IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Jęk Czarnego Węża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Jęk Czarnego Węża   Sob Lut 21, 2015 4:07 pm

MISJA: Wheeljack i Izumi
Możecie odpisywać w jakiej kolejności chcecie, byle żeby zgadzała się ilość postów, czyli 1 post MG i po jednym waszym.

Wheeljack prędzej czy później musiał odkryć, że jego moc została zablokowana w jakiś sposób. W końcu spędził w więzieniu troszkę czasu i zdołał się połapać, że jego sztuczki nie działają. Praktycznie każda moc jaką miał została mu odebrana. Na szczęście udało mu się jakoś uciec, a raczej jakoś mam tutaj na myśli pomoc pewnej osoby. Izumi może pomogła mu wyjść, jednak nie miała jak pomóc w kwestii tego co blokowało pieczęć Jack’a. Zresztą przez swoją hibernację nawet nie mogła tego skonsultować z resztą wiedźm, bo praktycznie żadnej która by się mogła zająć tą sprawą nie znała w obecnych czasach, a każda którą znała i mogłaby się tym zająć praktycznie już nie żyła.
Tak więc poszukiwania spełzały na niczym do momentu, aż Jack zaprzągł do roboty swoich informatorów, którzy przez dość długi czas zbierali informacje. Mijały dni, a po 7 dniach Bóg odpoczy… znaczy się przyniósł informacje. Bóg, bo taką ksywkę dał sobie informator będący pewnego rodzaju fanatykiem religijnym (uwierzcie zamachy samobójcze nie są takie proste, zwłaszcza  jak przy każdym nie udaje mu się zginąć. Widok żony, która wita męża wracającego z zamachu samobójczego jest nieziemski. Warto napomknąć, że Bóg wyznaje pewną ekstremistyczną religię arabską), przyniósł Jack’owi i Izumi nie informacje o tym co zablokowało moc, a namiary na osobę, która była w tym więzieniu i uciekła. Wedle słów Boga, był to boss półświatka przestępczego zwany Whistler. Człowiek legenda, jeśli chodzi o ucieczkę, w końcu dał radę uciec z każdego więzienia świata. Podobno z każdego, bo jeszcze z więzienia wiedźm nie miał okazji uciekać. Tak czy siak, podobno Whistler znał każdą tajemnicę tego loszku do którego trafił Kółeczko. Jednak odmówił rozmowy z informatorem, gdyż cenił sobie spotkanie face to face z kontrahentem, który zapewne zapłaci nieźle za informacje.
Namiary były na stary klub striptizerski, który operował na obrzeżach Death City o wdzięcznej nazwie „Jęk Czarnego Węża”. Nie pytajcie skąd ta nazwa, bo właściciel ponoć był totalnie zjarany kiedy ją wymyślał. Wyjarał całe 3 kilogramy tabaki indiańskiej, przez co ponoć doznał oświecenia szamanistycznego i zaczął odprawiać rytuały przyzywania duchów. No cóż, uznano go za wariata i zamknięto na 4 spusty w zakładzie psychiatrycznym, a klub przejął potem Whistler. Przejdźmy do budynku klubu, gdyż to jest w tym momencie istotne. W końcu tam się nawet nasi bohaterowie udali. Budynek jest dwupiętrowy i jak na klub ze striptizem przystało ma charakterystyczne barwy. Na zewnątrz jest różowo-czarno-czerwony. Wielki neon z nagą panienką, między której nogi wchodzi czarny wąż (takie zwierzę. Wiem o czym sobie pomyśleliście) stoi na budynku. Okna wychodzą na ulicę, chociaż te na dole przysłonięte są czarną kotarą. Jęk Czarnego Węża stoi pomiędzy blokiem mieszkalnym (po prawej) oraz sklepem monopolowym (po lewej). W zaułku piętrzą się śmieci, jednak drewniany budynek klubu jest zadbany, chociaż zmysł estetyczny  nadal pozostawia wiele do życzenia. Kiedy weszli do klubu omijając ochroniarza, w uszy uderzyła ich muzyka oraz odgłosy mężczyzn skandujących „zdejmij stanik! Stefan zdejmij jej stanik! Stefan! Stefan!”. Wnętrze było dosyć urokliwe, bo w przedsionku był czerwony dywan, a ściany wytapetowane były plakatami z różnymi gwiazdami filmów erotycznych w przeróżnych pozach. Zazwyczaj były półnagie lub z odsłoniętymi piersiami. Oczywiście by wejść trzeba było dać ochroniarzowi w łapę gruby pliczek banknotów, który podliczał honorarium striptizerek oraz ewentualny alkohol i przekąski. W samym przedsionku stała sobie jedna sofa oraz szatnia, w której można było zostawić okrycie wierzchnie. Panią zajmującą się tym był ktoś wyglądem bardziej przypominający sprzątaczkę szkolną. Taka typowa plotkująca Jadźka.
Kiedy weszli do właściwego wnętrza klubu ochroniarz poprowadził ich na piętro, więc musieli przejść obok sceny, gdzie na rurze tańczyła właśnie rudowłosa piękność o gabarytach B+. Wokół niej na sofach siedzieli mężczyźni już widocznie podchmieleni sądząc po ilości pustych kufli na stolikach. Gdzieś w kącie stał barek, a naprzeciwko barku znajdowały się toalety.
Kiedy weszli na górę ochroniarze, którzy tam znajdowali się przeszukali ich dokładnie. Zabrali wszystko co potencjalnie ostre lub niebezpieczne i odłożyli do skrzynki, na której potem usiadł jeden z nich. Praktycznie rzeczy do odebrania. Na górze hałas był tak samo słyszalny, a dym tytoniowy jeszcze bardziej intensywny, chociaż mieszał się bardziej z zapachem flaków i krwi. Kiedy zostali wpuszczeni do właściwego pomieszczenia, niewielkiego gabinetu przed nimi ukazał się fotel odwrócony do nich tyłem. Osoba, która na nim siedziała patrzyła sobie przez okno najwyraźniej. Gabinet byłby typowy, gdyż miał to co trzeba. Dębowe biurko, regały z dokumentami przy prawej i lewej ścianie oraz dwa krzesła przed biurkiem. Na podłodze czarny dywan z czaszką piracką, a naokoło biurka stosy papierów. U góry natomiast wirował sobie wiatrak, a w powietrzu unosił się dym tytoniowy z cygara sądząc po tym co leżało na biurku. Czuć było też whisky, której butelka stała sobie podłodze. Co było nadzwyczajnego w tym pomieszczeniu? Otóż były to ciała zawieszone na hakach przy każdym z rogów. Ciała ludzi obdartych żywcem ze skóry, którzy najwyraźniej jeszcze żyli i zawodzili niemiłosiernie przy tym cuchnąc i plamiąc drewnianą podłogę swoją krwią. Jednak sądząc po śladach to nie pierwszy taki precedens.
- A więc, chcieliście ze mną się spotkać. Co was sprowadza w moje skromne progi? – zapytał głos nie obracając się na fotelu. Praktycznie fotel z wysokim skórzanym oparciem zakrywał go całego. Ręce najwyraźniej miał położone na kolanach, bo z tego kąta nie szło ich dostrzec. Jakby porównywać to byłby to głos niski, podobny do Dona Corleone. Starego Dona oczywiście, chociaż każdy wiedział że Whistler jest z Chin. Jak jednak wyrobił sobie tak dobry włoski akcent? Oto jest zagadka, jednak jak na razie odór ciał nieco utrudniał percepcję zmysłu węchu i dezorientował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Wiedźma
Posty : 5
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Jęk Czarnego Węża   Sro Lut 25, 2015 4:04 pm

Dziwni informatorzy o dziwnych ksywkach i jeszcze dziwniejszych zwyczajach to całkowita norma pośród tego "zawodu" - tak uważała Izumi. W końcu musieli tak wiele ryzykować za coś co nawet nie miało materialnej formy, było tak niepewne. Tylko szaleńcy podejmowali się tej pracy, a zatem mieli też skłonności do niecodziennych spraw. Wiedźma nie ufała informatorom innym niż własnym, lecz skoro był to informator jej informatora? Mogła mu delikatnie dać wiarę, przecież zawsze miała szansę uciec w kilka sekund nieważne gdzie znajdowałaby się. Teraz jej zaklęcia działały zupełnie inaczej niż niegdyś i nie pokazywała ich, zatem nikt oprócz samego Wheeljacka nie wiedział jak wyglądają. Nie mieli jak złapać ją w pułapkę, tym razem się nie da. Wyruszyli zatem na miejsce spotkania, które budziło nijaką odrazę w Gin. Takie miejsca były zazwyczaj brudne, śmierdzące i pełne spoconych, pijanych mężczyzn, którzy w fali pragnienia wkładali pieniądze striptizerkom za bieliznę, aby... no właśnie co? Izumi nie miała pojęcia dlaczego to robią. Budowa własnego ego? Nadzieja, że się zaspokoją? Kto wie.
Sam budynek był dosyć typowy jeżeli można to tak nazwać. Od razu przywodził na myśl co znajdziemy w środku, aczkolwiek nazwa pozostawała... dziwna. "Jęk Czarnego Węża" brzmiało bardziej jak klub dla panów, którzy również lubią panów, niż dla tych, których pociągają panie, ale kto zrozumie co artysta miał na myśli nadając taką nazwę. Opłata za wejście była czymś całkowicie zrozumiałym, wnętrze niezbyt zdziwiło wiedźmę, nigdy nie była w podobnych klubach, ale to raczej do przewidzenia jak może wyglądać w środku taki przybytek. Odgłosy całkowicie zignorowała, lecz odór był straszny. Oczywiście, drażniło ją to, lecz Gin należała do wyjątkowo twardych jednostek i tak proste rzeczy nie miały nawet najmniejszej szansy ją odstraszyć. Zwyczajnie ich nie lubiła, tyle. Widok tańczącej kobiety przyciągnął na chwilę również wzrok naszej Izumi, która to była biseksualna. Lubiła zawiesić oko na żeńskich kształtach, a ich ciała nawet wolała - wydawały się bardziej estetyczne, czystsze, piękniejsze.
Przeszukanie rozbawiło wewnętrznie użytkowniczkę mocy translokacji. W końcu miała przy sobie raptem zegarek, portfel, klucze i telefon, nic ostrego, ale jednocześnie miała w zasięgu ręki noże i szable. Oczywiście świadoma była, że skoro Whistler uciekł z więzienia sam, to zapewne musi być silny i w aktualnym stanie nie ma co się z nim mierzyć. Trzeba przywdziać odpowiednią maskę, taką jaką lubi i zgrywać odpowiednią osobowość, by osiągnąć swoje. Im bliżej byli góry, tym bardziej czuła specyficzny zapach krwi, który bardzo dobrze znała, a Wheeljack z pewnością wielokrotnie lepiej. Obrzydliwy, ciężki aromat posoki i organów wewnętrznych. Dlatego szybko wykańczała swoich wrogów i znikała. Nie musiała wdychać tego świństwa.
Gabinet samego właściciela tego uroczego lokalu był typowym miejscem w jakim odnalazłby się każdy niezbyt poważany boss mafijny... albo gangsterski, bo mafia miała więcej klasy. Oczywiście pierwszą rzeczą jaka rzuciła się w oczy Gin nie był wcale fotel, a wiszące w każdym rogu ozdoby. Obdarci ze skóry, na wpółżywi ludzie, gdyż "ludzkimi ciałami" jeszcze nie dało się ich nazwać. Wciąż serce biło, wciąż dusza była, zachowajmy chociaż filozoficzne pozory wartości ich egzystencji. Jak nie trudno było się domyślić - Whistler okazywał się być szaleńcem, psychopatą godnym króliczego towarzysza wiedźmy. Opcje były dwie: albo złapią wspólny język, albo się pozarzynają. Oba wyjścia były równie niepokojące. Odór bijący z tego miejsca był przytłaczający, a schludność znajdowała się na najniższym poziomie. Izumi szczerze brzydziła się tym miejscem, aż ją to denerwowało. Słysząc głos mężczyzny zdziwiła się. Włoski akcent? Z tego co wiedziała to był z Chin, a teraz przebywali w zupełnie innym miejscu. Postanowiła przemilczeć, w końcu to nie tyle ona miała sprawę co Wheeljack. Wiedźma była tylko pomocą, gdyż potrzebowała siły potwora. Niech on zacznie rozmowę, a Gin w tym momencie postara się wybadać jaki jest Whistler. W końcu niewiele o nim wiadomo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Jęk Czarnego Węża   Nie Mar 01, 2015 7:03 pm

Wheeljack podążając wytycznymi swojego najlepszego informatora stanęli przed znajomym już dla Jacka spelunie. Mężczyzna rozejrzał się na boki po czym odpalił papierosa wciągając przy tym duży wdech po czym powiedział. - Izumi to miejsce naszego spotkania. Po udanej rozmowie stawiam drinka. Para weszła do knajpy powoli przepychając się o napalonych jeleni którzy wydawali fortunę na tanie drinki i kobiety. Wiadomym było, że każdy kontakt z Wheeljackiem kończyło się potężnym kopniakiem w twarz albo sierpowym gdzie nawet 2 metrowym gorylom się oberwało będąc pewni swojej siły przed takim szczupłym niepozornym potworem jak Jack. Ochrona w knajpie rozpoznała Wheeljacka po czym zostali wprowadzeni do gabinetu ich szefa gdzie mieli przeprowadzić ważną dla pary rozmowę. Gdy mężczyzna wszedł przed drzwi gabinetu no wejścia było czuć drogie cygara i trunek gdzie niegdyś widywał u swoich zleceniodawców ale czuł coś jeszcze nietypowego dla takiego miejsca ale bliskie sercu Wheeljacka a była to krew i mordercze szaleństwo. Gdy pojawili się na przed obliczem samego domownika i gospodarza imprezy Jack bez żadnych zahamowań usiadł na fotelu z obiciem ze skóry chyba człowieka po czym przemówił spoglądając na wiszące ciała. -Dasz mi później nr do Twojego dekoratora wnętrz? Wygląda i pachnie niesamowicie taka dekoracja ale ale chwileczkę! Oooo jeden już chyba umarł jaka szkoda...Wheeljack dzięki króliczym aspektom słuchu był stanie usłyszeć znikające już u człowieka bicie serca bez problemu. Mężczyzna zmienił swoje nastawienie na bardziej odpowiednią w tej sytuacji i rozsiadł się wygodnie przy czym oparł swoje nogi na głowie młodego chłopaka sprzątacza który coś zbierał z podłogi szepcząc cichutko do niego.-Rusz się na milimetr śmieciu a uwalę Ci głowę moją Beatsy Podniósł wzrok do gospodarza po czym oznajmił w prost czego pragnie uśmiechając się jakby nigdy nic.-No no słyszałem o Tobie Whistler wiele ciekawych rzeczy. Przybyłem do Ciebie w sprawie blokady duszy wywołanej od czarnej szkatułki i słyszałem, że znasz sposób aby tego się pozbyć. Mężczyzna spoglądał uważnie na jego reakcje tym samym nasłuchiwał bicia jego serca za pomocą swojego króliczego aspektu by być gotowy na każdą sytuację nawet zabicia jego.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Jęk Czarnego Węża   Nie Mar 01, 2015 8:00 pm

Ochroniarze tak naprawdę przeszukiwali ich z czystej formalności. Mogli oczywiście odmówić, stawiać się jak to lubił robić Jack, a wtedy zwyczajnie odpuszczali. No cóż zostali dobrze poinstruowani, a Whistler wiedział, że ochroniarze na drzewie nie rosną i nie warto ich trwonić na coś czym mógłby się sam zająć. Jack najwidoczniej skorzystał z siedzenia, które było przygotowane dla gości. Whistler jedynie zaśmiał się pod nosem.
- Oczywiście, że dam. Wisi po prawej ode mnie. Pogadaj z nim, może zanim umrze to poda Ci swój sekret na tacy – zachichotał mrocznie, a kiedy usłyszał że jeden z celów właśnie umarł Whistler tylko się uśmiechnął pod nosem i odwrócił w stronę swoich rozmówców. Whistler był niewysoki z pozoru. Wygodnie siedział oparty o fotel więc można było wywnioskować, że ma jakieś 180 cm wzrostu. Był dosyć szczupły, odziany w dosyć specyficzne fioletowo-czarne fatałaszki. W ręce bawił się krótkim nożykiem. Takim do krojenia mięsa. Na torsie miał także tą dziwną maskotkę przyczepioną do tej bluzy. Skoro już Jack użył swojego króliczego aspektu, to z każdego rogu pokoju mógł usłyszeć dodatkowe bicie serca. Jakby ktoś tam był, tylko że tych osób nie widać. Może jakaś magia maskująca? Parobek, który się tutaj spojawił kilka chwil temu by posprzątać został momentalnie wykorzystany jako podnóżek. Och jak się biedny wystraszył, kiedy terrorysta do niego przemówił. Najwidoczniej do odoru ciał dołączył jeszcze jeden, który ulatywał z tylnej części ciała podnóżka. Whistler miał przymknięte oko i miło się wyszczerzył do dwójki – Och słyszałem, że niedawno stamtąd uciekłeś. Moje gratulacje, jednak nie sądzę byś użył mojej metody. Chcecie kawałeczek? Spokojnie. Nie wydam Cię, bo na razie mnie to się nie opłaca– wstał powoli i podszedł do już martwego ciała. Odciął kawałek mięsa z uda, a następnie położył go na biurku. Po chwili wrócił do ciała i spojrzał na nie – heh, byłeś takim dobrym przyjacielem. Dosłownie hihihi – powiedział i przyłożył maskotkę. Momentalnie duża część ciała się rozpłynęła. Poza tamtym plastrem, który wcześniej odkroił i zmieniła się w duszę. Oczywiście niepełną bo brakowało kawałka ciała, a ową duszyczkę Whistler wsadził sobie do ust i zjadł – Częstujcie się. Czym chata bogata, ale duszyczki są moje – powiedział wskazując kawałek mięska, do którego wrócił i ładnie go pokroił na plasterki. Wziął jeden i zaczął żuć powoli, rozkoszując się każdym kęsem. Po chwili przełknął i oblizał wargi – Tak. Wracając do interesów. Znam pewien sposób, by pozbyć się blokady duszy. Jednak – podniósł palec ubabrany w krwi swojej ofiary – Nie ma w tym świecie nic za darmo. Mogę wam za to policzyć gigantyczną przysługę, ale muszę mieć coś w zastaw. Wiecie coś takiego, by nie okazało się nagle, że chcecie mi uciec chociaż jest to mało prawdopodobne – zerknął znacząco na Izumi – Co powiecie na taki układ? Zjecie po jednym takim kamyczku – sięgnął powoli do biurka i wyciągnął z niego małe czerwone kamyczki. Gdzieś tak wielkości fasolki i położył je przed sobą. Jack oraz Izumi mogli dostrzec, że mimo iż Whistler zachowuje się w miarę luźno to jest on jednak gotowy do obrony albo ucieczki. Niczym lis – w wypadku jak przyjdzie wam do głowy mnie zdradzić zwyczajnie stanie się z waszym wnętrzem to co dzieje się z pęcherzykiem płucnym ryby po zgnieceniu – pstryknął palcami i zrobił takie puff ustami, po czym się gromko roześmiał – Wiecie o reputację trzeba dbać, a interes sam się nie kręci. To nie cholerne perpetuum mobile, a jak wykonacie to zadanie to zwyczajnie z was te kamyki wyciągnę. A i nie próbujcie tego robić sami bo jedynie je zdetonujecie– znowu uśmiechnął się tą swoją lisowatą gębą i czekał na ich odpowiedź. Oparł się wygodnie w fotelu i skubnął kolejny kawałek mięska – Deal całkiem spoko. Nie sądzicie? Tak kluczowa informacja na której oboje moglibyście skorzystać – dodał po chwili, kręcąc się na fotelu i zatrzymując.

Whistler
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Wiedźma
Posty : 5
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Jęk Czarnego Węża   Pon Mar 02, 2015 9:34 pm

Jack chyba poczuł się jak u siebie, gdyż bez skrępowania rozgościł się przed Whistlerem, który to podobno jest tak niebezpieczny. Dosyć śmiałe zachowanie, lecz w świecie kryminalnym Izumi nie obracała się i nie mogła stwierdzić czy tak powinno być, czy nie. Ona zwyczajnie stała obok mężczyzny, oddalona od niego o krok. Widok zarządcy tego niesamowitego przybytku nie zdziwił ją jakoś, ani nie wzbudził innych uczuć. Był dosyć młody i ekstrawagancki, ale to chyba naturalna cecha wszystkich znanych z czegoś ludzi. Szare jednostki nie wybijały się, tak już działał świat. W milczeniu przysłuchiwała się co mówił, gdyż tak jak postanowiła - zostawiła rozmowę swojemu wspólnikowi i jedynie miała się wtrącić, by dopytać o szczegóły. Zjadanie ciała, dusz i wszystko inne - odpychała ją sama aura Whistlera, a co dopiero jego czynności. Był obrzydliwy, a teraz zdawała sobie sprawę, że Jack zapewne jest podobny w tym przypadku. Cóż, będzie musiała jakoś to znieść - nie lubiła babrać się w krwi, ani nie parała się mordem, tym bardziej nie miała zapędów kanibalistycznych. Oczywiście takie osobliwe widoki nie łamały ją, a zwyczajnie gdzieś w psychice odpychały i tyle. Na nią nie miało to wpływu, twarda z niej dziewczyna.
Słysząc o kamykach i widząc je wiedziała, że nie zdoła uniknąć połknięcia jednego z nich jeżeli chcą zdobyć sposób. Powoli zastanawiała się czy to wszystko jest tego warte, lecz oczywiście musiała emanować pewnością siebie. I tak też robiła, gdyż zarówno jej postawa jak i mimika świadczyła o tym, że nie jest byle wiedźmą, która zjadła rozumy, a kimś nieco bardziej trzeźwo myślącym, niezaślepionym dumą jaką zazwyczaj cechowały się jej podobne.
- Pewnie, nie ma problemu. - odpowiedziała szybko i podeszła, by chwycić jeden z kamyków. Odsunęła się do swojego miejsca, w którym stała poprzednio, by podnieść kamyczek na wysokość oczu i przygotować zaklęcie, a raczej samo oznaczenie. W tym przypadku nie musiała wypowiadać inkantacji, a znak był widoczny jedynie dla niej, więc włożyła kuleczkę do ust i wtedy dopiero naznaczyła ją znaczkiem, który służył do techniki "Gin no Jigen". Teraz mogła translokować ten przedmiot do swojej dłoni, by w razie czego pozbyć się go. Nie zamierzała tego robić, aż do momentu, w którym wymagać będzie tego sytuacja. Raczej translokacja działała nieco szybciej niż detonacja kamyka. W końcu to jakaś jottasekunda, w której znika przedmiot albo nawet mniej. Zwyczajnie znika i ciężko to określić w czasie. W końcu połknęła kamyk i wystawiła język dla zapewnienia, że nie ukryła go nigdzie.
- Teraz do rzeczy - co mamy dla Ciebie zrobić? Ze szczegółami proszę. - powiedziała zakładając ręce na pierś oraz obserwując go. Wiedziała, że to niebezpieczny człowiek, a teraz wolała jednak być poniekąd na jego łasce, bo inaczej nie zdobędą sposobu na odblokowanie duszy Jacka, a zatem utrudni jej to zadanie schwytania i zamordowania sióstr.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Jęk Czarnego Węża   Wto Mar 03, 2015 9:53 pm

Wheeljack wsłuchując się dokładnie w bicie serca Whistler niczego podejrzanego nie usłyszał co potwierdziło w przekonaniu, że nie jest byle jakim osobnikiem. Potwór widząc jak jegomość smaczne zajada sobie duszyczki a im wciska zwykłe ludzkie ścierwo co spowodowało lekką irytację u Wheeljacka wtedy pomyślał.-Jebany śmieć! Sam wpieprza smacznie duszę a mi tu padlinę pod nos kładzie! Zaraz sam się przygotuję poczęstunek ale z Twojej duszy Whistler! Ale gdy ochłonął odpowiedział wyluzowanym tonem. - Dzięki ale jadam tylko dusze albo marchewki. W końcu towarzystwo zaczęło rozmawiać o interesach gdzie Jack z niedoczekaniem wyczekiwał tej chwili. Mężczyzna uważnie wsłuchiwał się w rozmowę gdzie najwyraźniej było widać gołym okiem kto w tej rozmowie ma przewagę ale Jack nie należał do tych co łatwo ulegają innym osobom.Kiedy Whistler sięgnął swoją dłonią do szuflady by po coś sięgnąć Wheeljack odruchowo chwycił za rękojeść swojego tasaka który się znajdował za plecami mężczyzny będąc gotowy na odrąbanie mu głowy. Potwór może i był bestialski i brutalny w swych czynach ale do perfekcji opanował sztukę pozycjonowania się na polu walki i nic dziwnego, że Jack specjalnie usiadł własnie w tym miejscu by być wstanie wykonać szybki zdecydowany cios w stronę Whistlera. Whistler jednak nie planował ataku a raczej postanowił się zabezpieczyć przed ewentualną ucieczką z ich strony i własnie z tego powodu musieli połknąć dziwny kryształ. Jack podejrzliwym wzrokiem spojrzał na twarz Whistlera sięgając po jeden z tych kamyków po czym momentalnie połknął i powiedział. -Smaczny cukierek ale dość zbędnego pierdolenia Whistler. Co teraz?Wheeljack był potworem czynów wiec chciał jak najszybciej pozbyć się tej podejrzanej tabletki i odblokować swoja duszę.
Powrót do góry Go down

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Jęk Czarnego Węża   Wto Mar 03, 2015 10:49 pm

Cóż ponoć w niektórych plemionach wierzyło się, że jeśli pożre się ciało przeciwnika to zyska się jego siłę. Coś w tym może i było, ale bardziej chodziło tu o duszę niż o faktyczne jedzenie flaków czy mięśni. To raczej nie było związane z jakimś rytuałem, a jedynie kaprys Whistlera. Lubił mięsko ludzkie, a to właśnie kanibalizm stał się tym za co go wsadzali do pierdla. Po prostu w pewnym momencie doszły jeszcze do tego dusze, a zabić go nie można było. Miał zbyt dużo cennych informacji, które przydałyby się Shibusen. W końcu nawet Ci dobrzy czasem sięgają po niekonwencjonalne metody. Zwłaszcza jeśli mają siatkę wywiadowczą, która korzysta z masy informatorów. Gwizdacz zwyczajnie był kurą, która znosiła złote jaja i lepiej było mieć ją pod kluczem. No chyba, że ta kurka spieprzyła z kurnika to wtedy jest problem.
Whistler jedynie się zaśmiał serdecznie na komentarz Jack’a. Jedynie domyślał się, że tamten wolałby coś pożywniejszego niż kawałek mięska – Niestety nie ten dzień. Marchewki albo kaczkę faszerowaną duszami serwujemy w piątki 13 – poprawił sobie opaskę na oku wcześniej trąc palcem oko, jak to zwykle robi każdy z nas. Nikt w sumie do tej pory nie miał okazji co kryje się za opaską Whistlera, jedynie wiadomo było że nosił ją praktycznie od zawsze.
Ufał, że połknęli kamyczki. Zresztą coś tak małego zwyczajnie przechodziło przez gardło dosyć łatwo jak to obiekt fasolo-podobny, chociaż w pewnym momencie mogli poczuć że żołądek im się napełnia jakimś ciepłem. Jakby coś im tam wlano rozgrzewającego, jednak po chwili to ustało. Kamyk nawet miał całkiem przyjemny malinowy posmak oraz odświeżał oddech w tymże zapachu. Nie zmienia to faktu, że można się domyślić że najpewniej to coś się zwyczajnie rozpuściło jak kapsułka. Najwyraźniej publika mu się niecierpliwiła, bo rozmowa stawała się już coraz mniej grzeczna – Otóż jeśli ktoś trafił chociaż raz do więzienia Shibusenu to wie, że nie są tam zwykłe opryszki. Raczej trzyma się tam co groźniejszych przestępców o dosyć specyficznych… atutach. Jak zapewne zauważyłeś Jack – podczas rozmowy kręcił się na fotelu to w lewą, to w prawą stronę jednak w pewnym momencie się zatrzymał i sięgnął po kawałek mięska. Wyglądał jak istny szaleniec , który zwyczajnie sieje zamęt dla zabawy – Twoje moce jak i każdego innego kto tam trafił są jakby to ująć… zapieczętowane. Och tak sam Śmierciak nakładał tą pieczęć chociaż znam osobę, która szablon dla niego stworzyła – znowu się nachylił do biurka i pogrzebał w nim. Słychać było szelest przewracanych papierów – gdzie ja to miałem…? – wyciągnął na blat gumową kaczuszkę o iście demonicznych ząbkach, potem jakieś papierowe żurawie… wątrobę (już nie papierową), aż w końcu pozbierał to wszystko i wyciągnął pergamin, który był pusty – otóż jest sobie taka jedna wiedźma, której to zawodóweczka podpierdoliła schemat pieczęci oraz instrukcję jej działania. Stare próchno jeszcze zipie… bez urazy Izumi – spojrzał na wiedźmę, a potem wrócił do wątku – i na pewno dałaby radę odczynić i tą pieczęć. Nie wiem czemu nadal żyje. Nie moja w tym brocha, ja tylko wiem jak się tam dostać jednak kutwa niczego za darmo nie zrobi hihihi – zaśmiał się niczym taki diabełek i zaczął głaskać swoją maskotkę – Zapewne coś od was będzie chciała, ale gwarantuję że jest słowna. Zdejmie pieczęć a duszyczka będzie jak nówka sztuka. Nie śmigana, a wiedzcie, że Śmierć płakał jak oddawał – zaczął się śmiać ze swojego spalonego suchara – No więc… tak wiem, nie zaczyna się od „no więc” – kontynuował dalej i przetarł kawałkiem mięska mapę, która zaczęła się odkrywać stopniowo – jest sobie taki jeden lasek w okolicy pewnego wulkanu. Nie wiem czemu lubi takie gorące klimaty, może to kwestia tego że jest tam sporo gorących źródeł i działa to korzystnie na reumatyzm. W każdym razie udacie się tam, a następnie u podnóża wulkanu poszukacie jej chatki. Pozdrówcie ją ode mnie przy okazji – przetarł pergamin, powąchał go i zaciągnął się zapachem krwi, jak czytelnik nową książką, a potem podsunął w ich stronę. Odjechał sobie trochę w tył na krzesełku – To jak? Macie na tyle jaj by się tam udać? – mapa wskazywała jakąś wyspę położoną w okolicy Filipin.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Wiedźma
Posty : 5
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Jęk Czarnego Węża   Wto Mar 10, 2015 4:11 pm

Izumi z naturalnym dla niej niewzruszeniem obserwowała Whistlera oraz Jacka, a nawet to co się stało ze zjedzonym kamyczkiem. Miał go wyciągnąć, a ten się rozpuścił - mogłaby już zaczynać się odzywać, że zwyczajnie wrabia ich i nie można mu zaufać, ale jaki to miało teraz sens? I tak substancja z pewnością działa albo ten dziwak blefuje, na co znacznie bardziej stawiała wiedźma. Jakaś intuicja czy coś, bezpodstawne uczucie. Malinowe odświeżenie jednak było przyjemne i na myśl przywodziło raczej leki na zgagę, które działały niemalże tak samo.
W całej tej opowieści Whistlera brakowało jednego elementu. Podawał kupę informacji, które nie były wcale potrzebne, wystarczyło zaznaczone miejsce na mapie, lecz ten mówił wszystko co wiedział. Izumi miała złe przeczucia, że zwyczajnie nabija im "dług", który będą musieli później spłacić przysługą. Im mniej pomógłby im, tym mniej i oni musieliby dla niego zrobić, a teraz zapewne ten poprosi o coś od tej wiedźmy.
- Wszystko pięknie, ale co chcesz w zamian za te informację? Raczej nie wystarczyło Ci, że zjedliśmy te tabletki i pozdrowimy wiedźmę. - zapytała po raz kolejny, bo wcześniej nie uzyskała odpowiedzi na co liczy ekstrawagancki zarządca tego obrzydliwego lokalu.
- Skoro przyszliśmy tutaj, to raczej jesteśmy gotowi na każdy sposób odzyskania pełnej mocy Jacka. Każdy. - dodała po chwili z lekkim uśmiechem i wyciągnęła swój kieszonkowy zegarek, by sprawdzić ile to już czasu zmarnowała na rozmowę z kolejnym wariatem. Mogliby już iść, mapa wskazywała wyspę, oni pamiętali informację, teraz wystarczy dotrzeć do wiedźmy i dla niej wykonać małą przysługę, by ta zdjęła pieczęć.
Izumi podeszła do biurka i przyjrzała się chwilę mapie upewniając się, że jej towarzysz również zauważył gdzie mają się udać. Następnie zwinęła ją ostrożnie, by się nie pobrudzić tą całą krwią i stanęła obok. Wiedźma nie potrzebowała pozycjonowania, bo wystarczał jeden unik dający jej jedną-dwie sekundy, aby wypowiedzieć inkantację, a wtedy już zazwyczaj było po sprawie. Dlatego dosyć rozluźniona, aczkolwiek gotowa na potencjalne ataki stała i czekała na reakcję Whistlera oraz Jacka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Mistrz Gry
Posty : 178
Data dołączenia : 21/02/2015

PisanieTemat: Re: Jęk Czarnego Węża   Pią Maj 22, 2015 10:14 pm

MISJA ANULOWANA Z POWODU NIEAKTYWNOŚCI UŻYTKOWNIKÓW
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Jęk Czarnego Węża   

Powrót do góry Go down
 
Jęk Czarnego Węża
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Jęk Czarnego Węża
» Gabinet Czarnego Pana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Death City :: Off-top :: Eventy :: Zawieszone-