłu, więc brak u niej podobnych myśli był całkowicie usprawiedliwiony.
Wiemy już, że lekarka wyznaje filozofię głoszącą, że nasze kończyny posiadają własny rozum, przez to kierują nas gdziekolwiek niezależnie od naszej woli. I zasada ta sprawdziła się również w tym przypadku. Została zaniesiona... no, gdzie? Do kwiaciarni! Co prawda nadal była w centrum miasta, jednak zdawała się tego nie wiedzieć. Nie wiadomo, czemu nogi zaniosły ją w akurat to miejsce... może poczuły – tak, według tej ja jakże dziwacznej teorii dolne kończyny miały również ośrodki zmysłów, a także, a może przede wszystkim, węchu – tutejsze zapachy, które kusiły każdego w promieniu kilku metrów? Chłonęła nozdrzami i oczami niezwykłość tych wszystkich roślin. Nagle w jej sercu i w głowie zrodziła się potrzeba zakupu któregoś z tych pachnących roślinnych osobowości. Dotykała, wąchała, jednym słowem – po prostu się cieszyła. Nie sposób przejść obok tego osobliwego miejsca obojętnie. Mimo, że ma bynajmniej monumentalnych rozmiarów, to jednak miało w sobie jakiś czar. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że nie liczy się rozmiar. Liczy się jakość. Ta ostatnia była tutaj z pewnością na wysokim poziomie.
Stała tak i stała, nie wchodząc do pomieszczenia. A przynajmniej do czasu. W chwili aktualnej wolała jeszcze chwilkę nacieszyć się kwiatami wystawionymi zza próg, tak by zachęcały do zwiedzenia wnętrza budynku. I w przypadku Ewangeliny spełniły swoje zadanie. Patrzyła i wąchała. Nie mogła nasycić swoich zmysłów, więc wciąż dostarczała im kolejne dawki wrażeń. I pomyśleć, że wrażenia te dotyczyły zwyczajnych kwiatów...
Lekarka miała na sobie swój kitel medyczny. Jak zwykle. Instynktownie pomacała swoją kieszeń, bardzo szeroką, jednak – niestety – płytką, i upewniwszy się że jej broń jest na swoim miejscu, odetchnęła z niewyobrażalną ulgą. Bronią było nic innego, jak strzykawka z trucizną. Jak wrócę do domu, muszę koniecznie zszyć tę kieszeń... żeby nie była taka szeroka, przemknęło jej przez myśl. Nie chciała, by sytuacja z placu zabaw znów ujrzała światło dzienne! Sytuacja? Już przypominamy. Ewangelina beztrosko huśtała się na huśtawce, a strzykawka wysunęła się z kieszeni kitlu i wylądowała na ziemi. Jej tamtejsza towarzyszka oskarżyła panią medyk o ćpanie. Tak! I jeszcze miała czelność opowiadać jej o jakichkolwiek narkotykach, twierdząc że lepiej łykać, lepiej wdychać nosem, niż się kłuć. Wiedźma – przy czym różowowłosa nie wiedziała o tym, kim ona właściwie jest – opowiadała jej historie, które chyba miały na celu wychowanie młodej lekarki. Na samo wspomnienie Ewangelina wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Krótkim, tak, całe szczęście. Obejrzała się wokoło, bojąc się, że ktoś zauważył jej wybuch i tym samym posądzi o niepoczytalność. To dopiero byłby numer!
Wkrótce potem dziewczyna weszła do środka. Tam było zdecydowanie bardziej magicznie, niż na zewnątrz. Ewangelina jak na chwilę aktualną była taka a nie inna (wiemy już, że kobieta ta zmienia mentalne maski dość często i nie wiadomo, kiedy dojdzie do kolejnej „metamorfozy”) i to pozwoliło jej cieszyć się pobytem w kwiaciarni.
Wchodząc, poczuła piękne zapachy, o wiele bardziej intensywne niż przed sklepem. Przed jej oczami mieniło się wiele kolorów, cały otwarty wachlarz chyba wszystkich barw, jakie zostały stworzone na potrzeby Tego Świata. Uśmiechnęła się, dotykając wszystkiego, co tylko popadnie. Porcelanowe figurki, kartki okolicznościowe.. a nader wszystko były to płatki róż, jej ulubionych kwiatów. Ale nie tylko. Dotykała również innych roślin. Tulipany również. Mimo, że nie przepada za tymi ostatnimi. A zwłaszcza żółtymi. A większość tutejszych tulipanów była przede wszystkim w kolorze żółtym, a nie od dzisiaj wiadomo, że to barwa symbolizująca zazdrość. Nie zważała na ludzi wchodzących i wychodzących. Była teraz we własnym, dość osobliwym świecie. Jak na tę chwilę, nie planowała powrotu do szarej rzeczywistości.
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Wto Kwi 14, 2015 2:05 am

Nasza Pani Śmierć przemierzała sobie Death City, nucąc sobie pod nosem dość niecodzienną do spacerków piosnkę - Ave Maria. Cóż... co kto lubi. W szkole Dee-Dee była tajemniczą panną psycholog, jednak tu na ulicach miasta była po prostu elementem pasującym do otoczenia jak pięść do nosa. Jak można mieć aż tak bladą cerę po środku pustyni? Dobre pytanie, ale jeśli chcecie odpowiedzi musicie zapytać ją osobiście. Nogi zaprowadziły naszą Death przed Kwiaciarnię, której wystawa od razu zwróciła uwagę kobiety. Dee od zawsze lubiła kwiaty, ich kruche i nietrwałe piękno przypominało jej o fakcie istnienia kręgu życia i śmierci - kręgu z którego została siłą wyrwana. Taki widok pobudzał romantyzm w duszy czarnowłosej, która z melancholijnym uśmiechem przekroczyła drzwi kwiaciarni, rozmyślając jakim cudownym uczuciem było by móc poczuć ich zapewne przepiękny zapach roznoszący się po niewielkim pomieszczeniu sklepu.
- Dzień dobry.
Rzuciła cicho rzucając krótkie spojrzenie osobie za ladą oraz interesująco ubranej klientce ...czyżby również przybyła tu prosto z pracy? A może dzisiejszego wieczoru jest jakiś bal przebierańców na który nie została zaproszona? W każdym bądź razie czarnooka zaczęła przyglądać się kwiatom doniczkowym oraz gotowym bukietom żywych roślinek - sztuczne jakoś nigdy jej nie interesowały, gdyż swym plastikowym, trwałym pięknem zadawały się kpić z prawdziwego ulotnego uroku istot żywych. Wbrew pozorom Dee-Dee często kupowała kwiaty do swojego biura, te jednak jakby z nienawiści do jej martwego istnienia obumierały w niezwykle szybkim tempie... Oczy Death przekierowały się na wielki bukiet czerwonych róż, idealnie sprawdził by się na jej biurku zaraz koła Pana Czaszki, mimo wszystko to symbol miłości a nasza wzorowa pani Psycholog kocha podopiecznych swojej szkoły! Dodatkowa można by jedną z nich podarować Gabrysiowi dla żartu~. Z tym, że przy jej talencie do niszczenia kwiatów, zeschły by już na drugi dzień. Chcąc sobie to lepiej przemyśleć zaczęła rozglądać się za czymś innym ...może powinna poszukać jakiś ciemniejszych kwiatów, które bardziej pasowały by do wystroju biura? Cóż, w takich sprawach warto by było zaczerpnąć opinii innych - byle nie właściciela, bo ten zapewne zaproponuje najdroższy możliwy bukiet. Właśnie z tego powodu nasza czarnowłosa przybliżyła się do małego cukiereczka - różowiutkiej dziewuszki.
- Przepraszam ale widzę, że lubi Pani kwiaty? Może mogła by mości Panienka pomóc zakłopotanej Dee-Dee znaleźć odpowiedni bukiet do biura? Oh no tak, zapomniała bym - Dee-Dee to ja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Wto Kwi 14, 2015 2:06 pm

A Ewangelina nadal była ciałem w kwiaciarni, duchem w innym, wyimaginowanym świecie, którego próg przekroczyła dzięki magii tego miejsca. Zapachy, barwy, kształty... to wszystko było nad wyraz podniecające, a przynajmniej dla lekarki. Nie chciała, by czar chwili prysnął... niczym bańka mydlana - to znaczy nagle,bez uprzedzenia, cicho, a jednak znacząco, za sprawą mydlanego pyłu, który w takiej chwili rozpryskuje się na wszystkie strony, uwalniając cały zapach. W sumie medyczka dość często krążyła po świecie własnych fantazji. Wiemy już, że różowowłosa wciąż się zmienia,  najczęściej w najmniej oczekiwanym momencie, chwili której by raczej się o to nie posądzało. A jej aktualna odsłona cechowała się właśnie marzycielskimi skłonnościami, zamykaniem w innych realiach, wytworzonych w głowie dziewczyny. Pamiętajmy jednak, że w każdym momencie mogła się zmienić chociażby w bezlitosną sadystkę, wbijając strzykawkę każdej napotkanej w kwiaciarni osobie prosto w oko. Dobrze więc, że na chwilę obecną była raczej słodka, potulna. Marzycielska.
Nie da się ukryć tego, że każdy czasem potrzebuje odbić się od rzeczywistości i tym samym znaleźć się w innej krainie. Krainie, gdzie panują zupełnie inne prawa fizyki, a zmysły przyjmują wszystko ze zdwojoną siłą, notując wszystko w umyśle, który chyba tez w takich okolicznościach funkcjonuje trochę – bądź znacząco – inaczej.
Kiedy kobieta, którą lekarka zna, weszła do kwiaciarni  witając się, medyczka nie zwróciła na to zbytniej uwagi. Za bardzo pochłonął ją świat fantazji. Zna? Owszem. Z pracy. Jest psychologiem w szkole, gdzie Ewangelina trudni się zawodem higienistki. Nie będziemy jednak dłużej się nad tym rozwodzić. Zrobimy to potem, kiedy różowowłosa pozna kobietę i skojarzy fakty.
Wszystko toczyło się dobrze, do czasu aż czyjeś słowa wyrwały ją z zadumy. Z magicznego świata kwiatów, którego istota pochłaniała wszystkie myśli lekarki.
„Przepraszam ale widzę, że lubi Pani kwiaty? „ - co to za pytanie! Oczywiście, że je lubię!
„Może mogła by mości Panienka pomóc zakłopotanej Dee-Dee znaleźć odpowiedni bukiet do biura? „ - jezu, musiała przyczepić się akurat mnie? Było tak fajnie, było mi błogo, do czasu aż ta baba odezwała się i dała kres temu stanowi. Stanowi, w którym było mi tak błogo...
„Oh no tak, zapomniała bym - Dee-Dee to ja. „
- Wiem, kim jesteś. - odrzekła po krótkim przeanalizowaniu jej wyglądu, bo po głosie nie potrafiła poznać swojej współpracownicy. Ewangelina zmieniła się, chyba po raz setny tego samego dnia, a na je twarzy wykwitł buntowniczy grymas. Można było z niego wyczuć wielkie niezadowolenie, złość oraz kilka innych negatywnych odczuć. W środku cała kipiała wściekłością. Że psycholożka wyrwała ją ze stanu zadumy.
- Wiem, kim jesteś. - powtórzyła się, a złość na jej bladej twarzyczce była coraz bardziej widoczna. Dee-Dee na pewno musiała to zauważyć... Ewangelina instynktownie dotknęła kieszeni kitlu w której trzymała strzykawkę z trucizną. Dowiedziawszy się, że broń jest na odpowiednim miejscu, odetchnęła z ulgą. W końcu trucizna mogła okazać się potrzebną w każdym momencie! - przecież pracujemy w tej samej szkole... - podrapała się znacząco po przedziałku, oddzielającym w ładzie na lewą i prawą stronę jej różowe włosy. - nie mów mi, że mnie nie pamiętasz. I proszę, nie denerwuj mnie. Nie jestem w zbyt dobrym nastroju. I zgadnij, kto wprawił mnie w ten stan? - spojrzała wymownie w oczy czarnowłosej. W taki sposób, by ta ostatnia poczuła się naprawdę winna. O to właśnie jej chodziło. Żeby psycholożka poczuła się tak paskudnie, jak ona sama. I uznała, że byłoby lepiej, gdyby ta, na którą Ewangelina była aż tak wściekła, została wciągnięta w jeszcze gorsze emocje. W końcu medyczka była człowiekiem skurwielem... a przynajmniej tym cechowała się jej aktualna osobowość. Niesłychane, że zmieniła swoje oblicze taka szybko, tak nagle! Jednak osoby, które ją znają, nie powinny się temu dziwić. Niezbadana jest psychika różowowłosej. Nie wiedziała, kim właściwie jest osoba pani psycholog. Nie zdawała sobie w ogóle sprawy z tego, że jest tym, kim jest. Potworem. No właśnie. Jednak czy to było aż tak bardzo ważne? Być może było, jednak medyczka nie zdawała sobie z tego sprawy.
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Sro Kwi 15, 2015 5:28 am

Oh... a więc to dlatego wydawała się taka znajoma... heh, ależ to miasto jest małe. Cóż, dobre wychowanie mówiło, że w takiej sytuacji powinno się grzecznie przeprosić i zaprzeczyć, jednak każda kobieta miewała w swym życiu dni w których lubiła nieco złośliwości a Dee nie była od tej reguły żadnym wyjątkiem.
- Oh Naprawdę? Nie, to niemożliwe.. co prawda fakt mamy taką jedną, różowe włosy, dziecięca twarzyczka, cudna osobowość ot taki drobniutki cukiereczek. Ale Pani coś jej nie przypomina.. humm... no sama nie wiem, wydaje się być Pani jakoś ładniejsza - może to przez ten wkurzony grymasik? Oh faktycznie, jakby się go pozbyć to cała Hazel Steward! Proszę wybaczyć ten kary godny błąd. Może zadość uczynię kupując jakiś bukiet? Ponoć kwiaty uspokajają ludzi...

Odparła lekko zadumana czarnowłosa łapiąc się za podbródek i lekko przekręcając głowę, jakby w zdziwieniu przyglądając się "dziewczynce", cóż mając tyle wieków na karku ciężko nie patrzeć na każdego innego jak na brzdąca.
- To jak Ewuś, przebaczysz mi za kwiaty, kolację, cukierki czy może wolisz mnie udeżyć - proszę bardzo, nie obrażę się. Do mych obowiązków należy również pomagać personelowi wyzbyć się negatywnych emocji.
Dodała jeszcze poważnym tonem Death, spoglądając swymi martwymi oczętami prosto twarzyczkę znajomej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Sro Kwi 15, 2015 5:29 pm

Złość nie ustępowała, a nawet należałoby dodać, że została nieco zwiększona, zwielokrotniona, umocniona. Wiemy, że medyczka zmienia mentalne maski bardzo często. I tak też się zdarzyło kilka chwil wcześniej. Stała się wredną lekarką. Okoliczności inne od zaistniałych pewnie ujawniłyby jej sadyzm. Ciekawe, jak potoczy się to spotkanie...
Rozzłościła się o wiele bardziej, kiedy usłyszała, co psycholożka ma jej do powiedzenia. Była bliska wielkiej furii, a nawet wyjścia z ciała. Tak, to niemożliwe, zwłaszcza że Ewangelina jest tym, kim jest. Zwyczajnym człowiekiem. No właśnie. Jednak złożoność jej psychiki wyraźnie mówiła, że jednak nie należy do grona normalnych ludzi. I tak, chyba każdy ulega metamorfozom. Ale należałoby tutaj zaznaczyć jedno. Albo nawet dwa... Mianowicie, zmiany psychiki rzadko u kogo są tak częste, a same osobowości mieszkające w jednym i tym samym ciele – tak bardzo od siebie różne.
I wszystko wskazywało na to, że prawdopodobnie nie będzie to typowe spotkanie... a przynajmniej nieprzeciętne, bo Ewangelina nie miała w planach bycie miłą. W jakikolwiek sposób nie będzie stosowała zwrotów grzecznościowych, nie będzie okazywała szacunku. Czyli nie okaże tego wszystkiego, co w relacjach międzyludzkich (i nie tylko ludzkich!) jest zazwyczaj najważniejsze. A tym bardziej w furię wprowadziła ją propozycja Dee-Dee. Jak śmiała! Jeżeli medyczka będzie chciała jej zrobić krzywdę, zrobi to bez namysłu. Zaraz... przecież planuje to od jakiegoś czasu, ale jak dotąd nie wydobyła z kieszeni swojej broni. Instynktownie dotknęła kieszeni, by upewnić się, czy strzykawka naładowana trucizną jest na swoim miejscu. Dowiodła dzięki temu samej sobie, że tak właśnie jest.
Nawet nie zauważyła, jak wszyscy obecni w kwiaciarni patrzą się na nią oraz czarnowłosą. Spojrzała każdej z tych osób głęboko w oczy, tak, by personel oraz klienci poczuli się co najmniej nieswojo.
- Co kurwa, rozmawiających współpracowników nigdy nie widzieliście?! - krzyknęła na całe gardło. Można było zaobserwować, że pani za ladą ewidentnie się speszyła. Prawie tak, jak chyba wszyscy inni, którzy akurat przebywali w sklepie. - zajmijcie się swoim życiem, o ile takowe macie, a nie tylko się gapicie. Niewyżyte emocjonalnie półgłówki. - krzyknęła jeszcze głośniej i dobitniej. Podszedł do nich jakiś dobrze zbudowany mężczyzna. Z jego ust uwolnił się cały potok słów, składający się głównie na wulgaryzmy, które ewidentnie kierował do różowowłosej. Ta ostatnia już chciała wyciągnąć strzykawkę i dziabnąć go igłą prosto w oko, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Coś jej podpowiadało, że powinna zachować truciznę na potem. W końcu nie wiadomo, co się jeszcze wydarzy przed tym, jak trafi ponownie do swojego domostwa... dlatego jedynie napluła mu na twarz. Wybiegając z kwiaciarni, złapała czarnowłosą za nadgarstek. Po prostu miała jej coś jeszcze do zakomunikowania, a kiedy znaleźli się w odległości dość znaczącej od sklepu z kwiatami, spojrzała jej w oczy i powiedziała:
- Jesteś psychologiem szkolnym, nie mam racji? - było to raczej pytanie retoryczne. Chociażby dlatego, że wiedziała doskonale, w czym trudni się ta kobieta. - chcesz pomagać uczniom... - podrapała się po policzku, by po chwili wbić w jej oblicze swoje spojrzenie. W oczach medyczki można było wyczuć istne szaleństwo. Nie obchodziło jej to, że sama nie odpowiedziała na jej wcześniejsze słowa zbyt rzeczowo, o ile w ogóle to zignorowała. W mniemaniu Ewangeliny nie wolno innym ignorować tego, co mówi, ale jej taki przywilej ewidentnie przyświeca. - nie sądzisz, że to głupie bachory, które powinny same nauczyć się życia? I powinny same udźwignąć ten krzyż?
- Aha – odparła z chłodem w glosie. - jeszcze jedno. Nie mów na mnie Ewuś. Zdrobnienia są tylko dla osób, na których mi zależy. Ty nie należysz do tej grupy. Przykro mi. - ostatnie słowa wypowiedziała ze sporawą dawką jadu, co chyba było wyczuwalne przez psycholożkę. A może było wręcz odwrotnie?...
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pią Kwi 17, 2015 5:15 am

Dee-Dee z całą pewnością współczuła pozostałym osobą z kwiaciarni, biedaczki prawie zderzyły się z jakimś pociągiem. Kto by pomyślał, że w takim malutkim ciele może być tak wiele złości, czyżby zwykli ludzie w tak sposób reagowali na dziwactwa tej edukacyjnej placówki? Hmm interesujące, jednak nasza Death nie była jakimś pionerem psychologi by próbować to w tej chwili badać, chciała jedynie pomóc znajomej, która wyciągnęła ją poza kwiaciarnie, cóż... przynajmniej nie ucierpią żadne osoby postronne. Czarnowłosa głośno westchnęła, już zdążyła polubić tamto miejsce, a teraz przez najbliższe sto lat pewnie jej tam nie wpuszczą. Dee cały czas przyglądała się różowowłosej, w jej martwych i pozbawionych blasku oczętach można było zobaczyć niejaki smutek i litość do rozmówczyni, słysząc o opinii współpracowniczki na temat "bachorów" jedynie pokręciła głową a gdy ta skończyła z swymi wyrzutami postanowiła wreszcie przemówić.
- Wybacz dziecino, ale ludzka rasa rozwija się właśnie dzięki temu, że nie odizolowuje młodszych pokoleń i nie zostawia ich samych sobie. Spójrz na przykład na okres Średniowiecza - czasy w który z powodu pychy odrzucono w zapomnienie wiedzę starszych pokoleń, uwierz mi na słowo, nie były to wesołe czasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pon Kwi 20, 2015 11:12 am

Ewangelina niezbyt przejęła się tym, jakie wrażenie zrobiła na innych osobach, przebywających w kwiaciarni w momencie, kiedy spotkała tam panią psycholog. Mówiąc konkretniej, spłynęło to po niej jak po kaczce. W sumie czemu się dziwić? Jak na chwilę obecną, medyczka zamieniła się w... no co by tu ukrywać, sukę. Bezwzględną z okazywaniu tego, co myśli, co czuje. Jednak fakt faktem, dzień jeszcze się nie kończy i nic nie wskazywało na to, by miał się skończyć za godzinę czy też dwie. Czemu o tym wspomnieliśmy? Żeby chociażby pokazać, że jak na dzień dzisiejszy przeżyje jeszcze wiele metamorfoz. Różne odsłony jej osobowości na pewno nie będą koniecznie do siebie pasowały. Jednak fakt faktem, Ewangelina niezbyt się tam przejmowała. Jak może być inaczej, skoro nie zdaje sobie zbytnio ze zmienności własnej psychiki? Jest medykiem... to jedynce (no, prawie) co ją obchodzi. Jest uzależniona od swojej roboty, w końcu wychowała się w takim a nie innym środowisku – wśród probówek, strzykawek, lekarstw. Przyzwyczaiła się do takiego środowiska, bo od dziecka było to jej domem.
Przez chwilę jakby się nad czymś poważniej zastanawiała, jakby nad czymś dumała, na dodatek z zaangażowaniem wszystkich swoich myśli i odczuć... dziwne, nie? Mogło się wydawać że, ja na chwilę obecną, jej osobowość nie cechuje się racjonalnym postępowaniem. Ciekawe, co by zrobiła Dee-Dee, gdyby dowiedziała się, że pod względem wewnętrznym jest taka... ciekawa. Bo zmienna. Ciekawa pod względem psychologicznym – tak, to chyba najlepsze określenie. Psycholożka na pewno chciałaby bardziej wnikliwie poznać mechanizmy działania jej podświadomości. Jednak nie wiedziała (a przynajmniej tak się zdaje na pierwszy rzut oka), co mrocznego kryje się w umyśle jej towarzyszki. Gdyby zdawała sobie z tego sprawę, zapewne starałaby się o dość długą sesję w zaciszu gabinetu psychologa. Wyciągnęłaby z Ewangeliny wszystko, doprawdy wszystko i cieszyłaby się, że w najmniejszym nawet stopniu się nie nudzi. Jak dalej potoczy się to spotkanie – nie wiemy. Jednak możemy się tego dowiedzieć, wnikliwie obserwując spotkanie dwóch kobiet oraz słuchając, co mają sobie do powiedzenia.
„Dziecino..
Dziecino?
Dziecino?!”
Jak śmiała ją tak nazwać! Jednak Ewangelina nie mogła wiedzieć jednego. Że psycholożka jest od niej starsza o wiele lat, na domiar tego jest ich tak wiele, że lekarka nawet nigdy nie śniła o tak wielkich liczbach. No, może nawet zdawała sobie sprawę z ich istnienia. Jednak nie przyjmowała do świadomości, że dane jej będzie poznać taką staruchę. Staruchę – w razie czego lekarka na pewno by tak ją nazwała. A przynajmniej w chwili obecnej. Kiedy jej główną cechą było skurwielstwo.
- Najpierw dowiedz się, z kim masz do czynienia, zanim zaczniesz kogokolwiek posądzać o bycie dzieckiem. - uśmiechnęła się łagodnie, ale uśmiech ten miał w sobie o wiele więcej jadu, niż gdyby jej wyraz twarzy został uznany ewidentnie za przejaw podłości.
Nie spodziewała się, że z ust psycholożki wyłonią się tak mądre słowa. Ewangelina nawet nie chciała tego przyjąć do świadomości. Według niej (a przynajmniej teraz) to ona jest najmądrzejszą i najbardziej doświadczoną. Ostatnie nie miało swojego pokrycia w rzeczywistości, jeżeli spojrzeć, w jakich warunkach się wychowała.
- Nie musisz pleść żadnych morałów, żadnych pozornie mądrze brzmiących zdań, żeby zrobić na mnie pozytywne wrażenie. - uśmiechnęła się, pokazując rząd nieskazitelnie białych zębów. W minie tej nie dało się wyczuć sympatii. W najmniejszym nawet procencie. Białych – bo dbała o swoje uzębienie, co było jej manią ze względu na to, kim jest, ze względu na to, jak się wychowała.
- Właściwie, za kogo ty się uważasz, żeby mnie pouczać, hę? - mina jej zrzedła i teraz na jej obliczu wykwitły emocje zupełnie adekwatne do tego, kim teraz się stała. Patrzyła się w jej oczęta i oczekiwała na reakcję. Jakąkolwiek. W końcu nie da się ukryć, że Ewangelina mówi to wszystko, by ja sprowokować, by doprowadzić psycholożkę do szewskiej pasji. Kiedy medyczka jest w takim a nie innym stanie, lubowała się w uczuciu, kiedy poznaje, iż jej rozmówca za sprawą jej słów, jej ogólnego zachowania gorzej się czuje i tym samym stara się w jakikolwiek odgryźć.
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pon Kwi 27, 2015 7:37 pm

Kobieta ponownie tylko westchnęła, tak... zapomniała jak wielu ludzi nie lubi gdy nazywa się ich dziećmi, ciekawe dlaczego? Cóż, nieważne w tej chwili trzeba było wytłumaczyć nieco spraw wulkanowi negatywnych emocji zwanym Ewangeliną(?).
- Za kogo się uważam? Cóż moja droga, nigdy nie myślałam o sobie jako o kimś specjalnym, jednak me życiowe doświadczenie pozwala mi w pewnym sensie na posądzanie praktycznie każdego w tym mieście o bycie ledwie brzdącem. Jak zapewne wiesz - wszak pracujesz w Shibusen, świat jest dziwniejszy niż mogło by się wydawać na co dzień. Pozwól mi zademonstrować.
Odparła spokojnie czarnowłosa wystawiając swą dłoń przed rozmówczynię, tak by nasza różowa medyczka mogła sprawdzić jej puls ...którego nie ma.
- Proszę spróbuj, tylko... nie przeraź się proszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Wto Kwi 28, 2015 10:08 pm

Samo westchnienie czarnowłosej wystarczyło, by ponownie wpędzić Ewangelinę w stan wielkiej furii. Jednak ta ostatnia starała się tego nie okazywać, a mimo tego... jej starania nie odniosły sukcesu, a wszystko zostało namalowane na jej z pozoru niewinnej twarzyczce, otulonej gęstymi, różowymi włosami.
Jedno westchnięcie... a tak potrafi wytrącić z równowagi! Niewiarygodne, zaiste. Jednak zaczynamy patrzeć na sprawę pod innym kątem, kiedy uświadomimy sobie – bądź po prostu przypomnimy, zależy od osoby – kim tak naprawdę jest nasza pani medyk. Jak bardzo złożona i zróżnicowana jest jej psychika. Jednak nie będziemy dłużej się nad tym rozwodzić, bo po prostu robiliśmy to już wiele razy.
A spotkanie trwało. W Ewangelinie zbierały się negatywne emocje. Odczucia, które tylko czekały, by uwolnić się z jej umysłu drogą jej cienkich, bladych warg.
Była gotowa na kolejny potok słów a jakże cudownej współpracownicy. Niestety, niewiele zrozumiała. Słowa ciemnowłosej brzmiały mądrze i same pewnie ukazywały jej nieprzeciętną inteligencję, czego Ewangelina raczej nie chciała przyjąć do świadomości, gdyż w jej opinii to ona sama była najlotniejszym umysłem w całej okolicy. Nie chciała, by ktokolwiek ukazywał swoją nieprzeciętność... a tym bardziej nie przed samą panią medyk. Tak czy owak, postanowiła pozwolić psycholożce dokończyć, co zaczęła. Założyła ręce na piersi i słuchała współpracownicy, niewiele z tego rozumiejąc. Kobieta w pewnym stopniu posługiwała się zagadkami, które były dla pielęgniarki... nieodgadnione.
Kiedy skończyła, Ewangelina odetchnęła z ulgą. Nareszcie! – przemknęło jej przez myśl. Teraz jej towarzyszka zrobiła coś, czego nasza medyczka bynajmniej się nie spodziewała. Konkrety? Już je przedstawiamy. Po prostu czarnowłosa chwyciła rękę Ewangeliny w taki sposób, że ta ostatnia mogła wyczuć puls....a raczej nie mogła, z tego względu, że...
Po prostu go nie miała.
Ewangelina poczuła się słabo. Zbladła, zobaczyła mroczki przed oczami, by po chwili cały obraz uległ rozmazaniu i nie widziała nic oprócz tego nieokreślonego koloru, jaki jawi się przed Tobą, gdy zamykasz powieki. To wszystko przez to, że nie mogła uwierzyć, co poczuła... przecież nie powinna się temu dziwić, jeżeli wziąć pod uwagę dziwactwa, na jakie natknęła się podczas mieszkania w tym miasteczku, a tym bardziej przez pracę za murami tutejszej szkoły. A mimo tego jednak... straciła przytomność, osuwając się na podłogę. Strzykawka wypadła z kieszeni jej kitlu i potoczyła się po betonowej nawierzchni parę centymetrów od ciała medyczki.
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Czw Kwi 30, 2015 2:51 am

O matulu... bardzo emocjonalna reakcja, trzeba to przyznać i w sumie to Dee-Dee mogła być już do podobnych sytuacji przyzwyczajona, jednak od jakiegoś czasu nie miała okazji by informować zwykłych ludzi o jej "mocy". Kobieta postanowiła działać szybko, co by nie powiedzieć, rozchodziło się tu o ludzkie życie. Chciała złapać znajomą nim ta runie na ziemię, by delikatnie ją na niej położyć, niestety wszystko potoczyło się nieco za szybko, pozostało więc sprawdzić jej głowę i oddech, na szczęście pomimo braku szkolenia medycznego nasza czarnowłosa posiada jakieś doświadczenie, co ponownie zawdzięcza swemu długiemu życiu. Najważniejszym było podłożenie Ewangelinie parasolki pod głowę i podniesienie nóg.
]]- Dziecinko, słyszysz mnie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Czw Kwi 30, 2015 4:57 pm

A Ewangelina jak leżała, tak leżała. Nie zdawała sobie sprawy, co się wokół niej dzieje. Ale czemu się dziwić, była nieprzytomna. Nie docierały do niej żadne bodźce z środowiska, gdzie znajdowało się jej ciało. Konkretyzując leżało spokojnie na chodniku w pobliżu pewnej kwiaciarni, gdzie doszło do spotkania dwóch pracownic tej samej placówki edukacyjnej. To nie było jednak zbyt miłe spotkanie, bo jedna ze stron była po prostu wredna i bezwzględna w odzywkach. A winić musimy za to jej aktualną odsłonę osobowości, bo odsłon tych ma doprawdy wiele. Tak! Mowa tutaj o Ewangelinie Hazel Steward! Tak! Osobie, która ma za zadanie ratować życia  dbać o zdrowie innych... a tutaj spotykamy się z sytuacją, kiedy role się odwróciły. Teraz to ona była tą, którą należy się zaopiekować. Dziwne, nie? Nie zdawała sobie sprawy, że istota, u której różowowłosa nie wyczuła pulsu, podkłada parasolkę po głowę nieprzytomnej oraz podnosi jej nogi. Gdyby tylko higienistka to widziała, na pewno byłaby dumna z psycholożki. Oczywiście, pod warunkiem, gdyby zmieniła swoją mentalną maskę... wszystko zależało od właśnie tego. Nie wiadomo, jaka będzie nasza medyczka, kiedy się obudzi... wszystko mogło się zdarzyć. O ile się obudzi. Jednak raczej wszystko wskazywało na to, że tak właśnie będzie... przecież to tylko utrata przytomności! A jeżeli coś bardziej poważnego? Może upadając, jej mózg częściowo uległ uszkodzeniu? Jednak nie wydaje się... chociażby dlatego, że po dłuższej chwili powoli otworzyła w oczy. Ale nie podniosła się. Po prostu nie miała jeszcze tak wiele energii, była osłabiona po utracie przytomności! Nie można się je dziwić, nie sposób dziwić się jej stanowi. Każdy na jej miejscu nie stanął na baczność po przebudzeniu się z omdlenia.
Tak, powoli otworzyła oczy, ale nie otworzyła powiek do końca. Może nie miała aż tak wiele energii, ewentualnie raziło ją światło. Kto to wie, ale medyczka sama nie zdawała sobie z tego sprawy.
Początkowo nie zdawała sobie zbytnio sprawy z otaczającej jej rzeczywistości. Dopiero po jakimś czasie zaczęła kojarzyć fakty i tym samym wiedziała już, że kobietą, która nad nią stoi jest właśnie psycholożka. Dee-Dee. Jednak medyczka nie zachowała żadnych wspomnień związanych z tym, jaka dla niej była. Jaka? Niemiła. No właśnie. Oczywiście, pamiętała o czym mniej więcej rozmawiały... jednak nie towarzyszyła przy tym świadomość, jaka dla niej była. I jaki rozpierdol zrobiła w kwiaciarni, rozpierdol za sprawą kilku słów.
Słowa czarnowłosej dotarły do niej jakby zza mgły. Nie odebrała prawidłowo ich przesłania. Dlatego otwierała powoli oczy. Wciąż. Nieustannie, przeciągało się to przez wieczność. Czarne źrenice były zwrócone w oczy psycholożki.
Ewangelina uśmiechnęła się blado, z uśmiechu tego można było wyczytać wyczerpanie, osłabienie a nade wszystko brak gotowości, by wstać.
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Nie Maj 03, 2015 3:55 pm

Czarnowłosa odetchnęła z ulgą, nie chciała mieć zdrowia swej współpracowniczki na sumieniu. Ta jednak wydawała się jeszcze nie kojarzyć wszystkich faktów, co może wychodziło naszej Dee-Dee na dobre, bo zniknęła cała ta złość różowej, sprzed zaledwie kilku chwil. Ciekawe czy te gigantyczne zmiany emocjonalne są cechą nabytą w dzieciństwie czy późniejszym okresie jej życia? W każdym razie nie była to pora na badania psychologiczne, trzeba było zadbać by medyczce nic się nie stało.
- Przepraszam, mogłam pomyśleć, że cała ta sprawa nieco tobą wstrząśnie, spokojnie - nie śpiesz się z wstawaniem, musisz zebrać w sobie siły, wyglądasz prawie tak blado jak ja.

Zażartowała, ot by nieco poprawić ten smętny nastrój, wszak od dawna mówi się, że śmiech to zdrowie a tego Ewangelina potrzebowała teraz najbardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pon Maj 04, 2015 3:27 pm

A Ewangelina jak leżała, tak leżała. Kontemplowała wzrokiem oblicze swojej wybawczyni. Była jej niezmiernie wdzięczna, że się nią zajęła. Przywołała na swoje usteczka najsłodszy a zarazem najszczerszy uśmiech, na jaki zapewne tylko było ją stać. Psycholożka mogła na ten widok doznać szoku. Przecież nie taką Ewangelinę znała... a przynajmniej nie taką znała dzisiaj, kiedy doszło do spotkania dwóch pracownic szkolnej placówki w... kwiaciarni. Tak. Prawda, to nie jest miejsce typowe do spotkań. To nie żaden klub, restauracja, kawiarenka... ale dzisiejsze wydarzenia tylko zaakcentowały, że wszystko może się zdarzyć. Nie do ogarnięcia są mechanizmy rzeczywistości. A przynajmniej w dziedzinie towarzyskiej, jednak fakt faktem, nikt nie zaprzeczy, ze świat potrafi zaskakiwać w doprawdy wielu aspektach. Wystarczy tylko się rozejrzeć. Wystarczy tylko trochę pobyć na tym świecie. Niekoniecznie tak długo jak Dee-Dee. Chociaż taki długi żywot raczej pomaga w zdobywaniu doświadczenia.
Kiedy psycholożka zażartowała, Ewangelina uśmiechnęła się. Ponownie, jednak tym razem nieco blado. Dee-Dee chciała, by medyczka poleżała tak jeszcze dłuższą chwilę, co raczej nie leżało w pragnieniach Ewangeliny. Nie chciała, by współpracownica musiała się nią zajmować, musiała się o nią martwić. Czuła się przez to co najmniej głupio. Co najmniej! No właśnie.
Myślała, co zrobić. Wstać? Wykluczone. Poznała się na tym, kiedy podczas prób podniesienia się do pozycji siedzącej zakręciło jej się w głowie, więc upadła ponownie na ziemię. Tak, upadła. Nie położyła się, więc przez to gwałtowne zderzenie głowy z chodnikiem poczuła wielki ból w oczywistym miejscu. Jęknęła cicho. Wkrótce, również nie podnosząc głosu, z wielkim wysiłkiem, powiedziała:
- Mam prośbę. - zbierała w sobie siły, by dokończyć swoją wypowiedź. - mam prośbę, pomożesz doczłapać mi się do jakiejś ławki albo coś? - uśmiechnęła się. Blado, tak, bo cała energia jaką miała, ulotniła się po mocnym uderzeniu w głowę. Ból ten był tak silny, że promieniował na całą objętość czaszki.
- Przepraszam, że musisz się mną zajmować. - powiedziała nieco głośniej, znalazła bowiem w sobie nieco więcej sił, które przeniosła na ton swojego głosu.
Wiatr znów powiał mocniej, prosto w twarz medyczki, co podziałało na nią pozytywnie i pomogło jej powrócić do normalnego stanu. Uśmiechnęła się ponownie do Dee-Dee, w czym wyraziła całą swoją wdzięczność. Za to, że opiekuje się nią, że nie zostawiła medyczki samej. A przecież mogła tak zrobić. Mogła się obrazić. Za co? No, chociażby za wredne docinki Ewangeliny, o których ta ostatnia bynajmniej nie wiedziała, więc nie dziwiła się, że psycholożka postanowiła ofiarować jej bezinteresowną pomoc. Ewangelina zapewne za jakiś czas będzie mogła chodzić o własnych siłach. Teraz jej największym priorytetem było wstanie z ziemi za pomocą swojej towarzyszki i zajęcie miejsca na jakiejkolwiek ławce, gdzie różowowłosa mogła dojść do siebie, odzyskać siły. Planowała, by potem odwdzięczyć się czarnowłosej. Kto wie, może zaprosi ją na kawę? Ewangelina czuła powinność postawienia jej czegoś. Chociażby kawy, herbaty, ewentualnie miała na myśli kawałek ciasta. Czuła, że musi to zrobić, aby nie dręczyły ją wyrzuty sumienia. To chyba dość oczywiste, nie?
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Czw Maj 07, 2015 10:49 pm

-...Spokojnie.
Odparła Dee-Dee nieco matczynym tonem powoli podnosząc dziewczynę, jedną rękę włożyła pod jej plecy mniej-więcej przy barkach, tymczasem drugą pod jej kolana i hops do góry! Oczywiście uważała też na jej głowę, jednak sama Ewangelina wydawała się powoli odzyskiwać energię, może było to tylko wrażenie wywołane jej uśmiechem? Wszak nasza Death nie miała zbytnio okazji by widzieć ten wyraz twarzy współpracowniczki, trzeba przyznać, że uśmiech pasował jej dużo bardziej. W każdym razie nasza czarnowłosa, niczym prawdziwy rycerz z księżniczką w ramionach ruszyła w kierunku najbliższej ławki, gdzie ta mogła by zebrać w sobie siły.
- Nie musisz przepraszać, w końcu to moja wina, że niepotrzebnie tak cię zaskoczyłam. W każdym razie, czujesz się już lepiej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pią Maj 08, 2015 5:29 pm

Nie tego spodziewała się Ewangelina. Nie myślała, że Dee-Dee po prostu weźmie jej ciało w ramiona i sama zaniesie je w kierunku ławki. Nie chciała tego, wolała żeby psycholożka stanowiła dla niej oparcie podczas kiedy medyczka będzie powoli stawiać kolejne kroki na betonowej nawierzchni. Różowowłosa doskonale zapamiętała, jaka jest twarda ta nawierzchnia. W sumie ból głowy nie zmalał, ba - rósł w swej sile, aż w końcu stał się nie do wytrzymania, co odbiło się na jej oddechu. Stał się szybki i płytki.
Kobiety nie zważały na pytające spojrzenia przechodzących ludzi, wśród których byli również klienci kwiaciarni stojącej tuż obok. No, już nie obok, bo coraz bardziej oddalały się od tego sklepu. Dystans zwiększał się, podobnie jak i paraliżujący ból głowy w przypadku medyczki. Chciała się na nią złapać, jednak psycholożka tak ją złapała, iż nie było to możliwe. Ale zaraz! Przecież za chwilę spokojnie sobie usiądzie i odzyska siły. Może tylko częściowo, jednak z pewnością jeżeli już, to w zdecydowanej większości.
- Tak. - odparła cicho. - tak, czuję się już lepiej.
Zajęły miejsce na jednej z wielu pomalowanych na soczystą zieleń ławek. Deski nie były równo wbite, więc niezbyt wygodne. Jednak Ewangelina nie skarżyła się na tę niewygodę nawet przed samą sobą, więc tym samym również nie wyjawiła tego na głos. Siedziała i mrużyła oczy pod wpływem świecącego słońca. Promienie pieściły agresywnie każdą odsłoniętą część jej małego ciała. Pewnie Dee-Dee również tak się czuła... zaraz! Siedząc, medyczka zapomniała kompletnie o psycholożce! Tak nie można, zwłaszcza że zaopiekowała się nią... Jeszcze chwilę tak siedziała bez słowa, aż wkrótce zdobyła w sobie dość siły, by przemówić.
- Słuchaj, może pójdziemy do jakiejś kawiarenki? Ewentualnie baru bądź jednej z restauracyj. - spojrzała prosto w czarne oczy Dee-Dee. - ja stawiam!
Uśmiechnęła się, mrużąc oczywiście oczy od słońca. Nie lubiła takiej pogody, wolała deszcz, burzę, zimno. Było tak zawsze, nawet jeżeli wstąpiła w skórę uroczej i dobrej pielęgniareczki. Dziwne, nie? Bynajmniej. Ale kto powiedział, że różne cechy naszego charakteru nie mogą się kłócić z naszymi upodobaniami ? Nikt. Chyba. No właśnie.
Położyła głowę na ramieniu swojej współpracownicy. Nie zważała, że nie wypada, zwłaszcza że nie zapytała się o pozwolenie. Siedziała tak, czekając na jakąkolwiek, nawet najprostszą odpowiedź ze strony czarnowłosej, a tymczasem wiatr ponownie wzmógł się i tym samym Ewangelinie zrobiło się lepiej, jednak nie do końca. Ale fakt faktem, była już prawie gotowa, by wstać. Ale wolała jeszcze poczekać. Przecież nigdzie jej się nie spieszy... a jeżeli w przypadku psycholożki jest zupełnie inaczej? Może musi coś załatwić? Coś pilnego? Jednak różowowłosa uznała, że nawet jeżeli tak jest, towarzyszka sama się do tego przyzna. A przynajmniej tak jej się wydawało...
Powrót do góry Go down

avatar
Nauczyciel
Posty : 27
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pią Maj 15, 2015 11:39 pm

Czarnowłosa w spokoju przyglądała się swej rozmówczyni, która w tej chwili sama przypominała jeden z kwiatów kwiaciarni w której chwilę temu wydarzyła się malutka burza - zupełnie jak te roślinki, różowowłosa wydawała się odżywać dzięki słoneczku, przez krótki moment widząc tą scenę nasza niemal święta Dee-Dee odczuła nutę zazdrości, ona również chciała by odczuć ciepło promieni słonecznych, w każdym razie ów emocje jak szybko się pojawiły tak szybko zanikły a Death w spokoju wysłuchała Ewangeliny.
- To miłe z twej strony, niestety ja... nie jestem zdolna do jedzenia. Jestem ledwie imitacją prawdziwej istoty.
Rzuciła nieco melancholijnie kobieta, wiedziała, że ma rację - by coś było prawdziwe musi mieć swój koniec a ona go nie miała.
- Bardzo się jednak ucieszę jeśli mnie kiedyś odwiedzisz. Większość uczniów omija mój gabinet, ponoć krążą plotki, że tam straszy.
Dodało śmiejąc się cicho z naiwności uczniów po czym wstała rozglądając się na boki.
- Dojdziesz do siebie? Niestety wzywają mnie obowiązki, ale mam nadzieję, że jeszcze będziemy miały okazję tak porozmawiać. Trzymaj się, dziecino.
Pożegnała się zbierając swą czarną parasolkę z ziemi, rozkładając i ruszając wolnym przed siebie.

z/t - przepraszam raz jeszcze, za takie przetrzymywanie :C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t218-dee-dee-the-death

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pią Maj 29, 2015 4:58 pm

Jaśmina przemierzała pół miasta w poszukiwaniu niesamowitego kwiecia, którym mogłaby ozdobić ponury parapet w swoim mieszkaniu. Przesiedziała w nim ostatnio trochę czasu chcąc, by lekko pogruchotana kostka zebrała się w sobie i w końcu nadała się do użytku, a że słoneczko wyszło i przyjemnie się zrobiło, tak wyszła z klitki nęcona cieplutkim powietrzem i zapachem z piekarni nieopodal.
Z zacięciem przemierzała chodnik spożywając jedną z kilku kajzerek z siateczki trzymanej kurczowo w prawej ręce. Gdy zobaczyła punkt docelowy w postaci kwiaciarni, aż musiała przyśpieszyć kroku z niesamowitą frajdą wymalowaną na buźce już myśląc o tym które z nich wyniucha pierwsze. Spędziła tam prawie 15 minut nurkując pośród bukietów, kwiatów doniczkowych, nasion czy akcesoriów, aż wybrała uroczy storczyk dumnie prężący listki w stronę słonecznych promieni. Szybko dochrupała bułkę i zapłaciła uprzejmej pani, która zafascynowana pociechą Jaśminy nie mogła się powstrzymać od posłania jej ciepłego uśmiechu.
- Miłego dnia! - odparła z kwiatkiem przytulonym do boku i wyszła z kwiaciarni. Stanęła na krawędzi krawężnika i rozejrzała się ciekawie za jakimś zajęciem. Dzień był jeszcze młody, a godziny samotności skłoniły Jaśminę do wyszukania kogoś do rozmowy. Wtem zauważyła wyróżniającą się spośród wszystkich przechodniów dziewczynę. Kobietę? Siedziała na ławce z inną, trochę mroczniejszą personą i rozmawiały. W pierwszej chwili chciała zagadać do obydwu, jednak ta druga wstała i ruszyła przed siebie już chwilę po tym znikając im z oczu. "Szkoda" pomyślała, jednak niech zabawa trwa! Podeszła do ławki i wskazała palcem na miejsce, na którym jeszcze chwilę temu siedziała jej wcześniejsza towarzyszka.
- Mogę się przysiąść czy pani też idzie? - spytała zerkając z nad rondla kapelusza. Nie wyglądała jakoś podejrzanie, może dla bardziej wprawnego w tych sprawach oka owszem, ale.. Lolitkowy wygląd był jej głównym przebraniem, jeśli można to tak nazwać. Wyglądając jak wiedźma nikt nie pomyśli, że nią jesteś! Przecież to byłoby zbyt idiotyczne.. A jednak ktoś na to wpadł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pią Maj 29, 2015 6:27 pm

Odpoczywając oraz wciąż zajmując miejsce na jednej z tutejszych ławek, Ewangelina marzyła by Dee-Dee jednak została. Niestety, psycholożka planowała swoje odejście od jakiegoś czasu - a przynajmniej tak się zdawało różowowłosej - ale zwlekała. Najwidoczniej chciała mieć pewność, że medyczka nie straci ponownie przytomności. To było więcej niż pewne.
Psycholożka poszła sobie, a Ewangelina nie wiedziała, co ze sobą począć. Tak, poczuła się lepiej, więc była w stanie racjonalnie myśleć. Zanim czarnowłosa zniknęła całkowicie z zasięgu wzroku różowowłosej, Ewangelina zamrugała energicznie powiekami i zaczęła się rozglądać. Nie zauważyła, że w pobliżu był ktoś, kto z całą pewnością interesował się tym, co tutaj się wydarzyło. Czemu? Sprawa jest prosta. Lekarka co prawda rozglądała się wokół siebie, jednak nie aż tak wnikliwie, by móc zauważyć pewną czarownicę. Do tego można dodać, że na żadnym punkcie czy też samotnej sylwetce nie zawiesiła swojego czujnego, inteligentnego spojrzenia na zbyt długi czas, więc nie zauważyła tej osoby. Jeżeli jednak nawet tak się stało, pielęgniarka z pewnością nie pomyślała, że ta może być zainteresowana spotkaniem różowowłosej z zupełnym przeciwieństwem pod względem zewnętrznej aparycji. A jak było z wnętrzem? No właśnie, jak? Trudno odpowiedzieć na to (być może retoryczne) pytanie. Pewnie ze względu na to, że Ewangelina jest jaka jest i tym samym trudno ją okiełznać. W takim razie potencjalnemu odbiorcy powinno wystarczyć, jeżeli zaznaczymy, że niektóre odsłony psychiki tej mniejszej mogą odzwierciedlać prawdziwy charakter psycholożki. Ewangelina nie zdążyła lepiej poznać Dee-Dee i tym samym żałowała, że musiała pójść. Nawet odczuła żal i pewną namiastkę wściekłości, jednak z tego ostatniego pielęgniarka raczej nie zdawała sobie sprawy.
Ah ta Steward... była osobą dość trudną, nieokiełznaną, nieprzewidywalną.
Czuła się już prawie dobrze. Zamknęła oczy postanawiając odpocząć nieco w promieniach słońca. Było to bardzo komfortowe doznanie. Kto nie lubi komfortu? No, może jakieś pojedyncze przypadki, o ile w ogóle takie istnieją... albo zakonnice. Albo mnisi. Wszystko jedno.
Wyczuła czyjąś obecność. Nie, nie miała paranormalnych zdolności... w końcu jak mogło być inaczej, skoro jest jedynie człowiekiem?
Tak, wyczuła czyjąś obecność. Uznawszy, że to Dee-Dee powróciła, przed otworzeniem oczu uniosła znacząco kąciki warg do góry. Potem spojrzała i odczuła zmartwienie i rozczarowanie, jednak to pierwsze zaczęło - nieznacznie bądź znacząco, wszystko jedno - znikać na rzecz zaciekawienia. Była ciekawa, kim jest ta osoba. Wyglądała jak wiedźma, ale jaka czarownica ubierała się na wzór swojego pochodzenia? Raczej żadna i Ewangelina uznała to za jakiś żart, nieudaną próbę zwrócenia na siebie uwagi. No, zgoda, była dość udana, do czego już po chwili doszła różowowłosa i zmartwiła się. Może jej kolejna metamorfoza była blisko? Kto to wie, jednak żeby się tego dowiedzieć, musimy dalej przypatrzeć się spotkaniu pewnej wiedźmy z (nie)zwykłym człowiekiem.
- Co to, Halloween? - Spojrzała w jej oczy z widocznym rozbawieniem. - chyba jeszcze nie ta pora? - wybuchnęła niepohamowanym śmiechem, ignorując oczywiście jej początkowe pytanie, na jakie Ewangelina powinna odpowiedzieć, jednak kompletnie zapomniała. Była zbyt ciekawa, co odpowie ta pannica. Lekarka nie mogła wiedzieć, ile ma lat, po prostu nauczyła się, że nie zawsze można poznać kogoś wiek po wyglądzie zewnętrznym. Wiedziała o tym, bo sama wyglądała na dziewczyneczkę, mimo swoich dwudziestu paru lat. Jedna obstawiała, że nowo przybyła nie mogła być znacząco starsza ani młodsza.
Tak, różowowłosa zupełnie zapomniała skierowanego do niej pytania. Może jej nowa towarzyszka upomni się o odpowiedź? Albo sama zajmie miejsce obok? Ławki należą do wszystkich, więc każdy może na nich usiąść. Nawet jeżeli wydawałoby się iż nie wypada zajmować miejsca obok jakiejś osoby, a tym bardziej obcej. Hazel zupełnie o tym nie myślała, więc przesunęła się zwalniając kawałek siedziska, znacząco gestykulując, że "wiedźma" może je zająć, a pielęgniareczka nie zdawała sobie raczej sprawy, że właśnie zareagowała na słowa nieznajomej. Tak, nieznajomej, jednak ta starsza miała nadzieję, że to się wkrótce zmieni... o ile ta młodsza wyrazi chęć pogawędki. Nie wiadomo, jak to się dalej potoczy, więc tym samym musimy czekać na rozwój wydarzeń...
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Pią Maj 29, 2015 10:57 pm

W pewnym sensie niestosowna odpowiedź kobiety zbiła wiedźmę z pantałyku. Zmarszczyła brwi, ale nie obraziła się. Wiedziała, że wygląda "inaczej" niż wszyscy, bo przecież nikt nie chodzi w takich kapeluszach i falbaniastych sukienkach. Cóż, ktoś musiał się wyróżniać, żeby nie było nudno. No i żeby ludzie mieli o czym gadać, bo ci intryganci i plotkarze w postaci przechodniów nie są w stanie trzymać języka za zębami. Zwykle ledwo co miną nikomu nie wadzącą Jaśminę od razu zaczynają gadać, oceniać, śmiać się lub.. zdarzają się słowa pochwały, swoisty podziw. Rzadko, ale jednak.  
- Właściwie to nie, ale tak wyrażam swoje rozhulane, dziecinne ja. - odparła kiwając lekko głową w zadumie i klapnęła obok pielęgniarki, gdy ta ruchem wskazała miejsce obok siebie. Kwiatka postawiła obok na tyle stabilnie na ile się dało, po czym spojrzała na rozmówczynię przenikliwym wzrokiem złotych oczysk.
- Tłumacz sobie to jak chcesz. Trauma z dzieciństwa, rozwydrzenie, fetysz.. Już różnych komentarzy się nasłuchałam. - uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic i wzruszyła ramionami. Potem otaksowała ją spojrzeniem. Pielęgniarka, dość młoda i całkiem urocza. Człowiek, to na pewno. Co więcej? Wyglądała na dość przyjaźnie nastawioną, więc i Jaśma podeszła do rozmowy uprzejmie. Miały szansę na ciekawą wymianę zdań, więc warto było tego nie zaprzepaścić.
Ty za to nosisz uniform poza pracą. Pracoholizm, przywiązanie do pracy, przyzwyczajenia..? - uniosła brew poprawiając swoją kiecunię, położyła też torbę obok wciąż mając ją  "zaczepioną", by w razie czego nie dało się jej wyrwać i przy okazji stabilizowała kwiatka opartego o oparcie.

//nie jestem pewna czy ma ten uniform, więc jak coś to poprawię
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Nie Maj 31, 2015 3:03 pm

Wkrótce potem Ewangelina przestała się śmiać, badawczo przyglądając się nowo przybyłej. Nawet nie zauważyła, jak ta stawia kwiatka na ziemi, by po chwili zająć miejsce na ławce obok medyczki. Ba, nawet jej pierwsze słowa nie dotarły do różowowłosej, inaczej rzecz się miała z tym, co powiedziała potem, przy czym uznała że ta dziewczyna nie tylko ubiera się nad wyraz oryginalnie. Przede wszystkim była, według panny Steward, osobą interesującą, przez wzgląd na jej słowa. Ewangelina była ciekawa, jak potoczy się to spotkanie. Nie da się ukryć, że na tę chwilę wstąpiła w skórę dobrej pielęgniareczki, zostawiając za sobą skórę bestii, jaka w niej drzemie, więc nawet nie pomyślała o szansie, jaka się przed nią rysowała, mówiąc konkretniej, lekarka miała szansę zaciągnąć tę dziewczynę w jakieś zaciszne miejsce i poznęcać się nad nią za pomocą skalpela. O, najlepiej dość tępego, o, żeby zadać swojej potencjalnej ofierze jak najwięcej bólu, a konkretniej mówiąc, fizycznego cierpienia. Jednak nie będziemy się dłużej nad tym rozwodzić... niby w jaki sposób, skoro tego typu myśli (a konkretniej mówiąc, plany) nie postały w jej umyśle nawet na najkrótszą chwilę? No właśnie. Lepiej skupmy się na tym, co dzieje się teraz na  ławce w pobliżu pewnej kwiaciarni, gdzie Ewangelina jeszcze tak niedawno odegrała niezłą scenę, czego oczywiście sama nie była świadoma. Jednak nie planowała pójść tam z powrotem... to chyba dobrze, zważywszy że tamtejsi pracownicy (nie mówimy tutaj już o klientach, bo ci wciąż wchodzili i wychodzili) na pewno nie zapomnieli tej uroczej twarzyczki. Jak mogło być inaczej, skoro minęło zdecydowanie niewiele czasu od chwili, kiedy postawiła tam stopę, psując przy tym swoją reputację? Ah gdyby tylko wiedziała, jak bardzo się wygłupiła...z pewnością zmieniłoby to istotę rzeczy. Chociaż... czy oby na pewno?
Nie wiedząc co odpowiedzieć, lekarka skwitowała usłyszane słowa uśmiechem, co prawda lekki, ale na stówę szczerym, odzwierciedlającym jej aktualny stan ducha wraz z zamiarami. Bo te ostatnie nie malowały się w ciemnych barwach, co już powiedzieliśmy, zaznaczając że jak na tę chwilę Ewangelina była dobrą kobietą, troskliwą...  a jednak potrafiła być taka! Nie zawsze była sadystką, co było jej najbardziej znaną przez innych odsłoną osobowości. Po chwili rzekoma wiedźma odwzajemniła się Stewardównie, lustrując jej aparycję z równie niemałym zainteresowaniem. Na domiar wszystkiego w jej złotych oczach można było dostrzec to wszystko, co kryło się w tęczówkach lekarki. A nawet wiele, wiele więcej...
Nie uraziły jej ostatnie słowa złotookiej. Dlatego czym prędzej odpowiedziała, tłumacząc że po prostu przyzwyczaiła się do tego ubioru, zaznaczając że jest bardzo wygodny, a nie lubi się przebierać, więc nosi wciąż to samo zaznaczając dobitnie, że ma wiele tyle kitli w szafie, takich samych, bo jako higienistka sama musi dbać o swoją higienę osobistą, by dawać tym przykład swoim podopiecznym. Zamyśliła się, by po chwili dodać, że czasami przyodziewa suknie, jeżeli wymagały na to zaistniałe sytuacje. Oraz, rzecz jasna, na noc nakładała na siebie pidżamę, co było raczej oczywiste.
Skończywszy swój monolog, westchnęła odchylając się do tyłu, by oprzeć plecy o oparcie ławki. Tak, teraz czuła się dobrze. Bardzo dobrze. Osłabienie minęło, nieznośny ból głowy też, wywołany gwałtownym i nagłym uderzeniem o chodnik. Prawie zapomniała o swoim zasłabnięciu... jednak obraz psycholożki, która bezinteresownie zaoferowała jej pomoc, nie zniknął i wciąż miło wspominała tamto spotkanie, nie wiedząc oczywiście, jak się zaczęło. Dlatego jej umysł został zaatakowany przez pozytywne wspomnienia. Chciałaby spotkać ją jeszcze raz, nie wiedząc czy będzie jej dane spełnić swoją zachciankę. Po chwili jednak przypomniała sobie, że przecież jako psycholożka jest jej współpracownicą i tym samym może w każdej chwili zapukać do drzwi prowadzących do jej gabinetu. Uśmiechnęła się do siebie nie wiedząc, czy ta jej nowa towarzyszka to zauważyła (jednak nie przejmowała się tym zbyt dosadnie). Przecież to było tak oczywiste!
- A ty, kim jesteś? - zagadała, nie patrząc jednak na swoją rozmówczynię. Jej wzrok skierowany był ku niebu. - uczennicą? Cóż, pracuję w szkole ale jeszcze nigdy nie spotkałam ciebie ani w moim gabinecie, ani na korytarzu. Ani w ogóle gdzie indziej... - podrapała się w przedziałek, by po chwili wlepić swoje spojrzenie w jej oblicze. - a może się mylę, wcale nie uczysz się w tej szkolnej placówce, gdzie pracuję? W takim razie... kim jesteś? - dziewczynie mogło się zdawać, że Ewangelina rozpoznała w je wiedźmę, jednak to nieprawda. Po prostu była ciekawa, kim jest ta istota, nie snując przy tym żadnych podejrzeń. Teraz nie zostało jej nic innego, jak czekać na odpowiedź, a jednak przerwała tę chwilową ciszę, miała bowiem coś jeszcze do powiedzenia.
- A w ogóle, jestem Ewangelina. Ewangelina Hazel Steward, dokładniej to ujmując. - powiedziała nie odrywając wzroku z jej oblicza, a lewy kącik jej warg uniósł się nieznacznie do góry.
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Nie Maj 31, 2015 8:20 pm

Blondynka uśmiechała się uprzejmie nieświadoma myśli, które przechodziły przed głowę pani medyk. Ba! W życiu nie pomyślałaby, że ta ma jakiekolwiek nieprzyjemne zapędy! Zawsze sądziła, że pielęgniarki są właśnie takie - normalnie jak do rany przyłóż. A tu taki klops. No cóż, Jaśmina zawsze była dość czujna i chociaż trochę naiwna to wiedziała kiedy powiedzieć "nope". Nawet jeśli Ewangelina położyła by na niej swoje łapki, ta mogłaby zareagować. Umiejętności wiedźmy nie sprawiały za dużej krzywdy, ale zdecydowanie były skuteczne.
Słuchała jej krótkiego monologu z niemałym zaciekawieniem, bo zawsze tak robiła. Jeśli rozpoczynała z kimś rozmowę to starała się wtedy skupić tylko i wyłącznie na rozmówcy i ew. na trzymaniu się w ryzach. Dalej pamiętała nieprzyjemną sytuację z Mei, gdy przypadkiem telekineza wymsknęła jej się z pod kontroli i wywróciła śmietnik. Japonka była dość domyślna, więc szybko kapnęła się, że to i zdenerwowanie Jaśminy coś łączy, co w innym przypadku mogłoby poważnie jej zaszkodzić. Wiedźmie lub nieświadomej towarzyszce.
- Czasem bywam w Shibusen u znajomych, a tak to.. uczę się indywidualnie, w domu. - wzruszyła ramionami. No, bo co miała powiedzieć? "Nie chodzę do szkoły, zgłębiam magię"? "Shibusen to nie miejsce dla mnie, ja wolę magiczne sztuczki"? No właśnie. Więc taka odpowiedź była jak najbardziej na miejscu, bo przecież jedyną osobą z indywidualnym nauczaniem nie była. Zdarzały się i takie indywidua, co nie musiało być nawet zdziwieniem zważywszy, że cała Jaśmina była jakaś inna i dziwna. Wiecznie pozytywna lolita lgnąca do ludzi. Niewinne dzieciątko. Przyjazny duszek. Mały skrzat.
- Mam na imię Octavia, ale wolę, gdy mówi się na mnie Jaśmina. Tak też możesz mnie nazywać. - odparła. - Ewangelina? Jakie ładne imię! - uśmiechnęła się szeroko i poprawiła kapelusz, który przy gwałtownym ruchu głową lekko zsunął się z jej czubka.
Wiedźma nie wyczuwała zagrożenia ze strony medyk. Miała wrażenie, że ta uwierzyła w historię o lolicim "fetyszu", bo przecież.. jedyna taka nie była. Może akurat w Death City zwykle najciekawsze, najbardziej wyróżniające się persony, często gęsto skrywały równie interesujące tajemnice i umiejętności, ale skąd niby zwykły człowiek mógłby to wiedzieć? Wiedźmy rzadko kiedy podchodziły z dystansem do swojego "pochodzenia", wiele z nich nawet nie chciało utrzymywać kontaktu z ludźmi. Jaśma znała i takie, które uważały śmiertelników czy uczniów Shibusen za podludzi. Niższe rangą nic. Podwładnych słabiaków. Cóż, blondynka podchodziła do tej sprawy trochę inaczej - wolała ich poznać i zrozumieć, bo "przyjaciół trzyma się blisko, a wrogów jeszcze bliżej".
- Jak spędziłaś dzisiaj dzień? - spytała przenosząc spojrzenie z kobiety na swój nowy nabytek w postaci kwiatka. Wiatr delikatnie smagał jego płatki, a słońce je ogrzewało. Wyglądał ślicznie, więc i Jaśminie poprawiał się humor. Mogła spytać o nasiona jaśminu to może by gdzieś rozrzuciła.. Dobry dżinks - Jaśmina siejąca jaśminy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Wto Cze 02, 2015 9:08 pm

Nadal nie odrywała swojego spojrzenia z oblicza towarzyszki. Wpatrywała się w nią jak zaczarowana, by po chwili zmienić obiekt swoich obserwacji na tutejszą okolicę. Kontemplowała tutejszych przechodniów, wkrótce potem przenosząc swoje zainteresowanie na budynki. Skupiła wzrok na kwiaciarni, gdzie spotkała Dee-Dee, oczywiście bez świadomości, co się tam dokonało... a raczej tego, co tam zrobiła. Za pomocą słów stworzyła niezły bajzel, jednak z racji że mówiliśmy już setki razy o jej nastawieniu do tego nieporządku, nie będziemy się powtarzać. Wysłuchała słów towarzyszki ze stoickim spokojem. Nie patrzyła się na nią, przyjęła to, co powiedziała z milczeniem, kumulującym się w jej spojrzeniu obserwującym to, co się wokół nich dzieje. Nie zmieniła nawet swojego zachowania po usłyszeniu komplementu, kierowanym do niej samej. Nie zapomniała oczywiście, jak się do niej zwracać. Jaśmina. Mimo, że na imię jej Octavia. Obie nazwy były urocze, Ewangelinie jednak bardziej przypadło to drugie. Nie potrafiła przyznać nawet przed samą sobą, czemu tak było. Może wydźwięk był bardzie interesujący? Kto wie, o co chodziło różowowłosej... A mogła myśleć doprawdy o wszystkim.
Przemówiła dopiero kiedy usłyszała pytanie. Ewangelina westchnęła, jeszcze przez dłuższą chwilę badając spojrzeniem tutejszą okolicę, wkrótce potem przenosząc je ponownie na niebo. Jaśminie mogło się wydawać, że pielęgniarka po prostu układa w myślach wypowiedź. Nie było to prawdą. Wiedziała, co powiedzieć ułamek sekundy po usłyszeniu pytania. Dlatego uśmiechnęła się sympatycznie i spojrzała w te piękne oczęta.
- Dzisiaj robiłam wiele rzeczy - jej uśmiech zbladł, nie wiadomo dlaczego, przecież jej słowa nie świadczył o zmianie nastroju, intencji ani niczego w podobie. - ostatnio przyszłam do kwiaciarni, spotkałam swoją współpracownicę, zamieniłyśmy kilka słów, potem zemdlałam, ona zaofiarowała mi pomoc, pogadałyśmy jeszcze chwilę, a potem poszła sobie... pewnie miała coś ważnego do załatwienia, nie pamiętam.
Jaśmina mogła być nieco zszokowana. Ewangelina powiedziała jej o dzisiejszym wypadku tak lekko, tak swobodnie, jakby opowiadała jakiś żart. A żartem to raczej nie było. Więc czym? Zwierzyła się jej jakby były starymi przyjaciółkami. A tak przecież nie było, poznały się dosłownie przed chwilą! Nie wiadomo więc, czemu pielęgniarka powiedziała o tym z taką... swobodą. I pewnością siebie, na dodatek. Nie wspomniała nic o powodzie swojego zasłabnięcia. Albo uznała to za niezbyt ważna, albo poczuła jakąś osobliwą, mentalną blokadę. Czemu więc nie odczuła jej wcześniej, zaraz przed tym, jak powiedziała Jaśminie, że zemdlała? Nie wiadomo. Nieodgadniona jest psychika Ewangeliny... zwłaszcza, jeżeli wziąć pod uwagę jej tendencje do nagłej zmiany swojej osobowości, bez udziału w tym oczywiście jej świadomości. Przecież nie pamiętała nawet, że była wredna, jakąś niecałą godzinę temu...
- A ty? - spojrzała ponownie badawczo w twarz towarzyszki. - co dzisiaj robiłaś? - powinna wciąż się na nią patrzeć, oczekując odpowiedzi... bądź w ogóle jakiejkolwiek reakcji. Jednak Ewangelina powróciła swoim wzrokiem na tutejszych przechodniów. Oraz budynki, rzecz jasna, by po chwilę oprzeć się ponownie o oparcie ławki, unosząc głowę nieco do góry i tym samym obserwując niebo. Znowu. Zamknęła oczy i westchnęła. Tutejszy zapach był cudowny! Jego przeważająca część docierała z kwiaciarni. Ewangelina jak dotąd nie zwróciła uwagi na kwiatka zakupionego przez Octa... eee, znaczy się Jaśminę. Jednak nie było to raczej ważne, a przynajmniej jak na chwilę obecną. Sama "wiedźma" była teraz ważniejsza, cieszyła się z tej chwili, ze spotkania dwóch ciekawych osób. Tak, każda z tych dziewczyn była interesująca, jednak każdą wyróżniało coś zupełnie innego. To dobrze. Przecież to dość oczywiste, ludzi (i nie tylko ludzi) na świecie jest mnóstwo, a jeszcze więcej jest osobowości, wykreowanych przez Stwórcę na rzecz tutejszej, ziemskiej egzystencji. Zwłaszcza, że Ewangelina mieści w swoim małym ciele wiele ich rodzajów. Jednak nie każdy o tym wie. A ktoś taki jak Dee-Dee mógł się jedynie domyślać, po tym, co takiego różowowłosa wyprawiała podczas ich spotkania. Mogła się domyślać zwłaszcza, ze jest psychologiem, więc zna mechanizmy działania ludzkiej psychiki dość dobrze, więc na pewno nie wyklucza istnienia tak różnorodnej duszy, zamieszkującej ciało lekarki. O ile w ogóle mieści się to w głowie, że w tym uroczym ciele pomieszkuje bestia, a zarówno słodka i niewinna istotka. Kto wie, czy za minutę czy dwie nie zmieni się ot tak, nagle i tym samym Jaśmina zdziwi się taką metamorfozą. Zapewne nie wiedziałaby, co się tutaj dzieje... to było więcej niż pewne, chociaż? Możemy się mylić, chociaż szczerze w to wątpimy.
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Wto Cze 02, 2015 9:45 pm

Cóż, z Jaśminą była prościej. Ona dokładnie wiedziała co czuje i z łatwością manipulowała swoimi uczuciami. Właściwie znacznie lepiej wychodziło jej wywoływanie np. smutku czy nieposkromionej radości niż opanowywanie się, ale co tam. Nie było to proste, jeśli jej emocje odgrywają ważną rolę w uspokajaniu i podburzaniu telekinezy wiedźmy. Okazuje się, że nie wszystko siedzi tak do końca w głowie. Jaśmina kiedyś zainteresowała się neurologią i stwierdziła, że tyle o ile mózg jest centrum dowodzenia ciała i skupia się na rzeczach stricte przyziemnych, tak dusza musi dzielić podobną funkcję, ale skupioną na tym co "duchowe". To właśnie tam musiała się ulokować specyficzna umiejętność wiedźmy i stamtąd głównie czerpie energię. To samo mówiła Pani Wiedźma i do tego samego doszła ona sama drogą dedukcji i rozmyślań. Zdarza się, że i taka niepozorna, niewinna dziewczynka rozmyśla nad rzeczami o których filozofom się nie śniło! No, bo przecież większa jest nieświadoma tego, że ich dusza mogłaby zaproponować coś więcej. Są śmiertelnikami, którzy próbują pójść dalej, ale nie poprzez technologię a umysłem. Prawie jak wszystkie samozwańcze wróżki i medium, którzy nie mają pojęcia o czymkolwiek co jest z tym związane.
- Może jesteś głodna? - spytała z głupia frant wyciągając w stronę rozmówczyni siateczkę z jeszcze pachnącymi, świeżymi kajzerkami. Wyglądały całkiem smakowicie.. no i ten zapach! Jaśmina uwielbiała wyniuchywać nowe/stare książki, kwiaty i dobre jedzenie. Nic więcej do życia nie potrzebowała, chociaż ślicznie pachnący ludzie też mogli się nadać.
- Dobrze, że jeszcze chodzą po tym świecie ludzie, których nie dotknęła znieczulica społeczna. - odparła kiwając głową w formie komentarza na streszczenie dnia medyk. Jaśmina jako optymistka wierzyła w dobrą stronę każdego człowieka i nawet jeśli Ewangelina miałaby wiele osobowości.. jej to pewnie by nie przeszkadzało. Miałaby nadzieję, że choćby w najgorszym przypadku zawsze znajdzie się ta jedna, dobra i kochana. Głupie myślenie? Kto wie!
- Właściwie to nic ciekawego. Ostatnimi czasy kurowałam kostkę, więc siedziałam cały czas w domu. Dzisiaj było zbyt pięknie by dalej tam siedzieć.. to wyszłam sobie. Po dobre pieczywo, po nowego kwiatka, może poznać kogoś ciekawego. - uśmiechnęła się potulnie i spojrzała na Ewangelinę uradowana. Spełniła wszystkie trzy "cele". Kajzerki są, kwiatek również, a i towarzystwo udane. Byleby nic się nie sypnęło..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   Nie Cze 07, 2015 11:21 am

PRZEPRASZAM za ten poślizg, ale po prostu życie mi się skomplikowało. :c

Ni z gruszki ni z pietruszki, Jaśmina zapytała się medyczki, czy jest głodna. Co jak co, jednak nie spodziewała się takich słów. Nie sądziła też, że przejdą na tak swobodne tematy już na początku znajomości! Ewangelina była jedną z tych, które uważają, że na początku trzeba przeprowadzić nieco bardziej poważną konwersację. O, żeby bliżej poznać drugą stronę, wyrobić sobie na jej temat jakąś początkową opinię, by potem przejść do tematów nieco bardziej błahych i wiedzieć, jak je rozpocząć.
Widząc siateczkę ze świeżymi bułkami, panience Steward prawie pociekła ślinka, jednak nie było to - chyba - zbyt zauważalne. A przynajmniej miała taką nadzieję. Jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się w zakupy Jaśminy, zastanawiając się, co zrobić: poczęstować się, czy odmówić? Nie wiedziała, czy wypada zrobić to pierwsze, jednak z drugiej strony czy mądrze było odmawiać? Może zrobiłaby tym jej przykrość? Tak. Ewangelina przejmuje się tym, co ludzie pomyślą. Niesłychane, a może... wręcz odwrotnie? Trzeba przyznać, że dość rzadko w aktualnej odsłonie jej osobowości było miejsce na tego typu zmartwienia. A jednak, teraz miały pokrycie z rzeczywistością, z aktualnymi wydarzeniami. W sumie nie powinniśmy się temu dziwić, ze względów oczywistych.
Po chwili zastanowienia, podziękowała wylewnie i sięgnęła po kajzerkę. Wtopiła swoje białe ząbki w chrupiące pieczywo. Przeżuwała powoli, nie spiesząc się, chciała po prostu delektować się ich smakiem. Ah, był cudowny! Ewangelina szczerze współczuła osobom takim jak tamta psycholożka, którym nie dane jest poznać smaku jedzenia. To cudowne uczucie. Medyczka bardzo lubiła jeść. Nie, nie była gruba (w sumie nie była też chuda, no ale nieważne), po prostu była typowym człowiekiem, który wyznaje zasadę "jedzenie to przyjemność" i nie rozumie tych, którzy nie zgadzają się z tą zasadą.
Na kolejne słowa Jaśminy jedynie przytaknęła głową. Po prostu miała pełną buzię i tym samym nie była w stanie nic powiedzieć, a nauczono ją, że nie wypada w takim przypadku mówić, jednak nie chciała czekać aż połknie - obawiała się, że zapomni, straci wątek, co w sumie zdarzało jej się dość często i tym samym nie będzie wiedziała, co mówić dalej, nie wspominając o dalszych czynnościach.
Zainteresowała się jej kolejnymi słowami. Kurowała kostkę? Ewangelina czym prędzej dojadła bułkę i zaczęła (z racji jej wykształcenia) szczegółowo wypytywać swoją towarzyszkę o szczegóły: co się stało, kiedy, i żeby w ogóle opowiedziała o takim zajściu. Przez chwilę zastanawiała się, czy to powiedzieć, czy w ogóle wypada, jednak zdecydowała się, że to zrobi, więc spytała się, czy może obejrzeć jej kontuzję. Zapewniała, że nie zrobi jej żadnej, chociażby najmniejszej krzywdy, uśmiechając się serdecznie. Po chwili zorientowała się w tutejszych warunkach ponownie rozglądając się po okolicy, więc dodała, że mogą się przejść w miejsce bardziej zaciszne i nieco mniej zaludnione. Zaproponowała jej mieszkanie, w którym "urzęduje" pielęgniarka. Uznawszy po chwili, że zachowuje się zbyt poufale względem osoby dopiero co poznanej, zająknąwszy się nieznacznie powiedziała, że to zależy tylko do Jaśminy. Chciała jej pomóc - o jak bardzo tego pragnęła! Lubiła to robić, oczywiście pod warunkiem, że w zaistniałej sytuacji weszła w skórę troskliwej i dobrej pani medyk. Przecież trudno o to, żeby bestia, jaka w niej drzemie chciała dobrze dla innych, nie?
Czekała, aż ta się zastanowi, w końcu nie spieszy jej się. Mają czas. Cały dzień... a może nawet więcej? Tak czy owak, Ewangelina nie chciała jej poganiać, nawet jeżeli Jaśmina odpowiedziałaby dość szybko, automatycznie, w co kobiecie trudno byłoby uwierzyć, bo czas dłużył jej się niemiłosiernie (jak zwykle, kiedy czekała na reakcję z drugiej strony). W międzyczasie ponownie oparła się o oparcie ławki, odchyliła głowę do tyłu i zaczęła z nienagannym uśmieszkiem rozmyślać o sprawach błahych, niezbyt ważnych. Lubiła się tak zatracać w tego typu myślach. Kto nie lubi? No, może są takie osoby, jednak to ewidentne wyjątki i Ewangelina doskonale zdawała sobie z tego sprawę mimo, że niezbyt ją to obchodziło, a przynajmniej nie na chwilę obecną.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Kwiaciarnia   

Powrót do góry Go down
 
Kwiaciarnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Kwiaciarnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-