IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kawiarnia w centrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń NOT
Posty : 60
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pią Mar 13, 2015 9:42 pm

Cały czas uśmiechała się pociesznie słuchając go z największą uwagą. Zawsze słuchała, właściwie to Moonyś była typem słuchacza - czasami wolała siedzieć cicho i dać się wysłowić towarzyszowi, a bywało, że lepiej na tym wychodziła jak nie kłapała jadaczką. Niektórzy właśnie dlatego lubili z nią przebywać, rozmawiać, bo wiadomo było, że dziewczę zawsze wysłucha, nawet jeśli nie będzie wiedziała co powiedzieć. Nie każdy potrzebuje, by zwierzenie się było ciasno połączone z oczekiwaniem na rady, niektórym pomagał sam fakt, że mogli wyrzucić z siebie swoje przemyślenia, by dać upust emocjom.
Moony trochę współczuła chłopakowi, ale nie użalała się nad nim. Po prostu przeszło jej przez myśl, że bycie bronią wystarczająco go napiętnowało, a ten zmaga się jeszcze z brakiem wsparcia rodziny, która powinna być prawdziwą podporą.
- A miałeś plan pt. "Co mógłbym robić, gdyby nie Shibusen?" - spytała lekko przekrzywiając głowę w bok. Lubiła zadawać to pytanie, bo.. właściwie to było ciekawe. Takie gdybanie, że co by się ze mną działo, gdybym nie spędził tutaj tych kilku lat z życia. Zawodówka to był trochę inny świat i mimo tego, że uczniowie i nauczyciele próbują sprawiać wrażenie normalnej placówki edukacyjno-wychowawczej każde z nich wie, że to co innego. W normalnej zawodówce nie uczą zabijać istot magicznych.. prawda?
Gdy ten spytał się o jej numer sięgnęła do torby po komórkę i przeszukała w kontaktach, coby swój znaleźć. Nie miała zbyt dobrej pamięci, więc nigdy nie pamiętała swojego numeru.. Cóż, położyła przed chłopakiem telefon z wyświetlonym numerem, żeby mógł go sobie przepisać i podparła policzek na dłoni uśmiechając się lekko. Moonyś wciąż uważała, że uśmiech Raqu był uroczy i nie zapowiadało się na to, by zmieniła zdanie.
- Jak przepiszesz wpisz swój. - odparła jeszcze, ale nie chciała prosić o zdjęcie do listy kontaktu. Kiedyś to nadrobi!
W pewnym momencie utkwiła wzrok w godzinie, która wyświetlała się w górnym, prawym rogu. Przez chwilę poczuła się tak, jakby się na coś spóźniła, jakby zapomniała o czymś bardzo ważnym. Dopiero potem otworzyła oczy szeroko ze zdziwienia i palnęła się w łepetynę.
- Zapomniałam, że mam iść na misję z Kazu! - westchnęła i podniosła się z miejsca zostawiając komórkę jeszcze na miejscu, jeśli ten by przepisywał dalej numer. Owinęła szybko szyję szalikiem i jednym krokiem zbliżyła się do Raqu i dała mu buziaka w policzek. Takiego buziaka z prawdziwego zdarzenia, cholera!
- Dziękuję za kawę, za ciastko i za świetne towarzystwo. Zadzwoń, jeśli kiedyś będziesz chciał ze mną gdzieś wyjść. - odparła wciąż będąc dość blisko niego, a potem uśmiechnęła się tylko, wzięła komórkę i ruszyła do wyjścia szybkim krokiem.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t270-moony-wbija-na-parkiet-i-od-ra

avatar
Uczeń NOT
Posty : 14
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 23
Skąd : Na pewno nie z Sosnowca

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Sie 31, 2015 6:16 pm

Zbliżał się wieczór, słońce chyliło się ku zachodowi dając na horyzoncie pomarańczową poświatę, ale na zewnątrz dalej było ciepło, nie za gorąco, ani nie za chłodno wręcz idealnie. To była odpowiednia pora na spacer po centrum miasta. Czerwonowłosa przechadzała się ruchliwymi ulicami miasta oglądając kamienne budynki i zupełnie olewając ludzi wokół siebie. W pewnym momencie wpadła na jakiegoś mężczyznę. Spojrzała na niego spode łba piorunując wzrokiem. Gdyby było to możliwe to już dawno jej spojrzenie by go zabiło.
- Uważaj jak chodzisz frajerze - fuknęła i ominęła faceta nie czekając na jego ripostę. Usłyszała tylko przekleństwo skierowane w jej stronę, ale zupełnie spłynęło to po niej jak po kaczce, nie odwracając się pokazała mu środkowy palec i szła dalej zastanawiając się co może ciekawego dzisiaj zrobić. Omijała kolejne budynki i lokale, inne bardziej interesujące, przyciągające wzrok inne szare, nudne i ogólnie w ogóle nieinteresujące. Już chciała włożyć ręce do kieszeni, to taki jej mały nawyk, ale w momencie wkładania zdała sobie sprawę, że założyła takie ubranie, które owych kieszeni nie posiada (patrz profil). Warknęła tylko z irytacją, po kilku minutach zatrzymała się przed jedną z kawiarni patrząc na "wesoły" szyld. Zdała sobie sprawę, że to jedna z tańszych imitacji Starbucks'a. Oj jak ona nienawidziła Starbucks'a to było dla niej istne mrowisko pełne nadętych snobów którzy myśleli, że pijąc w tym "syfie" (bo ciężko nazwać to kawiarnią) myśleli, że są elitą, vipami wśród vipów. Rzygać jej się chciało na samą tą myśl, ale na szczęście ta odmiana była inna, wszystkie snoby trzymały się z dala od tej kawiarni myśląc, że to ujma na honorze, "przecież to nie Starbucks nie możemy tu siedzieć, jeszcze ktoś zauważy". Mia uśmiechnęła się wyobrażając sobie dwie osoby które toczyłyby własnie rozmowę o tym, dlaczego nie spróbować tańszej odmiany. Jej to nie przeszkadzało, gdyż nie "szastała" kasą na prawo i lewo, a kawy można było się od czasu do czasu napić. Ironia losu, piła kawę mimo iż nie za bardzo za nią przepadała. Weszła wolnym krokiem do środka od razu szukając takiego miejsca, aby było jak najmniej ludzi. Miała szczęście bo w lokalu nie było tłumów, a jej ulubiona czerwona sofa była wolna, a w pobliżu zero jakichkolwiek ludzi. Szybko ruszyła w jej stronę i energicznie usiadła z lekkim westchnieniem. Dziewczyna nie potrafiła zachować dobrych manier więc widząc kelnera zaczęła pstrykać palcami patrząc na niego na znak, że ma podejść bo chciałaby coś zamówić. Kelner nie okazywał jakichkolwiek uczuć, uśmiechał się bo tak wypadało i zapytał czego ona sobie życzy.
- Pomyślmy...duża kawa mrożona z bitą śmietaną i kawałek tarty malinowej - wzięła menu ze stolika, udając, że studiuje je, ale i tak zawsze brała to samo, chyba, że nie mieli tarty wtedy moli się za przeproszeniem wali*. Kelner skinął głową i odszedł, a ona rozsiadła się wygodnie opierając łokieć na oparciu sofy i kładąc brodę na dłoni wpatrywała się w ulicę za oknem. Nudy jak zwykle, gdyby nie nowy mistrz pewnie umarłaby, nie potrafiła zająć się sobą za bardzo kiedy miała zbyt dużo wolnego czasu. Jak mu w ogóle było na imię? Skupiła się nieco. Sh...Shi...Shiroi? Shiru? Eh...jakoś tak, wywróciła oczami na samą myśl o tym. Nie była dobra w zapamiętywaniu imion, kiedy tak się zamyśliła to przyszedł kelner z jej zamówieniem. Nie podziękowała, oczywiście olała go bo teraz była zajęta. Sobą i swoimi myślami. Zastanawiała się jak to będzie i czy długo z nim wytrzyma, a może nie dogadają się i rozstaną szybciej niż może sobie to wyobrazić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t635-mia-jestem-3

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 24
Skąd : Himitsu~~

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Sie 31, 2015 7:03 pm

Shirai przechadzał się drogą, jak zwykle nie zważając za specjalnie uwagi na czas. Nie był z nikim umówiony, nie miał również planów, więc czemu miałby się przejmować takimi drobiazgami? Młodzieniec przystanął na moment w miejscu. Jego głowa, zaczęła powoli unosić się ku górze, zaś prawa dłoń, zaczęła poprawiać grzywkę.
- Cholera, jak dziś gorąco. Utrapienie z tymi upałami.
Słońce padało na jego twarz, jednocześnie odbijając się od czyściutkich okularów. Po dłuższym czasie tępego gapienia się na ogromną kulę gazową, Shirai opuścił głowę i wolnym krokiem ruszył przed siebie. Jego oczom ukazywały się kolorowe plamki, to kara za wlepianie wzroku w płonącą gwiazdę. Na szczęście, jak zwykle plamki dość szybko zniknęły, a sam dwudziesto dwu latek, mógł szybszym krokiem, ruszyć na przód. Po drodze mijał kawiarnie, sklepy, stragany z żywnością i kwiatami. Ludzi na ulicach nie brakowało, pomimo tego co ostatnio dzieje się w Death City. Shirai czuł się nieco bezbronny bez Saruicchiego i niedawno poznanej Mii, lecz nie obawiał się o swe życie. Dobrze wiedział, że poza umiejętnościami walki, posiadał jeszcze jedną ”broń”, którą był zręczny język. Tak... dyplomacja i ogłada są cechami ludzi mądrych. Mniejsza o to. W którymś momencie wpadł mu do głowy pomysł, by odwiedzić kawiarnię. O tak, kawiarnia. Miejsce w którym doświadczeni ludzie robią kawę, która dla samego Munakaty, była niczym ambrozja dla bogów greckich. Na jego szczęście, przed jego oczami ukazała się kawiarnia. Nie żeby była znana, ale z braku lepszych opcji, mogła być. Mężczyzna ruszył przed siebie, stawiając stanowczo krok za krokiem. Gdy znalazł się u drzwi, nacisnął na klamkę, popchnał drzwi i poczuł zapach świeżo mielonej kawy. Uwielbiał ten zapach, prawie poczuł kawowy głód. Rozejrzał się po wnętrzu pomieszczenia. Kameralne wnętrze, prawie opustoszałe. Jednakże oczom Shiraia, ukazała się czerwonowłosa piękność. Już miał podejść do niej z szerokim uśmiechem, gdy zdał sobie sprawę z tego, że to Mia. Przystanął w miejscu i zaczął rozważać dwie opcje. Pierwszą było wyjście z kawiarni i nienarzucanie się. Drugą natomiast, było zamówienie kawy i próba rozmowy. Z myślotoku, został wybity, przez pstrykanie palcami. Tak... cała Mia. Munakta, podszedł do lady z zamiarem złożenia zamówienia.
- Poproszę cappuchino waniliowe i jabłecznik.
Następnie wskazał, gdzie ma zamiar usiąść i ruszył w stronę czerwonej kanapy. Gdy znalazł się wystarczająco blisko, zasiadł z lekkim dystansem, obok miejsca Mii i powiedział.
- Witam serdecznie moja Pani, jak ci minął dzień? Pytam, ponieważ mój nie należał do zbyt owocnych, dopóki nie spotkałem ciebie.
Poprawił okulary i spojrzał na towarzyszkę rozmowy, wyczekując jej odpowiedzi. W końcu jakby nie było, jest ona jego bronią, więc musiał zadbać o to, by choć powoli zmieniać ich stosunki z neutralnych na przyjazne. Dokładnie pamiętał, jak wielki potencjał w niej ujrzał i jak wiele pracy go czekało. Gdy po dłuższym czasie, przyszło jego zamówienie, podziękował i podniósł filiżankę z gorącą cieczą w środku. Wziął drobny łyk , jednocześnie smakując pianki. Kawa była delikatna zarówno pod względem smaku, jak i aromatu. Nie było to tym, czego oczekiwał władający, lecz nie było też najgorszą kawą, jaką zdarzyło mu się pić w Death City. Kolejnymi czynnościami, było odłożenie filiżanki i wypowiedzenie kilku dodatkowych, tudzież zbędnych słów.
- Pasujesz do tego miejsca. Czerwonowłosa Pani na czerwonej kanapie. Niczym królowa na swym krwawym tronie.
Zaśmiał się delikatnie, po czym czekał na dalszą reakcję towarzyszki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t638-shirai#3638

avatar
Uczeń NOT
Posty : 14
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 23
Skąd : Na pewno nie z Sosnowca

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Sie 31, 2015 7:22 pm

Dziewczyna myślała o różnych rzeczach od tych które wydawały się drobnostkami nic niewprowadzającymi do jej życia po te już poważne, które decydowały o jej losach. Z zadumy wyrwał ją znajomy głos, który już chyba gdzieś słyszała. Leniwie podniosła głowę i spojrzała na osobę która uraczyła ją swoją osobą, a jej ręka spoczęła na kolanie.Lekko zmrużyła oczy próbując sobie przypomnieć kto to? A może jakiś zboczeniec znów ją zaczepia. Po chwili jednak ją olśniło.
- Hmmm...eee...Shiroi tak? - zapytała niepewnie, gdyż nie pamiętała zbyt dobrze imienia swojego władającego. Miała nadzieję, że ten chciał ją tylko zaczepić, powiedzieć jakieś mało istotne rzeczy jakie mówi władający swojej broni, a potem iść, ale nie on musiał tu usiąść. God damn it. Irytował ją jak wszyscy zresztą próbował być miły na silę, czemu wszyscy udają, bo tak wypada? Wali* to ona była szczera, przynajmniej ona, do bólu, ale zawsze lepsze to niż udawanie, czy nie?
- Gówno mnie interesuje twój dzień, nie zapytałam cię o niego - odburknęła, jak zwykle była ordynarna, a jej oczy, aż płonęły, to ją nakręcało, złość, gniew i inne tego typu rzeczy. Nie wie dlaczego zgodziła się na bycie jego bronią, może spowodowała to nuda i chęć zrobienia czegokolwiek, jakaś zmiana w życiu czy coś. Jeśli on serio chciał być jej mistrzem to musiał pokazać, że on ma tu władzę, jakoś ją...no nie wiem, zafascynować czy coś w ten deseń, w sumie ona sama nie wie czego chce. Jak zwykle wszystko musi być pochrzanione.
- Przestań nazywać mnie Panią, mam na imię Mia do cholery Shiroi. Jak chcesz, żebym była Panią to zaraz się nią stanę, ale to nie będzie dla ciebie miłe doświadczenie wysyczała, wreszcie pękła, zresztą ona zawsze szybko traciła kontrolę więc to nic nowego. Wkurzało ją to, popisywał się tylko nadęty bufon. Chyba jej mistrzowi przydałoby się trochę dyscypliny chyba, że pójdzie po rozum do głowy i będzie zwracał się do niej normalnie. Co to niby miało być? Jest jej niewolnikiem czy nieznajomym, że tak mówi? Pff, żałosne. Wzięła widelczyk do ręki i nabrała na niego trochę tarty po czym wzięła ją do ust, przeżuła chwilę i połknęła. Mmmm...pyszności od razu się jej lepiej zrobiło. Na dokładkę nabrała na łyżeczkę trochę bitej śmietany i również włożyła ją do ust. Chrzanić kalorie, pójdzie w cycki, a takie przyjemności były najlepsze. Nic tak nie poprawia humoru jak słodycze, albo jedzenie, które się uwielbia. Nie podzieli się z nikim nawet z Shiraiem, była zbyt samolubna, zresztą miał swój ohydny jabłecznik, a fe, nie lubiła za bardzo tego ciasta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t635-mia-jestem-3

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 24
Skąd : Himitsu~~

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Sie 31, 2015 7:51 pm

Dziewczyna emanował wrogością i nienawiścią. Nawet nie wiedziała, jak wiele frajdy sprawiała w ten sposób Shiraiowi, który przecież kochał poznawać psychikę, reakcje i sposoby myślenia innych osób. Mia była szczególnym przypadkiem, ponieważ poza ogromnym temperamentem, był też bardzo spokojna we własnym świecie. Młodzieńcowi nie przeszkadzało to, że przekręcała jego imię, niezależnie od tego czy było to umyślne, czy też nie. Wiedział bowiem, że gdy zacznie ona pamiętać jego imię, lub po prostu je wymawiać, będzie to znaczyło, że robią krok w przód.
- Nie ma co się złościć Miu. Skoro nie lubisz być traktowana z szacunkiem, mogę cię traktować, jak narzędzie. Decyzja należy tylko do ciebie.
Uśmiechnął się do siebie, jednocześnie nabijając kawełek ciasta na malutki widelczyk. Wziął je do buzi, po czym popił swoją zamówioną cappuchino. Widok zachwycającej się swym pożywieniem dziewczyny, przyniósł Munakacie do głowy pewien pomysł. Mimo to, że wiedział dobrze, że to co planuje zrobić, najprawdopodobniej nie będzie dobrze odebrane. Władający podniósł ponownie kubek z kawą, wstał z miejsca i stanął za siedząca na kanapie Mią.
- Broń, broń, broń. Takie puste słowo, a tak wiele znaczy. Broń może nas zabić, obronić, albo najzwyczajniej w świecie być zwykłym naczyniem, bez duszy. Kim ty jesteś? Albo może... kim chciałabyś być?
Po tych słowach, zbliżył swą twarz do jej ucha, zaś dłoń obwinął w okół jej szyi. Wiedział, że w tym momencie dziewczyna miała tylko dwie sensowne opcje. Zachować spokój, przy czym zrobić krok stronę panowania nad samą sobą, lub zachować agresywnie, co mogło się skończyć skaleczeniem władającego lub jego morderstwem, przy czym to drugie oznaczałoby, że jest zbuntowaną bronią, przez co EAT w przyszłości musiałoby ją zniszczyć. Granatowowłosy uwielbiał skrajne sytuacje, to one sprawiały, że każdy postępował w zgodzie ze swym prawdziwym ja. Skoro nie mógł słowami dojść do porozumienia, zostały mu tylko czyny.
- Każde z nas, ma swoją złą, czy mroczną stronę. Działa to jednak jak karta, jedna strona jest dobra, druga zaś zła. Którą mi pokażesz dzisiaj?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t638-shirai#3638

avatar
Uczeń NOT
Posty : 14
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 23
Skąd : Na pewno nie z Sosnowca

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Sie 31, 2015 8:08 pm

Coraz bardziej ją denerwował, nieważne co robiła i jak się zachowywała to on pozostawał spokojny i opanowany. Co za nadęty bubek, aż krew się w niej gotowała taki typ ludzi był dla niej najgorszy, czemu? Bo lubiła widzieć złość innych wywołaną przez nią samą to dawało jej dużą satysfakcję.
- Aha czyli mówiąc mi po imieniu okazujesz mi brak szacunku? Hmm...ciekawa teoria czyli według twojego myślenia nazywając ciebie po imieniu też ci pokazuje brak szacunku? To dobrze, bo ja szacunku do ciebie nie mam - powiedziała z satysfakcją w głosie i uśmiechnęła się złośliwie. Chce wojny? Dobra będzie ją miał Mia należała do bardzo upartych osób więc szybko nie odpuści. Znów nabrała kawałek tarty, a następnie zjadła całą bitą śmietanę, teraz mogła przejść to wypicia kawy mrożonej, trochę szkoda bo bitą śmietanę mogła jeść i jeść, była pyszna szczególnie z w kawiarniach. Wzięła łyżeczkę do latte którą jej podali do kawy i zamieszała napój, po chwili odłożyła ją na talerzyk, podniosła szklankę do ust i upiła duży łyk. Kawa jak zwykle była lekko słodka i nie za gorzka, czyli taka jaką lubiła. Po chwili jednak uświadomiła sobie, że mężczyzna stanął za nią i coś mruczał pod nosem, irytujący.
- Czy ty zawsze odwalasz taki szajs? Co to w ogóle za teksty, dziwny jesteś, zamiast postawić kawę na lawę to pie****isz jakieś farmazony - burknęła stawiając szklankę na swoje miejsce po czym przechyliła głowę do tyłu, żeby go lepiej widzieć. Ku jej zaskoczeniu Shirai złapał ją za szyję, tego się nie spodziewała. O nie...tylko nie szyja...może się to wydawać zabawne lub dziwne, ale szyja Mii była, jakby to dobrze określić, dość czułym miejscem. Kiedy tylko poczuła jego delikatne palce na swojej skórze jęknęła cichutko, na jej policzki wszedł rumieniec w kolorze jej rubinowych włosów. Mia tylko patrzyła na Shiraia, jej źrenice zrobiła się duże, teraz wyglądała bardzo niewinnie. nie potrafiła wydusić z siebie, ani słowa, dobrze by było jakby ją puścił, nie powinien tego robić w publicznych miejscach, ale skąd miał wiedzieć, że to wyjątkowe miejsce na jej ciele? Wszak dopiero co się poznali i prawie nie znali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t635-mia-jestem-3

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 24
Skąd : Himitsu~~

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Sie 31, 2015 8:35 pm

Gdy dziewczyna, jęknęła cichutko na jej policzki wszedł rumieniec w kolorze jej rubinowych włosów, Shirai uśmiechnął się do siebie. Od razu domyślił się, ze to jej słaby punkt i ma ją w garści. Gdy Mia tylko patrzyła na Shiraia, a jej źrenice zrobiły się duże, ten uśmiechnął się w duchu,i powiedział.
- Skoro nie chcesz być grzeczna i nie lubisz być traktowana z odpowiednim szacunkiem, będę cię traktował inaczej. Pokaże ci teraz, jak traktuję narzędzia, a nie Panie.
Powoli unosił rękę w uchwycie ku górze, by dać znać przemądrzałej dziewczynie, że ma wstać, jeśli nie chce się udusić. Wyprowadził ją poza teren kanapy, zaś drugą ręką, wyciągnął portfel. Nie martwił się ludźmi, w końcu był uczniem zawodówki śmierci, a nie byle szczylem. Następnie podszedł wraz ze swą ofiarą do lady i polecił , by obsługa wyjęła należność z jego portfela, po czym wsadziła mu ją z powrotem do kieszeni płaszcza. Tamci w lekki strachu, wykonali polecenie, po czym otwarli drzwi wyjściowe, sugerując, że lepiej będzie gdy wyjdziemy.
- Zawstydzona? Teraz przejdziemy się ulicą byś wiedziała, że każdemu należy się szacunek.
Munakata, ruszył do przodu , jednocześnie biorąc ze sobą dziewczynę. Jego ręka trzymała szyję mocno, lecz jednocześnie na tyle delikatnie, by nie dusić czerwonowłosej. Idąc tak przez ulicę, rzecz jasna zwracali na siebie uwagę. No i przyplątało się kilku gagatków. Mieli w planach, jak to mówili ”odpowiednio zająć się tą pięknością”. Władający nienawidził takich śmieci jak oni. Puścił więc dziewczynę, poprawił okulary i podszedł do pierwszego z brzegu. Wymierzył mu cios prosto w twarz, po czym powalił go na ziemię kopniakiem z buta. Ten zdenerwowany, zawołał resztę bandy. Mężczyźni rzucili się na Shiraia z kijami i innymi narzędziami. Granatowowłosy został pochwycony przez dwóch większych z nich, a przez resztę bity. Mia zaś, była wolna, oprychy tymczasowo nie zwracali na nią większej uwagi.
- Będziecie tego żałować gnojki. Nie wiecie z kim macie do czynienia. MIA!!!
Ktoś by pomyślał, że błaga dziewczynę o ratunek, albo może chce, by ta uciekała. Odpowiedź znała tylko magiczna broń, stojąca i obserwująca całe zdarzenie. Co zdecyduje się zrobić? Od niej zależy, jak bardzo ucierpi Shirai. Jakby nie było przed chwilą nieźle sobie nagrabił, lecz z drugiej strony, może jest bezbronny? A może to wszystko jest ukartowane od samego początku? Tak czy inaczej, wszystko w rękach małej buntowniczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t638-shirai#3638

avatar
Uczeń NOT
Posty : 14
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 23
Skąd : Na pewno nie z Sosnowca

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Sie 31, 2015 8:54 pm

No to się wkopała jak zwykle przez swój cięty język, czasem miała ochotę być małomówną dziewczyną, ale to zawsze było takie trudne ponieważ nie potrafiła panować nad emocjami. Posłusznie wstała, nie chciała się tutaj z nim szarpać, zresztą nawet nie dałaby rady, może gdyby trzymał ją za rękę czy coś innego to jeszcze by sobie poradziła, wyrwała się, uderzyła go czy coś w tym stylu. Podeszli razem do kasy, boże co za wstyd, a najgorsze jest to, że nie dokończyła swojej pysznej tarty i kawy mrożonej, dobrze, że chociaż zdążyła zjeść bitą śmietanę. Miała nadzieję, że zaraz ją puści, przynajmniej jak wyjdą to ten odpuści, ale...zaraz, on chyba sobie żartuje! Wtedy do jej uszu doszły słowa Shiraia. Oj, pożałuje tego, kiedyś będzie musiał ją puścić, a wtedy niech się modli, aby szybko i zwinnie uciekł bo inaczej ona go pogrzebie żywcem i bardzo okaleczy. Najgorsze było to iż była bezbronna, a dla czerwonowłosej nie było nic innego jak uczucie tej niemocy. Do tego jeszcze ci kolesie co ją zaczepiali, gdyby tylko Shirai ją puścił, zabiłaby ich wszystkich, łącznie z chłopakiem oczywiście, jego zostawiłaby sobie na deser. I wtedy stało się coś czego się nie spodziewała, okularnik puścił ją wreszcie, ale ku jej zdziwieniu uderzył jednego z tych szui. No niestety porwał się z motyką na słońce, jednemu lub dwóch dałby radę sam, ale z większą ilością? Zaczynało się robić trudniej, szczególnie kiedy tamci zaczęli go okładać. Może i dobrze, powinien dostać nauczkę, może wtedy zrozumiałby, że nie należy za bardzo rzucać się w oczy na ulicy, ani popisywać i pokazywać wszystkim kto ma władzę i jest panem wszystkiego. Spodobało jej się kiedy zwrócił się do niej z pomocą, już miała odejść, ale uświadomiła sobie, że jeśli ci za bardzo by się zagalopowali i jeszcze pozbawili go życia, to ona nie dałaby mu należytej kary. A niech to, musiała odpuścić. Ruszyła w jego stronę mocno się skupiając i po chwili dziewczyna stała się ciemnoczerwonym światłem, które zaczęło zmieniać kształt i wtedy w stronę Shiraia leciała już szkarłatna kosa z płomiennymi ostrzami w kształcie długich pazurów.
- Kiedy damy im nauczkę to będę musiała wymierzyć ci porządną karę - powiedziała Mia ukazując się w płomieniu największego z pazurów po tym jak chłopak ją złapał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t635-mia-jestem-3

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 24
Skąd : Himitsu~~

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Sie 31, 2015 9:15 pm

Chłopak przez moment myślał, że może mieć bardzo duże kłopoty. Co prawda planował zwrócić uwagę, ale nie całej bandy zboczeńców i pomyleńców. Tak naprawdę kto wie co by mu zrobili, jeśli nie otrzymałby na czas pomocy. Był jednak pewien problem. Dziewczyna była kosą i znajdowała się w jego rękach, lecz przez jej złość na partnera, rezonans był bardzo mały. Utrzymanie jej formy i posługiwanie się nią w tym stanie byłoby bardzo męczące. Tak naprawdę miał jak zwykle z resztą wiele szczęścia. Krótko mówiąc, gdy banda opryszków zobaczyła ogromną, płonącą kosę, zdała sobie sprawę z tego z kim zadarli. W strachu rozbiegli się na wszystkie strony. Munakata chciał za nimi ruszyć, lecz gdy zamachnął się kosą, stracił kontrolę. Kosa poleciała ku gorze, stając się przy tym na powrót dziewczyną. Wszystko byłoby okej, tylko, że problem polegał na tym, że trzeba było ją teraz złapać. Granatowowłosy, ruszył przed siebie, starając się zapobiec jej upadkowi.
- Spokojnie, mam cię!
Krzyczał , łapiąc ją i upadając na plecy. Było słuchać jak władający wykrztusił powietrze i rozłożył się chwilowo bezwładnie na ziemi. Najważniejsze dla niego było to, że Mia była bezpieczna. Wiedział, że lekko przesadził, ale jego kodeks moralny podpowiadał mu, że wyszło na dobre. Leżąc na ziemi z dziewczyną na sobie, patrzył w niebo i dodał.
- Już wieczór. Jak cię poznałem, też było ciemno, lecz twój blask rozjaśnił mi tamten dzień. Nie jesteś taka straszna, jak pokazujesz.
Po tych słowach chłopak pochwycił w jedną z dłoni jej włosy i pogładził je. Były takie delikatne. Sama dziewczyna zachowywała się jak jakieś dzikie zwierze, które jest nieufne i broni tego, co dla niego jest cenne. Shirai uwielbiał czerwonowłosą, choć wiedział, że nigdy nie będzie miał z nią łatwo.
- Cieszę się, że na siebie wpadliśmy. Przynajmniej nie był to kolejny, nudny dzień.
Po tych słowach puścił jej włosy i głośno westchnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t638-shirai#3638

avatar
Uczeń NOT
Posty : 14
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 23
Skąd : Na pewno nie z Sosnowca

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Sie 31, 2015 9:28 pm

Dziewczyna wiedziała, że jeśli się nie postara to daleko nie zajdą, nie chciała być też wiecznie utrapieniem bo w końcu chłopak by się zdenerwował i ją porzucił, a wtedy Shibusen by się to nie spodobało i wyznaczono by jej eksterminację, a ona nie miałaby ochoty użerać się z bandą świrów. Cóż, wiedziała, że kiedyś nadejdzie dzień iż będzie musiała znaleźć sobie mistrza. Przez chwilę myślała, że wszystko zmierza ku dobrej drodze, dobrze, że banda tych pomyleńców wystraszyła się u uciekła bo inaczej byłoby kiepsko. Poczuła jak na powrót przybiera ludzką postać i zaraz przytuli twardą ziemię i to nie będzie miłe. Pojawią się siniaki, a ona nie chce mieć siniaków. Wtedy doszły do niej słowa Shiraia i rzeczywiście złapał ją, miała dość miękkie lądowanie, ale dla niego na pewno nie było to ani trochę przyjemne.
- Pamiętam, wiesz, że uwielbiam noc? Ma ona w sobie coś magicznego, ale jednocześnie dzikiego i fascynującego - odpowiedziała na jego słowa podnosząc się lekko na rękach i patrząc na jego twarz. Jak zwykle nie wyrażała żadnych emocji. Po chwili poczuła jak chłopak wziął do ręki kosmyk jej włosów, powinna zejść z niego i na dokładkę go uderzyć? No dobra jest na niego zła, ale na dziś chyba starczy mu rewelacji.
- Ja się nie cieszę, bo nie pozwoliłeś dokończyć mi ciasta i kawy, a ponadto ośmieszałeś mnie na oczach innych, powinnam cię za to uderzyć - powiedziała i po chwili uderzyła go pięścią w ramię, ale jednak niezbyt mocno po czym wstała, otrzepała się poprawiając pogniecione ubranie i spojrzała na chłopaka opierając dłonie na biodrach i wywracając oczami.
- Może...chciałbyś iść do parku czy do mnie? Moglibyśmy poćwiczyć - dodała szybko dziewczyna odwracając wzrok i mówiąc to pewnym głosem nie zdradzającym żadnych emocji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t635-mia-jestem-3

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 24
Skąd : Himitsu~~

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Wrz 01, 2015 6:10 pm

- Też nie dałaś mi możliwości delektowania się moim jabłecznikiem i kawą...
Powiedział, zauważając cynizm dziewczyny. Jednak mimo wszystko uśmiechnął się do siebie. Już miał dodać kolejne zdanie do tego co powiedział, gdy z toku myślowego, wyrwało go nie zasilne uderzenie w ramię. To było dość urocze, ponieważ broń jak na postać wredną i stanowczą, była delikatna. Kompletnie to do niej nie pasowało, ale tym lepiej dla Shiraia. W pewnym momencie dziewczyna wstała, otrzepała się i jakby udając, że nic się nie stało, zaproponowała by udać się do parku, lub do jej domu. Brzmiało to jak zaproszenie na jakąś randkę, czy coś. Jakby nie było Munakata, nie miałby nic przeciw temu, ale nie za szybko? Wtem dotarła do niego reszta zdania. Trening po nocy, poza szkołą? Generalnie pomysł nie byłby zły, ale w parku mogliby przypadkiem skrzywdzić człowieka, co jest bardzo surowo karane, przez władze zawodówki. A w domu mogliby coś zniszczyć. Pomijając kwestię zniszczenia, dodatkowo dochodziło zmęczenie i poobijanie władającego.
- Możemy iść do ciebie lub do parku, ale myślę, że w moim obecnym stanie trening, odpada. Co powiedziałabyś na coś spokojniejszego?
Granatowowłosy nie miał jakiegoś specjalnego pomysłu, w jaki sposób mogliby spędzić czas. Tak naprawdę nie znał jeszcze za dobrze nawyków ani hobby swej partnerki. Mężczyzna wstał więc z ziemi, otrzepał swe ubranie z kurzu i innych śmieci, poprawił fryzurę i okulary, po czym stanął dumnie i powiedział.
- Może zróbmy po prostu coś, czym się interesujesz, lub coś na co miałabyś ochotę. Co ty na to?
Shirai uśmiechnął się, a następnie wyciągnął rozłożoną dłoń w stronę czerwonowłosej towarzyszki. Liczył, że ta w geście zaufania, pochwyci ją i zaprowadzi go tam, gdzie tak naprawdę w tym momencie chciałaby być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t638-shirai#3638

avatar
Uczeń NOT
Posty : 14
Data dołączenia : 28/08/2015
Wiek : 23
Skąd : Na pewno nie z Sosnowca

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Wrz 08, 2015 10:49 pm

Dziewczyna założyła ręce na biodrach i spojrzała ponownie w gwieździste niebo. On miał jednak rację, dostał po mordzie i teraz nici z jakiegokolwiek treningu. Gdyby jednak tamci wrócili lub stałoby się cokolwiek innego to ona będzie musiała bronić jego tyłka. Do czego to doszło, żeby kobieta musiała bronić faceta no ludzie... W tym momencie Shirai wyciągnął do niej rękę, ale niestety Mia przestała go słuchać w pewnym momencie i nie za bardzo wiedziała o co mu chodzi. Patrzyła na jego dłoń zdezorientowana mrugając oczami.
- Em...nooo, masz racje - powiedziała odwracając od niego wzrok. W duchu biła się z myślami, najlepiej by go zostawiła tutaj i wróciła do siebie, ale z drugiej strony co jeśli coś mu się stanie, a ona zostanie bez partnera i tym razem nie ma zmiłuj i Shibusen rozprawi się z nią? Dostała już ostrzeżenie, a Shirai tak naprawdę był jej ostatnią deską ratunku. Westchnęła tylko i spojrzała niezadowolona na niego.
- Ok to idziemy, ale to nie znaczy, że cię lubię dobra? - burknęła łapiąc chłopaka za rękę i razem szybkim krokiem oddalili się od gwarnego centrum.

(z/t oboje)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t635-mia-jestem-3

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Wrz 14, 2015 9:06 pm

Pomimo, że nie chodziła do szkoły tak znowu długo, była dość znudzona swoim otoczeniem. Niby nie lubiła nowości, ale jednak ciągła konieczność oglądania tego samego nieco ją drażniła. Tamtego popołudnia skorzystała więc z dnia wolnego i udała się do najbliższej kawiarni, jaką udało jej się wypatrzyć. Nie żeby miała ochotę spędzać tam czas - ten mały wypad miał być zaledwie małą odskocznią od codziennej rutyny. Ku ogromnej rozpaczy dziewczyny, pogoda wciąż dopisywała. Nie mogła co prawda nazwać swojej ojczyzny krajem zimnym, ale nie przyzwyczaiła się tam do trwających dzień w dzień trzydziestostopniowych upałów. Nie mówiąc już o tym, że naprawdę nienawidziła takich temperatur.
Nie porzucając małego marzenia o zbawiennym deszczu, Viv weszła do lokalu i zajęła najbardziej schowany stolik, jaki udało jej się wypatrzyć. Wybór nie był zresztą trudny, nie zostało wiele wolnych miejsc. Najwyraźniej kawiarnia stanowiła stały punkt spotkań mieszkańców Death City. Uczniów Zawodówki Śmierci ciemnowłosa nigdzie nie dostrzegła i całkiem jej to odpowiadało. Ze znudzeniem sięgnęła więc po menu i bez zainteresowania zaczęła ją przeglądać. Nie bywała często w kawiarniach i najwyraźniej nie doceniała urokliwej atmosfery tego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Wrz 14, 2015 9:36 pm

Młody Rusek przechadzał się energicznym krokiem po mieście. W ustach miał zapalony czarny papieros. Dym z tego papierosa był tak gęsty i intensywny, że wielu przechodni zasłaniało się przed nim bądź przezeń kaszlało. Chłopakowi mało to w sumie przeszkadzało, a wręcz sprawiało lekką frajdę. Słabi ludzie którzy nie doceniają rosyjskiego tytoniu powinni nawet nie wychodzić na ulice.
Przechadzał się tak w sumie w jakimś celu. Celem tym było znalezienie jakiegoś zajęcia na czas wolny od zajęć czytaj wagary. Nie lubił chodzić na te głupie zajęcie. Nie potrzebował treningu, wojna dostarczyła mu go wystarczająco. W sumie to nauczyciel poprosił go, żeby nań nie przychodził bo jeszcze skrzywdziłby jakichś mniej doświadczonych uczniów. Był być może szorstki na wierzchu ale nie sprawiało mu przyjemności wychwalanie się swoimi umiejętnościami, wiedział co umiał i wiedział, że inni uczniowie mogliby przez to zacząć dopytywać się skąd to wszystko potrafi.
Idąc tak i rozmyślając nad tym wszystkim napotkał kawiarenkę. Przypomniał sobie, że od rana nic nie pił, a kawa z whisky na pewno poprawi mu humor. Zaciągnął się mocno ostatni raz wchodząc do kawiarni i wyrzucił niedopałek gdzieś obok wejścia. Zatrzymał dym jeszcze przez chwilę w płucach. Kiedy znalazł się już gdzieś na środku lokalu wypuścił z płuc gęstą chmurę dymu na którą większość znajdujących się tutaj ludzi zareagowała nie bardzo przychylnie. Anzelm uśmiechnął się tylko złowieszczo w ich stronę a Ci wrócili natychmiast do tego co robili. Gdy dym się rozmył ujawnił pełną krasę młodzieńca. Wysoki, dobrze zbudowany. Elegancki strój składający się z kamizelki, spodni do zestawu, białej koszuli i pantofli sprawił, że kilka niewiast westchnęło gdzieś pod nosem z zauroczenia.
Długowłosy podszedł powoli z klasą do baru.

-Macie tutaj Irish Coffee? - zapytał spokojnym i uwodzicielskim głosem dziewczynę stojącą za ladą. Ta przytaknęła tylko nie będąc w stanie wydobyć słów.
Rosjanin uśmiechnął się szczerze i oparłszy łokieć na ladzie rozejrzał się po wszystkich znajdujących się gościach. Szukał kogoś interesującego, kogoś kto zabawiłby go w tym wolnym czasie. Większość ludzi wyglądała zbyt zwyczajnie. Zbyt normalnie szczęśliwi, zbyt przeciętnie przygnębieni albo po prostu przestraszeni jego osobą. Przeklął cicho pod nosem w swoim rodzimym języku. Odwrócił głowę i znalazł. Dziewczyna, najpewniej z Shibusen, nowa. Wyglądała inaczej, miała wokoło siebie pewną dozę oddalenia się od reszty świata. Może nie tyle, że ten świat ją nudził... Ale nie poruszał za bardzo. Jakby starała się znaleźć w tym świecie coś interesującego a spotkała tylko nudę. Jej wzrok był bystry. Jednooki wskazał kelnerce gdzie zamierza usiąść i zaczął elegancko zmierzać w stronę swojej dzisiejszej ofiary. Uśmiechnął się uroczo do dziewczyny i przysiadł się doń. [/i]
-Czego taka znudzona i zmęczona światem dziewczyna robi w tak pospolitym miejscu jak to, ma fleur? - zadając pytanie założył nogę na nogę, oparł głowę o dłoń a łokieć o stół. Jego oko drylowało dziurę w oczach dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Wrz 14, 2015 9:54 pm

Trudno było go nie zauważyć, a już tym bardziej, gdy było się Viviką. Przybycie nieznajomego jej chłopaka pod żadnym pozorem nie mogło umknąć jej uwadze. Kiedy tylko przestąpił próg, to na nim skupiła swój wzrok. Wysoki. Z jakiegoś powodu dziewczyna zawsze jako pierwszy zauważała wzrost. Ciemnowłosa westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę, że kojarzy go ze szkoły i kontynuowała swoją analizę. Buntownik, ale nie typowy. Nie popisywał się nie mając żadnego doświadczenia i cała jego osoba niemalże tym krzyczała. Jego postawa, jego strój, nawet sam sposób patrzenia na ludzi - władająca widziała, że chłopak nie ma w sobie nic z wymuskanego dziedzica dobrego rodu. Ale ten strój... Dziewczyna uniosła brew. Facet, który może mieć każdą, czyż nie? Facet, który jest błędem każdej. To było jednak za mało, ciemnowłosa chciała wiedzieć więcej, jeszcze zanim podejdzie bliżej.
Słuchała uważnie tego, co powiedział kelnerce. Nie był tutejszy, jego ledwie wyczuwalny akcent wskazywał raczej na wschodnią Europę. Rosjanin, Białorusin? Vivika często słyszała te języki, gdy mieszkała jeszcze na Węgrzech. Nie wiedziała jednak, czym jest Irish Coffee. Postanowiła nadrobić to w późniejszym czasie.
To, że szedł w jej stronę również zauważyła szybko. Nie odłożyła jednak menu. Jeśli będzie czegoś chciał, powie jej. Do końca miała jednak nadzieję, że się rozmyśli. Los chciał jednak inaczej.
- Unika ludzi ze szkolnego otoczenia - odparła. Nieznajomy zaskoczył ją po raz pierwszy. Niewielu ludzi patrzyło jej w oczy. - Jak widać bardzo nieskutecznie. Jeśli czegoś potrzebujesz, trafiłeś źle.
Chłopak nie wydawał się Vivice osobą, z którą potrafiłaby się dogadać, a granie miłej nie należało do jej mocnych stron. Sądziła więc, że nieznajomy szybko się wycofa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Wrz 14, 2015 10:25 pm

Bingo! - pomyślał chłopak z zadowoleniem. Zauważył, że jego osoba zainteresowała dziewczyna, dobrze. Rybka znalazła przynętę ale trzeba powoli i spokojnie, żeby jej nie spłoszyć. W tym czasie kelnerka przyniosła mu wysoką szklankę z kremową kawą na której szczycie znajdowała się ubita śmietanka posypana lekko startą czekoladą. Uśmiechnął się uroczo do kelnerki i puścił jej całusa. Wrócił po chwili z powrotem do kawy. Pachniała cudownie, a lekki aromat szkockiej whisky w kremowym napoju pobudzał zmysły młodzieńca. Długą łyżeczką nabrał trochę śmietanki i włożył sobie do ust. Mruknął cicho z rozkoszy i słomką upił nieco napoju.
Jego jedno oko miało dziwnie spokojne spojrzenie. Spojrzenie tak nie pasujące do całokształtu Rosjanina, że wydawało się abstrakcyjne. Milczał jeszcze przez chwilę ponownie popijając kawę. Uśmiechnął się niewinnie w stronę dziewczyny.

-Wyróżniasz się. Udajesz brak zainteresowania, jednak obserwowałaś mnie od momentu w którym wkroczyłem do lokalu, prawda? - zagadnął kuszącym głosem dziewczynę.
Kusiło go niemiłosiernie, żeby wyjąć zza kamizelki piersiówkę i dolać wódki do swojej kawy. Stwierdził jednak, że woli podroczyć się z dziewczyną. Wiedział, że cały jego wygląd był abstrakcyjny, buntownik w eleganckim stroju. Gdyby ktoś powiedział, że pracuje tutaj jako kelner pewnie każdy by uwierzył. Zjadł kilki łyżeczek bitej śmietanki.

-Jednak mam wrażenie, że to Ty czegoś potrzebujesz ode mnie, nie sądzisz? - [i]zapytał delikatnie zbliżając się twarzą w stronę dziewczyny. Nie mocno, nie nachalnie. Lekko i dyskretnie, ciekawiło go jak bardzo ciekawską osobą była. Jak dużo zabawy mogła mu zagwarantować. Wiedział, że będzie to bardzo ciekawa znajomośc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Wrz 14, 2015 10:46 pm

Z ciężkim westchnieniem odłożyła kartę na stół. Nie znalazła tam niczego, na co miałaby ochotę, więc prawdopodobnie poprzestanie na wodzie. W dodatku obecność tego człowieka czyniła zdecydowanie się na cokolwiek trudniejszym. Chłopak wydawał się jednak doskonale bawić w jej towarzystwie, co Vivika uważała za niepojęte i widocznie nie miał zamiaru szybko odejść. Należało szybko zażegnać problem poprzez pozbycie się natręta. W końcu nie po to czarnowłosa wyszła ze szkoły, by spędzać czas z uczniami.
- Rozczaruję cię - zaczęła wyjaśniać beznamiętnym tonem. W gruncie rzeczy nieszczególnie interesowało ją, co poczuje lub pomyśli jej rozmówca. - Obserwuję wszystko, a odchylenia od normy zauważam niezależnie od tego, co w danej chwili robię. Stało się to swoistym odruchem bezwarunkowym. Nie ma to nic wspólnego z moim, jak to nazwałeś, znudzeniem.
Ani na chwilę nie odwracała wzroku. Nie była co prawda przyzwyczajona do tego, że ktoś patrzy jej prosto w oczy, ale czuła, że zrezygnowanie z tego w tamtym momencie oznaczało porażkę. A Viv bardzo nie lubiła porażek, nawet tak prozaicznych. Jednocześnie dziewczyna cały czas wysilała swoją pamięć w poszukiwaniu informacji o tej osobie. Własna niewiedza na jakikolwiek temat również ją irytowała. Wreszcie gdzieś w jej umyśle pojawił się odpowiedni trop. Oczywiście, że słyszała już jego nazwisko.
- Anzelm Veledinskij, lat siedemaście, klasa NOT, prawdopodobnie broń - rzekła na głos. - Nie zjawia się na zajęciach, chociaż jest nowy. Zgaduję, że Rosjanin. Podrywacz. Czego według ciebie mogłabym od ciebie chcieć?
Vivika skrzyżowała ramiona na piersiach. W pewnym sensie czuła się zaintrygowana, ale cały czas miała wrażenie, że ona i Anzelm zbytnio się różnią, by mogła wytrzymać dłużej w jego towarzystwie. Czuła jednak, że konwersacja może się nieco przeciągnąć i cieszyło ją, że jej cichy, niezwracający uwagi głos nie przyciąga spojrzeń pozostałych klientów kawiarni. Gdyby chłopak również zechciał mniej rzucać się w oczy - niektóre panie wciąż mało dyskretnie spoglądały w jego kierunku - władająca byłaby w siódmym niebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Wrz 14, 2015 11:16 pm

Chłopak wysłuchał spokojnie tego, co dziewczyna miała do powiedzenia. Uśmiechnął się szeroko i zaklaskał parę razy w dłonie, zwracając przy okazji uwagę wszystkich w kawiarni. Widział, że dziewczyna nienawidzi kiedy ktoś się nią interesuje. Bawił się jej uczuciami? Owszem, jednak nie był okrutny. To były jedynie niewinne żarty których nie żałował. Nie wiele obchodziło go, że dziewczyna może przez to nabrać do niego dystansu. Nie obchodziło go w sumie zdanie kogokolwiek. Kiedy przestał klaskać splótł palce i położył dłonie na stole. Z racji, iż miał dość długie ramiona, koniuszki splecionych ze sobą dłoni były dosyć blisko jego rozmówczyni. Uśmiechnął się już nieco dyskretniej i bardziej uwodzicielsko.
-Masz rację prawie w każdej kwestii - powiedział chłopak. - Nie jestem jednak, jak to nazwałaś... Podrywaczem.
Zamruczał rozkosznie popijając kolejny długi łyk ze swojej szklanki. Zamknął na ten czas oko, chciał sprawdzić reakcję dziewczyny, dać jej chwilę na poukładanie wszystkiego w głowie. Miała sporą wiedzę na jego temat, ciekawe jak daleką? Roześmiał się w duchu. To był naprawdę dobry pomysł, aby dosiąść się właśnie do tej kocicy. Mówiąc bardzo oklepanym językiem byli niczym ogień i woda. On zmysłowy i destrukcyjny zarazem, ona cicha, spokojna i zabójcza w swoim opanowaniu. Kiedy skończył swoją kawę z rozżaleniem otworzył powiekę i spojrzał na dno szklanki jakby oczekiwał, że zaraz ponownie się napełni. Kiedy jednak to nie nastąpiło podniósł ponownie wzrok na dziewczynę.
-Czego możesz ode mnie chcieć? Sam nie wiem... Może nutki tajemniczości? Kolejnej zagadki do rozwiązania? No chyba, że uważasz iż to co widzisz teraz jest wszystkim co można zobaczyć w mojej osobie - powiedział cicho delikatnie pomrukując. Spojrzał w stronę kelnerki i gestem poinformował Ją żeby ta do niego przyszła. Zamówił sobie ponownie tę samą kawę z whisky, jednak dodatkowo zamówił coś jeszcze. Coś co powiedział kelnerce na uszko, aż jej po plecach powędrowały przyjemne ciarki. - Bo widzisz, wydaje mi się, że potrzebujesz w swoim życiu czegoś co nada mu barwy.
Na chwilę odwrócił wzrok ku oknu i uśmiechnął się sam do siebie. Był to zupełnie inny uśmiech. Czysty uśmiech, bez żadnych intencji - tak samo nie pasujący do chłopaka jak i jego strój. Po krótkiej chwili kelnerka przyszła z zamówieniem. Najwidoczniej kawę dla chłopaka miała już gotową. W filiżance którą postawiła przed dziewczyną było jednak coś innego. Była gęsta gorąca czekolada deserowa pokryta delikatnie karmelizowaną skórką pomarańczy. Gestem dłoni poprosił dziewczynę, aby ta skosztowała na pozór skromnie wyglądającego deseru. Gdy ta to zrobiła poczuć mogła coś czego się nie spodziewała. Nie była to zwykła czekolada z pomarańczą. Na dnie była przyjemnie pikantna i lekko słonawa podsmażona papryczka chilli której smak tworzył idealną harmonię ze spokojnym i wyrafinowanym posmakiem czekolady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Wrz 15, 2015 6:36 pm

I po co tak klaskał? Aż tak potrzebował uwagi? Vivika przewróciła oczami, jak gdyby rozmawiała z nieznośnym dzieckiem. Ani trochę nie rozumiała takiego zachowania. Kiedy wreszcie skończył hałasować dziewczyna miała nadzieję, że zacznie się zachowywać jak należy, ale ponownie nadzieja okazała się złudna. Bliskość Anzelma - szczególnie że była to bliskość fizyczna - zaczynała ją już nieco irytować. Odsunęła się z krzesłem, gdy jego dłonie znalazły się się tuż koło niej.
- Aż trudno uwierzyć - uniosła sceptycznie brew, słysząc słowa chłopaka. - Nie zachowujesz się jak niewinny dżentelmen doceniający płeć piękną. Raczej wprost przeciwnie.
Władająca wciąż nie uważała, by się myliła i nie zamierzała uznać innej wersji nie otrzymawszy dowodu. Ale ciągle go obserwowała, a jej wnikliwy wzrok notował każdy możliwy szczegół, nawet ten najmniej znaczący. Nie lubiła jego wzroku. Wyglądał jakby świetnie się bawił, a Vivika nie miała pojęcia, dlaczego jest taki wesoły.
- Nie szukam zagadek wśród ludzi. Są zbyt prości. I nie potrzebuję żadnej "nutki tajemniczości". O nic cię nie prosiłam i z pewnością nie poproszę.
Dziewczyna patrzyła, jak Anzelm zachowuje się wobec kelnerki oraz jej reakcję. Cóż za idiotka, tak się zachwycać czymś tak niepoważnym jak szeptanie na ucho. Co to za profesjonalizm? Takie ukazywanie wszystkich myśli i pozwalanie na okazywanie uczuć Vivika odbierała jako próby zanudzenia jej na śmierć. Chłopak wydawał się natychmiast nieporuszony całą sytuacją. To także nie dziwiło ciemnowłosej.
- Nie potrzebuję żadnych barw - odparła chłodno, gdy kontynuował rozmowę z nią. - I doprawdy nie wiem, na jakiej podstawie to oceniasz. Jest mi dobrze tak, jak jest. A raczej było, zanim tu przyszedłeś.
Tak naprawdę Viv słyszała podobne stwierdzenia już wiele razy, choć wtedy padały w zupełnie innym kontekście. Na krótko po stracie rodziców, gdy dopiero zaczynała stawać się tą osobą, którą jest dzisiaj, dziesiątki pedagogów twierdziły, że nie musi zamykać się w sobie, że otrzyma pomoc, której potrzebuje. I już wtedy ich nie rozumiała. Nie potrzebowała takich rzeczy. Niczego nie robiła z przymusu, czy losowo - jej zachowanie i podejście do świata było tylko i wyłącznie jej wyborem. Nie widziała powodu, by cokolwiek zmieniać. Dlaczego więc ktoś zupełnie jej obcy wyciągał równie absurdalne wnioski?
Jej rozmyślania na temat przeszłości zostały momentalnie przerwane, gdy dostrzegła, jak chłopak się uśmiecha. Oczywiście, szczerzył się cały czas (kolejna niepojęta cecha), ale ten uśmiech wydał się dziewczynie inny. Nie złośliwy, łagodniejszy. Zupełnie jakby ukradł go innej osobie. Zastanawiające, ale niewystarczająco ciekawe, by zdobyć więcej niż parę sekund uwagi Viviki.
- Nie pasuje ci - mruknęła cicho, chcąc przerwać milczenie. Normalnie by tego nie robiła, ale kiedy Anzelm milczał miała wrażenie, że knuje coś niedobrego. Z dwojga złego wolała, gdy mówił.
To, że otrzymała cokolwiek od kelnerki było niejakim zaskoczeniem, ale nie zastanawiała się długo nad tym, kto zamówił czekoladę. Pokręciła głową z dezaprobatą. Marnowanie pieniędzy. Viv przyjrzała się napojowi i filiżance. Gorąca czekolada, pomarańcza... Wyczuła także jakiś inny aromat, niby znajomy, ale zbyt zniekształcony przez inne zapachy, by mogła go od razu rozpoznać. Zerknęła kątem oka na chłopaka. Jaki miał w tym interes?
- Nie pijam czekolady. Nie lubię słodyczy - poinformowała go, zresztą całkiem szczerze. - Mogłeś zachować takie luksusy dla kogoś innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Wrz 15, 2015 6:58 pm

-Kim jesteś, żeby uważać swoje spostrzeżenia za właściwe? - zapytał chłopak, a jego spojrzenie przez chwilę raziło gniewem i dezaprobatą.
Trwało to jednakże jedynie niewielki ułamek czasu. Dziewczyna wydawała się strasznie zadufana w sobie. Coś go kusiło, żeby utemperować nieco jej charakterek. Jakiś głupi, wredny pomysł. Powstrzymał się jednak. Było coś w dziewczynie, coś bardzo znajomego i nostalgicznego. Nie wiedział dokładnie co to jest, czuł jednak pewną nutkę zrozumienia dla zachowania dziewczyny. Przekręcił głowę na bok obserwując zachowanie niewiasty.
Uśmiechnął się i zabrał ręce ze stołu, nie chciał jej jeszcze bardziej spłoszyć. Mógł zgadywać, ze zachowanie dziewczyny jest pewnego rodzaju systemem obronnym spowodowanym czymś z jej życia. Doskonale wiedział, jak działają tego typu systemy. Sam takowy posiadał, jednak działa on niemalże całkowicie odwrotnie od tego dziewczyny. Nie pragnęła pomocy, było jej z tym dobrze - dokładnie tak samo odczuwał to Anzelm. Obydwoje mieli dosyć ludzi, którzy starali się ich naprawić. Lecz nawet kiedy ma się tak poprzewracane we łbie, zaczyna się tęsknić za uczuciem zrozumienia i chociaż odrobiny akceptacji.

-Nie było moim zamiarem przeszkadzanie Ci - skwitował cicho chłopak po czym popił nieco swojej kawy. - Świat jest jednak zbyt szary i mdły, żeby pozwolić komuś tak podobnemu do siedzenie w samotności.
Jego głos wydawał się jakiś inny. Nie stracił swojej nutki bezczelności jednak stał się nieco delikatniejszy i łagodniejszy. Uśmiechnął się nieco zrezygnowany kiedy zobaczył reakcję dziewczyny na napój który jej zamówił.
-Zapewniam Cię, że ta czekolada nie jest słodka - stwierdził młodzieniec i oparł głowę o rękę. - Zastanawia mnie jednak, czy nie ma jednak czegoś, czego potrzebujesz. Czegoś bez czego pobyt i nauka w tej szkole mogłyby sprawić Ci pewien problem, nie wyglądasz bowiem na kogoś kto zna się na walce w zwarciu, mam rację?
Po tych słowach ponownie wypił kilka większych łyków swojego napoju. Miał nadzieję, że dziewczyna jednak skusi się na odrobinę tej czekolady, szkoda by była jakby się zmarnowała. Wyjął z kamizelki czarnego papierosa i włożył go sobie do ust. Wydobył zapalniczkę i kiedy już miał podpalać końcówkę swojej używki zrezygnował. Westchnął ciężko i schował zapalniczkę z papierosem do kieszeni. Ponownie spojrzał dziewczynie w oczy, było w nich coś intrygującego. Ten chłód z którym patrzyła na wszystko wokoło... Czemu? Co poszło nie tak? Nie wiedział, i sumie nie musiał wiedzieć. Potrzebował władającego, i miał wrażenie, że ich dusze pomimo wszystko zgrałyby się idealnie. Oczywiście, nie mógł jej nic narzucić. Miał jednak nadzieję, że skusi ją możliwość walki na dystans którą gwarantowała jego forma broni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Wrz 15, 2015 7:00 pm

//Pam pam pam, jak zawsze w najmniej oczekiwanym miejscu pojawia się jedna z moich postaci. Mam nadzieję, że się nie obrazicie.//

Wkurzony chodził po całej okolicy zastanawiając się co zrobił nie tak. Czy czegoś szukał? Do pewnego momentu nie. Po prostu chciał wyładować energię, ale po krótkim czasie naszła go ochota na coś słodkiego i gorzkiego zarazem. Nie zgadniecie przed czym się zatrzymał. Akurat los chciał, że była to kawiarnia. Bez większego namysłu podszedł do drzwi i mocniejszym pchnięciem otwarł je po czym podszedł do lady. Przez chwilę zastanawiał się co zamówić. W końcu zdecydował się na czarną kawę i sernik. Następnie skierował się w stronę stolika, który schowany był dość głęboko w lokalu pod ścianą. Usiadł i starał się nie zwracać uwagi na rozmawiających za nim uczniów. Dziewczynę kojarzył z lekcji, ale tego chłopaka nie mógł po kojarzyć. Nawet specjalnie nie próbował. Było mu to obojętne, chociaż dość przeszkadzało mu zbyt pewne zachowanie czerwono włosego (cóż za zbieg okoliczności). ale postanowił się nie wtrącać. Bynajmniej narazie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Wrz 15, 2015 10:08 pm

Zmiana tonu była doskonale zauważalna, ale nie miała żadnego wpływu na zachowanie Viv. Niezależnie od tego, jak zachowywał się jej rozmówca, ona zachowywała nierealny wręcz spokój.
- Jestem po prostu sobą. To mi wystarcza. I rzadko się mylę - odpowiedziała na jego pytanie. Sądziła przy tym, że Anzelm będzie drążył, ale jego postępowanie ponownie się zmieniło.
Te nagłe przeskoki osobowościowe nieco frustrowały dziewczynę. Oznaczało to, że to, co dostrzegła w jednej minucie w następnej traciło swoją aktualność i musiała zaczynać od nowa. Pomimo, że obserwacja przychodziła jej naturalnie, stałe skupianie się na chłopaku na dłuższą metę musiało okazać się męczące. Oczywiście do czasu, aż się nie przyzwyczai. A ten proces powoli się rozpoczynał.
Nie oznacza to oczywiście, że Anzelm nagle przestał irytować ją swoim zachowaniem. Po prostu uznała, że pod tą twarzą casanovy może kryć się coś, czemu warto poświęcić chwilę czasu. Ponadto chłopak nie wydawał się jej głupi - a władająca ceniła ludzi inteligentnych.
- Podobnemu? Co masz na myśli? - Vivika nienawidziła pytań, bo udowadniały jawnie jej braki w wiedzy. Czasem jednak okazywały się nieuniknione, tak jak w tej sytuacji. Nie miała pojęcia, w którym miejscu Anzelm ją przypomina. Czy też może miał na myśli coś innego? Ciemnowłosa przestawała nadążać za jego słowami.
Nie nadążała także za swoimi czynami, ponieważ, kiedy usłyszała, że czekolada nie jest słodka, niemal bezwiednie podniosła filiżankę do ust i upiła łyk. Chili. Szybko zidentyfikowała ów tajemniczy zapach. Nigdy nie piła czegoś takiego. Po chwili jednak odstawiła naczynie na stół z cichym brzękiem. Napój był gorący, a co za tym idzie - nie mogła wypić ani kropli więcej, dopóki nie ostygnie. Gorąca nienawidziła jeszcze bardziej od zadawania pytań.
- Jest w porządku - skomentowała krótko. W jej języku oznaczało to dosłownie "naprawdę smaczne'. Potem zamilkła na chwilę, myśląc nad odpowiedzią. Wiedziała już, do czego dąży Anzelm.
- Jestem dobra w innych rzeczach, nawet jeśli nie walczę - skinęła głową w kierunku kogoś, kto właśnie wszedł do kawiarni. Wodziła za nim zimnym wzrokiem, dopóki nie zajął miejsca niedaleko nich. - Wulfstan, pełnoletni, magiczna broń. Po imieniu zgaduję, że z północnej Europy - znów spojrzała na swojego rozmówcę. - Pamięć, obserwacja, precyzja. W tym jestem dobra.
W tym miejscu zrobiła krótką pauzę, jakby na pozbieranie swoich myśli i ułożenie ciągu dalszego. Podobne przerwy w rozmowie zdarzały jej się dość często.
- Ale zgadza się, potrzebuję broni. Tak wynika z definicji władającego. I sądzisz, że byłbyś dobrym kandydatem na to stanowisko. A zdaje się, że nawet nie wiesz, jak mam na imię.
Vivika myślała w momencie mówienia. Anzelm miał rację, potrzebowała broni i to najlepiej broni, która nie będzie wymagała większego wysiłku. Mimo wszystko - ponownie musiała zgodzić się z chłopakiem - jej dotychczasowe "treningi" przypominały raczej zajęcia z wychowania fizycznego i zdecydowanie nie mogła mienić się wojowniczką. Miała jednak spore obawy, czy ich współpraca się uda. Na pierwszy rzut oka wydawali się swoimi całkowitymi przeciwieństwami, a wspólne działanie władającego i broni polegało przecież na synchronizacji. Dziewczyna wahała się, więc postanowiła grać na czas jeszcze przez chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 36
Data dołączenia : 10/09/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Wrz 15, 2015 10:39 pm

Słuchał dziewczyny bardzo uważnie. Zadała pytanie. Miała wątpliwości, cóż nie każdy był doskonały. Owszem, sprawiło mu to sporą przyjemność. Tym bardziej jeszcze większą przyjemność sprawiła mu dziewczyna kiedy stwierdziła, że czekolada z chilli była "w porządku". Pomimo swojego szorstkiego zachowania naprawdę lubił uszczęśliwiać innych ludzi. Uśmiechnął się więc zadowolony w jej stronę.
-Cieszę się, że Ci posmakowało - dodał spokojnym głosem chłopak.
Wejście kolejnego ucznia nie umknęło jego uwadze. Wysoki, dobrze zbudowany. Z czerwonymi włosami za które Anzelm już zdążył go znienawidzić. Ktoś inny wyróżnia się w taki sposób swoim wyglądem. Widać było iż chłopak nie był w najlepszym nastroju. W innych okolicznościach najprawdopodobniej skopałby mu zadek, tak dla zasady, jednak teraz miał nieco ważniejsze rzeczy do zrobienia. Z zamyślenia wyrwał go głos dziewczyny. Wulfstan? Nijakie imię, brzmiało bardziej pospolicie niż Anzelm, a to już coś. Widział w nowym, że nie bardzo przepadał za ruskiem. Zaśmiał się w duchu. Cieszył się, że ludzie są do niego automatycznie nastawieni negatywnie. Sprawiało mu to niejaką radość.
Ponownie skupił swoją uwagę na dziewczynie. Dobrym kandydatem? Najlepszym! To właśnie mówił błysk w oku chłopaka.

-Imię, nie jest ważne - powiedział młodzieniec wyjmując coś z kieszeni spodni. Postawił na stole przed dziewczyną nabój snajperski o wysokości około 14cm a obok krwisto czerwony nabój do obrzyna. - Mam wrażenie, że obydwie z tych opcji idealnie pasowałyby do kogoś, kto nie jest w stanie walczyć w zwarciu. Poza tym - Anzelm uśmiechnął się i wyjął jeszcze na stół swoje noże bojowe z kastetami. - ]Byłbym w stanie nadrobić twoje braki w tej kwestii.
Spodobało mu się podejście dziewczyny do całej sprawy, ciekawiło go jednak czy dziewczyna będzie w stanie zaakceptować to, co chłopak ma gdzieś tam w głębi duszy. Tam gdzieś na dole, głęboko gdzie sam już nie zagląda. Ustawił swoje ramie tak, że broń jak i naboje nie były widoczne dla nikogo poza dwójką rozmawiających oraz chłopakiem siedzącym nieopodal. Z głośników kawiarni zaczął płynąć przyjemny smooth jazz, a uśmiech chłopaka wydawał się być szczery.
-Wiem, że brzmi to abstrakcyjnie... Jednak gdybyś poznała mnie dogłębniej, zrozumiałabyś jak bardzo podobni jesteśmy.


Ostatnio zmieniony przez Anzelm dnia Czw Wrz 17, 2015 10:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t693-ruski-od-pistoletow-gotowe

avatar
Uczeń NOT
Posty : 48
Data dołączenia : 02/09/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Wrz 15, 2015 11:50 pm

Kiedy zamówienie zostało przyniesione, od razu chwycił za ucho od filiżanki i wziął łyk kawy. Była gorzka, bez jakiejkolwiek słodyczy czyli dokładnie taka jaką sobie w tym momencie wymarzył. Nie specjalnie, a przypadkowo usłyszał informacje o samym sobie z ust dziewczyny co nie dość, że go zdziwiło to trochę podniosło mu ciśnienie. W innej sytuacji pewnie byłoby mu to obojętne, ale w owym nastroju wręcz przeciwnie. Odwrócił się w stronę dwójki siedzącej za nim i przez chwile zmierzył ich wściekłym i zimnym jak skandynawskie powietrze wzrokiem.
-Czy macie jakiś problem?-zapytał na tyle oschle i ozięble, że nawet ogień przestałby parzyć słysząc jego ton-Jeśli tak to możemy się dogadać. Wolę mieć sprawy czarno na białym.-powiedział, z jego oczu zionął chłód i gniew, nie miał zamiaru tego zmieniać, sytuacja jakiej doświadczył nie daleki czas temu wciąż utrzymywała go w przekonaniu, że musi budzić w innych strach i nawet nie próbować być miłym.
Naprawdę w tym momencie lepiej bez kija lepiej do niego nie podchodzić. Można powiedzieć, że teraz górowała w jego zachowaniu nowy charakter, a nie stary. Chociaż naprawdę nie podobało mu się to, że ktoś o nim rozmawia, nie zamierzał wszczynać bójki, ani zapominać o dobrych manierach. Przynajmniej względem dziewczyny. "V...V...Vivika? Bingo" przypomniał sobie imię dziewczyny. "Ale tego cholernego casanovy nie kojarzę. Pewnie nowy." stwierdził bez większego namysłu. Raczej myślenie o takich rzeczach było ostatnim tematem o jakim mógłby teraz rozważać.
-Nie jestem w nastroju, ale nie zamierzam wszczynać nie potrzebnej bójki, więc jeśli chcecie coś wiedzieć czy coś wyjaśnić to mówcie od razu.-głównie patrzył się na dziewczynę wymawiając jakiekolwiek słowa, chłopakiem gardził. Tak to na pewno była nowa strona Wulfstana.-Przedstawiłbym się, ale raczej już wiecie o mnie co potrzeba.-dalej mówił takim samym tonem jak wcześniej
Miał na dzisiejszy dzień już szczerze dość ludzi. Każdy dźwięk, słowo, gest zaczynały go irytować i wyprowadzać z równowagi. Tak jak za czasów przed dotarciem do DeathCity i ochłonięciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t653-wulfstan

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 05/07/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Sob Wrz 19, 2015 8:44 pm

I ona go słuchała. To wydawało jej się zresztą najrozsądniejszym wyjściem. Gdy jej wzrok czegoś nie wychwycił, musiała zacząć posługiwać się innymi zmysłami. Swoje spojrzenie skupiła zresztą na koledze z klasy już przeczuwając, że mogą mieć z nim jeszcze kłopoty. Wracając jednak do Anzelma, musiała przyznać, że propozycja, którą jej składał była bardzo obiecująca. Prawdą było, że broń palna była dla niej bronią idealną - a w każdym razie lepszą niż broń biała. Nie musiałaby się specjalnie wysilać, ani rzucać w wir walki jak nic nie warte mięso armatnie. No i rozwiązywał się jej problem ze znalezieniem broni. Chłopak sam się do niej zgłosił, czyli nie musiała za nim latać. Może nie był taki zły. Może. Chociaż fakt, że nie znał jej imienia całkiem ją irytował...
- Jestem Vivika - przedstawiła się. Mimo wszystko to się przydawało. - I może, ale tylko może nasza współpraca byłaby możliwa. Powiedzmy, że się zga...
Niestety, tej wypowiedzi nie dane jej było dokończyć, bo przy ich stoliku ustawił się Wulfstan i wyraźnie był nie w humorze. Patrzyła na niego, więc pewnie zdawał sobie sprawę z tego, że zauważyła, jak podchodził. Niezależnie od tego, co mówił, gdyby go zignorowała mógłby wszcząć jakąś burdę i zwrócić na nich niepotrzebną uwagę. Wolała tego uniknąć.
- Nie ma żadnego problemu - przewróciła oczami. Czemu ludzie robili ze wszystkiego taki kłopot? - Musiałam tylko mu coś pokazać. I tyle. Możesz wrócić do swojego stolika. Albo o szczegóły wypytuj jego, jest bardziej rozmowny. Kiedy raczysz go zauważyć, oczywiście - wskazała na Anzelma. - I trochę się uspokój. Ludzie się gapią, a mam dość robienia z siebie widowiska - zakończyła bez owijania w bawełnę. Nie miała zamiaru grać grzecznej. Nigdy tego nie robiła.
Przy całej swojej inteligencji, Vivika nie miała za grosz wyczucia sytuacji. Dyplomacja była dla niej pojęciem całkowicie obcym (trudno w ogóle powiedzieć, z czego to wynikało) i pomimo że próbowała uniknąć zamieszania, nie ulegało wątpliwości, że Wulfstan z pewnością się wścieknie po tym, co usłyszał. Dziewczyna też nawet przez chwilę nie pomyślała, że Anzelm wolałby nie być w to wplątywany i że przy swoim wybuchowym charakterze może tylko podsycić dyskusję, którą wolała uciąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia w centrum
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Kawiarnia Solace
» Kawiarnia Lacciato
» Kawiarnia
» Centrum papirusu
» Centrum Zakazanego Lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-