IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 W głowie Raya

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

Gość

#1PisanieTemat: W głowie Raya   Sob Lut 21, 2015 8:41 pm



Rennevy Ursula Catherine Nightwish, czyli Rune

Stara notka:
 

"Minęło sporo czas odkąd poznałem Rune, więc powinienem nieco zaktualizować swoje zdanie na jej temat. Co do utworu - nic się nie zmieniło, wciąż skomponowałbym go w ten sam sposób. Moja pierwsza opinia była bardzo celna. Ciężko mi coś stwierdzić na temat naszych relacji. Teoretycznie jesteśmy partnerami jako Władająca i Broń, lecz nigdy przy niej nie zmieniłem się nawet częściowo. Nigdy też nie trenowaliśmy. Teoretycznie jesteśmy przyjaciółmi, ale nie zdarzyło nam się nazywać w ten sposób. Wydaje mi się, że oboje chcemy być bliżej, ale jakoś nie wychodzi nam to tak mocno jak chcielibyśmy. Mój brak doświadczenia i jej nieśmiałość. To chyba tego wina. Spotykając ją pierwszy raz nie myślałem, że stanie się dla mnie tak ważna. Niekiedy łapię się na myśleniu o niej. "To mogłoby się spodobać Rennevy", "Rune nie lubi tego" albo "To tak jak..." i tam na koniec wstaw coś z rozmowy z nią.
Jest mi jej żal, że musiała tak cierpieć. Chciałbym, aby już nigdy nie cierpiała."


Jaśmina, czyli... Jaśmina.

"Lubię ludzi opisywać utworami, teraz będzie tak samo. W tym przypadku wykorzystałbym skrzypce, perkusję i pianino. Te instrumenty tworzyłyby rdzeń, podstawę. Melodia byłaby przyjemna, radosna, taka... przebojowa. Co jakiś czas wchodziłaby gitarka elektryczna na przesterze zwyczajnym. Mocny, żywy riff jak trochę w Power Metalu.
Co to znaczy? Otóż Jaśmina to nietypowa osóbka jak zresztą chyba każda w Death City. Ona jest jednak jeszcze bardziej nietypowa, bo jest Wiedźmą. Nie myliłem się twierdząc, że nie każda Wiedźma musi być zła i nie każdy Władający dobry. Dziewczyna zdaje się być zabawną duszyczką, radosna, uśmiechnięta i przebojowa. Ma też cząstkę niezdary w sobie, bo uderzyła w największy, najbardziej widoczny budynek w całym mieście i dodatkowo zwichnęła sobie kostkę. Pomogłem jej, dała mi świetny szaliczek, który jest jakiś dziwny - nieważne jaka pogoda, on zawsze ogrzewa odpowiednio. Jakiś magiczny. Obiecała mi pokazać trochę sztuczek z jej mocą, więc wyczekuję spotkania."


Gary Koi, czyli człowiek mi podobny.

"Utwór zatytułowany "Gary Koi" skomponowałbym jedynie na skrzypcach i pianinie. Swoją drogą - pianino do wszystkiego pasuje. Grany byłby powoli, na niskich dźwiękach. Melancholijny, lecz z pojedynczymi trafieniami w wyższe nuty, aby oddać jego nadzieje oraz przyjazne usposobienie.
Gary okazał się osobą podobną nieco do mnie. Raczej jest introwertykiem, osobą lubującą się w spokoju, chociaż... gdyby mógł to pewnie wolałby być otoczony grupą przyjaciół. Również melancholik z niego, to widać. Uprzejmy, rozsądny i przede wszystkim - o otwartym umyśle. Zwrócił mi uwagę na coś bardzo ważnego. Dziękuję mu za to. Jest moim współlokatorem w akademiku, więc poznajemy się lepiej z dnia na dzień. Dobry z niego kumpel, a niedługo pewnie przyjaciel."



Averill, czyli Ave, czyli Mała Wredota, czyli Lizakowy Snajper.

"Uhh, nie wiem czy zdołałbym słuchać utworu "Averill" zbyt długo. Nie no, żartuję, to dziwnie przyjemna pioseneczka. Tutaj dodałbym już wokal. Kobiecy, młody, wyższy głosik, ale nie taki zbytnio - tak normalnie wyższa skala. Śpiewałby żywo, żwawo, lecz nie jakoś radośnie. Raczej tak energicznie przyśpieszając i zwalniając. Taki nieco rockowy kawałek, chociaż w tle byłaby elektronika razem z perkusją.  Dziwny utwór, ale przyjemny w odsłuchu, chociaż brak w nim składu i ładu.
Ave, no to jest wyjątkowo specyficzna osoba. Nie dość, że wygląda zastanawiająco, to zachowuje się podejrzanie, a nawet potrafi odczytywać jakimś cudem kto jest Bronią. Prowadziłem z nią cholernie dziwną dyskusję, w której miałem nie mało przyjemności z pokonywania tej małej argumentami. Ona ma tylko trzynaście lat, a ja wykorzystywałem ją do zaspokajania własnego poczucia dumy. Jestem dziwny. Wyszczekana, wygadana, z jakimś dziwnym tokiem myślenia, który nawet nie stara się być logicznym. Poczęstowała mnie najpyszniejszym lizakiem jaki kiedykolwiek jadłem, a później nazwała mnie Malinowym Cesarzem. Nazywała mnie różnie, ale lepiej nie podawać innych, aby nie było nieporozumień. Lubię ją, twierdzi, że znajdzie mnie, więc nie muszę się martwić o brak kontaktu z nią."



Powrót do góry Go down
 
W głowie Raya
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Rody Chorążych
» Sen, czyli, co nam w głowie szumi...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Off-top :: Relacje-