IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Sob Lut 21, 2015 10:49 pm

//Tu kiedyś będzie pełny opis.

Na początku mieszkała tutaj sama Welt. Teraz jest też Vandil.
Mieszkanie jest duże, posiada dwa pokoje z kuchnią i łazienkę. Kuchnia i salon łączą się ze sobą, nie są oddzielone ścianami.
Pokoje dwójki mieszkańców są takie same, mają duże łóżka, dzieli je jedynie kolorystyka Weltowy jest bowiem brązowy, Vandilowy szary.
Na drzwiach pokoju Vandila wisi karteczka z rysunkiem wilka oraz podpisem "Pokój Vivaldiego <3".
Salon jest wyposażony w stół, kanapę, lampkę. Kuchnia urządzona została nowocześnie.

//Tu kiedyś będzie pełny opis.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Pią Lut 27, 2015 10:09 pm

W kwestii przeznaczenia musiała jej po prostu przytaknąć. To zabawne jak bardzo ich zdanie czasem się pokrywało. Może serio były spokrewnione? Ale z drugiej strony wtedy Vandil byłby bratem Welt. Co szczególnie obecnie stawiałoby ich obojga w nieco trudnej do pojęcia sytuacji. Wyszliby na ludzi bez moralności. Erm. Nieważne.
Zajęła się robieniem herbaty gibając się przy tym na boki. Już wcześniej miała świetny humor, a cała ta sytuacja jeszcze bardziej to pogłębiała. Gdyby nie pewien wypadek na pewno doszłoby do poparzeń. Myślenie to jednak było czasem potrzebne.
Nie zrozumiała początkowo aluzji do Greya. Chwila zastanowienia i w sumie temat książki, o której to gadały jej koleżanki w klasie jakoś sam wpadł. Sama się w tym nijak orientowała, ale by jakoś podtrzymać rozmowę postanowiła znaleźć chociaż jedno powiązanie, choćby słowo. Złapała.
- W planach nie mam żadnych czerwonych pokojów, tak na marginesie - zaśmiała się, chociaż w sumie nie wiedziała z czego.
- Ale mógł zasnąć! - rzuciła jedynym logicznym wyjaśnieniem szukania swojego partnera w jego pokoju w tej sytuacji.
Kiedy już wszystko było podane i naszykowane nie miała w sumie innego wyjścia jak usiąść sobie obok Liv z ciepłym kubkiem w dłoniach.
- Na razie jestem trochę jak siostra, ale obiecuję, że z czasem będę bardziej, postaram się o to! - Uśmiechnęła się szeroko do nowej znajomej. Raczej się dogadają. Welt z góry lubiła towarzystwo miłych osób. Inna sprawa, że dla niej każdy był miły.
- Czyli jesteście wyjątkowi! To dobrze. Wyjątki są bardzo potrzebne światu. No i w sumie trudno by było widzieć Vandila kłócącego się z siostrą - urwała na chwilę biorąc łyk herbaty - Myślę, że gdyby każdy brat był jak Van, to na świecie nie byłoby narzekających na rodzeństwo dziewczyn. Tak luźno myślę. - Rozejrzała się na chwilę po otoczeniu, chociaż było jej całkiem znajome. No nadal nie przyzwyczaiła się do braku dywanu!
- Wyglądałaś trochę na zdziwioną kiedy weszłaś. Coś nie tak? - wyszła z innym tematem dla pogłębienia rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Sob Lut 28, 2015 7:40 pm

Liv nie miała nic do koloru czerwonego, ale w sumie też sobie jakoś nie wyobrażała ścian czy ogólnego umeblowania w takim odcieniu, więc nie skometnowała przyszyłch nie-planów w urządzaniu sobie mieszkania z jej bratem. W końcu to ich wola, ale jakby zapytali, to zawsze blondynka służyła pomocą w doborze dodatków. W końcu była jak każda inna typowa posiadaczka płci żeńskiej. Kochała falbanki, kotki i inne babskie sprawy, choć jej gust był jeszcze zdecydowanie zbyt dziecięcy.
- Myślę, że byśmy go obudziły...
W końcu zachowywały się dość głośno. Jeżeli tylko Vandil nie spał niedźwiedzim snem, powinien już dawno wstać i zobaczyć, czy go czasem ktoś nie okrada.
Tym czasem Liv zajęła się sprawą herbacianą. Jaka herbata była- każdy wdział. Brązowa, w kubeczku czy tam filiżance. Jednak herbaty kryły w sobie mistyczny sekret zwany temperaturą. Jeżeli się go nie poznało, istniało zagrożenie, że dojdzie do poważnych poparzeń okolic języka i utraty smaku. Dodatkowo nie można było po tym jeść... Liv już nie raz dała się złapać w niecną pułapkę oferowaną przez ten przepyszny napój. Była więc osobą doświadczoną. Jak każdy koneser nie ranienia siebie co pięć minut, ujęła pierw naczynko w ręce, by zbadać wszystko powierzchownie. Od razu poczuła przyjemne ciepło promieniujące najpierw w palce, a potem rozchodzące się po reszcie dłoni. Praktycznie wetknęła nos do środka i zaraz się cofnęła. Herbata była zdecydowanie za gorąca na jej delikatne podniebienie.
- Zdziwiona? Ah. Tak. Trochę. Vandil pisał, że niezbyt mu się powodzi w kwestii finansowej, więc to trochę dziwne, że tutaj mieszka.
Podmuchała parę razy do kubka, próbując umniejszyć nieco temperaturę.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Nie Mar 01, 2015 2:14 am

Vandil zupełnie nieświadomy sytuacji w mieszkaniu chodził po mieście, ot tak. Skończył zajęcia wcześniej, lecz wracanie do pustego domu to nic przyjemnego. Niby mógłby coś ugotować, ale znów usłyszałby, że "psuje plan" i musiałby od nowa rozpracowywać go razem ze swoją partnerką, która wyjątkowo łatwo się w nim gubiła jeżeli pominęła chociaż jeden punkt. Nawet jeżeli to nic nie zmieniało, to i tak była zagubiona w spisanych obowiązkach. Chłopak zatem starał się zbytnio nie wchodzić w niego na tyle, na ile pozwalał mu charakter. Czasami musiał zwyczajnie coś upichcić czy posprzątać albo zrobić zakupy. Inaczej czułby się nieswojo i jak bogaty panicz, który ma wyjątkowo zabawną służącą. Dosłownie szlajanie się po mieście dobiegło końca, gdy spojrzał na godzinę na telefonie.
- Powinna być już od jakiegoś czasu w mieszkaniu. - pomyślał obierając za cel ich miejsce zamieszkania. Trochę już żyli ze sobą, chociaż wciąż nie był to kawał czasu, lecz i tak niekiedy łapał się na tym, że chciał wracać do swojego obskurnego mieszkania. Jakoś niezbyt wierzył, że ich znajomość potoczyła się tak... szybko, gwałtownie i spowodowała tyle zmian w życiu Vandila w zaledwie kilka godzin. Jego zdolności adaptacyjne były na wysokim poziomie, ale bez przesady - czy do tak rychłej przemiany da się przyzwyczaić raz-dwa? Pewnie tak, jak się ma wyjątkowo słabą pamięć.
Krótki spacer sprawił, że białowłosy znalazł już się naprzeciwko drzwi od mieszkania. Świadom obecności Welt nawet nie wyciągał kluczy tylko wszedł do środka. Rzadko się zamykali - on potrafił walczyć i był Bronią, a ona Władającą. Daliby sobie radę w razie ataku jakichś złodziejaszków. A raczej wiedźmy nie odwiedzają w domach jak Jehowi, prawda? Zatem przestąpił przez próg i schylił się, by zdjąć swoje buty.
- Wróciłem! - podniósł głos, bo w sumie mieli w zwyczaju komunikować, że wychodzą albo wracają. O ile wychodzenie miało sens, to wracanie trochę mniejszy. Brzmiało jakby "już jestem więc chowaj porno, bo lada chwila wejdę do pokoju" - ale jednak i tak pokrzyczeli sobie w mieszkaniu. W ten sposób, nie taki inny. Sąsiedzi musieli ich kochać. Kiedy buty już były zdjęte, zrzucił swój marynarko-płaszczo-coś na wieszak i ruszył swobodnie do kuchni, jako że było to miejsce, w którym spędzali najwięcej czasu. Znaczy - on spędzał tam sporo czasu, bo w sumie łączyła się z salonem, a on oba te pomieszczenia nazywał kuchnią.
Wchodząc do pomieszczenia coś mu się nie zgadzało, a pisząc "coś" mam na myśli ilość osób wewnątrz. Raczej nie mieli gości nigdy, a teraz ten wydawał się bardzo znajomy. Oczywiście to nie tak, że Vandil nie poznał własnej siostry, ale takie sekundowe zerknięcie sprawiło, że sporo przemyślał zanim minęła kolejna sekunda. W takich chwilach zapewne każdy stanąłby wryty mówiąc "Liv?!" w pełnym zdziwieniu, lecz nie ten chłopak. Nawet nie zatrzymał się, chociaż lekko drgnął próbując, aczkolwiek ujrzenie własnej siostrzyczki popchnęła go do przodu. Uśmiech sam pojawił mu się na twarzy i mimo chęci poskromienia go, nie zdołał tego dokonać. Zatrzymał się naprzeciw niej, no bo przecież skoro ona siedzi z herbatą w dłoniach to nic nie zrobi. Jeszcze ją obleje wrzątkiem... nie mógł ryzykować. Przecież chodziło o jego niemalże "oczko w głowie". Świetnie się czuł widząc ją i uświadamiając sobie, że akurat popija ten gorący napój z Welt.
- Nic się nie zmieniłaś, Liv. Chociaż... może trochę urosłaś gdzieniegdzie. - powiedział z dosyć szerokim uśmiechem. Miał na myśli oczywiście, że doszło jej centymetrów wzrostu i długości włosów, ale przecież lubił się z nią drażnić. Musiał też trzymać fason - przecież nie zdradzi jej, że niesamowicie uradowała go wizytą i najchętniej wyprzytulałby ją. Jakiś wizerunek musi mieć.
- Jak się znalazłyście? I... jak? - zapytał przenosząc wzrok na Welt. Chciał zadać jedno trafne pytanie, lecz w sumie nie dało się, bo chciał wiedzieć jak się spotkały, jak się dowiedziały o swoich powiązaniach z nim i ogólnie wiele innych informacji.


//Sorrasy, zapomniałem how to Vandild.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t106-norweski-wywolywacz-orgazmow-v

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Nie Mar 01, 2015 4:01 pm

Welt też ani myślała o zmianie koloru ścian na czerwony. Lubiła ten kolor, przypominał jej o swoim partnerze, walentynkach, miłości i tym podobnych, ale z drugiej strony obecny wygląd mieszkania nie był przecież zły. Nie mówiąc już o tym, że remont nieźle by podeptał typowy dla dziewczyny grafik. Zdecydowanie, nawet jeśli malowanie ścian było zabawne to koszt tej rozrywki był zdecydowanie za duży. Zostawiając daleko za murzynami kwestie wykłócania się o sen Vandila, bo nie było o czym mówić zajęła się innym tematem.
- Oh, to pewnie pisał o swoim starym mieszkaniu. Naprawdę, jesteśmy współlokatorami od niedawna, pewnie nie zdążył o tym wspomnieć. - Uśmiechnęła się niewinnie. Kubek w jej dłoniach był już niemal pusty - podekscytowana sytuacją nie kontrolowała swoich odruchów. I poparzyła się przy okazji, ale jak już wielokrotnie nawet sama wspomniała - nie takie skaleczenia przeżywała. No, rozmowa jakoś się toczyła, ale w końcu musiał nastąpić ten przełom - wyczekiwany poszukiwany musiał się w końcu przecież pokazać. W końcu tu mieszkał. Ciekawe co robił poza domem. Pracował? Jeśli tak to Welt będzie musiała mu znowu zwrócić uwagę o to, kto tutaj odpowiada za wydatki... Chociaż z drugiej strony trudno było chłopaka zatrzymywać. Był starszy, więcej wiedział, tak mimo wszystko, a osoba tak uległa jak okularnica miała zwykle problemy w przekazywaniu swoich racji takim osobnikom.
Khem. Wracając do rzeczywistości. Vandil pojawił się, a na jego rozchodzący się po mieszkaniu głos Władająca zareagowała dosyć energicznie, kubek odłożyła gdziekolwiek, zerwała się na nogi. No prawie się zerwała, bo nie obyło się bez zaplątania o własne kończyny i upadku. Mimo ponownie bolącej głowy podniosła się tym razem niemal w ułamku sekundy. Teraz nawet czuła się lepiej niż wcześniej. Pewne dziwne wrażenie uciekło jej z głowy. I Vivadli tu stał! Wyglądał chyba na zadowolonego, albo takiego bardziej zdziwionego. Zaskoczony, ale na pewno szczęśliwy! O! Jak na przyjęciu urodzinowym niespodziance. Fajnie by było wyprawić chłopakowi urodziny... Może zapyta o datę Liv, tak kiedyś, po kryjomu? Tak. Myślenie czasem jest potrzebne!
- No bo widzisz... Liv chodziła po szkole i wypytywała wszystkich o ciebie. Znaczy szukała. Wspominała coś o tym, że uciekłeś sprzed ołtarza, ta dana ci dama musiała być serio brzydka! I ten, trafiła na mnie tak szczęśliwym trafem. - Zaczęła machać nerwowo rękami w powietrzu, ale skoro nadal się śmiała, to chyba było dobrze. Kiedy się w końcu uspokoiła spojrzała to na swojego partnera, to na jego siostrę. Śrubki w jej pustej łepetynie powoli się nagrzewały.
- To może ja no... Zostawię was samych? Pewnie chcecie pogadać o tych brzydkich narzeczonych i zdemolowanym kościele! No i Van, chcesz herbaty? Albo kawy? - Klasnęła w dłonie i powoli przystąpiła do komicznego wycofania się do zakątku kuchennego, przy okazji nastrajając uszy na jakąś odpowiedź ze strony rodzeństwa B... Bjoblebleblabla.

/spoko loko, ja zapomniałam Welt :I
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Sro Mar 04, 2015 6:41 pm

Widać szczęście mieli rodzinne skoro bratu udało się tak szybko ubierać pieniądze. Liv nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że może być zupełnie inaczej. Jej odwieczny obrońca w końcu nie mógł żyć na czyimś utrzymaniu. W wyidealizowanej wizji świata w końcu był facetem, który zawsze sobie poradzi sam i nie potrzebuje niczyjej pomocy. Z pewnością mocno by się zdziwiła, gdyby teraz prawda wszyła na jaw.
Nagle do salono-kuchni doszedł dźwięk otwieranych drzwi i ten tak dobrze znany jej głos. Pierw podskoczyła ni to ze strachu, ni z zaskoczenia, a zaraz potem ją zmroziło do cna. Nie była w stanie poruszyć się. Siedziała więc z rozdziawioną buzią, wpatrując się w przestrzeń przed sobą, by w końcu się doczekać swojego brata-księcia, który to uciekł sprzed ołtarza przed pewną brzydula. A tak przynajmniej mówiła jego współlokatorka, która sekundę temu chyba zaliczyła namiętny romans z podłożem.
Chyba jeszcze nie do końca była przygotowana na to, co w sumie przed chwilą nastąpiło. Niby była ostrzeżona przed światem o tym, że zaraz nastąpi ta wiekopomna chwila, ale nie do końca się jeszcze przyzwyczaiła do tego, że znowu będzie się mogła zobaczyć z bratem. Nie spodziewała się też, że nastąpi to tak nagle, teraz, bez żadnego godzinnego czekania.
Tym czasem Vandil zadawał się pytania, a ona nie była w stanie na nie odpowiedzieć, tak bardzo przyrosła do tej kanapy. Z połowy już ją wytłumaczyła wesoła brunetka, ale towarzyszka brata raczej nie odszczeka się w imieniu Liv za drobne przytyki.
Bardzo chciała coś powiedzieć, ruszyć się, rzucić się bratu na szyję i nieco go poddusić, czy jakkolwiek okazać swą miłość dla jego osoby, ale jedynym, co jej się udało, było ciągle gapienie się przed siebie i upuszczenie kubka, który właśnie trzymała.
Dopiero dźwięk tłuczonej porcelany (czy z czego ten kubek był zrobiony), wybudził ją ze swoistego transu. Pomachała kilka raz blond główką, by całkowicie odpędzić wszystkie myśli i dopiero wtedy dosłownie rzuciła się na brata, próbując go wyściskać.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Pon Mar 09, 2015 5:52 pm

A Vandil dalej starał się trzymać fason. No, starał się jeszcze trochę. Słysząc o jakimś ołtarzu spojrzał pytająco raz na Liv, a raz na Welt. Może był przeznaczony jakiejś niewieście jak to w średniowieczu było? Ale to raczej odwrotnie - to one były przeznaczane. Z mężczyznami nie zawsze to tak działało. No, jeżeli pamięć go nie myliła to raczej nie zamierzał mieć żony jak na razie i chyba sporo się wydarzyło w rozmowie tej dwójki kiedy jego nie było. Władająca miała niesamowity potencjał do przekręcania różnych rzeczy. Począwszy od imion, a skończywszy na faktach historycznych. Sam w końcu figurował pod jednym zmienionym mianem - Vivaldi. Chociaż aktualnie to raczej był jedynie pseudonim, który przywarł do niego po początkowych zmaganiach brązowowłosej z imieniem Norwega. Miał przynajmniej taką nadzieję.
- Raczej nie miałem w planach żenienia się. - odparł z lekkim uśmiechem, no i skończyło się trzymanie fasonu, bo Liv rzuciła się na niego, a on już nie wstrzymywał radości i schylił się lekko, by chwycić ją i przytulić do siebie jednocześnie odrywając od ziemi. Ściskał ją tak przez dłuższą chwilę, aż w końcu ustawił znów normalnie na ziemi i "patnął" ją ręką w czubek głowy.
- W gościach tłuczesz kubki, niezdaro. - rzucił całkowicie luźno, nie dało się uznać tego tonu za jakiś pouczający czy złośliwy. Spojrzał na Welt, która chciała się wycofać zostawiając ich samych.
- Zostań. No i nie chce mi się pić, siadaj. - powiedział przechodząc obok siostry i schylił się, by pozbierać stłuczone naczynie. Wyzbierał wszystkie kawałki na dłoń, a następnie wyrzucił je, by móc później ręcznikiem jednorazowym wytrzeć dokładnie podłogę. Wtedy dopiero usiadł sam na kanapie, a nawet rozsiadł się wygodnie. Miał sporo pytań, ale nie wystrzeli nimi wszystkimi na raz przecież.
- Rodzice wiedzą, że tu jesteś? - pytanie niby dosyć oczywiste, jednak wolał się upewnić. W końcu mogła sobie odłożyć trochę kasy i uciec. Dla chcącego nic trudnego. Z drugiej strony myślał, że może w niej też obudziły się zdolności Magicznej Broni i teraz będzie się szkolić. Wolał jednak, aby nic takiego się nie wydarzyło. Niech będzie z dala od walk. Niepokoiło go również to, że w Death City ostatnio zrobiło się dosyć niebezpiecznie, a jego ukochana siostrzyczka właśnie w tym miejscu się znajdowała. Jednocześnie to najbezpieczniejsze i najniebezpieczniejsze miejsce na świecie. Byli tutaj niemal wszyscy, którzy mają bronić świat przed "złem", ale również to miasto było na celowniku wszystkich "złych".
- I zjecie coś? - tak pomijając poważne pytania. Może były głodne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t106-norweski-wywolywacz-orgazmow-v

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Pon Mar 09, 2015 8:52 pm

Welt już dawno miała iść do kuchni i zacząć grzebać przy podawaniu napoi, ale jakaś dziwna mieszkanka ciekawości z rodzajem... tęsknoty trzymała ją jeszcze w części "salonu". Bo z jednej strony nadal pozostawała zainteresowana ciepłymi relacjami bajkowego rodzeństwa, a z drugiej zwyczajnie nie chciała spuszczać swojego Vandila z oczu zaraz po tym jak wrócił do domu. To już był taki beznadziejny rodzaj zainteresowania, nie żeby traktowała go przedmiotowo... Był czymś w postaci planety wokół, której planeta W. miała ciasną orbitę. Za mądre określenie? Bo w istocie przywiązanie do swojego partnera czymś głupim nie było, nawet mimo typowego dla dziewczyny wykonania. Obserwowała sobie więc tą uroczą scenkę ciesząc się w duchu, że w sumie gdyby nie gubienie paru rzeczy naraz toby możliwie nie znalazła Liv. Jej debilizm stał się darem! Prestiżowa umiejętność żadna dla człowieka normalnego, dla niej liczyło się po prostu wyróżnienie. Bycie wyjątkowym jest fajne, nawet kiedy trzeba bić się po swoim IKU* czy jak to się nazywało. Wszystko fajnie, ciepło w piersi, ale kubek został stłuczony. Łaaah. Szkoda jej było tego naczynia. Nie był jej ulubionym kubkiem, ale do każdego sprzętu kuchennego, który posiadała żywiła cieplejsze uczucia. W końcu zostały one kupione przez rodziców! A rzeczy od nich były niczym zesłane przez aniołów! Co fakt zmienia nijako, bo nasza mądra inaczej Władająca stała przez chwilę otępiona hałasem. Ten typ tak ma, spokojnie leczenie niewymagane. Ze stanu zawieszenia wyciągnął ją Vivaldi. Spojrzała na niego z dołu (no halo, był "cały duży") jak na wybawiciela z krainy ładnych ludzi**.
- A-ale najpierw pójdę po ręcznik, bo powódź! - Jak powiedziała tak zrobiła - ruszyła po papier. Tyle co mogła zrobić to podać Vandilowi wspomniany magiczny przedmiot. Jej partner czarów nie odprawił, ale no posprzątał. Ukradkiem sprawdzała, czy sobie przypadkiem czegoś nie zrobił - ale odzywać się jakoś tak odwagi nie miała. Tyle dobrej łaski, że dostała pozwolenie na przysłuchiwanie się, siedzenie obok. Rygor w ich stosunkach, powaga czy choćby napięcie były oczywistym absurdem, nie było o tym większej mowy. To tylko pojmowanie świata dziewczyny było spaczone na tyle, że słowa jej partnera były niemal święte. Starszy, mądrzejszy i kochany. Czego chcieć więcej? Usiadła sobie na skraju kanapy grzecznie (no dobra, wierciła się), na pytanie o jedzenie potrząsnęła przecząco głową.
- Ale jeśli jesteście głodni to ja mogę się czymś zająć!  

* - IQ, tak dla niekumatych.
** - Lol, samo się napisało xDD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Czw Mar 12, 2015 11:00 pm

*pisane podczas poważnego stanu nietrzeźwości umysłu*
Kubek stłukł się, ale cóż z tym poradzić? Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, a żadnych magicznych właściwości nie miała. Najwyżej odkupi się go czy coś, ale o tym oczywiście nie myślała zbyt pochłonięta euforią i innymi trudnymi wyrazami, które źle się wymawiało.
Wyściskała się wręcz teatralnie z bratem, frunąć przy okazji niczym mały samolocik niesiony przez jego ręce i powiewy miłości, która zaczęła wypełniać całe mieszkanie. Znaczy pewnie może wcześniej też wypełniała, ale teraz z pewnością jej stężenie było większe! Papugując Vandila, sama też usiadła z powrotem na kanapę, zupełnie zapominając o całej Aferze Porcelanowej. Odwróciła twarz w stronę brata, by cały czas móc z nim utrzymać kotnakt wzrokowy.
- Wiedzą, wiedzą. Inaczej byś z pewnością wiedział, jakby nagle znikła z domu. Znaczy mam taką nadzieję.
Machnęła lekko kilka razy dłonią w powietrzu, dając znak, że raczej to nie jest jakiś ważny temat i może warto by się przenieść na nieco inne płaszczyzny w rozmowie. Na takie, co by ją bardziej interesowały i mniej skupiały się na jej osobie.
- Czemu nie powiedziałeś, że ci się życie całkowicie zmieniło? Chyba ze byłeś zajęty... Polowaliście na jakieś straszne potwory? A może ćwiczyliście jakieś fajne rzeczy? Pokażecie mi coś! Prooooszę~

I tutaj miała nastąpić jakaś ewentualna dalsza część posta odnosząca się do czynności blondynki, ale jest 23, a ja narrator widzi różowe kotki.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Pon Mar 16, 2015 12:39 am

Rzeczywiście, gdyby Liv zaginęła, to zapewne Vandil dowiedziałby się o tym w przeciągu kilku minut zakładając, że rodzice byliby bardzo zdesperowani. Oni dobrze wiedzieli, że chłopak po takiej wieści zapewne jak najszybciej pojawiłby się w ojczyźnie i rozpoczął poszukiwania na własną rękę wplątując się przy okazji w kolejne kłopoty. Po ostatniej jego "akcji" stracił kolor włosów, oczu i omal nie umarł. A może umarł, ale wrócił do życia? No i jego dusza została zmodyfikowana. Sporo się wydarzyło i teraz Norweg był niemalże pewien, iż rodzina będzie ostrożna w powiadamianiu go o tego typu sprawach. Siostrzyczka to bardzo drażliwy temat, zaczynając rozmowę o niej trzeba być ostrożnym. No chyba, że chwali się ją, to można robić to bez opamiętania.
- Też mam nadzieję, że dowiedziałbym się. - odparł krótko spoglądając na Liv, zapewne domyśliła się o co mu chodziło, a jak nie... to nawet lepiej. Nie wyjdzie wtedy na takiego zapatrzonego w młodszą siostrę i ogólnie zatroskanego. Usilnie starał się, by to nie wyszło na wierzch, ale jak wychodziło? Nie wiedział, jednak liczył na pozytywne efekty.
- Pomagałem w barze, bo mieli masę klientów, więc sam też coś zjadłem na koniec. Nie jestem głodny. Chyba, że masz coś niezłego. Masz? - zapytał patrząc w stronę Welt, która biła rekordy "spokojnego" siedzenia na kanapie. Co do baru - był to ten sam, w którym się poznali i właśnie tam niekiedy Vandil pomagał w kuchni, gdy był natłok klientów, a tym razem akurat kucharka słabo się czuła, więc praktycznie zastępował ją. Była to taka niepisana praca, bo zawsze pod koniec miesiąca jak wpadał do knajpki to dostawał wypłatę. Oczywiście znacznie mniejszą, ale zawsze to jakieś drobne. Wciąż nie znalazł sobie stałej pracy, lecz nadal rozglądał się za nią.
Wtem nagle Liv wystrzeliła serią pytań. Ostatnie w sumie go zaskoczyło, bo... mieszkali trochę, a nawet nie spróbowali jak wygląda ich synchronizacja oraz czy Władająca poradzi sobie z taką Bronią. Coś tak oczywistego, a wypadło z głowy.
- Noo, życie mi nieźle przyśpieszyło, bo w jeden dzień znalazłem partnerkę i lepsze mieszkanie. No i kilka innych spraw jeszcze. Ogólnie to nie zdążyłem napisać, bo sporo się działo ostatnimi dniami. - odparł na pierwsze z pytań, po czym podrapał się w zastanowieniu po głowie.
- Z potworami nie walczyliśmy... ani nawet nie trenowaliśmy. Tak jakoś wyszło. - brzmiało to głupio, lecz lepszego wytłumaczenia nie było na ich brak zaangażowania w tą sprawę. Pochylił się na kanapie w przód i spojrzał na brązowowłosą uśmiechając się, wyszczerzając swoje ząbki.
- Hej, Welt. Spróbujemy teraz? - domyślił się, że partnerka może nie załapać o co mu chodzi zatem postanowił dodać wytłumaczenie. - Spróbujesz mną władać? - no i teraz było wszystko raczej jasne. Raczej, bo dobrze wiedział jak zdolna bywała dziewczyna w sprawie przekręcania toku rozumowania. W sumie to miał tylko szczerą, niesamowicie szczerą i prawdziwą nadzieję, że nie wspomni nic o ich wannowych akrobacjach. Gorzej jak już powiedziała o tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t106-norweski-wywolywacz-orgazmow-v

avatar
Uczeń NOT
Posty : 23
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Wto Mar 17, 2015 12:55 pm

Tak, najwyraźniej Welt pobijała kolejne rekordy w siedzeniu w jednym miejscu. Wychodziło jej całkiem nieźle trzeba przyznać, chociaż mało brakowało żeby zaczęła machać kopytami jak znerwicowany byk na rodeo. W takiej sytuacji Vandil i Liv musieliby przerwać swoją ociekającą cukrem rozmowę, i w trybie natychmiastowych ewakuować się przez okno. Nic takiego nie nastąpiło, a na pytania trzeba było odpowiadać.
- Mam! Znaczy nie mam! No są resztki, ale to takie nic i powinnam zrobić coś nowego, ale wypadło mi z głowy jak spotkałam Liv! Przepraszam... - W momencie uświadomienia sobie błędu (olaboga) skuliła się wbijając jednocześnie spojrzenie w ziemię. Za długo ten stan jednak nie potrwał, bo nastąpił ewidentny przełom! Ale jak to władać, tu i teraz? Nie żeby się nie uczyła, ale nadal miewała z tym problemy. Chociaż zwykle nie polegały one na braku synchronizacji dusz, a na głupich pomyłkach związanych z samym użytkowaniem danej broni. Dziewczyna bicza nie potrafiła ogarnąć, wszystkim istniejącym bóstwom na ziemi dziękować, że jeszcze nigdy nie miała do czynienia z jakąś bronią palną... Aż ciarki na samą myśl po plecach przechodzą. Chociaż ona sama zagrożenia nie widziała, prawdopodobnie nawet po wbiciu sobie noża w stopę cieszyłaby się.
No dobrze. Skoro takie coś by ją zadowoliło, to chyba nie trzeba opisywać, jak bardzo podekscytowana była ewentualną możliwością trzymania swojego uwielbianego partnera. Aż zerwała się z kanapy i stanęła przed nim z wyciągniętymi rękami, gotowymi rzekomo do chwytu.
To będzie taki prawdziwy pierwszy raz! Albo nie, inaczej. Drugi pierwszy raz z Vandilem, o. Nie. Nadal źle brzmi. No mniejsza. Sam chłopak mógł być na razie spokojny w kwestii spraw "około łazienkowych", bo na razie okularnicy udało się trzymać język za zębami. Trudno uznać, czy to lepiej dla siedzącej tu siostry, czy nie. Tak samo jak trudno uznać czy braki treningów były dla Władającej dziwne. Nie grzeszyła wielką inteligencją, raczej przytakiwała innym, więc świadomości, że coś w obecnych relacjach z partnerem jest nieodpowiednie jej brakowało. Dla osoby z boku to raczej wypadali na obecną chwilę nie jako duet z Zawadówki Śmierci, a jak pierwsza z rzędu dziwnie dobrana mieszkająca razem młoda para, osobliwi współlokatorzy i podobne wcześniejszym kombinacje.
Kiwnęła głową, promieniejąc uśmiechem. Dłonie nadal miała wyciągnięte w stronę swojej Broni. Mimo wiedzy o swoim niedouczeniu nie mogła przecież przełamać chęci obcowania z Vivaldim, dodatkowo ufała mu niemal bezgranicznie. W takim wypadku odpowiedź musiała być tylko jedna.
- Oczywiście, że spróbuję! - Tak, zdecydowanie nie należała do osób zdolnych ukrywać swoje uczucia. Podekscytowanie niemal się z niej wylewało, co słychać było chociażby w głosie. Oczy ukryte za okularami błyszczały radością, jak u dziecka widzącego nową zabawkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Sob Mar 28, 2015 6:28 pm

Jako stworzonko żyjące w wyimaginowanym świecie miłości i kucyków Liv nie wiedziała wiele o życiu. Na przykład nie była do końca świadoma relacji na poziomie Vandil- rodzice i raczej nie chciała ich wiedzieć. To mogłoby zakończyć się szokiem psychicznym, jak zresztą wiele innych tajemnic, jakie sama przed sobą ukrywała.
- Wcześniej jakoś zawsze miałeś dla mnie czas- odpowiedziała z lekką nutką żalu w głosie, po czym zamilkła, bo oto szykowało się przed nią wspaniałe widowisko. Nie przeszkadzało jej w żadnym stopniu, że brat ze swoją partnerką wcale nie trenował, bo była wręcz pewna, że uda im się to w 100%. W końcu to był jej brat! On musiał umieć wszystko! Zresztą Welt, w oczach Liv, też wyglądała na osobę, której można by powierzyć bez wahania życie. Przecież Vandil by byle komu nie zaufał, a sama dziewczyna też dała Liv ku temu powody. W końcu jej nie porwała i nie próbowała molestować.
Rozsiadła się wygodniej na kanapie, z błyskiem w oczach podziwiając to, co miało zaraz nastąpić. Nie była do końca pewna, jak to ma wyglądać, więc nie chciała przegapić ani sekundy z całego widowiska. Z tego to powodu starała się w ogóle nie mrugać. Dodatkowo zacisnęła dłonie w piąstki, jakby była w cyrku, a akrobata miał zaraz wykonać jakąś trudną ewolucję, a to miało mu dodać szczęścia i umiejętności.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 11
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   Wto Kwi 07, 2015 5:27 pm

//Byłem przekonany, że odpisałem! o: Przepraszam! I poganiajcie następnym razem.

Chłopak uśmiechnął się do Welt słysząc, że mają jedynie pozostałości z wczoraj. Nic dziwnego, pewnie i sama dziewczyna wróciła niedawno do domu, bo zapewne samo spotkanie z Liv było wystarczająco czasochłonne. Skoro żadne z nich nie było teraz głodne, to nie było również potrzeby gotowania czegoś. Do kolacji jeszcze sporo czasu.
- Spoko, później sam coś ugotuję. Akurat mam na coś ochotę. - oznajmił wcześniej, aby jego partnerka mogła z góry przestawić sobie grafik dnia. Miał tylko nadzieję, że znów całego nie zniszczył prostą decyzją i teraz trzeba będzie spędzić sporo czasu zanim ułożą go razem w jakiś logiczny, spójny sposób. Czasami tak proste zajęcia jak starcie kurzu - co było czynione codziennie - potrafiło zrujnować calutki plan dnia Władającej.
Słysząc słowa Liv spojrzał na nią przez chwilę wyglądając na dosyć... przybitego, lecz lada chwila "znormalniał" i pogłaskał siostrę po głowie. Niestety miała rację, kiedyś zawsze znajdował dla niej chwilę, nawet jak świat się walił, a teraz nie zdołał napisać prostego listu. Był zły na siebie, gdyż blondynka była jego oczkiem w głowie, ogrodem, który wymagał pielęgnacji i ochrony. Może trochę przesadzał, ale no cóż - ojciec nauczył go, aby był takim bratem, zatem teraz ma efekt swoich nauk. Nadopiekuńczego Vandila, który nie dopuszczał tej myśli do głowy i za wszelką cenę starał się ukryć swój nadmiar troski.
- Racja, teraz mam sporo na głowie, ale odkąd jesteś w Death City, to będę miał dla Ciebie więcej czasu. - tutaj znajdowało się miejsce na więcej pytań, ale te postanowił zadać później. Nie wiadomo na ile zostawała Liv w tym mieście.
Dla Vandila nie było niczym dziwnym to, że nie trenowali ze sobą, ani nawet, iż jego Władająca niezbyt zna formę jej własnej Broni. Zwyczajnie chłopak nie znał relacji Broń-Władający i jakich zachowań to od niego wymaga zatem nigdy nie przejmował się tą sprawą stawiając na całkowitą spontaniczność. Wiedział, że partnerzy trenują ze sobą, ale czy to dotyczyło klas NOT, które mają wyjątkowe trudności z... wszystkim? Zatem nie przejmował się ich stanem rzeczy uważając, że są całkowicie normalnym duetem, takim jak każdy, chociaż w tym przypadku nieco bardziej dziwacznym.
Widząc jak Welt z radością wystawiła ręce jakby co najmniej miała wciąć na nie białowłosego, ten roześmiał się lekko i powoli wstał przeciągając się. Chwycił swoją prawą ręką, jej prawą dłoń i patrzył tak chwilę w oczy dziewczyny. Nie było to żadnym pseudoromantycznym zabiegiem, a zwyczajnie starał się dostroić duszę do brązowowłosej i ułatwić jej chwyt.
- Dawno nie zmieniałem się w pełni. - powiedział z uśmiechem drapiąc się drugą ręką po głowie. Wziął głęboki oddech z zamkniętymi oczyma, a po chwili je otwarł. - Gotowa? - zapytał, lecz nie czekał na odpowiedź, tylko od razu zmienił się w wielki, czarny młot. Jego ostatni brak treningów omal nie poskutkował tym, że zupełnie rozstroił swoje fale duchowe, jednak jakoś dał radę - z trudem, ale się udało. Liczył na to, że ich dusze będą dostrojone i Welt nie upuści go niszcząc przy okazji podłogę. Gorzej jak ich fale zupełnie nie będą do siebie pasować. Wtedy to by znaczyło, że to koniec ich duetu. Szybki początek i jeszcze szybszy koniec.


//Podsumowując, bo trochę zastały się postacie Welt i Vandila - uznajemy, że ładnie zaprezentowali się przed Liv, która niedługo później została zgarnięta przez rodziców do rodzinnego domku. A później niesamowity duet żył sobie swoim życiem z wodogłowiem. Tak ogólnie 2x z/t peace yo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t106-norweski-wywolywacz-orgazmow-v
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W   

Powrót do góry Go down
 
Wyszczałowe mieszkanie duetu V&W
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Osiedle mieszkaniowe-