IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kawiarnia w centrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

avatar
Uczeń EAT
Posty : 89
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Kawiarnia w centrum   Sob Lut 21, 2015 11:59 pm

Kawiarenka niezbyt popularnej sieci Sudohbucks. Brak renomy Starbucksa rekompensują sobie niższymi cenami oraz całkiem dobrą kawą. Niestety brak tam takich podstawowych rzeczy jak 20 rodzajów ciast, ale za to mają jeden dobry jabłecznik. Kawiarenka wewnątrz nie różni się od większości sieciówek. Eleganckie stoliczki, wokół których osadzone są kanapy obite czerwoną skórą, czysta lada przy której przyjmuje się zamówienia, toalety oraz darmowe wifi. Czego chcieć więcej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t125-its-a-trap

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Lut 22, 2015 12:35 am

Samotność nie służyła dziewczynie. Słyszała wielokrotnie, że jest aspołeczna i w ogóle, jednak to stwierdzenie całkowicie mijało się z prawdą. Być może nie przepadała za byciem w centrum uwagi i raczej się od tego stroniła, potrzebowała towarzystwa innego człowieka. Samo przebywanie w jego otoczeniu potrafiło mieć zbawienne skutki na zachowanie dziewczyny. W samotności szybko traciła motywację do czegokolwiek, a uciekająca chęć do działania była czymś strasznym. Biedny Pixel. Nie ma co, miał z nią twardy orzech do zgryzienia.
Aurora miała to do siebie, że nienawidziła przesiadywać w miejscu. Choć jej osoba nie kipiała niespożytą energią i ciężko posądzić dziewczynę o ADHD, lubiła być w ruchu. Zrobi jedno, zrobi drugie, a na koniec dnia przynajmniej jest szczęśliwa, że nie obijała się i spożytkowała czas w jakiś sensowny sposób. Nawet głupie wyjście do kawiarni było lepszym zajęciem od leżenia w łóżku!
Gdy przejrzała cały materiał ze szkoły, przygotowała się na zajęcia i była pewna, że wszystko ma w małym paluszku, zdecydowała się wyjść z mieszkania.
Opatulona płaszczem spacerowała ulicami miasteczka. Wolnym krokiem wędrowała po okolicy, od czasu do czasu witając się z kimś. Tylko na krótkim powitaniu się kończyło - pomimo swej otwartej osobowości nie była na tyle interesująca, by ktoś zechciał pogłębić tę relację. No, trudno.
Zatrzymawszy się, jej wzrok skierował się w stronę kawiarni. Wtedy jej serce niemal podskoczyło - kawa była czymś, na co miała wręcz olbrzymią ochotę. Czy to latte czy zwykła czarna, nieistotne.
Zatem weszła do budynku i lekkim krokiem zmierzyła w stronę lady. Doskonale znała menu, które nie było rozległe i proponowało raczej standardowe pozycje.
- Dzień dobry.- powitała kelnerkę promiennym uśmiechem. - Poproszę Cafe Mocca, będę siedziała przy oknie- dodała, po czym gdy dziewczyna zanotowała wszystko, Aurie udała się w stronę wypatrzonego wcześniej stolika.
Zdjąwszy płaszcz zajęła miejsce tuż obok okna - oparła wygodnie łokcie o blat, obserwując to, co działo się na ulicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t90-promyk-jutrzenki#92
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Lut 22, 2015 12:55 am

Był to kolejny trudny dzień doktora. Z rana odprawił swoją przybraną córkę – Echidnę – do czynności codziennych, by zaraz potem przejść do żmudnego procesu nauczania. Ostatecznie czegoś może się nawet nauczyła, jednak to ile przyswoi sobie naprawdę wyjdzie w praniu podczas testu jaki jej jutro zrobi. No w sumie to zrobi jej dwa, bo jeden ma pokryć jej wiedzę merytoryczną, a drugi ma pokryć kwestię jej ciała oraz tego jak co działa. W skrócie miał jej zrobić sekcję i parę badań, jednak z tym zastanawiał się czy nie poczekać jeszcze trochę. W końcu powinien zyskać troszkę zaufania swojej przyszłej ofiary. Nawet pozwolił jej wyjść i się pobawić na zewnątrz, chociaż nie sądził by było potrzebne jej jego pozwolenie. Sam za to udał się wraz ze swoją półorganiczną towarzyszką na spacer. IGNIS stawiała metaliczne kroki tuż obok niego, a ludzie reagowali tak jak zwykle. Strachem lub zdziwieniem na widok różowo-czerwonego metalicznego dwumetrowego monstrum idącego obok naukowca ubranego w kitel, czarną koszulę oraz nieco jaśniejszy krawat. Spodnie tak naprawdę zazwyczaj miał tego samego kroju, czyli czarne i do tego w miarę wygodne eleganckie buty. Wyglądał dosyć dziwnie w towarzystwie lalki, jednak nie przeszkadzało mu to, że ludzie wytykają go palcami. Nie przeszkadzało mu to, że naukowcy szydzili z niego mimo jego racji. Podkładali mu kłody pod nogi, jednak on wychodził obronną ręką z tego kosztem reputacji. Kagari nie był człowiekiem, który od tak przejmie się opinią publiczną, bo ważniejsza dla niego była nauka oraz postęp. Był geniuszem w dziedzinie metalurgii oraz bioinżynierii. Miał szeroki wachlarz wiedzy oraz kompetencji, jednak brakowało mu tych hamulców moralnych.
Idąc ulicą zauważył pewną kawiarenkę będącą podróbką Starbucksa. Kojarzył ją, nawet często w niej bywał kiedy po całonocnym przesiadywaniu w laboratorium potrzebne były mu litry kawy, by nie zasnąć. Oczywiście, że był pracoholikiem i rzadko wychodził ze swoich 4 ścian, ale kiedyś musiał tak jak teraz, kiedy inspiracja na nowe eksperymenty chwilowo zanikła. Miał też swój rozum i wiedział, że w takim stanie nic kreatywnego nie stworzy, a spacer bardzo dobrze odświeża myśli.
Otworzył drzwiczki kawiarni i wkroczył do niej, a lalka za nim. Musiała się nieco pochylić i przesunąć się bokiem, bo miała swoje rozmiary. Touya stał się centrum wszystkich ludzi siedzących w kawiarni nie dlatego, że ktoś mógł go znać a dlatego, że za sobą miał to metalowe dwumetrowe bydle. Naukowiec rozejrzał się uważnie, jednak było wolne jedno miejsce. Obok blond niewiasty, która siedziała przy oknie. Kagari oraz maszyna podeszli. Naukowiec miłym, melodycznym głosem zapytał się – Przepraszam. Możemy się przysiąść? – oczywiście należało zachować grzeczność i takt, by nie wystraszyć osoby i uzyskać pozytywne skutki. Kiedy dostał pozwolenie przepuścił IGNIS, by się wsunęła na miejsce, a on usiadł obok niej. Lalka miała swoje wielkie, metalowe szponiaste łapy ułożone na kolanach, a naukowiec poprosił kelnerkę i zamówił sobie mocną kawę. Czarną bardzo mocną kawę, a następnie spojrzał na dziewczę i zlustrował ją wzrokiem. Byłby to całkiem niezły obiekt do sekcji, jednak czy miałaby w sobie coś interesującego? Raczej się na to nie zapowiadało, więc postanowił przeprowadzić miłą konwersację na dobry początek - Przepraszam, nie przedstawiłem się. Kagari Touya - wyciągnął w stronę niewiasty rękę, którą uścisnął - a to IGNIS - lalka skinęła swoją metalową głową.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Lut 22, 2015 2:28 am

Ledwo się obejrzała, a kawiarnia zapełniła się po brzegi. W dotychczas cichym lokalu zrobiło się gwarno i wesoło. Rodziny z dziećmi, zakochane pary, zapracowani biznesmeni. Aurora przyglądała się im, będąc jakby poza tym gwarem. Była przyzwyczajona do czegoś takiego. W jej rodzinnym domu chyba nie było pory dnia, by zapanowała błoga, upragniona cisza. Nawet w nocy, a to jeden z braci zaczął chrapać, a to siostra oglądała jakieś filmy, nie interesując się czy przeszkadza to innym. Swoją drogą, ciekawe jak tam sobie radzą...
Jeżeli być szczerym, czuła wyrzuty sumienia, że zostawiła ich samych. Nie powinna słuchać zapewnień, że są już dojrzali i dadzą sobie radę, a ona niech w końcu zacznie robić coś ze swoim życiem, bo przez większość czasu poświęca się dla innych. Bycie egoistą nie zawsze było tak proste, jakbyśmy tego chcieli.
Zorientowała się, że jest jedyną osobą, która siedzi samotnie przy stoliku. Poczuła się nieco dziwnie, dlatego znów odwróciła głowę w stronę okna, sprawiając wrażenie, jakby coś niezwykle ciekawego rzuciło się jej w oczy. Dziecko z matką, starsza pani, pies. Nic godnego uwagi.
Już miała na nowo zacząć przyglądać się ludziom w lokalu, gdy na horyzoncie pojawił się mężczyzna. O ile on sam nie rzucał się w oczy i wyglądał absolutnie normalnie, tak coś, co wędrowało za nim zwracało na siebie uwagę, nie tylko Aurory. Blondynka uniosła brwi w niemym zaskoczeniu, nie potrafiąc odwrócić wzroku od... kukły? Żelaznej lalki? Manekina? Nie miała zielonego pojęcia co to jest.
Mimo to, nie zareagowała strachem. Czas spędzony w Shibusenie sprawił, że przyzwyczaiła się do widoków dziwnych, niepokojących, dla przeciętych ludzi wręcz przerażających.
Ku jej zaskoczeniu dwójka interesujących przechodniów kierowała się właśnie w stronę kawiarni, gdzie przebywała Aurie. A jeżeli jej stolik był jedynym wolnym, kwestia spotkania i rozmowy była nieunikniona.
No, chyba, że ucieknie. Ale wtedy straci i kawę i możliwość rozmowy z kimś naprawdę ciekawym. Zresztą Aurora to nie tchórz, ona nigdy nie ucieka!
Tuż przed wejściem mężczyzny do lokalu, kelnerka postawiła przed nosem dziewczyny gorącą kawę - Aurie podziękowała cicho, można rzec, że automatycznie. A później, tak jak się spodziewała, do jej stolika podszedł intrygujący nieznajomy.
Kącik jej ust nieznacznie drgnął, po czym dziewczyna skinęła głową, potwierdzając, że nie ma żadnego ale i jak najbardziej mogą się dosiąść.
- Aurora Flosadottir, miło mi Pana poznać.- ujęła jego wyciągniętą dłoń i delikatnie uścisnęła.
Jej wzrok był ciekawski, lecz nie natrętny. Mężczyzna musiał wybaczyć małomówność dziewczyny i to, że zdecydowanie bardziej woli słuchać, niż mówić. Aurora miała to do siebie, że dopiero po jakimś czasie i tylko przy niektórych osobach potrafiła się rozgadać.
-... Ciebie również, IGNIS.- zerknęła na lalkę. Przez chwilę lustrowała ją wzrokiem, jakby to mogło pomóc jej w rozszyfrowaniu z czego jest zbudowana, co to w ogóle jest i po co mężczyzna chodzi z metalowym manekinem.
- Urocza z niej dama, pewnie ma swoją własną gromadę fanów.- znów skierowała wzrok na mężczyznę, a kąciki jej ust uniosły się w pogodnym uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t90-promyk-jutrzenki#92
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Lut 22, 2015 3:09 am

Były to wszakże godziny, w których kawiarenki są oblężone przez ludzi, a dodatkowym czynnikiem stało się oczywiście darmowe wifi. Stopniowo łącze niegdyś czyste niczym nieosrana łąka, teraz stawało się powolne niczym stary muł. Najwyraźniej ludzie byli tak uzależnieni od techniki, że nawet do kawiarni przyjdą tylko po to, by mieć darmowy internet i siedzieć na portalach typu Facebook. Na szczęście jego dzieci to ominęło, gdyż zwyczajnie córka była niedokończoną lalką, która stała sobie w pudle, a syn… no cóż niestety nieudany eksperyment sprawił, że się stopił. Jedna z wielu ofiar jakie trzeba ponieść w imię nauki. Pytacie się czy Kagari korzystał z takich portali? Otóż nie miał na to czasu zwyczajnie, a kto będzie chciał to dorwie się do jego pracy naukowych w normalny sposób. Poprzez artykuły czy chociażby bibliotekę.
Samotność tak bardzo mu nigdy nie przeszkadzała, chociaż IGNIS taszczył za sobą dla bezpieczeństwa. Świat jest bardzo niebezpiecznym miejscem, a ochroniarz mogący kogoś nieźle poharatać był zawsze rzeczą przydatną. Długie pazury lalki mimo wszystko były siłą, z którą trzeba się liczyć. Były wszakże zaprojektowane do tego by ciąć i penetrować organy przeciwników. Czasami też by szarpać, by wydusić z kogoś informację.
Istotnie samotnie siedzące dziewczę przykuło uwagę doktora, ale nie ze względu na swoją aparycję, która mimo wszystko przyciągnęłaby jakiś adoratorów. Raczej zainteresował się z powodu, że tam jest wolne miejsce, a kawy nie należy pić w biegu. Najlepiej usiąść, nie zajmować przestrzeni i wypić napój bogów. Blondynka nie wyglądała na przestraszoną, jakby to było coś normalnego że widzi wielką metalową kukłę. Być może miała styczność z dziwnymi zjawiskami lub chociażby Shibusenem, który jest ich wylęgarnią. Wylęgarnią, na której to naukowiec z chęcią prowadziłby badania dniami i nocami. Interesujące… być może coś da się z niej wyciągnąć, chociaż wyglądała na typ osoby cichej i skrytej. Inaczej miałaby rówieśników przy sobie lub kogoś zagadywała. Przed sobą miała nawet kawę, która zapewne wcześniej zamówiła.
To drganie kącika ust… czyżby to był jakiś tik nerwowy? Ale mimo wszystko się zgodziła, więc naukowiec miał już gdzie usiąść i rozpocząć rozmowę. Kto wie? Może nawróci kogoś na ścieżkę ewolucji ludzkości?
- Mnie także miło Panno Flosadottir – nazwisko brzmiało nieco germańsko albo w stylu islandzkim? Kagari niezbyt interesował się pochodzeniem nazwisk, gdyż to była rzecz zbędna w jego planach ulepszenia ludzkości. Jednakże z drugiej strony, było to budowanie własnego „ja” poprzez posiadanie imienia i nazwiska, a z socjologicznego punktu widzenia to nawet nazwisko miało większe znaczenie. Określało pozycję społeczną chociażby, jednak w świecie który widzi Kagari ten podział zostanie zniesiony. Każdy będzie równy wobec każdego, gdyż wszyscy dostąpią oświecenia za pomocą technologii. Zniknie głód, wojny religijne czy nawet choroby. Wszystko to jak ręką odjął, jednak najpierw trzeba było złożyć odpowiednie ofiary by móc cały proces zainicjować. Uścisnął jej dłoń pewnie, a potem położył ją na blacie wyczekując na swoją kawę, którą niebawem dostał. Dosypał cukru oraz dolał mleka mieszając to łyżeczką. Nie umknął mu wzrok dziewczęcia, który był ciekawski. Nie napastował on przestrzeni osobistej ani jego, ani towarzyszki naukowca. Rozmowa widocznie się nie kleiła, a dziewczę okazywało niewielkie skrępowanie sytuacją. Oczywiście to była subiektywna myśl naukowca, bo powody mogły być różne, niemniej jednak z lalką się też przywitała. Lalka była zbudowana z metalu, jednak wydawał się on gładki. Jak skóra oraz nigdzie nie było widać łączeń, jedynie niektóre elementy widać że były doczepiane albo mocowane. Sama lalka mierzyła dziewczę błękitnymi, pustymi ślepiami od czasu do czasu mrugając metalowymi powiekami, by oczyścić wizję. Sama twarz lalki się nie ruszała poza powiekami. Lalka wyglądała na ciężką, co można było wywnioskować po tym jak zareagowało jej siedzenie, które zaskrzypiało w momencie siadu.
Rzuciła Kagariemu pogodny uśmiech oraz komplement względem IGNIS. Oczywiście, że fanów to pewnie miała. Zwłaszcza wśród dzieci, które lubiły takie klimaty jak roboty jednak niewielu jest w stanie wytrzymać z nią sam na sam w martwej ciszy – Fanów jakiś każdy znajdzie. Ją najchętniej rozebraliby na czynniki pierwsze wszyscy technicy oraz kilku profesorów akademickich. Nie po to ją stworzyłem, żeby teraz ktoś ukradł moje dzieło – popukał w ramię IGNIS, które wydało metaliczny dźwięk, a lalka ułożyła swoje szponiaste dłonie na blacie stołu. Te szpony odginały się jak normalne palce, chociaż miały kanciaste, ostre zakończenia – Uwierzyłabyś, że ten metal jest organiczny? Bioinżynieria oraz metalurgia są czymś bardzo prostym, aczkolwiek skomplikowanym w połączeniu. Nie łatwo znaleźć mieszankę, która będzie w stanie zyskać właściwości regeneracyjne oraz taką twardość. Mnie się jednak udało stworzyć ten stop. Jestem naukowcem, chociaż wielu nazywa mnie diabłem wcielonym, szatanem, tym który sprowadzi na ludzkość zgubę – popił kawę przerywając na moment swój wywód, by zwilżyć usta smakiem mocnej kawy – inni natomiast nazywają mnie wizjonerem. Stworzę świat, w którym nigdy nie będzie panował głód ani zaraza. Ludzkość zostanie pozbawiona wojen, a ich ciała nie będą tak kruche jak obecnie. Niestety wielu nie podziela tej wizji, gdyż boją się o swoje własne zyski oraz podjąć pewnych środków. Jakie jednak są Twoje zainteresowania młoda damo? Być może zanudzam Cię tutaj właśnie naukowymi wywodami, kiedy Ty możesz interesować się czym innym – łyknął znowu kawy i spojrzał na nią swoimi fioletowymi oczami wyczekując odpowiedzi i się wsłuchując. Jeśli chociaż trochę czytała pism naukowych albo na temat medycyny i bioinżynierii to mogło się jej przemknąć nazwisko Kagari. Raczej niepochlebnie przedstawiane, gdyż zarzucono mu niehumanitarne eksperymenty na żywych organizmach jak i ludziach, jednak zawsze oprócz tego miały jedną cechę wspólną. Mówiono o nim, jako o jednym z wybitniejszych naukowców tej epoki.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Lut 22, 2015 10:25 pm

W dzisiejszych czasach większość ludzi faktycznie było uzależnionych od internetu. W rzeczy, że jego zadaniem był rozwój ludzi w różnych dziedzinach, miał jednak niesamowicie zły wpływ na stosunki międzyludzkie. Prościej było napisać, niż odezwać się. Zapominano o czymś tak prostym, jak zwykła rozmowa. Ludzie powoli tracili zdolność słuchania innych i prowadzenia interesujących lub zupełnie błahych konwersacji.
Aurora korzystała z udogodnień technologicznych, choć nie nałogowo. Dla niej wciąż życie realne, poza ekranem komputera czy telefonu było zdecydowanie ważniejsze. Chciała przeczytać jakąś książkę? Nie ściągała ebooka, po prostu odwiedzała bibliotekę. Chciała z kimś porozmawiać? Nie pisała do niego wiadomości, a proponowała spotkanie w cztery oczy.
To nie tak, że nie chciała z nim rozmawiać. Nie miała też żadnych tików nerwowych, ani nie czuła się skrępowana sytuacją, w jakiej się znalazła. Aurie miała to do siebie, że była cicha. Mówiła tylko wtedy, gdy faktycznie miała coś do powiedzenia, a nie tak jak niektórzy, potrafili nawijać, by zagłuszyć ciszę. Stąd już nie raz oskarżono ją o bycie małomównym gburem. Aurora, gburem? Nigdy w życiu.
Upiła niewielki łyk kawy, rozkoszując się jej czekoladowym posmakiem. Cały czas była skupiona na swym rozmówcy, przyglądając mu się w milczeniu, gdy zaczął opowiadać o robocie.
Była w stanie zrozumieć zainteresowanie naukowców. Ignis nie była czymś popularnym, a o jej budowie raczej nie pisano w książkach do anatomii.
Nic dziwnego, że i Aurora była zaintrygowana uroczą towarzyszką mężczyzny. Rozwój technologii równał się rozwojowi medycyny. Dziedzina techniki, która od zawsze pasjonowała dziewczynę miała szansę na radykalne zmiany. Ludzie ginęli od głupich rzeczy. Jeżeli Kagari był w stanie stworzyć IGNIS od podstaw, nie było najmniejszego problemu by chociażby stworzyć różne organy, bez których człowiek nie potrafił przeżyć.
Przez chwilę wyglądała na zamyśloną - najwyraźniej analizowała słowa rozmówcy. Miała wrażenie, że się dogadają.
... choć ich pogląd na rozwój technologii był najwyraźniej zupełnie inny.
- Zdolności regeneracyjne?- powtórzyła, jakby chciała się upewnić czy na pewno dobrze usłyszała.
- Jeżeli ten metal może się regenerować w podobny sposób co mięśnie czy skóra, przecież może to całkowicie odmienić losy medycyny.- jej głos jakby ożył.
- Wszczepianie utraconych czy zniszczonych narządów ocaliłoby masę ludzi!- kąciki jej ust uniosły się w pogodnym uśmiechu.
Jej wizja przyszłości była odmienna od tej, którą miał mężczyzna. Ona chciała pomagać ludziom, a nie zmieniać ich w pozbawione duszy lalki. Kolejne słowa mężczyzny jakby nieco zbiły ją z tropu.
- To nie jest możliwe.- odezwała się pewnym głosem. Jej ton znów był naturalny i spokojny.
- Świat zawsze był okrutny. Ludzie nigdy nie przestaną głodować lub walczyć. Prowadzimy wojny z różnych pobudek emocjonalnych, dopiero, jeżeli wyzbędziemy się jakichkolwiek uczuć, walki dobiegną końca.
Zamilkła na chwilę, ujmując w dłoń kubek.
- Ale wtedy nie będziemy już ludźmi.- dodała nieco ciszej.
- Nie zanudza mnie Pan, naprawdę. Może nie jestem zaznajomiona z bioinżynierią, głównie interesuje mnie medycyna, ale jeżeli spojrzymy na to przez pryzmat IGNIS, to całkiem pobliskie dziedziny...- uśmiechnęła się nieznacznie.
... ponadto hobbistycznie zamieniam się w chopesz, biegam za Pixelem i pilnuję, by jadł normalne rzeczy i wychodził do ludzi. Boże, ten chłopak chyba zginąłby beze mnie... - przemknęło jej przez myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t90-promyk-jutrzenki#92
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Lut 22, 2015 11:23 pm

Kagari miał ograniczone zaufanie do źródeł takich jak internet czy eboki. Jednym i drugim można manipulować, jednak idąc do biblioteki, a następnie czytając papierowe wydanie książki bardzo łatwo jest zweryfikować daną wiedzę. Niby jeden grecki filozof stwierdził, że książki są złe bo nie można im zadać pytania, ani dyskutować. Naukowiec jednak miał nieco inne podejście. Weryfikował wiedzę zdobytą w książce w oparciu o praktykę. Nie był paranoikiem, jednak część jego badań była tak ważna i niebezpieczna, że unikał bezpośredniego kontaktu przez telefon. Zwyczajnie wolał nie ryzykować, że ktoś przechwyci wiadomość i go ubiegnie na miejscu spotkania. Niestety naukowcy byli tak perfidni, że często jeden kradł pomysły od drugiego na dosyć wyszukane sposoby. Chcieli się piąć po szczeblach nie dla dobra ludzi, a jedynie by zabłysnąć na ten krótki moment.
Jeśli już miał komuś przekazać wyniki badań to praca rządowa nauczyła go, że robi się to twarzą w twarz. Nie przesyła się danych, a daje papierowe wydruki, których kopie zaraz zostają usunięte z dysków. Nie zmienia to faktu, że Kagari często korzystał z techniki, ale nie dla własnych uciech a by coś badać. Komputer stanowił nieodzowny element jego badań, gdyż to on przeprowadzał wszystkie ustalone przez naukowca analizy. Wykonywał masę obliczeń, które koniec końców Kagari i tak sprawdzał. Tak dla pewności, że komputer nie zrobił błędu albo że Touya nie zapomniał czegoś wpisać.
Przez chwilę jego rozmówczyni wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała. Jakby trawiła to wszystko co powiedział. Nie była głupią dziewczyną, bo nie odpowiadała od razu z automatu. Myślała i rozważała, a w dzisiejszych czasach to rzadkość wśród ludzi młodych. Wyjątkowa perełka się trafiła doktorowi.
- Zgadza się. Zdolności regeneracyjne dokładnie takie jak skóra czy mięśnie, a nawet szybsze. Ignisium przewodzi impulsy elektryczne, przez co udało mi się stworzyć w metalu coś pokroju siatki nerwowej – odpowiedział na jej pytanie, jednak na moment zamilkł jakby się zastanawiał nad czymś, po czym spojrzał na nią – jednak jest to bardzo droga metoda. Zwłaszcza sam metal ciężko uzyskać i wymaga długiej kalibracji z DNA osoby, której chcesz go wszczepić. Przede wszystkim musisz wszczepić go w szpik kostny, a co za tym idzie pokryć nim cały szkielet osoby. Nie zmienia to faktu, że przeciwciała nie odrzucą Ignisium jeśli dobrze się je skalibruje, a co za tym idzie syntetyczne organy mogą same się naprawiać i działać. Ocaliłoby to masę ludzi, jednak wszyscy się boją tego co nieznane. Jak myślisz czy firmom protetycznym opłaca się, by nagle wyrosła im dużo lepsza konkurencja? Czy firmy farmaceutyczne będą chciały, aby ludzie nie chorowali? – zadał kilka dosyć istotnych pytań, które były tak naprawdę esencją tego jak działa świat. Głodu na świecie mogłoby nie być już dawno, jednak firmy podsycają konflikty by móc wywoływać wojny i nakręcać gospodarkę. Dziewczę było bardzo mądre, bo też to widziało. Nie była przepełniona ideałami młodości, chociaż i te było w niej czuć. Chciała zmienić świat, ale nie w ten sposób co naukowiec.
- Zadajmy sobie filozoficzne pytanie. Co to znaczy być człowiekiem? Czy liczy się to co mamy wewnątrz? Powłoka, mięso, organy? Czy liczy się nasza zdolność myślenia i postrzegania? Jednak zadajmy lepsze pytanie. Czym jest człowiek? – odpowiedział filozoficznym wywodem na jej stwierdzenie, że nie będą wtedy ludźmi. Do dziś nie da się określić co jest, a co nie jest istotą rozumną. Czy człowiek o umyśle zamkniętym w maszynie będzie nadal człowiekiem? Czy maszyna, która ma emocje oraz uczucia może być traktowana jak człowiek?  Oto dobre pytanie.
- Tak. Masz rację, gdyż bioinżynieria zahacza o medycynę. Właściwie to medycyna jest jej nieodzowną częścią, którą zgłębiałem dawno temu, zaczynając jeszcze swoją karierę. Uwierzysz, że szkielet IGNIS jest właśnie fuzją ludzkiego szkieletu oraz metalu? Dawczynią była moja zmarła żona, która obiecała mnie zawsze wspierać. Tak oto w ostatnim swoim momencie życia również wsparła mnie w pracy, a jej umysł uhonorowałem tym, że udało mi się zapisać zawartość jej mózgu na komputerze. Nie jest to jednak pełne odzwierciedlenie jej emocji, ale wierzę że kiedyś uda mi się stworzyć coś co da radę je odzwierciedlić. Bliscy nie będą musieli opłakiwać zmarłych, gdyż oni będą mogli towarzyszyć im nawet po śmierci, a co więcej osoba z umierającym ciałem mogłaby przenieść swój umysł do metalowego ciała – lalka nadal lustrowała dziewczynę wzrokiem, a Kagari popijał kawę najspokojniej w świecie – Jesteś wizjonerką, jednak inną niż ja. Wierzysz w zupełnie inny obraz ewolucji ludzkości. Wierzysz w to, że pomagając im poprzez medycynę jesteś w stanie wpłynąć na nich. Ludzie jednak nie mogą zostać pozostawieni sami sobie. Dając im broń oraz możliwość zacieklejszej walki wywołasz tylko więcej cierpienia. Ufam, że ludzkość może się nawrócić moją jak i Twoją metodą, jednak nie są na to jeszcze gotowi – dopił kawę i oparł się wygodnie na fotelu, a lalka obróciła głowę w jego stronę na moment, by zaraz wrócić do dziewczyny – Hmm… drzemie w Tobie potencjał, jednak musisz go oszlifować. Znam medycynę na wskroś i o ile dobrze pamiętam w Death City nie ma takowej szkoły. Jeśli zechcesz mogę Cię wspomóc w tej edukacji – oczywiście Kagari miał w tym też swój cel. Bardzo prosty cel jakim było zdobycie obiektu doświadczalnego i towarzystwa do rozmów. Może nawet cierpiał na syndrom nauczyciela i chciał nauczać innych.
- Pytaj mnie o co chcesz, możesz nawet o samą IGNIS - rzucił luźno.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Lut 23, 2015 2:47 pm

To chyba jakieś przeznaczenie, że ta osoba, o tej porze zdecydowała udać się właśnie do tej kawiarni. Przeznaczeniem było też to, że tylko i wyłącznie jej stolik był wolny - gdyby zabrakło choć jednego, nigdy nie spotkałaby tak interesującego człowieka.
Przez większość czasu słuchała go uważnie, wpatrzona jak w obrazek. Gdy jednak spuszczała głowę a jej wzrok stawał się nieobecny, najwyraźniej myślała o czymś. Trybiki w jej głowie pracowały zawzięcie. Już dawno nie skupiała się tak na czymś, bo powiedzmy szczerze - teoretyczne zajęcia w Shibusenie nie były zbyt trudne i wymagające. W każdym razie dla niej.
- Ludzkie życie jest bezcenne. Jeżeli jesteśmy w stanie je uratować, powinniśmy to zrobić, bez zwracania uwagi na koszta.- odezwała się dosyć pewnie.
Ratowanie chorych tylko pozornie było tak oczywiste. Jeżeli zagłębić się w temat, sprawa ta stawała się skomplikowana i dająca do myślenia. Faktycznie, ludzkie życie było czymś, w co warto inwestować pieniądze. Ale co, jeżeli szanse na wyzdrowienie były niewielkie? Czy cały czas powinniśmy poświęcać materiały i pieniądze dla kogoś, kto być może umrze? A co, jeżeli te wszystkie rzeczy "zmarnowane" na tego konkretnego człowieka mogły uratować żywot komuś innemu? A nie uratują, bo zostały "zmarnowane"?
Na swój sposób to było ingerowanie w Boską Wolę, o ile takowa istniała. Lekarze bawili się w Bogów, decydując kto przeżyje a kto nie. Czy powinniśmy decydować się na ratowanie ciężko chorych, jeżeli być może ich przeznaczeniem była przedwczesna śmierć? Czy mieliśmy prawo zakłócać naturalny proces umierania?
Wbrew pozorom klinika nie była rzeczą najtrudniejszą w medycynie. Tego mógł nauczyć się każdy, czy to z książek czy z praktyki. Jedną z najgorszych rzeczy była właśnie etyka. Nie było możliwości by jednoznacznie uznać, co powinno się zrobić. Ile ludzi, tyle opinii.
- To ma duże szanse na powodzenie, mimo strachu. W desperacji by ratować swoje życie ludzie chwycą się wszystkiego. Powoli rozniesie się wieść o powodzeniu zabiegu, a wtedy wszystko ruszy na raz. Firmy farmaceutyczne nie będą w stanie się uratować.- odpowiedziała i była to chyba jej najdłuższa wypowiedź jak do tej pory. To dobry znak - najwyraźniej "wybadała teren" i nie zamierzała już być tak cicha jak wcześniej.
Filozoficzne pytanie znów sprawiło, że zaczęła się zastanawiać. To było bardzo dobre pytanie. Kim właściwie jesteśmy?
- Zwierzęta również mają mięśnie, kości, są zbudowane dokładnie z tego samego co ludzie. Również odczuwają te najprostsze emocje, czy to radość czy strach. Według mnie ludzi przede wszystkim określa zdolność logicznego myślenia.- uśmiechnęła się delikatnie, po czym kontynuowała swą myśl.
-... ale nie tylko. Przywiązanie do drugiej osoby, miłość... również charakteryzuje tylko ludzi. To, ze mamy wyższe cele niż zaspokojenie fizjologicznych potrzeb organizmu, a chcemy realizować swe marzenia i plany.
Podjęty temat IGNIS i to, że w metalowym ciele zamknięte były organy żony Kagariego sprawił, że na swój sposób poczuła się dziwnie. Brwi mimowolnie zniżyły się, a jej wzrok automatycznie pomknął w stronę lalki. To było przerażające, ale i intrygujące. W każdym razie póki co chyba nie zdawała sobie jeszcze sprawy, że mężczyzna po prostu ją zabił.
- Nie jestem pewna, czy wszyscy ludzie chcieliby, by ich bliscy towarzyszyli im nawet po śmierci.- rzuciła w końcu.- Z jednej strony to może być wspaniałe, nigdy nie rozstawać się z rodziną... ale z drugiej, wydaje mi się, że niektórzy nie byliby w stanie poradzić sobie z tym psychicznie. Myślę, że chcieliby ten wątek mieć już za sobą, wtedy byłoby im łatwiej. Ból z czasem zaciera się i nie jest już tak uciążliwy...- stwierdziła.
- Choć oczywiście, ile ludzi tyle opinii.- dodała.
Przez chwilę zastanawiała się, czy chciałaby by jej matka była taka jak IGNIS. Żyłaby, była tuż obok. Ale pozbawiona emocji, ludzkich odruchów... nie byłaby już człowiekiem, tylko lalką. Marionetką.
Skinęła lekko głową na kolejne stwierdzenie mężczyzny. Opisał ją wręcz bezbłędnie.
- Naprawdę, może pan?- wykrztusiła wręcz z niedowierzaniem, gdy zaproponował, że pomoże jej w opanowaniu umiejętności, wskaże odpowiedni tor myślenia i naprowadzi na odpowiednią drogę. Ta myśl była zbyt piękna, by mogła być prawdziwa. No cóż, jeszcze nie zdawała sobie sprawy, że będzie swoistym królikiem doświadczalnym. Kic kic.
- Czy po klinicznej śmierci mózgu i zaprzestaniu pracy serca ten metal również ma działanie regeneracyjne? W jaki sposób to działa, skoro krew przestaje krążyć, okostna przestaje być ukrwiona i unerwiona? - zasypała go gradem pytań. W pierwszej chwili chciała spytać jak zginęła jego żona, jednak chyba wyczucie taktu i zasada "najpierw myślę, potem mówię" powstrzymały ją przed tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t90-promyk-jutrzenki#92
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Lut 23, 2015 3:57 pm

Cóż do tego co powinno się zdarzyć miał nieco mieszane uczucia. Sądził, że człowiek własnoręcznie kształtuje swój los. Wykuwa go w ogniu zdarzeń, które są następstwem jakiś decyzji. Kagari był zbyt leniwy, by kupić pełną konserwantów kawę i sobie ją przyrządzić w domu, więc wybrał się do kawiarni, aby napić się kawy. To pociągnęło za sobą skutki jakim było szukanie miejsca i spotkanie Aurory oraz decyzja o tym, że kontynuował rozmowę. A mógł przecież wyjść z kawą i nigdy jej nie spotkać. Jednak zdecydował inaczej, by klasyczna zasada akcji i reakcji sprawdziła się tutaj.
Domyślał się, że dziewczę lubi myśleć i podejmować trudne tematy, dlatego by rozmówca się nie nudził zwyczajnie jej to dawał. Proste gesty jak spuszczenie głowy czy nieobecny wzrok można było odczytać jako rozpędzanie procesów myślowych i hartowanie tego miecza jakim jest umysł. Słyszał co nieco o Zawodówce Śmierci oraz o tym jak ich zajęcia wyglądają. Zakładają raczej przygotowanie uczniów do tego co mają robić, czyli pracować dla samego Pana Śmierci. W końcu zawodówka nie wzięło się z niczego. Uczyli tego co ma być wykorzystane w pracy i nic więcej.
- Klasyczne zastosowanie etyki lekarskiej, chociaż w dzisiejszych czasach niektóre życia są cenniejsze, a niektóre mniej. Zależy kto płaci i jaki ma status społeczny, gdyż nerkę do przeszczepu najpierw dostanie syn polityka, a potem jakiś szary obywatel – dopowiedział. Póki w świecie istnieją podziały społeczne, póty nie będzie możliwości równomiernego niesienia pomocy. Zwyczajnie ludzie byli na tyle egoistyczni, że chcieli ratować tylko swoich najbliższych. No cóż, zwierzęta także myślą o tym jak obronić swoje stadko. Kagari nie wierzył, że bóg może mieć jakiś interes w tym co się dzieje obecnie. Skoro jest bytem idealnym to na co mu wyznawcy? Na co mu to całe cierpienie, któremu poddaje ludzi? Owszem jest 5 teorii, których nie da się zaprzeczyć odnośnie jego istnienia, jednak każda z nich podkreśla to, że dla niego nie mielibyśmy najmniejszego znaczenia. Lekarze bawili się w bogów, a Kagari tym bardziej. Powołał w końcu do życia nową istotę. Stworzył IGNIS.
- Co doprowadzi do załamania równowagi. Myślisz, że jak firmy farmaceutyczne mogą tworzyć coraz to nowe szczepionki na pojawiające się choroby i epidemie? Oczywiście, że to w ich interesie by ludzie chorowali. To w ich interesie, by w Afryce szalała ebola. Dostają środki od rządu na to, by leczyć ludzi, a jednocześnie sami się na tym dorabiają. Tak samo wojny. Są tylko po to, by nakręcić gospodarkę i pozbyć się nadmiaru towaru w magazynie – wzruszył ramionami rzucając trywialną prawdą, którą mógłby wynieść każdy uczeń szkoły wyższej z zajęć przysposobienia obronnego. Mimo tak podstawowej wersji, była ona jak najbardziej aktualna i ponadczasowa.
Dostrzegł to, że dziewczyna powiedziała nieco więcej. Rozbudowała swoją wypowiedź i najwyraźniej się rozluźniła. Jej trybiki ponownie pracowały nad tamtym pytaniem, które jej zadał a on siedział niczym mentor i słuchał odpowiedzi z uśmiechem na twarzy. Delikatnym, nie zdradzającym zbyt wiele.
- Jednak naukowcy dawno udowodnili, że miłość jest czystą chemią. Przywiązanie do drugiej osoby jest naszym najbardziej podstawowym instynktem stadnym. Jednak jeśli maszyna wykazywałaby te same oznaki co my to czy można ją nazwać mianem człowieka? Jeśli badania nad AI rozwiną skrzydła i wkrótce powstanie byt zdolny myśleć nad samym sobą, wychodząc poza program to czy wtedy możemy określić je mianem człowieka? Nawet ja tego nie wiem jak to będzie wyglądać, chociaż ta wizja jest piękna w swojej tajemniczości. Nie sądzisz? – spojrzał na nią i wyciągnął sobie lizaka, którego rozwinął z papierka. Papierek schował do kieszeni, a lizaka włożył do ust. Miętowy posmak podrażnił jego kubki smakowe. Dalej siedział sobie spokojnie i obserwował dziewczę, które najwyraźniej zainteresowało się samą IGNIS. Dobrze, że nie znała całej prawdy kryjącej się za tym wynalazkiem, bo niechybnie musiałby ją uciszyć.
- Jednak zanim dokończę moje dzieło muszę borykać się z problemem jej wspomnień. Być może kiedyś znajdę metodę, by cybermózg przetwarzał wszystko identycznie jak jej umysł i poza metalicznym ciałem będzie to normalna osoba. Ulepszona, bo może dużo więcej niż człowiek, ale nadal osoba – przesunął lizaka do drugiego policzka i pokiwał jej głową z aprobatą, kiedy potwierdziła subiektywizm całego świata. Nie ma czegoś takiego jak wiedza obiektywna. Wszystko jest subiektywne ze względu na to, że każda teoria jest kreowana przez człowieka. Są to jego myśli, a nie fakty. Wszystko co widzi to perspektywa, a nie prawda. Tak powiedział pewien wybitny fizyk Albert Einstein.
- Oczywiście, że mogę – pokiwał głową miło się uśmiechając do niej. Jakże młode i naiwne stworzonko wchodziło prosto w paszczę lwa. Oczywiście chciał ją koniec końców czegoś nauczyć, zindoktrynować swoim poglądem. Pokazać swój punkt widzenia.
Zatem zaczęły się pytania o samą marionetkę. Kagari oparł się wygodnie o oparcie i spojrzał na dziewczę, które jak początkujący student stara się wyłapać odpowiedzi na trapiące pytania – Na początku jeśli za kliniczną śmierć mózgu uznamy zniszczenie komputera, który ma w głowie a za zatrzymanie akcji serca uszkodzenie generatora, który ma w sobie to jedynie w wypadku tego drugiego metal straci wartości regeneracyjne. Ignisium jest głęboko związane z przepływaniem przez nie energii elektrycznej. Każdy ruch IGNIS jest sterowany przez taki impuls, a jeśli zwiększymy dawkę wtedy stają się nieporadne. Wewnątrz siebie nie ma krwi, a substancję chłodząco-smarowniczą, która jednocześnie chroni jej wnętrze przed uderzeniami. Jeśli jakieś komórki stali zostaną uszkodzone, to pobliskie zaczynają się replikować przez podział, by potem zostać uzupełnione przez szpik kostny. W przeciwieństwie do krwinek ludzkich, one mają dużo dłuższy żywot zanim będą wymagać wymiany. Krwinki, które wydostają się ze zmodyfikowanego szpiku kostnego podróżują za pomocą tejże substancji. Praktycznie masz dokładne metaliczne odwzorowanie nawet najdrobniejszych naczynek krwionośnych. Odwzorowałem bardzo dokładnie skórę ludzką za pomocą Ignisium chociaż ma kilka różnic. Nie łuszczy się, nie wymaga wody ani nie wydala substancji z zewnątrz. Za to może wydzielać ciepło lub zimno. Niektóre elementy naszego ciała są zbieżne z jej, jednak różnica jest taka, że nie ma wątroby żołądka, praktycznie całego układu pokarmowego oraz oddechowego. Zamiast serca ma generator, który także przepompowuje płyn chłodniczy oraz mózgu którym jest komputer. Poza tym komórki jej „skóry” jak już mówiłem nie umierają tak szybko, więc ruch między szpikiem kostnym, a tkankami jest ograniczony do tego co potrzebne. W momencie, kiedy straciłaby chociażby kawałek skóry, wtedy uaktywni się i zacznie naprawę. Pamiętajmy o tym, że metal jest bardzo plastyczny. Jeśli kość uległaby złamaniu albo kończyna zostałby amputowana to może ją ona sobie przytwierdzić. Nie odrośnie od tak, jednak może przytwierdzić ją i po jakimś czasie normalnie się to zrośnie – IGNIS wyciągnęła w jej stronę łapę i zaczęła poruszać palcami od najmniejszego aż po kciuk tak regularnie jak robi to zwykły człowiek. Mimo, że były to szpony to całkiem naturalnie imitowały zwykłe palce. Wydawały się też miękkie na pozór – Ignisium może być miękkie jak plastelina, a także twarde niczym stal. Wszystko zależy od energii jaką się przepuści przez nie. Tak naprawdę to wszystko wewnątrz niej jest sterowane przez impulsy – skończył wywód i poprosił o kolejną kawę, wyczekując na pytania dziewczęcia - wybacz jeśli tłumaczę coś chaotycznie. Dawno nie prowadziłem lekcji.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Lut 23, 2015 10:29 pm

Rozmowy, które były trudne i dawały do myślenia były w dzisiejszych czasach rzadkością. Dla niektórych wygodniej było nie poruszać tematów skomplikowanych, wobec tego skupiano się na rozmowach, które kończyły się na "U mnie okej, a u Ciebie?". Aurora lubiła myśleć. Lubiła też rozmawiać, dyskutować, zadawać skomplikowane pytania. Być może do geniusza jej daleko, jednak trzeba przyznać, inteligencji jej nie brakowało.
Ledwo powstrzymała się, by nie klasnąć w dłonie, gdy tylko usłyszała słowa mężczyzny na temat nierówności.
- Właśnie! Dlatego metal miałby wręcz idealne zastosowanie, bo każdy mógłby otrzymać coś takiego. A nawet jeżeli nie każdy, to chociaż część osób. Wtedy ta druga grupa, której nie udało się załapać na przeszczep mogłaby dostać narząd od zwykłego, ludzkiego dawcy.- uśmiechnęła się pogodnie. Zdecydowanie, to miało sens. Chyba Aurie na poważnie powinna zająć się medycyną...
... jednak pięknie się mówi o wprowadzeniu tak wielkich zmian, a zdecydowanie trudniej jest do tego doprowadzić. Już nie chodzi o ludzkość, wojny, farmaceutykę... a o charakter Aurie. Nie miała talentu w dowodzeniu, prowadzeniu czegokolwiek. Brakowało jej też wiary w siebie, a w końcu, jeżeli chcemy by reszta ludzi nam ufała... podstawą była wiara w samego siebie. Nad tym musiała popracować. Co nie zmienia faktu, że od czasu poznania Pixela było dużo, dużo lepiej.
- Zwierzęta też łączą się w stada, a nie nazwałabym tego przywiązaniem, tylko chęcią przetrwania.- odezwała się po chwili namysłu. Zadawał trudne pytania, zmuszające do zastanowienia się.
Rozwój techniki był piękny, ale mimo wszystko, według hierarchii dziewczyny, ludzie wciąż byli na pierwszym miejscu. Relacje, jakie potrafiły zachodzić między nimi były wprost nie do opisania. Do jak wielkich poświęceń byli zdolni, by wspomóc bliskiego.
Tu znów pomyślała o Pixelu i mimowolnie się uśmiechnęła. Jakby dla niepoznaki upiła łyk kawy, po czym znów zerknęła na mężczyznę.
- A co, jeżeli zdolność do myślenia i uczenia się stanie się dla ludzkości zgubą? Wtedy nie będziemy prowadzili wojen sami ze sobą, a będziemy musieli stanąć przeciw takim lalkom, które jak pan mówi - są ulepszonymi istotami. Przeciętny człowiek nie miałby z kimś takim szans.- poruszyła kolejną, etyczną kwestię. Takie pogrywanie z ludzkim życiem mogło być zgubne.
Jej oczy wręcz błyszczały się radośnie, gdy tylko zaoferował jej swą pomoc. Być może była nachalna z pytaniami, jednak jeżeli zgodził się odpowiedzieć na nie - uznała, że nie ma w tym nic złego. Nachalność była niemile widziana w przypadku podrywu, a nie gdy chodziło o chęć zdobycia istotnej wiedzy.
Słuchała wręcz zaczarowana, całkowicie skupiona na jego słowach. Mówił szybko i faktycznie odrobinę chaotycznie, jednak nie sprawiało jej problemu, by odnotować wszystko w pamięci.
- To od niej zależy, czy ciało będzie twarde? Czy decyduje o tym Pan? Ma Pan możliwość ingerencji w jej układzie nerwowym bez rozbierania jej na czynniki pierwsze?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t90-promyk-jutrzenki#92
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Lut 23, 2015 11:03 pm

To był tylko jeden z wielu sygnałów, że u ludzi zanika chęć komunikacji oraz myślenia samodzielnie. Zawsze rozmowy zaczynały się od tego samego sformułowania i toczyły się jednym torem. Nie wzlatywały ponad ten pagórek zwany codziennością. Często nawet żyło się w błogiej nieświadomości, że ktoś inny pociąga za sznurki i wykorzystuje nas. Ludzie są wygodni, a nawet aż za wygodni przez co zanikają te podstawowe instynkty. Oczywiście czasami znajdowały się takie perełki jak Aurora, które lubiły myśleć, podejmować trudne tematy i wyrwać się z tej monotonii życia.
- To bardzo piękna wizja, jednak do tego potrzebny byłby ktoś na tyle charyzmatyczny, by utrzymać tych wszystkich rządzących w ryzach. Żaden chirurg nie będzie pracował za darmo, a żadna apteka nie wyda od tak leków potrzebnych szpitalom. Tu nie chodzi nawet o chęci. Chodzi o chciwość ludzką moja droga. Swego czasu projektowałem ten metal do celów militarnych, jednak że projekt okazał się zbyt drogi aby wyposażyć jeden czołg to go zamknęli. Być może kiedyś… o ile im pozwolę wykorzystają ten patent do protetyki – powiedział bawiąc się lizakiem w ustach i opierając łokciami o stolik. Widać, że dziewczę paliło się do pomocy innym i faktycznie sprawdziłoby się w roli pielęgniarki, która dba o pacjentów. W końcu szczęśliwy pacjent zdrowieje szybciej. Nie widział jej jakoś na stanowisku ordynatora czy kogoś wyżej. Była zbyt cicha na takie stanowiska i niezbyt angażowała się.
- Czy zatem my nie chcemy przetrwać? Łączymy się w pary, by wydać na świat potomstwo i przedłużyć gatunek. Kobiety oczekują, że mężczyzna zapewni im bezpieczeństwo i dobrobyt. Jak dla mnie niewiele to się różni od takiego typowego stada. Przywiązanie jest kwestią względną bo ludzie raczej uzależniają się od siebie nawzajem – odpowiedział rozgryzając lizaka, który wypuścił do środka jego ust miętowe nadzienie o całkiem przyjemnym posmaku. Odświeżało oddech i jednocześnie było słodkie.
Kagari sam chce dożyć czasów, kiedy AI będą rozwinięte i będzie mógł z nimi prowadzić badania. Dyskutować ze swoim cybernetycznym partnerem oraz pracować na najwyższych obrotach. Byłoby to niezmiernie ciekawe oraz budujące doświadczenie. Ludzkość dla niego także była priorytetem, jednak on chciał ją ulepszyć. Zmienić świat i wyewoluować ich na wyższy poziom. Zbliżyć się do boga, a kiedyś nawet go obalić.
- Być może w obliczu zagrożenia ludzkość pierwszy raz by się zjednoczyła. Przestaliby toczyć wojnę sami ze sobą, a zaczęliby z metalowymi lalkami. Jednak spokojnie. Nawet ona ma przycisk bezpieczeństwa na takie wypadki i pewnie każda inna też by je miała – odpowiedział chociaż wizja ludzkości toczącej wojnę z własnym tworem była jednocześnie zabawna, a z drugiej strony byłaby czymś czego potrzebują by się zjednoczyć. W końcu religia, poglądy polityczne czy inne kryteria przestałyby mieć znaczenie, kiedy metalowe lalki nacierają i mordują ludność każdej ze stron. Być może to było jedyne rozwiązanie by zapanował pokój na świecie.
Naukowiec westchnął sobie pod nosem, jednak nie zszedł mu z ust uśmiech kiedy przyglądał się dziewczęciu oraz tym iskierkom. Paliła się do pracy jak dziecko, któremu obiecano złote góry za to, że będzie się uczyć. Nawet słuchała go jak ktoś kto faktycznie chce się czegoś nauczyć, najwyraźniej też trawiąc to co mówił.
- To zależy od rozkazów jakie jej dam. Mam wpływ na jej układ nerwowy albo raczej mogę mieć. Zwykłe czynności ma zaprogramowane, czyli podążanie za mną, gotowanie, sprzątanie czy cokolwiek sobie zażyczę – założył na ręce białe rękawiczki, których używał do kontrolowania lalki, a następnie poruszył palcem wskazującym. Ręka lalki poruszyła się wraz z ruchem palca, a Kagari wykonał jeszcze parę zręcznych gestów by lalka ostatecznie chwyciła filiżankę jak brytyjski dżentelmen, a potem ją odstawiła - rękawiczki są tak zaprojektowane, że przesyłają do niej impulsy elektryczne, które są następnie odbierane przez komputer i przekazywane do nerwów. Zresztą bardzo ciężko jest się dobrać do jej wnętrza, bo jak zauważyłaś pewnie… nigdzie nie ma miejsca by to zrobić. Żadnej szpary, nic – włożył jedną rękawiczkę do kieszeni, a drugą ręką wykonał ruch, by lalka położyła swoją wielką łapę na dłoni dziewczyny – IGNIS… funkcja 32P – po czym zimny metal zaczął się stopniowo ogrzewać do temperatury drugiego człowieka – Pytaj dalej.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 28
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Sro Lut 25, 2015 1:23 pm

Zadawała sobie sprawę, że praca charytatywna jest dobra dla nastolatków, którzy lubią pomagać innym i nie chcą siedzieć popołudniami w domu. Żaden rozsądny, dojrzały człowiek nie będzie bawił się w pomaganie innym, bo ma swoją rodzinę, której musi zapewnić jako-taki byt. Nie po to chirurg spędził długie lata na ciężkiej nauce, by teraz być wolontariuszem. Niektórym woda sodowa strzeliła do głowy i faktycznie przegnali. Byli jednak tacy, którzy pracowali nie dla pieniędzy, lecz dla ludzi. Potrafili zrozumieć biednego, którego nie było stać na operację dla swego dziecka - i wykonywali ją za pół darmo, bądź w ogóle nie pobierali opłaty. To chyba było najbardziej ludzkie zachowanie.
- Być może przyjdzie taki dzień, Panie Touya, że te środki nie będą już tak kosztowne. Dawniej mało kto mógł pomyśleć o dostępie do internetu, teraz nie ma osoby, która mogłaby bez niego żyć.- odezwała się, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Świat się zmieniał. Ona nie doczeka się tych zmian, ale jej prawnuki i praprawnuki - już tak. Realizm był dobry, jednak czasem potrzebował odrobiny optymizmu.
Zmarszczyła lekko brwi, przez chwilę zastanawiając się nad słowami mężczyzny. Mimo, że jego słowa wydawały się spójne i logiczne, Aurora wciąż wierzyła, że relacje między ludźmi są czymś magicznym. Czymś dużo wyżej od zwykłej chęci przetrwania i przedłużenia gatunku. W końcu ona sama również chciała w przyszłości założyć swoją rodzinę, mieć kochającego męża, dzieci, psa i kota. I ładny dom z ogródkiem. Dosyć proste marzenia, choć na tę chwilę były zbyt odległe, by w ogóle o nich myśleć. Miała zbyt wiele rzeczy do zrobienia. Porzucenie tego na rzecz swych marzeń byłoby strasznie egoistyczne, zupełnie niepodobne do Aurory.
- To najprostsze, ale nie jedyne rozwiązanie.- postanowiła przemilczeć temat człowieka, skupiając się na kolejnej wypowiedzi mężczyzny. - A co, jeżeli ludzie zaczęliby tworzyć takie lalki by pozabijać siebie nawzajem? Wtedy przycisk bezpieczeństwa byłby bezużyteczny.- poruszyła kolejną kwestię. Nigdy nie wiadomo, do czego może posunąć się wróg, by pokazać swą potęgę i siłę.
Dopiła już ostatni łyk kawy, po czym odstawiła pusty kubek na blat. Oparłszy łokcie o niego, słuchała swego rozmówcy, gdy opowiadał o sposobie kontrolowania lalki. Rękawiczki. Wobec tego, by lalka stałą się bezbronna wystarczyłoby zniszczyć je, schować, podrzeć. Później do tego doszedł głos - Aurora jak zaczarowana wpatrywała się w lalkę, która robiła dokładnie to, co rozkazał jej mężczyzna. Nie odtrąciła jej metalowej dłoni, gdy pomknęła w jej stronę i dotknęła pewnie jej ręki. Aurie spodziewała się chłodnego metalu, więc ciepło całkowicie ją zaskoczyło - rozszerzyła oczy, obserwując całe to zjawisko. Zaraz po chwili przerzuciła spojrzenie na Kagariego.
- Chyba nie chcę pytać, ile zaprogramował Pan w niej funkcji.- odezwała się w końcu. Musiała mieć ich naprawdę dużo. Bardzo dużo. Przez myśl jej przeszło, jak wiele czasu musiał spędzić mężczyzna by to wszystko zaprogramować - nie dosyć, ze był geniuszem medycyny, na dodatek znał się na technologii, mechatronice i komputerach. Miała masę szczęścia, że na niego dzisiaj trafiła.
Całkowicie przypadkiem zerknęła na zegarek - godzina zdawała się być już dosyć późna. Zasiedziała się? Nic dziwnego, że nie zauważyła, jak szybko zleciał jej czas w towarzystwie mężczyzny.
- Na mnie już pora.- powiedziała dosyć niechętnie, po czym spytała jeszcze, gdzie mogłaby Go spotkać. Gdy dostała takie informacje, zapewniła, że z pewnością może spodziewać się jej "nalotu" już niebawem - być może jutro albo pojutrze?
Wstając, narzuciła na siebie płaszcz.
- Dziękuję Panu za wszystko.- rzuciła na odchodnym i uśmiechnęła się promiennie. Pożegnała się, po czym wyszła z kawiarni.


[zt]

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t90-promyk-jutrzenki#92
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Sro Lut 25, 2015 5:15 pm

Akcje charytatywne także były ważnym czynnikiem generowania finansów. Zbierało się nisko opodatkowane kwoty, które potem były przeznaczane na szpitale albo sprzęt medyczny. Czasami zdarzało się, że używało się ich do budowy placówek szkolnych albo medycznych. Wprawdzie rząd zazwyczaj ściągał procent podatku właśnie na te cele, jednak każda okazja by wyciągnąć od ludności pieniądze jest dobra. Gdyby rządy chciały, by akcje charytatywne były w pełni na dobroczynne cele to zdjęliby z nich podatek. Dlaczego więc nadal fundacje musiały tą wpłatę uiszczać? Prosta odpowiedź, bo państwo także musiało na tym zarobić i wykorzystać część kwoty na swoje własne cele. Do utrzymywania polityków i ich zachcianek, za które płacą podatnicy, a reszta szła do innych sektorów gospodarczych.
Kagari był jednym z tych, którzy nie robili nic tak całkowicie za darmo. Owszem wykonałby na kimś zabieg, ale w zamian za to zwyczajnie zebrałby sobie interesujące dane i próbki danej osoby. Nic przy tym nie wspominając, a przy okazji przetestowałby sobie nowy lek. Najwyżej by powiedział, że nie dało się odratować osoby i tyle.
- Owszem. Jednak synteza laboratoryjna kilku pierwiastków nie jest taką prostą sprawą, ani też tanią. Być może dojdziemy do tego etapu, gdzie będzie to kosztowało psie pieniądze – odpowiedział. W końcu tak też było ze szczepionkami kiedyś. Były one cholernie drogie, ale odkąd zrewolucjonizowano laboratoria to synteza danej substancji była nie dość, że tania to jeszcze szybka. Być może i taki los spotka jego Ignisium, o ile pozwoli z niego korzystać.
Kagari inaczej podchodził do kwestii rodziny. Najwyższą wartość u niego stanowiła nauka, co zresztą pokazał podczas eksperymentów na własnych krewnych. Teściowa niestety wywinęła się od tego bo wcześniej zmarła, ale żona i dzieci już nie miały drogi ucieczki. Jego podstawowymi potrzebami było jedzenie, sen oraz laboratorium gdzie mógłby w spokoju pracować. No i wychodek by się odświeżyć lub rozważać coś na tronie jak to każdy miewa. W sumie musiałby to zbadać czemu akurat toaleta wpływa tak korzystnie na przypływ nowych pomysłów.
- Wtedy jeśli korzystaliby z mojego projektu to umieściłbym w nim wadę bez której lalka nie może działać, a jednocześnie taką wadę która pozwala ją wyłączyć. Zresztą nie przekażę im projektów podłączenia uzbrojenia ani modułów, które ma teraz na sobie IGNIS. Wystarczającym przyciskiem bezpieczeństwa będzie danie każdemu tej samej siły oraz wytrzymałości. Zbrodnia zawsze istniała i zawsze będzie, a jedynym sposobem by jej przeciwdziałać to tak naprawdę pozbawić ludzi wolnej woli. A to by się mijało z celem – jeśli ludzie skorzystaliby z jego projektów by stworzyć sobie armię, on sam by stworzył lalkę tak potężną by zmiotła te śmieszne armie z powierzchni ziemi. W końcu to jego projekt i on zna je od podszewki.
Spokojnie popijał sobie świeżo dolaną kawę. Dziewczę mogło rozważać sposoby rozbrojenia Kagariego, ale najprostszym z nich był atak na niego samego. Jest tylko człowiekiem, nie ma żadnej super mocy i bardzo łatwo go zranić. Wystarczy ominąć lalkę i rzucić się na lalkarza. Zniszczenie rękawic było bardziej wymagające niż darcie zwykłego materiału. Był nieco bardziej wytrzymały ze względu na to, że musiały generować ładunek elektryczny przez co materiał musiał się bardzo elektryzować. Na dodatek każda miała kilka nanobwodów, które regulowały która część ma wysłać impuls, a która nie. Oczywiście proste przecięcie ich nożem wchodziło w grę jak najbardziej.
Uśmiechnął się pod nosem kiedy wspomniała o funkcjach – Tyle ile ma przeciętny dorosły człowiek, a nawet troszkę więcej – odpowiedział bo funkcji faktycznie miała dużo. Musiał każdorazowo wgrywać funckje, wpisywać dane i wykonywać masę roboty by IGNIS mogła podnieść chociażby kubek i go nie upuścić. Już sama ta akcja podnoszenia kubka zajęła mu cały dzień. Napisanie odpowiedniego algorytmu było najtrudniejsze. Jednak po tym już miał nieco doświadczenia i reszta szła dosyć szybko. Wiedzę z tych dziedzin zdobył jeszcze podczas studiów oraz w pogoni za swoją miłością, którą była nauka. Wiedział, że bioinżynieria oraz metalurgia może być połączona tylko w momencie kiedy ma się wiedzę o komputerach, mechatronice oraz technologii. Musiał wiedzieć jak najwięcej by osiągnąć swój cel jakim było zbawienie ludzkości. Na nauce spędził wszakże całe swoje doczesne życie. Chociaż było to dziwne uczucie, że spotkał dziś kogoś kto go nie potępia za to jakich metod używa. Być może dziewczę przeczyta kilka jego artykułów i nieco zmieni zdanie. Za oknem powoli słońce zachodziło. Kagari zdawał sobie sprawę z tego jak dużo czasu minęło.
Dziewczę niestety musiało już iść, zresztą dosyć niechętnie to robiła bo rozmowa ją najwyraźniej interesowała. Nawet chciała dostać dane kontaktowe. Oczywiście napisał jej swój adres i dał numer telefonu, chociaż wiedział że wtedy jeśli porwałby dziewczę to pewnie ktoś by znalazł tą kryjówkę. No cóż… pomyśli o czymś na miejscu chociaż miał jeszcze plan B.
Kiedy wstała on również wstał dopijając swoją kawę i odstawiając ją na blat. Zostawił na nim zapłatę oraz napiwek.
- Proszę bardzo i do zobaczenia – odpowiedział i uśmiechnął się miło do niej. Po chwili lalka do niego dołączyła i udali się w stronę laboratorium. Wyciągnął komórkę na której widniała bardzo interesująca informacja, którą musi sprawdzić.
ZT
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 60
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Mar 08, 2015 6:02 pm

Wyszli z Shibusen bez zbędnych rewelacji, na szczęście nie spotkali Kazuyi, więc wszystko miało się ku lepszemu. Moony szła obok chłopaka cały czas trzymając go pod ramię i dużo mówiła. Nie był to jednak taki typowy słowotok, gdzie loszka gada o totalnie bezsensownych rzeczach! Dziewczyna cały czas starała się mówić tak, by zainteresować tym swojego rozmówcę, by nie skupiać się tylko na sobie. Zależało jej na tym, by Raqu nie żałował tego, że wyszedł z nią gdziekolwiek, a jednocześnie była w tym wszystkim naturalna i nie próbowała kreować się na kogoś innego. Jeśli chłopak miał ją polubić to tylko za to jaka była i Moony przyjęła taką samą taktykę względem niego.
Szli może z piętnaście minut i tak dotarli do niedużej kawiarenki, która mimo wszystko serwowała całkiem dobrą kawę. Przysiedli się do pierwszego lepszego, wolnego, dwuosobowego stolika, a Księżyc zdjęła z szyi szalik, który wcześniej sobie na niej zawiesiła i uśmiechnęła się do chłopaka. Nie czuła się jakoś dziwnie speszona faktem, że wyszła gdzieś z płcią przeciwną, którego bądź co bądź poznała stosunkowo nie dawno. Przyjęła, że to bardziej.. miłe spotkanie, które może się przyczynić do tego, by zaskarbić sobie kolejnych przyjaciół, a byli na dobrej drodze, by tak było. Wierzyła, że po dzisiejszym wyjściu Raqu wciąż będzie chciał utrzymywać z nią tako jaki kontakt. Byłoby wspaniale!
Prawie od razu podeszła do nich kelnerka uśmiechnięta od ucha do ucha z długopisem w gotowości. Nawet Moonyś nie zdążyła poruszyć nowego tematu.
- Czarną z cukrem. - odparła odwzajemniając uśmiech dziewczyny i lekko zakładając niesforny lok za ucho. Gdy chłopak zamówił swoje, nastała na chwilę cisza, którą władająca chciała jakoś przerwać, ale wszystkie tematy wyleciały jej z głowy. Chyba Raqu coś wymyśli.. nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t270-moony-wbija-na-parkiet-i-od-ra
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Mar 08, 2015 6:17 pm

Przez cały ten czas, starał się jakoś przyzwyczaić do nowej sytuacji, co naprawdę niezbyt mu wychodziło. Była to dla niego kompletna nowość, mógł się czuć nieswojo! A tak swoją drogą to pierwszy raz się przyłapał na tym, że kogoś słuchał w stu procentach. Żadne słowo Moony nie uciekało gdzieś w eter myśli tego rekinozębego. Tak, władająca powinna być z siebie dumna, by była naprawdę pierwszą osobą, której chłopak w ogóle odpowiadał i słuchał! A przynajmniej z taką przyjemnością. Tak, po prostu miło mu się z nią rozmawiało.
W ogóle nie ocenił kawiarenki, kiedy tylko weszli do środka. Nie był osobą, która zwraca uwagę na to czy ściany są czerwone, czy może raczej bordowe. On ledwo odróżniał te kolory od siebie! Zresztą, był facetem. Nie spodziewajmy się od niego zafascynowania wystrojem wnętrz w każdym budynku, no i rozmyślaniami czy na pewno te petunie powinny się znaleźć na stoliku, a nie powinny to być margaretki.
Zerknął do menu i uśmiechnął się, widząc, że jednak nie spotkał swojego ulubionego rodzaju kawy w jednej kawiarence w tym mieście.
- Ja poproszę ponce livornese - powiedział, nie mając problemów z nazwą. Znał trochę włoski przez fakt, że płynnie mówił po hiszpańsku. Te językiem były identyczne w pewnych momentach.
Ach, tak. Ta niezbyt przyjazna cisza, podczas której Raquel starał się patrzeć wszędzie... Dosłownie wszędzie! Tylko nie na dziewczynę, z którą przyszedł do tej kawiarenki, bo czuł się wtedy naprawdę niekomfortowo. Nie jego wina, prawda? Chyba wyjście z tą samą płcią mniej by go stresowało.
- Co lubisz robić? - zapytał, kiedy w końcu napoje się znalazły przed nimi, więc wypadałoby również rozpocząć temat. Lekko się uśmiechnął na widok swojej kawy i od razu sięgnął po niewysoką szklaneczkę z plasterkiem cytryny. Pociągnął łyk.
- Hmm... Tutaj chyba nie potrafią zrobić perfekcyjnej, włoskiej kawy - stwierdził, dochodząc do wniosku, że ten smak nie dorównywał temu zapamiętanemu. I owszem, to była kawa z cytryną oraz rumem. Jak na podniebienie broni, nieco przesadzili z cukrem. Ale to jego własna opinia. - Zawsze pijasz czarną czy to taki kaprys? - Tak, brawo Raquel. Zagaduj na temat pijanej kawy, geniuszu na opak.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 60
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Mar 08, 2015 6:48 pm

Dziewczę optymistycznie wierzyło, że jeszcze się rozgadają, więc po prostu siedziała jak ten słup z początku. W porównaniu do Raqu nie rozglądała się po kawiarni jakby szukała wyjścia ewakuacyjnego, tylko po prostu patrzyła się na wprost. Gdy przynieśli kawę dłonie oparła o boki filiżanki, coby trochę się pogrzać i już miała zadać jakieś wyjęte z rękawa pytanie, gdy ten podjął rozmowę.
- Właściwie to uwielbiam książki, ale to chyba trochę lamerskie hobby. - odparła lekko marszcząc brwi, bo przecież nie brzmiało to zbyt ciekawie. Rzadko dla kogo bycie zapalonym czytelnikiem brzmiało interesująco, ale co miała powiedzieć? Nie należała do zbyt zabawowego towarzystwa.. a podzielnie się z nim tym, że interesuje się medycyną czy roślinami mogło brzmieć jeszcze dziwniej, więc zdecydowała, że na razie pominie ten fakt. Może potem, gdy już będzie pewna, że nie ucieknie w popłochu czy nie uśnie z nudy. Nie denerwowała się samym faktem przebywanie z nim, a tego, że może jej nie zaakceptować, wyśmiać, stwierdzić, że jest jakaś porąbana. Jeszcze jej się to nie zdarzyło, ale zawsze mógł być ten pierwszy raz, prawda?
- A piłeś taką? - spytała podejmując temat i uśmiechając się lekko. - Znaczy wiesz, że lepszą.. Hmm, może byłeś we Włoszech? Miałeś taki akcent, chyba, że mi się wydawało. - dodała po chwili trochę rozbawionym tonem i parsknęła śmiechem. Jakby się wsłuchać to sama miała trochę "twardszy" akcent typowego Norwega, ale głos Mooniacza mimo tej ujmy wciąż był dość przyjemny w odsłuchu.
Gadanie o kawie zawsze spoko, Moony nie narzekała, a jeśli okaże się, że chłopak był we Włoszech to można to poprowadzić jakoś dalej tym torem. - Proste rozwiązania są najlepsze, częściej eksperymentuje z herbatami. Kawa to kawa. - wzruszyła ramionami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t270-moony-wbija-na-parkiet-i-od-ra
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Mar 08, 2015 8:08 pm

Słysząc o książkach, chyba za bardzo się nie zdziwił. Cóż, spodziewał się po tej barwnej personie, że to będzie jej zainteresowaniem. - Lepiej jest mieć jakieś konkretne zainteresowania, niż zbytnio takich nie mieć. Ja chyba nie mam konkretnego hobby... Wiesz, lubię pobiegać, popływać czy w coś pograć na boisku, jednak przy mnie jest to nieco... Niebezpieczne - powiedział, lekko się uśmiechając, bardziej z zażenowania. Nie miał żadnego konkretnego hobby, a gry drużynowe kończyły się kontuzją jednego lub kilku z zawodników, którzy go zdenerwowali. Miał problemy z agresją... Jednak się starał! I kobiety raczej nie uderzy. Tak mu się przynajmniej wydawało.
Trzeba było przyznać, że jednak pytanie dziewczyny go rozbawiło. Kawa pochodziła z Włoszech, a przynajmniej była plotka, że tam pijałeś najlepszą kawę. W sumie to tak, było coś takiego w tamtejszych kawach, że aż chciało się je pić codziennie - nawet jeżeli do końca zdrowe podobne napoje nie były.
- Kiedyś byłem na wakacjach we Włoszech i wtedy piłem taką kawę. Tak, była o wiele lepsza, chociaż ta nie jest wcale taka zła. A jeżeli chodzi o mój akcent to pochodzę z Hiszpanii, z Andaluzji. Te języki są dosyć podobne, no i akcenty mają podobne. Ale uwierz mi, że widoki w Andaluzji są niezapomniane! Piękne ogrody, zdobione balkony czy altanki... Miałem szczęście, że się tam wychowywałem - powiedział z delikatnym uśmiechem, a chwilę po tym przymknął oczy i znów pociągnął łyk kawy, delektując się jej smakiem. Lubił wspominać rodzinny kraj. Było tam pięknie... Chociaż ludzie by go ciepło nie przywitali, gdyby teraz tam zawitał.
- Ja tam wolę najzwyklejszą wodę, chociaż kawą nie pogardzę. No i alkoholem od czasu do czasu, kiedy robię sobie przerwę od ćwiczeń. A herbaty pijam bardzo mało - stwierdził, uznając, że chyba zbyt mocno rozgadał się na temat miejsca dorastania.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 60
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Nie Mar 08, 2015 8:57 pm

Uniosła lekko brew na wzmiankę o niebezpieczeństwie grania z chłopakiem w cokolwiek. Nie wyglądał na aż tak agresywnego jak o sobie mówił, ale Moony nie zamierzała oceniać książki po okładce. Nie umiała go rozszyfrować w żaden sposób, więc po prostu pozwoliła, by on sam powoli się przed nią otworzył. Znali się krótko, ale do tej pory nie poczuła się w jego towarzystwie w żaden sposób zagrożona.. chociaż może po prostu była zbyt ufna i zapatrzona w dobre idee?
- Może do tej pory biegałeś, pływałeś i grałeś na boisku w nieodpowiednim towarzystwie? - zastanowiła się na głos, ale nie przyjęła przemądrzałego tonu. Nie chciała nic ani nikogo oceniać, po prostu uzewnętrzniła się z przemyśleniami. - Właściwie nie znam cię za dobrze, właściwie to prawie w ogóle, ale zauważyłam, że.. że chyba.. O, wiem. - uśmiechnęła się wiedząc już jak podjąć myśl. - Jesteś trochę jak gąbka! Oddziałujesz na otoczenie, a otoczenie oddziałuje od ciebie. Jeśli rozmawiasz z kimś spokojnym to.. jesteś spokojny. Chyba. - zacięła się na chwilę nie spuszczając z niego wzroku. Nie wiedziała jak zareaguje na ten odważny komentarz, nie chciała by stwierdził, że się wymądrza, bo Moony dopiero próbowała go "odczytać" i zrozumieć jak najlepiej umie.
- Zauważyłam, że jak mówisz o tym miejscu to od razu się wyciszasz.. To potwierdza moją tezę, mam rację? - wyszczerzyła ząbki w uśmiechu, a była w tych swoich osądach taka naturalna. Nie czuła się jeszcze do końca w tym wszystkim pewna, chociaż miała wrażenie, że idzie dobrym tropem. Gdy ten odpowiadał dziewczyna również upiła łyk kawy. Skupiła na broni całą swoją uwagę - często tak robiła, chociaż miała nadzieję, że to go nie peszy. W ogóle wierzyła, że ta gadatliwość go nie przestraszy! Moony należała do niesamowicie pacyfistycznych, pokojowych osób, której frajdę sprawiało przebywanie z ciekawymi osobistościami. A Raqu dzisiaj był prawdziwą "atrakcją" dnia, więc nie było co się jej dziwić, że tak aktywnie brała udział w rozmowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t270-moony-wbija-na-parkiet-i-od-ra
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Mar 09, 2015 11:16 am

Współrywalizował z nieodpowiednimi osobami? Możliwe. Nie miał bladego pojęcia. Tak naprawdę to on nienawidził, kiedy ktoś go oceniał lub chociażby drwił z niego. Był na to wyczulony, dlatego też na lekcji pokazywał się z tej gorszej strony, jeżeli chodzi o jego agresję. Dobrze, że nie zaczął niczym rzucać w nauczyciela.
- Hmm... Tutaj chyba nie chodzi o to z kim rozmawiam, a jak rozmawiam. Jak byłem młodszy to wszystko wokół mnie drażniło, byłem okropny, nieposłuszny, pyskaty... Teraz w sumie niewiele się zmieniło, ale panuję nad sobą trochę bardziej. Dawniej, pewnie bym wyszedł z lekcji albo rzucił czymś w profesora, a tak to byłem tylko pyskaty. No i też była możliwość, że zmieniłbym się w broń - przyznał spokojnie. Nie, chyba nie przejmował zachowań otoczenia. Był młodszy i zawsze znajdował się w dobrym otoczeniu. Nikt nie był przy nim agresywny. Wyniosły i owszem, a to go denerwowało. No i po tym już kompletnie stracił kontrolę nad swoim zachowaniem. Nie zastanawiał się zbyt długo, dlaczego kogoś uderzał. - Ale to chyba moja wina, że jestem dosyć impulsywny - doszedł w końcu do takiego wniosku. Musiał się nauczyć nad sobą panować!
- Nie, chyba nie do końca się wyciszam... Nie mam miłych wspomnień z Hiszpanii. Zawsze ze wszystkimi się kłóciłem. Byłem istnym utrapieniem! Ale widoki tam były piękne - powiedział, po chwili wyjmując z kieszeni telefon i przeszukując jego pamięć. Znalazł zdjęcie młodszej siostry na tle pięknego ogrodu, które zaraz pokazał Moony. - To jest ogród, który znajdował się nieopodal mojego domu. Często tam przesiadywałem z siostrą. Architektura jest typowa dla Andaluzji. Na każdym balkonie było mnóstwo kwiatów... - powiedział, lekko się uśmiechając. Uwielbiał opowiadać o rodzinnych stronach. Naturalnie nie dało się dowiedzieć niczego na temat ludzi tam mieszkających, co najwyżej o widokach i kulturze, która została mu wpojona.
Ach, chyba się nieco rozgadał. Był dosyć spokojny przy Moony. Trochę kojarzyła mu się z jego młodszą siostrą, dlatego też nie chciał zrobić jej krzywdy. No, może była nieco starsza od niej. I miały inny kolor włosów, bo jego siostra miała niefarbowane. Ciekawe czy i ona będzie taka ładna, kiedy podrośnie?
Ught, nie, myśli stop! O czym on w ogóle myślał?!
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 60
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Mar 09, 2015 5:27 pm

To wszystko to były tylko Mooniuśne spekulacje i nie zakładała od początku, że ma stuprocentową rację. Uzewnętrzniła się ze swoimi przemyśleniami i była gotowa na to, że nie będą one trafne. Cieszyła się jednak, że Raqu się wkręcił - o to chodziło. Mogła nawet gadać pierdoły, byleby między nimi nie powtórzyła się ta irytująca, pesząca cisza.
Kiwnęła w zamyśleniu głową wciąż uważnie słuchając tego, co chłopak miał do powiedzenia. Wciąż nie widziała w nim zagrożenia, chociaż oczywiście.. była czujna. Jeśli zwierzył jej się z tego prawdopodobnie chciał, by oswoiła się z tym faktem.. w razie czego. Moony zaakceptowała tę wadę z miejsca, bo właściwie nie była to jego wina. Dodatkowo chłopak najwidoczniej starał się zachowywać jako taki spokój mimo dość nieprzewidywalnego i agresywnego charakteru.
- Sądzę, że chcesz się zmienić, a to już pierwszy krok. - odparła pociesznie. - Kiedyś byłam niesamowicie nieśmiała, ledwo dukałam nawet do bliższych znajomych, a teraz? - parsknęła śmiechem. - Dla chcącego nic trudnego, a podobno by zawładnąć nad światem i zmienić go najpierw trzeba zacząć od siebie. - wzruszyła lekko ramionami.
Wysłuchała opowieści Raqu o jego rodzinnym mieście i aż wróciła na chwilę wspomnieniami do swojej Norwegii, do przytulnego domku babuli gdzie ogromne, stare czytadła spędzały jej sen z powiek odkąd wyrosła ledwo centymetr ponad stół. Mimo tego, że głównie spędzała tam czas w samotności całkiem dobrze wspominała tamte rejony. Gorzej już Anglię, ale wciąż wszystko dla ludzi.
- Pamiętne widoki też są dobrym materiałem na przyjemne wspominki. - odparła, a gdy ten pokazał jej urocze zdjęcie z pewną dziewczyną na głównym planie od razu pomyślała, że jest śliczna i słodka. No i Raqu był trochę do niej podobny. - Jaka śliczna! Twoja siostra czy przyjaciółka? - spytała nie mając jakiegoś specjalnego problemów z tym pytaniem - nie widziała niczego dziwnego w przyjaźni z młodszymi osobami, więc wolała przyjąć i taką opcję. Widoki też obczaiła i przyznała chłopakowi rację - było tam niesamowicie i słonecznie.
Oczywiście księżycowej bardzo pasowało, że ten się tak rozgadał. Dobrze, że nie widziała co mu chodzi po głowie, bo pewnie spaliłaby buraka jak głupia. Sama starała skupić się na ich rozmowie, więc na tą chwilę rozmyślanie nad urodą swojego rozmówcy odłożyła na bok, chociaż z niejakim trudem. Jeśli mimo wszystko rozmawianie o Hiszpanii z różnych powodów sprawiało mu przyjemność, to chętnie mogli poprowadzić ten temat.
- Pochodzę z Norwegii, a w porównaniu do Hiszpanii jest tam jak w lodówce, chociaż tez możemy się pochwalić niesamowitymi widokami. - mieszkała w górskiej, niewielkiej miejscowości, więc też dlatego Moony nie miała problemu z wychodzeniem bez jakiegoś megaciepłego wierzchniego odzienia w zimie. Ta pora roku akurat w Death City, które leżało w Ameryce była całkiem ciepła i przyjemna. Zdecydowanie przyjemniejsza niż w jej rodzimym kraju - to na pewno!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t270-moony-wbija-na-parkiet-i-od-ra
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Mar 09, 2015 8:29 pm

Cóż, kiedyś bez wahania już za sam fakt, że dziewczyna podeszła do niego w klasie, uderzyłby ją po prostu. Dlaczego? Nie wiedział. Nie miało to znaczenia. Był impulsywny i agresywny dla każdego, kto tylko próbował się do niego zbliżyć. Ale owszem, aktualnie próbował nad sobą panować, bo nie chciał już robić innym istotą wokół siebie krzywdy. Chociaż... Dlaczego ostrzegał Moony przed tym, że jest agresywny i może jej zrobić krzywdę w pewnym momencie? Chyba chodziło tutaj o to, że nie chciał do siebie zrazić dziewczyny przez jakieś głupstwo. A tak, to najpewniej po jakimś wybryku, miałby jeszcze szansę się przed nią wytłumaczyć i przeprosić! Tak, ujawnienie ryzyka przebywanie w jego pobliżu, miało na celu zwyczajne zapobiegnięcie.
- W sumie to chcę tylko nad sobą panować... Czasami bycie agresywnym może pomóc podczas walki. No i nie chcę krzywdzić ludzi wokół... A przynajmniej nie tych, którzy nie wyrządzili mi krzywdy - przyznał, wzdychając. Dalej obwiniał siebie za to, że dał ponieść się emocjom przy siostrze. To przez niego ona wtedy wylądowała w szpitalu! Nie mógł nic na to poradzić... Przecież nie panował nad swoją formą, a wtedy akurat został zdenerwowany! Przecież... Przecież on w życiu by jej nie skrzywdził! Był dla niego bardzo ważna.
- Siostra... - powiedział, wyrwany nagle z zadumy nad tym, co kiedyś zrobił istotce na zdjęciu. - Nie widziałem jej już rok. Skrzywdziłem ją, nieumyślnie oczywiście, a ona poprosiła, abym poszukał zawodówki i poszukał tam pomocy w zapanowaniu nad mocami. W sumie to trochę przypomina ciebie... - powiedział, nim zdążył pomyśleć, więc od razu zechciał to naprawić. - Znaczy, ona jest młodsza o dużo lat, ale ty jesteś tak samo dziecinna... Nie, żeby to było czymś złym! Bardzo ładnie się uśmiechasz, dodaje ci to uroku i naprawdę świetnie pasują do ciebie te ubrania, wyglądające jak dla dziecka z podstawówki... Ale to nic złego! To do ciebie pasuje. Masz naprawdę świetny styl! Wiesz, zastanawiam się nawet czy moja siostra też będzie tak ładna jak ty, kiedy dorośnie... - mówił, coraz bardziej się pogrążając, przez co jego twarz nabierała coraz to więcej odcieniu czerwonego, naturalnie z zawstydzenia. Sięgnął po menu, zakrywając się nim, jakby szukał jeszcze czegoś ciekawego w nim.
- Słyszałem, że jest tam dosyć zimno. Ale ja chyba wolę cieplejsze klimaty, chociaż kiedyś byłem tam na wakacjach. W ogóle zwiedziłem kawał świata z rodzicami, chociaż ci zawsze żałowali, że mnie brali na wakacje. O, może zamówimy jeszcze po jakimś ciastku? Może sernik, albo jabłecznik? Coś byś chciała? - mówił, dalej trzymając nos w menu, zażenowany swoimi wcześniejszymi słowami. Co mu do łba strzeliło, że zaczął takie rzeczy gadać?! Nie mógł sobie odgryźć języka?!
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 60
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Pon Mar 09, 2015 10:20 pm

// Raqu mistrz, skisłam jak nie wiem. XDDDD

Cóż, Moony była chodzącym miłosierdziem, więc nawet jeśli przypadkiem dostałaby od nie tylko Raqu, ale od kogokolwiek stwierdziłaby, że to pewnie jej wina i tak powinno być. Głupie dziewczątko dbające o wszystkich w okół.. najprawdopodobniej zanim pomyślała by o sobie, wystraszyłaby się, żeby przypadkiem Kazu się nie dowiedziała, bo gdyby ta zdałaby sobie sprawę, że cokolwiek złoiło tyłek jej władającej bez uczciwej walki.. ops.
Dziewczyna poczuła się trochę niepewnie słuchając opowieści chłopaka. Współczuła mu bardzo, bardzo, wiedziała, że rzadko która broń nie miała za sobą negatywnych przeżyć. Bycie władającym nie niosło za sobą zagrożeń, Moony równie dobrze mogła poprowadzić swoje życie inaczej - nie musiała przecież przyjeżdżać do Shibusen, a taki Raquel nie miał wyboru. Trochę ścisnęło ją w sercu, gdy to zrozumiała i uśmiechnęła się lekko, chociaż trochę smutno. Nawet nie zdążyła dołożyć swoich pięciu groszy w postaci jakichkolwiek słów otuchy, gdy chłopak nagle..
Hmm.. i tu Księżyc musiała się dłużej zastanowić. W pewnym sensie usłyszała kilka komplementów, jednak były one przeplatane komentarzami. które co po niektóre loszki by uraziły. Moony jednak słuchała tego z szeroko otwartymi oczyma i ledwo powstrzymała się przed otworzeniem buzi ze zdziwienia.
- To były najbardziej chaotyczne i jednocześnie najsłodsze komplementy jakie w życiu usłyszałam. - odparła totalnie szczerze również przybierając na twarzy koloryt pomidora. Cóż, Raqu bardziej pasował rumieniec do włosów i.. kurcze, to naprawdę było urocze! Zatopiła dziób w kawie i stwierdziła, że się wygłupiła. Chociaż.. właściwie to obydwoje wygłupili się jak nie wiem, ale było fajnie, o. Nawet przez myśl tej dziwnej osóbce nie przeszło, by obrazić się za cokolwiek. Znała siebie, wiedziała, że jej styl mógł nie przypasować wszystkim w okół, ale jeśli Raqu naprawdę sądził, że nie wygląda to źle.. Mimowolnie wspominając słowa o swojej urodzie uśmiechnęła się pociesznie i słuchała co ten dalej ma do powiedzenia.
- Moi rodzice też podróżują po świecie, ale sami. Sernik brzmi dobrze. - odparła tylko nie mogąc przestać się cieszyć. To przechodzenie z tematu do tematu rozbawiło ją i naprawdę poprawiło humor na tyle, by zostało na kolejny tydzień, może i miesiąc. - Wiesz? Umiesz być naprawdę uroczy jak się postarasz. - dodała po chwili również chowając się za menu. Miała dodać jeszcze coś, ale w odróżnieniu od chłopaka uchapała się w język.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t270-moony-wbija-na-parkiet-i-od-ra
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Mar 10, 2015 10:12 am

Za to Raquel nie zastanawiał się nad tym czy ktoś mu współczuje, czy jednak nie. Uważał, że to była jego wina, skoro nie potrafił nad sobą zapanować. Powinien być mądrzejszy już wtedy! A nie jak ten debil reagować na wszystko wokół agresją. Może faktycznie powinien nad sobą o wiele bardziej panować? Może i nie jest to do końca możliwe, ale... Tak, spróbuje! Postara się to osiągnąć!
Był zażenowany. Co on w ogóle gadał!? Był idiotą! Takie rzeczy nawygadywał, że nie zdziwiłby się, gdyby Moony po prostu wstała i wyszła z tej kawiarni. I chyba się jednak cieszył, że tego nie zrobiła, a nawet te komplementy się jej spodobały, co oczywiście jeszcze bardziej speszyło kiścień. Nie jego wina, że nie rozmawiał za bardzo z płcią przeciwną, bo każda dama uważała go za jakiegoś szajbusa, któremu w głowie są tylko bójki i walki! To nie była prawda, bo naprawdę potrafił się kimś zająć, ale... Był po prostu za bardzo agresywny. I to wszystko! Chociaż tę wrażliwszą stronę również posiadał. W innym wypadku, nie spaliłby aż takiego buraka, na słowa dziewczyny.
No i sprawa nie została poprawiona, kiedy dziewczyna uznała, że on jest uroczy. No i te wszystkie myśli, które się gromadziły w jego głowie, na temat zalet Moony... Powinien się uspokoić! Ale było to nieco ciężkie do zrobienia.
- To... Pójdę nam zamówić po ciastku! - powiedział, od razu wstając od stolika i kierując się w stronę kasy. Tam zamówił dla nich dwa kawałki sernika i dodatkowo zapłacił za te wypieki, no i za kawę. Będzie kulturalny i nie zapyta dziewczyny o zgodę, czy może zapłacić za jej zamówienie. Tak, dokładnie o to chodziło.
Wrócił do stolika dopiero z ciastkami. Jeden talerzyk postawił przed dziewczyną, a drugi przed swoim miejscem. Jego twarz już pozbyła się tego irytującego koloru. Tak, to było chyba największym plusem z tego spaceru po coś słodkiego.
- Mówiłaś, że twoi rodzice podróżują. Odwiedzają cię czasem? Bo moi to unikają tylko Nevady - powiedział, dopijając swoją szklaneczkę kawy i zabierając się za posiłek. W sumie to po zajęciach w szkole zgłodniał. Dopiero teraz to zauważył! Najwyraźniej przez cały ten czas jego żołądek był skręcony przez stres, jaki się pojawił, bo przebywał w pobliżu Moony. No czym on się tak przejmował?! To tylko dziewczyna! Znaczy... Nie no, fakt. Była ładna, miła, świetnie się z nią rozmawiało... Ale to była tylko i wyłącznie dziewczyna, więc co się z nim działo?!
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 60
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Wto Mar 10, 2015 4:45 pm

Uśmiechnęła się kręcąc głową, gdy ten zwiał kupić ciastka. W końcu miała szansę rozejrzeć się po lokalu i na tej czynności spędziła te kilka minut zanim chłopak wrócił. Humor wciąż miała dobry, a już w ogóle, że teraz dostała jeszcze przed nos ciacho! Moonyś nie była ogromną fanką cukru, starała się nie przesadzać ze słodkościami, ale od czasu do czasu dobry wypiek był naprawdę miłą odmianą.
- W Death City nigdy i się nie zapowiada, ale czasami wracają do Norwegii, chociaż rzadko. Wolą Indie. - odparła wzruszając ramionami i atakując widelcem talerzyk. - Nigdy nie byli do końca odpowiedzialni, więc mnie i siostrę wychowała babcia. - chyba pierwszy raz nie użyła swojego określenia na tą zbzikowaną staruszkę. Może z rozpędu..? Tak czy inaczej na samą myśl o babuli i o tym co jej zawdzięcza jej buzia od razu pojaśniała. - Właściwie to chyba nie chciałabym, żeby przyjechali tutaj. Są strasznie ekscentryczni, głośni i irytujący, a mama boi się tutejszych broni. Stwierdziła raz, że zbzikowałam, że chcę mieć z nimi do czynienia! - parsknęła śmiechem, te wszystkie dzikie przygody i podróże poprzestawiały coś w ich głowach i to nie była tylko jej opinia. Połowa rodzina pukała się w głowę za każdym razem, gdy przyjeżdżali.
- Twoi rodzice aż tak się "boją" twojego temperamentu, że nie chcą tu przyjechać? Czy może ogólnie Shibusen ich "odstręcza"? - spytała uprzejmie, a gdy ten odpowiadał zabrała się za ciastko. Mimo woli pilnowała się, coby się nie zachowywać jak świnka i być kulturalną jak przystało w towarzystwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t270-moony-wbija-na-parkiet-i-od-ra
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   Sro Mar 11, 2015 4:08 pm

Słuchał naturalnie dosyć uważnie dziewczyny, zapamiętując - lub chociaż starając się zakodować - każdą z ważniejszych informacji na jej temat. Miała przyjemny dla ucha głos, toteż nie miał z tym większych problemów. No i mógł się skupić na jedzeniu ciastka, a nie na... rozglądaniu lub obserwowaniu swojej rozmówczyni. Tak, to drugie kończyło się dziwnymi myślami, jak i słowami wypływającymi na powierzchnię, z zakamarków umysłu Raquela.
- To mną raczej nikt nie chciał się zajmować. Pilnowałem, żeby nikt nie zrobił niczego złego mojej siostrze... A rodzice to raczej byli porządni ludzie. Wiesz, coś w rodzaju "dobrze się ucz, musisz dostać stypendium, dostać się na renomowane uczelnie" i takie tam pierdoły - powiedział, szczerząc się do dziewczyny. - To jakby twoja mama się tutaj pofatygowała, mogę ją nieco postraszyć - powiedział, cicho się śmiejąc, a słysząc jej pytanie, westchnął i pokręcił głową.
- Nie mam bladego pojęcia. Oni w sumie nie wiedzą, że tu jestem. Nie lubią za bardzo Ameryki... I przypuszczam, że gdyby wiedzieli, że ja teraz żyję w Nevadzie to byłby to kolejny powód, aby nie wybierać się za ocean, bo czasami faktycznie wybierają się w taką podróż. Ale tak to w ogóle nie utrzymuję z nimi kontaktu - powiedział, lekko wzruszając ramionami. Naturalnie nie jadł, kiedy odpowiadał dziewczynie. Miło się z nią gawędziło i był jakiś spokojniejszy. W sumie to lepiej dla ludzi wokół, jak i dla niej samej. Nie zrobi przynajmniej nikomu krzywdy!
- Może wymienimy się numerami? - zapytał nagle, bawiąc się telefonem leżącym na stoliku. - No wiesz, jakbyś chciała się nieco poduczyć w bójkach. Mogę cię nauczyć jak uchronić się przed siniakami - zapewnił, lekko się do niej uśmiechając i pokazując jej swoje białe, rekinowe zęby.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Kawiarnia w centrum   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia w centrum
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Kawiarnia Solace
» Kawiarnia Lacciato
» Kawiarnia
» Centrum papirusu
» Centrum Zakazanego Lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-