IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Miejski Teatr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość

Gość

PisanieTemat: Miejski Teatr   Sob Lut 21, 2015 10:17 pm

Spory budynek, mieszczący w sobie trzy sale teatralne, gdzie aktorzy pojedynkowali się, konali, kochali czyli po prostu grali swoje role. Co do auli, to są tam dwa małe i jedna duża. Obserwując z zewnątrz można stwierdzić, iż budowla została zbudowana stylu neoklasycystycznym. Cóż na tle całej okolicy wydaje się całkiem charakterystyczny, dzięki rozmiarowi, ornamentom, dachowi, czy też kolumnom. Warto też zaznaczyć, iż przed budynkiem znajduje się olbrzymi plac. Patrząc do środka da się zauważyć, że wnętrze jest całkiem zadbane i w miarę często odnawiane. Same sale, nawet te małe są dość obszerne oraz prócz zwykłej widowni, posiadają co najmniej kilka balkonów, na których zasiadają czasem szychy z Death City. Po za tym w budowli znajdują się inne obowiązkowe pokoje.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Sro Wrz 30, 2015 8:38 pm

Od jakiegoś czasu pomimo lekcji nie miała co ze sobą zrobić, choć zwiedzanie miasta to nie jest taki zły pomysł. Zwłaszcza, że warto pozwiedzać okolice by wiedzieć gdzie później się udać na kawę, herbatę czy po prostu od tak przejść się na świeżym powietrzu. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy jej nogi zaprowadziły ją aż pod teatr miejski w centrum miasta. Jeszcze tutaj nie była, a to miejsce wydało jej się całkiem interesujące i ciekawe. Choć słyszała niewiele o tym teatrze oprócz tego, że były tam odgrywane role to nic więcej do jej uszu nie doszło. Akurat miała szczęście, że to miejsce było otwarte, a dzięki temu mogła sobie go pozwiedzać, widziała jakąś rodzinę z dzieckiem czy też kilka starszych osób, naprawdę wiele ludzi się tutaj kręciło mimo, że żaden spektakl nie był tutaj odbywany. Cóż może akurat natrafiła na jakiś otwarty dzień? Z jej szczęściem to całkiem możliwe. Po jakimś czasie przysiadła na bocznej ławeczce i przyglądała się ludziom, którzy przechadzali się obok niej i jednocześnie podziwiała to miejsce. Podobało jej się lecz nie wiedziała sama dlaczego. Może dlatego, że samo zwiedzanie nowych miejsc ją raduje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Sro Wrz 30, 2015 9:52 pm

Dzień jak co dzień mijał naszej Yvon, która prowadziła swój zakład pogrzebowy Ostatnia Podróż. Jednak nie było to jej jedyne źródło utrzymania, gdyż czasami zdarzały się tygodnie, kiedy grafiki pogrzebów świeciły pustkami. Ach jaką wtedy czuła wewnętrzną pustkę, kiedy nie mogła oddelegować dusz na tamten świat, tak jak to robili jej przodkowie. Drugim jej źródłem utrzymania było występowanie w teatrze. Od czasu do czasu ze względu na swoje rycerskie tradycje odgrywała rolę czarnego rycerza. Ze względu na swój sposób mówienia, znajomość fechtunku jak również ubiór idealnie nadawała się do tej roli. Dzisiaj było kolejne przedstawienie, na którym powinna być obecna jednak przyjechała wcześniej. Musiała uzgodnić parę rzeczy z kierownikiem, dlatego wsiadła na swojego czarnego rumaka i wcześniej zamykając zakład, pognała ku teatrowi. Zarzuciła swój czarny szal na szyję i popędziła konia, który prawie potrącając kogoś na ulicy pognał w kierunku teatru. Na placu przed teatrem, koń stanął dęba w widowiskowy sposób ukazując figurę jeźdźca… bez głowy. Czemuż bez głowy? Nie tylko z kwestii gatunkowych, ale również dlatego że koń szarpnął na tyle mocno, że głowa Yvon wyleciała. Lądując gdzieś w polu widoku przechodniów jak również Tsubaki. Ciało od razu spadło z konia i poczęło szukać swojej głowy. Nieporadnie macając podłogę i wyszukując znanego kształtu. Głowa przewrócona była bokiem i swymi czarno-złotymi ślepiami lustrowała dziewczynę. Od głowy biła aura chłodu, wyniosłości jak również czystego mroku.
- Ty śmiertelna istoto. Zezwalam Ci na podniesienie mnie, jakom dumna dullahan z rycerskiego rodu, powierniczka śmierci – rzekła do dziewczyny. Oczywiście ludzie mogli zacząć panikować widząc odciętą gadającą głowę oraz ciało ubrane w coś co przypominało zbroję. Koń oczywiście również był czarny.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Sro Wrz 30, 2015 10:09 pm

Jej spokojny czas siedzenia w teatrze został zachwiany dość... nietypową sytuacją, którą zdecydowanie się nie spodziewała. No kurwa wydawało jej się, że widziała już całkiem sporo w tej szkole, latające kule, niemiłych ludzi nauczycieli, ale żeby... ludzi bez głowy?! No to już przesada! Wzdrygnęła się mocno i pisnęła cicho, kiedy niedaleko przed jej oczami spadła, czy raczej poturlała się czyjaś ludzka głowa. Jezusie ona mówi?! nie, że odpadła to jeszcze gada, zawał na miejscu gwarantowany. Wcale się nie dziwiła większości ludzi, że po postu pouciekali na ten widok, sama miała ochotę to zrobić kiedy tylko to zobaczyła.
-D-d-d-dobra. Ale gdzie... ciało? - powiedziała cicho do głowy, kiedy wstała. Podeszła do niej wolnym krokiem, poczuła niemiłe dreszcze na ciele, kiedy widziała jak te oczy złote wpatrują się w nią nie podobało jej się to wszystko co widziała. Kucnęła niepewnie i obiema rękami delikatnie podniosła głowę na wysokość jej dość sporych piersi. Rozejrzała się szybko i nerwowo dookoła w poszukiwaniu reszty "zguby". Kiedy tylko ją dostrzegła podeszła do niej szybkim krokiem i wyciągnęła ręce przed siebie podając nieznajomej czy nieznajomemu głowę.
-P-proszę - zająkała się cicho i niepewnie. Ręce jej drżały, kiedy trzymała "to coś" i sama nie miała zielonego pojęcia dlaczego to zrobiła. Już ostatecznie chyba jej poszło na głowę. Nie miała czasu ani na rozglądanie się dookoła siebie ani na to by przyjrzeć się sylwetce temu kto odpadła głowa, nerwy wzięły górę i póki co miała nadzieję, że czym prędzej stąd sobie pójdzie... Bez żadnych kłopotów, bo tych już chyba nie chce mieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Sro Wrz 30, 2015 10:27 pm

Dullahan wysoka nie była. Jedynie 165 cm wzrostu, waga gdzieś 55 kilogramów, a biust… no typowy rozmiar B. Tsubaki nie miała rentgena w oczach, ale ramiona ciało miało wyrobione, znaczy że pewnie reszta ciała również jest na przyzwoitym poziomie. Głowa oczywiście przyozdobiona długimi białymi włosami z charakterystyczną antenką z przodu. Karnacja papierowo blada, białka oczu czarne, a źrenice złote, prosty krótki nos. Była nieco wyższa od Tsubaki, jednak biust na pewno miała mniejszy, obie jednak miały czynnik wspólny jakim były białe włosy.
Od opisów przejdźmy jednak do reakcji. Dullahan patrzyła nieprzejęta, jak dziewczyna podchodzi do jej głowy. Poruszyła lekko szczęką próbując się przekręcić na podłodze, jednak nic z tego. Było tam niewielkie wgłębienie i nie mogła się przetoczyć głową na bok bardziej.
- Gdzieś pewnie się tuła bez głowy mej – odpowiedziała i dała się dotknąć, bo cóż innego mogła zrobić. Skóre miała zimną jak grób, aczkolwiek gładką niczym jedwabne szaty. W sumie ciekawe doświadczenie, bo teraz Tsubaki wie ile waży przeciętna ucięta głowa. Ciało było zapewne nieopodal, pochylone w poszukiwaniu zguby. Na początku złapała dziewczynę za kostki i stopniowo rękoma zaczęła się wspinać wyżej i wyżej, aż w końcu dotarła do wysokości odebrania głowy. Białowłosa mogła ujrzeć całe wnętrze szyi człowieka, kręgosłup, niebieskawe mięso jak i wnętrze prowadzące zapewne do płuc. Ciało nałożyło sobie na kark głowę. Kilka razy dosyć nieprzyjemnie coś chrupnęło kiedy ta przekręcała sobie głowę próbując ją dopasować do kręgów. Po chwili owinęła szalikiem szyję, by utrzymać głowę. Widać było, że na szyi ma ślady po szwach jak również odrąbaniu owej głowy. Białowłosa spojrzała na Tsubaki i założyła ręce na piersi.
- Jak Cię zwą powabna niewiasto? – zapytała stając przed nią. Jakoś musiała się odwdzięczyć za złapanie głowy. Po chwili gwizdnęła na konia, by ten przybył. Musiała go złapać nim gdzieś ucieknie i przywiązać gdzieś. Nikt przecież nie wlepi jej mandatu za złe parkowanie konia czy też nie będzie próbował go kraść. Koń był silny, zadbany jak również mrokiem odzwierciedlał swoją właścicielkę.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Sro Wrz 30, 2015 11:26 pm

Dziwna nieznajoma była co prawda wyższa od niej może o niecałą głowę, ale kto by na o patrzał w takiej sytuacji, kiedy trzymała w rękach prawdziwą ludzką głowę? Chyba nikt, albo ktoś bardzo chory na umyśle, a ona na pewno taka nie była, bo nie myślała o niczym innym jak o oddaniu tej dziwnej głowy właścicielowi, który ją "upuścił" zapewne całkiem przypadkowo. Mocno się wzdrygnęła, kiedy poczuła jak nieznajoma dotyka jej kostek, a potem reszty ciała by w końcu odebrać swoją "własność". Zdecydowanie to było najdziwniejsze spotkanie jakie do tej pory miała i na pewno nie chciała tego powtórzyć już nigdy więcej, bo padnie szybciej na zawał niż takie coś zrobi ponownie.
Kiedy po chwili usłyszała jak coś niemile chrupnęło poczuła mocne dreszcze na ciele i odsunęła się od nieznajomej o dwa kroki nieco przerażona i zaskoczona tym co właściwie się tutaj wydarzyło. Trochę to było jak sen na jawie albo coś podobnego.
-Tsubaki, a Ty jesteś...? - spytała dość niepewnym głosem. Spojrzała na nią po raz pierwszy chyba. Nie specjalnie jej się wcześniej przyglądała i dopiero teraz dostrzegła, że faktycznie jest dziewczyną o śnieżnobiałej cerze i złotych oczach, w dodatku nadal czuje zimno od dotyku głowy, którą miała w rękach. Schowała ręce za swoimi plecami, a na jej ustach pojawił się nerwowy uśmiech, i choć miał być przyjazny to na pewno na taki nie był w aktualnej sytuacji. Spotkała już wielu dziwnych ludzi, ale nie aż takich jak ta tutaj. Czuła jakby wpadła po kolana w błoto, z której nigdy nie wyjdzie. W końcu może się mylić, a tak na pewno jest w końcu nie każda dziwna osoba musi ją od razu zabić, albo coś w tym stylu. Ha, od razu przypomniała jej się scenka w kuchni i od razu trochę stała się bardziej czujna i jednocześnie trochę tajemnicza. Bo wolała się nie narażać po raz kolejny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 12:12 am

- Jam jest Yvon Aithne Caitrona Evans, dullahan, powierniczka dusz zmarłych oraz… - wyciągnęła wizytówkę z kieszeni, którą miała w okolicy biustonosza. Podała dziewczynie wizytówkę, na której widniała trumna i roześmiana czaszka na niej. Było tam dokładnie te same imiona oraz nazwisko, numer telefonu oraz nazwa zakładu pogrzebowego „Ostatnia Podróż” ze sloganem „Uczynimy Twój pochówek godnym królów” - Najlepszy grabarz w Death City - dodała po chwili, kiedy Tsubaki miała już w dłoni wizytówkę. Białowłosa stała wyprostowana obserwując uczennicę, która ewidentnie była skrępowana.
- Nie trwoż się, albowiem czas Twój jeszcze nie nadszedł. My dullahanowie bez problemu rozpoznajemy przyszłego nieboszczyka – powiedziała otrzepując swoje kolana, na których to niedawno klęczało to ciało. Tsubaki nie czuć było trupem, jak również wzrok grabarza, który na moment się rozświetlił nie wykazał by dziewczę to grzeszyło ciężko lub było na skraju życia. Miała jeszcze młodość przed sobą, która prędzej czy później przeminie, a wtedy Dullahan się nią zajmie. Poprowadzi jej duszę ku wiecznej światłości. Zaraz po rzuceniu tej sentencji skorzystała z okazji, by przywiązać konia. W końcu nie zostawi wierzchowca od tak na ulicy. Podeszła do pierwszego lepszego słupa i przywiązała do niego konia. Zapinając uprząż na coś co wyglądało jak kłódka rowerowa i zaraz wróciła do Tsubaki. Musiało to wyglądać komicznie, dziewczyna wyglądająca gdzieś może na liceum oraz druga uczennica, z tymże jedna bawiła się w LARPY, a druga była tą normalną.
- Tsubaki, kwiat bezwonny. Czy jesteś tak samo bezwonna, jak imię które nosisz? – zapytała kobieta, nawet nie tyle chłodno co po prostu czuć było od niej tą grobową atmosferę, a usta miała zasłonięte nieco swym czarnym szalikiem – Jednak obowiązkiem każdego rycerza spłacać swój dług jest. Czego oczekujesz w zamian za oddanie mej głowy? – zapytała bezpośrednio, od razu zakładając ręce na piersi i patrząc na dziewczynę na pozór świdrującym spojrzeniem, aczkolwiek dla Yvon był to normalny wzrok. Nie wyglądało jednak na to, że jej odpuści od tak. Co to, to nie. Dullahanowie swój honor mają i za przysługi się odpłacają.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 1:04 am

-Co... Prowadzisz zakład pogrzebowy? - powiedziała zaskoczona równie mocno, kiedy do rąk otrzymała małą karteczkę z nazwą zakładu pogrzebowego oraz imię i nazwisko osoby, która przed nią stała. Dziwniejszej osoby nie mogła dzisiaj spotkać. Nie, że dziwak, komu odpada głowę to w dodatku prowadzi zakład pogrzebowy oh rly? Dziwny jest ten świat i jeszcze dziwniejsze osoby jakie tutaj spotyka.
-Co, czekaj? Ja nawet nie chce umierać! Nie strasz mnie śmiercią... - powiedziała słabszym głosem po czym jakby czuła, że kolana jej miękną przez co zrobiła kilka kroków i usiadła na najbliższej dla niej ławeczce by ogarnąć co tak naprawdę do niej mówi, bo jakoś to do niej nie dochodziło. Albo słyszała co mówiła, ale z jakimś całkiem sporym opóźnieniem.
-Nie, nie wiem. Znaczy moje imię raczej nie ma znaczenia większego przecież. - dodała już szybciej. Nigdy się nie głowiła nad tym jakie znaczenie jest jej imienia, znaczy wiedziała jakie posiada, ale nie rozmyślała czy jest ono podobne do jej aktualnego życia. Póki co ważniejsza była pani rycerz, która przed nią stała i oczekiwała od niej spłaty długu. Czy ona aby dobrze słyszy?
-Proszę? Ja niczego nie chcę! Po prostu to zrobiłam, bo nikt inny nie zrobił i nie chce nic w zamian, naprawdę - uniosła głowę i ręce w trakcie tych słów jakby w geście bezbronności, że naprawdę niczego nie oczekuje od niej. Chciała już powiedzieć, że każdy normalny by to zrobił, ale się powstrzymała, zdecydowanie nikt o zdrowych zmysłach nie dotykał by żywej i gadatliwej głowy. Tsu ostatnio chyba idzie na głowę skoro robi takie dziwne rzeczy niepodobne do niej samej. Wolała by już chyba szybciej zamknąć się w szkole i już z niej nie wychodzić niż spotkać kogoś bez głowy. Oparła się plecami o zimną ścianę i westchnęła ciężko spoglądając na dziewczynę, którą ponoć zrobiła przysługę oddając jej głowę. Dziwne było to wszystko co działo się dookoła niej, powoli już za tym nie nadążała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 2:00 am

Zakład „Ostatnia Podróż” była dumą Yvon. Sama do tego wszystkiego doszła, sama wytwarzała trumny, przygotowywała ciała jak również zamawiała urny czy też nagrobki oraz to ona negocjowała miejsce na cmentarzu z kapłanem. To na jej głowie zawsze spoczywało, by catering na stypę przygotował to co było zamówione w takich ilościach, w jakich to klient sobie zażyczył a w dodatku jedzenie zawsze miało być świeże. Dullahan dbała, by wszystko działało jak w zegarku i nie było nawet najmniejszej obsuwy, przez co „Ostatnia Podróż” zyskała renomę najlepszego zakładu w Death City, a konkurencja była nie mała uwierzcie. W końcu jak wiele może być zakładów pogrzebowych w mieście należącym do Śmierci? Wierzyła, że dyrektor Shibusen jest tylko wizualizacją zjawiska jakim jest śmierć. Nie miała ona przecież żadnej cielesnej formy, w końcu przecież każdy ją postrzega inaczej. Jedni widzą ją jako samochód, który zakańcza ich żywot, inny jako psychopatycznego mordercę który podcina ofierze gardło, a jeszcze inni pod maską wieku. Yvon śmierć postrzegała jako zjawisko uniwersalne, sprawiedliwe na tym świecie. Przychodziła do każdego, niezależnie czy był bogaty czy biedny, głupi lub mądry. Dans macabre porywało każdego do tańca, a białowłosa obserwowała ten taniec z uciechą oraz nadzieją, że kiedyś i jej będzie dane dostąpić jednego czy dwóch pląsów.
- Twoja linia życia jeszcze się nie wyczerpała. Żyj, jednak wiedz że śmierć przychodzi po każdego z nas. Nie jest to zjawisko złe, a piękne w swoim przemijaniu – powiedziała postępując kilka kroków, praktycznie stojąc przed dziewczyną kiedy ta siedziała na ławce.
- Imię to coś co nosimy przez całe życie. Jest jedną z tych rzeczy, które są niezbywalne jak prawo do śmierci. Nie bez powodu nadano Ci imię Tsubaki, a nie Yvon czy też Inga. Wszystko na tym świecie ma swój cel, wszystko jest częścią scenariusza który śmierć pisze każdej istocie, kiedy ta niczym kukiełka występuje na scenie – powiedziała podchodząc jeszcze bliżej, a aura grobowego chłodu coraz bardziej spowijała Tsubaki.
Yvon już miała zaprotestować, gdy do głowy wpadł jej pewien plan. Z racji niekompetencji Nibui’a musiała go zwolnić, zatem stanowisko w zakładzie pogrzebowym się zwolniło – Wyglądasz na uczennicę waćpanno, zatem założyć mogę że nie trudzisz się pracą. W ramach podziękowania zaoferować Ci mogę praktyki w moim zakładzie, gdyż na recepcjonistkę jak również osobę od pocieszania gości wyglądasz – goście o wiele lepiej znieśliby Tsubaki niż Yvon, która z kamienną twarzą przekazywała gesty współczucia. Sądząc po tym, że dziewczyna była na skraju załamania kiedy to wspomniano o śmierci mogła to wywnioskować. Następnie Dullahan wyciągnęła w jej stronę prawą rękę. Zdjęła rękawicę, jak zwyczajowo przystało ukazując gładkie dłonie, z paznokciami pomalowanymi na niebiesko. Dłoń była równie blada co reszta ciała dziewczyny, praktycznie jak dłoń trupa – Jeśli problem z lokum posiadasz jako uczennica, takowe mogę również zapewnić na potrzeby pracy, a pensja zacna więc rozważ to waćpanno. Grafik ułożyć, by nie kolidował z nauką skłonna jestem – powiedziała dalej świdrując Tsubaki spojrzeniem i stojąc z wystawioną do niej łapą.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 12:32 pm

-Wiem co to śmierć, ale nie mów mi o niej, bo i tak nie będę cię słuchać - powiedziała do niej przełykając ślinę niepewnie. W dodatku Po raz kolejny wpadła na jakiegoś dziwaka, który chce zrobić jej kolejny wykład życiowy, a raczej  śmierciowy. Czekaj, to to słowo się w ogóle odmienia? Chyba nie, ale to mnie ważne, wytnie się to czy coś.
-O-okej. - Im bliżej przysuwała się dziewczyna w jej stronę tym bardziej wiedziała, że znajduje się w złym miejscu i złym czasie, a przynajmniej spotkała tą złą i dziwną osobę. Dlaczego to mnie spotyka?! Kiedy ta wypaliła z kolei o pracy otworzyła oczy szeroko ze zdumienia i mimo chłodu wstała odsuwając ją ręką w bok czując się niekomfortowo w jej otoczeniu.,
-To bardzo miłe z Twojej strony, ale nie chcę pracować w zakładzie pogrzebowym. Znajdź sobie kogoś innego. Ja nic od ciebie nie chce! Po prostu sobie idź - powiedziała do niej poddenerwowanym i zirytowanym tonem. Odsunęła się od niej na kilka sporych kroków by nie czuć od niej tego dziwnego chłodu, który czuła już chyba dwa razy i nie chce go czuć po raz kolejny, bo to było dziwne. Co do cholery się tutaj dzieje?! Co jest nie tak z nimi wszystkimi?! Czy ja zawsze muszę trafiać na dziwaków i innych skrzatów? przecież to nie było normalne by w takim krótkim czasie spotkać dwie różne choć równie dziwne osoby. Już powoli miała dość tych wszystkich zbiegów okoliczności, które na nią spadają. W dodatku ta przed nią była jakimś cholernie dziwnym typem co jej głowa gada i szuka jej jakby to była zwykła zguba!
-Mam dość na dziś tych wszystkich dziwnych rzeczy. Muszę się zbierać. Do widzenia - pożegnała się czym prędzej lekko się kłaniając i kierując się w stronę wyjścia. Nie miała zamiaru spędzić to już więcej czasu. Nie z takimi ludźmi, to lepszy już był by dla niej spacer w samotności w jakimś parku czy gdziekolwiek indziej. Tam była by bezpieczna, choć kto wie może i tam pojawią się jacyś niecodzienni ludzie. W pewnym momencie jednak stanęła jak wryta wpadając na całkiem szloany pomysł nawet jak na nią. Skoro aż tak bardzo jej zależy na tym by się odpłacić to niech tak się stanie.
-Mówiłaś, że chcesz się odwdzięczyć za oddanie głowy, prawda? W takim razie zostań moją przyjaciółką - powiedziała o dziwo łagodnym i spokojnym tonem głosu. Odwróciła się oczywiście przodem kiedy to mówiła, a na jej ustach pojawił się lekki ciepły uśmiech. Przyglądała się jej zaciekawiona co też na to może odpowiedzieć. Jak na nią to było istne szaleństwo mówiąc o tym, że chce się zaprzyjaźnić z grabarzem, który z śmiercią ma do czynienia na co dzień, a ona praktycznie nie. Choć z drugiej strony może to być całkiem nowe doświadczenie dla niej i może przydatne mieć kogoś takiego za sojusznika. Gorzej by było gdyby miała kogoś takiego za wroga to i by za nią z widłami gonił albo z inną łopatą. Sama nie wiedziała co trzymają w takim zakładzie i szczerze powiedziawszy nie chciała się w to wszystko wtajemniczać, bo to było by za dużo jak na jej słabe nerwy. Wystarczająco dużo dzisiaj przeżyła i wolała mieć to już wszystko z głowy by mieć wolny dzień i móc przejść się po parku czy jakimkolwiek innym bezpiecznym miejscu, gdzie nie spotka już żadnych dziwnych ludzi czy zwierząt. To drugie by zdzierżyła, ale to pierwsze już gorzej. Cóż ciekawe co z tego wyjdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 5:11 pm

Skoro wiesz czym jest śmierć, śmiertelna istoto to musisz również dostrzegać jej potęgę oraz urok, jednak twa ignorancja przesłania Ci widok na całokształt – skwitowała Yvon w głowie słowa dziewczyny, która ewidentnie śmierci się bała. Zamiatała ją pod dywan jak każdy człowiek udając, że problem nie egzystuje. Śmierć jednak nigdy nie była problemem, a błogosławieństwem. Czy udręczony niewolnik nie pragnie śmierci w momencie, kiedy jest katowany? Czy głodujący nie chcą zakończyć swego cierpienia i oddać się w błogie objęcia kostuchy? Dziwadło jednak nie było z tych nadgorliwych nauczycieli, którzy mieli pokazać komuś jak bardzo się mylą i jak bardzo interpretacja nauczyciela jest tą jedyną prawidłową.
Początkowo Yvon mogła uznać ten gest za akt wrogości, odrzucenia jej hojnej oferty i nietaktu jaki okazała Tsubaki odrzucając ofertę wysłannika śmierci. Takich lepiej chyba mieć za przyjaciół niż za wrogów, jednak Dullahan wiele w życiu widziała i potrafiła rozpoznać strach przed nieznanym. Musiała wymyślić coś innego, by się odwdzięczyć gdyż jeśli pozostałaby bez wyrównania rachunków, wtedy honor rycerski zostałby splamiony, a nie trzeba mówić jak ważne to było dla białowłosej. Bezgłowy jeździec musiała ruszyć głową i coś wymyślić szybko, spojrzała na opatrzoną rękę Tsubaki i coś jej wtedy wpadło do głowy. Pomysł na pozór prosty i trywialny, aczkolwiek może być formą zrewanżowania się.
- Czekaj Tsubaki. Zatem zostańmy sojusznikami, towarzyszami w tym ziemskim padole w ramach wyrównania za tą pomoc. Widzę, że zranionaś i to w znacznym stopniu, dlatego zaoferować swą przyjaźń raczę – powiedziała łapiąc ją dwoma palcami za poparzoną dłoń. Dłonie miała zimne, więc na poparzone miejsce mogło to być nawet przyjemne. Jednak zaraz puściła ją, by dać jej podjąć decyzję – Z wysłannikiem śmierci nikt, zwady szukać nie będzie, a tym bardziej z sojusznikami tego wysłannika – Dullahan mogła mówić nawet z sensem, zwłaszcza że we wzroku potwora to Tsubaki była jak szkło. Krucha i wątła chociaż bardziej niż typowa istota ludzka. Decyzję pozostawiła jej do podjęcia – Człowiekiem jesteś dobrym. Nie widzę na Twej duszy plugastwa grzechu, zatem nie widzę sensu byś musiała ten kryształ plugawić – powiedziała świecąc oczami i jeszcze raz przyglądając się duszyczce broni, która może i miałą parę drobnych grzeszków jak to każdy człowiek, lecz było to jak kurz który można zwyczajnie zdmuchnąć. Po chwili oczy Dullahan przestały świecić i wróciły do swojego poprzedniego stanu, czyli do czarnych białek i złotych tęczówek.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 6:05 pm

Czy ten pomysł na jaki wpadła był szalony? Owszem i to bardzo, sama nie wiedziała czy był to do końca odpowiednia propozycja dla grabarza i potwora, bo raczej nikt kto człowiekiem nie jest nie posiada gadającej głowy. Choć z drugiej strony wolała mieć kogoś takiego za towarzysza broni niż wroga, bo dla niej mogło być to najgorsza rzecz, nie, że w ziemi grzebie to i jebnie w nią głową i padnie na zawał. [headstick, rzut głową nowa dyscyplina sportowa xDDDD <= dopisek autora]
Choć nie sam atak nie był by taki zły co to dziwne uczucie, które poczuła, było dla niej bardzo nieprzyjemne i czuła od niej... śmierć? Sama nie wiedziała co to do końca było, ale było to coś z czym nie chciała mieć do czynienia na co dzień.
-Zgadzasz się? Więc niech będzie. Dla nas oboje będzie to dobre wyjście - stwierdziła po chwili i westchnęła ciężko pod nosem ciesząc się mimo wszystko, że jej dziwny i szalony plan wypalił. Zaś po chwili kiedy poczuła chłodne palce na zranionej dłoni poczuła chłód, który po części był przyjemny lecz odsunęła rękę w tej samej chwili kiedy i białowłosa to zrobiła. Dłoń już jej nie piekła, a został po niej jakiś strupek, który teraz zginie za jakieś dwa tygodnie albo dłużej. Sama nie wiedziała dokładnie ile taka rana może się goić, bo nigdy nie miała groźniejszych ran czy złamań na ciele.
-Ja nie chce mieć wroga w śmierci, ani z żadnym jego wysłannikiem, więc jak dla mnie to dobry pomysł. - Cóż w końcu jakoś to całe napięcie z samego początku z niej zeszło i mogła teraz normalnie i na luzie pogadać z białowłosą. Choć nie do końca wiedziała czy to taka ludzka rozmowa, zwłaszcza, że zaraz po tym jak się tutaj zjawiła teatr opustoszał całkowicie i zostały tylko one we dwie. Albo ktoś chodził po tym miejscu i po prostu ich nie zauważył, a to lepiej dla niego nie widzieć tego dziwnego zdarzenia. Sama nie chciała by w nim uczestniczyć po raz kolejny.
-Jaki kryształ widzisz we mnie? Zaglądasz w moją duszy czy co? - spytała po chwili bardziej żartem niż serio, bo nie wierzyła, że ktoś mógłby zaglądać w cudzy umysł dusze czy tam cokolwiek innego. Z drugiej strony nikogo takiego też nie spotkała więc jest to dla niej całkiem nowa niespotykana sytuacja i może wyniesie z niej całkiem dobrą lekcje życiową od wysłannika śmierci. Co jej powieść, może wieszczką jesteś i od razu przepowiesz jej kiedy umrze? Albo co ją w przyszłości czeka? Ciekawe by to było wiedzieć co spotka cię za pięć czy dziesięć lat, w końcu mogłoby to być możliwe, czyż nie?
-Jesteś potworem czy kimś takim? Wybacz, że pytam, ale nikt tutaj normalny z gadającą głową nie przychodzi do teatru.. - Musiała się o to w końcu spytać. To pytanie samo się cisnęło odkąd tylko zobaczyła tą głowę i turlu turlu w jej stronę. Potrząsnęła głową na boki by pozbyć się z głowy tego obrazu. Pomijając to. Wiedziała o świecie zewnętrznym tyle, że są w niej magiczne bronie i ktoś kto je włada czyli władający, ale do tej pory nie poznała innych ras zamieszkujących na tej ziemi. A jej ciekawość w tej chwili wzięła górę i po prostu była ciekawa kim jest ta nieznana osoba stojąca przed nią. Czy mimo wszystko stanie się to dla niej całkiem interesujaca relacja magiczna broń - bestia? Ciekawa jest tego co się wydaży w najbliższych chwilach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 6:47 pm

Cóz zbyt wiele do stracenia Yvon nie miała. Nie przywiązywała uwagi do dóbr materialnych, jedynie widziała w nich środek do osiągnięcia swoich celów, które miały umilić jej czas w tym piekle zwanym światem żywych. Problem celności Dullahan pojawiał się w momencie kiedy traciła głowę, chociaż zwykle miała ją na karku to zdarzało się czasem, że mogła jej odpaść tak jak wtedy z koniem. Wtedy zwykle przeciwnik myślał, że to koniec walki… po czym dostawał łopatą w tył głowy i był grzebany. Walka do upadłego to walka do upadłego, a to że odpadnie głowa nie znaczy że się skończyła. W sumie nawet nie idzie jej pogrzebać żywcem, gdyż nie zużywa tlenu, bo przecież płuca nie są połączone z resztą ciała, jeśli już oczywiście możemy mówić tu o funkcjonujących płucach. O sercu nie ma również mowy, gdyż takiego ciała nie da się prawidłowo ukrwić. Wszystko działało za sprawą magii i tylko dlatego ciało nie gniło, a trzymało się zaskakująco dobrze.
Przyjaźń nic nie kosztowała, a przynosiła zyski. Kalkulacyjnie było to opłacalne dla obu stron, gdyż żadna z nich nic nie traci, a zyskuje. Jak dwa istne przeciwieństwa, jedna ciepła dziewczyna pełna życia, a druga istna inkarnacja śmierci oraz smutku. Ponoć przeciwieństwa się przyciągają, chociaż plus dla dziewczyny był taki że nie była nadmiernie przesłodzona. Nie była kawaii lolitką, do której ślinią się prawiczki, ani zadufaną w sobie egoistką z dobrego domu. To już dobrze o niej świadczyło, gdyż na tym świecie było kilka rzeczy, których Yvon nie może zdzierżyć. Zaliczały się do nich kucyki pony. Przyjaźń to magia? Ja wam pokażę prawdziwą magię! Cały ten chłód był nie tyle spowodowany samą Yvon, co ciałem jakie posiadała oraz magią. Dullahańska magia ma bardzo dużo wspólnego z powolną śmiercią, dlatego też każdy kto ją dzierży posiada bardzo specyficzną aurę chłodu.
- Mądrze. Chociaż są i tacy, którzy usilnie próbują sobie zrobić ze śmierci wroga i przezwyciężyć ją – odpowiedziała mając bezpośrednio na myśli wszystkich naukowców, wszystkich medyków którzy próbują odłożyć to co nieuniknione. Jedynie sprawiają, że agonia trwa dłużej, a w końcu i tak ludzie umierają. Od ich pierwszego oddechu się to dzieje. Nie było widać ust białowłosej przez ten szalik, jednak po oczach i brwiach można było wywnioskować że jest spokojna. Zresztą i tak wobec Tsubaki nie miała złych zamiarów, nigdy nie atakowała ludzi bez powodu innego niż samoobrona. Teatr opustoszał, ale pewnie nie tylko z powodu przedstawienia jakie odbyło się na zewnątrz, ale pewnie też miało na to wpływ odbywanie się sztuk wewnątrz. Może aktualnie coś było tam grane i ludzie weszli do środka, byleby nie oglądać tej dwójki?
- Widzę duszę każdego na kogo spojrzę oczami dullahana. Widzę ludzkie grzechy i przewiny. Magiczna broń, władający, wiedźma, potwór czy też czarodziej. Nic przed mym wzrokiem nie ukryje się w tej kwestii. Grzechy objawiają się jako zabrudzenia, coś podobnego do sadzy jeśli porównać do czegoś widywanego na co dzień. Twa dusza jest ino lekko zakurzona co świadczy, że nawet jeśli jakieś przewiny były to są one drobne- opowiedziała mniej więcej jak działa jedna ze zdolności dullahana. Oczywiście Yvon nie była w tym ekspertką i jeszcze wiele jej brakowało do osiągnięcia pełni możliwości tego wzroku. Znała triki jakie mogą to zablokować, między innymi soul protect używane przez wiedźmy czy czarodziejów. Również przewiny, których nie dokonano świadomie czyli pod wpływem kontroli umysłu nie są postrzegane jako zabrudzenia.
Yvon spojrzała na dziewczynę, która zadała bardzo trywialne pytanie. Była cierpliwym potworem, dlatego bardzo ciężko ją zirytować w tej kwestii – Tak. Jestem potworem, dumnym dullahanem. Jeźdźcem bez głowy, który prowadzi dusze zmarłych na wieczny odpoczynek. Ach teatr… tak, miałam dziś na deskach występować w czarnego rycerza roli. Czasu pod dostatkiem mamy, więc zasiąść możemy lub na spacery się udać. Jednak uświadomić Cię muszę Tsubaki. Przyjaciółki nigdy nie posiadałam i doświadczeniem nowym to jest – powiedziała siadając na ławce i obserwując swoimi złotymi ślepiami białowłosą czekała na jej odpowiedź. Założyła nogę na nogę, po chwili poprawiając spódniczkę, którą miała na sobie.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 7:48 pm

-Ci co chcą przewyższyć śmierć to głupcy, albo wierzą w czarną magię, o ile taka istnieje. - Co prawda myśl o śmierci ją przerażał, bo nie chciała o tym słyszeć w tym wieku i raczej wolała by skorzystać jeszcze z życia jakie jej pozostało, a miała nadzieję, że pożyje byle jak najdłużej na tym świecie. Nie szczególnie spieszyło jej się na ten drugi świat, wolała poznawać, zwiedzać i doświadczać rzeczy, których wcześniej nie doświadczała. Na pewno jest jeszcze wiele rzeczy, których nie wie i nie ma zielonego pojęcia, a na pewno chciała by się ich nauczyć na przyszłość jeżeli nadarzy się taka okazja.
-Dość... ciekawa moc, ale i jednocześnie szybko można odczytać człowieka i jego zamiaru wobec innych - pomyślała na głos, kiedy ta opowiedziała jej o swoich mocach. Tak naprawdę nie musiała tego robić, ale miło to słyszeć i wiedzieć tak na przyszłość, że i taka umiejętność jest na tym wielkim świecie.
-W sumie ja miałam wielu przyjaciół w Japonii, ale tutaj nie znam nikogo praktycznie oprócz koleżankę z zajęć. W sumie teraz mi wszystko obojętne co porobimy i tak nie mam co ze sobą zrobić. Często odgrywasz rolę w teatrze? - W końcu jakoś rozmowę trzeba utrzymać, a że i Tsubaki w aktualnej chwili nie miała co ze sobą zrobić to może porozmawiać z nowo poznaną koleżanką/przyjaciółką/towarzyszką, sama nie wiedziała do końca jak powinna ją nazwać, choć sama powiedziała żeby została jej przyjaciółką więc niech już tak zostanie. Miała tylko nadzieję, że z tej jakże dziwnej relacji będzie coś dobrego i pożytecznego. Z drugiej strony przyjaźń z śmiercią jak sama powiedziała nie wydaje się wcale taka zła. Sama już nie wiedziała, bo w końcu miało to swoje plusy i minusy, a nie wiedziała czego jest więcej. Na samym końcu sama pewnie by się pogubiła więc nie ma co w to się wtajemniczać. Uśmiechnęła się ciepło w stronę białowłosej, po chwili opierając się częściowo o zimną ścianę czując się... zmęczona? Może i tak, na pewno była znudzona, choć to miejsce jej się podobało chciała by kiedyś zwiedzić większą część miasta i odkryć jej tajemnice. Taka tam mała zabawa w detektywa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 8:17 pm

- Istnieje. Magia istnieje, a zatem również i czarna magia – nie miała tu na myśli czarów odprawianych przez Afroamerykanów tudzież kolokwialnie nazywanych murzynami, niggasami, a wszelkiego rodzaju metody przedłużania życia kosztem kogoś. Było to bardzo prawdopodobne, zwłaszcza że Yvon posiadała jedno zaklęcie, który by może nawet pod czarną magię podeszło. Potrafiła pozbawić kogoś sił życiowych jeśli tylko czar zadziałał. Dullahan natomiast jeśli chodzi o śmierć to chciała odejść po wypełnieniu swojej posługi, czyli po przetransportowaniu jak największej ilości dusz na drugą stronę. Była stosunkowo młodym dullahanem jeśli chodzi o wiek głowy, którą posiadała aktualnie, więc wiele aspektów magii skrywało się pod osłoną tajemnicy i wielu niewiadomych. Potrafiła to co było jej akurat przydatne w pracy oraz w razie obrony oraz to czego nauczyli ją jej przodkowie.
- Owszem, chociaż nie widzę jakie są to przewiny. Widzę tylko, że są ale legenda mówi że mistrzowie dullahańskiego wzroku są w stanie spopielić duszę takiego szubrawca używając do tego jego własnych grzechów – rzekła białowłosa do białowłosej. Dullahańscy mistrzowie wzroku byli niezrównani w poszukiwaniu grzeszników, którzy najpewniej staliby się jajami Kishina (balls of Kishin.. złe tłumaczenie. Eggs of Kishin). Yvon jednak specjalizowała się w czymś innym, w innej gałęzi tej magii, która interesowała ją o wiele bardziej niż zaglądanie w czyjąś duszę, chociaż podstawy tego znała. Nie jest to jakieś przydatne w pracy, jedynie do tego by ocenić czy ktoś będzie się wypłacał z zamówienia czy też nie. Do tego mogła oczywiście dojść sama, bez potrzeby posiadania takiego wzroku na wysokim poziomie.
- Uczęszczasz do Shibusen? – zapytała, gdyż nie kojarzyła żadnej pobliskiej szkoły w Death City. Zwykle młodzież przybywała tu w jednym jedynym celu. By uczyć się w Zawodówce Śmierci, aby zwalczać wiedźmy, czarodziejów i potwory chociaż słyszała plotkę o tym, że w szkole znajduje się jakaś wiedźma. Nie był to jej interes i dopóki Ci siewcy wolności i sprawiedliwości nie będą przeszkadzać jej w interesach to jej absolutnie nie obchodzi na co sobie tam polują. Wręcz przeciwnie! Zapewniają jej stały dopływ klientów, w końcu… największymi potworami są sami ludzie.
- Robię to okazjonalnie, kiedy nie mam klientów w zakładzie. Powiedzmy, że w tym zawodzie klienci nie wracają… grabarz zawsze będzie potrzebny, jednak coraz częściej rozważam przemodelowanie zakładu na te… jak one się zwą? Kafejki tematyczne? Tak się chyba zwie to ustrojstwo XXI wieku – powiedziała jakby niepewnie co do terminu. W sumie kafejka urządzona w groteskowym stylu mogłaby zyskać nieco popularności, zwłaszcza w takim miejscu jak Death City – Wprowadzić Cię za kulisy? – zapytała dziewczyny, która najwyraźniej straciła nieco energii. To nie było nic nadzwyczajnego, po prostu cała adrenalina z niej zeszła w tym momencie. Dullahan przysunęła się do niej lekko – Zszedł z Ciebie cały strach i adrenalina. Wyglądasz na zmęczoną. – nie dodała, że zmęczenie skraca życie, ponieważ jest to oczywiste. Z drugiej strony mogła się też zwyczajnie nudzić – Jeśli będziesz potrzebowała pomocy w zadaniu ze szkoły możesz mnie powiadomić. Wiem na czym polega ta wasza tablica – zaproponowała Dullahan by pociągnąć dalej rozmowę, a tymczasem kucnęła sobie przed Tsubaki i poklepała ją po ramieniu – A może chciałabyś się przejechać konno? Miałaś kiedyś okazję? – padła druga propozycja tego co mogą zrobić. W sumie koń już był na miejscu i kwestia tylko na niego wskoczyć i pojechać ku zachodzącemu słońcu.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 8:46 pm

-Nie znam się na magii, znaczy jestem magiczną bronią, ale nie wiem czy istnieją inne magie. - Wzruszyła lekko ramionami na własne słowa. Dopiero zaczęła uczęszczać do szkoły Shibusen i nie miała po prostu okazji by pouczyć się na temat magii o ile w ogóle taka lekcja będzie miała miejsce. Nie wątpiła w, to że istnieją takie lekcje tylko czy akurat takie w szkole Shibusen.
-Tak, chodzę tam od około trzech miesięcy, więc nie znam tu okolicy za dobrze, ani nic - westchnęła cicho pod nosem. Może i była nowa w szkole i tych okolic nie znała, ale powoli je odkrywała, a to się liczyło, że coś robi by po prostu się nie zgubić w tym wielkim mieście.
-Za kulisy, och nie, nie trzeba naprawdę. - Uniosła ręce po chwili trochę nerwowo, naprawdę nie chciała chodzić za kulisy, dla niej to i tak było wystarczająco dużo wrażeń, więcej na dziś nie potrzebuje i spasuje z jakichkolwiek innych atrakcji z dzisiejszego dnia.
-Naprawdę? Przepraszam, ale w pierwszej chwili byłam w szoku widząc głowę, która sama gadała no i teraz jakoś tak, udało mi się uspokoić - powiedziała łagodnie do białowłosej i lekko się do niej uśmiechnęła. Cóż trudno się nie dziwić, że była zmęczona, po takich dziwnych rzeczach. Choć może warto było przetrwać to wszystko?
-Pomoc w zadaniach zawsze się przyda. Konno i ja? Ja nigdy nie jeździłam, ani nie próbowałam. Znaczy boję się trochę koni, bo są wyższe ode mnie i boję się, że mi coś zrobią. - Od razu nieco się rozpromieniła jeżeli chodzi o zadania domowe, jednak po chwili zamyśliła się. Nie była pewna czy to był dobry pomysł by wsiadła na konia, nigdy tego nie robiła i się bała po prostu. Z drugiej strony mogłaby spróbować i może nawet by się jej spodobało? Nigdy nic nie wiadomo. Uśmiechnęła się lecz niepewnie do przyjaciółki.
-Nie wiem czy to dobry pomysł... - dodała po chwili zamyślenia. Miała całkiem sporo wątpliwości jeżeli chodzi o tą jazdę konno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Czw Paź 01, 2015 9:18 pm

- Magiczne bronie tylko z nazwy mają coś wspólnego z magią. No i jeszcze nie mogą być trzymane przez jakiegokolwiek użytkownika magii, czyli gdybyś się zmieniła w broń ja nie mogłabym Cię podnieść. Pewno zostałabym porażona Twoją falą duszy lub nie byłabym w stanie Cię unieść ze względu na odpychanie się dusz – to akurat były absolutne podstawy, jakie znał każdy użytkownik magii. To tak jak uczenie dzieci, by nie bawiły się zapałkami czy chociażby mówienie by nie wsadzać widelca do kontaktu bo kopnie. Yvon znała tylko cząstkę prawdy, bo pomimo tego że magiczne bronie nie używają wcale magii to jednak za pewnymi pobudkami powstały i zostały tak nazwane. Dullahan wątpiła, by zawodówka miała szczegółowe dane na temat magii. Obracała się w środowisku potworów i miała okazję dowiedzieć się jak wiedźmy reagują na to kiedy ktoś współpracuje z Shibusen. Słyszała, że niektóre były żywcem palone na stosie przez swoje niegdyś „sojuszniczki”. Tajemnic magii po prostu się pilnowało, jednak nie ulegało wątpliwości że operują one na specyficznych falach duszy. Białowłosa nie była wielkim magiem czy też naukowcem, była prostym grabarzem który wiedział to co wiedział.
- Widziałam wiele razy szkołę z zewnątrz. Ostatnio nawet przyjmowałam zamówienie od pedagoga z Shibusen. Wygląda na paradoksalnie całkiem żywą szkołę – nie to czego się spodziewała, kiedy pierwszy raz usłyszała termin „Zawodówka Śmierci”. Myślała, że tam będzie trup ścielił się gęsto, a martwa cisza panowała na korytarzach, a było wręcz przeciwnie – Nawet jeśli Death City wydaje Ci się duże to wbrew pozorom takie nie jest. Wystarczy regularnie sprawdzać tablice informacyjne – powiedziała. W większych miastach takowe się znajdowały na co trzecim skrzyżowaniu. Można było podejść, spojrzeć na swoją aktualną pozycję lub po prostu zapytać o drogę.
Kulisy nie były dobrym wyjściem, widocznie dziewczyna była zmęczona stresem i tam zapewne by zasnęła w oczekiwaniu na sztukę. Lub zeszła na zawał z powodu intensywnych emocji, a wtedy Yvon miałaby dodatkową pracę. Ciężko jest reanimować, kiedy się tego nie umie.
- Kiedyś ktoś faktycznie na ten widok umarł na zawał. Miałam wtedy pogrzeb podczas pogrzebu, ale klient był zadowolony gdyż to była jego teściowa – wzruszyła ramionami. Jak można nie lubić swojej teściowej? To przecież człowiek taki sam jak każdy inny i tak samo umrze prędzej czy później, więc po co ta cała nienawiść i dopłacanie z radości, że ktoś umarł? Co lepsze to było tragiczne wydarzenie, gdyż Yvon po prostu o dywan się poślizgnęła i odpadła jej głowa, która potoczyła się prosto pod nogi denatki. Wszyscy pozostali byli tak napici, że nie ogarnęli iż jest to głowa. Dziewczyna natomiast opowiadała to jakby przekazywała zwykła anegdotkę z pracy. Nie była zimna w swoim postępowaniu, a po prostu nie widziała nic złego w śmierci.
- Ten jest wyjątkowo spokojny. Zawsze ciągnie karawany, więc nie przestraszy się niczego co wyskoczy na drogę – powiedziała dumnie ze swojego wierzchowca. Nie zmienia to faktu, że to z winy Yvon koń wtedy stanął dęba, ale do błędu się nie przyzna. Dullahan poszła odwiązać konia i przyprowadziła go obok Tsubaki – Najpierw spróbuj, potem stwierdź że to zły pomysł – powiedziała regulując siodło, by pasowało pod nią. Tsubaki była innego wzrostu dlatego Yvon jako jeździec musiała przerobić siodło. Nie trwało to długo, więc po chwili wyciągnęła rękę do dziewczyny w celu pomocy w wejściu na konia – wsadź jedną nogę, a potem jak pomogę Ci to od razu przerzuć drugą przez siodło i też wsadź ją w takie miejsce – wskazała miejsce na nogi i cierpliwie czekała czy dziewczyna się zdecyduje czy też nie.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Pią Paź 02, 2015 11:27 am

-Nigdy nie myslałam o tym, że może ktoś inny władać bronią niż władający. Dobrze to wiedzieć na przyszłość - stwierdziła po chwili zastanowienia. W końcu tyle co sama wiedziała to, że władający może jakby kontrolować magiczną broń i nic mu się nie stanie, choć nie wpadła na to by ktoś inny mógłby to robić. To całkiem dobry temat na dalsze przemyślenia kiedy jest w szkole.
-Nawet od naszego pedagoga? No nieźle. Ach tak, póki co chce poznać jakieś takie najczęściej odwiedzane miejsca. Choć też widziałam co kawałek tablice informacyjne więc się nie zgubie.- dodała po chwili zastanowienia. Nigdy jakoś nie miała trudności z orientacja w terenie, oczywiście w nowych miejscach się gubiła, ale kiedy je poznała to wiedziała już gdzie pójść i z kim się na przykład spotkać. Każdy kto przychodzi w nowe miejsce nie zna go i musi poznać, Tsubaki nie jest wyjątkiem.
-Pogrzeb podczas pogrzebu?Znaczy takie dwa pogrzeby jednocześnie? Normalnie urwanie głowy... - mruknęła pod nosem zastanawiając się na głos na słowa dziewczyny. Po chwili jednak dopiero zorientowała się co powiedziała i zrobiło jej się trochę głupio. Taki suchar jej wyszedł, że szok.
-Wybacz - mruknęła niemal od razu głupią miną. Cóż nie chciała palnąć nic głupiego, ale jakoś samo tak wyszło. Po chwili kiedy została poruszona kwestia konia podniosła wzrok na zwierze, które przyprowadziła i przełknęła ciężko ślinę siedząc na ławce. Choć możliwe, że drugi raz nie będzie jej dane jeździć konno, raz się żyje w końcu nie? Po chwili zawahania wstała z ławki i podeszła do konia niepewnie pogłaskała go po szyi. Następnie jedną ręką przytrzymała się siodła, następnie nogę wsadziła tam gdzie pokazała jej Dullahan. Sama nie wiedziała co i jak się nazywa więc była w tym całkowicie zielona. A kiedy już siedziała niepewnie na siodle spoglądała na przyjaciółkę z dołu przerażonym wzrokiem, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Rękami jedynie lekko trzymała uzdę w rękach by nie spaść z zwierzęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Pią Paź 02, 2015 4:16 pm

- Mogą władać nią również potwory, w których nie iskrzy się płomień magii. Jednak plotka głosi, że nie są w stanie osiągnąć rezonansu dusz – to była tylko plotka, w końcu Yvon nigdy nie czuła potrzeby, by pracować dla Shibusen, jednak z drugiej strony nikt jej tego nie zaoferował. Pewnie zgodziłaby się gdyby zaproponowali jej coś w zamian. Za darmo na pewno dla szkoły nie będzie pracować. Nie kręcił jej nadstawianie karku i bezsensowna śmierć tylko dlatego, że ktoś każe jej iść walczyć za ludzi, którzy nic dla niej nie znaczą. Ludzki gatunek był naiwny, sam sobie rzucał kłody pod nogi, jak dzieci próbujące pokazać że mogą stanąć na własnych nogach mimo braku zdolności. Od tak bezinteresownie Yvon nigdy by nie narażała swojego życia, dla innego człowieka. Jej celem jest egzystować tak długo jak to tylko możliwe, by jak najwięcej dusz znalazło się po drugiej stronie. W końcu jaki sens jest zginąć dziś, kiedy jutro można walczyć dalej? Dullahan nie należała do osób szczególnie rozrzutnych i zimno kalkulowała zyski oraz straty. Jeśli coś jej się nie opłacało to zwyczajnie otwarcie o tym mówiła. Być może dlatego nigdy nie miała żadnego przyjaciela? A może na taką osobę godną przyjaźni wcześniej nie natrafiła? Ludzie byli egoistyczni, w jednej chwili nazywali Cię przyjacielem, a gdy odmawiało się im to zaraz przestawało się należeć do tego wąskiego grona.
- Czasami mój karawan jest wykorzystywany jako dorożka w celach turystycznych. Kwestia separacji kilku elementów konstrukcji, by z karawanu dorożką stał się – powiedziała. Chociaż… przejażdżkę w karawanie niektórzy młodzi ludzie preferowali nad dorożkę, ze względu na dawkę komizmu, którą w sobie zawierała. Tsubaki była dla dullahan towarzyszem, przyjacielem a rycerskie określenie kogoś tym mianem było bardziej wiążące niż mogłoby się wydawać. Nie było tak błahe jak stwierdzenie dwojga normalnych ludzi, nie było to coś nie trwałe, a w wypadku zerwania przyjaźni były nieco inne konsekwencje.
Yvon uśmiechnęła się pod nosem słysząc ten żart. Jako dullahan preferowała czarny humor, dlatego ten żart jej przypasił. Gdyby powiedziała coś co powszechnie uznawane jest za zabawne, wtedy być może zagrałyby świerszcze w tle, a dullahan zareagowałaby jak normalny człowiek reaguje na mega suchara – Dwa w jednym, nawet oferowałam podwójną trumnę jak również zniżkę na wypadek trzeciego pogrzebu. Dystansu u mnie dostatek i nie wzięłam urwania głowy do siebie. Chociaż… znasz historię powstania dullahanów? Nasze ciała zostały sztucznie stworzone, tak by dopasowywały się do czerepu który zerwiemy. Moje ciało było jednym z pierwszych wersji niewieścich. To tylko skrócona wersja, kiedyś opowiem Ci dłuższą jeśli zapragniesz – zapytała kiedy już pomogła Tsubaki wejść na konia. Sama Yvon wzięła w ręce lejce i zaczęła konia prowadzić po dziedzińcu. Na początek coś łatwego i przyjemnego, a koń na wcześniejsze pogłaskanie zareagował dosyć specyficznie. Wyglądało na to, że był w szoku gdyż zawsze woził osobę ponurą, od której czuć było zimną aurę. Kogoś kto nigdy go nie głaskał, dlatego spojrzał zdziwionym wzrokiem na Tsubaki, która miała zupełnie inną aurę, ale zaraz wrócił do kroczenia.
- Trzymał się siodła, na razie trywialne ćwiczenia Ci pokażę – powiedziała prowadząc konia. Broń mogła w sumie poczuć jak to jest jechać na koniu. To podskakiwanie przy krokach, zapach oraz ból w pośladkach z powodu twardego siodła. Jednak chyba, aż tak tragicznie nie było. Yvon zrobiła z nią tak kilka kółek, po czym wysunęła jedną nogę Tsubaki i łapiąc podparcie w ten sposób sama wskoczyła na konia. Usiadła za dziewczyną i wręczyła jej lejce trzymając ją za ręce od tyłu. By pokazać jak się koniem steruje. Siedziała z tyłu, by móc zareagować w czas w razie gdyby koń się spłoszył i zamortyzować upadek – Tak skręcasz. Nie szarp nimi bo koń może się spłoszyć i stanąć dęba tak jak to się stało kiedy głowa mi odpadła – poinstruowała i dalej trzymała ją za ręce od tyłu – Jeśli lekko go kopniesz to koń przyśpieszy lub zacznie się poruszać. Im intensywniej lub mocniej go kopiesz tym szybciej zacznie biec. Nieco samouki czas waćpanno – powiedziała, a koń tylko czekał na to co zrobi Tsubaki. Nie wyglądał jakby mu przeszkadzał dodatkowy ciężar czy też, że ma kogoś innego w siodle – Odczuwasz satysfakcję czy też przyjemność z jazdy? – zapytała ciekawie Evans.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Pią Paź 02, 2015 5:32 pm

-Rezonansu? Hm dobrze wiedzieć - uśmiechnęła się niepewnie pod nosem. Dzisiaj o dziwo bardzo wiele się dowiaduje. W sumie jest są to dużo lepsze lekcje niż te, na które chodzi do Shibusen. Jednak warto poznać kogoś z poza kręgu szkoły by się dowiedzieć czegoś interesującego.
-D-dorożka no to fajnie - mruknęła pod nosem. Nie specjalnie pewnie się czuła dosiadając konia swojej nowo poznanej przyjaciółki. W dodatku kiedy tak jechała na nim śmiesznie podskakiwała do góry i mocniej palcami złapała lejce by nie spaść, choć oczywiście nie pociągała ich ani nic w tym stylu by nie spłoszyć zwierzęcia.
-Istnieje taka historia? Na pewno kiedyś będę chciała usłyszeć pełną wersje - stwierdziła. Po chwili kiedy dziewczyna wsiadła za nią pisnęła trochę przestraszona. Ale od razu po niej widziała, że już od lat jeździ konno, bo znała swojego towarzysza, a on ją. Ufali sobie,a ona... bała się po prostu, że zleci z konia i sobie coś złamie. Kiedy tak przez chwilę stały w miejscu rozejrzała się, niby to czuła się ciut pewniej ale pośladki ją bolały od twardego siedziska, a w dodatku bolały delikatnie ją uda od wewnętrznej strony. Kopnęła po chwili lekko konia by ruszył się z miejsca, a trzymanie lejc w dłoniach nie wydało się takie straszne i choć dostała instrukcje co zrobić to średnio się czuła na siłach by to wszystko zapamiętać.
-Rozumiem, choć jazda konna sama w sobie jest przyjemna tylko mnie tyłek boli od siedzenia. - dodała po chwili w swoich krótkich przemyśleniach. Uśmiechnęła się lekko pod nosem, kiedy jechała tak na tym pięknym i dumnym zwierzęciu, może kiedyś nawet zapisze się na takie zajęcia, ale póki co wolała cieszyć się chwilą. Sama chyba też powinna się powoli zbierać, bo przecież miała tylko pozwiedzać i wrócić, a tutaj taka wielka niespodzianka na nią czekała.
-Wiesz, chyba powinnam się powoli zbierać do szkoły. Możemy tam pojechać konno? - spytała po chwili i odwróciła głowę lekko w bok by spojrzeć na białowłosą i posłać w jej stronę lekki lecz ciepły uśmiech. To było by fajne jechać konno do szkoły, choć wiedziała, że tylko część z niej przejedzie, bo potwory nie mają wstępu do szkoły, ani na jej teren. To nie przejęła się tym, bo cieszyła się jednocześnie, że mogła poznać kogoś nowego, lecz nie do końca normalnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Pią Paź 02, 2015 6:59 pm

Cóż to co wiedziała Yvon, pewnie wiedział każdy inny NOT który przeczytałby książkę „Działanie fal dusz dla opornych”. Ona jednak wiedziała to po prostu ze słyszenia, zresztą gdyby magiczne potwory bądź wiedźmy dałyby radę dzierżyć magiczną broń to mogłoby się to nieciekawie skończyć dla zawodówki. Ona by nie narzekała, bo miałaby robotę. Masę trumienek do wykonania oraz nagrobków, bo przecież uczniów też trzeba gdzieś chować. Ostatnio nawet miała zamówienie na pomnik na grób pewnej uczennicy, która zginęła w Madrycie. Gdyby grabarz znalazła się tam, to miałaby masę roboty, w końcu ofiary szacowano w tysiącach. Spłonęło praktycznie całe to wielkie miasto i Yvon nie wiedziała jak dużą powierzchnie mają tamtejsze cmentarze ale teraz na pewno wiadomo, że te tereny się powiększą.
Białowłosa odkiwała jej głową, na znak że opowie jej tą historię. Nie była jednak pewna co do jednej rzeczy, a mianowicie do tego jak Tsubaki zareaguje dowiadując się paru naprawdę nieprzyjemnych rzeczy o dullahanach oraz dalekich krewnych tejże dziewczyny z którą teraz spędza przyjemnie czas. Ybon uniosła pytająco brew, kiedy tamta pisnęła z wyrazem twarzy, który aż prosił się o wypisanie markerem na nim „o chu chodzi?”. Stukot podków konia roznosił się podczas tego osobliwego spaceru. Koń poruszał się miarowo, a Yvon od czasu do czasu korygowała kierunek by koń przypadkiem nie skręcił w złą alejkę.
- Nie masz odpowiedniej pozycji wyrobionej plus skóra Ci się nie przyzwyczaiła do tego. Zwykle nosi się do tego specjalne spodnie, ja jednak ich nie noszę. Przyzwyczaiłam się do tego – powiedziała. Dullahan może i miała jędrny tyłek, ale od jazdy zarazem był odporny na wszelkie otarcia czy uderzenia. Pomińmy też to, że w ogóle miała dosyć wysoki próg bólu z racji tego, że ma takie a nie inne ciało. W tym czasie białowłosej przyszedł sms. Wyciągnęła urządzenie mobilne, zwane komórką i z zacięciem szukała opcji „wiadomości”. W końcu ją jednak znalazła i przeczytała. Była to wiadomość od zarządcy teatru, który dzisiaj akurat dał jej wolne z powodu niskiej frekwencji widzów.
- Oczywiście – powiedziała i wskazała jej kierunek, w którym mają jechać. Jako, że wyglądała na nieco pewniejszą to po prostu Yvon objęła ją w pasie. Nie było potrzeby trzymać jej za ręce, a za coś trzeba się jednak trzymać – Jeśli tak lubisz mojego wierzchowca to możesz go odwiedzać w moim zakładzie lub nim się zajmować. Jestem w stanie Ci za to zapłacić, jeśli nie pasuje Ci praca z nieboszczykami – zaproponowała. W sumie opieka nad koniem to chyba nie aż taka trudna rzecz, zwłaszcza że kierowniczka miała głowę na karku i sama dawała radę to zrobić bez profesjonalisty. Dullahan widziała ten ciepły uśmiech, który kontrastował z aurą martwego chłodu. Nie miała żadnej negatywnej miny, ani pozytywnej. Miała neutralną minę – Gdzie dokładnie mam Cię pozostawić? Pod akademikiem czy przed budynkiem szkolnym? – zapytała opierając głowę na jej ramieniu z racji swojego wzrostu i potrzeby kontroli kierunku jazdy.
Powrót do góry Go down

avatar
Uczeń NOT
Posty : 171
Data dołączenia : 03/09/2015
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Pią Paź 02, 2015 7:44 pm

Jazda konna nie wydawała się taka zła jak jej się pierwotnie wydawało. Mimo lekkiego bólu, który czuła to jazda sama w sobie była naprawdę miła. Zwłaszcza, że przy okazji mogła sobie poobserwować krajobrazy jakie mijali po drodze, uśmiechnęła się lekko kiedy tak się rozglądała dookoła.
-No to prawda, choć jak na pierwszy raz to i tak nie mam na co narzekać - rzekła zadowolonym głosem. Choć trzeba było przyznać, że gdy i białowłosa dosiadła się na grzbiet konia poczuła się pewniej kierując go jak trzeba. Nadal biła od niej niepewność, ale w mniejszym już stopniu. Kiedy usłyszała dźwięk sms-a uniosła lekko brew do góry słysząc całkiem znajomy odgłos. Zadrżała lekko kiedy dziewczę złapało ją w pasie jednocześnie mogła samodzielnie kierować koniem. Była całkowitym zwierzakiem jeżeli chodzi o konno więc była zaskoczona, że może go sama poprowadzić aż pod szkołę. Jak dla niej to było wyróżnienie.
-Mogłabym się nim zająć, naprawdę? To było by dobre zajęcie po szkolnych lekcjach - odpowiedziała weselszym głosem. Uśmiechnęła się lekko pod nosem, choć po chwili nieco się zmartwiła, bo nigdy tego nie robiła więc jak coś zrobi źle to będzie na nią, a tego by nie chciała.
-Ale ja nigdy się nie zajmowałam końmi, musiała byś mnie nauczyć - dodała. W końcu o tych zwierzętach nie wie praktycznie nic, więc musiała się na sam początek coś o nich dowiedzieć i poczytać jak się nimi opiekuje.
-Akademik może być, jest trochę bliżej, a przy okazji mogę skoczyć coś zjeść. - Nie była szczególnie mocno głodna. Ale po takich wrażeniach to jednak warto coś zjeść by nie zemdleć na zajęciach. Czuła jedynie delikatne burczenie w żołądku więc pewnie zje jakąś kanapkę, albo coś w tym stylu i pójdzie albo na lekcje, albo wróci by znowu pozwiedzać okolice miasta. JEszcze nie wiedziała co sama wybierze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t658-tsubaki#3812
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Pią Paź 02, 2015 8:38 pm

- Och ponarzekasz jak zsiądziesz – powiedziała jakoś mniej pocieszająco, a szczerze. Nogi bardzo bolały na początku po zejściu z konia, zwłaszcza po pierwszej jeździe. To tak jakby pójść na siłownie na pierwszy dzień nóg, który przećwiczyło się cały. Wiele osób pewnie by się dziwnie patrzyło na obie piękności, zwłaszcza że obie miały czym oddychać a podczas jazdy pewne rzeczy mogły się poruszać w górę i w dół. Co do dzwonka to pewnie zastanawiacie się jaki Yvon posiadała? W momencie kiedy zadzwonił telefon to wydobyła się z niego Toccata Bacha. Tak tematycznie, a sama dullahan miała telefon z klapką. Czarny, niewielki z małą czaszką na górnej części klapki. Oczywiście nigdzie nie było widać kieszeni, więc schowała ją gdzieś w okolicy klatki piersiowej, gdyż tam miała kieszeń.
- Zezwalam, sama mam mało czasu od kiedy to zwolniłam sekretarza za gnuśność jaką okazywał w pracy przez bardzo długi czas – powiedziała kiwając głową i aprobując zapał dziewczyny co do przyszłej pracy – Powiem Ci jakie będą Twoje obowiązki oraz nauczę Cię podstaw. Zaopiekowanie się koniem nie jest wbrew pozorom takie trudne, jak sama jazda – powiedziała dziewczyna. Chciała na koniec dodać „jest to prostsze niż przejście przez ten śmiertelny padół życia, albowiem nawet najmarniejszy z marnych wie iż konia należy napoić oraz dać mu owsa”.
- Skoro śniadać pragniesz, to pozwól że na herbatę oraz ciasto zaproszę Cię w swe skromne progi – zaproponowała. W końcu zakład był o wiele bliżej niż akademik, bo przecież były akurat w centrum. Dlatego pokierowała bronią w kierunku swojego zakładu, swojej dumy „Ostatniej Podróży”. Przy okazji miała zamiar pokazać Tsubaki jej stanowisko pracy oraz wytłumaczyć na czym będzie polegała opieka nad zwierzęciem. Dziewczyna miała okazję zobaczyć jak dullahan pije herbatę, czyli zdjęcie głowy i wlanie sobie przez gardło zawartości filiżanki. Tak samo było z ciastem, którego kawałki po prostu były wrzucane przez dokładnie ten sam otwór. Nie było to zbyt smaczne, jednak zaraz potem przeszła do pokazania stajni. Zadbanej stajni, w której rezydował już oporządzony koń. Była tam również oczywiście dorożka, a raczej karawan. Yvon pokazała jej jak konia powinno się czesać, jak karmić oraz gdzie stawiać kubeł z wodą i odżywkami. Jak go wyprowadzić i co najważniejsze oporządzić. Oczywiście poszły standardowe rady jak chociażby to, by nigdy nie zakradać się do konia od tyłu. Wiedziała jednak, że dziewczę ma lekcje dlatego po krótkim wprowadzeniu puściła ją wolno i ponownie zaprosiła do swojego skromnego zakładu pogrzebowego.
ZT x 2
Powrót do góry Go down

avatar
Wiedźma
Posty : 103
Data dołączenia : 20/02/2015

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Pon Lis 16, 2015 9:46 pm

Okej. Trzeba było wrócić z tej przeklętej Toskanii. A mówiła - nie leć, po co! Po jaką cholerę się w to pakować! Wpadniesz na matkę, na kogoś, kto Cię nie lubi! Ten list nie należy do dobrych zwiastunów! Ale coś powiedziało jej wtedy, że trzeba jechać. I co? Miała rację! Ona zawsze ma rację! Na lotnisku omal nie zemdlała z głodu, jednak ktoś zlitował się nad biedną Wiedźmą i dał jej do zjedzenia jakąś kanapkę. Dalej już nie miała większych problemów, przecież obiady w samolotach są dość tanie, jeśli nie darmowe... (nie leciałam nigdy samolotem, więc nie wiem)

Wracając do Death City, pierwszym co zrobiła to pójście prosto w stronę swojego mieszkania. Na samej górze budynku znalazła schronienie chociaż chwilowe, przebrała się. Musiała ubrać coś z długim rękawem... tylko co? Jest! Tamta jeansowa kurtka idealnie się nadawała! Do tego jeszcze przebrać spodnie na świeższe, chociaż nie wyglądające na zbyt zadbane - miały porozdzierane nogawki z przodu jako element artystyczny zafundowany przez projektanta. A bluzka? Biała z naszywką przypominającą trochę czarny kwiat. Tak, taki czarny kwiat miała na bluzce. No i do tego jeszcze szal, ten co zwykle.

Potrzebowała odprężenia. Co jednak pozwala się najbardziej odprężyć? Chodzić po ulicach, bojąc się o swoje własne cztery litery? Znowu wybierać się na cmentarz, po którego wizycie miała okazję zachować parę nieprzyjemnych wspomnień? Cmentarze nie są dobrym miejscem na rozluźnienie, chyba że się lubi śmierć. Ewentualnie Śmierć pisaną z dużej litery. Więc wybrała Teatr. Pomimo problemu napotkanego w pierwszym punkcie, szybko zmierzyła do wybranego miejsca, aby tylko nie musieć się martwić o to, co się z nią stanie. Nikt raczej jej w takim miejscu nie zaatakuje, no nie? No... raczej... chyba, że ktoś naprawdę chciałby narazić się ochronie.
Lubiła teatry. Zawsze wiązały się z nimi dobre wspomnienia. Pomimo dziwnych zajęć matki, często wybierały się do takich miejsc. Nie szły do kina na jakiegoś tam Shreka, szły na porządny pokaz w teatrze. Może to dlatego teraz była taka, jaka jest? Poważna, spokojna, pacyfistyczna? Może... Jednak teraz oglądała plakaty i wszelkie postery dotyczące najbliższych, zbliżających się premier, a nuż trafi coś ciekawego, co grane jest w dniu dzisiejszym?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t92-pacyfistka-z-toskanii

avatar
Wiedźma
Posty : 44
Data dołączenia : 27/02/2015

PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   Pon Lis 16, 2015 10:13 pm

Po powrocie z Seulu, Jaśmina była okropnie zmęczona przygodami. Jej mała osóbka nie znosiła najlepiej, trwającego zbyt długo stresu, więc gdy w końcu usiadła tyłkiem w domu, nie mogła wyzbyć się wrażenia, że gdy wyjrzy przez okno znów zobaczy koreańską metropolię i te tysiące obcych twarzy. Miała nadzieję, że Nycteris i Gary dobrze się czują, a Śmierć zagrzał już swoim oddechem gabinet wcześniejszego dyrektora. To była tylko nadzieja, bo nie miała ochoty tego sprawdzać. Musiała wrócić do swojego życia, które nie było tak ściśle powiązane z istotą Shibusen.
Wybrała się na zakupy, spędziła trochę czasu tu i ówdzie, aż jej drobne kroki dotarły do samego centrum miasta. Tam natknęła się na teatr i nie musiała namyślać się zbyt długo, by z zacięciem wpakować się do środka. Pieniążki na jakiś dobry spektakl zawsze znajdzie w swojej portmonetce, więc wystarczyło.. znaleźć towarzysza.
Jaśmina nie ma wielu przyjaciół, chociaż jest bardzo towarzyska. Odkąd została sama w Death City, zaczęła garnąć do ludzi jak szczenię przywiązane do latarni, ale jej smyczą trzymającą ją na uwięzi była przynależność. Tak, bycie wiedźmą.. Większość jej rówieśników przesiadywała w Shibusen, a tam szczególnie takie jak ona nie były mile widziane. Oczywiście trafiała na dobre duszyczki, które z ochotą spędzały z nią czas, ale zawsze wyczuwała ten dystans. Może potrzebowała znaleźć uciechę w towarzystwie kogoś swojego pokroju? Czarodzieja, potwora.. innej siostry?
Zamyślona skierowała się w stronę repertuaru. W pewnej chwili zobaczyła samotny grosik leżący na podłodze i stwierdziła, że nie może go zostawić na pastwę losu. Skupiona tylko na tym grosiku, ruszyła przed siebie i ludzie ogólnie wymijali ją, ale w końcu każdy titanic trafia na swoją górę lodowa. Taką "górą" była osobistość, która stała jak ta dzida i przyglądała się plakatom.
Jaśmina jako niższa osóbka, przydzwoniła blond głową idealnie między łopatki tegowoż słupa, po czym zrobiła ze dwa kroki w tył łapiąc się za czoło. Twardy kręgosłup i zapięcie stanika z mocą zaatakowały ją, zostawiając czerwony ślad.
- Przepraszam, szłam do grosika. - odparła na przywitanie, przeprosiny i usprawiedliwienie jednocześnie. No, bo co miała powiedzieć? Wtedy właśnie jakiś jegomość zauważył jej cel i sam go podniósł. Spojrzenie, jakim wiedźma go obdarowała, mogło zabijać i on powinien dziękować bóstwom, że to nie to było jej specjalnością. W pierwszej chwili miała ochotę złapać pieniążek swoją telekinezą i wyrwać go z rąk oprawcy, ale powstrzymała się w ostatniej chwili.
Jaśma, jesteś w miejscu publicznym!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://deathcity.forumpl.net/t273-raz-na-miotle-a-raz-pod-miotla
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Miejski Teatr   

Powrót do góry Go down
 
Miejski Teatr
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Opuszczony teatr
» Festiwal Cieni - Teatr Cieni
» Miejski park
» Teatr
» Teatr Katharsis

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Death City :: Centrum miasta-